Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

O Trzech Takich, Co Mieli Autyzm, Czyli...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Pośmiejmy się!
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Żółwik na parapeciku



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2811
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:44, 18 Maj 2010    Temat postu: O Trzech Takich, Co Mieli Autyzm, Czyli...

Hasz z Death Note'm Przygody
(link kiedyś się dopisze - tak, rozumiem walkę ze spamującymi robotami)


Krótka historia: łońskiego roku wyszperałam opko o Death Note. Że opko urocze było nadzwyczajnie, podrzuciłam je na Analizatorium, licząc na to, że ktoś się nim zaopiekuje. Mija miesiąc, drugi, trzeci... Nic.
Aż pewnego dnia zagrała we mnie żyłka analizatora - co zaowocowało poniższym tekstem. Tutaj byłoby miejsce na happy end, ale...

Na Analizatorium od dłuższego czasu ciemno i głucho. Bloga nie prowadzę. Na forum literackie także się to-to nie nadaje - a że teraz z kolei odezwała się we mnie żyłka aŁtorki (komcie!)...
Miłej lektury.

***

Oś fabuły: sidemnastoletni L, jeszcze wychowanek Wammy's House, dostaje pod swoje opiekuńcze skrzydła małoletnich Neara i Mello.


Tytuł opka:

Kiedy dwaj mali chłopcy, dali mi po jednym ze skrzydeł
Czy wierzycie w garbate aniołki?

Jeden z wychowanków jednak już nie spał.
Jego duże szaro-czarne oczy bez połysku już od paru minut obserwowały pomieszczenie w, którym się znajdował.
- Ryuuzaki... Odmłodniałeś, dostałeś kochających wychowanków i nawet skrzydła do tego, ale jakoś nie wygląda na to, by chciało ci się chociaż wstać z łóżka.
- Nie wygląda...? Bo mi się nie chce. Prawdę mówiąc, jestem w depresji.
- W depresji?
- Tak. Właśnie zdałem sobie sprawę, że zostałem bohaterem opka.


Ręką przeczesał zmierzwione od kołdry włosy
Kołdra miała zmierzwione włosy - bo to nie kołdra była, a skóra z jakiegoś zwierza. A to, na czym śpi L, to nie łóżko, ino barłóg. Bieda z nędzą w tym Wammy's House.

Ułożył piżamę na łóżku, spojrzał na biórko zawalone papierami dotyczącymi różnych kryminalnych oraz zagadkowych spraw.
Najbardziej zagadkową z nich było tajemnicze "biórko" walające się pod papierami.

Za niecały rok będzie musiał się rozejrzeć za pracą, westchnął. Ułożył piżamę na łóżku, spojrzał na biórko zawalone papierami dotyczącymi różnych kryminalnych oraz zagadkowych spraw.
Był niedościgniony w rozwiązywaniu takich rzeczy. Jego zawód to prywatny detektyw. Działa pod pseudoniem Danuve już od paru lat.
Pętla czasowa albo góra przyszła do Mahometa.

Jego zawód to prywatny detektyw. Działa pod pseudoniem Danuve już od paru lat. Dzięki niemu zostało odkryte wiele tajemnic.
A tak marginesem, to przypominam, że chłopię ma siedemnaście lat. Słowo daję, albo pętla czasowa, albo L rozwija się tak szybko, że w wieku nastu lat ma już demencję.


Podczas czytania książki ustabilizował swoją potrzebe cukru oraz głodu.
Fraza "pożerać wzrokiem" nabiera całkiem nowego wymiaru.

- Widze, że masz nową lekture. "Psychika mordercy" - przeczytał tytuł - Dobry wybór.
- Ciekawa ale czytałem lepsze - chłopak powiedział to dalej bez wyraźnych emocji.
Zauważył ktoś analogię do opek potterowskich? Gdy bohaterka ma być mhrochną czarownicą, czytuje księgi o "czarnomagicznych" tytułach - gdy bohater ma być detektywem, zaczytuje się w dziełkach o tytułach "kryminalistycznych".

- Chciałbym ci powiedzieć, że dzisiaj wieczorem Watari przyprowadzi do nas dwóch nowych podopiecznych - powiedział.
- To dobrze - zajmował się dalej czytaniem.
- Oraz chciałbym cię poprosić i poinformować o tym, że zostałeś wytypowany przez niego i nasze grono wychowawców do opieki nad nimi
Ach, ci Anglicy... Postawią przed faktem dokonanym, zagonią kijem do roboty, przystawią pistolet do skroni - ale formułki grzecznościowe zachowają.

- Roger, wiesz przecież o tym, że nie lubie przebywać z innymi dziećmi jak i również nie mam daru do opieki nad nimi - powiedział zrezygnowanym głosem kładąc dłonie na kolanach.
- Ci chłopcy też są autystyczni, z dużymi potencjałami.
Już pomińmy arcygenialny pomysł z autystyczną nianią. Pomińmy nawet autystycznego Mello. Ale:
To ostatni raz, gdy w opku pojawia się autyzm, czy to wspomniany, czy osobiście. I wiecie co? Ja tu widzę subtelną aluzję co do niekompetencji kadry, która to niedouczona jest i używa słów, których znaczenia nie zna. Bieda z nędzą, powtarzam, bieda z nędzą w tym Wammy's House.


Oddał się w skupieniu swoim myślom tak, że nie miał czasu na sięgnięcie do książki.
Tyle się gada o tym, jaki to z L geniusz, a tu proszę. Ktoś pokusi się o przetestowanie opcji "mów i idź jednocześnie"?

Tak jak zapowiedziano, późnym popołudniem już pod sam wieczór
*kontempluje w milczeniu*

Inne dzieci też były poinformowane o zdarzeniu więc również czekały na pojawienie się nowych przybyszów i potencjalnych partnerów do zabawy i rozmowy.
Jeszcze kilka tygodni temu rozwinęliby czerwony dywan, ale potem Watari uznał, że potrzebuje nowej kołdry...

Kiedy mężczyzna zaczął iść w kierunku sypialni, zatrzymała go gromadka dzieci.
- Hej jak się nazywacie? - zapytała gromadka.
- Ile macie lat? - padło kolejne pytanie.
Skąd przybywacie, mości panie?

Chłopak zerknał na niego i idąc z tyłu za nimi dotarł do miejsca przeznaczenia.
Po drodze zastanawiając się, czy oddanie Pierścienia do lombardu nie było jednak lepszym pomysłem.

Był świadkiem jak Roger objaśniał chłopcom żeby się nie obawiali mieszkania tutaj.
A kto ma coś przeciwko zakwaterowaniu tutaj tych dwóch niech przemówi teraz lub zamilknie na wieki...

[Mello o dzieleniu pokoju z Nearem]
- Roger, ty chyba żartujesz, nie będe spał z tym sierotą!
Roger słyszał to i owo o hogwarckich metodach łatania dziur w budżecie, ale chyba umknęło mu kilka zasadniczych kwestii.

- Będę robić co mi się żywnie podoba, a ty nie udawaj, że mnie rozumiesz
Młodzieńczy bunt siedmiolatka. Szybko rozwijają się te dzieciaki.

Nate natomiast czuł się lepiej widząc jak ktoś staje w jego obronie. Czuł, że uda mu się z nim znaleźć wspólny język i go zaakceptować.
Near miał dotąd problemy z zaakceptowaniem własnego języka - nie mógł dosięgnąć nim nosa i z tego powodu nabawił się kompleksów.

Blondyn siedział na samym rogu kuchni
Wdrapał się na okap?

Nawet nie wiedząc kiedy L wszedł do niego
Lunatycznym krokiem, z rękami sztywno wyciągniętymi przed siebie...
i spojrzał się na niego, zaraz potem otworzył jedną z szafek i wyciągnął małe babeczki w zafoliowanym opakowaniu.
Wciąż nie wiedząc, co robi. Nie wymagajmy, żeby chodził i myślał jednocześnie!

Chłopak spojrzał się po nim i zdobył czekoladę dla niego, podał mu. Mały szybko wyrwał mu ją z ręki i rozpakował.
Zaczął odgryzać kawałki czekolady, kawałek po kawałku. L rozpakował swoją babeczkę i kiedy ją zjadł, popił czarną herbatą.
Blondyn po zjedzeniu jej prawie całej uspokoił się nieco zerkał ukradkiem na niego, to na czekoladę.
A to pasożyt, żeby tak starszemu koledze herbatę wyżerać...

- Ej czemu siedzisz tutaj ze mną, co? - zapytał się.
- Przeszkadzam ci? - schował dłonie do kieszeni.
- Nie... - odparł spokojniej.
- Nie musisz się odgradzać tak od innych. Nikt ci tutaj nie wyrządzi krzywdy a przynajmniej ja do tego nie dopuszczę - odpowiedział bezbarwnym tonem spoglądając przez szybę na ciemność za oknem.
Mihael popatrzył na niego z większym szacunkiem. Ktoś będzie go bronić przed złem i stara się go zrozumieć, uśmiechnął się lekko.
- Sprawiedliwość zwycięży
Mello spojrzał na rozmówcę z jeszcze większym szacunkiem, po czym konfidencjonalnie trącił go łokciem i zapytał:
- Aha... A skąd masz ten stuff?


L uśmiechnął się promieniście
Chciałabym to skomentować, ale wizja L (odsyłam do Gugla) z roziskrzonym, dającym po oczach uśmiechem mówi sama za siebie.

- Sprawiedliwość zwycięży - L uśmiechnął się promieniście i pogładził go po włosach, odszedł przygarbiony w kierunku gabinetu Rogera.
Tamten jęknął cicho.
L ma super-hiper-ultra wyczulony słuch i z daleka słyszy jak Roger pojękuje cicho w zaciszu... Nie, stop, to nie tak miało brzmieć.

Tamten jęknął cicho.
"Raaany, jaki on jest dziwny. I co niby miał znaczyć ten tekst o sprawiedliwości? Zaczynam tracić wiarę w tego człowieka"
A Roger też nie gorszy. Zaczynam podejrzewać, że w dla oszczędności połączono Wammy's House z Instytutem Xaviera.

Płakali cicho z tęsknoty przytłoczeni tym wszystkim co się dzieje wkoło nich. Było im ciężko, bardzo.
Natomiast L w tym momencie czytał w fotelu książkę i popijał mocno słodką kawą. Słyszał urywany szloch zza ściany. Westchnął i odłożył książkę na bok.
Pamiętał jak on sam się zachowywał kiedy po raz pierwszy musiał spędzić noc sam, bez przytulenia mamy przed snem. Bez tego kojącego zapachu i smaku ciepłego kakaa.
Myślał, czy te dzieci czują w tym samym momencie to samo co on kilka lat temu. Zamyślił się dłużej. Czy jako opiekun powinien pójść teraz do nich i porozmawiać z nimi.
Jakoś ich podnieść na duchu, uspokoić czy przytulić. Nie miał pojęcia. A może oni chcieliby zostać sami, tak jak teraz. Nie wiedział jak ma postąpić.
"A może po prostu poczekam, aż się bachory odwodnią?"


Przebrał się w piżamę i ułożył do snu. Zegar wybił północ a płacz nie ustawał. Zmartwił się.
Tym bardziej, że do jego drzwi zaczęły dobijać się dzieciaki mieszkające piętro niżej, twierdząc, że mają zalany sufit.

Myślał tak długo nad tym, że nawet nie wiedząc kiedy zasnął
L ma poważne problemy z samoświadomością, nie sądzicie?

Chce zjeść czekoladę! Nie będę jeść tej ohydnej owsianki! - uderzył pięściami w stół tak, że kilkoro dzieci się zlękło, nawet opiekunowie byli zdziwieni zachowaniem chłopca.
- Nawet jej nie spróbowałeś, zobacz, jest dobra... - mężczyzna nabrał ciapki na łyżkę i podał mu ją delikatnie do ust.
"Brrrum, leci samolocik!"

[Zbuntowany Mello wylewa zawartość talerza na głowę Neara, robi awanturę i ucieka]
Na sali zaczął panować gwar i śmiechy. Słychać było liczne komentarze na temat tych dwóch nowych i L a także niezdolnych opiekunów.
- Uspokójcie się, to nie żadna biesiada tylko normalna stołówka - Roger przywołał ich do porządku.
Grupka dzieci robiąca "lokomotywę" zatrzymała się w pół "Jedzie pociąg z daleka...", po czym rozeszła z obrażonymi minami.

- Umyję ci włosy, chodź - postawił go na podłodze, a albinos posłusznie złapał go za rączkę i poszedł za nim w kierunku łazienki (...) W tym samym czasie L rozpiął koszule Nata i zdjął z niego spodenki.
Khem, khem, KHEM! Od kiedy to mycie głowy wymaga ściągania spodni? Misa chyba się nieco pospieszyła z przepraszaniem L'a za to, że nazywała go zboczeńcem.

Kiedy usiedli na łóżku, zaczął mu suszyć ręcznikiem białe włosy chłopca. Starał się to zrobić dokładnie by tamten miał wysuszone włosy w miarę jak najdokładniej. L pomógł mu się ubrać w jego spodenki, jednak nigdzie nie zauważył koszuli.
- Pewnie jeszcze nie zdążyli zaopatrzyć cię w koszule
Mówiłam: bieda z nędzą.

[Mello] Wybił z całej siły piłkę tak, że odbijając się poleciałaby do tyłu i zbiła szybkę w samochodzie Watariego.
Na szczęście w porę złapał ją L. Blondyn był zdziwiony, że wcześniej nie wyczuł jego obecności i, że pomimo takiego niemrawego wyglądu udało mu się złapać piłkę.
Bo to rzeczywiście wyczyn: złapać piłkę, którą kopnął siedmiolatek.

Albinos leżał sobie na łóżeczku na brzuchu i czytał książkę, którą mu sprawił L z niezbyt dużym zainteresowaniem, chociaż dużo się z niej uczył.
Tja. Że "Ala ma kota, a kot ma Alę" (geniusz geniuszem, ale Near ma tutaj dopiero pięć lat).

- Jednak prosiłbym cię, abyś wcześniej wstąpił do mnie na chwile - odszedł z rękami w kieszeniach w kierunku wejścia do sierocińca pozostawiając Mihaela samego. (...)Albinos leżał sobie na łóżeczku na brzuchu i czytał książkę, którą mu sprawił L z niezbyt dużym zainteresowaniem, chociaż dużo się z niej uczył. (...)Z pierwszym uśmiechem na twarzy w tym sierocińcu zaczął się nim bawić z wyraźną chęcią i radością. L natomiast usiadł w fotelu i oczekiwał na przyjście niepokornego Mihaela.
Blondyn bez pukania wparował do pokoju L i usiadł sobie wygodnie na łóżku bez pozwolenia, zerknął na niego bacznie.
A teraz zagadka: co, do jasne ciasnej, robi Near w pokoju L? Odpowiedzi wysyłajcie na numer...

- Czego chcesz L-owaty? - zapytał się niezbyt szczęśliwy.
- Porozmawiać z tobą - przysunął kciuk do swoich ust i zaczął obserwować go
"O, paznokieć mi się złamał..."

- Co lubisz? - zapytał nagle chłopak.
- Czekoladę i samoloty i broń palną... - jęknął chłopiec.
No tak. Mello urodził się uzależnionym od czekolady gangsterem, pierwsze słowo Voldemorta to "Avada" (drugie: "Kedavra"), a Kmicic zasłynął jako hulaka i porywacz panien jeszcze zanim nauczył się chodzić. Widać, że rozum aŁtorki nie jest (albo nie był, bo opko dość leciwe) w stanie ogarnąć takich pojęć jak "cechy wrodzone/cechy nabyte".

- Czekoladę to jestem ci w stanie dawać, a niedaleko sierocińca jest opuszczona baza wojskowa i lotnisko. Kiedyś tam możemy pójść za twoje dobre zachowanie - uśmiechnął się szeroko i poklepał go po głowie.
BACH! Nie, spokojnie, nie przejmujcie się, to tylko moje czoło wobec tak zarąbistych metod wychowawczych postanowiło skontaktować się z biurkiem.

- Niech tak więc będzie - odparł z uśmiechem - Postanowiliśmy z wychowankami, że Mihael będzie jadł posiłki sam i będzie uczyć się pod twoim okiem razem z Natem
*linia czoło-biurko wciąż zajęta*

- Tylko nie z nim! Roger błagam! - wybuchnął przekręcając oczami.
Jak Ragetti z "Piratów.."
- Roger jak mam ich uczyć? - L zaciekawił się postanowieniem.
"A bo ja wiem? Na kamyczkach albo zapałkach... I ani słowa kwiatkach i pszczółkach!"

- Sprawdzisz ich możliwości i sam będziesz im dawał łatwiejsze sprawy. To będzie najlepsze rozwiązanie - był dumny ze swojego planu.
- Jakie sprawy? o co tutaj chodzi? - chłopiec był zafascynowany tym co mówili.
- Kryminalistyczne.
...
Pięcio- i siedmiolatki prowadzące dochodzenie... No, ale co geniusz, to geniusz.


To kiedy mam z nimi rozpocząć? - zapytał wsuwając ręce mocniej do kieszeni.
- Myślę, że od jutra na spokojnie. Dzisiaj jeszcze dostaną trochę wol... - Roger mówił dopóki mu ktoś nie przerwał.
- Od jutra?! Ja chce już dzisiaj, Roger! - blondyn był bardzo napalony na to, co usłyszał.
Ekhe, ekhe, ekhe... *pokasłuje przez chwilę* No, szybko rozwijają się te dzieci.

Dzisiaj jest niedziela i nie będę tyrać cię do pracy
Uroda tego zdania odejmuje mi mowę.

- Tak, co powiesz na to, by się nazywać "Mello" a Nate dostanie pseudonim "Near"?
"A czemu nie Kucyponek i Czekotubka?"

Mello pobiegł na koniec korytarza na boisko by pochwalić się tą nowiną z innymi dziećmi. Mało się nie pozabijał od tego biegu.
Mello ma dziewięć żyć albo gromadne alter-ego, które można pozabijać.

Zamykam ten fanfick na tym forum. Jest to decyzja związana z nastawieniem pewnej osoby do mnie na forum. FF jest zawieszony do odwołania.
Amen.

Koniec i bomba, a kto czytał - ten nad wiek rozwinięty geniusz.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Haszyszymora dnia Wto 19:45, 18 Maj 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Pośmiejmy się! Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin