Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

McDusia
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 14:36, 06 Paź 2012    Temat postu: McDusia

Jestem dopiero w połowie, ale tyle się tego nazbierało, że spiszę już wszystkie dotychczasowe przemyślenia. Zwłaszcza że w tej chwili jak w każdy weekend przeżywam nalot psiapsiółek współlokatorki, które nie rozmawiają, tylko wrzeszczą, a do tego włączają radio Eska na full i nie da się w takich warunkach kontynuować lektury...

[link widoczny dla zalogowanych]
Tak sobie patrzę na tę ilustrację i myślę: kurczę, kogo mi ten chłopak przypomina? Jakiegoś piosenkarza? Aktora z filmu, który niedawno oglądałam? Nie mogę sobie przypomnieć. Biorę się za czytanie i okazuje się, że to Gabriela.

Cytat:
[Studenci] Dreptali za nią, doganiali, nie chcieli się z nią rozstać, gadali jedno przez drugie, ale naprawdę nie miała już dla nich czasu - pożegnała ich krótko na przystanku, życząc im Wesołych Świąt.

Miałam w życiu wielu fajnych wykładowców, często rozmawiam sobie na rozmaite tematy z wieloma pracownikami mojej katedry, sama jestem raczej lubianą prowadzącą ćwiczenia - i zupełnie sobie nie wyobrażam tych studentów niechcących się z wykładowcą rozstać.

Cytat:
[Gabriela] miała za sobą mocne wstrząsy: porzucenie przez Janusza Pyziaka...

Wiemy.

Cytat:
... potem wymuszony przez niego rozwód...

Wiemy.

Cytat:
... po tej klęsce przetrwała też samotne lata z dwojgiem dzieci.

Wiemy. Hmm, rozumiem, że nie jest łatwo być matką dwójki dzieci porzuconą przez męża... Jednak w gronie takich kobiet akurat Gabrysia wydaje mi się nie mieć takiej złej sytuacji. Mieszkała z kochającą rodziną, która wspierała ją nieustannie, jej mama głównie siedziała w domu, Gaba mogła więc zostawiać z nią dzieci i robić karierę naukową. Jeśli jest taką dzielną optymistką, jak nam się ją ciągle przedstawia, to chyba powinna patrzeć na to w ten sposób, a nie rozczulać się, jakie to mocne wstrząsy ją doświadczyły?

Cytat:
Przeżyła furię kłopotów i zmartwień...

Jak większość ludzi w średnim wieku...

Cytat:
... oraz poważny wypadek samochodowy.

Moi drodzy, czy czytając Sprężynę odczuliście ten wypadek jako poważny? Wiem, wiem, wszyscy go za taki uważali, rodzina się pojednała w szpitalu i w ogóle. Ja jednak przez cały czas czułam, że wypadek służy wyłącznie temu pojednaniu i zaraz po nim wszystko się dobrze skończy.

Cytat:
(...) młodsza córka biegała od ściany do ściany ze swym tiulowym welonem w wyciągniętej ręce, jakby sprawdzała jego długość. Żeby tylko nie zaczęła go skracać, jak to kiedyś zrobiła z welonem swej ciotki Idy! - pomyślała z rozbawieniem Gabriela. Fatum, prawdziwe fatum od lat wisi nad ślubami kobiet w tej rodzinie. Początek serii dała mama: poślubił ją w nerwowej atmosferze filolog klasyczny Ignacy Borejko, spóźniony mężczyzna bez krawata, który w dodatku zapomniał, gdzie miał odebrać zamówiony bukiet. I tak już poszło. Przygody welonu Idy, brak jej białych pantofli, zgubienie kluczy od mieszkania i konieczność włamywania się przez okno na jej ucztę weselną, to było zaledwie wesołe preludium.

Wiemy, znamy już te opisy na pamięć.

Cytat:
Dawny jej nauczyciel - polonista i wychowawca, a potem stary, wierny przyjaciel - zmarł ubiegłego lata. Nie zdążyła się z nim pożegnać. Nie widziała profesora przez jego ostatnie dwa tygodnie. To Kreska (która rzuciła wszystko i specjalnie przyleciała z Francji) do końca siedziała przy swoim dziadku na OIOM-ie.

To raczej oczywiste, że bliska rodzina rzuca wszystko dla umierającego, by być przy nim w ostatnich chwilach, natomiast znajomi nie będą przesiadywać w szpitalu do ostatniego tchnienia, bo dla ich pracodawcy choroba dawnego wychowawcy nie jest powodem wystarczającym do dania im wolnego. W podkreślaniu tego widziałabym tylko taki sens, że autorka chce zasugerować, iż Kreska i jej dzieci to jedyna żyjąca rodzina Dmuchawca. Tyle że później nagle pojawiają się wzmianki o babci Magdy Rolling Eyes

Gabriela najpierw obrywa od tłukących się w przejściu podziemnym chuliganów, potem idzie na dworzec po Magdusię, ale spotyka tam też syna i czuje, że im przeszkadza.
Cytat:
Gabriela usiłowała zrozumieć, czy to wezwanie jej także dotyczy. Jakoś jej się zdawało, że nie. Na wszelki wypadek powiedziała: - No, to lećcie! - i dodała, że skoczy jeszcze po świeży chleb na kolację. A oni niezwłocznie ruszyli pod górę zgodnym krokiem, jakby oczekiwali po niej takiej właśnie decyzji. Nawet nie zdążyła opowiedzieć, co ją spotkało, i ostrzec, by nie wchodzili pod rondo!

I dzielna Gabriela nie mogła zawołać "ej, poczekajcie, w przejściu podziemnym jest bójka", zadzwonić do syna na komórkę. Pamiętam, że Natalię onieśmielało samo spojrzenie siostrzenicy, ale chyba nawet ona ostrzegłaby Laurę, że może zostać pobita...

Cytat:
Ignaś zdecydował się użyć masła, lecz fistaszkowego. Fistaszki nigdy, w żadnym stadium produkcji, nie miały najmniejszego kontaktu z krową.

To znaczy on je kanapki wyłącznie z masłem orzechowym? Czy też na nim kładzie ser (owczy)? Co na to dietoterrorystka Ida?

Cytat:
Ignacy niezbyt interesował się nawet własną siostrą Laurą ani też najstarszą z nich trojga - zamężną już Różą

Sorry, Ignac, wiem lepiej od ciebie, ile masz rodzeństwa. Zapomniałeś o Elce. Że przyrodnia? To tak jak Laura i Róża. Że wyfrunęła z domu i założyła własną rodzinę? Róża tak samo.

Cytat:
Mało był zainteresowany także i wiadomościami o sukcesach państwa Ogorzałków (znaleźli świetne biuro projektowe, wykrywają konkurs za konkursem).

Rozumiem, że to taka typowa dla spotkań rodzinnych narracja z przymrużeniem oka - córka ma same piątki, zięć jest ciągle wybierany pracownikiem miesiąca, mama wygrywa konkurs za konkursem. Człowiek rzeczywisty jest raz na wozie, raz pod wozem.

Opowieść Idy o wyciąganiu dziecku frytki z nosa - nawet nie chce mi się tego cytować. Element Komiczny pierwszej klasy.

Następująca zaraz po tym biegunka słowna Idy... No nie, to trzeba zacytować.
Cytat:
- Niektórzy szaleją za frytkami! - co w niejednym przypadku prowadzi do wypadku, zaś w braku rozwagi wiedzie do nadwagi - rzuciła ciotka dowcipną, jej zdaniem, puentę, a Ignasiowi zapłonęły uszy.
Tym razem śmiechem buchnął Józef - zakrztusił się przy tym kiełbasą. Śmiał się i kaszlał, jego matka waliła go w plecy, dogadując, a on śmiał się od tego jeszcze bardziej, co wyraźnie dotknęło Magdusię. Zasępiła się i przeszyła Rudego ostrym spojrzeniem.
Ale trzeba przyznać, pomyślał Ignacy Grzegorz, że Józinek jest imponująco odporny. Gdyby to mnie tak ugodziła wzrokiem, padłbym zemdlony na ziemię. A ten nawet nie mrugnie. Ciotka Ida też ma charakterek: nic jej nie rusza, chociaż i na nią Magda spogląda z czytelnym wyrzutem.

chamstwo i brak empatii Idy = charakterek
chamstwo i brak empatii Józinka = imponująca odporność

Cytat:
- Na cóż to tak patrzysz ostro i z przyganą, McDusiu? - zaśmiała się w tym momencie beztroska Ida. - Na naszą słynną srebrną cukiernicę z Kiejdan, jedyny ocalały z pożogi skarb prababci Borejko? Masz rację, tysiąc razy im mówiłam, jak się czyści srebro, ale nikt tu nie podjął owej rękawicy, że się tak wyrażę. Straszni bałaganiarze żyją pod tym dachem. A piękna cukiernica zarasta patyną od lat.

Ida, jesteś kretynką.

Ignacy Borejko sugeruje, żeby zachować powagę, bo Magdzie przecież zmarł pradziadek.
Cytat:
- O frytkach możemy nie mówić - zgodziła się Magda. - Ale jeśli chodzi o pradziadka, to naprawdę - już prawie go nie pamiętam. Mieszkałam wtedy u niego tylko przez dwa tygodnie, a on i tak głównie czytał. Albo pisał.
- Częściej niż dziadek widywał cię McDonald's, luba McDusiu - wspomniała Ida, a jej cynobrowe usta drgnęły w charakterystycznym, kpiącym uśmieszku. - Ale nie tylko ciebie, bo i uroczych braci Żeromskich - tu puściła szelmowskie oczko.

Tak, wypomnij nastolatce, że przed śmiercią pradziadka wolała siedzieć w barze z dwoma sympatycznymi kolegami niż ze staruszkiem, który i tak niewiele z nią rozmawiał. No przecież jak mogła nie przewidzieć, że wkrótce pradziadek umrze?

Cytat:
- E... a... bo nie mogłam jakoś złapać z pradziadkiem kontaktu - wyznała Magdalena.
Mama Ignasia zareagowała na te słowa zaskoczonym westchnieniem; ale na szczęście na tym skończyła.

Mnie też to cieszy.

Ile znacie osób uczuciowo związanych z pradziadkami? Zakładając, że odstęp intergenetyczny wynosiłby dwadzieścia kilka lat, a nie kilkanaście, czyli w momencie urodzenia prawnuczka pradziadkowie mieliby po około 75 lat, po 80, kiedy byłby pięciolatkiem.

Moja mama wspomina, że kiedy jej prababcia była bliska śmierci, mama miała nadzieję, że przeżyje jeszcze jej bal maturalny, bo bardzo chciała na niego iść zamiast manifestować obowiązkową żałobę. Nie żeby prababci nie lubiła - po prostu prawie jej nie znała.

Miałam też w rodzinie AK-owca, który przez lata ukrywał się w Londynie, zawsze był surowy (jego listy do córki mnie przerażają, są wyprane z jakiejkolwiek serdeczności), a na starość zrobił się jeszcze zgorzkniały. Kiedy wrócił do Polski, synowa i wnuki odwiedzały go z obowiązku jako członka rodziny, ale zawsze się go bały. Kiedy zmarł, wszystkim było przykro, w ogóle wszyscy współczuli mu smutnego życia, ale nikt nie czuł straty kogoś bliskiego.

No ale w domu Borejków Dmuchawiec to postać święta, nie można go nie uwielbiać. Podziwiam Magdę, że zdobyła się na takie lakoniczne wyznanie.

Cytat:
- To dlatego wtedy tak szybko wyjechałaś! - odgadła Laura.

- Nie wiem, pytaj autorki tej książki, ja sama tego nie rozumiem... - odrzekła Magdusia niepewnie.

Cytat:
- Tak... bo uznałam, że bardziej przydam się babci. I tak dalej - odrzekła Magdusia niepewnie....

Nie mam przy sobie Sprężyny - ile lat miała Magda, kiedy była u Dmuchawca? 16? Czy nastolatka swój wybór miasta i liceum powinna uzależniać od tego, czy bardziej przyda się babci, czy pradziadkowi? Nastolatka na początku XXI wieku, której rodzice architekci mieszkają w Paryżu i wygrywają konkurs za konkursem? Czy rodzice ci są tak niestabilni jak Józefina Bitner, że to dzieci muszą brać na siebie odpowiedzialność za wszystko?

Cytat:
... a po chwili dodała z nowym wigorem: - Ja po prostu jestem szczera, więc nie udaję ciężkiej żałoby. Mama to rozumie: dlatego kazała mi posprzątać mieszkanie pradziadka, zanim je sprzeda. Przymierzała się do tego, przymierzała, ale mówi, że sama nie może się tym zająć, bo ma za wiele wspomnieć. No, a ja nie mam ich prawie wcale.

Nie skomentuję tego, inni już to zrobili: [link widoczny dla zalogowanych] Po co w ogóle ten idiotyczny wątek? Czy akcja nie mogłaby się dziać latem, kiedy to Magda przyleciałaby do Polski na wakacje?

Cytat:
Teraz babcia Mila zabrała głos i taktownie zmieniła tor rozmowy

Teraz? A kiedy Ida obrażała jej gościa, to takiej potrzeby nie czuła?

Magda dławi się chipsem ku satysfakcji Idy, Józef celebruje krojenie kiełbasy i układanie kostek w sześciany - jedna kolacja w tej książce trwa, trwa i skończyć się nie może. To jest zwyczajnie nudne.

Cytat:
- Aha, byłaś bliska uduszenia! Aha, a nie mówiłam?! - zatriumfowała nad Magdusią. - Nie przestrzegałam? Równie dobrze mogłaś sobie wepchnąć chipsa do nosa!

... powiedziała wykształcona pani doktor. Zakrztusiłeś się chipsem - to dowód na to, że chipsy są niezdrowe. Wręcz prowadzą do śmierci. Błagam, skończcie już tę kolację!

Cytat:
[Ignaś] Poczuł, że drży z emocji. wczorajszy późny wieczór strawił był bowiem nad dawnym swoim wierszem, poprawiając go i miejscami nadając mu nową formę. Szlifowałby to dzieło i noc całą (bo chciał je ofiarować Magdusi), gdyby nie Józinek, który go wyśmiał, kazał iść spać i nie robić z siebie idioty.

Zaiste wielką siłę oddziaływania na Ignasia ma Józinek. Każe mu iść spać zamiast pisać wiersze, a ten grzecznie słucha, mimo że mieszka piętro wyżej i ma własny pokój.

Cytat:
Józef Pałys dobrze się posilił...

Zapamiętajcie ten fragment.

Cytat:
... i z ulgą powitał zakończenie męczącej kolacji...

Ja również.

Cytat:
... która zeszła mu głównie na unikaniu zaczepnych spojrzeń nowo przybyłej kokietki.

Słusznie. Po co takiej dawać nadzieję. Potem trzeba taktownie wytłumaczyć "jesteś wspaniała i bardzo cię lubię, ale...", żeby nie zrobić przykrości.

Cytat:
"... wtem ona wspięła się na palce i znienacka lepko go pocałowała w same usta.
- Dobranoc! - rzuciła tonem zwycięskim - I dziękuję!
Bezczelna!!!
Miał ochotę odskoczyć, ale wyglądałoby to jakby się bał. A się nie bał, tylko jej nie lubił.
Niewiele myśląc, capnął ją za cienki kark i przyciągnął blisko, tak blisko, że poczuł, ja
k pachnie jej skóra. Jakimiś kremami czy wazeliną, czy innym tłuszczem.
- Wstydu nie masz? - rzekł jej prosto w twarz przez zaciśnięte zęby, i potrząsnął nią jak szczurem. - Więcej nie próbuj, bo cie walnę!
I odsunął ją czym prędzej na odległość ramienia, po czym wypuścił z uchwytu (...)
Magda patrzyła za nim zaczerwieniona, zmieszana i bez tchu.
- Wiem! - wypaliła wreszcie, ratując sobie samopoczucie. - Jesteś zajęty!
Co za beznadziejna, przetłuszczona osobniczka.
Prychnął z irytacją i wyszedł.
(...)
Czuł wstyd, a nawet oburzenie (pierwszy w życiu taki pocałunek, a nie z jego inicjatywy!) oraz żywą wściekłość (bezczelna, wysmarowana baba!) ...
Po chwili zdał sobie sprawę, że jest jednak zadowolony. Więcej: że triumfuje.
Zapanował bowiem nad sytuacją. Im dłużej to analizował, tym bardziej widział, że wygrał, 2:1.
Po pierwsze - nie uciekł.
Po drugie - nie uległ.
A jeden punkt dla Magdy, bo odgadła.

A więc tak wyglądała ta niezręczna rozmowa w wykonaniu macho Józefa. Dzięki, pani Musierowicz, jako że jest pani dla wielu autorytetem, ja również wezmę przykład z książki i w podobnej sytuacji nie odsunę się i nie powiem "przykro mi, ale nic z tego nie będzie", tylko rzucę się na chłopaka z pięściami i nawrzeszczę. Bo przecież odsunięcie się to by była tchórzowska UCIECZKA.

Józinek pisze do Staszki maila:
Cytat:
Cześć, Staszka!
Fajnie, że jesteś na YT. Mogę bez końca słuchać "H".
Przed chwilą jedna dzieczyna mnie pocałowała. To nie była moja wina.
Pzdr. J.

Widziałam ten cytat gdzieś na forum. Byłam przekonana, że forumowicz zmyśla to sobie dla jaj.

OK, na razie wystarczy, sporo się tego uzbierało, a to dopiero 40. strona...


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Pon 2:35, 29 Paź 2012, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob 14:57, 06 Paź 2012    Temat postu:

Łomatkoborsko... Ja na razie mam tylko jedno pytanie: to Józinek potrząsa Magdą już na 40-tej stronie?! Faktycznie, zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 15:01, 06 Paź 2012    Temat postu:

Na trzydziestej szóstej. Bo wiesz, zanim maila wysmarował, to jeszcze miał głębokie przemyślenia.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Seba Holmes



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 799
Przeczytał: 82 tematy

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:08, 06 Paź 2012    Temat postu:

Och, Melomanko, czeka Cię jeszcze wiele wzruszających chwil podczas lektury: Pyziak-Voldemort, co to ukrył części swej mrocznej, pozbawionej uczuć duszy w kangurach i kradzionych autach z Niemiec, doWcipna komedia pomyłek związaną ze ślubem Laury, izba wytrzeźwień w domu Pałysów i wiele, wiele innych...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10567
Przeczytał: 41 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Sob 15:24, 06 Paź 2012    Temat postu:

Zaspoilerowałam się już na forum MM, ale tam nie byłam do końca pewna, co jest prawdziwym cytatem, a gdzie sobie jajca użyszkodniczki robią. Przeczytam, jak Bora kocham przeczytam, ale na razie szkoda mi 30 złotych. Poczekam, w bibliotece będzie. Albo co.
Cytat:
[Gabriela] miała za sobą mocne wstrząsy: porzucenie przez Janusza Pyziaka...

Rrrwał nać, nie mogę, no nie mogę. Ileż można żyć tą cholerną pyziaczą martyrologią? Baba jakieś dwadzieścia lat z nowym facetem (nie chce mi się po "Noelkę" wstawać, ale chyba gdzieś tyle trwa związek Gaby z Grzegorzem) i nadal cierpi straszliwie? BessĘsu. Ale może ja się nie znam.

Cytat:
Niewiele myśląc, capnął ją za cienki kark i przyciągnął blisko, tak blisko, że poczuł, ja
k pachnie jej skóra. Jakimiś kremami czy wazeliną, czy innym tłuszczem.
- Wstydu nie masz? - rzekł jej prosto w twarz przez zaciśnięte zęby, i potrząsnął nią jak szczurem. - Więcej nie próbuj, bo cie walnę!
I odsunął ją czym prędzej na odległość ramienia, po czym wypuścił z uchwytu (...)
Magda patrzyła za nim zaczerwieniona, zmieszana i bez tchu.
- Wiem! - wypaliła wreszcie, ratując sobie samopoczucie. - Jesteś zajęty!
Co za beznadziejna, przetłuszczona osobniczka.
Prychnął z irytacją i wyszedł.

Rzeczywiście ohydna ta scena. Zrozumiałabym gdyby ją odsunął, lekko odepchnął albo odwrócił i poszedł precz. Wszak takie całowanie "z partyzanta" nie musi się podobać, ale coś takiego? Ludzki pan, bo nie przywalił głupiej dziewusze? Hańba to bowiem dla macho, że baba całuje pierwsza. Jeżu i ten opis Magdy: przetłuszczona, wysmarowana.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 17:45, 06 Paź 2012    Temat postu:

Jedziemy dalej Twisted Evil

Podrozdział zaczyna się od tego, co myślał i co robił Józef Pałys.
Cytat:
Dziadek oddał się swojemu ulubionemu zajęciu - arcymistrzowskiemu ładowaniu zmywarki, ciotka Gabriela i wujek Grzegorz znikli dyskretnie w swoim pokoju, a mama właśnie wykąpała Ziutka w wannie.

Gdy kolacja była opisywana z perspektywy Ignacego Grzegorza, Gabriela była nazywana "mamą Ignasia" lub "mamą Ignacego Grzegorza". W przypadku Józefa wystarczy "mama". Czy ten brak konsekwencji to jakiś celowy zabieg?

Cytat:
I nagle, pod wpływem jakiejś myśli, całkowicie się zmieniła, jakby ujrzała właśnie coś cudownego; przestała żuć gumę i znieruchomiała w milczącym zachwycie. Oblana rumieńcem, z księżycowym blaskiem w oczach, nie wyglądała na dawnego, groźnego Tygrysa. Była Laurą w pełni romantyczną, której to efekt wzmagał - niezależnie od piżamy - wieniec z plastikowej ruty i plastikowych konwalii przytrzymujący welon.
- Aaaadamm... - powiedziała głosem sekretnym, dziwnym, dalekim.

Zawsze lubiłam imię Adam. Mój siostrzeniec będzie miał takie imię. Ale jeszcze kilka razy przeczytam o Aaaadammmie (a wiem, że to będzie co najmniej raz powtórzone), to zacznie mi się kojarzyć z lobotomią. Czym była nasączona ta złota nić?

Cytat:
- Aaaadamm... - powiedziała głosem sekretnym, dziwnym, dalekim.
- Rozumiem - szepnęła tęsknie Magda.
(...)
- Nic nie rozumiesz - powiedziała spokojnie i pobłażliwie, przyciskając obie ręce do serca. - Tego nie można zrozumieć.

Ma rację. Tego się nie da zrozumieć. Ja nie rozumiem, czemu bezczelna, onieśmielająca Laura nagle przejęła wyraz twarzy, gesty i poetycki sposób wysławiania się jej cioci Natalii. (Jak się potem okaże, Natalia z kolei zabrała trochę charakteru Laurze.) Większość czytelników nie rozumie, na czym właściwie polega ta baśniowa wielka miłość kochanków owiniętych złotą nicią.

Cytat:
(...) do pokoju wpadła Gabriela, pukając w ościeżnicę starych drzwi i równocześnie mówiąc:
- O, o, właśnie o tym myślę. Tygrysku, muszę odbyć z tobą rozmowę organizacyjną.
- Ależ po co, mamo, ceremonia jest już przepięknie zorganizowana.
- Przez kogo?!...
- Przez pana Gruszkę, oczywiście. On absolutnie wszystko organizuje, to jest człowiek numer jeden w przedsiębiorstwie Fidelisów.
(...)
[Gabriela mówi:]
- (...) mój pogląd jest taki, że w życiu nie da się wszystkiego zaplanować i przewidzieć, nawet w najdrobniejszych sprawach codziennych, a cóż dopiero w przypadku takiego wydarzenia jak ślub.

I dlatego, córciu, postanowiłam się wreszcie zainteresować tym ślubem, który masz za sześć dni. I jestem zaskoczona tym, że ktoś już wcześniej się tym zajął.

Cytat:
- Mamo, przypadek nie będzie miał absolutnie żadnego pola manewru. A zgadnij dlaczego: skoro pan Gruszka wziął sprawy w swoje ręce, psikusy odpadają w przedbiegach. Tak jak i fatum. Pan Gruszka i fatum! - no, nie. Więc jestem na luzie, zupełnie spokojna. Bo on jest taki spokojny. Ufam mu.
- Jemu ufasz, mnie nie. Teraz rozumiem.

Tak, wiemy. Gabriela jest wspaniałą matką, Laura - niewdzięczną córką. Trzeba to podkreślać na każdym kroku. Choćby w tak absurdalnym dialogu. "Jemu ufasz, mnie nie"??? Czy Gabriela zaproponowała pomoc dawno temu, a Laura kłamała, że wszystko gotowe, po czym powierzyła organizację panu Gruszce? Nie, zleciła to jemu, ponieważ Gabriela nie wykazała żadnego zainteresowania aż do tygodnia poprzedzającego ślub.

Cytat:
- Czy pan Gruszka ma córkę? Wydawał ją za mąż? Zebrał jakieś szczególne doświadczenie? - dopytywała się niespokojna Gabriela.

A jakie doświadczenie w organizacji ślubów ma Gabrysia? Ach, no tak, wycinała z ciasta jabłuszka na kilka godzin przed ślubem Idy.

Cytat:
- Nie. On nie ma dzieci. Jest samotny.
- No, właśnie. To skąd on ma wiedzieć...
- Już on wie. To jest bardzo praktyczny człowiek.
- Tylko że to ja powinnam czuwać nad wszystkim, Tygrysku.
- Ale po co, kiedy jest pan Gruszka.
- Taka jest tradycja - panna młoda wychodzi z domu rodzinnego, i to jej rodzina dba o szczegóły ceremonii i wesela.

A że przypomina sobie o tym na ostatnią chwilę - to też tradycja? Tradycyjnie szuka się domu weselnego na tydzień przed weselem? Dawna Laura, inteligentna, wyszczekana, szczera do bólu, już dawno powiedziałaby "Mamo, ślub jest za 6 dni! Ja już sama wszystko załatwiłam! Jeśli chciałaś go organizować, trzeba było się wcześniej zainteresować, a nie wyrzucać mi teraz, że ci nie ufam!"

Cytat:
- Właśnie - matka wzięła z biurka Laury długopis i kartkę. - Zapiszmy wszystko, żeby już o niczym nie zapomnieć.

Będę mieć poczucie, że bardzo pomogłam ci w organizacji twojego ślubu.

Cytat:
- Piszmy dalej. Ślub. Kościół w Kostrzynie...
- Wszystko załatwione.

No raczej.

Cytat:
... dwudziestego siódmego grudnia, niedziela, godzina czwarta.

Gaba, odpuść sobie. Nagle sobie przypominasz, że córka bierze ślub i pomagasz jej notując "Ślub. Kościół w Kostrzynie. 27 grudnia, godz. 16.00". Po prostu sobie daruj.

Cytat:
- A pantofle? - spytała Magda i zdziwiła się, bo obie, matka i córka, parsknęła jednocześnie śmiechem. - Co?...

Już pomijając rodzinne anegdotki Borejków, dla mnie też współczesna nastolatka mówiąca o "pantoflach" brzmi dosyć zabawnie.

Cytat:
- Kupione. Na wszelki wypadek - dwie identyczne pary - wyznała mama Laury. - Były w rodzinie bolesne doświadczenia. Kiedy Ida wychodziła za mąż, w ostatniej chwili okazało się, że nie ma butów. A niełatwo było w tamtych czasach dostać białe obuwie damskie numer 41, i to tuż przed Świętami.
- No, proszę, a o czym ja mówię, to było klasyczne niedopatrzenie z powodu temy! - powiedziała Laura pobłażliwie z wysoka. - Pamiętam, pamiętam dobrze, jakie to nerwy były. Histerie z powodu welonu, spazmy z powodu butów i tak dalej. Dziadek przy telefonie, przeszukiwał sklepy.

My również doskonale to pamiętamy. Noelka to świetna książka i niejeden fan Jeżycjady przeczytał ją kilkakrotnie. Wystarczyło napisać "Gabrysia i Laura opowiedziały Magdzie, jak Ida zapomniała o butach". A swoją drogą gdybym zniszczyła komuś welon, to wolałabym o tym nie przypominać zamiast opowiadać z poczuciem wyższości, że panna młoda histeryzowała.

Cytat:
- A ile w ogóle wysłałaś zaproszeń?
- Nie wiem, chyba niewiele.

Shocked Rozumiem, że Laura ma gdzieś konwenanse i tradycje, wesele robi w Sylwestra, a nie w dniu ślubu. Ale tak czy owak - kogoś na to wesele zaprasza. Gdzieś ci ludzie muszą się zmieścić. Coś zjeść. Coś wypić. Gdzieś przenocować. I ona nie wie, ile osób właściwie zaprosiła???

Cytat:
[Ignacy Borejko] Był wyciągnięty na wznak w swoim nowym łożu, dostosowanym do potrzeb starego kręgosłupa. Łysinę miał okrytą bawełnianą zieloną mycką

I tak niepostrzeżenie przenieśliśmy się dwa wieki wstecz.

Cytat:
oddano Magdusię na całe lato pod opiekę pradziadka, mieszkającego w Poznaniu.

No to w końcu ona jemu była potrzebna, ale egoistka siedziała z kolegami w MacDonaldzie, zamiast się nim opiekować, czy też on miał opiekować się nią?

Magda wspomina swoją nieszczęśliwą miłość do Patryka, z którym we Wrocławiu zawiesili kłódkę zakochanych na Moście Tumskim, ale kłódka miała trzy kluczyki, co ją trochę zdziwiło. Oj tam, Magda, [link widoczny dla zalogowanych] trzy sztuki się przydają Razz

Rany, teraz ilekroć przejdę tym mostem, będę wspominać moje wielkie rozczarowanie, czyli książkę McDusia.

Magda zajadała się z Patrykiem frytkami w McDonaldzie na wrocławskim Rynku, całowali się słonymi wargami, aż tu nagle zobaczyła przez okno restauracji Green House, jak jadł rybę z inną. Proponuję z następnym chłopakiem chodzić do Salad Story i na mrożone jogurty w Magnolii albo Pasażu Grunwaldzkim. Tylko dla świętego spokoju nie patrz przez szyby, kto siedzi w barach z sushi.

Nie wierzę, nie wierzę, że czytam o takich pierdołach w Jeżycjadzie.

A teraz mój ulubiony wątek z pierwszej połowy książki. Dziwię się, że tak mało wspomniano o nim na forum fanów MM, a może coś przeoczyłam.

Cytat:
(...) ostatni dzień przed przerwą świąteczną. Będzie składanie sobie życzeń i wręczanie sobie prezentów nie droższych niż trzydzieści złotych, jak ustalił samorząd klasowy wraz z wychowawczynią. On wylosował w tym roku Agatę Janicką i to było dobre, bo przynajmniej nie musiał się zastanawiać, co kupić osobie wylosowanej; powiedziała mu to sama. Z jakąś nietypową miną, z uśmieszkiem ukrytym w kąciku ust, wyznała, że marzy o piosence "Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie, co z nami będzie" z płyty "Ona i on". Podobno nigdy nie mogła tego znaleźć. Powiedzmy. Dosyć to dziwne. On znalazł bez problemu i po prostu przeniósł jej to na pendrive'a.

Dosyć dziwne? Raczej idiotyczne. Ja, wielka antyfanka Libera i Sylwii Grzeszczak, znam tę piosenkę doskonale, bo atakowała mnie w sklepach. I w tekst "nie mogę tej piosenki znaleźć" uwierzyłabym, gdyby to mówiła staruszka nieumiejąca korzystać z Internetu. Po co w ogóle ściemniać, że niby trudno znaleźć i dlatego potrzebuje pomocy, przecież mogła bez żadnych wykrętów zażyczyć sobie singla! Ja o niego prosiłam, kiedy mieliśmy mikołajki właśnie z limitem 30 złotych. Natomiast dawanie komuś w prezencie mp-trójki, takiej, którą każdy głupi może sobie z netu ściągnąć, to jakaś absurdalna sytuacja. Pamiętam czasy, kiedy stałe łącze mieli nieliczni i takie osoby nagrywały ściągane z Internetu płyty, rozprowadzając je w szkole po bodajże 5 czy 10 złotych, nieźle w sumie na tym zarabiając. Ale to było 10 lat temu, a nie 3 (akcja dzieje się w 2009 r.).

Ten wątek to przykład na to, jak Musierowicz usiłuje opisywać życie młodzieży, nie mając z tą młodzieżą zbyt dużego kontaktu.

Trolla pisze, że przyjedzie jutro na kilka godzin.
Cytat:
Ech, prawdę mówiąc, nagle przestała mu się podobać myśl o spotkaniu. Już jutro? Tak szybko? Co to będzie? Chętnie by jej napisał, że nie ma czasu

Ale w czym problem? Do jutra nie zdąży pofarbować odrostów? Chodzi teraz w okularach i póki co nie stać go na nowe soczewki kontaktowe? Nie zdąży schudnąć albo nabrać masy? A może potrzebuje jeszcze kilku dni, żeby ochłonąć po tym szoku, jaki przeżył, gdy Magda musnęła go delikatnie ustami?

Cytat:
Temat: "przyjazd"!
Cześć, Staszka - napisał szybko. - Będę czekać na peronie.
Do jutra. J.

Klik. Wysłał.
A potem zdał sobie sprawę, że - u licha! - właśnie się ze Staszką normalnie umówił! - Z wrażenia zerwał się jak oparzony, piorunem się umył i ubrał, wziął plecak i poleciał na górę, do babci.

I znów doskonale rozumiem emocje Józinka. Na mnie to jego "umówienie się" również zrobiło wrażenie. Ogromne. Właśnie sobie uświadomiłam, ile już razy byłam z kimś na randce. Ci wszyscy studenci, którym pisałam maile typu "po wpis może pan przyjść do mojego pokoju po dwunastej"...

Cytat:
Babcia już była na chodzie, jak zwykle o tej porze

Normalnie o tej porze raz lepiej, raz gorzej... Tak jakoś mi się skojarzyło Smile

Cytat:
Gabriela, najfajniejsza z wszystkich trzech ciotek Józefa

Zamiast komentarza wkleję inny cytat z książki:
Cytat:
Bo autor wiele zdradza o sobie, nawet kiedy pisze o innych.


Cytat:
Piegowata była prawie tak jak jego mama, a ten uśmiech też miała taki zaraźliwy - zawsze człowiek musiał odpowiedzieć jej tym samym.

Aby zrównoważyć krzywienie się czytelników bombardowanych informacjami o fantastyczności Gabrieli.

Cytat:
Ale, w odróżnieniu od jego mamy, ciocia Gabrysia była roztropna i stabilna. Józef to doceniał. Sam był taki.

I skromny.

Trzeba przyznać, że gabrysine użalanie się nad sobą w związku z porzuceniem przez Pyziaka jest stabilne. Od jakichś dwudziestu lat.

Cytat:
- Dostałem maila od Trolli - powiedział tonem obojętnym, patrząc prosto w jej kasztanowe oczy, wypełnione po brzegi empatią.

Niee, mam dość. Rzygam tą cudownością Gabrieli, o której Musierowicz stale pisze dosłownie, bo nie potrafi jej pokazać poprzez czyny lub wypowiedzi swojej ulubionej bohaterki.

Cytat:
[Babi] też go lubiła i też go rozumiała.

Nasuwa mi się pytanie - kto zatem w rodzinie go nie lubił i nie rozumiał?

Cytat:
- No wiesz! - rzekł dziadek. - Ja niczego nie zapominam.
Na te słowa weszła do kuchni Łusia, już w stroju szkolnym...

Czy dzieci Pałysów chodzą do prywatnych szkół z mundurkami?

Cytat:
... i zaraz mogła zadbać o ukochaną polszczyznę:
- Zapominasz, dziadku, zapominasz! Mylisz się poniekąd w cytatach, dziadziu - rzekła pogodnie, sięgając po bułkę z masłem.

Bułkę z masłem też zapamiętajcie.

Cytat:
- To nie może być! - obruszył się dziadek.
- A kto zacytował "Rada małpa raz w kąpieli" zamiast "że się śmieli"?
- Ile jeszcze razy będziesz wracać do tego odosobnionego przypadku? - zainteresowało dziadka...

Fakt, to denerwujące, że wnuczka stale wytyka ci ten sam błąd, z tym że jak zaraz zobaczymy, ty nigdy nie przyznałeś jej racji...

Cytat:
... To nawet nie była pomyłka, to był skrót myślowy.
- Albo zwykłe roztargnienie - powiedziała szybko Babi, karcąc Łusię wzrokiem pełnym wyrzutu...

Mila Borejko chyba wszystko mówi karcąco i z wyrzutem. Nigdy kobiety nie lubiłam.

Cytat:
... Twój dziadek nigdy nie myli się w cytatach.
- Mnie też się zdarzają takie skróty myślowe - dorzuciła krzepiąco ciocia Gabriela.

Rozumiem, że takimi skrótami myślowymi naucza też swoich studentów i równie pobłażliwie ocenia ich kolokwia.

Ten fragment bardzo źle świadczy o autorce. Każdy popełnia błędy. Na IMDb czy Filmwebie można poczytać o każdym szerzej opisanym filmie, że są w nim takie i takie wpadki. I nikt nie kręci sequela, w którym bohaterowie zachowują się bezsensownie, byle tylko wyprostować wszystkie tamte pomyłki.

Ciąg dalszy nastąpi Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Nie 2:43, 07 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17218
Przeczytał: 65 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 18:24, 06 Paź 2012    Temat postu:

Och, z tą piosenką to akurat żadna wpadka; to że Agata MÓWI, że nie mogła jej znaleźć nie znaczy, że faktycznie nie mogła. To raczej kokieteria: "och, och, ja nie mogłam znaleźć, ale dla ciebie to na pewno nie będzie stanowić problemu".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 18:30, 06 Paź 2012    Temat postu:

Tak, wiem. Ale Józinek stwierdza tylko, że to "dosyć dziwne". Powinien od razu domyślić się, że przedstawicielka tej znienawidzonej przez niego płci ściemnia po prostu i chce się jakoś do niego zbliżyć, a więc zająć miejsce Staszki, którego jest niegodna. Chociaż nie, to w sumie ma sens. Józek nie pomyśli "to podejrzane, przecież tę piosenkę tak łatwo znaleźć w sieci". Pomyśli "no tak, głupia baba".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
małpa w bibliotece
Opadające Ucho



Dołączył: 05 Paź 2012
Posty: 83
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 18:50, 06 Paź 2012    Temat postu:

Oj, trochu smieszno, trochu straszno... Bezrefleksyjnie pochłaniałam tomy, choć coraz częściej przychodziło mi na myśl pytanie, dlaczego do tych nowszych nie chce mi się wracać. A teraz po najnowszy boję się sięgnąć Sad Pewnie wewnętrzny masochista zwycięży, ale dziękuję za ostrzeżenie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Kowal Armani



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2782
Przeczytał: 20 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:49, 06 Paź 2012    Temat postu:

Przepraszam, ale...

Cytat:
Dawny jej nauczyciel - polonista i wychowawca, a potem stary, wierny przyjaciel - zmarł ubiegłego lata.

W KOŃCU!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 2:27, 07 Paź 2012    Temat postu:

Obcowania ze spuścizną św. Dmuchawca odsłona pierwsza:
Cytat:
- Patrz! - powiedziała Gabriela, siadając przy biurku. - Wydawnictwo Przeworskiego, Warszawa, rok 1939 - przed samą wojną. Może jeszcze zdążyli rozprowadzić po księgarniach. W Warszawie wszystko przecież spłonęło, więc kto wie, jakim cudem ten egzemplarz ocalał. Ach! Spójrz na to!
Przez stronę tytułową, nakreślony wiecznym piórem, charakterem pisma zamaszystym, pięknym, ostrym, biegł na ukos autograf poety.
- Rozumiesz? Wierzyński miał w rękach ten tomik, dotykał go, podpisał dla kogoś. Co za wrażenie!

Być może nie potrafię się wczuć w tę sytuację, bo jestem przyzwyczajona, że pisarz promuje książkę w Empiku i ustawia się kolejka chętnych po autografy... W każdym razie ekscytowanie się egzemplarzem książki, który autor DOTKNĄŁ i podpisał, wydaje mi się przesadzone. Zabytkowe wydanie, cudem ocalone przed wojną - rozumiem, ale nie fakt, że autor miał egzemplarz w ręce.

Wróćmy jednak do mojego ulubionego bohatera kipiącego testosteronem:
Cytat:
Opłatek klasowy: wszystko jak co roku. Ta sama sztuczna choinka z brzydkimi jak noc aniołkami, wykonanymi na lekcjach plastyki, i z mnóstwem błyszczącej foliowej sieczki. Przedwczesna kolęda chrypi ze zdezelowanego odtwarzacza, wychowawczyni milsza niż zazwyczaj, a w każdym razie - spokojniejsza. Ciastka i pierniki ze szkolnego sklepiku. Z napojów: sok jabłkowy w kartonikach i woda mineralna. Zjadłoby się coś bardziej konkretnego.

Jejuuu, co za maruda!

Jak Bella z początku drugiego tomu Zmierzchu.
Choinka brzydka, ozdoby tandetne, odtwarzacz zdezelowany, a co najgorsze - nie ma kiełbasy! Jadł śniadanie, w domu czeka na niego obiad, nie ma lekcji, tylko dostaje słodycze i soczki, a narzeka, że zjadłby coś konkretnego Rolling Eyes

Cytat:
Wylosowałem Górkiewicz, więc miałem łatwo. Powiedziała mi z miejsca, że niepotrzebne jej żadne misiaczki, chce do drukarki czarny tusz, numer 21.

To jak na razie jedyny fragment książki, który mi się podoba. Przypomina mi, że podobnie absurdalne były nasze klasowe mikołajki. Nie czarujmy się, w gronie trzydziestu kilku osób nie wszyscy się kochają i znają swoje najskrytsze marzenia, przeważnie nie mamy pojęcia, jaki moglibyśmy sprawić wylosowanej osobie prezent, żeby ją ucieszył. A nawet możemy jej nie lubić. Choć w tym przypadku akurat robiło się wymiany. U mnie więc te "prezenty od serca" sprowadzały się do tego, że każdy kupował je sobie sam i wymieniano się przed zapakowaniem. Czyli były to prezenty dla samych siebie, fundowane przez rodziców, no bo "mamo, w szkole mi kazali dać komuś prezent za 30 złotych!" Tutaj Górkiewicz zażyczyła sobie tuszu do drukarki, u nas jedna osoba chciała papier ksero. Gdyby ktoś z nas już wtedy miał prawo jazdy, może prosiłby o kilka litrów benzyny. To takie spontaniczne.

Józek mówi koledze, że zapomniał prezentu.
Cytat:
- A co to było?
- Ona chciała piosenkę.
- Jakąś określoną?

Rolling Eyes Nieee, skąd, wszystko jedno.
Murder song albo Hula song.
Seventeen albo Siedemnastki
Zielone Żabki albo Crazy Frog.
Black cat albo Pussycat Dolls.
Summer's gone albo Kanikuły.
Irish blood, English heart albo Ajrisz.
Gollum's song albo Kołysankę dla Atlantydy.
Bir derdim var albo Disco partizani.
Mazowsze albo Dola Re Dola.
L'Via L'Viaquez, La torre de Babel albo Bailan sin Cesar.
Why does my heart feel so bad? albo Candy Mountain.
Pick up the phone i Svefn-g-englar albo Du hast den schönsten Arsch der Welt i Sweat.
Duality i Spitfire albo Under my wing i I don't care as long as you sing.
Immigrant song albo Macarena.
Natural blues albo Bailando.
Utwór o samobójstwie albo Let's go to the mall.
Utwór o wojnie albo [link widoczny dla zalogowanych].
Controlling crowds albo Nieśmiałego chłopaka.
Po prostu jakąś piosenkę.

Cytat:
- Jakąś określoną?
- Tak.
- No to awaria.
- Awaria.

Maria Awaria. OK, nie czepiam się, nie znam slangu poznańskich licealistów.

Cytat:
- Będzie jej przykro - zawyrokował Dziuba. - O żeż. Ona jest w porządku, ja ją znam, mieszkamy w jednym bloku. Ma brata. Trenuje judo. Aha, ona też trenuje judo. Tylko ten najmłodszy nie trenuje judo.

A gdyby nie miała rodzeństwa i nie trenowała judo, to nie trzeba by się martwić, czy nie będzie jej przykro z powodu zapomnianego prezentu? A gdyby judo oprócz niej trenował brat najmłodszy, a nie starszy? Krótko mówiąc, co ma piernik do wiatraka?

Cytat:
Pałys, ja ci radzę, ty idź do niej od razu, zanim się zacznie to całe wręczanie. Przyznaj się jej, powiedz, co i jak. Ona raczej nie jest taka jak inne...

Inne, to znaczy? Głupie? Chichoczące? "Przetłuszczone i wysmarowane"?

Cytat:
... to jest sportowiec, histerii nie będzie.

A byś się zdziwił 3 lata później oglądając olimpiadę. Koreańska szpadzistka siłą usunięta z planszy po tym, jak z płaczem protestowała przeciw decyzji sędziów... Chińska gimnastyczka zawodząca w niebogłosy, bo zajęła tylko drugie miejsce... Aha, no i rozumiem, że ja z ocenioną przez szkolną pielęgniarkę "sprawnością fizyczną poniżej przeciętnej" wpadam w histerię z byle powodu.

Cytat:
Idź, mówię ci. Tylko szczerość, Pałys. Tylko ona.

Tak, tylko ona, jak jedwab... Strasznie mi zgrzyta ta wzniosła wypowiedź w ustach wyluzowanego kolegi Józka.

Cytat:
Jak to zrobić? Musiałby teraz przejść przez pustą przestrzeń pośrodku klasy, stanąć przed Janicką i w obecności wszystkich zagaić. No, nie. W życiu!

Mowa o silnym i odważnym Józefie czy o Cesi Żak?

Józek dostaje od wysportowanej Janickiej wypasiony prezent.
Cytat:
Bez reszty zajęty był oglądaniem wichajstra. Proste, a genialne. Same zalety; kosztuje pewnie grosze.

Serio? To pierwsza zaleta, jaka mu przychodzi do głowy?

Tymczasem w mieszkaniu poznańskiego świętego porządki robią Magda i Ignaś. Jest przedpołudnie. Ignaś do szkoły nie chodzi? Wpada Nutria.
Cytat:
Ale ciotka Natalia nie mogła zostać dłużej. Spieszyła się do pracy; jak wyznała, musi się przygotować do lekcji z klasą maturalną, bo chce zrobić tym leniom piekielną kartkówkę.

Nawet moja bardzo wymagająca nauczycielka biologii, która świetnie przygotowała naszą klasę do matury, nie wpadła na pomysł, żeby robić nam „piekielny sprawdzian” 22 grudnia. Nutria, uczniowie na pewno cię kochają.

Cytat:
O Magdusi – czytała tymczasem Magda, zupełnie nie zwracając uwagi na to, co tam sobie opowiadało dwoje poetów...

Przyznam, że też poświęciłam niewiele uwagi wspomnianej rozmowie.

Cytat:
...Jej niepewność: powód? – bezbronność.
Nieśmiałość.
Jej strategia obronna: wycofywanie się, milczenie.
Jej lęki: powodują dystans emocjonalny.
Jej obrona: przez atak.
Odwaga.
Napisać Jance: pilna potrzeba niezależności. Zawrzeć umowę, ona jej dotrzyma.
Jest praktyczna i rozsądna: nie zrobi sobie krzywdy.
Jest uczciwa.

Mam już tego dość, w prawie każdej książce albo filmie każdy czarny charakter okazuje się być wrażliwcem zamkniętym w skorupie i broniącym się przez atak, bo bojącym się zranienia uczuć. Ostatecznie wszyscy są wrażliwi i nieśmiali, i ci dobrzy, i ci źli. Nie pasuje mi nieśmiałość do dziewczyny całującej chłopaka niedającego jej żadnych sygnałów, że ma u niego szansę, wręcz przeciwnie.

Cytat:
Ach, a więc w zeszłym roku przysłano ją tu na obserwację? Pradziadek ją w milczeniu oceniał, zapisał wnioski. Może i dlatego czuła się z nim tak nieswojo...

Nie dziwię się!

Cytat:
... Może dlatego tak chętnie uciekła, bo miała wrażenie, że on ją ciągle bada?
Rentgen w oczach.
Prześwietlił i ją...

Cyborg.

Cytat:
... Aha, i dzielił się spostrzeżeniami z jej mamą? (...) wychodzi na to, że przez cały czas mama się radziła pradziadka, pytała go, co zrobić. Martwiła się i zasięgała jego opinii.
Ta myśl najpierw Magdę rozdrażniła, ale zaraz potem – pokrzepiła.
Prześwietlił, zbadał, zastanowił się, postawił diagnozę. I wypisał receptę.

Nie udzieliło mi się Magdy uczucie pokrzepienia. Cały ten fragment jest dla mnie koszmarny. Te zapiski Dmuchawca brzmią jak tajne notatki z Operacji Treadstone. No ale tak to jest, jak się nastolatkę wysyła do porządkowania rzeczy po zmarłym pradziadku. Co ciekawe, w zamierzeniu autorki ten wątek miał chyba po raz kolejny pokazać wspaniałość świętego profesora...

Borejkowie znowu jedzą przy stole. Już się boję.
Cytat:
Ignaś poczuł jej oceniający wzrok, spojrzał na nią szybko, otwarcie, szczerze i z dziwnym smutkiem. Magda uśmiechnęła się do niego i rzuciła jakiś żarcik, ale on jakby nie słyszał. Patrzył jeszcze na nią przez chwilę, intensywnie, z wyrzutem? Z żalem?
Wreszcie spuścił powoli czarne rzęsy i wbił wzrok w widelec.
No, więc tak się sytuacja przedstawia. Jeden ignoruje swoją kaszę, ignoruje brukselkę i ignoruje ją, Magdę, kontempluje tylko sztuciec. Drugi, rudy, nie patrzy na nią także, rzecz jasna!

Litości, to są problemy bohaterów tej książki? Że Ignaś patrzył na Magdę „otwarcie, szczerze i z dziwnym smutkiem”, „patrzył na nią jeszcze przez chwilę, intensywnie”, a Józef także na nią nie patrzy?

Cytat:
[Magda] uznała, że jeśli teraz weźmie dokładkę, nikt tego nie zauważy. Pierogi były fantastyczne. Lecz ledwie obmyśliła, jak bez zbędnej ostentacji dobrać się do półmiska, ze dworu wpadła Ida, ciągnąc za sobą chłodny powiew.

Faktycznie zawiało chłodem. Nie ma to jak wspaniała rodzina Borejków, u której każdy czuje się jak w domu. Zamiast głośno pochwalić ugotowany obiad i na poparcie swoich słów wziąć dokładkę, gość musi obmyślać, jak dobrać się do półmiska niepostrzeżenie. I jeszcze za chwilę znów będzie upokarzany przez Idę przy aprobacie Józinka...

Cytat:
- Ale mrozik! – obwieściła rześko, zrzucając tradycyjnie kożuszek i pędząc tradycyjnie do łazienki, by wyszorować dłonie, sterane w cudzych nosogardzielach.

Dłonie po grzebaniu w nosogardzielach to raczej myła w miejscu pracy. Chyba że pracuje w szpitalu polowym. A mycia rąk przed jedzeniem chyba nie trzeba czytelnikom tłumaczyć?

Cytat:
- Jestem głodna jak wilk, szykujcie mi kopiasty talerz... – Tu wyjrzała zza drzwi łazienki, by zobaczyć, co jest na obiad. – O, pierogi! – ucieszyła się i oczywiście dostrzegła bystrym oczkiem czyjeś ciche zabiegi wokół półmiska. – McDusiu, nie bierz dokładki, nigdy nie bierz dokładki, pamiętaj! Miło będzie poczuć wreszcie ten błogosławiony luzik w pasie!
Józinek prychnął cichym śmieszkiem, patrząc wciąż w talerz.
Magda poczuła, że mogłaby go za to zabić.

O, tak. Razem z jego rodzicielką. Masz moje poparcie.
Tak tylko dodam, choć każdy to pewnie sam zauważył: po pierwsze, Ida nie ma pojęcia, czy Magda sięga po dokładkę, czy też dopiero zaczyna jeść, a talerz ma brudny, bo na przykład wcześniej częstowała Ziutka; po drugie – co za hipokryzja, w jednym zdaniu domagać się kopiastego talerza żarcia, w drugim odmawiać go gościowi. Co za toksyczny dom!

Cytat:
- Nie, nie, ja już nie jem, ja już się najadłam – bąknęła zawstydzona, czując, że chętnie by ujrzała, jak doktor Ida Pałys dławi się pierogiem, wciągniętym wskutek łakomstwa do połowy tchawicy. Ciekawe, czy laryngolog potrafi sam sobie udzielić pomocy w takiej opresji, i jak to wtedy wygląda.
- Najadłaś się? – wyraziła naganę Ida, siadając energicznie i sięgając ochoczo po łyżkę, podczas gdy syn przysuwał jej wazę z rosołem. – Błąd, McDonaldusiu...

Za samo to przezwisko ktoś powinien ją szybko kopnąć pod stołem.

Cytat:
... Żeby utrzymać smukłą sylwetkę, nie należy się najadać, od stołu należy zawsze wstawać z niedosytem.
- Zawsze mam – mruknął pod nosem Józef.
- Co zawsze masz? – zdziwiła się Ida.
- Niedosyt, jak wstaję.

A guzik prawda. Czytaliśmy wcześniej:
Cytat:
Józef Pałys dobrze się posilił

Na pewno oznaczało to „Józef Pałys wstał od stołu z lekkim uczuciem niedosytu, co oznaczało, że zjadł wystarczająco i niedługo do jego mózgu dojdzie sygnał sytości.” Na pewno.

Cytat:
- Zawsze mam – mruknął pod nosem Józef.
- Co zawsze masz? – zdziwiła się Ida.
- Niedosyt, jak wstaję.
- Zawsze jak wstajesz?
- Nie, tylko wtedy, jak od stołu.

Cha cha cha. Genialny Element Komiczny.

Łusia znów zaczyna się wymądrzać, nie cytowałam tego wcześniej i teraz też nie mam do tego zdrowia. Wspomina złotowiciowca Adama jako źródło jej rozległej wiedzy.
Cytat:
- Bogu dzięki za tego Adama – odezwała się nagle babcia...

To Mila była tam cały czas? Dziecko za przypominanie błędu jej mężowi opieprzyła błyskawicznie, a na obrażanie swojego gościa przez Idę w ogóle nie zareagowała?

Cytat:
... a dziadek jej przytaknął.
- Nie mogłaś trafić lepiej, Łusiu - rzekł jeszcze. – A pomnij, że dostałaś takiego mistrza wskutek mojej bezpośredniej interwencji. To ja go odkryłem.

Możesz się stać jeszcze bardziej przemądrzała i nikt w klasie nie będzie cię lubił. Czyż to nie marzenie każdego dziecka?

Cytat:
- Magdusiu – rzekł dziadek Borejko troskliwie – szkoda, szkoda, że nie trafił ci się taki polonista, jak nasz Adam.

Człowieku, wpędzacie tę biedną dziewczynę w zaburzenia odżywiania, o to się w pierwszej kolejności zatroszcz!

Cytat:
- Właśnie – dodała Ida, przełykając pieroga in toto. – Zmieniłaby ci się zupełnie optyka, McDusiu. Świat nie składa się tylko z lokali sieci MacDonald’s, że tak powiem, świat oferuje ci wspaniałe potrawy, wyszukane przysmaki, a niektóre rosną wprost na okolicznych drzewach, trzeba tylko chcieć po nie sięgnąć.

Autorko, czemu nam to robisz? Czemu zmieniłaś naszych ulubionych książkowych bohaterów w potwory?

Cytat:
- Aadammm... – powiedziała nagle zniżonym głosem Laura i przymknęła tygrysie oczy...

Kim jesteś i co zrobiłaś z Laurą zwaną Tygryskiem???

Cytat:
... – Teraz już mniej więcej rozumiecie...

Co? Że twój facet jest genialnym polonistą? I że to powód, dla którego wasza miłość przetrwa do końca życia? (Tego nie cytowałam, ale wcześniej Laura opowiadała, jaka to ich miłość jest wyjątkowa, bo na wieki.)

Cytat:
... Ale wy jeszcze wszyscy zobaczycie, co to jest za człowiek. Wy go nie znacie tak jak ja...

A po co, tobie wystarczyły dwa spojrzenia i niewidzialna złota nić, żeby zakochać się w nim na zabój.

Cytat:
... On jest aż nierealny.

Tu się zgodzę.

Magda idzie z Laurą na przymiarkę sukni od krawcowej, która...
Cytat:
... szyje kostiumy dla Teatru Wielkiego. Słusznie ją cenią w środowisku śpiewaczym.

... powiedziała dwudziestokilkuletnia Laura i wcale nie zabrzmiało to w jej ustach nienaturalnie...

Cytat:
Magda ruszyła za Laurą, ciesząc się, że została przez nią wybrana. Zawsze jej imponowała ta piękna sopranistka; nie dość, że miała cudowny głos, wspaniałą figurę, to jeszcze taką urodę...

Piękna sopranistka imponowała urodą. Odważny rycerz imponował odwagą.

Cytat:
... i poruszała się z gracją modelki, z dumnie uniesioną głową, osadzoną na smukłej szyi, a mówiła ostro, czasem drwiąco, nieco gniewnie, impetycznie. Wszyscy chyba się jej odrobinę bali!

Przykro mi, Magda, spóźniłaś się. Nie ma już tej dziewczyny, która ci imponowała. Zastąpiła ją anemiczka aadammmująca.

Cytat:
- Ale to jest raczej dosyć świeży zabytek – wyjaśniła Laura. – Powstał jako rezydencja dla cesarza zaborców, Wilhelma II.
- Nie podoba mi się. Ponury.
- W środku jest milej. Chodziłam tam do przedszkola muzycznego. Wielkie kandelabry i grube mury.
- A ten Wilhelm? Mieszkał tu?
- Raz czy dwa przyjechał. Ale osobiście tego nie pamiętam – ironicznie odrzekła Laura. – To było sto lat temu. Jestem starsza od ciebie, ale nie aż tak.

Czy Laura ma Magdę za kompletną ignorantkę? Skoro powiedziała, że budynek zbudowano dla zaborcy Wilhelma II, to równie dobrze mogła wiedzieć, czy on tam w czasach zaborów faktycznie mieszkał i raczej to Magda miała na myśli...

A w domu Józef daje popis swej męskości.
Cytat:
Józef sam wybrał zmywanie; stwierdził, że to dopiero jest dynamiczne zajęcie (a pan poeta niech raczej delikatnie pucuje szklaneczki czystą ściereczką)...

Jak się Józefowi dziecko urodzi, to do snu go pewnie nigdy nie ukołysze, och, to takie niedynamiczne, takie niemęskie...

Cytat:
... Nalał dużo gorącej wody do zlewozmywaka, chlusnął detergentem, po czym rozebrał się do podkoszulka i energicznie, z trzaskiem oraz hukiem, chlapiąc na wszystkie strony jak pies w sadzawce, zaczął szorować naczynia oraz garnki.

Gdyby moje naczynia ktoś mył dynamicznie, energicznie, z trzaskiem i hukiem, to czym prędzej wyrwałabym mu je z rąk. A może Borejkowie mają naczynia blaszane, jak harcerskie menażki?

Cytat:
Teraz wściekł się Józef. Przewracając wiadro oraz dwa stołki, jednym skokiem znalazł się przy Ignacym i wcisnął mu kij od mopa pod żebra.
(...)
- Przebijesz mi płuco! Płuco!! Płuco!!!
Ale kuzyn tylko wzmógł nacisk, pchając Ignasia mopem pod ścianę i pomagając sobie przedramieniem drugiej ręki, przyłożonym do gardła ofiary.

Za co Gaba i Mila tak go lubiły???

Cytat:
- A podobno, jak cię dziewczyna pocałuje, to uciekasz – prawda to? – zawołał [Ignaś] szyderczo, z drżącymi ustami.
(...)
- Uciekam?! – ryknął mu w nos. – Ta baba kłamie!
- Puść! – zakrzyknął z oburzeniem Ignacy Grzegorz, szamocząc się bezsilnie, rozpłaszczony na murze jak mucha.
- Przykleiła mi się sama, o, tu!! – warknął Józef, dźgając się wargę paluchem. – Buzi się jej zachciało!

Mhm, zapamiętam: faceta chcącego mnie pocałować muszę okładać pięściami, nawrzeszczeć, a potem skarżyć się innym „Sam mi się przykleił!”
Na marginesie – czy dwa znaki zapytania to poprawny zapis?

Cytat:
W tym momencie Ignacy Grzegorz ujrzał przed oczami falującą, czerwoną płachtę furii, w uszach posłyszał łomot swego serca, zaś jego prawa ręka całkiem samoczynnie, instynktownie i pozarozumowo walnęła prosto w tę szyderczą, piegowatą gębę.
Uderzenie, choć niezamierzone, okazało się wielce skuteczne. W prawej bowiem ręce Ignaś przez cały czas zaciskał garnuszek emaliowany, który miał odstawić na suszarkę. Przydzwonił nim Józefowi tak, że aż trzasnęło. Rozległ się okrzyk i krótkie przekleństwo, a kuzyn wreszcie się odsunął, porzucając mopa. Stał bez ruchu, trzymając się oburącz za nos, a spomiędzy palców zaczęła mu kapać krew.
Na ten łoskot, rumor i krzyki do kuchni wpadła przerażona babcia, za nią dziadek, a w końcu mama Ignasia.

To nie pierwszy tego typu dynamiczny opis:
Cytat:
Już chciała wycierać kartki, gdy Ignaś, cały w płomieniach zażenowania, rzucił się naprzód wraz z krzesłem. W ostatniej chwili jednakże, chcąc uniknąć zetknięcia z będącymi na trasie gołymi kolanami Magdusi, wykręcił się gwałtownie w bok; krzesło przez ułamek sekundy stanęło na jednej nodze, po czym runęło z wielkim hukiem, runął też Ignaś, nie dosięgając upragnionego celu, lecz za to po drodze waląc czołem w kant biurka.

Po tym jakże emocjonującym zdarzeniu Ignaś MDLEJE.

Uff, zmęczyłam się.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Nie 12:09, 07 Paź 2012, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Nie 14:46, 07 Paź 2012    Temat postu:

MM to robi specjalnie? Tworzy bohaterów tak, żeby czytelnik ich z miejsca znienawidził?
Dysonans poznawczy aż bulgocze - ta natchniona rodzina "na poziomie" to banda chamów i psychopatów.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Sineira dnia Nie 14:47, 07 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Kowal Armani



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2782
Przeczytał: 20 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 15:01, 07 Paź 2012    Temat postu:

Na Bora, za co oni tak nienawidzą tej dziewczyny? Traktują jak kretynkę, upokarzają, patrzą na ręce przy jedzenie czy wręcz uciekają się do rękoczynów (miałam napisać wcześniej: łapania dziewczyny za kark i "potrząsanie nią jak szczurem" to pospolite chamstwo i brutalność). Czy istnieje jakiś sensowny powód, dla którego Magda się jeszcze nie wyniosła z tego kołchozu?

Józinek daje taki popis bucery, że witki opadają. Postać pozytywna, rrrwał nać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 20:21, 07 Paź 2012    Temat postu:

Mam 120 nowych uwag, a nie doszłam jeszcze do ślubu. Ledwo nadążam z notowaniem. To niesamowite, jaka ta książka jest zła. Fakt, moja irytacja stale rośnie i może coraz bardziej się czepiam, ale myślę, że gdybym w tej chwili wzięła Szóstą klepkę czy Opium w rosole, to choćbym się bardzo starała, nie znalazłabym niczego, co by można sensownie skrytykować.

Tin, od pierwszej wspólnej wigilii Gaby i Grzegorza do wydarzeń z McDusi minęło 18 lat. Jest to tam wyraźnie powiedziane. Grzegorz mówi też, że Elka jest w Japonii i spodziewa się z dziecka. Poza tym prawie go nie ma, no i dobrze, jeszcze by przeszkadzał w rozwodzeniu się nad bohaterstwem porzuconej przez Pyziaka Gabrieli.

Wracam do lektury i uwaga, uwaga - lewą ręką zamierzam sięgać po niezdrowe i tuczące chipsy Twisted Evil


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Nie 20:24, 07 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sileana
Bezo grudek



Dołączył: 07 Gru 2011
Posty: 4460
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: LV-426

PostWysłany: Nie 21:02, 07 Paź 2012    Temat postu:

Frytki! Frytki koniecznie!

Ps. I pierogi!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Sileana dnia Nie 21:02, 07 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lychnis
Seba Holmes



Dołączył: 10 Wrz 2012
Posty: 805
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Nie 21:27, 07 Paź 2012    Temat postu:

A ja sobie odświeżam "Pupecję" własnie, i zachodzę w głowę, co się po drodze stało tej wyjadającej chyłkiem cukier-puder Idusi oraz całej reszcie jedzeniolubnej rodziny. O.o

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10567
Przeczytał: 41 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Nie 21:33, 07 Paź 2012    Temat postu:

lychnis napisał:
A ja sobie odświeżam "Pupecję" własnie, i zachodzę w głowę, co się po drodze stało tej wyjadającej chyłkiem cukier-puder Idusi oraz całej reszcie jedzeniolubnej rodziny. O.o

Ida w McDusi połyka pierogi w całości! No ale jak widać jej wolno. Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17218
Przeczytał: 65 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 22:08, 07 Paź 2012    Temat postu:

Idzie wolno, bo Ida jest z Borejków. Obcemu dziewczęciu nie wolno.
A w ogóle ktoś na forum MM postawił tezę, że małżeństwo Idy jest na krawędzi rozpadu, co można wnioskować po jej histerycznych reakcjach oraz niemal całkowitym zniknięciu Marka z fabuły.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 22:17, 07 Paź 2012    Temat postu:

Mam dokładnie takie same odczucia.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lychnis
Seba Holmes



Dołączył: 10 Wrz 2012
Posty: 805
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Nie 23:09, 07 Paź 2012    Temat postu:

Grzesia też wsiąkło, a Gaba cierpi za miliony, więc co - rozwód nr 2?

A tak serio: nie sądzę. Rozwody przydarzają się tylko postaciom o niewłaściwej postawie życiowej (patrz: chłodni uczuciowo rodzice Aurelii), lub męczenniczkom wiążącym się z ludźmi o niewłaściwej postawie życiowej (patrz: Gaba&Pyziak).


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez lychnis dnia Nie 23:11, 07 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10567
Przeczytał: 41 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Nie 23:15, 07 Paź 2012    Temat postu:

lychnis napisał:
Grzesia też wsiąkło, a Gaba cierpi za miliony, więc co - rozwód nr 2?.

No raczej nie rozwód. Grześ się jednak po "McDusi" pałęta, a Gaba z małżeństwa zadowolona bo stabilne ono, spokojne jako i sam jej drugi małżonek:
Cytat:
"Ujrzała też jedną połowę swego drugiego męża: tę górną. Grzegorz stał tuż pod lampą, przekładając z prawej do lewej ręki czerwoną sałaterkę z sałatą. Brodaty, długowłosy i szczupły, mówił coś z miłym ożywieniem, lecz nagle przerwał, znieruchomiał i spojrzał w szybę, jakby wyczuł za nią to kochające spojrzenie.
Gabriela zaśmiała się z satysfakcją, niewidoczna w ciemności.
He, he. Ech, ty! - O, tak! Ot i Grześ. Mąż-przyjaciel. Empatyk, sympatyk i telepata."


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tini dnia Nie 23:16, 07 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 23:39, 07 Paź 2012    Temat postu:

Doszłam do momentu, w którym pozbawiona sukni Laura rozpacza i chce być sama, więc zamyka się w pokoju, a troskliwa mamusia dobija się do drzwi, co Józef komentuje "kuzynka Laura była naprawdę niezłą specjalistką od udręczania swojej matki".

Guy with axe

To nie może być prawda... To jakiś sabotaż... Tego nie mogła napisać Musierowicz na serio...

Idę się kiwać w kątku.

EDIT:

Po wczorajszej efektownej bójce nos Józefa jest spuchnięty i siny.
Cytat:
Józef Pałys dotknął nosa czubkiem palca, syknął i przypomniał sobie, komu zawdzięcza ten ból i te skrzepy.
Miągwa. No, no. Wreszcie go coś ruszyło! Może hormony. Kto by pomyślał!

Hurra, nareszcie i on zastosował przemoc! Jeszcze będą z niego ludzie!

Cytat:
Jeszcze leżąc w łóżku, czuł do kuzyna coś w rodzaju szacunku.

A wcześniej Ignaś myśli o Józefie:
Cytat:
Chyba jednak najistotniejsze było to, że się nawzajem szanowali. Przy czym on, Ignacy Grzegorz Stryba, zasłużył na szacunek Józefa dopiero po tym, jak uratował go tonącego w jeziorze. Tak. Trzeba było aż takiego wydarzenia, by rudy zechciał docenić czyjąś prawdziwą wartość.

Błąd, Ignacy. Nie trzeba było aż takiego wydarzenia. Wystarczyło kuzynowi spuścić łomot.

Cytat:
Józef uznał, że wygląda jak przegrany bokser. Nie, nie takie oblicze chciałby ukazać Staszce!
(...)
...siniaka na nosie potraktował z lekka maścią cynkową. Już lepiej wyglądać na trędowatego niż na pobitego.

Albowiem Staszka poznając dziewięcioletniego Józinka wiedziała już, że wyrośnie on na socjopatę z zamiłowaniem do przemocy i właśnie to jej w nim imponowało. Lubiła facetów bez karków, którzy przy pomocy pięści i kija bejsbolowego wyrabiali sobie szacun na dzielni, a nie jakieś miągwy, które pozwalają się uderzyć. Jeszcze by musiała dla takich obudzić w sobie troskliwość, czułość czy opiekuńczość, a to dobre dla bab.

Cytat:
Staszka śmiała się i żartowała z dziadkiem oraz Łusią i podziwiała rozkoszne minki Ziutka. Dobrze się tu czuła, to było widać. Jakby wróciła do domu z dalekiej podróży.

Nie wie jeszcze o transformacji Idy, więc nie musi się wzdrygać na każdy dźwięk otwieranych drzwi.

Staszka wręcza Laurze prezent ślubny – kłódkę dla zakochanych kupioną w Weronie.
Cytat:
- Byłaś w Weronie?! – z zachwytem zakrzyknęła Babi.
- Tego lata.
- Zawsze chciałam tam pojechać – wyznała babcia.
- Nie wspominałaś mi o tym, Milu - zdziwił się dziadek.
- Nie wspominałam też, że chciałabym zobaczyć dżunglę amazońską - powiedziała babcia z przekąsem.
- Aha.
- I Tokio oraz Jokohamę.
- Aha.
Wszyscy się śmiali.

Ktoś się zaśmiał?

Nie mam przy sobie pozostałych części Jeżycjady, podpowiedzcie mi, czy chociaż raz Mila wtrącała swoje trzy grosze i nie było to robione „karcąco”, „cierpko”, „z przekąsem”? Ach, no tak, przecież Mila to jedna z tych wrażliwych bohaterów literackich, którzy mają w sobie tyle miłości dla bliźnich, że aż nie potrafią sobie z nią poradzić i zmieniają ją w zołzowatość.

Cytat:
W pudełku była okazała, ciężka, złocista kłódka z napisem „Verona – Amore Mio”. Wygrawerowano na niej dwa gołąbki, niosące w dzióbkach serce, i kobiety zaraz zaczęły się nimi zachwycać, że takie słodkie.

Baby, ach, te baby...

Cytat:
- O, dziękuję, o, o, a jakie śliczne trzy kluczyki! – zauważyła też uprzejmie Laura, poddając prezent oględzinom, a w tejże chwili coś nagle spadło z głośnym brzękiem na posadzkę – to Magdusia strąciła spodeczek, a ten stłukł się drobny mak.

Czy kiedykolwiek słysząc imię osoby, w której się skrycie kochaliście albo słysząc o czymś, co wam przypomina nieszczęśliwą miłość, upuściliście coś i narobiliście hałasu? Czy widzieliście kogokolwiek zachowującego się tak w prawdziwym życiu? Nie w filmie, nie w książce, tylko w rzeczywistości. Ten motyw jest taki oklepany...

Józek dowiaduje się, że – któż by mógł przypuszczać – Staszka znalazła sobie w tej Irlandii chłopaka. Chłopaka mniej więcej w jej wieku, a nie 5 lat młodszego. No szok po prostu. Szykują się więc w dalszej części rozwlekłe cierpienia młodego Wertera.

Magda oznajmia, że idzie dalej odrabiać pańszczyznę we włościach należących teraz prawnie do jej matki, naturalnie do pomocy podrywa się Ignacy Grzegorz, wciąż pozostający pod wielkim wrażeniem zaokrąglonej Magdusi.
Cytat:
- Poniekąd świta mi zbliżony imperatyw moralny – oznajmiła rześko Łusia i jasno zadeklarowała chęć pójścia z nimi...

Autorko, załapaliśmy. Łusia jest przemądrzała i irytująca. Obiecujemy, że będziemy o tym pamiętać, czy możesz już zabrać ją z dalszych stron, uczynić ją niewidzialną, tak jak Grzegorza Strybę i Marka Pałysa, a powrócić do niej w następnym tomie, kiedy już trochę wyrobi się jej charakter?

Cytat:
...Mogło to mieć pewien związek z faktem, że kazano jej aż do wieczora pilnować Ziutka, a ona wciąż jeszcze nie mogła z nim znaleźć wspólnego języka.

Zaraz, zaraz. Ida jest lekarzem. Marek jest lekarzem. Pracują całymi dniami. Mieszkają w klitce z ograniczonym dostępem światła słonecznego. Samochody, jak ponoć dalej będzie wspomniane, kupują używane. Dzieci żywią się głównie u dziadków. Gdzie przepadają zarobki Pałysów, skoro nie stać ich na skorzystanie z fachowej pomocy i opieką nad dwulatkiem obarczają dwunastolatkę?

Cytat:
Żwawo oddała braciszka pod opiekę dziadka (ci dwaj wprost za sobą przepadali), poprosiła babcię, by co jakiś czas sprawdzała, czy starszy z dwóch panów nie uciął sobie drzemki

Dwunastolatkę albo staruszka, którego również trzeba pilnować. Nie jest to na pewno kopiowanie wzorców, ponieważ Mila Borejko różne dorywcze prace wykonywała w domu i wszystkie córki miała na oku. Nie jest to też wpływ znajomych, Ida nie pracuje z kobietami, które mają gromadkę dzieci i zostawiają je samym sobie, tylko z takimi, przed którymi musiała się tłumaczyć z zajścia w ciążę po raz trzeci.

I tak dobrze, że Ziutkowi już chyba przeszło wieczne ulewanie, z którym jeszcze rok wcześniej musiała się zmagać mała Łusia. Aż dziw, że nie czuje do braciszka antypatii podobnej do tej, jaką żywi Józek do niewystarczająco męskiego kuzyna.

Cytat:
Kuzyneczka okazała się zresztą bardzo pomocna: ledwie weszła do mieszkania na poddaszu, ledwie się rozejrzała, ta nieodrodna córka swojej matki natychmiast zlokalizowała i uruchomiła stary elektroluks profesora i za pomocą specjalnej końcówki jęła pedantycznie odkurzać każdą porcję książek

Czy mi się zdaje, czy tę dawną Idę trzeba było namawiać do sprzątania?

Cytat:
- A ile masz lat? – spytała z ciekawością.
- Ja? – oderwała się od książki Magdalena. – Siedemnaście.
- Ja? – zareagował odruchowo Ignaś, dokładnie w tej samej chwili. – W styczniu szesnaście.
- Uhm – mruknęła Łusia. – No, to ja nie wiem, co tu się znowu dzieje.
Jej kuzyn, zakłopotany, odwrócił się...

Zaraz coś upuści z hukiem. Zrąbie się z drabiny. I walnie czołem o krawędź półki.

Cytat:
...nic nie powiedział.

Uff. Ani nie wygłasza drętwych monologów, ani nie inicjuje żadnej demolki. Miła odmiana.

Powiało nudą, dlatego autorka wyciąga asa z rękawa – [link widoczny dla zalogowanych]. A może to zjawa, która kompresując się i przeciskając powoli, wychynęła z odkurzanej książki, tak jak dżin z pocieranej lampy?
Cytat:
- Wszyscy go żałują – odezwał się współczująco Ignaś, a Magda bez słowa podała jej opakowany prezent.
- Wszyscy, prawda? – ożywiła się pani Aurelia. – Wszyscy czują, że kogoś utracili.

Dobrze, że twoja matka zdążyła umrzeć, bo by ci zburzyła koncepcję.

Magda i Ignaś zastanawiają się, co zrobić ze starymi albumami.
Cytat:
- Co właściwie można zobaczyć na obrazach Moneta, kiedy są bez barw?
- Faktycznie, dzisiaj już nikt nawet nie spojrzy na coś takiego. Co z tym zrobimy?
- Nie mam pomysłu. Przecież nie wyrzucimy książek.

Książek się nie wyrzuca. W skupie makulatury przyjmują wyłącznie gazety i rolki po papierze toaletowym. Aaa, pardon, z czego ja się naśmiewam, toż tych książek dotykał święty profesor!

Cytat:
- Nie wyrzucaj! Ja je wezmę! – zawołała ochoczo Łusia. – Wielkie rzeczy, że bez kolorów, tam na pewno mnóstwo ciekawych rzeczy napisano.

I znów ten jakże naturalny język młodych bohaterów...

Cytat:
...tam na pewno mnóstwo ciekawych rzeczy napisano.
- Po niemiecku albo francusku.
- Bez trudu można się nauczyć – powiedziała z uporem Łusia. – Angielski w dużym stopniu już opanowałam, poniekąd lekko poszło.

Z dojmującym uczuciem zawodu konstatuję, iż prośba ma poniekąd nie została przez autorkę wysłuchana.

Czas na kolejnego bohatera starej Jeżycjady, który był postacią pozytywną, więc teraz trzeba nam go obrzydzić.
Cytat:
- Prawdziwy inteligent dawnego kroju – dorzucił dyrektor [Hajduk] i westchnął po raz kolejny. – Pozbyli się go w końcu ze szkoły. Zawsze to robią. – Spochmurniał i zapadł w mroczną zadumę.
Wreszcie pokiwał głową i rozpiął płaszcz, poluzował szalik. Spojrzał znów na Magdę.
- Przez cały czas, na wszelkie sposoby, bez manifestacji, bez wielkich słów, niczego nie chcąc dla siebie... – mówił dalej, nawet nie kończąc zdania. – Tylko równomierna praca od podstaw... a ilu on ludzi wychował! I jak!
Magda nadal milczała, nie spuszczając z niego pytającego wzroku.
- I żadnych orderów, zaszczytów, stanowisk – ciągnął dyrektor cichym, znużonym głosem. – Cały majątek – książki! A jednak był bogatszy niż niejeden milioner. Bo...

Koniec wypowiedzi. Wnioskuję z tego strumienia świadomości, że pierwowzorem dla postaci Dmuchawca był Jan Paweł II.

Cytat:
Spojrzał raz jeszcze na kupkę swoich „Tygrysów”, odlepił od nich żółtą karteczkę, zapisaną drobnymi, zielonymi literkami, po czym, mrucząc coś o okularach, zbliżył ją do oczu:
- Dopiero teraz mogę Ci to oddać. Jurku, bądź dla nich wyrozumiały - przeczytał na głos.
Spojrzał na Magdę, która płonęła z ciekawości...

W ogóle mi się ta ciekawość bohaterów co do zostawionych przez Dmuchawca liścików nie udziela.

Cytat:
...ale nie śmiała zadać pytania.
- Bardziej wyrozumiały dla uczniów – wyjaśnił.

Mógł zostawić podobną wiadomość dla Natalii.

Oto i nadchodzą cierpienia młodego Józefa:
Cytat:
Józef Pałys wyszedł z domu, bo nie mógł już wytrzymać ani sekundy pod dachem. Nie potrafił znaleźć sobie żadnego zajęcia, które by odwróciło jego myśli od Staszki – od związanego z nią wrażenia straty nieodwołalnej, pomieszanego z bolesną czułością, a także od coraz silniejszego, rosnącego z minuty na minutę, poczucia smutku i zawodu. Otóż – bardzo nie lubił tak się czuć...

Nie, poważnie?

Cytat:
...i postanowił coś z tym zrobić.

O, to świetnie.

Co zrobi Józef? Uda się na męską (jakżeby inaczej) rozmowę z ojcem, który wyjaśni mu wreszcie, że taka młodzieńcza miłość po grób wkrótce mu przejdzie i nie trzeba sądzić, że życie już dla niego skończone? Skoncentruje się na sporcie, skoro sprawy uczuciowe są już dla niego martwe? Nie, Józef wpakuje się w ciąg wydarzeń, które zakończy kolejna żenująca scena z udziałem Idy.

Cytat:
(...) skręcił obok kościoła Dominikanów i poszedł do Dziuby.
Dziuba mieszkał nieopodal, przy ulicy Kościuszki, w dobrze zachowanej zabudowie z lat pięćdziesiątych. (...) chodniki wokół wysypano porządnie piaskiem. Nawet nie można było się poślizgać na pociechę.

Całe szczęście, w przeciwnym wypadku na co mógłbyś sobie ponarzekać?

Dziuba częstuje Józka „Choco” - wyrobem z czekolady zwanym raz kremem, raz płynem, w każdym razie z dodatkiem alkoholu.
Cytat:
Józef się zasępił i, pogrążony w myślach, machinalnie dolał sobie jeszcze płynu „Choco”, opróżniając napoczęty słoik.
- Baby! – rzekł gorzko, generalizując bez wahania. – Nie lubię ich.

O ile dobrze rozumuję, dawniej Józek zdawał sobie sprawę, że nie wszystkie kobiety są takie same. Jest fajna ciotka Gabriela i cudowna Staszka, a reszta bab jest głupia. Staszka jednak złamała jego twarde męskie serce nieskore do wzruszeń, dlatego teraz Józef generalizuje i nie lubi już wszystkich bab.

Ida wraca z pracy. Drżyj, Magdusiu.
Cytat:
Okna w kuchni rodziców były już ciemne, za to w suterenie paliło się jasne światło, więc Ida skierowała się od razu do domu, zakładając, że Łusia i Ziutek dostali już kolację u dziadków i że teraz jest z nimi Józef, który kładzie braciszka spać.

Nie żeby go o to wyraźnie poprosiła. Po prostu założyła, że taki jest jego obowiązek.

Cytat:
Lecz myliła się. Pierworodnego nie było...

A tu zaskoczenie, najstarszy syn ma najwyraźniej własne życie i gdzieś sobie wyszedł.

Cytat:
...choć z łazienki dobiegały pluski i kwiki.
Na łazienkowym taborecie panoszyła się, ni z gruszki, ni z pietruszki, pulchna panna McDusia...

Ida ma anoreksję. Tylko tak mogę wytłumaczyć tę jej chorobliwą niechęć do ludzi z nadwagą. A, nie, przecież połykała pierogi w całości. No to bo ja wiem, może bulianoreksja?

Cytat:
...która za pomocą dużej gąbki szorowała szczęśliwemu Ziutkowi plecki.

Dodam, że towarzyszy im Łusia. Magda, która ma prawo Idy nie znosić, dobrowolnie przejmuje jej obowiązki względem małego dziecka i znosi towarzystwo irytującej przemądrzałej smarkuli. Sama Ida stwierdza, że kąpane dziecko jest szczęśliwe. Czy czuje wdzięczność dla Magdy?

Cytat:
Łazienka była kompletnie zalana, a piękny puszysty ręcznik kąpielowy w ulubionym przez Idę kolorze mandarynki...

Jakim? Ida, może pomożesz mi podpisać [link widoczny dla zalogowanych]?

Cytat:
...leżał stratowany w kałuży pod stopami Magdusi.
(...)
Zdenerwowana Ida nakazała dzieciom, by natychmiast skończyły tę zabawę i pozwoliły jej przynajmniej wziąć gorący prysznic (nie doczekała się pożądanej reakcji), po czym gniewnie zrzuciła mokre buty i rajstopy, ze złością wdziała klapki i z rozdrażnieniem udała się do kuchni, by tam z irytacją włączyć czajnik elektryczny.
Malutka, jasna kuchnia, zwykle tak perfekcyjnie czysta, teraz była pełna brudnych naczyń, które stały nie tylko na blacie stolika, ale i na krzesłach, na lodówce, a nawet na podłodze. Blat zasypano okruchami oraz wysmarowano keczupem. Najwyraźniej ani Łusia, ani Józinek nie uznali za stosowne posprzątać po sobie. Jeżeli zaś sprawczynią bałaganu była też Miss McDonaldusia...

Już wiem! Ida od zewnątrz zobaczyła przez szybę McDonalda, jak jej mąż karmi frytkami kochankę! Dlatego nienawidzi Magdy jedzącej frytki, bo jej obecność stale przypomina Idzie to upokorzenie.

Cytat:
...na co wskazywałaby spoczywająca na posadzce patelnia z zakrzepłymi resztkami oleju oraz pokrajanych ziemniaków – aaa! – to tym samym pannica wystawiła sobie jak najgorsze świadectwo! Jeśli zaś dała Ziutkowi na kolację to tłuste paskudztwo, to należałoby się jej niezłe manto.

Nie tylko wykąpała jej dzieciaka. Zrobiła mu też kolacje. I to nie jakieś szybkie kanapki. Obrała ziemniaki, pokroiła je i usmażyła. Wniosek Idy: Magdę należy porządnie sprać.

Nie przeczytałam jeszcze książki do końca, to naprawdę męcząca lektura. Wiem jednak z forum fanów MM, że nigdzie dalej nie pojawi się jakikolwiek komentarz co do karygodnego zachowania Idy względem Magdy. Gdzie się podziały te rozważania na temat zasadności stosowania przemocy z Brulionu Bebe B. i Dziecka piątku? Albo zrozumienie i naprawianie błędów wychowawczych z Opium w rosole? Przy czym Ewa Jedwabińska była jak dla mnie lepszą matką od nowej wersji Idy, bo zależało jej na córce, tylko nie umiała tego okazać; Ida natomiast zdaje się w ogóle dziećmi nie interesować. To znaczy dopóki w łazience jej nie nachlapią i sterylnej czystości kuchni nie naruszą.

Druga kwestia: idusiowa mania zdrowego odżywiana. Mania ta została wymyślona dopiero w tym tomie. Prześledźmy więc, co napisano w tej części o posiłkach jej dzieci.
1. Kolacja u Borejków. Józinek je „solidny kawał kiełbasy swojskiej podsuszanej” z wielką ilością musztardy. Zajmuje się też „taśmową produkcją swoich minikanapek”. Sformułowanie kojarzy się z jedzeniem niewielkiej, lekkostrawnej porcji, nieprawdaż? Jednym z dźwięków towarzyszących przygotowaniu tej kolacji było skwierczenie. Hmm, czyżby ktoś coś smażył?
2. Śniadanie u Borejków. Łusia je bułkę z masłem. Ja się tak żywiłam na pierwszym roku studiów, jak nie miałam jeszcze stypendium za średnią.
3. Obiad u Borejków. Wszyscy poza wegetarianami (czyli nie Pałysami) jedzą rosół z domowym makaronem i pierogi z mięsem. Czy makaron i pierogi były z mąki pełnoziarnistej? Nie sądzę. Brak informacji co do tego, czy pierogi były świeżo ugotowane w wodzie, świeżo ugotowane na parze, podgrzewane w mikrofalówce, czy też – o zgrozo – podsmażone.

Czy ktoś tu widzi jakikolwiek ślad dbania o prawidłową dietę dzieci Idy?

Kwestia trzecia: jeśli dietoterrorystka nienawidzi wszystkiego, co smażone, po co jej w ogóle w kuchni patelnia?

Cytat:
Ida była jednak zbyt zmęczona i głodna, by się jeszcze wdawać w potyczki z obsesyjną miłośniczką smażeniny.

Obsesję to ma raczej Ida. Ta jej niechęć do Magdy, która miała czelność kiedyś pójść do McDonalda z Żeromskimi, raz u Borejków jeść chipsy, raz uczestniczyć w ich obiedzie i teraz usmażyć dziecku Idy ziemniaki na kolację, naprawdę przedstawia się niepokojąco.

Cytat:
Kiedy była już po herbacie, a w trakcie zmywania...

Wścieka się, że dzieci nie mają nawyku sprzątania po sobie, po czym za nie sprząta...

Cytat:
...wciąż głodna jak wilk i dlatego zła jak osa, usłyszała, że Ziutek zakończył swe gwałtowne ablucje i obecnie niesiony jest triumfalnie do łóżeczka przez dwie wariatki z głupawką.

Już mi się nawet komentować nie chce.

Cytat:
Jednocześnie trzasnęły drzwi wejściowe i dało się słyszeć mokre człapanie, a po dłuższej chwili w drzwiach kuchni wyrosła sylwetka syna pierworodnego.
Ida, z rękami zanurzonymi po łokcie w zlewie, rzuciła mu ostre spojrzenie.
Czerwony na twarzy, z niedużą zaspą na głowie, Józef stał nieruchomo w zaśnieżonych butach i kurtce. Wokół niego kształtowała się z wolna mała kałuża, w miarę jak wszystko na nim tajało w cieple rodzinnego gniazda.

O tym cieple rodzinnego gniazda to, jak rozumiem, taki sarkazm.

Cytat:
- Jak ty wyglądasz? - zadała Ida jedno z najgłupszych pytań świata.

Cóż, prawie wszystko, co w tej książce mówi Ida, jest głupie.

Cytat:
- N-nie wiem – odrzekł logicznie Józinek. – Czy ja m-mam oczy na śc-cianie, kob-bieto?

Nazywanie wstawionego nastolatka zdrobniale Józinkiem jest poniekąd zabawne.

Cytat:
- Jak ty do mnie mówisz?! – zdumiała się ona. – I dlaczego mówisz tak dziwnie?

Ach, ta rozbrajająca naiwność rodziców, którzy nie dopuszczają do siebie logicznego wniosku, że nastoletnie dziecko się upiło Wink

Cytat:
- Gdyb-bym miał oczy na ś-cianie... – kontynuował Józef, zataczając zamglonymi źrenicami - ...widziałbym l-lodówkę od tyłu... – nagle wizja ta rozbawiła go tak bardzo, że wybuchnął spowolnionym śmiechem i z tego wysiłku omal nie obsunął się po futrynie w dół.
- Na Jowisza! – zawołała jego matka z przerażeniem. – Józinku, co tobie?
- Kręci mi się... – usłyszała niewyraźne wyznanie. – Tam było du-użo tego, no... alko-ho-holu.
- Upiłeś się!?! – krzyknęła przeraźliwie Ida. – Prostaku!!!
- Ćśś! – skrzywił się z niesmakiem pierworodny i dodał: - Ja się nie u-upiłem – nie drzyj się t-tak.
- Co?! – Ida nie zdzierżyła. W porywie ognistej furii złapała pierwszy lepszy przedmiot (słoik z musztardą sarepską) i cisnęła nim w nędznego osobnika, którego – o święta naiwności – uważała dotychczas za kochanego, dobrego, godnego szacunku chłopca bez skazy.

Tak, wysoki sądzie, to prawda, że rzuciłam w syna słoikiem, szkło rozbiło się na jego twarzy i odłamek pozbawił go oka. To prawda, że całymi dniami pracuję, mąż jest tylko na papierze, a dwuletnim synkiem zajmuje się dwunastoletnia córka, ewentualnie jakaś nastoletnia spasiona dziewucha, jeśli się przypałęta. Potem daję jej lanie, bo mi dziecko chce frytkami upaść. Nienawidzę tłuściochów! Tak, to prawda, że nie reagowałam na skłonności mojego najstarszego syna do agresji, tylko ślepa na wszystkie objawy uważałam go za kochanego, dobrego, godnego szacunku chłopca bez skazy. Ale rodzina dysfunkcyjna? Wypraszam sobie! Ja się nazywam z domu Borejko, mieszkam w kamienicy, nie oglądam telewizji, czytam poezję i cytuję klasyków po łacinie!

A tak na poważnie: czytając ten dialog, byłam przekonana, że Ida widząc dziwne zachowanie i wygląd syna od razu do niego podbiegła, przyłożyła mu ręce do zaczerwienionych policzków, do czoła, sprawdzając, czy nie ma gorączki, chwyciła go za ramiona i potrząsnęła (lekko! nie jak szczurem!), cokolwiek. Wydaje mi się to naturalne. Tymczasem ona tym słoikiem ciska z odległości...

Cytat:
Słoik świsnął w powietrzu koło głowy Józefa i roztrzaskał się na ścianie tuż obok. Szlo się posypało, musztarda bryznęła po wszystkim, lecz pierworodny ani drgnął. Patrzył z ciepłym uśmiechem na buty.

a) Jednak był mocno nawalony.
b) Takie niezrównoważone zachowanie matki było codziennością.

Cytat:
- Aa! Aaaa! – zakrzyknęła Ida, przerażona swoim szalonym, morderczym uczynkiem...

A jednak jest jeszcze dla niej nadzieja!

Cytat:
...i przez to jeszcze bardziej wściekła.

Albo i nie...

Cytat:
- Za mną! – przyskoczyła do syna...

Dopiero teraz. Nie po tym, jak wyglądał na chorego, nie po tym, jak ciśnięte przez nią w jego kierunku szkło rozprysnęło się tuż obok niego. Oj tam, oj tam, nie takie rzeczy pewnie na praktykach w szpitalu widziała, można się uodpornić i zobojętnieć.

Cytat:
...złapała go za węzeł szalika i – niewinnie uśmiechniętego, potulnego jak baranek – powlokła za sobą do łazienki, gdzie bez namysłu wepchnęła go do kabiny. Usiadł bezwładnie, z rozmachem, a ona, uruchomiwszy prysznic, z nagła skierowała na jego głowę strumień zimnej wody.
- Mama!!! – wrzasnął zszokowany Józef, łapiąc dech i usiłując się podniesć, ale twarda ręka rodzicielki przygniotła go znów do pozycji siedzącej.
- Siedź! Siedź, aż wytrzeźwiejesz! – komenderowała Ida, zimnym prysznicem uparcie doprowadzając syna do formy...

Nie lubię piwa i rodzice nie mieli ze mną podobnych problemów. Nie mam też własnych dzieci. Zacytuję więc lepiej zorientowanych:
kkokos napisał:
co chciała osiągnąć ciągając chłopaka pod prysznic - poza lekcją przemocy domowej? z podpitym nastolatkiem (zwłaszcza gdy to pierwszy raz) się nie dyskutuje - podpitego nastolatka wysyła się do łóżka, by odespał (albo do kibla, jeśli jest szansa, że odda trochę alkoholu muszli klozetowej w objęciach, a do łóżka potem), a jesień średniowiecza urządza mu się następnego dnia.
buka_z_muminkow napisał:
Scena jak z izby wytrzeźwień - kto ma w rodzinie lub wśród znajomych pracownika izby, ten wie, o czym mówię.
kkokos napisał:
generalnie każdy słyszał o tym, że zimną wodą się trzeźwi, a większość też o tych zimnych wężach na izbie słyszała - ale generalnie służą one i otrzeźwieniu, i umyciu z rzygowin, i upodleniu, by łatwiej sobie było z pijanym awanturnikiem poradzić.
verdana napisał:
To jest scena kompletnie niezrozumiała.
Tak może zachować się DDA, albo żona pijaka, która pamięta z domu pijanego ojca czy matkę i w momencie, gdy dziecko raz przychodzi zawiane, widzi przed oczami koszmar alkoholizmu. A nie chłopaka, który wypił piwo.
Jeszcze mogło by być to jakoś uzasadnione, gdyby Józinek przyszedł kompletnie pijany, nieprzytomny, padający na pysk i bełkoczący - wtedy zimna woda dla wytrzeźwienia - no, to byłby pewien pomysł.
Ale taka histeria i rozpacz, bo 16-latek jest trochę podpity? Rozumiem ukaranie (jak wytrzeźwieje, oczywiście nie w tej sytuacji, gdy upił się niewinnie). Rozumiem nawet pewną dalszą nieufność i jakiś szlaban. Nie rozumiem rozpaczy, kompletnie nie rozumiem.
(źródło: [link widoczny dla zalogowanych] )

No, czyli wszyscy się zgadzamy, zachowanie niewłaściwe, nikt z nas się podobnie nie zachowa, świetnie. Otóż nie do końca. Na cytowanym forum wypowiadają się jednak wyselekcjonowani czytelnicy, ci, którzy umieją spojrzeć na lekturę krytycznie. Nie wiemy natomiast, ile młodych dziewczyn, którym mamy podsuną książkę od tej wspaniałej, polecanej młodzieży autorki, przyjmie to bezrefleksyjnie. W przyszłości twoje dziecko zacznie bełkotać – nie pytaj, co się stało, po prostu rzuć w nie szklanym przedmiotem, chwyć za owijający szyję szalik, zawlecz pod prysznic, chluśnij zimną wodą i trzymaj mocno. W końcu tak zachowuje się kobieta wychowana w kochającej, mądrej rodzinie, kobieta z wyższym wykształceniem, doktor medycyny. I nikt tego nie krytykuje.

Widziałam już na kilku stronach internetowych wypowiedzi czytelników tłumaczących innym, że oburzenie na zachowanie Idy w stosunku do Magdy jest przesadzone i wynika raczej z uprzedzenia do autorki. Przecież nic takiego strasznego Ida Magdzie nie powiedziała. Jeśli Magdzie było przykro, to znaczy, że jest przewrażliwiona. Przecież wie, że Ida nic złego nie miała na myśli, w końcu jest koleżanką jej matki. Poza tym Idzie jako lekarzowi wolno krytykować nieidealną sylwetkę gościa. I tak dalej. Obawiam się, że niedługo przeczytam „dajcie spokój, przecież rzucanie w ludzi szklanymi przedmiotami to nic takiego”...

Cytat:
...a tymczasem do łazienki zajrzały dwie przerażone twarze.
- Mamusiu! – wołała Łusia z rozpaczą. – Co mu robisz!? – zaś przytomna Magda czym prędzej zakręciła kran, mamrocząc coś o przemocy domowej.

Szkoda, że równie przytomnie nie patrzy na zachowanie Józefa w stosunku do niej.

Ida wybucha płaczem, Józef ją pociesza, tłumaczy, że upił się niechcący, jedząc krem czekoladowy z alkoholem.
Cytat:
- Tak mi wstyd!... O mało cię nie zabiłam musztardą! – łkała rozpaczliwie Ida. – Przepraszam!...
- Nie ma za co – rzekł Józef rycersko.

Jest za co!!!

Cytat:
A ponieważ było z nią coraz gorzej i nawet dostała nerwowej czkawki, zaprowadził ją do sypialni i zapakował pod kołdrę (...) Zostawił przy matce Łusię i prędko poszedł się osuszyć oraz przebrać. (...) żadna reakcja matki nie mogła go zaskoczyć. Wszystko z nią było możliwe. Była spontaniczna. Bardzo, bardzo, spontaniczna.

To bardzo, bardzo duży eufemizm w przypadku kobiety ciskającej szkłem w twarze swoich dzieci.

Józef robi mamie herbatę z miodem i cytryną...
Cytat:
Ale ona już spała. Wyczerpana głodem, zimnem, wędrówką przez śniegi, szokiem nerwowym, sceną dramatyczną oraz potężnym płaczem


Abstrahując od fruwającego szkła i prysznica, doskonale rozumiałam niektóre odczucia Idy:
Cytat:
piękny puszysty ręcznik kąpielowy w ulubionym przez Idę kolorze mandarynki leżał stratowany w kałuży pod stopami Magdusi
Cytat:
ze złością wdziała klapki i z rozdrażnieniem udała się do kuchni, by tam z irytacją włączyć czajnik elektryczny
Cytat:
kuchnia (...) była pełna brudnych naczyń
Cytat:
Najwyraźniej ani Łusia, ani Józinek nie uznali za stosowne posprzątać po sobie.

Jakbym czytała o moich powrotach do mieszkania dzielonego ze współlokatorami, którzy wykańczają mnie nerwowo (nawet pisałam na samym początku tematu o hałasie, przez który własnych myśli nie słyszę). Pytanie, co tak skołotało nerwy Idy. Przychylam się do opinii, że jej małżeństwo przechodzi kryzys. Przecież Marek Pałys jest jak na razie praktycznie nieobecny! Dzieci jedzą u Borejków śniadanie – ojca brak. Razem z Idą jedzą u nich obiad – o ojcu ani słowa. Są tam na kolacji – znowu bez Marka.

Chętnie poczytałabym w następnym tomie o tym właśnie problemie. A nie o nastolatce, która cierpi, bo chłopak przez chwilę na nią nie patrzył...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Pon 3:24, 08 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sileana
Bezo grudek



Dołączył: 07 Gru 2011
Posty: 4460
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: LV-426

PostWysłany: Pon 20:39, 08 Paź 2012    Temat postu:

Cytat:
którzy mają w sobie tyle miłości dla bliźnich, że aż nie potrafią sobie z nią poradzić i zmieniają ją w zołzowatość.


Ekhem. Ja tak jestem. Wynika to z wielu moich problemów, ale owszem. Przez zołzowatość okazuję uczucia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pon 21:32, 08 Paź 2012    Temat postu:

Nie twierdzę, że takich osób nie ma, ale denerwuje mnie ich natłok w filmach i książkach. Poza tym o tej wrażliwości wiecznie skwaszonej Mili informuje nas głównie narrator, tak jak o wspaniałości Gabrysi Nieustannie Cierpiącej. Ale dobrze, że się odezwałaś, mogę wrzucić kolejną część Smile

W czasie gdy głęboki sen koi nerwy Idy...
Cytat:
W tej sytuacji Józef dokończył po mamie zmywanie. Do wycierania naczyń zasadził siostrę. A Magdzie, która z własnej woli zeznała, że to jej się przypaliły te frytki, polecił, by starannie odskrobała patelnię.

Z własnej woli zeznała. Doceńmy to. Potrzeba dużo odwagi cywilnej, by przyznać, że się obcemu dziecku przygotowało kolację, skoro rodzice je zaniedbują.

Na dodatek robi dobry uczynek - skrobie patelnię, zamiast ją najpierw wymoczyć, zaraz więc patelnia będzie się nadawała na śmietnik i nikt już w mieszkaniu Idy nie przeprowadzi sabotażu karmiąc Ziutka smażeniną.

Cytat:
Kiedy wszedł do tchnącej ładem kuchni, by wreszcie coś zjeść, wciąż niestety tkwiła tam, w pozie zasiedziałej domowniczki, ta cała uwodzicielska Magda i, łypiąc głupio oczami, raczyła się herbatką żurawinową.
Zdziwił się na ten widok. Myślał, że już dawno sobie poszła.

Może czeka na zwykłe „dziękuję”?

Powtórzę po raz kolejny: dziewczyna robi za baby-sitterkę z własnej woli, nieodpłatnie. Matka dziecka, którym się Magda zajęła, nigdy nie powiedziała jej miłego słowa, wręcz stale ją obraża. Kiedy wparowała do domu i o wszystko miała wąty, Magda nie uciekła pospiesznie, tłumacząc „no to już sobie pani z nim sama poradzi”, tylko dalej zajmowała się Ziutkiem, któremu jej obecność sprawiała wyraźną przyjemność. Nie wzięła też nóg za pas, kiedy w Józka rzucano słoikiem i upokarzano pod prysznicem. Przeciwnie, to ona przerwała tę patologiczną scenę. Wypadałoby chyba jej podziękować. I nie zaszkodziłoby poczęstować herbatą. Człowiek szesnastoletni, o normalnie rozwiniętej empatii, powiedziałby też coś w stylu „Przykro mi, że musiałaś być świadkiem takich scen. Nie bój się, zwykle moja mama tak się nie zachowuje.” Bellojózek musi jednak oczywiście ponarzekać, że ona jeszcze sobie nie poszła. Ależ te baby nieznośne!

Cytat:
Trudno. Nic nie powiedział, zaparzył sobie mocną, czarną herbatę i siadł za stołem, strudzony jak fornal po młócce. Ukroił sobie powoli pajdę chleba i kawał żółtego sera, ugryzł, zreflektował się i gościnnie podsunął Magdzie oba produkty oraz scyzoryk...

No, chociaż tyle.

Cytat:
...O dziwo, podziękowała. Może ser nie był wystarczająco tłusty na jej gust.


Mam nową koncepcję: na zaburzenia odżywiana cierpi autorka. Dlatego tę nienormalną niechęć do osób przy kości przelewa w kolejnych bohaterów...

Cytat:
Józek jadł więc sam, w milczeniu, zbyt zmęczony, by czuć zakłopotanie pod jej uporczywym, pytającym spojrzeniem. A niech sobie spogląda. Byle nie gadała.

Ludzki pan.

Magda próbuje zagaić rozmowę i opowiada o Patryku, a Józef ma wąty, że jest nachalna.
Cytat:
- Ale po co mi to mówisz? – zapytał po prostu.
- Jak to – po co?
- W jakim celu – wyjaśnił.
- Aaa... bo... – powiedziała Magda i utknęła. Oczy spuściła, zaczerwieniła się i pospieszyła z objaśnieniem: - Bo chciałabym ci wytłumaczyć, dlaczego zachowałam się tak, no wiesz... A teraz mi głupio.

Szesnastolatek z normalnym rozwojem emocjonalnym odpowiedziałby teraz „mnie też jest głupio, okropnie cię wtedy potraktowałem, przepraszam”. Oczywiście wiemy, że autorki ulubiony nastoletni bohater tego nie zrobi.

Cytat:
- Dobra, dobra – przerwał jej szybko, w obawie, że rozwinie szerzej ten temat i że będzie jej jeszcze bardziej głupio, i że zaraz potem znów będzie gadać o tym, jak to jest jej coraz bardziej głupio. – Nie ma sprawy.

Właśnie, niech jak najszybciej skończą ten temat, jeszcze by od słowa do słowa wyszło na jaw, że to przez niego jest jej głupio... Bo jej winą było to, że źle ulokowała uczucia i delikatnie cmoknęła go w usta (i mówię to jako osoba bardzo wrażliwa na przekraczanie strefy osobistej, źle się czująca w zatłoczonym przedziale albo w kolejce). On natomiast potrząsnął nią, groził przez zaciśnięte zęby i zasugerował, że się nie szanuje.

Scena „potrząsania jak szczurem” miała miejsce dwa dni wcześniej. Od dwóch dni Magdzie nie daje spokoju to, jak okropnie się wtedy poczuła i nadal czuje. Żeby to sobie wreszcie wyjaśnić, czeka na niego, zajmuje się pozostawionym samemu sobie bratem Józka, znosi histerie jego matki. Musiało jej to naprawdę mocno doskwierać.

Cytat:
- Czasem mnie taka złość ogarnia na was, chłopaków...
- Dobra, powiedziałem!

Rozdrapujemy twoje przewinienia w tym konflikcie, to ty masz mnie przepraszać!

Cytat:
- Bo ja myślałam, że jesteś taki sam jak wszyscy.

A okazałeś się być wyrośnięty fizycznie, za to niedojrzały emocjonalnie i społecznie.

Cytat:
- Nie jestem. Nikt nie jest.
- Proszę?...
- Każdy jest inny.
- Teraz już wiem, że TY jesteś inny. Więc, no po prostu, przepraszam i głupio mi – wykrztusiła Magda. – Bardzo, bardzo mi głupio.

To kolejna scena w książce Małgorzaty Musierowicz, która nie tylko jest bezsensowna i irytująca, ale też mnie przeraża. Przepraszam, że ci się nadstawiłam akurat wtedy, kiedy miałeś ochotę mnie uderzyć... To wszystko moja wina... Bardzo, bardzo przepraszam...

Cytat:
- No, już – stęknął Józef Pałys, któremu się mdło robiło od tej podwójnie głupiej konwersacji...

To było takie męczące – z jednej strony wszelkie prawa logiki, życiowe doświadczenie nienastoletniej autorki, podręczniki psychologii, no generalnie wszystko sugerowało, żeby również przeprosił za zaistniałą sytuację, z drugiej strony Imperatyw Narracyjny zmuszał go do odgrywania roli buca pozbawionego układu limbicznego...

Cytat:
...Ale najgorsze dopiero na niego czekało. Oczy jej się nagle powiększyły i dodała w bezrozumnym zapale:
- W dodatku widziałam, jak NA NIĄ patrzyłeś... na tę Staszkę! Jak zakochany!
A! Trafiony! – ależ zabolało. No nie, pomyślał, no nie, tego to już za wiele. Flirciara, dla swoich głupich celów, przekroczyła pilnie strzeżoną granicę. Wlazła, nieproszona, z butami prosto w jego smutek. Niedopuszczalne! Nawet jedzenie przestało mu smakować z powodu oburzenia.

Oczywiście. Nie z powodu tego, że sam miał sobie sporo do zarzucenia w sytuacji, za którą ona go pokornie przeprasza.

Cytat:
Poderwał się z taboretu tak gwałtownie, że i Magda wstała...

...Przestraszona, że znów rzuci się na nią z agresją.

Cytat:
...Przez chwilę nie wiedział, jak by to najlepiej ująć. Nabrał tchu.
- Leć do domu, ale już! – burknął wrogo. – Późno się robi.
Zrobiła podkówkę, wielkie oczy, minę obrażoną, a wszystko razem okrasiła postulatem:
- Mógłbyś być trochę bardziej dżentelmenem!
- Odpada – rzekł zwięźle Józef i pozwolił, by uczucie awersji wypełzło mu na twarz.

A fe, ty tłusta babo.

Cytat:
Musiało wypełznąć na całego, bo Magda ruszyła jak zmyta do wyjścia.
Odprowadził ją aż do drzwi, a potem je starannie za nią zamknął. Po cichu, jak dżentelmen, choć miał ochotę nimi trzasnąć.

A mógł zabić...

Wigilia u Borejków.
Cytat:
- Wszystkiego najlepszego, Grzesiu. Przypomniałam sobie właśnie, jak po raz pierwszy byłeś u nas na Wigilii. Pamiętasz?
- Osiemnaście lat temu! – uśmiechnął się Grzegorz. – Pamiętam.

Ostateczne potwierdzenie. Grzegorz jest z Gabrysią od 18 lat. A raczej dłużej, bo przecież na Wigilię nie zaprasza się świeżo poznanego partnera. Zaręczyli się dwa czy trzy miesiące potem. Chyba można przyjąć, że małżeństwem są od lat 17 (no przecież Gabrysia nie potrzebowała wiele czasu na przygotowanie jakichś obrzydliwych rzeczy materialnych towarzyszących ślubowi). Na początku książki Gaba nie myśli: „duchem czuję się wciąż jak siedemnastolatka, choć już tyle lat trwa moje szczęśliwe małżeństwo”. Myśli, że czuje się tak młodo, mimo że doświadczyła wielkiej tragedii, jaką było porzucenie przez pierwszego męża. Które to porzucenie miało miejsce ćwierć wieku temu. Grzegorz nie powinien wspominać tej Wigilii z uśmiechem. Powinien się przerazić, że już tyle lat trwa w związku, w którym jest traktowany jak stale lekceważone zastępstwo za tego jedynego. Inaczej jest po prostu frajerem.

Cytat:
- Patrzę dziś na Magdusię i przypominam sobie twoją małą Elkę. Też tak siedziała naprzeciwko mnie, z buzią pomalowaną na niebiesko, w złote gwiazdki...

Elka miała wtedy twarz pomalowaną na niebiesko? Zapamiętałam ją raczej w bieli i srebrze otoczonymi orzechowymi lokami... A powyższy opis kojarzy mi się tak:
[link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych].

Cytat:
...Pamiętasz?
- Pamiętam!
- Wpadła do nas z Tomkiem, oboje w przebraniu... To był wieczór cudów! Pamiętasz?
- Pamiętam!...

Rozmówcy mają dosyć ograniczony zasób słów.

Cytat:
...Dzwonili dzisiaj. Żałują, że nie dotarli na te Święta. I na ślub.
- No, z Japonii kawał drogi.
- Zwłaszcza jak się ma mdłości w samolocie.
- Naprawdę? – ucieszyła się babcia Borejko. – Znowu?!
- Powiedziała, że ma termin w czerwcu...
Po lewej rozbrzmiewało chrząknięcie Ignasia...

To chrząknięcie nie jest bynajmniej reakcją na wiadomość o ciąży przyrodniej siostry. Zapowiada tylko ignasiowe próby podrywania Magdy. Tyle było w Noelce opisów, jak to Elka błyskawicznie poczuła z Gabrysią silną więź, cieszyła się, że teraz Gaba będzie dla niej jak matka... Tymczasem ze stosunku Ignasia do niej wynika, że w ogóle nie pojawiała się potem u Borejków. Ignacy nie tylko nie jest zainteresowany jej powiększaniem rodziny, ale nawet pomijał Elkę wyliczając, ile ma sióstr. A tamto wyliczanie służyło stwierdzeniu, że siostry owe niewiele go obchodzą, tak więc wspomnienie o Elce jak najbardziej by pasowało... Czyżby jednak wpadka autorki?

Cytat:
[Józef] właśnie nałożył sobie szczodrą ręką dokładkę.

Co wolno wojewodzie...

Ida zmusza Józka do odgrywania roli Gwiazdora (mimo że jest on temu bardzo niechętny, zapowiada się więc bardzo sympatyczny Gwiazdor) i wydaje rozporządzenia:
Cytat:
Pamiętaj, masz Ziutkowi wstawić gadkę dydaktyczną na temat szpinaczku. I jarzyn w ogóle. Ten ignorant jadłby tylko wieprzowinę z frytkami.

To już się robi po prostu nudne...

...podobnie jak niechęć Józka do kobiecych ozdób:
Cytat:
To rzekłszy, wręczyła mu srebrny dzwonek z rączką i wdzięcznie umknęła, a on został, wlepiając ostatnie ponure spojrzenie w lustro.
Obwieszone było wszelakimi fatałaszkami babskimi, a z boku wisiał na haczyku welon...

Laura chyba podświadomie chce rodzinie dostarczyć tematu przyszłej anegdotki o kolejnej ślubnej katastrofie. Trzeba mieć naprawdę gdzieś swój strój na ślub, żeby na Wigilię - kiedy w domu kręcą się dzieci, jest dużo zamieszania, wszyscy się przebierają, przenoszą prezenty, goście chcą gdzieś rzucić płaszcze – trzymać welon na wierzchu, na haczyku przy lustrze, koło którego też raczej sporo osób się przewinie. A niechby chociaż Józek zapaskudził jej ten welon klejem do sztucznych wąsów.

Cytat:
...wraz z plastikowymi konwaliami, pełen sztucznych perełek i czegoś błyszczącego, co samo się trzęsło. Czego też te baby sobie nie włożą na głowę!
Gdyby to on się żenił (do czego oczywiście nigdy już nie dojdzie)...

Taaa...

Cytat:
...wolałby pannę młodą nie ufryzowaną jak Barbie i nie wystrojoną jak choinka, tylko skromnie ubraną...

No bo jeszcze by ktoś w tłumie weselników umiał wypatrzyć bohaterkę tego dnia, pannę młodą.

Cytat:
...z warkoczem...

Czyli krótkowłose odpadają w przedbiegach.

Cytat:
...w wianku z żywych kwiatów. To byłoby ładnie i stylowo...

No, ale na szczęście ty się przecież nigdy nie ożenisz, więc żadnej panny młodej do stylizowania się według twojego rygorystycznego widzimisię zmuszać nie będziesz.

Cytat:
...A nie tam jakieś woale, polichlorek winylu, perły, paciorki i kokardy, i co, może jeszcze sztuczny biust!

Że niby kobieta z silikonem w piersiach miałaby czelność do ołtarza podchodzić? Józef, daj spokój, o takich przyziemnych rzeczach jak atrakcyjny biust myślą wyłącznie kobiety bezwstydne i próżne, których twój dziadek na pewno by nie zaakceptował. Porządna kobieta po urodzeniu piątki dzieci i karmieniu każdego do 1. roku życia powinna z dumą prezentować zwisy.

Cytat:
No, ale ponieważ się nie żenił (i już nigdy nie ożeni), jego zdanie się nie liczy...

Otóż to, mój drogi.

Cytat:
...Zostanie już na zawsze kimś w rodzaju samotnego wujaszka który do śmierci będzie się przebierał za Gwiazdora, żeby obdarowywać cudze dzieci. Tak jest, proszę państwa, to ten nieszczęsny Józef Pałys w stroju błazna. Złamano mu za młodu serce i ono już się nigdy nie zrosło.

Klaun, zakochany klaun, on ma takie czułe serce...

Już to sobie wyobrażam: „A, pamiętajcie, musimy jeszcze zaprosić na Wigilię tego zrzędę Józefa”.

Mamy już przedsmak tego, jak Józef-Gwiazdor będzie dzieci uszczęśliwiał:
Cytat:
Ruszył wprost na Ziutka i grzmiącym głosem zadał mu pytanie zasadnicze:
- A szpinak?!... A szpinak?!...!
Ziutek zrobił podkówkę i zalał się łzami trwogi.
- Nie beczeć mi tu! – huknął Józef. – Zachowuj się jak facet!

Nie ma to jak Święta w miłej, rodzinnej atmosferze, z emocjonalnie niezrównoważonym Gwiazdorem krzyczącym na dzieci i wpajającym w nie heteronormatywne poglądy. Chciałabym, żeby na złość Józkowi Ziutek wyrósł na geja. Chociaż niekiedy mam wrażenie, że to sam Józef jest kryptogejem.

Cytat:
Wręczył jej [Łusi], prezenty, poklepał ją po głowie tak solennie, że aż pisnęła, i zrobiło mu się żal, że to już koniec. Tak dobrze się czuł w tej roli!

Nie wątpię.

Ale na pociechę można się jeszcze powyżywać na kuzynie:
Cytat:
- Aaa! Garnuszkiem! Biłeś! Dobrze, lelosiu! A już myślałem, żeś miągwa!

Treści wychowawcze przemycane przez tego Gwiazdora są poniekąd niestandardowe. Ale oczywiście nikt nie reaguje. Towarzyszące im małe dzieci zapamiętają sobie, że za bicie się z kimś, najwyższy z możliwych przejaw męskości, dostaje się prezenty.

Cytat:
przysunął największą z paczek opatrzonych imieniem Ignasia, po czym postawił mu ją na stopie (a on bardzo zabawnie kwiknął!)

Niedobrze mi się robi.

Dalej mamy opis, jak wąsaty Miągwa tonie w macierzyńskich objęciach. Hmm...
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]

Józek jest pod wrażeniem tego, jaki fajny prezent wymyśliła ciocia Gaba dla syna.
Cytat:
Lubił tę ciocię Gabrysię...

WIEMY!!! Litości, to się już nawet w obrębie jednego tomu powtarza!

Cytat:
...Była dzielna. Bardzo dzielna.

Guy with axe
Musierowicz to chyba robi specjalnie. Czyta forum, na którym czytelnicy krytykują przedstawianie Gabrysi jako heroiny każdego dnia mężnie radzącej sobie z bólem po porzuceniu przez Pyziaka i po prostu na złość im to robi. Nawet głupie danie synowi świątecznego prezentu jest pretekstem do zachwytu „Ach, jaka ona dzielna!” To nie mogło być pisane na poważnie.

Cytat:
Około wpół do szóstej Laura i Adam pożegnali się z rodziną i ruszyli do Kostrzyna furgonetką firmową ogrodnictwa „Daglezja”, by zdążyć na drugą wigilijną wieczerzę, do państwa Fidelisów.

Huhu, a krawcowa zabroniła jej przed ślubem przytyć Wink

Przykład jednej z nudnych rozmów Adama i jego sarenki:
Cytat:
- Cudowna podróż przedślubna!... – powiedziała rozmarzona Laura.
- Zapamiętasz ją?
- Na pewno.
- Ja też. Do końca życia. Za pięćdziesiąt lat opowiemy naszym wnukom, jak jechaliśmy w samą Wigilię, tuż przed ślubem, ty i ja. Opowiem, że tak jechaliśmy, jechaliśmy, a wszystko to, co oni o nas wiedzą, było jeszcze przed nami, zamknięte jak książka. A my w tej chwili w ogóle nie mieliśmy pojęcia, co w niej jest.
- Ja wiem: piękna historia miłosna!
- ...ale też to, co stanie się Historią! – przez duże „H”, i na pewno też smutki, i zmartwienia... Ale jeszcze ich wszystkich nie znaliśmy. Nawet nie przeczuwaliśmy. Wiedzieliśmy tylko, że to jest nasza wspólna książka, piękna i ciekawa.
- I dobrze napisana.
- Bardzo dobrze.

Oby lepiej niż ta, w której właśnie prowadzicie ten romantyczny do wyrzygania dialog.

Cytat:
- Sarny się ciebie nie boją – szeptała Laura. – Dzieci się ciebie nie boją. Ja też się ciebie nie boję...

Swordfishes love you,
Jellyfishes love you...


Cytat:
- Bo ty jesteś trochę dziecko, a trochę sarna.

To hasło chyba już stało się kultowe Smile

Cytat:
- Ale najbardziej to zły Tygrys. Niestety.
- Wcale a wcale! – Adam prychnął cichym śmiechem.
- To prawda... że przy tobie nie jestem żadnym Tygrysem, przy obie całkiem się zmieniam, nie wiem dlaczego.

Łee tam, Wolfiemu mówiłaś to samo.

Cytat:
- Bo się prawdziwie kochamy?
- Tak! Prawdziwie! Prawdziwie!...

Hmm, brzmi trochę tak, jakby usiłowała samą siebie przekonać...

Cytat:
...Ja nawet życia się nie boję przy tobie. I nawet śmierci...

OK, mam dość.

Na szczęście rozmowę przerywa pan Gruszka. O którym wiem, że przygotowuje wesele i ma coś wspólnego z przedsiębiorstwem rodziny Adama. Poza tym za cholerę gościa nie pamiętam. Mamy tu przypomniane perypetie Borejków związane ze ślubami, gabrysiną traumę związaną z Pyziakiem, natomiast ja potrzebowałabym przypomnienia, kim jest ten facet. Być może autorka uznała, że on pojawił się w książce ostatniej, a nieprzewidywalne śluby były opisywane dużo wcześniej. Tyle że przez te 4 lata, które minęły od wydania Sprężyny, chętnie sięgałam po tamte właśnie części, a do Sprężyny w ogóle nie mam ochoty wracać.

Borejkowie też jedzą podwójnie – teraz zawitali do Pulpecji.
Cytat:
Mama Józefa Pałysa nie upiekła nic ciekawego, gdyż nie miała do tego głowy po dyżurze, a ponadto razi ją to, że do wszystkich świątecznych wypieków trzeba wkładać masło i cukier.

A jak wiemy, jej dzieci przecież masła nie tykają...

Zakład, że Ida pochłania w całości kawałki wszystkich maślano-cukrowych ciast, które upiekły jej siostry Twisted Evil

Florian opowiada o swojej nowej fascynacji:
Cytat:
Na wieść o Chrobrym u swych bram popadł w trwały zachwyt i nieustającą manię badawczą. Nawet z wrażenia zapuścił bujne wąsy...

Brawo, autorko, świetny wymyśliłaś pretekst do obdarzenia kolejnego bohatera wąsami.

Cytat:
...niczym jeden z wojów piastowskich.



Wigilia dobiega końca, zbliża się ślub i Wielkie Wejście Czarnego Charakteru Pyziaka. Oj, będzie się działo.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Śro 13:48, 17 Paź 2012, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Pon 21:49, 08 Paź 2012    Temat postu:

Eh, tak czytam i czytam....i jakoś wcale nie żałuje, że przygodę z MM skończylam wieki temu...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17218
Przeczytał: 65 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:18, 08 Paź 2012    Temat postu:

Btw, scena ze słoikiem jest autentyczną reakcją samej pani MM na... no właśnie nie pamiętam, czy pierwsze upicie się, czy fakt, że jej syn zaczął palić. Na własne osobiste uszy słyszałam, jak opowiadała to na spotkaniu autorskim, jakieś 4 lata temu. Kasica świadkiem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Seba Holmes



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 799
Przeczytał: 82 tematy

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:34, 08 Paź 2012    Temat postu:

kura z biura napisał:
Btw, scena ze słoikiem jest autentyczną reakcją samej pani MM na... no właśnie nie pamiętam, czy pierwsze upicie się, czy fakt, że jej syn zaczął palić. Na własne osobiste uszy słyszałam, jak opowiadała to na spotkaniu autorskim, jakieś 4 lata temu. Kasica świadkiem.


Ciekawe, czy też wrzeszczała przy tym gromko "Prostaku!!!"...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sileana
Bezo grudek



Dołączył: 07 Gru 2011
Posty: 4460
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: LV-426

PostWysłany: Pon 22:36, 08 Paź 2012    Temat postu:

Na pewno! I jeszcze pewnie "wstydu nie masz! następnym razem Ci przywalę!".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 0:15, 09 Paź 2012    Temat postu:

Zostało mi do przeczytania jeszcze jakieś 15 stron i czuję, że nie dam rady... Nudne, męczące, irytujące. Chyba muszę sobie zrobić przerwę. A dawniej pochłaniałam książki z tej serii w kilka godzin.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Wto 0:37, 09 Paź 2012    Temat postu:

O palenie chodziło. Generalnie z tego co widzę ostatnio jest taki mało fajny trend w literaturze dla młodzieży, a to toksyczny stalker, a to bogaty buc, a to wychwalany przemocowiec i histeryczka... Brrr. Serio, zastanawiam się w którym miejscu cos poszło nie tak...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Wto 9:48, 09 Paź 2012    Temat postu:

Czytam (całe szczęście, że w TEJ formie!) i oczy mi wyłażą z orbit, bo takiego stężenia patologii dawno nie widziałam. Cała ta banda zachowuje się, jakby uciekła z wariatkowa.

Józinek - przydałby mu się psycholog, jeśli nie psychiatra. Ten chłopak ma zdrowo narąbane pod kopułą. Antypatyczny buc. Przypomina nieco JKM.Wink
Ida - toksyczna matka, niezrównoważona histeryczka, złośliwa, skwaszona, wredna baba, której miałabym ochotę napluć na buty. Może to po niej Józinek ma problemy z psychiką? Oboje kwalifikują się do leczenia. W każdym razie jej zachowanie jest skandaliczne i nie można go tłumaczyć zmęczeniem, ona po prostu JEST wredną, skwaszoną, przeraźliwie chamską suką.
Gabriela - jeszcze raz przeczytam, jaka z niej heroina uciśniona, to rzygnę, jak pragnę zdrowia!
McDusia - a czemuż to dziewczę daje tak sobą pomiatać?
Dziadkowie w ogólności - totalnie oderwani od rzeczywistości, robią za tło.

A skrobanie patelni dowodzi, że MM utknęła w przeszłości. Dobre, stare, żelazne patelnie się skrobało. Nawet żałuję, że wywaliłam taką jedną po babci, ale była ohydna.Wink


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Sineira dnia Wto 9:48, 09 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Procella
Bezo grudek



Dołączył: 22 Mar 2011
Posty: 4549
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 10:05, 09 Paź 2012    Temat postu:

Cytat:
Elka miała wtedy twarz pomalowaną na niebiesko?

Miała.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 10:27, 09 Paź 2012    Temat postu:

Wlasnie sobie wyobrazilam skrobanie teflonu druciakiem. Aua.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 11:16, 09 Paź 2012    Temat postu:

Dobra, może być przydługo, bo maturzyści piszą klasówkę, a ja mam czas Wink
Przeczytałam to dzieUo i moje wrażenia nie są ani w połowie tak okropne, jak to, czego się spodziewałam. To znaczy, IMO nie jest to ani nudne, ani bardziej niż się spodziewałam ckliwe, ani nierealistyczne.
Za to ma inne, znacznie poważniejsze w tym kontekście wady. I uważam, że to jest bardzo zła książka właśnie dlatego, że ma pełne podstawy, żeby się nastolatkom podobać. Ona z pozoru jest "miła" jak niemal wszystko, co MM obdarza tym przymiotnikiem.
No i mam teorię. Przeanalizowałam sobie inne tomy Jezycjady, bo mąż, widząc jak się ciskam, stwierdził, że opinię będzie mógł wyrazić dopiero, jak przeczyta sam. Innymi słowy, zażyczył sobie dostępu do dzieUa, a ja stwierdziłam, że musi wobec tego przeczytać coś ze starszych tomów, żeby w pełni zrozumieć problem. I kiedy zaczęłam kombinować, które mu podetknąć (no nie wymagam, żeby gość czytał wszystkie 1Cool, stworzyłam rzeczona teorię.
Otóż pani MM ma wyjątkowy talent do opisywania realistycznych sytuacji. I on jej wcale z wiekiem nie przeszedł. Serio. Gdyby przeszedł, to nie dyskutowalibyśmy patologii Józinka czy Idy, tylko klęli tanią grafomanię. Sęk w tym, że to jest opisane realistycznie i dobrze: syn wychowany w takiej rodzinie, przez taką matkę, w takich warunkach, spokojnie mógłby takie właśnie problemy mieć. Mnie się to w każdym razie do kupy składa.
Tyle tylko, że coraz bardziej mi się zdaje, że to pani MM wychodzi niejako samo. I tak - samorzutnie - mogły być pisane jej starsze książki. Na przykład KK, gdzie Ignacy nie był uwielbianych na klęczkach półbogiem. Opisany był, jaki był, a każdy mógł sam ocenić, co myśli o ojcu, który karze córce licealistce dbać o trzy młodsze siostry i wyżywienie całej rodziny.
A potem MM odczuła potrzebę moralizowania i zaczęła i na siłę wtykać wyjaśnienia, jak zachwyca, kiedy nie zachwyca (pamiętam, jak się wkurzyłam w Noelce na wzmiankę o tych "przygarnianych bezdomnych psach i kotach", których przenigdy na Roosevelta nie było). I na siłę wtykać sceny, mające bez możliwości pomyłki, łopatą, wyjaśnić czytelnikom, dlaczego Borejkowie są najfajniejszą rodziną w galaktyce. I te sceny są nieznośne. A jest ich z tomu na tom coraz więcej.
Ale kiedy się MM nie stara o ten nachalny dydaktyzm, pisze realistycznie i wciągająco. I na to się będą łapać kolejne pokolenia nastolatek, nie wiedzących jeszcze, że lanie kogoś lodowatą wodą jest przemocą, potrząsanie koleżanką jest również przemocą i tak dalej. tak samo, jak nie widzą patologii w Edłordzie i Belli, tak nie zobaczą u Borejków, bo im sie MÓWI, że to fajne.

Anyway, ja tam w McDusi widzę wiele rzeczy fajnych. Na przykład bardzo udatnie i wiarygodnie opisane młodzieżowe reakcje i przemyślenia. I tu sie akurat nie zgadzam z rozbuchaną krytyka rozmaitych rozmyślań np. Józinka. One są miejscami idiotyczne, prymitywne i tak dalej - ale mają prawo takie być, skoro ich autorem jest nastolatek z problemami. MM w tych sytuacjach po prostu pokazuje świat widziany oczami nastoletnich bohaterów i - PONIEKĄD niestety - robi to zręcznie. Dlatego nie zgadzam się z licznymi krytynie wytkniętymi cytatami Melomanki - znaczy nie zgadzam się z tym, że obnażają np. błędy warsztatowe. Burkliwe myślowe komentarze Józinka odnośnie rozważań Magdy są jak najbardziej wiarygodne.

A co moim zdaniem jest w McDusi nieznośne? Przede wszystkim wmawianie czytelnikom, że przemoc, jeśli tylko ma miejsce w "fajnej" rodzinie, nie jest groźna. To jest nie do zniesienia i w dodatku jest niebezpieczne, bo nastolatki, odurzone ogólnie milutkim sosikiem całości, mogą w to łatwo uwierzyć, że jak ukochany, który generalnie przytula i aż mruczy, wyszoruje im wymakijażowana twarz woda z mydłem, to z miłości. No grr. I chamstwo romzaitych członków rodziny Borejko nie byłoby aż tak nieznośne - bo i w dobrej rodzinie zdarza się chamstwo - gdyby nie to, że reszta rodziny daje na to milczące, albo i niemilczące przyzwolenie.
Nieznośne jest dwudziestoletnie cierpienie Gabrieli po rozwodzie i terroryzowanie tym wszystkich z dziećmi włącznie. Nieznośne jest straszliwie zdawkowe traktowanie życia bohaterów, do których czytelnik się już przywiązał - nagle zamiast czegokolwiek prawdziwego dostajemy albo niewiarygodne superlatywy ("wygrywają konkurs za konkursem"), albo łzawe morały, albo wyliczankę, kto jest w której ciąży.
Ale spokojnie mogę sobie pozaznaczać motywy, których okrutne wykastrowanie zamieniłoby McDusię w całkiem fajne czytadło.

PS. Zachowania Idy i kamienny kręgosłup moralny Józinka, maniakalna infantylność Łusi i totalna nieobecność Marka zaczynają tworzyć niepokojąco spójny obraz rodzin y z problemem alkoholowym. Pytanie: Ida czy Marek?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sileana
Bezo grudek



Dołączył: 07 Gru 2011
Posty: 4460
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: LV-426

PostWysłany: Wto 11:39, 09 Paź 2012    Temat postu:

Berku ja się nawet z Tobą zgadzam, tylko jedno ale: MY wiemy/podejrzewamy/widzimy, że Józef ma problemy, za to Autorka wbija (łopatą, łopatą) nam, że on jest absolutnie normalny, wszyscy w tej rodzinie są normalni i że tak jest dobrze, ich zachowania są absolutnie naturalne, wszyscy zdrowi.

Cytat:
I tu sie akurat nie zgadzam z rozbuchaną krytyka rozmaitych rozmyślań np. Józinka. One są miejscami idiotyczne, prymitywne i tak dalej - ale mają prawo takie być, skoro ich autorem jest nastolatek z problemami. MM w tych sytuacjach po prostu pokazuje świat widziany oczami nastoletnich bohaterów i - PONIEKĄD niestety - robi to zręcznie. Dlatego nie zgadzam się z licznymi krytynie wytkniętymi cytatami Melomanki - znaczy nie zgadzam się z tym, że obnażają np. błędy warsztatowe. Burkliwe myślowe komentarze Józinka odnośnie rozważań Magdy są jak najbardziej wiarygodne.


Owszem, ona są naturalne, ale nie w wypadku kogoś, kogo określa się mianem "dżentelmena w każdym calu, chłopca bez skazy, dobrze wychowanego, dojrzałego młodego człowieka". To są przemyślenia zwykłego nastolatka, takiego, któremu zdarza się pośmiać z koleżanki, mimo że wie, że to nieładnie, któremu zdarza się kimś potrząsnąć w nerwach (ale raczej kolegą), a potem jest mu z tym nie do końca przyjemnie. Chodzi mi o to, że nawet jeżeli Józinek czuł się niezręcznie w scenie z przepraszaniem, to nie tylko dlatego, że był ona niezręczna, ale też dlatego, że powinien mieć wyrzuty sumienia, gdzieś w środku. Nie musiałby zaraz ich ujawniać, choćby ze wstydu i złości, ale autorka powinna dać do zrozumienia, że on ma takie uczucia. Albo napisać wprost "Jóżef Pałys to pała i buc, przemocowiec czystej wody i cham", a nie gloryfikować jego zachowanie. Bohaterowie są tworzeni wyobraźnią autorki i to do niej przecież(?) są te wszystkie zarzuty.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 11:55, 09 Paź 2012    Temat postu:

Cytat:
Zachowania Idy i kamienny kręgosłup moralny Józinka, maniakalna infantylność Łusi i totalna nieobecność Marka zaczynają tworzyć niepokojąco spójny obraz rodzin y z problemem alkoholowym. Pytanie: Ida czy Marek?


Odnosnie tego mam pytanie... Jezeli zalozymy, ze ksiazki MM "same"sie pisza (w sensie, MM chce przekacac jakas konkretna wizje, ale to co wychodzi spod piora mozna odebrac zupelnie inaczej) , a pisza sie w takiej a nie innej formie - jesli zalozymy, ze pisza sie same niejako nieswiadomie, dajac obraz problemow alkoholowych - jakie sa szanse, ze akurat to wychodzi losowo spod piora? Bo jesli powyzsze zalozenia maja odzwierciedlenie w rzeczywistosci, to na moj chlopski rozum autorka pisze o tym co czuje. Czy jest w sytuacji przemocy alkoholowej? Ktora spychana do podswiadomosci wylazi spod piora?

Tylko ze to nie jest nieswiadoma siebie poczatkujaca pisarka, ale dojrzala kobieta. Czy naprawde pisze w ten sposob nieswiadomie?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 11:55, 09 Paź 2012    Temat postu:

Ale to ja właśnie o tym pisałam! Że odautorskie komentarze lub ich brak to jest w ogóle w tym przypadku katastrofa! Oczywiście, że Józinek wychodzi tu nie tylko na buca i chama, ale wręcz na młodocianego psycho-, a co najmniej socjopatę.
Natomiast to, co zwróciło moja uwagę podczas lektury tego dzieUa, to - przy wszystkich tych ideologicznych koszmarach - zdumiewająca wiarygodność tworzonych obrazów (pozbawionych odautorskich morałów). Tzn ten cholerny Józinek JEST odpychający, ale jest też wiarygodny!
I fascynuje mnie, jak można stworzyć wiarygodną, zwichniętą psychicznie postać, co sugeruje jednak jakiś talent, a równocześnie oblać ja tak koszmarnym, niestrawnym i w dodatku wątpliwym moralnie sosem. No i do tego usiłuję właśnie dorobić teorię Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 12:01, 09 Paź 2012    Temat postu:

Berku, podejmuje probe teorii Smile

MM ma w rzeczywistosci czworke dzieci (Czy corek, nie wiem, o tym wikipedia milczy). Wczesniej pisala i przyjemnych, cieplych ludziach, bo sama miala przyjemna ciepla rodzine. Tymczasem dzieci dorosly i zrobily sie mniej przyjemne, moze jedno z dzieci jest w zwiazku przemocowym, o ktorym nie mowi mamie. Mama wierzy dziecku na poziomie swiadomym, podswiadomosc zas wylapuje niepokojace sygnaly. Potem mama projektuje swoja swiadomosc (wszyscy sa mili i wspaniali) i podswiadomosc (niepokojace drugie dno) na ksiazki.

Takie cos byloby bardzo smutne z puktu widzenia ludzkiego i bardzo ciekawe z punktu widzenia psychologicznego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17218
Przeczytał: 65 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 12:11, 09 Paź 2012    Temat postu:

Ba, na forum MM już dawno stwierdziliśmy, że MM tworzy realistyczne i wiarygodne portrety rodzin dysfunkcyjnych (Gaba i jej metody wychowawcze! Oschłość mamy Borejko!) tylko za pomocą komentarza odautorskiego usilnie wmawia, że ależ skąd, te rodziny są ciepłe, miłe i kochające, a Gaba to już w ogóle jest najlepszą (i najdzielniejszą) matką na świecie.
Dziwny rozdźwięk, prawda?
Tak jakby MM była kamerą, która nagrała pewien obraz i odtwarza go - ale nie rozumie, co on znaczy.
Albo jakby jej ktoś bardzo starannie wyprał mózg i wytłumaczył, że czarne jest białe, że zachowania przemocowe wcale takimi nie są, że dziecko rozwiedzionego ojca nie ma prawa szukać o tym ojcu informacji, bo rani w ten sposób matkę, bo rzeczona matka po kilkunastu latach ponoć szczęśliwego drugiego związku wciąż płacze po tym "łajdaku" co porzucił, a temat jest tak bolesny, że nie można nawet luźnego słowa rzucić, by jej nie zranić do głębi... To nie jest normalne zachowanie normalnych, prawidłowo funkcjonujących rodzin. A Musierowicz wmawia, że wszystko jest ok, ba! że ta rodzina powinna być wzorem...

E: Gaya, MM ma dwie córki i dwóch synów. Jedna z córek, Emilia Kiereś, też jest pisarką i redaktorką książek matki.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kura z biura dnia Wto 12:12, 09 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 12:25, 09 Paź 2012    Temat postu:

Dziekuje za dookreslenie. Poszperalam troche i o:

[link widoczny dla zalogowanych] zakladka "kim jestem" - widze podobienstwo do Gaby we fryzurze i polonistyce. Az sie zaczelam zastanawiac, czy byl tam jakis Pyziak...

Cytat:
Znakomitym nabytkiem okazał się mąż Emilki, Bartek, który z zawodu jest architektem, ale równie dobrze czuje się w sztukach plastycznych i w literaturze. Jego kreatywność mnie zadziwia, a pomoc w wielu dziedzinach (od komputerowej począwszy) jest nieoceniona.
[link widoczny dla zalogowanych]

Informatyk? Wink

Cytat:
Tak jakby MM była kamerą, która nagrała pewien obraz i odtwarza go - ale nie rozumie
To wlasnie probowalam przekazac wyzej. Dziwne i niepokojace.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 12:27, 09 Paź 2012    Temat postu:

Berek napisał:
Dlatego nie zgadzam się z licznymi krytynie wytkniętymi cytatami Melomanki - znaczy nie zgadzam się z tym, że obnażają np. błędy warsztatowe. Burkliwe myślowe komentarze Józinka odnośnie rozważań Magdy są jak najbardziej wiarygodne.

Ale ja nigdzie nie twierdziłam, a przynajmniej nie miałam takiego zamiaru, że opisy dotyczące Józinka zawierają błędy warsztatowe. Jak na razie czepiam się tylko dwóch rzeczy z Józkiem związanych.

Po pierwsze mnie osobiście nudzi ciągłe przypominanie, że Józek nie znosi, jak kobiety się stroją, malują, zakładają spinki itp. Pamiętam, że w Żabie Wolfi też w duchu narzekał, że siostra używa mnóstwa silnie pachnących specyfików, ale w sumie myśli te pojawiły się chyba dwa razy i nie były dla mnie denerwujące, dobrze pokazywały prozaiczne problemy nastoletniego rodzeństwa płci obojga, które w ciasnym mieszkaniu w bloku musi dzielić jeden mały pokój. A w ogóle lubię Wolfiego Smile Ale to zrzędzenie Józka denerwuje mnie i nie twierdzę, że Józek ciągle marudzi, więc książka jest zła. Raczej Józek ciągle marudzi, więc mnie ten bohater irytuje. Do tego dochodzi jeszcze wiedza, że Józinek jest ulubionym nastoletnim bohaterem autorki. I w związku z tym pojawia się pytanie "jak zachwyca, skoro nie zachwyca?"

Inaczej by się na to patrzyło, gdyby McDusia była pierwszą książką Małgorzaty Musierowicz. Ale my znamy całą serię i wiemy, że jeśli autorka chce, żebyśmy daną postać podziwiali czy potępiali, to wyraźnie nam to zasugeruje. Nie trzeba się specjalnie nagłowić, żeby wyczytać z książki, że Gaba nastoletnia (zanim została świętą męczennicą) uważała się za miłą, a tak naprawdę młodsze siostry się jej bały; że Ewa Jedwabińska sądziła, iż zapewnia córce wszystko, czego dziecko może potrzebować, a tymczasem żałowała Aurelii czułości. Tutaj natomiast nie ma żadnego komentarza (wypowiedzianego przez narratora czy któregoś bohatera) potępiającego zachowania przemocowe Józka. Pojawia się wątek rozmowy o przykrym zdarzeniu, jest nam wyraźnie pokazane, że Magda się z tym gryzie, tymczasem Józkowi też jest głupio, ale wyłącznie dlatego, że niezręczna jest dla niego rozmowa o uczuciach, a nie dlatego, że żałuje swojej niewłaściwej reakcji. Pojawiają się też przemyślenia Idy, która uważała syna za wzór cnót, a on ją rozczarował. Ale wcale nie o tę agresję chodzi, tylko o to, że się upił. Zaraz zresztą wszystko się wyjaśnia i te przemyślenia stają się nieaktualne. Nie ma też żadnego odautorskiego komentarza do stwierdzenia Magdy "Biedny, pewnie wciąż przeżywał ZDRADĘ tej Staszki." Choć może nie był potrzebny, bo chyba kazdy parsknął śmiechem przy tym fragmencie Smile

Po drugie czepiam się wątku piosenki, która ma być super prezentem, a przecież nastolatkowie z klasy Józka codziennie wymieniają się takimi mp-trójkami poprzez maile czy karty pamięci w telefonach komórkowych. Na porządku dziennym są rozmowy typu:
- Czego słuchacz?
- Nowej piosenki zespołu X.
- O, fajnie, też bym posłuchała.
- A masz pendrive'a przy sobie? To ci przerzucę.
- O, fajnie, dzięki.
Łał, zajechało opkiem, dobrze, że nie bawię się w pisarstwo Very Happy Ale do rzeczy - ofiarowanie komuś mp-trójki, mp-trójki z piosenką, która jest powszechnie dostępna, to tak jak kupienie żonie w prezencie urodzinowym bułki na śniadanie.

EDIT: Tfu, oczywiście matką Aurelii była Ewa, nie Aurelia Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Wto 12:48, 09 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 12:55, 09 Paź 2012    Temat postu:

http://www.youtube.com/watch?v=t4auUyjRRAc Tak, wiem, nie lubicie Niekrytego. Ale okazuje sie, ze MM juz popelnila dzielo stricte na temat przemocy Razz

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 16:11, 09 Paź 2012    Temat postu:

Melomanka napisał:
I w związku z tym pojawia się pytanie "jak zachwyca, skoro nie zachwyca?"

No to się nie zrozumiałyśmy po prostu, tzn ja Ciebie. Zgadzam się, że w tym świetle przedstawiony kompletnie nie zachwyca, ale Twoje uwagi odczytałam jako krytykę sformułowań czy też wiarygodności samej postaci, a nie jako zmęczenie postacią jako taką. Z wszystkim, co piszesz powyżej się zgadzam.

Melomanka napisał:
Po drugie czepiam się wątku piosenki, która ma być super prezentem, a przecież nastolatkowie z klasy Józka codziennie wymieniają się takimi mp-trójkami poprzez maile czy karty pamięci w telefonach komórkowych. Na porządku dziennym są rozmowy typu:
- Czego słuchacz?
- Nowej piosenki zespołu X.
- O, fajnie, też bym posłuchała.
- A masz pendrive'a przy sobie? To ci przerzucę.
- O, fajnie, dzięki.


O widzisz, a ja się kompletnie nie zgadzam. Moim zdaniem wyraźnie widać, że Agata po prostu poobserwowała Józefa i wykombinowała, że on się nie skapnie co do podstępu. Tzn że ona jest dla niego na tyle kosmitką, że do łba mu nie przyjdzie, że ona przecież by tę piosenkę w try miga wyguglała albo dostała od koleżanki. Bo to, co piszesz, to prawda, ale tez jasno widać, że Józef prędzej by na księżyc poleciał niż wpadł na pomysł, że można przeprowadzić z Agata taką rozmowę, jak przez Ciebie cytowana. Więc piosenka jest pretekstem i tyle.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 16:13, 09 Paź 2012    Temat postu:

Dzięki „spontanicznym” metodom wychowawczym matki u Józefa rozwija się przeziębienie.
Cytat:
Józef odetchnął: no, mało brakowało, żeby dziś nie dotarł na umówione spotkanie z Agatą. Przecież by się nie doczołgał do miasta przez te trzydzieści kilometrów po śniegu, zwłaszcza w aktualnym stanie zdrowia. A dostarczenie dziewczynie owego nieszczęsnego prezentu było, bądź co bądź, kwestią honoru.

I to jest pierwsza myśl Józefa, która budzi moją aprobatę. Warto było dobrnąć do 177. strony.

Cytat:
Magdusi podobała się poznańska pasterka. Spędziła ją, co prawda, na stojąco, a ściślej – na jednej zdrętwiałej nodze, sprasowana w tłumie ze wszystkich stron, ale we Wrocławiu też nie było inaczej.

W pierwszej chwili pomyślałam „A bzdura, nie w każdym kościele we Wrocławiu na pasterce jest ścisk jak na Open’erze przy barierkach”. Ale nie, to na dobrą sprawę nie jest błąd, Magda zapewne myśli o tym jednym kościele, do którego ona chodziła z rodziną. Tylko szkoda, że nie zostało to sprecyzowane. Zawsze sobie myślałam, że fajnie by było, gdyby o Wrocławiu ktoś pisałby takie słynne książki jak pisze Musierowicz o Poznaniu. Więc kiedy już ona sama umieszcza kilka wydarzeń w moim mieście, to byłoby miło, gdyby dowiedziała się, które kościoły we Wrocławiu są na pasterce zatłoczone i wspomniała o konkretnym, tak jak zawsze skupia się na poznańskim kościele dominikanów.

Cytat:
Strzeliły wysoko płomienie, poleciały pęki jasnych iskier, już pierwsi ludzie zgromadzili się wokół ognia, i zaraz zaczęli się cieszyć i kolędować.

Może nie że aż wielki błąd, trochę jednak to sformułowanie o rozpoczętej jakby na dany sygnał radości nieszczęśliwe. No ale jak się wychodzi z założenia, że pisarz z dorobkiem już korekty nie potrzebuje...

Józek wydzwania do kumpla, Dziuby, usiłując zdobyć numer do Agaty, której jest winien prezent, a Dziuba oczywiście doszukuje się w tym czegoś więcej.
Cytat:
Głupie aluzje kumpla wydały mu się w odniesieniu do Agaty niesmaczne, i to w najwyższym stopniu; sugerowanie, że ta dziewczyna miałaby zarzucać jakieś zanęty, było wręcz oburzające. Czuł się obrażony w jej imieniu. Gołym okiem było przecież widać, że Agata to nie jest ktoś tak nieskomplikowany, jak – nie przymierzając – Magda. Żadnego narzucania się, wyznań, zaczepek, chichotów, łypania, przeciwnie: spokój, kultura, chłodne opanowanie. Które, nawiasem mówiąc, nie wykluczało łagodnego uśmiechu ani życzliwości. Ale to trzeba mieć pewną klasę, subtelny styl, specjalny rodzaj dyscypliny, żeby umieć tak wyważyć swoje zachowanie. To prawdziwa młoda dama, jak powiedziałaby babcia. Tak, dama, ale taka, która w dodatku ma sportowego ducha.

No nie, nie i jeszcze raz nie. Nie kupuję tego wątku. Nie wierzę w tę niedomyślność Józefa, który tak łatwo połknął haczyk i uwierzył, że Agata sama nie może znaleźć w Internecie hiphopolowego przeboju roku. Mogłaby co najwyżej być wybitnym antytalentem komputerowym i znalezionego pliku nie umieć pobrać (oj, naprawdę wybitnym), ale ma w domu dwóch braci. I przynajmniej jeden z nich nie jest jakimś tam miągwą sonety piszącym, tylko uprawia sport, a więc jest sensownym gościem Razz

Poza tym muszę tu wrócić do przemycania w tej książce szkodliwych treści. Józinek, bohater niby pozytywny, wyraźnie daje do zrozumienia, że Magdy nie lubi, bo mimo wyraźnych sygnałów odpychających wciąż się narzuca i na niego gapi – zrozumiałe, to denerwujące – ale też niechęć budzi w nim to, że Magda jest tłusta. Jej przeciwieństwem ma być Agata – fajna, bo uprawia sport. I w porządku, Józek może tak sobie w tej części książki myśleć. Ale podobnie jak Ida zrozumiała, że odpicowanej Paulince szczerze zależy na Krzysiu, tak jak Maciek i Lelujka nie mieli powodu się lubić, ale ostatecznie uznali, że mogą się przynajmniej szanować, tak samo miło by było zobaczyć pod koniec rozmowę Józka z Magdą, w której przyznaje on, że nie jest ona taka straszna i oprócz wymienionych wad ma też jakieś zalety. Myślę, że chętnie znalazłyby w książce taki dialog nastolatki, które mają nadwagę, na W-F-ie przy wybieraniu do drużyn w grach zespołowych zawsze zostają na końcu, a chłopcy, którzy im się podobają, wolą dziewczyny szczuplejsze, wymiatające w siatkówce czy koszykówce.

Cytat:
(...) do kuchni weszła Laura i poprosiła o pomoc. Oznajmiła, że Adam zadzwonił z Kostrzyna – nagle wpadło mu do głowy, żeby przyjechać za godzinę, po ostatni transport jej rzeczy: biblioteczka, odzież, drobiazgi (pianino miało stąd odjechać dopiero po sylwestrze).

Odzież? Ale chyba nie całą jej odzież? Czyżby podobnie jak ciotki, Laura też musiała nie przywiązywać żadnej wagi do stroju i przez najbliższe kilka dni, łącznie z sylwestrem, chodziłaby w tym, co ma teraz na sobie? Albo grałaby na tym pianinie goła i wesoła? Smile

Cytat:
- Jak to, przed ślubem? – zdziwiła się Magda. – To bardzo nietypowo, to chyba za wcześnie, to przynosi pecha!

Ooo, jakie to uroczo naiwne. Sama jestem staroświecka. Sama wolałabym wprowadzić się do męża dopiero po ślubie. Ale nie jestem ślepa i głucha na to, co robią moi krewni i znajomi. Musiała też zebrać o tym wiedzę Magda mieszkając we Wrocławiu, chodząc tam do liceum i słuchając chociażby opowieści koleżanek o tym, co porabiają ich starsze siostry. A chodziła do liceum im. Chrobrego, nie do prywatnej szkoły katolickiej (która też nie jest jak klasztor, swoją drogą). W tej chwili to raczej trzymanie aż do ślubu ubrań u siebie, w mieszkaniu z rodzicami, jest „nietypowe”.

Ignaś deklaruje chęć pomocy przy pakowaniu książek.
Cytat:
Trwało to jednak dosyć długo, bo każdą z książek, zdejmowanych z półki, musiał obejrzeć, ocenić, a nawet i przekartkować lub podczytać, a kiedy Magda chciała działać szybciej, mówił: - Poczekaj, poczekaj, tylko zerknę! – i wkładał pod pachę kolejny tom.
Laura z kolei zaczęła się roztkliwiać nad każdym papierkiem, wyjmowanym z biurka, czytać jakieś listy, pamiętniki, oglądać szkolne zeszyty i stare zdjęcia...

Ignaś niby pomaga pakować książki, ale bardziej zajmuje go ich czytanie – to jak najbardziej pasuje do Ignacego, jakiego znamy. Laura skupiająca się na starych listach i pamiętnikach – to już nie do końca. Żarty żartami, przecież to oczywiste, że jednak zostawi w domu trochę ubrań, w których będzie przez najbliższe kilka dni przyjmować gości, wychodzić na miasto, myć naczynia, być może trzymać na kolana Ziutka, który raczej nie zrozumie tłumaczenia „ale nie wierć się, bo mi wygnieciesz spódnicę, a żadnych innych ubrań nie mam”. Pamiętniki i zeszyty może sobie pooglądać przy wypakowaniu ich w Kostrzynie, teraz musi zdecydować, które ciuchy wywieźć, a które zostawić. Bo wiemy, że Laura akurat, jako jedna z nielicznych w tej rodzinie, przykłada dużą wagę do swojego wyglądu.

Cytat:
... tak że kiedy przybył pan młody (zdaniem Magdusi – jeszcze bardziej przystojny niż zwykle w swoich roboczych drelichach), nic nie było gotowe.
Adam (och, z chwili na chwilę coraz bardziej przystojny!) na wstępie zaczął się tłumaczyć i przepraszać, że im psuje świętowanie, ale urządzał dziś wszystko w domku i dopinał na ostatni guzik, i w końcu pomyślał, że lepiej wszystko to teraz spakować, przywieźć, a nawet ustawić i poukładać.
- Chciałbym, żebyś nie musiała już więcej myśleć o przeprowadzce – dodał, ogarniając Laurę ramionami i chowając nos za jej uchem. – Jutro masz się niczym nie martwić i wszystko ma być gotowe, i wieczorem masz już się znaleźć pod własnym dachem, we własnym nowym domu, i nie czuć się obco, i dlatego masz tam już mieć nuty i nawet swoje ulubione lusterko, i ulubioną książkę. I nawet ulubioną zakładkę do książki... i...

I ulubionego misia, bez którego sarenka Laura nie zaśnie. Jak czytam, co ten Adam mówi do Laury, to mam wrażenie, że ostatnie lata spędziła ona w szpitalu psychiatrycznym lecząc się z anoreksji/depresji/nerwicy/schizofrenii, teraz wraca do normalnego życia i potrzebuje opiekuńczego faceta, który wciąż tłumaczy jej, że jest bezpieczna (a raczej, jeśli chcesz się czuć bezpiecznie, to masz jechać do nas, masz już być u siebie, masz tam mieć swoje rzeczy, no i masz mnie słuchać), a ona stwierdza z radością, że z nim nawet życia się nie boi.

Cytat:
I wtedy Laura go gwałtownie uściskała i pocałowała, a on nic już więcej nie mówił, tylko mruczał.

Ta słodziutka para to najbardziej bezbarwny związek, jaki się przewinął przez 19 tomów cyklu.

Wszystkich dopada lekka melancholia...
Cytat:
Pokój Laury stał się bowiem teraz niemile obcy – straszyło w nim biurko z wysuniętymi, opróżnionymi szufladami i otwarta, opustoszała szafa na odzież.

No to ja już nic nie rozumiem.

Cytat:
Wsiedli we czworo do furgonetki z napisem „Ogrodnictwo Daglezja” i pognali do Kostrzyna.
I niespodziewanie spędzili razem bardzo, bardzo miły wieczór...

Nie wiem, co w tym niespodziewanego. Tam, gdzie pojawia się idealny złotowiciowiec, wszystko staje się idealne, to oczywiste.

Cytat:
...rozpakowując pudła i zawiniątka w tym zabawnym, przytulnym domeczku o powierzchni nieco tylko większej od altany.

Generalnie wszystko w tym domeczku jest urocze i malutkie. We wszystko też Adam włożył sporo pracy. Tylko po co było się tak trudzić nad czymś zupełnie niepraktycznym? Adam i Laura szykują się do ślubu katolickiego, nie ewangelickiego, traktują to raczej poważnie, nie na zasadzie „weźmy kościelny, bo w kościele ładniej niż w urzędzie”, a więc wszystko wskazuje na to, że prędzej czy później w małym domeczku pojawią się dzieci. I pewnie byłoby miło, gdyby czasem babcia tego dziecka wpadła na kilka dni z wizytą, żeby zająć się małym, kiedy na przykład Laura będzie zdawać egzaminy. Dobrze by było przygotować dla niej osobne łóżko, zmieścić się razem przy stole... I tak dalej, i tak dalej.

Cytat:
Postawiony opodal starej studni z żurawiem, pośrodku kilkuhektarowej plantacji roślin ozdobnych, otoczony polami młodych modrzewi, jałowców, cisów i jodeł, wyglądał on jak chatka krasnoludków – może dlatego, że zbudowano go tuż pod wiekowym świerkiem, którego ogrom mylił proporcje

Wszystko jasne, to ten świerk złośliwy tak namieszał w ilustracjach!

Cytat:
- Jest tak cudownie, kiedy przez nie [okno] świeci słońce do środka! – powiedziała Laura.
- Albo księżyc! – dodał Adam.
- Albo kiedy widać, jak pada śnieg!

I takie są właśnie rozmowy zakochanych w tym tomie. W Sprężynie nie zamienili ani słowa, tutaj zgodnie zachwycają się księżycem, śniegiem, leśnymi zwierzątkami i sobą nawzajem. Żadnych rozmów o polityce, światopoglądzie, o tym, czy oboje chcą do końca życia mieszkać na wsi blisko rodziców Adama, czy mają podobne pragnienia, jeśli chodzi o posiadanie dzieci, czy Adam rzuciłby pracę polonisty, gdyby Laura chciała robić karierę za granicą, czy ona z rezygnowałaby z tej kariery, aby on spełniał się zawodowo... Tylko mruczą i adammują.

Cytat:
Mamy już pierwszych gości! – powiedziała [Laura] z zadowoleniem. – My jesteśmy już naprawdę, naprawdę w naszym domu...!
- I właśnie stąd – rzekł Adam – wyruszymy w podróż poślubną.
- Wybieramy się w podróż?!
- Tak, to miała być niespodzianka, dlatego przywieźliśmy twoje rzeczy – ale, do licha, nigdy nie wytrzymuję z niespodziankami, zawsze wcześniej je ujawniam, niż chcę.

To kiedy zamierzał ją poinformować? Na godzinę przed wyruszeniem w podróż? Zaraz po tym, jak Laura stwierdzi, że musi wstawić pranie, bo już nie ma żadnych czystych ciuchów?

Cytat:
- Niespodzianka?!

Zwariowałeś?! Niespodzianki niespodziankami, ale w sprawie naszej podróży poślubnej to ja chyba też powinnam mieć coś do powiedzenia, nie?!

Cytat:
- Polecimy na trzy dni do Wilna. Pamiętasz, jak chciałaś zobaczyć Ostrą Bramę i Uniwersytet? A ja obiecałem, że zobaczysz? Pokażę ci też, skąd Jan Sobolewski w „Dziadach” patrzył na ratusz.
- Adamm!...

Padamm!...

Cytat:
- To będzie pierwszy etap podróży. Bo latem zawiozę cię do Kiejdan. A może i do Nowogródka.
- Ach! No, czy ty nie jesteś!... – no, czy to nie jest!... – no, powiedzcie sami!...

Ja się lepiej powstrzymam.

Cytat:
...rozpromieniona Laura objęła Adama za szyję. – Spełniasz wszystkie moje marzenia. A co ja mam zrobić dla ciebie?
- Istnieć – odrzekł bez namysłu.
(...)
Co do Ignasia – westchnął również, i najzupełniej machinalnie wziął Magdusię za rękę. Pomyślał jak Faust: „Trwaj chwilo! Jesteś piękna”! – i zamarł, a serce mu mocno biło.

Na szczęście dla mnie słodka aż do niestrawności scena jednak nie trwa wiecznie. Zaraz ustąpi miejsca wstrząsającemu powrotowi CKNUK-a – Człowieka, Który Nie Umie Kochać.

I bardzo mi przykro, moi drodzy, ale „człowiek, który nie umie kochać” to cytat dosłowny, nie jakieś tam żarty forumowiczów.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Śro 13:50, 17 Paź 2012, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Kowal Armani



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2782
Przeczytał: 20 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 14:50, 10 Paź 2012    Temat postu:

Cytat:
Na szczęście dla mnie słodka aż do niestrawności scena jednak nie trwa wiecznie. Zaraz ustąpi miejsca wstrząsającemu powrotowi CKNUK-a – Człowieka, Który Nie Umie Kochać.

I bardzo mi przykro, moi drodzy, ale „człowiek, który nie umie kochać” to cytat dosłowny, nie jakieś tam żarty forumowiczów.


VOLDEMORT!? Shocked A czego on szuka w Kostrzynie?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 14:59, 10 Paź 2012    Temat postu:

Nadszedł dzień barwnego ślubu bezbarwnej pary. Mieszkanie Borejków odwiedza Bernard, który przywiózł zamówiony przez Laurę tort. Bernard bowiem dorabia sobie na czarno produkując torty. Nie jakieś tam torciki sprzedawane na krawężniku obok staruszki z sałatą, wielkie, piętrowe torty, które zamawiają u niego firmy na przyjęcia. Wypieki muszą być niesamowicie piękne i smaczne, skoro zamawiającym je osobom chce się kombinować z cateringiem, który nie wystawia faktury.

Cytat:
- Ja tylko przywiozłem tort, a mam jeszcze mnóstwo do zrobienia przed wyjazdem – dodał, na przemian to aktywnie całując obie ręce babci, to przypatrując się z refleksyjnym uznaniem szlafroczkowi Magdaleny.

Całując aktywnie. Hm, hm Smile

Cytat:
- Bernardzie, Laury nie ma, więc ja spytam, ile jesteśmy panu winni za tort? – zatroskała się Babi, częstując gościa drożdżowym rogalikiem, który został w roztargnieniu przyjęty.
- Przebóg! – rzekł artysta gorąco i obwąchiwał rogalik. – Srebrzysta damo! Tort – o czym nie wspomniałem dotąd Laurze, znając jej dumną i hardą naturę – jest gratis...

Nie, nie, ta duma i hardość to już nieaktualne, Bernardzie. Obecna Laura zapiszczy, zaklaśnie w rączki i zawoła „Ojeej, Bernaaaardzie! Ty jesteś... ach.. ty jesteś... no... spełniasz moje marzenie!”

Cytat:
...To mój ślubny prezent. Wyrafinowana, urocza rzeźba jadalna. Nie mógłbym, nie mógłbym wziąć za to pieniędzy. – Wgryzł się z lubością w rogalik. – Mniam – ocenił. Przemiła pulchność. A mówię to jako znawca tematu...

Tylko nie bierz dokładki!

Cytat:
Wracając do naszego tortu: wychowałem to wasze tygrysiątko na własnej piersi – ciągnął dalej, jak zwykle nie bacząc na drobne odstępstwa od prawdy historycznej...

...ani na uczucia zgromadzonych. Ale spokojnie, nie ma tam Grzesia. Jak zwykle zresztą. Gdyby był, mogłoby mu się zrobić przykro, bo jak wiemy, nie było mu łatwo przekonać do siebie Laurę, a teraz usłyszałby, że w sumie to w ogóle był niepotrzebny... Ale właściwie jest już chyba do tego przyzwyczajony.

Cytat:
Weszła mama Ignasia, którą Bernard zawsze darzył szczególną atencją i przywiązaniem.

Mam pomysł na nowy tom z zachęcającą okładką:



Nikt by autorce nie zarzucił powielania motywów z poprzednich książek!

Cytat:
[Bernard] w drzwiach natknął się na nadciągającego jak chmura burzowa ojca Laury i Róży.

Nadciągał jak chmura burzowa, a za oknem anielskie trąby odgrywały Dies Irae. Czujecie to napięcie???

Bo ja nie. Od Języka Trolli Pyziak tak przemyka, przemyka i przemknąć nie może. No i dobrze, bo dzięki temu Gabriela wciąż może być imponująco dzielna.

Cytat:
Magdusi człowiek ten się nie podobał.

A to ci niespodzianka.

Cytat:
(...) wystarczyło spojrzeć na mamę Ignasia, by wiele się dowiedzieć: jeszcze przed chwilą jaśniała pozbawionym uśmiechem – lecz ten natychmiast zgasł, kiedy do kuchni wkroczył jej były mąż...

Nic dziwnego, na tę rolę życia Gabriela czekała od dwudziestu lat. Wszystkie oczy w nią wpatrzone! Wszyscy myślą „Och, jaka ona dzielna!” To trzeba dobrze rozegrać. Trzeba się skoncentrować.

Dodam, że dla Borejków pojawienie się Pyziaka nie powinno być takim znowu zaskoczeniem. Kiedy Gabrysia przypomina sobie, że córka ma za 6 dni ślub, pyta, czy Pyziak odpowiedział na zaproszenie.

Cytat:
...ze sporą paczką w dłoni. (Na paczce pyszniła się zawiła, biała kokarda).

Prezent przywiózł. A to łajdak.

Cytat:
Wszyscy przyjęli go z pewnym zakłopotaniem, choć bardzo starali się być uprzejmi. Może się zastanawiali, ile usłyszał z tyczącej się go, a niezbyt delikatnej wypowiedzi Bernarda...

No już się tak nie krygujcie, jak Magdę Ida obsypuje niedelikatnymi uwagami, to nie robi to na was żadnego wrażenia.

Cytat:
...A może po prostu, co by było w pełni zrozumiałe, nie przepadali specjalnie za człowiekiem, który w najtrudniejszych czasach porzucił Gabrielę z małą córeczką i nawet nie doczekał narodzin drugiej.

I tu pojawia się zasadnicze pytanie – po co w ogóle autorka wprowadza Pyziaka do tej kuchni? Czemu nie mógł zjeść śniadania i wczesnego obiadu w barze, udać się na ślub, ustawić się w kolejce do nowożeńców, złożyć życzeń, wręczyć prezentu, pożegnać się i odjechać? Jaki jest tego sens, oczywiście poza sprawieniem masochistycznej przyjemności Gabrieli?

Naciągany wątek nr 1.

Cytat:
Starsi państwo także się z nim przywitali, przedstawili mu Magdusię (zignorował ją), zaprosili go do stołu i zaproponowali śniadanie.

I po co? Po co przychodzić na śniadanie do ludzi, których nie ma się ochoty oglądać, a zwłaszcza z nimi rozmawiać?

Cytat:
(...) nie wyglądał zbyt pewnie, zwłaszcza gdy Gabriela nalewała mu kawę z dzbanka. Zakręcił się niespokojnie na stołku, najwyraźniej czuł się w tej sytuacji nieswojo.

Toż właśnie, toż właśnie...

Cytat:
- Ja... kupiłem KitchenAid – oznajmił.
- Słucham? – nie zrozumiała Gabriela.
- W prezencie ślubnym. Robot kuchenny. Chyba to dobry pomysł??...
- O! – odrzekła Gabriela, zaskoczona. – Chyba dobry... może Laura wreszcie polubi gotowanie.
- A nie lubi?
- Nie.
- No, ale – pospieszyła taktownie babcia – teraz będzie miała okazję polubić. Na pewno będzie gotowała mężowi obiady.

Och, jak wspaniale, jak taktownie babcia rozwiązała tę jakże niezręczną sytuację. Bo Pyziak kupił Laurze robot kuchenny, a ona nie lubi gotować. Straszne.

Ja nie znoszę prasowania. Gdybym wyszła za mąż, to małżonek koszule musiałby sobie prasować sam, naprawdę nie chciałby, żebym ja się do nich dorwała. Ale gdyby ktoś miał na zbyciu supernowoczesny zestaw do prasowania, wzięłabym bardzo chętnie. Bo choć tego zajęcia nie lubię, to swoje ubrania prasować muszę. Tak samo od czasu do czasu trzeba w kuchni przygotować jakieś jedzenie (chyba że jest się [link widoczny dla zalogowanych]), a zawsze lepiej mieć do tego wypasiony sprzęt niż nie mieć, czyż nie?

Cytat:
- Hm – mruknął dziadek Borejko z wyraźnym powątpiewaniem. Kiedy jednak przechwycił karcące spojrzenie żony, pospieszył ze zmianą tematu na ogólniejszy:
- No, jakże tam, Juliuszu? Coś mi mówi, że znów będziemy mieli kryzys. Czuję to w kościach.
- Nie, nie, ja już nie piję, od dwóch lat – odrzekł pospiesznie Janusz Pyziak, a dziadek umilkł, jakby go zatkało. Babcia natomiast się zawstydziła.
Zapanowała niezręczna cisza, którą pan Borejko przerwał dopiero wtedy, gdy po dłuższej chwili namysłu udało mu się przełamać konsternację.
- Bene! – powiedział. – Gratuluję.
- Mam duże nadciśnienie – dodał wyjaśniająco Pyziak.
- Jednakże... nie pytałbym tak obcesowo o twoje sprawy, Juliuszu, źle mnie zrozumiałeś, miałem na myśli kryzys ekonomiczny.
- Tak? – rzucił gość i łypnął złym okiem, podczas gdy krew mu uderzała do twarzy. – A ja myślałem, że to był przytyk. Przytyk. Bo wy tak lubicie robić przytyki. – Mówił tonem wzmagającej się agresji, czekając najwyraźniej na rozwinięcie się rozmowy w spór. – Tak się lubicie ciągle wywyższać, a każdy, kto jest słabszy lub grzeszny, zasługuje oczywiście tylko i wyłącznie na waszą pogardę.

Jak widać, Janusz nie darzy szczególną sympatią swoich byłych teściów. Też by mnie szlag trafiał, gdyby mój teść uparcie przekręcał moje imię. (Pytanie, po co tu przyszedł na śniadanie, cały czas aktualne.) Nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby się domyślić, że małżeństwu Janusza z Gabrielą zaszkodziło między innymi albo przede wszystkim gnieżdżenie się z jej rodzicami i trzema siostrami w ciasnym mieszkaniu. Ale Małgorzata Musierowicz nie dopuszcza do siebie tak prozaicznej interpretacji działań jej bohaterów, musi do nich dorabiać metafizykę.

Cytat:
Potem przez chwilę panowało milczenie. Gabriela spojrzała z wyrzutem na swojego byłego męża, lecz on hardo uniknął jej wzroku.



Magda pyta Ignacego, czy zawsze czuje w kościach zbliżanie się kryzysu.
Cytat:
- Ciekawe pytanie, Magdo. Niechże się zastanowię. Tak. Za każdym. Nazwij to intuicją, antycypacją, prekognicją, ekstrapolacją, jak zechcesz...
- Nic tu się, jak widzę, nie zmieniło – rzekł na stronie Janusz Pyziak, kierując swe słowa do Gabrieli. Dziadek Borejko jednak wziął je do siebie.
- Nie przeszkadza ci chyba, Juliuszu, że mnożę sobie synonimy? – zapytał z morderczą uprzejmością.
- Ja mam na imię Janusz – przypomniał mu gniewnie gość.
- O, pardon. Zapomniałem.
- Kiedy mówiłem, że nic się tu nie zmieniło, miałem na myśli kuchnię.
- A jednak! – odparował dziadek Borejko. – W kuchni bardzo wiele nam się zmieniło, począwszy od koloru ścian. Takie szafirowe nie były nigdy dotąd.
- Nie ma telewizora! – odkrył Pyziak. – A zawsze był. W kuchni.
- Teraz jest na śmietniku – wyjaśnił dziadek. – Wyrzuciliśmy ostatecznie tę idiotyczną tubę. Nie lubimy, jak się nam robi kisielek z mózgu.

Te National Geographic, Animal Planet, Mezzo, TVP Kultura – to takie ogłupiające!

Swoją drogą tak kulturalny człowiek jak Ignacy Borejko powinien chyba przeprosić za to, że neutralne słowa odebrał jako... no, przytyk właśnie. W odwróconej sytuacji Pyziak nie przeprosił, tylko podkręcał spór, ale po nim akurat można się było tego spodziewać, wszak to czarny charakter.

Cytat:
A gdyby nam jakoś nieodparcie zależało na informacjach, zawsze możemy sobie zajrzeć do "Kongresu futurologicznego” Lema.
- Albo do Huxleya – dorzuciła babcia, a dziadek dał jej bezgłośne brawko.

Brawo. Wygraliście. Wasz sposób spędzania wolnego czasu jest lepszy. Dobrze dać to do zrozumienia gościowi w ramach rzekomego uprzejmego traktowania.

Cytat:
- Ja bym bez telewizora nie mógł... – zaczął kłótliwie Janusz Pyziak...

A Mila w duchu pogratulowała sobie, że niegdyś przepędziła go ze schodów i nigdy nie powiedziała Gabrieli, że Pyziak chciał się z nią widzieć. Cóż to byłby dla Laury za ojciec, który nie potrafi żyć bez telewizji. Dziadek karmiący ją łacińskimi sentencjami wychował ją o wiele lepiej.

Cytat:
...i urwał, bo do kuchni wpadła Łusia, ubrana próbnie w bladoróżową sukienkę z falbankami. Rude jej loczki, ściągnięte na czubku głowy w kitkę, zdobił różowy wianuszek.
- Ciociu, czy tak może być? – zapytała, kręcąc się przed Gabrielą wokół własnej osi. – Mama mówi, że druhenka nie może mieć ogonka!...
- Doprawdy? – zakrzyknęła Gabriela z uśmiechem ulgi.
- ...tylko rozpuszczone, wszelako jak mam rozjeżdżone, to mi wianek zjeżdża.
- Łusiu, przywitaj się ładnie – zwróciła jej uwagę babcia. – Mamy gościa.
- Ach, ach, przepraszam, dzień dobry panu, jestem tak zaaferowana – powiedziała Łusia i skinęła Pyziakowi rączką. – Może jako osoba bezstronna powie pan coś na temat mojego ogonka. Zachęcam pana do całkowitej szczerości.

A czy ja mogę się wypowiedzieć? Co to, u licha, jest „ogonek”?

Cytat:
- Ja bym powiedział, że ogonek może być – zaryzykował opinię Pyziak, przypatrując się dziewczynce z lekką obawą. – No rozpuszczone, no ja nie wiem, ja sądzę, że...

Ma ktoś pomysł, dlaczego Pyziak, który tak wspaniale odnajdywał się w zabawie z Pulpą i Nutrią, teraz nie umie przez chwilę porozmawiać z dzieckiem? To zmiany wsteczne spowodowane przez alkohol, czy też po prostu wtedy jeszcze Pyziak miał być bohaterem pozytywnym, a teraz musi być negatywnym?

Cytat:
- Ach! – przerwała mu Łusia, uradowana, klaszcząc w dłonie. – Ach, ach, ach! Mam piękną ciekawostkę dla naszego pana polo... dla Adama. Zapiszę sobie w notesiku, że spotkałam człowieka, który nadużywa zaimka „ja”. Adam prosi zawsze, żeby nie nadużywać, bo język polski radzi sobie z tym problemem, czasownik sam potrafi wskazać na osobę. Proszę, proszę, proszę! – niech pan mówi dalej. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś aż tak nadużywał.
- Nie, nie – rzekł Pyziak pośpiesznie. – Ja już nie...
- O! O! Znowu! – radośnie zakrzyknęła Łusia, wybuchając srebrzystym śmiechem.

A prosiłam, grzecznie prosiłam, żeby to wkuropatwiające dziecko z książki usunąć... Niechże ktoś tej Łusi wreszcie znajdzie jakąś zwyczajną rozrywkę, pójdzie z nią do zoo czy do kina, przecież to nie jest normalne, żeby jej największą życiową radością było wynajdywanie u ludzi błędów językowych. I ich nietaktowne wytykanie. Obstawiam, że na lekcjach Łusia siedzi w pierwszej ławce, a przerwy spędza sama, bo nikt nie ma ochoty z nią rozmawiać i być przez nią poprawianym. Ona sama sobie robi krzywdę.

I chyba nie zdziwi to już nikogo, że tej radosnej i niegrzecznej zarazem paplaniny nikt nie przerywa ani po fakcie nikt nie tłumaczy Łusi, że to nieładnie mówić tak do gościa. Rany, czy w tej rodzinie ktokolwiek kogokolwiek wychowuje? Czy też jedne złe zachowania zupełnie się ignoruje, a inne kwituje „no tak, niedobre dziecko, ma to po ojcu”?

Cytat:
Na tę właśnie scenę trafiła, powiewając swą czarną, romantyczną peleryną, umalowana kunsztownie Laura, która właśnie powróciła od fryzjerki. Wkroczyła szumnie, wystudiowanym krokiem modelki, ze słowami:
- To dziwne, ale jednak chyba mam tremę!
Zsunęła z głowy kaptur i obróciła się, by wszyscy mogli ją podziwiać; włosy, zwinięte precyzyjnie w liczne fale i spirale piętrzyły się wokół jej grubo uszminkowanej twarzy niczym rokokowa peruka. Oblubienica wyglądała obecnie jak bardzo dojrzała primadonna obsadzona w roli Madame Pompadour.
- No, co wy na to? Arleta Kopiec dała z siebie wszystko.
Magdusia chciała pocieszająco powiedzieć, że ta wspaniała fryzura wspaniale będzie pasować do tej wspaniałej sukni...

Rozumiemy, fryzura i makijaż są koszmarne. A Tygrys, ten potulny baranek, a, przepraszam, potulna sarenka, nie przeszyła fryzjerki stalowymi oczami i nie powiedziała „to w ogóle nie przypomina tego, czego sobie życzyłam, proszę zacząć od nowa, bo za coś takiego nie zapłacę”, tylko poszła z podkulonym ogonem i pogodziła się z myślą, że w tym ważnym dniu będzie wyglądać paskudnie. To już ja wykazuję się czasem u fryzjera większą asertywnością.

Naciągany wątek nr 2.

Cytat:
...lecz nie zdążyła, bo Laura nagle zobaczyła swojego ojca.
Znieruchomiała.
Janusz Pyziak wstał, zaszurał nogami, wziął swój prezent i podszedł do córki, by się przywitać. Podała mu dłoń i zaraz ją cofnęła, po czym, zupełnie tak jak jej matka, bezwiednie schowała rękę za plecami.
- Jjj... – zaczął on, spojrzał szybko na Łusię i nie powiedział „ja”.

Pominę w statystyce, ale przedłużone wymawianie „jjj”, gdy chce się wypowiedzieć jednosylabowe słowo „ja”, to też naciągane.

Cytat:
- Jjj... – zaczął on, spojrzał szybko na Łusię i nie powiedział „ja”. – Kupiłem ci KitchenAid.
- Co...? – nie rozumiała Laura. Och, dopiero teraz wyglądała na zdenerwowaną! Minę miała dziecinną, bezradną i jakby zawstydzoną. Magda poczuła, że żal jej tej pięknej panny młodej, żal jak dziecka, które zaraz się rozpłacze.

Autorko, to Laura zaprosiła Janusza Pyziaka na swój ślub! Napisałaś to na stronie 46!

Jak wiemy, Laura od zawsze była ciekawa, kim jest jej ojciec, ale nie była to ciekawość dziecka bohatera poległego w walce, tylko ciekawość połączona z żalem o to, że ją porzucił. Dosyć prawdopodobnym posunięciem wydawałoby mi się nieinformowanie go w ogóle o swoich planach matrymonialnych. Laura jednak uznała inaczej i w to mogę uwierzyć. Sądziłabym więc, że poinformuje go, ale nie będzie sobie życzyć jego obecności na ślubie. Jednak sobie życzyła, no dobrze, to też może mieć jakiś sens. Natomiast nie wierzę w to, że Laura nie przewidziała, iż to spotkanie będzie trudne. Nie wierzę, że mając tego świadomość, zaplanowała sobie takie wstrząsy na dzień swojego ślubu, który powinien być szczęśliwy i radosny. Jeśli z jakiegoś powodu miała potrzebę gościć wyrodnego ojca na ślubie, trzeba było spotkać się z nim wcześniej, chociażby z wigilię ślubu (biorąc pod uwagę, że Pyziak mieszka daleko i przyjedzie dopiero na ślub) i odbyć długą, szczerą, oczyszczającą rozmowę. Nie wierzę, że wysłała samo lakoniczne zaproszenie, bez sugestii, że muszą się wcześniej spotkać i pogadać, bo sytuacja jest dosyć niezręczna. Nie wierzę, że nie mając od niego wiadomości, czy dostał zaproszenie i czy przyjeżdża, nie próbowała się tego dowiedzieć i ostatecznie do dnia ślubu nie miała pojęcia, czego się po nim spodziewać.

Naciągany wątek nr 3.

A że Pyziak sam też mógł o tym pomyśleć i jest dupą wołową, to swoją drogą.

Z drugiej strony to, że z tym zaproszeniem nic się kupy nie trzyma, jest o tyle sensowne, że przecież Laura nie mogła się nikogo poradzić. Róża udawałaby, że w ogóle nie wie, kim jest Janusz Pyziak i jej to nie interesuje. Mama wpadłaby w histerię już na samo brzmienie pierwszej sylaby jego nazwiska. Babcia za nieśmiałe próby wzmianki o tajemniczym ojcu zbeształa kiedyś Laurę, że ta rozmowa jest „niestosowna”. Niby mogłaby spytać o zdanie narzeczonego, ale przecież ona z nim tak naprawdę nie rozmawia. Tylko sobie szczebioczą i pomrukują.

Tak czy owak, nie wiedząc, jak dokładnie rozegrać sprawę z ojcem, Laura by go nie zapraszała. W końcu to miał być jej dzień, jeden z najpiękniejszych dni w życiu. Jeszcze nie wiedziała, że naciągany przypadek, despotyczna rodzina i rzekomo idealny narzeczony zabronią jej przeżyć ten ślub po swojemu.

Cytat:
- To taki duży robot kuchenny – wyjaśniła z boku babcia. Podeszła nieco bliżej i objęła wnuczkę za ramiona.
- Ach, dzięki – bąknęła Laura.
- Proszę bardzo – dodał Pyziak tonem raczej odpychającym, oburącz składając córce pod stopy bezcenny ślubny dar z kokardą.
Laura stała bez ruchu, wysuwając bojowo żuchwę...

Po co go zapraszała, jeśli jest do niego bojowo nastawiona?

Cytat:
...i wyraźnie obmyślając jakąś dłuższą wypowiedź, więc jej mama zbliżyła się czym prędzej i uwolniła ją od paczki.
- Postawmy to w pokoju Ignasia – zaproponowała pojednawczo i zaraz zaniosła pudło do pokoiku obok.
- Hm. Miło, że przyjechałeś – powiedziała uprzejmie Laura, spoglądając nie na ojca, tylko w bok.

Po co zaprosiła na ślub człowieka, któremu boi się spojrzeć w oczy?

Cytat:
- Pewnie chcesz, żebym cię poprowadził do ołtarza?

Teraz to uzgadniacie???

Cytat:
Laura zesztywniała i zapłonęła krwawym rumieńcem.
- Nic podobnego! – palnęła dumnie bez namysłu. – Przecież nie chciałeś być moim ojcem. Myślałam, że poproszę Grzegorza. Ale on też nie jestem moim ojcem...

Ale po co w ogóle musiała prosić o prowadzenie do ołtarza kogokolwiek pełniącego rolę ojca? Od kiedy w rodzinie Borejków była taka tradycja?

Naciągany wątek nr 4.

Cytat:
...Więc poprosiłam dziadziusia. To dziadek mnie poprowadzi do ołtarza. Przez te wszystkie lata to on był... – i nagle głos jej się załamał. Umilkła.
Dziadek Borejko chrząknął ze wzruszenia tak, że zabrzmiało to jak nieduża implozja.
Pyziak milczał w konsternacji.
- Chwileczkę, przecież jestem po spowiedzi – przypomniała sobie Laura.
I nagle łzy jej stanęły w oczach.

Dla bezsensownych wstawek o spowiedzi można by sporządzić osobną statystykę. Czy będąc po spowiedzi nie można komuś powiedzieć „zawiodłeś mnie, dlatego zaufałam komuś innemu”?

Magda przerywa niemiłą scenę przypominając Laurze, że muszą iść po suknię. Gabriela proponuje kawę lub herbatę, która to niezawodna kwestia niczym za dotknięciem magicznej różdżki natychmiast rozładowuje napięcie. Znów wkracza Bernard i szuka zgubionej komórki.
Cytat:
- Ach! – to znów ty, siwy wagabundo! – skonstantował więc wreszcie z udanym zaskoczeniem. – Co ty się tak kręcisz w kółko, wciąż na ciebie wpadam. A więc jednak przyjechałeś na ślub córki, hę? A już chciałem przyjmować zakłady...

I w tym momencie Tygrys albo ktokolwiek inny powinien Bernardowi przerwać i powiedzieć, że to sprawy między dorosłą Laurą a jej ojcem i sami je rozwiążą. Ale przecież nie w ciepłym, gościnnym domu Borejków.

Cytat:
...Hej, założę się, że to właśnie ty usiadłeś na moim telefonie. To z tego właśnie miejsca dzwoniłem, człowieku z życiorysem.

Czyżby Bernard sugerował, że wie, iż ojciec Laury siedział w więzieniu? Czyżby ktokolwiek z Borejków opowiadał o tym niesłynącemu raczej z dyskrecji Bernardowi?

Bernard mówi Laurze, że przywiózł jej tort, na co ona załamuje ręce, bo tort jest jej potrzebny dopiero na sylwestra.
Cytat:
- (...) Przepraszam najmocniej. No i właśnie, czy w ramach rekompensaty mogę cię gdzieś podwieźć? Na dworze okropna pogoda, nie tylko psa bym nie wypędził, lecz nawet panny z koafiurą.

Na te słowa Laura nie dzwoni do nikogo z informacją, że jednak nie potrzebuje podwiezienia, bo kto inny jej pomoże. Wynika z tego, że sama planowała przydźwigać od krawcowej imponującą suknię ślubną. I żadna kobieta w tym domu, ani z tych starszych, które były niedawno zapraszane do kogoś na ślub, ani z tych młodszych, które kupowały suknie już w kapitalizmie, nie uprzedziła jej, że takie suknie są pakowane w ochronne futerały, zajmują dużo miejsca i nie tak mało ważą. Sama krawcowa, taka poważana w środowisku, też jej tego nie uświadomiła. Moja siostra nie podchodziła do sukni ślubnej jak do czegoś, co ma być najgenialniejsze, zdeklasować pozostałe i wszystkie koleżanki muszą zzielenieć z zazdrości, chciała tylko sukni, która jej się szczególnie spodoba, ale od razu dopytywała się w salonie, jak radzą załatwić sprawę transportu. Pokazano jej, jak duży jej futerał i poradzono, żebym nie odbierała jej tego sama (bo siostra mieszkała i brała ślub za granicą), tylko znalazła kogoś, kto przewiezie pakunek samochodem. A ja nie wzruszyłam ramionami mówiąc „eee tam, zarzucę sobie za plecy i sama do domu doniosę, to tylko 15 minut na piechotę”, bo jak już się na kieckę wydaje 1000 złotych, to się ją hołubi. Suknia Laury była projektem autorskim, szyto ją na specjalne zamówienie, Laura musiałaby się zatroszczyć o to, żeby nic po drodze jej się nie stało.

Naciągany wątek nr 5.


No, to się rozpisałam, a to dopiero pierwsze dwa podrozdzialiki z dnia ślubu.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Pią 17:08, 18 Sty 2013, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3512
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 15:17, 10 Paź 2012    Temat postu:

W sumie KitchenAid to jedna z niewielu rzeczy kuchennych, jakie IMHO można dac bez podtekstów- silne toto, łatwe w utrzymaniu, a jakie ładne.

Ciekawa też jestem jak ściąganie piosenek z Neta ma się do Jeżycjady na Chomiku. Nie mówiąc o tym, że używany pendrive na prezent to takie niechlujne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 15:22, 10 Paź 2012    Temat postu:

Właśnie o tym planuję dalej pisać Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Seba Holmes



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 799
Przeczytał: 82 tematy

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:46, 10 Paź 2012    Temat postu:

A tak swoją drogą, to czy tylko ja nie rozumiem wyboru miejsca podróży poślubnej Laury i Naszpana? Domyślam się, że z pensji młodego (więc zapewne mianowanego) nauczyciela i ewentualnego stypendium naukowego na luksusowy rejs po Karaibach się raczej nie uzbiera...Ale skąd u Tygrysa takie zapędy? Czy Wilno nie powinno się jej kojarzyć z Mickiewiczem, a ten z kolei - z Wolfim i niedoszłym ślubem? Do Pyziakówny dużo bardziej pasowałby mi weekend w jakimś eleganckim spa lub wyprawa (choćby kilkudniowa) do kraju związanego z kulturą operową (Włochy, Anglia z Royal Opera House).

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez maryboo dnia Śro 19:26, 10 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sileana
Bezo grudek



Dołączył: 07 Gru 2011
Posty: 4460
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: LV-426

PostWysłany: Śro 18:49, 10 Paź 2012    Temat postu:

Ale wtedy to miałoby sens i byłoby w zgodzie z jej DAWNĄ naturą. Tera to ona jest ŻONĄ i ma się słuchać.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 1 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin