Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Interstellar

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1355
Przeczytał: 10 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Wto 8:13, 25 Lis 2014    Temat postu: Interstellar

Moja opinia w skrócie: INTERSTELLAR KOPIE TYŁKI!

Nie w skrócie:

O ile "Grawitacja" mnie znudziła, o tyle tutaj nie nudziłam się ani przez chwilę, a wręcz przez 80% czasu metaforycznie (albo i nie) obgryzałam paznokcie, bo - uwaga! - był to pierwszy od dawna film, na którym nie umiałam przewidzieć, kto przeżyje i w ogóle jak to się skończy. Tzn. przypuszczałam, że Ziemia zostanie w jakiś sposób uratowana, ale dopuszczałam możliwość, że po śmierci dzielnej załogi. Trochę natrętne były głośne a patetyczne wtręty muzyczne, ale do zniesienia. Za to doskonale wyakcentowana martwa cisza przestrzeni kosmicznej! Scenografia świetna, napięcie, montaż, no wszystko. Patetycznych dialogów jakoś nie stwierdziłam, no może byłyby patetyczne, gdyby je zapisać na papierze i spojrzeć na chłodno, ale gra aktorska i ogólne okoliczności sprawiły, że zupełnie nie zwróciłam uwagi.

Fajnie, że dużą rolę odgrywały książki, bo to sugerowało bardzo bliską przyszłość (że nie czytnik), zresztą poza technologią kosmiczną nie było tam niczego, czego byśmy nie mieli dziś, a niektóre przedmioty niemal ostentacyjnie staromodne, np. zegarek ze wskazówkami (i jakie cudne, że ta jego staromodność i wskazówkowość okazała się kluczowa! Taka mała strzelbka, która wypaliła znienacka).

No i nieco wzdrygnęła mnie scena, w której nauczycielka mówi, że podręczniki zostały ocenzurowane.

Świetna scenografia planet, niesamowite te ogromne fale. I moment, kiedy pani naukowiec ze łzami stwierdza, że ekspedycja rozbiła się dosłownie przed chwilą. W ogóle ładnie były w tym filmie pokazane paradoksy czasowe (nie wiem, na ile fizycznie realne).

W ogóle niesamowite napięcie, przez pierwszą połowę filmu tylko czekałam, aż coś strasznego się wydarzy - zgodnie z klasyką powinien to być albo bunt robotów, albo zdrada/obłęd jednego z członków załogi, no i wyszło na to drugie. A roboty w ogóle świetne! Cały ten ich design, tak KOMPLETNIE różny od tego, co zawsze widujemy w filmach SF! I te różne sposoby poruszania się! I dowcipy z poczuciem humoru! Jej, to było cudne. I to, jak na koniec bohater naprawia zepsutego robota*, to mnie wzruszyło.

*pamiętam, że się nazywały TARS i CASE, ale nie pamiętam, który był który.

Niektórzy recenzenci narzekają na zbyt długą sekwencję na Ziemi, a mnie się to właśnie podobało: że poznajemy rodzinę głównego bohatera, a nie tylko naszkicowaną sytuację jak w wielu filmach katastroficznych: "to jest samotny ojciec-twardziel, wszyscy wiedzą, jak wygląda samotny ojciec-twardziel, lecimy dalej". Doskonały pomysł z wykorzystaniem burz pyłowych, czyli czegoś, co jest zagrożeniem znanym z realiów (ponoć nagrania z wypowiedziami starszych ludzi to autentyki!), a nie np. uderzenie asteroidy czy coś. Oczywiście znów zawężenie całego świata do USA - że do jedzenia istnieje tylko okra i kukurydza, a przecież tyle milionów ludzi żywi się ryżem i maniokiem...

Niesamowity pomysł z "duchem" - mimo jego wyjaśnienia trochę ciarki po mnie chodziły, jak się wieczorem kładłam spać, ostatnia z całej rodziny (no, ale ja jestem łatwo straszalna, kiedyś się bałam po przeczytaniu kryminału Agathy Christie, gdzie dalibóg żadnych sił nadprzyrodzonych nie było nawet w wyobraźni).

Nie rozumiem tylko eksplozji na planecie Manna: Romilly miał coś podłączyć, stwierdził, że dane nie mają sensu (bo Mann kłamał) i wybuchło? Dlaczego Mann chciałby zniszczyć własną bazę?

Trochę mnie dreszcz przeleciał jak na koniec pokazano panią Brand (tak się nazywała?) na trzeciej planecie i głos zza ekranu mówił, że pewnie się szykuje do długiego snu, a ona w tym momencie zdejmowała hełm - przez chwilę byłam przekonana, że popełnia samobójstwo (bo nie wiedziałam, że atmosfera nadaje się do oddychania).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
feroluce
Soory Vietu



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 473
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 20:23, 26 Lis 2014    Temat postu:

Byłam.
I moja opinia jest zgoła odmienna.
Biedny był mój sąsiad siedzący obok, bo przez pół seansu leciało z mojej strony gromkie "... SERIO?!"
Generalnie widać, że ktoś to konsultował z astrofizykiem. I malowniczo olał te jego uwagi, które do scenariusza nie pasowały. Widać to tak bardzo, że aż oczy bolą.
I BARDZO widać, że astrobiologa to ten scenariusz na oczy nie widział.

Cytat:
Świetna scenografia planet, niesamowite te ogromne fale.
SERIO? O.o Gigantyczne, wielokilometrowe fale, ewidentnie wyglądające na pływowe, latające z częstotliwością co godzina (czasu lokalnego), gdy planeta nie wiruje tak szybko wokół własnej osi ani nie posiada żadnego satelity. Dodam, że woda, owszem, pokrywa całą planetę, ale jest jej tyle, że bohaterowie brodzą po kolana w niej.
Na każdej z trzech planet jest niebieskie niebo. NIEBIESKIE. <wali głową w stół> Do tego o jednej z nich jest wyraźnie powiedziane, że atmosfera składa się głownie z węglowodorów i amoniaku. Już nie żądam analizowania tego ze specjalistami, ale naprawdę tak trudno obejrzeć zdjęcia Tytana?
Nie mówiąc już o tym, że film porusza kwestie tylko i wyłącznie dylatacji czasu, przestrzeni nic się nie dzieje, nie ulega żadnym, najmniejszym zmianom (a mówimy o tak gigantycznym zniekształceniu, że np. na pierwszej planecie każdej godzinie odpowiada siedem lat). Końcową scenę spadku na czarną dziurę skomentuję jednym zdaniem: "fizyko mam cię gdzieś, jak mówię, że studia grawitacyjna nie istnieje, to nie istnieje!"

Wokół czarnej dziury krążą trzy planety. W biosferze. Z atmosferami. Zdatne do zamieszkania. <wyje> Czy ktoś mi potrafi SENSOWNIE wyjaśnić, skąd ich tam aż tak dużo? Owszem, wiem, że istnieją planety wokół obiektów spoza ciągu głównego, np. planety Wolszczana krążące wokół pulsara, jednocześnie wszędzie, gdzie tylko znalazłam (a szukałam głęboko, bo pisałam artykuły popularnonaukowe o życiu na egzoplanetach - choć może nie dość głęboko) pisze, że są to przepalone kawałki skał, bo tylko coś takiego może się uformować z resztek odrzuconych przez gwiazdę i przetrwać. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to to, że zostały przechwycone. Ale TRZY? Tak ciasno i w ogóle idealnie koliste orbity wokół równika czarnej dziury i wszystkie w jednej płaszczyźnie??

Uff. Ulało mi się.
Prawdę mówiąc mogłabym tak jeszcze dłuuuugo i namiętnie.
Byłoby to przyjemne kino rozrywkowe, gdyby nie nachalna powaga i walenie po oczach "Patrz, jakie jestem realistyczne!" podczas, gdy wyraźnie widać, że realistyczne to ono jest, owszem, ale tylko wtedy, gdy to się reżyserowi akurat podobało (np. bardzo udany obraz "spokojnej" czarnej dziury. Btw. bo przyznaję się bez bicia, nie chce mi się szukać, ile energii wydziela taka czarna dziura i jak ciasna jest jej biosfera, wie ktoś może?). Przez co czułam się na seansie obrażana.
Zdjęcia piękne. Naprawdę ślicznie to wszystko wygląda niezależnie od tego, na jak gigantyczne bzdury się patrzy. Ale byłyby śliczniejsze, gdyby tam w tle nikt (zazwyczaj główny bohater) BEZ PRZERWY nie nawijał. Serio, miałam chwilami ochotę wrzasnąć, żeby się w końcu zamknął, ktokolwiek tam się akurat odzywał, bo ja chcę spokojnie popodziwiać widoczki.

Akcja na Ziemi bardzo na plus, choć też nie polecam myśleć nad nią (grozi ciężkim facepalmem), ale najbardziej, o dziwo, podobał mi się tesserakt. Za niego mogę wybaczyć nawet obijanie się od czarnej dziury (asysta grawitacyjna wersja ROBISZ TO ŹLE).

Film można obejrzeć, tyle że na zasadzie: jeśli coś wiesz o astronomii, astrofizyce a przede wszystkim astrobiologii, zostaw mózg w szatni. Mniej będzie bolało.

Cytat:
Trochę mnie dreszcz przeleciał jak na koniec pokazano panią Brand (tak się nazywała?) na trzeciej planecie i głos zza ekranu mówił, że pewnie się szykuje do długiego snu, a ona w tym momencie zdejmowała hełm - przez chwilę byłam przekonana, że popełnia samobójstwo (bo nie wiedziałam, że atmosfera nadaje się do oddychania).

Bo NIE NADAWAŁA. A to co widać na ekranie to albo samobójstwo, albo szczytowy pokaz głupoty reżyserskiej.
Przy okazji zakończenia. Na koniec widać wielkie, wyraźnie samowystarczalne statki-kolonie (w środku są pola uprawne, atmosfera i w ogóle życie jak na planecie, tylko że wklęsłej). Ktoś mi może dać SENSOWNE wyjaśnienie, czemu, skoro wyraźnie DAŁO się zbudować habitaty, nie zrobiono tego od razu, tylko urządzano cały ten cyrk z wybijaniem ludzkości i tylko zakładaniem populacji od zera. Czemu od razu nie dano nogi, planetę znajdzie się później (albo w ogóle)?

E: całe mnóstwo literówek + dopowiedzenie


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez feroluce dnia Śro 20:38, 26 Lis 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1355
Przeczytał: 10 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Śro 21:28, 26 Lis 2014    Temat postu:

Serio istnieje coś takiego jak astrobiologia?

Habitatów urządzić się nie dało, bo cały program kosmiczny był oficjalnie wstrzymany i najwyraźniej dopiero rozwiązanie równania coś zmieniło. Coś w sensie polityki rządu USA i nastawienia społeczeństwa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
feroluce
Soory Vietu



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 473
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:12, 26 Lis 2014    Temat postu:

tak, istnieje. Co ciekawe, astrobiolog brał udział w opracowywaniu świata z Avatara (tak, ten świat został bardzo starannie przemyślany pod względem biologicznym, aż żal bierze, że cały kunszt psu na budę, bo zarżnął go idiotyczny scenariusz).

No własnie do tego piję, że się pomysł kupy nie trzyma. Te habitaty były w stanie utrzymać przy życiu cała populację. W zdrowiu, szczęściu i wygodzie. Czemu, do ciężkiej jasnej ciasnej tak kombinowali? Profesor miał równanie rozwiązane wcześniej, brakowało mu tylko konkretnego elementu. Tyle, że to do startu habitatu nie było potrzebne W OGÓLE. On sobie mógł tak po prostu podróżować, a planeta albo się trafi, albo nie, do szczęścia najwyraźniej całkowicie samowystarczalnym statkom takowa do niczego nie była potrzebna. Albo zawisnąć na wysokości pasa asteroid (coby był łatwy dostęp do surowców) i tak se dyndać a Ziemia niech sobie ginie. Technologia była, tylko nikt jej nie wykorzystywał BO TAK.
I taa, już uwierzę, że ludzie słysząc, że można z tego ziemskiego piekła uciec i mieć życie jak w Madrycie, to program wstrzymali, bo ludzie woleli dobrowolnie głodować. Aha.

Choć w porównaniu z panią doktor popełniająca efektowne samobójstwo przez zdjęcie maski to i tak mały pikuś.

W ogóle to miażdży mnie jeszcze jedna kwestia. Oni tam mieli okno na CAŁĄ inna galaktykę, w zależności pod jakim kątem urządzenia zajrzały, widać było każdy zakątek. Nasza Droga Mleczna ma jakieś 400mln gwiazd. Dajmy nawet na to, z to galaktyka karłowata i ma ich z 2-3 rzędy mniej. planety są bardzo popularne w kosmosie, szacuje się, że nawet co dziesiąta ma układ gwiezdny. Serio nie dało się znaleźć planet wokół jakiejś spokojnej małej gwiazdki typu Słońce lub nawet czerwony karzeł. Przecież tych ostatnich jest w galaktykach jak mrówkow. Gwiazdki cichej, spokojnej, bez czasoprzestrzennych perturbacji? Serio ktoś uznał, że najciekawszym, najbezpieczniejszym obiektem do eksploracji jest czarna dziura? SERIO??
Już sam fakt, że tych pierwszych śmiałków wysłano do Gargantui, marnując w ten sposób ludzi i sprzęt, zamiast polować na gwiazdę bardziej przyjazną ludzkości jest wielopiętrową głupotą. I nie, nie uwierzę, ze nie mieli wyboru. To tunel czasoprzestrzenny, mogli lecieć GDZIEKOLWIEK, wszystko zależało od kąta natarcia na przejście. Mając parę ładnych milionów planet wybrać akurat te to <szuka komentarza, który nie byłby obraźliwy> SERIO??

Ale jak mówiłam - Nolan pokazuje malowniczy środkowy palec nauce wszędzie tam, gdzie mu niewygodnie uwierała.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw 2:20, 27 Lis 2014    Temat postu:

Byłam w kinie i nie żałuję, tym bardziej, że trafiła mi się porządna promocja na bilet. Wink Mam dużą słabość do tego rodzaju sci-fi: o dzielnych pionierach zmagających się z realnymi niebezpieczeństwami kosmosu - "realnymi" w sensie, że ma w tym wszystkim kosmitów czy super-hiper-magicznej technologii XXXX wieku (bo do właściwego realizmu idzie się przyczepić, jak już zauważyła feroluce). Patrząc np. na malutki statek kosmiczny niestrudzenie "pełznący" naprzód na tle olbrzymiej tarczy Jowisza, miałam pełne emocji skojarzenia z łodziami Wikingów przemierzających Atlantyk i tak dalej.

Ekscytacji było w tym filmie dość, żebym wyszła z seansu zadowolona. Parę razy chłonęłam widoki/akcję z niedomkniętymi ustami, parę razy trochę się wzruszyłam. Scena ze zbliżającą się falą była cudna, śledziłam ją w zachwycie (uparcie ignorując fakt, że tuż wcześniej bohaterowie radośnie wskoczyli do wody i woda okazała się po kostki). Co ciekawe, film trzymał w napięciu, nawet jeśli tak naprawdę był niemal doskonale przewidywalny i schematyczny. Jedyne, co tak naprawdę mnie zaskoczyło, to zakończenie, no ale JAK MIAŁAM PRZEWIDZIEĆ, ŻE BOHATER WYLEZIE Z CZARNEJ DZIURY?? Jeszcze na dodatek żywy...

Zawieszenie niewiary jakoś mi się udało, bo film oglądało się przyjemnie, co nie znaczy, że podczas seansu nie przewijały się w mojej głowie myśli: "Co? Dlaczego? Ale jaaak to?! Przecież to niemożliwe! To nie ma sensu!". Czarna dziura zgarnia palmę pierwszeństwa w moim prywatnym rankingu absurdów, no ale fajnie, że tak się naokoło świeciła, zamiast być po prostu, no... czarną dziurą (to akurat bez ironii). Koncepcja tego, co w środku, nawet ciekawa, szkoda tylko, że raczej w stronę "fantasy" niż "fiction", a co dopiero "science". (Btw! Kiedy bohater trafił do tesseraktu, pomyślałam, że może czeka go wieczne uwięzienie w miejscu poza czasem - jak straszny byłby to los! No ale, nie ten rodzaj filmu...). Załamały mnie dyskusje załogi, żeby wysłać robota do czarnej dziury, robot sprawdzi, jak tam jest i PODZIELI SIĘ TĄ WIEDZĄ z potrzebującymi Ziemianami, problem solved! *wali czołem o biurko* Załamał mnie jeden wykwalifikowany pilot NASA tłumaczący drugiemu wykwalifikowanemu pilotowi NASA, czym są tunele przestrzenne, za pomocą karteczki z notatnika i długopisu. Nie podobała mi się mistyka, mieszanie do sprawy jakichś "ich"; pół biedy, że skończyło się na konstatacji, że "nimi" był sam bohater - choć ja nadal pytam JAK. Przemowa dr Braun o miłości - aaargh; przynajmniej nie potraktowano jej poważnie, choć na końcu okazało się, że i tak o miłość chodziło, miłość ratuje ludzkość bardziej niż miliardy zainwestowane w NASA i w ogóle.

TARS był absolutnie cudowny ze swoim poczuciem humoru, doceniam też jego niesztampowy design (taka miła odmiana po tych wszystkich ewidentnie humanoidalnych robotach), ale czy tylko mnie ten design wydał się lekko... niefunkcjonalny? A mimo to TARS śmigał aż miło, szczególnie tymi swoimi klockowatymi "nogami" po lodzie na planecie Manna, ciekawe.

Z rzeczy fajnych: podobały mi się burze piaskowe jako kataklizm powoli wyniszczający Ziemię (szkoda, że Ziemia była tylko Ameryką, ale mniejsza). Fajnie, że film nie opierał się - jak np. Grawitacja - na zasadzie: "jeśli coś może się popsuć, to na pewno za chwilę się popsuje". Fajne było wykorzystanie motywu odmiennie płynącego czasu (na Ziemi vs. podczas lotu, w okolicy czarnej dziury i nieco dalej od niej); chyba nie każdy film SF o tym pamięta. Nie przeszkadzały mi zbytnio skróty w scenariuszu, takie jak np. sadzanie faceta oderwanego od kombajnu prosto za sterami statku kosmicznego, bez choćby pięciu minut treningu. (Optymistycznie zakładam, że jakieś szkolenia się odbyły, aczkolwiek... W filmie wygląda to tak, że bohater podejmuje decyzję, od razu żegna się z córką i leci - a przecież gdyby kazali mu poćwiczyć na symulatorze razem z resztą zespołu, miałby przynajmniej kilka tygodni na te pożegnania...). A, no i fajne jeszcze było to, że - jak to trafnie ujęto na Filmwebie - Hans Zimmer wreszcie skomponował coś, co nie brzmi jak kolejny autoplagiat.

Achika napisał:
Nie rozumiem tylko eksplozji na planecie Manna: Romilly miał coś podłączyć, stwierdził, że dane nie mają sensu (bo Mann kłamał) i wybuchło? Dlaczego Mann chciałby zniszczyć własną bazę?

Zinterpretowałam to sobie tak, że robot Manna był nastawiony na autodestrukcję, gdy tylko ktoś z zewnątrz dokopie się do prawdziwych danych na temat planety. Dla bezpieczeństwa Manna, oczywiście.

A tego, że dr Braun zdejmuje hełm, jakoś nie zarejestrowałam, lol. Zakończenie filmu odebrałam jednoznacznie jako klasyczny, hollywoodzki happy end: planeta nadaje się do życia, bohaterka się zamrozi, bohater szczęśliwie do niej doleci, a wtedy padną sobie w ramiona i razem zajmą się intensywnym zaludnianiem kolonii, w tym metodami naturalnymi. Kij z tym, że ona kochała innego, BO PRZECIEŻ NIE MOŻE ISTNIEĆ FILM, W KTÓRYM NIEZAMĘŻNY GŁÓWNY BOHATER I MŁODA, ATRAKCYJNA GŁÓWNA BOHATERKA NA KOŃCU NIE SĄ RAZEM, no błagam. Wink


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Lenn dnia Czw 2:23, 27 Lis 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kiciputek
Rebeca w gróbce



Dołączył: 01 Gru 2011
Posty: 2737
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:25, 28 Lis 2014    Temat postu:

Cytat:
Ktoś mi może dać SENSOWNE wyjaśnienie, czemu, skoro wyraźnie DAŁO się zbudować habitaty, nie zrobiono tego od razu, tylko urządzano cały ten cyrk z wybijaniem ludzkości i tylko zakładaniem populacji od zera. Czemu od razu nie dano nogi, planetę znajdzie się później (albo w ogóle)?


A to nie jest tak, że rozwiązanie tego równania miało dać metodę na uniesienie w kosmos naraz dużej ilości ludzi? Bo tak po kilka osób by się nie dało. Nie znam się, po prostu tak to zrozumiałam.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
feroluce
Soory Vietu



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 473
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:15, 28 Lis 2014    Temat postu:

A chyba że. W filmie jest taki bełkot, że trudno jednoznacznie zrozumieć, o co biega.
Nie załapałam pewnie dlatego, że mój mózg odrzucił opcję, że do przejścia drugiej prędkości kosmicznej konieczne jest scalenie grawitacji z teorią kwantów. Ale okeeej, niech im będzie, da się to w jakiś tam sposób uzasadnić, np. tworzeniem antygrawitacji, by wynieść na orbitę duża masę czy cuś (film nic na ten temat nie mówi, więc ostro spekuluęj i pewnie dopowiadam sens tam, gdzie go nie ma).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kiciputek
Rebeca w gróbce



Dołączył: 01 Gru 2011
Posty: 2737
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:25, 28 Lis 2014    Temat postu:

A jeśli chodzi o to, po co szukanie planet, skoro potrafią tworzyć sztuczne habitaty - wydaje mi się, że ich powierzchnia była po prostu mocno ograniczona i musieli na nich wprowadzać jakąś ostrą kontrolę populacji, żeby nadążali z produkcją zasobów. Dlatego było to rozwiązanie tymczasowe, przed dotarciem do planety, na której ludzkość znów mogłaby się radośnie rozmnażać.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią 21:32, 28 Lis 2014    Temat postu:

kiciputek napisał:
A to nie jest tak, że rozwiązanie tego równania miało dać metodę na uniesienie w kosmos naraz dużej ilości ludzi? Bo tak po kilka osób by się nie dało. Nie znam się, po prostu tak to zrozumiałam.

Czyli chodziło nie tyle o liczbę ludzi, ile o wywindowanie w przestrzeń dużego statku/ dużej masy? A nie mogli np. zbudować (połączyć?) tej stacji już na orbicie, kawałek po kawałku, i stopniowo dowozić obywateli? Fakt, trochę by im to zajęło i pochłonęło olbrzymie zasoby, ale naprawdę nie mieli NIC pilniejszego do roboty, no i czasu też trochę mieli, apokalipsa nie nastąpiła przecież z dnia na dzień.

Mnie się wcześniej zdawało, że równanie było im potrzebne do przerzucenia wielkiego statku kolonistów przez tunel, gdzie miały czekać nowe światy. Ale tak naprawdę, to właśnie do mnie dotarło, że w sumie nie mam pojęcia, dlaczego ta formuła matematyczna była aż tak ważna i co dokładnie zmieniała - więc albo oglądałam nieuważnie, albo to była kolejna magiczna, naciągana rzecz, której nigdy porządnie nie wyjaśniono. Żałuję, że nie mogę teraz jeszcze raz obejrzeć filmu, żeby to sprawdzić.

Tymczasem napawam się jednym z moich ulubionych fragmentów, słuchając tego kawałka: https://www.youtube.com/watch?v=eBZPfAyS7os. Jak bardzo muzyka robi tę scenę! Już od początku mamy napięcie i tykający zegar (bo wiadomo, że ze względu na różnicę czasu bohaterowie muszą bardzo, bardzo się spieszyć), a potem góry przestają być górami, zegar przyspiesza, a napięcie zaczyna wgniatać w fotel. Znaczy, mnie wgniata. Nie potrafię przejść obojętnie obok olbrzymich ścian wody.

EDIT: Też widziałam to jako rozwiązanie tymczasowe. Choć film ssie pod tym względem, że wyjeżdża z tym rozwiązaniem jak z deus ex machina. Wcześniej ani razu nie słyszymy nic na temat budowy stacji, jest tylko wybór: nowa planeta albo śmierć.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Lenn dnia Pią 21:34, 28 Lis 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kiciputek
Rebeca w gróbce



Dołączył: 01 Gru 2011
Posty: 2737
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:42, 28 Lis 2014    Temat postu:

Wiesz, narracja posuwa się do tego momentu o ponad sto lat Wink mogli wpaść przez ten czas na pomysł z tymczasową stacją kosmiczną.

Mnie się wydaje, że jednak nie starczyłoby ludzkości środków i czasu na wyniesienie wszystkich ludzi na orbitę tylko po kilku na raz i dlatego potrzebowali równania,.dzięki któremu będą w stanie od razu posłać wielu ludzi na raz w kosmos.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
feroluce
Soory Vietu



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 473
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 22:23, 28 Lis 2014    Temat postu:

Jak sama wspomniałaś, posuwamy się o 100 lat do przodu.
Początek filmu zdaje się sugerować, że ludzkość jednak nie ma tych stu lat do rozwoju. Jakie inne uzasadnienie miałby cyrk z komórkami i hodowaniem nowej populacji? A co do środków, to nie przesadzajmy - skoro starczyło do zbudowania habitatów, to i inne rzeczy się znajdą. Nikt nie każe im przecież opuszczać Układu Słonecznego, a tu jest całkiem sporo materiałów, w tym łatwo dostępnych - vide pas asteroid. Skałki se latają na wyciągnięcie przysłowiowych rąk i nawet nie trza walczyć z grawitacją. Więc jeśli im ta formuła nie była potrzebna do wydźwignięcia statków na orbitę - to nie była im potrzebna W OGÓLE.

Zgadzam się z Lenn - film ssie na całej linii z tym wyciągnięciem rozwiązania deux ex machina.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lawina
Samotne Kruczątko



Dołączył: 05 Paź 2011
Posty: 4065
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 13:42, 03 Gru 2014    Temat postu:

Wizualnie film jest śliczny i potwornie wciągający, w kinie siedziałam, chłonęłam widoki i przeżywałam. Dopiero po zakończeniu seansu dotarło do mnie, że trudno mi powiedzieć, co właściwie obejrzałam. Ale nie żałuję bo bawiłam się naprawdę dobrze, podobali mi się boahterowie, widoki, technologia (roboty!). Na fizyce, a szczególnie tej astro, nie znam się kompletnie i dobrze mi z tym. Przeszkadzał mi właściwie dwie rzeczy - muzyka, która była jak na mój gust zbyt patetyczna i pewien element fabuły. Mianowicie w pierwszych minutach filmu, gdy zaczęły spadać książki i w ogóle dziać się dziwne rzeczy w pokoju dziewczynki, pomyślałam, że to jej ojciec (Wiedziałam, że będzie w filmie coś o czarnych dziurach i załamaniach czasoprzestrzeni, wiedziałam, że bohater poleci w kosmos, więc jakoś razem wydało mi się oczywiste) i nie miałam niespodzianki Sad

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17749
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 7:10, 21 Kwi 2016    Temat postu:

Obejrzałam wczoraj i podobało mi się bardzo (no, podejrzewałam, że warstwa naukowa to jest tak mocno na zasadzie "umówmy się"), ale!!! podobałoby mi się jeszcze bardziej, gdyby nie wcisnęli tego obowiązkowego holiłódzkiego szczęśliwego zakończenia. Oczywiście bohater musiał przeżyć, oczywiście zdążył nawet zobaczyć się z córką, oczywiście ludzkość też przeżyła, a on mógł sobie polecieć na spotkanie ze śliczną doktor Brand, której ukochany tymczasem uprzejmie wziął i umarł.
O wiele bardziej wolałabym, gdyby on jednak zginął (ostatnie ujęcie ciała dryfującego gdzieś w przestrzeni w pobliżu Saturna...), ale dzięki jego poświęceniu córka odkryła tę formułę, która pozwala polecieć do gwiazd (tu rzeczywiście, skoro okazało się, że mogą budować te stacje, to zagrożenie wymarciem jakoś się rozmywa) i ludzkość osiedla się na planecie odkrytej przez Brand. No nie byłoby lepiej?

Absolutnie ujęły mnie zdjęcia stacji kosmicznej z tym ostrym światłocieniem oraz wybuch w kompletnej ciszy Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lookatyouboy
Król Herold Potter



Dołączył: 26 Sty 2015
Posty: 377
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 16:03, 18 Lut 2017    Temat postu:

W końcu zabrałam się za ten film i jakkolwiek warstwa narracyjno- fabularna trochę ( a czasem dość mocno) leży, to akurat pod względem naukowym to wcale nie jest taka bzdura. A może inaczej - zależy o którym aspekcie filmu mówimy, bo ten jest rozpostarty pomiędzy faktycznymi teoriami naukowymi, a insynuacjami stworzonymi przez twórców. Tutaj jednak niekoniecznie musi to być ogromnym zarzutem.

Ponieważ sama byłam ciekawa jak to wygląda pod zwględem naukowym, więc troszkę pogrzebałam w necie:
[link widoczny dla zalogowanych]
tutaj ciekawostka - podczas tworzenia symulacji czarnej dziury dokonano ważnego odkrycia naukowego.

Cytat:
Wokół czarnej dziury krążą trzy planety. W biosferze. Z atmosferami. Zdatne do zamieszkania.

Przecież dwie z nich wcale nie były właśnie zdatne do zamieszkania. Plus, jeśli coś jest mało prawdopodobne, nie oznacza jednocześnie, że jest zupełnie niemożliwe.

Cytat:
skoro wyraźnie DAŁO się zbudować habitaty, nie zrobiono tego od razu, tylko urządzano cały ten cyrk z wybijaniem ludzkości i tylko zakładaniem populacji od zera.

Wydaje mi się, że zanim nie rozwiązano tego wzoru, który jest tematem filmu, to właśnie nie było takiej możliwości? I właśnie dlatego oni od początku zakładali, że Ziemia wraz z ludzkością zginie, natomiast ewentualnie nasz gatunek ma szansę odrodzić się na innej planecie.
Z drugiej strony tu może mieć miejsce też coś co niekoniecznie pada w filmie, ale wynika z samych podwalin dotyczących w ogóle kwestii szukania miejsca do zamieszkania w innych galaktykach. Mianowicie, w grę wchodzi nie tylko rozpad samej Ziemi, ale jednoczesny rozpad części naszego Wszechświata. Jeśli dodać do tego teorię, mówiącą, że za zmiany klimatyczne może odpowiadać kosmiczny czynnik zewnętrzny, jest możliwe, że to są założenia, z których wyszli twórcy ( w domyśle więc nie tylko Ziemia się rozpada i ludzkość musi ewakuować się z całej galaktyki).

Cytat:
Nie mówiąc już o tym, że film porusza kwestie tylko i wyłącznie dylatacji czasu, przestrzeni nic się nie dzieje, nie ulega żadnym, najmniejszym zmianom (a mówimy o tak gigantycznym zniekształceniu, że np. na pierwszej planecie każdej godzinie odpowiada siedem lat)

Nie wiem jak konkretnie miałoby to wyglądać, ale jak oglądam sobie programy dokumentalne na ten temat, to tam wszyscy naukowcy podają właśnie tę konkretną sytuację przedstawioną w filmie, jako zupełnie realistyczny przykład zdarzenia.

Cytat:
Bo NIE NADAWAŁA. A to co widać na ekranie to albo samobójstwo, albo szczytowy pokaz głupoty reżyserskiej.

To wcale nie pada w filmie? Bardziej mnie nurtuje, czemu ona w tym kasku chodziła, skoro musiała od początku wiedzieć, że na tej planecie da się oddychać (skoro film pokazuje, że się dało).

Co do kwestii tego, że bohater wpadł do Czarnej Dziury i z niej wyszedł - to czy on przypadkiem nie tyle wpadł do Czarnej Dziury, a do tego tesseraktu umieszczonego w jej wnętrzu? Bo tak w sumie wynika z filmu moim zdaniem.

Jeśli chodzi o kwestię tłumaczenia Cooperowi czym są tunele czasoprzestrzenne, to akurat nie widze w tym nic złego, ani dziwnego. Cooper nie był fizykiem (chyba?),a tłumaczenie na prostych przykładach jest ponoć w dobrym tonie, jeśli chodzi o rozumienie tego typu zjawisk. No i nie oszukujmy się, musieli mieć kogoś, dzięki komu mogli tłumaczyć akcję, dziejącą się na ekranie, widzom.

To co mi się w filmie absolutnie nie podobało:
- Motyw z siłą miłości pokonującą prawa fizyki, którego nie powstydziłby się sam Paulo Coelho.
- Matthew McConaughey, który zapomniał, że już nie gra w Detektywie.
- Jednym z głównych wątków było to, że Cooper bardzo chciał się spotkać ponownie z córką, jednak kiedy już do tego dochodzi, nie tylko nie jest ani zainteresowany jej osobą, ani jej życiem, ale nie jest też zainteresowany ani jej (swoją) rodziną, swoimi wnukami etc. Przy okazji, to on chyba nawet nie zapytał co się stało z jego synem, prawda?
- Murphy każe mu lecieć na poszukiwanie koleżanki z załogi, bo...Tak? Skąd niby miała wiedzieć, czy coś ich łączyło, czy nie? Czy po prostu założyła, że dwie osoby płci przeciwnej, obie będące singlami i wciąż w wieku rozrodczym, oraz mające podobne doświadczenia życiowe, muszą być razem? Tru loff instant i imperatyw narracyjny w natarciu.
- Córka bohatera jest ofochana przez lata na swojego ojca, mimo, że jako osoba dorosła zdawała sobie świetnie sprawę z tego, jak kluczowa może być jego misja
- nawet nie wspomnę o zaangażowaniu przez NASA przypadkowego pilota, do prowadzenia ważnej misji kosmicznej, co było moim pierwszym facepalmem w tym filmie


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin