Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Złe filmy
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5865
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pią 18:55, 06 Maj 2016    Temat postu:

Mapa była w tym wszystkim najlepsza.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Babatunde Wolaka
Ministrant Chaosu



Dołączył: 28 Maj 2012
Posty: 3596
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: City of Oftenhyde

PostWysłany: Pią 19:21, 06 Maj 2016    Temat postu:

Twoje streszczenia w jakiś przewrotny sposób wręcz zachęcają do obejrzenia.

Cytat:
Drugi mu przerywa, że ja jestem głównym pretendentem. Jajaja!

W pierwszej chwili myślałem, że to wybuch śmiechu po hiszpańsku Very Happy

Cytat:
Zua Wiedźma wiedźmuje, oczywiście w kotle ma wnętrzności, a w dekolcie wylewające się cyce.

Szkoda, że nie odwrotnie.

Cytat:
Ponieważ cudowny płyn do płukania w proszku wybucha (kurde, co tam mogło wybuchnąć? kora drzew? jakieś olejki? wtf)…

Benzyna (do wywabiania plam).

Cytat:
Wiedźma mu rzuca mętnie, żeby to przemyślał, bo ona ma coś, czego on nie, i znika.

Miałem to samo skojarzenie co Mal. (O nie, niech mi się teraz nie zapętla refren "Pussy"...)


Cytat:
W ogóle nie wiem, co do niego ma, w sumie to Rudi jest całkiem przystojny, ma ciemne włosy, niebieskie oczy, trzydniowy zarost i orli nos, nosi rozpięte koszule, jest obrotny i ambitny, a że lubi sobie czasem kogoś wyrzucić przez okno, to cóż, każdy ma jakieś wady.

<3

Cytat:
Oczywiście mamy kolejny kompletnie z dupy montaż, kiedy na zmianę pokazane są kilkusekundowe sceny strażników biegających po schodach, Wiedźmy opowiadającej Rudiemu, że Bestia to syn króla, i uciekającej Belki. Borze, ja oszaleję.

Chcę to zobaczyć! Very Happy

Cytat:
Belka, wisząc na ścianie zamku (ponieważ OCZYWIŚCIE rósł tam bluszcz, po którym można było zejść), podsłuchuje rozmowę Wiedźmy i Rudiego, że Bestia jest dziedzicem i trzeba go zabić, chociaż za cholerę nie wiem, jak, bo nie wygląda na to, żeby wisiała w pobliżu jakiegoś okna, a ten zamek jest, no, z jebutnie grubego kamienia.

No co, po prostu głośno rozmawiali.


Cytat:
potwór 2 (który w tym dziele nazywany jest trollem)

A po mojemu to trochę jakby łysy bulterier.

Cytat:
Otóż król dawniej lofciał się w Wiedźmie, ale jorgnął się, że ta jest bez serca, i ochajtał z inną lasią,

Jaka piękna kombinacja czasowników! <3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hersychia
Szpieg z Krainy Zmierzchowców



Dołączył: 05 Mar 2016
Posty: 2108
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa [*] / Poznań

PostWysłany: Pią 19:56, 06 Maj 2016    Temat postu:

Leleth, to jest świetne, wincyj! Very Happy Sposób, w jaki opisujesz to wszystko jest niesamowity, ironiczny, bardzo szczegółowy. Jeszcze lepiej byłoby, gdybyś, tak jak napisała Mal, przedstawiała zdjęcia wszystkich bohaterów Very Happy

Moją uwagę zwróciło jeszcze "Idą go odwiedzić w więzieniu, dziołcha oczywiście z marszu paple mu całą historię oraz wpada na genialny pomysł, żeby przełamać klątwę, w celu czego go całuję". Ten film rzuca się na mózg Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5865
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pią 21:45, 06 Maj 2016    Temat postu:

Ej, czy to prawda, że to wszystko dzieje się w Breslau? Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 3:10, 07 Maj 2016    Temat postu:

Nie mam pojęcia, jak się nazywa ta wiocha.
Poprawiłam obrazek z wiedźmą, wstawiłam też Bestię po przemianie i Rudiego, ale daję wam jeszcze tu, żebyście nie szukali Razz.
[link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych]. E. Znaczy oczywiście na pierwszym jest Bestia, a na kolejnych Rudolf.
Za wszystkie wyrazy uznania dziękuję Razz.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Sob 3:11, 07 Maj 2016, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 3612
Przeczytał: 81 tematów

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 7:10, 07 Maj 2016    Temat postu:

"100 stopni poniżej żera" - kolejna produkcja katastroficzna od The Asylum, z John Rhys-Daviesem w jednej z głównych ról. Cudownie nieudolny film. Akcja dzieje się w Paryżu, bohaterowie rozmawiają o tym, że muszą dostać się na Wieże Eiffela, tymczasem w tle za nimi znajduje się... Budynek Parlamentu Węgier Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17405
Przeczytał: 88 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:50, 07 Maj 2016    Temat postu:

Wow, myślałam, że tylko w filmach bollywoodzkich Budapeszt odgrywa rolę ważniejszych (i droższych) europejskich stolic Smile

Obaj, i Rudi, i Bestia, interesujący Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Sob 23:29, 07 Maj 2016    Temat postu:

Tak paczam na strój Belli, paczam i się zastanawiam, dlaczego to kurna zazwyczaj jest tak, że biorą do takich tandetnych produkcji laski z dużymi... eee... walorami, a potem wciskają je w ciuchy z dramatycznie za małymi miseczkami, co powoduje rozdupcenie walorów po klatce piersiowej i wyciskanie ich fragmentarycznie w górę przez dekolt, co z kolei daje osobliwy efekt czterocyca, któren jest zdecydowanie mniej atrakcyjny od sześciopaka.
Oraz, no kurczę, dlaczego ten gorset jest taki rozlazły i powoduje brak talii?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:38, 09 Maj 2016    Temat postu:

Ja mam w sobie chyba niezmierzone pokłady masochizmu, ściągam sobie Star Wars Holiday Special.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5865
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pon 21:43, 09 Maj 2016    Temat postu:

Ulala!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 3612
Przeczytał: 81 tematów

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 6:22, 10 Maj 2016    Temat postu:

Nie rób tego! Mój kumpel ostatnio ściągnął i chciał zobaczyć, ale pokazałem mu reckę Nostalgii Critica i daliśmy sobie spokój. Można powiedzieć, że kumepl zawdzięcza mi zdrowie psychiczne.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ananke
Kosmita Grzesio Hałs



Dołączył: 22 Kwi 2011
Posty: 461
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 22:47, 21 Maj 2016    Temat postu:

Leleth, niedobra Ty, ja przy tej Tajemniczej wyspie jadłam kolację! Mało brakowało, a popełniłabyś zdalne morderstwo bułką pełnoziarnistą!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Firrea
Wkurwiona Kapibara



Dołączył: 06 Sty 2014
Posty: 1008
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:00, 22 Maj 2016    Temat postu:

Melomanka napisał:
A propos braku realizmu - zawsze mnie zastanawia, czemu polscy twórcy nie potrafią nakręcić filmu ani serialu, którego bohaterowie przebywają w prawdziwych domach, mieszkaniach, urzędach i szpitalach.


Aż mi się przeciwieństwo przypomina: [link widoczny dla zalogowanych]

Co do Doomsdayów, istnieje jeszcze gorszy Doomsday... [link widoczny dla zalogowanych] Oglądałam toto całe lata temu, ale utkwiły mi w pamięci fragmenty: starożytna świątynia Majów i krzyż z Jezusem w środku (wtf, jak?), jacyś naukowcy ściągnęli krzyż, w tym momencie DUP, zaczął się Koniec Świata. Później były jakieś modły, jakieś sceny ucieczki, nie wiem, wyłączyłam się, zaczęłam patrzeć na film dopiero pod koniec, bo warto było. Otóż spadał z nieba taki wielki, wielki grad. Większy od mojej pięści. Parka jechała gdzieś samochodem, chyba do tej świątyni, jakaś inna babka w aucie rodziła, a grad padał i padał. No i tak napadał, że aż przez dach samochodu przeleciał i utkwił prosto w klatce piersiowej pana kierowcy, być może nawet w samym sercu, zostawiając ziejącą dziurę. Z tą dziurą w sercu pan jeszcze gadał i żegnał się z pięć minut. Później jakoś reszta dotarła do tej świątyni z rodzącą babką, położyli ją na jakiś ołtarz, urodziła dziecko, koniec świata się skończył, ament.
Polecam <3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17405
Przeczytał: 88 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:40, 22 Maj 2016    Temat postu:

O, trzeba zobaczyć Very Happy

Przypomniał mi się jeszcze film, w którym świat zaczął zamarzać... Wyglądało to tak, że kłębiła się jakaś taka mroźna mgła, ktokolwiek dostał się w jej zasięg momentalnie stawał się lodowym posągiem, ale metr poza jej zasięgiem już było spoko, temperatura nie spadała ani odrobinę Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8806
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Nie 19:26, 22 Maj 2016    Temat postu:

To nie bylo w 2012, gdzie przezyli ludzie palacy ksiazki w bibliotece? Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
verien
Chodzący Dred z Kosmosu



Dołączył: 29 Lip 2011
Posty: 41
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Poznań

PostWysłany: Nie 22:13, 22 Maj 2016    Temat postu:

A nie Pojutrze?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17405
Przeczytał: 88 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 6:49, 23 Maj 2016    Temat postu:

Nie, to było właśnie jakieś niskobudżetowe naśladownictwo Pojutrza.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Wto 8:27, 24 Maj 2016    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 3612
Przeczytał: 81 tematów

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 11:07, 24 Maj 2016    Temat postu:

Nie mogę się doczekać, Jeff Goldblum będzie taki jeffowogoldblumowy:

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17405
Przeczytał: 88 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:14, 28 Maj 2016    Temat postu:

Komedie romantyczne, melodramaty i inne ple ple o miłości to generalnie nie moja bajka, ale Małż zażyczył sobie wczoraj obejrzenia "Słodkiego listopada" (bo Charlize Theron), więc obejrzeliśmy.
Bogowie, co to było.
Na filmwebie zbiera toto entuzjastyczne recenzje jako taka-pjenkna-i-wzrószajonca-historja-o-miłoździ, ale dla mnie, sorry, to jest historia o psychopatce i facecie, który myślał zdecydowanie nie tą głową, której wymagała sytuacja.

Na początku poznajemy Keanu Reevesa, który jest Typowym Pracoholikiem bez Życia Prywatnego. To znaczy może niezupełnie, jego życie prywatne właśnie się budzi w wielkim łożu w eleganckiej sypialni eleganckiego mieszkania, ale z krótkiej rozmowy wynika, że jest mu potrzebne tylko tam, a na to, że on na przykład pójdzie wreszcie się spotkać z jej rodzicami, niech nie liczy. Zresztą, jakbyśmy nie zrozumieli, Keanu otwartym tekstem oznajmia, że jego prawdziwe życie toczy się w pracy. Pracuje w wielkiej agencji reklamowej.
Niestety musi w pewnym momencie przerwać swoje ważne zajęcia i udać się do Wydziału Komunikacji, zdać jakiś test, który pozwoli mu przedłużyć prawo jazdy. Siedzi więc z grupą osób na sali egzaminacyjnej, urzędnik zapowiada, że podczas testu nie wolno jeść ani pić, ani w żaden sposób rozpraszać pozostałych piszących... i w tym właśnie momencie wpada urocza Charlize, taszcząc dwie wielkie siaty zakupów i żując batonika. Zakupy oczywiście rozsypują się po podłodze, robi się zamieszanie, urzędnik powinien właściwie już w tym momencie wywalić ją w cholerę, no ale tego nie robi i wreszcie wszyscy zaczynają pisać. Charlize oczywiście ukradkiem nadal żre batonika.
Okazuje się, że Keanu czegoś tam nie wie i zaczyna ściągać, a w wyniku zamieszania to ona zostaje wywalona z sali. Po egzaminie ona czeka na niego ze słusznymi pretensjami, on obiecuje, że zwróci jej za utracone zarobki, do tej pory jest w sumie ok, wtf zaczyna się potem.
Charlize jakimś sposobem znajduje prywatny adres Keanu i zjawia się u niego wieczorem, żądając podwózki w jedno miejsce, a kiedy ten odmawia, zaczyna mu robić oborę przed sąsiadami, więc w końcu ten się zgadza. Jadą na jakieś zadupie, gdzie ona włamuje się do pewnego domu i uwalnia psy, które miały być poddane jakimś eksperymentom (?). W sumie nie wiadomo, o so cho, wątek eksperymentów nie jest w żaden sposób rozwinięty. Kiedy wracają, Charlize namawia Keanu, żeby do niej jeszcze na chwilę wstąpił, w uroczym stylu "jeśli wpadniesz do mnie, to już nigdy więcej nie poproszę cię o pomoc, a jeśli nie, to widzimy się jutro o ósmej rano". Po czym proponuje mu, żeby zamieszkał z nią na miesiąc, poczynając od pierwszego listopada, a ona zaopiekuje się nim, pomoże mu, bo on jest taki samotny ("Mam dziewczynę!" - "Nie masz dziewczyny, kobieta zostawia na mężczyźnie specyficzny ślad, a na tobie go nie widzę!") i będzie cała jego i tylko jego. I w ogóle to najlepsze dla niego wyjście. Widz ma wtf, Keanu ma wtf, ale na tym etapie na szczęście jeszcze myśli właściwą głową, bo uprzejmie dziękuje i idzie do siebie.
Ale cóż się dzieje, cóż! Następnego dnia Keanu jak za dotknięciem magicznej różdżki traci naraz pracę i dziewczynę, i dochodzi do wniosku, że pomysł zamieszkania z obcą laską, którą spotkał raptem wczoraj, nie jest wcale taki zły!
No i tu się zaczyna część pt. "Nawracamy pracoholika na jedz, módl się, kochaj". Charlize zachowuje się, jakby Keanu był jej osobistą własnością, dyktuje mu, co ma robić, w co się ubierać (jego ciuchy oddaje bezdomnemu), a kiedy ten pyta, dlaczego, otrzymuje odpowiedź "bo ja ustalam reguły". No ja nie wiem, ja się nie znam, ale od osoby tak się zachowującej wiałabym z wrzaskiem jak najdalej, ale nad Keanu już inna główka przejęła sterowanie, więc się na wszystko zgadza. Nawet kiedy okazuje się, że on jest "Panem Listopadem", a przed nim był "Pan Październik" i inni panowie miesiące, i wygarnia jej, że tyle mówi o pomaganiu, a tak naprawdę chodzi jej tylko o to, żeby się z kimś przespać - natychmiast przeprasza za te straszne rzeczy, które powiedział... No więc tak sobie żyją, Keanu przechodzi Przemianę Wewnętrzną, co objawia się w tym, że kiedy umawia się na rozmowę z największą szychą w branży reklamowej - odrzuca propozycję współpracy, bo tamten zachował się niegrzecznie wobec kelnerki. Aż tu wreszcie następuje Dramatyczny Plot Twist, kiedy to okazuje się, że Charlize zachowuje się tak, jak zachowuje, bo jest śmiertelnie chora, rak w terminalnym stadium z przerzutami wszędzie, i chce po prostu do końca cieszyć się życiem.
Oczywiście okazuje się to w momencie, kiedy on się oświadcza, a ona jest zmuszona te oświadczyny odrzucić.
Oraz wyobraźcie sobie mój wtf, kiedy okazuje się również, ze:
- laska zrezygnowała z leczenia, bo przecież nie będzie leżeć w szpitalu i więdnąć, chce się, jak wyżej, cieszyć życiem do końca. Cieszenie się życiem możliwe jest wyłącznie dzięki temu, że żre na tony leki przeciwbólowe... (takie naiwne pytanie, czy powinna w tym momencie wyglądać tak kwitnąco, jak wygląda?)
- laska zerwała kontakt z rodziną, bo ta nie szanowała jej decyzji i sposobu życia, i próbowała narzucać jej swoją wolę. I KTO TO MÓWI. (w jednej scenie ma nieprzyjemną rozmowę przez telefon z siostrą, którą opierdala za próby kontaktu, a następnie opierdala swoich znajomych za to, że za jej plecami utrzymują kontakt z jej rodziną)
- laska wiąże się z facetami tylko na miesiąc, a potem zrywa, by oszczędzić im bólu związanego z jej śmiercią. A to, że wpierw ich w sobie rozkochiwała (Keanu nie był pierwszym, który się oświadczył), a potem rzucała, wcale nie boli, wcale.
W każdym razie Keanu nie rezygnuje, próbuje ją odzyskać, chce z nią być do końca, ale ostatecznie ulega jej argumentom i odchodzi, a ona, cóż - wraca do rodziny, żeby ta zaopiekowała się nią w ostatnich dniach...

NA LITOŚĆ BOSKĄ, CO TO MIAŁO BYĆ.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
eSqr
Ramuś XV



Dołączył: 04 Sie 2012
Posty: 96
Przeczytał: 28 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:28, 29 Maj 2016    Temat postu:

z opisu to "manic pixie dream girl" w najgorszym możliwym wydaniu?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Popo
Harry Slytherin Gryffindor Merlin Potter



Dołączył: 22 Cze 2015
Posty: 102
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 11:55, 29 Maj 2016    Temat postu:

Znaleźliśmy ostatnio w domu jakieś zagubione dvd, więc postanowiliśmy obejrzeć. Księżyc Voodoo, matko boska, musieliśmy przewijać film co jakiś czas, bo śmialiśmy się tak głośno, że nie nadążaliśmy ze słuchaniem.

Taki horror klasy B, tak zły, że aż śmieszny. Ogólnie jest sobie speszul rodzeństwo, których rodziców zabił diaboł, a ileś tam lat później ona sobie rysuje obrazy, a on ściga diaboła. Ale! Brat - ma na imię Cole - wyczuwa diabła i stwierdza, że czas na Ostateczne Starcie, po czym jedzie po siostrę i zbiera Drużynę za pomocą telepatii. Wszyscy (razem z diabołem) zajeżdżają do jakiegoś zajazdu w środku cholera-wie-gdzie i staczają bój. W tle przewija się porównywanie głównego bohatera do Jezusa, szamanizm, voodoo i zombie. Bardziej sztampowo się właściwie nie dało. Efekty specjalne - bomba. Gra aktorska - cudna. Dialogi - naturalniejszych nie da się spotkać. Muzyka - we większości scen albo jej nie ma, albo przeszkadza. Wszystko trzyma ten sam, wzruszająco niski poziom.

Jak już skończyliśmy film, obejrzeliśmy sobie też z ciekawości jak powstał i... Stwierdziliśmy, że właściwie jest nam głupio i mamy wyrzuty sumienia. Oni naprawdę się starali i robili wszystko, co mogli! Po prostu wyszło jak zwykle.

Polecam dla odmóżdżenia, ale w towarzystwie. Oglądając samemu, albo się to wyłączy, albo się zaśnie. Albo jedno i drugie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5865
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Nie 12:05, 29 Maj 2016    Temat postu:

Z komedii romantycznych lubię tylko Ja cię kocham, a ty śpisz i Dziennik Bridget Jones. Żadnej innej nie potrafię obejrzeć do końca bez przewijania. Zawsze przewodnim zabawnym motywem ma być fakt, że bohaterka jest skończoną kretynką.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lepus Istlich
Agentka do zadań specjalnych



Dołączył: 17 Wrz 2015
Posty: 216
Przeczytał: 45 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 16:18, 29 Maj 2016    Temat postu:

Naprawdę nikt jeszcze nie wspomniał o trylogii "The Human Centipede"?

Część pierwsza jest durno-durna. Klisza na kliszy (chociaż niejako podziwiam za wielojęzyczność, w filmie mówią po angielsku, niemiecku i japońsku), bardziej to-to komedia niż horror. W sam raz na nudny wieczór, jeśli przewiniemy parę ujęć i scen, które się dłużą.

Część druga to masa bezsensownego gore, widocznie Tom Six próbował wynagrodzić widzom sterylność i niemalże całkowity brak krwi w części pierwszej. Antagonista to oblech jakich mało, a film jest po prostu brudny, pod każdym względem.

Najnowsza i ostatnia część, niejako domykająca całą serię, to czysty pastisz i równie dobrze mogłaby mieć tytuł "Dietrich Laser - poznajcie tego aktora". IMHO jest to zarazem najsłabsza część, samą ludzką stonóżkę możemy obserwować przez końcowe kilka minut.

Ogólnie patrząc na całokształt, pierwsza część to wprowadzenie pomysłu, druga to część właściwa, a trzecia to parodia swoich poprzedniczek. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś więcej w temacie hjumyn sentypidów - proszę pytać, jestę znafcom. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17405
Przeczytał: 88 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:48, 29 Maj 2016    Temat postu:

eSqr napisał:
z opisu to "manic pixie dream girl" w najgorszym możliwym wydaniu?


O, tak. Chyba tylko uroda Charlize Theron nie pozwala otoczeniu (i części widzów, sądząc po entuzjastycznych opiniach na filmwebie) dostrzec w niej psychopatki. Ja w każdym razie, kiedy ona z naciskiem stwierdzała, że wie lepiej, co ma robić, jak się ubierać i jak żyć "Pan Listopad", miałam silne skojarzenia z bohaterką "Misery" Kinga.
I właściwie, tak sobie teraz pomyślałam, ciekawe, jaki byłby odbiór tamtej postaci, gdyby ją też grała śliczna młoda dziewczyna...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Żółwik na parapeciku



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2817
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 19:57, 29 Maj 2016    Temat postu:

Dziwuję się, że nie ma tutaj Incredible Hulk z 2008 (czy 2009?). Tego, w którym Banner w ramach niezagrażania cywilom najmuje się do roboty w fabryce na latynoskim zadupiu. W którym wędruje setki kilometrów na piechotę, odziany tylko w podarte gacie. W którym za przeciwnika robi zły ruski Hulk na sterydach (i bez majtek), w środku walki leci sentymentalna muzyczka, a Ross zamiaruje "wydobyć" Hulka z Bannera i wykorzystać jako broń (ciekawe, jak niby).
Poza tym uprawia się jogę i zanieczyszcza soczki zmutowaną krwią.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 3612
Przeczytał: 81 tematów

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:16, 29 Maj 2016    Temat postu:

Nie ma tu Hulka z 2008, bo ten poprzedni był jeszcze gorszy Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Żółwik na parapeciku



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2817
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:24, 29 Maj 2016    Temat postu:

Nie kuś, bo obejrzę. Razz

A w ogóle: przed chwilą w TV mignął mi finał "Boda". Like, białe schody zajmujące cały ekran i jazzik w tle. Like, Bodo w stroju galowym, włazi na te schody - w domyśle chyba do nieba. W pierwszej chwili myślałam, że to reklama banku.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17405
Przeczytał: 88 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:12, 29 Maj 2016    Temat postu:

Jeden z durniejszych filmów ever leci właśnie na tefałenie - "Idealny chłopak dla mojej dziewczyny". To miała być taka komedia, która przysrywa wszystkim jak leci, od feministek po katolickie media, a oprócz tego porusza wątki Głębokie i Tragiczne, a wyszło... no, jak polska współczesna komedia.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
feroluce
Kosmita Grzesio Hałs



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 451
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:20, 29 Maj 2016    Temat postu:

Akurat się nie zgodzę. Pierwszy Hulk, choć nieudany, to widać, że miał ambicje. Jest ciekawie nakręcony - stylizacja na kadry komiksu może nie każdemu podejść, ale jest oryginalna i składa się z komiksową treścią. Bardzo pomysłowy jest origin Hulka, gdzie oprócz promieniowania gamma dołożono też zmiany genetyczne. Sam Banner jest inny od mainstreamowego, z charakteru przypominał mi jedno z jego wcieleń z alternatywnych rzeczywistości, ale nie można mu odmówić spójności czy zdolności myślenia (czego już niekoniecznie można powiedzieć o tym z 2008).
Całość kładzie końcówka. I to kładzie z takim hukiem, że wbija się parę metrów w ziemię.

Nie jest to Hulk z głównego uniwersum, ale jeśli się psychicznie nastawi na pełną alternatywę, to można obejrzeć. A nuż się spodoba? Ten film to ambitna porażka nie klasyczny zły film.
A, i jest to bardziej dramat niż klasyczny film superbohaterski, nie ma co się nastawiać na akcję (co jest jeną z przyczyn tak złej opinii o nim).

Za to Hulk z 2008 to kompletna porażka i zasłużona opinia naprawdę złego filmu. I naprawdę głupiego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sileana
Bezo grudek



Dołączył: 06 Gru 2011
Posty: 4464
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: LV-426

PostWysłany: Nie 23:22, 29 Maj 2016    Temat postu:

Zaczęłam oglądać jakiś horror typu sekta ściga dziewczę. Jestem gdzieś na drugiej minucie, ale już widzę, że owa sekta zrzesza naprawdę profesjonalnych szatanistów, co to logując się na tajne szatanistyczne fora, używają profesjonalnych nicków – "DrkViolet".

EDIT: Okay, szeptano-jęczane "Kill KRisTY, Kill GOD!" będzie chyba moim nowym hasłem.
EDIT: O Kristy, scena pod tytułem "a biegnę, gdzie popadnie, o, schody na dach!, biegnę na dach, aaa ojej, jestem na dachu i nie mam ucieczki... NIEMOŻLIWE!" jest, no nie wiem, w sumie nawet mało żenująca, bo bohaterka jest taka, że tego się dokładnie po niej człowiek spodziewa.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Sileana dnia Pon 4:12, 30 Maj 2016, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Croyance
Megagwiazda w Bełchatowie



Dołączył: 11 Gru 2009
Posty: 897
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 33 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 14:03, 30 Maj 2016    Temat postu:

Cytat:
miałam silne skojarzenia z bohaterką "Misery" Kinga.
I właściwie, tak sobie teraz pomyślałam, ciekawe, jaki byłby odbiór tamtej postaci, gdyby ją też grała śliczna młoda dziewczyna...


Widzialam takie cos w internecie '50 Shades of Grey would be quite a different story with Danny de Vito' Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 19:36, 02 Cze 2016    Temat postu:

Dziś nie film, tylko musical, i nie zły, tylko „byłby bardzo dobry, gdybyśmy umieli napisać normalne libretto”. Proszę państwa, oto Dracula Franka Wildhorna, wersja wystawiana w Graz, czyli Historia o Tragicznych Skutkach Niedopchnięcia i Brudnej Podłodze.
Nie siedzę już specjalnie w musicalach, ale kiedyś to była moja naprawdę wielka pasja, jeździłam po całej Polsce na spektakle, handlowałam nielegalnymi nagraniami itd., dziś zostało mi głównie słuchanie muzyki i od czasu do czasu przypomnienie sobie jakiegoś z bardziej lubianych spektakli. Od jakiegoś czasu myślałam o Draculi.
Lubię Franka Wildhorna. Pisze naprawdę piękną muzykę. Tylko na litość, mógłby na tym poprzestać, a do tekstów znaleźć sobie kogoś kompetentnego, a nie sprawiać wrażenie, jakby tworzył je na kwasie. Najnormalniejszy jest Jekyll&Hyde; Dracula, Rudolf (rzecz o potomku Sissi; może też kiedyś opiszę, bo też mocarne) i Hrabia Monte Christo mają ten sam problem, czyli kompletny brak sensu w fabule.
Bardzo lubię też większość aktorów grających w tym dziele – to są naprawdę najjaśniejsze gwiazdy niemieckoaustriackiej sceny musicalowej (głównie tą się interesowałam, anglojęzyczna kręciła mnie znacznie mniej).
Tylko rany, jakby libretto miało jakiś sens.
Aha, oglądałam z angielskimi amatorskimi napisami, bo niemieckiego nie znam, germanistka wyłapała tam parę błędów, ale nie sądzę, żeby znacząco to wpływało na ogólny sens.
Zaczyna się względnie normalnie, wyjazdem Jonathana do Transylwanii, za to następna scena już nam daje w pysk wizyjnością i metaforyką. Otóż Mina najpierw sztacha się różą, którą dostała od ukochanego, następnie kaleczy nią w palec, a później zaczyna biegać jak powalona po pokoju, w którym nagle materializuje się tłum stojących we mgle facetów, których ta kolejno odwraca, następnie chce przebieg między nimi, ale ci robią jej you shall not pass, więc Mina siada na podłodze z miną kota srającego na pustyni. Ale o co chodzi? spytacie. No też nie mam pojęcia.
Jonathan przybywa do Transylwanii. Ple ple, słynne dialogi o winie itd., Dracula proponuje, że zatroszczy się o dobre samopoczucie Jonathana osobiście, co uwierzcie, w świetle dalszych wydarzeń brzmi źle.
Generalnie nie będę tego streszczać zbyt dokładnie, część normalnych piosenek poomijam, bo to w przeciwieństwie do megażenofilmów są też dłuższe sceny normalności. Dracz śpiewa sobie o Transylwanii, Jonathan pokazuje focię Miny, na widok której Dracz moczy majty, i w następnej piosence mamy pierwszy przykład wybitnej metaforyki w tym musicalu, czyli zamek zimny jak morze z kamienia. Eee, ok, to i tak lajtowe.
Po smętnej balladzie o miłości w wykonaniu Jonathana i Miny - to kolejna cecha charakterystyczna musicali Wildhorna, jest w nich milion ballad o miłości, które no, są ładne, ale nie wynika z nich nic poza tym, że on kocha ją, a ona jego – Dracula podejmuje pierwszą próbę molestowania Jonathana, podczas golenia. Znaczy, rozumiem, że to niby miało być takie dziwne i niepokojące, że haha, leci na krew i wgl, ale nie, wygląda jak molestowanie seksualne. Jonathan gwałtownie niepokoi się dziwnym zachowaniem gospodarza i postanawia zwiewać. Jednakowoż nie udaje mu się to i trafia do pokoju, gdzie molestują go z kolei trzy panie wampirzyce (nie żeby Jonathan się jakoś opierał). A właściwie to, no cóż, ujeżdżają i uprawiają bdsm. I to nie są już moje skojarzenia, tam jest wyraźnie symulowany stosunek i orgazm.
Dracz trochę nie jest zadowolony, że ktoś inny molestuje Jonathana, więc przynosi wampirzycom ostentacyjne sztuczne niemowlę do zabawy. Znaczy, tym razem tylko picia krwi, zbaczeni ludzie. Później śpiewa o tym, jak to zamierza jechać do Londynu i siać tam postrach. Przy okazji, fraza z tej pieśni bywała tłumaczona jako „i moje zimne nasienie w nich zakiełkuje”, ale dla własnego zdrowia psychicznego wolę pozostać przy „cold”. Oraz ukręca głowę matce tego niemowlęcia, kiedy jest ona przy nim w pozycji, um… sugerującej stosunek oralny.
Następnie Dracz obnaża się przed Jonathanem, który na tenże widok mdleje. Tzn. aktor rozwiera płaszcz, zasłania się nim i pod tą osłoną przebiera w młodszą i seksowniejszą wersję, ale serio, po pierwsze robi to centralnie przed Jonathanem, do którego specjalnie po to idzie, po drugie ten na ten widok krztusi się i traci przytomność.
Potem jest wyjątkowo normalna scena, bo w domu wariatów, z Renfieldem, który jest świetny i go uwielbiam, jest najnormalniejszą postacią w tym musicalu. Znaczy, scena jest normalna do momentu, w którym sanitariusze przywiązują Renfielda do steru i zaczynają lać mu wodę na krocze. Znaczy, rozumiem, że statek… że Dracula płynie statkiem… Nie, poddaję się, to nie ma sensu. Dlaczego na krocze, nie wiem tym bardziej. (Przy okazji okazuje się, że bycie w haremie Draculi nie jest takie fajne, zapędził wampirzyce do stawiania żagli).
Wieść o strasznej przygodzie na statku, gdzie została wymordowana cała załoga, dociera do Miny i jej kumpeli Lucy, ale są ważniejsze sprawy, na przykład Lucy oświadczyło się trzech facetów tego samego dnia. Pierwszy to Quincey, jest kowbojem i ma wielki, imponujący… nóż myśliwski, który chciał pokazać Lucy! Haha, spodziewaliście się czego innego, zboczuszki, a tu taki wyrafinowany żart. Drugi to Jack, lekarz w psychiatryku, a trzeci Artur, przyjaciel z dzieciństwa, którego kwestie dialogowe w tym musicalu brzmią na ogół „tra la la” (serio). Nawet Lucy przyznaje, że mówienie nie jest jego mocną stroną… ani myślenie… ani wyglądanie…
Następuje prezentacja kandydatów na męża do pioseneczki. Wszyscy robią z siebie debili, Artur największego (tra la la). Co prawda chciałby powiedzieć Lucy jedną rzecz… ale zmienia zdanie, nie warto o niej mówić (to twoja ostatnia umierająca komórka mózgowa, dodaje ponuro Leleth). Ponieważ jednak kobieta niezbadaną jest, Lucy wybiera Artura.
Rozkosze małżeńskiego łoża z Arturem jednak niespecjalnie dla niej, ponieważ Dracz dla odmiany, żeby życie miało smaczek, postanowił teraz pomolestować ją. To znaczy miał zamiar Minę, no ale tak jakoś wyszło. I w ogóle to rzucił się na Lucy, bo tak strasznie pożądał Miny i nie mógł wytrzymać.
Mina jedzie do Jonathana, który jest chory w jakimś tam hotelu, śpiewają trójkącik z Draczem, Mina jest rozdarta, Dracz smęci, że zmieniła go w nowego człowieka wbrew jego woli. Pewnie, to, że wciąż pije ludzką krew, wcale nie znaczy, że jest jakiś dziwny. Już nie mówiąc o tym, że prawie nie mieli ze sobą kontaktu do tej pory poza paroma mistycznie zamienionymi zdaniami.
Jonathan i Mina oraz Lucy i Artur biorą ślub i tu już nawet aktorzy nie wytrzymali i chichrali się na całego. (No dobra, nie wiem, z jakiego powodu). I zgroza, szog, niedowierzanie, bo bukiet ślubny Lucy łapie Dracz i podaje jej inny, z róż czerwonych! Krwawych!
Potem do domostwa Artura i Lucy przybywa Helsing. Lucy śpiewa kolejną smętną balladę, jak to chce i nie chce być z Draczem, pozwól mi odejść i nie pozwól mi odchodzić, po czym froteruje sobą posadzkę. Serio, przewraca się w ciągu tej ballady po całej podłodze całym ciałem tak, że chyba doszczętnie ją powycierała. Najwyraźniej Holmwoodowie oszczędzają na froterce. Zakończenie jest oczywiście skok na Dracza i chędożonko.
Następnie Helsing smęci o Nosferatu, Lucy umiera i zostaje pogrzebana, staje się wampirem, Helsing snuje plany, Dracz śpiewa z Lucy pieśń o przejmowaniu władzy nad światem, Mina się niepokoi, Lucy zabija dzieci i sama zostaje zabita, no są to raczej rzeczy dość normalne (poza tym, że odciętej głowie Lucy nagle robią się dredy).
Mina znowu ma straszny ból dupy odnośnie Dracza, że zamordował Lucy, on na to, że to oni ją zamordowali, on chciał jej dać wieczne życie, tak sobie radośnie rozmawiają, po czym Mina zaczyna cierpieć na ten syndrom, co Lucy, tylko dłużej i boleśniej. Czyli nie wie, czy ona właściwie chce tego Draculi, czy nie, ale go pragnie, ale jednak się boja, ale jednak niech on ją weźmie, ale nie teraz… Oczywiście w trakcie takich rozterek trzeba sobie przypomnieć, że podłoga brudna, i się po niej poturlać. Nie dziwię się, że Dracula nie wytrzymał i sobie poszedł. Za to przyszedł Helsing. Blabla, rozmowy z Renfieldem, Dracz zabija Renfielda, dzielne misie tropią Dracza itd… i teraz mamy próbę nadania postaci Helsinga Guembi, otóż śpiewa on pieśń o swojej ukochanej, którą zabił Dracz, przy okazji dając sobie w żyłę. Rozumiem go, też nie mogę tego słuchać na trzeźwo. Dodajmy fakt, że odtwórca roli Helsinga był wtedy chyba chory (co zresztą słychać, normalnie miał większe możliwości wokalne) i pot lał się z niego strumieniami, co daje no yyy niezbyt estetyczny widok.
Nadchodzi kolejna Pieśń Rozterkowo-Podłogowa, Mina śpiewa, że gdyby była wiatrem, Dracz byłby jej miłością. Yyy, Dracz jak żaglowiec, kochają go wiatry. I że ogólnie nie, ale jednak tak, ale nie chce się zgodzić, ale by chciała, ale ma obawy, ale jednak niech Dracz przyjdzie, ale… No, wiecie.
Dracz jednak przychodzi, ogłuszając Jonathana. Zaczyna smęcić o swojej Wyelgiej Lof do Miny, jak to był wszędzie, widział wszystko, zabijał wszystkich, ale to w ogóle nie ma znaczenia w jej obecności. Mina oczywiście szlocha, że pozwól mi się nie kochać, ale szybko przechodzi do „weź mnie tu i teraz”. Nareszcie! trafiają do łóżka, a raczej yyy samobieżnego katafalku, który przyjechał za Draczem z Transylwanii, po czym w końcu się chędożą. Przypominam, że Jonathan wciąż leży obok… znaczy, w zasadzie to już oprzytomniał, tylko jest, eee, chyba wyzuty z sił. Jego spojrzenie łamie serce, wygląda, jakby nie mógł uwierzyć, że Dracz jest hetero, przecież tak go miział przy goleniu i w ogóle, a to drań.
Helsing jednak jest psujem zabawy i wpada w tym momencie, po czym odśpiewują sobie duet konfrontacji z Draczem (Mina w tym czasie z zerową reakcją leży na katafalku), na zakończenie którego Dracz znika. A, zapomniałam, Helsing w trakcie też się czołga po podłodze, tak samo jak zresztą wcześniej Jonathan. Musiała być naprawdę strasznie brudna. Warto zauważyć, że w trakcie duetu Dracz wielokrotnie rozbraja Helsinga i mocno z niego kpi, co, no cóż, przyda nam się już niedługo.
Quincy daje popis swojej wybitnej inteligencji i metaforyki, brechtając się i twierdząc, że Dracz nie tak łatwo zapędzić do kąta jak złotą rybkę w akwarium (to jest jakiś idiom czy co?)
Na zebranie dzielnych misiów wkracza, a raczej wepchnięta przez Jonathana zostaje Mina, albowiem porusza się teraz na wózku inwalidzkim, bo… eee, nie wiem, Dracz ją tak przeorał?
Mina chce pomóc, więc Helsing ją hipnotyzuje, dowiaduję się o planach Dracza, Mina każe Jonathanowi, Helsingowi & co ją zabić, gdyby zmieniła się za bardzo, Helsing wzrusza się do łez, jadą do siedziby Dracza, śpiewają piosenkę, czym to oni nie są i jacy som ql.
Jonathan Przeżywa, myśląc o słowie danym Minie, w sensie, odnośnie jej zabicia, i że tyle lepszych rzeczy byłoby od zrobienia tego. Na przykład bezczeszczenie bogów, deptanie kwiatów, hodowanie kotka i topienie go w stawie (jak stwierdziła moja znajoma – „pyt. retoryczne - czym trzeba się napruć, żeby zrymować ein Vergleich z ein Teich?!”). Ech, Jonathan, a lubiłam cię do tej pory. No i ogólnie drama, Jonathan jest zimny w letni dzień (może jest Edłordem?) i tak dalej. Wiecie co, w koszuli Jonathan jakoś przestaje być zabawny.
Znów mamy hipnozę Minę i jej wściek waginy za Draczem i czułe objęcia podłogi. Helsing postanawia zabrać Minę ze sobą do zamku, żeby wytropić Dracza, a reszta ma go zaatakować.
Dracz dostaje nagłego ataku emo i siedząc na katafalku i śliniąc się do foci Miny, śpiewa smętną pieśń, w której przekazuje… no, to co wcześniej, jak to był wszędzie, widział wszystko, zabijał wszystkich, ale to w ogóle nie ma znaczenia w obecności Miny. I w ogóle to o co chodzi w życiu, czego on pragnie, jaki to wszystko ma sens? To sobie chwilę znalazł.
Dracz chowa się w trumnie, kompania przyłazi do zamku, nagle z trumny wyskakuje jakiś żul w futrze (?) i zabija… to chyba był Quincey.
Mina szlocha, że nie kce iść dalej, Helsing ją więc zostawia, wodą święconą uprzednio pokropiwszy, oczywiście na to przyłazi Dracz. Mina dostaje natychmiastowego orgazmu, uczyń mnie swoją oblubienicą w czarnej sukni i wgl. Śpiewają pieśń o namiętnej miłości, jakże to uwielbiają, kochają tę winę, podążają za swoją gwiazdą i odrodzą się na nowo, ta gwiazda nigdy nie upadnie ani nie przeminie i w ogóle. Jest super. I NAGLE! Dracz dostaje ataku emo! Przecież uniemożliwiam ci śmierć, daję ci samotność, odejść wolna, zrezygnuj, ratuj się! No kur… dybanek, szkoda, że ci to wcześniej do głowy nie przyszło. I zrób to samo dla mnie, uratuj mnie, zabij mnie! Moje pocałunki są jak trucizna, mój świat jest brutalny, moje życie jest tylko wegetacją! WTF. WTF. Mchrocny Dramat.
To znaczy wiem, o co chodzi, to jest zrzynka z Coppoli, ale jakkolwiek Coppolę widziałam milion lat temu, u niego jakby miało to większy sens, bo po pierwsze Dracz nie wyskakiwał z nagłym emo z dupy, po drugie wiedział, że jest tropiony i nie bardzo ma wyjście, a tutaj nie sprawiał wrażenia, jakby w jakikolwiek sposób przejmował się Helsingiem&co.
Następuje oczywiście mnóstwo przepychania się słownego, pokaż mi swoją miłość, zabij mnie, nie, ucieknijmy razem, nie, chcę wybrać godzinę swojej śmierci, ogólne bezsensowne pierdolenie, wreszcie Mina kończy te smęty i przebija Dracza kołkiem, na co wpada wesoła ko kompania. A, w ogóle jeszcze w scenie śmierci Dracza pojawiają się Dziwni Panowie we Mgle z początku.
Reasumując, jak widzicie, historia Draculi jest opowieścią o tym, jak dramatyczny wpływ na ludzkie i wampirze życie i nieżycie ma brak porządnego chędożonka. Miejcie to na uwadze.
(Ale muzyka jest piękna, naprawdę).


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Czw 21:08, 02 Cze 2016, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ML
Super Roksana w czapce z daszkiem



Dołączył: 02 Mar 2014
Posty: 867
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:07, 02 Cze 2016    Temat postu:

Croyance napisał:
Widzialam takie cos w internecie '50 Shades of Grey would be quite a different story with Danny de Vito' ;-)

Ja znam w [link widoczny dla zalogowanych] wersji:
"'50 twarzy Greya' uchodzi za romans tylko dlatego, że facet jest miliarderem. Gdyby mieszkał w kontenerze, mielibyśmy odcinek 'Zabójczych umysłów'".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hersychia
Szpieg z Krainy Zmierzchowców



Dołączył: 05 Mar 2016
Posty: 2108
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa [*] / Poznań

PostWysłany: Czw 20:46, 02 Cze 2016    Temat postu:

Leleth, to piekne <3 Jestem wielka milosniczka Twoich streszczen!

Chociaz w musicalach raczej nigdy nie ma bardzo duzo sensu :p


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:55, 02 Cze 2016    Temat postu:

E tam, są bardzo dobre musicale. Bardzo lubię Taniec Wampirów, Elisabeth (o Sissi), Les Miserables czy Notre Dame de Paris. Z zabawniejszych to np. Spamalot, musical na podstawie Monty Pythona i Świętego Graala. A są i takie, co niezbyt mają sens jako taki, ale są w tej sbstrakcyjności bardzo dobre (np. Rocky Horror Show, Jesus Christ Superstar). Z polskich mamy świetną Lalkę czy Francesco (o świętym Franciszku), podoba mi się też muzyka i tekst do Idioty (E. i Krzyżaków, ale samo przedstawienie już podobno było wtf, z tych fragmentów, co widziałam na YT. E2. Znaczy do Krzyżaków podoba mi się muzyka, tekst fragmentami tylko, fragmentami też jest dość wtf), no i muszę w końcu zobaczyć Chłopów. Forma jak forma, są bardzo dobre, złe i nijakie.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Czw 20:59, 02 Cze 2016, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Czw 21:01, 02 Cze 2016    Temat postu:

Cytat:
Potem jest wyjątkowo normalna scena, bo w domu wariatów

KWIIIK!!!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Procella
Bezo grudek



Dołączył: 22 Mar 2011
Posty: 4769
Przeczytał: 52 tematy

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:07, 02 Cze 2016    Temat postu:

Leleth, <3

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hersychia
Szpieg z Krainy Zmierzchowców



Dołączył: 05 Mar 2016
Posty: 2108
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa [*] / Poznań

PostWysłany: Czw 21:10, 02 Cze 2016    Temat postu:

Haha, kiedy mialam faze na Notre Dame de Paris zrobilam dlugasna liste niescislosci Very Happy Jak to uwielbialam, o raaaaaaaaany <3 Teraz po prostu bardzo lubie, nie musze sluchac czesto. Ale i tak 10.09 bodajze jade do Gdyni.

A widzialas "Wicked"? Tez uwazam za gluptaskowate, nie jest obiektywnie tak dobre jak" Notre Dame" czy "Nedznicy", ale mnie rozczula.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:17, 02 Cze 2016    Temat postu:

Nie, Wicked nie, chociaż mam, nawet niemiecką wersję Wink, ale jak mówiłam, angielskie musicale mnie zawsze znacznie mniej fascynowały. Ale znam z Glee Defying gravity i od Barrowmana Wizard and I (no, w jego wersje Doctor and I Wink) i oba mi się bardzo podobają.
Wiesz co, ja przyjmuję, że w musicalach są pewne uproszczenia, a w teatrze umowność. Les Mis też w formie książkowej uwielbiam, a nie burzę się o to, bo musiałoby to trwać kilkadziesiąt godzin. NDdP mnie kupiło, świetną muzyką, porządnym librettem, w oryginalnej francuskiej wersji rewelacyjną obsadą (panowie są genialni, tylko Esmeralda mnie meha, wolałabym bardziej... niewinną), tancerzami (we francuskich musicalach też jestem tak średnio, ale rany, jak ja lubię te ich gigantyczne sceny, na których robią te wszystkie układy taneczne).
Ach, i Tu vas me détruire jest też prześliczne po rosyjsku Wink.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hersychia
Szpieg z Krainy Zmierzchowców



Dołączył: 05 Mar 2016
Posty: 2108
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa [*] / Poznań

PostWysłany: Czw 21:35, 02 Cze 2016    Temat postu:

A ja nie znosze ksiazkowych "Nedznikow", dobra ksiazka, ale nie dla mnie. "Katedra" ma lepsze i gorsze momenty (opis budynku na 30 stron...), raczej wychodzi na plus. Reszta tworczosci Hugo mi nie lezy.

Rowniez nie moglam przekonac sie do Esmeraldy. Jest za stara, zbyt... wyuzdana? to nie to, ale mam nadzieje, ze lapiesz te swiadomosc wlasnych atutow. Za duzy kontrast wychodzi z szesnastoletnia Fleur. I kocham Gringoire'a, po prostu.

"Wizard and I" to moim zdaniem najlepsza piosenka z "Wicked". Reszta jest prawie swietna. Odpowiednia muzyka, teksty, wokale, ale brakuje jakiejs iskry, szarpniecia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:39, 02 Cze 2016    Temat postu:

No a Nędznicy to moja ukochana książka obok Przeminęło z wiatrem, przy całej mojej nienawiści do Mariusa i Cosette.
Hugo jest strasznie depresyjny ogólnie, więc teraz już rzadko czytam. Znam jeszcze tylko Człowieka śmiechu.
Tak, wiem, o co ci chodzi, mnie też o to samo. Fleur też mnie nie zachwyciła, taka se była.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hersychia
Szpieg z Krainy Zmierzchowców



Dołączył: 05 Mar 2016
Posty: 2108
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa [*] / Poznań

PostWysłany: Pią 6:24, 03 Cze 2016    Temat postu:

Mnie denerwowal jeszcze Jean Valjean, mialam wrazenie, ze wiecznie przeprasza za to, ze zyje. Rozumiem, ze sa tacy ludzie, ze to dobra postac, tylko nie lubie takiego przekonania . Aaa, jeszcze jego relacje z Klozet odbieralam jako podszyta erotyzmem, co sprawialo mi dyskomfort.

"Czlowiek smiechu" jest dobry? Zainteresowal mnie kiedys opis w wikipedii, ale nie mialam okazji przeczytac.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:39, 03 Cze 2016    Temat postu:

Nie powiem ci niestety, czytałam to gdzieś w liceum i pamiętam tylko bardzo ogólne zarysy fragmentów fabuły.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Alla
Szpieg z Krainy Dreszczowców



Dołączył: 08 Sie 2014
Posty: 2736
Przeczytał: 51 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Pią 13:50, 03 Cze 2016    Temat postu:

Hersychia napisał:

"Czlowiek smiechu" jest dobry? Zainteresowal mnie kiedys opis w wikipedii, ale nie mialam okazji przeczytac.


Jest strasznie dołujący i taki... w stylu "wszystko to marność i nie warto żyć, bo i tak nic dobrego cię w życiu nie spotka". Za to jest bardzo dobry muzycznie i tekstowo rosyjski musical i piękny wizualnie [link widoczny dla zalogowanych].


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hersychia
Szpieg z Krainy Zmierzchowców



Dołączył: 05 Mar 2016
Posty: 2108
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa [*] / Poznań

PostWysłany: Pią 13:56, 03 Cze 2016    Temat postu:

Eee, to sobie odpuszcze.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:09, 06 Cze 2016    Temat postu:

Skoro już się tak rozpędziłam z musicalami, dziś Rudolf: Affaire Mayerling, znów Franka Wildhorna. Znów piękna muzyka i kompletnie idiotyczna fabuła.
Musical opowiada nam historię Wyelgiej a Niezrozumianej Miłoździ potomka Franciszka Józefa i Sissi oraz niejakiej Marii Vetsery. W tle Poważne Problemy Społeczne, ale nie za poważne, bo ballady o miłości są ważniejsze.
Już od pierwszej sceny wiemy, że biedny Rudi jest uciskany przez Zuą Żonę Sucz, która śmiała mu niemiło przypomnieć, że spóźnią się do teatru. Rudolf jest ogólnie biedną życiową sierotką (borze… nie jestem jakoś szczególnie przywiązana czy świadoma historii Habsburgów, ale mnie to boli; robienie suczy ze Stefanii też) i z ponurą miną idzie do teatru, chlać i patrzyć tępym wzrokiem. W tle trzeba szybko odhaczyć Poważne Problemy, to jest Prosty Lud jest oburzony Wystrojonymi Arystokratami. W teatrze jest już Makiaweliczny Hrabia Taaffe, przychodzi też hrabina Larisch z Vetserą, które nie wiedzieć czemu siedzą w loży, podczas gdy rodzina cesarska sadza dupy na parterze. Rudi jest Idealistą i chleje jeszcze więcej oraz co chwila kaszle. Nagle na scenę wbiega jakaś Prosta Kobieta i się zastrzelą, szok i niedowierzanie, oczywiście Rudi idzie ukazać swoją Wrażliwość i poklęczeć przy jej zwłokach, oczywiście Vetsera też przybiega i ich oczy spotykają się… no niestety nie w zatłoczonej Sali, ale w sumie nad trupem też jest bardzo romantycznie. Tak. Vetsera oznajmia, że czasem lepiej umrzeć jest jeden raz, niż umierać każdego dnia po trochu i podaje Rudiemu pistolet. Ojej, guembia.
Franciszek Józef drze mordę, że jak ktoś śmiał się zastrzelić podczas rocznicy jego panowania. I tak już będzie do końca. To znaczy, nie drama o rocznicę, tylko FJ sprowadzony do roli kretyna drącego mordę na wszystko.
Rudi jest Idealistą, więc przychodzi truć dupę tatusiowi o Ludzie i tak dalej i dlaczego mnie ojcze nie chce słuchać itd. Franciszek jednak aktualnie przeżywa inny ból dupy, tym razem o wywrotowe artykuły niejakiego Juliusza Feliksa. (Oczywiście już w tym momencie wszyscy domyślają się, że pisze je Rudi). A w ogóle to się zamknij i zainteresuj własną żoną i idź płodzić potomka. Rufi Cierpi, ojciec go nie rozumie, o mój borze. W zasadzie to mogłabym się przejąć ich konfliktem, mimo że jest kliszowy, muzyka jest całkiem porywająca, jakby fabuła była nieco mniej durna.
Później mamy jakieś Sceny z Życia Wiedeńczyków, poznajemy Kompletnie Niepotrzebną Postać Trzecioplanową, czyli Bragancę, a Mary jest szalenie uświadomiona politycznie i czyta felietony Juliusza Feliksa i oczywiście się nimi zachwyca. O loooooool… Znaczy, no dobra, też wolę oglądać inteligentną, energiczną dziewczynę, a nie niezbyt lotną firanę, ale poczekajcie, muszę iść się wyśmiać. Oczywiście Mary gardzi arystokratami, ale Larisch przekonuje ją, że Rudolf Nie Jest Jak Wszyscy.
Swoją drogą hrabina Larisch ma świetne cycki.
Rudolf, wciąż charcząc jak stary gruźlik, podziwia pistolet, w czym przeszkadza mu Zua Żona, przypominająca o kolejnym balu. Rudolf jęczy, że nie czuje się dobrze. Mój borze, to straszne, napisać ci zwolnienie z zajęć? Stefa żąda pomocy w wyborze naszyjnika, w końcu decyduje się na jeden, Rudi oznajmia, że jego matka zawsze go nienawidziła, na co Stefa, że w takim razie jest odpowiedni. Eee, rozumiem, że to ma być kolejny dowód biczyzmu Stefanii, ale sorry, jestem po jej stronie, słodka Sissi potrafiła być straszną suką.
Swoją drogą, nie wiem, czemu Rudolf mówi o niej w czasie przeszłym ani czemu Sissi się w ogóle nie pojawia, przecież jeszcze żyła.
W ogóle to oczywiście Stefa i Franz Joseph porównują Rudolfa do jego kuzyna Wilhelma, od którego Rudi jest naturalnie w każdym względzie gorszy.
Rudi na balu wciąż charczy, kicha i pluje na wszystkich. Serio, o co chodzi z tym wątkiem. No i tutaj rzeczywiście mamy oczy spotykające się w zatłoczonej sali. Mary też kicha, więc najwyraźniej ten wątek był po to, żeby zwrócić uwagę na to niezwykłe pokrewieństwo dusz. Mary oczywiście niemal natychmiast zaczyna opowiadać o artykułach Juliusza Feliksa, och, już mają poczucie, jakby znali się wiecznie. Oczywiście jednak Zua Stefa nie wiedzieć czemu chce zepsuć to porozumienie dusz. Dziwna jakaś.
Po balu Rudolf idzie do burdelu. Ale nie po to, po co chodzą tam normalni ludzie, Rudolf idzie ostentacyjnie i w milczeniu pocierpieć nad światem, chlać, palić, pisać rewolucyjne artykuły, ponuro wpatrywać w przestrzeń, opędzać się od dziwek i śpiewać miłosne duety z Vetserą.
Generalnie Frank Wildhorn ma jakiś niezdrowy fetysz burdeli, muszą być w każdym jego dziele, w Rudolfie, w Hrabim Monte Christo, w Jekyllu&Hydzie… no w Draculi nie ma, ale, no cóż, tylko de facto Razz.
Następuje scena z Makiawelicznym Taaffe, męczącym wydawcę gazety, tej od Juliusza Feliksa. Rany, odnoszę wrażenie, że jest to najpoważniejszy problem cesarstwa (tym bardziej, że Taaffe mówi „proszę przestać drukować jego artykuły i źródło nieszczęść wyschnie”).
W ogóle to jakie Taaffe ma kolumny w gabinecie… Takie wielkie… czerwone… falliczne…
I, eee, podczas swojej pieśni całuje i maca gigantyczny globus. Myślę, że Freud miałby tu wiele do powiedzenia.
Rudolf i Jacyś Ludzie spotykają się w spalonej redakcji gazety, żeby dyskutować o nowej Europie, po czym wręczają mu jakiś dokument, konstytucję, do podpisania, aby wyraził swoje polityczne sympatie. Rudolf jest niezbyt przekonany.
W ogóle to podziwiam zwięzłość tej konstytucji, ma aż jedną stronę.
Do redakcji, w której siedzi już samotnie Rudolf, przyłazi Vetsera z ogłoszeniem… znaczy, w zasadzie listem miłosnym do Juliusza Feliksa. Oczywiście Rudi jest tak poruszony, że od razu się jej przyznaje, że to on. Nie żeby to była jakaś tajemnica czy coś.
I wtedy następuje moja ulubiona chyba scena, otóż Rudi i Mary idą na lodowisko, ludzie sobie jeżdżą, jeżdżą, po czym nagle bałwan ze środka lodowiska, o psychodelicznym uśmiechu, wstaje i zaczyna tańczyć i jeździć z nimi. Borze, żeby wymyślić coś takiego, to już trzeba być nie na zwykłym kwasie, tylko na LSD zmieszanym z peyotlem i podlanym absyntem.
Już nie mówiąc o tym, że jak się robi musical o życiu Rudolfa, to chyba można by wymyślić coś ciekawszego niż chodzenie na łyżwy z Vetserą. Ale oczywiście mamy dzięki temu okazję do wspólnego kichania i porozumienia. A, no i Mary naturalnie musi wrzeszczeć na całe gardło ksywę Rudolfa.
Rudolfa przez cały czas śledzi przydupas Makiawielicznego Hrabiego, więc Rudi i Mary, żeby zrobić mu na przekór i sprowokować, śpiewają kolejną miłosną balladę i Rozmawiają o Ciężkim Życiu. Po raz pierwszy pada też Znacząca Nazwa Mayerling – jako pięknego miejsca, gdzie wszystko jest możliwe, piękne, cudowne etc. I wtedy nagle znowu wyskakuje bałwan, tym razem z latarnią, i oświetla całujących się Marię i Rudolfa. Borze, wtf.
Blablabla, jakieś polityczne pierdoły, oczywiście największych problemem jest znów Juliusz Feliks. Zaczynają podejrzewać Rudiego. Rudi posępnie pije z piersiówki. Bo nie wspomniałam, ale on to robi co chwila. Oczywiście Vetsera przychodzi go pocieszyć i zaśpiewać KOLEJNĄ miłosną balladę. Wiecie co, lubię romanse, nawet bez żadnej innej fabuły (chociaż wolę z), lubię smętne ballady, lubię ładne piosenki, ale litości, są jakieś granice (a to dopiero koniec 1 aktu).
2 akt zaczyna się piosenką Makawielicznego Hrabiego, jak to jest władcą marionetek i w ogóle, spoko, tylko nie wiem, dlaczego w tle jest przemieszczające się łóżko z Rudolfem w koszuli nocnej, nad którym wisi wisielec. Znaczy, rozumiem, że Rudolf też jest marionetką, ale dlaczego łóżko i piżama i dlaczego Taaffe wchodzi na to łóżko macać Rudolfa i dlaczego ten na nim siedzi w pozycji, jakby miał chorobę sierocą i dlaczego z hrabią tańczą panie w pończochach na głowach, i w ogóle, to już nie bardzo pojmuję.
Scena kończy się wrzaskiem Rudolfa wołającym Mary. Że niby to jego koszmar był. I okazuje się, że Vetsera sypia w gorsecie. Spoko, co kto lubi. Następuje przydługa i jakże potrzebna scena z Rudolfem zapinającym Mary suknię i obśliniającym łono. I wtedy nagle do sypialni wpada Stefa! I śmie pouczać Rudolfa! I histeryzować! I przypominać, że to ona jest jego żoną! No co za sucz… W ogóle nie ogarniam tej wielkiej awantury o dziwki, którą Stefa mu robi, po pierwsze Habsburgowie zawsze mieli kochanki, po drugie Stefa w tamtym czasie też, dawno jej na Rudolfie nie zależało. No ale to by trzeba było się zainteresować czymś innym niż czarno-białym, kliszowym romansem.
Rudolf oczywiście w trakcie tego siedzi obrażony na krześle , bo jeszcze by mu przyszło do głowy zareagować albo co.
W ogóle sorry, mimo usilnych prób przedstawiania Stefanii jako histerycznej suczy nierozumiejącej Prawdziwej Miłości, jestem totalnie po jej stronie. Nawet ta [link widoczny dla zalogowanych], chociaż histeryczna strasznie, jest jedną z bardziej sensownych rzeczy w tym musicalu – tak, Rudolf , serio, ona jest twoją żoną, czy tego chcesz, czy nie, a w ogóle to jesteś księciem, więc na litość, ogarnij się i rób, co należy. #teamstefa
Rudolf i Franciszek Józef znów drą na siebie mordy, bo Rudolf napisał do papieża z prośbą o anulowanie małżeństwa, Franciszek Józef nawet próbuje nawiązać jakieś porozumienie i zaczyna, że też jest mężczyzną i rozumie różne wpadki, na co Rudolf przerywa histerycznie, że Mary to żadna wpadka, to najważniejsza osoba w jego życiu! On chce mieć z nią dziecko! Prawowite! JKJP, ile on ma lat? Pięć? FJ mu pociska, że nie jest zwykłym obywatelem, jest nieodpowiedzialny, itd., itp. #teamfranzjoseph Ostatecznie Franciszek szantażuje Rudolfa, żeby się nie wydurniał, jeśli dba o Mary i jej rodzinę.
Rudolf śpiewa kolejną smętną pieśń, jak to mu ciężko i #życiessie. Borze. Na pocieszenie idzie sobie znowu poemować do burdelu. Rudolf jest oczywiście ponad sypianie z dziwkami, za to mamy kompletnie bezsensowną scenę z prostytutkami i Bragancą… naprawdę, nie wiem, po co on tu jest. Naprawdę nie rozumiem też tego burdelowego fetyszu.
Rudolf przygląda się temu z posępną pogardą, po czym wchodzi na bar i strzela. On ma naprawdę jakieś niedobory uwagi… Rychło jednak powraca do emowania nad swoim notesikiem. Ludzie w burdelu, zamiast się jakoś, nie wiem, przejąć, wyrzucić szaleńca (no dobra, może nie, to książę, ale jakoś zareagować), śpiewają radośnie o zabijaniu i seksie. Spoko.
I WTEM! Do burdelu wpada Vetsera, pod płaszczem w samym gorsecie, i robi wielką awanturę Rudolfowi. To jedna z tych scen, gdzie umysł nie ogarnia, co poeta miał na myśli. Po awanturze Vetsera wychodzi, Rudolf natomiast wykonuje orala… z pistoletem.
Następuje kolejna pieśń o wahaniu, odwadze, możliwych wyborach etc. On tylko w kółko o tym ględzi, zamiast zacząć coś robić.
Taaffe otwiera jakąś wystawę, Rudolf wygłasza przemowę o nowym stuleciu i zniesieniu różnic klasowych i porywa lud, a Taaffe toczy wokół podejrzliwym i powątpiewającym wzrokiem.
Bla, smętna pieśń Larischowej o życiu i Rudolfie. Vetsera i Stefania spotykają się w kościele i ucinają pogawędkę, Mary pyta tonem skrzywdzonej niewinności „dlaczego mnie tak nienawidzisz?”. JKJP… Bo posuwasz jej męża, idiotko? Wiecie co, wkurwia mnie, jak jest tu przedstawiana Stefania, po prostu wkurwia. Dziewczyna wpuszczona w przymusowe małżeństwo z niechętnym jej człowiekiem, flekowana przez uroczą teściową, tutaj została histeryczką, która rości sobie dziwne prawa do Rudolfa i staje na drodze Prawdziwej Miłości. Heloł, ona jest jego żoną, tak jakby ma owszem pewne prawa.
Później z Vetserą chce pogadać Taaffe, ta mu mówi, że jej związek z Rudolfem to prywatna sprawa. Taaffe reaguje tak jak ja, to znaczy wybuchem śmiechu i stwierdzeniem, że jeśli chodzi o rodzinę cesarską, to nic nie jest prywatna #teamtaaffe. Mary plecie bzdury o miłości, oboje bredzą coelhizmy i się kłócą o Rudolfa i maltretują ten nieszczęsny globus. W ich piosence jest najpiękniejsza metafora w tym musicalu, tj. „Chłodny wiatr owionął nasze serca/Nie pomoże futro z norek”. Szczerze mówiąc, nie wiem, czemu Mary się tak na tego Rudolfa uparła, w tej wersji jest o wiele za dobra dla tej sieroty życiowej, śliczna, energiczna i zdecydowana.
Rudolf postanowił w końcu podpisać tę konstytucję, a teraz emuje, że ojciec wydałby rozkaz zamordowania go, jakby tylko chciał z nim porozmawiać, że musi zostawić Mary, że zostawia jej list, opiekuj się nią, hrabino Larisch, blabla. Tymczasem rodzina Vetsery jest o krok od ruiny, ale ona nie wyjdzie za Bragancę, bo kocha Rudolfa i w ogóle foch. Mary czyta jakże romantyczny i rzewny list od Rudolfa i – tak, zgadliście – śpiewają kolejny miłosny duet.
Szkatułkę z konstytucją, która najwyraźniej jest radioaktywna, bo świeci w ciemności (szkatułka, nie konstytucja) oczywiście przejmuje Taaffe i zanosi Franciszkowi Józefowi. Najmniejsze zaskoczenie świata. Rudolf przychodzi akurat w porę, żeby zobaczyć, jak ojciec ją fajczy. FJ mu wrzuca, że jest niegodny bycia jego następcą i od dzisiaj to w ogóle będzie inaczej, Taaffe jeszcze żeby go dobić, przekazuje mu przesyłkę od Mary, z pierścionkiem, który Rudolf jej kiedyś dał. Jednakowoż jakoś tam tak się stało, że i Rudolf i Mary postanowili pojechać do Mayerlingu. No i oczywiście – tak, śpiewają kolejny miłosny duet. I wreszcie się zastrzelają. WRESZCIE. Na wielkim łożu, w otoczeniu świeczników i jakichś cieni postaci te świeczniki trzymających.
Wiecie co, ta muzyka znowu była naprawdę wporzo, naprawdę lubię aktorki od Vetsery i Larisch, inni też byli przyzwoici, ale co z tego, jak fabuła debilna.
No dobra, odkryłam, że Hrabia Monte Christo jest na YT z angielskimi napisami, teraz to pooglądam.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Wto 20:12, 07 Cze 2016, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17405
Przeczytał: 88 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:39, 09 Cze 2016    Temat postu:

O rany, w telewizorni właśnie się zaczyna "Obce ciało" Zanussiego, ponoć cudownie zły film. Chyba obejrzę!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17405
Przeczytał: 88 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 19:26, 11 Cze 2016    Temat postu:

Obejrzałam. Łojzicku, jaki to był nędzny film.

Głównym bohaterem jest niejaki Angelo, Włoch, który zakochał się w Kasi, Polce. Poznali się w jakiejś grupie modlitewnej, a teraz Kasia oznajmia, że wraca do Polski. I to nie tak o po prostu wraca, ale poczuła powołanie i ma zamiar wstąpić do klasztoru. Jest zdecydowana i nie zamierza zmienić zdania, co nie przeszkadza jej całować się z Angelo i jeszcze chwilę przed wyjazdem tańczyć z nim. Babo, albo jesteś pewna swojej decyzji i wtedy może przestań dawać nadzieję chłopakowi, albo jeśli jesteś rozdarta między nim a powołaniem, to może, nie wiem, wyraź to jakoś?
Kasię gra Agata Buzek i wygląda okropnie. Wychudzona do granic, jak śmiertelnie chora. Naprawdę zastanawiałam się, czy ona nie ma jakichś problemów ze zdrowiem.

Jeszcze w trakcie napisów początkowych poznajemy tatę Kasi, który jest ateistOM i wygłasza do niej Standardową Ateistyczną Mowę o irracjonalności wiary, kończąc ją jakże powalającym argumentem, żeby nie porzucała Angelo dla jakichś mrzonek, bo "taka ładna byłaby z was para". No doprawdy.

Kasia jednakowoż jest nieugięta, wraca do Polski i wstępuje do zakonu, zaś Angelo jedzie za nią i zaczyna pracę w Złej Korporacji. Tu poznajemy kolejne bohaterki: niejaką Kris i jej asystentkę Mirę.

Kris jest Złem Wcielonym, zimną korpobiczą, wyzutą z empatii, sympatii i wszelkich ludzkich uczuć. Mówi tonem zimnym i twardym, okazjonalnie wzbogacanym wrzaskami albo wybuchami sztucznego i jakże diabolicznego śmiechu. Oraz generalnie jest chamska i odnosi się do wszystkich pogardliwie – umówmy się, że nie będę o tym więcej wspominać, bo musiałabym co drugie zdanie. Jej twarz jest nieruchomą maską, uśmiecha się szczerząc zęby jak rekin, a kamera uwielbia pokazywać jej oczy - ciemne i puste, bez odrobiny blasku. Kris jest tak zła, że nawet bezdomny pies nie chce zjeść kawałka szynki, który rzuciła mu z powodu nagłego kaprysu, tylko obwąchuje go i odchodzi (a Kris w ataku wściekłości tłucze o ziemię talerzyk, z którego tę szynkę jadła).
Mira natomiast jest Złem Aspirującym.

W korpo jak to w korpo, bóstwem jest Awans i nasze bohaterki zrobią wszystko, żeby go dostać. Na samym początku mamy scenkę, w której Kris ruga jakiegoś swojego współpracownika za to, że dawno nie awansował. Nawiasem mówiąc, uświadomiłam sobie w pewnym momencie, że w filmie występują prawie same kobiety, mężczyźni - oprócz Angelo - są w głębokim tle, i zaczęłam się zastanawiać, czy film zdałby test Bechdel, tylko z zamianą płci (zdałby dzięki scenie w rosyjskim więzieniu, ale do tego jeszcze dotrzemy).

Angelo odwiedza Kasię w klasztorze. Rozmawiają przez kraty, a Kasia w pewnym momencie stwierdza "Skontaktuj się z ludźmi z Ruchu, oni ci pomogą". Ryknęłam śmiechem, bo w kontekście całej sceny, tych krat itd., wyglądało to, jakby dawała mu namiary na jakieś podziemie.
A może miało tak wyglądać...? W wizji Zanussiego przecież katolicy są we współczesnym świecie bezlitośnie prześladowani!

No właśnie, Kris i Mira zauważają, że Angelo nosi na palcu różaniec i postanawiają trochę się nad nim popastwić. Kris pisze maila, w którym nakazuje mu zdjąć tenże, bo w firmie zabronione jest noszenie jakichkolwiek symboli religijnych (co jest jej własnym wymysłem, jak zaraz wyjaśnia). Przy okazji pada też kwestia, że Angelo dostał pracę dzięki wujkowi w Watykanie; no już widzę jak wielka międzynarodowa korporacja zajmująca się energią ulega naciskom "wujka w Watykanie".
Angelo zjawia się w biurze Kris w związku z mailem i wyjaśnia, że owszem, on może różaniec zdjąć, ale wówczas ona będzie musiała mu udostępnić ten oto (leżący nie wiadomo skąd i po co w urządzonym nowocześnie i minimalistycznie biurze) dywanik modlitewny, gdyż albowiem ma zwyczaj pięć razy dziennie modlić się w kierunku Mekki, a gdyby tego zaprzestał, to ich arabscy kontrahenci poczuliby się obrażeni. Hahaha, szach-mat, lewacy!

Kris zabiera Angelo do opery, a kiedy ten ją później odwozi, zaczyna przystawiać się do niego z subtelnością pijanego Sebiksa na dyskotece. Serio, kto proponuje świeżo poznanemu facetowi zabawy z pejczem? Wkurzona odmową, Kris wrabia go w równie subtelny sposób: zachęca do wypicia wina, przekonuje, że w Polsce nic mu nie grozi za jazdę po alkoholu, a potem osobiście dzwoni na policję z informacją, że samochodem o numerach takich-a takich jedzie pijany kierowca. Angelo traci prawo jazdy.

Kris ma matkę. Adopcyjną. Matka była kiedyś... stalinowską prokurator. Serio, stalinowską prokurator. Prześladuje ją jakiś dziennikarz śledczy, chcący koniecznie wydobyć z niej prawdę o śmierci kogoś tam (oraz, zdaje się, jakoś na dniach ma się zacząć jej proces w związku z tą właśnie śmiercią). Matka nazywa się Róża Nilska, co imho jest jakże duptelną aluzją do generała Nila. Kris się wkurza, bo jeśli prasa zacznie się rozpisywać o przeszłości jej matki, może to zagrozić jej bezcennemu awansowi. Już widzę, jak wielka korporacja przejmuje się sekretami rodziców swoich pracowników, noale. Nawiasem mówiąc, z tą stalinowską prokurator to już naprawdę Zanussi przesadził; ja rozumiem chęć zohydzenia Kris do najdalszego pokolenia, ale z tego założenia wynika, że Nilska powinna się była urodzić gdzieś w latach dwudziestych, współcześnie być po 90-tce; tymczasem Kris wygląda na nie więcej niż 35. Kto pozwoliłby adoptować dziecko kobiecie +/- 60? Nie można jej było zrobić po prostu PRL-owską prokurator?

Gdzieś w międzyczasie Kasia doznaje nagłego ataku wątpliwości i stwierdza, że musi porozmawiać z Angelo, więc jedzie do niego do pracy (uprzednio oczywiście poprosiwszy matkę przełożoną o pozwolenie; w ogóle matka przełożona, grana przez Celińską, wydaje się jedyną sensowną osobą w tym filmie). Rozmawiają, a raczej Kasia wygłasza do niego kazanie o miłości, która jest silniejsza niż każda inna. Nie brzmi to jak wątpliwości i w ogóle nie wiem, czemu ta scena miała służyć. Oczywiście po drodze spotykają Kris, która częstuje ich pięknym rekinim wyszczerzem.

Pojawia się kwestia biznesów, jakie Zła Korpo robi z Rosjanami; jakiś przetarg, do jakiego właśnie staje. Kris zleca Mirze misję szpiegowską: ma uwieść przedstawiciela konkurencji i poznać ich ofertę; oczywiście nagrodą jest mityczny, wymarzony Awans. Mira wyrusza na łowy do klubu; z jakiegoś powodu ciągnie ze sobą też Angelo, ale możliwe, że tu coś przegapiłam i on na przykład zna tego człowieka, którego Mira ma uwieść i ma ich ze sobą zapoznać. (Na to wskazywałaby zresztą późniejsza scena, kiedy tamten dopada Angelo grającego w squasha i chce mu obić ryj, wrzeszcząc "Podesłałeś mi tę dziwkę, a ona wykradła mi dokumenty z komputera!" - na co Angelo odpowiada jakże inteligentnie - "to nie był mój pomysł".) Angelo oczywiście wygłasza kazanie o podrywaniu żonatych mężczyzn; Mira prycha mu w nos.
Powodzenie szpiegowskiej misji Kris i Mira świętują w łóżku.

Gdzieś w międzyczasie pojawia się Element Komiczny w postaci seansu hipnozy, któremu, nie wiadomo dlaczego, Kris poddaje się w pracy. Oczywiście co chwila ktoś jej przerywa, aż w końcu hipnotyzer wygłasza ostrzeżenie, że niewłaściwe wybudzenie hipnotyzowanej osoby może mieć tragiczne skutki, na co Kris od razu reaguje ogromnym zainteresowaniem. Och jejku, do czegóż to zmierza? - myśli widz. Och, drogi widzu, zaraz ci wyjaśnię! - reżyser przytupuje nogami z niecierpliwości i radośnie zaciera łapki. I oto już w następnej scenie widzimy matkę Kris pogrążoną w niespokojnym śnie, rzucającą się i coś mamroczącą, i hipnotyzera szykującego się do jej wybudzenia. Nie, jeszcze nie - zimno komenderuje Kris - niech jeszcze pośpi, tylko we śnie zdaje sobie sprawę ze swoich uczynków! Po tym seansie matka jeszcze budzi się normalnie, ale podczas któregoś kolejnego umiera, najmniejsze zdziwienie świata. Wezwany lekarz rodzinny Ma Wątpliwości; Kris zbywa go, a potem przypomina jeszcze, że obiecał jej załatwić „te tabletki, co robią dziurę w pamięci”. „Chce pani kogoś zgwałcić?” – „Takie żarty w obecności zmarłej???!!!”

Zła Korpo w osobach Miry, Kris i Angela jedzie do Moskwy. Przebijają ofertę konkurencji i wygrywają przetarg, zaś Angelo zostaje wrobiony we wręczenie komuś tam łapówki (oddaje mu walizkę, którą tamten rzekomo zgubił, co zostaje sfotografowane). Zostaje aresztowany, rosyjska prokurator namawia go, żeby się przyznał, to dostanie niższy wymiar kary, po czym trafia do więzienia, gdzie o mało co nie zostaje zgwałcony (bo stanął w obronie innego więźnia, którego właśnie chcieli zgwałcić). Wydaje się, że już tam zgnije, ale cóż to byłoby za opko bez Imperatywu Narracyjnego! Otóż Kasia ma sen, po którym dzwoni do ojca – i co się okazuje, ojciec jest tak ważną szychą, że załatwia zwolnienie Angelo z więzienia! I chyba też oczyszczenie z zarzutów, bo Angelo potem spokojnie wraca do Polski.

Tymczasem Kris oczekuje nagrody za swe wysiłki w postaci upragnionego awansu, ale się rozczarowuje, bo awans dostaje Mira. Wówczas wychodzi na taras w swoim biurze i potężnie gwiżdże na palcach, i ni cholery nie wiem, o co w tej scenie chodzi – czy ona chce w ten sposób zwołać współpracowników? Czy tylko wyrazić swoją frustrację? Potem jedzie na cmentarz i płacząc z wściekłości wypomina matce, że ta nawet po śmierci jej szkodzi (brak awansu rzekomo ma się wiązać z artykułami o Nilskiej, jakie ukazały się w prasie).

Mamy jeszcze przeplatające się sceny z Angelo miotającym się w deszczu i dobijającym do klasztornej bramy oraz z Kris, która zamawia sobie telefonicznie dwóch męskich prostytutków, po czym następuje najbardziej enigmatyczna scena seksu (albo nie wiadomo czego) w polskim filmie. Widzimy mianowicie tylko ramiona i twarz siedzącej na kanapie Kris, zaś cała akcja, o ile taka jest, toczy się w parterze, poza zasięgiem kamery. No dobra, mamy odgłosy – świst pejcza i „ała”. Kris jest obojętna, znudzona i naprawdę nie wiem, czym się zajmował ten facet w czarnych stringach, którego widzimy po chwili, oddalającego się w stronę łazienki. W łazience czeka drugi facet w czarnych stringach; ten pierwszy pokazuje mu ślad po pejczu i patrzy na niego z miną „no to teraz twoja kolej”.

Tymczasem Kasia składa śluby zakonne, zaś Angelo przygotowuje się do wyjazdu z Polski, ostatni raz rozmawia z Kris. Ta zdradza, jakie miała niecne plany wobec niego i naprawdę mam nadzieję, że mówi to żartem (trudno wyczuć, jest jak zwykle ponura), bo to brzmi jak wzięte prosto z kreskówki: otóż chciała odurzyć go tabletkami gwałtu i porzucić związanego na torach, aby umarł ze strachu, słysząc nadjeżdżający pociąg, wtf? Nawiasem mówiąc, w tej scenie pojawia się ostateczny dowód na to, że reżyser uważa widza za idiotę, któremu trzeba tłumaczyć, jak sołtys krowie na rowie. Otóż, od początku podejrzewałam, że imię Angelo jest nieprzypadkowe, ale teraz Kris wali otwartym tekstem „miałam nadzieję, że mnie nawrócisz, Angelo przecież oznacza anioła!”.

Tu jeszcze mamy rozwiązanie pewnego wątku pobocznego: na początku filmu Angelo poznaje pewnego młodego żebraka, który żebrze, żeby utrzymać ojca, wymagającego kosztownej opieki. Ojciec jest całkowicie sparaliżowany, nie może samodzielnie oddychać, jest podpięty do jakiejś aparatury, a syn wyjaśnia, że wystarczy parę minut przerwy w dostawie prądu, aby umarł. Podczas końcowej rozmowy Angelo z Kris w mieście wysiada prąd – i nie wiem, może nadinterpretuję, ale miałam wrażenie, że Kris sugeruje, jakoby za tymi wyłączeniami prądu, które rzekomo zdarzają się regularnie (wtf, to nie lata osiemdziesiąte) też stoi ich Złe Korpo. W każdym razie widzimy, jak młody żebrak biegnie zdyszany przez miasto, dramatyczna muzyka w tle, wpada do mieszkania… i cud, ojciec żyje i oddycha samodzielnie!

No i tak o. Angelo wyjeżdża, a złe korpobicze, prześladujące biednych, czystych i niewinnych katolickich chłopców, na koniec zostają same, wpatrując się w przestrzeń pustym i martwym wzrokiem. Co reżyser nam oznajmił ku wiecznej pamięci i przestrodze.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kura z biura dnia Sob 19:28, 11 Cze 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5865
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 20:46, 11 Cze 2016    Temat postu:

kura z biura napisał:
Kasię gra Agata Buzek i wygląda okropnie. Wychudzona do granic, jak śmiertelnie chora. Naprawdę zastanawiałam się, czy ona nie ma jakichś problemów ze zdrowiem.

Agata Buzek chyba jakieś ma.

Cytat:
Kris jest tak zła, że nawet bezdomny pies nie chce zjeść kawałka szynki, który rzuciła mu z powodu nagłego kaprysu, tylko obwąchuje go i odchodzi (a Kris w ataku wściekłości tłucze o ziemię talerzyk, z którego tę szynkę jadła).

To było nominowane do Węży 2015 w kategorii "najbardziej żenująca scena" jako "Pies, co nie chciał wędlin od złej kobiety" Very Happy

Cytat:
Przy okazji pada też kwestia, że Angelo dostał pracę dzięki wujkowi w Watykanie; no już widzę jak wielka międzynarodowa korporacja zajmująca się energią ulega naciskom "wujka w Watykanie".

I bardzo to spójne z wizją dyskryminowanych chrześcijan, którzy mogą się spotykać tylko w jakichś tajemnych kryptach, nieprawdaż.

Cytat:
Angelo zjawia się w biurze Kris w związku z mailem i wyjaśnia, że owszem, on może różaniec zdjąć, ale wówczas ona będzie musiała mu udostępnić ten oto (leżący nie wiadomo skąd i po co w urządzonym nowocześnie i minimalistycznie biurze) dywanik modlitewny, gdyż albowiem ma zwyczaj pięć razy dziennie modlić się w kierunku Mekki, a gdyby tego zaprzestał, to ich arabscy kontrahenci poczuliby się obrażeni. Hahaha, szach-mat, lewacy!

Ten dywanik jest tak zupełnie od czapy, że chyba rzeczywiście przekaz "Szach-mat, lewacy" był tu jedynym powodem, dla którego Zanussi sobie tę scenę wykoncypował.

Cytat:
zachęca do wypicia wina, przekonuje, że w Polsce nic mu nie grozi za jazdę po alkoholu, a potem osobiście dzwoni na policję z informacją, że samochodem o numerach takich-a takich jedzie pijany kierowca. Angelo traci prawo jazdy.

Ale zauważ, jaka nasza policja sprawna: Kris podaje sam numer rejestracyjny, a policjanci doskonale wiedzą, gdzie ten samochód przydybać!

Cytat:
Angelo oczywiście wygłasza kazanie o podrywaniu żonatych mężczyzn; Mira prycha mu w nos.

Mira nie dość, że na misję zaciągnięcia gościa z konkurencyjnej Korpo do łóżka zabiera Angelo nie wiadomo po jaką cholerę - tzn. po to, żeby była okazja do wygłoszenia przez nią manifestu Złej Kobiety Wyzwolonej i do wyłożenia widzom jak najdosłowniej dysputy światopoglądowej - to jeszcze jawnie tego gościa uwodzi na oczach jego żony siedzącej kilka metrów dalej. Iście szatański plan.

Cytat:
Tu jeszcze mamy rozwiązanie pewnego wątku pobocznego: na początku filmu Angelo poznaje pewnego młodego żebraka, który żebrze, żeby utrzymać ojca, wymagającego kosztownej opieki.

Żebrak ma w sobie zbyt wiele dumy, żeby powiedzieć, że zbiera na chorego ojca. O nie, on hardo będzie utrzymywał, że to na piwo! Jednak Angelo doskonale go rozpracowuje i wie, że prawdziwy powód musi być inny, przecież ludzie nie mogą po prostu zbierać pieniędzy na piwo. Tak się nie zdarza.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin