Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jeżycjada - Język Trolli
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dzidka
Dowódca Gwiezdnej Floty



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1555
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 10:39, 09 Wrz 2014    Temat postu:

Cytat:
– Czy ty zawsze mówisz prawdę?
– Nie – odparł po chwili namysłu.
A na to Łusia:
– Widzisz? Teraz skłamałeś! – i wybuchnęła śmiechem.

Czy tylko mnie się wydaje, że pani MM coś się tutaj pokręciło?...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ktosza
Rozpaćkany wampir



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 11:31, 09 Wrz 2014    Temat postu:

Chciałam o to samo zapytać, ale się bałam czy po prostu nie jestem głupsza od Łusi Pałys Razz

Ale gdyby odpowiedź Józinka brzmiała "tak", to nadal nie byłby zbyt mądry żart.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Wto 11:36, 09 Wrz 2014    Temat postu:

Żart bez sensu. Chyba, że Łusia jest tak zapatrzona w starszego brata i myśli, że on nigdy nie kłamie. Wtedy ten żart miałby odrobinę sensu

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dzidka
Dowódca Gwiezdnej Floty



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1555
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 12:41, 09 Wrz 2014    Temat postu:

Tak. Albo, gdyby ten fragment brzmiał:
Cytat:
– Czy ty zawsze mówisz prawdę?
– Tak – odparł po chwili namysłu.
A na to Łusia:
– Widzisz? Teraz skłamałeś! – i wybuchnęła śmiechem.

... to byłby dowód na bystrość Łusi, która już Razz wie, że NIKT na świecie nie mówi wyłącznie prawdy, i takim żarcikiem wykazała to bratu. No cienkie, ale jakoś tam w ustach pięciolatki się broni. Ale tak jak jest, to sensu nie ma za knuta.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Dzidka dnia Wto 12:43, 09 Wrz 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 14:23, 09 Wrz 2014    Temat postu:

Imho, to jest nawiązanie do paradoksu logicznego o Kreteńczykach. A co to miało pokazać, to nie wiem... może bystrość borejcząt, które w wieku pięciu lat samodzielnie odkrywają paradoksy starożytnych filozofów?

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 0:43, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Odpoczęłam i z powrotem biorę się za bary z toksyczną rodzinką. Będę Dzielna, Bardzo Dzielna.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Duslawa
Histeria Zmutowanych Mdłości



Dołączył: 23 Lis 2010
Posty: 694
Przeczytał: 23 tematy

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ze stawu rybnego

PostWysłany: Nie 11:24, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Melomanko, jesteś Dzielna i Wielka Very Happy Wreszcie ktoś wziął za bary to męczące czytadło, z którego zapamiętałam tylko:
a) żarówkę
b) zUĄ i snobistyczną (bo jakżeby inaczej) bogatą parę z mercedesa
c) Józinka w wieku wczesnopodstawówkowym smalącego cholewki do Mary Sue będącej w gimbazjum (Mroczne Widmo się kłania)
d) rozmowę o ciąży, która spowodowała u trzynastoletniej mnie opad wszystkiego łącznie z czołem.
Kto wsadził tą opowiastkę o patologicznej famili unoszącej się nad plebejskim motłochem do kanonu lektur?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 12:21, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Cytat:
Usiadł w kąciku i sięgnął po kosz. Odnalazł ulubiony nożyk babci – mały, zgrabny i ostry – i przygotował garnek z wodą. Te zwyczajne czynności działały tak uspokajająco! Ziemniaki surowo pachniały ziemią. Nożyk z chrobotem zagłębiał się w ich jędrnym, mokrym miąższu, a obrane kawałki z chlupotem lądowały w zimnej, czystej wodzie. Dobrze jest coś robić. Można wtedy nie myśleć o nieszczęściu. Westchnął.
Babcia zdjęła okulary.
– Myślę, że jesteś zakochany – powiedziała ciepło.

Ależ Milicjo, opanuj się. Do członków rodziny należy się zwracać cierpko, karcąco i ironicznie, inaczej okazujesz słabość, zapomniałaś?

Cytat:
– Ja?! – obraził się Józef Pałys.
Co za głupstwa. Babi chyba nie wie, o czym mówi. Nic dziwnego – nie miała synów, tylko cztery córki. Nie wie, że sentymentalne bzdury dla panienek nie dotyczą chłopców. Poza tym – czy można być zakochanym (tfu!), jak się ma dziewięć lat?

I czy można tę miłość pielęgnować jeszcze w wieku lat piętnastu?

Cytat:
W przedpokoju dały się słyszeć stłumione męskie głosy: dziadek rozmawiał z jakimś facetem. Facet się upierał, dziadek grzecznie odmawiał – tyle dało się poznać z intonacji. Wreszcie wymiana zdań została zawieszona i dziadzio zaraz pojawił się w kuchni. Był zakłopotany i wyglądał, jakby nie wiedział, co robić. To pewnie dlatego przyszedł po radę do babci.
– Milu – powiedział niepewnie. – Fryderyk Schoppe.
Babcia spoważniała i odłożyła książkę.
– Chce się widzieć z Różą – dziadek zniżył głos. – Nalega. A ja nie wiem, co zrobić.

A co tu do rozważania? Róża jest, to go do niej zaprowadź, nie ma, to powiedz, że nie ma.

Cytat:
No, proszę.
– Nalega? – zmarszczyła brwi babcia.
– Przecież Róża sama powiedziała, że nie chce go oglądać nigdy w życiu – ciągnął dziadek już szeptem. – Jednakże... audiatur et altem pars.

Aha, to o to chodzi. No dobrze, ale Pyza powiedziała tak zaraz po kłótni z Fryckiem. Za kilka lat powiecie dziecku, że taty nigdy nie pozna, bo zmarnował pierwszą szansę, a mama strzeliła focha i już nigdy nie dała mu drugiej?

Cytat:
Babcia zdjęła okulary i odłożyła je starannie do etui.
– Dawaj go tu – powiedziała spokojnie.
Sytuacja się rozkręcała, a o Józinku zapomniano. Normalne. Nikt na niego nie spojrzał, nikt go też nie wypraszał z kuchni w obliczu ważkiej rozmowy. Nawet kiedy dziadek wrócił z Fryderykiem. Zaproponowano gościowi herbatę, lecz odmówił. Usiedli wszyscy troje przy stole, babcia surowa, Fryderyk strasznie spięty, a dziadek pełen wyczekiwania, czy nawet – nadziei.
Józef Pałys krzątał się w kąciku. Nikt go w dalszym ciągu nie wypraszał, więc to płukał ziemniaki po raz trzeci, to powolutku wyrzucał obierki, to mył ręce, to wreszcie podpalał gaz pod garnkiem – dość miał pretekstów do pozostania. Zanosiło się na żywą, interesującą scenkę, a to dla obserwatora nie lada gratka.

Nasz mały Gary Stu nie jest wścibski. Jest po prostu uważnym obserwatorem.

Cytat:
Fryderyk Schoppe, student astronomii, chodził z Różą od niepamiętnych czasów. Poznali się podobno jeszcze w szkole średniej i – jak to lubili wspominać – zaręczyli się podczas burzy, w stogu siana. Była to okoliczność dość mocno zapadająca w pamięć słuchaczy, zwłaszcza młodocianych. Toteż teraz znów się Józinkowi przypomniała, jako wysoce nieprawdopodobna, kiedy tak patrzył na to bezbarwne oblicze typowego kujona w grubych okularach. Zawsze Józinka denerwowało, że kobiety w rodzinie wynosiły pod niebiosa wdzięki i zalety tego suchego blondyna. Uchodził wśród nich za rasowego dżentelmena i za obiecującego naukowca i za uroczego młodzieńca. Zdaniem Józefa Pałysa Fryderyk był rasowym nudziarzem, a jego głosu nie dało się słuchać bez odruchu obrzydzenia, tak był rozwlekły, namaszczony, pełen namysłu i zadufania. Coś takiego, powiedzmy, jak gadka Ignacego Grzegorza, tylko że kilkanaście lat później.

Oj, niełatwo sprostać wymaganiom Józia.

Cytat:
– Nie, dziękuję za herbatę – cedził właśnie gość. – Czy naprawdę nie mogę się zobaczyć z Różą?
Dziadek spojrzał na niego z solidarnym współczuciem.
– Mówiłem ci już, Fryderyku, że ona... cóż, nie chce cię widzieć.
– A może zmieniła zdanie? – zasugerował Fryderyk Schoppe.

No właśnie.

Cytat:
– Wielce wątpliwe – pozbawił go złudzeń dziadek.

...wiem, bo w myślach jej czytam.

Cytat:
– Fryderyku, nie wiemy, jaki jest stan twojej świadomości, co do... nie wiem, jak to ująć... co do jej stanu.
– Pan nie wie, jak to ująć? – powtórzył sarkastycznie Schoppe. – To dość typowe dla tej rodziny.
– Słucham?!... – odezwała się Babi.
– Nic, nic – spietrał się rasowy dżentelmen.

E tam, Frycek, dajesz!

Cytat:
– Ależ proszę, nie krępuj się, nie tłum sobie swobody wypowiedzi – powiedziała babcia.
Schoppe był coraz bardziej zdenerwowany, to się dawało wyczuć.
– Nawet słowo „ciąża" nie przechodzi panu przez usta! – krzyknął cienko.
– Hm? – zdziwił się dziadek. – Ależ przechodzi, i to gładko. Ciąża. Ciąża. Widzisz?
Babcia omal nie roześmiała się w głos. Józinek mógłby się założyć, że ona teraz wbija sobie paznokcie w przedramię – już dawno zauważył, że zawsze tak robiła, kiedy trzeba było koniecznie zachować powagę.
– Natomiast – ciągnął dziadek a po jego minie widać było, że się rozeźlił – z pewnym trudem przechodzi mi przez usta zwrot „ciąża mojej wnuczki". Zwłaszcza gdy go uzupełnię określeniem „nieślubna". Ale to pewnie dlatego, że jestem taki staroświecki.
– Chyba jesteś – wtrąciła Babi. – Dzisiaj wiele jest samotnych matek, które dzielnie sobie radzą, skoro nie mogą liczyć na pomoc ze strony swoich mężczyzn.

I po cholerę te aluzje? Przecież przyszły ojciec właśnie przyszedł z Różą porozmawiać, może chce się zrehabilitować?

Cytat:
– ...a jeszcze trudniej przechodzi mi przez usta – dziadek nie dawał się sprowadzić z raz obranego szlaku – taka oto fraza: „nieślubna ciąża mojej wnuczki, której zaufanie zostało dotkliwie zawiedzione".
– Ja niczego nie zawodziłem! – zakrzyknął nerwowo Fryderyk. – Odwrotnie! To Róża mnie nie uprzedziła, że może zajść w ciążę!

I jak ma to niby czytelnik zrozumieć? Że genialny astrofizyk nie ma pojęcia o mechanizmach zapłodnienia czy że Róża dawała mu do zrozumienia, jakoby stosowała antykoncepcję?

Cytat:
– Ta możność nie należy do szczególnie wyjątkowych w świecie kobiet, o ile mi wiadomo – odrzekł na to Ignacy Borejko, sztywno i z godnością. – Przy dopełnieniu, rzecz jasna, pewnych niezbędnych warunków.
Babcia zacisnęła mocno usta i roziskrzonym wzrokiem spojrzała w sufit.

W sumie nie wiem, co w tej przemowie dziada Boreja zabawnego.

Cytat:
– A jeśli mowa o słowach, których tu się nie używa – atakował dalej Fryderyk Schoppe – to wspomnę o słowie „seks".
– Już jest obowiązkowe? – zainteresowała się babcia.

Eee... Ale o czym oni w ogóle gadają i po co?

Cytat:
– ...Może gdyby częściej się tego słowa używało w domu Róży, nie byłoby teraz tej niespodzianki!
– Czy sugerujesz – zapytał dziadek lodowato –że owa niespodzianka spotkała cię dlatego, że nie dość często używamy tu słowa „seks"? Mój Fryderyku, przyczyną ciąży, jak uczy biologia, nie jest niedostatek określonych słów, lecz zgoła co innego.
Słowna szermierka była specjalnością dziadka. Schoppe został zapędzony w sam róg planszy. Umilkł jak idiota. Dziadek natychmiast dostrzegł swą przewagę i wykorzystał ją bez ociągania.
– Dlaczego mielibyśmy – zastanawiał się dalej z wyraźną przyjemnością – chodzić po domu, i to przy gościach, wypowiadając słowo „seks"? – w dodatku częściej niż dotąd? Co właściwie kryje się pod tym określeniem – czy życie płciowe homo sapiens? Jeśli tak, to, nie trudząc się bynajmniej nazywaniem rzeczy po imieniu, zyskaliśmy w tej dziedzinie życia wiele dobrego: nie tylko trwale nas uszczęśliwiło, ale i poważnie wzbogaciło. Mamy cztery córki i dziewięcioro wnucząt, a teraz urodzi nam się pierwsze prawnuczę. To będzie wielka radość.
– Małe dzieci tak ślicznie pachną – przypomniała sobie babcia.

– Tak pani mówi? A to nie, zmieniam zdanie, jednak się cieszę z tej naszej wpadki!

Cytat:
– Lecz oczywiście, nasza satysfakcja nie manifestuje się na co dzień bezustannym wypowiadaniem słowa „seks" – kontynuował dziadek ku wyraźnej uciesze babci. – Czytałem, że im częściej ktoś wypowiada słowo „seks" lub jego synonimy, czy też określenia tematycznie zbliżone, tym więcej wzbudza wątpliwości; obsesyjne nawracanie do tego tematu świadczy bowiem najczęściej – a potwierdzi ci to każdy lekarz – o dotkliwym niedosycie w tej dziedzinie.
Babcia miała spiżową twarz i dłoń zaciśniętą na przedramieniu.
– Media – rozpędzał się dziadek – nadużywają dzisiaj twojego ulubionego słowa, zaspokajając gusta masowej publiczności, co jak zwykle przekłada się na czysty zysk. Lecz, Fryderyku, życie płciowe, wbrew powszechnej opinii prostaków, nie jest jedynym ani nawet najważniejszym celem naszego bytowania na tym globie. Nie będę rozwijał tego nowego wątku, bo zabrnęlibyśmy zbyt daleko w filozofię, dodam jednak, że jeśli mielibyśmy w tym domu potrzebę częstszego nazywania tego, co nas łączy, używalibyśmy raczej słowa „miłość". Lecz, naszym zdaniem, dyskrecja jest jedną z oznak dobrego wychowania i miłą zaletą, zwłaszcza w tej materii, którą poruszyłeś. – Spojrzał spod oka na Fryderyka Schoppe i dorzucił: – Choć chętnie przyznaję, że nie wszyscy na świecie są tego zdania.
Schoppe milczał, zmiażdżony.
Józinek był szczerze dumny ze swego dziadka: puścił on tekst może przydługi, ale za to skuteczny. Potęga wymowy! – to jednak jest coś. Miło było popatrzeć na jej efekty.

A g***o prawda, za przeproszeniem. Chłopak przyszedł pogadać z Różą, może by ją przeprosił i jakoś by się dogadali, a ci dwoje porwali go w swoje szpony i zrobili z niego miazgę. Bardzo to widowiskowe, Józek miał radochę, tylko jaki z tego będzie pożytek dla Róży i jej dziecka?

Cytat:
Ale to jeszcze nie był koniec.

Szkoda.

Cytat:
– Nie byłeś przesadnie entuzjastyczny, gdy ci Róża wyjawiła swą nowinę – prawda, młody przyjacielu? – zapytał dziadek po okresie dźwięczącej w uszach ciszy.
Amant Róży momentalnie ożył.
– Entuzjastyczny? – krzyknął. – Czy byłem entuzjastyczny?! Właśnie przyznano mi stypendium w Stanach! Zrobiłem dwa lata studiów w rok i co?! – miałbym teraz to wszystko poświęcić?! Przecież ja nawet nie zarabiam! Mieszkam kątem u rodziców, w bloku! Nie mam teraz czasu i możliwości na zakładanie rodziny.

No i to są akurat same fakty. Może mógłby je wypowiedzieć, a nie wykrzykiwać, ale poza tym jakoś trudno mi go za powyższe słowa potępiać.

Cytat:
– Mój drogi – wkroczyła babcia. – Jeszcze tego nie rozumiesz, ale ty już ją założyłeś. Nie ożenisz się z Różą, wyjedziesz do Stanów, lecz cóż z tego? – twoja rodzina i tak będzie na świecie.
Schoppe umilkł w osłupieniu.
– Widzisz? Chłopak nie zdawał sobie z tego sprawy – wytłumaczył go Ignacy Borejko.
– Może teraz zrozumiał i...
– Ooo, nie, nie, nie! – zawołał nieślubny ojciec, potrząsając palcem wskazującym.
– Nie wiem, co masz na myśli, potrząsając mi tu palcem wskazującym — rzekł dziadek z lekkim grymasem niesmaku. – Ufam, że nie to, co mi się wydaje.
– A co się panu wydaje?!
– Nie jestem pewien. Na wszelki wypadek powiem, że osobiście jestem zwolennikiem rozwiązywania problemów przez stawianie im czoła, nie zaś przez ucieczkę.
– Ucieczkę!!!

I znów czytelnik jest pozbawiony informacji. O jakiej ucieczce tu mowa? Czy Schoppe powiedział „Ja tego dziecka nie chcę, usuń albo sama wychowaj”? Czy może po prostu nie zamierzał rezygnować z wyjazdu na stypendium w Stanach?

Cytat:
– Nie jest ona żadnym rozwiązaniem. Nawet bowiem zlikwidowany, czy odrzucony z pola widzenia, problem pozostaje: w sferze psychicznej i niewątpliwie w sferze abstrakcji, o metafizyce nie wspominając. Jako fizyk powinieneś doskonale to rozumieć.
– Jestem astrofizykiem!
– Tym bardziej.
– Nie rozumiem.
– A widzisz!
Nieomal słychać było w powietrzu świst floretów. Schoppe zerwał się z miejsca, czerwony jak burak, a potem znów usiadł zamaszyście.

A że nic z tego widowiskowego pojedynku nie wynikło, to szczegół.

Cytat:
– Przyszedłem tutaj, żeby z nią porozmawiać – powiedział dobitnie. – Żeby coś rozsądnego uzgodnić...
– A tu klops – rzekł jędrnie dziadek. – Uzgodnić nic się nie da. Rozwiązanie problemu nastąpi i tak we właściwym czasie. Wóz albo przewóz, mój młody przyjacielu. Tertium non datur

Co ten dziad Borej pieprzy? Nie ma nic do uzgadniania w przypadku nieplanowanej ciąży dwojga młodych ludzi, bez zawodu, zarobków i mieszkania? Powyższe stwierdzenie miałoby sens wyłącznie jeśli by całą rozmowę rozumieć w ten sposób, że Fryderyk przyszedł Różę nakłaniać do aborcji. Ale z jego wypowiedzi taki wniosek bynajmniej nie wynika!

Cytat:
– Przyjdź później – poradziła babcia. – Róża jest na spacerze. W jej stanie to bardzo wskazane.
Nie wszyscy jednak byli tego zdania.
– Nie, Milu, niech on lepiej nie przychodzi. Po co dziewczynę denerwować. W jej stanie to bardzo niewskazane. Róża, jak się okazuje, wie, co robi, kiedy nie chce go widzieć. Chłopak nie umie się znaleźć, jak należy.

...a przecież tak mu to cierpliwie i życzliwie próbuję od kwadransa ułatwić i naprowadzić go na dobrą drogę.

Cytat:
– Może sytuacja go przerasta – wystąpiła obronnie Babi.
– Ciekawe, że nie przerasta ona Róży – cierpko rzekł dziadek.

To znaczy? W jaki sposób miałoby się to objawić, gdyby przerosło? Na razie dziewczyna jest konsekwentna w fochu wobec ojca dziecka (ba, jeszcze kilka miesięcy później będzie dumna z tego, że się obraziła i nie dała Fryderykowi drugiej szansy!), co akurat nie wygląda na odważne stawianie czoła problemowi.

Cytat:
– A przecież w doprowadzeniu do tej sytuacji udział mieli oboje, i to, jak śmiem przypuszczać, udział jednakowy.
Fryderyk spojrzał czujnie i powstał z pewną gwałtownością. Okulary zjechały mu do połowy nosa, więc je poprawił kciukiem.
– Pułapka biologiczna! – rzekł nerwowo. – Klasyczna pułapka biologiczna. Oto, jak nazwałem tę niespodziankę! I to właśnie tak Różę wzburzyło. Nie, proszę pani, nie przerasta mnie ta sytuacja. Ja tylko nie mogę się w nią włączyć.

Jakieś konkrety, błagam! On się wypiera ojcostwa? Nie chce dziecka oglądać? Nie będzie płacić alimentów? Czy po prostu chce na czas ciąży wyjechać do Stanów, jak to miał już dawno zaplanowane i przygotowane?

Cytat:
– Jesteś oczywiście wolnym człowiekiem... – zaczął dziadek, a w tym momencie Fryderyk się sypnął, wołając:
– ...i takim chcę pozostać!!!
– ...i masz prawo do swojej decyzji – zdanie zostało dokończone, jak gdyby dziadek niczego nie usłyszał. – My z kolei świetnie rozumiemy decyzję Róży. Ona nie ma ochoty więcej cię oglądać. I my chyba także nie – co, Milu?

Ja też rozumiem rozżalenie Róży, ale tu już nie tylko o nią chodzi. No niestety, nie ma tak, że się obrażam i sprawa zakończona, jeśli ta sprawa dotyczy również mojego dziecka.
Ale o czym ja mówię, to przecież rodzina, która przez kilkanaście lat odmawiała nastoletniej Laurze jakichkolwiek informacji o jej ojcu i nie chciała jej nawet pokazać jego zdjęcia, bo to dla porzuconej matki zbyt bolesne.

Cytat:
– Och, to zależy – odparła babcia oględnie.

Muszę przyznać, że w porównaniu z Ignacym nawet moja antybohaterka Milicja zachowuje się tu całkiem ludzko.

Cytat:
Rasowy dżentelmen spurpurowiał jeszcze bardziej i tupnął nogą, czego starsze panie bardzo nie lubią. Babcia skarciła go wzrokiem.
– Ja jeszcze do Róży zadzwonię! – krzyknął on.
– Daremny trud – bąknął dziadek. – Ale co ci szkodzi spróbować.
– Żegnam państwa!
– Bądź zdrów, młody przyjacielu.
Fryderyk prychnął niegrzecznie i wypadł z kuchni, po czym dość głośno zamknął za sobą drzwi wejściowe. Z choinki spadł natychmiast papierowy anioł o dużych stopach, lecz Babi zaraz go podniosła i powiesiła na poprzednim miejscu. W kuchni zapadło milczenie.
– Jak sądzisz? – odezwał się wreszcie zamyślony dziadek.
– Dyskwalifikacja.
– Ha! Pułapka biologiczna! Jak śmiał! Poradzimy sobie bez niego.

A decydujesz o tym za Różę i nienarodzone dziecko, gdyż albowiem...?

Cytat:
– On wróci — spokojnie orzekła Babi.
Józinek też był tego zdania.

Więc jednak Fryderyk chce się w tę sytuację włączyć? Oświeć nas, Józinku, bystry obserwatorze, bo najwyraźniej wiesz więcej od czytelników.

Cytat:
Jednakże istniały sprawy bardziej palące.
– Już miękkie! – oznajmił, dziobiąc w garnku widelcem. Niepokoiło go jedynie, czy babcia w tym zamieszaniu w ogóle pomyślała o jakiejś pieczeni. Poza tym – w porządku.

Powiedz to za kilkanaście lat dziecku wychowującemu się bez ojca.

Cytat:
Ciocia Gabrysia uznała, że dziś przypada jej kolej i zapowiedziała obiad rodzinny z tortem. Od rana słychać było jej długie, energiczne kroki, wprawiające w dygot stary sufit sutereny. Józinek miał biurko dokładnie pod kuchnią dziadków. Przez te lata nauczył się sporo odgadywać z dźwięków, rozbrzmiewających piętro wyżej. Na przykład, kiedy posłyszał, jak coś ciężkiego rozbiło się z głuchym brzękiem, od razu odgadł, że zdenerwowana ciotka upuściła właśnie tę dużą ceramiczną misę, w której zwykle zarabiano ciasto i w której nieraz sam maczał paluchy. Ciekaw był, co tam się dzieje. Ale przede wszystkim musiał skończyć odrabianie lekcji. Na ferie (które, jak wiadomo, są po to, by uczniowie sobie wypoczęli) zadano im paskudnie dużo wszystkiego.

Biduleńku ty.

Cytat:
Wcześniej nie chciało mu się jakoś zabierać się za to i odrabiać, jak radziła mama, po troszeczku co dzień. Dlatego teraz miał naprawdę mnóstwo pracy. Ale co tam. Chcieć to móc, jak mówi tata. Od rana aż do południa odrobił ciurkiem wszystko. A przyszło mu to tym łatwiej, że był sam w domu. Mama jeszcze nie wróciła z dyżuru, a tata zabrał Łusię do zoo.

No proszę, doceniam próbę wybudzenia Marka z wiecznego snu bez konieczności wymyślania dla niego kwestii.

Cytat:
Józinek uwinął się z lekcjami tak szybko, bo miał nadzieję wpaść jeszcze na chwilkę na Kościuszki, żeby z Trollą poważnie porozmawiać, a przede wszystkim żeby z nią chociaż trochę pobyć przed tym nagłym wyjazdem.
Na stałe! – huczało mu w głowie, kiedy odrabiał polski. Na stałe! Jak to możliwe? I dlaczego w ogóle nie zapytał, dokąd ona wyjeżdża, po co i z jakiego powodu? Czy coś się stało? Ktoś zachorował? Może jej rodzice?

Jeżuuuuuu... Bystry obserwator daje popis swoich możliwości.

Cytat:
Wrzucił zeszyty do plecaka i już miał ruszać, kiedy wrócili tata i Łusia.
– Dokąd, dokąd? – przyhamował go ojciec. – Nie leć nigdzie, poczekaj. Będę was mierzyć.
No tak. Józinek o tym zapomniał. W pierwszym tygodniu co drugiego miesiąca odbywały się pomiary. Tata ustawiał przy drzwiach sypialni najpierw jego, a potem Łusię i – z zachowaniem całego ceremoniału – przykładał im do głowy ekierkę, po czym odkreślał ołówkiem na futrynie aktualny wzrost mierzonego. Następnie, z użyciem miarki krawieckiej, badał tę wysokość w centymetrach.
– Rośniesz na dryblasa – z dumą rzekł tata, jakby to było jego własną, bezpośrednią zasługą.

Przy ich aktualnym modelu żywieniowym raczej wkrótce zacznie u niego dominować przyrost w wymiarze szerokościowym.

Cytat:
Usiedli sobie w kuchni, bo Józinkowi nagle przestało się spieszyć. Jako neurolog tata był zazwyczaj strasznie zapracowany. Przychodził z pracy szary ze zmęczenia, kładł się i spał. Moment, kiedy ojciec był akurat wyspany, a zarazem miał czas i ochotę na pogawędki, należał do rzadkości.
Józinek był wielkim fanem swojego ojca. Szczerze mówiąc, bardzo chciałby stać się kiedyś takim facetem, jak on. Tata był mrukliwy i małomówny, charakteru spokojnego. Dużo czytał i znał się na wszystkim. Z jego zgrabnej postaci biło ciepło i siła. Taki miągwa, na przykład, miał gorzej: wuj Grześ był wrażliwcem, bał się zabić karpia i nigdy by nikomu nie przylał.

Znaczy, wegetarianin niestosujący przemocy i człowiek, od którego bije ciepło i siła, to wzajemne przeciwieństwa?

Cytat:
Tata – i owszem. Zanim został poważnym lekarzem, był przecież chłopakiem i to z tamtych czasów pochodziła blizna na jego żebrach: kiedy jeszcze mieszkał w Stanach, oberwał w bójce nożem.

Ach, to dlatego posłał dziecko do szkoły na Bronksie, niech też się uczy prawdziwego życia.

Cytat:
Miał świetnego wąsa...



Cytat:
...i gęstą ciemną czuprynę, przetykaną srebrnymi nitkami. Józinek najbardziej lubił uśmiech swojego taty – może dlatego, że pojawiał się dosyć rzadko. I lubił też jego – takie właśnie, jak w tej chwili – spojrzenie: krótkie i jakby nieśmiałe, ale serdeczne.

Trochę nie nadążam. Ojciec Józinkowi imponuje siłą i doświadczeniem w bójkach na Bronksie i jednocześnie nieśmiałością w spojrzeniu?

Cytat:
Oczywiście, choć taki bitny, tata nigdy nie uderzył Józinka ani Łusi. Nigdy też nie krzyczał i prawie się nie denerwował. Z mamą także się nie kłócił, chociaż ona często miała na to wielką ochotę. Mógłby położyć każdego jednym palcem. Ale wolał być spokojny. Józinek był pewien, że pacjenci przepadają za doktorem Pałysem. Każdy by chciał, żeby go leczył taki porządny, miły człowiek.

Zaraz się dowiemy, że wszystkie dziewczynki w okolicy zostały ochrzczone imieniem Maryna Smile

Cytat:
– Siadaj, ostrzygę cię – polecił tata i to dodatkowo ucieszyło Józinka. Strzyżenie było miłym rytuałem. Siadało się na obrotowym krześle w kuchni, gdzie podłoga była z łatwych do zamiatania płytek, tata okręcał człowiekowi szyję specjalną plastikową pelerynką fryzjerską, po czym strzygł starannie i umiejętnie, od czasu do czasu dmuchając Józinkowi to w oczy, to w kark, żeby usunąć drobne, kłujące ścinki. Zawsze też mówił to samo: – Zarosłeś okropnie. Ależ ty masz włosiska! Jak z drutu! – a nożyczki chrzęściły i z trudem kroiły kolejne pasma rudych włosów...

To albo biorą do strzyżenia jakieś tępe nożyczki, albo włosy Józina są wyjątkowe, jak u rasowego Gary’ego Stu przystało.

Cytat:
...które opadały na podłogę i leżały tam jak sierść dzikiego zwierza. Na zakończenie tata przesuwał mu po karku i skroniach brzęczącą maszynką elektryczną, znów dmuchał i otrzepywał mu szyję, po czym przejeżdżał otwartą, ciepłą dłonią po głowie Józinka i mówił: – No, gotowe. Chłopak jak nowy!
Wtedy trzeba było wziąć miotłę oraz szufelkę i zamieść wszystko dokładnie, żeby mama się nie złościła, że znów robili to w kuchni i nasypali włosów na wszystko.
Potem siadali sobie razem i pili mleko prosto z lodówki, chociaż mama, która była laryngologiem, kazała je zawsze najpierw podgrzać. Za dużo nie gadali, bo i tak świetnie się rozumieli nawzajem. Od gadania mieli mamę. Chyba żeby były jakieś nowiny, na przykład:
– Łusia mnie pytała w zoo, czy wiewiórki też się wykluwają z jajek, tak jak chomiki. Wybuchnęli obaj cichym chichotem, żeby smarkula nie słyszała.
– Pani w przedszkolu jest dla niej zła – Józinek w zamian powierzył ojcu swoją troskę. – Wetknę jej kartofla.
– W co? – zainteresował się tata.
– W rurę wydechową.
– Przedszkolanka może nie mieć samochodu. Daj spokój, lepiej ja do niej pójdę, pogadam.

Dzień dobry, synek mi mówił, że jest pani zła dla mojej córki, czy to prawda?

Cytat:
– Kiedy?
– A choćby jutro, przecież ja jutro Łusię odbieram.
– Nakrzyczysz?
– Po co. Stałaby się jeszcze gorsza. Powiem jej po prostu, jaka Łusia jest miła.

Dzień dobry, przyszedłem pani powiedzieć, jaka Łusia jest miła.

Cytat:
– Nic nie pomoże.
– Zobaczymy.
– Oni są tacy wredni.
– Kto?
– Nauczyciele. Przecież nie powinni.
– Nie powinni. Ale wiesz – lekarze też bywają wredni. Może ta pani spotkała wrednego lekarza, a może ma kłopoty. Niektórzy już tacy są, że od kłopotów budzi się w nich agresja. Na przykład ty. Masz kłopoty? Bo słyszałem, że z Ignasiem...
– E tam, z Ignasiem!
– To nie jest zły chłopak.
– Denerwuje mnie.
– I co? Przylałeś mu?
– Nie, ale czasem trzeba.

Jak to nie? Przecież Józin bez przerwy Ignasia kopie i szturcha. To jak musiałby go zmasakrować, żeby uznać, że przylał mu tak, jak trzeba?

Cytat:
– Podobno. Byle nie słabszemu. To się nie godzi.
– On jest starszy!
– A jednak słabszy. Zostawisz go w spokoju.
– Z trudem.
– Ja cię proszę. Zgoda w rodzinie to podstawa. Zresztą – zawsze i wszędzie trzeba szukać porozumienia. Szukać dobrych cech w człowieku i do nich się odwoływać.

Jak widać, Marek wcale nie uczy Józinka, że kuzynowi denerwującemu swoją niedostateczną męskością trzeba spuszczać łomot (i własną męskość sobie w ten sposób udowadniać), a taki wpływ ojca, autorytetu, byłoby najtrudniej niwelować. Może gdyby reszta rodziny w porę reagowała na każdy przejaw agresji Józinka – walenie Ignasia pięścią w brzuch, rzucanie w niego otwartym kubkiem jogurtu, zwalanie z krzesła i siadanie mu na głowie – nie wyrastałby na przemocowca.

Cytat:
Zupełnie, jakby słyszał gadkę Trolli. Ciekawe, jak ona mu teraz będzie wichrzyła włosy, skoro tata go ostrzygł tak krótko. Może go tylko pogładzi po czole. Albo coś. Tak sobie pomyślał i nagle do niej zatęsknił. Było wpół do pierwszej, jeszcze czas. Szybko dopił mleko i powiedział tacie, że idzie sobie pobiegać przed obiadem. I rzeczywiście pobiegł. Aż mu powietrze świszczało w uszach.
(...)
Podwórze było dziś puste. W okolicy studia stał wielgachny bałwan, z zębami wyciętymi z pomarańczowej skórki, w trójkolorowym berecie pana Oracabessy. Furgonetki nie było, budynek otaczała cisza i Józinek od razu wiedział, że nikogo nie zastał. Podszedł trochę bliżej. Tak. Miał rację. Żółta sala, którą widział teraz przez duże okno, była pusta. Instrumenty leżały na podium, pozamykane w futerałach. Cisza. Czy ona już wyjechała? Bez pożegnania?
Została mu jeszcze odrobina nadziei, że może Trolla jest u siebie, w swoim pokoju, więc obszedł budynek studia, żeby zajrzeć przez okno w tylnej części domu. Wyszedł zza narożnika – i kogo ujrzał? Lotofagasa! Wspinając się na paluszki, zawieszony na parapecie, podciągał się on na rękach do okna Trolli.
A tak się właśnie składało, że Józef Pałys, w poczuciu okropnego osamotnienia i pustki, w poczuciu przegranej, w poczuciu swojej całkowitej nieprzydatności i w poczuciu, że chyba zaraz umrze z tęsknoty, miał w tej chwili mokre oczy. Nie, żeby jakieś tam wielkie potoki łez! – skąd, tylko dwie, skąpe i męskie, choć też oczywiście całkowicie zbędne.
I tak właśnie stanął oko w oko i nos w nos z tym człowiekiem, którego najmniej ze wszystkich pragnąłby teraz spotkać. Myśl, że nieszczęsny miągwa widzi właśnie to, czego przenigdy widzieć by nie powinien, sprawiła, że Józinkowi zrobiło się naprawdę niedobrze, aż do mdłości. Że jeszcze bardziej zachciało mu się płakać.

O co zakład, że zastosuje swój ulubiony sposób komunikacji – pięścią?

Cytat:
I że – w obawie przed czujnym okiem kuzyna, który mógłby przypadkiem to wszystko zauważyć – machnął ręką na odlew, a że miał pięść zaciśniętą w kułak, trafiła ona w sam nos Ignacego G. Stryby, gdyż niewątpliwie był to najbardziej wystający punkt w tym bladym obliczu. Kuzyn wrzasnął z oburzenia i natychmiast mu oddał.
Józinkowi gwiazdy stanęły w oczach, a krew trysnęła z nosa. Nie pomyślał ani sekundy, tylko, kierowany instynktem walki, rzucił się na Ignacego Grzegorza i natychmiast zwalił go z nóg. Zaraz też zaczęli się tarzać po śniegu i błocie, stękać, siłować i okładać kułakami, przy czym Józinek jak zwykle był lepszy. Jednakże w miarę rozwoju akcji okazywało się, że od ostatniej bójki, którą stoczyli rok temu, miągwa wyraźnie okrzepł. Siły były teraz mniej więcej wyrównane i o ile ze strony Józefa Pałysa można było mówić o lepszej technice, o tyle Ignacy G. Stryba zdecydowanie nie mógł już uchodzić za istotę słabszą. A skoro tak, to Józef Pałys spuścił mu sprawiedliwy łomot.

Czyli ten chwilę wcześniej był niehonorowy, ale co tam, należało się mięczakowi, bo się Józkowi napatoczył akurat gdy ten miał zły humor.

Cytat:
Logofagas, choć szczuplejszy, miał jednak silną motywację. Toteż gryzł, pluł, kopał, drapał, wykręcał się jak wąż i na koniec, niestety, był górą: rozkrzyżował przeciwnika, usiadł mu okrakiem na piersiach i przytrzymał nadgarstki.
– I co? – dyszał. – Co udowodniłeś? Hy–hy–hy.
A na to Józef Pałys sprężył swe wygimnastykowane muskuły, jednym rzutem mocarnego ciała poderwał się wraz z chuchrem, które mu siedziało na mostku, po czym przewrócił je na plecy jak żółwia i usiadł na nim z rozmachem.
– Udowodniłem – odparł, blokując mu ręce i śmiejąc się prosto w ten jego rozkwaszony nos – że jesteś miągwa.

Znaczy, wcześniej uparcie go tak nazywał bez przekonania?

Cytat:
– Nie jestem! – zaświszczał kuzyn, puszczając nosem krwawe bańki.
Trwali tak dłuższą chwilę, sapiąc i dochodząc do siebie, aż wreszcie Józef Pałys Zwycięzca odnalazł w sobie wspaniałomyślność rzymskich cezarów czy innych tam Spartan.

Będę dzielna, będę dzielna, dotrwam do końca tej książki.

Cytat:
– Niech ci będzie – przyznał. – Bijesz nieźle.
– Bo nic innego nie robię od dziecka, nolens volens! – wydyszał Ignacy Grzegorz, który nawet leżąc na plecach w błocie i gmerając w nim cienkimi nogami jak mucha, umiał się zdobyć na ironię, i to po łacinie.
– Nauczyłem cię! – zarechotał Józinek, który nagle zdał sobie sprawę, że to może być prawda i że wyhodował sobie tę żmiję na własnej piersi.

Będę dzielna, będę...

Cytat:
– Właśnie, nauczyłeś. Tylko nie wiem, po co.
– Po to, żebyś umiał, miągwo.

A to ciekawe. Przez cały czas czytaliśmy, że Józin tłukł kuzyna, bo w taki sposób wyładowywał swoje negatywne emocje na jego widok, a teraz nagle się okazuje, że miał w tym jakże szlachetny cel.

Cytat:
– Nie jestem miągwą!
– Dobra, nie jesteś.
Chcąc nie chcąc.
– Puść mnie – rzekł kuzyn stanowczo. – Leżę w wodzie.
– Najpierw gadaj, po coś przyszedł.
– Nie, najpierw mnie puść!
– No, dobra – ustąpił Józef Pałys. Złość mu już przeszła. Prawdę mówiąc, ów rzewny nastrój również. Nie masz to jak porządna bitka z godnym siebie przeciwnikiem.

Jeszcze tylko trzynaście stron. Dam radę.

Cytat:
Wstał, podał mu rękę i pomógł dźwignąć się na nogi.
Ignacy Grzegorz, utytłany w błocie, z krwawym smarkiem wiszącym u nosa, z podartą nogawką komunijnych spodni, ze spuchniętą wargą, z ogniem w migdałowym oku i z włosami sterczącymi na wszystkie strony, wyglądał nareszcie jak prawdziwy kuzyn.

Ciekawa definicja stopnia pokrewieństwa.

Cytat:
– Hehe – wyrwał się Józinkowi zadowolony rechocik.
– Co?
– Nic. No, gadaj.
– Co tu jest do gadania, Józinku? Po prostu przyszedłem zobaczyć, co słychać u naszej Staszki. Martwię się o nią.
– To nie jest nasza Staszka.
– A co, tylko twoja? Raczej nie. Nie rozumiem tego jej nagłego wyjazdu.
– Hm.
– Strasznie szybko to wszystko się potoczyło. Jeszcze w piątek nie miała niczego takiego w planach. Dałbym za to głowę, Józinku. Ja myślę, że jednak dzieje się coś złego. Ona jest dziwnie smutna.
– Jest.
– Więc przyszedłem, żeby o to zapytać, ale teraz myślę, że chyba lepiej, że jej nie zastałem. Bo jednak pytać nie wypada.
– Jakby chciała powiedzieć...
–...to by nam powiedziała. Bez pytania.
– Uhm.
– Reasumując – rzekł Ignacy G. Stryba i otrzepał sobie mokry kuper – lepiej się stąd zabierajmy, zanim nas ujrzy w tym stanie.
– No.
– Mieliśmy żyć bez przemocy, a tymczasem... – tu kuzyn otarł dłonią nos i rozmazał sobie smarka na całej twarzy.
– Chodu – zalecił Józinek.
Przysypali śniegiem ślady krwi...

Ach, ten Bronx.

Cytat:
...i pognali do domu. Przemieszczając się szybko Aleją Niepodległości uzgodnili, że Trolla nigdy się nie dowie o tej dzisiejszej małej scysji.

Ale jak to? Nie jesteście dumni, żeście się okazali Prawdziwymi Mężczyznami?

Cytat:
Józinek chętnie na to przystał, bo czuł, że teraz, zapytany przez nią o stan stosunków wzajemnych z kuzynem, będzie mógł zgodnie z prawdą szczerze odpowiedzieć, że coś niecoś zmienia się na lepsze. W istocie, zapanowała pomiędzy nimi jakaś nowa, odświeżona atmosfera, którą bez wahania nazwałby wręcz ożywczą.
Biegnąc tak ramię w ramię z kuzynem i wymieniając z nim lakoniczne komunikaty, Józinek przypomniał sobie założenia zachwalanej przez Trolle metody na pokojowe kontakty z bliźnimi. Ha! Cóż. Szlachetna metoda, choć mało realistyczna. Co prawda, w wykonaniu Trolli sprawdzała się stuprocentowo. Jak jednak zastosować
ten system wobec krewnego, który był szpiclem i kablarzem? Jak zakładać, że jest on istotą godną szacunku, która posiada wyłącznie dobrą wolę, skoro każda minuta jego działania wykazuje, iż jest wręcz przeciwnie?

I rozkwaszanie mu nosa pięścią rozwiązuje powyższy problem w taki sposób, że...?

Cytat:
– Dlaczego na mnie donosisz? – zapytał nagle. Może rozmowa coś da. Ignacy Grzegorz przystanął, zafrasowany, zatrzepotał rzęsami i wreszcie zdecydował się spojrzeć Józinkowi prosto w oczy.
– Bo... – powiedział i popadł w wahanie.
– No?!
– Bo ty mnie pomijasz! – wydarło się z zakrwawionych ust kuzyna.
– Ja cię co?...!
– Traktujesz mnie jak powietrze, jak zero, jak człowieka w czapce niewidce. Zachowujesz się, jakbyś nie miał nic do powiedzenia i nie zabierasz mnie ze sobą! – nigdzie.
Ciekawy zarzut, pomyślał Józinek. Czy ja mam mu za złe, że mnie pomija i nie zabiera ze sobą nigdzie?
– To nie bądź taki geniusz! – warknął.
– Nie jestem! Nie jestem! – zaklinał się gorliwie Ignacy Grzegorz. – Słowo honoru najświętsze. Jestem zupełnie normalny.
– Co ty powiesz.
– O! Znów się śmiejesz.
– Ja?
– Tak, ty. Widać to po tobie. Zawsze zresztą! – patrzysz na mnie, nic nie mówisz, a widać, że w środku pękasz ze śmiechu.
Coś podobnego! Józinka aż zatkało. Nie przypuszczał, że to się tak rzuca w oczy. Sądził, że prowadząc swoje długie wewnętrzne monologi jest tak bezpieczny, jak w bunkrze. Ignacy Grzegorz miał jednak jakieś radary do przenikania tej ochronnej warstwy. Co za namolny typek.

Chyba znam jakąś inną definicję słowa „namolny”.

Cytat:
– Przecież jestem twoim bratem – dorzucił Ignacy Grzegorz. – Ciotecznym, ale bratem. Płynie w nas ta sama krew.
– No, bez przesady – obruszył się Józinek.
– Nasze matki są siostrami. Patrz, jak one się kochają. A my?
Józef Pałys stęknął, czując, że nasycenie tego dialogu wątkami sentymentalnymi przekracza jego wytrzymałość.

Nooo, mnie też średnio przekonuje gadka o tej samej krwi. Oni wcale nie muszą się kochać. Nie muszą się nawet lubić. Wystarczyłoby po prostu nie wchodzić sobie w drogę. Zamiast snuć te swoje emo monologi wewnętrzne, Józin mógłby spróbować powiedzieć kiedyś rodzicom: nie, nie chcę znów iść do dziadków, towarzystwo kuzyna działa mi na nerwy, pójdę na świetlicę, posiedzę w domu sam, cokolwiek.

Cytat:
Na domiar złego, zajęty wentylowaniem subtelnej sfery uczuć Ignacego G. Stryby, zagapił się nieco. Nie dostrzegł więc w porę, że od strony knajpy „Stajenka Pegaza", z której buchała tandetna muzyka konsumpcyjna, schodzą ku nim całą grupą ogoleni na łyso kolekcjonerzy telefonów komórkowych.

Huhu, Bronx nie śpi!

Cytat:
Już dostrzegli młode ofiary, już krew w nich zagrała, zaczęli rżeć, pohukiwać i szykować się do skoku.

Widzę takie stadko rozgniewanych pawianów.

Cytat:
Spotkanie wydawało się nieuniknione. To oni, chyba tutaj właśnie, skonfiskowali Bartkowi z czwartej ,,a" skafander, adidasy i torbę, kiedy się okazało, że chłopak nie ma komórki. I jeszcze mu nakopali.

Taaak, przemoc, paskudna sprawa.

Cytat:
– W bok – warknął Józef Pałys do kuzyna, kątem ust. – Za mną!
Puścili się biegiem pod kasztany, w róg Teatralki, bojąc się nawet obejrzeć za siebie.
– Do – do – do – dokąd?! – wydyszał miągwa, ale Józinek nie odpowiedział, tylko pchnął go w bok, w wąską odnogę ulicy Noskowskiego, biegnącą równolegle do torów.
Kiedy tylko znikli za narożną willą, Józinek skoczył na drugą stronę jezdni. W ogrodzeniu, za krzakami, miał tu upatrzony zgrabny przesmyk, który sam kiedyś przewidująco powiększył.

Bardzo słusznie, na Bronksie nie znasz dnia ani godziny.

Cytat:
Najpierw się przezeń przecisnął, naginając kłujące krzaki, a potem przeciągnął za łeb kuzyna.
Pomknęli teraz, pod osłoną chaszczy, przed budyneczek nastawni kolejowej. Przyciskając się do ściany frontowej, przeszli wzdłuż torów, które biegły równolegle do Teatralki, i znaleźli się na otwartej przestrzeni. Przebyli ją pędem, żeby ich nie zdążył dostrzec ani kolejarz, ani żaden ze ścigających. Na szczęście akurat przejechał tuż obok huczący ekspres warszawski i odwrócił od nich uwagę wszystkich. Józinek pomknął,
przygięty, przed siebie, a kuzyn za nim, prawie na czworakach. Pociąg przejechał, a oni dotarli do miejsca, gdzie ogrodzenie przytykało do stromego nasypu, na którym się wspierało przęsło Mostu Teatralnego. Mocno nachylony teren, porośnięty trawą i iglakami, wyprowadził ich w górę, do schodków z balustradą. U ich szczytu, zziajani, wyłonili się z zarośli jak orangutany, otrzepali spodnie i skafandry z błota oraz śniegu i ruszyli przed siebie krokiem ludzi cywilizowanych, bacząc jednakże na wszystkie strony. Bezpiecznie przebyli Most Teatralny i przez nikogo nie zaczepiani dotarli szczęśliwie do domu.

Cud.

Cytat:
Była już prawie druga. Kiedy skrwawiony Józef Pałys wszedł do kuchni dziadków, wiodąc za sobą złachmyconego, rozpromienionego Ignasia, całego we krwi i błocie, wywołał nie lada sensację.

Znaczy, ucieczka przed chuliganami tak go rozpromieniła? Ignaś, może zacznij chodzić w szaliku klubu Legia Warszawa, codzienne emocje gwarantowane.

Cytat:
Rodzina, zgromadzona już przy stole, wydała zgodne „ach!" – jednakże nie z powodu obrażeń, jakie odniósł Józinek; były one rzeczą tak bardzo powszednią. Wszyscy skupili za to uwagę na Ignacym Grzegorzu, który po raz pierwszy w życiu pojawił się tu w takim stanie. Nie przeoczono niczego – ani rozbitej wargi, ani krwawiącego nosa, ani zniszczonych spodni od garnituru. A kiedy ciocia Gabrysia stwierdziła, że zostały one rozdarte od góry do dołu i jeszcze w poprzek – Ignacy G. Stryba przeszedł po prostu samego siebie. – Chrzanić garniturek – rzekł, buchając zadowoleniem i stanowczością. – I tak był za mały. Teraz potrzebne mi będą dżinsy.

O jeżu, nie dość, że chłopak pomyka zimą w garniturku letnim, to jeszcze za małym. Okej, jego matka nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa, ale ojciec, babcia, ciotka, nikt naprawdę nie zwrócił na to uwagi?

Cytat:
Poczekano na nich z obiadem. Wepchnięto ich do łazienki i kazano się umyć, uczesać, przebrać oraz doprowadzić do porządku. Kiedy z niej wreszcie wyszli, ciocia podgrzewała zupę cebulową, a wuj Grześ przyrządzał sałatę i opowiadał coś o filmie „Powrót do przyszłości". Skłonił on wuja do jak zwykle pesymistycznych wniosków.
Dziadkowie siedzieli po obu stronach Róży, trzymając ją za obie ręce i udzielając jej moralnego wsparcia. Bracia Rójek roili się wokół stołu, a Łusia siedziała na kolanach dawno nie widzianej mamy, bawiąc się jej lekarską pieczątką. Tata spokojnie czekał na powrót syna, a kiedy się doczekał, klepnął wolne krzesło obok siebie. Józinek usiadł tam posłusznie.
– Biliście się jednak? – spytał tata, marszcząc brwi. Był niezadowolony.
Józinek już miał się przyznawać, gdy wpadł mu w słowo Ignacy Grzegorz.
– Głównie rozmawialiśmy, wujku – pospieszył dyplomatycznie. – Mieliśmy też przygodę: uciekaliśmy przez krzaki i tory, bo gonili nas gangsterzy. Ale nic nam się nie stało. Poza paroma drobnymi zadrapaniami.
Godne podziwu, pomyślał Józinek. Cała prawda i cała nieprawda. Wygląda na to, że kuzyn skończył jednak z kablowaniem.

Dziecko, które jak dotąd raczej nie koloryzowało, wraca do domu z rozbitą wargą i krwawiącym nosem i oświadcza, że gonili je GANGSTERZY. Co na to rodzina? Troszcząca się o wszystkich mamusia?

Cytat:
– O! – zakrzyknął wuj Grześ, ze zgrozą patrząc na swojego syneczka. – I o tym właśnie mówię. O tym mówię! Zemeckis zrobił film przygodowy. Ale mimochodem zawarł w nim prorocze treści.
– Chyba przesadzasz – rzuciła w biegu ciocia Gabrysia.

I tyle.

Cytat:
– A pamiętacie drugą część „Powrotu do przyszłości"?
– Nie najlepiej – rzekł dziadek z delikatną ironią. Nigdy nie widział tego filmu.
Kino współczesne nie budziło jego aprobaty.

A cokolwiek budziło?

Cytat:
– Bohater trafia do przyszłości alternatywnej. Zaważył na tym jakiś drobiazg w jego przeszłości. Coś kiedyś poszło nie tak, jak pójść miało. Od tego zaczęła się degrengolada.

Faktycznie, wyczuwam podobieństwo.

Cytat:
Wypadki lawinowo potoczyły się w złą stronę i Michael Fox trafił w inny czas, kiedy znana mu rzeczywistość okazała się inna – groźna i zła. Wokół szalał chaos i terror bandytów, porządni ludzie zostali znieprawieni lub doprowadzeni do nędzy, a społeczeństwo przeżarte korupcją i zbrodnią.
Dziadek zaczął słuchać uważniej.

Toż to zupełnie jak u nich!

Cytat:
– Nie wiem, jaki przypadek spowodował właśnie taki bieg zdarzeń w Polsce – ciągnął wuj Grześ, rwąc sałatę na coraz drobniejsze strzępy. – Ale to właśnie nam się przydarzyło. Żyjemy w drugiej części „Powrotu do przyszłości". Otacza nas rzeczywistość alternatywna, której miało nie być.

Patrzcie, rzeczywistość alternatywna, od początku to mówiłam!

Cytat:
...Na jej rozwój nie mieliśmy wpływu od owego drobnego wydarzenia, które zaważyło na naszych dalszych losach.
– Jakimż fatalistą jesteś, mój drogi –wtrącił kojąco dziadek.
– Co więcej, nadal nie mamy wpływu na rozwój wypadków – ciągnął ponuro wuj Grześ.
– Nonsens – rzekł dziadek. – Możemy się nie poddawać i robić swoje.
– Nie, tato. Rzeczywistość nam się wymknęła spod kontroli – ciągnął wuj. – A najgorsze jest to, że nie da się, jak w filmie, wszystkiego odkręcić aż do punktu wyjścia.
– Ale przecież nigdy nie było tu innej rzeczywistości – spokojnie powiedziała Babi. – Dobrze pamiętam.

Aha, no właśnie. To czemu dawniej można było pisać książki, z których nie wylewała się szarość i beznadzieja, autorko?

Cytat:
– Dajcie mi już tej zupy, bo umrę – zażądała zniecierpliwiona mama Józinka. – Moim zdaniem Grześ ma dużo racji. Mogłabym wam bez końca opowiadać o rzeczywistości alternatywnej w naszym szpitalu, ale nie chcę was denerwować. Ani siebie. Cebulowa? A grzanki są?
–W każdym rodzaju rzeczywistości człowiek może się doskonalić – przypomniał mimochodem dziadek.
– Seneka – powiedziała babcia.
– Chyba, że go zabiją kijem bejsbolowym! – zakrzyknął wuj Grześ.
– Albo nie znajdzie miejsca w szpitalu, choć jest chory – dodała ponuro mama Józinka.
– Ech, można przecież urodzić dziecko na korytarzu szpitala, sama to zrobiłam –powiedziała Babi.
– Bo to jest ta spartańska dzielność waszego pokolenia! – zakrzyknęła mama Józinka, nakładając sobie górę grzanek. – Ale norma europejska jest inna. A! Skoro już jesteśmy przy temacie. Po domu krążą wieści, że Róża będzie miała dzidziusia. Potwierdzasz, Pyzuniu?
Róża zrobiła się czerwona jak pomidor.
– Potwierdzam, ciociu – rzekła dumnie. – Mam tylko nadzieję, że to nie będzie blondyn.
– W okularach – dorzucił Józinek.
– Ach, tak? Fryderyk skrewił?
– Tak, ciociu. Powiedział, że na niego zastawiłam pułapkę.
– Biologiczną! – dorzucił dziadek z oburzeniem.

Czyli jednak to wszystko, cała Fryderyka przewina? Róża chce odciąć dziecko od ojca z powodu tego jednego tekstu o pułapce biologicznej?

Cytat:
– Typowe – zlekceważyła wiadomość mama Józinka. – Najzupełniej typowe. Pyszna ta zupa, Gabuniu. Dałaś gałki muszkatołowej?
– Tak, i wina.

Jedz, Różo, na zdrowie.

Cytat:
– Fryderyk nie znalazł się jak dżentelmen – dodała z rozczarowaniem Róża. – A myślałam zawsze, że nim jest.
– Nigdy nie był – bąknął Józinek, dolewając sobie zupy.
– To dajmy sobie z nim spokój. Życie toczy się dalej.

Noż k***a!!!
Fryderyk nie okazał się dżentelmenem, trudno, dziecko wychowa się bez ojca, życie toczy się dalej.

Cytat:
– On wyjeżdża do Stanów, na stypendium – powiedziała Róża i usta jej zadrżały.

... bowiem uświadomiła sobie właśnie, jak kretyńskie było przekazanie mu nowiny o ciąży na trzy dni przed tym wyjazdem.

Cytat:
– I wróci – zapewniła ją Babi. – Może nie być dżentelmenem, ale to jednak porządny człowiek. Szok mu minie i wtedy chłopak dojdzie do rozumu.

Kurczę, jedna Mila w tym domu nagle zaczęła mówić z sensem!

Cytat:
– Co z tego, babciu, kiedy ja go już nie chcę znać?

Ano nic, dobro twojego dziecka się nie liczy. Wykapana córka Gabuni.

Cytat:
– Zjedliście? To niech dzieci zbiorą talerze. Grzesiu, podaj pieczeń! – zawołała ciocia Gabrysia i wyłożyła do salaterki groszek z marchewką.

Oj tam, oj tam, jakaś ciąża młodocianej córki, problemy z ojcem dziecka, gdzie jest żarcie!?
Gdyby ten rozdział przeczytać oderwany od całości, nikt by nie wpadł na to, że Gabrysia jest matką Róży.

Cytat:
– Może mu wybaczysz? – zasugerowała Babi, klepiąc Różę po plecach.
– O, nie, liczy się ta jego pierwsza reakcja – ciągnęła gorąco Róża...

No i właśnie dlatego babcia mówi o wybaczaniu, wybacza się ludziom błędy i niewłaściwe pierwsze reakcje...

Cytat:
...– liczy się to, jak człowiek odpowiada na wyzwania losu...

...i nikt nie zasługuje na drugą szansę. Zwłaszcza w naszej katolickiej rodzinie.

Cytat:
– O, fascinus indignum! – zakrzyknął potępiająco dziadek, ale Róża nie dała mu rozwinąć skrzydeł.
– ...liczy się to – wpadła dziadkowi w słowo – czy taki człowiek myśli o uczuciach drugiego. I czy odpowie egoizmem, czy też szlachetnym porywem serca.
Naturam si sequemur ducem, nunąuam aberrabimus – pospieszył ze swoim popisem Ignacy G. Stryba i nie pohamował się przed zerknięciem na dziadka.
– Doskonale, Ignasiu – pochwalił go dumny przodek. – Akcenty położyłeś prawidłowo, tyle że nie jest to może cytat najbardziej stosowny do okoliczności.
– Dlaczego? – zdziwił się Ignacy Grzegorz.

„Cholera. Cholera, cholera, cholera jasna i psiakrew”. Słowa Patrycji z Pulpecji wiecznie aktualne.

Cytat:
– Poprosiłbym był o kapustę – wtrącił Jędruś Rójek, starając się dostosować do zawyżonych wymagań dziadka.
– „Po kapustce taka pustka..." – zanuciła beztrosko mama Józinka.

Czyli temat zakończony, Pyza strzeliła focha i dziecko wychowamy bez ojca. Co tam mamy dobrego do jedzenia?

Cytat:
– Dawniej było gorzej – ogłosił Szymon, uklepując swoje ziemniaki puree w oblany sosem kurhanek. – Dzieci znajdowano w kapuście. Dziadziu, co to jest ewolucja?
Róża znów przegadała dziadka. Była zbyt wzburzona, by zważać na zasady grzeczności, które nakazują dawać starszemu pierwszeństwo wypowiedzi.
Dziadek przypomniał jej o tym wymownym spojrzeniem, lecz ona tego nie zauważyła.

O rany, to jak w tej historyjce z bloga Kiciputka.

Cytat:
– Chodzi mi o to – perorowała dalej, podczas gdy dziadek, jak nabrał tchu, tak już pozostał – że kiedy się kogoś naprawdę kocha, to się nie myśli o pieniądzach czy tym podobnych bzdurach.

Buachachachacha. Pewnie, w razie czego rodzina zrobi dla ciebie zrzutę!

Cytat:
– Myśli się – zapewniła ją Babi.

Róża nie myśli. O niczym. Co poradzisz.

Cytat:
– E, tam, pieniądze! Takie małe dziecko, co ono zje?! Zanim skończysz studia, wyżywimy je kaszką na mleku – pocieszyła siostrzenicę mama Józinka.

...a pozostali ryknęli takim śmiechem, że aż się Marek obudził.

Cytat:
Józinek wsunął po cichu drugi kawałek tortu czekoladowego, odsapnął, cichutko beknął...

Mniam, Prawdziwy Mężczyzna.

Cytat:
...i wstał, by zebrać talerzyki. A jak tylko wstał, zobaczył, że pod okno kuchenne podjechała właśnie furgonetka, prowadzona przez pana Oracabessę. Wyskoczyła z niej Trolla w kapeluszu i skafandrze. Rozejrzała się i ruszyła w kierunku bramy. Jakże szybko zadziałał teraz Józef Pałys! Jak przemyślaną akcję podjął! Wiedział bowiem doskonale, że jeśli obecnie da po sobie poznać, że widzi Trolle, to Ignacy G. Stryba natychmiast poleci na jej spotkanie. W ułamku sekundy, jak prawdziwy wódz oceniwszy sytuację, Józinek przeszedł do czynu. Odstawił naczynia na blat przy zlewozmywaku, przeszedł bokiem pod ścianą, za plecami kuzyna, następnie przemknął przez korytarz i, bezszelestnie nacisnąwszy klamkę drzwi głównych, opuścił mieszkanie. W samą porę, bo Trolla właśnie wchodziła do bramy.
– Cześć – powiedziała na widok Józinka, który schodził ku niej ze schodków wysokiego parteru.
– Cześć – odpowiedział, zatrzymując się na przedostatnim stopniu, ponieważ w ten sposób był nawet nieco wyższy od niej.
Uch! Ależ mu waliło serce! Przez chwilę bał się nawet, że ona to usłyszy. Wstrzymał oddech, ale nie było to rozsądne, bo o mało się nie udusił. Zaczęło mu też szumieć w uszach i nic nie słyszał. Co ona mówiła?...
– ...dziś wieczorem.
– Uff... co?
– Wyjeżdżam dziś wieczorem – powtórzyła. Józinek znieruchomiał.
– Wpadłam, żeby się pożegnać. Przyniosłam wam trąbkę – to mówiąc Trolla wydobyła spod skafandra złociste trofeum i wręczyła je Józinkowi. – Naprawcie sobie i pogódźcie się wreszcie, dobrze?
– Uhm – zdawkowo obiecał Józinek. – Jak to: dziś? To jutro nie będzie cię w szkole?
– Nie.
– Nie pójdziemy do sklepiku?
– Niestety.
– Nie pogadamy na przerwie?
– No, widzisz. Nic z tego, Pepe.
– Dokąd jedziesz?
– Do rodziców, do Niemiec.
– Tak nagle?
– Bo, widzisz, tu nie ma dla mnie miejsca...
– Jak to?
–...na oddziale.
– Co?
– Nieważne...

Staszko dzielnabardzodzielna, skoro nieważne, to po co zaczynasz temat?

Cytat:
...Rodzice coś załatwili, dzwonili wczoraj. A Helmut ma czas jeszcze tylko jutro – potem wraca i montuje płytę.
– Skończyliście? – zainteresował się Józinek. – Udało się?
– Wyszło pięknie. Naprawdę pięknie. Wszystko znajdzie się na płycie. Przyślę ci ją.
Józinek umilkł, przetrawiając tę wiadomość. Przyśle mu płytę. Czyli nic straconego. Będą w kontakcie.
– Dlaczego wyjeżdżasz na stałe?
– Tak trzeba.
– Nie chcesz tu wrócić?
– Bardzo chcę, ale nie wiem, czy będę mogła. Może być różnie. Dobrze albo źle.
– Ale wrócisz?
Trolla spojrzała na niego ciepło, oczy jej błysnęły w półmroku.
– Ja poczekam – dodał cicho Józinek.
– O! Jak długo? – spytała, patrząc w ziemię.
– Nieważne. Rok, dwa, trzy. Poczekam. Dziesięć lat nawet. Będę wtedy na studiach.
– Ja za dziesięć lat mogłabym być po studiach.
– Wrócisz? – poprosił Józinek drżącym głosem.
– Wrócę, jeśli tylko to będzie możliwe.
– Obiecujesz?
– Tak.
Jak to się stało, że objął ją za szyję? Ach! Objął, bo właśnie się rozpłakała, a on zupełnie nie wiedział, jak ją ma pocieszyć. Trolla cmoknęła go w głowę, poklepała jego krótko przyciętą grzywkę i otarła sobie oczy.
–To idę – powiedziała. – Trzymaj za mnie kciuki. Aha, i proszę, zaglądajcie na Kościuszki. Helmut prosi, żebyście wpadali. Lubi was. Jeszcze sobie pograsz na perkusji! A Walentemu dobrze by zrobiło, jakby pokopał w piłkę z fajnymi chłopakami. W ogóle nie umie.
Wydmuchała nos w chusteczkę i nacisnęła klamkę bramy.
– To... do zobaczenia jednak? – spytała jakby z nadzieją.
– Na pewno – odrzekł z mocą Józef Pałys. Sam nie wiedział, skąd mu się wzięła ta pewność.
– Na pewno, co?
– Przecież mówię
Ona nagle się roześmiała.
– No!... skoro ty tak mówisz! Na pewno tak będzie. Na pewno będzie dobrze. Jesteś świetnym facetem, Pepe, wiesz? Dziękuję ci.
Już stała w progu kamienicy, kiedy jeszcze wetknęła głowę do środka.
–Zaraz napiszę – obiecała. Ciężka połówka bramy zamknęła się za nią z głuchym łoskotem. Wzruszony Józef Pałys stał i słuchał, jak otwierają się drzwi furgonetki i jak pan Oracabessa zapala silnik.
(...)
Zobaczył też w kuchni, przy starym stole, pośród wiernych, dobrych ludzi, którzy stanowili jego rodzinę, wolne krzesło. To było jego miejsce. Nic na świecie nie mogłoby sprawić, żeby tego miejsca tu dla niego zabrakło. Zobaczył wreszcie swojego ciotecznego brata. Dziwnie poważny, siedział on przy stole. Ich oczy się spotkały, a Józinek zrozumiał, że kuzyn o wszystkim wie: i o tym, że była tu Trolla, i o tym, że Józinek się z nią żegnał, i o tym, że ona jeszcze do niego wróci. Pojął też z całą pewnością, że Ignacy Grzegorz dostrzegł przez okno Trollę, lecz celowo nie ruszył się z kuchni; a teraz także bardzo dobrze widzi, że Józef Pałys się rozmazgaił. No i co z tego. Usiadł obok Ignasia i pokazał mu złocistą, pogiętą trąbkę.
– Tydzień u mnie, tydzień u ciebie – mruknął. – Idę napompować piłkę. Jutro zagramy z Walentym w nogę.
– Ja nie umiem – przyznał się kuzyn.
– On też nie – powiedział Józef Pałys.

KONIEC

Czy dobrze pamiętam, że w dalszych częściach Ignaś cierpi męki na boisku, podczas gdy chciałby posiedzieć w domu i poczytać, ale próbuje udowodnić, że jest fajnym kuzynem?

Może się wydawać, że nie znoszę Józina, a lubię Ignasia, ale właściwie oboje są dla mnie irytujący, to znaczy tu może Ignaś nie tak bardzo, ale już w Żabie jest nie do zniesienia. Sama autorka jednak wyraźnie daje do zrozumienia, że woli Prawdziwego Mężczyznę Józina. W dalszych tomach poznajemy myśli Ignasia i wiemy, że ma kompleksy, że chciałby mniej odstawać od swoich rówieśników, Józin natomiast pielęgnuje swoją bucerę i cała rodzinka go za nią podziwia. Dlatego z dwojga złego kibicuję Ignasiowi.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Nie 16:01, 14 Wrz 2014, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bez zarzutu
Trochę dziecko, trochę sarna



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 1167
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 14:29, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Niech ktoś kopnie zamaszyście tę głupią pipę Pyzę. I jej rodzinę, która (z wyjątkiem Kostuchy, nienawidzę tej książki za pewne uczłowieczenie Kostuchy- a raczej zborejkowienie reszty) nie widzi w jej zachowaniu niczego złego. Mało im jazd fundowanych przez poszukującą ojca Laurę? Qrde, no. Co za toksyczna, beznadziejna ksionszka.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Niedoświadczony lampart



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2923
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 15:36, 14 Wrz 2014    Temat postu:

:hamster_cry: MARECZEK Z BRONXU! Nie no, informacja o nozobójkach wymiata, rozwala wszystko - gangi Poznania, domyślnego Jożina, nawet Ignaca, który rżnie idiotę i na zarzut "Nie uświadamiacie wnuków!" odpowiada "Przecież chędożymy cięgiem, a tak w ogóle, to media masowe...". Cuda, panie, cuda!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11716
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 15:39, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Cytat:
– Czy sugerujesz – zapytał dziadek lodowato –że owa niespodzianka spotkała cię dlatego, że nie dość często używamy tu słowa „seks"? Mój Fryderyku, przyczyną ciąży, jak uczy biologia, nie jest niedostatek określonych słów, lecz zgoła co innego.

Jedną z możliwych przyczyn ciąży jest właśnie nierozmawianie z dziećmi o seksie, kretynie. Jakby miały elementarną wiedzę o tym, to by stosowały antykoncepcję (nie żebym umniejszała kretynizm Różyczki, która w tym wieku dawno powinna wiedzieć to sama).
Podejście Pyzy i wszystkich innych do ciąży to wyższy poziom wszystkiego.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Nie 15:53, 14 Wrz 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Nie 16:06, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Niedawno obejrzałam film "Abel, twój brat" i zauważyłam pewne podobieństwo pomiędzy głównym bohaterem a Ignacym Grzegorzem. Dla tych którzy nie oglądali film jest o grzecznym, mądrym chłopczyku, który nie radzi sobie z rzeczywistością w klasie pełnej łobuzów. Pięknie śpiewa, świetnie się uczy, nauczyciele go lubią, do szkoły chodzi w garniturku. Wypisz wymaluj Ignacy Grzegorz. Matka oczywiście nadopiekuńcza ale tak naprawdę nie obchodzą ją kłopoty syna. Cała Gaba. I tak się zastanawiam czy inteligentni Borejkowie nie zauważają tego, że Ignaś zdecydowanie różni się od innych dzieci. Przecież w tej szkole na Bronxie miałby przechlapane. Zresztą w normalnej szkole pewnie też. Gaba pewnie uznała, że skoro nie sprawia problemów to nie trzeba się nim przejmować bo jak sama powiedziala- IG sam się wychowa.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11716
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 16:08, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Ale inne dzieci to plebs, po co się nimi przejmować?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 16:32, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Znam parę, której pierwsze dziecko urodziło się z zespołem Downa. Po diagnozie ojciec stwierdził, że to już nie ich dziecko, tylko jej, albo odda je do adopcji, albo on ją zostawi. Wkroczyła do akcji rodzina z obu stron i przyjaciele, chłopak zrozumiał swój błąd, przeprosił, są małżeństwem od jakichś dziesięciu lat i dorobili się jeszcze dwójki dzieci. Jakoś dało się wybaczyć, naprawić związek i relacje z dzieckiem, a zachowanie tego ojca było dużo bardziej "niedżentelmeńskie" niż rzucenie przez Frycka hasła o pułapce biologicznej.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4451
Przeczytał: 41 tematów

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 16:36, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Temu dziadkowi popieprzyło się w głowie od rzucania łacińskimi cytatami i wydaje mu się, że jest jakimś starożytnym pater familias, decydującym o wszystkim co dzieje się w jego rodzinie.

Masakra jakie to jest złe, głupie i w ogóle, aż skocze na lubimy czytać i zaplusuje negatywne recenzje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11716
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 16:44, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Nie no, ja rozumiem, że po pewnych słowach się nie chce naprawiać związku i być z takim człowiekiem (chociaż akurat Fryc tak strasznie imo nie zawinił...). Tylko że wtedy - okej, odcinam się od niego, ale nie odcinam dziecka, nie gardzę pomocą finansową i moralną i taka jestem ponad.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 16:48, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Problem w tym, że my nie wiemy, jakie to dokładnie były słowa. Wiemy natomiast, że Róża sama przyczyniła się do kłótni i powiedzenia czegoś, czego można by za chwilę żałować, informując go o trzymiesięcznej ciąży na trzy dni przed jego wyjazdem do Stanów. Po czym strzeliła focha i nie dała mu już szansy na dalszą rozmowę.

Tu akurat nie mam szczególnych pretensji do samej Róży, OK, nieplanowana ciąża, szok, hormony, pogorszone samopoczucie i tak dalej. Ale że nikt z rodziny nie powiedział po prostu "A może go jednak wysłuchaj"?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Melomanka dnia Nie 16:51, 14 Wrz 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11716
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 16:52, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Ale ja nie o tej sytuacji, tylko tak ogólnie Wink.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 17:00, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Aha Smile

W analizie a propos tego, że Róża jest już odpowiedzialna za dwoje, miałam napisać coś w stylu "takie są konsekwencje uprawiania seksu przez dzieci". Po czym przypomniałam sobie, że ona ma 22 lata...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Nie 17:15, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Ja w ogóle nie ogarniam tej kuwety. Jakiej reakcji spodziewała się Róża, mówiąc swojemu facetowi o ciąży trzy dni przed wylotem na stypendium? Przecież w takim momencie to nawet za późno, aby to odwołać (abstrahując już od tego, czy domaganie się w takim wypadku, aby Fryc nie wyjeżdżał, w ogóle jest przyzwoite...)
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 9085
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Nie 20:30, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Wiecie, ale kiedy sie uprawia seks, to obie strony powinny myslec o antykoncepcji a nie tylko jedna. Fryc nie moze miec pretensji do Rozy ze zaszla w ciaze, bo nikt mu prezerwatywy z czlonka chyba nie sciagal. Jedyna opcja jaka widze to to, ze skoro Roza nie zapytala go o gumki to uznal - ale nie zapytal - ze widocznie bierze pigulki i poplynal z pradem. A potem ma pretensje do dziadkow, ze nie rozmawiaja z wnuczka o seksie? Skoro sam nie rozmawial? Juz nie mowiac o tym, ze to nie dziadkow rola, a rodzicow.
Ale tez nie dziwie mu sie, ze pomyslal, ze Roza chce go zlapac na ciaze (bo tak rozumiem te pulapke biologiczna), tyle ze to swiadczy o tym, ze on nie podchodzil do tego zwiazku tak powaznie jak ona. Tylko jak to sie ma do poprzednich tomow, nie wiem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Niedoświadczony lampart



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2923
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:48, 14 Wrz 2014    Temat postu:

E no, Fryc ma pretensje do dziadków, bo to dziadkowie właśnie po nim jadą, jednocześnie dając do zrozumienia, że drugiej szansy nie będzie i nie pozwalając się rozmówić z Różą. Jest otoczony, to rąbie jak popadnie, wyżywając się niejako na całej rodzinie.

Zastanawiam się teraz, czy Pyziaka też tak wzięli i zmiażdżyli, kiedy to Gaba wpadła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Nie 21:25, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Haszyszymora napisał:


Zastanawiam się teraz, czy Pyziaka też tak wzięli i zmiażdżyli, kiedy to Gaba wpadła.


Chyba tak bo w końcu było coś takiego, że pijany Janusz wpadł do Borejków pod nieobecność Gaby ale Milicja go nie wpuściła


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:53, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Miazmat. Miazmat szaleje.

Cytat:
- Pijmy zdrowie naszej ukochanej! - zakrzyknął dziadek, jak zwykle zadziwiająco podobny do cocker-spaniela.
- Każdy swojej? - upewnił się Józinek. Przy stole zapanowała nagła cisza, tylko mała Nora głośno mamlała ciasteczko. Dziadkowie przyglądali się Józinkowi z czymś w rodzaju miłego zaskoczenia. Ignacy Grzegorz zrobił buzię w ciup i skromnie spuścił oczęta.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dora
Śpiąca Królewna na sianie



Dołączył: 26 Sie 2011
Posty: 1580
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 0:35, 15 Wrz 2014    Temat postu:

Po czym zerknął na Jożina z miłością i oddaniem. Braterskim.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Niedoświadczony lampart



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2923
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 10:28, 15 Wrz 2014    Temat postu:

Kordialność rodzinna, moi państwo. Kordialność rodzinna. Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:22, 15 Wrz 2014    Temat postu:

Simsowa wydzielinka:
http://www.sierzantundsaper.fora.pl/gry-i-zabawy-towarzyskie,60/jezycjada-simsy,5862.html


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ktosza
Rozpaćkany wampir



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 19:02, 15 Wrz 2014    Temat postu:

Cytat:
– Fryderyk nie znalazł się jak dżentelmen – dodała z rozczarowaniem Róża. – A myślałam zawsze, że nim jest.
– Nigdy nie był – bąknął Józinek, dolewając sobie zupy.

Ekspert się znalazł. Jezu, w mojej rodzinie gdyby dziewięcioletnie dziecko próbowało się wymądrzać na temat osobistych dramatów kogoś innego, to ktoś by mu kurczę powiedział, że to trochę niestosowne...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sierra
Kolonas Waazon



Dołączył: 03 Sie 2013
Posty: 616
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Stąd do wieczności

PostWysłany: Pon 19:42, 15 Wrz 2014    Temat postu:

Cytat:
miałam napisać coś w stylu "takie są konsekwencje uprawiania seksu przez dzieci". Po czym przypomniałam sobie, że ona ma 22 lata...

Mentalnie ma góra siedemnaście.

Cytat:
Cytat:
– Chodzi mi o to – perorowała dalej, podczas gdy dziadek, jak nabrał tchu, tak już pozostał – że kiedy się kogoś naprawdę kocha, to się nie myśli o pieniądzach czy tym podobnych bzdurach.

Tak, a żarcie, ubranie, cztery kąty rosną na krzaku.Poleciłabym jej wizytę w najbliższym Mopsie celem zweryfikowania poglądów.

Cytat:
Cytat:
– Fryderyk nie znalazł się jak dżentelmen – dodała z rozczarowaniem Róża. – A myślałam zawsze, że nim jest.
– Nigdy nie był – bąknął Józinek, dolewając sobie zupy.

Odezwał się gentelmenel, który jako jedyny argument uznaje wpierdol a zaimponować mu można tylko solidnym mordobiciem. Ten troglodyta jest ostatnią osobą mogącą czynić uwagi o czyimś takcie lub jego braku.

Jednej rzeczy tak na logikę nie rozumiem: Róża z Frycem wpadli, on wyjeżdża, ona chce ślubu, pokłócili się, ona walnęła focha - zdarza się, jest to tak ludzkie, że aż ludzkie. Fryderyk ochłonąwszy przychodzi do Róży porozmawiać, może przeprosić, coś uzgodnić; nie zdziwiłabym się gdyby chciał powiedzieć" kocham cię, ten wyjazd to NASZA szansa na lepszą przyszłość, poczekaj na mnie, jestem z tobą" a tu napada go para wściekłych staruchów i dziamgocze w imieniu Róży, znajdując dodatkowo przyjemność w poniżaniu go. Czemu on w ogóle z nimi rozmawia dając się wciągnąć w polemikę z dziadem B zamiast powiedzieć "to nie państwa sprawa, co ja uzgodnię z Różą, my nie mamy o czym rozmawiać, do widzenia, przyjdę kiedy Róża będzie w domu i jeśli ona nie zechce ze mną mówić to chcę to usłyszeć od niej"? Czemu daje sobą tak pomiatać?

Cytat:
wydaje mu się, że jest jakimś starożytnym pater familias, decydującym o wszystkim co dzieje się w jego rodzinie.

To że jemu się wydaje to kij, Hitlerowi się wydawało, że wygra wojnę...Niezrozumiałe jest dla mnie, czemu cała rodzina mu na to pozwala zamiast powiedzieć "tato, nie wtrącaj się". Sytuacja, gdy sprawę młodej dziewczyny mającej matkę i (podobno) kochającego ojczyma załatwia tkwiący mentalnie czterdzieści lat wstecz kostyczny dziadek z autorytarnymi zapędami, jakby rzeczona dziewczyna miała pięć lat i kręcone zęby to coś mocno nie teges. To nie jest miłe i krzepiące, to jest mocno nienormalne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 0:23, 16 Wrz 2014    Temat postu:

Cytat:
– Pani w przedszkolu jest dla niej zła – Józinek w zamian powierzył ojcu swoją troskę. – Wetknę jej kartofla.
– W co? – zainteresował się tata.
– W rurę wydechową.
– Przedszkolanka może nie mieć samochodu.

Nie rozumiem... Dlaczego nie powie Jożinowi po prostu "Synu, tak się nie robi"?! A jakby przedszkolanka miała samochód i Jożin o tym wiedział, jak by Marek teraz z tego wybrnął?!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pusta_rurka
Potworny Przeciąg Pisaka



Dołączył: 05 Sie 2014
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 17:41, 16 Wrz 2014    Temat postu:

Długo to dziecko będzie jadło kaszkę, jak Pyza dalej będzie odnosiła takie spektakularne sukcesy na studiach...


Czy pada z ust dziadków pytanie do Frycka "co planuje?" jedno krótkie pytanie rozwiałoby całą chmurę, ale nie byłoby Żaby, a wiemy jaka to byłaby strata... Neutral


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10964
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Wto 18:02, 16 Wrz 2014    Temat postu:

kura z biura napisał:
Nie rozumiem... Dlaczego nie powie Jożinowi po prostu "Synu, tak się nie robi"?!

Może Mareczek na hamerykańskim Bronxie chowany sam nie widzi nic złego w pomyśle synalka? Very Happy
A tak serio to chyba Śpiący Książę z Hameryki chce całą sytuację obrócić w żart, co mu niespecjalnie wychodzi.
Swoją drogą, potworne jest to typowo borejcze rozwiązywanie problemów - nie mówić wprost, zbyć jakimś wyrafinowanym żarcikiem (tudzież sentencją łacińską lub mądrą opowiastką de Mello), a najlepiej to zapić herbatką i zażreć. Albo przemilczeć, jak w przypadku wstrętnych zachowań Józwy. Czy temu troglodycie chociaż raz ktoś zwrócił uwagę, bo nie pomnę?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sierra
Kolonas Waazon



Dołączył: 03 Sie 2013
Posty: 616
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Stąd do wieczności

PostWysłany: Wto 19:52, 16 Wrz 2014    Temat postu:

A skąd, wszyscy mu na wszystko pozwalają albo zachwycają się jego zaradnością.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 20:11, 16 Wrz 2014    Temat postu:

W Imieninach, kiedy Józinek ma cztery latka, pociski fruwają, a dorośli wzdychają: Ach, dzieci, dzieci, nie kłóćcie się. Później już mamy zachwyt nad Józinem - rycerzem i przekonanie, że to tylko takie wygłupy, w razie czego kuzyni staną ramię w ramię.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Wyssana wampirzyca



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 816
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:27, 16 Wrz 2014    Temat postu:

Swoją drogą, nie mogę pojąć, skąd bierze się to rodzinne zaufanie do Józina - dziewięciolatek grzebiący nożem tuż przy języku kilkulatki? Toć dorosły osobnik musiałby w takiej sytuacji mieć się na baczności, bo Ania mogłaby np. gwałtowniej się poruszyć, a co dopiero uczeń trzeciej klasy podstawówki!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 20:35, 16 Wrz 2014    Temat postu:

No właśnie, Ania nie była bynajmniej spokojną i opanowaną pacjentką.

Przypuszczam, że ten sam efekt można by uzyskać z nożem do smarowania, ale wtedy Ignacy nie mógłby się popisać swoim życiem w innym świecie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 6:56, 17 Wrz 2014    Temat postu:

Ale tam było chyba, że wziął nóż do smarowania. W każdym razie była wzmianka o zaokrąglonym czubku.
Dla mnie sytuacja jest idiotyczna dlatego, ze Tak Bardzo Męski Jożin nie będzie oczywiście bawił się w wyjaśnianie, co ma zamiar zrobić, bo po co gadać po próżnicy, trzeba działać. A tymczasem dziadek wrzeszczy coś o ucinaniu języka i będąc kilkuletnią dziewczynką uwierzyłabym w to na pewno i wystraszyła się na śmierć, zaczęła wyrywać się, czy uciekać, czy coś. Nie widzę powodzenia tej operacji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pusta_rurka
Potworny Przeciąg Pisaka



Dołączył: 05 Sie 2014
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 8:26, 17 Wrz 2014    Temat postu:

Nie no w Imieninach Ignacy żąda dzieci, by z nimi porozmawiać. Znaczy z Ignacem i Józkiem

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 11:04, 17 Wrz 2014    Temat postu:

Mam cholernie ostry nóż do krojenia pieczywa z zaokrąglonym czubkiem Smile

To nie mógł Józin powiedzieć "Nie obetnę jej języka, to tępy nóż"? Oczywiście, nie mógł, to aż siedem słów.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 11:25, 17 Wrz 2014    Temat postu:

Tam było dokładnie "tępy, stołowy nóż o zaokrąglonym czubku". Tak więc czytelnik wie, ale czy Ania to wie? No właśnie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 11:30, 17 Wrz 2014    Temat postu:

A, faktycznie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pusta_rurka
Potworny Przeciąg Pisaka



Dołączył: 05 Sie 2014
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 12:14, 17 Wrz 2014    Temat postu:

Ale to już tradycja w Jeżycjadzie, tam rodzice nie wychowują... Mila jest w szpitalu, domem zajmuje się Gaba, bo Ignacy co? Ach - pracuje... nie wiem wiec dlaczego zrobili później taki cyrk, że to absencja Ignaca zdestabilizowała życie rodzinne...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margo
Agentka do zadań specjalnych



Dołączył: 15 Wrz 2013
Posty: 215
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Poznań

PostWysłany: Śro 22:58, 05 Lis 2014    Temat postu:

Czytam sobie analizę "Języka Trolli" i przyszło mi na myśl skojarzenie, że może ten "bal", na który wszyscy zawsze chodzą, to jakiś dziwny skrót od "baletów". Very Happy
Wiem, że nieprawdopodobne, ale o ile ciekawiej wypada Mila w tym świetle Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Big Bad Wolf
Zakochany Kundel ze Switzerland Team



Dołączył: 30 Sty 2014
Posty: 730
Przeczytał: 26 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z lasu

PostWysłany: Pią 22:21, 14 Lis 2014    Temat postu:

Może nadinterpretuję, ale przez całą lekturę miałam wrażenie, że Róża specjalnie zaszła w ciążę, żeby Fryderyk jej nie zostawił. Tak przynajmniej zrozumiałam ten tekst o pułapce biologicznej - że go okłamała, że bierze pigułki...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Wampir z kółka stolarskiego



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2281
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 67 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 9:07, 15 Lis 2014    Temat postu:

Cytat:
Może nadinterpretuję, ale przez całą lekturę miałam wrażenie, że Róża specjalnie zaszła w ciążę, żeby Fryderyk jej nie zostawił.

Też odniosłam takie wrażenie. Znaczy, oczywiście, nic nie jest powiedziane wprost, bo Borejki stają na głowie, żeby nie usłyszeć żadnych konkretów, ale.
Dla mnie dobrym tropem jest to, jak bardzo nieważne jest tu dziecko - zwykle przy wpadkach ludzie przyjmują postawę "trudno, stało się, ale teraz najważniejsze jest dobro dziecka". Tymczasem dla Róży najważniejsze jest to, że Frycek, jak ta niedżentelmeńska świnia na wieść o radosnej nowinie nie pada na kolana z pierścionkiem w ręku, tylko wyjeżdża do przebrzydłych Stanów, pieniądze i karierę robić, a O NIEJ nie myśli w ogóle (co jak wiemy, guzik prawda) - pułapka się zatrzasnęła, ale bez chłopa w środku. Do tego dochodzi moment, w którym mu to mówi (przed samym wyjazdem), jak mówi Milicji, nie ryczy z powodu problemów związanych z ciążą, tylko z powodu jego emigracji. Fakt, że Róża jest zakompleksiona, kurczowo uczepiona Frycka i wychowana w przeświadczeniu, że połączenie się świętym węzłem złotej nici i urodzenie aniołków pachnących niemowlęciem to największe szczęście kobiety, dopełnia ten teoretyczny obrazek...

Cytat:
Czytam sobie analizę "Języka Trolli" i przyszło mi na myśl skojarzenie, że może ten "bal", na który wszyscy zawsze chodzą, to jakiś dziwny skrót od "baletów". Very Happy

HEADCANON ACCEPTED

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ktosza
Rozpaćkany wampir



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:00, 15 Lis 2014    Temat postu:

Szczerze, do dobrej, kochanej, poczciwej Róży, która to taka miła i ciepła nie pasuje mi zimne kłamanie facetowi że się zabezpiecza. Nawet biorąc poprawkę na to, że MM trochę inaczej widzi bohaterów niż my, no po prostu mi nie pasuje. Stanowczo nie jest za to zbyt błyskotliwa, więc może było jakoś tak...

Obserwatorium astronomiczne. RÓŻA leży w ponętnej pozie pod teleskopami. FRYDERYK wchodzi.
FRYDERYK (mechanicznym głosem): Różo... Musimy porozmawiać zanim do czegokolwiek dojdzie. Czy ty bierzesz (z naciskiem)...tabletki?
RÓŻA (trzepocząc rzęsami): Tabletki? Oczywiście! Jak ty się o mnie troszczysz, Fryderyku!
(na stronie)
Ojeju, skąd on wie o moich uporczywych bólach głowy?
(śmiech widowni)
PENIS wchodzi.


...a serio, to pojęcia nie mam jak ta sytuacja mogła wyglądać, ale Róża która świadomie kogoś oszukuje... niee, nie wyobrażam sobie tego.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:10, 15 Lis 2014    Temat postu:

W kolejnym tomie jest jakieś mętne wyjaśnienie - Gaba (chyba, albo może Ida?) pyta Różę: "Czy to prawda, że zastawiłaś pułapkę biologiczną?", na co Róża: "Ależ skąd, natura sama zadziałała!". Toczyła się nad tym długa dyskusja na forum ESD i jedną z interpretacji było, że Róża nie brała tabletek, ale stosowała naturalne metody, była przekonana, że ma dni niepłodne, a tu zonk.


Natomiast mnie uderzyło w międzyczasie co innego: kiedy Róża w końcu wyznaje, że jest w ciąży, babcia OD RAZU nawiązuje do sytuacji Gaby i Pyziaka, co nie chciał się żenić. Choć w tym momencie jeszcze nie wie, jak wygląda sytuacja Róży - a może z Frycem wszystko uzgodniła, a może w ogóle powiedziała mu dużo wcześniej, a teraz płacze, bo przeraża ją konieczność wyznania prawdy rodzinie? Albo w ogóle sytuacja ją przerosła? Nie, babcia nawet nie zapyta, co na to Fryc, ona od razu wie, że z Różą będzie tak samo, jak z jej matką. A przecież dopiero potem Róża stwierdza, że Fryc "zachował się tak, jak zachował" i ona nie chce go więcej znać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
le-vo
Bezo grudek



Dołączył: 21 Lis 2009
Posty: 4433
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:19, 15 Lis 2014    Temat postu:

Ta opcja z naturalnymi metodami planowania chyba mi najbardziej odpowiada, tylko czemu Frycek, naukowiec!, uwierzył w ich skuteczność?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:27, 15 Lis 2014    Temat postu:

Nie sądzę, żeby ona tłumaczyła mu dokładnie, jak się zabezpiecza, to są sprawy, o których dama nie rozmawia z dżentelmenem Wink Po prostu uznał, że skoro ona mówi, że można - to można.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Sob 23:42, 15 Lis 2014    Temat postu:

kura z biura napisał:
Nie sądzę, żeby ona tłumaczyła mu dokładnie, jak się zabezpiecza, to są sprawy, o których dama nie rozmawia z dżentelmenem Wink Po prostu uznał, że skoro ona mówi, że można - to można.


O to, to, to! I zgadzam się z teorią, że Róża stosowała jakąś metodę w rodzaju Watykańskiej Ruletki, w TEJ rodzinie inne metody raczej nie wchodzą w grę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 4 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin