Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Old shame - czyli opka z przeszłości
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Pośmiejmy się!
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 12 Maj 2013
Posty: 1837
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:49, 12 Lip 2013    Temat postu:

Szyszko, nie wstydź się! Ja bym się chętnie pochwaliła... Niestety, mogę tylko powiedzieć, ze moja heroina powróciła do życia po Mistycznej Wizji. Boru, jak ja bym chciała analizy tego dzieła! Był chyba tylko jeden albo dwa rozdziały... Na swoje usprawiedliwienie mam wiek. Bo ze 14 lat miałam chyba. Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sileana
Bezo grudek



Dołączył: 06 Gru 2011
Posty: 4464
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: LV-426

PostWysłany: Sob 6:00, 13 Lip 2013    Temat postu:

Ej, no weź! Piknie rysujesz, jesteś mądra... Głupiego opka nam żałujesz? OPKA?! NAM?!?!?! :hamster_wryyy:

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Sileana dnia Sob 6:01, 13 Lip 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kiciputek
Rebeca w gróbce



Dołączył: 01 Gru 2011
Posty: 2737
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:28, 14 Lip 2013    Temat postu:

Głupio mi linka wrzucać do sieci, żeby nie wypłynął w niepowołane miejsce, ale jak ktoś jest jednak chętny na to moje opeczko to niech pisze, to wyślę na priva Very Happy

EDIT: Pięknie rysuję, jestem mądra... Sileano, powiedz mi jeszcze, że jestem piękna i mogę Cię zatrudnić na etat do pompowania mi ego Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kiciputek dnia Nie 9:29, 14 Lip 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sileana
Bezo grudek



Dołączył: 06 Gru 2011
Posty: 4464
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: LV-426

PostWysłany: Nie 9:31, 14 Lip 2013    Temat postu:

http://www.youtube.com/watch?v=3H50llsHm3k

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kiciputek
Rebeca w gróbce



Dołączył: 01 Gru 2011
Posty: 2737
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:52, 14 Lip 2013    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
le-vo
Bezo grudek



Dołączył: 21 Lis 2009
Posty: 4433
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 10:13, 14 Lip 2013    Temat postu:

Szyszko - http://www.youtube.com/watch?v=oofSnsGkops :*

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Abbey
Zakrzywiona Czasoprzestrzeń



Dołączył: 30 Lip 2013
Posty: 18
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:16, 30 Lip 2013    Temat postu:

Odnalazłam swoje pierwsze opko, oczywiście niedokończone. Pisałam je w wieku lat 11, a dotyczyło sprzedaży dziecka (które jest pingwinem, nie pytajcie XD) z jakże głębokim wnioskiem:
Cytat:
-Sprzedamy z Tobą. Dostaniemy więcej coinsów… Przecież wiesz… Ja was kocham, ale nie dostarczam wam warunków. Jak dorośniesz zrozumiesz, że tak będzie dla ciebie lepiej.- Burknęła.
Matka już nie była zbyt miła. Krzyknęła potężnym głosem;
-Ja tego nie robię dla przyjemności! Chcę, abyś się wychowała dobrze, miała same szóstki…
XDDDD
Przez lata nie pamiętałam o istnieniu tego 'czegoś'. Bo o 3-stronicowym czymś pięknie wydrukowanym i ubranym w koszulki jako 'książka' jeszcze bardziej wstyd opowiadać.

Cytat:
Chciała ruszyć w drogę, ale zapomniała o jednym;
-O płetwa konia (potoczne powiedzonko)! Zapomniałam o niej! Skarbonka…

Płetwa konia?! WTF?! :hamster_speechless:


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Abbey dnia Wto 20:20, 30 Lip 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17400
Przeczytał: 90 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:22, 30 Lip 2013    Temat postu:

Skoro może być kurza twarz, to i płetwa konia Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Wto 20:26, 30 Lip 2013    Temat postu:

Albo przynajmniej konika morskiego Very Happy.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Abbey
Zakrzywiona Czasoprzestrzeń



Dołączył: 30 Lip 2013
Posty: 18
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:27, 30 Lip 2013    Temat postu:

Publikowanie swoich treści powinno być dozwolone przynajmniej dla ludzi 15+.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
feroluce
Kosmita Grzesio Hałs



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 444
Przeczytał: 27 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:57, 30 Lip 2013    Temat postu:

Czytam ten wątek i aż mi się tęskno zrobiło do opek, jakie pisałam w wieku lat nastu. Było tego dwa duże segregatory (tylko papierowa wersja). Niestety, zaginęły gdzieś... <smutna>
Za to mam zachowane w stanie nienaruszonym segregatory przechowujące dwie powieści, w tym jedna baaaardzo dłuuuuuugą. Jedno to klasyczna space opera - mutantka i żołnierz zwiewają z więzienia, gdzie zostali zamknięci przez piratów w celu sprzedaży ich jako niewolników. Drugie (to długie) to urban fantasy o dość skomplikowanym związku pewnej nieludzko pechowej dziewczyny i elfiego dziecka. Fabuła... eee... powiedzmy, że miejscami jest, i to nawet całkiem ciekawa. Problem brzmi, że tylko miejscami. Na internetach dostępny jest fr do poczytania, opublikowany jako samodzielne opowiadanie. Niestety, kwiatki w nim w większości wytępione, bo fragment został starannie poczyszczony i nieco przerobiony, tak, by się fabuła jakoś poskładała i by nie było aż tak rozpaczliwie czuć, że to kawałek większej całości.

E: wyżarty wyraz


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez feroluce dnia Wto 21:01, 30 Lip 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Serenity
Boski Ronaldo



Dołączył: 27 Mar 2013
Posty: 631
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Wto 22:13, 30 Lip 2013    Temat postu:

Kurczę, zastanawiam się w jaki sposób mogłabym (nie pamiętając nazwy blogów) dobrać się do moich old shame'ów. A pośmiałabym się, kurczę, bo w wieku lat nastu próbowałam pisać horrory.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sileana
Bezo grudek



Dołączył: 06 Gru 2011
Posty: 4464
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: LV-426

PostWysłany: Wto 22:14, 30 Lip 2013    Temat postu:

Spróbuj wpisywać w google imiona, nazwy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Serenity
Boski Ronaldo



Dołączył: 27 Mar 2013
Posty: 631
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Wto 22:29, 30 Lip 2013    Temat postu:

Z tym, że blogi te nie istnieją od ładnych paru lat (ho, będzie i z 10 chyba, no albo tyćku mniej) i właśnie to archiwum jedynie mogłoby mi pomóc. Ale nie pamiętam nazwy. Pamiętam tylko, że to była kilkuczłonowa nazwa rozdzielona przez myślniki.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5865
Przeczytał: 79 tematów

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Wto 22:32, 30 Lip 2013    Temat postu:

Pojutrze jadę do babci. Może znajdę tam stareńkie opko, które pisaliśmy z bratem. Ja miałam może 14 lat, młody tak z 8. Czego w tym opku nie było... Skrzat głosujący na LPR i doszukujący się wszędzie żydów i pederastów to chyba najmniej poroniony element...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Pon 12:56, 26 Sie 2013    Temat postu:

Bumburusia mniszkowatość ekstremalna, czyli Komandor przeżywa:
"Leżał pogrążony w rozmyślaniach, które nietrudno byłoby wziąć za głęboki sen, gdyby nie jego otwarte oczy, wpatrzone nieruchomo w jakiś punkt na suficie; o ile jednak patrzącemu wydawałby się spokojny, o tyle jego umysł daleki był od spokoju; natłok myśli, gwałtownych i nieubłaganych niczym owe chłopskie Furie, które przed wiekami w Fuenteovejuna rozdarły na krwawe strzępy jego współbrata, nie pozwalał mu dostąpić choćby chwilowego ukojenia".


Ostatnio zmieniony przez Bumburus dnia Pon 18:01, 26 Sie 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lychnis
Seba Holmes



Dołączył: 10 Wrz 2012
Posty: 805
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Pon 15:57, 26 Sie 2013    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych], pisane jak miałam jakieś 14-15 lat. Enjoy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Erka
Samson w stepie



Dołączył: 23 Lut 2010
Posty: 1880
Przeczytał: 19 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:38, 26 Sie 2013    Temat postu:

Znalazłam piękne cuś na starych płytach. Bo ja, rozumicie, wydałam kiedyś TRU KSIONSZKĘ - znaczy się, jak miałam jakieś 10 lat, to napisałam opko o białym wilku, wydrukowałam, zilustrowałam (myszką w paincie), powiedzmy-że-oprawiłam i porozdawałam rodzinie. I nauczycielom. A jeden egzamplarz zaniosłam nawet do szkolnej biblioteki. Oto dzieło mojego życia - "Kieł - Biały Wilk". xD
(Tak, to jest cała "książka". Nie mam zielonego pojęcia, jak rozciągnęłam to na kilkanaście stron. xD)
Cytat:
Rozdział I:
Dzieciństwo i przygoda we wsi

Nie wiem dokładnie, kiedy to było, może dwa, trzy lata temu, grunt, że wszystkie przygody opisane w tej książce działy się wtedy, gdy w Polsce było bardzo mało wilków. Właśnie wtedy, w jamie pod zwalonym pniem olbrzymiego dębu, przyszedł na świat mały wilk - Kieł. Ale nie był on takim zwyczajnym, szarym wilkiem. O nie! Był wilkiem białym jak śnieg, a oczy miał czerwone jak krew. Jego matka, Stara Wilczyca Olga, martwiła się tym, że jej syn jest taki inny. Przez to może w lecie zginąć z głodu. Jednak zdarzyło się coś, co nie pozwoliło wilczkowi umrzeć. No, więc posłuchajcie.
Kieł rósł jak na drożdżach. Zaczął już nawet wychodzić spod zwalonego dębu w las. Lecz pewnego popołudnia, gdy Stara Wilczyca Olga usnęła w ciepłych promieniach wiosennego słońca, zapuścił się głębiej, w nieznane, dotąd nie
odwiedzane przez niego chaszcze i zapomniał drogi powrotnej. Długo błądził ścieżkami saren, długo przedzierał
się przez gęste zarośla, zanim doszedł do skraju lasu i zapuścił się do wsi. Chyba pomyliłam się, bo tego wsią nazwać nie można, ot, to tylko dwa osiedla ludzkie. Jedno nazywało się „Zagroda Kawek”, a drugie - „Zagroda Psialskich”.
W tej pierwszej mieszkała z rodzicami 10-letnia dziewczynka o imieniu Tosia, a w drugiej - chłopak Darek i jego siostra Baśka. Darek miał 9 lat, a Baśka - 11. Tosia właśnie wychodziła zamknąć króliki, bo był to już wieczór, gdy zobaczyła w trawie coś małego, wielkości kota, białego jak śnieg, z oczami… dziewczynka przestraszyła się, gdy to
„coś” podniosło główkę, spod której błysnęły dwa czerwone ślepka, maleńkie, niby paciorki.
- „Ojej! - przyszło jej na myśl. - Może to jakieś diablątko!?”
Ale szybko się opanowała; przecież ojciec zawsze mówił, że diabły są czarne.
- Wezmę je do domu i pokażę rodzicom! - postanowiła.
Wzięła to „coś” na ręce; nie bało się. Szybko wbiegła do domu i krzyknęła do taty:
- Tatusiu! Zobacz, co leżało w trawie! To jakieś diablątko, czy jak, bo ślepia ma czerwone!
Podała mu to „coś”, a on zaśmiał się i powiedział:
- To tylko szczenię! Pewnie naszej suki! Zapodziało się jej pewnie gdzieś jedno, a teraz się znalazło!
-Jeśli tak - dalej nie dowierzała Tosia- to dlaczego oczka ma takie czerwone, a sam jest cały biały?
- Bo jest albinosem! Rzadko kiedy zdarzają się takie
szczeniaki! No, a teraz zanieś je naszej suce! Prędko! Prędko!
- A nie zapomnij wreszcie zamknąć króli! - dodała mama.
Tosia pobiegła… Lecz zatrzymała się w progu i zapytała:
- Tato, a jak je nazwiemy?
- Niech nazywa się Kieł!
-Tato, a czyj on będzie?
- Twój, przecież ty go znalazłaś!
Dziewczynka z wielką radością wybiegła przez dużą furtkę i oddała go suce, a ona przyjęła go do grona szczeniąt.


Rozdział II:
Zabawy nad rzeczką

Nazajutrz był piękny, słoneczny poranek. Tosia, Baśka i Darek wyszli na podwórze aby pobiegać. Wszystkie szczeniaki leżały na słońcu. Wszystkie? Nie! Jeden, jedyny Kieł był dzisiaj bardzo skory do zabawy. Dzieci poszły z nim nad
rzekę. On już biegnie nad wodę, aby się napić. Ale poślizgnął się i… plusk! już pływa w zimnej wodzie! A one za nim! Gdy dzieci wyszły, Baśka zapytała:
- W co się teraz bawimy?
- Eee… W żabę i bociany? - zaproponował Darek.
- Chyba raczej w bociana i żaby - poprawiła Baśka. - Po
za tym nie będziemy się w to bawić, bo to jest nudne!
- Wiem! - krzyknęła nagle Tosia. - Pobawimy się w „morze i ludzi”!
- Masz rację! - potwierdził Darek.
Zabawa ta polegała na tym, że zawodnicy ścigali się do wody.
Ale przy brzegu, dla utrudnienia, stała osoba, która kierowała falami. Jeśli ta osoba, zwana morzem lub królową fal, nie „biła” rękami w wodę, można było do niej jak najszybciej biec, lecz gdy biła, nie można było się nawet poruszyć. Dzieci bawiły się aż do wieczora. Kiedy wróciły do domu były tak zmęczone, że od razu zasnęły. Kieł jeszcze napił się mleka po czym wbiegł do domu i wskoczył na łóżko Tosi.
Tosia przytuliła psiaka do siebie i pomyślała:
- „Niech się wyśpi. Jest mi z nim tak ciepło…”
Tak minął szczeniakowi drugi dzień w „Zagrodzie
Kawek”.
Rozdział III :
Ciotka Malwina

Gdy Kieł trochę podrósł, zaczął chodzić na długie spacery po gospodarstwie Kawek. Szedł dumnie i patrzył z góry na wszystkie zwierzęta. A było co! Kury, kaczki, krowy, konie, gęsi, indyki i sam Bóg jeden wie co! Lecz najdłużej zatrzymywał się przy… świniach. Patrzył na nie tak długo tylko po to, by za chwilę warknąć i odejść. Widocznie nie
podobały mu się, ale ich zapach przypominał mu zapach zwierzyny leśnej.
Pewnego dnia przyszła do zagrody pewna bogata ciotka Malwina, siostra mamy Tosi. Ona nienawidziła zwierząt ani wiejskich, ani leśnych. Kochała tylko swojego pudla Kudełka, którego rozpieszczała ponad wszelkie możliwości. Było to stworzenie takie małe jak jedna ósma Kła, a takie zajadliwe jak 50 000 normalnych ( Dosłownie! ) psów, na dodatek głupie jak but! Nie mówię, oczywiście, że wszystkie pudle są takie; większość jest miła i spokojna, ale ten to był… „odmieńcem”.
Zaraz gdy tylko Malwina weszła, psy podniosły straszny jazgot; nie lubiły tej „wystrojonej osoby”.
Ciotka rozpoczęła rozmowę:
- Droga siostro, zobaczyłam, że na wsi źle ci się wiedzie, więc postanowiłam wyświadczyć ci przysługę - zamieszkasz u mnie!
- O, nie! - sprzeciwiła się temu mama. - Nie będę mieszkać na tej zakurzonej warszawskiej ulicy Popiołów!
- Och, gdzież ta ulica jest zakurz… - przerwała, gdyż zobaczyła Kła. - Och! Jaki ten pies jest brzydki! Jakie ma czerwone oczy! Pewnie wnosi bardzo dużo błota do domu! Och! A jak w tym domu brudno! Wyjdźmy lepiej porozmawiać na dwór!
- A Kudełek? - nieśmiało spytała mama.
- On jest uczulony na kurz i piasek! Nie może wychodzić na dwór! - objaśniła jej ciotka. - Niech zostanie w domu!
Przy progu jeszcze zawołała:
- Bądź grzeczny, Kudełeczku! - po czym wyszła.
Ale Kudełek całkiem zlekceważył jej nakaz…

Rozdział IV:
O Kudełku - pudlu w pudełku

Gdy tylko ciotka Malwina i mama Tosi wyszły, Kudełek zaczął wszędzie zaglądać, co bardzo denerwowało Kła, który jednak potrafił się opanować. Lecz gdy Kudełek podszedł do jego miski i zaczął wyjadać mu co lepsze kąski z jego obiadu, nie wytrzymał. Zerwał się, doskoczył do pudla i chaps! Już trzyma w zębach jego puszysty ogon.
Kudeł piszczy, wyrywa się, ale to na nic - Kieł trzyma zbyt mocno, aby była jakakolwiek szansa na ucieczkę. I gdy tak się wyrywał, wilk nagle puścił. Pudel poleciał jak wystrzelony z procy i buch! Wpadł do pudełka. W tej samej chwili nadbiegła ciotka Malwina.
- Co się stało?! Co się stało?! - krzyczała.
Podeszła do pudełka i zobaczyła… swojego Kudełka! Ale w jakim stanie! Ogon pogryziony, obśliniony leżał płasko na ziemi, jak zresztą i sam pudel. Wzięła go na ręce i powiedziała:
- Kudełku, Kudełeczku! Co ten kundel ci zrobił? - po czym zwróciła się do mamy Tosi i powiedziała:
- Odchodzę!
I odeszła. I odtąd ich już - ku wielkiej uciesze domowników - nie nawiedzała.


Rozdział V:
O psiaku - łakomczuchu i o bolącym brzuchu

Pewnego razu Kieł zjadł mnóstwo wieprzowiny. Skąd on ją wziął? Posłuchajcie:
Kiedyś Tosia położył na stole duży kawał mięsa. Kieł zaraz wyniuchał, o co chodzi i za wszelką cenę chciał to mięso zdobyć. Najpierw próbował ściągnąć je pyskiem - nie wyszło. Później starał się wskoczyć na stół - nic z tego, stół jest za wysoko. Wreszcie wskoczył na krzesło i złapał mięso w pysk. W tej samej chwili do kuchni weszła Tosia i krzyknęła:
- Kieł! Zostaw wieprza!
Ale już było za późno - Kieł tylko świsnął pod jej nogami i już go nie ma.
Gdy skrył się blisko lasu i zaczął w pośpiech jeść mięso, usłyszał wycie. Najpierw nie przejmował się tym, lecz wkrótce zaczęło go to ciekawić. Bał się jednak wejść do puszczy. Najedzony wrócił do Zagrody Kawek.
W pewnej chwili zaczął jęczeć, skowyczeć, piszczeć. Gdy Tosia usłyszała te jęki, krzyknęła do mamy:
- Maaamooo! Kieł tak jakoś piszczy!
- No! - powiedziała mama. - Wiedziałam, że tak będzie! Jak ktoś zje pięć kilo mięsa na raz, to nic dziwnego, ze go potem brzuch boli! Trzeba z nim do lekarza pana Jędrka iść!
- Aaa! - przypomniała sobie Tosia. - To ten, który wyleczył Mruczka z kaszlu!
- Dokładnie! Jacek! - zwróciła się do taty. - Jedziemy za chwilę! Ładuj Kła na wóz! Brzuch go boli!
I już po chwili wóz zaprzężony w dwa kare koniki jechał po drodze w stronę miasta.

Rozdział VI:
U weterynarza pana Jędrka Robaczkiewicza.

Wóz dojechał wreszcie do białego domu z zielonym dachem. Tato wszedł do dużego pokoju i szybko razem z panem Jędrkiem przeszedł do gabinetu. Robaczkiewicz po krótkiej rozmowie stwierdził:
- To tylko lekkie niestrawności. Dam mu lekarstwo i wszystko będzie w porządku!
W tej samej chwili wszedł Kieł. Bardzo zdziwiony weterynarz wykrzyknął:
- Co… co to jest???
- To? To jest właśnie nasz pies, Kieł.
- Dałbym głowę że to nie żaden pies! To wilk! Wilk albinos! Nie myślałem, że kiedyś zobaczę jakieś inne albinosy oprócz królików! A wilki? Co za fenomen! Skąd pan go ma?
- Córka znalazła wieczorem na dworze. Ale nie wiedzieliśmy, że to wilk! Myśmy myśleli, że to szczeniak naszej suki!
- Jest pan… wielkim szczęściarzem! Może pan go dalej wychowywać jak psa! Po prostu się zdziwiłem! - pan Jędrek nie mógł wyksztusić z siebie nic mądrzejszego.

Rozdział VII:
Wyprawa do lasu i powrót do swoich.

Las pociągał Kła jeszcze bardziej niż przedtem. Gdy wieczorami słyszał wilcze wycie wychodził na dwór i podchodził do skraju lasu, ale nigdy dalej. Aż kiedyś wszedł do tej niezmierzonej gęstwiny, głęboko w gęste chaszcze. Wyszedł w końcu na polanę, gdzie płynął strumyk i… zobaczył stado wilków, a wśród nich swoją matkę, Starą Wilczycę Olgę. Poznał ją od razu po zapachu, który pamiętał jeszcze z dzieciństwa. Ona też go poznała. Podbiegła do niego i zaprowadziła go do watahy. Inne wilki również poczuły swój zapach, zapach tego stada.
Kieł opuścił dom, w którym się wychował. Wrócił do swoich, do stada - swojej prawdziwej rodziny.


Rozdział VIII:
Przywódca stada - Kieł.

Rano Tosia była bardzo zmartwiona.
- Mamo! Tato! - krzyczała. - Nie ma w budzie Kła!
- Cóż - powiedziała mama. - Był wilkiem. Pewnie wrócił do lasu. Musisz się z tym pogodzić. Tak będzie dla niego najlepiej.
Lecz to nie pomogło - Tosia chodziła smutna aż do południa. Wtedy jej rodzice wymyślili, żeby zabrać ją, Darka i Baśkę na jagody. Wtedy się trochę rozweseliła.
- „ A może zobaczę Kła?” - myślała w drodze.
Gdy wreszcie doszli do lasu i weszli w jego głąb, Baśka krzyknęła:
- Ojej! Zobaczcie, ile tutaj jagód! O! A tam jeszcze więcej! Ale my chodźmy tam dalej! O, tam! Tam aż granatowo!
I poszli, a potem było jeszcze więcej i więcej jagód, i więcej, i więcej…
W końcu Tosia zapytała:
- Gdzie my jesteśmy???
Nikt jej nie odpowiedział.
- Ojej! Zabłądziliśmy! - wykrzyknął Darek i w płacz.
- O nie! - szepnęła Baśka - Patrzcie! Wilki!
Istotnie. Były to wilki. Tosia przyjrzała się i zobaczyła…

- Kieł! - krzyknęła. - Kieł jako przewodnik stada!
To była prawda. Biały wilk szedł na przodzie.
Gdy usłyszał swoje imię, szczeknął raz na stado, po czym pomknął do Tosi, która powiedziała:
- Kieł! Kieł, proszę wróć do nas!
Wilk popatrzył na nią smutnymi oczyma, jakby chciał powiedzieć: „Moje miejsce jest tutaj, w lesie, wśród innych członków watahy.”
Szczeknął jeszcze raz na stado, po czym pobiegł w las i biegł coraz dalej i dalej, ale tak, by dzieci, które pobiegły za nim nie straciły go z oczu. W ten sposób doprowadził ich do skraju lasu. Dzieci krzyknęły jeszcze „ Do widzenia!” i powróciły do swoich zagród, w których już czekali na nie zmartwieni rodzice. Ale Kieł nigdy już tam nie powrócił. Wybrał życie w lesie, na wolności. Nawet Tosia od tej pory nie była już smutna. Zrozumiała, że miejsce wilka jest w lesie. I jeszcze przez wiele lat słyszała wieczorami wilcze wycie dochodzące z lasu. Wtedy była pewna, że to wył właśnie Kieł - jej biały wilk.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 21 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:57, 26 Sie 2013    Temat postu:

Jak na 10-latkę to jest całkiem dobre i urocze Wink.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Erka
Samson w stepie



Dołączył: 23 Lut 2010
Posty: 1880
Przeczytał: 19 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:00, 26 Sie 2013    Temat postu:

Nie no, nie mówię, że jest kiepskie (wzorowane na książeczkach, jakie wtedy czytałam), ale do dzisiaj bawi mnie zwłaszcza to, jak wyobrażałam sobie wieś i zachowanie ludzi na wsi (uwaga: w tym wieku na wsi ani razu nie byłam). ;3

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Terrwyn
Histeria Zmutowanych Mdłości



Dołączył: 27 Lut 2013
Posty: 703
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: http://el-pop.tk/

PostWysłany: Śro 17:49, 18 Wrz 2013    Temat postu:

Dzieliłam się już na szałcie, podzielę się i tutaj. Opko pisane, jak miałam koło 13 lat. Bardzo opkoidalne, ale szczęśliwie nie rozwlekłam go na czterdzieści rozdziałów:

Endżojcie!

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadis
Histeria Zmutowanych Mdłości



Dołączył: 22 Wrz 2013
Posty: 689
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z Internetu!

PostWysłany: Nie 15:36, 22 Wrz 2013    Temat postu:

Ja mam opko pisane na konkurs z okazji okrągłej rocznicy bitwy pod Grunwaldem w piątej lub szóstej klasie podstawówki. Z fabuły byłam nawet zadowolona, ale do dziś się rumienię gdy sobie przypomnę, że moi piętnastowieczni rycerze mówli do siebie per "waść".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Nie 20:02, 22 Wrz 2013    Temat postu:

W tym wieku miałaś pełne prawo...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon 0:03, 23 Wrz 2013    Temat postu:

elwenka napisał:
Dzieliłam się już na szałcie, podzielę się i tutaj. Opko pisane, jak miałam koło 13 lat. Bardzo opkoidalne, ale szczęśliwie nie rozwlekłam go na czterdzieści rozdziałów: Endżojcie!

A zapowiadało się tak normalnie i... nie-opkowo; jeśli pominąć oczywiste niedociągnięcia stylu, miałam nawet skojarzenia z Niziurskim. Smile Potem jednak wszystko się unormowało: cudny opis tworzenia świata przez główną bohaterkę, rycerski trÓlaff z rzyci (te wszystkie "koteczku", "skarbie" w ustach ludzi, którzy jeszcze wczoraj nic do siebie nie czuli - cudo), zero tęsknoty za domem/rodzicami, nagłe przypadki narkolepsji i wiele innych smaczków. Piękny, upojnie kanoniczny tekst. Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Pon 0:28, 23 Wrz 2013    Temat postu:

Znalazłam opko napisane przeze mnie, gdy miałam 13 lat. Tylko przerzuciłam wzrokiem, jak to oceniacie?

Cytat:
Wszechświat jest wielki. Ludzki umysł nigdy nie zdoła pojąc, jak wielki jest kosmos i jak małym prawdopodobieństwem jest powstanie w nim życia. Dlatego też ludzie, na złość całej naturze zawsze próbowali znaleźć w ogromie pustej przestrzeni jakąś iskrę życia.
Misja specjalna, której celem było odnalezienie miejsca, w którym można byłoby założyć pierwszą pozaziemską kolonię, musiała skończyć się niepowodzeniem. Szansa odnalezienia planety, na której gatunek ludzki mógłby się osiedlić, była w przybliżeniu równa jednej do miliarda.
Ziemianie jednak dawno już nauczyli się, że szansa jedna do miliarda sprawdza się w dziewięciu na dziesięć przypadków.

Ian Jackson siedział na pryczy i patrzył się na rury biegnące po ścianie. Zaczynał już nienawidzić miejsca, gdzie mieszkał już od półtora roku. Zaczynał też podejrzewać, że nienawidził go wcześniej, ale dopiero teraz otwarcie przyznał się przed sobą do tego.
Jego rozmyślania przerwał dochodzący z górnego łóżka głos.
- Co, Neo, wziąłeś nie tą pigułkę, co powinieneś? – drwiący ton należał do Quin Wa Junga, drugiego z siedmioosobowej załogi promu kosmicznego „Independence”. Chińczyk leżał na łóżku i czytał gazetę sprzed prawie dwóch lat.
- A ty uważasz, że dobrze zrobiliśmy? Mnie ta sprawa wykańcza. Jeszcze pół roku a wsadzę głowę pod akcelerator. – Jackson wstał i podszedł do wiszącego na ścianie lustra. Nie spodobało mu się to, co tam zobaczył: wychudłego Amerykanina po trzydziestce, z zapadłymi policzkami i przekrwionymi oczami.
- Idę się przejść – powiedział.
- Tylko się nie zgub. – Quin nawet nie podniósł oczu z gazety. Czytał ją już z setny raz.
Independence nie był małym statkiem – miał około siedmiuset metrów powierzchni użytkowej. Niestety, pojęcie „powierzchnia użytkowa” obejmowało też takie miejsca jak spiżarnia, pralnia i pomieszczenia nawigacyjne. Sprawiało to, że siedmiu ludzi praktycznie mieszkało na sobie.
Jackson wszedł do kuchni. Siedziały tam dwie astronautki – Miyako Ikura oraz Kajol Kapoor. Zgodnie z wytyczonym dyżurem przygotowywały posiłek – a właściwie dekompresowały przygotowane wcześnie pastylki.
- Rzygać mi się chce na widok tego żarcia – powiedział Jackson zamiast wstępu.
Hinduska popatrzyła na niego ze współczuciem.
- Ja też tęsknie za normalnym jedzeniem.
Jackson uśmiechnął się pod nosem. Nie jedzenie było największym problemem, chociaż żadne pigułki nie napełnią żołądka. Najgorsza była sztuczna grawitacja: powodowała ciągłe zakwasy i bóle stawów.
Jackson postanowił, że nie zostanie w kuchni ani chwili dłużej. Chciał odizolować się od wszystkiego, co przypominało mu, gdzie się znajduje, a właściwie, gdzie się nie znajduje. Poszedł do panelu sterowniczego, znajdującego się na przedzie statku. Lubił patrzeć się na pracujące komputery, skomplikowane wykresy i ciągłe brzęczenie Małego Zderzacza Nukleonów.
Panel sterowniczy był zdecydowanie jego ulubionym miejscem. Zero stresu, zero czegokolwiek, tylko on i mały monitor, wskazujący, że w promieniu parseka sześciennego nie ma niczego, oprócz chmury wodoru.
Usiadł na fotelu, odchylił się do tyłu i postanowił uciąć sobie drzemkę.
Plany pokrzyżowało mu głośne zawodzenie głównego komputera. Spojrzał na radar. Widoczne były na nim nowe obiekty: pięć małych kropek i ogromna sfera.
Pomyłka, pomyślał. Przecież tutaj nie było żadnego układu gwiezdnego. Nie może go być.
Spojrzał jeszcze raz na ekran. Słońce i planety nadal tam były.
Nagle drzwi do panelu otworzyły się i wpadła tam cała załoga: Quin, Miyako i Kajol, a także Polak, Paweł Głowacki, Hiszpanka, Sophie Brivesca i Suncusenca – murzyn z plemienia Suahili. Wszyscy patrzyli nie na ekran radaru, lecz na pulsujący obok niego monitor.
Przedstawiał on skład procentowy powietrza drugiej co do oddalenia planety nowo odkrytego układu. Był niepokojąco podobny do składu atmosfery ziemskiej.
- Iie , to niemożliwe – stwierdziła Miyako, badając wykazy gęstości planety, jej temperatury i poziomu promieniowania.
- Niby czemu? – zapytał się Paweł, najmłodszy, bo zaledwie dwudziestosiedmioletni uczestnik misji Independence.
Nikt nie odpowiedział.
- Więc, chyba lądujemy? – Jackson pierwszy odzyskał głos.
- Lądujemy.

- Ale wiesz, co jest najlepsze? – spytała się Jacksona Kajol, kiedy ułożyli się na trawie i zaczęli sprawdzać, czy rosnące na drzewach owoce nadają się do zjedzenia.
- To, że niedługo po naszym sygnale przybędą tu inni?
- To też. Ale najlepsze jest to, ze jeszcze wielu wyruszy na poszukiwanie innych światów, lecz wszyscy będą pamiętać, że my byliśmy tymi, którym jako pierwszym się to udało.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon 1:12, 23 Wrz 2013    Temat postu:

Jak na dzieło trzynastoletniego umysłu, jest naprawdę fajnie. Główny bohater zaczyna, jakżeby inaczej, od obejrzenia się w lustrze i zejścia na śniadanie, ale w tle mamy wszak epickie odkrywanie kosmosu - me approves!

Gdyby istniał jakiś ciąg dalszy, pewnie dałabym radę przymknąć oczy na błędy i przeczytać opko bez większego bólu, czego naturalnie nie mogę powiedzieć o wielu płodach współczesnych trzynastolatków. Smile

człowiek łyżka napisał:
Nie jedzenie było największym problemem, chociaż żadne pigułki nie napełnią żołądka. Najgorsza była sztuczna grawitacja: powodowała ciągłe zakwasy i bóle stawów.

O, ciekawe. Wiem co nieco o złym wpływie długotrwałego stanu nieważkości na organizm człowieka, ale czym różniła się sztuczna grawitacja od naturalnej, że towarzyszyły jej skutki uboczne? Czy autorka pamięta, co autorka miała na myśli? Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Pon 1:22, 23 Wrz 2013    Temat postu:

Szczerze powiedziawszy, ja nawet nie wiedziałam, że napisałam to opko. Dzisiaj przeszukiwałam internet "po starych nickach", tak z ciekawości i natrafiłam na to opcio. W moich wczesnych latach, za czasu bardzo starego internetu, pisałam mnóstwo takich urywkowych opciów, część kojarzę, część dopiero po przeczytaniu, tego - w ogóle, chociaż na pewno jest moje.

Nie podejrzewam jednak trzynastoletnią siebie o dogłębny risercz, albo więc walnęłam objawy na ślepo, albo zasłyszałam coś w jakimś programie dokumentalnym (oglądałam tonami). W tej chwili jestem pewna, że zbyt długie przebywanie w stanie nieważkości robi bardzo źle na organizm, ale sztuczna grawitacja? Serio nie wiem.

Mam jeszcze opko napisane półtora roku później, niestety, bardzo niekompletne, ostała się w internetach jedna część:

Cytat:
Jesteś Kotem Schrödingera.
Stoisz przed drzwiami jednej z krakowskich kostnic. Lodowaty wiatr porywa przechodniom parasolki, deszcz uderza o rynny małymi, mokrymi pociskami, a każdy z nich wydaje się mieć temperaturę ciekłego azotu. Wszyscy dookoła są przemoknięci do suchej nitki, lecz twój płaszcz mimo ulewy jest ledwie wilgotny. Włosy, związane czarną tasiemką, nadal opadają ci złotymi pierścieniami na kark, zamiast splątać się i zmatowieć.
Czekasz.
Twój samochód wzbudza spore poruszenie wśród tubylców. Zrobiłaś wszystko, aby przypominał wóz amerykańskiej ambasadorki. Co prawda, za cenę pierwszej strony w lokalnym brukowcu, ale bardzo zależy ci na wiarygodności.
W twojej kieszeni znajdują się dokumenty stwierdzające przynależność do United States Secret Service. One, podobnie jak samochód, są fałszywe, lecz na świecie znalazłaby się jedynie garstka specjalistów, którzy potrafiliby to stwierdzić. Załatwił ci je przyjaciel z NRO, w podzięce za pewną drobną przysługę, o której nie chcesz teraz myśleć.
Dziś jesteś Zoe Calton, urodzona w Saint Paul w stanie Minnesota, wychowana na nowojorskim Queensie. Patolog sądowy.
Drzwi otworzy ci pulchna kobieta po pięćdziesiątce, ubrana w coś, co mogło, ale nie musiało być szlafrokiem. Na twój widok zmiesza się, nie pytając o powód wizyty poprosi o wejście do budynku i przez kilka sekund będzie usiłowała wyjaśnić, dlaczego zamyka drzwi wejściowe na zamek. Wysłuchasz z uprzejmym zainteresowaniem, poczym poprosisz, aby zaprowadziła cię do zarządcy, dyrektora lub kierownika. Wylegitymujesz się lewymi dokumentami, cały czas mówiąc po angielsku, wiedząc, że woźna nie zna tego języka. Mimo to zrozumie, o co ci chodzi i poprowadzi zimnym, białym korytarzem wprost do gabinetu mgr. dr. hab. Z. Giersa.
Zastanawiając się, czy nie było więcej możliwych tytułów, czy po prostu wszystkie nie mieściły się na małej, prostokątnej tabliczce, przedstawisz się doktorowi Zenonowi, krótko i zwięźle wyjaśnisz powód swojej wizyty, przeprosisz za zwłokę, zapewnisz, że ambasada amerykańska działa w porozumieniu z MSWiA i oburzysz się, słysząc, iż Giers nie miał pojęcia o związku swojego najnowszego „podopiecznego” z Tajnymi Służbami.
Oczywiście, że nie miał. Wywnioskowałaś to już wcześniej z wyrazu jego twarzy, gestów, jakie czynił, a przede wszystkim z tego, że takie powiązania w ogóle nie istniały.
Przejrzysz akt zgonu. Nie pierwszy, który widziałaś, ale stanowczo pierwszy, na którym w rubryce „Przyczyna zgonu” jakiś nadinteligent napisał „utrata krwi w wyniku przecięcia tętnic promieniowych obu nadgarstków połączona ze skręceniem karku ze szczególnym uszkodzeniem piątego kręgu szyjnego”. Całość zakwalifikowana była jako „samobójstwo”.
Poprosisz doktora o przetłumaczenie i przez bite dziesięć sekund będziesz się poważnie zastanawiała, jakim cudem możliwe jest podcięcie sobie żył po uprzednim przetrąceniu karku lub skręcenie tego ostatniego, gdy z nadgarstków strzela fontanna krwi. Najwyraźniej Polacy to wyczynowcy, co do jednego.
Obejrzysz ciało. Trochę będzie ci żal tego gościa – był całkiem przystojnym mężczyzną po trzydziestce. W urzędzie figurował jako nauczyciel. Prawdopodobnie też był dobrym obywatelem, troskliwym ojcem, zawsze pożyczał sąsiadom cukier i nie wrzeszczał na swojego psa, gdy ten narobił na jego nowe bokserki. Nie ważne. Nie przyszłaś tutaj, aby gapić się na trupa.
Przez następne pół godziny udasz niezwykłe zainteresowanie wagą jego żołądka, jelit i szerokością tętnic. Być może niektórzy ludzie uznają wymazy z narządów wewnętrznych za wyjątkową skarbnice informacji, ale ty niestety nie podzielasz ich zdania. Szybko kończysz autopsję, potwierdzasz wyniki patologów rejonowych i poprosisz o ksero jeszcze jednego dokumentu.
A Giers poprowadzi cię wprost do archiwów. Całe szczęście, w Polsce większość dokumentów nie ma zapisu cyfrowego. Z miną wyrażającą zniecierpliwienie będziesz się przyglądała, jak dyrektor otwiera obskurną, pomalowaną ohydną farbą olejną, brązową szafkę, wyjmuje teczkę, kseruje kilka kartek, schowa oryginał, i poda ci czarno-białą kopię.
Włożysz ją do specjalnej kieszeni w płaszczu, uśmiechając się pewnie na widok miny Giersa, gdy ten zauważy dwa rewolwery Arminius HW-7 tkwiące w kaburach na twoich biodrach. Broń była całkowicie legalna – jeśli znajdowałaś się na terenie Rosji. Ale, rzecz jasna, on o tym nie wiedział.
Pożegnasz się, rzucając coś łamanym polskim i ponownie wyjdziesz na deszcz.
Ale to nie koniec. Nie potrzebowałaś kopii, tylko oryginału.
Odczekasz parę minut. A następnie wejdziesz ponownie do kostnicy. Oczywiście, woźna zamknęła drzwi na klucz, ale pod twoim dotykiem ustępują, jakby zamka nie było.
Jesteś Kotem Schrödingera.
Podciągniesz rękawiczkę. Jest ona zrobiona tak, aby nie przepuszczać powietrza i leży na twojej dłoni jak druga skóra. Prawie nigdy jej nie zdejmujesz – gdybyś chwyciła klamkę gołą ręką, ta natychmiast pokryłaby się oparzeniami. Podobnie, gdybyś dotknęła cokolwiek zrobionego z żelaza lub kilku innych metali. To cena za możliwość egzystencji jednocześnie jako cząstka i fala.
Nie pójdziesz ciemnymi korytarzami do archiwum. Nie musisz. Przejdziesz przez ścianę nieużywanego gabinetu, jakby była ona powietrzem. W archiwum otworzysz odpowiednią szafkę i podmienisz oryginał na kopię, którą dyrektor wręczył ci własnoręcznie. Jeśli będziesz miała szczęście, nikt nigdy nie wykryje tego przekrętu.
Uśmiechniesz się, wychodząc ponownie na szarą ulicę.
Kot Schrödingera. Jakby się zastanowić, mogło być gorzej
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon 5:14, 23 Wrz 2013    Temat postu:

człowiek łyżka napisał:
Nie podejrzewam jednak trzynastoletnią siebie o dogłębny risercz, albo więc walnęłam objawy na ślepo, albo zasłyszałam coś w jakimś programie dokumentalnym (oglądałam tonami). W tej chwili jestem pewna, że zbyt długie przebywanie w stanie nieważkości robi bardzo źle na organizm, ale sztuczna grawitacja? Serio nie wiem.

Podejrzewałam brak researchu, ale byłam ciekawa, czy pisząc tamten tekst, wymyśliłaś sobie, mimo wszystko, jakieś uzasadnienie dla alternatywnej fizyki świata przedstawionego. Jak widać nie. Smile

Przeczytałam i drugi fragment. Narracji drugoosobowej użyłaś, ponieważ...? Smile
Znowu jest na tyle ciekawie, że nie pogardziłabym dalszym ciągiem i/lub szerszym tłem opowieści. "Egzystencja jednocześnie jako cząstka i fala" - coś jak światło? ...Aczkolwiek, Wiki twierdzi, że cała materia charakteryzuje się dualizmem korpuskularno-falowym, więc może bohaterka nie jest aż tak wyjątkowa, za jaką pragnie uchodzić. Smile
Czy tylko ja mam wrażenie, że kostnica mieści się w jakiejś przypadkowej krakowskiej kamienicy, a nie, dajmy na to... w szpitalu?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Pon 10:09, 23 Wrz 2013    Temat postu:

Lenn napisał:
człowiek łyżka napisał:
Nie podejrzewam jednak trzynastoletnią siebie o dogłębny risercz, albo więc walnęłam objawy na ślepo, albo zasłyszałam coś w jakimś programie dokumentalnym (oglądałam tonami). W tej chwili jestem pewna, że zbyt długie przebywanie w stanie nieważkości robi bardzo źle na organizm, ale sztuczna grawitacja? Serio nie wiem.

Podejrzewałam brak researchu, ale byłam ciekawa, czy pisząc tamten tekst, wymyśliłaś sobie, mimo wszystko, jakieś uzasadnienie dla alternatywnej fizyki świata przedstawionego. Jak widać nie. Smile

Przeczytałam i drugi fragment. Narracji drugoosobowej użyłaś, ponieważ...? Smile


Znowu nie pamiętam, naprawdę. Pewnie, aby tekst był ciekawszy. To zostało napisane przed wielkim "boomem" na tego typu narrację, może po prostu chciałam być oryginalna. A może miałam jakiś cel, nie pamiętam...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17400
Przeczytał: 90 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 11:33, 23 Wrz 2013    Temat postu:

>Ziemianie jednak dawno już nauczyli się, że szansa jedna do miliarda sprawdza się w dziewięciu na dziesięć przypadków.

I już wiemy, kogo czytała trzynastoletnia Łyżka Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5332
Przeczytał: 67 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:10, 01 Paź 2013    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych] Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
RedShine
Chodzący Dred z Kosmosu



Dołączył: 21 Mar 2013
Posty: 49
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: śląsk

PostWysłany: Pon 18:32, 07 Paź 2013    Temat postu:

Próbuje wygrzebać moje stare dzieło, ale ten wehikuł czasu uparcie twierdzi, że takiej strony nie ma. Co nie zmienia faktu, że jakoś to wygrzebie i się podzielę, bo się uśmiejecie Smile

W ogóle z żalem stwierdzam, że większość z was w wieku dziecięcym z większą lekkością opisywała wygląd postaci niż ja obecnie. ;_;


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dante
Milenka-Marlenka



Dołączył: 06 Mar 2014
Posty: 304
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 9:47, 02 Lip 2014    Temat postu:

Moje tFory z przeszłości już nie istnieją. Znikły z powierzchni ziemi wraz z zepsuciem się starego komputera. Ale pamiętam ogólnikowo moje największe, trzynastostronicowe dzieło, które, uwaga, zamierzałem wydać! Miałem wtedy 12 lat. Laughing Boru, jakie ono było piękne! Troje nastolatków w magicznej krainie starało się pokonać Zło i miało odszukać Pięć Kryształów, które otwierały bramę do innego świata. Oczywiście każdego kryształu strzegł boss. Do tego świata mieli oczywiście to Zło wepchnąć, zassać... nie pamiętam. Po drodze trafili do więzienia, z nieznanych nikomu powodów. Uciekli stamtąd, gdy jakiś nieznajomy mag im pomógł. Na sam koniec mieli Wielką Bramę otworzyć, uratować ich świat, ale sami wpaść do tego innego wymiaru i trafić do naszego świata.

Kiedyś też pisałem fanfika do gry "Kangurek Kao". Boru, nie! To było tak głupie! Ale wtedy nie mogłem umieścić tego w internecie, bo go jeszcze nie miałem. Chwała moim rodzicom! Jak teraz o tym myślę, to mi tak głupio... Embarassed Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Serenity
Boski Ronaldo



Dołączył: 27 Mar 2013
Posty: 631
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Sob 1:00, 30 Sie 2014    Temat postu:

O, podzielę się pierwszą wersją mojego fika potterowskiego, który ewoluował i z czasem wyszedł na dobrą drogę. Aczkolwiek sam setting jest zabawny, bo to crossover Potter z kilkoma innymi rzeczami, w głównej roli elfia Marynia Zuzanna i arcykwikaśne początki mojego tworzenia. Ale potem to się jakoś zaczęło w dobrą stronę rozwijać (i te kilka ostatnich rozdziałów napawa mnie dumą).
Przedstawiam wam najstarszą wersję opowiadania o [link widoczny dla zalogowanych] i polecam waszej uwadze pierwsze rozdziały.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nana
Super Ninja



Dołączył: 22 Lis 2013
Posty: 337
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Raszyn

PostWysłany: Sob 1:14, 30 Sie 2014    Temat postu:

A ja mam [link widoczny dla zalogowanych] cholerstwo. Opowiadanie o FMA. Jeśli jesteście na tyle silni psychicznie, żeby przełknąć Edzia - psychopatę, to serdecznie zapraszam Very Happy

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Nana dnia Sob 1:15, 30 Sie 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Nie 20:41, 11 Sty 2015    Temat postu:

EDIT: Stopniowo umieszczam swojego old shame'a na blogu:
Bumburus napisał:
No to pierwsza część już jest:
[link widoczny dla zalogowanych]
Bardzo, BARDZO wuteefna.

A za nią druga:
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Bumburus dnia Nie 20:43, 11 Sty 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zaciekawiony
Tokio Oyajoj



Dołączył: 02 Mar 2015
Posty: 1328
Przeczytał: 32 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Białe miasto nad mętną rzeką

PostWysłany: Śro 2:52, 04 Mar 2015    Temat postu:

Chm... moje najstarsze opowiadania gdzieś poginęły ale pamiętam coś takiego napisanego w podstawówce, o chłopaku który wpada w Bieszczadach do dziury tak głębokiej, że wylatuje z niej w Australii, w okolicach Wiszącej Skały, i tam pomaga mu stary traper polujący na kangury. Nie wiem co tam dokładnie dalej było ale kończyło się tak że ponownie wskoczył do tej dziury i przeleciał aż do Polski.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5865
Przeczytał: 79 tematów

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Pią 13:27, 19 Sty 2018    Temat postu:

Znów wracam do swojego opka pisanego w szóstej klasie podstawówki.
Zawiera ono między innymi cukierki:

Cytat:
Nad jeziorkami leżało mnóstwo małych, wapiennych perełek.
Ghabriél podeszła do jeziorka i podniosła kilka perełek.
- Co to jest, te małe, wapienne perełki?
- Cukierki.
- Ale tak naprawdę!
- Nie wiem. Myślę, że to małe, wapienne perełki.
- Myślisz, że mogłabym ich trochę zabrać?
- Nie widzę przeszkód. Ale nie jedz ich, bo to nie są cukierki (...)


Dynamikę walki i cuda medycyny:

Cytat:
Odwróciły się gwałtownie.
Z jeziorka wyczołgiwał się ogromny stwór – odmieniec. Zwykłe odmieńce osiągały zazwyczaj stopę długości. Ten miał co najmniej trzy sążnie.
Był wielki, długi i mokry, i pozbawiony oczu, po których nie było żadnego śladu pod pozbawioną pigmentu skórą. Miał krótkie, chude łapki, tylne dwupalczaste, oddzielające ogon od tułowia, przednie trójpalczaste, tuż za pierzastymi, przekrwionymi skrzelami. Głowę miał długą, a pysk z przodu miał kształt lekko zaokrąglonego prostokąta. Ogon był lekko spłaszczony i krótszy od reszty ciała.
Elfki wrzasnęły z przerażenia, razem jak na komendę.
Odmieniec otworzył paszczę, w której nie miał zębów, i zaatakował.
Miotał na wszystkie strony ogonem, chlapiąc przy tym okropnie.
Elfki wyjęły miecze, rzuciły się na odmieńca. Potwór machnął ogonem, wytrącił miecz z ręki Ghabriél, Mertensiél uderzył w żebra.
Mroczna elfka zawyła z bólu i z pluskiem wpadła do jeziorka. Z trudem wypłynęła, przez chwilę wisiała uczepiona brzegu, ale kiedy pod wodą coś zabulgotało, wyskoczyła z wody, jakby goniło ją całe stado odmieńców. Wyjęła zza pasa szablę (miecz został w jeziorku) i rzuciła się na potwora. Wbiła mu broń w kręgosłup. Odmieniec miotnął się, uderzył pyskiem o ścianę. Ghabriél poprawiła cios mrocznej elfki pchnięciem pod żebra.
Ogromny płaz szarpnął się, znów walnął ogonem Mertensiél, wskoczył do wody i już nie wypłynął. Mertensiél krzyknęła z bólu.
- Nic ci nie jest? – zapytała ją Ghabriél.
- Nie... Wiem... – odpowiedziała niewyraźnie mroczna elfka. – Bardzo mnie boli... Bolą mnie żebra... Dwa razy... Oberwałam...
Osunęła się na skałę.
- Złamane... – jęknęła.
- Krew nie leci ci z ust? To nie złamane... Może tylko obite...
- Złamane...
- Krew nie leci ci z ust ani z nosa...
- Złamane! Co najmniej jedno! Krew nie leci, bo to jest złamanie wewnętrzne, krew nie leci, jeśli żebro się złamie, tylko jeśli przebije płuco...
- Nastawić ci to żebro?
- A umiesz?
- Nie... Ręce i nogi zdarzało mi się nastawiać, żebra nigdy...
- Nie szkodzi. I tak coś z tym zrób, dobra?


Elementy drastyczno-kulinarne:
Cytat:
Widziała ryżowłosego elfa, naszpikowanego bełtami.



Próby opisania biednego słoneczka z PTSD:
Cytat:
W środku było trochę strasznie i po prostu obskurnie. Do ścian były poprzyczepiane kłonice, a z sufitu zwisało coś, co przypominało stryczek. Podłoga była brudna, jakby od wieków niemyta, i ubabrana zaschniętą krwią.
Soddy i Qunkhura usiedli na krzesłach obok zakurzonego, zachlapanego stęchłym piwem średniej wielkości stołu.
Dziewczyna poprosiła ponurego barmana o piwo bezalkoholowe, a elf o herbatę z melisy. I wypił jej tyle, że gdyby to było piwo, nie przeżyłby tego.
- Suszy cię?
- Nie. Melisa uspokaja.
- Aha.


Jedenastoletnią merysójkę kopiącą dupy w stylu, z którego nadal jestem trochę dumna:

Cytat:
Chciał wyjąć miecz. Nie zdążył.
Siła uderzenia pałą odrzuciła go na ścianę. Prawie pod sufit. Osunął się na podłogę, zwinął się z bólu, jęknął głośno, zakaszlał. Zbrojni rzucili się na niego z wielkimi, grubymi maczugami, zwężającymi się ku rękojeści, potocznie zwanymi ,,igiełkami”. Pierwszy grzmotnął go ,,igiełką” w pierś, odrzucając go tym do tyłu, drugi w czoło, aż chrupnęło. Elf ciężko usiadł na podłodze, po twarzy ściekała mu krew, głowa opadła mu na pierś i już się zdawało, że nikt i nic go nie uratuje, kiedy...
- Zostawcie go!
Zbrojni odwrócili się.
Za nimi stała mała, szczuplutka dziewczynka o rudych włosach splecionych w ciasny kucyk.
- Zostawcie go – powtórzyła Qunkhura, patrząc na nich ze złością. – Tchórze! Zasrane! Pięciu na jednego! Dlaczego nie zmierzycie się z kimś sobie równym, co?
- Może z tobą? – zakpił jeden ze zbrojnych.
Sekundę później jego głowa stuknęła o podłogę, a zwłoki upadły ciężko.
- Ze mną – powiedziała spokojnie dziewczyna.


Oraz o wiele, wiele więcej:

Cytat:
Wiwerna była najbrzydszym stworzeniem, jakie Rossie w życiu widziała, wliczając w to behemota i dwugłowego ptaka.
- Wygląda jak mamusia Qunkhury! – pisnęła Julka.
Rozległ się odgłos uderzenia.
Wiwerna w niczym, oprócz kształtu łap, nie przypominała ogromnej kaczki. Miała baryłkowaty korpus, opasłe tylne łapy i małe przednie. Majtała nimi tuż nad ziemią. Miała też skórzaste, jakby nietoperzowe skrzydła. Na końcu długiej, powyginanej szyi osadzona była nieduża, podłużna głowa, zakończona wielką paszczą z długim, mocnym dziobem, w którym błyszczały trzy rzędy zębów. Długie, zakrzywione siekacze były niewątpliwie zębami jadowymi.
Rossie poczuła, jak Annie wpija jej paznokcie w ramię.
Poczuła też, jak łzy napływają jej do oczu. I to wcale nie od duszącego smrodu onuc i gnijącego łajna, który powodował, że robiło jej się po prostu niedobrze.
Elfowie podeszli bliżej do potwornej maszkary.
Na początku szedł Elgard. Za nim szedł Soddy, a na końcu wlókł się Sharr. Wszyscy trzej przypatrywali się bacznie wiwernie.
- Przybywamy w pokoju! - powiedział wódz drżącym głosem, unosząc obie ręce, na znak, że nie ma przy sobie żadnej broni.
Wiwerna spojrzała na niego spod zmrużonych powiek. Rossie mogłaby przysiąc, że w jej spojrzeniu była pogarda.
- Cofnijcie się! – syknął Elgard. – Ta wiwerna aż za wyraźnie mówi nam, że albo ona, albo my!
Elfowie cofnęli się.
- Słyszeliśmy! To znaczy, widzieliśmy...
I wtedy wiwerna zaatakowała. Rozłożyła skrzydła, zatrzepotała nimi i rzuciła się na elfów.
Elgard odskoczył do tyłu, Sharr w bok. Soddy też chciał odskoczyć, ale potknął się o kamień i wpadł tuż pod szpetny pysk wiwerny. Bestia zatrzepotała wściekle i splunęła. Elf zwinął się i głośno jęknął, ale wiwerna nie trafiła. Rozległ się obrzydliwy syk. Jeden z kamieni, którymi otoczone było gniazdo wiwerny, rozpłynął się i zamienił w kałużę dymiącego i gotującego się świństwa.
Qunkhura jęknęła zawiedziona, Rossie zaszlochała cicho. Na samą myśl o tym, że gdyby nie gapowatość wiwerny, tak mógłby wyglądać jej przyjaciel, robiło jej się nie tylko smutno, ale też niedobrze.
Maszkara cały czas wpatrywała się w Soddy’ego jak w coś, co można zjeść. Widać było, że przygotowywała się do następnego plunięcia. Elf odczołgał się kawałek. Wiwerna charknęła głośno i splunęła. I znów nie trafiła.
Sharr podszedł bliżej do wiwerny. Maszkara nie mogła usłyszeć, jak elf do niej podchodził, ale poczuła, jak wbił jej w udo krótki, zimny miecz.
Odwróciła się i plunęła. Medyk uchylił się i omal nie upadł. Wiwerna machnęła skrzydłem i zwaliła nim znachora z nóg. Znów charknęła, ale tym razem z jej zębów wystrzeliły tylko kropelki. Jedna z kropel spadła na nogawkę medyka. Z głośnym sykiem jad zaczął zżerać spodnie. Sharr wrzasnął przeraźliwie. Elgard podbiegł do niego, szybko odciął mu nogawkę tuż pod kolanem i rzucił kawałkiem materiału w wiwernę.
Trafił w pysk. Wiwerna, jak większość jadowitych stworzeń, była odporna na kwas, nawet kiedy dostał się do oczu, ale kawałek dosłownie płonącego lnu spadł jej na pysk i przykleił się do czoła, zasłaniając oczy. Poczwara stanęła dęba, machając przednimi łapami nad głowami przerażonych elfów, wyjąc, sycząc, charcząc i machając wielkim, zakończonym strzałką ogonem.
- Odsuńcie się! – krzyknął wódz. – Odsuńcie się... Strzelamy!
Świsnęły trzy strzały.
Sharr chybił o włos, Soddy przebił nietoperzowe skrzydło, a Elgard trafił wiwernę w długą, powyginaną szyję.
Zraniona maszkara zacharczała głośno. Charknęła, ale nie splunęła. W tym momencie materiał, który miała przyklejony do pyska, spłonął zupełnie. Poczwara odrzuciła skrzydła do tyłu i rzuciła się na elfów z szyją wyciągniętą do przodu, sycząc głośno.
Wszyscy trzej odskoczyli. I rzucili się na nią od tyłu. Wiwerna jednak odwróciła się błyskawicznie, rozwarła orli dziób, prezentując poczwórny, jak się okazało, nie potrójny garnitur zębów, i kłapnęła nim wściekle.
Elgard wydał z siebie odgłos będący połączeniem krzyku i jęku. Wiwerna złapała go za kolczugę. Widząc, że w ten sposób nie zrobi mu większej krzywdy, machnęła łbem i rzuciła nim o kamienie.
- Elgard! – wrzasnęli jednocześnie Soddy i Sharr.
Wódz wstał z trudem, wyjął zza pasa sztylet, podszedł bliżej i z całych sił wbił go wiwernie w ogon. Maszkara kłapnęła wściekle. I znów zahaczyła zębami jadowymi o ogniwa zbroi elfa. Machnęła łbem i gwałtownie szarpnęła. I wydała z siebie okrzyk bólu.
Elgard przeleciał kilka stóp i spadł na żwir. Ukląkł, schylił się i wyjął coś z pomiędzy ogniw kolczugi.
Przez chwilę Rossie wydawało się, że to drugi sztylet. Ale myliła się. To były ułamane zęby jadowe wiwerny.
Pozostali dwaj elfowie rzucili się na potworę z mieczami. Soddy przyklęknął, wbił jej miecz w brzuch, Sharr wskoczył jej na plecy, ciął w szyję. Krew chlusnęła na niego obficie.
Poczwara zaskrzeczała i odwróciła się. Kłapnęła głośno i ohydnie, jakby przebiła coś zębami.
Powietrze przeszył straszliwy, makabryczny wrzask. Wiwerna złapała w zęby medyka, potrząsnęła głową, jakby chcąc rozerwać go żywcem na strzępki, ale zanim pozostali elfowie zdążyli zareagować...
Upadła martwa na ziemię.
Elgard i Soddy podeszli szybko do medyka, który wciąż był między zębami nieżywej już poczwary.
Wódz z trudem podniósł górną szczękę wiwerny, krzywiąc się, jakby to była najobrzydliwsza rzecz, jaką w życiu zrobił.
Soddy wyciągnął znachora z pyska poczwary i położył go na wznak na ziemi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Pośmiejmy się! Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin