Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jeżycjada - Imieniny
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 20:41, 05 Sie 2014    Temat postu: Jeżycjada - Imieniny

Jako że niedawno znalazłam notatki z zeszłego roku zgubione przy przeprowadzce, podzielę się nimi - irytacje z Dziecka piątku i Nutrii i Nerwusa wypisywałam w [link widoczny dla zalogowanych], dla Imienin stanowczo brakuje tam miejsca Razz

Imieniny

Laura i Róża spotykają Bernarda. Jak na Jeżycjadę przystało, na sam początek dostajemy pean na cześć świętej Gabrieli:

Cytat:
...mama często wspomina pana z uznaniem.
– Merci – rozpromienił się brodacz. – Uznanie waszej mamy to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Wasza matka jest istotą o potężnym ładunku ciepła ludzkiego; co tworzy rzadko spotykaną kombinację z jej stanowczym i niewątpliwie silnym charakterem. Kobiety tak skomponowane zawsze mnie zachwycają.
– O rany! – Pyza spojrzała na zegarek, słysząc wzmiankę o mamie. – Tygrys, biegniemy.
Pociąg przyjeżdża za dziesięć minut.
– Jaki pociąg? – zainteresował się Bernard. – Uwielbiam pociągi, są takie nieobliczalne.
– “Warta” z Warszawy. Mama pojechała odebrać ciotkę Natalię z Okęcia. Ciocia była przez cały rok na Cyprze.
– Wielkie nieba, widzę, że naprawdę długo mnie tu nie było – rzekł Bernard, zdumiony. – Natalia? A cóż ona ma wspólnego z Cyprem? O ile wiem, jest polonistką.
– Skończyła specjalny kurs i pojechała na Cypr jako pilot – rezydent firmy Scan Holiday – odpowiedziała Pyza z niejaką dumą. – Panie Bernardzie, przepraszamy, ale na nas już czas.

O ile wiem, Natalia jest nieśmiałą polonistką z silną heliofobią, ale w wyobraźni wszystko się mieści.

Cytat:
Wpadli na peron pierwszy dokładnie w momencie, gdy zaczęto otwierać drzwi wagonów ekspresu “Warta”. Biegnąc, bez trudu dostrzegli w połowie peronu gromadkę rodzinną; jej centrum stanowili babcia Mila i dziadek Ignacy, trzymający za rączki Ignacego Grzegorza. Jego ojciec, Grzegorz Stryba z kolei przytrzymywał go za kołnierz, gdyż Ignacy Grzegorz, tak zwykle zrównoważony, obecnie wyrywał się co sił ku pociągowi. Jak stos miedzianych drucików żarzyła się z daleka nowa fryzura ciotki Idy – szczupłej, eleganckiej i odrobinę jak zwykle znużonej towarzystwem swego sennego męża oraz rozhukanego syna Józinka....

Mniej więcej od tego momentu postać Idy staje się karykaturalna.

Cytat:
...Ten ostatni nie zwracał najmniejszej uwagi na pociąg; ważniejsze dlań było, czy zdoła dosięgnąć celnym kopniakiem swego kuzyna Ignacego Grzegorza.

Oj tak, Józin od małego miał zadatki na szlachetnego rycerza.

Cytat:
Otwarły się drzwi wagonu, Ignacy Grzegorz wrzasnął: – Mama!!! i wyrwał się wszystkim trzymającym go rękom, by pognać przed siebie, ku widniejącej na schodach wysokiej, zgrabnej sylwetce w dżinsach. Zaraz za jasną głową mamy powiewały rude jak marchewka loki ciotki Natalii.
– Gaba! Gaba! – zakrzyknęła tęsknie babcia, a w tym samym momencie dziadek wzniósł okrzyk identyczny w tonacji i natężeniu:
– Nutria! Nutria!
Pyza zastanowiła się przez chwilę, jak też rodzinne przezwisko ciotki Natalii może być odbierane przez postronnych – ale zaraz i ona rzuciła się ku drzwiom wagonu. Grzegorz już uwalniał mamę od bagażu, a Ignaś już wisiał na jej szyi. Natomiast Natalia, ledwie zszedłszy ze stopni wagonu, znalazła się niespodziewanie w gorących i szczerych objęciach Bernarda, który dobiegł do niej jako pierwszy i obecnie korzystał z przysługującej mu okazji do
wycałowania jej piegowatych policzków.
– Wenus Cypryjska! Wenus! Gratuluję aparycji – rzekł wreszcie, odsuwając ją na odległość ramienia i starając się li tylko już wzrokiem wyrażać podziw i czysto estetyczne zadowolenie. – Witaj w domu, Natalio! Witaj w domu!
– Bernardzie, na Jowisza, a ty skąd się tu wziąłeś? – zwróciła się doń ze śmiechem mama, jednocześnie ściskając swe najmłodsze dziecko. – Jeśli dobrze pamiętam, mieliście być we Francji?
– Dobrze pamiętasz, Gabrielo, ideale kobiecości – ciepło odparł Bernard i obdarzył ideał kobiecości wilgotnym pocałunkiem powitalnym. – Wróciliśmy dosłownie trzy dni temu i natychmiast pospieszyłem tu, by was powitać. Uwielbiam pociągi, są takie ciepłe.
– Ciepłe? – powtórzyła mama z roztargnieniem, bo już ją ściskały Pyza i Laura. – Boże drogi, dzieci, jak ja się za wami stęskniłam.
– Nie było cię tak długo! – z wyrzutem rzekł dziadek, przechodząc mimo.
– Tak, całe trzy doby! – dodała babcia. – Gabrysiu, dom bez ciebie jest okropnie pusty.
– Okropnie, Gabuniu – przytwierdził dziadek, kiwając głową, otoczoną wianuszkiem kędziorków, z których niektóre były jeszcze rudawe. Jego pociągła twarz, w której dominowały linie pionowe, ułożyła się w wyraz pretensji. – Postaraj się już nigdy nie wyjeżdżać, dobrze? Witaj, witaj moja Nutrio kochana!

Gabrysiu, jak mogłaś wyjechać na całe trzy dni, dom bez ciebie jest taki pusty! O, Nutria, a ty też tu jesteś? Przez ten rok zapomnieliśmy o twoim istnieniu.

Cytat:
Najmłodsza z sióstr Borejko, Patrycja, choć przytulna i ciepła jak piecyk, a słodka jak melba, wszystkie uczucia i całą uwagę koncentrowała na mężu swym, Florianie. Dochodziło nawet do tego, że myliły jej się Róża z Laurą, a Ignacy Grzegorz z Józinkiem.

No bez jaj...

Cytat:
– Ciociu, a myśmy ci troszeczkę przemeblowały ten zielony pokój, bo do nas przychodzili goście, na przykład nasze koleżanki z klasy i...

Nikt na Natalię nie czekał, jej pokój już nie jest jej dawnym pokojem, przypomina się stara Agata z pierzyną z Chłopów Sad

Cytat:
– Nie szkodzi, nie szkodzi – odparła ciotka. – Wiesz, ja zarobiłam całkiem sporo pieniędzy. Może mi wystarczy na malutkie – malutkie mieszkanko. Tylko jeszcze nikomu nic o tym nie mów, muszę ich do tej myśli przyzwyczaić. Oni nie lubią, jak się odchodzi.

Oni lubią mieszkać w komunałce.

Cytat:
Słowo daję, ciocia ma rację – myślała Pyza, nakrywając do stołu w zielonym pokoju. Solenizanci – Grzegorz Stryba i jego syn Ignacy Grzegorz, który, nazwany podwójnie, na cześć dziada i ojca, obchodził imieniny dwa razy w roku – mieli dziś zostać uhonorowani na równi z Nutrią

No widzisz, Dzidko, on musi podkreślać to drugie imię, dzięki niemu ma podwójne imieniny. A inni w tej rodzinie drugiego imienia na chrzcie nie dostali?

Rodzina dyskutuje o przewidywanych zakłóceniach w systemach teleinformatycznych na początku roku 2000:
Cytat:
– Ależ nie będzie tak źle, pulcherrima – wtrącił dziadek z olimpijskim spokojem. – Nie przewiduję jakiejś wyraźnej cezury, jakiegoś rowu tektonicznego pomiędzy światem tego wieku i nadchodzącego. Jak zwykle wszystko odbędzie się płynnie i wszystko się uda, no, chyba żeby doszło do realizacji apokaliptycznych proroctw dziennikarzy, to jest – do zbiorowej amnezji komputerów z okazji roku dwutysięcznego.
– To będzie makabra – powiedziała w pędzie ciotka Patrycja, stawiając na stole pachnący czosnkiem, drożdżowy chleb juliański z pieczarkami i cebulą, jeszcze ciepły. – Trzeba będzie zawczasu wyjąć całą forsę z banku, bo przepadnie: komputery zapomną, ile kto miał na koncie.
– He, he – wydał śmieszek satysfakcji Ignacy Borejko, który był filologiem klasycznym i bibliotekoznawcą. – Ciekawe, dlaczego mnie to absolutnie nie przeraża.

Dlatego, że to nie będzie twój problem, to Mila albo Gaba będą się w banku użerać, ty co najwyżej łaskawie podniesiesz wzrok znad książki, kiedy zdadzą ci z tego relację.

Cytat:
Teraz do pokoju wkroczyła twardym krokiem ciotka Ida, prowadząc obu malców za wywijające się rączki. – Siadać, panowie – zakomenderowała, sadowiąc chłopców na kanapce.
– Jest tylko jeden sposób na to, żebyście mogli wziąć udział w uroczystości rodzinnej: wzorowe zachowanie. Od tej chwili, powtarzam, od tej chwili będziecie się zachowywać jak dwa alabastrowe anioły cmentarne, czyli będziecie sobie kulturalnie gwarzyć z dziadkiem i ciocią, zresztą, róbcie sobie, co tam chcecie, byle na siedząco i po cichu. Zrozumiano?
– Zrozumiano – padła karna, podwójna odpowiedź.

Dzieci mojego rodzeństwa są słodkie, nie to co małorosły kibol Józin i staromaleńki Ignaś, a i dla nich polecenie „siedźcie grzecznie i cicho” byłoby niewykonalne.

Cytat:
Ida powiedziała “Nnno!”, i odeszła, stukając z impetem obcasami. Natychmiast potem Józinek – rumiany osiłek o zamglonych oczkach i ryżej czuprynce uczesanej na jeża – wyrżnął kuzyna w bok z taką siłą, że solenizant sfrunął z krawędzi kanapki i siadł z impetem na podłodze. Tam na moment stracił dech. Kiedy wstał, podjął natychmiastową próbę odwetu. Ponieważ jednak z natury był łagodniejszy i zapewne mniej zdeterminowany niż syn Idy, zamach mu się nie powiódł: Józinek, stabilnie wparty ciężkim tyłeczkiem w tapicerkę, ani drgnął. Wobec tego Ignacy Grzegorz z całą rozwagą dał mu w ucho.
Józinek wystrzelił w powietrze jak pocisk i zaatakował kuzyna bykiem w brzuch.
– Dużym błędem jest – zauważył spokojnie dziadek Borejko, wpatrując się z zachwytem w dwa krzepkie ciałka wnuków, tarzających się po podłodze jak małe niedźwiadki – sadzanie ich w tak bliskiej odległości od siebie. Na miejscu Idy raczej bym ich rozdzielał możliwie znaczną przestrzenią. Chłopcy, uspokójcie się w tej chwili!
Ignacy Grzegorz natychmiast posłuchał rozkazu dziadka i zamarł w bezruchu, wskutek czego Józinek bez trudu powalił go na łopatki i usiadł mu okrakiem na głowie.
Quid rei est? (O co chodzi?) – dopytywał się dziadek. – Józinku, jest prawdą niezbitą, że Ignaś kocha spokój i ciszę. Nigdy jeszcze nie zaczepił pierwszy nikogo. To ty zaczepiasz. I to głównie jego. Czy jest coś, co cię specjalnie denerwuje w twoim kuzynie, Ignacym Grzegorzu?
– Jest – Józinek zawsze udzielał odpowiedzi lakonicznych.
– A! Więc jednak. A co cię tak w nim denerwuje?
– On – odparł Józinek.
– Dobrze powiedziane – zauważył dziadek. – Spiżowa zwięzłość. Zawrzeć istotę sprawy w minimalnej ilości słów – oto ideał wypowiedzi.
Natalia zaczęła się śmiać.

Cha cha cha, jakie to zabawne, że jeden kuzyn jest nieustannie maltretowany przez drugiego.

Baltona ogłasza:
Cytat:
– Patrycja i ja... cóż, w lipcu będziemy mieli dziecko.
Wybuch zbiorowego entuzjazmu zagłuszył nieco Idę, która zerwała się z miejsca, krzycząc: – No, to już doprawdy!!!... – i przedarła się wokalnie przez wszystkie przeszkody, oznajmiając fortissimo: – Chwileczkę! Przecież my chcieliśmy powiedzieć to samo!!! Tylko nie w lipcu, a w sierpniu! Pulpa, dlaczego ty zawsze musisz ze mną rywalizować?!

Wiecie, ja tam uważam płodzenie dzieci za nieestetyczne, niehigieniczne i w ogóle nie biorę go pod uwagę w przyszłości, ale chyba gdybym była w ciąży, nie takiej reakcji bym oczekiwała... W ogóle od kiedy to Pulpecja rywalizowała z Idą? Nie miały przecież wspólnych znajomych, zbyt duża różnica wieku.

Cytat:
Novus fructus, novus luctus (Nowe dzieci, nowy kłopot.) – wygłosił, nie całkiem taktownie, wzruszony senior rodu...

Oj tam, taktownie czy nie, łaciną trzeba przyszpanować zawsze i wszędzie, jeszcze cię wezmą za niedouczka.

Cytat:
...a Pyza, oszołomiona podwójną nowiną, w całym tym hałasie zdołała zdobyć się na refleksję, że nigdy już chyba nie usłyszą pełnej relacji z pobytu ciotki Natalii na Cyprze. Cokolwiek Nutria miała ciekawego do powiedzenia, nie mogło się równać z nowinami prokreacyjnymi.

Nooo, to jest w sumie całkiem udane podsumowanie Jeżycjady. Ale moment, kto tam potrzebuje pełnej relacji z całego roku? Przez telefon z nimi nie rozmawiała, listów nie wysyłała?

Cytat:
Zresztą, Natalia zawsze usuwała się w cień, najzupełniej naturalnie, żyła sobie jakoś na uboczu i nikomu nie rzucała się w oczy, ta najbardziej tajemnicza i niezależna z ciotek.
Teraz cieszyła się ze wszystkimi, biła brawo, śmiała się do Idy i przytulała siedzącą obok Patrycję. Ale czy nie było jej przykro, że – choć ma już dwadzieścia siedem lat – wciąż jest sama, i że żaden dzidziuś nie czeka na nią w przyszłości?

Kwik!
Targetem Jeżycjady są nastolatki, podejrzewam, że prawie wszystkie na ten fragment reagują podobnie.

Cytat:
Obie – Pyza i Natalia – nie umiały mówić “nie” i obstawać twardo przy swoim zdaniu. Obie były łagodne i wolały słuchać niż mówić. I obie, Natalia – siostra i Pyza – córka, bezkrytycznie, ufnie i gorąco kochały Gabrielę. Były od niej, po prostu, uzależnione.

Brzmi jakoś znajomo.

W mieszkaniu pojawia się Robert.
Cytat:
– Przyjechałem na krótko, Gabrysiu, miałem tu kilka drobnych spraw do załatwienia... i jedną dużą. Firma? No, dobrze nam idzie, niespodziewanie dobrze. Ja to, wiesz, najbardziej z tego się cieszę, że wspólnik ostatecznie nie okazał się draniem, pospłacał długi, znów jesteśmy na prostej. Myślę, że teraz będę mógł już zabrać córkę do Łodzi, no i w ogóle... zacząć inaczej myśleć... o swoim życiu. – Znów Pyza złowiła spojrzenie jego jasnych oczu i znów skierowane ono było na Natalię, tym razem już otwarcie i szczerze. – Miło mi panią widzieć – powiedział, przechylając się w jej stronę. – Rok to jednak kawał czasu...

Oni wciąż sobie „panują”???

Cytat:
...Natalia, jakoś dziwnie zmieszana, zająknęła się, coś chciała powiedzieć, lecz w tej właśnie chwili Józinek, celując w kuzyna, trafił w nią otwartym kubeczkiem jogurtu. Natalia zerwała się z lekkim okrzykiem, po czym przeprosiła wszystkich i poszła do kuchni, żeby ratować swoją piękną sukienkę.

Niszczycielskie zachowanie Józinka pozostaje oczywiście bez komentarza rodziny.

Szesnastoletnia Pyza obserwuje zachowanie Roberta wobec Natalii:
Cytat:
Zupełnie, jakby był w niej zakochany...
Oczywiście, o ile ona, Pyza, mogła w ogóle w tej sprawie wyrokować.
No, nie bardzo mogła, szczerze mówiąc. Cóż ona, nieszczęsna, wiedziała na ten temat?
Stan zakochania mogła więc rozpoznawać wyłącznie teoretycznie, przez porównanie z jakimś romantycznym filmem, gdyż ją osobiście stan ten dotąd omijał. Nie było, zresztą, w kim się zakochać. Ani – kiedy.

Ale spoko, za kilka tygodni się zaręczysz. (Nie, akcja tej powieści nie jest osadzona w średniowieczu.)

Cytat:
Dostała się, owszem, do liceum, ale z braku miejsc skierowano ją do klasy matematyczno-fizycznej i w efekcie musiała wkuwać jak szalona, żeby się nie skompromitować przed doborową stawką olimpijczyków i prymusów oraz maniaków i mózgowców bez serc, którzy na nieliczne klasowe dziewczyny nie zwracali najmniejszej uwagi, no chyba, że właśnie odpowiadały przy tablicy i kompromitowały się niewiedzą.

I do tego grona olimpijczyków dorzucono humanistkę Z BRAKU MIEJSC. Logiczne.

Wpada Filip i łapie Natalię w przedpokoju.
Cytat:
– Jesteś! Jesteś! Ty niedobra! Ty... ty... jak można tak człowieka męczyć! Boże... jak ty wyglądasz! – Natalia cofnęła się o dwa kroki przed tą nawałnicą, wpadła plecami na przepełniony wieszak z odzieżą, po czym nie miała już dokąd uciekać. – Taka piękna! – wybuchnął Filip i gwałtownie złapał obiema rękami głowę Natalii, tak że postronnemu obserwatorowi zdawać by się mogło, iż młody człowiek chce Natalię zdekapitować przez zdjęcie jej czaszki z kości atlasowej. – Nic nie powiedziała! Nie napisała! To ja się dopiero... cudem... dowiaduję... – w tym punkcie swej tyrady Filip zdecydował się zasypać Natalię burzą pocałunków.
Dwa płaszcze i jeden skafander obsunęły się bezwładnie z wieszaka i padły na podłogę.
Tuż za nimi zlądowała parasolka babci.
– Śliczny naprawdę widok – z rozmarzeniem powiedziała zapatrzona Laura i szturchnęła Pyzę w bok.
Cała rodzina przypatrywała się dość spokojnie tej bogatej w środki scenie miłosnej, zafundowanej im tak niespodziewanie i na tak długo.

Nie takie rzeczy się w komunałce widywało.

Cytat:
Nagle Filip oderwał się od Natalii, podniósł z podłogi pierwszy lepszy płaszcz, złapał dziewczynę wpół, okrył byle jak i – szarpnąwszy drzwi – wypadł z nią na zewnątrz. Drzwi pozostały otwarte, dzięki czemu słychać było, jak z
powolnym łoskotem zamyka się ciężka brama kamienicy. Zaraz potem rozległ się odgłos zapuszczanego silnika i Laura rzuciła się do okna balkonowego.
– Cinquecento – zauważyła, patrząc zza firanek na ulicę Roosevelta. – No, jadą. Ależ ruszył! Ciekawe, dokąd ją wiezie.
– Mamy do czynienia z klasycznym [i[raptus puellae[/i] (porwanie dziewczyny.) – rzekł dziadek z zawodowym zadowoleniem.
– Bezwzględnie najlepsza metoda na Nutrię, moim zdaniem – wtrąciła z ożywieniem Ida i nałożyła sobie sałatki jarzynowej. – Dziwne, że Filip aż tak długo znosił jej fochy i brak decyzji.

Shocked
Nutria, kupuj szybko tę kawalerkę i uciekaj stamtąd.

Cytat:
– Oczywiście, że nie należy czekać zbyt długo – podsumował dziadek. – Wszelka zwłoka w podjęciu decyzji uszczupla hipotetyczny okres trwania ich szczęśliwego małżeńskiego związku.

Ot, mądrość życiowa dziada Boreja.

Cytat:
Teraz zostały w jasno oświetlonym korytarzu we dwie [Gaba i Pyza] – wysoka mama i wysoka córka – i wyraźnie było widać, że ta pierwsza ma mokre oczy. Było to coś niezwykłego, ponieważ mama – energiczna, wesoła i dzielna – nie płakała nigdy.

Nigdy, poza kilkunastoma przypadkami opisanymi w książkach, a nie wiemy, co jeszcze działo się w pozostałym czasie.

Okazuje się, że Robert zostawił u nich jakąś teczkę.
Cytat:
– Idź ty z tą teczką, Pyzuniu – poprosiła mama.
Na widok jej zmartwionej miny Pyza nie śmiała już napomykać o tym, że ma przecież imię. Zresztą, prawdę mówiąc, rzecz wydała się jej nagle całkiem niegodna uwagi. Wstała posłusznie, choć, prawdę mówiąc, akurat zamierzała posilić się wreszcie jakąś jarzynową sałatką. Przez cały czas kolacji nie wzięła do ust ani okrucha, ale teraz było jej już trochę słabo z głodu.
– Ja też chętnie się przelecę! – zapaliła się Laura, błyskając stalowymi oczami i zacierając rączki.
– O, nie, nie. Ty lepiej zostań – szybko powiedziała mama.

...Nie podam powodu, tak tylko zasugeruję, że jesteś tym gorszym dzieckiem, któremu nie można ufać.

Cytat:
Pyza wyobrażała sobie, co by to było, gdyby tak ciocia Nutria wyszła za Roberta Rojka – czy i ona musiałaby wtedy jechać z nim do Łodzi? To już lepszy ten nerwus Filip, bo przynajmniej jest miejscowy.

Zapowiada się na psychopatę, ale co tam, grunt, żeby nie zabrał ciotki zbyt daleko od komunałki. „Niechby pił, niechby bił, byle był.” Pyza nie ma w tej książce ośmiu lat, tylko szesnaście. Lada chwila się zaręczy. Borze, borze, to dopiero początek książki, muszę się uspokoić.

Laurze wyjść nie wolno, za to Pyzie towarzyszy Ignaś, bo tak. Trafiają na festyn z okazji Walentynek.
Cytat:
Tłum stał dosyć bezwładnie i ponuro, nie puszczając się bynajmniej w przewidziane programem pląsy i nie wznosząc bynajmniej przewidzianych programem okrzyków entuzjazmu do mikrofonu zbliżył się Bernard, ubrany we frak i eleganckie botki z żółtej skóry.

Nie mogę się oprzeć temu skojarzeniu:


Cytat:
– Miłość! – powiedział niskim głosem. – Miłość! – powtórzył nieco głośniej, stopniując efekty. – Miłość!!! – zagrzmiał wreszcie. – Bracia! Zakochani! Dziś nasz dzień! Kończymy nasz koncert ogólnym wezwaniem do czynu: tu i teraz, wszyscy, jak tu jesteśmy, spójrzmy sobie natychmiast w oczy, padnijmy sobie, dosłownie w tym momencie, w ramiona, wymieńmy czułe słowa i namiętne pocałunki! !
Rozsądna poznańska publiczność nie kwapiła się do usłuchania jego wezwań, więc zawiedziony Bernard odpalił racę z pistoletu, odczekał, aż białe iskry opadną znad jego głowy na ziemię, po czym, w poczuciu posłannictwa, znów apelował:
– Dalejże! Kochać trzeba już, natychmiast, miłości nie wolno odkładać na pojutrze, bo pojutrze może być koniec świata! Kiedy kochać, jak nie w Dzień Zakochanych? Młodzieży! Dorośli! Starcy! Uwaga, odliczam do trzech! Kiedy powiem “trzy” i odpalę purpurową jak serce petardę, każdy mężczyzna, nie wybierając bynajmniej i nie grymasząc, natychmiast siarczyście całuje swą sąsiadkę! Każda sąsiadka oddaje pocałunki!

Bernard, a w ryj chcesz?

Bernard odpala fajerwerki i jak to zwykle w Jeżycjadzie z fajerwerkami bywa, następuje katastrofa. W zgiełku Ignaś gdzieś się zawierusza. Pyza z Bernardem rozmawiają z dwoma nastolatkami, którzy twierdzą, że ich matka spotkała jakiegoś zagubionego chłopca i zabrała go do siebie.

Cytat:
Lucek i Darek mieszkali w blokach przy Norwida, na dziesiątym piętrze.

O, bloki na Norwida, zaraz będzie opis szarości, brzydoty i ogólnej beznadziei.

Cytat:
Róża, wciąż nieco zasmarkana, drżąca ni to z zimna, ni to z nerwów, miała uczucie, że to wszystko tylko jej się śni – i ta rozklekotana, odrapana i pogryzmolona winda ze stłuczonym lustrem, odbijającym widmowo jej zapłakaną twarz oraz kitkę Bernarda, związaną złotą wstążeczką; i ten długi, kiszkowaty korytarz z dwuszeregiem sino malowanych futryn; i mały, wstrętny pies, który – na fali okropnego odoru – wypadł, złośliwie ujadając, z otwieranych właśnie drzwi mieszkania numer 105; i wreszcie tabliczka metalowa z numerem 108 i nazwiskiem, jak z bajki: Lelujka.

Mówiłam. Siódmy krąg piekielny, musi tu być odór paskudny. W kamienicach nie śmierdzi nigdy.

Cytat:
Darek odprowadzał w tym czasie wózek do jakiegoś magazynu, więc to gruby Lucek...

Że Lucek jest gruby, mamy powtórzone kilka razy. Żeby nikt przypadkiem nie zapomniał, bo to kluczowe dla rozwoju fabuły.

Cytat:
...wyjął z kieszeni klucz i otworzył, po czym zapalił światło w malutkim przedpokoju, mocno pachnącym smażoną cebulą.
– Mamuś! – zawołał, ale w odpowiedzi zza oszklonych drzwi wyszedł wysoki, mocno zbudowany chłopak o dumnej postawie i wyniosłej minie, ubrany w same tylko dżinsy. W dużych dłoniach trzymał patelnię z wielką ilością jajecznicy. Gęste, ciemne włosy spadały mu na zarośnięte brwi, słowem –był niebywale przystojny, co każda normalna dziewczyna musiałaby zauważyć od razu, nawet gdyby aktualnie była ciężko strapiona. Młody człowiek
spojrzał na Pyzę jasnymi, czujnymi oczami, zdziwił się wielce, po czym, nagle się zawstydziwszy swego gołego torsu, przełożył patelnię z ręki do ręki, zerwał z wieszaka w przedpokoju swoją koszulę, a chcąc się wycofać do kuchni, zawadził łokciem o klamkę i omal nie wywalił jajecznicy na podłogę.
– Witaj, ekwilibrysto z klatką piersiową – rzekł Bernard, potęgując tylko zdumienie młodzieńca, po czym podszedł do niego i uwolnił go od patelni. – Niach, niach, świetnie wysmażone – zauważył, napawając się wonią jajecznicy. – Włóż tymczasem koszulę, chłopcze z rumieńcem zakłopotania. Jako młody mężczyzna rozumiem twoje uczucia aż nadto dobrze: jest tu między nami dziewczyna o urodzie kategorii pierwszej.

Dobrze, że nie przyszedł z taką na przykład Romą. Halo, halo, jest tam kto? Przyprowadziłem tu dziewczynę, ale nie róbcie sobie kłopotu, taka tam uroda piątej kategorii.

Przystojniak o imieniu Wiktor mówi Róży, że nic nie wie o żadnym małym chłopcu.
Cytat:
– To mój brat. Ma cztery lata. Naprawdę... go tu nie było?
– Nic o tym nie wiem – oświadczył Wiktor.
I w tym momencie Pyza zerknęła za jego ramieniem do kuchni – i zobaczyła na podłodze, tuż przy drzwiach, czerwoną czapkę z pomponem.
–A! A jednak!... – krzyknęła. Wpadła do kuchni, odpychając Wiktora, podniosła czapeczkę Ignasia i przycisnęła ją do piersi.

Który to gest podpatrzyła w operze.

A tymczasem w pachnącej różami kamienicy...
Cytat:
– Jakoś długo nie wracają – powiedziała niespokojnie Gabriela – zdejmując ze stołu filiżanki i talerzyki i ustawiając je na tacy.
– O kim mówisz? – zainteresował się Ignacy Borejko, który siedział jeszcze nad kawałkiem tortu i kawą, studiując gazetę “Rzeczpospolita”; nie mógł był wcześniej zabrać się do lektury, bo w domu panował imieninowy rozgardiasz. Teraz, kiedy goście już poszli, a Laura udała się do wanny; tłumacząc, że to trochę potrwa, bo ona musi sobie zrobić peeling i zadbać o cerę – nastała cisza, a wraz z nią normalne warunki życia dla człowieka myślącego.

Bez komentarza.

Gaba poświęca nieco uwagi mężowi:
Cytat:
– Miłe masz imieniny? – spytała Gabrysia z twarzą przyciśniętą do koszuli Grzegorza.
– Ujdzie. Za duży tłok.

Jak dobrze znać upodobania małżonka i uczcić jego imieniny tak, jak by mu najbardziej odpowiadało.

Cytat:
Mama [Mila] była już w łóżku, wsparta o wysokie poduszki, z dodatkowym jaśkiem podłożonym pod kark. Podciągnęła szczupłe kolana, okryte kołdrą, i czytała sobie miło

Jakżeby inaczej.

Cytat:
– Twoją cechą naczelną, Gabrysiu, jest nadmierna uczuciowość. Panuj nad tym. Na starość to się może przerodzić w sentymentalizm, a nie ma nic gorszego – ostrzegła ją mama

Ależ jest coś gorszego. Można na starość zostać wypraną z empatii, oschłą kostuchą, jak Mila.

Mila z Gabą rozmawiają o Robercie:
Cytat:
– Czy on coś ci mówił?
– Skąd, nigdy. Tylko, widzisz, ja Roberta tak dobrze znam i tyle już lat... Trudno by mu było ukryć cokolwiek, a cóż dopiero rzecz tej wagi.
– Bardzo dużej wagi – potwierdziła spokojnie mama. – Obserwowałam to od dawna. Tak jest.
– Tak jest.
– Czy ona o tym wie?
– To się zawsze wie, nie uważasz? Ale on sam na pewno jej nic nie powiedział. Wolał najpierw na jej uczucie... zapracować.
– Zły system, jak się okazuje – sucho stwierdziła mama. – Spóźnił się.
– Nieodwołalnie. Filip wygrał. Tego Nutrii było trzeba: żeby ktoś ją zaskoczył, żeby zdarzyło się coś gwałtownego i żeby decyzję podjął za nią kto inny. Zobaczysz, jak teraz szybko się pobiorą.

No cóż, w razie czego uznanie nieważności małżeństwa nie będzie takie trudne, skoro decyzję podjęto za nią...

Cytat:
– Cóż, mam nadzieję – mruknęła mama.

No weś jaka wieś, dwudziestosiedmiolatka bez męża, bez dzidziusia, to taki wstyd dla jej matki, a przecież wystarczy raz dwa wydać ją za psychopatę i po kłopocie.

Pyza na Norwida mdleje.
Cytat:
– Gdzie jestem? – spytała słabo Pyza, nieświadomie cytując królewny ze wszystkich baśni świata.
– W niebie – sarkastycznie odparł Bernard Żeromski, któremu ulżyło w sposób widoczny.
– A dlaczego mnie tak boli kark? – chciała wiedzieć Pyza.
– Bo cię pochylałem do podłogi, omdlewająca piękności. Zapamiętaj sobie: jak jeszcze kiedyś będziesz mdlała, od razu pochylaj jak najniżej głowę, żeby do niej napłynęła krew. Jak tak o tym myślę, to mi się wydaje, że najmądrzej byłoby wręcz stanąć na głowie. Ale, niestety, nie przyszło mi to na myśl o właściwym czasie. Zresztą, gdybym zaczął cię stawiać
na głowie...
– Ja zemdlałam?
– O, tak, księżycowa istoto o rzęsach jak nocne ćmy – rzekł dwornie Bernard. – Autentycznie zemdlałaś i możesz teraz przechwalać się tym w szkole.

Przyznam, że to jedyny tekst Bernarda spoza Brulionu Bebe B., który mnie szczerze rozbawił.

Cytat:
Zreflektował się, spojrzawszy na zagapionych braci Lelujków, i zwrócił się do nich innym zgoła tonem: – No, chłopcy, dość mi tego dobrego. Ja wiem, że wam bardzo miło i że jest Dzień Zakochanych, ale sytuacja już się
unormowała. Już nie musicie śledzić każdego tchnienia tej uroczej istoty, ani trzymać jej za rączki.
Dwaj młodzieńcy, jak gromem rażeni, natychmiast wypuścili dłonie Pyzy, natomiast trzeci, ten najprzystojniejszy, roześmiał się krótko.

Te wszystkie, liczne w tej książce, sceny, jak to bracia Lelujkowie adorują Pyzę, a ktoś głośno komentuje, że nic dziwnego, jak można zostawić w spokoju tak piękną dziewczynę, są dla mnie żenujące.

Cytat:
– Ale co ja tu właściwie robię? – spytała głosem słabym i żałosnym, oglądając ze zdumieniem obcy pokój, lampę pod sufitem, twarze wokół siebie i wersalkę. Nagle jej wzrok padł na czerwoną czapeczkę z pomponikiem i Pyza wydała bolesny jęk. – Ignaś? Gdzie Ignaś?
– Boże kochany, znowu się zaczyna – powiedział z niepokojem Bernard. – Klepcie, chłopaki, klepcie, ona się robi niebieska. – To mówiąc złapał dziewczynę za kark i tak gwałtownie przyciągnął jej głowę do podłogi, że Pyza omal nie spadła z wersalki.
– Aaa! – wydała z siebie zduszony wrzask. – Puść! Puść!
I w tym właśnie momencie trzasnęły drzwi wejściowe, po czym wszedł ktoś, kto – wstrząśnięty ujrzanym widokiem – zdołał tylko zakrzyknąć:
– Matko Boska! A co tu się dzieje?
Bernard, wciąż podtrzymując głowę Pyzy, nawet się nie obejrzał.
– Precz!!! – ryknął. – Nie przeszkadzać!!!

„Precz”??? W domu tych, na których się wydziera? Kulturka.

Cytat:
Pełne podziwu spojrzenia braci Lelujków bardzo się Pyzie podobały i sprawiały jej dużą przyjemność, ale też ją peszyły, jak niezasłużona pochwała. Nigdy dotąd Pyza nie spotkała się z tak wyraźną admiracją. Z właściwą sobie uczciwością i szczerością wobec samej siebie, zastanawiała się teraz, co mogło być tej admiracji przyczyną. Co było tak interesującego w osobie nieatrakcyjnej, zbyt wysokiej, obdarzonej przez okrutne prawo dziedziczności stopami numer 41, włosami zbyt miedzianymi i twarzą zbyt rumianą oraz prozaiczną?

Nie mam skojarzeń, nie mam skojarzeń, nie mam skojarzeń ze Zmierzchem... Zwłaszcza te stopy numer 41 całkowicie przekreślają dziewczynę w oczach płci przeciwnej. (Proszę mi wskazać JEDNĄ ilustrację, na której rzuca się w oczy rzekomo nieprzeciętny wzrost Pyzy.)

Cytat:
– Prawdę mówiąc, ja nie mdleję zbyt często. Tak naprawdę to mi się to zdarzyło po raz pierwszy w życiu.
Lecz wyznanie nie zmieniło niczego: bracia siedzieli nadal zwartą grupą i nie spuszczali z niej zachwyconych oczu:
Ich mama, siedząca u szczytu stołu, była tego doskonale świadoma i chyba trochę ją bawiła reakcja synów.
Co do Bernarda – po prostu jadł.
Jednakże i na niego zaczęła z wolna oddziaływać atmosfera tego zgromadzenia, gdyż, podniósłszy raz oczy znad talerza i oceniwszy sytuację, mruknął zagadkowo:
– Kobiety z rodziny B. Ich nieuchwytny urok. To najwyraźniej sprawa genów – po czym ze skupieniem jadł dalej, posypując twaróg szczypiorkiem i solą, a następnie krając go w zgrabne sześciany.
– Róża to jest fajne imię – wyrwał się Darek, po czym, speszony, wbił wzrok w podłogę.
Zapadła cisza.
– Ja... na nas już czas – Pyza powstała raptem z miejsca, stawiając braciszka na podłogę. – Bardzo, bardzo pani dziękuję za opiekę nad Ignasiem i za wszystko – tu odważyła się spojrzeć na chłopców i dodać: – Wam też dziękuję i – już pójdę.
Rozległ się nagły rumor: wszystkie trzy krzesła zostały odsunięte jednocześnie i bracia
Lelujkowie porwali się na równe nogi.
– Odprowadzę cię – powiedział Wiktor, gromiąc wzrokiem braci.
– O, tak, wszyscy cię, Różo, odprowadzimy – pospieszył Darek, przydeptując stopę Wiktorowi.
– Może nie róbmy takiego tłoku – uprzejmie rzekł Wiktor, kopiąc go w kostkę.
– Trzy osoby to nie tłok – zauważył Lucek tonem człowieka praktycznego. – A zawsze będzie nam raźniej.
– Tak, tak, już lepiej trzy osoby – dodał Darek ponuro – niż jedna.

Dżizas, dziewczyny w życiu nie widzieli...

Róża z rycerską eskortą dociera do domu.
Cytat:
Laura była podekscytowana. Wpadła do łazienki, migiem zrzuciła nocny strój i przebrała się w poprzedni, imieninowy, następnie przyczesała ciemne, jedwabiste loki...

Na wszystkich ilustracjach Laura ma włosy proste, z wywiniętymi końcami. W tekście natomiast konsekwentnie są one nazywane lokami.

Cytat:
...i przypudrowała nielegalnie nos, po czym rozpyliła sobie na szyi nieco Aqua di Gio, ulubionego zapachu mamusi.

Rety, tyle lat minęło i wciąż nikt jej nie wpoił podstawowych zasad współżycia w komunałce... Tyle tylko, że najwyraźniej nauczona doświadczeniem, przerzuciła się z perfum robiącej o to awantury ciotki na własność matki, która nie zaprotestuje, co najwyżej opowie nawiązującą do sytuacji bajeczkę.

Cytat:
– A właściwie dlaczego byśmy nie mieli poczęstować gości tortem, mamusiu? – zawołała pogodnie i nie czekając zgody ni odpowiedzi mamy, zakrzątnęła się wdzięcznie, kierując chłopców ku wieszakowi z garderobą, a następnie wiodąc ich do zielonego pokoju, gdzie obrus leżał na podłodze, ręcznik kąpielowy – na tapczanie, zaś otwarta szafa Natalii ukazywała bogaty zestaw jej bielizny osobistej.

Doskonale widzimy, że Natalia bardzo potrzebuje własnego kąta, prawda? Bo autorka nie widzi.

Cytat:
Gabriela, której uśmiech jakoś nie chciał dziś opuścić, wysypała szkło do kubła, odstawiła szczotkę, umyła ręce i napiła się wody prosto z kranu. Uff. Co za dzień. Co za noc.
Nogi się pod nią ugięły i usiadła na taborecie.
Na wprost niej, na ścianie ponad stołem, wisiał odwieczny śmietnik: napisy, hasełka, rysunki i fotografie, których przez lata nie zdejmowano, najpierw z niedbalstwa, potem z przyzwyczajenia, wreszcie – z poszanowania dla tradycji rodzinnej. “Kto mlaszcze, dostanie w paszczę” – ostrzegał najstarszy z napisów, dziś już niemal wyblakły. Wycinanka, przedstawiająca tatusia na traktorze, była wspólnym dziełem Nutrii i Patrycji, z roku 1978.
Obrazek z dużą czarną małpą w cyrkowym kapelusiku, dar gwiazdkowy dla dziadziusia, wykonany został przez dziesięcioletnią Pyzunię. Tuż obok wisiała fotografia natchnionego Ignacego Grzegorza, siedzącego na nocniku z pozytywką.

Zdjęcie dziecka na nocniku wiszące nad kuchennym stołem, pysznie. Jak ja się cieszę, że moi rodzice nie obfotografowali nas siedzących na nocniczkach i nie uszczęśliwiali gości pokazywaniem takich zdjęć.

Cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11716
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:52, 05 Sie 2014    Temat postu:

<3
Tak, zanalizuj wszystkie części do końca, proszę <3. Z wcześniejszych też by się trochę nadawało...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bastet
Super Ninja



Dołączył: 11 Lip 2014
Posty: 340
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 21:50, 05 Sie 2014    Temat postu:

Pisz, pisz! To jest doskonałe. Sama dokonywałam takiej wiwisekcji, ale w myśli.

Swoją drogą - co pani Musierowicz strzeliło do łba, za przeproszeniem, żeby nagle, ni z gruchy nie z pietruchy, parować Natalię z kilkanaście lat od niej starszym Robrojkiem, a z Nerwusa robić klinicznego psychopatę. Że co, że jak artysta to musi być pieprznięty? Tak po prawdzie to trochę musi, ale nie w tym rzecz. Moja teoria jest taka, że autorka szybko się zorientowała, iż wprowadzając do squotu Borejków osobowość tak barwną i bujną nie dałoby się tej osobowości tak gładko odstawić na post-małżeńską bocznicę. Na której kończą wszyscy kamikaze, którzy mieli nieszczęście zawrzeć święty związek z którąś z Borejkówien.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11716
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:16, 05 Sie 2014    Temat postu:

Ja całkiem lubiłam Nerwusa. To znaczy, może inaczej - gdyby go trochę inaczej poprowadzić, to uważam, że to mogłaby być ciekawa i bardzo do lubienia postać - której pewnie byłoby mi szkoda dla tej mamei Natalii (którą też kiedyś, ech, lubiłam). Bo na chwilę obecną to on nie zachowywał się jak człowiek nerwowy, tylko chwilami wręcz chory psychicznie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3527
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 32 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:40, 05 Sie 2014    Temat postu:

Naprawdę można chcieć go sparować z Nutrią po akcji "kajdanki"? Jak nie rozlazły Robert to od razu psychol.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:56, 05 Sie 2014    Temat postu:

Stanę w obronie Robrojka: jest starszy od Natalii zaledwie o osiem lat, nie kilkanaście. Ergo, ma 35 lat, facet w najsmakowitszym wieku. To tylko autorka beznadziejnie go postarzyła, zarówno opisem, jak i, przede wszystkim, rysunkami.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcina
Ramuś XV



Dołączył: 11 Lut 2014
Posty: 97
Przeczytał: 5 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 23:13, 05 Sie 2014    Temat postu:

Przeraża mnie to, że osobą najcieplej witającą Nutrię jest Bernard, który dowiedział się, że gdzieś w ogóle wyjeżdżała chwilę wcześniej.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bastet
Super Ninja



Dołączył: 11 Lip 2014
Posty: 340
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 0:27, 06 Sie 2014    Temat postu:

kura z biura - fakt, tylko osiem. Nie wiem czemu myślę o nim stale jak o wiekowym ramolu. A nie, wiem. Bo Robrojek najpierw był fajną, poczciwą postacią w wieczystej friendzone Anieli Kowalik, a potem od razu widzimy go jako poczciwca w nieustalonym wieku średnim, w dodatku w wąsem. Brrr. Nienawidzę tego nowego Robrojka. Ale co ja się dziwię, Baltonę swego czasu uwielbiałam, ale autorka raczyła zrobić z niego badylarza. Z wąsem. Co jest w ogóle z tymi chłopami w Jeżycjadzie? Od jakiegoś czasu to są albo kukły (Aaaaadam. O, jego też nienawidzę.) albo statyści o wyglądzie Stanisława Barańczaka plus minus bujniejsza fryzura. Rly?

Ale wracając do meritum - Nerwus był super. W sensie pierwszy Nerwus, nie ten w aspekcie "musimy go wywalić z powieści, więc zróbmy z niego psychopatę". Śliczny, energiczny, zdeterminowany, nieco ekscentryczny, romantyczny, stanowczy, utalentowany i tak dalej i tak dalej. Miał wady, całkiem sporo, ale równoważyły to jego zalety, w efekcie dostawaliśmy a)ciekawego faceta b)ciekawego bohatera.

Choć może dobrze się stało, że nie został reproduktorem Natalii, bo pewnie w kolejnych powieściach dostałby wąsa i zaczął grać na grzebieniu. A tak to tylko dostał świra i chociaż oddalił się z Jezycjady z resztkami godności.

Nie, poważnie, jakby mi Musierowicz z Nerwusem zrobiła to, co z Idą i Baltoną, to wysłałabym jej bombę. Mailem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1355
Przeczytał: 10 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Śro 8:28, 06 Sie 2014    Temat postu:

Melomanko, bardzo celne komentarze, przeczytałam ze smakiem. Kontynuuj!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Wyssana wampirzyca



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 816
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 8:55, 06 Sie 2014    Temat postu:

Dla mnie Nerwus to kandydat na romans, owszem, ale na pewno nie na związek. Facet, który nie widzi nic niestosownego w przykuwaniu się i terroryzowaniu dopiero co poznanej osoby (swoją drogą, co on właściwie zamierzał osiągnąć tym ruchem? Zawlec Nutrię jak krowę na sznurze pod samo mieszkanie Tunia?) jednak nie rokuje dobrze na przyszłość.

A z Robrojkiem jest ten problem, że MM portretuje go jako faceta w wieku emerytalnym, a nie trzydziestokilkulatka. Pamiętam, że czytając CR miałam jakoś dwanaście lat i przy opisach Roberta stawał mi przed oczyma mój dziadzio, lat sześćdziesiąt plus: przygarbiony, z wąsem, metodycznie myjący naczynia i kozikiem obierający cytrynę...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pusta_rurka
Potworny Przeciąg Pisaka



Dołączył: 05 Sie 2014
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 9:33, 06 Sie 2014    Temat postu:

Kochał Autorkę tej analizy. Czytam sobie do posiłku ową Jeżycjadę i szukam momentu w którym z fajnych Borejków zrobiło się takie wredne snobstwo.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 9085
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Śro 10:09, 06 Sie 2014    Temat postu:

Przepadam za twoimi analizami Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dora
Śpiąca Królewna na sianie



Dołączył: 26 Sie 2011
Posty: 1580
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 11:30, 06 Sie 2014    Temat postu:

Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Te analizy sprawiają, że mam ochotę zapoznać się z Jeżycjadą, choć to nie do końca moje klimaty. Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pusta_rurka
Potworny Przeciąg Pisaka



Dołączył: 05 Sie 2014
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 15:51, 06 Sie 2014    Temat postu:

Właśnie... powiedzcie mi w jaki sposób(prócz oświadczeń ex cathedra MM), przejawia się silny, stanowczy charakter Gabrysi?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ktosza
Rozpaćkany wampir



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:04, 06 Sie 2014    Temat postu:

Histerią gdy się wspomina jej byłego męża Very Happy

Nerwus z Imienin jest dużo mniej psychopatyczny niż ten z Nutrii i Nerwusa: nie rzuca tekstami o obłąkanych samicach, nie stalkuje byłej swojego brata, nie skuwa nikogo kajdankami. Nie do końca rozumiem zarzuty o "zepsuciu" go.

Melomanko, myślę że trochę przesadzasz z tym czepianiem się tego, że wszyscy mówią o urodzie Róży. Nie sądzę by Romę czy kogoś mieli potraktować jakoś gorzej. To po prostu takie staroświeckie komplementy, nie dosłownie "przyszła bogini i dosłownie ją uwielbiamy" (przynajmniej w przypadku Bernarda, z Lelujkami to co innego).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 18:03, 06 Sie 2014    Temat postu:

Może, ale takie są moje osobiste odczucia, mnie samej podobne teksty nie sprawiają przyjemności, tylko krępują. Wszystkie takie "och, no tak, idziemy już, chłopcy na pewno chcą zostać z Melomanką sami, hi hi hi".

Drugą część postaram się dziś wrzucić Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pusta_rurka
Potworny Przeciąg Pisaka



Dołączył: 05 Sie 2014
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:45, 06 Sie 2014    Temat postu:

Czekam, czekam...Imieniny i Tygrys są mega materiałem na analizkę...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bastet
Super Ninja



Dołączył: 11 Lip 2014
Posty: 340
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:49, 06 Sie 2014    Temat postu:

Czekamy :}

A co do tego fragmentu jeszcze:
Cytat:
Ale czy nie było jej przykro, że – choć ma już dwadzieścia siedem lat – wciąż jest sama, i że żaden dzidziuś nie czeka na nią w przyszłości?


Jak to sama? Przecież jest jakoby w związku z Nerwusem. Nie-samej jest się dopiero po ślubie?

Ktosza napisał:
Histerią gdy się wspomina jej byłego męża Very Happy

Przez to Święta Gabriela całkowicie straciła w moich oczach. Tak się składa że ja, tak jak pewnie spora grupa czytelniczek Musierowicz, pochodzę z tzw. rozbitej rodziny. I nie mogłam ogarnąć, jak złą matką jest Gabrynia, która nie jest w stanie normalnie pogadać ze swoją córką o jej ojcu. I jak patologiczną rodziną są Borejkowie, którzy za oczywiste uważają odmawianie dziecku wiedzy o tacie "bo to rani uczucia tej wspaniałej Gabuni". No żesz jasna cholera. W żadnej książce Laura nie była tak godna współczucia jak w "Tygrysie i Róży". Cholerna Pyzunia, wzór cnót córczynych to jakiś android, ale stawiany za wzór do naśladowania bo ma gdzieś swojego ojca. Brawo. Gdyby wszystkie rodziny zachowywały się takiej sytuacji jak błogosławieni Borejkowie i Gabriela "Już Wkrótce na Wszystkich Ołtarzach" Stryba to szpitale psychiatryczne pękłyby od nadmiaru hospitalizowanych dzieci. Przecież to nie matka a potwór. I dla mnie właściwie "Imieniny" oraz "Tygrys i Róża" były początkiem końca Jeżycjady.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 18:56, 06 Sie 2014    Temat postu:

Bastet napisał:
A co do tego fragmentu jeszcze:
Cytat:
Ale czy nie było jej przykro, że – choć ma już dwadzieścia siedem lat – wciąż jest sama, i że żaden dzidziuś nie czeka na nią w przyszłości?

Jak to sama? Przecież jest jakoby w związku z Nerwusem. Nie-samej jest się dopiero po ślubie?

Ha, no właśnie, to ciekawe. Wychodziłoby na to, że skoro Natalia bez żalu wyjechała na rok, a Nerwus nawet nie czekał na nią na dworcu, nikt nie traktował ich związku poważnie. A chwilę później wszyscy się cieszą, że nareszcie on ją do ołtarza zawlecze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Wyssana wampirzyca



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 816
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:31, 06 Sie 2014    Temat postu:

Ja w ogóle, powiem szczerze, nigdy nie mogłam zrozumieć wątku zerwania Natalii i Nerwusa. To znaczy, nie samego aktu jako takiego (to akurat był bardzo rozsądny ruch i powinien nastąpić dużo wcześniej, bo Filip zachowywał się jak klasyczny wampir energetyczny), ale konkretnego powodu, który za nim stał.

Laura oznajmia ciotce, że informowała Filipa, kiedy wróci Nutria, Natalia (jak rozumiem) wściekła się, bo chciała od niego odpocząć, a facet stalkował ją na odległość. Wszystko fajnie, tylko że...co niby pozostało Nerwusowi poza kontaktem z rodziną? Jak sam mówi, Nutria wyjechała niemal z dnia na dzień, o niczym go nie informując. Jak dla mnie to dość normalne, że facet tracąc nagle kontakt z ukochaną próbuje się jakoś dowiedzieć, co się właściwie z nią dzieje (przecież oficjalnie nadal byli parą) i chce znać bodaj przybliżoną datę jej powrotu...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 19:57, 06 Sie 2014    Temat postu:

Jest nocia!

Cytat:
O siódmej dziesięć Pyza stała przy kuchennym oknie, pijąc mleko i jedząc niskokaloryczny razowiec z niemal przezroczystym płatkiem chudego twarogu oraz kawałkiem papryki.

Niemal przezroczysty płatek chudego twarogu na niskokalorycznym razowcu. I nikt w tej licznej, kochającej rodzinie nie zwraca uwagi na to, że dziewczyna katuje się niezdrową dietą. Nikt nie spróbuje jej przekonać, żeby jadła porządne śniadania, już prędzej unikała kolacji, bo rano potrzebuje energii do wysiłku umysłowego w szkole. Myślicie, że razowiec nie jest taki zły i się czepiam? Patrzcie dalej:
Cytat:
Pyza nadal tkwiła w oknie, pijąc powoli mleko (chleb już pochłonęła; nadal była bardzo głodna, ale założyła sobie przecież, że nie przekroczy tysiąca kalorii dziennie).

Powodzenia na W-F-ie, matematyce i fizyce.

Lelujkowie przychodzą po Pyzę, wręczają też kwiaty Gabie z okazji jej imienin. Ta zaprasza ich na popołudnie.
Cytat:
– Gorąco mi się zrobiło z oburzenia – oznajmił Grzegorz. – Przez chwilę myślałem, że zapomniałaś o naszych planach i że ich zaprosisz na herbatkę po południu. I tak, uważam, szósta to za wcześnie, ale z biedą ujdzie.
– Zdążymy, zdążymy, Grzesiu – Gabriela nalała wody do wazonika i wstawiła tam frezje.

Bo ty akurat wiesz, ile czasu zajmie to, co ci Grzegorz przygotował na imieniny jako niespodziankę...

Cytat:
– No, moja jedyna – rzekł po chwili jazdy, rzucając jej zza okularów dziwnie triumfalne spojrzenie. – Cały piękny dzień przed nami.
– Pysznie – odpowiedziała Gabriela i w tej chwili tknęła ją nagła myśl: – Czy ja powiedziałam mamie, że zupa dla Ignasia jest gotowa, w lodówce?

Można by pomyśleć, że Ignaś ma cztery miesiące, a nie cztery lata.

Cytat:
– Gabrysiu – rzekł Grzegorz uroczyście, przelatując maluchem przez skrzyżowanie na Moście Teatralnym i prując dalej, ku skrzyżowaniu przed hotelem “Merkury”. – Mama znajdzie zupę. A gdyby nawet nie znalazła zupy, to nasz syn jest dość duży, by nie umrzeć z głodu po zjedzeniu na obiad suchej bułki, albo i nawet spleśniałej marchewki. Przestań już, Gabrysiu, mantyczyć i zmień się w beztroską istotę, pędzącą radośnie na spotkanie uroków życia.
Ledwie to powiedział, maluch zarzęził boleśnie i silnik jego zgasł.

Akurat przechodzi tamtędy Bernard, który pomaga naprawić samochód. A kiedy obaj grzebią pod maską...
Cytat:
Gabriela musiała kilkakrotnie powściągać impuls, każący jej pobiec do wciąż bliskiego domu i przekazać komunikat o zupie.

W założeniu to chyba miało pokazać czytelnikom, jaka nasza Gabrysia kochana, troskliwa i opiekuńcza...

Cytat:
– No, jedziemy – rzekł Grzegorz z otuchą. – Serdecznie ci dziękuję, Bernardzie. Dokąd cię podrzucić?
– A dokąd jedziecie?
– My? – rzekł Grzegorz z wahaniem. – A – w nieznane.
– Świetnie – ucieszył się Bernard. – Szedłem właśnie w tym samym kierunku. Czy można zabrać się z wami?
Grzegorz przygryzł wąsa.
Bernard był człowiekiem delikatnym i zaraz coś wyczuł.
– A może wy chcielibyście być sami i stary przyjaciel, który pomógł wam uruchomić samochód, będzie was wyłącznie drażnił, irytował i złościł, będzie wam przeszkadzał i sprawi, że stracicie niepowtarzalną okazję do miłego tete – a – tete? – spytał żałośnie.
– Skądże, Bernardzie – odparli jednym głosem Gabriela i Grzegorz.
– Tak też myślałem – uspokoił się artysta.

O rany, jaki ten wątek jest naciągany. Sama nie jestem asertywna za cholerę, wolę się przeprowadzić, niż wyjaśnić właścicielowi, że jego wpadanie bez zapowiedzi ogranicza moją prywatność, a jakoś bez problemu wymyśliłabym grzeczny tekst na spławienie Bernarda, ot, teraz chcemy gdzieś pojechać sami, za to zapraszamy cię serdecznie na tort na Roosevelta za kilka godzin.

Cytat:
Za sztachetami widać było, wśród czarnych i mokrych drzew starego sadu, uroczą małą chatkę, świeżo zbudowaną z bali i desek. Był to klasyczny domek kanadyjski ze spadzistym dachem i okiennicami: Wokół niego widniały rabaty bylinowe, zaprojektowane ze znawstwem i smakiem, jak można było wnioskować z pęków zrudziałych liści i łodyg.
– O! Po prostu cacko! – powiedziała tęsknie Gabriela, wyglądając przez okno.
– Podoba ci się? To dobrze, bo właśnie mam w kieszeni klucz do niego – Grzegorz uśmiechnął się do niej, ale w tym uśmiechu był odcień rezygnacji. – Zbudował to mój kolega. Pożyczył mi domek na dzisiaj.
– Jak to naprawdę przepięknie z jego strony – zachwycił się Bernard, który zawsze i wszędzie czyhał tylko na przejawy ludzkiej dobroci, by następnie sławić je i nieustannie wspominać ku pokrzepieniu serc. – Nie każdy chciałby się podzielić swym dorobkiem z trojgiem przyjaciół.
– On chciał się podzielić z dwojgiem – sprostował Grzegorz z charakterystyczną dla zawodowych matematyków bezlitosną ścisłością. – Zresztą; czyn nie był tak całkiem bezinteresowny: mam mu za to oczyścić twardy dysk z wirusa, podzielić go na partycje i ponownie zainstalować system. Sporo drań zażądał.

Sporo? Toż to głównie polega na ciągłym klikaniu „dalej”, można przy tym jeść, pić i oglądać telewizję. Zaiste, wybitny informatyk z tego Grzesia...

Cytat:
Gabriela, siedząc, jak ją posadzono; w centrum skórzanej kanapy, rozejrzała się wokół z ciekawością. Ciepłe wnętrze chatki było rozkosznie zaciszne i urządzone w miłym stylu skandynawskim. Na kominku, zbudowanym z polnych kamieni, za żelazną osłoną, płonął wesoły ogień; szeroki tapczan zdobiła barwna wełniana narzuta w pasy, a pod oknem, w przytulnej wnęce, mieścił się stół, starannie nakryty na dwie osoby. Gabrysia zauważyła czerwony obrus i serwetki z serduszkami i dwie czerwone świece w lichtarzykach; i mały torcik czekoladowy, i ciasteczka w kilku rodzajach, i pucharek z bitą śmietaną. Była także butelka szampana w kubełku z lodem i dwa kieliszki na wysokich nóżkach. Nie było tylko jednego: trzeciego nakrycia, i Bernard, z właściwą sobie praktyczną bystrością, natychmiast to wyłapał.

I ten szampan cały miała wypić Gabriela? Grześ przecież prowadził.

W slumsach na Norwida Lelujkowie jedzą obiad, tu plus dla nich - sami myją naczynia po obiedzie ugotowanym przez mamę. Następnie zamykają się w pokoju, żeby konspirować.

Cytat:
– Musimy się naradzić – rzekł Wiktor, który zaproponował tę konferencję na szczycie. – Chodzi o nasze imieniny.
– No? – krótko spytał Darek, który lubił zwięzłość, a nie przepadał z kolei za tym, że Wiktor udaje szefa.
– Zbliżają się – rzekł Wiktor.
– To wiemy.
– Można by zrobić miłą imprezę – ciągnął najstarszy.
– Można by – zgodzili się obaj młodsi.
– Zaprosić kumpli...
– Bezwzględnie.
– Albo i nie – dorzucił niedbale Wiktor.
– Też racja.
Zapadła cisza pełna wyczekiwania.
– Można by – znów ostrożnie zaczął Wiktor, spuszczając oczy i zerkając jakoś w bok – zaprosić na przykład... hm, jedną lub dwie osoby, zamiast tego tłumu, co zawsze. Nigdy nie umieją się zachować, nabałaganią, a potem my musimy wysłuchiwać od mamy...
– Prawda, prawda; święta prawda – zgodzili się bracia.
– Pomyślałem więc... – Wiktor stanął przy oknie, tak że nie widzieli jego twarzy – ...że można by urządzić takie nietypowe imieniny i zaprosić; na przykład, jakąś dziewczynę.
– Różę – jednocześnie rozszyfrowali go bracia.
– No, przecież, że nie jej siostrzyczkę. Kawał jaszczurki – gniewnie rzekł Wiktor, zły na siebie.

Pięknej i zgrabnej, ale szlachetni rycerze nie patrzą wszak na piękno zewnętrzne, preferują pogodne promyczki.

Cytat:
– Zresztą – zdecydował się na szczerość – można by w ogóle dać sobie spokój z tym przestarzałym systemem świętowania imienin. Tu jest tak ciasno... można by wyjść z imprezą na miasto. Można by, dajmy na to, ekhm, zaprosić Różę do jakiejś miłej kawiarni.
– O! Dobry pomysł – ocenił Darek, ale Lucek nie był zachwycony.
– We trzech? – skrzywił się. – Z dziewczyną do kawiarni? Do kawiarni się chodzi we dwoje. Zresztą nie wiem tak naprawdę – po co.

Nie wie po co, ale potem też pójdzie, skoro tak trzeba. Czemu tak mało w Jeżycjadzie bohaterów przełamujących schematy?

Cytat:
– No, właśnie, chodzi się we dwoje – podchwycił Wiktor. – Mógłbym pójść ja, na przykład.
Darek zerwał się i złapał go za bluzę na piersiach.

A widownia skandowała: Je-rry! Je-rry!

Cytat:
– O, ty lisie – warknął...

Oj, ty lisku chytrusku.

Cytat:
...– Teraz wszystko jasne. Teraz rozumiem te długie podchody. A co, nie mogłeś braciom szczerze powiedzieć, że chcesz się z nią umówić?
– No, właśnie mówię – bronił się Wiktor.
– Nie, nie; ja to z ciebie wyciskam! A skąd wiesz, cholera, że ja bym jej nie chciał zabrać do kina w swoje imieniny?
– Bo niczego takiego nie mówiłeś! – burknął Wiktor, czerwony jak rak, i złapał Adriana wpół. – Nie właź na mnie, nie właź na mnie, dobra?
– Łapy przy sobie, Wituś, bo ci je odgryzę! – Darek naparł bokiem na brata i docisnął go do regału. Wiktor podciął mu nogę i obaj runęli na parkiet.
– Uspokójcie się! – zawołał dla porządku Lucek, po czym z najwyższą przyjemnością zanurkował między braci, by mocować się z nimi, popychać i wymieniać kuksańce.
– Co tam się dzieje? – dał się słyszeć głos mamy.
Natychmiast się uspokoili i siedli na poprzednich miejscach.
– Wracając do rzeczy – rzekł Wiktor, jakby nic się nie stało. – Proponuję, żebyście sobie w tym roku urządzili własne imieniny. Ja chciałbym obchodzić swoje sam... to jest, z Różą.
– Ja też bym tak chciał – rzekł zaczepnie Darek.
– I ja – zadeklarował się najmłodszy.
– No, to ładnie – burknął Wiktor. – Wychodzi na to, że sprzedałem wam niezły pomysł.
– No, to co? Niby dlaczego miałbyś mieć monopol, Wituś? Skąd wiesz, z kim ona by wolała spędzić imieniny?
– Swoje, zresztą, także... – zauważył Wiktor znacząco.
Ta uwaga uderzyła braci.
– Faktycznie. Twoja przewaga. Macie imieniny jednego dnia – przyznał Darek.

Jak nic, przeznaczenie!

Cytat:
– Teraz sami widzicie. My po prostu musimy je obejść we dwoje.

Ja bym raczej sądziła, że to minus, bo może Róża ma już inne plany na własne imieniny...

Cytat:
– Albo we czworo – uparł się Darek.
– Nie, to kiepski pomysł – wtrącił Lucek. – Ja mam najlepszy: niech każdy z nas obejdzie z nią swoje imieniny. Dzień po dniu.
– Mnie się to nie podoba – warknął Darek, patrząc wilkiem na starszego brata.
– Tak, ja wiem – spokojnie odparł Wiktor. – Tobie by się podobało, żebyśmy wiecznie byli razem i tłoczyli się wokół niej, bo wtedy...
– Co? Co wtedy? Co wtedy?
– ...bo wtedy żaden nie byłby z nią sam.

Może i na dobre by wyszło, nie zastawiono by pułapki biologicznej...

Cytat:
– Tu się mylisz – uciął Adrian. – Ja bym tylko nie chciał, żebyś ty był z nią sam.
– Czegoś się boisz?
– Ja? A czego miałbym się bać?
– To przyjmuj pomysł małego: każdy z nas, dzień po dniu, spotyka się z Różą.

Ale oczywiście najpierw spytają ją też o zdanie, prawda? Prawda? Nieprawda.

Cytat:
– Tak, tak. Ty jako ostatni. Będzie największy efekt.
– Darek, bo ja ci przywalę!
– Cicho – wtrącił Lucjusz. – Pamiętajcie, że jeszcze ona musiałaby się zgodzić.

Jeee, brawo.

Cytat:
– A, no właśnie. Cóż, tym lepiej. Powie, na kogo się nie godzi. I już będziemy coś wiedzieli – zauważył podstępnie Wiktor.
Lucek spojrzał na jednego i na drugiego brata i kpiący uśmiech pojawił się na jego pucołowatej twarzy.
– Ona się zgodzi z dobrego serca, taka ona jest. Nie powinniście sobie za wiele wyobrażać.
– Nikt sobie niczego nie wyobraża, smarku jeden! – wrzasnął rozjuszony Darek i przyłożył bratu pod żebra.
Za chwilę mocowali się wszyscy trzej, na podłodze.
W pięć minut później siedzieli już spokojnie. Darkowi krew poszła z nosa, bo nadział się na łokieć Wiktora. Wiktor z boleścią oglądał rozłupany na dwoje kufel, pamiątkę z wycieczki do Pragi. Lucjan miał purpurowe ucho.
– Reasumując – rzekł najstarszy – dziś, kiedy ją odwiedzimy, przedstawimy jej nasz pomysł. Jej – i matce, bo matka jest najważniejsza. Wszystko ma się odbyć legalnie i porządnie, żeby nasza mama się nie czepiała. Zapytamy, co pani Gabriela sądzi o naszym pomyśle. Jak się ona zgodzi – zapytamy Różę. Reszta od niej zależy.

Tadaam! Najpierw spytają Gabrielę. Czy mogą zaprosić na imieniny jej szesnastoletnią córkę. Może wspólnie rozważą kandydatury przyzwoitek.

Cytat:
O trzeciej trzydzieści pogoda nad Poznaniem była słoneczna, niebo miało kolor śródziemnomorski, ptaki szalały w gołych platanach przed Operą, a silny, ciepły wiatr niósł podmuchy optymizmu. Filip i Natalia stali, spleceni w uścisku, na rogu Alei Niepodległości i ulicy Fredry, szaliki im trzepotały, włosy wpadały w oczy, fruwając jak chmurki wokół ich przytulonych głów.
– Nie mogę się z tobą rozstać – wyznał Filip. – Wciąż się boję, że znów mi znikniesz. Tak jak wtedy. Pożegnałem się z tobą po koncercie, a ty wsiadłaś w samolot i uciekłaś na Cypr. Na cały rok.
– Teraz już nie ucieknę, naprawdę.
– Będziesz szła przez Most Teatralny, zobaczysz pociąg i zeskoczysz na dach jakiegoś wagonu. I pojedziesz na Ukrainę.
– Słowo daję, że na Ukrainę nie chcę.
– No.. To pewnie byś chciała do Nowego Jorku.
– Też nie, Filipku.
– Jeszcze tylko czternaście dni.
– T – taak... – odrzekła Natalia z wahaniem. – Wiesz, rodzice mi radzą, żeby tak się nie spieszyć. Jest Wielki Post, nie urządza się wesel w tym czasie.
– Jakich wesel? Po prostu weźmiemy ślub i wrócimy spokojnie na nasz strych. Po co nam jacyś ludzie.
– Rodzina.
– Rodzina będzie przecież na ślubie. Mielibyśmy potem jeszcze siedzieć z nimi, jeść, gadać o niczym i czekać tylko, aż to wszystko się skończy?
– Filipku, a może naprawdę poczekać, zrobić ślub na Wielkanoc, jak wszyscy, urządzić weselisko?
Filip złapał ją za ramiona, potrząsnął.
– Znowu zaczynasz?! Nie. Nie! Nie będziemy już czekać! Czekaliśmy za długo. Czekaliśmy trzy i pół roku, Natalio. To już koniec. Ani dnia dłużej. Przećwiczyłaś mnie tak, że o mało nie osiwiałem. Ja już nie mogę. Ślub za dwa tygodnie, Natalio. Proszę. Za czternaście dni zrobię ci śniadanie. A ty mnie – kolację. A na obiad pójdziemy do tej pizzerii na rogu...
– Nie, na obiad ja ci ugotuję kapuśniaku. Z ziemniakami i kminkiem. Zapomniałeś?
– Prawda. Kapuśniak. Za czternaście dni. Przyrzekasz?
– No... To teraz mnie puść, dobrze?
– Nie.
– Spóźnisz się na zajęcia.
– Są sprawy ważniejsze.
– No, już, Filipie. Ja nie żartuję.
– Wiem, że nie żartujesz, ale nie mogę cię puścić, nie mogę absolutnie, ponieważ mój potężny instynkt życia trzyma mnie przy tobie. Pocałuj mnie.
– Filip, puszczaj!
– Ach, tak?! Proszę bardzo. Puszczam cię. Możesz sobie iść!!!
– Nie krzycz tak, ludzie patrzą.
– Niech sobie patrzą! Co mnie ludzie obchodzą!
– Cśśś... – powiedziała Natalia, obejmując go w pasie i przytulając się do jego piersi. – No, już, już – już dobrze.
– Dobrze – zgodził się Filip, wzdychając. – To już pójdę na te zajęcia. Ale pamiętaj, przychodzisz po mnie o szóstej!
– Gabriela ma dziś imieniny...
– Za czternaście dni ja będę twoją rodziną: Już nie musisz tkwić w domu przy każdej okazji. No, lecę – tu Filip po raz ostatni przyciągnął Natalię do siebie, pocałował i puścił wolno. Następnie, idąc tyłem i nie spuszczając z niej oczu, stanął na rogu pod światłami, poczekał, aż zapali się zielone, wyszedł z pieszymi na jezdnię, nadal rakiem, i przebył ją, przez cały czas trzymając Nutrię na uwięzi wzroku. Jakimś cudem udało mu się na nikogo nie wpaść:
Zatrzymał się na przeciwległym chodniku. Natalia widziała; że Filip ma jeszcze ochotę odbyć tę drogę w odwrotnym kierunku i zacząć od nowa swoje wyrzuty i zaklęcia. Pomachała mu więc i ruszyła w swoją stronę, pod wiatr, starając się nie obejrzeć ani razu, choć czuła, że w jej plecy wwierca się spojrzenie Filipa. Stanęła dopiero przed willą na rogu, obejrzała się. Tkwił jeszcze w tym samym miejscu. Pomachała mu ręką, a on dopiero wtedy pobiegł w dół Alei.

Milusio cieplusio, jak u AutorKasi.

Cytat:
Pierwszy wrócił dziadek. Powiesił palto w korytarzu, zzuł półbuty i powiedział, że pogoda jest paskudna, ludzie skwaśniali i marudni, docent zwłaszcza, świat zaś generalnie chyli się ku upadkowi.
Muros erigunt, mores neglegunt (Wznoszą mury, a lekceważą obyczaje.) – podsumował swe pesymistyczne rozważania, po czym, wchodząc do kuchni, rzekł:
– Poproszę o herbatę, gołąbeczko – kierując swe słowa konkretnie do Pyzy, która, nakrywszy już do stołu w zielonym pokoju, teraz biegała nerwowo tu i tam, wykańczając szczegóły i modląc się, żeby mama wróciła na czas.

Ciekawe, jak poradziłby sobie Ignacy po śmierci żony, gdyby Gaba z rodziną wyprowadziła się na swoje. Czy sam potrafiłby sobie zrobić herbatę?

Cytat:
Ale oto właśnie powiało zimnem i wilgocią - trzasnęły zamykane drzwi wejściowe i do kuchni weszli mama i Grzegorz. Byli jacyś zmęczeni, przemoknięci, w nie najlepszych humorach. Wyjaśnili, że spóźnienie ich wynikło z faktu, że maluch znów padł na wznak w okolicach Paczkowa, w szczerym polu, i że, tonąc w błocie, w strugach deszczu przeplatanego gradem, trzeba było reanimować tę przebrzydłą kupę złomu za pomocą pilnika do paznokci oraz długopisu.
– No, dobrze, ale już jesteśmy w domu – podsumowała to wszystko mama i z ulgą zasiadła za stołem, zastawionym prezentami. W tym momencie wzrok jej padł na stojący naprzeciwko cud techniki, który właśnie, dziarsko błyszcząc czerwoną lampką, kończył z subtelnym poszumem pierwszą turę zmywania.
Mama uniosła się z miejsca, wyciągnęła rękę przed siebie i zapytała:
– Co to... co to... co to jest?!
Dziadek, który aż do tej pory nie zauważył niczego nowego w kuchni, a właśnie pił herbatę, używając swego ulubionego kubka z krasnalkiem, odstawił go rozważnie na stół, zanim obejrzał się, pytając:
– O czym mowa? – i osłupiał, ujrzawszy zmiany, zaszłe w okolicy zlewozmywaka.
– To jest, Gabrysiu, zmywarka dla ciebie – powiedział skromnie Grzegorz. – Automat do mycia naczyń. Zobaczysz, jaki zmyślny.
– Grzesiu! – mama wydała okrzyk. – Och! Teraz dopiero wszystko rozumiem... ach, Grzesiu, Grzesiu! – i rzuciła mu się na szyję w porywie radości.
– Zmywarka? Automat do mycia naczyń? – powtórzył powoli dziadek. – Czy ja dobrze słyszę?
– Ignacy! Pozwól na chwilę! – zaczęła babcia stanowczo, ale nic to nie pomogło. Dziadek poczerwieniał, jakby go ktoś obraził i rzekł dobitnie:
– “Po prostu używanie tego, co było, a brak pragnienia tego, czego nie było”. – są to słowa cezara, Marka Aureliusza, który sypiał na łożu prostym, okrytym skórą, i umiłował wszystko, co zaleca helleński tryb życia.
– Naczynia myli mu niewolnicy – bąknęła na boku mama. Miał to być żart dla rozładowania sytuacji, ale nie tak został przyjęty. Dziadek zgromił ją wzrokiem i kontynuował:
– Jaka szkoda, że dziś wyrazem ludzkiego istnienia staje się z wolna konsumpcja, czyli całkiem po prostu – nieustanne kupowanie przedmiotów. Czy cały sens naszej egzystencji ma się sprowadzać do konsumowania? Kimże wtedy będziemy? “Łoże proste, okryte skórą”! Ot, co!
– Tato – spróbowała znów mama, zerkając nerwowo na Grzegorza i śmiejąc się dla niepoznaki. – Przypomina mi się twoje kazanie o minimalizmie... to sprzed lat.
– Moje kazania dały znakomite efekty, jak widzę – palnął krewko dziadek – skoro doczekałem dnia, gdy inwazja konsumpcjonizmu zahacza i o mój dom! Non qui parum habet, sed qui plus cupit, paupere est. (Nie ten jest biedny, kto posiada mało, lecz ten, kto pragnie więcej.)

Pięknie brzmią te wszystkie wzniosłe cytaty z ust Ignacego, którego w zapewnianiu rodzinie podstawowych warunków do życia musiała wyręczać teściowa.

Cytat:
– Seneka – mruknęła niechętnie babcia.
– Tato, gdybym mógł wtrącić słówko – zaczął Grzegorz, wyraźnie zły – Pozwól, że powiem...
– Nie pozwalam – nie pozwolił dziadek...

Czy ktoś jeszcze dziwi się Pyziakowi, że nie chciał tam mieszkać?

Cytat:
... – Jestem dotknięty do żywego. Na naszych oczach totalny rynek niszczy naturalne związki międzyludzkie...
– Tato, czy zmywanie naczyń przez jedną osobę, po posiłkach wielu osób, uważasz za przejaw naturalnych związków międzyludzkich? – spytał Grzegorz, siląc się na spokój.
– Tak! Nie! – krzyknął dziadek zapalczywie i w tym momencie Laura usłyszała to, na co czekała tak wytrwale: dzwonek u drzwi. Wymknęła się więc na korytarz i wpuściła braci Lelujków. Trafili w sam środek awantury, bo, zwabieni głosami, dobiegającymi z kuchni, tam właśnie poszli jak po sznurku.

Tak się na rękę Róży czają, to niech się oswajają Smile

Cytat:
Grzegorz natomiast zabrał swoją herbatę ze sobą, powiedział, że ma mnóstwo pracy, i poszedł do siebie, rzucając od progu dziwne, pełne bolesnej wymowy spojrzenie, na co mama powstała z miejsca i powiedziała:
– I ja was zostawię, moi drodzy. Lepiej wam się będzie rozmawiało w młodym gronie.
Ale bracia Lelujkowie nie pozwolili jej odejść tak od razu.
– Jeszcze chwileczkę – poprosił Wiktor, wstając także, a Lucek i Darek też zaraz się zerwali, z wielkim szuraniem taboretów. – Chcielibyśmy zaprosić Różę na nasze imieniny – powiedział Wiktor z determinacją.
Laura ze stukiem odstawiła filiżankę na spodeczek.
– Cóż, bardzo proszę – mama uśmiechnęła się mile. – Zgadzam się. Kiedy?
– Problem w tym... – ciągnął z pewnym wysiłkiem Wiktor – że my mamy imieniny dzień po dniu. I każdy z nas chciałby Różę zaprosić osobno.
– Trzy torty? – zażartowała mama.
– Niekoniecznie torty. Może pójdziemy sobie do kina albo do kawiarni. Program dowolny, tak uzgodniliśmy.
– Ciekawy pomysł – zauważyła mama, przygryzając kącik ust, jak zawsze, kiedy chciało się jej śmiać. – No, ale też sytuacja z waszymi imieninami jest nietypowa.
– Więc... chcemy panią zapytać o zgodę.
– Doceniam to – powiedziała mama rzeczowo. – Zgadzam się.
– A ty, Różo? – spytał z godnością Wiktor, ledwie się ośmielając na nią spojrzeć.
Pyza chciała zakrzyknąć, że zgadza się, oczywiście, ale powstrzymało ją mocne spojrzenie Laury. Młodsza siostra, blada i napięta, hipnotyzowała starszą wzrokiem.
– Chętnie – odpowiedziała Pyza jak przez sen. – Oczywiście... wezmę ze sobą Laurę. – Wcale nie chciała tego powiedzieć, wcale! – a jednak powiedziała. Zdumiewające.
Młodsza siostra z ulgą opadła na oparcie krzesła.
– Ja też bym chciał iść – proszącym głosem odezwał się nagle Ignacy Grzegorz. – Ja bardzo lubię tych chłopaków, mamo.
Trzem braciom wydłużyły się miny.
– Nie, nie, Ignasiu. Ty zostaniesz – powiedziała mama stanowczo. – A co do Laury...
– Pójdę! – rzuciła Laura krótko i ostro.
I, rzecz dziwna, nikt się jej nie sprzeciwił.

Ano niestety, średniowieczni rycerze, tak to było w waszych nieszczęsnych czasach. Współcześnie moglibyście porozmawiać z samą Różą idąc z nią do szkoły, bez tych wszystkich ceregieli, wtedy nikt by się nie wprosił na doczepkę.

Cdn.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pusta_rurka
Potworny Przeciąg Pisaka



Dołączył: 05 Sie 2014
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 7:23, 07 Sie 2014    Temat postu:

Bo Laura robi co chce? A co Gabrysia o stanowczym i silnym charakterze? Nic!
Moja własna Rodzicielka, oczywiście daleka od ideału św. Gabrieli, gdy ja chciałam wyjsć z moją starszą Siostrą na doczepkę, usadzała mnie krótko "zostajesz i nigdzie nie idziesz".
Tyle.


Tyran z tej mojej Matki, że Trybunał ds ścigania Zbrodni p/ko Ludzkości, jeszcze nie wysłał listu gończego ;/


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:25, 07 Sie 2014    Temat postu:

Uuuuuch, scena ze zmywarką, paskudna jak licho. A najlepsze, że on tego przejawu wściekłego konsumpcjonizmu w ogóle nie zauważył (choć przecież jej instalacja w kuchni musiała wymagać różnych zmian i przesunięć innych mebli), póki ktoś nie powiedział o niej otwartym tekstem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4451
Przeczytał: 41 tematów

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:28, 07 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
Mama uniosła się z miejsca, wyciągnęła rękę przed siebie i zapytała:
– Co to... co to... co to jest?!


SZATAN. STRASZLIWA MASZYNA STWORZONA PRZEZ FEMINISTKI, PO TO BY PODBURZAĆ KOBIETY DO OPUSZCZANIA KUCHNI.

A na serio, może i Markowi Aureliuszowi naczynia myli niewolnicy, ale koleś był tytanem pracy, a ponadto miał na głowie epidemię dżumy w cesarstwie i wojny markomańskie. Dziadek zaś tylko rzuca cytatami.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pią 10:39, 08 Sie 2014    Temat postu:

Następnego dnia Róża angstuje w szkole.
Cytat:
Pyza pogadała chwilę z koleżankami, po czym pociągnęło ją na dwór, więc wyszła, mijając prymusa Schoppe, który stał obok portierni i jadł ogromną bułkę z ziarnem sezamowym. Za szybą woźna, pani Klimasowa, parzyła sobie właśnie herbatę i rozwijała paczkę kanapek. Druga duża przerwa. Pyza też już była głodna. Zabrała ze sobą jabłko i teraz mogła je schrupać. Czterdzieści kalorii.

KILOkalorii. Czterdzieści kalorii to może mają pestki z ogryzka.

Cytat:
Mucha nagle zabrzęczała jakoś panicznie, a powietrze przepełniła intensywna woń sezamu. Fryderyk Schoppe, pseudo Frycek, stanął po drugiej stronie wejścia, oparł się o ścianę i, obojętnie wpatrując się w przestrzeń błękitnego nieba, żuł swoje pieczywo, obłożone kiełbasą czosnkową, jak wskazywała kolejna fala zapachu.
Już też nie ma gdzie jeść, doprawdy.
Zagniewana Pyza przymknęła oczy i usiadła w poprzedniej pozycji. Człowiek nawet nie ma gdzie się odchudzać, pomyślała. Kto inny na jej miejscu może by i kazał Fryderykowi Schoppe iść w dal razem ze swoimi kuszącymi zapachami...

Idź się pożal na [link widoczny dla zalogowanych] Razz

Cytat:
...ale oczywiście ona zmilczy.

Dzięki ci, o pani, żeś pozwoliła chłopakowi jeść kanapkę w pobliżu twego majestatu! (I to jest ta potulna, przemiła bohaterka, której nie można nie kochać...)

Cytat:
Cóż, jeszcze tylko jedna lekcja i będzie można pójść na obiad. Babcia obiecała, że usmaży jej filet z kurczaka, na patelni beztłuszczowej. Do tego będzie kefir, garstka ryżu i miska sałaty, a na deser owoce. Po obiedzie zaś przyjdzie po nią zapewne najmłodszy Lelujka, wedle harmonogramu ułożonego przez Wiktora.

Już nawet nie pytam, czy konsultował z nią ten harmonogram.

Cytat:
Bardzo dobrze, że nie będzie tradycyjnych imienin z tymi obrzydliwymi tortami i z siedzeniem za stołem. Niegrzecznie byłoby odmówić poczęstunku. Coś okropnego, jak to błędne odżywianie się jest rozpowszechnione.

A jeszcze bardziej okropne, jak niektórzy stosują niezdrowe diety w ramach odchudzania, przy totalnej olewce ze strony rodziny...

Cytat:
Przed szkołą stała zwarta grupka braci Lelujków, którzy z całą pewnością zwiali dziś z ostatnich lekcji, żeby przybyć na czas pod liceum Żeromskiego. W zwartej grupce, co oczywiste, widać było przede wszystkim Wiktora, którego dumna sylwetka i twarz aktora westernowego sprawiały silne wrażenie na wszystkich po kolei uczennicach, opuszczających, przez jedną wąską bramę, teren liceum. Kinga Koper z klasy Pyzy, nieduża blondynka z warkoczem, aż upuściła książkę u stóp Wiktora (podniósł ją i oddał właścicielce, lecz wzrok kierował ku nadchodzącej Pyzie).
Było to bardzo miłe.
– Dzień dobry, chłopcy – powitała ich więc serdecznie, a koleżanki z klasy, a zwłaszcza kolega prymus Fryderyk Schoppe, omal nie wpadli na znak stopu; oglądając się, kogo też ona tak wita.

I może jeszcze ktoś poślizgnął się na skórce od banana?

Cytat:
– Chyba coś źle zrozumiałam – zauważyła Pyza. – Zdawało mi się, że umówieni byliśmy po obiedzie.
– A, zmieniliśmy plany – oświadczył Wiktor. – Zapraszamy cię na obiad do nas. Mama obiecała, że przejdzie samą siebie.

Zmieniliśmy plany??? MY zmieniliśmy plany??? Plany dotyczące również Róży???

Cytat:
Konsternacja. Pyza za nic w świecie nie przyznałaby się nikomu, a już zwłaszcza chłopakom, że narzuciła sobie dietę odchudzającą, i to tak rygorystyczną, iż sama myśl o tłustym kotlecie schabowym przyprawiała ją o dreszcz zgrozy.

Wiecie co? Jak sobie wyobrażę, że jestem na jej miejscu, to normalnie chce mi się płakać.

Cytat:
– Przecież na mnie czekają w domu – powiedziała wreszcie.

Brawo, walcz!

Cytat:
– Nie. Już tam wpadliśmy po drodze. Była tylko twoja babcia i kazała ci powiedzieć, że kurczaka da ci na kolację. I że możesz od razu iść do nas, ona nie ma nic przeciwko – temu wyjaśnił Wiktor.

Wdech–wydech–wdech–wydech... Uff...
Jakby nie mogli przyjść po Różę, zapytać, czy ich zmiana planów nie zaburzy jej planów, po czym odprowadziliby ją do domu, żeby powiedziała rodzinie, gdzie wychodzi...

Cytat:
– Pochwaliła nas nawet, że jesteśmy tacy grzeczni i o wszystkim ją zawiadamiamy – zaśmiał się Lucek.

Kto inny powiedziałby chłopakom, że takie sprawy powinni ustalić najpierw z samą Różą, ale nie Królowa Matka.

Cytat:
– No, dobrze, a Laura?
– Co: Laura?
– Przecież umówiliśmy się, że ją zabierzemy.
Lelujkowie wymienili spojrzenia.
– Ktoś się umawiał? – bąknęli. – Kto się umawiał?
Ach, więc to tak. To o to chodziło! – Róża dopiero teraz przeniknęła ich intrygę. Spławili w ten sposób Laurę; nie chcieli jej.

Otóż to, i ciebie też przy okazji potraktowali przedmiotowo. Cała przyjemność po ich stronie.

Cytat:
Następnie przeszli na drugą stronę ulicy – Lelujkowie jak zwykle nie umieli się pogodzić co do tego, który z nich pójdzie po którym jej boku i co ma w tym czasie zrobić ze sobą ten trzeci

Borze... Zawiążcie komitet kolejkowy Gwardia Przyboczna Róży Pyziak.

Tymczasem w komunałce...
Cytat:
– Gdzie Natalia? – spytał [Ignacy], zapadając w lekturę. – Brak mi jej przy stole.

Taa, jasne, teraz to nagle tacy do niej przywiązani.

Cytat:
– Natalia pobiera przyspieszone nauki przedślubne – wyjaśniła mu żona, spoglądając na niego spod okularów. – Nie wiem, czy pamiętasz, ale czternastego oni idą do ołtarza.
– Kto? – spytał Ignacy Borejko, zagłębiony w tabelach giełdowych.
– Natalia i Filip.
– Oczywiście, że pamiętam. Do ołtarza. A gdzie oni będą mieszkać? Czy z nami?

Tak, zaanektują przedpokój. Albo balkon.

Cytat:
– Zwyżka “Vistuli” – zauważył ojciec, uradowany. – Kibicowałem jej ze względu na nazwę. Lubię się zagłębiać w te optymistyczne, abstrakcyjne wiadomości giełdowe. Miłe to i prymitywne, zupełnie nieskomplikowane.

Pff, jacy frajerzy, ci z Wall Street, harują godzinami, cały czas w nerwach, a Ignacy wszystko to załatwiłby jednym paluszkiem, drugim mieszając herbatkę.

Cytat:
Już kiedy wychodziła wraz z chłopcami z windy, Pyza wiedziała, że będzie źle: chwila ciężkiej próby dla charakteru zbliża się nieubłaganie. Cudowne wonie rozchodziły się falami z mieszkania Lelujków aż na klatkę schodową. Niestety, były wyjątkowo wprost kuszące.

Jako osobie z zaburzeniami odżywiania ten rozdział sprawia mi fizyczny ból.

Cytat:
Na miejscu okazało się, że pachną zrazy zawijane w sosie grzybowym z kaszą gryczaną i zasmażanymi buraczkami – w sumie grube tysiące kalorii, podane natychmiast po kalorycznej zupie, zabielanej śmietaną.
Koperkowy zapach tej zupy spowodował załamanie się Pyzy, i to w jednej krótkiej chwili.
Zresztą, pani Lelujkowa była tak miła, gościnna i skromna, że przez gardło by Pyzie nie przeszło nawet słówko odmowy. Próba dla charakteru wykazywała, że Pyza go po prostu nie ma w obliczu pokusy.

Brawo, szybka i uczciwa diagnoza, [link widoczny dla zalogowanych] byłaby z Róży dumna. W takim przypadku należy pokus unikać. Róża natomiast dobrze wie, że przez kolejne dni będzie potulnie wcinać to, co podsuną jej nowi znajomi i rodzina. To takie przygnębiające Sad

Do świętującej imieniny gromadki dołącza Laura, której widocznie łatwo spławić się nie da. Wchodzą do pokoju chłopców.
Cytat:
Ledwie weszły, stanęły jak wryte. Na ścianie przed nimi wisiała cała wystawa pięknych portretów kobiecych i dziewczęcych, pejzaży i fotografii roślin. Wszystkie te zdjęcia były dziełem Wiktora, a w centrum wisiało jedno niezwykłe, czarno – białe powiększenie twarzy, tak mocno skontrastowane, że na bieli skóry rysowały się tylko niecki oczu pod czarnymi krechami brwi, cień pod nosem i kształt ust, wszystko w ciemnym obramowaniu gęstych włosów.
I była to twarz Pyzy!
[Tu Wiktor rozwodzi się nad techniką wywoływania zdjęć.]
– Przepraszam, Wituś – powiedział, stając w drzwiach łazienki. – Ty chyba zapomniałeś, że to moje imieniny?
Wiktor chrząknął i przerwał wykład, a Darek zaproponował herbatkę i ciasto.

A mówiłam, żeby założyli komitet kolejkowy...

Cytat:
– Po co ciasto, nie zapominajcie, że potem ja Różę zabieram do kawiarni – wtrącił Lucek.
– No, to pójdziecie na lody – zadecydował Wiktor.

W końcu on tu układa harmonogram.

Cytat:
– Na co pójdziemy, to już moja sprawa – odparował Lucek i niby niechcący szturchnął najstarszego brata łokciem w żołądek...

Chciałeś chyba powiedzieć „nasza”, Róża stoi obok ciebie...

Cytat:
...Natychmiast otrzymał żartobliwego w intencji kuksańca, od którego aż się zwinął.
– Na razie pijemy herbatę – oznajmił Wiktor, w tej samej chwili obejmując poszkodowanego ramieniem. – A to ciasto mojej mamy to jest coś pysznego. Tort cytrynowy z konfiturą z pigwy.
No, tak. Tu już Pyza nie mogła się oszukiwać.
– Bardzo dziękuję za tort – powiedziała stanowczo, kiedy podsunięto jej talerzyk z apetycznym, złocistym trójkątem. – Powinnam była od razu powiedzieć, że się odchudzam.
Mogła sobie darować to wyznanie. Spotkało się bowiem z wybuchem niedowierzania i protestami wszystkich obecnych...

Och, jak mnie to wkurza. To automatyczne wmawianie każdemu na diecie „Ależ czemu się odchudzasz? Wcale nie musisz! No, zjedz ciastko! Zjedz czekoladę! Ze mną nie zjesz?” Pyza wychudzona nie jest, jak chce się odchudzać, to jej nie zaszkodzi, więc odpieprzcie się od niej, do cholery.

Cytat:
...z wyjątkiem Laury. Ta śmiało potwierdziła konieczność przeprowadzenia przez siostrę kuracji wyszczuplającej.
– Z tym, że zacząć możesz, jak zwykle, od jutra – dodała żartobliwie.
Na te słowa Pyza odczuła nie znany jej dotąd powiew buntu i nagle, sama siebie zaskakując, zjadła swój kawałek tortu, wyzywająco patrząc Laurze w oczy. Miała przy tym zadziwiające wrażenie końca jakiejś epoki.

Ktoś zarzuca ci, że wciąż tylko zapowiadasz odchudzanie zamiast wreszcie je zacząć? Pokaż, że słusznie cię wyśmiewa i bądź dumny z rzekomego zwycięstwa w pojedynku. Szesnaście lat minęło od czasu, jak czytałam to po raz pierwszy, a wciąż nie rozumiem tej logiki.

Cytat:
Lucek i Pyza zostali tylko we dwoje. I nagle się okazało, że bynajmniej ich to nie uszczęśliwia. Przeciwnie. Lucek jakoś nagle zrobił się spięty, zdenerwowany, umykał oczami i gorączkowo szukał tematów do rozmowy. Z kolei Pyza dosyć się męczyła takim stanem rzeczy.
(...)
– Hm – powiedział Lucek, patrząc w bok i robiąc minę bywalca. – Najbliższa kawiarnia tutaj to chyba ta w hotelu?
– Chyba tak – powiedziała niepewnie Pyza. – Ale dokładnie nie wiem. Ja niezbyt często bywam w takich wytwornych kawiarniach.
– Nie lubisz? – spytał Lucek z nadzieją, lecz Pyza odebrała to jako niepokój raczej i pospieszyła z zapewnieniem, że owszem, lubi, i to bardzo, a wręcz pasjami.
– Och, och. Chodźmy więc – rzekł Lucek, a mina jego mówiła: “Raz kozie śmierć”.

Tu dostajemy opis, jak w tej kawiarni duszno, obskurnie, sam motłoch siedzi i w ogóle sodoma i gomora. Na szczęście parze udaje się nawiązać konwersację:

Cytat:
– A czy Adrian ma wytyczone plany na przyszłość? – spytała.
– Oczywiście – rzekł Lucek. – Wszyscy trzej mamy. Nasz najstarszy brat, no wiesz, Jacek, ciągle nas o to wypytuje i każe nam o tym myśleć. Mówi, że musimy wszyscy trzej zdobyć wykształcenie, bo dziś bez wykształcenia człowiek się nie liczy. Mama wciąż powtarza to samo. Ja się wybieram na medycynę, jak wiesz, a Adrian chce iść na ekonomię, na wydział zaoczny.
– Po reformie studia mają być płatne – zauważyła Pyza. – Sama tym się trochę martwię.
– Bo nie zarabiasz – rzekł Lucek nieco przemądrzale. – Jak człowiek się przekona, że potrafi zdobyć trochę grosza, to już mu nic nie jest straszne.
– Co ja mogłabym robić? Nic nie umiem, nawet geografii.

No to pozamiatane, bez tego nie możesz ani ulotek rozdawać, ani towaru wykładać, że o tostowaniu bułek i smażeniu nuggetsów w Macu nie wspomnę. Nie żebym była specjalnie zaskoczona, dość często rozmawiam z licealistami i studentami, którzy zrzędzą, że nie stać ich na przyjemności, ale kiedy wspominam o inwentaryzacji, rozumieją to jako synonim inwigilacji Razz

Cytat:
– No, to się naucz...

Cha cha, dobre, Lucek, piona Very Happy Tylko wiesz, taka odpowiedź trafiłaby do Anieli Kowalik, Belli Rojek, Elki Stryby, no i może do siedemnastoletniej Gabrysi Borejko, ty natomiast zaprosiłeś do kawiarni Różę „łojezujezu jestem za wysoka mam buty w rozmiarze 41 włosy zbyt miedziane i twarz zbyt rumianą” Pyziak, niezdolną do jakiejkolwiek inicjatywy, zwłaszcza wymagającej wysiłku umysłowego.

Cytat:
...A co, czy już musisz zarabiać?
– Nie, no właściwie nie muszę.

...Jak ty nic nie rozumiesz!!! Tu nie o to chodzi, czy naprawdę muszę zarabiać, ja tylko chciałam sobie pobiadolić... Wszystko zepsułeś!

Cytat:
– (...) Wiesz co, Róża? Bardzo fajnie się z tobą gada. Jednak coś umiesz, chociaż nie geografię.
Roześmiali się oboje.
– Nie, z geografią nie jest tak bardzo źle – wyjaśniła Pyza. – Po prostu pojedyncza wpadka. Ale przykra. Okropnie nie lubię tak się kompromitować, bo mamy w klasie takich strasznych kujonów i prymusów... jeden ma nawet stypendium państwowe za swoje cudowne wyniki.
Fryderyk Schoppe się nazywa.
– Fryderyk Szopen? Ale numer!
– Nie, Scho – pp – e. Wszyscy się mylą.
– Musi być niezła maszyna.
– Chyba jest. Najgorsze, że on jest taki świetny we wszystkim, co robi, i to bez żadnego wysiłku. Geniusz po prostu.
– No, no. Tacy geniusze to bywają dziwaczni. U nas w klasie też mamy taki okaz.
Dziewczyno, musiałabyś go widzieć. Oczy na słupkach, obłęd w spojrzeniu. We wszystkim musi być najlepszy, bo inaczej umrze.
– Nie, nasz Schoppe inaczej: nie musi być najlepszy, ale niechcący jest, rozumiesz. Wyniosły i potwornie zarozumiały z tego powodu. Kompletnie niekomunikatywny. Chcesz z nim czasem pogadać jak z człowiekiem, a ten nic – Bierdiajew albo Spinoza. Oczywiście, historię sztuki ma w małym palcu, o filmie wie wszystko, a na fortepianie gra jak wirtuoz. Żadnej szczeliny w tym pancerzu doskonałości.
– Uuu, paskudnie. Moim zdaniem to rynek wymusza – ocenił Lucek trzeźwo. – Silna konkurencja wytwarza wybitne jednostki. Tacy są najgorsi. Nasz geniusz napisał już dwie powieści fantasy i teraz pisze rozprawę teologiczną. Ale gwoździa nie wbije.
– A Schoppe wbije. Prymus Schoppe uwielbia sklejać modele zdalnie sterowane. Miał nawet w szkole wystawę swych osiągnięć.

Doskonale rozumiem potrzebę pożalenia się na wkurzającą osobę z klasy/roku/pracy. Dobrze tak z siebie wszystko wyrzucić. Ale trzeba nie mieć za grosz klasy, żeby o tej osobie opowiadać z imienia i nazwiska. Gdyby akcja działa się kilka lat później, Róża pewnie posadziłaby Lucka przed kompem i pokazała mu na Naszej Klasie „O, to ten, patrz, jakie ma okulary, ale żal!”

Cytat:
– O, to da się lubić. Pewnie się tam w nim wszystkie kochacie.
– Co? – obraziła się Pyza. – Co za głupstwo. Czy można się kochać w prymusie?

Oj, jakby cię Hermiona usłyszała, już byś wymiotowała ślimakami Razz

Cytat:
– A skąd ja to mam wiedzieć?
– Ja się nie kocham, w nikim, zresztą.
– Dobrze – rzekł Lucek z zadowoleniem. – Powiem braciom.
I z uśmiechem na swym pucołowatym obliczu obserwował, jak Pyza oblewa się wdzięcznym rumieńcem.

Zieeew...

Cytat:
– Wiesz co, Lucek – wyznała, kiedy szli już oboje do wyjścia. – Ja przedtem powiedziałam nieprawdę. Ja właściwie bardzo nie lubię kawiarni. A raczej – nie lubiłam. Teraz widzę, że może w niej być całkiem miło.
– No, no – rzekł Lucjusz. – Dziękuję. A wiesz, co ja ci zdradzę? Że byłem dziś w kawiarni po raz pierwszy w życiu. Miłe było tylko jedno: ty.

To po cholerę taki niby zaradny Lucek ciągnął ją w miejsce, w którym sam się źle czuł? Nie mogliby się rozerwać w wesołym miasteczku, pójśc do zoo, na łyżwy czy kręgle?

Czas na pokaz talentu wychowawczego świętej Gabrieli.

Cytat:
Gabriela podłożyła ręce pod głowę.
– Miło się tak leży – zauważyła. – Chociaż widać przy okazji niespodziewane rzeczy, na przykład rysy na suficie. Tego lata pomalujemy wasz pokój. Widziałam śliczne niemieckie farby emulsyjne, w tysiącu odcieni. Ładny byłby zielony, jak niedojrzały banan. Do tego żółte jak miód zasłonki w fioletową kratkę. I zielone pokrowce na meble.
– Miałam inny pomysł – spokojnie odrzekła Laura. – Skoro ciocia Natalia się wyprowadza... czy nie mogłabym spać na jej kanapce?
– Dobra myśl – zapaliła się Gabrysia, do której nagle dotarło, że będzie w domu więcej miejsca.

Refleks...

Cytat:
... – Przenieście się z Pyzą do zielonego pokoju, a ten oddamy Ignasiowi.
– Eee. Ja chciałabym bez Pyzy. Chciałabym mieć własny pokój.
– Szczerze mówiąc, każdy by chciał.

Takie to oczywiste, że do tej pory nie skojarzyła z tym rychłej wyprowadzki Natalii...

Cytat:
Laura milczała dłuższą chwilę, wreszcie nagłym rzutem ciała odwróciła się także na bok i także podparła głowę ręką. Teraz jej blada twarzyczka była tuż – tuż, a podłużne, lekko skośne, stalowoszare oczy z dziwnym uporem spojrzały prosto w oczy matki.
– Czyją ja właściwie jestem córką? – spytała ostro.
– Tygrys! – Gabrysię aż poderwało do pozycji siedzącej.
Laura też usiadła, nie spuszczając wzroku z twarzy matki.
– To, że twoją, wiem, oczywiście. Po prostu to czuję – powiedziała spokojnie. – Ale kto jest moim prawdziwym ojcem?
– Tygrysku, wiesz doskonale, kto – odparła Gabrysia, dziwnie zdenerwowana i jakby
nawet przerażona. – Na Boga, dziecko, dlaczego nagle o to pytasz? Przecież wiesz wszystko od dawna, znasz całą historię swojej rodziny.
– Za często to tu się o tym nie mówi – chłodno zauważyła Laura: – Zupełnie, jakby było coś do ukrycia.
– Nie, Tygrysku. Ja tylko nie lubię złych wspomnień.

Weźże się na chwilę w garść, cierpiętnico i posłuchaj, co twoja córka do ciebie mówi. Lubisz czy nie lubisz, to dziecko potrzebuje, żebyś opowiedziała mu o swoim ojcu, a nie recytowała opowiastki Bruno Ferrero o długich łyżkach.

Cytat:
– Czy to prawda, że mój ojciec nawet mnie nie widział?
Gabriela aż zmrużyła oczy, jakby ktoś ją uderzył. O, tak, to była prawda – i bolała dziś akurat tak samo, jak zawsze.
– Czy nie wiedział, że mam się urodzić? – drążyła Laura niestrudzenie.
Gabriela milczała, szukając najwłaściwszej odpowiedzi, bo zdawała sobie sprawę, jak wielką wagę ma to, co powie.

Bo przez kilkanaście lat nie przyszło jej do głowy, że córka może zadać takie pytanie.

Cytat:
– A może po prostu miał to w nosie? – spytała celnie Laura.
Boże, pomyślała Gabrysia i stare, wstrętne uczucie rozpaczy podeszło jej pod gardło jak mdłości. Przemogła się, musiała nawet odchrząknąć.

Jaka dzielna.

Cytat:
– Nie, nie – powiedziała. – To dziś trudno zrozumieć. Był stan wojenny. Ludzie stąd uciekali, emigrowali... nie mieli nadziei na to, że tu kiedykolwiek będzie wolny kraj... Więc on... też wyjechał.
– Jeszcze żyje, prawda? – spytała Laura.
– Z pewnością.
– I wciąż nie chce mnie znać?
– Tygrysku, poczekaj... no, przecież to samo dotyczy Pyzy... – błagalnym głosem powiedziała Gabriela. – Równie dobrze Pyza mogłaby się zadręczać. Ją przecież znał, a jednak wyjechał.
– Tak, ale mnie nie był nawet ciekaw – odparła Laura głucho. – To coś oznacza. W tym coś się kryje. Nie rozumiem za dobrze was, dorosłych. Ale to niemożliwe, żeby mój własny ojciec nawet nie był ciekaw, jak ja wyglądam. A może ja po prostu nie jestem jego...
Gabriela zacisnęła zęby i szybko ujęła drobną rękę córki.
– Dość tego, mała. Przestań wymyślać takie tanie scenariusze. Jesteś córką Janusza Pyziaka. I nie ma w tej sprawie żadnej romantycznej tajemnicy. Przeciwnie, wszystko jest najzupełniej banalne.

...Ja po prostu lubię się nad sobą użalać, dlatego wszyscy robimy z tego taką tragiczną tajemnicę.

Cytat:
– Czy ja jestem do niego choć trochę podobna?
– Masz jego oczy – powiedziała Gabriela i nagle łzy pociekły jej po policzkach. – I... tak. Jesteś do niego podobna.
Laura musnęła szybko powieki końcami palców.
– Czy są w domu jakieś fotografie mojego ojca?
– Babcia ma zdjęcia ze ślubu – odparła Gabriela, zaciskając znów zęby i ocierając mokre policzki kantem dłoni.
– Chcę je zobaczyć...

Dotąd nikt nie pokazał jej żadnego zdjęcia???

Cytat:
– ...Jeśli jestem do niego podobna... – Laura zawiesiła głos, a Gabrieli nagle się zdało, że w pokoju powiało chłodem – ...to rozumiem, dlaczego mniej mnie kochacie niż Pyzę.
– Tygrysku! Skąd ci przyszło... Boże, jak to? To ty myślisz, że my cię mniej kochamy?! – przerażona Gabriela porwała ją w ramiona i przytuliła tak mocno, jak jej serce dyktowało.

Skąd jej to przyszło? Hmm, może na przykład z histerii, jaką kiedyś urządziłaś po jej niewinnym żarcie i mówieniu wtedy głośno w środku nocy, że „kłamie jak jej ojciec”?

Cytat:
Laura rzuciła się buntowniczo na ławę pod ścianą, założyła ręce i wbiła wzrok w sufit.
Mama, spojrzawszy na nią przelotnie, zaproponowała herbatkę.
– Jednak zmarzłam – dodała i wzdrygnęła się gwałtownie. – Brrr!
Pyza rzuciła się do czynu, szczęśliwa, że na coś przynajmniej może się przydać, ale przez cały czas, gdy przygotowywała herbatę, wyjmowała z szafki błękitne kubki i zaglądała do czajniczka – czuła na sobie ciężkie spojrzenie młodszej siostry i było jej nieswojo.
– Zrób mamusi herbatki, zrób – szyderczo przemówiła Laura.
Pyza odwróciła się, spłoszona.
– Tobie też?
– A dobrze.
Mama, milcząc, usiadła przy stole. Pstryknął wyłącznik czajnika i Pyza poderwała się, zrobiła trzy herbaty, przyniosła je do stołu.
– Wszystko jak w “Królowej Śniegu” – powiedziała nagle mama. – Okruchy diabelskiego zwierciadła, w oku i w sercu. W jednej chwili odmienia się widzenie i czucie. Wszystko wydaje się głupie, szpetne i złe. Kończy się tak, że człowiek sam siebie nie lubi, sam siebie nie poznaje. Uratować go może tylko miłość.
Laura prychnęła szyderczo. Sięgnęła po łyżeczkę i uważnie posłodziła sobie herbatę, po czym zaczęła ją wypijać po troszeczku, nie patrząc na nikogo.
– A ja wierzę w miłość – powiedziała mama. – Ona zwycięża zawsze, prędzej czy później. Bo nawet wtedy, gdy się w nią nie wierzy – ona przecież jest. I działa. A jej działanie, tak jak działanie prawdy, jest niezawodne.
– Literatura, literatura – odezwała się lekko Laura, wstając i przeciągając się jak kotka. – No, cóż, ja już pójdę, muszę odrobić lekcje. Mam piekielnie dużo zadane.
I wyszła.

Ależ czarny charakter z tej Laury. Święta Gaba rzuca cytatami z literatury, a ta prycha szyderczo!

Zapada noc.
Cytat:
– Ale ja wciąż nie rozumiem – powiedziała babcia – jak do tego doszło? Coście sobie nagle nagadały?
– No, nic, nic! W jednej chwili bawiła się i chichotała z Józinkiem, w następnej już pytała, czyją właściwie jest córką. Zaraz! – To było już po słowach o randce Pyzy.
– Lelujkowie. To jasne. Jest zazdrosna.

...Gdzie tam nasze błędy wychowawcze, ot, hormony buzują!

Cytat:
– To za proste. W jednej chwili wypłynęło z niej wszystko, co się odkładało latami.
– A ja zawsze wiedziałam, że z Laurą będą kłopoty – wygłosiła babcia.

...Ja wiedziałam, ale tak sobie spokojnie czekałam, aż się pojawią, bo po co w porę zapobiegać...

Cytat:
Siedziały przy kuchennym stole, przy małym świetle. Była późna noc, a ponieważ obie nie mogły zasnąć – każda z innego powodu – spotkały się ostatecznie w kuchni, ku zaskoczeniu Gabrieli, która tu właśnie zamierzała nareszcie spokojnie się wypłakać. A skoro tak ją zaskoczono, od razu wygadała mamie, co za troska ją gryzie.
– Oj, jest podobna do tego łobuza, jest! Także z charakteru – ciągnęła babcia.
– Za to obwiniać nikogo nie można! – oburzyła się Gabrysia.
– Wręcz przeciwnie, wręcz przeciwnie, chcę powiedzieć, że teraz czuję się jakoś winna. Mnie to podobieństwo, widzisz, zawsze jakoś przeszkadzało... To nie to, że kocha się ją mniej, tylko – trudniej. Jej sposób bycia... zresztą sama to, Gabrysiu, mówiłaś kilkakrotnie. Kiedy kłamała, kiedy wykręcała kota ogonem, bywała złośliwa, nieobowiązkowa... A pamiętasz, jak zdefraudowała składki PCK?

Ja pamiętam. W ramach kary Laura została wysłana na wakacje jeszcze przed zakończeniem roku szkolnego. Mila i Ignacy natomiast przebywali w tym czasie w sanatorium i w dupie mieli fakt, że ukochana Gabunia została w domu sama z zakrzepicą, która w książce jest przedstawiana jako niosąca ryzyko, że w każdej chwili Gabrysia może umrzeć. Ale w przewinieniach „tego złego dziecka” najwyraźniej byli doskonale zorientowani.

Cytat:
– Kilkakrotnie mówiłam, że jest podobna do Janusza, ale nigdy przy niej! A poza tym, co to za przestępstwa – nic takiego! Nic takiego!
W drzwiach kuchni stanął Ignacy Borejko, ubrany w piżamę i szlafrok.
– Jeżeli chcecie rozmawiać po nocy o sprawach tej wagi – zauważył, zamykając za sobą drzwi, dotąd otwarte – powinnyście mówić ciszej. Słyszałem każde słowo....

Tu masz, Gabrysiu, wyjaśnienie, dlaczego Laura wie to, o czym przecież nigdy nie mówiłaś przy niej.

Ignacy ma swoją własną teorię na temat źródła problemów Laury:
Cytat:
– Konstruuje sobie klasyczny, podręcznikowy konflikt z matką, – rzekł ojciec Borejko. – Teraz to modne. W każdym filmie amerykańskim bohaterka ma konflikt z matką. (Swoją drogą, co oni zrobili z nieszczęsnego doktora Freuda, istną karykaturę. Ten człowiek chyba się przewraca w grobie dwadzieścia cztery razy na dobę.) Laura znalazła wreszcie powód, dla którego może z tobą walczyć. A gdyby okazało się, że powodu nie ma, to go sobie wymyśli.

...Ot, hormony, wpływ podręczników psychologicznych (wiadomo, psycholodzy to idioci), nic a nic naszej winy.

Cytat:
– O, tato – z oczu Gabrieli znów spłynęły dwie łzy. – Jeszcze niedawno byłam taka szczęśliwa, zadowolona z losu, z siebie, z dzieci, taka pewna, że potrafię je wychować, że wszystko mi się udaje... popatrz, tato, życie każdego nauczy pokory.
– Na szczęście tak – rzekł ojciec. – No, Gabrysiu, moje dziecko – wyciągnął rękę i poklepał ją po dłoni. – Miło tak się użalić kochającemu tacie, ale radziłbym już skończyć. To absolutnie nie konstruktywne. Nie poznaję cię. Nigdy nie miałaś zwyczaju, rozczulać się sama nad sobą i nie ukrywam, że budziło to mój szczery podziw. Z tym większym zdumieniem obserwuję, jak wprawiają cię w rozstrój nerwowy pierwsze poważniejsze objawy dojrzewania u twojej córki.

...Nie maż się! Nie bądź babą! Dziarski uśmiech na twarz, liczę do trzech!
Ach, to borejkowskie ciepełko...

Ciąg dalszy nastąpi, zostały jeszcze dwa rozdziały.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 9085
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Pią 11:21, 08 Sie 2014    Temat postu:

Moj boze, jakie to wstretne.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bastet
Super Ninja



Dołączył: 11 Lip 2014
Posty: 340
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:49, 08 Sie 2014    Temat postu:

Laura, do momentu nagłego i niewytłumaczalnego zidiocenia, była moją ulubioną bohaterką. Może to wynikać z tego, że ja zawsze jestem po stronie "tych złych" i wszelkiej maści tricksterów (a postać Laury to ewidentny trickster), a może to wynikać z tego, że na tle swojej rodziny ona zawsze była normalna. Fascynująca i godna współczucia jednocześnie. I wprowadzała trochę zdroworozsądkowego realizmu do tej zaskorupiałej w swoim snobizmie rodziny. Miałam nadzieję, że wyrośnie z niej niepokorna, dzika, artystyczna dusza. Niestety, autorka postanowiła inaczej i zrobiła z Laury...coś.

Choć zupełnie nieświadomie fantastycznie napisała postać, która jest wręcz podręcznikowym przykładem dziecka z rodziny dysfunkcyjnej. Ta jej zupełnie niedziecięca dojrzałość, skłonność do stwarzania problemów, rozpaczliwa potrzeba zwracania uwagi, niezdrowe zainteresowanie mężczyznami od najmłodszych lat, egocentryzm, bunt. Jak dla mnie Laura ma wszystkie cechy osobowością narcystycznej łamane przez histrioniczne zaburzenie osobowości. Dla kontrastu Pyza jest kolejnym przykładem dziecka DDR zaburzeniami typu osobowość zależna plus "dziecko-bohater".

I to wszystko w idealnej jakoby rodzinie Borejków, no, no...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1355
Przeczytał: 10 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Pią 13:56, 08 Sie 2014    Temat postu:

Laura już jako 11-13 latka miała zadatki na niezłą femme fatale i wydaje mi się, że w realnym życiu wyrosłaby na kobietę podrywającą kolejnych mężczyzn i z lęku przez porzuceniem szybko zrywającą "zanim on zdąży pierwszy". Autorka chyba się trochę przeraziła tego, co by musiała pisać, trzymając się w miarę logicznego rozwoju charakteru postaci - tzn. nie twierdzę, że moja wersja jest jedynie słuszna, ale chyba bardziej sensowna od 19-latki, która chce zawlec rówieśnika do ołtarza, bo "wtedy jej nie porzuci" - toż musiałaby się chować pod kloszem już nie szklanym, ale wręcz żelbetonowym, żeby w tym wieku mieć takie złudzenia...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 14:28, 08 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
KILOkalorii. Czterdzieści kalorii to może mają pestki z ogryzka.

E, tego bym się nie czepiała, potocznie mówi się "kalorie".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pią 15:26, 08 Sie 2014    Temat postu:

Następny dzień, imieniny Adriana, zwanego też Darkiem.
Cytat:
– Najlepsze życzenia, Adrianie – powiedziała Pyza, powściągając uśmiech zadowolenia.
Darek nie pozwolił jej założyć na ramiona plecaka z książkami lecz przejął go opiekuńczo.

Była to bowiem epoka wiktoriańska, w której panny na wydaniu w obecności mężczyzn prześcigały się w okazywaniu im, jakie są słabe i delikatne, potrzebujące męskiej opieki. Gdzież by uniosły kilka książek na plecach. Już rozumiem to wcześniejsze wyznanie „Prawdę mówiąc, ja nie mdleję zbyt często”.

Cytat:
– Dziękuję. Dziś mój dzień – zaznaczył, odpychając kolanem Lucka, który poufały i pewny siebie po wczorajszym spotkaniu w kawiarni, zajął samorzutnie miejsce przy lewym boku damy...

A nie, przepraszam, zapomniałam, że to średniowiecze było.

Cytat:
...– Spodziewam się, Różo, że przebiegnie lepiej niż wczoraj. Lucuś złożył nam relację. Zabrać cię do “Merkurego” mógł tylko ktoś tak młody, jak on.
Lucek kopnął go w kostkę.

Ja bym was wszystkich kopnęła wysoko ponad kostkami. Na dzisiejszą randkę może od razu dyktafon weź i potem wszystko braciom odtworzysz.

Cytat:
– Au! – powiedział Darek. – My spędzimy milsze popołudnie, Różo.
Wiktor błysnął złymi oczami, a Pyza poczuła się absolutnie bohaterką dnia.

Aha, no cóż, co kto lubi...

Cytat:
Tu rozstała się z Wiktorem, który wsiadał do piątki, natomiast Darek niespodziewanie oświadczył, że pójdzie z nią jeszcze kawałek, a właściwie to nawet podprowadzi ją pod samą szkołę, bo ma przecież po drodze, a zresztą to nieszczęsne jeżdżenie tramwajem na wiosnę traci jakikolwiek sens.
– Właściwie – dodał – zimą też będę cię tak odprowadzał, nawet w deszcz i zawieruchę. Nie wiem, dlaczego dotąd na to nie wpadłem, przecież ktoś musi dopilnować, żebyś była po drodze bezpieczna... i tego. No, właśnie.

Wiadomo, ci zbójcy na traktach nastający na cześć niewieścią...

Cytat:
Kiedy dotarli pod gmach “Żeromskiego”, rozmowa była już tak ożywiona, jak nigdy dotąd. Darek wypytywał Pyzę o szkołę, a na ten temat, jak wiadomo, można mówić bez końca, zwłaszcza gdy się jest pierwszoklasistką i gdy przeżywa się pewne, delikatnie mówiąc, zakłócenia w przyswajaniu wiedzy ścisłej, nie mówiąc już o geografii. Co do Adriana, był w klasie ogólnej z angielskim i najbardziej lubił historię, natomiast z przedmiotami ścisłymi przeżywał codziennie rozliczne trudności. Uważał, że przedmioty te powinny być nieobowiązkowe. Wobec tak nagle ujawnionej całkowitej zgodności poglądów na szereg spraw najzupełniej podstawowych, rozmowa mogłaby się przeciągnąć i do godziny, gdyby nie gęstniejące na chodniku tłumy licealistów.

Dogadaliby się w komentarzach na Demotywatorach. „Idioci w tym Ministerstwie Edukacji, jak mogą wymagać znajomości matematyki od nas, humanistów?”

Cytat:
– Proszę, twój plecak – powiedział Adrian do Pyzy, na co Fryderyk Schoppe zareagował z szybkim refleksem, przejmując teczkę ze słowami:
– A to już ja się tym zajmę, w końcu idziemy w jedną stronę, prawda? – to do Pyzy. A do Adriana, protekcjonalnie: – Dzięki, stary, miło z twojej strony. – Tak, jakby miał wobec Pyzy jakieś prawa!
Oj, irytujące, pomyślała Pyza niechętnie. Pożegnała się z Adrianem i szybko ruszyła za kolegą prymusem, który kroczył niewzruszenie naprzód, objuczony podwójnym bagażem.

Co oni wszyscy z tym noszeniem plecaka dziewczynie? To jakiś poznański zwyczaj?

Cytat:
Doszli tak na piętro, po czym skierowali się ku pracowni fizycznej, nieco po czasie, bo wszyscy pierwszoklasiści już weszli, a dzwonek przed chwilą odterkotał swoje. Drzwi pracowni były otwarte, profesor Hajduk jeszcze nie nadszedł; zawsze się spóźniał, chociaż był dyrektorem. Wiecznie go zatrzymywały w sekretariacie jakieś telefony.

No to w końcu spóźniał się, CHOCIAŻ był dyrektorem, czy PONIEWAŻ nim był?

Laura idzie z babcią i Józinkiem na spacer. Dzieciak bawi się w piaskownicy, a Mila od razu bierze się za czytanie książki, jakby była z wnuczkiem sama.
Cytat:
Babcia czytała średniowieczny kryminał Ellis Peters “Obrońca w kapturze”; mogła oddawać się tej lekturze wyłącznie poza domem, bo Ignacy Borejko pogardzał kryminałami, nawet ambitnymi, i nie szczędził żonie słów ironii oraz kąśliwych przycinków, gdy widział ją z którymś tomikiem z serii “Mnich”. Babcia jednakże zbyt lubiła postać braciszka Cadfaela, weterana wypraw krzyżowych, zielarza i ogrodnika, by oprzeć się pokusie. Teraz przeniosła się z lubością do opactwa Shrewsbury i nie mogło się jej podobać, że Laura, dotąd buntowniczo kiwająca nogami i wpatrująca się w jasne niebo, jakby w oczekiwaniu gromu, westchnęła znacząco i przysunęła się bliżej, by wreszcie zadać pytanie:
– Babciu? Słuchasz?
– Słucham – odparła Mila Borejko, starając się nie okazać zniecierpliwienia i nie odrywając wzroku od tekstu, w nadziei, że zaraz będzie jej wolno czytać dalej.

...Czego mi to nieznośne dziecko jęczy, rozmów się zachciewa, mój cenny czas zabiera...

Cytat:
– Czy nas też tu przyprowadzałaś? To znaczy – mnie i Pyzę?
– Oczywiście – odparła babcia. – Byłyście tu niemal co dzień, a to ze mną, a to z dziadkiem, a to z mamą, a najczęściej z którąś z ciotek. („Tego szczególnego poranka na początku grudnia 1138 roku brat Gadfael stawił się w kaplicy przepełniony spokojem i cierpliwością, dzięki czemu mógł bez zbytniego wzburzenia wysłuchać czytania zniewieściałego brata Franciszka, a także sennego mamrotania brata Benedykta. Wśród szlachetnego ludzkiego gatunku zdarzały się wszak jednostki błądzące w poszukiwaniu mądrości, która pozostawała dla nich nieosiągalną”.) – Babciu?... słuchasz?
– Słucham.

Wcześniej Ignacy mówi Laurze, że Gabrysia jest „organicznie niezdolna do kłamstwa”. Widocznie nie po matce to odziedziczyła.

Cytat:
– A kiedy Pyza była malutka, to ojciec z nią tu przychodził, czy tak?
– Nie, nie sądzę – odrzekła Mila Borejko, podnosząc wzrok znad książki, zaalarmowana. – Wyjechał, kiedy miała parę miesięcy. Zresztą, on nie chodził z Pyzą na spacery.
– Wyjechał... kiedy Pyza miała kilka miesięcy? Kilka miesięcy... – powtórzyła Laura. – To skąd ja się wzięłam?
– Proste. Twój ojciec powrócił na krótko w roku osiemdziesiątym czwartym – odparła babcia sztywno. – Wyjechał znów latem, zanim się urodziłaś. Tygrysku, mam wrażenie, że ta rozmowa jest jakaś... niestosowna.

...
...
...
Zaniemówiłam.

Cytat:
– Niestosowna? Jak to, czy nie mam prawa wiedzieć, kto jest moim ojcem? – rzuciła Laura wrogo.
– Masz prawo. Wiesz to od dawna. Co też cię nagle ugryzło... – tu Mila Borejko złapała się na tym, że, poirytowana z wielu względów, i ona zaczyna przemawiać tonem nieprzyjaznym. O, nie; powiedziała sobie. Nie można pozwolić, by się człowiekowi udzieliło coś tak głupiego i zbędnego, jak wrogość.

Nie zniży się do poziomu Laury!

Cytat:
Objęła wnuczkę ramieniem i przytuliła oporne, smukłe ciałko.
– Uspokój się – powiedziała łagodniej. – Musisz sobie zdać sprawę, że wchodzisz w burzliwy okres przemian...
Laura wysunęła się stanowczo z jej uścisku.
– Boże. To po prostu śmieszne – stwierdziła i poklepała się po czole: – Tu, tu! nic się przecież nie zmieniło! Człowiek chce się po prostu dowiedzieć prawdy; a wszyscy mu mówią, że to z winy okresu dojrzewania. Jakieś szaleństwo zbiorowe, słowo daję.
Wobec tej logiki babci odjęło mowę.

To jesteśmy już dwie.

A jak tam plecak Róży się miewa? Któż dzierży ów skarb natenczas?
Cytat:
Po ostatniej lekcji porwała się i wybiegła z klasy, zapominając o zeszycie od polskiego. Dopiero Schoppe ją dogonił z tym zeszytem i nawet zaproponował, że poniesie jej plecak.
– Zawsze nosiłam go sama – odmówiła Pyza z pewnym zdziwieniem. – Zresztą, jak by to wyglądało?
– Jak sobie życzysz – zreflektował się Schoppe, lecz towarzyszył jej wiernie do samego wyjścia.

Oj, Pyzo, Pyzo, kłamczuszko...

Cytat:
Przed szkołą owionęło ich przyjemne, świeże powietrze i bardzo już głodna Pyza pomyślała, że po orzeźwiającym spacerku przez wiosenne ulice dotrze do domu za dziesięć minut i przede wszystkim umyje się chłodną wodą oraz zje wczorajszego kurczaka z ciemnym ryżem.
Ale ten kurczak był chyba wyjątkowym pechowcem. Przed bramą czekał nie kto inny, jak Adrian Lelujka – najwyraźniej prosto ze szkoły, bo z plecakiem, lecz dziwnie wyświeżony, pachnący wodą kolońską i bardzo uśmiechnięty: W dużej łapie trzymał bukiecik przebiśniegów, które wręczył Pyzie z wdziękiem niedźwiedzia
– Czternaście stopni! W marcu! Widziałaś coś podobnego?

Ale dlaczego ten kurczak ma być pechowcem? Dziewczyno, nie tak się przecież umawialiście, może cię chłopak odprowadzić do domu, skoro tak bardzo potrzebuje warować u twego boku, a potem grzecznie czekać na umówioną godzinę spotkania, bo zwyczajnie masz też inne plany, nie musisz mu się z nich szczegółowo spowiadać, do cholery!

Cytat:
Ucieszona Pyza przyjęła wdzięcznie kwiatki, a w tym czasie Adrian obdarzył prymusa Schoppe roztargnionym spojrzeniem, rzucając w jego stronę krótkie “Hej!” – co zabrzmiało jak “Żegnaj!”
Fryderyk Schoppe zmarszczył ciemne brwi ponad oprawką okularów, po czym poprawił je kciukiem i zwrócił się do Pyzy:
– Czy idziesz wprost do domu? Bo mógłbym cię odprowadzić.
– Róża idzie ze mną, przyjacielu – zakomunikował mu uprzejmie Darek.

Targujcie się.

Cytat:
– Tak? Ja... jeszcze nie wiem – bąknęła Róża, myśląc o kurczaku, który już zapewne rumienił się rozkosznie na patelni beztłuszczowej.

No, nareszcie, walcz o swoje, może dziś pójdzie ci z tym lepiej...
A swoją drogą, okazuje się, że Borejkowie już w dziewięćdziesiątym ósmym mieli patelnię beztłuszczową, jak to się ma do późniejszych tyrad Idy "Patelnia! Tłuszcz! Zło!"?

Cytat:
– Tak, chodźmy zaraz, chodźmy zaraz – nalegał Darek. – Wsiądziemy tu w tramwaj i za chwilę będziemy na Starym Rynku.
– A – ale ja... – marudziła jakoś Pyza.
– U ciebie w domu już byłem, jeśli o to ci chodzi – zaraportował śpiesznie Darek. – Twoja babcia powiedziała, że na szczęście jeszcze nie zaczęła smażyć tego kurczaka i że odłoży go do lodówki na jutro. Masz być w domu najpóźniej o szóstej, bo musisz odrobić lekcje, a potem będziecie piec ciasta na twoje imieniny, a nikt nie robi takiej pysznej szarlotki, jak ty. Tak powiedziała.

Z okazji twoich imienin masz się stawić na pieczenie ciast, marsz!
No i na tym kończą się Pyzy próby postawienia na swoim. Przecież Darek i babcia wiedzą lepiej, kiedy wolno jej zjeść dietetycznego kurczaka.

Cytat:
Fryderyk Schoppe podepchnął kciukiem okulary i pilnie słuchał, uczestnicząc w scenie z ujmującą swobodą dżentelmena i kolegi szkolnego. Kiedy Adrian, zniecierpliwiony jego przedłużającą się ponad miarę obecnością, powiedział znowu “Hej!” i ruszył powoli, pociągając za sobą Pyzę, Fryderyk Schoppe w sposób całkowicie naturalny dołączył do nich i słuchał z uwagą, jak Pyza wyraża wątpliwość, czy jazda na Starówkę zaraz po szkole jest rzeczywiście najlepszym pomysłem. Perspektywa zjedzenia obiadu w restauracji “Elite” także jej nie zachwyciła, zaś pomysł na finał (lodziarnia “Arezzo”, deser zabaione) wydał się jej nie do przyjęcia.

Boli.

Cytat:
– Poza tym – dodała – pamiętaj, Adrianie, że przez wasz wczorajszy pomysł nie dałam Luckowi prezentu. Dziś ty będziesz poszkodowany, bo prezent dla ciebie zostawiłam w domu.
– Czyżbyś miał dzisiaj imieniny? – zwrócił się prymus Schoppe do Adriana, wychylając swe długie ciało, by spojrzeć na idącego po lewej ręce Pyzy.
– Tak. A jak zgadłeś? – kpiąco spytał Darek i bardzo się zdziwił odpowiedzią prymusa:
– Nie było żadnego zgadywania. Codziennie rano zaglądam do kalendarza, mam tam rozpisany plan dnia. Dzisiaj jest Adriana, Fryderyka, Oliwii. Najlepsze życzenia.
– Fryderyka! Dziś Fryderyka! – zdumiała się Pyza. – Co za nadzwyczajny zbieg okoliczności! Wszystkiego najlepszego... Fryderyku.
– Cóż, Fryderyku... – mruknął Darek. – To... ja też ci składam...
– Dziękuję – prymus Schoppe zerknął na Pyzę znad szkieł. – Czyżby to było jakieś tajemnicze zrządzenie losu? Obejdźmy wspólnie te imieniny. Prawda, że nie ma zbyt wiele czasu z powodu tej jutrzejszej klasówki z chemii, zapowiedzianej tydzień temu...
– Jezu!!! – przeraziła się Pyza. – Kompletnie zapomniałam!...
– ...ale z największą przyjemnością potowarzyszę wam w tym spacerku. Imieniny to imieniny.
Adrian Lelujka wydał z głębi szerokiej piersi coś pomiędzy sapnięciem a jękiem.
– O, tak – ochoczo rzekła Pyza. – Jasne, chodź z nami. Prawda, Adrianie, że nie masz nic przeciwko temu?
– Nie wiem... to jest – odparł Adrian grobowo.

Hyhyhy, tak to jest, mój drogi, jak ktoś bez porozumienia z drugą osobą zmienia ich wspólne plany.

Ostatecznie Róża stwierdza, że jednak nie pójdzie z Darkiem nigdzie, bo musi się uczyć. Z Fryderykiem.

Cytat:
– Trzeba mu oddać, że drań naprawdę jest genialny – opowiadał braciom wzburzony Adrian. Było wpół do dziewiątej. Siedzieli w kuchni, przy kolacji złożonej z góry kanapek i trzech półlitrówek kefiru. – Cholerny szachista! Zawsze o parę ruchów do przodu. Wymanewrował mnie tak delikatnie, że Róża niczego nie zauważyła. Uczony, wygadany, grzeczny jak cholera, przez cały czas bez zarzutu... no, obiłbym go jak gruszkę, ale wierzcie mi, nie było za co! – skonstatował boleśnie Adrian i rzucił się do ściany. – Pokażcie no kalendarz – zerwał kartkę i zaraz zmiął ją w kulkę, po czym cisnął w kąt. – Jasne, że nie skłamał. Adriana, Fryderyka, Oliwii. Jest bez zarzutu, świnia! – krzyknął.
– Darek! – upomniała go mama z sąsiedniego pokoju.
– Przepraszam, mamuś –zawołał Adrian i zaraz ściszył głos. – Uważam, że odbije nam Różę, jak szybko zechce – dodał.

Nie chcę wiedzieć, jak oni zamierzali się tą Różą na dłuższą metę dzielić... Znaczy wiem: nie pytając jej o zdanie.

Cytat:
– Jak siedzieliśmy w “Merkurym” – przypomniał sobie Lucek – to Róża przez dłuższy czas mówiła tylko o Fryderyku. Jaki jest z niego geniusz.
– Tak. Spacerek po Starym Mieście też był pod tym hasłem – rzekł Adrian. – Przez cały czas leciały tematy naukowe, opowiadał nam, trzeba przyznać, że ciekawie, drań jeden, o tej cholernej astronomii.
– Może łobuz czytał ostatni “Świat nauki”...

A ti ti, łobuzie!

Cytat:
... – pocieszył Wiktora najmłodszy brat. Sięgnął do plecaka, stojącego obok drzwi, i podał Wiktorowi czasopismo. – O, masz tu, rzuć okiem. Możesz się obkuć lepiej niż twój rywal. Twój oczywisty rywal.

To w końcu jego czy wasz? Pogubiłam się.

Pyza siedzi z Fryderykiem w pokoju Natalii do ósmej, potem jeszcze zatrzymuje go na ciasto. Gdyby Natalia pokłóciła się z narzeczonym, wróciła roztrzęsiona i chciałaby teraz zamknąć się w swoim pokoju, napić wina i pochłonąć tabliczkę czekolady, to już jej problem. Ale w następnym tomie, po zerwanych zaręczynach, nadal będzie się tam gnieździć, zarobione pieniądze na kawalerkę gdzieś wyparują.

Cytat:
(...) drzwi otworzyły się gwałtownie i do pokoju wpadł rozwrzeszczany kłąb rąk i nóg, należących do Józinka oraz Ignacego Grzegorza. Kuzyni mocowali się jak dwaj miniaturowi zawodnicy sumo, wydając przy tym azjatyckie kwiki i stękania. Zaraz potem, kiedy przewrócili lampę stojącą, a żarówka pękła z hukiem, w zielonym pokoju pojawiła się stanowcza Ida i uchwyciwszy obu walczących za karki, rozdzieliła ich z wprawą, wdziękiem i swobodą. Była ubrana w płaszcz, czapkę i rękawiczki, natomiast na nogach miała już kapcie, bo tylko obuwie zdążyła zmienić, zanim w Józinku zagrała krew, atawizmy oraz nagromadzone frustracje.
– Co się stłukło? Co się stłukło? – pod pozorem zainteresowania stanem inwentarza domowego przedostała się teraz do zielonego pokoju Laura, rozgorączkowana z ciekawości, a słysząc jej słowa i babcia nadciągnęła z podobną kwestią. Skoro zaś do pokoju wolno było wejść babci, wkroczył tam i dziadek, i nareszcie mógł łakomym spojrzeniem ocenić to, co najbardziej go interesowało: wysokość i szerokość czołowej części czaszki nowego absztyfikanta.
Wynik szczegółowych oględzin musiał wypaść zadowalająco, bo dziadek uśmiechnął się z ulgą

Niedobrze mi.

Fryderyk w końcu się zbiera.
Cytat:
– Przejdę się kawałek z tobą – oznajmiła Pyza. – Można?
– Będę zachwycony – odparł Fryderyk Schoppe i spojrzał, jak to on, w niebo.
– Gdzie ty właściwie mieszkasz?
– Przy Słowiańskiej, w górę od parku Sołackiego.
– O, to miły spacerek. Po drodze dwa parki i aleja Wielkopolska.
– No, to chodźmy. Ja cię potem odprowadzę. Moje okolice nie są zbyt bezpieczne.

Wiadomo, bloki...

Cytat:
– Tylko kilkadziesiąt lat naszego pobytu na tym niewiarygodnym statku kosmicznym – na Ziemi. Różo, czy mogłabyś już teraz mi obiecać, że spędzimy ten okres razem? Nie chcę nikogo innego. A ty?
– Ja... – wykrztusiła Pyza, przestraszona jak przed skokiem na czarną wodę o nieodgadnionej głębokości. – Ja... ja... ja... może powiem ci jutro, dobrze? Za dnia – była to riposta, przynosząca chlubę jej roztropności i poczuciu realizmu. Inną jest bowiem rzeczą podejmowanie decyzji o wymiarze życiowym – nocą, w obliczu miriad gwiazd oraz galaktyk, a inną – w biały trywialny dzień, kiedy dokładnie widać każdą rzecz i wszystkie jej wady, nawet ukryte.
Fryderyk Schoppe, ten geniusz, był tego również świadom.
– Przepraszam cię, Różo – rzekł jak prawdziwy dżentelmen – że tak wymuszam na tobie odpowiedź. Ale sama przyznasz, że w obliczu wieczności nasz czas wydaje się dosyć ograniczony. W dodatku wyraźnie osaczają cię swymi zabiegami ci trzej piękni bracia.
Oczywiście, patrząc najzupełniej obiektywnie, to ty masz słuszność. Nie należy decydować się pochopnie. Jedno tylko chciałbym wiedzieć zanim odprowadzę cię do domu, Różo. Chciałbym wiedzieć, czy odpowiadasz mi uczuciową wzajemnością... to jest, dla ścisłości: nie umiem tego ocenić na drodze rozumowej, bo też i zapewne tego tak ocenić się nie da. Jeśli chodzi o system komunikacji niewerbalnej, sygnały, jakie wychwytuję, świadczą o tym, że twoje serce żywi dla mnie jakieś cieplejsze uczucia. Czy tak?
– Żywi – przyznała Pyza nieśmiało.

Wiecie od kiedy oni ze sobą rozmawiają? Od dziś. Dość czasu, żeby uznać, że chce się spędzić razem całe życie, co nie?

Oto i dzień wspólnych imienin Róży i Wiktora. Będzie zabawa, będzie się działo!
Cytat:
Wiktor, Adrian i Lucjusz uczcili imieniny Pyzy, wręczając jej, kiedy tylko wyszła ze swej bramy, po złocistej róży. Ona z kolei, nauczona doświadczeniem dni poprzednich, zabrała dziś z domu swój prezent dla Wiktora (komplet bardzo wytwornych chusteczek do nosa) i ofiarowała mu je na miejscu.

Kurczaka przede wszystkim trzeba było wziąć. O ile on się jeszcze nie zepsuł.

Cytat:
Odprowadzona pod samiutką szkołę przez wszystkich trzech braci, dowiedziała się, że Wiktor przyjdzie po nią po lekcjach, czyli o drugiej trzydzieści pięć i że czeka ich wspaniałe popołudnie.

Oczywiście nie spytał, czy ona od razu po szkole ma czas. A mówiłam, żeby wzięła kurczaka...

Czy muszę dodawać, że po wejściu do szkoły Pyza od razu oddaje swój plecak Fryderykowi? Ten chce jej udowodnić, że nie jest sztywniakiem, w tym celu zabiera ją na wagary. W pociągu spotykają dyrektora Hajduka:
Cytat:
– Zatem, do Środy, mówicie? – podjął rozmowę.
– Tak, panie psorze – odważyła się Pyza.
– Ja też – rzekł dyrektor. – Mam tam matkę. A wy?
– A my... a my nie – odpowiedziała głupio Pyza i dopiero widok Fryderyka, który aż się skręcił, żeby nie pokazać wesołości, uprzytomnił jej, co powiedziała.

Autorce dopiero czytelnicy uprzytomnili, że Hajduk osierocony w dzieciństwie matki w Środzie mieć nie mógł, co najwyżej tam pogrzebaną. Dlatego w następnym tomie dowiemy się, że to taki oczywisty skrót myślowy, chodziło przecież o matkę jego ucznia.

Wagarowicze w stogu siana przeczekują burzę i prowadzą konwersację o imionach w ich rodzinach:
Cytat:
Wszystko dlatego, że mamy jakichś dalekich niemieckich przodków. – Dodał Fryderyk i nagle dorzucił z niepokojem: – Chyba ci to nie przeszkadza?
– Dlaczego mieliby mi przeszkadzać jacyś przodkowie? – zaśmiała się Pyza i powiadomiła Fryderyka, że rodzina jej dziadka pochodzi z Kresów Wschodnich i ma w swym drzewie genealogicznym przynajmniej trzy różne narodowości, poza polską.
– Ha! Oczywiście! Kresy Wschodnie! – zawołał na to z zapałem Fryderyk. – Od pierwszej chwili, gdy cię ujrzałem, jak wchodzisz do auli z łuną na twarzy; wiedziałem, że nie żadna banalna Izabela Scorupco powinna grać Helenę Kurcewiczównę. Ty powinnaś.
Pyza uznała, że temat Kresów Wschodnich, zawiera w sobie elementy znacznie bardziej interesujące niż wykład z fizyki.
– Dokładnie tak ją sobie wyobrażam – snuł wypowiedź Fryderyk, zapominając o kanapce z serem tylżyckim i pomidorem. – “Wzrostu wyniosłego, rysów pańskich i bardzo foremnych”, i rzecz jasna “oczy czarne, aksamitne a łzawe, a mieniące się...”

Facet cytuje Sienkiewicza na wyrywki. A zatem jasnym już jest, iż Róży na męża on przeznaczon.

Cytat:
– Fryderyku – przerwała mu Pyza z niezłomną uczciwością. – Moje oczy nie są czarne, a moje włosy są po prostu rude. Oczywiście przykro mi to mówić, ale ja naprawdę nie mogłabym zagrać Heleny Kurcewiczówny, bo (wolę ci to powiedzieć od razu) po prostu ja wcale nie jestem piękna.
– A widzisz – Fryderyk na to. – I to jest pierwsza sprawa, co do której się nie zgadzamy.

Sorry, ale ten tekst „wolę ci to powiedzieć od razu” powiedziany „z niezłomną szczerością” jest idiotyczny. Miałby sens, gdyby korespondowali ze sobą przez portal randkowy.

Tymczasem Wiktor podjeżdża pod szkołę pożyczonym samochodem, a tu Pyzy niet, od jej koleżanki dowiaduje się, że Róża w ogóle nie dotarła na lekcje, podobnie jak Fryderyk. Ojejej, czyżby ktoś tu zmienił wspólne plany bez konsultacji z drugą osobą? No któż to tak niegodziwie postępuje?

A teraz uwaga, spoiler, samo zakończenie:

Cytat:
Ignacy Borejko czuł się, oczywiście, zupełnie dobrze i teraz z zapałem rozmawiał z Markiem o przypadłościach sercowych wieku dojrzałego. Drugi zięć Borejków, Florian, szeptał coś do ucha Patrycji, a Ida śledziła z niepokojem zachowanie Józinka, który wyraźnie się szykował z atakiem na Ignasia. A gdzie był Grzegorz? – aha, w przedpokoju. Odbierał telefon.
Gabriela zerwała się na równe nogi. „Tak, ona” – powiedziało jej spojrzenie męża. Wyszła więc z zielonego pokoju, starając się nie przyspieszać kroku.
– Mamusiu – powiedział gdzieś daleko w słuchawce kochany, spokojny, zrównoważony głos jej niezawodnej i rozsądnej córki. – Dzwonię, bo już jest szósta, więc... no, dzwonię, żebyś się nie denerwowała.
– Pyzuniu, co się stało? Gdzie jesteś? Jak przeżyłaś tę burzę? – posypały się z Gabrieli pytania, zgodnie ze specyfiką serca matki.
– Burzę? – powtórzyła Pyza. – Ach, burzę... w stogu siana, z Fryderykiem... nie, to była słoma. Och, właściwie to nawet nie pamiętam. No, a teraz suszymy spodnie, pijemy szampana i jemy tort z bitą śmietaną. I, mamusiu, nie mów nikomu, no chyba, że dopiero za pięć lat... więc ja, mamusiu, przed chwilą się zaręczyłam.

Uff, najwyższy czas, toż dziewczę miało już szesnaście wiosen. Widmo staropanieństwa oddalone, weselmy się!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4451
Przeczytał: 41 tematów

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:32, 08 Sie 2014    Temat postu:

Melomanko, podziwiam cię. Poczytuje niektóre fragmenty i aż żałuje, że nigdy nie przeczytałem żadnego tomu Jeżycjady, lepiej bym się w tym wszystkim orientował Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10964
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Pią 16:42, 08 Sie 2014    Temat postu:

Borze, borze jakież to obrzydliwe. Dziękuję Boru, że nie czytałam, chociaż spora część Neojezycjady została mi podesłana i wymęczyłam. To, jak święta Gabriela i jej mać traktują Laurę, to czysta patologia. Różyczkę też nie lepiej wyhodowano (bo chyba o wychowaniu trudno tu mówić) i na dodatek to bezwolne cielę ma być tą dobrą, kochaną i wzorem dla dziewcząt. Fuj!

Cytat:
Autorce dopiero czytelnicy uprzytomnili, że Hajduk osierocony w dzieciństwie matki w Środzie mieć nie mógł, co najwyżej tam pogrzebaną. Dlatego w następnym tomie dowiemy się, że to taki oczywisty skrót myślowy, chodziło przecież o matkę jego ucznia.

Od biedy do przełknięcia toto, bo czasem się słyszy w pokoju coś w stylu "Anka, matka do ciebie". Ale oczywista oczywistość to nijak nie jest, nawet dla mnie, belfrzycy od nastu lat.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Pią 17:19, 08 Sie 2014    Temat postu:

pusta_rurka napisał:
Bo Laura robi co chce? A co Gabrysia o stanowczym i silnym charakterze? Nic!
Moja własna Rodzicielka, oczywiście daleka od ideału św. Gabrieli, gdy ja chciałam wyjsć z moją starszą Siostrą na doczepkę, usadzała mnie krótko "zostajesz i nigdzie nie idziesz".
Tyle.


Tyran z tej mojej Matki, że Trybunał ds ścigania Zbrodni p/ko Ludzkości, jeszcze nie wysłał listu gończego ;/


zwłaszcza, że w Kwiecie Kalafiora Mila dosadnie spacyfikowała nastoletnią Idę, która chciała podążyć za Gabrysią na imprezę do Joanny.

Melomanko: cudowna analiza, czekam na kolejne części. Człowieka zaledwie przez 3 dni w internetach nie ma a tu takie wątki powstają Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pią 17:41, 08 Sie 2014    Temat postu:

I teraz pytanie: jaki miał być morał z tej książki? Że jeśli chcesz być adorowana i traktowana jak dama, musisz być piękna i uległa, żyć pod dyktando innych i z uśmiechem przysłuchiwać się, kiedy mówią o tobie jak o nieobecnej? Że jeśli pytasz o nieznanego ojca, jesteś złym i niewdzięcznym dzieckiem?Że kobieta w wieku 27 lat bez męża albo chociaż narzeczonego musi być nieszczęśliwa?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Pią 18:26, 08 Sie 2014    Temat postu:

i że rozmowy o rodzinie są niestosowne. Koszmar.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Pią 22:22, 08 Sie 2014    Temat postu:

Po analizie "McDusi" powinnam być przygotowana, ale i tak mną trzęsie z obrzydzenia. Co za odrażająca rodzinka! Dziadek Borejko jest wstrętny z tym swoim poczuciem wyższości, córki i wnuczki traktuje się jak śmieci, rozwydrzonemu bachorowi się pobłaża. I to życie na kupie, bez cienia prywatności, brrr!!!
Scena ze zmywarką to kuriozum. Istne kuriozum. Z drugiej strony te idiotki same sobie takiego dziada wyhodowały...
Poza tym język. Matko Borska, dlaczego oni wszyscy mówią w taki sztuczny, sztywny i napuszony sposób?
Rozbawiło mnie do łez przedstawienie bloków jako siedliska smrodu i ohydy. Pani M. chyba dawno nie była w żadnej starej kamienicy na Jeżycach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pusta_rurka
Potworny Przeciąg Pisaka



Dołączył: 05 Sie 2014
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 8:59, 09 Sie 2014    Temat postu:

Dlaczego Ignacy Borejko, jako spadkobierca eugeniki, mierzący czaszkę absztyfikantom? Sam miód. Wiecie co te książki z kolejnym czytaniem nabieraj nowego wymiaru, obrzydliwego - zgadzam się z Wami.

Normalnym jest, że człowiek w pewnym momencie chce być świadomy własnych korzeni, grzebie gdzie się da. Zwłaszcza w inteligenckiej rodzinie gdy ambicje są większe, niż nowe wyjście na disco. Nie wiem jak Wy, ja nastolatką będąc miałam tylko Babcię, ale pytałam Ją o wszystko. Tymczasem tutaj... u Borejków nie ma nic... a gdy Laura pyta o Ojca, Jezu, nie o dziadka kolaboranta i szmalcownika, dostaje po głowie. Coś co jest oczywiste, czyli normalne docinki "no, no poczucie humoru to masz po Tatusiu" są jej odebrane. Matka jej jest wzorem, cnót wszystkich i nawet tych za które jeszcze nikt kanonizowan nie był, bo nie osiągnął takiego stopnia doskonałości.
Laura miała szczęście, że nie skończyła u psychiatry. A raczej w takim domu powinna, tylko ciepła Musierowicz chyba nie uważa choroby psychicznej za normalną. Znam ludzi, którzy żyją pod mniejszą presją i w cieniu mniejszych cnót swoich braci i rodziców i to się kończy najmarniej terapią.

De facto Borejkowie nie wychowują dzieci, oni je hodują. Że wrócę do Pulpecji, Ignac czyni jej wyrzuty, że jak to nie zdała matury. I ja poczyniłabym wyrzuty rodzinie, każdy dogaduje, że Patrycja się nie uczy. Ograniczając się do pytań "nie wiem jak zdasz maturę". Tak się robi w normalnym domu? W inteligenckim?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Wyssana wampirzyca



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 816
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 14:56, 09 Sie 2014    Temat postu:

A tak BTW, to podział MM na blokowisko/kamienice zawsze wywoływał lekki uśmiech na mej twarzy. W moim mieście - i wierzę, iż nie tylko w moim - blokowiska ze śmierdzącymi zsypami i pijaczkami na klatce zdarzają się sporadycznie, przeważają osiedla takie jak to, na którym się wychowałam: czteropiętrowe, niedawno odnowione bloki z mnóstwem zieleni wokół, niedawno postawionym placem zabaw i sąsiadami, którzy znają się od lat. Jak na ironię, kamienice znajdujące się w starej części miasta są powszechnie znane jako siedlisko wszelkiego żulerstwa i miejsca, do których nie należy się zapuszczać po zmroku Laughing

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Sob 15:08, 09 Sie 2014    Temat postu:

mieszkałam kiedyś w pewnej starej i zabytkowej kamienicy, którą kiedyś zamieszkiwała sama inteligencja (wraz z pewnym słynnym kompozytorem filmowym). Mieszkali tam sami studenci bo warunki były okropne, mieliśmy wielką dziurę w ścianie i posklejane szyby w oknach. Tzw. patologii tam raczej nie było ale nawet Borejkowie raczej by tam nie zamieszkali. Za to moja siostra ma szczęście do krakowskich kamienic gdzie rezydują menele różnego sortu. Za to przez ten miesiąc mieszkałam w bloku na strasznej Hucie i tak dobrze ułożonych i miłych sąsiadów jeszcze nie spotkałam. A MM w huciarskich blokowiskach umieściłaby pewnie Kopców i Guślarz Grażynę

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dora
Śpiąca Królewna na sianie



Dołączył: 26 Sie 2011
Posty: 1580
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 16:11, 09 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
A tak BTW, to podział MM na blokowisko/kamienice zawsze wywoływał lekki uśmiech na mej twarzy.

Właśnie! Tak, widziałam w moim mieście porządne kamienice, ale jak się człowiek przejdzie niektórymi ulicami i obejrzy niektóre kamienice i podwórka, to stwierdza, że woli jednak te, tfu!, paskudne bloki. Przyjeżdżający do nas goście żartują, że mieszkamy w parku – osiedle absolutnie tonie w zieleni. Chętnie bym pani MM wysłała zdjęcia, ale to by pewnie i tak jej poglądów nie zmieniło.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sierra
Kolonas Waazon



Dołączył: 03 Sie 2013
Posty: 616
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Stąd do wieczności

PostWysłany: Sob 16:24, 09 Sie 2014    Temat postu:

Melomanko, jesteś wielka! Analizuj dalsze części, tam patologia patologię goni!

Kilka moich spostrzeżeń po lekturze "Imienin" (nota bene, to "dzieło" leży u mnie w kiblu, ot, jakże symbolicza wymowa)):
- O braku zainteresowania rodziny pobytem Natalii na Cyprze napisano już wiele, ja dorzucę jedno: w 1998 roku wyjazdy zagraniczne były jeszcze mało popularne, a każda taka podróż wzbudzała emocje. Ich naprawdę nie interesował wiew egzotyki, o jaką otarła się Natalia? Zabytki, widoki, ludzie i miejsca jakie miała okazję widzieć? Jako podsumowanie ich olewanctwa ciśnie mi się pod palce jedno słowo: PROSTACTWO.
- Jakim trzeba być chamem i burakiem (tak, Żeromski, wstań jak o tobie mówię) żeby bez zaproszenia wbijać się na prywatną rodzinną uroczystość, i to tylko dlatego, że jest się bezrobotnym (kij, artystą, kominiarzem czy księgowym) i w przeciwieństwie do innych ma się nadwyżki czasowe? A już zupełną bucerą było wyrywanie się na pierwszego podczas powitania Natalii i Gabiszona - są sytuacje, w których rodzina bezwzględnie ma pierwszeństwo. Ale "ałtysta" Bernard najwyraźniej zwrot "savoir vivre" ma za pusty zbiór sylab, czemu jeszcze zdąży dać wyraz.
- Że nikt w tej rodzinie nie rozmawia, tylko wymieniane są komunikaty, to już wiadomo. Ale dlaczego Pyza, kiedy matka każe jej iść odnieść teczkę Robrojka nie powie "mamo, bardzo chętnie, tylko cały dzień nic nie jadłam, zjem coś i polecę, a ty zadzwoń do Kowalików i powiedz im, żeby Rojek poczekał"? Zbili by ją? Ukarali ciężkimi robotami? Jeśli Pyza tak się zachowuje, to albo jest totalnie nieasertywną dupą mysią, albo jest skrajnie zastraszona. W obu przypadkach raczej nie świadczy to dobrze o metodach wychowawczych panujących w tym domu.
- Babcia Milicja może czytać ulubioną lekturę (popularne kryminały historyczne, choć może to być równie dobrze romans, lub sensacja/horror) wyłącznie u ukryciu, bo dziad Borejko pogardzał kryminałami, nawet ambitnymi, i nie szczędził żonie słów ironii oraz kąśliwych przycinków, gdy widział ją z którymś tomikiem z serii “Mnich”.
Dżizas kurwa! Fajnie mają w tym małżeństwie, jeśli partner deprecjonuje czyjeś hobby, bo nie jest ono ambitne. Można nie podzielać gustów/upodobań/poglądów partnera, ale dopierdzielanie się że ktoś robi/czyta/ogląda to co lubi i zmuszanie współmałżonka, by ukrywał się ze swoimi przyjemnostkami nazywa się przemocą psychiczną. Idylla jak fiks, podobną znajdziemy tylko u Michalak. No a Milicja, jak przystało na prawdziwą kobietę kładzie uszy po sobie i robi to, co mąż uzna za stosowne. Nic dziwnego, że pisała dramaty w głębokiej konspiracji i rodzina latami ni9c nie wiedziała. Ale jakie to ciepłe i miłe...
- Kolejny popis chamstwa Bernarda, w cudowny sposób sprzężony z paradebilizmem Borejków to wpierdzielenie się na trzeciego na świętowanie imienin Gabryjeli. Tylko osoba o takcie i empatii szczoteczki do zębów zachowuje się jak Żeromski w całym tym epizodzie. Kiedy czytam, jak odnosi się do Grzegorza, dziw że nie rozkazuje "niech Grzegorz wyniesie śmieci". A Gabon patrzy spokojnie na miotającego się męża, który widzi że przyjemność dla żony poszła w piździec i...świetnie się bawi słuchając czerstwych gadek chama, samopoczucie męża, którego rzekomo kocha mając w zadku. Kto dostrzega tutaj totalną patologię? (no nie wszyscy na raz!)
- Alogiczność do potęgi: na przyjęciu zafundowanym żonie przez Grześka jest szampan i ...reńskie wino ("Gabrysia siedziała na kanapie, piła reńskie wino które zostało od obiadu" - s. 94). Chwila chwilunia, oni mieli wrócić popołudniem tego samego dnia. O ile szampana mogę jeszcze zrozumieć - dorosły chłop jak wypije symboliczne pół lampki wina, dołoży solidnym obiadem, posiedzi kilka godzin przy kawie spokojnie może wracać samochodem bez żadnego kłopotu. Ale to wino??? Po pierwsze - Grzesiek nie miał szofera, miał wracać napruty, czy dyrdać z buta wespół zespół z połowicą w podobnym stanie - to raz. Dwa - kazać praktycznie abstynentce wytrąbić 3/4 butelki szampana i butelkę wina (no bo nie spodziewali się trzeciego na tej imprezie)? Toż Gabon nawaliłby się jak autobus, w dodatku kaca miałby rano jak stąd do wieczności (powodzenia w mieszaniu czegokolwiek z szampanem, działa jak dobijacz, kilka razy testowałam takie mieszanki na sobie i mimo że zaprawiona w bojach alkoholowych jestem, powiem jedno: AŁĆ, BOLAŁO!). Chyba że chciał Grzesiek zafundować żonce w ramach prezentu pobyt na detoksie/izbie wytrzeźwień a Gabiszon z zamiłowania masochistka takiemu pomysłowi ochoczo przyklasnęła?
- Róża znika z małym dzieckiem wieczorem na nie wiadomo ile, po czym wraca ubłocona, lekko sponiewierana i nikt, absolutnie nikt nie pyta gdzie była, czy nic się nie stało, nie każe się opowiadać, co porabiali - taaa, już to widzę. W każdej NORMALNEJ rodzinie delikwentka zostałaby przemaglowana na setną stronę już w progu. No właśnie - w normalnej. W tej jak widać nieletni mogą łazić gdzie i jak chcą, a czternastolatka zwiewa z domu na dwie doby i nikt nie zgłasza tego na policję, nie obdzwania szpitali ("Tygrys i Róża"). Pamiętam jak już po maturze miałam wrócić z knajpy o północy, no ale zeszło mi trochę i zlądowałam w domu o ósmej rano - mimo iż byłam pełnoletnia dostałam takie joby za niepoinformanie że wrócę później że szkoda gadać, sankcje też jakieś były a rodzice mi się przyznali, że godzinę później a na pały daliby znać. Oni zwyczajnie się bali, że coś mi się stało. A Borejki mają w dupie błąkające się gdzieś zimą dziecko, które ucieka z "ciepłego" domu aby popełnić niewybaczalną zbrodnię - poszukać swojego ojca. Jeśli takie książki nazywa się "miłe i krzepiące" to ja nie chcę widziec tych mniej miłych.


To garść patologii które rzuciły mi się na szybko tylko po lekturze "Imienin" - ale jak się bliżej przyjrzeć, to każda książka ma sporo takich przerażających "perełek". Kilka z nich: "Tygrys i Róża", "Czarna polewka", "Nutria i Nerwus" aż się proszą o solidną analizę.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Sierra dnia Sob 16:27, 09 Sie 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deneve
Przedłużenie łopaty



Dołączył: 28 Cze 2012
Posty: 2983
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Sob 16:25, 09 Sie 2014    Temat postu:

Melomanko, a nie myślałaś może o założeniu blogaska? Wiesz, fejm i kasa by się zgadzały... Laughing
A tak serio, to mogłabyś dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5890
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 16:31, 09 Sie 2014    Temat postu:

Sierra napisał:
powodzenia w mieszaniu czegokolwiek z szampanem, działa jak dobijacz, kilka razy testowałam takie mieszanki na sobie i mimo że zaprawiona w bojach alkoholowych jestem, powiem jedno: AŁĆ, BOLAŁO!

A to może być kwestia indywidualna, ja akurat w bojach nie bardzo zaprawiona i słabą głowę mam, a zwykle w sylwestra łączę szampan z różnymi innymi ciekawymi napojami i tylko raz zaliczyłam kaca mordercę Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sierra
Kolonas Waazon



Dołączył: 03 Sie 2013
Posty: 616
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Stąd do wieczności

PostWysłany: Sob 16:49, 09 Sie 2014    Temat postu:

Oki, ja wlałam w siebie więcej niż trzy czwarte Igristoja i butelkę wina. Ale oprócz cech indywidualnej odporności na procenty istotna jest jeszcze zaprawa kondycyjna. A skąd gabiszon miałby ją mieć? Obalając cichaczem małpki, kiedy wszyscy śpią z żalu za zmarnowanym przez pyziacze nasienie życiem? Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pusta_rurka
Potworny Przeciąg Pisaka



Dołączył: 05 Sie 2014
Posty: 121
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 17:23, 09 Sie 2014    Temat postu:

Sierra, proszę Cię, Ignac w Kalamburce chce kupic Mili w prezencie książkę, która JEGO zachwyca. Serio? To tak jak gdybym ja kupiła mojej Mamie coś Tolkiena. Nosz, guza by sobie nabiła skacząc z radości. A Tacie kupię, jakiegoś romansa. A co! Nie powiem, kupuję im książki, które sama chcę przeczytać, ale przede wszystkim mają trafiać w Ich gust.
Dzięki, że przypomniałaś o tym fragmencie, bo mnie to też wkurzało i ciągle zapominałam o tym napisać. No, ale subtelny klasyczny Ignac, może czytać o słoniach, ale nie kryminały. Żenada normalnie.

Awantura o zmywarkę - żałosna, ja wiem, że dla mężczyzn wiele rzeczy jest niepotrzebnych. I sami nie wyjdą z inicjatywy, żeby kupić, bo skoro ON, nie robi gofrów, chleb kupuje w sklepie, a ciasto ma ze stolika, na którym postawi je córka/ żona to ok. Ale nawet mój Padre z pokolenia mężczyzn specyficznych, nie zrobił mi awantury o sprzęt, który kupiłam. Ba nawet, od czasu do czasu kupi mi coś, bo wie, że lubię się pobawić. Ale Ignac herbaty sobie nie zrobi. A jak żona zachorowała... nie, słów brak


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
le-vo
Bezo grudek



Dołączył: 21 Lis 2009
Posty: 4433
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 18:33, 09 Sie 2014    Temat postu:

Za każdym razem, jak w książkach pojawiał się Bernard to się wzdrygałam. Koszmarna postać.

Melo, dobra robota. Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sierra
Kolonas Waazon



Dołączył: 03 Sie 2013
Posty: 616
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Stąd do wieczności

PostWysłany: Sob 19:20, 09 Sie 2014    Temat postu:

pusta_rurka napisał:
Ale Ignac herbaty sobie nie zrobi. A jak żona zachorowała... nie, słów brak

To nie miał nic przeciwko żeby córka poszła na miesiąc ze szkoły w środku semestru żeby ogarnąć domowy pierdolnik, mimo że groziła jej pała z fizyki. Wzór ojca, nie ma co...
A tak, w Kalamburce chciał jej kupić książkę o której ON marzył. I jeszcze wyznał, po tym jak dał jej pierwszy raz pod koniec życia jakąś błyskotkę "nigdy nie dałem ci biżuterii". Aż strach bierze, co on jej kupował na urodziny/rocznice. Prezenty tak na prawdę dla siebie? kopnąć takiego w dupę to za mało.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
katrei
Parchaty dywan z Peru



Dołączył: 03 Cze 2011
Posty: 1457
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 19:28, 09 Sie 2014    Temat postu:

Hm, moja babcia kiedyś kupiła dziadkowi na imieniny sobie bluzkę. Chyba powinien się cieszyć, że żona ładnie wygląda Laughing

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez katrei dnia Sob 19:28, 09 Sie 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4451
Przeczytał: 41 tematów

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 19:31, 09 Sie 2014    Temat postu:

Pewnie kupował jej krawaty, które miała dla niego zawiązać.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Niedoświadczony lampart



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2923
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:03, 09 Sie 2014    Temat postu:

Cytat:
– Czy ja jestem do niego choć trochę podobna?
– Masz jego oczy – powiedziała Gabriela i nagle łzy pociekły jej po policzkach.


KWIIIK!
Przepraszam, nie mogę, ten tekst w połączeniu z histerią Gaby każe mi serio przypuszczać, że Pyziak nigdzie nie uciekł, a zginął, osłaniając ją własnym torsem przed Avadą. Laura żadnej blizny na czółku nie ma? Laughing


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Strona 1 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin