Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jeżycjada - Język Trolli
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pon 21:20, 25 Sie 2014    Temat postu: Jeżycjada - Język Trolli

Sylwester 2003. Podczas gdy rodzice Józefa Pałysa szykują się do wyjścia na imprezę, on sam snuje monolog wewnętrzny, który daje nam już wstępne wyobrażenie, jaki z niego Gary Stu.

Cytat:
Kiedy potoki matczynej wymowy ustawały, Józinek bywał atakowany bezwarunkowymi żądaniami, trudnymi w danym momencie do spełnienia: mama domagała się od niego odpowiedzi lub wypowiedzi, gdy tymczasem on, przytłoczony potęgą jej ekspresji, mógł jedynie milczeć jak debil. Owszem, nader szybko opanował sztukę mowy lecz, po pierwsze – z wrodzonej ostrożności wolał zbyt wcześnie tego nie ujawniać, a po drugie – w takich chwilach zaskoczenia jakoś nie mógł zaprezentować swych umiejętności i zaspokoić oczekiwań rodzicielki. W trzecim roku życia wpadł wreszcie na szczęśliwy pomysł, żeby rzucać jej na odczepnego parę słów w typowo niemowlęcym narzeczu i ten właśnie bełkocik (wskazane było upuścić przy tym nieco śliny) jakoś mamę – przynajmniej chwilowo – satysfakcjonował.

Tak. Właśnie tak. Już jako niemowlę Józio przeczuwał, że lepiej będzie nie ujawniać zbyt wcześnie umiejętności mowy, w trzecim roku życia natomiast opracował sobie całą strategię z tym związaną.

Cytat:
Ludzie często popełniają ten błąd! Kucając przed wózeczkiem lub cmokając nad czyjąś nieletnią główką, upraszczają swe wypowiedzi do minimum, w przekonaniu, że istota mniejsza od nich posiada także i mózg drobniejszych rozmiarów, o niedoskonałej przy tym sprawności. Nic bardziej mylnego! – zakrzyknął w duchu Józinek, przełączając się jednocześnie pilotem z Polsatu na RTL, gdzie fikały cztery naguski z piórami, jakimś sprytnym sposobem przytwierdzonymi do tyłków. – Mózgi nasze są tak samo duże, jak mózgi dorosłych! – a świeżością tkanki bijemy ich, że tak powiem, na głowę.

Te naguski z piórami w tyłku to oczywiście dno i on, intelektualista, ma je w głębokiej pogardzie, jednak wciąż siedzi przed telewizorem i leniwie przerzuca kanały. Ale ale, ileż myśli przepływa w tym czasie przez jego głowę, zapewne obdarzoną mądrym czółkiem. Właśnie wzięło mu się na wspominki:

Cytat:
Józinek grzecznie skinął głową panu woźnemu, który tkwił w oszklonym boksie, na wypadek gdyby do szkoły chciał wkroczyć dealer narkotyków (obecność cichego staruszka była wielce skuteczna; dealerzy nie wchodzili nawet w progi szkoły, tylko spokojnie handlowali sobie na chodniku).

Ach, ten Poznań, wielki świat. Mnie nigdy nie było dane spotkać dealera pod szkołą Sad

Cytat:
W hallu było już głośno i tłoczno. Zebrały się tu wszystkie klasy pierwsze wraz z rodzicami. Lada chwila miały przybyć i nauczycielki pierwszaków, by ich zabrać do sal lekcyjnych na parterze. Ha. Biedne dzieci, jeszcze nie wiedzą, co je czeka! – z tą myślą Józinek wszedł na piętro, gdzie od kolegów, zgromadzonych pod zamkniętymi drzwiami klasy trzeciej ,,f', usłyszał, że pani jeszcze się nie pojawiła. Było to raczej normalne. W tej szkole sporo czasu traciło się na wyczekiwanie pod drzwiami; nauczyciele nie przykładali się do swojej roboty, w przekonaniu, że za takie marne grosze nie warto kiwnąć nawet palcem. Józinek szczerze popierał ich stanowisko. Niech się nie przykładają.

A przepraszam, tym nauczycielom znienacka zwiększono zakres obowiązków i obcięto pensje? Czy też zgodzili się na takie, a nie inne warunki, podpisali umowy, po czym stwierdzili: „Pie****ę, nie robię”?

Cytat:
Tego dnia jednak nie czekali długo. Już po dwunastu minutach od dzwonka na pustym korytarzu pojawiła się pani wicedyrektor Zajęczyk ze swoją kunsztowną fryzurą w kolorze smoły i rozdzieliwszy tłukących się bliźniaków jednojajowych o nazwisku Trojak, wydała rozkaz, by klasa natychmiast ustawiła się parami. Następnie przeprowadziła trzecią „f' na drugie piętro, do sali biologicznej, należącej do gimnazjum.
– Wasza pani nie przyszła – wyjaśniła im po drodze, sądząc widocznie, że sami tego, w swej głupocie, nie dostrzegli. – Lekcję spędzicie u mnie.

Och, jaki ten Józek przenikliwy... Równie dobrze nauczycielka mogłaby im zakomunikować, że ich pani rozmawia z jakimś rodzicem i trochę się spóźni.

Cytat:
Zero zdziwienia. Nie takie rzeczy tu się widywało.

I żaden rodzic nie zgłaszał zastrzeżeń, bo po co, i tak wszystko w tej Polsce na psy zeszło i lepiej już nie będzie...

Cytat:
Sala biologiczna była obszerna i mieściła dwa podwójne rzędy stolików, toteż, ścieśniwszy się, gimnazjaliści mogli przyjąć trzecioklasistów bez większego trudu, a też i bez zaskoczenia.

Krótko mówiąc: wszędzie jeden wielki syf i beznadzieja, ale wszyscy już przywykli i mają to w czterech literach, zwłaszcza gimnazjaliści, bo to taki wiek, kiedy człowiek przyjmuje zarządzenia dorosłych z pokorą i entuzjazmem.

Cytat:
– Trzecia „f', uprzedzam was! – powiedziała ostro, siadając za swoim stolikiem. –Jak mi który gębę otworzy, to w nią dostanie!
Przykro było usłyszeć tę wulgarną inwokację, lecz poza Józefem Pałysem nikt raczej nie przejawił niesmaku. Trzecioklasiści ucichli posłusznie, wydobyli zeszyty od polskiego i zaczęli w nich gryzmolić to, co pani Zajęczyk napisała na tablicy: „Lekcja organizacyjna. Spis lektur" – i dalej leciały tytuły.
– Przepiszcie wszystko, i żeby mi było cicho! – usłyszeli. – A jak skończycie, to przepiszcie jeszcze raz! – zapewniwszy im w ten sposób zajęcie, nauczycielka otworzyła dziennik i jęła odczytywać listę obecności gimnazjalistów.

Może jeszcze każe im pisać piórem od profesor Umbridge, co się będziemy ograniczać w tej szalonej wizji szkoły upadłej.

Cytat:
Józinek też położył przed sobą zeszyt, jak wszyscy, lecz nie trudził się przesadnie w ten upał, wiedząc, że zawsze będzie mógł odpisać, co tylko zechce, od którejś ze swoich licznych wielbicielek. Nie to, żeby miał jakieś trudności w czytaniu i pisaniu – skąd! (czytał i pisał najlepiej w klasie, nie wspominając o liczeniu). Nie lubił działać na rozkaz. Szkoła, niestety, była stworzona nie dla niego.

Jakiś ty wyjątkowy.

Cytat:
Zamiast pisać, zajął się obserwacją, a ta była satysfakcjonująca, bo właśnie starsi koledzy reagowali na wyczytywanie z listy obecności i można było sycić oczy pełną gamą barwnych typów. Na przykład Adamczak Manuel okazał się pryszczatym brunetem z głową oblepioną oleistymi włosami, z których pionowo sterczało siedemnaście starannie ulepionych kosmyków.
– Obecny – rzekł Manuel łamiącym się basem i opadł na krzesło obok blondynki o nieprzytomnych oczach, obwiedzionych naokoło czarną kreską. Nazywała się Bielska Barbara. Cała szkoła mówiła na nią Barbi. Józinek zdziwił się, gdy zobaczył, że siada ona nie na krześle, lecz na kolanach Manuela, zaś pani Zajęczyk udaje, że tego nie widzi.

Józek, ty chyba zabłądziłeś i trafiłeś do szkoły dla trudnej młodzieży na Bronksie. To by tłumaczyło tych dilerów.

Adamczak Manuel, Bielska Barbara – mamy tu podobny zabieg jak z rodzeństwem Kopiec, koniecznie trzeba za każdym razem pisać o nich z nazwiska i imienia, w tej właśnie kolejności, żeby pokazać, jacy są śmieszni.

(Fragment z Tygrysa i Róży:
Przeprosiła za spóźnienie i wśród ciężkiego zaduchu przedostała się przez zapchaną stolikami, gwarną klasę, na miejsce pod oknem, gdzie siedziała z niejaką Kopiec Esmeraldą. W rodzinie Kopiec Esmeraldy była tradycja nadawania pięknych imion. Najstarsze z dziewięciorga dzieci zwało się Kopiec Arleta, najmłodsze – Kopiec Paskal.
– Ale żeś się spóźniła – powiedziała pełnym głosem Kopiec Esmeralda.
)

Cytat:
Zajęty obserwacją, przegapił moment, kiedy ktoś zapukał i wszedł do sali. Usłyszał tylko, jak pani Zajęczyk mówi:
– A! Trolla.
Wtedy odwrócił głowę, i ją zobaczył. Była pulchna i nieduża, a na głowie miała dziwaczny, jasnozielony kapelusz o wysokiej główce. Tyle zauważył na pierwszy rzut oka, ale i tak już był pod wrażeniem.

O, ciekawe. A jak kilka lat później MacDusia była zaokrąglona, to już ble i fuj.

Cytat:
– Ładnie zaczynasz pierwszy dzień w nowej szkole – wygłosiła pani Zajęczyk przykrym tonem. – Spóźnienie – dwadzieścia minut!
– Były problemy przy wejściu – wyjaśniła nowa uczennica i Józef Pałys poczuł ze zdziwieniem, że mu po plecach przebiega dreszcz. Jej głos był elektryzujący: niski, miły, mocny i jakby żartobliwy – czuło się, że wirują w nim drobiny śmiechu, jak błyszczące kryształki cukru zamieszane w herbacie. To ciepłe i aksamitne brzmienie (Józinek był na to wyczulony: ostatnio odkrył bluesa) stanowiło miłe zaskoczenie dla kogoś, kto na co dzień nękany był wrzaskiem, ochrypłymi krzykami i wulgarnym bełkotem kolegów i koleżanek.

Uparcie milczący Józef mógł oczywiście na to rozgadane towarzystwo spoglądać z wyższością.

Cytat:
– Co takiego? – zazgrzytał mu w uchu sopran wicedyrektorki.
– Pan woźny mnie nie zna z widzenia – wyjaśniła Trolla swoim roześmianym głosem. – A że nie mam jeszcze legitymacji najpierw przeprowadził mi rewizję osobistą, a potem wezwał dyrektora.
– Aha – nie zdziwiła się pani Zajęczyk. – To siadaj.
I Trolla posłusznie usiadła na pierwszym lepszym wolnym krześle. Tak właśnie wkroczyła bezpośrednio w życie Józefa Pałysa, gdyż to pierwsze lepsze krzesło znajdowało się po prostu obok niego.
– Wstań! – zakrzyknęła wicedyrektor, ledwie Trolla usiadła.
– Powiedz klasie, jak się nazywasz!
– Trolla – powiedziała klasie Trolla.
– Imię!
– Stanisława.
– Trolla Stanisława rozpoczyna naukę w naszej klasie. Witamy. Siadać i zdjąć kapelusz – rozkazała pani Zajęczyk i zajęła się znów listą obecności.
Trolla usiadła, lecz kapelusza nie zdjęła. Zamiast tego rozejrzała się ze zdziwieniem po sali, a zatoczywszy wzrokiem pełny okrąg natrafiła na sterczącą tuż obok rudą czuprynę Józefa Pałysa i na jego oczy, zamglone obecnie przez zachwyt.
– Co jest? – spytała, zaskoczona.
– Zastępstwo – wyjaśnił.
– Aha.
– Trolla, nie gadać! – padło od stolika. – I zdejmij ten kapelusz, kurczę! Ale już! Czubińska Alina.

No to dużo spóźniona 20 minut Stanisława nie straciła, skoro lista obecności doszła dopiero do literki C...

Cytat:
– Obecna – odezwał się głos z tyłu, lecz Józinek już tam nie patrzył. Jego wzrok utkwiony był obecnie w twarzy Stanisławy Trolli – w jej policzkach jak pączki, w jej nosie, który przypominał trąbkę motyla oraz w jej ustach o kolorze przekrojonego arbuza.
Spod zielonego ronda wystawały ciemne kosmyki koloru czekolady. Nie tylko Józinkowi rzuciło się w oczy, że ona wciąż jeszcze była w kapeluszu.
– Trolla! – powiedziała wicedyrektor. – Co ja ci kazałam zdjąć!?
A Trolla nie zareagowała. Absolutnie! Józinek siedział bez ruchu, onieśmielony, a gęba sama mu się rozdziawiała. Ta Trolla była nadzwyczajna! – bijąca od niej mieszanina niezależności i uroku sprawiła, że mu się zakręciło w głowie.
– Dziubała Piotra! – e, sorry, Dziubała Piotr! – przejęzyczyła się ze zdenerwowania pani Zajęczyk, a usłyszawszy ciężki szurgot, podniosła wzrok.
Trafił on prosto w kapelusz i wicedyrektor znieruchomiała.
– Zdjąć to! – krzyknęła i już miała dalej wyczytywać, gdy dotarło do niej, że zielone
nakrycie głowy wciąż się znajduje w tym samym punkcie przestrzeni. – Ile razy
mam mówić! – wybuchnęła. – Zdejmij kapelusz!
– Ale ja nie mogę – łagodnie odrzekła Trolla.
– Co znaczy nie mogę, co znaczy nie mogę! Sorry, ale ja nie będę tolerować! – pani Zajęczyk była już bardzo rozgniewana i słysząc znajomy ton jej głosu gimnazjaliści wysłali nowej koleżance ostrzegawcze spojrzenia. Powinna była bez trudu zrozumieć ten zbiorowy przekaz, skoro go pojął nawet trzecioklasista. Ale ona tylko
uśmiechnęła się łagodnie.
– Nie dosłyszałaś! – dała jej szansę pani Zajęczyk i Józinek nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ktoś tu troszeczkę stracił pewność siebie. – W naszej szkole polecenia wykonujemy bez dyskusji!
– Ja nie dyskutowałam – zdziwiła się Trolla.
– My tu nie siedzimy w kapeluszach! – ciągnęła sprawę pani Zajęczyk.
– A ja tak – odparła Trolla pogodnie.
Pani wicedyrektor okropnie się zestresowała. Jej twarz pokryły malinowe placki.
– Zdejmij to! – rozkazała.
– Nie mogę.
– Bo co?!
– Przyjmijmy, że mam tłuste włosy – grzecznie zaproponowała Trolla.
Po klasie przeleciał chichot, ale nagle zanikł. Wicedyrektor powstała i zrobiło się zupełnie cicho. Zwłaszcza trzecioklasiści siedzieli jak zające pod miedzą.
– W tej chwili zdejmiesz kapelusz albo ci wpiszę uwagę! – powiedziała strasznym głosem pani Zajęczyk.
Trolla potarła swój okazały nos i oddała się namysłowi. Józinek dostał wypieków z przejęcia. Po chwili jego sąsiadka wydobyła z plecaka dzienniczek ucznia i ruszyła ku nauczycielce. Położyła przed nią zeszycik.
– Muszę się chyba zdecydować na uwagę – powiedziała uprzejmie. – Ja codziennie będę w kapeluszu. No co ja zrobię. Trudno – powiedziała to takim tonem, jakby jej było kompletnie wszystko jedno.
Aż wiało od niej duchem wolności. Teraz, kiedy tak stała, widać było, jak bardzo jest niewysoka. Miała drobną sylwetkę, pulchne ręce i nogi oraz odstający kuperek.
Głowa w zielonym kapeluszu wydawała się nieco zbyt duża w stosunku do reszty ciała. Trolla wyglądała jak przerośnięty krasnal. Nazwisko nadzwyczajnie do niej pasowało.
Dość długo tak stała, a dyrektorka mierzyła ją wzrokiem. Nagle mrugnęła i opuściła oczy. Wpisała uwagę do dzienniczka, a jej pióro robiło dziury w papierze.
– Twoi rodzice muszą jutro przyjść do szkoły – powiedziała.
– Nie przyjdą, niestety. Są w Monachium. I to na dłużej.
– To kto jest twoim formalnym opiekunem?
– Chwilowo chyba siostra.
– Dorosła, tak? Jest proszona na rozmowę. Jutro na dużej przerwie.
– Siostra przecież pracuje – zdziwiła się Trolla. – Będę musiała poprosić szwagra.

Nietrudno się domyślić, że Stanisława Trolla pod kapeluszem chowa ślad po chemoterapii. I nie przyszło jej szacownym opiekunom do głowy powiedzieć o chorobie jej wychowawczyni...

Cytat:
Józef Pałys kompletnie nie pojmował tych babskich uprzedzeń. Dlaczego niewinny kapelusz powodował takie emocje? Przebiegając wzrokiem po gimnazjalistach mógł bez trudu wyróżnić osoby znacznie bardziej prowokujące niż Trolla. Oprócz Barbi i Manuela były tu przecież postacie o włosach turkusowych i malinowych, było trzech dorodnych dresiarzy–repetentów, a także paru hip–hopowców, była Guślarz Grażyna, cała jakby w żałobie, w czasie lekcji spokojnie zmieniająca tipsy z niebieskich na czarne, była też niejaka Kaczkowska z tatuażem na nerkach i brylancikiem w nosie. Ani te istoty, ani nawet Kopiec Kristal i jej znakomicie widoczne czarne stringi nie wzbudzały w wice–dyrektorce takiej agresji, jak Trolla i jej kapelusz.

Ale dlaczego nie pochwalał tych babskich uprzedzeń Józef Pałys, a nie Pałys Józef?

Wróćmy do chwili obecnej.
Cytat:
Sylwestra mieli spędzić u dziadków, piętro wyżej. Superfrajda, rzeczywiście. Dziadek będzie bez końca gadał po łacinie, a babcia zasiądzie przed swoim laptopem i nie będzie można z nią słowa zamienić.

Józefie, bluźnisz! Shocked

Cytat:
Tata, tłumiąc ziewanie i starając się nie okazywać, jak bardzo nie chce mu się iść na bal, ruszył uspokajać czekającego już taksówkarza.

Postać Marka Śpiocha jak zwykle bardzo pomysłowo opisana.

Józek idzie do nieszczęsnych dziadków, trafia do miłej i ciepłej kuchni.
Cytat:
To był stary i naprawdę wielki stół z jasnego drewna, zawsze wyszorowany do czysta, i bardzo przez wszystkich lubiany. Wygodnie się przy nim jadło, wygodnie rysowało, czytało albo gadało. Podarowała go babci jej dawna opiekunka Gizela, która była bardzo dobra i kochana. Czasem, jak Babi o niej mówiła, mimo woli głaskała ten stół, jak człowieka.

Jako że w międzyczasie Musierowicz Małgorzata napisała jeszcze powieść Kalamburka, w której zmieniła jej się koncepcja – cwana pani Trak, która wyrolowała Borejków na przeprowadzce, nagle stała się ukochaną opiekunką Mili – teraz będzie się już przy niej upierać.

Cytat:
Były tu wszystkie młodsze dzieci wszystkich trzech sióstr mamy, a więc: Ania, córka cioci Patrycji – powolna, czerwonolica grubaska, oraz jej pulchna siostrzyczka Nora.

Grubaska po raz pierwszy...

Cytat:
Z małego radia babci płynęły spokojne tony skrzypiec i altówki – jak zwykle słuchano tu muzyki poważnej, przeciwko czemu Józinek bynajmniej nie oponował, choć osobiście wolałby posłuchać dzisiaj Rammsteina. Muzyka babci miała jednak klasę, stare kawałki Mozarta czy Vivaldiego same wpadały człowiekowi w ucho, choć trudno było pogodzić się z faktem, że ci twórcy wkładali sobie na łeb peruki i nosili atłasowe spodenki z koronkami.

Józef wyprzedza trendy i prawicowych publicystów, już 10 lat temu wyczuwał nadciągającego demona gender. Takie spodenki zmarłego przed wiekami kompozytora muszą bardzo przeszkadzać w słuchaniu jego muzyki z magnetofonu!

Cytat:
Ta dowcipna kobieta [Mila Sekutnica] była wprawdzie dość popędliwa (doskonale pamiętał, jak piecze klaps wymierzony jej sękatą dłonią w młode pośladki), lecz jednocześnie nikt w rodzinie nie był równie bystry i pojętny jak ona.
Józinek miał niezbitą pewność, że to właśnie Babi rozumie go najlepiej, i to w dodatku bez słów! Nie wykluczał też możliwości, że jest jej ulubionym wnuczkiem, do czego ona nie przyznaje się, powodowana poczuciem sprawiedliwości (miała przecież, oprócz niego, jeszcze ich ośmioro). Skąd więc czerpał tę pewność? – cóż, z różnych drobnych wydarzeń. Tuż przed Gwiazdką, na przykład, zdarzyło mu się przypadkiem podsłuchać rozmowę babci z ciocią Gabrysia. Siedział był właśnie na sedesie, jak zwykle przy tej okazji pogrążony w długiej, refleksyjnej lekturze komiksu, gdy w kuchni, przyległej do łazienki, one dwie jęły ustalać sprawę ewentualnej operacji migdałków drogiego Ignacego Grzegorza.
– Nie obraź się, Gabrysiu – usłyszał stanowczy głos babci – ale najpierw chyba musisz sprawić, żeby Ignaś nie histeryzował na widok białego fartucha. Podczas badania – cóż, myślałam, że się spalę ze wstydu. Zesztywniał, zrobił się siny i krzyczał wniebogłosy. To nie Józinek, który zachowuje się jak mężczyzna w każdej sytuacji.
Oczywiście.

Oczywiście.

Cytat:
– Proszę! – teraz Babi wzniosła toast, uśmiechając się do dziadka i mówiąc: – Za Gizelę. Cieszyłaby się, widząc dziś ten tłumek!

Taaa, teraz będziemy mieli non stop wzmianki o niezapomnianej Gizeli...

Cytat:
– Yh! – yy! Y! – H – h – h! – zastękała nagle gruba Ania, lecz nikt nie zwrócił na to uwagi.

Grubaska po raz drugi.

Cytat:
Ignacy Grzegorz, poprawnie złożywszy sztućce, pogrążył się w dyspucie z dziadkiem (tematem były dziś pieśni Horacego). Józinek spojrzał na kuzyna z niesmakiem. Jak to można, psiakrew, będąc facetem już dziesięcioletnim, mieć taką miękką buzię i słodkie usteczka, i oczka jak migdałki, i czółko wypukłe z loczkiem... ohyda.

Zwłaszcza ten kształt czoła Ignasia musi być szalenie uciążliwy w codziennych kontaktach!

Cytat:
– Y! yyy! H! H! – stękanie kuzynki Ani zagłuszyło Mozarta i wszyscy nareszcie na nią spojrzeli.
Czerwona jak wiśnia, z wytrzeszczonymi oczkami, biedna grubaska...

Po raz trzeci...

Cytat:
...siedziała bez ruchu, wywalając język, na którego końcu sterczał, jak czapeczka na krasnoludku, wąski i długi kieliszek do likieru.
– Aniusiu – rzekł dziadek stanowczo. – Co ty wyprawiasz? To nieelegancko wylizywać resztki. Zwłaszcza z kieliszków. Chcesz być dziewczynką o prawdziwie ostrym języczku? Cha, cha. Doprowadź się do porządku, bo jeszcze ten kieliszek się stłucze.
– Y Y Y Y Y! – dała do zrozumienia kuzynka Ania, pokazując niepewnym gestem, że polecenie dziadka jest niewykonalne.
– Przyssało jej się – powiedział z zainteresowaniem Szymon.
– Na samym dnie kieliszka – wtrącił swobodnie Ignacy G. Stryba – wytworzyła się, jak sądzę, próżnia. Natura horret uacuum, jak wiemy, toteż wciśnięty w głąb czubek języka uległ zassaniu.
– Doskonale, Ignasiu – pochwalił go dziadek. – Rozumujesz logicznie.
Cóż, pomyślał Józinek, dokładnie taką samą ilość logicznego rozumowania zawarł w swej wypowiedzi Szymon. Pierwszy też wyciągnął wnioski ze swej obserwacji.
Ale to nie jego chwalono. O, doprawdy, trudno było o wyraźniejszy dowód, że opakowanie bywa ważniejsze od zawartości. Domowi intelektualiści najwidoczniej cenili obfite gadanie, nie zaś logiczne spostrzeżenia, a tym bardziej — czyn.
– Aniu! Dość tej zabawy, to niebezpieczne! – przestrzegła Babi.
– Kieliszek jest zbyt kruchy – przekonywał Anię dziadek. – Twój język może spłynąć krwią.

Teraz to już zupełnie dziecko przerazili. O czym więc warto wspomnieć w tym momencie?

Cytat:
Z oczu grubaski trysnęły łzy, a z krtani dobył się rozpaczliwy skrzek.

Tak, właśnie. Najważniejsze to przypomnieć czytelnikom, że dziewczynka jest grubaską.

Cytat:
Cóż było robić. Józinek bez słowa pospieszył jej z pomocą. Ujął kieliszek za nóżkę, ostrożnie pociągnął – i nic. Bez skutku. Kieliszek, jak przyklejony, tkwił na wystawionym języku kuzynki, ona zaś wrzasnęła – głucho i okropnie.
Teraz i Józinek lekko się wystraszył. Odskoczył w tył, a Ignacy Grzegorz oczywiście wydał z siebie szydercze prychnięcie.
– Ach! Nie można zdjąć?! – babcia zrozumiała nagle grozę sytuacji.

Brawo, Sherlocku!

Cytat:
W jednej chwili znalazła się przy wnuczce i przystąpiła do działania. – Na Boga, coś ty narobiła – narzekała, kręcąc ostrożnie kieliszkiem, co sprawiało, że oczywiście skręcał się i język Ani.

Coś ty narobiła, głupia grubasko.

Cytat:
– Och, faktycznie. Ani drgnie.
– Nożem! – podsunął jej Józinek.
Grubaska zawyła strasznie, a z jej oczu siknęły strugi łez.

Grubaska po raz piąty.

Cytat:
– E! E! E! – zaczęła protestować, tupać nogami i odpychać babcine dłonie.
– Jak to: nożem?! – zdenerwował się dziadek. – Chłopcze, o czym ty mówisz? Czy dobrze rozumiem, że chcesz jej obciąć koniec języka?

Litości, skończcie już tę żenującą scenę.

Cytat:
Dom wariatów, pomyślał Józinek. Spojrzał na wzburzone, pociągłe oblicze dziadka, na jego brązowe oczy lśniące zgrozą, z trudem pohamował wybuch śmiechu.
– Nie – odparł.
– To po co ci nóż?! – pienił się dziadek, stukając kościstym palcem w blat stołu, tuż przed jęczącą Anią.
– Pokażę – rzekł krótko Józinek. Nie ma co się wdawać w rozwlekłe dyskusje, w dzielenie włosa na czworo czy ustalanie strategii. To dobre dla teoretyzujących mózgowców. Ktoś natomiast musi tu być praktykiem i zacząć po męsku podejmować decyzje.

Jakżeby inaczej.

Cytat:
Ujął tępy nóż stołowy o zaokrąglonym czubku, drugą ręką chwycił podstawę kieliszka i skierował ostrze do jego wnętrza.
Ania zawyła, babcia krzyknęła ostrzegawczo, a dziadek złapał się za głowę. Lecz Józinek dobrze wiedział, co robi. Delikatnie wsunął ostrze pomiędzy mięsisty język a szklaną ściankę, aż czubek noża stuknął o dno kieliszka. I po prostu wpuścił tam powietrze! Reszta okazała się zupełną fraszką: psyk! – i już. Ania wybuchnęła na odmianę głośnym śmiechem, przeplatając go łzami ulgi, zaś dziadkowie jednocześnie usiedli na stołkach.
– Co tu się dzieje? – do kuchni wpadła teraz kuzynka Laura, która dotychczas ukrywała się przed dziećmi w zielonym pokoju. Dziadkowie zaczęli na wyścigi opowiadać jej, co zaszło, Jędruś podkręcił radio tak, że ryknęło niczym megafon, a Nora z radości wczołgała się na stół. Tymczasem Józinek przyglądał się kuzynce z niedowierzaniem.
Co ona z siebie zrobiła?!
Laura, zwana Tygryskiem, liczyła sobie już osiemnaście lat i mogła uchodzić za dorosłą. Jednakże nie uchodziła, przynajmniej we własnym domu. Była to osoba kapryśna, narowista i cięta, nigdy też się nie wiedziało, z czym wyskoczy. Józef Pałys cenił ostrą, barwną indywidualność Tygryska, choć na ogół, jako człowiek roztropny, wolał nie być obiektem jej zainteresowania. Tym, co najbardziej w niej lubił, była jej oryginalna powierzchowność. Laura miała w sobie rzeczywiście coś z dzikiego kota: może to były te skośne, świecące oczy lub giętka talia. A może po prostu ogólny wyraz istoty groźnej, tajemniczej i pełnej swobodnego wdzięku. Dziwne mu się wydało, że atrakcyjna kuzynka siedzi dziś sama w pokoju, zamiast szaleć na jakiejś prywatce. Najwyraźniej poczyniła na wszelki wypadek pewne przygotowania: ostrzygła swoje bujne ciemne loki i ufarbowała resztki włosów na kolor zielony. Uczerniła grubo rzęsy. W uszy wczepiła srebrne koła. Usta pomalowała na fioletowo, podobnie jak paznokcie. I ubrała się na czarno. Z twarzą całą w białym pudrze wyglądała teraz tak samo mizernie i łyso, jak wszystkie dziewczyny.

Kryptogej Razz

Cytat:
– Cześć – powiedział do niej, lecz Laura go zignorowała, z pretensją zwracając się do babci:
– Podobno chcecie położyć u mnie cały ten obłąkany żłobek?
– Kogoś chyba położymy, jest tu dzisiaj cała gromada... – łagodziła Babi, lecz Tygryskowi zaiskrzyły oczy.
– Sekundę! Sama wyremontowałam zielony pokój. Sama go urządziłam. Obiecywaliście, że będzie wyłącznie mój!
Babi odpowiedziała tonem kojącym, że chce tam ulokować tylko Anię i Łusię, bo to są ciche stworzonka, na co Laura rzekła drwiąco:
– No rzeczywiście! Zwłaszcza Ania! – a gdy grubaska znów zaczęła buczeć, głos zabrał dziadek.

Po raz szósty. Wiadomo, skoro gruba, to w ogóle upośledzona. Umie tylko jęczeć, ryczeć, sapać i buczeć.

Cytat:
– Tygrysku, rób, co ci babcia każe – rzekł stanowczo. – A wy, chłopcy, połóżcie się u Ignasia. – Miał na myśli duży pokój obok wejścia, będący odrębnym mieszkaniem cioci Gabrysi, wujka Grzesia oraz ich młodego geniusza.
Józinek zaciął usta. Wysłuchiwanie łacińskich maksym przed zaśnięciem, a może nawet i po?! – czy to go miało czekać w tę wyjątkową sylwestrową noc?! – To być nie może!

Waćpan niekontent?

Cytat:
– Wolałbym u ciebie – zwrócił się stanowczym tonem do Laury, prędzej nawet niż pomyślał. – Nie chrapię – dodał zachęcająco.
Wszyscy spojrzeli na niego, zaskoczeni tym, że wypowiedział się tak obszernie.

Litości.

Cytat:
Laura wzruszyła ramionami.
– Mnie tam wszystko jedno – odrzekła obojętnie, lecz on docenił różnicę pomiędzy tym, a poprzednim jej wystąpieniem. Babcia też zrozumiała, że opór Tygrysa zelżał, i czym prędzej zmieniła swe plany, co tylko potwierdziło opinię, jaką miał Józinek na jej temat: była znakomitym strategiem.

Gabrysia gdzieś polazła, więc Mila musi wyrabiać za nią normę wszechza****stości.

Cytat:
Laura, przez chwilę niezdecydowana, usiadła wreszcie za stołem, biorąc czysty talerz i sztućce. Rozejrzała się z zainteresowaniem po pozostałościach z uczty.
– Sałatka, hm? – spytała w przestrzeń i nałożyła sobie solidną porcję. Po chwili na jej talerzu znalazły się jeszcze kiełbaski i oto urocza kuzynka zaczęła jeść z apetytem zapaśnika sumo. Józinek co chwila na nią spoglądał. Ciekaw był, w którym momencie ona zje całą tę fioletową szminkę.

Szminka, co za bezeceństwo. Józek tak wielką darzył kuzynkę pogardą, że aż oczu nie mógł oderwać.

Cytat:
Babcia wyniosła z łazienki otulone w jeden duży ręcznik dzieciaki i przeszła przez kuchnię, ciągnąc za sobą smugę mydlanego zapachu. Laura spojrzała za nimi i cmoknęła z niezadowoleniem, po czym przeniosła wzrok na Anię. Grubaska, trzymając rączki na stole, nieruchomo wpatrywała się w fascynującą kuzynkę.

Po raz siódmy.

Cytat:
Laurze to się nie spodobało.
– No, co tak się gapisz? – burknęła. – Rykwo jedna ty.
Ania nadęła się z obrazy.
– Nie nadymaj się, nie nadymaj – skarciła ją Laura. – Po co masz wyglądać jak ropucha. Ale też narobiłaś kłopotu! Kieliszek! He, he. Dobrze, żeś sobie nie wpakowała do buzi żarówki!
Z Ani uszło powietrze.

Z głośnym świstem zapewne. I cały czas patrzyła tępo.

Cytat:
– Żarówki? – powtórzyła.
– Żarówki, żarówki. Czytałam w internecie o takim przypadku – Laura dołożyła sobie sałatki, po czym kontynuowała: – Jeden chłopak się założył w dyskotece, że włoży w usta żarówkę. I potem nie mógł jej wyjąć.
– Jak to? – zainteresował się Józinek, do wyobraźni którego przemówiła techniczna strona zagadnienia.
– Nie wiem – mruknęła Laura ze znudzeniem. – Nie mógł i już.
– Niemożliwe – rzekł Józinek z przekonaniem. Co też ta dziewczyna gada. Skoro włożył, to i wyjął, to chyba logiczne. Usta są bardzo rozciągliwe, żarówka gładka. Naprawdę, nie widział problemu.
– Co: niemożliwe? Smarkacz jesteś! – obraziła go Laura, łypiąc na niego złym okiem. – Nie kłóć się ze starszymi i mądrzejszymi od siebie. Pamiętaj zawsze, że dorośli wiedzą, co mówią.
Akurat wiedzą. Taka sama prawda, jak to, że ona jest dorosła. Zdenerwowała go, naprawdę. Ani myślał tu siedzieć. Powstał z godnością i wszedł do łazienki. Teraz jego kolej. Stanął przed umywalką i zobaczył żarówkę. Leżała na półce pod lustrem.
Szklaną gruszkę pokrywał od wewnątrz ciemny nalot. Przepalona. Można by sprawdzić, czy Laura miała rację. Opłukał żarówkę z kurzu i ostrożnie wytarł ręcznikiem, po czym, trzymając za oprawkę, włożył ją w szeroko otwarte usta. No i co. Wielkie mi rzeczy. Spojrzał na siebie w lustrze – nawet śmiesznie wyglądał, z tym gwintem sterczącym z gęby. Naciągnięte policzki oblegały charakterystyczny gruszkowaty kształt.
Złapał za oprawkę i pociągnął. Ale żarówka nadal tkwiła w jego ustach. Coś niezrozumiałego stało się też z jego szczękami. Zablokowały się, jakby je kto zacementował. Spróbował użyć języka jako dźwigni, ale to było niemożliwe. W lustrze ujrzał swoje okrągłe oczy, pełne paniki.
Wypadł do kuchni. Nie było, niestety, innej drogi, a więc i innego sposobu, by spotkać babcię – jedyną istotę zdolną mu obecnie pomóc. Trafił prosto na Laurę, która siedząc za stołem, z kiełbaską na widelcu, zamarła na jego widok i wybałuszyła oczy.
– Na Jowisza! – powiedziała. – Ten idiota to zrobił.

Rozumiem, że w tej rodzinie pokolenie dziadków i rodziców mówi „Na Jowisza”, ale nastolatki też? Czy Laura nie ma kontaktu ze swoimi rówieśnikami?

Cytat:
Kuzynka Ania też spojrzała – i wybuchnęła płaczem po raz kolejny tego wieczoru. Jej donośny głos sprowadził do kuchni babcię i dopiero na ten widok Józinek nieco się uspokoił.
Czuł się trochę jak w koszmarnym śnie, w którym wszystko się powtarza. Znów rozbrzmiały okrzyki grozy, znów próbowano przechytrzyć prawa naturalne i zasady fizyki, znów nikt nie umiał znaleźć stosownej rady – a najgorsze było to, że cała sprawa dotyczyła Józefa Pałysa, który wiedziałby doskonale, co w takiej chwili powiedzieć i uczynić. Gdyby to nie dotyczyło jego, rzecz jasna.
Ale dotyczyło. Stał jak dureń, z żarówką w gębie, patrzył w drwiące oczy Laury i słuchał jej ironicznych uwag, a uszy przeszywało mu wycie rozhisteryzowanej Ani. Naturalnie, przyszedł dziadek i kiedy wreszcie się połapał, w czym rzecz, nie omieszkał wygłosić paru makabrycznych przestróg, jakby Józinek sam nie wiedział najlepiej, co się może stać, jeśli teraz kichnie, upadnie lub uderzy o coś głową. – Rzeka krwi – uprzedzał go dziadek, usiłując zachować pozory spokoju, zaś Szymon Rójek siedział w kącie, przewracając się ze śmiechu.
Była to jedna z najbardziej upokarzających sytuacji, jakie Józef Pałys w ogóle przeżył. Zacisnął pięści, żeby się zmusić do zachowania spokoju, po czym energicznie podszedł do telefonu, podniósł słuchawkę i podał ją babci.
To tajemne porozumienie, które, jak mu się zawsze zdawało, łączyło go z tą kobietą, okazało się faktem. Babi spojrzała mu w oczy, zastanowiła się przez moment i wykręciła z pamięci numer doktora Kowalika. Józinkowi właśnie o to chodziło.

Sama by na to nie wpadła, gdyby dzieciak jej nie podpowiedział? Ktoś tu mówił coś o jakimś znakomitym strategu?

Cytat:
babcia kazała mu się ubierać, i to w ohydne ciuchy Ignacego Grzegorza: skafander w kolorze pomarańczy i tandetne, podrabiane adidaski. Niestety, musiał usłuchać: tylko to na niego pasowało, a jego własne okrycie zostało przecież za zamkniętymi drzwiami domu.

To znaczy, że znakomity strateg stale bierze na przechowanie dzieci Idy z piętra niżej, ale nie ma klucza do ich mieszkania?

Cytat:
Babcia przez cały czas obejmowała go mocno ramieniem. We dwoje poczłapali po schodkach i wyszli na ulicę, gdzie Józinek spontanicznie zakrył twarz szalikiem. Musieli wyglądać na ciężko poszkodowanych, bo taksówkarz, kwadratowa małpia postać, wyskoczył szybko z mercedesa i otworzył przed nimi drzwiczki.
– Co mu jest? – zdziwił się, widząc ich z bliska. Babcia mu, niestety, powiedziała, a ten krępy osiłek o twarzy orangutana gapił się na Józinka z niedowierzaniem i nawet nachalnie postukał mu palcem w gwint.
– Włożył i nie może wyjąć? – powtarzał w tępym zadziwieniu. – To jest niemożliwe, pani szanowna. To jest niemożliwe. I gdzie go pani wiezie?
– Do szpitala! – odparła energicznie babcia, wpychając Józinka na tylne siedzenie od strony chodnika, sama zaś wsiadając z drugiej strony.
– Kurczę, ja bym mu to wyciągnął bez niczego – rozczarował się taksówkarz, lecz widząc, że nikt nie pragnie jego interwencji, siadł za kierownicą. Ustawił sobie lusterko tak, by oglądać pasażera wraz z jego żarówką. Gapił się namolnie przez całą (niedługą, mimo koniecznego objazdu ulicą jednokierunkową) drogę do szpitala Raszei.
– Przecież jak weszła, to musi wyjść! – komentował bez ustanku. – Usta, pani szanowna, się rozciągają, a żarówka jest gładka.
Babcia rzuciła mu groźne spojrzenie, lecz taksówkarz tego nie widział i gadał dalej – a Józinek siedział, upokorzony dodatkowo tym, że ciemniak powtarzał jego własne argumenty sprzed kwadransa.

No właśnie, powtarza dokładnie jego argumenty, więc skąd to obraźliwe określenie? Bo co, bo taksówkarz?

Cytat:
doktor zdjął i wyrzucił rękawiczki, po czym podszedł do Józinka. Jego ręce były szybkie, ciepłe i mocne. Delikatnie obmacał mu wypchane żarówką policzki i wyjaśnił:
– Nastąpił skurcz mięśni żwacza. Żaden problem, chłopcze. Mam nadzieję, że się nie boisz zastrzyków?
Józinek ostrożnie pokręcił głową.
– On się niczego nie boi – powiedziała babcia z, jak mu się zdawało, autentyczną dumą.
– Zrobimy po jednym z każdej strony – rzekł doktor, wciągając kolejną parę cienkich rękawiczek. – To będzie środek znieczulający – ciągnął, wyjmując jednorazową strzykawkę i odłamując koniec ampułki. – Mięsień od razu zwiotczeje. A jak już minie skurcz, wyjmiemy żarówkę bez trudu.
Tak. Tak właśnie powinien postępować lekarz. Żadnych komentarzy, żadnych kpin, czysta rzeczowość, kompetencja i profesjonalizm.

Zapamiętajmy.

Cytat:
Ruszyli do wyjścia, otworzyli białe drzwi – i któż to się pojawił w progu, zapłakany, drżący jak osika, a popychany od tyłu przez kuzynkę Laurę? Kto sprawił, że w jednej chwili Józef Pałys został pocieszony, a jego duszę oblała słodycz spełnienia? Rodzina! – nie masz to jak rodzina: w progu stał Ignacy G. Stryba – z gwintem żarówki w gębie. Wyglądał jak idiota. Ubrany był w skafander Ani, za mały na niego, i w buty Laury, mocno na niego za duże. Migdałowe oczy miał pełne łez, był też siny, sztywny z przerażenia i stawiał opór. Kuzynka musiała go brutalnie wepchnąć do gabinetu. Ale ledwie zobaczył człowieka w białym kitlu – momentalnie zrobił w tył zwrot i chciał dać nogę.
Zamknięto mu drzwi przed nosem. Mówiąc ściśle, uczynił to Józef Pałys.
– W imię Ojca i Syna – rzekł doktor Kowalik, wpatrując się w nowego pacjenta. – Widzę, że to epidemia.
Babcia chyba zasłabła, bo usiadła znów na białym krzesełku pod ścianą, zakrywając rękami twarz. Ale kiedy niespokojny Józinek przyjrzał się jej dokładniej, stwierdził, że Babi po prostu się trzęsie ze śmiechu. Laura poczuła się zobowiązana do wyjaśnień:
– Szymon mu powiedział, co się stało Józinkowi. A Ignaś nie chciał wierzyć, że nie da się tej żarówki wyjąć. Mówił, że to tylko Józinek nie umiał. I zanim się zorientowałam, sprawdził...
Coś wspaniałego! A więc podawało się w wątpliwość działania Józefa Pałysa?
No, to teraz sobie popatrzymy.
Założył ręce na piersiach i zajął pozycję naprzeciwko stanowiska, przy którym pan doktor już wkładał nowe rękawiczki. Ignacy Grzegorz, spojrzawszy prosto w twarz kuzyna, nagle przestał się ślimaczyć. W jego oczach pojawił się wyraz zastanowienia, a zaraz potem – dumy. Na wyzwanie, wyczytane z twarzy kuzyna, zareagował, przyznać trzeba, jak facet: dygotał, ale podszedł jednak do stolika, przy którym doktor
odpieczętowywał kolejną strzykawkę. Już już zdawało się, że drogi chłopiec wymięknie na widok lśniącej igły, ale jakimś cudem się sprężył i zebrał w sobie.
– O! Ten mi wygląda na strachajłę – zauważył bystry pan doktor...

Wcześniej Józek się zachwycał, że nie usłyszał od doktora „żadnych komentarzy, żadnych kpin”, co świadczyło o jego fachowości. Ale już komentarze rzucane w kierunku kuzyna są oznaką bystrości.

Cytat:
...i klepnął miągwę w wątłe plecy. – Spokojnie, synu. Mam nadzieję, że się nie boisz zastrzyków?
Ignacy Grzegorz zwiotczał, zzieleniał i bezszelestnie osunął się na stołek.
– Cóż – powiedziała babcia. – Nie będziemy tego ukrywać. Ignaś niekiedy...
Miągwa wyprostował się nagle i rzucił babci oburzone spojrzenie, jakby właśnie dopuściła się zdrady.

Eee tam, skąd to oburzenie? Ma z tym babskiem do czynienia na co dzień, powinien się już przyzwyczaić.

Cytat:
Następnie skierował wzrok na Józinka (który stał sobie jak przedtem, z założonymi rękami, nie kryjąc już uśmieszku) i jakoś od tego zhardział. Powstał z wysiłkiem, dumnie odrzucił głowę z loczkiem i poddał się koniecznym zabiegom. Nawet nie pisnął, kiedy wbito mu w policzek igłę. Lekko sflaczał dopiero przy drugim zastrzyku.
– I... siup! – powtórzył się doktor Kowalik, tym razem nie bez trudu wydobywając żarówkę. – O, było gorzej. Ten użył setki. Pani Milu, to ilu jeszcze pani ma wnuków?
– Uprzejmie dziękuję – takie były pierwsze słowa Ignacego G. Stryby po uzyskaniu drożności jamy ustnej. Prawdziwy mężczyzna, Józef Pałys, nie mógł okazać się gorszy.
– Dziękuję bardzo uprzejmie – powiedział.

Uff, niebezpieczeństwo zażegnane. Gdyby nie podziękował, wyrosłyby mu jajniki.

Cytat:
– Czy wy naprawdę musicie doświadczać wszystkiego? – zadała celne pytanie babcia, lecz nie oczekiwała odpowiedzi. – Ignasiu, nie w każdej dziedzinie musisz naśladować Józinka, choć są takie, w których byłoby to wskazane. Idziemy w prawo, do wyjścia na Zacisze. Będzie bliżej do domu.
Dzięki słusznej jak zwykle decyzji rodzinnego stratega...

Autorko, przypomnij to jeszcze na każdej stronie po kilka razy, bo nie zapamiętamy.

Cytat:
...mieli niepowtarzalną możliwość zobaczyć, kto wchodził do szpitala z tej właśnie strony. Małpia sylwetka taksówkarza zarysowała się wyraźnie na tle wielkich, szklanych drzwi. Kierowca bardzo się spieszył – pędził przed siebie, osłaniając twarz szalikiem. Najpierw ujrzeli jego wydęte policzki, a zaraz potem mogli się przekonać, że i ten mężczyzna uległ naglącej potrzebie doświadczania. I że chyba użył dwusetki.

Nie, skąd, ta cała akcja z żarówkami to wcale nie był dowcip zerżnięty z Internetu...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Śro 22:05, 27 Sie 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Pon 21:48, 25 Sie 2014    Temat postu:

Okropna jest ta Milicja, jak nie przepadałam dawniej za Ignacym Grzegorzem to teraz szczerzę mu współczuję. Józin okropny choć tutaj można to jeszcze zwalić na jego wiek, w tym wieku wiele chłopców nie lubi dziewczynek ale potem z tego wyrastają i zachowują się normalnie.
Szkoła przedstawiona tragicznie ale obawiam się, że młodym czytelniczkom może się tak przedstawiona szkoła podobać. Jak miałam te 14-15 lat to uważałam się za wielką intelektualistkę i byłam przekonana, że otaczają mnie same Guślarz Grażyny i głupkowate Manuele. Z tego co się orientuję to na świecie jest mnóstwo młodocianych intelektualistek przekonanych, że cały świat jest zły a szkoła i nauczyciele szczególnie. Tylko, że tak myślą nastolatki a rolą aspirującej do wychowywania młodzieży pisarki jest pokazywanie rzeczywistości a nie jej wyobrażeń.
Analiza cudowna Melomanko! Czekam na dalszą część


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17743
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:59, 25 Sie 2014    Temat postu:

>rozdzieliwszy tłukących się bliźniaków jednojajowych o nazwisku Trojak
Ach, te subtelne żarty z nazwisk!

>wiedząc, że zawsze będzie mógł odpisać, co tylko zechce, od którejś ze swoich licznych wielbicielek.

Te kobiety; normalnie musi strząsać je z siebie jak szczury.


>To ciepłe i aksamitne brzmienie (Józinek był na to wyczulony: ostatnio odkrył bluesa)
Zwłaszcza pewnego bluesowego wokalistę o ciepłym i miłym głosie, jakże on się zwał... Till Lindemann, czy jakoś tak Wink

>na co dzień nękany był wrzaskiem, ochrypłymi krzykami i wulgarnym bełkotem kolegów i koleżanek.
Bez, kurnać, jaj, to jest trzecioklasista! Z trzeciej klasy podstawówki, nie gimnazjum! Od kiedy to dziesięcioletnie dzieci mają ochrypłe głosy i wulgarnie bełkocą?

>Dziubała Piotra! – e, sorry, Dziubała Piotr! – przejęzyczyła się ze zdenerwowania pani Zajęczyk
Eee, czy już wspominałam o subtelnych żartach z nazwisk? Jeżu kolczasty, pani MM, jak pani mogła tak nisko upaść...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Wyssana wampirzyca



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 811
Przeczytał: 14 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:01, 25 Sie 2014    Temat postu:

Moim marzeniem jest, aby za kilka lat Ania wyrosła na bujną piękność a'la Monica Bellucci, oddała się interesującemu hobby i kosiła oczarowanych kawalerów niczym jej matka w czasach licealnych.
W tym samym czasie irytujące Grammar Nazi zmuszone będzie funkcjonować nie tylko bez kawalera, ale i znajomych, nikt bowiem nie będzie w stanie znieść jej przemądrzałych monologów.

Naprawdę, pani MM, co pani zawiniła ta nieszczęsna dziewczynka?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11712
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:03, 25 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
Tak. Tak właśnie powinien postępować lekarz. Żadnych komentarzy, żadnych kpin, czysta rzeczowość, kompetencja i profesjonalizm.
Ciekawe, co Józin myśli o swojej matce Razz.

Boru, zapomniałam już, jakie to straszne i ziejące jadem. Opis szkoły - masakryczny. Nie wiem, jak można być tak odklejonym od rzeczywistości.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4442
Przeczytał: 41 tematów

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:33, 25 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
Przebiegając wzrokiem po gimnazjalistach mógł bez trudu wyróżnić osoby znacznie bardziej prowokujące niż Trolla. Oprócz Barbi i Manuela były tu przecież postacie o włosach turkusowych i malinowych, było trzech dorodnych dresiarzy–repetentów, a także paru hip–hopowców, była Guślarz Grażyna, cała jakby w żałobie, w czasie lekcji spokojnie zmieniająca tipsy z niebieskich na czarne, była też niejaka Kaczkowska z tatuażem na nerkach i brylancikiem w nosie. Ani te istoty, ani nawet Kopiec Kristal i jej znakomicie widoczne czarne stringi nie wzbudzały w wice–dyrektorce takiej agresji, jak Trolla i jej kapelusz.


*Głęboki oddech*

*Jeszcze jeden*

KUUUUUUUUU*****WAAAAA.

Sorry, ale nie mogłem się powstrzymać od rzuceniem solidnej ku*wy. No nie mogę, ten cały Józek to jakiś zaginiony brat Dory Wilk, adoptowany przez jakiś ludzi z Poznania. Ten fragment mnie rozwścieczył, ale reszta też była paskudna. Zabijcie go zanim się rozmnoży!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Wyssana wampirzyca



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 811
Przeczytał: 14 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:40, 25 Sie 2014    Temat postu:

A tak swoją drogą, jak tak czytam te opisy gimbazy u MM, to zastanawiam się, czy to ja chodziłam do wyjątkowo surowego gimnazjum, czy to autorka już kompletnie straciła kontakt z rzeczywistością. Za moich starożytnych czasów ganiali uczennice nawet za zbyt wielkie kolczyki czy przefarbowanie włosów na kolor choćby nieznacznie odstający od naturalnego. O tym, co działoby się przy stringach i zmienianiu tipsów, nie chcę nawet myśleć.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11712
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:44, 25 Sie 2014    Temat postu:

U mnie było tak samo (wysyłanie do łazienki celem zmycia makijażu, zabieranie biżuterii... znaczy ja tam farbowałam czasem włosy szamponetką i malowałam paznokcie, ale nie wszyscy nauczyciele zwracali na to uwagę, a na mnie patrzyli przez palce, bo byłam prymuską), ale w sumie nigdy nie uważałam, żeby moje gimnazjum było pod pewnymi względami szczególnie normalne (chociaż wspominam je dobrze generalnie).

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17743
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:53, 25 Sie 2014    Temat postu:

Jeśli chodzi o grubaskę Anię, zauważcie, że te wszystkie wzmianki pojawiają się w narracji "oczami Jożina". Kilka lat później będzie identycznym obrzydzeniem reagował na pulchną Magdę. Dietetyczny terror Idy najwyraźniej objawił się już tu i zdążył zebrać ofiary...
Chociaż MM sama z siebie też ma tendencje do ciągłego podkreślania tuszy bohaterów; jeśli ktoś jest gruby, to nie ma siły, będzie to jego cecha charakterystyczna, wymieniana jednym tchem z imieniem (patrz: gruby Lucek). Chyba że mówimy o Patrycji, ona traktowana jest łagodniej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Pon 23:01, 25 Sie 2014    Temat postu:

Opisy grubej Anki kojarzą mi się z opisami dziecka z zespołem Downa, oczami kogoś uprzedzonego: grube, jakieś dziwne, niezdarne, o tępym, "ciężkim" spojrzeniu, komunikuje się nawet nie gaworzeniem, dziecięcą mową czy gestami, tylko jakimś dziwnym stękaniem, jest głupie i gwałtowne...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17743
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 23:27, 25 Sie 2014    Temat postu:

>Józinek spojrzał na kuzyna z niesmakiem. Jak to można, psiakrew, będąc facetem już dziesięcioletnim, mieć taką miękką buzię i słodkie usteczka, i oczka jak migdałki, i czółko wypukłe z loczkiem... ohyda.

Ohyda, ohyda Wink Muszę znaleźć bo nie jestem pewna, o kogo mi chodzi, ale mam wrażenie, że u MM już było takie rozmyślanie z dezaprobatą o czyimś wyglądzie... i były to rozmyślania chłopaka o dziewczynie, która mu się podoba (Hajduka o Cesi?) albo dziewczyny o chłopaku ;P

W każdym razie nawet jeśli nie u MM, to były takie w jednym harlequinie, który czytałam Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pon 23:34, 25 Sie 2014    Temat postu:

W Szóstej klepce było coś takiego:
Cytat:
Z tego, że siedziała w jednej ławce z pięknym Pawełkiem, nie mogło wyniknąć nic poza korzyściami ściśle naukowymi. Pawełek był świetnym matematykiem i chętnie dawał ściągi poproszony o tę przysługę. Nie proszony nie tylko nie dawał ściąg, ale w ogóle nie dostrzegał Celestyny, czemu ona nawet się nie dziwiła. Bądź co bądź w klasie było tyle ślicznych dziewcząt, że doprawdy miał Pawełek na co popatrzeć.
W tej chwili właśnie patrzał na czarnowłosą Kasię, właścicielkę głowy w loczkach, zadartego noska i wspaniałych rzęs. Cesia również popatrzała na Kasię z bezinteresownym uznaniem. Pawełek przeniósł wzrok na rudą Beatę, a za nim spojrzała i Cesia, odnotowując przy okazji, że Beata ma pomalowane brwi. No, no, niczego sobie, nos też popudrowała, patrzcie, patrzcie.
A Hajduk gapił się na Cesię niechętnym wzrokiem. Czego ten się gapi? Ponurak jeden. Gapi się i gapi.
Cesia obdarzała Hajduka spojrzeniem ostrym i wyniosłym. Niech się nie gapi. Wstrętny facet. Patrzy taki i krytykuje w myślach każdą wadę Cesinej urody. Wszyscy oni są tacy. Lubią tylko ładne dziewczyny i zawsze patrzą przede wszystkim na nogi. „A sam wcale nie jesteś taki śliczniutki, kolego. Pryszcze masz i tyle.”


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17743
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 23:49, 25 Sie 2014    Temat postu:

Nie, to chyba nie to. W każdym razie w tamtym harlequinie facet stwierdzał z dezaprobatą, że pani jest chuda i płaska, długie nogi nigdy go nie pociągały, usta ma za czerwone, a takich oczu nie miewają przyzwoite kobiety Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11712
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 0:07, 26 Sie 2014    Temat postu:

Właśnie czytam Szóstą klepkę (bogowie, aż trudno uwierzyć, że pisała to ta sama osoba), w razie czego dam znać Smile.
E. Nic tam takiego nie było.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Wto 1:43, 26 Sie 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bez zarzutu
Trochę dziecko, trochę sarna



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 1167
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 12:18, 26 Sie 2014    Temat postu:

kura z biura napisał:
>rozdzieliwszy tłukących się bliźniaków jednojajowych o nazwisku Trojak
Ach, te subtelne żarty z nazwisk!

>wiedząc, że zawsze będzie mógł odpisać, co tylko zechce, od którejś ze swoich licznych wielbicielek.

Te kobiety; normalnie musi strząsać je z siebie jak szczury.


>To ciepłe i aksamitne brzmienie (Józinek był na to wyczulony: ostatnio odkrył bluesa)
Zwłaszcza pewnego bluesowego wokalistę o ciepłym i miłym głosie, jakże on się zwał... Till Lindemann, czy jakoś tak Wink

>na co dzień nękany był wrzaskiem, ochrypłymi krzykami i wulgarnym bełkotem kolegów i koleżanek.
Bez, kurnać, jaj, to jest trzecioklasista! Z trzeciej klasy podstawówki, nie gimnazjum! Od kiedy to dziesięcioletnie dzieci mają ochrypłe głosy i wulgarnie bełkocą?
>Dziubała Piotra! – e, sorry, Dziubała Piotr! – przejęzyczyła się ze zdenerwowania pani Zajęczyk
Eee, czy już wspominałam o subtelnych żartach z nazwisk? Jeżu kolczasty, pani MM, jak pani mogła tak nisko upaść...


To jest podstawówka? Może MM się pomyliła i docelowo Jozin miał trafić do gimnazjum- to zblazowanie i pogarda wobec niższych intelektualnie (wpojone w domu rodzinnym) pasowałoby wybornie.
Jak obrzydliwe jest poczucie wyższości i ocenianie po wyglądzie. No i taksówkarz jest tu "małpi" i prymitywny, gdzie mu tam to brata-łaty z McDusi, tamten był nasz.
Chyba została przeoczona jedna grubaska, ale nawet dwie to byłoby za dużo. Co to dziecko zrobiło autorce? Z coraz większym przerażeniem czytam Jeżycjadę i nolens volens zastanawiam się nad stosunkami panującymi w rodzinie autorki- jeśli TO to jest kochająca się i ciepła rodzina...
Jozin za młody o dobre 5 lat, Laura chamska i niesympatyczna, całość odrażająca. Dobrze, że odpuściłam sobie ten tom.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Bez zarzutu dnia Wto 12:21, 26 Sie 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Wto 12:46, 26 Sie 2014    Temat postu:

poczekaj na Czarną Polewkę, tam to dopiero irytacja na irytacji. Ale przynajmniej Józina z Bazin trochę mniej

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17743
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:09, 26 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
Kiedy potoki matczynej wymowy ustawały, Józinek bywał atakowany bezwarunkowymi żądaniami, trudnymi w danym momencie do spełnienia: mama domagała się od niego odpowiedzi lub wypowiedzi, gdy tymczasem on, przytłoczony potęgą jej ekspresji, mógł jedynie milczeć jak debil. Owszem, nader szybko opanował sztukę mowy lecz, po pierwsze – z wrodzonej ostrożności wolał zbyt wcześnie tego nie ujawniać, a po drugie – w takich chwilach zaskoczenia jakoś nie mógł zaprezentować swych umiejętności i zaspokoić oczekiwań rodzicielki. W trzecim roku życia wpadł wreszcie na szczęśliwy pomysł, żeby rzucać jej na odczepnego parę słów w typowo niemowlęcym narzeczu i ten właśnie bełkocik (wskazane było upuścić przy tym nieco śliny) jakoś mamę – przynajmniej chwilowo – satysfakcjonował.


Wiecie co? Nie znam się, dzieci nie mam, ale ten fragmencik zabrzmiał mi jakoś niepokojąco. Poszukałam więc informacji i...

Cytat:
Trzylatek całkiem nieźle mówi

Używa kilkuset słów (a rozumie jeszcze więcej) i prawie wszystkich części mowy (czasowników rzeczowników, przymiotników itp.). Buduje zdania, także przeczące. Ale choć stosuje reguły gramatyczne, wciąż robi błędy. Większość trzylatków mówi np. „siafa”, opuszcza trudne głoski lub zastępuje je innymi („uśtawka”, „jowej”), przestawia sylaby („lejeń”), ale nawet obce osoby mogą wiele zrozumieć z tego, co dziecko mówi. Może się zacinać, zwłaszcza gdy jest przejęte lub się spieszy. Nie zwracaj na to uwagi, nie upominaj. Bo gdy smyk uzna, że ma problem z mówieniem, trudniej mu będzie przekroczyć ten etap. Maluch w tym wieku mówi już o sobie w pierwszej osobie („Chcę iść na dwór”, zamiast „Jaś chce...”). Rozumie polecenia i przynosi właściwą zabawkę, nawet jeśli nie pokażesz jej palcem. Umie wskazać wiele części ciała. Jest także w stanie śledzić akcję bardziej złożonych bajek.

Uwaga: Jeśli twój trzylatek prawie nie mówi, zabierz go do logopedy. Sprawdzi on, czy nie kryje się za tym jakiś problem. Zbada, czy malec dobrze rozumie, co się do niego mówi, w razie potrzeby poprosi o konsultację psychologa, laryngologa lub foniatrę. Niezależnie od przyczyn kłopotów pomoże malucha „rozgadać”. Do logopedy trzeba pójść także wtedy, gdy trzylatek mówi tak niewyraźnie, że rozumieją go jedynie najbliżsi.


Bełkocący i śliniący się trzylatek powinien więc wzbudzić poważny niepokój Idy, zwłaszcza że na bieżąco porównywała jego rozwój z rozwojem Ignasia, który w tym wieku, o ile się nie mylę, podśpiewywał już "Gaudeamus igitur".
Ha! Przyszło mi do głowy, że może stąd ta trwała i nieustanna niechęć Jożina do Ignasia; może matka wypominała mu pięćset razy na dzień, że nie jest tak inteligentny i rozwinięty jak kuzyn!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Wto 18:14, 26 Sie 2014    Temat postu:

kura z biura napisał:

Ha! Przyszło mi do głowy, że może stąd ta trwała i nieustanna niechęć Jożina do Ignasia; może matka wypominała mu pięćset razy na dzień, że nie jest tak inteligentny i rozwinięty jak kuzyn!


tak ponoć było. Ida zawsze rywalizowała z siostrami co zostało jej wypomniane bodajże w McDusi. Gdzieś tam też było, że Ida zwykła wypominać Józinkowi, że nie jest taki wygadany jak kuzyn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Wyssana wampirzyca



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 811
Przeczytał: 14 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:17, 26 Sie 2014    Temat postu:

kura z biura napisał:

Ha! Przyszło mi do głowy, że może stąd ta trwała i nieustanna niechęć Jożina do Ignasia; może matka wypominała mu pięćset razy na dzień, że nie jest tak inteligentny i rozwinięty jak kuzyn!


Bo wypominała: w CR mamy monolog Idy, która wyrzuca Józinkowi, że kuzyn w jego wieku potrafił już mówić "Seneka" "Sulla" i "moja wielka baba".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17743
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:05, 26 Sie 2014    Temat postu:

Tak nawiasem, moim pierwszym rozczarowaniem odnośnie "Języka Trolli" był tytuł, a raczej jego wyjaśnienie (ok, było jeszcze rozczarowanie zerowe, czyli sam fakt, że ta książka została napisana i wydana; Kalamburka została pomyślana jako zakończenie i podsumowanie cyklu, i tak powinno zostać!). Spodziewałam się jakiejś intrygującej historii, a tu buuu... nazwisko bohaterki. No bez jaj.
(Znaczy, MM prawdopodobnie wymyśliła na początku tytuł, a potem nie potrafiła dotworzyć do niego historii, więc tak o wykręciła się najmniejszym kosztem).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Wyssana wampirzyca



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 811
Przeczytał: 14 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:12, 26 Sie 2014    Temat postu:

Na spotkaniu autorskim w Łebie tuż po wydaniu książki MM wyjaśniała, że wydawca chciał od niej tytuł już, natychmiast, a ona nie miała pomysłu, więc na chybcika złożyła dwa pierwsze słowa, które ujrzała w gazecie leżącej obok: język i troll. Na ile to fakty, a na ile ubarwianie rzeczywistości - trudno orzec.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17743
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 6:55, 27 Sie 2014    Temat postu:

Tak sobie jeszcze pomyślałam a propos agresywnych zachowań Józina. MM najwyraźniej uważa, że chłopcy tak mają - poszturchują się, przepychają, siłują jak małe niedźwiadki i nie jest to żadna agresja. Tak przecież opisała braci Lelujków:

Cytat:
– Nie właź na mnie, nie właź na mnie, dobra?
– Łapy przy sobie, Wituś, bo ci je odgryzę! – Darek naparł bokiem na brata i docisnął go do regału. Wiktor podciął mu nogę i obaj runęli na parkiet.
– Uspokójcie się! – zawołał dla porządku Lucek, po czym z najwyższą przyjemnością zanurkował między braci, by mocować się z nimi, popychać i wymieniać kuksańce.


I, do cholery, nie dostrzega tego, że w przypadku Jożina to nie są żadne braterskie przepychanki, tylko prawdziwie agresywne ataki motywowane głęboką niechęcią do kuzyna! W szczególności nie rozumiem, jak mogła już w McDusi opisać ich bójkę z użyciem mopa i garnuszka, a potem kazać snuć Mili (ponoć takiej, ach! przenikliwej) rozważania, jak to na razie oni RYWALIZUJĄ ze sobą, ale jak przyjdzie co do czego, staną ramię w ramię. Taaaa, jasne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Śro 8:01, 27 Sie 2014    Temat postu:

Mnie zastanawia jedna rzecz: nastoletni Józin zachowuje się jak drechol, Lelujkowie niby są ze "złych bloków Szatana"... i żadne nie popala petów w kącie, jak upija się, to cuksami z alkoholem (do tej pory jak o tym pomyślę to zbiera mi się na pawia), nikt nawet jednym przecinkowcem nie rzuci... Może ja znam samych zdegenerowanych do cna ludzi?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mariamm87
Zakrzywiona Czasoprzestrzeń



Dołączył: 23 Cze 2014
Posty: 20
Przeczytał: 5 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 8:26, 27 Sie 2014    Temat postu:

Akurat opisy o wspaniałym lekarzu nie komentującym zachowania Józinka, i bystrym lekarzu obśmiewającym Ignacego Grzegorza są wg mnie napisane właściwie jako że obserwujemy go z perspektywy Józinka.

Natomiast zresztą zarzutów się zgadzam. Język Trolli został wydany zaraz po ukończeniu przeze mnie gimnazjum i to w dodatku gimnazjum znajdującego się na jednym z osiedli owianej złą sławą Nowej Huty w Krakowie i sama zastanawiałam się, czy w Poznaniu taka patologia panuje, bo, jako żywo, u mnie aż takiego zbiorowiska postaci nie było. Koleżanka raz ubrała liliowe spodnie i różową bluzkę i została wysłana do domu, celem przebrania się, moja matka zaś była regularnie wzywana do wychowawczyni aby dowiedzieć się, że mam zafarbowane włosy. Nie dziwiło jej to zbytnio, bo własnoręcznie mi tę farbę na włosach kładła, ale jednak jakiś tam poziom nauczyciele usiłowali utrzymać.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez mariamm87 dnia Śro 9:46, 27 Sie 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Śro 8:51, 27 Sie 2014    Temat postu:

MM chyba się naoglądała amerykańskich filmów o młodych gniewnych i stamtąd wzięła opis szkoły. U mnie dziewczyny w gimnazjum miały upierścienione dłonie, stringi wystające spod spodni. Jedna tylko nosiła bluzki z dużym dekoltem i nauczycielom nie udawało się jej tego wyperswadować ale była raczej wyjątkiem.
W szkole był zresztą regulamin, który zabraniał farbowanych włosów, makijażu i zbyt jaskrawych ubrań. No ale to była wiejska szkółka, o jej patologiach mogłabym pisać eseje ale aż tak tragicznie nie było. Choć pewnie jako uczennica uznałabym opis MM za bardzo trafny ale nastolatki lubią dramatyzować.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dora
Śpiąca Królewna na sianie



Dołączył: 26 Sie 2011
Posty: 1577
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 8:54, 27 Sie 2014    Temat postu:

Chciałabym zobaczyć reakcję uczniów i rodziców na to:
Cytat:
– Trzecia „f', uprzedzam was! – powiedziała ostro, siadając za swoim stolikiem. –Jak mi który gębę otworzy, to w nią dostanie!

I u mnie w szkole różnie bywało, raz jeden nauczyciel omal nie przywalił wyjątkowo bezczelnemu koledze, ale to było w gimnazjum, zachowanie kolesia było naprawdę koszmarne i dopiero ten incydent przemówił mu do rozumu. Broń boru nie usprawiedliwiam gwałtownych zachowań, po prostu zwracam uwagę, że to była jakby zupełnie inna sytuacja, inny wiek ucznia itd. W życiu nie spotkałam się z rzucaniem gróźb już na samym wstępie, sam pomysł wydaje się nieco chory.
No i chciałabym zobaczyć tych nauczycieli spóźniających się notorycznie po kilkanaście minut. Jeśli dwanaście minut to „jeszcze nie tak źle”, to jak musi wyglądać duże spóźnienie? I co, nikt tym nauczycielom nie potrąca kasy z pensji, oni sami nie mają problemu z realizacją programu? Już nie wspomnę, że jak chodziłam do szkoły, to po 15 minutach radośnie zwiewaliśmy spod sali.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Big Bad Wolf
Zakochany Kundel ze Switzerland Team



Dołączył: 30 Sty 2014
Posty: 727
Przeczytał: 30 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z lasu

PostWysłany: Śro 9:02, 27 Sie 2014    Temat postu:

Mój nauczyciel z gimnazjum spóźniał się zawsze osiem do dziesięciu minut. Kasy z pensji mu nikt nie potrącał, ale programu nie zrealizował nawet w połowie.
Regulamin odnośnie wyglądu obowiązywał bardzo umownie. Takich rzeczy jak farbowanie włosów, makijaż czy biżuteria czepiały się właściwie tylko dwie nauczycielki (plus historyk, który czepiał się nielubianych uczniów). A chodziłam do katolickiej szkoły. Smile Inna sprawa, że katolickie to w niej były nazwa i msza raz w tygodniu (którą połowa uczniów olewała i spędzała czas w szatni albo w kawiarence).


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Big Bad Wolf dnia Śro 9:06, 27 Sie 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 9:06, 27 Sie 2014    Temat postu:

mariamm87 napisał:
Akurat opisy o wspaniałym lekarzu nie komentującym zachowania Józinka, i bystrym lekarzu obśmiewającym Ignacego Grzegorza są wg mnie napisane właściwie jako że obserwujemy go z perspektywy Józinka.

Wyjaśnię - podobnie jak w przypadku MacDusi, nie tworzę na forum jakiejś naukowej analizy literackiej, tylko piszę o swoich odczuciach subiektywnych Smile A Józin "jestem taki męski!!!" Pałys irytuje mnie niemożebnie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aelfarran
Boski Ronaldo



Dołączył: 17 Lut 2010
Posty: 631
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Śro 11:00, 27 Sie 2014    Temat postu:

mariamm87, odwiedziłaś już Powitalnię? Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 11:59, 27 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
– Kiedy chcesz spać? – spytała [Józinka] Laura.
– Wcale.
– No, no. Zobaczymy. Powiedz mi, jak zaczniesz być senny.
– Uhm.
– Ja i tak zamierzam spędzić całą noc na gadu–gadu.
– Uhm.
– Cholera mnie bierze! – wyznała nagle ona.
– Hm?
– Wszyscy się bawią. Róża też poszła z tym swoim odwiecznym Fryderykiem, a ja siedzę sama w domu, z dzieciarnią... Nie, żebym miała coś przeciwko tobie, rozumiesz. Tak tylko... jestem wściekła. Przez cały wieczór byłam wściekła.
Józinek odwrócił z szelestem stronicę komiksu. Prawdę mówiąc, niezbyt zważał na jej wyznania. Wydawały mu się raczej banalne. Ale ona dopiero się rozkręcała.
– Mam osiemnaście lat, inne już za mąż wychodzą, a ja?!





Od słowa do słowa, Laura i Józek postanawiają wymknąć się z domu i wbić na imprezę do Oracabessów, rodziny Stanisławy Trolli.
Cytat:
Trolla ruszyła tam przez salę i w tym właśnie momencie ujrzała Józefa Pałysa. Ona jest niemożliwa, pomyślał. Wcale się nie zdziwiła na jego widok. Podniosła tylko rękę i zaraz do niego podbiegła, uśmiechnięta.
– Pepe! – wrzasnęła. – Przyszedłeś ze mną zatańczyć, co?
– Oczywiście – z powagą odparł Józinek. Był bardzo zadowolony. – To kuzynka – tak przedstawił Laurę w obawie, by Trolla nie pomyślała sobie czego innego.

Na pewno by pomyślała. Osiemnastoletnie dziewczyny nic tylko by romansowały z dziewięciolatkami.

Cytat:
Spojrzały na siebie, podały swoje imiona, a Laura dorzuciła:
– Pięknie śpiewasz. – Mimo to Józinek nie wyczuł pomiędzy nimi jakiegoś nagłego przepływu sympatii. Nagle zaczął się trochę wstydzić Laury – była przesadnie umalowana, dziwnie uczesana i jeszcze dziwniej wystrojona.

Mam tu podobny problem jak z Harrym wstydzącym się towarzystwa Luny i Neville’a – nie rozumiem, dlaczego miałabym się wstydzić, bo koleżanka ma taką, a nie inną fryzurę czy makijaż. Żeby ona tam zaczęła opowiadać dowcipy o feministkach i żarówkach albo agitowała za Korwinem... A nie, dla Józina to akurat byłby powód do dumy.

Cytat:
– Tereska, goście do mnie przyszli, Pepe i jego kuzynka Laura. A to jest moja siostra, pani Oracabessa – powiedziała Trolla.
– O Boże, jaki sympatyczny rudzielec! – zakrzyknęła pani Teresa. – Pokaż no się, Pepe – o, dobrze ci z oczu patrzy...

Jak to pozory mylą.

Cytat:
– Fajnie tu pachnie – przełamał wreszcie milczenie.
– Fajnie?! – Trolla na to. – Chyba ty węchu nie masz, Pepe, chłopcze drogi. Nie cierpię tego zapachu. Jak Helmut wynajął tę budę, to ściany były zarośnięte grzybem. Zrobiliśmy remont, wielkie skrobanie, suszenie i odgrzybianie – no i co? Zapach pozostał! Nie można się go pozbyć.
No, proszę. Ale trafił. Dobra, są jeszcze inne tematy. Łatwo było dostrzec, że Trolla jest wymowna. Wymyślił, że całkiem wystarczy rzucić od czasu do czasu właściwe słówko, a konwersacja rozwinie się samoczynnie.
– Wynajął? – spytał na chybił trafił.
– Tak jest, za psi pieniądz – odpowiedziała natychmiast. – Było to trzy lata temu, o ile dobrze pamiętam. Tak! Walenty miał wtedy wietrzną ospę. Nie masz pojęcia, co tu była za rudera. Samych śmieci wywieźliśmy ze trzy ciężarówki, a potem jeszcze raz tyle gruzu. Pracowaliśmy wszyscy jak niewolnicy. No, ale teraz całkiem tu przyjemnie, nie uważasz? Tam, z tyłu, jest parę pokoi i łazienka z kuchnią, tak jakby w jednym pomieszczeniu.
– W jednym – powtórzył.
– Tak, bo po prostu prysznic się Helmutowi nie zmieścił w toalecie, to go dał do kuchni. Helmut jest wynalazczy i niekonwencjonalny, jeśli rozumiesz, co mam na myśli.
– Wszystko rozumiem – zaznaczył Józinek, lekko urażony. Trolla poklepała go z uznaniem po łopatce.
– Pewnie, bystry z ciebie gość, Pepe. Ciekawie się z tobą gada!
Tak Józef Pałys nauczył się sekretu prawdziwie udanej konwersacji: jak najmniej mówić, jak najwięcej słuchać i zadawać właściwe pytania.
– Walenty? – rzucił, znacząco poruszając brwiami.
– Tak! Walenty! – wykrzyknęła ze śmiechem ona. – Moja siostra też jest wynalazcza.
Urodziła dwójkę Mulatów i nadała im imiona jak z Reymonta, co tworzy świetny efekt kontrastowy. Zresztą, one doskonale mówią po polsku, czego nie można powiedzieć o Helmucie.
– Nie można?
– W żadnym razie. Chociaż bardzo się stara. Teresa go uczy nawet idiomów, tylko że jemu wszystko się miesza. Helmut pochodzi z Jamajki, ale od dziecka żył w Berlinie, gdzie poznała go Tereska, kiedy pracowała tam na czarno.
– Na czarno.
– Tak, jako sprzątaczka, choć oczywiście jest muzykiem. Z tego nie dało się tu żyć. Więc siedziała tam dobrych parę lat.
– Ty też?
– Nie, ja mieszkałam na Winogradach. Ale potem już musiałam przenieść się do siostry, bo rodzice pojechali pracować do Monachium.
– Rodzice?
– Oni też są muzykami. Znaleźli dobre ogłoszenie. Mama prowadzi dom jakiejś bogatej babce, a tata jest tam złotą rączką – ogród, naprawy i te rzeczy. Wiesz, potrzebna była kasa. Na kurację.
– Kurację?
– Pewne leki nie znalazły się na właściwej liście. To jest sytuacja, kiedy chory Polak musi sobie radzić sam.
– Sam.

Na miejscu Trolli w tym momencie poczułabym się zakłopotana. Opóźniony jakiś czy mnie przedrzeźnia?

Cytat:
– Nie wiedziałeś? Musi wydobyć pieniądze choćby spod ziemi.
Muzyka ustała i wszyscy tańczący usiedli sobie na krzesłach albo na podłodze.
– Ale kto był chory? – spytał zdezorientowany Józinek.
– Ta twoja kuzynka na dobre zajęła się Franzem – z uśmieszkiem zauważyła Trolla.
– Kim?
– Bratem Helmuta. Młodszym. To ten od saksofonu.

Skoro Józin komunikuje się monosylabami, a rodzina była zdumiona, kiedy wypowiedział całe dwa zdania, łącznie pięć słów, to jak on te notatki od wielbicielek zdobywał? Wyciągał rękę i mówił „Daj!”?


Józin przysypia i budzi się nad ranem.
Cytat:
Odszukał adidasy Ignacego Grzegorza. Stały na parapecie okna, obok innego obuwia. Wyróżniały się, oczywiście; trudno by pomylić buty drogiego kuzyna z czymkolwiek innym – były akurat tak dziecinne, niemodne i pretensjonalne, jak to tylko możliwe. Nikt poza tym intelektualistą nie zdecydowałby się na taki wybór.

No, akurat bycie niemodnym to największa możliwa zbrodnia. Zwłaszcza w tej rodzinie, co się konsumpcjonizmem i materializmem nie zbruka.

Cytat:
Przeszedł przez korytarz do żółtej sali. No! Byli tu – cała trójka. Na długim stole pod oknem widniało kulinarne rumowisko, wszędzie unosił się zapach majonezu.
Trolla – w kapeluszu, trochę jakby blada i z podkrążonymi oczami otulała skulone ramiona ciepłym szalem. Za to Franz i Laura, po których nie było widać ani śladu znużenia, wyśpiewywali w zgranym duecie: „So much trouble in the world".
– Już wstaliście? — spytał Józinek.
– Jeszcze się nawet nie położyli – odparła Trolla, ziewając. – A ja nie mogłam zmrużyć oka przez te wybuchy na dworze, więc siedzę z nimi. Wciąż śpiewają, twoja kuzynka chyba odkryła swoją drogę życiową. Pepe, wiesz, że zasnąłeś na podłodze? Zanieśli cię na górę jak nieżywego.
Józinek się zaczerwienił, jakby to był powód do wstydu. Szarpnął Laurę za rękaw czarnej szaty.
– Idziemy – powiedział surowo.
– Spokój, smarkaczu – zdenerwowała się kuzynka, wytrącona z natchnionej pozy.
– Dokąd ci się tak spieszy?
– Jest siódma — odpowiedział z irytacją.
– E tam, siódma, siódma, na pewno wszyscy jeszcze śpią – ociągała się Laura, ale wystarczyło zapytać, czy jej zdaniem babcia też, żeby uzyskać oczekiwany efekt.
Gwiazda odłożyła nuty i wymownie spojrzała na Franza. Ten milczał, czekając, co będzie dalej.
– No, faktycznie, czas wracać – rzuciła wreszcie Laura, po czym znów zerknęła na Franza i doczekała się wreszcie.
– Odwiozę was — zaproponował.
Jechali rzężącą furgonetką przez zasypane śniegiem ulice, z wolna rozjaśniane przez skąpe światło poranka; można było uwierzyć, że całe miasto jeszcze śpi, i to bardzo uspokoiło Józinka. Doszedł do wniosku, że – przy odrobinie szczęścia – może im się uda wrócić do domu niepostrzeżenie.
Pewnie by tak było, gdyby nie Laura. Kiedy tylko zajechali na Roosevelta, kiedy wysiedli z transita i stanęli na zasypanym śniegiem chodniku, ona się rozgadała na cały głos. Usiłowała wymóc na Franzu termin ich przyszłego spotkania, lecz bez skutku. Potem musiała pogłębić swą porażkę, brnąc dalej, ku kolejnemu niepowodzeniu: podała mu dobitnie swój numer telefonu, nalegając, by go zapisał (powiedział, że na pewno zapamięta), następnie dorzuciła swój adres e–mailowy i już zaczynała manewry celem uzyskania namiarów Franza, gdy on zakrzyknął:
– To cześć! – wskoczył do furgonetki i z łoskotem zatrzasnął drzwiczki, budząc zapewne pół kamienicy. Odjechał, można powiedzieć, w ostatniej chwili: właśnie uniosła się firanka w kuchennym oknie na wysokim parterze i za szybą ukazał się dziadek w bonżurce. Na widok wnuków uchylił połówkę okna i wystawił orli nos na świeże powietrze.
– Salve, Tygrysku! – zawołał rześko. – Quiescere iuventus nescit. Co wy tu, ranne ptaszki, robicie?
A wtedy Laura, z błyskawicznym refleksem i ku wielkiemu zgorszeniu Józinka, skłamała gładko:
– Spadł taki cudny śnieg, dziadziusiu, więc wyszliśmy sobie ulepić bałwanka przed śniadaniem.
Ale jeśli sądziła, że wolno jej łgać dziadkowi w żywe oczy, to myliła się głęboko.
– Bujda! Byliśmy całą noc na balu u Murzynów! – zawołał z oburzeniem Józef Pałys, na co dziadek wybuchnął śmiechem, mówiąc:
– A to paradne! – i dodał, cofając się w głąb kuchni: – Lepcie tego bałwanka, lepcie, a ja wam zrobię kakao.
W domu Laura rzuciła Józinkowi spojrzenie przepełnione pogardą i poszła natychmiast do łóżka, tłumacząc się przed dziadkiem, że fatalnie spała z powodu tych wszystkich petard. Natomiast Józinek postanowił zmyć z siebie lepkość jej kłamstw oraz poranne znużenie noworoczne i udał się w tym celu pod prysznic.

Zapewne tak właśnie pomyślał sobie dziewięciolatek. Że musi z siebie „zmyć lepkość kłamstw”.

Cytat:
Prysznic u dziadków miał pewne zalety: niedawno ciotka Gabrysia kupiła nową końcówkę z regulatorem na trzy tempa i Józinek, ilekroć tu się kąpał, miał zwyczaj przez kilka dobrych minut sprawdzać, czy owa regulacja dobrze działa. Potem zawsze trzeba było długo wycierać łazienkę mopem. Kiedy wreszcie skończył i zasiadł z komiksem na sedesie, przekonał się drogą nasłuchu, że dziadek już dawno sobie poszedł. Po kuchni krzątała się obecnie Babi, co dało się poznać po szczęku garnków i łoskocie talerzy.
Zasyczał ekspres: babcia robiła sobie poranną kawę. Wkrótce też dał się słyszeć klekot jej laptopa. Biedactwo. Dziś były jej imieniny, a ona pracowała od świtu. Józinek postanowił złożyć jej życzenia, a może nawet machnąć przedtem jedną z tych schematycznych laurek, które, nie wiadomo dlaczego, dorośli solenizanci tak bezgranicznie uwielbiają.
Tymczasem spokojnie zajął się lekturą Tintina. Stracił poczucie czasu. Z zadumy wyrwał go odgłos łkania za drzwiami.
– Co tam, Pyzuniu? – usłyszał zaraz zniecierpliwiony głos babci, a klekot klawiszy ustał.
– Nic, nic – odparła zduszonym głosem kuzynka Róża, szlochając chyba w rękaw lub kuchenną ścierkę.
– Nic? To nie płacz – z roztargnieniem doradziła babcia. Upłynęła dłuższa chwila, wypełniona żałosnym pochlipywaniem Róży. Laptop klekotał bez przerwy.
– No? – spytała wreszcie dalekim głosem Babi.
– Głupstwo.
– Cała zapuchłaś. Jeśli głupstwo, to szkoda urody.
– To nie głupstwo – obruszyła się Róża.
– Poważna sprawa?
– Bardzo.
Cisza. Józinek nadstawił ucha. Wreszcie znów zabrzmiał miły, lekko oschły, trochę ironiczny głos babci:
– Mogę jakoś pomóc?

Któż by się nie chciał wypłakać na ramieniu babuni, która pomoc proponuje głosem lekko oschłym i trochę ironicznym? (Jak on może być jednocześnie miły, dociekać nie śmiem.)

Cytat:
– Nie.
– Powiesz mi, co to za problem, czy tylko będziesz obiecująco popłakiwać?
– Nie kpij sobie.
– Bo wolałabym popracować. Terminy mnie gonią.
– A! Proszę! Pracuj sobie, pracuj!
– Przeszkadza mi, że chlipiesz.
– Mogę wyjść! Mogę wyjść!
– To wtedy będę wiedziała, że beczysz w swoim pokoju.
– Znów żartujesz.
– Może po prostu powiedz krótko, w czym rzecz. Rzadko się ciebie widuje we łzach.
– Tak (-hu,hu,hu-), jestem takim rodzinnym promyczkiem. Wcielenie beztroski.
– Bal się wam nie udał?
– Jaki bal? (-hu,hu,hu-) Nie byłam na balu. Boże! Boże!
Znów cisza.
– Masz dwadzieścia dwa lata – oschłe odezwała się babcia. – Nie płacz jak dziecko. Powiedz, o co chodzi, krótko i zwięźle.

...Masz do wykorzystania dziesięć słów i pół minuty na to. Start!

Cytat:
Surowość babci zawsze działała niezawodnie. Płacz Róży ustał.
– Jestem w ciąży – oznajmiła. Józinek aż upuścił komiks. Ale numer.
– Tak też myślałam – spokojnie stwierdziła babcia, a Józinek wprost skamieniał na sedesie, porażony jej przenikliwością i wszechwiedzą.

No to niewiele trzeba, żeby mu zaimponować, każdy może powiedzieć po fakcie „wiedziałem”, „tak myślałem”.

Cytat:
– Przy tym stole siedziała kiedyś twoja mama, mówiąc to samo. Tylko mniej płakała, bo to dzielna dziewczyna. Było to około dwudziestu dwóch lat temu. Jak ten czas leci.
– Dwudziestu dwóch?
– Tak jest. Twój ojciec, Janusz Pyziak, niezmiernie się obawiał małżeńskiej niewoli.

Idealny moment na obwieszczenie wnuczce, że jej poczęcie było wpadką.

Cytat:
– I co?
– Pogadałam z nim i zmienił wreszcie zdanie. Niestety, jak ci wiadomo, raczej na krótko. Może nie powinnam była się wtrącać, i tak zwiał.
– Och! (-hu.hu.hu-).
– Nie, no proszę, to nieznośne.

Mila...


Cytat:
Róża przestała szlochać.
– Chcę ci coś wyjaśnić, babciu, bo pewne rzeczy wyjaśnić trzeba. Ja nie dlatego płaczę, że jestem w ciąży, bo ja chcę być w ciąży. To znaczy, skoro już będę miała dziecko, to chcę mieć dziecko. I nie dlatego płaczę, że Fryderyk nie chce się ze mną ożenić, ja go nawet nie pytałam, czy chce się ze mną ożenić, ponieważ ja nie chcę. Bo zachował się tak, jak się zachował. Nigdy więcej nie wspominajcie o tym człowieku, bo ja też o nim nie wspomnę.
– W każdym zdaniu udało ci się zawrzeć powtórzenie – skonstatowała z zainteresowaniem babcia.
– Babi! Czy do ciebie w ogóle dociera, co ja mówię?!
– Tak. Każdy szczegół i wszystkie konsekwencje.
W tym momencie Józinek zdecydował się wreszcie nacisnąć spłuczkę. Kaskada wody z wielkim szumem spłynęła w głąb muszli, a zapowietrzone rury zaczęły swe monotonne zawodzenie.
– Kto tam jest? – dopytywała się właśnie spłoszona Róża, gdy Józinek stanął w drzwiach, zwijając komiks w trąbkę.
– To tylko ja – powiedział ponuro. – Wszystko słyszałem. Sorry.
– Józinku!!! – wykrzyknęła babcia ze zgorszeniem, a kiedy spojrzał na nią niespokojnie, dodała: – Wiesz doskonale, że dziadek nie znosi, kiedy mówicie „sorry" zamiast „przepraszam". Pilnuj się.
– Tak jest – rzekł Józinek i spojrzał na zabeczaną kuzynkę, która siedziała na wprost drzwi, wiodących do przedpokoju. W ich białym obramowaniu widniał drogi Ignacy Grzegorz z czerwonymi, odstającymi uszami; skrzętnie przeglądał on jakąś – zapewne pierwszą lepszą – książkę, wyjętą z regału. Było oczywiste, że miągwa też wszystko słyszał – i to bynajmniej nie przez przypadek.
Mimo że zapuchnięta i z czerwonym nosem, a w dodatku, jak się okazuje, w ciąży, kuzynka Róża była nadal bardzo ładna. Zawsze przypominała Józinkowi smaczne ciastko z malinami i śmietaną. Miała gęste, miedziane włosy, oczy jak dwie czekoladki i bardzo ładnie, słodko pachniała (amant, który nie chciał się z nią ożenić,
był skończonym matołkiem).

No przecież no. Jak ci na kilka dni przed planowanym od bardzo dawna wyjazdem* dziewczyna radośnie oświadcza, że jest w czwartym miesiącu ciąży, twoją pierwszą myślą powinno być „Jaka ona cudowna, pobierzmy się jak najszybciej!”... Matołkiem jest raczej dziewięciolatek, co tak się na życiu zna... No i ma prawo nim być w tym wieku, tylko po co robić z niego głównego narratora tego tomu?

*Choć czasem odnoszę wrażenie, że dla Musierowicz Małgorzaty wyjazd za granicę jest jak za dotknięciem magicznej różdżki, nie ma półrocznego czekania na rozpatrzenie wniosku, przyznawania potrzebnych stypendiów kolejne pół roku później itp. Filipa rzuciła narzeczona wiosną – już od września leczy on złamane serce w Bostonie.

Cytat:
Poza urodą kuzynka Róża posiadała jeszcze inne zalety: była mądra (choć ostatnio źle jej szło na studiach astronomicznych. Twierdziła, że ją nudzą i że dlatego oblała ważny egzamin). Była też pogodna, miła i dobra. Przykro było patrzeć na jej rozpacz.

Fakt, że polazła za chłopakiem na studia, które ani jej nie interesują, ani nie dadzą w przyszłości pewnego źródła utrzymania, zaiste świadczy o jej mądrości.

Uff, tu przerwę, muszę uspokoić nerwy po tym zalewie borejkowskiego ciepełka.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Sob 19:51, 30 Sie 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 9083
Przeczytał: 40 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Śro 12:20, 27 Sie 2014    Temat postu:

Melomanko, omarlas mnie tymi mewami Very HappyVery Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Wyssana wampirzyca



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 811
Przeczytał: 14 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 12:28, 27 Sie 2014    Temat postu:

Melomanka napisał:

Skoro Józin komunikuje się monosylabami, a rodzina była zdumiona, kiedy wypowiedział całe dwa zdania, łącznie pięć słów, to jak on te notatki od wielbicielek zdobywał? Wyciągał rękę i mówił „Daj!”?


A po co w ogóle strzępić język? Jaśnie pan tylko łypnie okiem i wykona nieznaczny gest dłonią, a jego harem już zarzuca go wszelkimi potrzebnymi zeszytami. Po kontakcie z którymi Józinek musi z niesmakiem odkażać dłonie, jako że na okładkach osiadły dziewczęce zarazki.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dzidka
Dowódca Gwiezdnej Floty



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1555
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 12:59, 27 Sie 2014    Temat postu:

Historia z żarówkami jest w ogóle głupia jak but, od Roosevelta 5 do szpitala Raszei jest może z dwieście metrów. Naprawdę Jożin mógł przejść z buta, w końcu nie miał tej żarówki wbitej w nogę.
A w ogóle ubawiłam się setnie czytając to po raz pierwszy, pani MM nie tylko znalazła bohaterom taksówkę w wieczór sylwestrowy, to jeszcze nie wiedziała, że w tamtych latach w Sylwestra korporacje taxi w Poznaniu nie przyjmowały zleceń telefonicznych. A w tekście wyraźnie stoi, że Mila po taksówkę zadzwoniła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 20:20, 27 Sie 2014    Temat postu:

Jeśli chodzi o demoralizację w szkołach, ja akurat chodziłam do patologicznego gimnazjum, gdzie było nas po 360 osób w każdym roczniku, a najpopularniejsi uczniowie popołudniami ganiali się po osiedlu z kijami bejsbolowymi. Dziewczyny nosiły miniówki, farbowały włosy, robiły ciężki makijaż... Ale akurat to nijak się nie przekładało na ich kulturę osobistą, zachowanie na lekcjach i szacunek do nauczycieli. Sama zresztą korzystałam z tych luźnych obyczajów i nawet w środku zimy chodziłam po szkole w bluzkach na ramiączkach, bo temperatura była w tym budynku tropikalna. Włosy też farbowałam szamponetkami już w wieku 14 lat, tak szczerze mówiąc to nie miałam pojęcia, że może być w tym coś kontrowersyjnego, w domu rodzice nigdy nie wtrącali się do naszych eksperymentów z wyglądem Smile No i coś mi się nie wydaje, żeby wyczulony na stosowność stroju, włosów i makijażu mógł być dziewięcioletni Józinek. Zwłaszcza że wychowywał się ze starszą kuzynką, która farbowała włosy na zielono i nikt jej na to nie zwracał uwagi. Całe to utyskiwanie na zdemoralizowaną młodzież jest wyraźnie światopoglądem kilkudziesięcioletniej autorki przemawiającej ustami dziewięciolatka.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 9083
Przeczytał: 40 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Śro 21:23, 27 Sie 2014    Temat postu:

Swoja droga ciekawa jestem, w jaki sposob kruczoczarna Laura farbowala wlosy na zielono? Musiala rozjasniac, nie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17743
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 21:41, 27 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
– Mam osiemnaście lat, inne już za mąż wychodzą, a ja?!

KTO. Na litość boską, kto, w XXI wieku, wychodzi za mąż w wieku 18 lat?!

Cytat:
Nagle zaczął się trochę wstydzić Laury – była przesadnie umalowana, dziwnie uczesana i jeszcze dziwniej wystrojona.

To akurat jestem w stanie zrozumieć - Małgorzata Ostrowska (albo może Urszula?) opowiadała kiedyś, że jej mała córka wstydziła się, kiedy matka przychodziła do niej do szkoły w poszarpanych dżinsach, skórzanej kurtce, z ostrym makijażem itd. i chciała, żeby "wyglądała jak inne mamusie". Poza tym Jożin ewidentnie ma jakiś uraz do kobiet wystrojonych i umalowanych, za kilka lat przecież będzie mu się marzyła przaśna panna młoda w wianeczku...

Cytat:
Wiesz, potrzebna była kasa. Na kurację.
– Kurację?
– Pewne leki nie znalazły się na właściwej liście. To jest sytuacja, kiedy chory Polak musi sobie radzić sam.
– Sam.
– Nie wiedziałeś? Musi wydobyć pieniądze choćby spod ziemi.
Muzyka ustała i wszyscy tańczący usiedli sobie na krzesłach albo na podłodze.
– Ale kto był chory? – spytał zdezorientowany Józinek.
– Ta twoja kuzynka na dobre zajęła się Franzem – z uśmieszkiem zauważyła Trolla.


Niech ona się zdecyduje - albo chce mu powiedzieć o swojej chorobie, więc niech nie zmienia tematu, albo nie chce, więc niech nie puszcza aluzji. Mam jednak taką teorię: świetlana Staszka chce, by sam się domyślił - a wtedy będzie mogła grać Dzielną, która się nigdy nie skarży (no przecież słóweczkiem nie pisnęła, że to ONA jest chora, prawda?). Założę się, że to samo miała na celu scena z kapeluszem - zwrócić na siebie uwagę jak najszerszego grona, wchodząc jednocześnie w rolę Męczennicy Nieludzkiego Systemu... Przecież w przypadku ciężko chorego dziecka pierwsza rzecz, to przekazać tę informację nauczycielom, tymczasem pani Zajęczyk ewidentnie nic o tym nie wie.
Ach, artystka z tej naszej Trolli, rzeczywiście! Aniella do pięt jej nie dorasta!

Cytat:
Wciąż śpiewają, twoja kuzynka chyba odkryła swoją drogę życiową.

No i wykrakałaś...
Btw, Laurze zostało w McD apokryficznie dopisane przedszkole muzyczne, tymczasem w TiR albo Imieninach mamy wzmiankę, że chodził do takiego nie kto inny, a Ignacy Grzegorz. Jak sobie pani MM o tym przypomni, to jeszcze i z niego gotowa zrobić światowej klasy tenora...

Cytat:
– Idziemy – powiedział surowo.
– Spokój, smarkaczu – zdenerwowała się kuzynka, wytrącona z natchnionej pozy.
– Dokąd ci się tak spieszy?
– Jest siódma — odpowiedział z irytacją.
– E tam, siódma, siódma, na pewno wszyscy jeszcze śpią – ociągała się Laura, ale wystarczyło zapytać, czy jej zdaniem babcia też, żeby uzyskać oczekiwany efekt.

Przed srogą babcią wszyscy drżą! Poza tym... czy to oznacza, że Laurze nie było wolno wychodzić bez zezwolenia seniorów? Osiemnastoletniej? Ok, o ile pamiętam, wymknęli się na tę imprezę potajemnie i rodzice mogli się jednak niepokoić o Jożina, no ale przecież wystarczyłoby później zadzwonić "ciociu, Józek jest ze mną u znajomych, wszystko w porządku".

Cytat:
Usiłowała wymóc na Franzu termin ich przyszłego spotkania, lecz bez skutku. Potem musiała pogłębić swą porażkę, brnąc dalej, ku kolejnemu niepowodzeniu: podała mu dobitnie swój numer telefonu, nalegając, by go zapisał (powiedział, że na pewno zapamięta), następnie dorzuciła swój adres e–mailowy i już zaczynała manewry celem uzyskania namiarów Franza, gdy on zakrzyknął:
– To cześć! – wskoczył do furgonetki i z łoskotem zatrzasnął drzwiczki, budząc zapewne pół kamienicy.

Oczywiście nie ma takiej opcji, że jakikolwiek chłopak mógłby CHCIEĆ umówić się z Laurą - ładną, zgrabną, oryginalną, wygadaną. Nieeeeee, każdy na kilometr wyczuwa w niej jaszczurkę oraz gorszy się zbyt mocnym makijażem.

Cytat:
Odjechał, można powiedzieć, w ostatniej chwili: właśnie uniosła się firanka w kuchennym oknie na wysokim parterze i za szybą ukazał się dziadek w bonżurce. Na widok wnuków uchylił połówkę okna i wystawił orli nos na świeże powietrze.
– Salve, Tygrysku! – zawołał rześko. – Quiescere iuventus nescit. Co wy tu, ranne ptaszki, robicie?
A wtedy Laura, z błyskawicznym refleksem i ku wielkiemu zgorszeniu Józinka, skłamała gładko:
– Spadł taki cudny śnieg, dziadziusiu, więc wyszliśmy sobie ulepić bałwanka przed śniadaniem.

Ponawiam pytanie: dlaczego ona kłamie? Dlaczego ukrywa fakt, że w Sylwestra była na imprezie? Dziewczyna w jej wieku powinna mieć już za sobą przynajmniej parę takich całonocnych wypadów (osiemnastki znajomych!). Nawet ja, harcerka i oazówka, wychodziłam na różne imprezy i przed nikim tego nie musiałam ukrywać. No ale najwyraźniej u Borejków aż do zamęścia młoda panna musi chodzić spać po dobranocce.

Scena rozmowy Milicji z Pyzą - obrzydliwa. Zastanawiam się tylko, gdzie się podziała dawna Mila, która w Idzie Sierpniowej potrafiła skutecznie (i ciepło!) pocieszyć swoją córkę... Ktoś ją porwał i zastąpił cyborgiem ze Stepford?
Btw, ta klepanina na laptopie to pewnie kolejne genialne dzieło Kala Amburki. Ciekawe, czy znajdzie się w nim powyższy dialog (a krytycy zachwycą się znów celnie sportretowanymi, wyrazistymi kobiecymi postaciami).

Cytat:
– W każdym zdaniu udało ci się zawrzeć powtórzenie – skonstatowała z zainteresowaniem babcia.

To jest ten moment, w którym mam ochotę odstrzelić jej łeb. GrammarNazi Łusia wcina się ludziom z podobnymi uwagami, bo jest głupią smarkulą, ale Mila...? Niedługo zacznie się domagać, żeby jej tego typu wstrząsające wieści komunikować nie inaczej, jak heksametrem.

Cytat:
– Józinku!!! – wykrzyknęła babcia ze zgorszeniem,

* z nadzieją* Powie mu, że nie wolno podsłuchiwać?


Cytat:
a kiedy spojrzał na nią niespokojnie, dodała: – Wiesz doskonale, że dziadek nie znosi, kiedy mówicie „sorry" zamiast „przepraszam". Pilnuj się.

Jasssssne. *opad rąk*


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11712
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 21:47, 27 Sie 2014    Temat postu:

kura z biura napisał:
Cytat:
– Mam osiemnaście lat, inne już za mąż wychodzą, a ja?!

KTO. Na litość boską, kto, w XXI wieku, wychodzi za mąż w wieku 18 lat?!

Moje znajome, jak zaciążą (zawsze jestem zafascynowana, czy one nie chcą, nie umieją używać antykoncepcji, czy myślą, że jakoś to będzie; względnie ich największą ambicją życiową jest złapanie chłopa, bo nie wierzę w tyle dzieci planowanych w tym wieku, niektóre moje rówieśnice ze szkoły mają już po dwoje (mam 22 lata)). Ależ gdzież Laurce do takiego plebsu.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Śro 21:47, 27 Sie 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17743
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 21:50, 27 Sie 2014    Temat postu:

Nieno, mogłam napisać "kto wychodzi z własnej woli" Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 21:58, 27 Sie 2014    Temat postu:

kura z biura napisał:
Cytat:
Nagle zaczął się trochę wstydzić Laury – była przesadnie umalowana, dziwnie uczesana i jeszcze dziwniej wystrojona.

To akurat jestem w stanie zrozumieć - Małgorzata Ostrowska (albo może Urszula?) opowiadała kiedyś, że jej mała córka wstydziła się, kiedy matka przychodziła do niej do szkoły w poszarpanych dżinsach, skórzanej kurtce, z ostrym makijażem itd. i chciała, żeby "wyglądała jak inne mamusie".

Ale mamy to jednak trochę co innego, wiele dzieci wstydzi się na przykład rodziców alkoholików. Przedstawiana znajomym kuzynka jest bardziej jak koleżanka.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2308
Przeczytał: 34 tematy

Pomógł: 77 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:18, 27 Sie 2014    Temat postu:

kura z biura napisał:
Nieno, mogłam napisać "kto wychodzi z własnej woli" Wink

Moja sąsiadka:) Dziewczyna w moim wieku wyszła za mąż cztery miesiące po swoich osiemnastych urodzinach. Z tego co wiem, do dzisiaj cieszy się udanym małżeństwem. Dzieci nie ma.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 22:21, 27 Sie 2014    Temat postu:

Bez zarzutu napisał:
Chyba została przeoczona jedna grubaska

Racja, poprawiłam. I wytłuściłam wszystkie dla łatwiejszych rachunków Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 9083
Przeczytał: 40 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Czw 7:40, 28 Sie 2014    Temat postu:

"Ponawiam pytanie: dlaczego ona kłamie? Dlaczego ukrywa fakt, że w Sylwestra była na imprezie?" - Wydaje mi sie, ze Laura nie klamie ze strachu, a po prostu dlatego, ze lubi i ze to dla niej troche sport, troche przekora a troche przyzwyczajenie. Inna sprawa, ze powinna z dokladnie tych samych pobudek sciemniac jak szalona Aaaadamowi, co w pewnym momencie moze ich doprowadzic nawet do rozwodu Razz

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Czw 8:39, 28 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
Ponawiam pytanie: dlaczego ona kłamie? Dlaczego ukrywa fakt, że w Sylwestra była na imprezie? Dziewczyna w jej wieku powinna mieć już za sobą przynajmniej parę takich całonocnych wypadów (osiemnastki znajomych!). Nawet ja, harcerka i oazówka, wychodziłam na różne imprezy i przed nikim tego nie musiałam ukrywać. No ale najwyraźniej u Borejków aż do zamęścia młoda panna musi chodzić spać po dobranocce.

To zależy od rodziny. Ja gdybym chciała gdzieś wyjść i była w domu to też musiałabym się tłumaczyć. Ale ja nie mam za dużo znajomych więc rzadko gdzieś wychodzę. A gdy miałam 18 lat i cały czas mieszkałam z rodzicami to byłam pod ich stałą kontrolą.
Cytat:
KTO. Na litość boską, kto, w XXI wieku, wychodzi za mąż w wieku 18 lat?!

Mam 24 lata i na tle moich koleżanek ze szkoły jestem już starą panną. Gdy mówię to w żartach osobom ze studiów to nie mogą uwierzyć. Ale większość dziewczyn z mojej miejscowości już dawno mężata i dzieciata. Ale w wieku 18 lat męża i dziecko miała tylko jedna, raczej też nie z własnej woli


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mariamm87
Zakrzywiona Czasoprzestrzeń



Dołączył: 23 Cze 2014
Posty: 20
Przeczytał: 5 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 9:24, 28 Sie 2014    Temat postu:

Ja natomiast wyszłam za mąż najwcześniej z całej rodziny i znajomych - w wieku 24 lat Smile Jeszcze w dodatku wymyśliliśmy sobie ślub w marcu (wiele powodów się na to złożyło), a więc takim mało popularnym miesiącu jeżeli chodzi o śluby i do dziś pamiętam jak przy zapraszaniu rodziny wszystkich wzrok wędrował na mój brzuch. Nie wiem o co do końca chodziło, "r" wszak w marcu jest, naprawdę jedynie słuszne ślubu to te z czerwca i sierpnia?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10961
Przeczytał: 34 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Czw 9:32, 28 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
KTO. Na litość boską, kto, w XXI wieku, wychodzi za mąż w wieku 18 lat?!!

Z własnej i nieprzymuszonej woli? W XX w. to może ze dwie pary bym wśrod dalekich znajomych znalazła, tyle że tu dość specyficzne środowisko było (bardzo religijni, seks przedmałżeński - zuo największe, przekonani, że Bóg ich sobie przeznaczył, więc po co czekać). Pozostałe przypadki, a też ich Bór wi ile nie było - wpadki, czasem z dorobioną teorią, że i tak ślub planowali, a rok w tę czy w tę to jeden pies. Zdecydowana większość jednak grubo po dwudziestce wstępowała w związki małżeńskie.

Cytat:
Mam 24 lata i na tle moich koleżanek ze szkoły jestem już starą panną. (...). Ale większość dziewczyn z mojej miejscowości już dawno mężata i dzieciata.

Mniejsze miejscowości to trochę inna bajka, fakt, ale my tu Laurkę mamy, dziewczę z wielkiego miasta, inteligenckiej (w założeniu przynajmniej) rodziny. Na miły Bór, jakie to dziewczę ma koleżanki, że stadnie przed skończeniem liceum za maż lecą? Do jakiej ona chodzi szkoły?[/quote]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1355
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Czw 9:41, 28 Sie 2014    Temat postu:

Autorka po prostu kompletnie nie panuje nad wiekiem swoich bohaterów (co zresztą wiele razy już udowadniano) i to nie chodzi mi o mylenie się z datą urodzenia o rok czy dwa, ale o właśnie takie niedopasowanie: nastolatka z kompleksami trzydziestki, dziecko z nauczania początkowego jako mędrzec biegły w psychoanalizie, za to wczesnonastoletnia Łusia niemal opóźniona w rozwoju itd. itp.

Wszystkie wątki jeżycjadowe śledzę z ogromnym upodobaniem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Czw 12:02, 28 Sie 2014    Temat postu:

Tinwerina Miriel napisał:
Na miły Bór, jakie to dziewczę ma koleżanki, że stadnie przed skończeniem liceum za maż lecą? Do jakiej ona chodzi szkoły?

No, mówiłam, dzieci Borejków chodzą do szkoły ostatniej szansy dla trudnej młodzieży na Bronksie.

Z innej beczki, uczciwie uprzedzam, że następny odcinek analizy będzie trochę nudny.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 19:42, 30 Sie 2014    Temat postu:

W dzisiejszym odcinku: agresywna młodzież kradnie dzieciom komórki i nie szanuje starszych, starsi tną książki na kawałki, lekarze myślą tylko o swoich wypasionych furach zamiast nieść pomoc, wszędzie unosi się przerażające widmo blokującej drogi Samoobrony, wszędzie ru***wka, zniszczenia i pożoga, a wszystko to komentuje Józin w natchnionych monologach wewnętrznych. Ech, miejmy to już za sobą.

Cytat:
– Babciu, Józinek mnie kopie pod stołem — złożył raport Ignacy Grzegorz.
Babcia milczała, patrząc w okno.
– Notabene – dorzucił Ignacy Grzegorz z typowym dla siebie wyrazem wytrawnego myśliciela, kiwając się przy tym na krześle i ostatecznie rezygnując z jajka – zauważyłem, że moje adidasy są dziś mokre od samego rana. Jak to być może?
– Wleję ci – uprzedził go Józinek półgłosem. Niezrażony tym kuzyn spożył wytwornie kawałek białego sera, po czym dodał w zamyśleniu:
– Chyba ktoś w nich wychodził.
Mimo woli Józinek rzucił spłoszone spojrzenie na babcię.
– I to nawet na dłużej – napawał się Ignacy Grzegorz. – Nie wszyscy spali w swoich łóżkach tej nocy, o nie!
– No, bo był sylwester – wyjaśniła mu Ania, naiwne dziecko o niedużym rozumku, kompletnie nieświadome wojny psychologicznej, jaka się tutaj toczyła.

O, maleńki postęp w przedstawianiu Ani, z sapiącego tępaka ewoluowała w Kubusia Puchatka.

Cytat:
Oczywiście, wszystkie miasta – nie mówiąc już o wsiach – wyglądają korzystniej, gdy napada na nie kupa śniegu. Ale to, jak odmienił się Poznań, naprawdę zadziwiło Józefa Pałysa. Wymyślił sobie, dlaczego ta odmiana tak bije w oczy: bo stwarza obraz nierzeczywisty. Pokazuje, mianowicie, jak mogłoby być ładnie, gdyby się mieszkało w mieście prawdziwie europejskim, nie zaś w jednym z większych skupisk kraju, rządzonego, zdaniem taty, przez łobuzów.

Nie chcę cię straszyć, ale... A co tam, chcę. Nie do końca wiem, które miasta są według ciebie prawdziwie europejskie, ale obawiam się, że to właśnie z nich 10 lat później przyszła zaraza gender Twisted Evil

Cytat:
Tata lubił ostre i jednoznaczne sformułowania. Ale kiedy babcia Monika, mieszkająca w Stanach, zaproponowała, by się do niej przeprowadzili, rodzice odmówili od razu. Mama powiedziała, że jest to jej miejsce na ziemi i żyć gdzie indziej nie może. A tata uśmiechnął się i oświadczył, że nie da sobie odebrać przyjemności urządzania własnego kraju tak, jak należy.

W tym jego wiecznym śnie?

Cytat:
Przeżuwając drożdżową bułeczkę z makiem, Józinek stanął przy kuchennym oknie. Nie słuchał poobiedniej gadaniny przy kawie (rozmawiano z profesorem Dmuchawcem o Platonie), za to obserwował, jak niebiański cukier puder przysypuje gałązki drzew, balustradki i wieżyczki kamienic, przęsła Mostu Teatralnego i sunące pod nim pociągi, auta zaparkowane na chodniku i zdewastowane budki z prasą, dziurawe jezdnie i niezliczone billboardy, wreszcie ludzi o twarzach bladych i smutnych, złych albo poirytowanych, a w najlepszym razie – obojętnych. Wyszli oni wszyscy ze swych domów i – poziewując – zaczęli noworoczne przechadzki. Nie wyglądali na szczególnie zadowolonych z sylwestrowych zabaw. Szczerze mówiąc, w większości mieli takie miny, jakby nawet nie chcieli wspominać tego, co im się przydarzyło.

Oczywiście, bo zabawa sylwestrowa to zuo. Pamiętamy to z MacDusi.

Cytat:
[Laura] Ubrała się oczywiście na czarno, w uszach miała błyszczące kulki i mocno pachniała dezodorantem.
– Wybierasz się gdzieś! — stwierdził Józinek.
– Spokój, mały skarżypyto. Nawet nie poruszaj tego tematu – warknęła. – Jesteś wredny.
– Uczciwy!
– Uczciwy nie musi kłapać dziobem. Może siedzieć cicho!
Józinek już jej chciał odpalić, co myśli o okłamywaniu kogoś takiego jak dziadek, ale nie chciało mu się tyle gadać. Zresztą, jak się okazało, nawet nie musiał.
– A co, miałam mu może powiedzieć prawdę?! – zaperzyła się Laura.
– Ja powiedziałem. Nie uwierzył.
Laura parsknęła śmiechem.
– Wiem, dokąd idziesz – oznajmił on.
– No i co?
– Też bym poszedł.
– To chodź. Nawet raźniej będzie mi z tobą. Powiemy im, że w nocy zgubiłeś u nich zegarek. I że przyszliśmy poszukać.
Ta dziewczyna miała kłamstwo we krwi.
– Niczego nie zgubiłem – rzekł stanowczo.
– Wiem, ofiaro! Ale co innego możemy powiedzieć?
– Ze ich lubimy – wyjaśnił, patrząc na nią z politowaniem. Przyglądała mu się przez chwilę.
– Zaskakujesz mnie – powiedziała wreszcie. – Jesteś taki prostolinijny i prawdomówny.
– Łatwiej.
– Łatwiej niż kłamać?
– No.

Dobra, rozumiem, że Musierowicz Małgorzata chciała wreszcie stworzyć jakąś oryginalną postać, najlepiej Prawdziwego Menszczyznę (dziewięcioletniego), co by nie były jej powieści zawsze tak sfeminizowane, ale wyszła z tego karykatura - chłopiec porozumiewający się za pomocą pięści i monosylab.

Cytat:
Ubrali się szybko w przedpokoju, słysząc, jak z jednej strony dziadek wykrzykuje: – ...numąuam enim usgue eo interclusa sunt omnia, ut nulli actioni locus honestae sit – a z drugiej Ignacy Grzegorz czyta słodkim głosem: – „...i w końcu płatek śniegu przemienił się w kobietę, ubraną w najdelikatniejszą białą gazę, utkaną jakby z miliona gwiaździstych płatków. Była piękna i zgrabna, ale cała z lodu...".
Dom wariatów, pomyślał Józinek, owijając szyję klubowym szalikiem KS Lech – nosił go nie z upodobania do brzydoty, lecz tylko jako asekurację przed chłopakami z drugiego podwórka, a także przed tą bandą, która dla odmiany biła przed szkołą. Jak się im wmówiło, że jest się kibicem Lecha, to uznawali człowieka za swego, a to mogło chronić przed sytuacjami mocno przykrymi. Cóż, takie są realia na Jeżycach i nie ma co się na nie dąsać – trzeba po prostu przybrać przekonujące barwy ochronne. Nie wiedział tego Przemek, kumpel z klasy, toteż stracił dwa zęby stałe, jak mu przyłożyli za to, że nie chciał oddać swojej komórki. Jaki naiwny. I po co mu była ta komórka? Żeby do niego stale dzwonili rodzice?

Ojejku no, wiemy, że na Bronksie nie ma lekko, nie musisz nam tego tłumaczyć.

Cytat:
Zza rogu Dąbrowskiego wyskoczyła z kwikiem dziewczyna, za którą goniło stado łysych. Dopadli ją na Moście Teatralnym, złapali i zaczęli wpychać jej za kołnierz śniegowe kule. Wrzeszczała tak, jakby rzeczywiście chciała pomocy, więc Józinek, wciąż oblizując swego naturalnego loda, sięgnął do wewnętrznej kieszeni skafandra. Wydobył z niej zgrabny, poręczny, czarny pistolet na plastikowe kulki i oddał trzy strzały w powietrze. Spokojnie schował broń i bez emocji ruszył dalej, pewien efektu. Rzeczywiście, łysi puścili swą ofiarę i rozglądali się, szukając sprawcy strzelaniny. Do głowy im nie przyszło, że może nim być rudy trzecioklasista, idący spokojnie w ich stronę. Zwrot w akcji wykorzystała ofiara: rzuciła się do ucieczki i uratowała głowę, wskakując do tramwaju.
Szedł sobie dalej obok Laury, a ona przypatrywała mu się bez słowa. Chyba oboje się zastanawiali, czy będzie musiał jej bronić, kiedy dojdą do grupki łysych. Ale szybko zdał sobie sprawę, że nie zajdzie taka potrzeba. Kuzynka nie należała do tego typu bezbronnych jagniątek, które przyjemnie jest gonić, łapać i nacierać śniegiem.
Na pewno by nie piszczała, tylko raczej wydrapałaby komuś oczy.
I rzeczywiście – kiedy mijali łysków, wystarczyło, że Laura w nich strzeliła tym swoim stalowym wzrokiem – a ci już pospuszczali głowy, niby to oglądając pociągi przejeżdżające pod mostem.
– Skąd ty właściwie masz ten pistolecik? – spytała, kiedy już odeszli na bezpieczną odległość.
– Od taty – odpowiedział. Wystarczyło raz powiedzieć, na co mu właściwie ta atrapa broni, a pistolet zaraz znalazł się pod choinką. Kiedy Józinek, kryjąc się przed mamą, odpakował prezent i zarepetował broń, tata uśmiechał się pod wąsem i ani razu nie powiedział: „Tylko uważaj". Wiedział, że nie musi.
– Fajnie mieć tatę, co? – spytała Laura zazdrośnie. – Ja nie mam. Odszedł, zanim się urodziłam. Nigdy mnie nawet nie widział!
– Coś słyszałem – odparł Józinek. I to nieraz, dodał w myślach. Laura przecież w kółko o tym gadała.
Poszli dalej, a ona chciała wiedzieć, dlaczego, zdaniem Józinka, ci chłopcy („ci chłopcy"! – to było o łysych) jej nie zaatakowali. Odniósł wrażenie, że w jej głosie jest cień zawodu. Raz jeszcze spytała go o zdanie co do swojej urody i zmusiła do przyznania, że obiektywnie jest ładna. Obiektywnie? – tak!

Sorry (tak, Milu, powiedziałam "sorry", zabij mnie), ale Laura w tym tomie to jakaś groteskowa postać. Te lamenty, że w wieku lat osiemnastu nie wyszła jeszcze za mąż, pragnienie, żeby zaczepiali ją dresiarze... Tego typu zachowania są przecież domeną Kopiec Esmeraldy i jej podobnych mieszkańców bloków, nie Laury Pyziak sypiącej łacińskimi cytatami od maleńkości.

Cytat:
[U Oracabessów] Józinek akurat podnosił pałeczkę, by po raz pierwszy nią uderzyć w bęben basowy, gdy pani domu pojawiła się znów w sali, nieco zdezorientowana. A za nią wkroczył Ignacy G. Stryba w swoim oranżowym skafandrze i w swojej ohydnej czapce, z miną psa gończego, który wreszcie wystawił kaczkę.
Laura zmartwiała. Józinkowi gorąca furia uderzyła do głowy. Ha! A ten co tu robi?! I skąd tak dokładnie wiedział, kiedy przybyć, by mu przeszkodzić w zagraniu na bębnie? W dodatku – i to już był naprawdę szczyt wszystkiego – sprowadził ze sobą dziadka! Tak jest – Ignacy Borejko, filolog klasyczny i bibliotekoznawca, erudyta i bibliofil, dżentelmen i myśliciel, ubrany w swoje wytarte paletko, wchodził oto, oszołomiony, do studia nagrań „Green Scratch", zdejmując swój słynny kapelusz borsalino ze zrudziałą wstążką, w którym, jak twierdziły ciotki, podobny był do Humphreya Bogarta u schyłku kariery. Zdjąwszy zaś nakrycie głowy, wykonał uprzejmy półukłon powitalny. Lecz w połowie półukłonu zastygł, gdyż ujrzał Józinka za bębnem, pana Oracabessę w lwiej grzywie dredów i czerwonej piżamie, a obok – Laurę wspartą poufale o ramię czarnoskórego artysty. Całości obrazu dopełniały kędzierzawe dzieci o pięknej karnacji, które właśnie w tej chwili fikały koziołki na karimatce.
Józinek musiał przyznać w duchu, że rzadko widywało się tego zdeklarowanego stoika z taką miną: dziadek był całkowicie zaskoczony. Za to drogi Ignacy Grzegorz nie zapominał języka w gębie:
– Widzisz, dziadziusiu? Mówiłem ci! Mówiłem!
– Dziadziu, rozczarowałeś mnie! – wybuchnęła Laura. – Dlaczego pozwalasz mojemu bratu wyrastać na szpicla? To tak wcielasz w życie pryncypia Marka Aureliusza?!
Dziadek nadal milczał, gęsto mrugając i oglądając z prostodusznym zdziwieniem wnętrze żółtej sali, zgromadzone tu postacie gospodarzy, oraz liczne rekwizyty. Rodzina Oracabessów odwzajemniała mu się życzliwą obserwacją, w ciszy, którą wreszcie przerwał sam Helmut:
(...)
W tej skomplikowanej sytuacji Józinek już nie bardzo śmiał próbować gry na bębnie basowym. Ale wciąż przy nim siedział i z tego punktu obserwacyjnego widział bardzo dobrze całą scenę, a już zwłaszcza jej głównego sprawcę. Ignacy Grzegorz nie miał tęgiej miny. Przycupnął z boczku i opuścił rzęsy. Bał się nawet spojrzeć na Józefa Pałysa. I słusznie. Dziadek w najlepsze gawędził z panem Oracabessą.
– Proszę mnie zrozumieć – mówił właśnie. – Wnuki zniknęły z domu bez słowa i na długo, a Ignaś zasiał we mnie pewne obawy...
– Ekhm, ekhm – zastękał miągwa, zataczając oczami.
–...wspominając coś o paleniu... tego... – tu dziadek spojrzał na panią Teresę, zachłysnął się i dodał spiesznie: – Ja wiem, że to nonsens, ale proszę się wczuć w sytuację człowieka, który w dzisiejszych czasach słyszy z ust własnego wnuka...
– ...donos na własne wnuki! – dokończyła ze złością Laura. – Przy czym słowo tego zdrajcy jest więcej warte od naszego, prawda?
– To wasze słowa są coś warte? – pisnął szyderczo Ignacy Grzegorz. – A kto uciekł z domu na całego sylwestra? Kto okłamał dziadziusia?
– Kto okłamał dziadziusia? – powtórzył dziadek. – Ktoś przecież powiedział mi prawdę.
Ignacy G. Stryba ucichł i zrobił głupią minę.
– Dziwna rzecz, ale my nie mamy takich problemów w rodzinie – z niejaką satysfakcją powiedziała pani Oracabessa.

Oj, dziwna.

Cytat:
– My jutro jedziemy na koncert – przypomniał [Helmut Oracabessa]. – Czy może Laura z kuzynem?
Józinek odniósł wrażenie, że wskutek dużej dawki emocji, doznanych tego wieczoru, dziadzio sam nie wiedział, jak, kiedy i na co wyraził zgodę. Widać było, że znajdował się pod silnym wrażeniem osobowości pana Oracabessy, w dodatku – po tak udanej konwersacji był już z nim niejako zaprzyjaźniony. Ustalono, że jutro o jedenastej przed bramą przy Roosevelta czekać będzie furgonetka, by zabrać chętnych do Gniezna. Laura pożegnała się spiesznie i poszła, byle nie wlec się z kuzynami na piechotę.
– Świeże powietrze, śnieg, miły mrozik – wytłumaczył dziadek Franzowi, który gotów był ich odwieźć. – Spacer dobrze nam zrobi! – i stanowczo pożegnał miłych gospodarzy.
Miał w tym swój cel. Przez cały czas, gdy szli białymi ulicami, przedkładał i tłumaczył Ignacemu G. Strybie, jak niewłaściwe było jego dzisiejsze zachowanie, a słowa swe podpierał tyloma łacińskimi cytatami oraz przykładami mężów starożytnych (którzy nigdy nie plamili się donosicielstwem, lecz kształtowali w sobie rozwagę, powagę, powściągliwość i odpowiedzialność za słowo), że Józinek nie posiadał się wprost z uciechy. Miągwa dostał dziś za swoje. I dobrze mu tak.

Wszystko fajnie, tylko jak to się ma do Żaby i Czarnej polewki, w których dziadyga Ignacy wychowuje Ignasia na staromaleńkiego, irytującego donosiciela?

Uniesiony oratorstwem Ignacy nie zauważa, że poszli za daleko i znaleźli się koło pizzerii. Głodny Józek namawia do wejścia. W środku Ignacy odkrywa regał z książkami, który go najpierw wzrusza, a następnie przyprawia niemal o apopleksję, ponieważ książki przycięto na wymiar regału. Zanim to odkrył, stał z książką w ręku i deklamował w przestrzeń, co nie uszło uwadze innych:
Cytat:
Od sąsiedniego stolika dały się słyszeć śmiechy. Młodzi mężczyźni o ogolonych głowach, pożerający calzone, z rozbawieniem śledzili zachowanie dziadka. Towarzyszące im dziewczyny o włosach spalonych farbami nie mogły powstrzymać chichotu.

Tak, napakowani, łysi dresiarze istnieją, często towarzyszą im dziewczyny z farbowanymi włosami i skórą spaloną na solarium. Niektórzy spośród nich istotnie chcą zaimponować swoim towarzyszkom chamstwem i prymitywizmem. Ale czy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych nie istniała agresywna młodzież? A jakoś dało się pisać pierwsze tomy Jeżycjady bez ciągłego utyskiwania na zgniliznę moralną ówczesnych czasów.

Cytat:
W pół godziny później Józef Pałys wszedł do mieszkania, gdzie unosił się zapach kawy oraz perfum „Magnolia" i gdzie paliło się jak zwykle mnóstwo lamp i kinkietów. Mama lubiła na wszystkie sposoby rozświetlać tę suterenę; to dlatego podłoga była lśniąco biała, podobnie jak kanapy i fotele (Józinek, szczerze mówiąc, nie należał do zwolenników takiej bezwzględnej czystości. O wiele lepiej czuł się w zakurzonym bałaganie u dziadków).

A musi to być tak ze skrajności w skrajność?

Cytat:
Kiedy wpadł do dużego pokoju, od razu stało się pewne, że wieczór będzie inny, niż sobie zaplanował: na najwygodniejszej kanapie przed telewizorem chrapał tata, a Łusia spała, wsparta o jego kolana. Natomiast w kuchni, jarzącej się bielą oraz kolorami żółtym i pomarańczowym, przyrządzenie sobie tłustej przekąski
wyglądało na rzecz niemożliwą. Nad cytrynowymi kubkami z kawą siedziały: mama w szlafroku i ciocia Gabrysia w złym nastroju.
Z trzech sióstr mamy najlepsza była właśnie Gabrysia.

Och, kryształowa łza wzruszenia spływa po mym policzku. Tom Jeżycjady bez najlepsiejszej Gabrysi to jak opko bez schodzenia na śniadanie.

Cytat:
Właściwie zawsze była uśmiechnięta i krzepiąco pogodna. Miała piękny wzrost koszykarki i cechowała się miłą energią oraz dyskretną troskliwością; zdawało się, że każdy człowiek żywo ją obchodzi, ale zarazem –że za nic nie chciałaby wtykać nosa w czyjeś sprawy. Chyba owo rzadkie połączenie sprawiało, że był w niej jakiś magnetyzm. Józinek pamiętał, że będąc jeszcze dzieckiem, lubił się do niej przytulać. Miał wrażenie, że od tego staje się silniejszy.

Autorko, mów do mnie jeszcze.

Cytat:
Teraz ciocia siedziała zmartwiona, opierając jasną głowę na piegowatej dłoni. Mama klepała ją po drugiej ręce, jednocześnie coś mówiąc, szybko i cicho; nie była ona z tych, co się rozczulają dla towarzystwa. Józinek dobrze wiedział, że mama mówi właśnie coś mocnego, nietaktownego i na ogół bardzo pomocnego. Wszystko zwykle obracała w żart, często bywała ironiczna, a jeszcze częściej – kąśliwa. Nie chciał, żeby popełniła jakąś gafę, rozmawiając o tej delikatnej kwestii. Nie miał bowiem wątpliwości, że rozmowa dotyczy Róży. Ciocia Gabrysia poznała już wielką nowinę, to było jasne. Trzeba przyznać, że Babi przyjęła tę wiadomość znacznie bardziej po męsku.

Aha, mieliśmy okazję to podziwiać. Nie rozumiem, czemu obrzydliwe zachowanie babci wzbudza u Józka podziw, bo takie męskie, za to u jego mamy podobna kąśliwość i ironia stają się przykładem kompromitującego braku taktu. Czyżby dziewięcioletni Józio też naczytał się śmiesznych podręczników psychologicznych i wykreował sobie konflikt z matką?

Cytat:
– Jesteś głodny? – spytała [Ida].
– Trochę.
– W parówce są lodówki. Gaba! A ty co? Czego się śmiejesz?

Parówki u Idy??? Shocked

Cytat:
– Nic, nic, Iduś. Lubię te twoje teksty – ciocia Gabrysia mrugnęła do swego siostrzeńca.
– Józinku, wybacz Ignasiowi. Naskarżył na ciebie, ale to dlatego, że cię podziwia i jest o ciebie zazdrosny.
A to dopiero, pomyślał Józinek, bardzo zaskoczony. Nieprawdopodobne! Nigdy by w ten sposób nie interpretował zachowania miągwy. Na podstawie jego min i grymasów miałby raczej prawo sądzić, że Ignacy Grzegorz lekko nim pogardza za jego brak elokwencji, erudycji i towarzyskiego wdzięku. Właśnie przekonanie o tej jego pogardzie sprawiało, że w Józinku krew się burzyła na widok kuzyna.

Wychodzi na to, że w tej wzorcowej rodzinie jeden chłopiec stale słyszy „Czemu nie jesteś taki dzielny i wysportowany jak Józek”?, a drugi – „Czemu nie jesteś taki wrażliwy i oczytany jak Ignaś?”

Następnego dnia:
Cytat:
Była dziesiąta. Józinek wyskoczył z łóżka i poszedł do łazienki. Trzeba się spieszyć. Ależ zaspali! Rodzice już dawno temu poszli do pracy. Pod lustrem stała karteczka, zabazgrana lekarskim pismem mamy: „Idźcie do babci, wracam o 5–tej".

A drzwi w mieszkaniu mieli na zatrzask, zostawiali niezamknięte czy też dzieci miały klucze? Bo jeśli miały, to Józek nie musiał dwa dni wcześniej cierpieć mąk w niemodnym skafandrze Ignasia...

Cytat:
Józinek umył się i wyczyścił zęby, po czym nalał wody do kuchennego dzbanka z filtrem i poszedł budzić Łusię.
Kiedyś w tej suterenie były piwnice pełne węgla i pajęczyn. Ale dzielni rodzice własnoręcznie przebudowali tu wszystko, wyburzyli ścianki, położyli podłogi, wymienili okna i drzwi, tworząc w efekcie całkiem miłą przestrzeń: duży pokój pośrodku i doczepione do niego klitki – pokoiki dla dzieci i sypialnia rodziców.

Wybaczcie, ale... Po cholerę? Nie było nigdzie w okolicy mieszkania dla ludzi, a nie dla kretów?
Przydaliby się tacy amatorzy suteren jak Pałysowie we Wrocławiu, wreszcie agencje nieruchomości wynajęłyby te oferowane bezskutecznie od miesięcy „komfortowo adaptowane przyziemia”.

Cytat:
Kiedy siostrzyczka, już umyta i ubrana, pojawiła się w kuchni, wszystko było gotowe.
– Myłaś zęby?
– Pewnie.
– To jedz. Weź zabawki. Ja wyjeżdżam.

Po co ludzie myją zęby tuż przed śniadaniem?

Cytat:
Posłusznie zrobiła, co kazał. Józinek umył naczynia, sprawdził, czy wszystko wyłączone i pozamykane, po czym wsypał trochę pokarmu swoim rybkom (trzymał je w pięknym akwarium, z muszlami i roślinnością podwodną). Na koniec zatrzasnął drzwi mieszkania i zamknął je porządnie na klucz.

No właśnie, czyli mają trzeci zestaw kluczy.

Cytat:
Piętro wyżej drzwi były uchylone, już tu na nich czekano. W przedpokoju, naturalnie, wciąż wisiały lampki i baloniki, a w kuchni pachniało gotującym się rosołem oraz czymś jeszcze: maścią, którą babcia właśnie smarowała blade plecy dziadka.
– Au! – powtarzał dziadek za każdym jej ruchem. – Au! Józinek zapytał, co się stało, i uzyskał szczegółowe objaśnienie, co to jest heksenszus. Złapał on dziadka po wczorajszym długim spacerze, a miał podłoże – jak twierdził sam poszkodowany – nerwowe. Natarty, wyklepany, owinięty gazą i folią, wreszcie – otulony w ciepłe swetry, dziadek dostał herbaty z cytryną i musiał przyjąć zakaz wychodzenia na dwór.
– To przez tę traumę w pizzerii! A tak chciałem jechać z wami do Gniezna – ubolewał.
(...)
W tym momencie do kuchni wszedł Ignacy Grzegorz, ubrany w komunijny garniturek i krawacik, niosąc teczkę wypchaną książkami.
– Jestem gotów – oznajmił.
– Do czegóż to? – chłodno spytała Laura, mierząc go wzrokiem od stóp do głów.
– Do wyjazdu. Pojadę na koncert zamiast dziadziusia. Będzie przecież wolne miejsce, jak rozumiem? Pojadę, poczytam sobie w drodze, nie będzie to czas zmarnowany.
– I troszkę nas popilnujesz, prawda? – zadrwiła Laura.
(...)
u wejścia zadźwięczał dzwonek, a ponieważ stało ono otworem, zaraz potem rozległo się delikatne pukanie w drzwi kuchenne. Przybył pan Oracabessa we własnej osobie, wystrojony w zwiewne szaty z tkanin naturalnych, w nadęty skafander oraz w ciepłe nauszniki, a towarzyszył mu Franz, przyodziany w żółty beret, zieloną bluzę i czerwone spodnie.
– Dzieńdobry dzieńdobry – przywitał się pan Oracabessa radosnym basem.
Franz skłonił się, zdejmując beret z czarnych loków, wobec czego pan Oracabessa zerwał z głowy nauszniki.
– Czy można się przestawić? – Te słowa skierowane były do babci, która zamarła na widok czarnoskórego olbrzyma, z trudem mieszczącego się w drzwiach.

A cóż w tym widoku niespodziewanego, przecież za rogiem mają szkołę na Bronksie Razz

Cytat:
Trolla czekała w samochodzie, pilnując aparatury i instrumentów. Kiedy tylko Józinek wydostał się z domu, od razu ujrzał jej zielony kapelusz za szybą transita. Zadudniło mu serce. Bez słowa odsunął boczne drzwi, wsiadł do wozu i zajął miejsce obok niej. Zdawało mu się, że je specjalnie dla niego trzymała, ale nie mógł być pewien. Zwichrzyła mu włosy nad czołem, uśmiechając się przez cały czas, i powiedziała coś na powitanie, ale przez ten łomot serca niewiele usłyszał. Ogarnęło go dziwne zmieszanie. Uśmiechnął się słabo i opadł na wytartą tapicerkę siedzenia. Nawet nie zauważył, jak samochód ruszył.

Trend sekularny, już dziewięciolatki są taki kochliwe...

Jadące na koncert towarzystwo utknęło w korku.
Cytat:
Co ciekawe, Józinek miał wrażenie, że on jeden z całego tego wesołego towarzystwa, uwięzionego w furgonetce, interesuje się topografią wydarzenia oraz prowadzi zupełnie podstawowe obserwacje.

Wiemy, wiemy, jesteś wyjątkowy.

Cytat:
Zarówno pan Oracabessa, jak i jego brat, przejawiali całkowitą beztroskę – wyluzowali się, a czas oczekiwania, nie wiadomo na co, umilali sobie obecnie odtwarzaniem na dwa głosy, z akompaniamentem konga, pogodnych utworów z – jak zapowiedzieli – pierwszej edycji festiwalu Sunsplash Reggae na Jamajce. Laura, która nie znała tych utworów, oddała się ich słuchaniu, z użyciem takich sposobów, jak uchylanie ust, westchnienia zachwytu oraz trzepotanie rzęs. Trolla zupełnie niespodziewanie zasnęła, z podbródkiem utkniętym w kołnierz, zaś Ignacy Grzegorz, stwierdziwszy, że atmosfera jest najdalsza od grozy i paniki, uspokoił się i wyjął z teczki „Odyseję".
– To bardzo dobra lektura na podróż – rzekł obronnie, widząc rozbawienie w oczach Laury.

Znów chyba podmieniono Kopiec Esmeraldę w miejsce Laury Pyziak. Dobrze pamiętam te ostatnie dni każdego roku szkolnego, kiedy wszyscy na lekcjach-nielekcjach gapili się w sufit, bo czytanie książki to byłby obciach i kujoństwo. Ale Laura lubi przecież się snobować, pamiętamy ten jazz nowoorleański...

Cytat:
– No, no, dokąd to? – przytrzymała go Laura, widząc, że sięga do klamki. Odpowiedział jej, że idzie w krzaki na siusiu, odsunął boczne drzwi furgonetki i – natychmiast owionięty lodowatym zimnem — zeskoczył na asfalt. Omal nie fajtnął jak długi. Nawierzchnia przypominała szkło – pokrywała ją cieniutka warstewka lodu.
Mgła skraplała się w drobny wodny pył, który natychmiast zamarzał. Ziąb przejmował do szpiku kości. Naciągnął na uszy wełnianą czapkę i zapiął skafander, okrywając głowę nieprzemakalnym kapturem. Następnie rozejrzał się po otoczeniu. No, ładnie. Żółty ford transit pana Oracabessy tkwił w korku za ciężarówką pełną węgla. Tuż za transitem stał nieruchomy sznur pojazdów, niknący w mglistej dali. Po przeciwległej stronie jezdni sprawy miały się podobnie. Ktoś tam wyszedł w mgłę z burego malucha.
Trzasnęły głucho drzwiczki i zniecierpliwiony głos męski zapytał:
– Co tu się, kurka, dzieje?
– Nie wiadomo – odpowiedział ponuro kierowca ciężarówki z węglem. Wspierał się plecami o jej koło i ćmił papierosa. – Coś się chyba stało na trasie warszawskiej. Znów przeleciał helikopter, stłumiony łoskot zagłuszył rozmowę. To już trzeci, pomyślał Józinek. Za wiele tych helikopterów jak na zwykły wypadek.
–Czemu my, kurka, nic nie wiemy? – dopytywał się głos w gęstej mgle. – Nikt nas o niczym nie informuje.
Kierowca ciężarówki wyrzucił niedopałek w śnieg, charknął i splunął.
– Normalka – zaśmiał się ochryple. – Mają nas gdzieś. – Kto?
– Ci, co zawsze.
– A my bez ochrony. Żadnej pewności. Prawo nie działa.
– A coś tu w ogóle działa?
– Nic.
– A wyjścia nie widać.

Fascynujące.

Cytat:
Józinek siusiał sobie spokojnie we mgle, za mizernym łysym krzaczkiem, słuchając tej gorzkiej wymiany zdań. Nie do końca podzielał ten pesymizm i rezygnację. Dobrze nie jest, ale jakieś wyjście zawsze się znajdzie. Ponadto sprawa była dość prosta, jeśli idzie o informację. Uzyskać ją, tkwiąc na tej bocznej drodze, można na dwa sposoby: przez radio lub przez telefon komórkowy. Telefonem nie dysponował. Co do
radia – powinno być przynajmniej w co drugim samochodzie.
A skoro już wylazł na to zimno, może się przecież nieco rozejrzeć. Odszukał w kieszeni rękawiczki i uradował się przelotnie swoją przezornością: dolne kończyny też miał ocieplone. Hehe. Ładnie by teraz wyglądał w samych dżinsach! Czując się trochę jak traper, a trochę jak polarnik, przeskoczył nawianą na krzaczek zaspę i ruszył przez śnieg na pobocze, gdzie nie było tak okropnie ślisko jak na asfalcie. Głosy przy ciężarówce
cichły za nim, w miarę jak oddalał się ku przodowi, aż wreszcie całkiem je wchłonęła ta gęsta mgła. Pojazdy stały, grzejąc silniki. Ludzie pokornie i biernie siedzieli w pozamykanych samochodach, czekając nie wiadomo na co.

Słuszna uwaga, Józinku, to bardzo dziwne, że ludzie w korku siedzą i czekają. Coś się musi za tym kryć!
https://www.youtube.com/watch?v=sqiXby24Yvo

Cytat:
Poczuł się trochę nieswojo. Nagle wydało mu się, że na przeciwległym pasie, w pewnej odległości, rozpoznaje wśród samochodów sylwetkę wozu policyjnego, więc ruszył naprzód, kierowany chęcią zdobycia informacji lub wskazówek. Ale kiedy się zbliżył, zobaczył, że to polonez radio–taxi z granatową karoserią.
W środku nie było pasażerów, tylko taksówkarz, który siedział z założonymi rękami, żuł gumę i słuchał radia. Miał rumianą twarz o mocnych rysach i wesołe oczy. Józinek uznał, że można go zagadnąć. Ludzie o takim wyglądzie – jak niejednokrotnie zaobserwował — cechują się wymownością i chętnie nawiązują kontakt.
Zapukał w szybę od strony kierowcy. Taksówkarz od razu odkręcił okno.
– Co jest, gzubek? – spytał swojsko. – Zgubiłeś się?
Józinek pokręcił głową i zapytał, czy w radio mówili, co tutaj się dzieje.
– Jak cholera jasna – odparł taksówkarz. – Za Paczkowem, na odcinku do Kostrzyna, był wielki karambol: kilkadziesiąt samochodów. Masakra. Wszystko pozczepiane, trzeba ciąć blachy.
– Terroryści? – spytał Józinek.

Oj tam zaraz. Może zwykła strzelanina, normalka na Bronksie.

Cytat:
– Nie, gołoledź i mgła. Karetki nie mają jak dojechać. Policja na warszawskiej kieruje cały ruch tutaj, bo to jedyna droga. A znów na gnieźnieńskiej, przed stacją kolejową, tir wpadł w poślizg i rozlał chemikalia. Jest straż pożarna. Wszyscy stamtąd też ruszyli tędy. Jak zwykle nawaliło co? – koordynacja! – słowa swoje ilustrował taksówkarz mapą drogową powiatu poznańskiego. Jeździł po niej palcem.
– Bez sensu – podsumował Józinek.
– Pewnie. Ale chyba już wiesz, że u nas, jak decyzje zapadły, to sensu nie ma co szukać.
– Niemożliwe – uparł się Józinek.
Taksówkarz spojrzał na niego z przychylnym zainteresowaniem.
– Twardziel z ciebie, co? Ale nic nie da się zrobić. Trzeba czekać. Jesteśmy ugotowani. Ja na przykład muszę się dostać na drugą stronę warszawskiej. Żona mnie chyba zabije. Aż się boję.
Dziwne, pomyślał Józinek. Boi się, a siedzi.

Same dziwy w tym korku. Ludzie siedzą i czekają. I siedzą. Nienormalni.

Cytat:
Józinek ruszył energicznie w stronę wsi. Oczywiście nie zamierzał zawędrować aż tam – chciał tylko sprawdzić, czy da się w ogóle coś zrobić w tej sytuacji. Zaobserwował bowiem, że w każdym życiowym przypadku krył się jakiś sposób, jakiś klucz do kolejnych wydarzeń. Sztuka polegała na tym, jak go znaleźć.

I znów sentencja, której autorstwo bez problemu przypiszemy dziewięciolatkowi.

Cytat:
(...) we mgle otwarły się drzwi peugeota i wyskoczył z nich krępy facet w kożuszku.
– Hej! – rozdarł się na widok nadchodzących postaci. – Jest tu jakiś lekarz?!
A ciekawe, skąd ja bym to miał wiedzieć, pomyślał Józinek. Wzruszył ramionami.

Och, Józek, przenikliwy jesteś jak twoja babcia. Taki człowiek potrzebujący lekarza powinien przecież najpierw przeprowadzić dedukcję: nie, dziewięciolatek na pewno nie wie, czy jest tu lekarz, jego opiekunowie sami na pewno lekarzami nie są, w ogóle dam sobie spokój z poszukiwaniami w tym naszym kraju rządzonym przez złodziei i pogodzony z losem poczekam na śmierć.

Cytat:
– Le–karz! Le–karz! – tłumaczył mu, skandując dobitnie, ten w kożuszku. Siekł powietrze ręką i szeroko otwierał usta, jakby gadał z głuchym.
– A co, ktoś zachorował? — spytała Trolla podchodząc bliżej. Dźwięk jej pięknego głosu zaskoczył pana w kożuszku tak, że aż znieruchomiał.
– Tak, mama – powiedział bezbronnie. – Jakieś duszności. Może serce. Macie może telefon? Nie macie.
Przecież pogotowie nawet by tu nie dotarło, pomyślał praktycznie Józef Pałys.

Och, jeden trzeźwy i praktyczny w tej apokalipsie.

Cytat:
– Poszukamy lekarza – obiecała Trolla. – A pan niech wraca do mamy – rzecz dziwna, ten dorosły facet odetchnął, spojrzał na nią ufnie i posłusznie wrócił do swojego wozu.
Trolla ich rozdzieliła: Józinek miał iść naprzód i szukać, ona ruszy w tył, a zadaniem Ignacego Grzegorza będzie pytać w samochodach po drugiej stronie. Nie minęło i pięć minut, jak to ona właśnie znalazła lekarza. Tkwił za kierownicą granatowego volvo i jadł batona. Józinek zaraz do niej wrócił, na pierwszy okrzyk przybiegł też truchcikiem niebieski z zimna Ignacy Grzegorz, który nie ośmielił się jeszcze zagadnąć
nikogo. Zbliżywszy się do volvo, usłyszeli końcówkę wypowiedzi pana doktora – tłumaczył, że jako specjalista ortopeda nie zna się na dusznościach.
– Ale składał pan przysięgę Hipokratesa! – przypomniał mu oburzony Józinek.
Lekarz spojrzał tak, jakby przemówiono do niego w obcym języku.
– Od tego jest pogotowie – wyjaśnił kategorycznie.
– Nie dojedzie – cierpliwie tłumaczyła mu Trolla. – Ja bym chętnie tej pani udzieliła pierwszej pomocy, ale chyba lepiej, żeby to zrobił specjalista ortopeda niż uczennica gimnazjum, prawda?
Lekarz – krótkonosy, arogancki trzydziestolatek z ciężkim podbródkiem – najpierw był wrogo nadęty, potem – już tylko nadęty, wreszcie, po ostatnich słowach Trolli odpuścił nieco i nabrał ludzkiego wyglądu.
– No, niech będzie – burknął niechętnie. – Tylko niech mi tu ktoś z was popilnuje wozu. Nie chcę znów stracić kołpaków! Albo lusterka! – spojrzał raz jeszcze na Trolle, jakby badał jej przydatność w tej materii – na jej ciemne oczy, różowe od mrozu policzki, na jej szeroki uśmiech – i niewiele brakowało, a też by się uśmiechnął. – Stójcie tu i uważajcie – polecił z naciskiem.

Bo się nie jedzie na Bronx wypasioną furą bez ochroniarzy, to elementarne!

Cytat:
Ortopeda wrócił, dosyć zadowolony z siebie, i z uznaniem przyjął fakt, że volvo jest prawidłowo strzeżone, w dodatku przez silną grupę. Zaraz też wsiadł, odprawił ich skinieniem ręki i powrócił do swoich batonów.
(...)
A w furgonetce zastali dziwnie napiętą atmosferę. Laura i Franz znajdowali się na przednich siedzeniach – on za kierownicą, ona obok niego – lecz odwróceni byli do siebie plecami. Każde z nich wpatrywało się w swoje okno, przy czym Franz był milczący i zakłopotany, zaś Laura milcząca i wściekła. Radio, nastawione na RMF, ciurkiem nadawało kretyńskie reklamy. Było dziesięć po drugiej.
(...)
Hej – powiedział [pan Oracabessa] i zrobił znaczącą minę, której Józinek nie umiał rozszyfrować, więc odwrócił się do Trolli, by zobaczyć, o co tu chodzi. Trolla też nie wiedziała, o co tu chodzi, i patrzyła na pana Oracabessę pytającym wzrokiem.

Coś mi się zdaje, że gdyby to napisał uczeń, polonistka wykreśliłaby czerwonym długopisem drugie „o co tu chodzi”, zwłaszcza że nie jest to zabawna scena, w której powtórzenia miałyby zwiększać efekt komiczny. Ale uznanej autorce redakcja nie podskoczy.

Cytat:
A chodziło o to, że zdejmując z głowy kaptur, ściągnęła razem z nim i kapelusz. Nie wiedząc o tym, siedziała właśnie z gołą – bardzo gołą – głową. Nie miała właściwie włosów. Błyszczącą skórę pokrywał zaledwie ciemny puszek. Jej różowe uszy wydawały się bardzo odstające, a twarz pozbawiona osłony kapelusza – dziwnie obca i bezbronna.
Chyba dopiero widząc ich zaskoczone miny, Trolla zrozumiała, co zaszło. Wydobyła z kaptura zgnieciony kapelusz. Rozprostowała go. Po obu stronach ronda miał od środka przymocowane ciemne kosmyki włosów!

Szok i niedowierzanie, kto by się spodziewał.
A tak na serio – naprawdę jej rodzina nie mogła się złożyć na porządną perukę dla Staszki? Lepiej powszechnie zwracać na siebie uwagę ekstrawaganckim kapeluszem, jednocześnie pozując na bohaterkę, która ukrywa swoją chorobę, bo nie potrzebuje litości?

Cytat:
Włożyła go spokojnie na głowę, przyklepała kosmyki na policzkach i powiedziała raźno:
– Hej, chłopaki! A może by tak rozpalić wielkie ognisko?!
– Super! – odpowiedział natychmiast Józinek, z zapałem nieco przesadnym, zaś Ignacy Grzegorz, któremu można by zarzucić wiele, ale na pewno nie braku taktu, przyłączył się entuzjastycznie, wołając jak dziecko, że uwielbia palić ogniska i piec kiełbaski na patyku.

Czy ten „brak” nie powinien być w bierniku?

Cytat:
– Zapomnij o kłopotach i tańcz, zapomnij o smutkach i tańcz, zapomnij o chorobach i tańcz! – zaśpiewał donośnie pan Oracabessa, odstawiwszy trąbkę od ust. Przyciągnięci jego głosem podbiegli jacyś malcy w kolorowych czapeczkach i skafanderkach. Któraś mamusia zorganizowała im szybko zajęcie i smarkacze zaczęli tańczyć w kółeczko, śpiewając nierówno i piskliwie: „Stary niedźwiedź mocno śpi". Tę prostą i
znaną melodię podchwycili natychmiast bracia Oracabessa, przetwarzając ją w miłe, lekkie i rytmiczne wariacje.
Józinek wybijał sobie ów rytm na perkusji z kawałka drewna i kamienia. Robiło się coraz weselej: Trolla i Laura zaczęły tańczyć przy tej skocznej muzyce i nawet Ignacy G. Stryba puścił się w tany, wymachując pajęczymi kończynami oraz zamiatając kocem śnieg, a fikał tak, że aż zgubił czapkę.
– Widzi pan? – spytał nagle męski głos za plecami Józinka. – Zgubił czapkę.
– Co z tego? – odezwał się drugi głos. – Zgubił czapkę? Nie chwytam...

Kurczę, ja też nie.

Cytat:
... Ciekawe, czemu tak tu stoimy. Boję się, że to chłopi blokują drogi.
– E, nie, to spokojna wioska.
– Tak? Skąd pan wie?
– Mam tu niedaleko chatę nad jeziorem. Daczę. Ludzie tu spokojni, nikt pana piłą rżnąć nie będzie.
– A ja panu mówię, że to blokada. Stoimy tu już tak długo.
Józinek poczuł się posiadaczem ważnej informacji. Odwrócił się i ujrzał siwego grubasa w kożuchu oraz zapyziałego brodacza w skafandrze.
– Z tira wylały się chemikalia – powiedział im. – A tam – o! – był karambol.
– O! – zdziwił się siwy. –Żartujesz!
– Serio – zapewnił go Józinek.
– Serio? Czy jest w tym kraju cokolwiek na serio? – smęcił brodacz. – Wszystko jest na niby, na tymczasem, wszystko szare i smutne. Można dostać depresji. Chyba już dostałem. I nawet komórki dziś nie mam, bo mi bateria siadła.
– Ja mam komórkę — rzekł siwy.
– Cśśś! Niech pan nie wyjmuje, bo zaraz wszyscy się do pana zlecą i zapłaci pan rachunek stulecia.
– Ma pan rację. Każdy by chciał dzwonić.
– Lepiej spokojnie poczekajmy. Aż coś się zmieni.
– Zimno w nogi. Wróćmy do samochodu.
– Racja.
– Tak będzie najlepiej czekać.
– Najwygodniej. Żeby już coś się ruszyło, naprawdę. Jak ja mam się wyrobić? Jutro lecę do Brukseli. Żeby tylko nie było tej mgły.

Na szczęście tu już Józek oszczędza nam tyrady o oportunistach, którzy w korku wolą wygodnie gnuśnieć w samochodach zamiast... eee, prowadzić natchnione monologi wewnętrzne?

Cytat:
(...)do grupy przy ognisku podjechał środkiem asfaltu młody facet w skórzanej kurtce i rękawicach, w kasku na głowie. Przyhamował trochę i popatrzył na harce przy ogniu. Już chciał jechać dalej, pomiędzy dwoma nieruchomymi rzędami samochodów, gdy nagle zauważył Laurę.
Kuzynka, porwana do tańca przez jakiegoś podtatusiałego jegomościa, wywijała przy ognisku, tuż przed nosem grającego Franza. Człowiek w kasku zsiadł ze skutera i ustawił go na poboczu, a potem ruszył przez śnieg aż do ogniska. Przez chwilę patrzył z uśmiechem, a potem podszedł do tańczących i zawołał:
– Odbijany!
Jegomość odszedł potulnie na bok, a Laura stanęła jak wryta, wpatrując się w
przybysza.
– Znamy się? – spytała niepewnie. Przybysz bez słowa zdjął kask.
– Lucek! – zakrzyknęła Laura niedowierzająco. – Lelujka! To ty? Sama nie wiem, bo jesteś jakiś inny.
– Schudłem osiem kilo – powiedział z zadowoleniem właściciel skutera. – Po ziołach Klimuszki.

Kwik! To jak w tej reklamie radiowej:
– Stefan! Kopę lat! Nic się nie zmieniłeś!
– Za to zmieniłem leki na wątrobę, teraz stosuję tabletki X firmy Y.

Może jeszcze wyciągnie te ziółka zza pazuchy jak butelkę Perwollu Very Happy

Cytat:
– Wyglądasz... – Laura na chwilę umilkła. – Wyglądasz świetnie i zdrowo.
– A ty wyglądasz jak zwykle pięknie.
Laura rozejrzała się, sprawdzając, czy aby wszyscy dobrze usłyszeli te słowa.
– Co ty tu robisz? – spytał Lucek.
– Jadę do Gniezna, haha.
– A ja ruszyłem do Kostrzyna, ale musiałem zawrócić. Co tam się nawyrabiało!
W życiu nie widziałem takiego karambolu.
Laura przypatrywała mu się z rozmarzeniem.
– Dawno się nie widzieliśmy – zauważyła.
– Ze trzy lata. Mam strasznie dużo roboty. Studia, praca...
– Poszedłeś jednak na medycynę?
– No, prawie. Na weterynarię.
– A ożeniłeś się?

No ba. Chłopak ma już jakieś 22 lata, co ty sobie myślisz, że to jakiś zdziwaczały stary kawaler?

Cytat:
– Nie. Skąd. Na nic nie mam czasu. A co u ciebie?
– W tym roku matura.
–A potem? – spytał z dziwnym wyrazem twarzy rumiany Lucek.
–Wciąż brak wizji – powiedziała Laura wymijająco i oblizała usta. – Wiesz, myślałam o dziennikarstwie, ale nie mam pewności, czy się do tego nadaję.
– Na pewno. Na pewno! Zawsze byłaś taka błyskotliwa i elokwentna – rzekł tęsknie
Lucek, wlepiając w nią ciemne oczy.
Laura poprawiła fryzurę.
– Wolałem cię z tymi ciemnymi włosami – zauważył Lucek. – Ale – dodał natychmiast – w tych też wyglądasz ślicznie.
– Hm – powiedziała Laura. – Zatańczymy?
Lucek objął ją w pasie i poprowadził.
Tymczasem przy jego skuterze zaczęła się kręcić Trolla. Wyglądało na to, że ma jakiś pomysł, więc Józinek rzucił swoją perkusję i czym prędzej podszedł do niej.
– Pepe, znasz tego człowieka? – spytała.
– Jakiś Lucek.
– Pożyczyłby skuter?
Józinek wzruszył ramionami.
– Są szansę.
– Zaraz go zapytam – ożywiła się Trolla. – Słuchaj, po prostu wsiadam i jadę aż do trasy gnieźnieńskiej. Rozumiesz? Tam musi być policja, przy tym tirze. Może nie wiedzą, co tu się dzieje. Ja im powiem.
– Ja też – zgłosił gotowość Józinek.
Poszło jej bardzo dobrze. Po wstępnych uprzejmościach, kiedy to Laura poznała ją z Łuckiem, Trolla usłyszała od niego, że wcale mu się nie spieszy. Teraz potańczy z Laurą, a potem sobie z nią usiądzie i pogada za wszystkie czasy. Skuter chwilowo nie będzie mu potrzebny. Podał Trolli kluczyk i stracił dla niej zainteresowanie.

I tu z ulgą zrobię przerwę.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Sob 19:53, 30 Sie 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1355
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Sob 20:04, 30 Sie 2014    Temat postu:

Zgubienie czapki, chocholi taniec i znalezienie trąbki - ewidentne nawiązania do "Wesela", chociaż nie mam pojęcia, po co. Natomiast dopiero teraz, jak czytam wyrwane cytaty, nijakość paru dialogów skojarzyła mi się z "Czekając na Godota" - też nie wiem, czy to zamierzone i jaki ma sens.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 20:12, 30 Sie 2014    Temat postu:

No tak, ale żeby samo zgubienie czapki już wywołało skojarzenie i ekscytację u pana stojącego w korku?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 1 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin