Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Blade Runner 2049

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10566
Przeczytał: 42 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Nie 9:45, 15 Paź 2017    Temat postu: Blade Runner 2049

Mimo doskonałych recenzji szłam z pewnymi obawami, ale zupełnie niepotrzebnie. Wizualnie absolutne cudeńko, scenariusz - niezły, paru drobiazgów można się czepić, ostatnia scena ciut patetyczna, ale przynajmniej ładna, przez co nie drażni jakoś szczególnie. Mocne 8/10 No 8,5 bo pieseł!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17217
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:51, 15 Paź 2017    Temat postu:

Ja byłam dzisiaj. Wizualnie zachwycający, a co do scenariusza... trochę mnie rozczarowało, że ostatecznie historia skupiła się na jednostce, Deckardzie i jego dziecku, a kwestie np. ludzkości androidów, ich uczuć, niewolniczej pracy, czy tego, że K zabija swoich, zostały tak trochę zamiecione pod dywan. No i mógłby być trochę krótszy, bo jednak 160 minut to dużo.
Ale generalnie podobało mi się.
Wymarłe Las Vegas <3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deneve
Przedłużenie łopaty



Dołączył: 28 Cze 2012
Posty: 2983
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Nie 22:21, 15 Paź 2017    Temat postu:

Nie wydaje mi się, żeby były zamiecione pod dywan, tylko planowane na następny film. :v

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17217
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 7:36, 16 Paź 2017    Temat postu:

Borze, nie, czy wszystko teraz musi mieć po fafnaście części. (kasa, misiu, kasa, kasa)

Jeszcze co do jednego zamarudzę: już podczas seansu lekko mnie irytował, a po ochłonięciu tym bardziej, motyw, że miłość jest w stanie pokonać wszelkie ograniczenia fizyczne i dwoje programowo bezpłodnych replikantów mogło mieć dziecko, bo tak bardzo się kochali.
(Tak samo jak w Interstellar tylko wywracałam oczami i zgrzytałam zębami na te wzniosłe ględzenie o miłości, która zmienia losy Wszechświata.)

Dlatego tym bardziej doceniam Sapkowskiego, który jak spiknął ze sobą dwoje bezpłodnych, to nie po to, żeby pokazać nam cud miłości łamiącej prawa biologii Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deneve
Przedłużenie łopaty



Dołączył: 28 Cze 2012
Posty: 2983
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Pon 11:02, 16 Paź 2017    Temat postu:

Coooooooooo, Deckard nie był replikantem, a Rachaela pochodziła ze starych modeli z czasów Tyrell Corporation, kiedy nowe androidy, te robione przez gościa, którego grał Jared Leto (nie pamiętam, jak się jego firma w filmie nazywała i on) rozmnażać się nie umiały. Jared był zazdrosny i dlatego chciał to dziecko znaleźć, bo sam nie potrafił stworzyć androidów zdolnych się rozmnażać. Poprzednie androidy nie miały okazji na dzieci, bo miały czas życia ustawiony na około cztery czy pięć lat.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17217
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:10, 16 Paź 2017    Temat postu:

Deckard był replikantem, to info potwierdzone przez samego reżysera.

A przy czasie życia ustawionym na te 4-5 lat przecież spokojnie mogłyby spłodzić nawet kilkoro dzieci.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kura z biura dnia Pon 12:12, 16 Paź 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deneve
Przedłużenie łopaty



Dołączył: 28 Cze 2012
Posty: 2983
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Pon 13:20, 16 Paź 2017    Temat postu:

...a według autora książki, na podstawie której kręcono Blade Runnera, Deckard replikantem nie był (nie ma tego napisanego w książce wprost, mówił o tym w jednym z wywiadów, jak będziesz chciała, to mogę poszukać, jak się dorwę do komputera). I dziwne, żeby się jako replikant starszej generacji zestarzał. To, że Scott sobie coś umyślił przy reżyserowaniu filmu, ma tu małe znaczenie. Nawet Ford mówił, że grał jak człowiek (da się zauważyć, że replikanci mówią i zachowują się trochę inaczej mimo wszystko), bo Scott nie powiedział mu, żeby było inaczej. A i Scott z tymi rewelacjami wyskoczył dopiero po premierze, chociaż fakt były drobne wskazówki odnośnie tego, że mógł być replikantem (choćby sen o jednorożcu i późniejszy jednorożec z origami, ale to tylko w wersji reżyserskiej). Plus Villeneuve, który kręcił nowego Blade Runnera, jak widać, niewiele sobie z gadania Scotta zrobił.
Dlatego, no, ja to jednak kupuję kanon.
Edit: co do rozmnażania się, chodzi mi o to, że jako niewolnicy, którzy tak krótko żyli, nie bardzo mieli czas zająć się takimi sprawami, jak rozmnażanie. Gdyby wywalczyli sobie wolność, to spoko, ale warunki im po prostu do tego nie sprzyjały, a w kolejnych generacjach tę możliwość rodzenia dzieci zatraciły.
Edit2: [link widoczny dla zalogowanych]
Jak mówiłam, to głównie wymysły Ridleya Scotta. Villeneuve nie chce brać żadnej ze stron (dziwne by było, żeby brał, bo takie tajemnice napędzają popularność), ale imo w filmie dość wyraźnie widać, co i jak.
Nawet scenarzysta nie zgadza się ze Scottem.
Kurde nie mogę z telefonu znaleźć tego wywiadu z Dickiem, gdzie mówił, że Deckard nie jest androidem, a jestem pewna, że czytałam.
Edit3: dobra, znalazlam
Cytat:
Philip K. Dick (author of Do Androids Dream of Electric Sheep, the book the film is based on)- he wrote the original role of Deckard as a human. "The purpose of this story as I saw it was that in his job of hunting and killing these replicants, Deckard becomes progressively dehumanized. At the same time, the replicants are being perceived as becoming more human. Finally, Deckard must question what he is doing, and really what is the essential difference between him and them? And, to take it one step further, who is he if there is no real difference?"

Aaa no i w książce Deckard przechodzi test Voight-Kampffa, który ma, sprawdzać, czy ktoś jest replikantem.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Deneve dnia Pon 13:45, 16 Paź 2017, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1263
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Pią 22:57, 20 Paź 2017    Temat postu:

Dopiero dzisiaj byłam w kinie. Spisuje moje wrażenia na gorąco, ale w wersji nieco ocenzurowanej. W wersji nieocenzurowanej byłoby więcej prostytutek niż w burdelu pokazanym w filmie. Wink

Wyszłam zła jak osa i niemal ogłuszona od muzyki. Tja, muzyki. Ja rozumiem, inspiracja Vangelisem, dźwięki industrialne itp., ale to coś w filmie to nie jest muzyka, to natrętne wycie i brzęczenie, w dodatku podkręcone na największą głośność, szkoda, że dopiero w scenie finałowej walki wpadłam na to, żeby zwyczajnie zatkać uszy (z drugiej strony, siedzenie 2,5 godziny z palcami w uszach nie byłoby wygodne). Zamiast robić nastrój, dźwięk skutecznie go zabijał.

Drugim moim zarzutem jest utopienie filmu w kieślowszczyźnie. Kurde, półminutowe ujęcie profilu bohatera nie sprawi, ze film automatycznie stanie się Głęboki i Artystyczny. Już od momentu wylądowania K w "starym mieście" miałam ochotę ze złości kopać fotel przed sobą (niestety, siedział w nim tajwański student), bo już tych dłużyzn było za dużo. Z tym, że przeszkadzały mi dłużyzny w sensie "bohater zawiesza głos w pół zdania i patrzy w kamerę nieruchomo", a nie pokazywania scenerii, która była zachwycająca.

I jeszcze bohaterowi nagle spadło IQ o połowę i zamiast zadawać swoje pytania, najpierw prowokuje Deckarda, a potem pozwala mu się pobić. Po jaką cholerę, chyba tylko żeby dać wrogom czas na znalezienie go. Nie wpadł na to, że mogą go namierzyć? Może mi ktoś wytłumaczyć, o co chodziło z tą bójką?

A sam pomysł podoba mi się bardzo! Ciąża androidki mieści się dla mnie w schemacie świata, gdzie można komuś wpisywać wspomnienia. Sceny z wirtualną "narzeczoną" były najbardziej przejmujące ze wszystkich, w końcówce się popłakałam. I taka śliczna była! I ten zwrot akcji z córką, chociaż trochę na siłę, ale emocjonalnie mocny ze względu na bohatera. Nie rozumiem tylko, czemu szefowa policji go kryła?

Wiele scen przepięknych wizualnie, graficzna gra światłem i cieniem, gotowe obrazy, tylko oprawić i wieszać. Szczególnie te fragmenty w siedzibie korporacji od androidów. No i zamordowali to natrętną "muzyką". Ech.

Fajne delikatne motywy konia: origami i popielniczka. Jak K idzie do tego pieca po konika, to kolejna scena, która wiele by zyskała, gdyby ją skrócić i wyłączyć muzykę. To powinno być zagrane twarzą, oddechem, drżeniem rąk, a nie wibrującym wyciem.

Motyw bycia/niebycia człowiekiem po tylu latach od premiery pierwszej części został przez fantastykę przerobiony chyba na wszystkie możliwe strony, więc wniosek, że chodzi o ludzkie reakcje (miłość i poświęcenie, ale już nie zemsta czy nienawiść?) jest mało odkrywczy. Ale wzruszył mnie wątek "narzeczonej" i końcowego poświęcenia K. W ogóle ciekawe z tą Joi, bo przecież od początku widzimy, że to program nastawiony na bycie miłym dla właściciela, potem robi się coraz bardziej ludzka, z ryzykowaniem "życia" by chronić K włącznie, a na koniec jak cios w żołądek dostajemy przypomnienie, że to sztuczna inteligencja, która "powie to, co chcesz usłyszeć". I moje pytanie: czy sztuczna inteligencja była tak inteligentna, żeby tak dobrze zgadnąć uczucia i potrzeby bohatera, czy może
aż tak inteligentna, że sama się do niego przywiązała? Niewielka scena: Joi dobija się do pojazdu, w którym leży _nieprzytomny_ K. Nieprzytomny, znaczy nie widzi jej, więc po co ona to robi?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ankh
Bohaterku z Hamburgu



Dołączył: 13 Sty 2017
Posty: 275
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 0:04, 21 Paź 2017    Temat postu:

Ja byłam w kinie w środę i nie rozumiem zarzutu o dłużyzny. Ostatnio mi tak się wyłączyło odczuwanie czasu na Władcy Pierścieni pierwszym, jak miałam 12 lat. W ogóle mi wolne tempo nie przeszkadzało.

C do muzyki, może to wina kina? u mnie na jakieś 10 minut się rozjechało synchro dźwięku z ruchami ust, więc... :v ale przynajmniej głośniki nie pierdziały, jak na Doktorze Strange'u w Atlanticu. Poszczególne kina jako miejsca mają duży wpływ na odbiór.

Szkoda, że zrobiono prawie-happy-end a Deckard nie zginął, jak to miało miejsce w pierwotnej wersji. No ale furtka do trzeciej części musi być.

Wątek z Joi taki Dickowski <3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17217
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 0:54, 21 Paź 2017    Temat postu:

A propos drewnianego konika: akurat dziś natknęłam się na artykuł o największych, niewyjaśnionych tajemnicach i między innymi wymieniony był tam Kaspar Hauser, który przez te wszystkie lata w izolacji miał ze sobą właśnie drewnianego konika. Nie wiedziałam o tym, a to ciekawe nawiązanie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1263
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Sob 9:17, 21 Paź 2017    Temat postu:

Ankh napisał:

C do muzyki, może to wina kina?

Możliwe - inni znajomi twierdzą, że u nich było ok. Jednak mimo wszystko uważam, że w filmie było sporo scen, które zyskałyby, gdyby działy się w całkowitej ciszy (i tylko np. stukot kroków).

Ankh napisał:


Szkoda, że zrobiono prawie-happy-end a Deckard nie zginął


Ooo, nie wiedziałam, że były inne wersje scenariusza? Ja właśnie oczekiwałam, że zginie, zgodnie z niepisaną zasadą kina akcji, że "najstarszy musi odejść" (no i po roli Hana Solo w EVII chyba sporo osób spodziewało się takiego obrotu spraw).

Zazdroszczę wczuwania się w film, może to sprawa innego odbioru bohatera? Bo mnie co najmniej do 2/3 było właściwie obojętne, co się z nim stanie. Sad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ankh
Bohaterku z Hamburgu



Dołączył: 13 Sty 2017
Posty: 275
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 23:38, 21 Paź 2017    Temat postu:

Tak mi się przypomniało: BARDZO podobały mi się sceny "testu empatii" (które dla mnie wyglądały, jak zwykłe pranie mózgu, no ale...).

Natomiast Jared Leto powinien mieć zakaz grania w filmach Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1263
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Nie 11:22, 22 Paź 2017    Temat postu:

Skąd wiesz, jak wygląda pranie mózgu? Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ML
Anioł w toalecie



Dołączył: 02 Mar 2014
Posty: 840
Przeczytał: 37 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 12:21, 01 Lis 2017    Temat postu: Re: Blade Runner 2049

Tinwerina Miriel napisał:
scenariusz - niezły, paru drobiazgów można się czepić

No, faktycznie.

1) Czy wszyscy blade runnerzy mają wszczepionego we wspomnieniach konika? A jeśli nie, to kto ustawił bohaterowi zlecenie tak, żeby to właśnie on, a nie kto inny, pojechał zlikwidować Sappera? Przywódczyni ruchu oporu mówi, że Sapper "pozwolił się zabić" właśnie po to, żeby bohater zrozumiał, co jest grane, ale gdyby był to inny android, bez konika we wspomnieniach, to nigdy by nie połączył kropek. Dlatego pytanie: kto to ustawił? Szefowa K? O niczym nie wiedziała. Wallace Corporation? Też wcześniej nie wiedzieli o dziecku. Ruch oporu? Nie miał takiej możliwości. Przypadek? Nie lubię filmów, gdzie cała fabuła wymaga aż tak wygodnego zbiegu okoliczności.

2) Dlaczego oficer K, jak już zaczął podejrzewać, że jest tym cudownym dzieckiem, nie spojrzał sobie po prostu w oko? (uprzedzając pytanie, jak miał sam spojrzeć sobie w oko: popatrzeć w górę i nagrać się kamerą)

3) Dyskusji "czy Deckard jest replikantem" widziałam w życiu wagon. Na książkę akurat bym się nie powoływała, bo pierwszy "Blade runner" ma z nią wspólnego niewiele więcej niż tytuł (oh wait. Nawet nie tytuł). Reżyser nowego filmu akurat mówił otwarcie, że nie zamierza opowiadać się po żadnej ze stron dyskusji. Ale jednocześnie wrzuca "dla każdego coś miłego", na przykład każe Wallace'owi powiedzieć, że Deckarda specjalnie wysłano na likwidację Rachael, po to żeby się w niej zakochał i żeby zmajstrowali tego cudownego dzieciaka. Jeśli Deckard byłby człowiekiem, to zdanie nie ma sensu, bo czemu akurat miałby to być on, a nie dowolny inny człowiek? I skąd założenie, że ciąża androidki koniecznie musi być wynikiem klasycznego stosunku? W tej przyszłości, gdzie są androidy, nie ma sztucznego zapłodnienia?
Oczywiście, można założyć, że Wallace jest szaleńcem i nie trzeba się przejmować tym, co mówi, a jego tyrada to tylko taki drobny prezent dla fanów Deckarda-replikanta.

4) "W koloniach mam rzeczy, które zadadzą panu taki ból, że powie nam pan wszystko". I naprawdę trzeba w tym celu lecieć aż na inną planetę? Chyba Richard Morgan napisał, że istnieją miliony sposobów zadawania bólu, ale tylko jeden sposób odczuwania i powyżej pewnego progu, jest człowiekowi już wszystko jedno, czym go torturują, więc nie ma tu co nadmiernie kombinować. (gdyby Wallace powiedział, że ma tam jakiś bardziej zaawansowany sprzęt do stymulacji mózgu, manipulacji emocjami, cokolwiek, to jeszcze by jakoś wyglądało). Oczywiście, w całym tym wywożeniu Deckarda z LA chodzi tylko o to, żeby K zdążył go uratować, co prowadzi do kolejnego pytania...

5) Skąd K wiedział, że Deckarda w ogóle dokądś wywiozą? I skąd wiedział kiedy i gdzie będą to robili?

6) Śmierć Joi w ogóle mnie nie wzruszyła, bo była całkowicie przewidywalna, już na godzinę do przodu (włącznie z "Kocham cię"). Za to podobała mi się jej pierwsza scena, zwłaszcza jak bohater nalewa dwa kieliszki i wypija jeden po drugim; scena erotyczna też bardzo fajna wizualnie, podobało mi się, że ani przez chwilę nie było pełnej synchronizacji. Ale tak poza tym to cały ten wątek można by wyciąć, film byłby krótszy, mniej by się ciągnął i mało by stracił.

7) Trochę też dlatego, że technologia Joi tak, jak ją widzimy, działa całkiem magicznie. Zakładam, że "emanator" to taka przenośna platforma, na której chodzi sobie program Joi... ale co wytwarza jego widzialną projekcję? W swoim mieszkaniu K ma projektor pod sufitem, na ulicy być może są jakieś wolnostojące projektory (jak teraz hotspoty wifi), które wykrywają, że o, idzie gość z włączonym emanatorem, i generują mu obraz dziewczyny na bieżąco. Ale co wyświetla obraz Joi w wymarłym Vegas, albo na tym wysypisku (i to na zewnątrz samochodu!), kiedy K leży nieprzytomny w środku, z emanatorem schowanym w kieszeni?

Edyta: literówki i jeszcze to:

kura z biura napisał:
kwestie np. ludzkości androidów, ich uczuć, niewolniczej pracy, czy tego, że K zabija swoich, zostały tak trochę zamiecione pod dywan.

Przed filmem specjalnie obejrzałam trzy szorty przedstawiające wydarzenia sprzed właściwej akcji (Zaćmienie, rozmowa Wallace'a z delegacją rządową i jakieś nie wiadomo co). W tym drugim Wallace negocjuje pozwolenie na produkcję replikantów, bardzo mocno przekonując, że ten jego nowy model będzie całkowicie posłuszny, pozbawiony własnego zdania i instynktu samozachowawczego i nigdy, przenigdy się nie zbuntuje, przysięgam na czaplę. Na początku myślałam, że doświadczenia K odegrają w procesie buntu jakąś kluczową rolę, ale nie, pod koniec tak po prostu wychodzi cała ekipa jego kolegów i mówi: "oh hai thar, robimy armię, chcesz dołączyć?".


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez ML dnia Śro 13:35, 01 Lis 2017, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 54 tematy

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 3:12, 14 Lis 2017    Temat postu:

Nadrabiam zaległości i w tym temacie.

Widziałam ze trzy tygodnie temu, podobało mi się. I nie będę w swoich opiniach oryginalna.

Wizualnie cudeńko - to film, który wiele zyskuje na wielkim ekranie. Niesamowicie podobała mi się sceneria mrocznego, deszczowego, przesyconego reklamami Los Angeles (jak nostalgiczny powrót na łono klasyki cyberpunku), wysuszone i zdewastowane pustkowia poza miastem, światłocień w zlej korporacji, pomarańczowe Las Vegas albo końcowa scena na schodach, z padającym śniegiem.

Muzyka... bombastyczna, inaczej tego nie nazwę. IMO ten soundtrack nijak nie nadaje się do osobnego słuchania, ale w filmie się sprawdzał. Podobały mi się kontrasty między pięciominutowym stąpaniem bohatera w ciszy a dźwiękami podkręconymi do maksimum w scenach napięcia czy walki.

Scenariusz w porządku. Na tyle spójny, że udało mi się zawiesić niewiarę i powstrzymać od roztrząsania dziur fabularnych czy niedopowiedzeń, w stylu tych wypunktowanych przez ML. Żałuję, że zdążyłam wcześniej odświeżyć sobie pierwszego BR ani książki - jedno i drugie swego czasu wywarło na mnie duże wrażenie, ale niewiele pamiętam, poza klimatem i ogólną wiedzą, o czym to było. Szkoda, pewnie coś mnie ominęło, choćby przy samym zestawianiu K z Deckardem.

Nawiasem mówiąc, biedny Ford się sypie. :/ Nie oglądałam go już dawno, w nowych Star Warsach też nie, więc dopiero teraz widziałam, jak męczył się w tych scenach walki, w których grał osobiście. Zwinne ruchy eks-funkcjonariusza i potencjalnego, nadludzko silnego androida to nie były. A w scenie z podtapianym pojazdem na moment kompletnie wyłączyłam się z filmu i zamiast drżeć o los Deckarda czy kogokolwiek innego, zastanawiałam się, czy nie zamęczyli zanadto Forda na planie, każąc mu tak chwytać oddech, i czy wodę miał podgrzewaną...

Ale wracając. Chyba nic, nic mnie tak w popkulturze nie kręci, jak pytanie "czymże jest człowieczeństwo". Pod tym względem film nie zawiódł. Owszem, tożsamościowych rozterek głównego bohatera czy przebitek na losy androidów-niewolników mogłoby być więcej, ale to, co było, mi wystarczyło. Podobała mi się podwójna wolta z tożsamością K, to, jak facetowi świat dwukrotnie rozpadał się na kawałki - i jak zostało to zagrane, zwłaszcza w scenie z konikiem i wybuchem wściekłości u fabrykantki wspomnień. Cudeńko. Ryan Gosling może i zasłużył na opinię drewnianego aktora (nie wnikam, nie śledzę jego filmów), ale przecież do roli K jak najbardziej pasują sztywność i ograniczona ekspresja, przerywana tylko mniejszymi paroksyzmami emocji. Stasznie przyjemnie mi się na tego K patrzyło.

A ponieważ bohater nie był mi obojętny - nie bolały dłużyzny. Wspomniane sceny, w których K stąpa w ciszy, były zupełnie okej, nie nudziły mnie, dawały okazję do refleksji i chłonięcia klimatu. Po obejrzeniu filmu zrozumiałam też zarzuty na temat jego "teatralności", ale znów - choć ją dostrzegałam, ta teatralność mnie jakoś szczególnie nie raziła, zdawała się pasować do reszty filmu. Obiektywniej rzecz biorąc, pewnie wolałabym film, w którym główny złoczyńca zostaje nakreślony subtelniej niż za pomocą mrocznych, teatralnych, pieczołowicie zainscenizowanych monologów o tym, jak daleko sięgają jego zło i wypranie z moralności, ale ok, tutaj potrafiłam kupić i tę konwencję.

Jedyne, czego już nie potrafiłam przełknąć, to scena z ruchem oporu. Straszliwie Hollywoodzka w złym tego słowa znaczeniu. Śmiać mi się chce, kiedy pomyślę o tym, jak ci wszyscy rebelianci grzecznie czekali za filarami, dyskretnie dając sobie znaki, by nie zepsuć efektywnego wejścia na scenę idealnie w momencie, w którym ich przywódczyni skończy przemowę.

Motyw Joi bardzo ładny. Joi to dla mnie zaawansowana SI, posiadająca umiejętność uczenia się i adaptowania do sytuacji, a nie lecąca prostym, z góry zaprogramowanym skryptem - ale nadal tylko SI. Pozostaje jednak pytanie, gdzie leży granica między samo-udoskonalanym skryptem a samoświadomością programu. W zaawansowanym technologicznie świecie BR, w którym androidy potrafią łamać ograniczenia narzucone przez twórców i aspirują do posiadania "duszy" (jeśli jako duszę rozumiemy człowieczeństwo w ogóle, to niech mi tylko ktoś powie, że K go nie ma) - w takim świecie nie można przecież wykluczać, że Joi potrafiłaby wyjść poza ramy własnego programowania. Inna rzecz, że u ludzi emocje płyną z komponentów czysto biologicznych i tylko częściowo podlegają przetwarzaniu w korze (którą, powiedzmy, dałoby się zastąpić jakimś procesorem), a Joi jest tych komponentów pozbawiona - jak więc można w jej przypadku mówić o miłości czy nawet przywiązaniu? Czy emocje można zaprogramować u maszyny? Oczywiście nie obecnie, tylko w bliżej nieokreślonej przyszłości, i nie na poziomie powierzchownym, w stylu "jako program rozpoznaję z danych werbalnych i niewerbalnych, że obiekt jest <smutny>, więc powiem mu, że go <kocham>", tylko na poziomie takim, na jakim emocje funkcjonują u człowieka?
Lubię sobie porozważać takie rzeczy.

Last but not least - abstrahując od samej Joi, relacje K z Joi wydały mi się bardzo smutne. Przecież to jest - między innymi, ale mnie akurat to poruszyło najmocniej - opowieść o przytłaczającej wręcz samotności i desperackich próbach ucieczki przed taką samotnością. O facecie, który poza pracą - a jaka ta praca jest, każdy widzi - nie ma w życiu absolutnie nic.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe / Spoilerujemy Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin