Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Leijiverse (Harlock, Yamato, Galaxy Express i spółka)
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 19:12, 02 Mar 2015    Temat postu: Leijiverse (Harlock, Yamato, Galaxy Express i spółka)

Dobra, spamujemy świat Leijiversum. Jak ktoś nie zna, a chce się dać zasapmować - są to anime, konkretnie space opery, których ojcem jest Leiji Matsumoto, głównie z lat '70-'90, w porywach 2000, a teraz (2012, 2013) zaczynają dokręcać remake'i i przeróbki starszych serii (Harlock 2013 i Yamato 2012). Najbardziej znane serie Matsumoto to: Space Battleship Yamato (od 1974), Captain Harlock (1978) i Galaxy Express 999 (1978). Znany jest z tego, że większość jego tworów to jedno wielkie uniwersum, stąd nazwa Leijiversum/Leijiverse. Tutaj Yamato to akurat osobna historia, ale już na przykład taki Harlock pojawia się nie tylko jako główny bohater, ale ma też mniejsze lub większe wystąpienia w praktycznie wszystkich pozostałych seriach, tak samo Maetel to jeden z częściej przewijających się elementów. Sam Leiji Matsumoto jest mangaką, ale mangi lepiej nie tykać, bo poza ładną kreską bardzo podnosi ciśnienie i ciskałabym laptopem o ścianę, bo zachowanie bohaterów było zazwyczaj bardzo nie fajne (galopujący szowinizm i te sprawy). Natomiast Metaumoto o wiele lepiej sprawdza się w zarzucaniu pomysłu, który potem scenarzyści i reżyserzy realizują. Harlock, Maetel czy Kodai to postacie wręcz kultowe w kręgu starej animacji.

Ewolucja w temacie o LoGH-u napisał:
Co do Leijiversum - a raczej Harlockversum - na chwilę obecną mam trochę zaległości, jak SSX czy film z 2013 (zbyt bałam się zmian, żeby obejrzeć Smile ). Niestety, wszystko gdzie nasz ulubiony pirat się nie pojawia leży odłogiem. Zupełnie nie znam choćby Yamato poza świetną piosenką - w konsekwencji i Deslera.


To w krótkich słowach. A szerzej - imo SSX jest najzajebistszą rzeczą z Leijiverse i absolutnie wielbię tę wersję Harlocka miliard razy bardziej, niż wszystkie inne (no, może pierwszy sezon jeszcze wybija się pod tym względem, ale w dalszym ciągu SSX jest zajebistsze). Harlock wzbija się na wyżyny bycia uroczą, puchata kulką, która można wymyziać, taka jest fluffna (pomijając oczywiście fakt, że to badass nad badassy, ale to cecha wspólna wszystkich serii). No i od tego momentu absolutnie i nieodwołalnie uwielbiłam też Tochiro, bo to jeden z najzajebiściej przedstawionych wątków przyjaźni, na jaki się natknęłam (nawet Reuenthal-Mittermeyer niespecjalnie może z tym konkurować).
A co do filmu z 2013, to obawiam się, że twoje podejście jest bardzo słuszne. Sama oglądałam go przed wszystkim i to było dobre wyjście, bo dzięki temu mogłam się na nim świetnie bawić, zamiast narzekać, że Harlock jest zupełnie nie tak, jak powinien być. (No, w dalszym ciągu bardzo lubię Harlocka filmowego, mimo że to wybitne emo z kolekcją mózgożernych karaluchów, a z pierwowzorem to on nie ma za dużo wspólnego). Gorzej, że jeśli byś chciała sobie kiedyś poczytać fanfiki, to jednak ich lwia część to niestety uniwersum filmowe (a ja byłam na takim głodzie, że czytam nawet te, w których występuje Yama, co ja robię ze swoim życiem?).
Ogółem z tej części uniwersum mam obejrzane wszystko, co było do obejrzenia (został mi tylko serial Queen Millenia, ale dlatego, że nigdzie nie wisi w całości, a nie chcę go rozgrzebywać do połowy), co zajęło mi jakieś 2-3 miesiące. Na pewno miesiąc na ogarnięcie wszystkich Harlocków, a potem drugi na samą główną serię Galaxy Express (nie wiem, czy warto, imo film jest lepszy, ale to jednak klasyk). Z Yamato zostały mi chyba z dwa filmy. Imo najlepiej się nie spieszyć i nie myśleć, że zostało oglądania na dwa lata życia, ale tak sobie powoli przez to iść. Akurat Harlocki są bardzo niejednorodne, ale już GE999 czy Yamato to wszystko podobna stylistyka/konwencja, więc łatwiej się wkręcić, nie ma takiej sytuacji, że nagle przenoszę się między klasyczną space operą, westernem a horrorem.
Ale nawet nie wiesz, jak się cieszę, że znasz Cosmo Warrior Zero ^^ To nawet w angielskim fandomie bardzo niszowa seria, a uwielbiam ją całym sercem. Oglądałam do tej pory dwa razy - najpierw znokautował mnie dubbing, ale za drugim razem natychmiast się wślurpnęłam. No i Zero jest absolutnie uroczy, im bardziej nad tym myślę, tym bardziej chłop mnie rozczula. I w dodatku ma kilka swoich dziwnych odchyłów, w których nadawałby się do terapii grupowej z niektórymi Reiniadmirałami (https://www.fanfiction.net/s/10837600/1/Therapy - uwielbiam ten fafrolec).

Jeśli chodzi o Yamato, to rzeczywiście dobrze go sobie zostawić na sam koniec, bo to już historia zupełnie nie związana z Harlockiem czy Maetel. To najpierwsze serie Matsumoto i tutaj złozami są znowu (?) aliensi, a nie roboty, co mi akurat pasuje. I główny problem jest taki, że Yamato się straaasznie powoooli rozkręca. Tak jak w tej chwili absolutnie truloffię Kodaia i Deslera, tak ten pierwszy zaczął się wykazywać dopiero pod koniec pierwszej serii (a naprawdę to truloffienia zrobił się na przełomie drugiej i trzeciej, z tym że Tomiyama Kei, więc już wcześniej zwracałam na niego uwagę), natomiast ten drugi to w ogóle historia specjalna. W sezonie pierwszym był takim typowym złym złolem, który chce zniszczyć Ziemię, nawet rechotał mrocznie i w ogóle. W sezonie drugim miałam "no nie, a on jeszcze żyje, zabierzcie go!" i ogółem Desler przez większość czasu antenowego skupiał się na udupieniu Yamato. A potem w trzecim zrobił się Zajebisty przez wielkie Z. Wreszcie pokazał się jako genialny, odpowiedzialny dowódca, który absolutnie wszystkimi metodami będzie walczył o swoją planetę i ludzi (co było w zasadzie jego motorem działań w pierwszym sezonie, tylko się maskował), jest co prawda bardzo ambitny i przekonany o potędze swojego kraju (w sumie słusznie, bo właściwie sam UCZYNIŁ go potężnym), ale również to ktoś, kto za wszelką cenę będzie dotrzymywał zobowiązań, jak już zostanie czyimś sojusznikiem, to nie ma zmiłuj, no i również zdarza mu się pokazywać bardzo fluffiaste momenty. No i ma bardzo ładny Nos.
Z kolei w nowej serii Yamato Kodai to straszliwy burak a Desler to psychopata. Gorzej, że poza tym faktem i zmasakrowanymi projektami postaci mnóstwo rzeczy jest poprowadzone zajebiście, mnóstwo nowych rzeczy pojawia się o Gamilionie i ogólnie antagoniści robią się absolutnie miodni (no i jeszcze Gahle Gamilion!), aż żal ściska, że tak spieprzyli dwie najważniejsze postacie.
Yamato ma jeszcze wadę w postacie serii Świętych Dziewic Ratujących Dzień w Ostatniej Chwili (kolejno: Starsha, Teresa i Ruda), które w pewnym momencie zaczynają być strasznie wpieniające, ale zakładam, że to po prostu taki klimat. Szczególnie trzeci sezon najmocniej na tym ucierpiał, ale nie można mieć wszystkiego. (Ogółem, to jestem na dobrej drodze do napisania recenzji, jakby cię to interesowało szerzej).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 20:57, 02 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
A co do filmu z 2013, to obawiam się, że twoje podejście jest bardzo słuszne. Sama oglądałam go przed wszystkim i to było dobre wyjście, bo dzięki temu mogłam się na nim świetnie bawić, zamiast narzekać, że Harlock jest zupełnie nie tak, jak powinien być.


Aha, miałam nosa. Chociaż właściwie już mija rok od kiedy oglądałam coś z Harlockiem, entuzjazm opadł więc może zdzierżę. Na pewno to będzie lepszy powrót niż zaczynanie SSX w połowie LOGHa bo stracę całkiem kontakt ze światem materialnym Very Happy. Ale skoro SSX jest najzajebistszy to będzie następny w kolejce.

Cytat:
Ale nawet nie wiesz, jak się cieszę, że znasz Cosmo Warrior Zero ^^ To nawet w angielskim fandomie bardzo niszowa seria, a uwielbiam ją całym sercem. Oglądałam do tej pory dwa razy - najpierw znokautował mnie dubbing, ale za drugim razem natychmiast się wślurpnęłam. No i Zero jest absolutnie uroczy, im bardziej nad tym myślę, tym bardziej chłop mnie rozczula. I w dodatku ma kilka swoich dziwnych odchyłów, w których nadawałby się do terapii grupowej z niektórymi Reiniadmirałami


Ja też bardzo się cieszę, że znam bo to jedna z nielicznych nowych produkcji która mnie ujęła. Zwłaszcza odcinki na ichniejszym dzikim zachodzie Smile. To dziwne, że nie znalazła uznania w fandomie. Nie spodziewałabym się tego sądząc po łatwej dostępności, nie pamiętam nawet czy nie widziałam go z polskimi napisami.
Sama postać Zero bardzo podobała mi się w czasie oglądania , ale teraz niestety pamiętam mu głównie te bardziej denerwujące cechy i odchyły. Najbardziej mnie boli, jak wspomniałam przy LOGHu, ta jego Merkatzowość, czyli wierność kiepskim zwierzchnikom.
Pozostałe serie nie są aż tak dobre, zwłaszcza te recyklingowe jak Gun Frontier czy Ozuma. Właściwie ostatnie anime ze stajni Leijiego które skończyłam to Ozuma i przez niego ta przerwa w oglądaniu. Co prawda miał kilka ciekawych pomysłów jak morza piasków ale ogólnie był bardzo, bardzo nużący.

Cytat:
Ogółem z tej części uniwersum mam obejrzane wszystko, co było do obejrzenia (został mi tylko serial Queen Millenia, ale dlatego, że nigdzie nie wisi w całości, a nie chcę go rozgrzebywać do połowy), co zajęło mi jakieś 2-3 miesiące. Na pewno miesiąc na ogarnięcie wszystkich Harlocków, a potem drugi na samą główną serię Galaxy Express (nie wiem, czy warto, imo film jest lepszy, ale to jednak klasyk).


Ta trudna dostępność jest największą niewygodą w poznawaniu uniwersum. Co prawda nie boli mnie brak dostępu do Queen Milennii, bo w samym filmie męczennictwa i idealnych postaci było zdecydowanie za dużo ale pierwszy film Galaxy Express to mój ulubieniec i chciałabym jeszcze zobaczyć bogatszą wersję nawet za cenę kompletnego zawodu.
Zauważyłam, że Leijiversum musi być bardzo popularne w krajach hiszpańskojęzycznych bo dużo łatwiej trafić na takie tłumaczenia starszych serii niż na angielski

Yamato zapowiada się świetnie z tego co mówisz, ale rozgrzebywać trzecią serię naraz? Hym, hym, no może chociaż odcineczek na spróbowanie... to musi być na początek oryginalna seria, czy może film z 1977 się nada?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:16, 02 Mar 2015    Temat postu:

LoGH-a akurat lepiej nie przerywać, bo potem wszystko się totalnie miesza. Sama miałam chwilę przerwy jakoś na początku trzeciego sezonu i jak wróciłam, to znowu nie odróżniałam Wahlena od Lutza :C

W filmie 2013 najbardziej mi się podobało, że on był tak cudownie ŁADNY. Nawet jeśli Harlock wyglądał o jakieś dziesięć lat za młodo, to ogółem tła, szczegóły, kosmosy i wszystko było absolutnie epickie, a animacja włosów mnie rozkłada na łopatki. Ogółem to moje oglądanie filmu (cztery razy) składało się z dzikiego kwiku, jakie to wszystko jest ładne, i przez to niespecjalnie zwracałam uwagę na to, że fabuła jest zdeka kretyńska. (Ale nie wiem, czy warto ze mnie brać przykład, bom straszliwie płytka).

O tak, W CWZ odcinki z Gun Frontier są zdecydowanie najlepsze. W ogóle ujmuje mnie to, jak ta seria jest w stanie mieszać zabawne i poważne elementy. Z jednej strony Ishikura&co ganiają się z dziką krową po mieście, a miejscowi chcą wieszać Tochiro za rozlanie whiskey, a tu nagle tematyka przechodzi do lojalności, przyjaźni i poświęcenia, a Zero wbija na dzielnię, żeby dać Ishikurze w pysk. No i do mnie strasznie przemawia sama idea Space Westernu i zawsze kombinuję jak się da we własnych tworach, żeby było trochę patatajania po stepie i takich rzeczy.
Co do Zero... Cóż, chyba zaczęłam go lubić w momencie, kiedy stwierdziłam, że on taki puchaty i biedny, bo ja lubię puchate i biedne. Ale tak bardziej konstruktywnie - zawsze podobała mi się taka kreacja osoby bardzo kompetentnej, odpowiedzialnej i w ogóle, która ma bardzo wyraźne momenty słabości i nieradzenia sobie ze światem, ale stara się zachowywać to dla siebie, nie obciążać tym innych i działać jak najodpowiedzialniej nawet pomimo swoich mózgowych karaluchów (z rzędu "zajęli Ziemię i wymordowali ludzi, a ty nic nie zrobiłeś i nie byłeś w stanie nikogo ochronić"). No i on ma charakter taki bardzo Mittermeyerowski, czyli że to najsympatyczniejszy człowiek, po prostu do rany przyłóż, ale jak trzeba, to potrafi działać bardzo stanowczo, z przytupem, ma swój bardzo wyraźny kodeks moralny, którego się trzyma. No i celowo bardziej go przyrównuję do Yanga niż do Merkatza. Zero sobie postawił za zadanie, że broni Ziemskiego rządu, jakikolwiek by on nie był, bo w ten sposób broni ludzi na Ziemi - i nawet, jeśli rząd został przejęty przez najeźdźców-robotów, to Zero mówi trudno, mój cel się nie zmienił. (Chociaż prawda, że Yang by w tym momencie przeszedł na emeryturę i w tej kwestii Zero jest jednak podobniejszy do Merkatza).
Bardzo też lubię tamtejszą wersję Harlocka. Może i ma mało wspólnego z, eee, wszystkimi innymi seriami, ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że po dziesięciu latach mógłby wyjść z niego ktoś taki jak Harlock z pierwszej serii (bo tyle mniej więcej stawiam między nimi różnicy). W dodatku jedna jedyna osoba z angielskiego fandomu CWZ, którą znam, pisze o nim i Zero naprawdę urocze Fluffy (Cinerari, którą już linkowałam wyżej. Mój faworyt to [link widoczny dla zalogowanych]).
Co do dostępności, to kiedy oglądałam go pod koniec zeszłego roku, to właśnie był absolutnie fatalnie dostępny - znalazłam go tylko na jakiejś podejrzanej stronie z dubbingiem, a OVA w ogóle nie jestem w stanie nigdzie dorwać (ale przekopanie się przez tony kadrów i gifów daje mi pewien obraz sytuacji). Prawdopodobnie co jakiś czas są akcje kasowania filmów wiszących w sieci i widać właściciele CWZ musieli się ocknąć niedługo wcześniej, zanim ja zaczęłam oglądać.

Pamiętam, że Gun Frontier mnie całkiem bawił (tak, dowcipy ze zjadanymi końmi też, boru, jestem podła) i podobał mi się też ten taki postaciowy switch, że teraz to Tochiro jest głównym bohaterem, a Harlock przydupasem, ale nie wciągnęło mnie na tyle, żebym chciała do tego wracać (nawet dla kadru z klatą Harlocka). Ozumy nie widziałam, bo spoza uniwersum oglądałam tylko Yamato, ale kiedyś zamierzam zerknąć. Słyszałam opinie, że Ozumie bardzo zaszkodziło to, że skompilowali ją do tak małej ilości odcinków. Jeszcze czaję się na Ralaxy Railways, ale to z kolei jest beznadziejnie dostępne - to jedna z naprawdę nielicznych serii z Leijiverse, do której nie udało mi się żadnymi drogami dokopać.

Ja Queen Millenię zamierzam oglądać bynajmniej nie dla samej Promethium, która jest wyjątkowo słaba (tak samo zresztą jak wkurza mnie Maetel i ogólnie ten typ Lejioversowych kobiet, których jest mnóstwo w Yamato), ile dla faktu, że ponoć w kilku odcinkach ma się tam pojawić Leopard, a od czasu Space Symphony Maetel jest moim kolejnym truloffem (tylko o nim ciągle zapominam, bo SSM było straszliwie słabe i ogółem nikt o Leopardzie nie wspomina w fandomie).
Natomiast z Galaxy Express mam bardzo duży problem. Oglądałam go przed filmem, powoli, po 3-4 odcinki, bo to jest coś, co właściwie ciężko wziąć maratonem (w maratonie dobijam do 26 dziennie, ale muszę mieć spokój od reszty życia). Każdy odcinek to osobna historia na osobnej planecie, czasami tylko zdarzają się takie na 2-3 odcinki, ale ogółem to jest po prostu taka seria opowiadań. Widać, że to było kierowane do dzieci, bo większość odcinków ma bardzo wyraźny morał i widać, że to miało spełniać podobną funkcję, jak nasze, Europejskie bajki. Nawet nie miałabym nic bardzo przeciwko, gdyby nie fakt, że te morały powtarzały się ciągle i ciągle w bardzo podobny sposób, tak że w tej chwili miałabym duży problem, żeby przytoczyć więcej niż kilka historyjek. Moim ulubionym bohaterem był Konduktor i to chyba jego odcinek poruszył mnie najbardziej, mimo że scenarzyści chyba aż tak specjalnie nie próbowali, w przeciwieństwie do innych odcinków (nie będę tutaj spoilerować, ale po prostu było mi go bardzo, bardzo szkoda). Oczywiście wyszukałam sobie wcześniej w których odcinkach pojawiają się Harlock i Emeralda (oboje mają dosłownie po jednej historyjce i to nie są jakimiś głównymi bohaterami). Jedyną chyba przewagą nad filmem jest to, że na przestrzeni tych stu iluś odcinków rzeczywiście widać, jak relacja Tetsuro i Maetel się rozwija i na koniec ich głęboka więź ma bardzo głęboki sens - tymczasem w filmie miałam uczucie, że ona wzięła się trochę znikąd i Tetsuro właściwie nie ma powodu, żeby Maetel tak ufać. Ale poza tym po prostu nie ma porównania. Film niszczy mnie absolutnie emocjonalnie - zaczynam ryczeć mniej więcej na Titanie, podczas spotkania z matką Tochiro, kończę kiedy Tetsuro wylatuje z Heavy Melder. I właściwie tylko ten fragment filmu mnie interesuje, ale jak resztę dają, to biorę. Tochiro jest absolutnie cudowny i właśnie w takiej wersji go tak uwielbiam (a nie w tej głupkowato-wesołej z CWZ czy Gun Frontier). Zresztą to dla mnie moja druga ulubiona scena jego śmierci, jakkolwiek to brzmi.

Pierwszego filmu do Yamato nie ruszaj, on jest zuyyyy! Właściwie to nie jest film, to jest streszczenie i nie mam pojęcia, do kogo miało być skierowane. Na pewno nie do osób nie znających serii, bo w filmie nie ma jakiejś porażająco spójnej fabuły, a raczej bardzo przyspieszone i przycięte do maximum wypunktowanie tych dwudziestu iluś odcinków serii głównej - jakby ktoś nie zainwestował w nowy scenariusz, tylko wziął stary i powycinał trochę scen, żeby zmieścił się w filmie. Wszystkie inne filmy do Yamato zostały zrobione normalnie, czyli po prostu napisali scenariusz na podstawie oryginału (a np. film do drugiej serii podobał mi się chyba nawet bardziej niż wersja dłuższa, a przynajmniej miał sporo bardzo mocnych momentów, przede wszystkim końcówkę), tylko ten pierwszy to takie nie-wiadomo-co, jakby w studiu jeszcze nie do końca ogarnęli koncepcję adaptacji filmowej.
(I tak, uważam, że lepiej się jednak ograniczyć z rozgrzebanymi rzeczami, bo potem się wszystko pomiesza. Chociaż mi to pewnie łatwo mówić, bo jak oglądałam, to byłam na bezfandomowiu i nikt mnie nie poganiał, że "a wieź zobacz jeszcze to, jakie zajebiste").

(Przepraszam za tę epistołę, już więcej nie będę. Po prostu się cieszę jak głupia ^^).

E: nadprogramowy przecinek


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Pon 22:17, 02 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 6:04, 07 Mar 2015    Temat postu:

Ok, obejrzałam „Space Pirate Captain Harlock” z 2013 roku, zdążyłam ochłonąć i mogę cokolwiek napisać.
Mam za sobą trzy seanse. Nie dlatego, że film mnie zachwycił, o nie.
Do pierwszego usiadłam spokojnie i bez podejrzeń z karteczką i ołóweczkiem żeby spisywać na bieżąco wrażenia z seansu. Niestety nie jest zbyt pomocna bo zawiera głównie ciąg „co? Ale że co? No chyba kurde nie nonibyjakcożecoHOLD THIS RETARDATION”. I dalej już tylko dużo „co”. I mały rysunek Yanga, wykonany w chwilach gdy akurat było bardziej nudno niż głupio. Dopiero po paru dniach zebrałam się w sobie żeby spróbować kolejnego seansu i odpowiedzieć na pytania z karteczki Smile .
Za pierwszym razem wybrałam angielską zdubbingowaną wersję, za drugim – japońską z angielskimi napisami. Okazało się, że to raczej dwa osobne filmy niż dwie wersje językowe. Dzisiaj obejrzałam równolegle ważne sceny obu wersji, porównałam i mogę w końcu wypowiedzieć się w miarę konstruktywnie. Oprę się o wersję japońską, bo angielska to jakaś abominacja, o czym napiszę osobno.

Historia jest teoretycznie podobna do tego, co można zobaczyć w serialach – klasyczne ratowanie świata. Niestety twórcy kombinowali jak mogli. Przekombinowali tak, że gorąco kibicowałam porażce załogi Arkadii. Ich plan to dokładnie coś, co planowałby klasyczny czarny charakter. No i sam Wielki Twist Fabularny – rozumiem, że miał dodać pieprzu i niejednoznaczności Harlockowi ale to jest kurczę znęcanie się nad postacią. Jemu nie każe się popełniać Tragicznych Błędów i nie obciąża Tajemniczą Klątwą (ktoś tu oglądał Piratów z Karaibów). Po prostu nie, ma być perfekcyjny z definicji.
Najgorsze, że zabrakło mu charakteru i ludzkiego pierwiastka. 90% uroku postaci poooszło. Ile by nie pozował, nie walczył i dumnie nie powiewał czym się da, Harlock który nie dogaduje się z załogą (ba, z Tochiro!) , dużo gada i miga się od odpowiedzialności (zamiatanie pod dywan level expert: zepsuło się? Wysadźmy wszechświat zanim ktoś zauważy) to nie Harlock.
Załodze też urwało, nie tylko od ważniejszych członków (kota, lekarza, kucharki) ale też od charakteru . Może i mówi się o wzajemnym zaufaniu i pomocy ale nie za bardzo je widać. Specyficzne, miłe ciepełko na Arkadii to dla mnie podstawa opowieści. Bez niego cała historia traci sens i staje się banalną taśmową produkcją o gościach z dużymi maszynami.
I tu angielska wersja idzie jeszcze dalej. Wyrywa z dialogów wszystko, co zostało z oryginału i dopycha frytkami. Postaci stają się wredne i cyniczne, rzucają onelinerami i w ogóle bardzo starają się przypominać bohaterów tandetnych filmów akcji. Załoga żre się między sobą, oficjalnie anonsuje kapitana zanim ten wejdzie na pokład (przypomnę, że w serialu burczy żeby uważał jak lezie bo im pionki poprzewraca)i jednocześnie obmawia go za plecami. Harlock nie pozostaje im dłużny – scena w której aksamitnym głosem każe Kei odpalić ładunek na Ziemi to prawdziwa perełka skurczysyństwa. Przy takich postaciach rozważania narratora i Harlocka tracą sens, więc też są pozmieniane. W efekcie zamiast nostalgii zostaje pseudointelektualne pierdololo.
Wystarczy powiedzieć jak wyglądają analogiczne fragmenty obu wersji i porykiwać przy każdym z bólu jak ranny łoś, bo mówią same za siebie:
w japońskiej uwięziona załoga Arkadii roztrząsa brak wzajemnego zaufania. W angielskiej – czy pani oficer przespała się z kapitanem.
Japońska – gdy Harlock jest w niebezpieczeństwie ludzie boją się co bez niego poczną, angielska – zastanawiają się po co go ratować i kto będzie następnym dowódcą.
J.: Harlock i Yama dziękują Ezrze za pomoc, gdy ten umiera. A: Harlock go ignoruje a Ezra zdąża jeszcze szybko dodać, że bynajmniej nie zrobił tego dla brata i w ogóle GTFO.
I tak dalej, i tak dalej. Na plus można policzyć dwa zabawne teksty, całkiem dobrą grę aktorów podkładających głosy i świetną piosenkę z trailera (niestety nie pojawia się w samym filmie).

Podoba mi się animacja, chociaż jest bardzo nierówna. Statek wynurzający się z dymu i próbny strzał wielkiego działa są przepiękne, za to kwiaty toporne i sztuczne. Bardzo ładnie zmieniono projekty ludzi-kartofli (Tochiro, Yattaran) na realistyczne ale wnętrza statku i spiczaste konstrukcje Gai sa bardzo przekombinowane.

Także podsumowując - jakoś przejdę nad tym dziełem do porządku dziennego ale lecę szukać SSXa Laughing .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 13:14, 07 Mar 2015    Temat postu:

Chwila, chwila
Cytat:
w japońskiej uwięziona załoga Arkadii roztrząsa brak wzajemnego zaufania. W angielskiej – czy pani oficer przespała się z kapitanem.

WHAT THE FUCK?!

(Reszta konstruktywnego komentarza za chwilę, idę zbierać mózg rozjebany).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3527
Przeczytał: 12 tematów

Pomógł: 32 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 13:38, 07 Mar 2015    Temat postu:

Jeśli chodzi o dostepnosc- Parę lat temu jak szukałam po angielsku był dostępny tylko dubbingowany zlepek "Captain Harlock and the Queen of a Thousand Years " i musiałam oglądać z hiszpańskim dubbingiem. Gdzieś tam też żyję wersja francuska.
Ale za to film był jedną z moich pierwszych recenzji na Tanuku. Smile [link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:16, 07 Mar 2015    Temat postu:

Queen Millenia jest do połowy przetłumaczona na kissanime i co jakiś czas pojawiają się tam kolejne odcinki, więc chyba poczekam aż wrzucą całość. Z hiszpańskim i francuskim (czy w ogóle jakimkolwiek poza angielskim) dubbingiem mi bardzo nie po drodze. W ogóle to nie mogę przeboleć, że Leijiverse zagarnął francuski fandom, a nie angielski, bo gdzieś tam w internecie ludzi piszą fanfiki, a ja nie mogę ich przeczytać :<
Tanuki z zasady unikam jak ognia, bo zazwyczaj te recenzje tylko podnoszą mi ciśnienie, ale te twoje o Queen Millenia i GE999 bardzo mi się spodobały. Znaczy, z Queen Millenia miałam jeszcze ten problem, że ja strasznie nie lubię Maetel, a Promethium to była właśnie taka Maetel wersja rozszerzona i nawet niespecjalnie mogłam się skupić na konflikcie Ziemia - La Metal, bo sama obecność Yayoi mnie denerwowała. Ale pod recenzją GE999 podpisuję się wszystkimi ręcyma - tej serii naprawdę nie sposób oceniać w normalny sposób. Żałuję, że nie obejrzałam jej w podstawówce, kiedy byłam targetem, bo wtedy pewnie zachwycałabym się bardziej (i zupełnie nieobiektywnie).

Dobra, teraz o filmie. Z zasady nie tykam angielskiego dubbingu, jeśli tylko się da (zresztą, ludzie, w japońskim gra Sawashiro Miyuki! A imo Shun Oguri bardzo mi pasował na tę wersję Harlocka) i widać dobrze, bo uchroniło mnie to przed wielkim złem. Rozkminy o tym, czy Kei przespała się z kapitanem... To nawet już nie chodzi o to, że straszliwie nie lubię tego shipu, po prostu seriously, wtf, kogo to obchodzi w takim momencie? (Chyba że to załoga w ostatnich chwilach życia żałuje, że też nie skorzystała. Nie, dobra, gorzej mi).
Co do samego filmu - jak pisałam, ogółem uważam, że powinno go się oglądać przed wszystkim poprzednim, bo inaczej rzeczywiście kreacja Harlocka daje przez łeb czymś ciężkim. Akurat ograniczenie roli załogi czy zmiany charakterów (Yattaran ma ze sobą wspólnego tylko nazwisko i stopień, ale on akurat pasował mi do tej wersji - właśnie taki stereotypowy, prosty w obsłudze pirat) to imo konsekwencja tego, że nie mieli specjalnie czasu wszystkich rozwijać i film był o czym innym, więc się specjalnie nie pluję. Na przykład gdyby próbowali tam jeszcze wrzucić relację Harlock-Tochiro, to wyszedłby kociokwik, bo historii na dwadzieścia odcinków nie da się opowiedzieć w dwie godziny. Zresztą ten film, jak mi się wydaje, nie miał być specjalnie zaawansowany fabularnie, wystarczy spojrzeć na nowe postacie: Yama to kopia Diaby, Ezra Kiruty i Irity (którzy też są właściwie jedną postacią z pozamienianymi szczegółami).
W kreacji samego Harlocka, wydaje mi się, że twórcy głównie czerpali właśnie z Endless Odyssey, w której przecież Harlock też nie był puchaty i do rany przyłóż, ale raczej snuł się ponuro po statku, a przywiązanie do załogi wykazywał jedynie rzucając się im na ratunek (albo wypieprzając ich ze statku, hehe). Jak już obejrzałam wszystko i wróciłam do filmu, to doszłam do wniosku, że całość zmierzała właśnie do takiej a nie innej kreacji - która miałaby się podobać współczesnemu widzowi (a, co ciekawe, większość osób oglądających film nie miała wcześniej styczności z inną twórczością Matsumoto). Owszem, zostało to podśrubowane dość mocno, ale jak dla mnie to jest w dalszym ciągu ta sama postać, tylko na nieco inne aspekty położono nacisk. Możliwe, że to kwestia tego, że mój headcanon mieści wszystkie Harlocki z wszystkich uniwersów na raz, ale dla mnie on jak najbardziej był skrajnym introwertykiem, w dodatku o niespecjalnie wysokim mniemaniu o sobie (te wszystkie sceny, w których rzucał się na pomoc swoim ludziom, niespecjalnie się przejmując, że śmierć kapitana to byłby większy problem niż śmierć nawigatora czy kanoniera). No i dochodzi jeszcze ta wściekła fiksacja na punkcie Ziemi, która jest wspólna dla wszystkich wersji z wszystkich uniwersów (mangi nie ma, nanana, wcale jej nie widzę). I jestem w stanie uwierzyć, że z tych wszystkich czynników wychodzi ktoś taki jak Harlock z filmu. Nie jest to moja ulubiona wersja (a wręcz fiksuje się na szarym końcu), ale i tak przygarniam go do serduszka.
A Yama jest straszliwie głupi. Zgaduję, że nie ukatrupili go po drugiej albo trzeciej zamianie stron tylko dlatego, że to byłoby znęcanie się nad niepełnosprawnymi.

No dobrze, przestaję udawać, że mam do tego filmu jakiekolwiek obiektywne podejście. To było tak - przez kawałek sierpnia i cały wrzesień miałam doła jak rów Mariański i zajmowałam się głównie emowaniem w kącie, a potem obejrzałam film i mi przeszło jak ręką odjął xD

E: I jak w ogóle we wszystkich wersjach headcanonuję, że Harlock był ochajtany z Mayą, to do 2013 ten OTP mi [i]bardzo[/b] pasuje.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Sob 16:08, 07 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 18:08, 07 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
Z zasady nie tykam angielskiego dubbingu, jeśli tylko się da (zresztą, ludzie, w japońskim gra Sawashiro Miyuki! A imo Shun Oguri bardzo mi pasował na tę wersję Harlocka) i widać dobrze, bo uchroniło mnie to przed wielkim złem. Rozkminy o tym, czy Kei przespała się z kapitanem... To nawet już nie chodzi o to, że straszliwie nie lubię tego shipu, po prostu seriously, wtf, kogo to obchodzi w takim momencie? (Chyba że to załoga w ostatnich chwilach życia żałuje, że też nie skorzystała. Nie, dobra, gorzej mi).

Podobał mi się głos Shuna Oguri, brzmiał dokładnie tak jak powinien. Rozkminy były okropne. Właściwie dosłownie to pytali czy łóżko kapitana było wygodne, więc powiedzmy, że mieli obsesję na punkcie grubych materacy i starajmy się o tym nie myśleć.
Cytat:
Co do samego filmu - jak pisałam, ogółem uważam, że powinno go się oglądać przed wszystkim poprzednim, bo inaczej rzeczywiście kreacja Harlocka daje przez łeb czymś ciężkim.

Pewnie rzeczywiście odbiór to kwestia kolejności. Z tego co widziałam w recenzjach większość osób która nie znało wcześniej Harlocka bardzo chwali sobie film. Jest nawet dużo opinii, że ta postać zasługuje na cały serial Laughing A jeżeli macie osobiste porachunki to już w ogóle pozamiatane Smile/
Cytat:
W kreacji samego Harlocka, wydaje mi się, że twórcy głównie czerpali właśnie z Endless Odyssey, w której przecież Harlock też nie był puchaty i do rany przyłóż, ale raczej snuł się ponuro po statku, a przywiązanie do załogi wykazywał jedynie rzucając się im na ratunek (albo wypieprzając ich ze statku, hehe).

Zgadzam się i konsekwentnie Endless Odyssey to jedna z moich najmniej ulubionych serii. Nie najgorsza ale właśnie ta do której nie chcę wracać. Nie mogę znieść pesymizmu i beznadziei jakie z niej biją. Ale w EO wszystko było po bożemu o tyle, że nawet jeżeli Harlock snuł się po pokładzie to załoga znała go z dawnych czasów kiedy był bardziej do życia i wiedzieli co tam siedzi w środku. W filmie poznają go od razu jako praktycznie obcą formę życia, z dobrymi odruchami ale co gorsza złamaną od środka a nie tylko zeskorupiałą z zewnątrz.
Cytat:
całość zmierzała właśnie do takiej a nie innej kreacji - która miałaby się podobać współczesnemu widzowi

Wiem, że to nieuniknione zabiegi żeby uniwersum dalej żyło ale budzi ono we mnie starego, ujadającego ortodoksa (dziwne przy braku jednego kanonu ale jakoś sobie radzę) jako jedyne na równi z Władcą Pierścieni. Ma być tak jak kiedyś i już Cool . Przez to nie mogę docenić konsekwentnej zmiany zachowania kapitana po zniszczeniu jego cennej Ziemi bo zawieszam się na pierwszym punkcie - on nie mógłby tego zrobić Smile

Tanuki znam, czytuję i bardzo podobały mi się Twoje recenzje, Eire. Zwłaszcza uwagi o Hajime. Aż wstyd, że nie zwróciłam wcześniej uwagi że na forum są ludzie stamtąd.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 20:34, 07 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
Właściwie dosłownie to pytali czy łóżko kapitana było wygodne, więc powiedzmy, że mieli obsesję na punkcie grubych materacy i starajmy się o tym nie myśleć.

Właściwie, to w oryginale Harlock miał [link widoczny dla zalogowanych]. ^^

A tak w ogóle filmem zdążyłam już skutecznie zaspamować pięć osób, które nie oglądały wcześniejszych serii i jak na razie tylko Ore okazała się odporna na powiewanie pelerynką i lot nurkowy orbita-planeta dla ratowania załoganta. xD (Niestety - spamowanie starszymi seriami idzie gorzej, tym bardziej, że dwie osoby próbuję też bardzo usilnie wślurpnąć w LoGH-a).

Endless Odyssey zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie, przyznam. Oglądałam dwa razy, z czego drugi głównie dla ostatniego odcinka, a konkretniej spotkania Harlocka z Tochiro. Ten fragment kompletnie miażdży mnie emocjonalnie za każdym razem, mimo że tak właściwie nic tam się konkretnego nie dzieje - ale że znam kontekst całościowy, to po prostu zostaję zdeptana. Masochizm czy cuś. Ale Terra'e też oglądałam ze trzy razy, a działa na mnie jeszcze gorzej. Z tym, co mówisz o pesymistyczności, to prawda, ale ja akurat bardzo doceniłam koncepcję (i pewien fragment nawet bezczelnie skopiowałam do spaceopka) - w tym pierwszym odcinku było tak, że ci dawni piraci siedzieli w barze i narzekali, że kiedyś to było tak fajnie i w ogóle, a teraz to tak paskudnie i gdyby tak się dało coś zrobić... A kiedy dostają okazję, żeby rzeczywiście coś zrobić, to się okazuje, że jednak to za trudne - tymczasem Daiba się nie certoli i po prostu pakuje się na Arcadię. Tak samo właściwie we wszystkich momentach starcia Harlocka z Noo widziałam takie przesłanie, że może i na zewnątrz jest źle i paskudnie, to jak się zaciśnie zęby i będzie działać, to nie ma rzeczy niemożliwych. Jeszcze z tymi pijaczkami w barze: oni tam siedzą i smęcą, a tu przychodzi Harlock i pierwsze co robi, to się uśmiecha - to była najpiękniejsza scena w tej serii i kupiła mnie totalnie, mimo że początek rzeczywiście mnie nie przekonywał, bo ponury i w ogóle. Dlatego bardzo lubię ten sezon - bo właśnie doskonale operuje tym ponurym nastrojem, żeby pokazać niesamowicie pozytywne przesłanie.
No i bardzo uwielbiam Iritę (tak samo zresztą jak Ezrę) - mój boru, co za uroczy i puchaty człowiek.
(I w ogóle, to przy drugim oglądaniu zaczęłam się łamać. Początkowo miałam straszny hejt na Yamaderę Kouichiego, bo koleś dostawał w spadku rolę po takich geniuszach aktorstwa jak Tomiyama Kei, Inoue Makio i Ibu Masato, więc nie dziwota, że grał dostrzegalnie słabiej od nich. Ale ostatnio pewnym szokiem było dla mnie odkrycie, że to jest naprawdę dobry seiyuu, tylko po prostu ma pecha).

Cytat:
Przez to nie mogę docenić konsekwentnej zmiany zachowania kapitana po zniszczeniu jego cennej Ziemi bo zawieszam się na pierwszym punkcie - on nie mógłby tego zrobić Smile

A to akurat bym nawet kupiła - znaczy, on nie chciał jej niszczyć, tylko chronić, a że wyszło jak wyszło, cóż... ups? Chociaż tak w ogóle jego stosunek do Ziemi jest bardzo, powiedziałabym, specyficzny. Jemu wydaje się o wiele bardziej zależeć na stricte idei Ziemi, albo na tym, że tam żyje córka jego przyjaciela, opcjonalnie że składał tam z rzeczonym przyjacielem przysięgę, a nie że, no nie wiem, żyje tam kilka miliardów niewinnych ludzi? Jasne, ratuje ich przed Mazone i Noo, walczy za nich z Ilumidasami i roboludźmi, ale odnoszę wrażenie, że jego priorytety są jednak trochę dziwnie poukładane i Ziemia>ludzie na niej. Jasne, rozumiem to spaceoperowe zafiksowanie na Ziemi, ba, uwielbiam je i podzielam, ale jednak bardziej przemawia do mnie wersja np. z Yamato, gdzie Ziemia jest oczywiście ważna i wszyscy ratują ją za cenę życia, ale najpierw uratują ludzi i przeniosą ich na jakąś inną planetę, a dopiero potem rzucą się z szablami na czołgi. Albo te rozkminy Harlocka i Zero, która postawa walki z najeźdźcą jest lepsza - tyż piękne. Dlatego też dla mnie retrosy z 2013 z pewnymi zgrzytami, ale jeszcze uchodzą jako in-character. Bardziej nawet bym zwróciła uwagę na stosunkowo niewielką traumę po śmierci Tochiro, ale jak pisałam, gdyby wrzucić jeszcze ten wątek, to film by się spokojnie rozrósł do sześciu godzin.

A właśnie, dobrze, że sobie przypomniałam - jak będziesz oglądała SSX, to absolutnie i pod żadnym pozorem nie oglądaj ostatniego odcinka. On jest zły, tak bardzo zły, że to aż przechodzi ludzie pojęcie, szczególnie porównawszy, jakim majstersztykiem jest odcinek przedostatni. Nie wiem, co robił scenarzysta, ale chyba przed napisaniem końcówki ktoś go zamordować i posadził na jego miejsce kota, tak bardzo ten ostatni odcinek jest od czapy i koszmarny. (Mam nadzieję, że cię dodatkowo nie zachęciłam do obejrzenia - serio, nie warto tego sobie robić :C).

A ja tymczasem wykopałam sobie spod ziemi Galaxy Railways i w pierwszym odcinku pojawia się reinkarnacja Harlocka. Znaczy, wersja "jak wszystko mogłoby wyglądać, gdyby nie musiał zostawać piratem i mógł żyć sobie fluffnie i puchato" *________________________*


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 9:51, 18 Mar 2015    Temat postu:

Właśnie popełniłam 10 stron recenzji o Yamato, to chyba mój rekord Very Happy Wrzucę na blogaska na jutrzejsze wielkie święto.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 10:22, 18 Mar 2015    Temat postu:

Czekam z niecierpliwością, ale jakie jutro jest święto?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 12:06, 18 Mar 2015    Temat postu:

Urodziny Deslera Very Happy Co prawda fandomowi nie udało się obliczyć które, ale i tak jestem pełna podziwu, że dokopali się do konkretnego dnia, wyliczając całą trasę Yamato co do dnia. (Swoją drogą - Delser mógłby urządzić łączoną imprezkę z Reinhardem, na pewno by się dogadali ^^ Mogliby zamówić tort w kształcie galaktyki, a potem ostentacyjnie próbować wyrwać go drugiemu z gardła).

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:10, 26 Mar 2015    Temat postu:

Skończyłam Yamato 2199 i w końcu uświadomiłam sobie, kogo tak bardzo przypomina mi imć Dessler. I nie, nie Reinharda von Lohengramma.
Toć to wykapany Eternal Emperor z serii o Stenie duetu Bunch i Cole [którą to serię gorąco polecam, bo to dobry kosmiczny sajfaj jest]. Nawet to, co się dzieje z Desslerem w ostatnich odcinkach, idealnie pasuje. Hmmm, pszypadeg czy zpizeg?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Czw 20:10, 26 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:46, 26 Mar 2015    Temat postu:

Niestety nie czytałam, ale tak czy inaczej moją opinię o zakończeniu wątku Deslera wszyscy znają - imo było to tak bardzo OOC, że aż mnie zęby bolały. Jasne, Desler miał momenty (em, kilkadziesiąt odcinków...) obsesji na punkcie Yamato, która to obsesja została mu nawet wtedy, kiedy zostali z Kodaiem bestfrendami, ale jednak cały czas widziałam to jako przedłużenie tego dążenia do obrony swojego kraju i ludzi. Więc zakończenie nowej serii, cóż, tak jakby temu kompletnie zaprzecza.
No i kompletnie mnie wpieniło, jak on zostawił w rozpieprzonym pałacu Celestellę, bo to było dokładnie to samo, co w drugim sezonie oryginału zrobił imperator Comet Empire, którym Desler ewidentnie gardził.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:56, 26 Mar 2015    Temat postu:

W Stenie to było w miarę uzasadnione akurat i nie przypominało nagłego ataku mwahahania. Ano właśnie, tak patrząc na końcówkę nowej serii, można odnieść wrażenie, że Desslerowi nie zależy jakoś specjalnie, a państwo to dla niego raczej środek niż cel. Mnie uświadomiono w tym względzie, ale jakby tak bez przygotowania teoretycznego podejść do oglądania...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:13, 26 Mar 2015    Temat postu:

Mnie się to tym bardziej rzuciło w oczy, bo właściwie to zakończenie było skopiowane z zakończenia drugiego sezonu w wykonaniu Evil Overlorda (też przesiąście się na bardziej wypasiony okręt i zostawienie na starym wiernej przydupaski). Natomiast w oryginale to wyglądało mniej więcej tak, że w ogóle mało czasu poświęcono Deslerowi, a bardziej Yamato, który władował się na Gamilion, bo Desler wpadł na genialny pomysł, żeby roztopić okręt w kwasie siarkowym, który robił na Gamilionie za wodę. A potem Yamato strzelił w podziemny wulkan, który spowodował łańcuchową reakcję i Gamilion zaczął się rozpadać. W tym momencie Desler się zorientował, w jakie bagno wdepnął, i kazał strzelać w Yamato wszystkimi pociskami i inszymi rakietami, dopóki Yamato nie zestrzelił mu domku. Imo o wiele lepsze rozwiązanie niż to, które zafundowała nowa seria - nie tylko pod względem charakteru Deslera, ale i przynajmniej pojawiła się tam jakaś taktyka, a nie tylko "strzelmy w środek wroga najsilniejszą bronią, jaką mamy, to na pewno wszystko rozwiąże".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw 12:46, 14 Maj 2015    Temat postu: Re: Leijiverse (Harlock, Yamato, Galaxy Express i spółka)

Z dzieł Matsumoto znam właściwie tylko dwa (w sensie, że bliżej znam, a nie tylko ze słyszenia): remake Uchuu Senkan Yamato z 2012 i najnowszy film z Harlockiem z 2013 roku.

Co do Uchuu Senkan Yamato 2199 - seria bardzo mi się podobała, obejrzałam ją łącznie ze trzy razy. Nie mam porównania ze starą wersją, więc trudno mi narzekać na jakiekolwiek wypaczenia w stosunku do oryginału. (Gwoli ścisłości: obejrzałam kiedyś trzy pierwsze odcinki serii z 1974, ale na tej podstawie uznałam, że remake w niczym się nie różni od pierwowzoru, a wręcz jest lepszy, więc nie mam po co raz jeszcze oglądać tego samego).
Podobały mi się przede wszystkim "epickość" i "klasyczność" wylewające się z tej serii. Lubię właśnie takie space opery, utrzymane w dość podniosłym, poważnym tonie (co nie znaczy jeszcze, że całkiem wyprane z humoru), opowiadające w pierwszej kolejności o wojnie i żołnierzach, a nie o standardowych perypetiach gimnazjalistów/licealistów (o mentalności uczniów podstawówki) dla niepoznaki poprzebieranych w mundury. Podobało mi się ukazanie wojny z dwóch stron konfliktu - Gamilianie, od kapitana-dziadka, który ginie w jednym z pierwszych odcinków, przez Domela po Deslera w pełni zasługiwali na swój czas antenowy. No i ogóle... Domel! Frakken! Moi bohaterowie! <3 Kosmiczną łódź podwodną i jej załogę po prostu uwielbiałam <3 - pal sześć jakie to było kosmicznie naciągane i urągające prawom fizyki, jak zresztą spora część serii. Chrzanić fizykę i inne nielogiczności w scenariuszu, co z tego, skoro np. bitwy wygląły jak wyglądały. Odcinek dwudziesty - absolutnie jeden z moich ulubionych, a oglądanie go w HD na pełnym ekranie telewizora to czysta przyjemność.
Sami bohaterowie serii wypadają natomiast nieco blado, tzn. są odpowiednio "epiccy", dzielni, szlachetni, sympatyczni, inteligentni (no chyba, że akurat grają rolę złych przydupasów), ale też, niestety, nie grzeszą skomplikowaniem charakteru. Urzekło mnie jednak to, że Kodai junior wydaje się nadawać na swoje stanowisko - mimo wszystko więcej w nim żołnierza niż narwanego protagonisty z shounena, który z dzikim wrzaskiem ruszałby do akcji, nie licząc się z konsekwencjami. (Tzn. Kodai też miewa momenty pt. "rozsądek i rozkazy są dla słabych", ale dość rzadko). Wątek romansowy z jego udziałem, choć strasznie banalny, o dziwo, też przypadł mi do gustu, a nawet w stosownym momencie wycisnął kilka łez wzruszenia. (Ale mnie tam potrafi wzruszyć nawet kamień, więc...).

Teraz, jako graphic-whore, obejrzałabym Uchuu Senkan Yamato 2199: Hoshi-Meguru Hakobune, gdybym tylko mogła.

Ciekawie mi się czytało wrażenia z Harlocka 2013 z perspektywy ludzi, które dobrze znają całe uniwersum. Ja natomiast jestem przykładem jednej z osób, które widziały tylko i wyłącznie w/w film - i w związku z tym są zadowolone, bo nie dopatrzyły się profanacji. Jasne, że dostrzegałam niedostatki fabuły czy pewne, khem, nielogiczności w zachowaniu postaci, ale kij z tym - animacja była śliczna, muzyka też ładna, całość oglądało się bez nudy. Tyle starczyło, żeby film pozytywnie zapisał się w mojej pamięci.

Do Harlocka w wersji serialowej wciąż dopiero się przymierzam, bo oglądanie animu (i filmów, i seriali z żywymi aktorami) idzie mi od dłuższego czasu jak krew z nosa, a tu przecież tyle rzeczy do skończenia w pierwszej kolejności. Ale nadrobię, nadrobię, bo bardzo jestem ciekawa, czy bohater, jakiego opisujecie - cieplutki, puchaty, na którego burczy załoga itp. - przypadnie mi do gustu, czy jednak odrzuci, bo zabraknie mu standardowej ilości traum i badassowatości*.

*Autokorekta sugeruje, żebym zmieniła ten wyraz na "ciastowatości". Heh.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:11, 14 Maj 2015    Temat postu:

Lenn napisał:
bardzo jestem ciekawa, czy bohater, jakiego opisujecie - cieplutki, puchaty, na którego burczy załoga itp. - przypadnie mi do gustu, czy jednak odrzuci, bo zabraknie mu standardowej ilości traum i badassowatości

Cały urok serialowego Harlocka (chociaż troszkę zmienia się w poszczególnych seriach) polega właśnie na tym, że jest jednocześnie puchatym człowiekiem i badassem. Tylko zamiast traum ma pięknie pokazaną nostalgię. To na pewno nie ciepłe kluchy; bardzo twarda i interesująca osobowość jednak raczej w starym stylu, bardziej jednoznacznie dobra niż przyjęło się w dzisiejszych produkcjach. Może Ci się spodobać, skoro jak wcześniej pisałaś, lubisz "klasyczność" w anime.
Aha, w serialach zawsze pojawia się walcząca młodzież (zwykle sztuk jeden) ale raczej w roli kogoś kto dojrzewa pod okiem dorosłych niż niespodziewanie-najlepszej-we-wszystkim postaci, więc nie jest denerwująca.

Stare serie oprócz bohaterów mogą też pochwalić się piękną moim zdaniem muzyką, zwłaszcza ta główna z 1978 ma urzekający utwór na okarynę, nostalgiczne piosenki i wspaniałe utwory orkiestralne.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Czw 21:23, 14 Maj 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:15, 15 Maj 2015    Temat postu:

Co do Yamato, to jedna taka scena rzuciła mi się na samym początku - jak Kodai w 2199 przychodzi na statek, a potem po buracku traktuje Yuki (chyba coś było z tym, że ona chce się przywitać, a on na nią tylko warczy, że chce się zobaczyć z kapitanem), co mi się rzuciło w oczy, bo Kodaia uwielbiam. Chociaż prawda, że bardziej się rozwija później. Ogółem Yamato najbardziej zyskuje, jak się zna też późniejsze serie, ale zgadzam się, że jak znasz już nową wersję, to specjalnie nie ma co się zagłębiać znowu w pierwszy sezon, bo to mniej więcej to samo, tylko mniej (poza niuansami). Jakbyś chciała kiedyś kontynuować Yamato, to polecałabym zerknąć tylko na końcówkę pierwszego sezonu, która się znacznie różniła od końcówki 2199 (przede wszystkim faktem, że Desler nie jest ostatnią szują), a potem już lecieć z następnymi. Bo właśnie z bohaterami w Yamato jest taki problem, że oni najbardziej zyskują, jak się zna całą serię (mówię to głównie o Kodaiu i Deslerze, ale tych dwóch akurat uwielbiam. Natomiast w pierwszym sezonie właściwie mało zwracałam na nich uwagę i, zdaje się, moim ulubieńcem był wtedy Sanada).
A Domel jest absolutnie bezbłędny. Nawet jeśli Yamato 2199 byłby fatalny i beznadziejny (a nie jest), to i tak warto byłby go obejrzeć dla samego Domela. Jak można nie uwielbiać tego słoneczka? :3 (Natomiast Frakken pojawia się niestety dopiero w trzecim sezonie, dlatego byłam wdzięczna scenarzystom 2199, że go dali też wcześniej, bo zasłużył).

Ad dziur fabularny, fizycznych czy logicznych w filmie 2013 czy ogółem w Leijiverse - cóż, są. Ale właściwie po co sobie nimi zawracać głowę. Matsumoto wykreował już taką swoją stylistykę, że to właściwie wcale nie razi, szczególnie w starszych produkcjach, ale i w nowszych przy odrobinie dobrej woli to wszystko można skwitować uśmiechem i tyle. Oczywiście rozumiem, jak fabuła 2013 kogoś kłuje w oczy, ale bardzo się cieszę, że mnie się ten film podobał i lubię go mimo tego, bo dostarczył mi naprawdę dużo rozrywki. Niestety, tak jak ogółem uwielbiam anglojęzyczny fandom Leijiversowy i to banda naprawdę miłych ludzi, tak niestety kiedy dochodzi do rozmowy przeciwników i zwolenników filmu, to niewiele osób jest w stanie rozmawiać na poziomie i bez jazd ad personam (na szczęście część ludzi po prostu woli nie podnosić tematu i nie odpowiadać na zaczepki).

Ad młodych protagonistów, to, jak wspomniała Ewolucja, w innych seriach też się pojawiają (z tym że raczej młodsi, bo tak jak Yama miał 20, a Kodai pewnie też coś koło tego, to zazwyczaj wszelkie Daiby czy Tadashie mają 15 albo mniej). Z tym że podoba mi się właśnie to, że albo rozwijają się w trakcie trwania, albo nie są takimi typowymi shounenowymi bohaterami (albo i jedno i drugie). Na przykład taki Daiba w oryginalnym Halrocku dostaje co prawda początkowo dużo czasu antenowego, ale jak jego wątek się wyczerpuje, to scenarzyści nie pchają go już do wszystkiego i właściwie funkcjonuje na takich samych prawach jak reszta załogi i jednak o wiele bardziej głównym bohaterem jest Harlock, a Daiba dostaje swoje momenty przy okazji, potem nawet wcale nie częściej niż np. Kei czy Miimei. Inaczej się trochę sytuacja ma z Yamato, w którym Kodai rzeczywiście jest głównym bohaterem (obok samego Yamato), ale, jak pisałam, on się mocno rozwija i nie zachowuje się shounenowato, ale zazwyczaj bardzo dorośle. No i inna kwestia z Galaxy Railways, w której Manabu... cóż zachowuje się ciągle jak dzieciak (mimo że teoretycznie jest dorosły) i tak, pcha się non stop na ekran, zabierając czas antenowy ciekawszym bohaterom. Ale akurat Galaxy Railways podoba mi się z powodów bardzo umiejętnie aplikowanej traumy i pozostałych bohaterów - na przykład strasznie niedoceniana w fandomie jest Louise, a to jedna z moich ulubionych Leijiversowych bohaterek i imo jest świetnie zrobiona. To znaczy bardzo doceniam ten "typ" bohaterek u Matsumoto, które są całkiem ogarnięte życiowo, dobrze sobie radzą w walce i innych takich "męskich" dziedzinach, ale jednocześnie są też kobiece i mają niektóre cechy takiej stereotypowej dziewczyny (by nie rzec - stereotypowej blondynki) - imo to bardzo sprawnie zrobione i właśnie Louise odznacza się tu szczególnie na plus.

A najlepsze podsumowanie puchatego Harlocka napisała już Ewolucja i w sumie nic dodać nic ująć. On po prostu jest puchaty i badassny naraz, w dokładnie tym samym momencie. Poza tym na uwagę zasługuje istotny fakt, że podczas samego pierwszego odcinka starej serii uśmiecha się dokładnie jedenaście razy. Za pierwszym razem to mnie trochę zszokowało, bo Harlock w filmie 2013 uśmiecha się raz i to krzywo, ale potem stwierdziłam, że to cudowne.

E: Oczywiście zapomniałam dodać, że muzyka to w ogóle osobne cudeńko - openingi i endingi w wykonaniu Ichirou Mizukiego czy Sakakiego Isao mają szczególne miejsce w moim sercu, ale ogółem muzykę z Leijiversum to mogłabym wymieniać i wymieniać, łącznie z tą z nowych produkcji (taki Gahle Gamilion <3)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Pią 17:21, 15 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią 20:33, 15 Maj 2015    Temat postu:

Niofomune napisał:
Jakbyś chciała kiedyś kontynuować Yamato, to polecałabym zerknąć tylko na końcówkę pierwszego sezonu, która się znacznie różniła od końcówki 2199 (przede wszystkim faktem, że Desler nie jest ostatnią szują), a potem już lecieć z następnymi.

To tak od razu, na przyszłość i na wszelki wypadek spytam: to znaczy od którego odcinka? Ostatnie trzy, pięć, siedem?

Co ciekawe, Deslera lubiłam mimo wszystko. Owszem, robił bardzo niefajne rzeczy, a od obsesji na punkcie wielkości swojej nacji oraz na punkcie Yamato "lekko" mu odbiło, ale mimo wszystko. W jakimś stopniu na pewno go rozumiałam i szanowałam. A jeśli to było skopane przedstawienie postaci, to w postałych seriach facet musi być naprawdę fajny.

Gahle Gamilion: pieśń jak pieśń, ale scena, w której się pojawia - mam tu na myśli scenę z Yamato 2199 - jest wspaniała, pamiętam, że przewijałam ją wielokrotnie. Świetne ukazanie, że pogardzani członkowie społeczeństwa też mogą być patriotami (nawet większymi patriotami od pełnoprawnych obywateli), i kolejny kamyczek do ogródka przewspaniałości dowódcy Domela. Przy oka też rzut oka na psychologię społeczną oraz moment of awesome w wykonaniu Gamilian. Smile

Niofomune napisał:
A najlepsze podsumowanie puchatego Harlocka napisała już Ewolucja i w sumie nic dodać nic ująć. On po prostu jest puchaty i badassny naraz, w dokładnie tym samym momencie.

Coś jak Kenshin? Ale nie ten z serii TV, podzielony na Kenshina "ciepłe kluchy" i "zuego" Battousaia, tylko taki bardziej, no, holistyczny? Tak sobie to przynajmniej zaczęłam wyobrażać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:32, 15 Maj 2015    Temat postu:

Jeszcze potem sprawdzę dokładniej, ale tak na szybko, to ostatnie cztery (bo piąty od końca to już bitwa o Rainbow Cluster). Nie do końca pamiętam, o czym był 23., ale 24. to już na pewno bitwa właściwa w Gamilionie. (No i nie tylko bitwa jest zupełnie inna, ale też trochę zmieniony jest pobyt na Iscandarze. W niektórych aspektach trochę bardzo).

Z Deslerem ogółem jest taki problem, że jego zachowanie w pierwszym sezonie może sugerować, że kiedy zgłębi się jego charakter i trochę zmieni wydarzenia, to rzeczywiście wyjdzie ktoś taki jak w 2199. Natomiast dopiero w późniejszych seriach (od końcówki drugiego sezonu) zaczął być wreszcie pogłębiany w drugą stronę - przy czym to było przedstawiane tak, że ok, obsesję na punkcie Yamato miał, ale... (był dobrym władcą, potrafił w bardzo krótkim czasie postawić na nogi praktycznie zrujnowane imperium, jak ktoś już został jego sojusznikiem/przyjacielem, to był śmiertelnie lojalny itd.). Pojawiają się zgrzyty, bo np. w drugim sezonie były hinty, że w życiu nie zachowałby się tak w bitwie o Gamilion z 2199 (głównie tu mam na myśli jego wsadzenie się na na okręt i polecenie precz, zostawiając na planecie poddanych i połowę personelu). Ogółem to to są w większości takie szczegóły, które wpływają na ogólna interpretację postaci.
(No i przy okazji się przyczepię, bo już dawno się nie przyczepiałam, że bardzo, bardzo mi się nie podoba, jak w 2199 zmienili kreskę i wybiszyli Deslera i Kodaia. Wszystkie pozostałe postacie są ok, a tła i kosmosy o wiele lepsze, ale nie mogę darować, że tych dwóch tak popsuli wizualnie).

W oryginalnej serii Gahle Gamilion w ogóle się nie pojawia i bardzo mało jest o samym Gamilionie - ta intryga, która pojawia się w 2199 to więcej, niż pojawia we wszystkich poprzednich seriach razem wziętych. I to jest między innymi powód, dla którego tak bardzo uwielbiam serię 2199 - właściwie mogę powiedzieć, że jak starsze serie oglądałam prawie zupełnie dla załogi Yamato i Ziemi, tak nową oglądałam prawie tylko dla Gamilionu. Przede wszystkim starsze serie były, cóż, prostsze i skupiały się na tym queście do Iscandaru i przedstawieniu bohaterów ze strony Ziemi. W nowej wersji, zważywszy, że bohaterowie Ziemscy mieli już wyrobioną markę (czy też Matsumoto miał), to można było przyłożyć się do drugiej strony konfliktu, co mi się strasznie podoba. I moim zdaniem cały wątek Gamilioński został potraktowany bardzo sprawnie i z wyczuciem, zważywszy, że scenarzyści tworzyli go de facto od podstaw - cały ten motyw targanego wewnętrznymi niepokojami kraju i właściwie cały motyw prywatnego życia Domela, który uwielbiam (w oryginale np. o żadnej żonie nie było mowy).
A tak w ogóle, to Domel był pierwszym Gamiliończykiem, którego polubiłam i to był w ogóle pierwszy moment, kiedy wpadłam na to, że ich w ogóle da się lubić. Desler był jeszcze na etapie mwahahahającego mrocznie złola, ale wtedy fabuła dotarła do bitwy o Rainbow Cluster i stwierdziłam, że Domela absolutnie uwielbiam. A jakiś miesiąc później obejrzałam 2199 i nie było już dla mnie ratunku.

A wiesz, że jeszcze wczoraj myślałam, żeby Harlock to w sumie coś w stylu Kenshina? Tylko oczywiście potem zapomniałam o tym wspomnieć. Ale tak, to ogółem jest bardzo trafne skojarzenie (z tym że dla Harlocka stylem domyślnym jest raczej "mroczny typ, którego wszyscy się boją" i fakt, że tak naprawdę jest puchatą kulką do myziania, trzeba odkryć dopiero potem. A o pozostałych interpretacjach na razie zmilczę).

((Miałam jeszcze długi wywód nt. podejścia do klasyczności, estetyki lat '70 i ogólnego przedstawienia Harlocka jako pozytywnego bohatera, ale najpierw się wyśpię. Tylko ostrzegam, że planuję w tym wątku coś zasadzić)).

E: A tak w ogóle, to trzymajcie ładnego Harlocka. [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Pią 21:39, 15 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 20:03, 16 Maj 2015    Temat postu:

Więc dobrze rozkmina nt., dla odmiany, Harlocka. Założenie pierwsze: manga nie istnieje (ale to w sumie założenie do jakichkolwiek rozkmin w Leijiverse). Otóż kiedy Ewolucja wspomniała o klasyczności pierwszych serii, to od razu przypomniało mi się, że miałam poruszyć temat szeroko pojętego szowinizmu.
Fakt pierwszy: Harlock w starszych wersjach (ale nie tylko) bardzo lubi zasadzać tekstami typu „prawdziwy facet”, „męska duma/droga życia/cokolwiek”. Oczywiście na samym początku wrzuciłam to do szufladki „galopujący szowinizm” i się głównie wkurzałam, ale potem trochę nad tym problemem pomyślałam i stwierdziłam, że mimo wszystko w tym konkretnym przypadku wszystko zależy od interpretacji. W intencje autora lepiej nie wnikać, bo gdyby przyjrzeć się oryginalnej mandze, to sytuacja jest taka jak z Deslerem, tylko odwrotnie, czyli że niewielkie zmiany i niuanse rzutują na ogólną interpretację postaci i ta staje się, delikatnie mówiąc, niefajna. (I tu nawet nie chodzi o ten szowinizm, ale parę innych elementów).
Ale wracając do anime – Harlockowi zdarza się rzucić do Daiby komentarze o zachowywaniu się jak prawdziwy facet, ale źródło tego widzę nie w myśleniu typu „kobiety są słabe, trzeba zachowywać się po mensku (co zazwyczaj znaczy w najprymitywniejszy sposób z możliwych)”, ale raczej wyciągam to z takiej wewnętrznej potrzeby samodoskonalenia i sprostowywania wyśrubowanym wymaganiom „jak powinien się zachowywać porządny człowiek”. Bo Harlock bardzo silnie trzyma się wewnętrznego pionu i cały czas dąży do osiągnięcia ideału, jaki sobie wyznaczył, i ogółem uważa, że ludzie powinni chcieć być, no, porządnymi ludźmi – a przynajmniej ci, których przyjmuje na pokład swojego okrętu. Skąd więc tak… niefortunne dobranie słów? Cóż, nie jest to pierwszy raz, kiedy Harlockowi można wytknąć galopujący anarchizm, czego zresztą nie omieszkał zrobić sam premier Ziemskiego rządu. Moja wizja jest taka, że Harlock wychowywał się w bardzo tradycjonalnej rodzinie i po prostu tak utarło mu się mówić – kojarzy mi się to z taką „gentlemeńską” tradycją, żeby facet był odpowiedzialny, ogarnięty i tak dalej i która miała służyć, żeby konkretny osobnik się samodoskonalił, a nie żeby patrzeć w wyższością na drugą płeć. Jak wiadomo, Harlock nie jest specjalnym myślicielem, więc i jego przekazy czy ideały życiowe są raczej proste i jednoznaczne, więc pewnie się nawet nie zastanawiał, w jaki inny sposób może być odbierany jego przekaz. Najlepszym dowodem jego dobrych intencji jest chociażby fakt, że jednym z istotnych oficerów na okręcie jest kobieta, a inna jest z kolei jedyną osobą, z którą na Arcadii łączą go bardziej partnerskie stosunki niż kapitan-załogant. Natomiast za uczciwymi intencjami Matsumoto może przemówić fakt, że tak wygląda drugi obok Harlocka największy badass na dzielni: [link widoczny dla zalogowanych]

Dobra, to była jedna kwestia. Ale chciałam o tym wspomnieć o tym a’propos kwestii klasyczności. Bo utarło się mówienie, że Harlock to bohater zajebisty, z czym się całkowicie zgadzam i zazwyczaj nie zagłębiam się w szczegóły, ale tym razem szczegóły są istotne. Bo owszem, Harlock to postać, która był od samego początku opisana na bycie w 100% pozytywną – i właśnie to w nim tak bardzo uwielbiam, bo stanowi pewien wzór, do jakiego można dążyć, i odtrutkę po tym wszystkich Autorkasiach i bohaterach tak ohydnych, że aż się człowiekowi w żołądku przewraca. Ja, a i wiele osób przede mną, jak sądzę, po prostu miałam potrzebę, żeby zapoznać się z bohaterem, który jest po prostu DOBRY bez żadnych kompromisów. Tylko że to nie jest tak, że bycie dobrym czy wręcz zajebistym wyznacza oś wszystkich cech, jakie można mu przyporządkować. Nie, Harlock jest zajebisty, ale przy okazji ma też zestaw konkretnych cech zupełnie z tym niezwiązanych. Ot, jak chociażby ten anachronizm, o którym rozpisywałam się wyżej, który sprawia, że zdarza mu się strzelać nie do końca trafnymi (przynajmniej w szerszym kontekście) komentarzami. Nie jest też specjalnym myślicielem, a jego ideały i cele są raczej proste. Nie jest dobrym mediatorem, ani w ogóle specjalnie wygadanym człowiekiem i w kontaktach z innymi ludźmi zdarza mu się działać w sposób raczej mało empatyczny („cholera, Daiba zaczyna panikować, nie wiem, jak go uspokoić, więc strzelę go w pysk, może się ogarnie”). Zresztą chyba sam zdaje sobie sprawę, że nie jest najłatwiejszą osobą do życia (szczególnie w późniejszym okresie, kiedy był już trochę bardziej zdeptany), ale wie, że w końcu nie tego od niego oczekuje załoga – bo co by im przyszło ze świetnego funfla-kapitana, jeśli nie byłby w stanie przy okazji poprowadzić ich przeciwko Mazone/Illumidasom/Noo?
Ogółem wydaje mi się, że głównym założeniem tej postaci było nie tylko pokazanie jakichś uniwersalnych życiowych wzorców (walka w obronie słabszych, lojalność, niezłomność), ale też przedstawianie ich na modelu z człowieka, który mógłby walczyć, żeby wcielić je w życie, a nie kryształowego ideału, które wszystkie pozostałe cechy miałby równie zajebiste. Co prawda potem poszło to w trochę złą stronę, czyli stronę dzikich fangirli (obiekt przykładowy: ja), które na absolutnie wszystko co zrobi Harlock wpatrują się z uwielbieniem w oczach, przez co ogólna koncepcja trochę się rozmywa… No cóż, ale przynajmniej może dotrze do większego grona osób.

I z tej konkluzji można przejść do pewnego faktu, który mnie ostatnio nurtuje. Zauważyłam pewną rozbieżność w odbieraniu postaci Harlocka jeśli chodzi o kwestię jego stosunku do ludzkości w ogóle. Pierwsza opcja głosi: Harlock domyślnie nienawidzi ludzkości, ale jak ktoś sobie zasłuży w jego oczach (załoga, Mayu), to jest już swój, za którego można bez chwili wahania oddać życie. Druga opcja: Harlock domyślnie zamierza bronić ludzkości nawet za cenę życia, wyjąwszy parę szuj pokroju premiera czy innych skorumpowanych polityków, zdrajców działających na szkodę Ziemi itd. Zawsze mi się wydawało, że druga opcja jest raczej oczywista, w końcu Harlock właściwie przez wszystkie serie zajmuje się obroną Ziemi przed kosmitami, mechaludźmi czy dziwadłami wprost z horroru. Jak się okazuje, wersja pierwsza ma jednak zaskakująco wiele zwolenników i zazwyczaj zbywają argument wersji drugiej tym, że a) ludzkości bronił tylko przypadkiem, ponieważ akurat między ludzkością znajdowała się Mayu, a gdyby jej tam nie było, to nawet by się nie obejrzał, b) bronił Ziemi, bo Ziemia jest jego i będzie jej bronił, a ludzie tylko przy okazji na niej stali. Nie muszę chyba mówić, jak strasznie się nie zgadzam z wersją pierwszą i jak bardzo mnie ona odrzuca. I, jak sądzę, wydaje mi się, że wersja pierwsza to niestety w dużej mierze kwestia filmu 2013 – nie dlatego, że film coś takiego twierdzi, ale dlatego, że film niektórych rzeczy nie pokazuje. Bo owszem, we flashbackach głównie zaznaczona jest fiksacja Harlocka na idei Ziemi i na planecie sensu stricte i cała heca wynikła z chęci obrony planety, a nie ludzi czy czegokolwiek. Ale gdyby cofnąć się jeszcze dalej? Harlock ta bardzo chciał bronić Ziemi bo a) Ziemia, Ziemia, Ziemia, OMG, ZiemiaZiemiaZiemia (dobra, też to mam, ale podczas podejmowania istotnych decyzji staram się racjonalizować) b) rząd kazał mu nie wpuszczać nikogo na Ziemię, a potem się wypiął i okazało się, że co wolno wojewodzie i tak dalej, a w ogóle to są równi i równiejsi, więc Harlocka ostro trzepnęła kurwica, że Gaia wywyższa się nad zwykłego człowieka, który nie ma nic do gadania i jest poszkodowany. A więc nawet w tym złym-złym filmie można wnioskować, że to, co Harlock robi koherentnie i bez mózgożernych karaluszków, to robi jednak dla ogółu ludzi, a nie dla kilku typów, których akurat lubi. Dalej, w ’78 jest otwartym tekstem powiedziane, że Harlock robi zapasy jedzenia, bo Ziemska gospodarka krachnie i zacznie się głód i bieda, więc trzeba się na to przygotować. W Arcadia of My Youth na samym początku Harlock jest w wojsku i broni ludzi przed aliensami, a potem przewozi na Ziemię transport uchodźców. W SSX chyba jest najmniej jasna sytuacja, bo w końcu cała serię zajmuje im oddalanie się od Ziemi, ale chociaż odcinek 22. nie istnieje, to jednak pewne swoje konkluzje miał jednak dobre. W CWZ Harlock i Zero mają nawet całą swoja długą pogawędkę spod szyldu „ja bardziej się przysługuję ludzkości”, „nieprawda, bo ja”. Endless Odyssey jest pewną zagwozdką, ale w końcu EO to bezpośrednia kontynuacja ’78, więc podciągnęłabym to pod pierwszą serię.
Więc niniejszym uznaję argument o Harlockowej mizantropi za obalony.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 22:35, 16 Maj 2015    Temat postu:

Może jestem zbyt pobłażliwa dla dyskryminacji w starszych filmach i serialach ale nigdy nie przeszkadzało mi to o czym piszesz.
Owszem, tu i ówdzie w seriach czuć jeszcze pomangowy swądek szowinizmu (głównie jako część elementów komicznych, chociaż one i tak bywały kulawe lecąc na przykład w tematy gatek) ale dobrze widać, że sam Harlock nie ma problemu z kobietami. Jest gentlemanem jak wspomniałaś, w najlepszym tego słowa znaczeniu, to znaczy rycerski wobec słabszych z szacunku i dobrej woli wobec nich i jednocześnie doskonale zdaje sobie sprawę, że podział na słabych i silnych nie przebiega zawsze (w jego otoczeniu wyjątkowo rzadko) na linii płci. Może dziś część jego tekstów brzmi nie najlepiej ale dobrze widać, że to właśnie kwestia środowiska/wychowania i sądzę, że w jego charakterze bez problemu zmieściłoby się pokierowanie Daibą-dziewczyną z odpowiednim doborem słów (no, przynajmniej by się starał, pamiętając o jego słynnych plaskaczach) gdyby taka seria miała powstać obecnie.
Edit: W ogóle świat Harlocka jest trochę rozdwojony; w warstwie językowej są teksty byciu mężczyzną (chociaż wprost deprecjonujących kobiet chyba nie ma?) a w fabule mamy dużo silnych, traktowanych na równi z męskimi postaci kobiecych - Maetel, Queen Laffresia, Kei, Emeraldas, Queen Promethium, większość kobiet-cyborgów, przecież cała Ziemia okazuje się być rządzona silnymi i mądrymi rękami sznureczka Królowych Mileniów - no po prostu matriarchat. Inaczej mówiąc: wygląda to tak, jakby twórcom o przestarzałych poglądach udało się napisać postaci rozumiejące nowe. Po prostu przykład na potwierdzenie banalnej prawdy, że empatia jest uniwersalna.

Cytat:
Tylko że to nie jest tak, że bycie dobrym czy wręcz zajebistym wyznacza oś wszystkich cech, jakie można mu przyporządkować. Nie, Harlock jest zajebisty, ale przy okazji ma też zestaw konkretnych cech zupełnie z tym niezwiązanych.

To akurat jest konieczne, żeby postać była postacią a nie papierowym jednorożcem. Tak, oczywiście piję do tematu sąsiedniego wątku (prosiemy, prosiemy czytelników i tam), gdzie występuje taki jeden rudy absolut zajekryształowości. I świeci to to jak gwiazda na nieboskłonie, piękne, niedostępne i kompletnie obojętne widzowi.

Cytat:
Pierwsza opcja głosi: Harlock domyślnie nienawidzi ludzkości, ale jak ktoś sobie zasłuży w jego oczach (załoga, Mayu), to jest już swój, za którego można bez chwili wahania oddać życie.

Można odnieść takie wrażenie oglądając nie tylko film ale i serie; Harlock z '78 wprost mówi, że chroni Ziemię bo obiecał przyjacielowi wychować tam jego córkę. O jego mizantropi można by też wnioskować z tego, jak rozmawia z władzą czy wojskiem "nie obchodzi mnie wasz porządek, możecie mnie pocałować" ale tak jak napisałaś; jeżeli przyjrzeć się jego zachowaniu widać, że ma inne intencje. Po prostu przez gardło by mu nie przeszło "kocham was robaczki moje wszystkie" chociaż wiemy, że to prawda i pokazuje to całym sobą.
W SSXach też wyraźnie nie działał samolubnie, może widziałam jego zachowanie przez pryzmat pozostałych serii ale wydawało mi się oczywiste, że on tej Arkadii szuka nie dla siebie, ale dla wszystkich ludzi. No i w ostatnim odcinku to już jest ewidentne, mesjasz jak w mordę strzelił.

Oczywiście, że ostrzeżenie mnie nie powstrzymało i obejrzałam, jak mogłam nie zobaczyć prawdziwej Arkadii? Rzeczywiście, odcinek był denny, ale głównie dlatego, że to co w nim pokazano zasługuje na kilka własnych serii (ludzkość zmieniająca się w tyranów kosmosu? biorę!) a nie kilkanaście minut.
Główny zły był denerwujący, kilka odcinków wcześniej mówił, że nie chce panować nad światem żeby w ostatniej chwili zmienić zdanie? No ej, widać, że miał potencjał i sporo wątpliwości. Bum, materiał na kolejną serię zastrzelony.
No i sama Arkadia: twórcy wpadli w starą pułapkę - absolutu się nie pokazuje wprost. Nikt nie potrafi go pokazać zadowalająco wprost, może tylko popaść w banał i nudny kicz. Wokół absolutu się krąży, zostawia niedopowiedzenia i sugestie. Stykasz bohaterów z absolutem - bum badum tss, zabiłeś wszystkie kolejne serie i zainteresowanie bohaterem, bo już nic ważniejszego nie pokażesz.

Podsumowując - tak, ostatniego odcinka SSX nie da się wciągnąć do headcanonu bo anihiluje wszystko wokół siebie, ale był interesujący jako przykład źle zastosowanych rozwiązań fabularnych i to na tyle przejrzystych, że przydatnych jako materiał do analizy "jak działa serial" dla początkujących amatorów jak ja Wink.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Sob 23:00, 16 Maj 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 16:38, 17 Maj 2015    Temat postu:

What have you done? D: Zgadzam się z tym co piszesz o pokazywaniu absolutu, ale miałam jeszcze do tego inne zastrzeżenia. Przede wszystkim to, że to mistyczne szujstwo vel bogini było koniec końców pokazane jako właściwie podobne śmiertelnikom w tym, jak było cholernie niesprawiedliwe. Uwierzyło na słowo Zone'owi, że Harlock jest zły i niedobry i bruździło mu, zamiast się zorientować, jak było naprawdę i zauważyć, że Zone wkręca jak najęty i wcale nie zasługuje na ulgowe traktowanie. A tu się okazało, że bogini można spokojnie na różne rzeczy nakłamać i gdyby Zone był odrobinę mniej oczywisty w swoich działaniach, to nic by się nie wydało (albo gdyby Harlock był odrobinę mniej uparty w szukaniu Arcadii/ Tochiro się nie poświęcił/ stało się cokolwiek innego). Możliwe, że patrzę przez pryzmat religii chrześcijańskiej, ale ta ichnia bogini nie jest jakąś dobrą istotą, która mogłaby rzeczywiście zasługiwać na oddawanie jej czci, ale zwyczajnie zajęła sobie to miejsce prawem silniejszego, a tak naprawdę jest takim samym śmiertelnikiem, tylko po prostu o trochę bardziej rozwiniętej technologii. Zresztą taka teoria się wcześniej przewinęła, ale potem najwyraźniej wszyscy o niej zapomnieli, bo pędzili klękać przed mistycznym szujstwem. To wszystko było tak naciągane, że uznałabym to za celowe, gdybym potem nie obejrzała Yamato, w którym co rusz pojawiały się właśnie bohaterki, które z narratorskiego komentarza miały być dobre i kryształowe jak łza, ale gdyby się nad nimi zastanowić, okazywały się bardzo wątpliwe moralnie.
No i druga rzecz, o której właśnie wspominasz, czyli idei Arkadii. Byłam zaraz po obejrzeniu '78 (a po wszystkich seriach imo jeszcze bardziej bym to miała) i szczerze mówiąc przez cały czas nastawiałam się na wielkie rozwiązanie intrygi, w której Harlock stwierdza wreszcie, że przecież Arkadia jako miejsce do znalezienia nie istnieje i ich Arkadią jest tak naprawdę Ziemia wyzwolona spod okupacji. Cholera, przecież do dla mnie było jedyna i absolutne wyjaśnienie tej intrygi! Byłam absolutnie pewna, że po wleceniu w to złote szujstwo załoga dostanie wizualizacji Ziemi, Harlock palnie się w czoło i każe im zawracać. A tu jajo. No, w końcu wrócili na Ziemię, a mistyczne szujstwo wytępiło Illumidasów (łącznie z kupą niewinnych cywilów, którzy nie brali udziału w wojnie, odpowiedzialność zbiorowa ftw), ale to wszystko było tak zupełnym przypadkiem i jako rekompensata za "prawdziwą" Arkadię, że zostawiło mnie tylko w stuporze, bo nie byłam w stanie uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Już nawet magiczne nawrócenie się Zone'a to był mały pikuś i łyknęłabym to bez problemu, a tym bardziej, kiedy przez poprzednie dwadzieścia minut takie kosmiczne cyrki latały po ekranie.

Podsumowując - ostatni odcinek SSX jest zły na tak bardzo wielu płaszczyznach, że ojaniemogę, więc zazwyczaj staram się o nim nie myśleć. Chociaż chyba nie byłby taki zły, gdyby całość serii nie była tak świetna i nie prosiła się wręcz o inne zakończenie. Zresztą sam odcinek przedostatni mógłby być wcale świetnym zakończeniem bo scena śmierci Tochiro imo jest bardzo mocna i rozkłada na łopatki, a sama Arkadia jest pozostawiona w domyśle - jak piszesz. Brakowałoby co prawda powiedzenia na koniec, co z Ziemią, ale to byłby mały problem w stosunku do tego, co zrobili w następnym odcinku.

Cytat:
i sądzę, że w jego charakterze bez problemu zmieściłoby się pokierowanie Daibą-dziewczyną z odpowiednim doborem słów

True i w ogóle, z tego co się zorientowałam, zaskakująco popularny jest w fandomie fem!Daiba czy genderfluid Daibą. Nawet Elle ma na swoim koncie [link widoczny dla zalogowanych], a nie jest wcale największą daibofanką w okolicy. Nie wiem, skąd się to bierze, ale możliwe, że to po prostu podświadome wyczuwanie tej kwestii, o której piszesz.

Cytat:
(chociaż wprost deprecjonujących kobiet chyba nie ma?)

I właśnie tu leży pies pogrzebany. Bo gdyby patrzeć na anime, to wszystko mi się składa właśnie na ten obraz, o którym piszesz i o którym rozpisywałam się post wcześniej - że niefortunny dobór słów, ale same kobiety są przedstawiane jako równe i autor nie miał na myśli żadnej dyskryminacji. Gorzej, gdyby zagłębić się w w mangi, które z kolei były w całości autorstwa Matsumoto, bez wtrąceń nikogo innego. Nie czytałam całej mangi, ale była tam taka sytuacja - Harlock i Yattaran wybierają się na rekonesans (nie pamiętam czy z Daibą, ale to bez znaczenia) i Kei od razu się zgłasza, że chce iść z nimi. Na to Yattaran wyskakuje z komentarzem, że on z kobietą nie zamierza nigdzie lecieć, bo kobieta będzie się tylko plątała pod nogami (przytaczam z pamięci, ale sens był taki). No i owszem, Yattaran mógł sobie mieć takie poglądy, ale NIKT z osób, które tam były, nie trzepnął go w łeb ani nie sprostował, Kei się trochę powściekała, ale wszystko zostało potraktowane jako Element Komiczny i nikt potem słowem o tym nie wspomniał. Przyznam, że aż się we mnie zagotowało i jako że już wcześniej w mandze były bardzo niefajnie elementy (chociaż tym razem nie natury szowinistycznej), potraktowałam ją alt F4 z postanowieniem, żeby już nigdy do tego nie wracać i nie psuć sobie opinii o Matsumoto.
No i tutaj właśnie mam ten dylemat, bo nie mogę uwierzyć, że ktoś o takich poglądach, mógłby stworzyć takie bohaterki jak Emeraldas, Miimei czy Louise (czy nawet Kei, bo poza tym momentem, o którym piszę, to przecież ogarnięta, zorganizowana i silna babka, ale jednocześnie nie zmaskulinizowana). Więc koniec końców nie wiem. Jeśli chodzi o samego Harlocka, to imo wszystkie hinty wskazują na to, że szowinistą nie jest i sytuacja ma się tak, jak pisałam post wyżej, natomiast w przypadku samego Matsumoto imo wskazówki są zupełnie sprzeczne. Chyba najbardziej przychylałabym się do opcji, że ta sytuacja w mandze to były poglądy samego Yattarana, których Matsumoto nie dzieli, ale że manga jest sprzed prawie czterdziestu lat, to nie uznał za niezbędne zaznaczyć gdzieś w fabule, że takie myślenie jest złe, bo wtedy jeszcze problem nie był tak nagłośniony i Matsumoto-nieszowinista uznał, że przecież wszyscy wiedzą, że to tylko głupie poglądy bohatera. I w te wersję wydarzeń chcę wierzyć, ale przezornie nie zamierzam kopać dalej w materiale źródłowym, żeby się nie rozczarować.

Dobra, znowu wyszedł mi post-Cthulhu, ale na zakończenie tylko dodam półgębkiem, że znam osobiście osobę, dla której Kircheis jest jedną z ulubionych postaci, więc wszystko jest możliwe Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 16:21, 18 Maj 2015    Temat postu:

Cytat:
Możliwe, że patrzę przez pryzmat religii chrześcijańskiej, ale ta ichnia bogini nie jest jakąś dobrą istotą, która mogłaby rzeczywiście zasługiwać na oddawanie jej czci, ale zwyczajnie zajęła sobie to miejsce prawem silniejszego, a tak naprawdę jest takim samym śmiertelnikiem, tylko po prostu o trochę bardziej rozwiniętej technologii.

Też prawda, ta "bogini" wygląda raczej na zwykłą istotę zostawioną samopas z drogim sprzętem niż prawdziwą siłę wyższą. Właściwie była przedstawiona jako kapłanka świętego ognia, więc istniały jeszcze jakieś byty oczko wyżej.
Leijiversum w ogóle ma problem z wyższymi siłami, widać to też w Harlock Saga i Endless Odyssey - tamtejsze siły są właśnie takie... mało wyższe. Noo przynajmniej miał ciekawy koncept - absolutne zło jako stworzyciel ale i tak poległ z kretesem.
Może to wynika z samej konstrukcji Leijiversum i jego generalnego przesłania, że z dobrym podejściem i pomocą przyjaciół można wszystko - do takich założeń nie pasuje wszechmocna i wszechwiedząca istota, przynajmniej nie jeśli ma czynnie włączać się w wydarzenia.
Dobrze napisanym bóstwem może pochwalić się na przykład "Hi no Tori" Osamu Tezuki - naprawdę czuć, że Feniks to nieoswojona, niezrozumiała i niesamowicie potężna siła, czasem okrutna ale wyraźnie działająca według wyższego porządku. Tyle że to konsekwencja faktu, że w tym świecie dominuje poddanie się przeznaczeniu i nieingerowanie w prawa świata. Jakoś nie widzę tam Harlocka Smile

Cytat:
przez cały czas nastawiałam się na wielkie rozwiązanie intrygi, w której Harlock stwierdza wreszcie, że przecież Arkadia jako miejsce do znalezienia nie istnieje i ich Arkadią jest tak naprawdę Ziemia wyzwolona spod okupacji. Cholera, przecież do dla mnie było jedyna i absolutne wyjaśnienie tej intrygi! Byłam absolutnie pewna, że po wleceniu w to złote szujstwo załoga dostanie wizualizacji Ziemi, Harlock palnie się w czoło i każe im zawracać.

Ja miałam podobnie, do tego przez cały czas liczyłam na to, że ktoś kapnie się, że lecą Arkadią i halo, może jakieś wnioski, analogie, cokolwiek? Zwłaszcza kiedy przelecieli przez bramę i we mgle zobaczyli zarysy jakiegoś statku (co okazało się być cmentarzyskiem) byłam pewna, że zobaczą po prostu odbicie swojego statku i ktoś powie że patrzcie, zrobiliście sobie sami Arkadię więc teraz proszę nazad, podwinąć rękawy i powtórzyć to w większej skali.

Co do poglądów samego Matsumoto to zgadzam się, że nie ma co za bardzo w nie wnikać dopóki ograniczamy się do anime.

A Kircha też nawet polubiłam po Gaidenach ale w głównej serii jest tak przedstawiony, że idź i nie wracaj. Myślałam sobie nawet jakie to by było ciekawe gdyby okazało się, że taki brązowy bożek to w większości wymysł Reinharda i gdyby kolejne retrospekcje różniły się między sobą, za każdym razem ubożejąc w przyziemne cechy Siegfrieda.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 14:44, 20 Maj 2015    Temat postu:

O, a w przypadku Noo w ogóle zapomniałam, że one stworzyły świat, ale racja, tam było coś o tym łańcuchu-DNA. Ale ogółem, to Noo mi się podobały. Bo jasne, może i Harlock unicestwiał je Miażdżącym Spojrzeniem (TM), ale właśnie czegoś takiego się spodziewałam po tej serii - walki z przeciwnikiem, obojętnie, czy byłby człowiekiem, kosmitą i jakimś innym mistycznym szujstwem. Już pomijając fakt, że Noo okazały się podlegać imperatywowi narracyjnemu (że Harlock czy Tochiro je załatwili to rozumiem, ale taki Daiba powinien już tam dawno paść, bo nic nie wskazywało, żeby miał jakieś ukryte skille, które miałyby mu przeciw Noo pomóc - jak np. wtedy, kiedy ta Noo-lasia próbowała opętać wszystkich na okręcie), to jednak sama idea walki z nimi była dobra, bo pokazywała, że jak ktoś sobie próbuje przywłaszczyć Ziemię, to Harlock się na niego rzuci obojętnie, kto by to był. Taka samo w Pierścieniu Nibelungów pomysł był zacny (tylko wszystko inne, łącznie z wykonaniem, orbitują na nowym poziomie żenui). I teraz pojawia się pytanie, dlaczego Harlock, który z zasady sprzeciwia się jakiejkolwiek władzy, włączając w to, jak widać, bogów i przedwieczne demony, stwierdza, że Mistyczne Szujstwo niczym właściwie się od wyżej wymienionych nie różniące jest fajne i akurat jego będzie się słuchać.

Z Tezuki na razie mam zaległości i widziałam tylko pierwszy rozdział Hi no Tori. Ale tak, to zupełnie inna konwencja świata i inny przekaz. Z tego, co ogarnęłam po jednym odcinku, to ma raczej poruszać, ewentualnie niesie przesłanie "jak będziesz się dobrze zachowywał, to może ktoś uzna, że warto cię za to nagrodzić", a nie "jak się odpowiednio postarasz, to możesz skopać tyłek tym dupkom, którzy nie mają racji i są wrednymi gnojkami".

E: Chodzi mi po głowie wersja CGI Cosmo Warrior Zero, a konkretnie samego Zero, ale no ja nie mogę, albo Nos źle wygląda, albo cała reszta, a nie mogę zrobić tak, żeby wszystko wyglądało przyzwoicie :<


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Śro 15:27, 20 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 15:55, 20 Maj 2015    Temat postu:

Cytat:
I teraz pojawia się pytanie, dlaczego Harlock, który z zasady sprzeciwia się jakiejkolwiek władzy, włączając w to, jak widać, bogów i przedwieczne demony, stwierdza, że Mistyczne Szujstwo niczym właściwie się od wyżej wymienionych nie różniące jest fajne i akurat jego będzie się słuchać.

Nie widzę żadnego uzasadnienia poza BO TAK JEST W SCENARIUSZU. Naprawdę, to dziwna decyzja twórców w kontekście pozostałych serii.

Sama też widziałam jeden czy dwa filmy Hi no Tori, z rozpędu po Black Jacku. Trudno mi się zgodzić z filozofią jego dzieł ale są bardzo ciekawe.

Z Zero może być problem, bo nos mocno mu się zmienia, na niektórych długi i prosty, na niektórych grafikach mocno wystający i kartofelkowaty na końcu a na niektórych w ogóle garbaty. Ale jeżeli masz już coś zrobione to pokaż, pokaż może uda się zdiagnozować Smile.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Śro 15:59, 20 Maj 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:32, 20 Maj 2015    Temat postu:

Black Jacka właśnie chcę obejrzeć, bo sporo moich Leijiversowych funfli go lubi, ale na razie to odkładam, bo obawiam się, że skończy się jak z Matsumoto, czyli będę chciała obejrzeć wszystko Tezuki, co zajmie mi pół roku, o ile nie lepiej.

W ogóle kreaska z CWZ jest strasznie krzywa (tak samo jak animacja) i dlatego mam pewne problemy z określeniem Nosa. Zresztą najdziwniejsze są chyba ujęcia z przodu, bo wtedy trudno powiedzieć, czy [link widoczny dla zalogowanych] jest garbaty czy nie. Ale opieram się na [link widoczny dla zalogowanych], w której Zero ma Nos długi, ale raczej prosty. Moja koncepcja jest [link widoczny dla zalogowanych], ale czuję, że chyba tyle razy wszystko poprawiałam, że jest tylko gorzej :<


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 20:23, 20 Maj 2015    Temat postu:

Nie dziwię się funflom, bo Black Jack jest do pewnego stopnia podobny do Harlocka - działa poza prawem, tajemniczy i zimny na pierwszy rzut oka ale milszy po bliższym poznaniu, chociaż moim zdaniem w przeciwieństwie do kapitana bywa naprawdę wredny. Z oglądaniem nie ma problemu, serial ma formułę "choroby tygodnia" i spokojnie można rozciągnąć go sobie nawet na lata. Dość szybko się nudzi, bo poszczególne historie są oparte z grubsza na jednym schemacie. Najlepiej wspominam serię OVA - jest dużo bardziej realistyczna (głównie pod względem kreski, ignorowanie wiedzy medycznej w prześmiesznym stopniu to charakterystyczna cecha tych serii) i mroczna niż główna.

Nos widzę jakoś [link widoczny dla zalogowanych]: na wybranej przez Ciebie [link widoczny dla zalogowanych] grzbiet nosa odstaje od twarzy pod mniejszym kątem i ma wyraźniej określony punkt w którym traci prostość, tam zmienia kierunek przez moment idąc prawie równolegle do twarzy żeby na końcu się łukowato zadrzeć. Przesadziłam w drugą stronę ale mam nadzieję, że przez to dobrze oddałam o co mi chodzi Smile
E: aha, i jeszcze nie dopatrzyłam: na screenie nos zaczyna się ociupinkę wyżej, na wysokości oczu jest już prostą linią.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Śro 20:31, 20 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 20:52, 20 Maj 2015    Temat postu:

Ja właśnie nie lubię tak sobie rozkładać oglądania - nawet Galaxy Express machnęłam w miesiąc, chociaż to właśnie była podobna kwestia, czyli historie na takim samym schemacie i raczej do oglądania w dłuższym odstępie czasu. Było momentami ciężko, ale podtrzymywał mnie na duchu fakt, że w 50 czy 60 odcinku miała mieć cameo Emeraldas, a w osiemdziesiątym którymś Harlock.

True, jak się przyglądam, to masz rację i prawdopodobnie przed którąś z poprawek Nos wyglądał jakoś w ten sposób. (Ale z Nosem akurat najbardziej się certolę, bo raz, że Nos, i dwa, że lasia, przez którą po części to rysuję, stwierdziła coś w stylu, że nie ufałaby twórcom CGI, że zrobiliby Nos odpowiednio. I co prawda nie zamierzam jej tego pokazywać, bo ugh, nie, ale w każdej chwili się zastanawiam, czy Nos nie jest za mało bardzo :<). Kłopotliwa jest jeszcze kwestia tego, że w oryginalnej kresce Zero miał bardzo mały odstęp między Nosem a ustami, co w realistycznym rysunku dziwnie by wyglądało, ale z drugiej strony Zero musi wyglądać jak Zero... #problemypierwszegoświata
Ale chyba już trochę rozkminiłam przerysowanie wg tego, co zaznaczyłaś. Wszystko idzie w dobrą stronę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 21:47, 20 Maj 2015    Temat postu:

Cytat:
jest jeszcze kwestia tego, że w oryginalnej kresce Zero miał bardzo mały odstęp między Nosem a ustami, co w realistycznym rysunku dziwnie by wyglądało, ale z drugiej strony Zero musi wyglądać jak Zero...

To jak piszesz cecha stylu CWZ, zauważ, że Harlock ma tak samo krótki. Ich twarze w całości są bardzo podobne (widać to na dalszych ujęciach, np. [link widoczny dla zalogowanych]) więc myślę, że jeżeli nie masz zastrzeżeń do facjaty Harlocka CGI dobrym pomysłem będzie wyjście od narysowania właśnie jej a potem zmiana szczegółów: [link widoczny dla zalogowanych] będzie miał mniej zadarty nos, bardziej pociągłą twarz z dłuższą brodą i ostrzejszymi liniami żuchwy, grubsze brwi, ewentualnie większe oczy z racji różnicy wieku [link widoczny dla zalogowanych] w CWZ i filmie z 2013. Trzeba by znaleźć sporo ujęć chłopaków w podobnej pozycji (i to z tych samych scen albo najlepiej character charty żeby uniknąć fluktuacji kreski) żeby wyłapać wszystkie różnice.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Śro 21:52, 20 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 10:07, 21 Maj 2015    Temat postu:

No właśnie problem jest taki, że mi się Harlock w wersji CGI średnio podoba i myślałam nawet o narysowaniu innej wersji realistycznej w oparciu o starsze wersje (głównie SSX), ale na razie wolę się nie podejmować. W wersji 2013 głównie mi zgrzyta kształt żuchwy - jest taka wąska, prawie trójkątna i z mocno wysuniętą brodą ([link widoczny dla zalogowanych]). Natomiast w tej wersji, która mi najbardziej odpowiada, ma inny kształt twarzy - taki bardziej prostokątny czy owalny ([link widoczny dla zalogowanych], zresztą w CWZ [link widoczny dla zalogowanych], ale tam wszyscy tak wyglądają).
W każdym razie, jak dorwę się do skanera, to przerzucę poprawki na komputer, bo jakoś na ekranie łatwiej mi się wyłapuje niedociągnięcia. I wtedy się zastanowię, co dalej z Nosem i resztą.

E: Tak mi się teraz pomyślało, że dobry fandom można poznać po tym, że w dwa posty po poważnej dyskusji nt. szowinizmu czy psychologii postaci zaczyna się roztrząsanie kąta nachylenia Nosa czy inszych Wąsów Mecklingera Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Czw 10:09, 21 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 14:04, 21 Maj 2015    Temat postu:

Piszesz tak jakby to też nie były poważne dyskusje Laughing .

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Czw 14:05, 21 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 15:31, 21 Maj 2015    Temat postu:

Moim skromnym zdaniem nachylenie Nosa jest kwestią priorytetową, ale akurat w tej sprawie moja opinia może być nieco tendencyjna. Wink

Aleale, czyjeż to liczko widzę? I gdzie w takim razie jest Pieś? Wybrał się zapolować na coś lepszego niż gotowana kura?
Ludzie i nieludzie, ratujcie się, Obs nadciąga.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:52, 21 Maj 2015    Temat postu:

Tak, źle powiedziałam, jest mi za siebie fstyd. "Dwa posty wcześniej dyskutujemy o jakichś pierdołach typu psychologia postaci, a potem nagle zaczynamy roztrząsać kąt nachylenia Nosa".
Ale wracając do kąta nachylenia Nosa - wersja, jeśli wierzyć plikom na lapie, [link widoczny dla zalogowanych]. Tym razem garbek chyba coś za wysoko się zrobił, ale zdiagnozowałam to dopiero po zeskanowaniu. No i usta coś mi nie pasią. Teraz tak porównuję z pierwszą wersją i nie wiem, czy [link widoczny dla zalogowanych] nie była lepsza. Ale w pierwszej mi się żuchwa nie podoba. #problemypierwszegoświata
Boję się, że przy kolejnej poprawce moja kartka umsze.

E: Chyba spróbuję przerobić Nos, żeby zaginał się trochę niżej, a usta zrobić tak jak za pierwszym razem i mam nadzieję, że to będzie już wersja ostateczna, bo naprawdę zaczynam współczuć kartce.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Czw 18:54, 21 Maj 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 19:57, 21 Maj 2015    Temat postu:

Tak osobiście preferuję wersję z wyższym zagięciem i chyba w wersji dziewiątej najwyżej nieco poszerzyłabym usta.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:14, 21 Maj 2015    Temat postu:

Myślę, że i żuchwa i nos mają się lepiej, podciągnęłabym usta (prawy kącik z perspektywy widza do góry), żeby leżały na [link widoczny dla zalogowanych]. Jeżeli nie zachowa się tej zasady usta wyglądają źle, bo wydają się leżeć poza płaszczyzną twarzy. Dlatego nowsza wersja ust wydaje się gorsza chociaż sama w sobie jest lepiej dopracowana - poprzednia leżała pod właściwszym kątem względem reszty rysunku.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:26, 21 Maj 2015    Temat postu:

(Link się nie otwiera, ale chyba ogarniam, o co chodzi). Spasiba, jak wiem, co jest źle, to to rzeczywiście widzę. Chyba przydałoby się wreszcie poogarniać teorię, ale zawsze stwierdzam, że to za bardzo skomplikowane, skoro chcę tylko uzyskać konkretny efekt, a nie nauczyć się malować w ogólności, więc daję sobie spokój.
A żeby nie było, że nie na temat, to wrzucam jeszcze [link widoczny dla zalogowanych], bo za mało jest uśmiechniętych Leopardów w internetach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:48, 21 Maj 2015    Temat postu:

To miało być stąd: [link widoczny dla zalogowanych] nie wiem co poszło nie tak.
Ja też wzbraniałam się przed teorią i uczyłam się malować na dziko a teraz wracam do tego całego malowania jabłuszek i innego badziewia bo nie da się pewnych rzeczy przeskoczyć, pozytywne efekty są zbyt kuszące.

Jaki ładny skubaniec był z tego Leoparda, szkoda, że się nie dostał chociaż do CWZ. Harlockom przydałby się dla odmiany ktoś w typie "straszna cholera ale nasz, co zrobisz".


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Czw 20:51, 21 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 10:40, 22 Maj 2015    Temat postu:

Spasiba, teraz działa.

Z Leopardem w CWZ skojarzył mi się natychmiast art, który gdzieś mi mignął - bardzo hardkorny ship Zero/Harlock/Leopard. Niestety, wypadłam z pamięci, jak go znalazłam, i teraz już nie jestem w stanie, a ciekawi mnie, czy był aż tak zły, jak zapamiętałam. *tumblry zniszczyły ją na zawsze* Ale tak w ogóle, to w fandomie powinno być więcej Leoparda, tylko może w trochę innej formie.
W ogóle Leopard to kolejne moje słoneczko i rzeczywiście szkoda, że go tak mało w kanonie. Ba, nawet zaczęłam oglądać Queen Millenia z jego powodu, ale Live-eviL trolluje i na razie mają przestoje w tłumaczeniu jakoś w połowie serii, a Leopard jeszcze się nie pojawił. A w sumie jestem ciekawa oryginalnej wersji, bo w SSM był jak dla mnie najlepszym elementem serii (bo Harlock poza ładnym wdziankiem się specjalnie nie wykazał, a cała reszta z Maetel na czele była strasznie mehna).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:52, 22 Maj 2015    Temat postu:

O, myślałam, że pojawia się tylko w Space Symphony Maetel *rusza uszami z ukontentowania*. Jestem ciekawa oryginalnej wersji a nie znalazłam nawet screenów z nim, mam nadzieję, że widać go chociaż trochę zza opasłej zajefajności Promethium. Długo już trwają te przestoje na Live-eviL? Może w wakacje się zabiorę za QM.
Na Tumblrze też jak widzę jest nieobecny niezależnie od wersji i pozycji, tylko gdzieniegdzie wychyla nos z kąta plakatu. Wygląda na to, że jeżeli chcę więcej Leopardów muszę sobie sama narysować. Najchętniej właśnie z Harlockiem i Zero żeby więcej ludzi pozarażać ale raczej na poziomie Bruderszaftu niż w poziomie w ogóle. Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Pią 15:55, 22 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 16:17, 22 Maj 2015    Temat postu:

Sytuacja wygląda ogółem tak: [link widoczny dla zalogowanych] Nie wiem, jak szybko były tłumaczone te odcinki, które wrzucili hurtem, ale w tej chwili wychodzi jeden na miesiąc-dwa (w tej chwili od ostatniego minęły już ponad dwa miesiące, ale z tego co wiem, to w Stanach mają chyba teraz jakieś egzaminy i zakończenia roku, więc mam cichą nadzieję, że ruszy. Bo rozgrzebałam to licząc na w miarę regularne update'y, a tu nic).
Właściwie to wiedzę, że w Queen Millenia jest Leopard czerpię tylko z tego, że pojawia się w wykazie postaci na MAL-u, a opis postaci sugeruje, że jest tam jeszcze coś poza SSM. Ale prawda, że jeszcze w życiu nie widziałam tak kompletnego braku ŻADNYCH kadrów z anime. Aż chyba będę musiała uruchomić moje nieużywane konto na tumblrze i nawrzucać kolekcję screenów z SSM, może coś ruszy. A jak jeszcze coś narysujesz, to możemy zaspamować tumblr Leopardami. O, mogę ci dostarczyć screenów do rysowania, bo specjalnie obfociłam z obu stron jego mundur, żeby widać było cały wzorek.
A co do samego Queen Millenia, to w serialu Promethium jakoś wyjątkowo mało mnie wkurza, że to aż szokujące, bo po Galaxy Express i Yamato powinnam już mieć zdecydowanie dość tego typu postaci. Prawda, potem się robi strasznie rozmemłana, kiedy już wychodzi na jaw, że jest Queen Millenią i ogólnie miota się między ratowaniem ludzi a ratowaniem La Metalian, ale miała zaskakująco dobre momenty na początku - np. pościgi samochodowe w ucieczce przed helikopterami. (A jej kot, co dziwne, nie nazywa się Mii-kun, tylko Leiji, szog i niedowierzanie). No i imo opening jest bardzo zacny nawet jak na ogólną zacność starych, Leijiversowych openingów: https://www.youtube.com/watch?v=b_k2kmDJec0
Ale tak w ogóle, to też strasznie do mnie przemawia zgrupowanie zawierające Harlocka, Zero i Leoparda, więc żal i ból, że nie występują w żadnej serii wspólnie, bo to można byłoby fajnie przedstawić (w końcu, jak by nie patrzeć, każdy z nich reprezentuje inną stronę - w każdym razie gdyby założyć, że Mechaniczne Imperium = La Metal, a Zero reprezentuje Ziemię).

E: Próbowałam znaleźć tamtego złego arta, więc zerknęłam na tag SSM, którego wcześniej nie przeszukiwałam, i znalazłam innego złego arta :< Jak widać jeśli ludzie użytkują Leoparda na tumblrze, to tylko w zły sposób. Ale. Przy okazji przypomniałam sobie, że niedawno ktoś postował też to: [link widoczny dla zalogowanych] To jest dobry art.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Pią 17:24, 22 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:36, 22 Maj 2015    Temat postu:

Chętnie przyjmę screeny, przydadzą się chociaż na wyniki pewnie będzie trzeba sporo poczekać. Smile
Moim zdaniem Leosia dałoby się ładnie wpasować w CWZ jako załoganta Karyu, na przykład zamiast czerwonej puszeczki (czy ona nie była czasem jednym z oficerów?), jako wysłannika Hellcastle albo ewentualnie bezpośredniego przełożonego Zero w miejsce starszej kobiety której imienia niestety nie pomnę, w końcu straciłby bez pewnej dozy samowoli jaką daje własna flota lub przynajmniej statek.
Co do QM zdążyłam odpocząć od rozmemłanej części rodziny Maetel a skoro Promethium jest tu wyjątkowo sensowna może się okazać, że nie tylko dla Leoparda warto będzie to zobaczyć.

E: Ciekawe, nie było tego w wynikach wyszukiwania po tagach.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Pią 17:53, 22 Maj 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 18:21, 22 Maj 2015    Temat postu:

Właśnie doczytałam, że Live-eviL mają jakieś kłopoty z załogą, bo ktoś im zachorował. I to, że nie zgłaszam się do nich w tej chwili na ochotnika, to bynajmniej nie z braku chęci czy motywacji, ale po prostu zdaję sobie sprawę, że mój angielski jest daleko poniżej poziomu, jakiego oni tam potrzebują. Dlatego liczę, że znajdzie się jakiś inny ofiarny człowiek.

Screeny: [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych].

Batalizer był, zdaje się, pierwszym oficerem za czasów, kiedy Zero jeszcze latał na złomie. Więc teoretycznie kiedy pierwszym oficerem została Marina, Batalizer chyba powinien być drugim, ale drugim, o ile pamiętam, był Ishikura. Więc w sumie to cholerstwo ma dość nieokreślony status ontologiczny. Co nie zmienia faktu, że strasznie mnie wkurzało, a to chyba taki kolejny Matsumotowy "must be" obok kotów, bo w Yamato i czymś jeszcze się przewija. Ale tak a'propos, to przypomniało mi się to: [link widoczny dla zalogowanych]
Leoparda ogółem nie widziałabym jako członka załogi Zero - w końcu Leopard był głównodowodzącym sił La Metal, więc pasowałby mi właśnie na przełożonego Zero (chociaż tę lasię też lubiłam i smutno mi było, kiedy zginęła). Zresztą Leopard, jako głównodowodzący wojsk La Metal, mógł teoretycznie nawet z Zerem walczyć (może nie osobiście, noale) zanim Ziemia nie skapitulowała. Chociaż to akurat nihil novi, bo w tej chwili to Zero jest tak jakby po drugiej stronie barykady. Ale zastanawiam się, jak by się odnosił do Leoparda, gdyby dowiedział się, że Leopard tak naprawdę wcale nie popiera rewolucji mechaludzi i w podziemiu działa przeciw cyborgizacji, ale po prostu tajniaczy się, żeby jak najwięcej ugrać, póki jest jeszcze w La Metal człowiekiem, który dużo może. Nawet jeśli cele mieli w pewien sposób podobne, to Zero chyba był ponad takimi machlojkami. Zresztą to można powiedzieć o całej trójce, łącznie z Harlockiem, że w pierwszej chwili pewnie chcieliby się tam nawzajem odstrzelić, ale potem stwierdziliby, że jednak swój chłop, nawet jeśli gnojek/idiota/naiwniak.
Ale tak teraz mnie naszło, że w SSM śmierć Leoparda była ostatnim momentem, który mnie ruszył. Te wszystkie późniejsze gadki Maetel i Nazki były już strasznie mdłe i jak czytam, jak to ludzie się tym wzruszali, to się dziwię, bo najbardziej emocjonalny fragment serii mieli dwa odcinki wcześniej... Ale. Tak się zastanawiam, czy ten screen: [link widoczny dla zalogowanych] można linkować w kompilacji bez zaznaczania spoilerów, czy Leopard wygląda w nim na za bardzo umartego?

Tagi na tumblrze działają w alternatywny sposób, bo niektóre rzeczy się pokazują, inne nie. Chyba jedynym niezawodnym sposobem jest po prostu obserwować blogi, na których pojawiają się Leijiverowe rzeczy, i liczyć, że cichaczem nie powstały żadne inne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:06, 22 Maj 2015    Temat postu:

Cytat:
w pierwszej chwili pewnie chcieliby się tam nawzajem odstrzelić, ale potem stwierdziliby, że jednak swój chłop, nawet jeśli gnojek/idiota/naiwniak

Dla mnie to właśnie największa atrakcja tego zestawienia. Laughing Dlatego też zachowałabym fakt z SSM, że Leo jest dopiero co/w trakcie mechanizacji, bo tuż po wojnie sytuacja metalowych neofitów musiała być wyjątkowo skomplikowana.
W roli pierwszego/drugiego oficera byłby interesujący, bo pewnie w którymś momencie poderwałby część załogi do buntu widząc jak Zero grucha sobie z Harlockiem zamiast go dopaść. W tej wersji byłby postacią która dopiero pnie się do góry, żeby rozwalić system (za dużo Obersteinów się naoglądałam, ach, za dużo) ale moim zdaniem nadal mieściłoby się to w jego charakterze z SSM.
Pomysły ze starej wersji scenariusza są interesujące, chociaż mogę zrozumieć dlaczego z nich zrezygnowano. Na przykład mechaniczna ręka Zero i jak podejrzewam problemy z jej zaakceptowaniem jako najważniejszy problem tego wątku byłby niepotrzebnym powtórzeniem godzenia się z mechaniczną drugą połówką chociaż na pewno by wymiatała Very Happy.
Za screeny wielkie dzięki, będą bardzo przydatne chociaż właśnie uświadomiłam sobie, że gdyby był po stronie Zero pewnie miałby taki sam mundur jak on (nie mogę rysować scenek bez wyobrażenia sobie do nich historii, straszna choroba Rolling Eyes ).

Screen jest moim zdaniem zbyt sugestywny, bo jeżeli ktoś w ogóle kojarzy Leoparda to wie też, że nie mógłby tak się zachowywać gdyby nie zajmował się właśnie bohaterskim schodzeniem. Gdyby jeszcze krzywił się z bólu można by mieć nadzieję, że go odratują ale po tym anielskim uśmieszku widać, że już po ptakach. Męczennik.
Co do wzruszenia na końcu zbyt wiele razy widziałam coś podobnego w Leijiversum więc też raczej ruszało mnie jego zejście niż ostatnie odcinki.


E: O tak, kuszenie awatarem to też dobry pomysł Very Happy
E2: BARDZO późne zasłonięcie spoilera


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Pon 13:16, 25 Maj 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 11:29, 23 Maj 2015    Temat postu:

Właśnie dokonałam bardzo niefortunnego zestawienia twojego postu z [link widoczny dla zalogowanych], w którym autorka zakłada, że Marina nie miała różowego munduru, bo była kobietą, ale ponieważ różowy mundur przysługiwał pierwszemu oficerowi. To zestawienie uświadomiło mi, że potrzebuję w życiu Leoparda w różowym mundurze, ten koncept jest po prostu zbyt piękny, żeby miał się zmarnować. I w berecie, oczywiście. Beret musi zostać, chociaż to trochę dziwne, że pierwszy oficer w berecie, a kapitan w czapce. Tak, tu dostrzegam pewien problem. Poza tym różowy mundur i beret brzmią cokolwiek moherowo.
Obsy w kontekście Leoparda są złe. W ogóle Obsy są złe i właśnie sobie uświadomiłam, że Leopard ma coś bardzo za dużo Obsów w sobie. Ale jest miły. To mój koronny argument. Tym niemniej przemawia do mnie ta wersja z Leopardem dopiero dochodzącym do bycia kimś ważnym i jego rozumowaniem, że nawet jeśli Zero i Harlock teoretycznie są po jego stronie, to trudno, moje Obsowanie jest ważniejsze i będę udawał przykładnego żołnierza tak długo, jak się da.
W ogóle to nie przypominam sobie, żeby Leopard kiedykolwiek pojawił się z kieliszkiem albo innym kieliszkoidem, więc zaczynam czarno widzieć jego koegzystencję z Zerem i Harlockiem, skoro nie będą mogli sobie nawet przeprowadzić Ważnych Rozmów nad flaszką. (Chociaż z drugiej strony to w pewien sposób odświeżające. Mógłby ich potem odprowadzać z barów - jeden na jedno ramię, drugi na drugie i wio).

Co do samego CWZ, to szczerze mówiąc, bardziej wolałabym pooglądać Zera z mechaniczną ręką, bo Zero/Marina aż tak nie shipuję (tj. Marina jest ogółem dla mnie trochę mehna, bo odnoszę wrażenie, że cały jej charakter od a do z został stworzony tylko z myślą o popchnięciu do przodu fabuły, a poza tym nie charakteryzuje się ona jakimiś specyficznymi, własnymi cechami. Chociaż podczas oglądania mi się na nią źle nie patrzyło, w przeciwieństwie do takiej Sylviany, która mogłaby być dobrą postacią, gdyby nie fakt, że nie była). Poza tym ciekawa jestem, jak by chcieli przeprowadzić to, że truloffem Zera miała być Helmatier, bo brzmi to bardzo karkołomnie, ale kto wie, może wynikłoby z tego coś interesującego. (Oczywiście pomijając fakt, że Zero ma jedyny słuszny truloff do Harlocka Very Happy).
Tak w ogóle, to kiedyś sobie przepuszczę ten cały artykuł przez google translate i zobaczę, czy coś więcej ciekawego tam się pojawia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 18:21, 23 Maj 2015    Temat postu:

Cytat:
Beret musi zostać, chociaż to trochę dziwne, że pierwszy oficer w berecie, a kapitan w czapce. Tak, tu dostrzegam pewien problem. Poza tym różowy mundur i beret brzmią cokolwiek moherowo.

Może to trochę dziwnie wygląda, ale na przykład i w naszym, rzeczywistym wojsku regulamin mundurowy przewiduje [link widoczny dla zalogowanych] więc czemu nie. Za to kolor rzeczywiście bym zmieniła, na przykład na [link widoczny dla zalogowanych] jako nawiązanie do Mariny. Tak patrzę i patrzę na rysunek i chyba trzeba sprecyzować: to niebieskie to miało być beret, nie poduszka chociaż może tego nie widać Very Happy
Z jego Obsowaniem (galopującym makiawelizmem, bo chyba powinno się to wyjaśnić czytelnikom nie w temacie LOGHa Smile ) byłby pewien problem, bo w pewnym momencie musiałby zmienić przekonania o 180 stopni albo zginąć jak w oryginale żeby nie psuć koncepcji zwyciężającego wszystko dobra i przyjaźni obowiązującej w Leijiversum. Nie wiem, czy twórcy fanfików zawsze starają się zachować wizję świata spójną z pierwowzorem, ale powiedzmy, że to się oryginałowi należy.

Marina jest mi dość obojętna i rzeczywiście widać, że jest raczej nośnikiem dla problemu niż niezbędną postacią.
Nad Sylvianą warto się zatrzymać w kontekście wcześniejszej dyskusji o szowinizmie w seriach, bo to bardzo negatywny przykład. Okropna postać, taka stereotypowa zła kobieta - złośliwa, tchórzliwa, kapryśna manipulatorka, uwodzi mężczyzn żeby ich sponiewierać. Sama też jest traktowana paskudnie, a to jest dla wszystkich facetów "kochaniem", a to za karę ktoś jej rozetnie ubranie. Z tego co pamiętam jak zwykle jedyny Harlock uratował sytuację i kiedy wyzwała go na pojedynek stanął z nią do walki jak równy z równym bez głupich uwag.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Sob 18:37, 23 Maj 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 17:36, 24 Maj 2015    Temat postu:

Jeszcze raz napiszę, że Leoś w różowym mundurze jest wielce zajebisty, tak żeby wszyscy wiedzieli <3 Prawda, niebieski beret pasuje - oryginalny zielony by się gryzł, a różowy... cóż. Ale jak najbardziej beret wygląda jak beret, ma nawet ten żółty znaczek.
(Dobra, teraz z kolei wizualizują mi się Leopard i Zero z podmienionymi czapkami, ale potem nad tym głębiej pomyśle. Po sesji).

Tak, w sumie jak o tym napisałaś, to masz rację, że Leo musiałby albo zginąć, albo przewartościować sobie priorytety. Ale z drugiej strony - między innymi za to właśnie uwielbiam Leijiverse, że bohater może zginąć, potem w następnej serii żyć sobie z powrotem, jeśli tego wymaga fabuła, a potem zginąć jeszcze raz, trzy sezony później (bo rekord Tochiro z co najmniej czterokrotną śmiercią trudno pobić - chociaż Cinerari się stara i Zero udało się już jej zabić chyba trzy razy. Ona jest potworem). No i ogółem nie rozważałam chyba jeszcze wrzucenia Leoparda do CWZ w postaci jakiejś konkretnej historii. Z jednej strony widziałabym Harlocka i Zero bardzo aktywnie przekonującego go, że jednak ich wersja ratowania Ziemi jest lepsza (chociaż jako żywo - z nich wszystkich to Leoś ma najwięcej racji i najbardziej ogarnięty plan działania), ale gdyby jednak wyszło na jego, to, jak piszesz, byłoby to bardzo niepoleijiversowemu, a z drugiej strony - gdyby Leopard zginął, a potem trU siła przyjaźni uratowała Ziemię, to byłabym pierwszą do pieprznięcia wszystkim o podłogę, bo to jest dokładnie to samo zagranie, które wpieniło mnie w trzecim Yamato (tylko na trochę mniejszą skalę). Więc tak, widzę tu pewien problem.

True, Harlock nie omieszkał [link widoczny dla zalogowanych] z Sylviany, ale przynajmniej daje jej szansę. Ogółem to mój problem z nią jest taki: przemówiłaby do mnie postać łowczyni nagród, która jest przy okazji, cóż, stereoptypową blondynką i ogółem osobą składającą się prawie tylko z wad - i to nie takich "fajnych" wad, ale właśnie infantylizmu, przekonania o własnej zajebistości przy zerowym pokryciu w rzeczywistości, wywyższaniu się, fochach i tak dalej. W ogóle całkiem podoba mi się, jak Matsumoto tworzy bohaterki o zestawie cech które można by wiązać z najbardziej oklepanymi stereotypami o kobietach, a potem te bohaterki osadza na wiodących stanowiskach w stereotypowo męskich dziedzinach (tu myślę głównie o Kei czy Yuki z Yamato). Co prawda w przypadku Sylviany to byłyby wyjątkowo negatywne stereotypy, ale mimo wszystko uważam to za pewien sposób zabawy z konwencją - że bohatera łamiąca schematy nie musi wykazywać typowo męskich cech osobowości. I pod tym względem uważam, że Sylviana miała zadatki na dobrą bohaterkę. Natomiast wykonanie (inaczej niż w przypadku Kei czy Yuki, które są bardzo dobrze zbilansowane i przyjemnie się na nie patrzy na ekranie) zostało położone na całej linii, chyba głównie tym, że Sylviana została właściwie sprowadzona do elementu komicznego i tyle. Poza Elementami Komicznymi nie ma właściwie żadnego swojego charakteru, pojawia się na scenie w ramach absolutnego zapychacza, albo koniecznego popchnięcia akcji (sporadycznie). W OVA w ogóle była pełna żenua (co prawda oglądałam z francuskim dubbingiem, a po francusku umiem całe "je suis", ale akurat tyle zrozumiałam), bo albo zapychała czas ekranowy i próbowała być zabawna, albo, kiedy potrzebna była w fabule, można byłoby ją zastąpić każdą, dosłownie każdą inną postacią - bo jej obecność była potrzebna tylko do tego, żeby rozbiła się myśliwcem na grzyboplanecie, żeby planeta zaczęła się rozpadać.
W ogóle z tego co zauważyłam, to fandom jest bardzo zgodny i w Leijiverse challenge to Sylviana najczęściej przewijała się w dniu o najmniej lubianej postaci (razem z, nie wiedzieć czemu, Ishikurą).

(Przy okazji szukania miny Harlocka, odkryłam jakie dziwne rzeczy mam polajkowane na tumblrze).

E: kodowanie


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Nie 17:37, 24 Maj 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 140
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 22:04, 24 Maj 2015    Temat postu:

Cytat:
jako żywo - z nich wszystkich to Leoś ma najwięcej racji i najbardziej ogarnięty plan działania

Niestety baśniowa konwencja jest bezlitosna dla wszystkich, którzy za dużo myślą.

Może pomysł na Sylvianę rzeczywiście był nie najgorszy, porównam ją sobie z Kei i Yuki kiedy już w końcu zobaczę Yamato i wtedy z chęcią wyprę z pamięci.
OVA do CWZ była w ogóle... specyficzna. Nie przepadam za majtczanym typem humoru jaki reprezentuje, chociaż przynajmniej pokazywała kilka miłych interakcji między postaciami.
Ishikurze pewnie pamiętają numer z wabieniem Harlocka na przynętę z Tochiro. Kolejny, który za dużo kombinuje.

E: Zielony z różowym wcale się bardzo nie gryzie, w oryginalnym mundurze wnętrze kołnierza jest różowe a przecież całość wygląda dobrze. To tylko kwestia starannego doboru odcieni (koniecznie chłodne, w końcu Leopard ma typ urody lata ). Laughing


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Nie 22:10, 24 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:51, 25 Maj 2015    Temat postu:

Co do baśniowości, to w jednym z filmów Deslerowi prawie udało się uratować dzień, ale to raczej wyjątek.

Ogółem to tak: nie mam zupełnie nic przeciwko, jeśli wygrywa tru siła przyjaźni i tak dalej, tym bardziej, że u Matsumoto (poza Yamato) to było przedstawiane w miarę bezboleśnie i mnie na przykład nie raziło w oczy - do tego stopnia, że wcześniej nawet nie zauważałam tej różnicy między metodologią Leoparda czy chociażby Harlocka. Może po części dlatego, że Leijiverse raczej mało nawiązuje do takiego typowego shounena, gdzie bohater sobie przegrywa, przegrywa, aż nagle ma retrospekcje i podnosi się dopakowany, a potem oczywiście wygrywa. Matsumoto raczej stawia na na lojalność i niedawanie za wygraną, ale bez jakiś takich emocjonujących przełamań, tylko po prostu takie mozolne, uparte parcie do celu bez względu na wszystko (zresztą najlepszym przykładem jest tutaj przyjaźń Harlocka i Tochiro, która charakteryzuje się właśnie tym, że po prostu jest i przejawia się głównie w bardzo przyziemnych i codziennych gestach).
Ale. Problem pojawiłby się właśnie wtedy, gdyby postawić przed tym samym problemem takiego Leoparda, który ma o wiele bardziej realny i rzeczywisty plan działania, który w przeciwieństwie do zamierzań Zera i Harlocka może nie jest specjalnie bohaterski, ale ma szansę się sprawdzić. No i gdyby teraz wyszło, że Leopardowi się nie udaje i ginie, a Harlockowi czy Zero już wychodzi, to bym się bardzo wkurzyła. To byłoby, no nie wiem, jakby np. w LoGH-u Reuenthal i Mittermeyer próbowali jakimiś strategicznymi, inteligentnymi metodami odbić Iserlohn, ale by im się nie udało, bo Yang, a potem przyszedłby Kircheis, stwierdził "odbiję dla ciebie Iserlohn, Reinhardo-sama!" i na sile sparklącego spojrzenia udałoby mu się to zrobić nawet mimo małej realnej szansy wykonania tego planu. Nie kłułoby to tak w oczy, gdyby nie było powiedziane wcześniej wielkimi literami, że w tym uniwersum nie ma realnych szans, żeby to zrobić zgodnie z panującymi zasadami prawdopodobieństwa.
Z drugiej strony w samym SSM rozwiązali ten problem z godną podziwu wprawą, aż jestem pozytywnie zaskoczona. Z jednej strony Leopard doprowadza swoje pomysły do końca i to ON zaprowadza porządek na La Metal, doprowadza planetę do życia, zarządza nią i wreszcie broni - a więc osiąga swój cel w skali społecznej i politycznej, bo, jak by nie patrzeć, polityk i dowódca z niego o wiele lepszy, niż z wszystkich Królowych Milleniów, jakie mieliśmy okazje widzieć. A z drugiej strony główny przeciwnik w postaci Promethium zostaje pokonany przez tru siłę przyjaźni ze strony Nazki, Maetel i tak dalej. I tak jak dla mnie akurat ta część była najmniej interesująca, to jednak konwencji stało się za dość. A że Promethium była przeciwnikiem Nazki i Maetel, nie Leoparda, to nie mam wrażenia bezczelnego kradnięcia czasu antenowego i naginania prawdopodobieństwa.
Tylko w dalszym ciągu nie mam pomysłu, jak to przekuć na nasz crossover, bo a) to wciąż zawiera opcję, w której Leopard ginie, b) panowie trio dążą właściwie do tego samego i nie widzę tu specjalnej możliwości pokojowego podzielenia się celami.


A OVA oglądałaś w jakimś ludzkim języku? Jak tak, to może mi wyjaśnisz. Tam pod koniec, jak rozpadała się grzyboplaneta, Zero i Harlock wpadli do jakiegoś takiego innego wymiaru, w którym latała sobie Maetel... i o co do cholery tam chodziło??
Prawda, że te przewalające się wszędzie gacie i wskakiwanie do kibli było na poziomie niższym, niż przywykłam oczekiwać od Leijiverse, ale to chyba już taki klimat Leijiverse we wczesnych latach 2000. Chociaż przyznam, że wyjątkowo kłuło mnie to w oczy, zważywszy, że całość zaczynała się dużo poważniej, od łypiącego Zero i tak dalej (chociaż może to miał być taki kontrast? Że Zero tu jest biedny, przesłuchują go jacyś piraci, a Harlock sobie siedzi w najlepsze w domku wypoczynkowym? Tak czy inaczej, mogli to zrobić subtelniej). Zresztą w SSM było tak samo - w jednej chwili Leopard podejmuje moralne dylematy i musi strzelać do własnych podwładnych, żeby się nie zdradzić, a w następnym odcinku wjeżdża fabuła o złotym sedesie i gaciach Tochiro. Szczerze mówiąc, w tej chwili nawet trudno mi się było cieszyć z przeniesienia akcji na Arcadię.
Ale gdyby odcedzić ten krzywy humor i głupie gagi, to zostaje dużo fajnych rzeczy, głównie w relacji Harlocka z Zerem i w kwestii samego Zero. Jeśli chodzi o to pierwsze, to ten ship wyewoluował właśnie z powodu OVA (konkretniej [link widoczny dla zalogowanych]), a jeśli chodzi o drugie, to w fafrolcach i ogólnej obecności Zero w fandomie jest proporcjonalnie dużo z OVA, przynajmniej zważywszy, jak mało w nim rzeczywistego materiału. Trochę mi się wydaje, że scenarzyści mieli po prostu trochę luźnych scenek, w których Zero jest fajny, ale nie byli w stanie już ich wcisnąć nigdzie w serię główną, to wsadzili tutaj (szczególnie znamienne jest to, jak sprytnie wyeliminowali z gry Karyuu z załogą). Gdyby jeszcze zdecydowali się zamienić trochę gaciowych gagów na wątek mechanicznej ręki Zera, to w ogóle byłabym już szczęśliwa.
A Ishikurze to akurat chyba wypominają truloffienie Zera. Hmhm... Było nawet o tym PWP, ale chyba na szczęście przepadło w otchłaniach tumblra

Powiedziałabym bardziej, że Leopard ma czerwony kołnierzyk - takie na wiązanie do faktu, że oni tam wszyscy mają coś czerwonego pod szyją - Harlock też kołnierzyk, Zero stylowy golf.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin