Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Legend of the Galactic Heroes (LoGH)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 21:26, 06 Maj 2014    Temat postu: Legend of the Galactic Heroes (LoGH)

Dawno-dawno temu było sobie dobre-dobre anime o tym, jak to w dalekiej-dalekiej przyszłości Paweł, Oskar i Tygrys w jednym stali Imperium. Kręcili się tam też jacyś sympatyczni demokraci w poszukiwaniu herbatki, a biedna lokalna Gwiazda Śmierci nijak nie mogła się połapać, w czyich barwach gra w danym tygodniu, ale to wszystko nieistotne szczegóły, gdyż...
...na biedny-biedny orszuliny mózg upadł kosmodesantnik. A nawet dwóch.

Chociaż przypadłość ta, mianowicie przygniecenie przez kosmodesantników, dość szeroko rozprzestrzenioną się zdaje w nieprzemierzonych przestworach ruskich netów, to cokolwiek mniejszym powodzeniem Legenda cieszy się u nas. A szkoda. Dlatego też podjęłam się szczytnej misji roznoszenia zarazy - Broz zresztą padła już ofiarą tego niecnego procederu. I was, panie, panowie, koty i alienki, do poddania się galaktycznej flocie serdecznie zachęcam.

A dlaczegóż mielibyście to uczynić, zapytacie pewnie.

A jak Ale dużo bohaterów... W pierwszej chwili może się to wydawać wadą, bo kto ich wszystkich zapamięta? JA! Lecz czy to nie przyjemnie widzieć opowiadaną historię nie tylko z punktu widzenia głównych graczy poszczególnych stron, których jest jednak ciut więcej niż dwie, ale też mniej prominentnych postaci?
B jak Bitwy kosmiczne przy muzyce klasycznej, bo dlaczego by nie. Uwaga! Można się nabawić paskudnej choroby, która objawia się tym, że na widok dowolnej epickiej spejsopery zaczyna się podświadomie wyczekiwać odpowiedniego podkładu muzycznego.
C jak Co tam, panie, w polityce. Ciężko żyć bohaterom, których decyzje mają widoczny wpływ na kształt całego uniwersum. Ale o ile przyjemniej ogląda się widzom. Przy tym dla odmiany protagoniści mają zwyczaj planować długofalowo. Niektórzy.
D jak Dla każdego coś miłego. Odrzucają cię blond loki i postępująca niestabilność psychiczna Reinharda von Lohengramma? Uważasz, że Paul von Oberstein to zimny ryb, a Imperium widzi ci się w czarnych barwach nie tylko z powodu mundurów? Zawsze można kibicować Aliansowi, nic na tym nie tracąc, bo strony dostają niemalże po równo czasu antenowego.
E jak Epickość. Enough said.
F jak Fandom. On istnieje. Jeszcze jak istnieje.
G jak Gdyby tylko Kircheis wciąż żył. Ale nie żyje. I dlatego galaktyka ma problemy, a my porządną fabułę.
H jak Historyczne tło. Istniejący system polityczny nie wisi w historycznej próżni. Dowiadujemy się w dość ciekawy sposób, bo między innymi za pomocą kronik filmowych, jak powstał i ma to bezpośredni wpływ na zachowanie i motywy bohaterów.
I jak I kto ma rację? To bardzo dobre pytanie. Bo właściwie to kto?
J jak Jaka piękna katastrofa. Happy endów nie przewidziano oprócz happy endu ogólnogalaktycznego, ale jest w tym coś urzekającego. Cóż, póki wojny, póty szczęścia, to pokój jest problematyczny dla ludzi działających w reżimie militarnym.
K jak Krew, łzy, pot, straty. Nie mówię tu o wiecznej żałobie i wiecznych wizjach Reinharda, ale o tym, że trup ściele się gęsto, a wojna, chociaż prowadzona w kosmosie, wcale nie jest bezkrwawa i to zarówno metaforycznie, jak i bardziej dosłownie. Ofiary nie ograniczają się też do tak zwanego mięsa armatniego - bycie ważną postacią nie daje ci plot shielda, o nie. Wręcz przeciwnie.
L jak Ludzie, jakie to długie. I dobrze. Nie jakieś marne ćwierć setki odcinków, ale całe 110, nie licząc prequeli. Nie liczcie prequeli, prequele bolą.
M jak Mittermeyer i Reuenthal [patrz też: Reuenthal i Mittermeyer]. Znani też jako Podwójna Gwiazda, admirałowie-nierozłączki albo też w niektórych kręgach jako Laś z Traumą i Laś bez Traumy.
N jak Nie ma animesznych mordek. Brak łezek w dziwnych miejscach. Krzyżyków zamiast oczu. Deformed. Ach, jak dobrze...
O jak O, tu są kobiety. No dobrze, dużo to ich nie jest. Ale nawet tak skromna kadra udowadnia, że w przyszłości bynajmniej nie brakuje silnych pań.
P jak Piękni panowie dla płytkiej Orszuli. Sygnaturka Broz niechaj mi będzie świadkiem! Dla oczu ucieszenia znajdą się jednak panowie w dowolnym umaszczeniu i o dowolnych parametrach.
R jak Reuenthal i Mittermeyer [patrz też: Mittermeyer i Reuenthal].
S jak Skala szarości moralnej. Nie ma Złego-Złego Imperium ani Dobrej-Dobrej Republiki. Obie strony są na początku tak samo przegniłe i obie drużyny młodych gniewnych te strony zmieniających nie są tak całkiem w porządku. Właściwie jedynymi postaciami, którym nie da się niczego zarzucić, są pies Obersteina i kot Juliana.
T jak To takie smutne! Ciężko obejrzeć całą serię i nie wzruszyć się ni razu. Szczegółów nie zdradzę, ale przedzieranie się przez dalsze sezony bywa bardzo emocjonalnym przeżyciem.
U jak Upiorna kreska. Idzie się przyzwyczaić, ja na przykład uważam ją za bardzo ładną. Chwilami widać też różnice w designie bohaterów wynikające z poprawek naniesionych przy kolejnym wydaniu serii.
W jak Wielkie kosmiczne statki.
X jak X-wingi. Samych X-wingów może nie ma, ale pomarańczowe stroje aliansowskich asów oraz ich dość charakterystyczna swada coś mi przypominają.
Y jak Yyyy, to właściwie nie do końca tró anime. To właściwie bardziej adaptacja powieści. Dobra adaptacja. Dobrej literatury.
Z jak Zaraz, ale co to właściwie jest? Wojna i Pokój minus romans plus takdużo epickości IN SPACE.

Jeśli kogoś udało mi się przekonać, to podpowiadam kolejność oglądania:
1. Legend of Galactic Heroes: My Conquest Is the Sea of Stars - pilot serii, w którym nieco może brakuje akcji, ale za to jest wielce piękny i klimatyczny, a przy tym nikt nie oprze się bitwie kosmicznej pod Bolero Ravela.
2. Legend of Galactic Heroes Gaiden: Overture to a New War. Film, który jest wzbogaconą przeróbką dwóch pierwszych odcinków i w pełni je zastępuje.
3. Odcinek trzeci. I czwarty. I tak aż do sto dziesiątego. Uwaga! Pierwszy sezon troszkę wolno się rozkręca i ja osobiście nie lubię do niego wracać, ale potem jest już tylko lepiej.



Chciałabym przy okazji dorzucić swoje trzy grosze do przyuważonej gdzieś w powitalni jakże ważkiej kwestii wyższości Reuenthala nad Mittermeyerem lub też braku tejże. No dobrze, wyższość jakaś być tam musi, choćby czysto fizyczna, bo panowie dość wybitnie różnią się wzrostem.
Ale ad rem. W mym skromnym mniemaniu admirałowie-nierozłączki posiadają tę cechę gatunkową, że lepiej czują się i prezentują parami.
Poza tym ciężko jest porównać panów, którzy wywołują tak różne reakcje. Przy Mittermeyerze należy robić mimimimimi, a przy Reuenthalu mrrrrrrr. Elementarne.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Sob 23:25, 28 Lut 2015, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Broz-Tito
Tygrys-w-razie-czego



Dołączył: 29 Lis 2012
Posty: 3597
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Urwała się z sonetu Franceta Prešerna

PostWysłany: Wto 21:54, 06 Maj 2014    Temat postu:

Ore, kocham, kocham, kocham. Również za ten wyjątkowej urody wstęp <3

Procederu faktycznie jestem ofiarą, ale nie czuję się w najmniejszym stopniu pokrzywdzona. ALE, do rzeczy:

Cytat:
Przy Mittermeyerze należy robić mimimimimi, a przy Reuenthalu mrrrrrrr. Elementarne

Robić mimimi i miziać, bo mu się należy, gdy Reuenthal idzie w tango! Very Happy

Cytat:
P jak Piękni panowie dla płytkiej Orszuli.

Mnie też proszę automatycznie w to wliczyć, oglądając, odhaczam sobie również godziny bycia płytką. Codziennie. Prawie! Very Happy

Dodam parę liter od siebie:

CH jak Chemia między bohaterami - a właściwie jej absolutny brak tam, gdzie twórcy sobie zaplanowali. Ale to niczemu nie przeszkadza.
M jak Mechaniczne, czerwone oczka Obersteina oraz Mordercze Białe Chusteczki, Chusty i Szaliki - kogo dotkną, ten pewny trup, można to na pewno zbadać jakąś całkiem naukową metodą... jak i Mittermeyer i Reuenthal gdyż o nich warto wspomnieć przy każdej okazji! Very Happy [MSPANC]
N jak NOS boskiego Schenkoppa, który to NOS co prawda pojawia się i znika, ale nie odejmuje mu od osomności. Dzięki niemu Schenkopp wymiata jeszcze bardziej niż Yang, któremu zdarza się być ciepłą kluską, ale i tak jest fajny.
P jak Pojedynki - wszelkiej maści. I te wielkie, dyplomatyczne, i te jeszcze większe, w czasie wojny, jak i zupełnie prywatne potyczki. I nie chodzi mi tu tylko o rękoczyny.
T jak Trochę ci będzie szkoda niektórych bohaterów. A innych wcale. Oraz T jak Tygrysek - bo mogę.

A teraz tak: moja sygnaturka na was patrzy i próbuje przekonać Forumu, że warto to oglądać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:35, 06 Maj 2014    Temat postu:

Broz-Tito napisał:

CH jak Chemia między bohaterami - a właściwie jej absolutny brak tam, gdzie twórcy sobie zaplanowali. Ale to niczemu nie przeszkadza.

Ale za to dostajemy całe tony broni chemicznej tam, gdzie chemii chyba być nie miało. Coś za coś.

Broz-Tito napisał:

Mordercze Białe Chusteczki, Chusty i Szaliki - kogo dotkną, ten pewny trup, można to na pewno zbadać jakąś całkiem naukową metodą...


Jak również częstotliwość "Gdyby tylko...", tłuczonych kieliszków oraz pojawiania się filiżanek. Tyledużo filiżanek...

Broz-Tito napisał:

N jak NOS boskiego Schenkoppa, który to NOS co prawda pojawia się i znika, ale nie odejmuje mu od osomności.

No nie, trochę jednak odejmuje, bo posiadanie pseudoNOSa zamyka mu wstęp na [link widoczny dla zalogowanych]. Za kryptoreklamę nie przepraszam.

Broz-Tito napisał:

A teraz tak: moja sygnaturka na was patrzy i próbuje przekonać Forumu, że warto to oglądać.

Ona patrzy prosto w me serce. :hamster_love:


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Broz-Tito
Tygrys-w-razie-czego



Dołączył: 29 Lis 2012
Posty: 3597
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Urwała się z sonetu Franceta Prešerna

PostWysłany: Wto 23:05, 06 Maj 2014    Temat postu:

Doszukam się kiedyś ujęć, kiedy NOS u Schenkoppa się pojawia, zrobię skriny i wrzucę na LONGa. Żeby potomni pamiętali, że mu się zdarzało mieć NOS Very Happy

A filiżanki, kieliszki i różne takie są po to, by mogła się w nich odbijać perfekcyjna twarz Oskara! No przecież!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 23:16, 06 Maj 2014    Temat postu:

Nienie, z filiżankami masz rację, ewentualnie po to, żeby Tygrysek był bardziej kjutny, ale kieliszki służą do tego, żeby Reini miał czym pizgać.

Dorzucam A jak Animatorzy tak bardzo uwielbiają oczy Oskara. Właściwie oczy Reinharda też lubią. I tylko oczy Kircheisa są creepy. Jak cały Kircheis, Jednorożec jeden.

Cytat:
Doszukam się kiedyś ujęć, kiedy NOS u Schenkoppa się pojawia, zrobię skriny i wrzucę na LONGa. Żeby potomni pamiętali, że mu się zdarzało mieć NOS.


Czapla słyszała! Ale coś w tym jest, Rosenritterzy muszą odpowiedzieć na oczy Oskara decydującym uderzeniem. Idzie o honor!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2212
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 76 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 21:49, 07 Maj 2014    Temat postu:

Nie ukrywam, że jestem Wierną Imperialistką, moje serce bije w rytm hymnu imperialnego, a plakat z Cysorzem mam na ścianie (no, OK, nie plakat, tylko niedokończony fanart i nie na ścianie, tylko w biurku).

LOGHa oglądałam już ponad 5 lat temu, zachęcona recenzją na Tanuki - akurat w międzyczasie leciała też Tytania (również anime na podstawie powieści Tanaki, tylko niestety nie aż tak udane). Uwielbiam epickie serie z mocno rozbudowanym wątkiem politycznym i (ewentualnie) militarnym, inteligentnymi bohaterami i fabułą nie obrażającą inteligencji widza. Dodatkową zaletą był brak smarkaterii w obsadzie (Juliana pomijam, bo jego postać jest jak najbardziej sensownie skonstruowana). No i się nie zawiodłam - do dzisiaj (obok Uteny) LOGH jest moim ulubionym anime i przy tym jedną z najlepszych serii politycznych jakie znam - pod tym względem w moim rankingu dorównuje mu PLiO (zwłaszcza pierwsze trzy tomy powieści - serial rzuciłam po pierwszym sezonie) i "House of Cards" (tu mam na myśli genialną wersję amerykańską serialu - brytyjskiej nie widziałam, a powieść jest niezła, ale bez szału). W każdym razie, jak wreszcie skończę z tymi studiami, to obejrzę sobie znowu całość.

Cytat:
Chciałabym przy okazji dorzucić swoje trzy grosze do przyuważonej gdzieś w powitalni jakże ważkiej kwestii wyższości Reuenthala nad Mittermeyerem lub też braku tejże.


Och, ja nie twierdzę, że Reunthal jest gorszy, bo to wciąż bardzo interesująca, tragiczna postać (ci co dotarli do czwartego sezonu wiedzą co mam na myśli) - i w dodatku mówi głosem Norio Wakamoto. Po prostu nie jest to typ bohatera, który wzbudza we mnie nadmiar sympatii.

I jeszcze taki news na koniec, bo może ktoś nie widział - [link widoczny dla zalogowanych] Przyznaję, że mam trochę mieszane uczucia. Chyba wolałabym reedycję wspomnianej Tytanii - tylko tym razem porządnie, jako ciężki thriller polityczny, bez dodawania bzdurnych wątków. Niestety wydaje mi się to mało prawdopodobne - zwłaszcza dopóki cykl powieściowy nie zostanie dokończony.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:17, 07 Maj 2014    Temat postu:

Tytanię pewnie zrobią, ale najwcześniej za dekadę tak na oko, a szkoda, bo faktycznie przydałoby się poprzerabiać.

Wiernym Imperialistkom mówimy zdecydowane TAAAAK! Ale Cysorzowi jako Cysorzowi raczej głośne NIEEEE. Przyznam, przy pierwszym oglądaniu serii, a było to dawno, oj, dawno, nawet lubiłam Reinharda. Tylko że przy każdej powtórce coraz mniej. Aktualnie jestem w trakcie cyklu numer pięć, więc łatwo zgadnąć, co czuję wobec tej persony. To znaczy uznaję jego rolę w fabule, ale jako do postaci i człowieka czuję raczej niechęć czasem zmieszaną z politowaniem i wkurzem.

Jak już do newsów nam przyszło, to rzeknę jeszcze tym, którzy żyją w błogiej nieświadomości, że istnieje LoGHospektakl Takarazuki, jak również wciąż jeszcze niezakończona seria spektakli cokolwiek bardziej koedukacyjnych z naprawdę świetnym Yangiem-Kawamurą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Broz-Tito
Tygrys-w-razie-czego



Dołączył: 29 Lis 2012
Posty: 3597
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Urwała się z sonetu Franceta Prešerna

PostWysłany: Śro 22:44, 07 Maj 2014    Temat postu:

Imperialistkom zawsze mówimy tak! Very Happy Głośne i gromkie TAK Very Happy

A co do Cysorza to i ja się wypowiem:
Nie lubię go, ale mimo to jako postać wydaje mi się fascynujący. Ciekawa jestem, co by osiągnął bez Kircheisa i małej pomocy od przyjaciela wszystkich Obersteina oraz Hildy, która wydaje się najrozsądniejsza z rozsądnych. Pewnie coś by osiągnął, ale nie tyle, ile mu się udało. Tak myślę. Fascynują mnie motywy, jakie nim kierują. Gdyby wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, byłby pewno normalnym, miłym chłopcem, może by i coś w armii osiągnął, a może i nie. Może w ogóle nie miałby z nią nic wspólnego, o. Ale skoro już ma, to korzysta: niewątpliwie w jego szaleństwie jest metoda, chociaż przez to jest jeszcze bardziej interesujący (biedny Emil, bo wywołuje wizyje Kircheisa!). Niemniej jednak wydaje mi się, że zbytnio polega na swoich doradcach: najpierw na Kircheisie, potem na Obersteinie, aktualnie na Hildzie. Tak jakby bez upewnienia się, że tak ma właśnie zrobić nie byłby zdolny podjąć konkretnej decyzji, co mnie trochę boli, no w końcu jest Cysorzem, rządzi tym państwem. Czasem wydaje mi się, że to człowiek z Planem przez duże P, a czasem wydaje mi się, że działa bez żadnego planu i tak idzie o, z prądem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:35, 07 Maj 2014    Temat postu:

Broz-Tito napisał:

Ciekawa jestem, co by osiągnął bez Kircheisa i małej pomocy od przyjaciela wszystkich Obersteina oraz Hildy, która wydaje się najrozsądniejsza z rozsądnych. Pewnie coś by osiągnął, ale nie tyle, ile mu się udało. Tak myślę.

Przyjaciel wszystkich Oberstein, kwik. Myślę, że to jego drugie imię. Paul Przyjaciel Wszystkich von Oberstein. <3 Ale ad rem - ja zadaję sobie dokładnie to samo pytanie, tylko dorzucam tam jeszcze dziwnie miłującego Reinharda starego Kaisera. Mój problem z Reinhardem polega na tym, że ja rozumiem, że on jest młody, że dostał kopa w górę w nieprzyzwoicie młodym wieku, kiedy tak naprawdę totalnie nie był gotowy do wzięcia na siebie odpowiedzialności - nawet nie z braku umiejętności, tylko z braku doświadczenia i pewnego opanowania. Pewności siebie i to chwilami straszliwie szczeniackiej za to mu nie brak. Aż się boję myśleć, co by było, gdyby na tym pierwszym etapie nie było przy nim stabilizującego go Kircheisa. Paradoksalnie już bez Kircheisa Reinhard robi się jakby mniej arogancki. Ale może przede wszystkim starszy, nie ma też już ciągłej adorującej publiczności w postaci Siegfrieda. I gdyby Reinhard nie był chorobliwie ambitny i momentami aż nazbyt pewny siebie, to dużo bym mu wybaczała. Ale właśnie:
Cytat:
no w końcu jest Cysorzem, rządzi tym państwem

Akurat wtedy jeszcze nie Cysorzem, Cysorz-Cysorz jest lepszy jakby niż Reini drugosezonowy, brrr, ale na jedno wychodzi, był Cysorzem w praktyce, nawet jeśli nie w teorii. I na tym polega problem, on faktycznie ma straszliwe szczęście, że jest przy nim Oberstein i Hilda, bo jedno i drugie nie dość, że afirmuje decyzje Reinharda, to jeszcze oboje potrafią wziąć sprawy w swoje ręce. Gdzie byłby Reinhard bez samowoli Hildy? No właśnie, w ekhem. Westerland to ten sam casus.

Cytat:
Gdyby wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, byłby pewno normalnym, miłym chłopcem, może by i coś w armii osiągnął, a może i nie.

Osiągnąłby, jeśli byłby przy nim Kircheis. Inaczej Reinhard zginąłby przed dwudziestką w jakiś wielce spektakularny sposób. I na tym polega cała przewaga Yanga w moich oczach. Yang ma swoje wady, jego niechęć do robienia choć odrobinę więcej niż musi jest mało chwalebna i faktycznie spora część problemów po tamtej stronie galaktyki właśnie z tego powodu nie została rozwiązana. Ale Yang przy całej swojej yangowatości jest jednak facetem, który wszystko osiągnął sam. A nawet wbrew sobie. Tymczasem coś mi się każe zastanawiać, ile z wczesnych sukcesów Reinharda to tak naprawdę zasługi Kircheisa, który niby adiutantuje sobie skromnie, ale często-gęsto a tu rzuci aluzję, a to tam delikatnie Reinhardem pokieruje. Inna sprawa, że paradoksalnie jeśli brać za przykład Westerland, to Kircheis, choć dobry dla Reinharda osobiście, byłby bardzo zły dla Imperium jako takiego, już lepszy Oberstein, a najlepsza Hilda [która jak nic wykończyła całą konkurencję do władzy - kiedyś udowodnię tę crackową teorię!]. Za dużo skrupułów, panie Jednorożec.

Co do Planu przez duże P - mam wrażenie, że Plan sprowadzał się do ogólnego zarysu nowego, ulepszonego Imperium z Reinhardem gdzieś przy albo i na czubku, a szczegóły były dopracowywane na bieżąco.

Reinhard jest fascynujący być może właśnie dlatego, że płonie bardzo jasno i bardzo krótko. I jest równie bezpieczny jak otwarty płomień - już nawet Reuenthal swoje korniki mózgowe trzyma do czasu krótko i na spacery nie wyprowadza, a Reinhardowi się zdarza. Akcja z cudnym planem spod Vermilionu? Toż to czyste Reinhardowe korniki: wydaje się, że "admirał spod spódnicy" mocno mu zapadł w pamięć i stąd ta obsesja na punkcie Yanga. Dzięki Boru, że Hilda czuwa.

BTW, Reuenthal bez Mittermeyera byłby jeszcze bardziej spektakularną katastrofą. Wystarczyło zresztą admirałów-nierozłączki rozłączyć i stało się to, co się stało. Reuenthal to taki facet-bluszczyk - Reinhard też jest uzależniony od swojej bropołówki, ale nie aż tak, może po prostu jest mniej potłuczony. I ja relacje Podwójnej Gwiazdy uwielbiam, przy tym uważam, że to Mittermeyer jest silniejszy z nich dwóch. Ale jednak to potłuczenie Reuenthala bardziej do mnie przemawia. I wciąż postuluję, że admirałowie muszą być trzymani parami! Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Sob 23:30, 28 Lut 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 13:20, 08 Maj 2014    Temat postu:

Wybaczcie post pod postem, ale coś mnie tknęło. Zaczęłam się poważnie zastanawiać nad nową adaptacją, o której wspomniała Galnea i udało mi się określić, co konkretnie wywołuje we mnie niepokój, a co mnie cieszy. I nie macie wyboru, i tak się podzielę! Akurat dość mało martwi mnie różnica fabularna pomiędzy wersjami, bo i pierwsza ekranizacja była bardzo wierna, więc akurat tutaj da się zrobić niewiele, najwyżej wywalić elementy gaidenowe, Klopstocka na przykład. Fillera na pewno nie dostaniemy, nie przy takiej ilości materiału, mogę odetchnąć w tej kwestii z ulgą.
Niespecjalnie też przejmuję się redesignem mordek - podejrzewam, że dostaniemy jakiś mix anime, mangi, ewentualnie pre-mangowych ilustracji [brrrr], ale wszystko to jest dość zbliżone. No i być może mniej po macoszemu zostaną potraktowane niektóre postaci kobiece. Mam tylko nadzieję, że Tygrysek dostanie grzywę jak z mangi. :3

Aaaaaaa!
Soundtrack. Obawiam się, że przy okazji modernizacji serii pierwszą rzeczą, która poleci do kosza, będzie właśnie klasyczny soundtrack, który dla mnie osobiście jest jednym z największych plusów. A skoro już poleci, to co dalej? Gdzieś migają przypuszczenia, że może Ryuichi Kawamura weźmie udział w produkcji openingów i endingów - co się tymże przyda, bo Skies of Love akurat i reszta piosenek zestarzała się raczej źle i warto by zmienić ton - ale co z resztą? Jestem pełna jak najgorszych przeczuć.
Seiyuu. Co do Reuenthala to nie ma opcji, to musi być Norio Wakamoto, ale co z resztą?
Nowe mundury. Tak na dobrą sprawę kanoniczne powieściowo są białe spodnie Aliansu. I jeszcze bodajże berety oraz biały płaszczyk. Nawet kolory płaszczy Triumwiratu mogą się zmienić, chociaż w to akurat wątpię. Ale co z mundurami Imperium? O Alians martwię się nieco mniej, oni sobie dadzą radę, a ładnemu Yangowi we wszystkim ładnie, ale widziałam i szare mundury imperialne w spektaklu, i te z bling-blingiem rodem z Takarazuki. No dobrze, przyznam się, o co chodzi - po prostu już nauczyłam się rozróżniać stopnie oficerów po srebrnych obszyciach i to w obu systemach, a teraz trzeba będzie to robić raz jeszcze. Very Happy
Brak Kota. Nie, serio, Izerloński Kot to animeszny wymysł. Pies Obersteina jest kanoniczny, kot Admirał nie. A ja się do niego przyzwyczaiłam. No i o ile uboższy byłby rufandom, który ma kota na punkcie kota.

Oooooo!
Pani Rubinsky. Jest szansa, że tym razem dostaniemy właśnie panią, zgodnie z powieścią. I dobrze, może też nie będzie pizgało od niej złem na kilometr.
Nowy design okrętów. O ile absolutnie nie mam nic do Spartanianów, Walkirii ani okrętów Aliansu, to cóż, nie da się ukryć, że chyba każdemu zdarzyło się chichiknąć perfidnie przy co bardziej fallicznym ujęciu floty Imperium. Triiiiiistan! No i mostki. Imperialne mostki z kolumienkami tylko ciut mniej morderczymi niż Mordercze Białe Chusteczki, Chusty i Szaliki . Brrrr. O tak, nowe okręty zobaczę z chęcią, zwłaszcza, że i pewnie bitwy będą cokolwiek bardziej dynamiczne. Chociaż mam sentyment do bitw rozgrywanych jak balet.
Bardziej konsekwentna kreska. Nie ładniejsza, ale właśnie mniej zmienna. Tak, wiem, że anime było poprawiane, ale stary rysunek też się konsekwencją nie odznaczał. Nie wspominam nawet o problemach ze wzrostem, ale z mordkami tajemniczo zmieniającymi szerokość.
Tła, wnętrza, cywilne ciuchy. Bo jakoś takie to wszystko wyblakłe i mało wyraziste w Imperium.
Update techniki. To się rozumie samo przez się, jest trzydziesty szósty wiek w końcu!

Jest też szansa, że zobaczymy Obersteina o książkowych, brązowych oczach. Ciekawe, czy dalej będą migotać? Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Wto 2:00, 02 Gru 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2212
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 76 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 15:14, 08 Maj 2014    Temat postu:

W kwestii Tytanii to IMHO starczyłoby, żeby trzymali się fabuły i klimatu pierwowzoru zamiast starać się łagodzić treść i dodawać wątki o niesamowitych przygodach Fana (jak np. nieobecny w oryginale epizod w więzieniu czy rozbudowana misja ratunkowa dla Lyry), które były w większości od czapy. Poza tym anime obejmowało fabułę tylko dwóch z trzech ówcześnie wydanych tomów. Obecnie, z tego co się orientuję, są cztery, a piąty (finałowy) jest w przygotowaniu (przy czym te dwa ostatnie nie są już pisane przez Tanakę). Na razie poczekam na nowego LOGHa - gdyby odniósł sukces nie zdziwiłabym się, gdyby następna w kolejce do reedycji była Tytania.

Dobra, wracając do tematu i szacownej osoby Cysorza. (#analizapostacifikcyjnej mode on) Jak dla mnie biedak cierpi na nerwicę, a kto wie czy jakby się uprzeć i osobowości lękowej nie dałoby się u niego rozpoznać. Ewidentnie jest egocentrykiem i nie ma za dużej tolerancji na krytykę. Mam wrażenie, że bierze się to z silnej potrzeby akceptacji i lęku przed odrzuceniem – chociaż jest powszechnie podziwiany, tak naprawdę jedynymi ludźmi, z którymi pozostaje w bliższej relacji są Kircheis i siostra. Po śmierci tego pierwszego i odrzuceniu przez tą drugą nagle zostaje sam, ze swoimi problemami. Stąd moim zdaniem w dużej mierze bierze się jego ambicja i żądza podboju – im wyżej się znajdzie, tym bardziej będzie mógł kontrolować otoczenie i tym mniej osób będzie ośmielało się go krytykować. Ten lęk przed brakiem akceptacji widać poniekąd w jego podejściu do Hildy – chociażby w reakcji na brzemienne w skutki wydarzenia w odcinku „Roses of the End of Summer”. Podejrzewam, że w momencie kiedy przekonał się, że może się przy niej bezpiecznie odsłonić emocjonalnie zaczął by funkcjonować coraz lepiej – niestety zadziałało prawo Kearneya, a seria się skończyła.

OK, trochę nadinterpretację, ale nie jestem w stanie nielubić Reinharda i w sumie nawet trochę go rozumiem.

Cytat:
Gdyby wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, byłby pewno normalnym, miłym chłopcem, może by i coś w armii osiągnął, a może i nie.


W sensie gdyby Annerose nie została sprzedana poprzedniemu cesarzowi? Myślę, że wiódłby spokojne życie gdzieś na uboczu Imperium. Raczej wątpię czy pchałby się na siłę do wojska.

Cytat:
Niemniej jednak wydaje mi się, że zbytnio polega na swoich doradcach: najpierw na Kircheisie, potem na Obersteinie, aktualnie na Hildzie. Tak jakby bez upewnienia się, że tak ma właśnie zrobić nie byłby zdolny podjąć konkretnej decyzji, co mnie trochę boli, no w końcu jest Cysorzem, rządzi tym państwem.


Ja akurat nie widzę w tym nic złego. Z mojego punktu widzenia dobry przywódca to ktoś, kto niekoniecznie musi się znać na wszystkim, ale potrafi dobrać sobie ludzi, którzy pewne rzeczy zrobią za niego. Jak by nie patrzeć, to potrafił docenić talent Obersteina do załatwiania różnych niedelikatnych, acz koniecznych spraw (btw, to jedna z moich ulubionych postaci pragmatycznych polityków ever). Podobnie z Hildą i jej zdrowym rozsądkiem. Inna sprawa, że konieczność wielokrotnego upewniania się i konsultowania pasuje do kogoś z ewentualną osobowością lękową.

Cytat:
BTW, Reuenthal bez Mittermeyera byłby jeszcze bardziej spektakularną katastrofą. Wystarczyło zresztą admirałów-nierozłączki rozłączyć i stało się to, co się stało. Reuenthal to taki facet-bluszczyk - Reinhard też jest uzależniony od swojej bropołówki, ale nie aż tak, może po prostu jest mniej potłuczony. I ja relacje Podwójnej Gwiazdy uwielbiam, przy tym uważam, że to Mittermeyer jest silniejszy z nich dwóch.


A z tym się absolutnie zgadzam, zwłaszcza że przyjaźń między Reunthalem i Mittermeyerem uważam za jeden z najbardziej udanych wątków. Swoją drogą, co prawda Mittermeyer z całej imperialnej wielkiej czwórcy (obaj panowie plus Reinhard i Kircheis) był może najmniej wybitny pod względem militarnym, ale z drugiej strony był też najmniej ekscentryczny i jako jedyny miał ustabilizowane życie prywatne poza wojskiem.

BTW – kto to jest Tygrysek?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Galnea dnia Czw 15:15, 08 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Broz-Tito
Tygrys-w-razie-czego



Dołączył: 29 Lis 2012
Posty: 3597
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Urwała się z sonetu Franceta Prešerna

PostWysłany: Czw 15:29, 08 Maj 2014    Temat postu:

W sensie właśnie takim: gdyby Annerose nie została sprzedana. Ja jednak sądzę, że mógłby się do armii pchać, wydawał mi się dzieciakiem, który absolutnie potrzebuje być najlepszy i podziwiany. A przynajmniej tak mi się przedstawia początek jego i Kircheisa przyjaźni: Reini potrzebował kogoś, kto go będzie podziwiał. Kogoś w swoim wieku, ale mniej cool. Czy tak było w istocie to nie wiem, noale.

Co do tych rad, to powiem tak: czasami odnoszę wrażenie, że to uzależnienie Reiniego od doradców skutkuje tym, że Cysorz daje sobą kręcić, jak się tylko doradcom podoba, a kiedy nasz Reinhard się orientuje, co zrobiono, to tylko decyzje przyklepuje, no cóż więcej zrobić. Tak samo jak upewnia się co do niektórych swoich pomysłów: bez poparcia chyba by się nie odważył na przyklepanie.

Tygrysek to jest oczywiście Bittenfeld, no popatrz tylko na niego! Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:12, 08 Maj 2014    Temat postu:

Broz-Tito napisał:
Ja jednak sądzę, że mógłby się do armii pchać, wydawał mi się dzieciakiem, który absolutnie potrzebuje być najlepszy i podziwiany.

Gdyby Annerose nie została sprzedana, to faktycznie zostawałaby mu do zrobienia kariery tylko armia - i to tak, jak to robili inni panowie admirałowie, bez przyspieszonego prequelowego kursu na różnych stanowiskach, solidnie. Kto wie, może musiałby pójść do armii za jedzenie, tak jak Fahrenheit? Wink Bo coś wątpię, żeby Muselowie mieli pieniądze, by Reinharda porządnie wykształcić - zakładając oczywiście, że Annerose nie wyszłaby bogato za mąż. I faktycznie armia wydaje się niezłym miejscem dla młodzika z von przed nazwiskiem, za to bez pleców i pieniędzy.

Broz-Tito napisał:
Reini potrzebował kogoś, kto go będzie podziwiał. Kogoś w swoim wieku, ale mniej cool.

Dokładnie. Ale ten zachwyt od pierwszego wejrzenia trochę mnie razi - bo wrednie wydaje mi się, że wynika po części z tego, że Reini i Annerose są ze szlachty, a Kircheis nie. I trochę mi tego Kircheisa żal i nie żal. Bo z jednej strony piekielnie zdolna bestia, mógłby się wybić nawet solo, gdyby nie ten wczesny imprint na Reinhardzie. Z drugiej Kircheis się nie nadaje na władcę, jest zbyt idealistyczny. Chociaż... gdyby wrzucono mu znienacka na ramiona biały płaszczyk, to mógłby być totalnie przerażający. Bo dobro czasem takie jest - i Kircheis z uśmiechem na ustach i iskierkami w creepy oczkach rozwiązywałby sprawy szybko i definitywnie. Totalnie to widzę, gdyby na przykład to Reinharda ustrzelił Ansbach, a Oberstein zdecydował się w takiej sytuacji poprzeć numerek 2. Tylko że w takiej alternatywie Oberstein chyba szybko by tego pożałował... *szczerzy się szeroko, zdjęta wizją psychoKircheisa* Wybaczcie gdybanie, miło tak sobie pomarzyć. Very Happy

Galnea napisał:
Ja akurat nie widzę w tym nic złego. Z mojego punktu widzenia dobry przywódca to ktoś, kto niekoniecznie musi się znać na wszystkim, ale potrafi dobrać sobie ludzi, którzy pewne rzeczy zrobią za niego.

I on to robi, co mu się bardzo zresztą ceni, bo sobie jednak zdaje sprawę, że zwłaszcza w czasie pokoju nie do końca zdaje egzamin - stąd na przykład wybór Silberbercha, poleganie na Hildzie, Kesslerze i tak dalej.
O, jeszcze jeden przykład, kiedy podwładni samowolnie odwalili całą robotę - przewrót, kiedy Reini opłakiwał Kircheisa był wykonany wręcz koncertowo. On jednak ma diabelskie szczęście do podwładnych.

Galnea napisał:
Jak dla mnie biedak cierpi na nerwicę, a kto wie czy jakby się uprzeć i osobowości lękowej nie dałoby się u niego rozpoznać. Ewidentnie jest egocentrykiem i nie ma za dużej tolerancji na krytykę. Mam wrażenie, że bierze się to z silnej potrzeby akceptacji i lęku przed odrzuceniem
To jest bardzo [link widoczny dla zalogowanych], ja to po prostu zwykle określam ogólnie jako niestabilność psychiczną.

Galnea napisał:
Mittermeyer z całej imperialnej wielkiej czwórcy (obaj panowie plus Reinhard i Kircheis) był może najmniej wybitny pod względem militarnym, ale z drugiej strony był też najmniej ekscentryczny i jako jedyny miał ustabilizowane życie prywatne poza wojskiem.


A tu się nie zgodzę, że najmniej wybitny. Oj, on jest taki mimimi, taki stabilny i taki normalny, rozmiaru kieszonkowego i z mordką taką, że piwa mu bez dowodu nie sprzedadzą, ale to jednak Uragannyj Wołk jest i nie bez powodu się tego Uragannego Wołka wraże kadry boją, to raz. Dwa, że panowie Podwójna Gwiazda mogą sobie co jakiś czas robić och i ach nad reinhardowymi planami, ale coś oni bez problemu te plany rozgryzają i komentują je na wszystkie strony, przy okazji sobie popijając. Reuenthal to nawet plany Yanga jest w stanie nadgryźć, jak się rozgada. W ogóle rozczula mnie ta loża komentatorów, zwłaszcza, kiedy wyskakuje sobie na balkonik. Przy tym Reinhard ma minusa za Vermilion - może i to nie był zły plan sam w sobie i na papierze, pomijając już cały jego yangocentryzm, ale w praktyce wyszło jak wyszło; wymyślanie tak skomplikowanych formacji zdradza, że jednak naszemu prawie-Kaiserowi trochę brakuje doświadczenia we własnoręcznym dowodzeniu. Trzy, Mittermeyer zarobił u mnie punkt wcześnie, bo już w sektorze Altener - akcja z polem minowym i ganianiem się dokoła niego ze Stadenem to nie jest sztampowe rozwiązanie. W ogóle Mittermeyer się podczas Lippstadu mocno wykazuje, a i czas reakcji ma niezły. Ciężko jest powiedzieć, gdzie się plasuje Kircheis, chociaż po jego remisie z Yangiem i akcji z pseudoCezarem odnoszę wrażenie, że jest numerem 2, jeśli chodzi o geniusz, tylko temperament trochę nie ten.

Moja osobista pierwsza piątka najlepszych dowódców wygląda tak:
1. Yang.
2. Kircheis.
3. Mittermeyer/Reuenthal. {Reuenthal jest lepszym strategiem, Mittermeyer ma przewagę w ofensywie i taktyce}
4. Reuenthal/Mittermeyer.
5. Reinhard.
Do tej piątki dorzucę jeszcze Merkatza. Yang bardzo pochlebnie wypowiada się jeszcze o Mullerze, Bucock też jest dobry, ale to już inna kategoria.

Przy tym mam wrażenie, że wynik starcia duetów R/M oraz R/K zależałby od okoliczności.
Reinhard/Kircheis wygrywają z R/M, jeśli przyjdzie im dowodzić wielką flotą z jednego mostka. Przy starciu pojedynczych mniejszych flot 2:2 mogłoby być różnie, ale Podwójna Gwiazda ma tutaj spore szanse, zwłaszcza przy bitwie błyskawicznej - a Mittermeyer jest szybki. Przy bitwie lądowej na planecie... Cóż, wtedy nawet Kircheis by Reinharda chyba nie uratował.

Panowie R i M dostają też ode mnie plusika za to, że potrafią się zatrzymać i wycofać w końcówce ósmej bitwy o Izerlohn, zamiast próbować wykończyć Yanga raz a dobrze - mają zdrowy osąd sytuacji.

Na koniec zacytuję jeszcze zasłyszaną na runetach anekdotkę, nieco spoilerową, bo po-Vermilionową i dlatego wybieloną:
Reuenthal do Mittermeyera: Ja wziąłem Izerlohn, ty Fezzan, potem razem wzięliśmy Heinessen. To na co nam Lohengramm?
Reini zza kadru: Co wzięliście bez pytania - natychmiast odłożyć z powrotem!


EDIT:
Niniejszy post posłużył jako poligon doświadczalny. Ustalono, co następuje: kolor spoilerów na posty jasne #F1ECF2, na posty ciemne #DEE3E7.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Sob 12:37, 10 Maj 2014, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:45, 18 Maj 2014    Temat postu:

W związku ze zdarzającą się od czasu do czasu konfuzją w gronie orszulinych krewnych i znajomych, którzy LoGHa [jeszcze!] nie oglądali, ale już zostali owiani morowym powietrzem tej straszliwej zarazy, postanowiłam przygotować ściągawkę. Nie będzie ona zawierać spoilerów, służyć ma bowiem wyłącznie dopasowaniu mordek do imion, imion do przezwisk, przezwisk do cech charakterystycznych i tak dalej. Nie dam rady uwzględnić wszystkich postaci, ale myślę, że wymienienie tych najważniejszych nie będzie zbyt trudne. Zacznijmy od panów z Imperium, reszta w dalszych postach.

[link widoczny dla zalogowanych], urodzony [link widoczny dla zalogowanych]. Cysorz, choć nie [link widoczny dla zalogowanych]. Reini. Reinhardo-sama. [link widoczny dla zalogowanych]. Tego pana raczej [link widoczny dla zalogowanych], bo jest czymś w rodzaju [link widoczny dla zalogowanych], a i dyskusja powyżej nie o kim innym była. Wink Pochodzi ze zbiedniałej rodziny szlacheckiej, brat faworytki Kaisera. W wieku lat dziesięciu przysiągł, że on jeszcze tej galaktyce pokaże! To jest dorwie się do władzy i zmieni Imperium. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], najlepszy przyjaciel i prawa ręka Reinharda. Znany po fandomach jako Sieg, Jednorożec, Duch Kircheisa. Ten, Którego Imię Wolno Wymawiać i To Często, bo nie kto inny jest usilnie przyzywany we frazie "Gdyby tylko Kircheis żył..." [link widoczny dla zalogowanych] na Reinhardzie w dzieciństwie, razem z nim poszedł do szkoły wojskowej i razem z nim wstąpił do floty. Utalentowany taktyk, honorowy, sprawiedliwy, ciut merysuistyczny. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych]. Jak głoszą fandomowe plotki oprócz nieprzeciętnego intelektu i bryły lodu zamiast serca posiada także [link widoczny dla zalogowanych], czasem określany jest też mianem szefa lokalnego FSB. Z kanonu wiadomo tyle, że w związku z wrodzonym defektem zamiast oczu ma [link widoczny dla zalogowanych], na temat ewentualnych właściwości ofensywnych tychże [poza badawczym spojrzeniem] nikt nie piśnie ni słowa. Doradca Reinharda do spraw polityki i wszystkiego innego, zwłaszcza brudnej roboty. Często podejrzewany przez admirałów o intrygowanie, knucie i spiskowanie, jest obiektem uniwersalnej nieprzyjaźni. Bohater hasła "Wszystko to wina Obersteina". Okręt: nie posiada. Nie potrzebuje. :3 Ma za to dalmatyńczyka, ponoć jedyną istotę, do której żywi jakiekolwiek cieplejsze uczucia.

[link widoczny dla zalogowanych], 1/2 Podwójnej Gwiazdy, admirał-nierozłączek, Laś z Traumą, znany, [link widoczny dla zalogowanych], jako [link widoczny dla zalogowanych], Orzeł Burzy czy Romeo-po-szóstej. Oprócz talentu stratega posiada przyjaciela na dobre i złe w osobie Mittermeyera, mhroczną przeszłosć, niezłą kolekcję mózgożernych karaluchów w głowie i wyjątkowo piękne oczy, w których wyraźnie [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych]. W przeszłości wraz z Mittermeyerem należał do kosmicznego desantu, co[link widoczny dla zalogowanych]. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych], wcześniej [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych]
, [link widoczny dla zalogowanych], admirał-nierozłączek, Laś bez Traumy, [link widoczny dla zalogowanych], znany szerzej jako Gale Wolf, gdyż jako dowódca znany jest z szybkości tak przemieszczania się, jak i ataku. Wyróżnia się wśród kolegów także tym własnie, że jest zdumiewająco... normalny, a nawet szczęśliwie żonaty. Zgroza. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych], wcześniej [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych]
, znany też jako [link widoczny dla zalogowanych]. Rudy. Wielki. Badaśny. Dowodzi Czarnymi Ułanami, w leksykonie których [link widoczny dla zalogowanych]słowa [link widoczny dla zalogowanych]. W ogóle nie ma tam żadnego słowa dłuższego niż cztery litery. Samego leksykonu też jakby za bardzo nie ma... Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych]. Młode, ładne, utalentowane, raczej milczące. Poszedł do armii z głodu. W fandomie znany i lubiany, istnieje teoria spiskowa jakoby był elfem z Telerich, kotem albo hybrydą jednego i drugiego, na pewno zaś bywa trollem; przypisuje mu się też zdolność mimikry - zdarza się bowiem, że widz jest w stanie przysiąc, że Fahrenheit zagubił się gdzieś na kilkadziesiąt odcinków... a on tam cały czas jest! Masowo szipowany z Bittenfeldem. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych]. Admirał-artysta, maluje, [link widoczny dla zalogowanych], pisze, posiada arrrtystyczny wąs i głęboki głos. Wąs Mecklingera nieodmiennie staje się przedmiotem głębokiej fascynacji. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych]. Kompetentny naczelnik policji, ewidentnie człowiek na swoim miejscu. Odpowiedzialny, solidny, specjalista w pokojowym rozwiązywaniu konfliktów. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], Milczący Admirał. Zgodnie z przezwiskiem nie odzywa się, wydając rozkazy gestami. Jego adiutanci posiadają niemalże magiczne moce interpretowania tychże. Zdolny szachista. Spokojny i solidny, raz jeden wpędził kolegów w konsternację, po prostu się odzywając - biedni nie byli do tamtego momentu pewni, czy w ogóle potrafi... Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], pan pancerny z pechową lewą ręką. Trzeba być zdolnym, dostać w rękę, stracić rękę, dostać protezę i dostać w protezę. Fanowie szepczą, że sztuczna ręka Wahlena posiada własny rozum i działa niezależnie od swego nosiciela, w fikach zaś bywa oznaczana jako oddzielna postać. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], najmłodszy z admirałów Reinharda, nie licząc oczywiście samego Reinharda i Kircheisa. Za zasługi otrzymał miano Żelaznej Tarczy. Bardzo zdolny, często wysyłany w misjach dyplomatycznych. Lubi plotkować, stąd fanowskie przezwisko Reichsradio. Znany także jako Zajączek. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych], wcześniej [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych]. Wśród jego skądinąd dość licznych zasług figuruje także nauczenie Reinharda strzelania z pistoletu. Posiadacz zmiennokolorowych oczu, które czasem przybierają podejrzanie fiołkowy odcień. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych] vel Rennenkampf, z racji wąsów i charakterystycznej urody znany jako Admirał Stalin. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], były kapitan Brunhildy Reinharda, następnie otrzymał promocję na admirała. Znaki szczególne: broda. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], z jakiegoś powodu zapomniany i ignorowany. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych]
, admirał młodszego sortu, podwładny i wielbiciel Mittermeyera. Podejrzliwy względem Reuenthala - czyżby przemawiała przez niego zazdrość? Okręt: [link widoczny dla zalogowanych], potem [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], admirał młodszego sortu, podwładny najpierw Kircheisa, następnie Reuenthala.

[link widoczny dla zalogowanych], wierny, rudy dowódca reinhardowskiej gwardii.

[link widoczny dla zalogowanych], przestawiciel nieszczęsnego gatunku nieletnich adiutantów. Ten akurat okaz jest wyjątkowo nieszczęsny, bo adiutantuje Reinhardowi, a w skład jego obowiązków służbowych wchodzi obok bycia kjutnym także wywoływanie wizji u przełożonego.

[link widoczny dla zalogowanych], szara eminencja szarej eminencji, to jest prawa ręka Obersteina.

[link widoczny dla zalogowanych] vel Hilda. O ile Reinhard był przez pewien czas znany jako Admirał-spod-spódnicy, to Hilda spokojnie może pretendować do przezwiska Kaiser-w-spódnicy. Gdyby nosiła spódnice. A zwykle nie nosi. Obdarzona umiejętnościami analitycznymi i zdrowym rozsądkiem zaczyna karierę jako sekretarz. Zaczyna to kluczowe słowo.

[link widoczny dla zalogowanych], siostra Reinharda i wieloletnia faworytka Kaisera Friedricha IV. Jej rola w fabule sprowadza się początkowo do bycia motywacją brata. Cóż...

Oczywiście został jeszcze [link widoczny dla zalogowanych] i [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych] i [link widoczny dla zalogowanych], cała kupa arystokratów i wielu, wielu innych, ale to już będziecie musieli obejrzeć sami.

W ramach bonusu i na skutek rosnącej presji ze strony [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych][link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych]. [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych].
A tak serio: istnieje wiele wersji LoGH drinking game. W wielu spotyka się ostrzeżenie, że nawet jeśli pije się herbatę, to absolutnie nie należy pić, kiedy czynią to bohaterowie.

W następnym odcinku chłopcy i dziewczęta z Aliansu.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Czw 4:23, 19 Mar 2015, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 16:23, 19 Maj 2014    Temat postu:

Tak jak obiecywałam, a raczej groziłam, dzisiaj druga część LoGHościągawy. Nie będzie litości, bo [link widoczny dla zalogowanych] w niczym przecież od [link widoczny dla zalogowanych] nie gorszy.

Tym razem przenosimy się na drugą stronę galaktyki, gdzie żyje towarzystwo nie tylko cokolwiek bardziej demokratyczne politycznie, ale jeszcze i sympatyczniejsze z mordki.

[link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych], genialny strateg, uczciwie zasłużył miano Cudotwórcy. Cóż z tego, że tak naprawdę nigdy nie chciał być oficerem i dalej się do tego pomysłu nie pali? Tak to jest, kiedy biednych historyków zmusza się do czegoś, czego robić zwyczajnie nie chcą - wyników nie da się przewidzieć. Pomimo całego swego [link widoczny dla zalogowanych] i [link widoczny dla zalogowanych]jest [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych] i [link widoczny dla zalogowanych] na co dzień, stąd cała [link widoczny dla zalogowanych], którzy chcą się nim zająć i z powodzeniem to czynią. Nie znosi kawy, [link widoczny dla zalogowanych][link widoczny dla zalogowanych], często z wkładką. Jest w [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych]. Byłby najszczęśliwszy, gdyby po prostu dano mu [link widoczny dla zalogowanych]... albo[link widoczny dla zalogowanych]. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych], potem[link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych]
, [link widoczny dla zalogowanych]. Admiralska córka, bardzo dobrze [link widoczny dla zalogowanych], nieco gorzej [link widoczny dla zalogowanych]. Obdarzona doskonałą pamięcią, jest znakomitym analitykiem i ważnym członkiem sztabu Yanga.

[link widoczny dla zalogowanych], wychowanek Yanga, chociaż istnieje wersja jakoby to Julian wychowywał swego opiekuna. Młodziutki, ale obiecujący, jest zdeterminowany pójść w ślady swego przybranego ojca. Dzięki talentowi i miłej mordce zdobył sobie przyjaźń starszych członków załogi takich jak Walter von Schenkopp i Olivier Poplan. Zaradny: [link widoczny dla zalogowanych],[link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych]. Adoptował Izerlońskiego Kota, za co cześć mu i sława.

[link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych] i znakomity dowódca. Kolejny, co to wcale [link widoczny dla zalogowanych] - marzył o byciu dziennikarzem. Zamiast tego musiał się zadowolić tytułem [link widoczny dla zalogowanych]. Niech was nie zmyli sympatyczna piegowata mordaszka! Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], dowódca Rosenritterów, jednostki piechoty składającej się z byłych obywateli Imperium i ich dzieci, która zasłużenie cieszy się zdrowym respektem w całej galaktyce [maniacy to są i to z toporami]. Posiadacz pojawiającego się i znikającego [link widoczny dla zalogowanych] oraz [link widoczny dla zalogowanych], stąd też gdzieniegdzie przezywany Szczękopem. Kobieciarz, dobry przyjaciel,[link widoczny dla zalogowanych], co[link widoczny dla zalogowanych] i [link widoczny dla zalogowanych] [chyba że akurat natknie się na Reuenthala lub Kircheisa i starcie skończy się remisem]. Chuck Norris Galaktyki - wiadomość, że ktoś mógłby przeżyć starcie z nim wywołuje dosłowny opad szczęki u kolegów. [link widoczny dla zalogowanych]. Fandom obsadził go jako głównego bohatera bajeczki o gotowaniu zupy z topora.

[link widoczny dla zalogowanych], zastępca dowódcy Rosenritterów, posiadacz kolejnego pseudoNOSa. Lubi [link widoczny dla zalogowanych] i robi to, kiedy tylko ma wolną chwilę. Zawodowy badass, jak wszyscy Rosenritterzy.

[link widoczny dla zalogowanych], rude, [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych], nigdy się [link widoczny dla zalogowanych]. Przy tym pilot[link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych] z 253 zestrzelonymi celami. Korzysta ze swej sławy, próbując prześcignąć Schenkoppa w szrankach miłosnych. Zdumiewająco dobry "starszy brat" dla młodszych pilotów, sam, jak twierdzi, zamierza być [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych]. Życzymy powodzenia.

[link widoczny dla zalogowanych], też pilot [link widoczny dla zalogowanych] i też as - średniacy po prostu nie żyją długo. Najlepszy przyjaciel Poplana, a przy tym jego [link widoczny dla zalogowanych] jeśli chodzi o charakter. Jego hobby jest rozwiązywanie krzyżówek, na które zawsze znajdzie czas.

[link widoczny dla zalogowanych], przyjaciółka Yanga i żona jego przyjaciela Jeana Roberta Lappa, nauczycielka muzyki, a następnie działaczka polityczna i pacyfistka, ważna figura ruchu pokojowego.

[link widoczny dla zalogowanych]
, bliski przyjaciel Yanga, oficer zaopatrzenia przy jego flocie, wzorowy mąż żonie i ojciec dzieciom - to nie takie znów częste! Też w pewnym sensie cudotwórca, bo to właśnie dzięki niemu Yang nie musi się martwić, czym nakarmić i uzbroić swoich ludzi.

[link widoczny dla zalogowanych]
, żywy dowód na to, że bywali w Imperium zdolni admirałowie powyżej czterdziestki. Dziwnym zrządzeniem losu został jednym z dowódców 13 floty, chociaż formalnie nie tylko nie był żołnierzem Aliansu, ale nawet jego obywatelem. Uparcie nosi imperialny mundur starego wzoru. Nauczyciel Fahrenheita i bardzo niebezpieczny przeciwnik, zaraz po Yangu. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych], potem [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], wierny adiutant Merkatza, jego lojalność i oddanie dowódcy nie zna granic, przy tym potrafi wykazać się inicjatywą. Też uparcie zasuwa w imperialnym mundurze.

[link widoczny dla zalogowanych], żywa legenda, najstarszy z admirałów w czynnej służbie, przeszedł wszystkie stopnie kariery od szeregowca poczynając. Wzór dla młodszych i prawdziwy bohater. Okręt: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych] vel Karin, rude, młode, badaśne, [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych], nie, nie jest spokrewniona z Poplanem.

[link widoczny dla zalogowanych], sympatyczny komandor o podejrzanie rosyjskim nazwisku.

[link widoczny dla zalogowanych], sceptyk nad sceptykami, a przy tym całkiem zdrowomyślący pan.

[link widoczny dla zalogowanych], zwierzę polityczne i paskudna szuja, Talleyrand-wannabe.

[link widoczny dla zalogowanych]. W rzeczywistości ten[link widoczny dla zalogowanych] nazywa się Admirał, żyje w domu admirała, a sam admirałem nie jest. Przynajmniej oficjalnie, bo istnieje teoria głosząca, że nie kto inny, a właśnie [link widoczny dla zalogowanych] jest [link widoczny dla zalogowanych] we flocie. [link widoczny dla zalogowanych] na [link widoczny dla zalogowanych] i [link widoczny dla zalogowanych] lokalnej Gwiazdy Śmierci Izerlohn.

To też oczywiście nie wszyscy. Very Happy W odcinku trzecim czekają was, o biedacy, frakcje niezależne oraz, jeśli uda mi się takową znaleźć, mapa galaktyki z krótkim rysem historycznym.

P.S. Nie jesteśmy Yangiem, [link widoczny dla zalogowanych]!

P.P.S. [link widoczny dla zalogowanych]. Bo tak. I[link widoczny dla zalogowanych]. Filiżanek nigdy dość.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pon 22:28, 19 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:03, 21 Maj 2014    Temat postu:

Wstyd mi nieco wklejać czwarty post pod postem, ale niech mi Zieloności w łaskawości swej wybaczą, że tak chamsko podbijam temat, a i wy, mili czytelnicy lub też pustko czytelników pozbawiona, ulitujcie się nad Orszuliją.
Dziś postaci będzie mało, bo został nam jeno Fezzan i himalajscy fanatycy z Ziemi. W ogóle przeglądając listy łapię się na tym, że tyle postaci pominęłam, przecież tam w ogóle nikogo nie ma! Tragedia, po prostu tragedia.

Skoro już o Fezzanie mowa, to jeśli spojrzycie [link widoczny dla zalogowanych], może niezbyt dokładną, ale przejrzystszą, niż to kanoniczne nieszczęście, zobaczycie, że niezależna planeta Fezzan/Phezzan to planeta znajdująca się w jednym z dwóch korytarzy kosmicznych łączących Alians z Galaktyką. W drugim wisi sobie wesoło Izerlohn, Gwiazda Śmierci, której bronią jest Młot Thora. Odyn to stolica Imperium, jej aliansowskim odpowiednikiem jest Heinessen, nazwany tak po Ale Heinessenie, ichnim ojcze-założycielu. A na Ziemię latają pielgrzymki, nikt więcej, czasem tylko admirał Wahlen.

[link widoczny dla zalogowanych], szczwany lis z Fezzanu zwany Czarnym Lisem z Fezzanu. Ta czarność chyba została mu z książkowej inkarnacji, gdzie ten szczwany szczwacz i straszna szuja był czarną kobietą. Jako Landesherr niezależnego, wygodnego ekonomicznie terytorium, którego mieszkańcy wykazują przeważnie dość merkantylną postawę, Rubinsky może z powodzeniem robić za polityczny barometr, a macki jego knowań sięgają daleko. [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], prawa ręka, osobisty sekretarz i syn Rubinskiego, człowiek z dużymi ambicjami, mało twarzową fryzurą, słabością do femme fatale i czasem nawet [link widoczny dla zalogowanych].
[link widoczny dla zalogowanych], śpiewaczka, tancerka, intrygantka, profesjonalna femme fatale, towarzyszka życia Rubinskiego i wierna słuchaczka jego szczwanych planów.

[link widoczny dla zalogowanych], poprzednik Kesselringa na stanowisku doradcy Rubinskiego, następnie zajmował stanowisko ambasadora Fezzanu w Imperium.
[link widoczny dla zalogowanych], też Konev, ale nie Ivan, chociaż Poplana mieli wspólnego. Fezzański kupiec i pilot, kapitan żółtej łodzi kosmicznej: [link widoczny dla zalogowanych].

[link widoczny dla zalogowanych], arcybiskup i głowa Kościoła Terry, terraista-terrorysta i fanatyk religijny, [link widoczny dla zalogowanych]. Czai się w Himalajach, gdzie jak widać z powodzeniem kosplei Imperatora, ale nie Reinharda, tylko Palpatine'a, po kapturze sądząc.

Tak chwilowo zamyka się lista postaci, ale nie martwcie się, kolejny LoGHopost będzie, tylko najpierw muszę przechorować post-pod-postowatość.


A teraz to, na co wszyscy czekaliście!


Reinhard uśmiecha się [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych] chyba nie uśmiechnie się już do nikogo. [link widoczny dla zalogowanych] postanowił być solidarny. Reinhard wysoko ceni [link widoczny dla zalogowanych].
Dlatego też[link widoczny dla zalogowanych] nie powinien czuć się bezpieczny, gdyż Reinhard [link widoczny dla zalogowanych] naczynia do wykazania się odpowiednią postawą.
W związku z czym Reuenthal [link widoczny dla zalogowanych] dzikich cesarzy, a ten biedny napitek aż [link widoczny dla zalogowanych].
Nie, żeby po tamtej stronie galaktyki wszystko przedstawiało się [link widoczny dla zalogowanych], ale warunki pracy jakby [link widoczny dla zalogowanych], bo Yang wie, [link widoczny dla zalogowanych] i [link widoczny dla zalogowanych],
którzy zawsze [link widoczny dla zalogowanych].
W końcu herbata jest[link widoczny dla zalogowanych], pija ją bowiem [link widoczny dla zalogowanych]! I tylko Kić gardzi herbatą, woląc[link widoczny dla zalogowanych], a to [link widoczny dla zalogowanych].
[link widoczny dla zalogowanych]! [link widoczny dla zalogowanych].


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Śro 22:09, 21 Maj 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Broz-Tito
Tygrys-w-razie-czego



Dołączył: 29 Lis 2012
Posty: 3597
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Urwała się z sonetu Franceta Prešerna

PostWysłany: Śro 22:17, 21 Maj 2014    Temat postu:

Miejmy nadzieję, że te wszystkie filiżanki i kieliszki kiedyś się zrosną!

Zresztą, ten post przypomniał mi o jednej ważnej rzeczy: Rubinsky to ten typ Tych Złych, który jeśliby nie opowiedział chociaż jednej osobie o swoich Planach przez "P" i Knowaniach przez "K", to chybaby się pochorował, co mnie ciągle nieco bawi.

A teraz pędzę oglądać 90 odcinek, bo mam zaległości jakieś Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:40, 03 Lip 2014    Temat postu:

Czekałam na obejrzenie LoGH-a pół roku od zobaczenia Tytanii, żeby zrobić to z odpowiednim namaszczeniem i bez zbędnego pośpiechu. W tej chwili zostały mi gaideny, za które pewnie kiedyś się zabiorę.

Imperium jest zajebiste. *powiedziała osoba, która toleruje dyktaturę i autorkaryzm tylko jako drogę do demokracji* Ale Alians jest po prostu zwyczajny i codzienny, a od Phezzanu właśnie "pizga złem na kilometr" (imo Rubinsky i Terraiści to najgorzej poprowadzony wątek w tym wszystkim). A Imperium jest po prostu najciekawsze.

Moje avatary znamionowały zmiany mojego podejścia. Co prawda nadal bardzo lubię Reinhada i uważam go za fascynującą postać (i tak uroczo się oświadcza <3 Ale to można powiedzieć o wszystkich), ale na wysokości czwartego sezonu chyba mi się po prostu przejadł, ewentualnie został zwyczajnie przyćmiony, bo wątek Reuenthala i Mittermeyera uważam za najzajebistszy w całej serii.
Z samym Reuenthalem mam problem - bo owszem, on jest bardzo ciekawy, można o nim gadać i gadać, ale od samego początku podchodziłam do niego bardzo ostrożnie i na dobrą sprawę strasznie mnie przygnębiał, bo wiedziałam, że to koleś, który w coś jeszcze się wpakuje. Tak już na poziomie Vermilionu pomyślałam, że Hilda ma absolutną rację zwracając się do Mittermeyera, bo nawet jeśli Reuenthal wygląda na świetnego dowódcę i inteligentnego, opanowanego faceta, to jednak jest w nim coś niepokojącego. Bo generalnie utrzymywanie takich szczelnych masek raczej nie zwiastuje dobrze, szczególnie, kiedy zaczyna się wszystko rozwarstwiać: z jednej strony człowiek-autodestrukcja, a z drugiej ktoś, kto stara się wciąż utrzymywać fasadę, że wszystko jest zajebiście. W pierwszych sezonach nie miał na sobie takiego nacisku, ale potem wyszło, że jego psychika wcale nie jest taka mocna. No i to koleś szalenie dumny, a podsumowanie, czym to się kończy, to w zasadzie większość Silmarillionu. A więc i Reuenthal, i Silmarillion budzą we mnie podobne odczucia: świetnie mi się na to patrzy, ale przybija mnie to jak mało co jest w stanie. Zresztą w relacjach z innymi ludźmi sama jestem takim Reuenthalem, ale to w sumie problem moich Mittermeyerów, bo to oni przedwcześnie osiwieją.
Co do samego Mittermeyera, to on mnie po prostu nie zostawił w spokoju. Gdyby analizować go z boku, to nie rzuca się w oczy: nie ma żadnej schizy, jest normalny, nawet rodzinę założył, taki porządny człowiek. Ale szalenie podoba mi się to, że mimo swojej normalności, on nadal jest doskonałym dowódcą z respektem na dzielni - że ten "normalny" nie stał się takim nieszkodliwym frajerem, ale wręcz przeciwnie - jednym z najlepszych admirałów w armii Reinharda. Niby też z niego taki szczęściarz co przeżył do końca i jeszcze dalej, ale przez tych cholernych geniuszy, którzy byli jego jedynymi bliskimi przyjaciółmi, koniec końców został sam. Mittermeyer jakoś tak chyłkiem wszedł mi do głowy podczas oglądania i po prostu nie jestem w stanie racjonalnie wyjaśnić, dlaczego bije na głowę wszystkich innych.
Uwielbiam jeszcze Kesslera za bycie absolutnie kjutnym. I lubię też Wahlena i Farenheita, tego ostatniego za bycie telerim z głosem Hayamiego (jakby ktoś nie wiedział, że jestem płytka jak kałuża).
Natomiast nie strawię Obersteina. Rozumiem, co on zrobił dla Imperium, ale po prostu na całą jego postać mam tylko dobitne "nie". Nawet dalmatyńczyk go nie ratuje.

A co do kieliszków: wiecie, nawet jeśli Reinhard wszystkie wipizga, [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Czw 21:41, 03 Lip 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 0:37, 04 Lip 2014    Temat postu:

Niofomune napisał:
W tej chwili zostały mi gaideny, za które pewnie kiedyś się zabiorę.

Bardzo zdrowe podejście do gaidenów, szkoda, żem go sama nie zastosowała...

Niofomune napisał:
Ale Alians jest po prostu zwyczajny i codzienny, a od Phezzanu właśnie "pizga złem na kilometr" (imo Rubinsky i Terraiści to najgorzej poprowadzony wątek w tym wszystkim). A Imperium jest po prostu najciekawsze.

Świętą prawdę waćpanna głosisz. Imho, Rubinsky jeszcze by uszedł - zwłaszcza w roli komentatora, ale terraiści-terroryści byli faktycznie źli i to nie tylko w kontekście moralności. W ogóle nalepiej udawać, że oni są tam po to, żeby Wahlen mógł wybrać się na wycieczkę w Himalaje. I przywieźć koledze[link widoczny dla zalogowanych] z Ziemi. A tak serio - fabularnie byli potrzebni, ale wolałabym, żeby nie pizgało od nich złem, a ichni szef nie kospleił Palpatine'a.

Niofomune napisał:
Co prawda nadal bardzo lubię Reinhada i uważam go za fascynującą postać (i tak uroczo się oświadcza <3 Ale to można powiedzieć o wszystkich)

W ogóle ciężko jest zdecydować, kto się oświadcza najbardziej uroczo. Osobiście stawiam na Mittermeyera, Yang z Reinhardem zajmują wspólnie szczytne drugie miejsce.

Niofomune napisał:
Tak już na poziomie Vermilionu pomyślałam, że Hilda ma absolutną rację zwracając się do Mittermeyera, bo nawet jeśli Reuenthal wygląda na świetnego dowódcę i inteligentnego, opanowanego faceta, to jednak jest w nim coś niepokojącego.

Hilda ma intuicję, to prawda, aczkolwiek akurat przy Vermillionie miałam wrażenie, że widzę samospełniającą się przepowiednię. Bayerlein i Hilda obiektywnie mieli rację, ale na pewno ta nieufność nie pomogła Reuenthalowi i jego biednym mózgowym karaluchom - jak dumny pan R. reaguje na podobne oskarżenia, tego się potem dowiadujemy...

Co do Mittermeyera, to jego schiza jest tak wielka, że od niego wyższa. I ma różnokolorowe oczka. I niebieski płaszczyk. I wcale, ale to wcale nie założyłabym się, że Mittermeyer kiedykolwiek do końca się z niej wyleczył, nawet w głębokim postkanonie.
Respekt na dzielni Mittermeyer ma i u mnie zresztą też - tym bardziej, że jakoś łatwo czasem zapomnieć, że ten miły, normalny, kompaktowy blondynek to jednak TEN Gale Wolf i tym większe potem zdziwienie, gdy okazuje się, że, kurczę, jednak niefajnie jest zapominać, że to nie szczeniaczek, tylko wilk.
Mittermeyer chyba w założeniu ma być tym, z kim należy się utożsamiać - jest wplątany w tę historię po uszy, ale nie bywa jej motorem, przeżywa do końca i to właśnie on jest tam, gdzie "kończy się legenda, a zaczyna historia".
Niofomune napisał:
Uwielbiam jeszcze Kesslera za bycie absolutnie kjutnym.

Kessler akurat i do gaidenów się zaplątał, chyba właśnie przez kjutność.
Niofomune napisał:
I lubię też Wahlena i Farenheita, tego ostatniego za bycie telerim z głosem Hayamiego (jakby ktoś nie wiedział, że jestem płytka jak kałuża).
To ja się może dopiszę? Aczkolwiek osobiście zostałam zarażona Elfem poprzez runetową tendencję do bromanszenia i szipienia go z Bittenfeldem [to się nazywa TigroElf Very Happy].

Cytat:
Natomiast nie strawię Obersteina. Rozumiem, co on zrobił dla Imperium, ale po prostu na całą jego postać mam tylko dobitne "nie". Nawet dalmatyńczyk go nie ratuje.

Obersteina można uwielbiać albo nienawidzić. Very Happy Prawda jest taka, że z każdym maratonem LoGHa coraz bardziej go lubię. Reinharda coraz mniej. Chyba istnieje tutaj jakaś zależność, hmmm. Przy tym praktycznie nie kwestionuję działań Obersteina w pierwszych dwóch sezonach, potem zaś coraz bardziej.

Zamiast gaidenów polecam natomiast spektakle. XD Może nie Takarazukę, bo Reinhard Królowa Dyskoteki zabija, ale całą resztę.
A idzie to tak:
1. Ogólnie wydarzenia pierwszego sezonu z punktu widzenia Imperium, nic dodać, nic ująć. Da się dorwać napisy. Ten konkretny Reinhard mocno niezjadliwy, chociaż akurat opinia publiczna [czytaj:runety] obwołały Tori jedynym słusznym Reinhardem. Chyba większą radochę ma się z Takarazuki, której spektakl to właściwie to samo, tylko z większą ilością bling-blingu.
2. Roboczo nazywany przeze mnie Baletem pod Podwójną Gwiazdą. Historia o tym, jak to poznali się panowie R. i M., kończy się po uwolnieniu Wolfganga. Gwoździe programu [albo też do trumny]: biedny Reuenthal atakowany przez bandę dzikich kobiet i mający Wizje i Angst oraz Mittermeyer tańczący w celi coś przywodzącego na myśl umierającego łabędzia. Ogólnie polecam dla lolcontentu, bo daje dużo radochy. Mittermeyer ładny, kompaktowy i jeszcze dobrze tańczy, straszne rzeczy. Uwaga: niektóre krążące po świecie kopie mają pozamienianą numerację - chodzi o spektakle drugi i trzeci.
3. Fanfik obersteinocentryczny, zawiera niekanoniczną rodzinkę i niekanoniczny zpizeg. Ogólnie można oglądać, nawet jeśli się nie wie, o co chodzi - napisów nie widziałam, są za to streszczenia robione przez co bardziej kumate osoby; wracać do tego nie zamierzam, bo nieco nudzi.
4. Pierwszy spektakl aliansowski - admirał Yang-Kawamura jest piękny jak słoneczko i bardzo Yangowski, a przy tym jednak inny od Yanga z anime. Kawamura jest chyba bezsprzecznie najlepiej dobranym aktorem ze wszystkich, jacy przewijają się przez spektakle.
5. Spektakl o Poplanie. Kto nie kocha Poplana, ręce do góry, Walter patrzy! Piloci Spartanianów to to, co tygryski lubią najbardziej [Bittenfeld też lubi - na śniadanie]. Niestety przemyka tam też wyjątkowo paskudny Reinhard przy bardzo niedobrym Kircheisie. Na szczęście nie ma ich wiele.
6. Spetakl niby oparty na gaidenie "A Hundred Billion Stars, A Hundred Billion Lights", ale mocno zmieniony - dodano OC do pary z Kircheisem. Wynika to z tego, że spektakl był przeznaczony nie tyle dla fanów LoGHa, co dla fanek pop-grupy "kis-my-ft2". Ale jeśli nie patrzeć na tę parkę, to można zobaczyć naprawdę przyjemnego Reinharda-Mamiyę, dobrego Schenkoppa, świetnego Grimmelshausena, a i Kircheis nie jest taki zły. W ogóle aktorstwo nie boli, chociaż Kessler nie jest tak kjutny, jak być powinien. I gra go ten sam aktor, który w trzecim spektaklu bratował Obersteinowi. Czy my o czymś nie wiemy...?

To z tego, co widziałam, zamierzam nadrobić resztę w bliżej nieokreślonej przyszłości. Trochę odrzucają mnie praktycznie wszyscy nowi Reuenthal i Mittermeyer [panowie w ogóle są najczęściej obsadzanymi postaciami i chyba im to nie służy], ale się przemogę. A jak tylko się przemogę, to od razu doniosę!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pią 7:05, 04 Lip 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Broz-Tito
Tygrys-w-razie-czego



Dołączył: 29 Lis 2012
Posty: 3597
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Urwała się z sonetu Franceta Prešerna

PostWysłany: Pią 11:37, 04 Lip 2014    Temat postu:

Jak tylko skończę oglądać serial, to się koniecznie zabiorę za spektakle. Nie muszę rozumieć, chcę popatrzeć Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:12, 04 Lip 2014    Temat postu:

Jakby ktoś pożądał spektakli, to proszę pisać na PW, pomogę w zlokalizowaniu, mam na podorędziu aktualne linki.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 18:22, 04 Lip 2014    Temat postu:

Cytat:
Co do Mittermeyera, to jego schiza jest tak wielka, że od niego wyższa. I ma różnokolorowe oczka. I niebieski płaszczyk. I wcale, ale to wcale nie założyłabym się, że Mittermeyer kiedykolwiek do końca się z niej wyleczył, nawet w głębokim postkanonie.

No ale żeby mieć taką schizę, trzeba we wszystkich innych aspektach być zupełnie normalnym i zakotwiczonym w rzeczywistości, inaczej Reuenthal natychmiast by go wślurpnął do swojego świata. Imo do schizy kwalifikuje się coś, co rujnuje życie i nie da się z tym funkcjonować - a Mittermeyer co prawda od Reuenthala pewnie chronicznie siwiał (na szczęście na jasnych włosach słabo widać), ale jednocześnie był w stanie funkcjonować. W końcu potem wychowywał dziecko, które cały czas mu o Reuenthalu przypominało, i jakoś był w stanie mimo tego żyć w sposób ogarnięty, przynajmniej na ile widać go w ostatnich odcinkach.
Cytat:
Obersteina można uwielbiać albo nienawidzić. Very Happy

A bo ja wiem? Znam osobę, która ogranicza się tylko do odrobimy sympatii wobec tego pana. Imo po prostu jego działania wywołują silne emocje - to nie tak na przykład, że Obersteina nienawidzę, bo od tego mam Leloucha z Code Geassa, zresztą widząc jego rację, nie jestem w stanie go potępiać z miejsca i permanentnie. Po prostu to ktoś, kogo nigdy nie polubię i najchętniej nie miałabym z kimś takim nic wspólnego.
Cytat:
Spektakl o Poplanie. Kto nie kocha Poplana, ręce do góry, Walter patrzy!

Ja. Znaczy, jest mi raczej obojętny. Shenkopf natomiast pod koniec zaczął mnie irytować (Ech, Reuenthal mógł go przetrącić na dobre, kiedy miał okazję Sad). Ogółem dla mnie Alians mógłby ograniczyć się do Yanga z rodzinką, Cazellnu'a, Attenborougha i Merkatza z przydupasem. Przygody pilotów i Rosen Ritterów jakoś niespecjalnie do mnie przemawiały.

Do spektakli samych w sobie nie jestem specjalnie przekonana, bo jakoś nigdy mnie to medium nie wciągnęło. Ale ogółem ja jestem pod tym względem bardzo wybredna: nie podchodzą mi i spektakle, i filmy autorskie, i gry, i pewnie sporo innych rzeczy, których teraz nie pamiętam. Dlatego chyba ograniczę się do gaidenów, jak znajdę trochę czasu. Zobaczę, może jak to skończę, to nadal będę na fali, wtedy nad spektaklami myśleć, ale jak na razie to raczej nie dla mnie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Broz-Tito
Tygrys-w-razie-czego



Dołączył: 29 Lis 2012
Posty: 3597
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Urwała się z sonetu Franceta Prešerna

PostWysłany: Pią 19:55, 04 Lip 2014    Temat postu:

Dobra, to ja się idę schować w kącie, bo uwielbiam Poplana i Szczękopa (wyjawię nawet mroczną tajemnicę - bawią mnie, więc ich generalnie szipuję). Rosen Ritterzy jakoś mi nie przeszkadzają, lubię, gdyby ich nie było, to pewnie by mi czegoś brakowało.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 23:03, 01 Gru 2014    Temat postu:

Chamsko podbijam, bo skoro eternienie ludzi idzie zgodnie z planem, to może i zaLoGHować jakąś biedną ofiarę się uda.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 12:10, 27 Lut 2015    Temat postu:

Rozkmina nt. Vermilionu. Tam niżej są same spojlery, których nie chowam, bo musiałabym wyspoilerować cały post.

Oczywiście Yang jest genialny, to wszyscy wiedzą i nie trzeba się nad tym specjalnie rozwodzić. Ale myślę sobie teraz o Reinhardzie i on mimo wszystko coraz bardziej mi się w tej bitwie podoba. Przede wszystkim podobał mi się ogólny koncept na bitwę - że Reini stawia na defensywę i zmęczenie przeciwników, a potem czeka, aż wrócą jego admirałowie. Wydaje mi się, że on początkowo nie nastawiał się na takie "pokonam Yanga sam", ale właśnie że pokona go wszystkim, co ma, a w końcu gromadzenie genialnych i lojalnych wobec niego ludzi to był jego bardzo mocny punkt i nie można mu tego odejmować (w końcu część wygranych Yanga to też pochodna tego, że udało mu się zwerbować Rosenritterów, więc tutaj imo są kwita). Nie wiem, na ile Reini był pewny swoich umiejętności taktycznych, ale na pewno bardzo mocno polegał na swoich admirałach, co mu się chwali (w końcu gdyby wyrażał postawę "ja wiem lepiej, nie wtrącajcie się", to raczej nie byłoby fajnie, na szczęście Kircheis zdążył go wytresować w dobrych decyzjach personalnych). Inna sprawa to taka, że on tymi patentami admiralskimi trochę za bardzo szastał, skutkiem tego podczas bitwy zostały mu pod dowództwem takie pomyłki jak Thurneysen, tymczasem tacy Steinmetz czy Lennenkampf (czy Kempf, o którym wszyscy zapominają) dostali awanse mocno na wyrost, odstawali od reszty admirałów i spokojnie mogliby się spełniać na niższej pozycji, jako bezpośrednie wsparcie Reiniego na polu bitwy (fakt, potrzebni byli dowódcy dla flot, ale inną sprawą jest, jakim cudem tych Imperialnych flot się nagle tyle wyroiło, że Reini miał ich chyba jeszcze więcej, niż Imperium na początku serii. Hurtowe klonowanie czy ki diabeł?).
Owszem, podczas bitwy Reini dał się wrobić przez Yanga, ale mój boru, kto się nie dał? W końcu Yang nawet Reuenthala zdążył zrobić w butelkę i gdyby nie to, że Reuenthal miał nad Schenkopfem przewagę liczebną z tymi jego wszystkimi karaluszkami, to bitwa o Iserlohn skończyła by się z lekka inaczej. Imo danie się zrobić w jajo Yangowi to żadna ujma na honorze.
No i końcówka, już po przybyciu Mullera. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby dwie sojusznicze floty wleciały między siebie, coby je było łatwiej wystrzelać, ale Reinhard był w tej chwili dość daleko od frontu, żeby cokolwiek zrobić. Zrucałabym to bardziej na fakt, że Zajączek i Thurneysen totalnie przestali myśleć co robią od pewnego momentu i się wystawili jak na widelcu (znaczy, większą winę zwalam na Thurneysena, bo to on zrobił ten kretyński manewr, ale już wcześniej ustaliliśmy, że on nie myśli w ogóle).


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 16:45, 27 Lut 2015    Temat postu:

Niofomune napisał:
Inna sprawa to taka, że on tymi patentami admiralskimi trochę za bardzo szastał, skutkiem tego podczas bitwy zostały mu pod dowództwem takie pomyłki jak Thurneysen, tymczasem tacy Steinmetz czy Lennenkampf (czy Kempf, o którym wszyscy zapominają) dostali awanse mocno na wyrost, odstawali od reszty admirałów i spokojnie mogliby się spełniać na niższej pozycji, jako bezpośrednie wsparcie Reiniego na polu bitwy (fakt, potrzebni byli dowódcy dla flot, ale inną sprawą jest, jakim cudem tych Imperialnych flot się nagle tyle wyroiło, że Reini miał ich chyba jeszcze więcej, niż Imperium na początku serii. Hurtowe klonowanie czy ki diabeł?).


Też się nad tym swego czasu zastanawiałam, ale w kontekście porównywania admiralicji Reiniego i marszałków napoleońskich. I faktycznie, trochę nam te Steinmetze i zapomniane Kempfy odstają poziomem, ale samo cudowne mnożenie się patentów ma sens:

a) Patrząc na admirałów goldenbaumowskich, odnoszę wrażenie [może mylne], że ich funkcja była o wiele bardziej polityczna, a faktyczne dowodzenie sprawowali niżsi stopniem. Reini przywrócił stan rzeczywisty i przywiązał admirałów do flot, które w praktyce już istniały, ewentualnie dokonał reorganizacji na niezależne floty, tak jak Grande Armee składała się z niezależnych i posiadających własny sztab korpusów, które z kolei składały się z kilku dywizji i brygad - a liczba marszałków w porównaniu do chociażby panowania Ludwika XVI znacząco wzrosła, podobnie zresztą zmieniła się ich funkcja. Brzmi znajomo.

b) Władza Reiniego w dużej mierze trzyma się na armii i z tej armii pochodziła. Szczerze mówiąc, spodziewałabym się raczej, że Reini nie da rady wypchnąć na świecznik tylko swoich nominacji i połowa admirałów okaże się z konieczności politycznej w jakiś sposób powiązana z poprzednim systemem/będzie pochodzić ze sprzymierzonych opcji. Ale nie, patrząc po biografiach, praktycznie wszyscy mają jakieś powody, by być lojalnymi wobec Reinharda [przy tym większa część nie ma szans, by być czymkolwiek poza posłusznymi trybikami]. Reorganizacja armii rozpoczęła się za I Republiki; w LoGHu rewolucja nas omija, ale przemiany społeczne właściwe dla epoki napoleońskiej już nie. Żegnaj, arystokracjo Starego Imperium, witaj, arystokracjo Nowego Imperium!

c) Już abstrahując od potrzeby posiadania x admirałów, trzymanie przy sobie admiralicji składającej się z Reuenthala z ambicjami, Obersteina, któremu się niby ufa, ale nie do końca, bo to Oberstein, Zajączka, który ma nieco podejrzane CV [patrząc na szybkość awansu, wyskoczenie troszkę znikąd i sygnalizowane związki z wywiadem wojskowym] i Mittermeyera, który ma w głowie różnookiego reuenthalokształtnego karalucha bez równoważącej ich masy lojalnych, choć mniej wybitnych admirałów z Tygryskiem na czele, jest po prostu niebezpieczne. Fahrenheita można uważać za kość rzuconą frakcji, która przysięgła lojalność po Lippstadzie.

Hmm, dlaczego mi się zdaje, że ani Thurneysen, ani Sombart nie byli nigdy pierwszym wyborem Reiniego i w kolejce do awansu nie plasowali się zbyt wysoko? Trzeba by sprawdzić paseczki przy Vermillionie, ale to chyba ta sama kategoria admirała drugoplanowego co Brauhitch. Generałowie, nie marszałkowie. Thurneysen był zbyt ambitny i zbyt mało lojalny, żeby go wpuszczać do nowej arystokracji, przy tym nie rekompensował tego talentem. I jeśli Grillpalzer i tentam drugi od pary dusili się jako młoda Podwójna Gwiazda przy pierwszej Gwieździe żywej i zdrowej, to karaluszki mózgowe Thurneysena musiały być o wiele tłustsze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:15, 27 Lut 2015    Temat postu:

To, co piszesz o wzroście liczby admirałów, to w sumie ma sens. Chociaż nadal liczebność wojska i flot mi się rozjeżdża. Ogarniam, że Imperium miało gospodarkę na wysokim poziomie i mogło sobie dobudowywać statki, poniosło małe straty pod Amlitzer i na fali popularności dużo ludzi chciało wstępować do armii, ale mimo wszystko te liczby trochę mnie przerażają. Tzn. Reini zaczynał atak na Alians miał z dziesięciu czy nastu admirałów (Reuenthal, Mittermeyer, Bittenfeld, Farenheit, Muller, Wahlen, Lutz, Mecklinger, Steinmetz, Lennenkampf - to dziesięciu, o ile kogoś nie pominęłam + jeszcze flota własna Reiniego), a w końcu flota to jest te kilkanaście tysięcy okrętów. I Imperium jest w stanie te wszystkie swoje niedobory załatać nawet z nadwyżką, tymczasem Alians ledwie uzbierał na 14. i 15. flotę (plus nienaruszona 13. i, zdaje się, jeszcze 1. do obrony Heinessenu, czy zdążyli ją roztrwonić?). Nigdy tego do końca nie liczyłam, ale ogółem te wszystkie liczby, floty w tysiącach okrętów, a ludzie w milionach, wydawały mi się jakieś z, nomen omen, kosmosu.

Thuneysen był pod Vermilionem, zdaje się, viceadmirałem (na pewno dwa paski, ale oni mają coś dziwnego zrobionego z nazewnictwem, dlatego się momentami gubię i wolę patrzeć na naramienniki), więc dla Reiniego był chyba tą podstawową siła wykonawczą obok zwykłych admirałów... Chociaż nie, jak się trochę w tych rangach gubię. Według jakiegoś źródła to leci: rear admiral, vice admiral, (te dwa się zgadzają, aż tu nie wiedzieć czemu:) admiral, high admiral i fleet admiral. W systemie, który ogarniam, są o dwie pozycje mniej, dlatego teraz nie do końca łapię, jakie oni mieli konkretne funkcję. Bo fleet admiral to była ta Reiniowa admiralicja, Reuenthal, Mittermeyer i tak dalej, ale z kolei już z niższych rang, to pojawiają się tylko pojedyncze osobniki - jak vice admiral Thurneysen; Grillpatzer i Knappstein, kiedy się pojawili, mieli chyba po jednej belce (rear admiral?), Sombart na pewno też, a wszyscy pełnili w zasadzie tę samą rolę. Ogółem z tym jego łańcuchem dowodzenia to było coś dziwnego, w końcu Reini (fleet admiral) powinien mieć jakiegoś swojego high admirala, który by tym wszystkim Thurneysenom rozkazywał (czy rozkazywałby admiralowi, który rozkazywałby Thurneysenowi).
Dobra, im więcej o tym piszę, tym bardziej mi się to miesza.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:08, 27 Lut 2015    Temat postu:

Admirałów niższego sortu spełniających rolę sztabu/dowódców dywizji jeszcze jest kilku, umknęli ci Bergengrun z Bayerleinem oraz kontradmirał Eugen u Tygryska, nie dam też głowy, że na mostkach innych high admirałów się jakieś kontr albo wiceadmirały nie czają.

W hierarchię admiralicji przed Neue Reichem się nie zagłębiam, bo tam się dzieją dziwne rzeczy, a i w Neue Reichu mamy dość problemów z rangami i z nazwnictwem.
Tak jak ja to rozumiem w Neue Reichu właściwym z Reinim Cysorzem mamy kontradmirałów - dowodzi to częściami floty, tkwi w czyimś sztabie, powiedziałabym, że to pułkownik Grande Armee; w praktyce zbliżonych do siebie funkcją i stopniem wiceadmirałów i admirałów, którzy w armii napoleońskiej byliby odpowiednio generałami brygady i dywizji; następnie idzie high admiral [idąc za ruskim przekładem na użytek własny nazywam taki wynalazek generał-admirałem], na dobrą sprawę marszałek u innego, mniej złotowłosego Cysorza Wink i tutaj mamy praktycznie wszystkich chłopców, którzy stoją parami przed Cysorzem podczas zebrań, ma to własny korpus z własnym sztabem. Fleet Admiral [grossadmirałowie] to płaszczyki - płaszczyka nie dostaje się tak sobie, zauważmy, że panowie z płaszczykami pełnią dodatkowe oficjalne funkcje, a to szefa sztabu generalnego, a to ministra wojny lub naczelnego dowódcy floty. Czyli generał-admirał to najwyższy stopień typowo polowy, grossowie to już funkcja bardziej polityczna.
Kurczę, ale Hilda będzie miała problem, żeby po pierwsze przydzielić kolory płaszczyków wszystkim nowym grossadmirałom z pośmiertnego nadania Reiniego, a po drugie, znaleźć im funkcje. Chociaż podejrzewam, że część weźmie płaszczyki i pójdzie do rezerwy.
A prawda jest taka, że najlepszym gatunkiem admirała są admirałowie-nierozłączki.

Co do liczebności flot, to one są faktycznie trochę z kosmosu, ale właśnie - z kosmosu. Trzeba by sprawdzić, ile właściwie ludności ma Imperium i przeliczyć procentowo. Imperium mi się w ogóle wydaje mocno zmilitaryzowane [policja Keslera ma bardzo szerokie pełnomocnictwa i sferę zainteresowań jak na policję wojskową] i odpowiednio ten procent może być wyższy niż w Aliansie, który jako państwo młodsze jest nastawiony na kolonizację planet i rozwój gospodarczy. Alians na pewno jest mniejszy, kołacze mi się, że przynajmniej dwukrotnie.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 19:18, 28 Lut 2015    Temat postu:

Jakby ktoś śledził dyskusje, a się nie wtrącał, to za kurtyną wyszły takie kwestie:
- jest za mało admirałów niższego sortu, żeby prześledzić ich funkcje,
- a kariera Reiniego się nie liczy, bo on wytwarza własne pole grawitacyjne,
- ale ogółem hierarchia Starego Imperium ma niezły rozpiździel i nic dziwnego, że Reini tak się spieszył z reformami.

Cytat:
Co do liczebności flot, to one są faktycznie trochę z kosmosu, ale właśnie - z kosmosu. Trzeba by sprawdzić, ile właściwie ludności ma Imperium i przeliczyć procentowo. Imperium mi się w ogóle wydaje mocno zmilitaryzowane [policja Keslera ma bardzo szerokie pełnomocnictwa i sferę zainteresowań jak na policję wojskową] i odpowiednio ten procent może być wyższy niż w Aliansie, który jako państwo młodsze jest nastawiony na kolonizację planet i rozwój gospodarczy. Alians na pewno jest mniejszy, kołacze mi się, że przynajmniej dwukrotnie.

Nie wiedzieć czemu mi się zawsze kolebało, że terytorialnie Imperium i Alians są mniej więcej równe, ale prawda, że nigdy tego nie sprawdzałam. Jasne, że Imperium jest bardziej nastawione na wojsko i ma ono tam bardzo szerokie przywileje (mnóstwo wysoko postawionych osobników to jacyś admirałowie, arystokracja z Lippstadt League też natychmiast wskoczyła w mundury), ale w takim wypadku zaczynam się zastanawiać, jakim cudem Alians jeszcze istniał przed tym, jak Reini go podbił. Znaczy, Impeium: miało jeszcze Iserlohn, było większe i miało większą armię, miało na wysokich stanowiskach w armii np. takiego Merkatza (podczas gdy Yang był dopiero pachołkiem, którego każdy plan był odrzucany bo tak), a na niższych kilku bardzo obiecujących dowódców (wszyscy późniejsi admirałowie Reiniego). Tymczasem od dwustu lat oni się tam bawią z tym Aliansem w przepychanki, mimo że mają ewidentną przewagę i mogliby chociaż próbować coś zrobić, zamiast tylko siedzieć w Odinie i narzekać na Flotę Rebeliantów. No chyba, żeby założyć, że rzeczywiście wcześniej Alians i Imperium było w miarę równe, ale wtedy nie ogarniam, jakim cudem nagle po Amlitzer i okolicach Reini został z kilkunastoma flotami, a Alians z trzema.
A, jeszcze a'propos flot, to zawsze zastanawiali mnie Czarni Ułani. Z opisu zakładam, że to nie była banda jakichś tam pierwszych lepszych rekrutów - zważywszy na to, jak ludzie na nich reagowali i że wszyscy tam rzucali się na pałę śladem swojego admirała, to musiała być jakaś flota trochę bardziej specjalna. To jakim cudem Tygrysek był w stanie ją zawsze odbudowywać, jak za każdym razem przetrzebiali go pięknie, a dwa razy (Amlitzer i Rantemario) wręcz mało co z niego zostało.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:36, 28 Lut 2015    Temat postu:

A czy ktoś jeszcze śledzi dyskusję? Very Happy Przyznajcie się!

Niofomune napisał:

A, jeszcze a'propos flot, to zawsze zastanawiali mnie Czarni Ułani. Z opisu zakładam, że to nie była banda jakichś tam pierwszych lepszych rekrutów - zważywszy na to, jak ludzie na nich reagowali i że wszyscy tam rzucali się na pałę śladem swojego admirała, to musiała być jakaś flota trochę bardziej specjalna. To jakim cudem Tygrysek był w stanie ją zawsze odbudowywać, jak za każdym razem przetrzebiali go pięknie, a dwa razy (Amlitzer i Rantemario) wręcz mało co z niego zostało.

No nie przesadzajmy, główną cechą tygryskofloty jest to, że nie zna słowa odwrót ani w ogóle żadnego słowa dłuższego niż cztery litery. Very Happy A tak serio - to akurat Ułani nie dokonują żadnych cudów taktycznych, chyba że się mylę, wtedy mnie poprawcie. O ich przewadze stanowi to, że idą na rympał - co w połączeniu z nomen omen czarną legendą stanowi o ich sile. Podejrzewam, że ta cała legenda polega właśnie na tym, że są do pewnego stopnia kamikaze. Przy odpowiednim programie szkolenia nasączonym propagandą, kadrze oficerskiej w typie Tygryska i odpowiedniej selekcji przy doborze załóg, akurat Czarnych Ułanów da się do pewnego stopnia w miarę szybko odbudowywać. A skąd wróg ma wiedzieć, że dani Ułani są nieco mniej ułańscy niż zazwyczaj? Czarna farba to czarna farba, a i wariatów przy panującym w imperium kulcie honoru oficerskiego ponad logikę/przetrwanie da się znaleźć.

Co do populacji - Niooooofooooo... Zaczęłam się w to zagłębiać i ogólnie jest dziko.

A teraz konkrety.
W momencie obecnym populacja Imperium wynosi jakieś 25 miliardów, populacja Aliansu około 15. Późniejsza Republika Iserlohn ma nieco poniżej miliona mieszkańców. Oficjalna populacja Neue Reichu po wchłonięciu Aliansu wynosi 42 miliardy. Przeliczeń na podstawie rzezi urządzonej przez Rudolfa nie uznaję, bo wychodzi jakieś dziwne szujstwo, gdzie nagle Imperium post-Rudolfowskie kurczy się jak przekłuty balonik bez żadnego powodu.

Na Westerlandzie zginęło 2 miliony ludzi. Mało. Znaczy dużo, ale mało jak na planetę. Odpowiednio dużo, aby wstrząsnąć Imperium, odpowiednio mało, że Oberstein się nie przejął - a akurat robić rachunek zysków i strat to on potrafi.

Alians w dużej mierze pochodzi od kolonistów Ale Heinessena, których było kilkaset tysięcy, nie więcej, coś mi się obiło o uszy, że w momencie pierwszego kontaktu populacja Aliansu liczona była jeszcze w milionach, nie w miliardach.
Wniosek z tego taki, że Alians się cholernie szybko rozmnażał i kolonizował planety - czyli nie mógł pozwolić sobie na upychanie ludzi w wieku rozrodczym do wojska w takim stopniu, w jakim mogło to robić Imperium. Alians uzupełniał braki we flotach z bieżącego poboru - pokazano nam, jak wielki jest to problem. Przy tym na pewno nie mógł sobie pozwolić chociażby na skupienie się na produkcji okrętów czysto wojennych - bo nie miał bazy żadnych okrętów [te Alego już się stopiły Wink] i musiał jednocześnie budować flotę cywilną i wojenną, podczas gdy Imperium mogło spokojnie jednorazowo zainwestować ogromne środki w przemysł wojskowy [miało zresztą technologię i zaplecze techniczne], a potem tylko powolutku wymieniać flotę. Zauważmy też, że Imperium wcale nie modernizuje floty jakoś zatrważająco szybko, Bór wie, ile liczą sobie niektóre z tych okrętów, wprowadzenie nowej generacji [Brunhilda, Barbarossa, Perceval] nie jest jakimś priorytetem, ot, Reini dostał ładną zabaweczkę i tyle.

Imperium tymczasem wydaje się być w stagnacji. I całkiem możliwe, że ze względu na ograniczenia przestrzenne nie jest w stanie się rozrastać - inaczej po co by się pchali do Aliansu? Nie wydaje się też, żeby populacja od czasu Rudolfa jakoś poszła w górę, rozwoju też specjalnie nie widać. Więc jak najbardziej może mieć wielkie rezerwy, garnizony na każdej planecie i tak dalej, i tak dalej, ograniczając tym samym przyrost naturalny.

Wojna trwa od lat mniej więcej stu sześćdziesięciu, z tym, że tak naprawdę przynajmniej w począkowym stadium wydaje się to wyglądać raczej tak, że tu potyczka, kilkadziesiąt lat spokój, tam bitwa, dłuższy okres pokoju. Wiemy tylko, że obie strony poniosły ogromne straty za czasów, gdy w Aliansie szalał Bruce Ashbey - Imperium dostawało w skórę straszliwie, wojna trwała na dobrą sprawę bez większych przerw, od tego momentu też zaczęto dopuszczać do stopni oficerskich ludzi bez von przed nazwiskiem. Wniosek: straty w kadrach były imponujące. Niedługo potem powstaje Iserlohn i od tej pory trwają ciągłe potyczki [ale raczej nie więcej] na planetach korytarza [kurort Kapche-Lanka...], mamy też co jakiś czas kolejną Bitwę o Iserlohn, przy pierwszych czterech Alians przegrywa i to mocno, za każdym razem wpadając pod Młot Thora, w piątej również zbiera cięgi, jedyne, co ugrywa, to posianie fermentu w szeregach załogi Iserlohnu, Szóstą Bitwę Alians przegrywa, można przyjąć, że w ciągu trzydziestu lat pod samym Iserlohnem położono minimum sześć flot przy dużo mniejszych stratach ze strony Imperium. Imperium, które i tak było w lepszej sytuacji początkowej, od czasu budowy Iserlohnu umacnia swoje pozycje.

W roku 795 w dwóch bitwach przy Tiamat Alians znowu dostaje w skórę. W roku 796 floty Aliansu padają jak muchy - zauważmy też, że w kolejnych bitwach Alians zaczyna się wycofywać zamiast walczyć do końca, co też mu nie idzie, swoją drogą. Czymś normalnym staje się położenie połowy floty - to nie jest raczej sposób, w jaki walczono od czasów Bruce'a Ashbey, nie na tę skalę - zbyt rozleniwiona, zgniła i stara jest stara imperialna kadra, zbyt dużo w niej arystokratów, którym potem zobaczymy pod Lippstadtem, za mało ceniony jest Merkatz.
A pod koniec tego roku Alians zostaje z ręką w nocniku i nie byłby w stanie zrekompensować strat w pełni - nie tyle osobowych, co w okrętach, nawet gdyby nagle objawił się tam drugi Rudolf Goldenbaum i zrobił porządek z rozpieprzem wewnętrznym. A Rudolfa nie było.

Mobilizacja Aliansu w momencie wtargnięcia na terytorium Imperium wynosiła coś koło 30 milionów z niewielkim hakiem, do 32. To 0,2% populacji. Załóżmy, że razem z personelem paramilitarnym i garnizonami, które nie weszły w skład ekspedycji, nawet 0,5% populacji Aliansu to wojskowi. Dużo? Mało? Mniej więcej podobnym współczynnikiem personelu aktywnego do całej populacji mogą się w tej chwili pochwalić Stany. Rosja nieco większym, z tym, że rosyjski system tworzy ogromną i gotową do mobilizacji rezerwę, która podnosi potencjał obronny do przynajmniej 2%.
Myślę, że można przyjąć, że te 0,5% może być maksymalnym potencjałem wojennym Aliansu ze względu na rozdrobnioną strukturę państwa - możliwe, że po prostu nie da się ściągnąć z planet większej ilości ludzi w wieku produkcyjnym, utrzymując stabilność gospodarki.

Dalej. Zakładając, że Alians stracił od 795 roku pi razy oko te 32 miliony [tyle nie, ale doliczmy do tego straty cywilne i pewien margines] i nawet, że Imperium poniosło podobne straty [a nie poniosło], że taktyka spalonej ziemi też swoje dołożyła i mamy kolejne 30 milionów [tyle nie było]. No, przyjmijmy baaaaardzo liberalnie, że po obu stronach mamy łącznie około 100 milionów ofiar. Podejrzewam, że ta liczba jest dużo bliższa 50 milionom, ale się nie ograniczajmy. To nadal daje nam niecałe 0,25%. Dużo? Mało?
II Wojna Światowa pochłonęła 22 do 25 milionów ofiar wśród personelu militarnego przy ogólnej liczbie populacji 2,5 miliarda. Łączna liczba ofiar wynosi do 80 milionów.
Sprawdźmy I wojnę światową. Nie biorę pod uwagę hiszpanki. 9 milionów wojskowych, 7 cywilów przy populacji w okolicach 2 miliardów.

...czy to ma sens?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:44, 28 Lut 2015    Temat postu:

To ma sens, tylko najpierw muszę to jeszcze raz przetrawić, a potem odpowiem konstruktywnie ^^

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 136
Przeczytał: 55 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:24, 01 Mar 2015    Temat postu:

Przyznaję się do śledzenia Smile. Ostatnio ciągle tutaj siedzę dla Orszulinej listy bohaterów. Te czułe opisy przekonały mnie do sprawdzenia serialu, no i się zakochałam Embarassed . Zawsze mam je pod ręką przy oglądaniu, żeby całe to tałatajstwo ogarnąć.

Na razie nie bardzo mogę dołączyć do dyskusji, bo jestem dopiero przy odcinku 28 (chwilowo najlepszy ever, bo z historią Reuenthala i Mittermeyera) i mało wiem, więc obecnie zajmują mnie inne tematy jak na przykład fakt, że Mittermeyer jest taki fajniuchny że ściśnięty musi piszczeć jak zabawka albo jak (chyba) wzruszający miał być grób Kircheisa, a nie był, bo to przy tej scenie uderzyło mnie jak bardzo jednorożec nie miał własnego życia. Reinhard pochował go może i wystawnie ale napis dał jak dla psa - "mój przyjaciel" i wszystko. Kurde, czyli nie dość, że tamten najwidoczniej nie osiągnął w życiu nic ważniejszego niż aprobata Reiniego, to jeszcze nikt inny nie ma prawa go opłakiwać.

Mniej więcej w temacie mogę tylko zauważyć, że ludzie z przyszłości są niesamowicie rozrzutni w zasiedlaniu planet. Ze sposobu przygotowania spalonej ziemi wygląda to tak, jakby zwykle na całej planecie było tylko jedno zapyziałe miasteczko (no i w ogóle pomysł zabrania CAŁEJ żywności z CAŁEJ planety jest dla mnie nie do ogarnięcia). Skąd nagle tyle planet do zasiedlenia? Wszystkie przeszły niewyobrażalnie drogą terraformację dla tych garstek ludzi? Chociaż pamiętając jak się według twórców dziedziczy kolor oczu chyba nie mogę wymagać zbyt dużego realizmu Wink

Edit: Kropka w złym miejscu patrzyła mi prosto w duszę.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Nie 0:30, 01 Mar 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2212
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 76 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:45, 01 Mar 2015    Temat postu:

Ja śledzę dyskusję, ale nie zabieram głosu, bo raz - oglądałam dawno i w najbliższym czasie raczej nie będę powtarzać, dwa - akurat kwestia militarna interesowała mnie w tym anime najmniej.

Zajączek to Muller? W głupawkę nie wnikam, więc nie nadążam za przezwiskami.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 1:45, 01 Mar 2015    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych] ;____; Tak, Zajączek to Muller. Taki kjutny szaraczek. Miło, Galneo, że czytasz i dajesz znak życia. <3

Ależ proszę się udzielać, Ewolucjo, chociażby po to, żeby sobie pomrrrryrać i pomimimić, ja przynajmniej ze swojej strony uprawiam intensywny LoGHokałużyzm i to wyjątkowo płytki. A kwestię piszczącego Mimimittermeyera należy zbadać. Myślę, że byłaby z niego urocza wojownicza żabka. A pod wybielonym gróbkiem podpisuję się wszystkimi mackami, to faktycznie tak wyglądało. A, jeszcze Annerose ma go prawo opłakiwać, ale Annerose to dla Reiniego na tym etapie nie osoba, tylko symbol.

Ewolucja napisał:

Mniej więcej w temacie mogę tylko zauważyć, że ludzie z przyszłości są niesamowicie rozrzutni w zasiedlaniu planet. Ze sposobu przygotowania spalonej ziemi wygląda to tak, jakby zwykle na całej planecie było tylko jedno zapyziałe miasteczko (no i w ogóle pomysł zabrania CAŁEJ żywności z CAŁEJ planety jest dla mnie nie do ogarnięcia). Skąd nagle tyle planet do zasiedlenia? Wszystkie przeszły niewyobrażalnie drogą terraformację dla tych garstek ludzi?


Zaczęłam się nad tym zastanawiać i chyba da się to uzasadnić. To znaczy ilość planet nadających się do zamieszkania. Wystarczy zajrzeć w przeszłość Imperium. Zanim w 2801 roku wedle terrańskiego kalendarza powstała Galaktyczna Federacja [to, co w końcowym stadium rozwalił Rudolf Goldenbaum], ludzkość była podzielona i przetrzebiona przeszło trzema wiekami międzyplanetarnych konfliktów. Czyli pewną ilość nadających się do zamieszkania planet już mamy skolonizowaną przez starą Terrę. Wraz z założeniem Federacji nastąpił tak zwany Złoty Wiek Ludzkości, w tym okresie zjednoczone siły byłych państewek planetarnych rozpoczęły intensywną eksplorację i doszły aż do znanych granic terytorium, które potem zajmować będzie Imperium Goldenbaumów. I w tym momencie mógł nastąpić intensywny terraforming wszystkiego, co się dało i czego się nie dało, dlatego też Imperium ma miasteczko tu, wioseczkę tam. Możliwe, że nawet po terraformingu większość z tym planet nie jest w stanie wykarmić dużej populacji, z drugiej strony możliwe też, że rolnictwo intensywne nie jest priorytetem. O, w jednym z gaidenów po stronie Aliansu mamy takie wioseczkomiasto, które miało być bazą dla dalszego terraformingu planety, który to plan został jednak zarzucony ze względów politycznych - możliwe, że miasteczkowioseczki to pozostałości po Złotym Wieku i z jakiegoś powodu okazało się, że skończyły się środki/możliwości, a może nawet i potrzeba dalszej kolonizacji tych planet. Albo że Federacja w celu utrzymania pokoju i jedności ugryzła więcej, niż była w stanie przełknąć i w efekcie praktycznie porzuciła nawet Ziemię. Planety, które przeznaczają ludzi i środki na kolonizację nie mają środków na zbrojenia. Ciężko powiedzieć.
Galaktyczna Federacja po kolejnych trzech wiekach zaczęła się intensywnie sypać od środka, co wykorzystał Rudolf, ale wcześniej była prawdopodobnie państwem nastawionym na eksplorację kosmosu - i możliwe, że właśnie z braku miejsca brały się wcześniejsze wojny.
Problemem jest tutaj Alians. Ale. Właściwie nie wiemy zbyt wiele o liczbie zasiedlonych planet - uciekinierzy prawdopodobnie wybrali najbardziej nadającą się do życia planetę, a potem jakoś poszło. Z tego co widzimy, planety Aliansu wydają się raczej zurbanizowane - taki El Facil, zlokalizowany praktycznie już w korytarzu Iserlohnu na oko wydaje się całkiem nowoczesnym i gęsto zaludnionym miejscem. I wcale nie sprawia wrażenia bazy wojskowej pomimo swego położenia. Śmiem nawet stwierdzić, że wcale nią nie był - jeśli Artur Lynch ewakuował się z oddziałami mającymi ochraniać planetę i dowodzenie przejął Yang, to obecność wojsk Aliansu była o wiele mniejsza niż można by przypuszczać. Nie wiadomo też nic o tym, jakoby El Facil był zapleczem dla jakiejś wielkiej bazy u wejścia do korytarza.
Porównując zaś Heinessen, Odyn i Fezzan, wychodzi nam, że Fezzan jest planetą-miastem, Heinessen plasuje się drugi, Odyn zaś bez problemu można wyjątkowo szybko i sprawnie porzucić, kiedy tylko nawinie się lepsza stolica.

Ewolucja napisał:
Chociaż pamiętając jak się według twórców dziedziczy kolor oczu chyba nie mogę wymagać zbyt dużego realizmu Wink

To nie twórcy, to roztańczone karaluchy Reuenthala, który ma w pewnym momencie całkiem wyraźne wizje matki jak na kogoś, kto stracił ją jako niemowlę. O właśnie, w odcinku 28 brakowało mi tego, by Mittermeyer spytał: Reuenthal, ale właściwie skąd wiesz, że mama chciała wydłubać ci oczko, skoro byłeś niemowlakiem? Ktoś ci powiedział? W którym miejscu to ma sens?
A przepraszam, zapytał w LoGHospektaklu numer 2 to jest Balecie pod Podwójną Gwiazdą. Reuenthal osłupiał. Jaka szkoda, że to nie kanon właściwy...
Nie ma szans, żeby arystokracja nie wiedziała jak działa genetyka, Rudolf i jego eugeniczne zapędy chociażby powinny być wszystkim znane, skoro dla Obersteina jest to sprawa całkiem aktualna. Zapatrzenie też nie wchodzi w rachubę. Very Happy
Aczkolwiek możliwe, że mama Obersteina oglądała Terminatora, mama Tygryska nie chciała być panią domu, tylko iść do wojska i bić wroga, a mama Mittermeyera bawiła się piszczącymi zabawkami. O, a mama Reinharda chciała drugą córeczkę, dlatego Reinhard jest taki ładny.

Edit, bo przypomniało mi się coś jeszcze.

Kobiety i dzieci po Lippstadcie zesłano na tak zwane światy graniczne, skolonizowane i następnie praktycznie porzucone przez Federację na pastwę piratów, watażków i podobnej hałastry. Z tego wynika, że zamierająca Federacja wycofała się z regionów chapniętych w czasie Złotego Wieku. Biorąc pod uwagę to, że jak wynika z zapisków Juliana, tylko trzej pierwsi władcy z dynastii Goldenbaumów byli sensowni, zaczyna mi się zdawać, że w Imperium też dzieje się nie za dobrze, gorzej, niż można by sądzić.
Ahha! Imperium za późnych Goldenbaumów nie jest w stanie zaludnić dostępnych planet, więc stawia w korytarzu niezdobytą fortecę i śpi spokojnie - to Alians pcha się do drzwi. Do czasu. Alians, który mnoży się jak króliki. Hmm.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Nie 1:58, 01 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 14:41, 01 Mar 2015    Temat postu:

Sumując problem populacji - wychodzi, że 42 miliardów na całą galaktykę to strasznie mało. Na Ziemi mamy teraz te 7mld, czyli cała Reiniogalaktyka to byłoby raptem 6 takich Ziemi. Zakładam tu taką sytuację, że może nowe planety nie były terraformowane i ludzie osiedlali się tylko na niewielkich fragmentach zdatnych do zamieszkania (na planetach pustynnych - to, zdaje się, Westerland? - czy takich o synchronicznym obrocie, na których tylko wąski pasek w stanie wschodu/zachodu był zdatny do zamieszkania, czy planetach oceanicznych - z tym że takich dziwów tam w ogóle nie było, otoczenie gdziekolwiek wyglądało jak +/- Europa), to i tak dziwi mnie, że w ogóle ktoś się w ogóle przejmować takimi mało sprzyjającymi planetami. Nie rozsądniej byłoby zgarnąć sobie wszystkich ludzi na 3-4 porządnie sterraformowane planety, machnąć linię obronną tak małego odcinka i, przede wszystkim, nie mieć tego kolosalnego problemu strategicznego z porozrzucaniem mnóstwa flot po całej galaktyce (co się Aliansowi odbiło czkawką). Rozumiem strategię rozprzestrzeniania się jeśli chodzi o Imperium, bo im początkowo rzeczywiście nic nie groziło i nowi osiedleńcy mogli sobie lecieć gdzie chcą, ale już z punktu widzenia Aliansu to nie ma sensu. Wcześniej zakładałam, że oba społeczeństwa liczą tak ogromnie mnóstwo ludzi, że po prostu nie mieszczą się na kupie (a Westerland to był taki wyjątek), ale jednak nie. No i dziwi mnie to zostawienie Ziemi odłogiem - w końcu to jest planeta, która mogłaby pomieścić 1/6 obecnej ludności, a może nawet więcej, jeśli weźmie się pod uwagę usprawnienie przemysłu i rolnictwa. Tymczasem Ziemia sobie leży nieużywana do czasu, kiedy ktoś nie chce sobie urządzać na nią wycieczek krajoznawczych. Jak mi tak wyliczyłaś te populacje, to dochodzę do wniosku, że oni tam prowadzili strasznie kretyńską politykę terytorialną.

Ad ostatniego zdania - akurat Alians mnożący się jak króliki zaczyna mi pasować do koncepcji. Imperium było wielkie, zaczęło popadać w powolny regres, to społeczeństwo też się ustaliło na pewnym poziomie. Natomiast Alians był nowy w tym burdelu, to musiał szybko i za wszelką cenę umocnić swoją władzę, no i błyskawiczny przyrost naturalny jest jedną z cech społeczeństw rozwijających się. Plus może dojść jeszcze kwestia kulturalna - za Goldenbaumów szalała eugenika, to ludzie w Aliansie wreszcie stwierdzili, że hurra, wreszcie możemy się rozmnażać (i potem wyszły im takie pomyłki jak Truniht, eh-heh). Małe społeczeństwo pionierskie rzeczywiście mogłoby się skupić na kolonizacji i powiększaniu, żeby stanowić jakąś przeciwwagę dla ogromnego Imperium, które z kolei było już stabilne i w stagnacji, bo do tej pory nie musiało się rozwijać, żeby bronić przed jakimkolwiek wrogiem. Gorzej, że przez rządy demokratyczne Alians dochodzi do poziomu stagnacji dużo szybciej (w dwieście lat, nie w pięćset) i akurat trafia na moment, w którym Reini postanawia poszaleć i nagle okazuje się, że młody-i-energiczny zespół jednak straszliwie zramolał i nie wykończyło go tylko postępujące zramolenie przeciwnika.

Jeszcze bez związku - w LoGH żałuję dwóch rzeczy (no, jeszcze kreski, to trzech). Po pierwsze, że nikt nie postarał się jakoś barwniej przedstawić tych planet, w sensie powrzucać jakichś oceanicznych, węglowych, lawowych i tak dalej (ale możliwe, że nikomu innemu to nie przeszkadza, tylko ja mam takiego świra, bo się aktualnie tematyką jaram), i dwa, że tam jakoś strasznie mało jest tej ekonomii. To znaczy - wiadomo, że przez polityków Alians cienko przędzie, a Reini robi reformy, wszystko jednak kończy się i tak na polityce. Brakuje mi natomiast czegoś takiego, że na jakichś planetach są jakieś super-zajebiste złoża, że gdzieś planuje hiperinflacja i trzeba coś z tym zrobić, albo że ktoś chce się dorobić. W LoGH-u wszystko skupia się na polityce - że Reini chce podbijać, jego admirałowie mają mózgożerne karaluchy, są mu ślepo lojalni albo jedno i drugie, Alians broni demokracji i tak dalej. Nawet jak pojawiają się takie postacie jak Lang, który przecież mógłby chcieć się dorobić, ale w zasadzie skupia się tylko na władzy politycznej. Oczywiście, polityka to też pieniądze, ale brakowało mi właśnie tej fizycznej obecności pieniędzy w tym bajzlu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 136
Przeczytał: 55 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:00, 01 Mar 2015    Temat postu:

Skoro cywilizacja jest w tak dużym regresie to wszytko nabiera trochę więcej sensu.
Chociaż nie mogę pozbyć się wrażenia, że cały LOGH został napisany pod realia xix/xx wieku i stąd te wszystkie wioseczki i europejski klimat. Wszędzie gdzie pojawia się kwestia kosmosu praktycznie widać miejsca klejenia i można by to wyciąć dając bohaterom zamiast statków konie czy artylerię bez większych strat dla historii (Nie wierzę, że nie ma takich fanfików). No, może Yang by ucierpiał gdyby musiał obijać się o siodło zamiast przelewać z fotela na fotel.

Niofomune napisał:
Brakuje mi natomiast czegoś takiego, że na jakichś planetach są jakieś super-zajebiste złoża, że gdzieś planuje hiperinflacja i trzeba coś z tym zrobić, albo że ktoś chce się dorobić.

To jest właśnie dla mnie największy problem tej serii - część wątków jest poprowadzona tak koncertowo, że pozostałe kolą w oczy chociaż w innej serii mogłyby się wydawać bardzo dobre. Co i rusz przy oglądaniu dobijam do takiej granicy. Pojawiają się świetne, realistyczne konstrukcje logiczne jak na przykład problem wizerunku Yanga w społeczeństwie i przykro się robi kiedy okazuje się, że są z jednej strony oparte na zwykłej kliszy - tutaj Trunicht-knuj - albo co gorsza wiszą praktycznie w pustce.

Co do kreski, to mam nadzieję, że w nowej adaptacji za bardzo jej nie zmienią a przynajmniej dobrze zachowają ducha. Może była niechlujna ale i tak oryginalnie dużo lepsza niż w poprawianych odcinkach, gdzie wszyscy wyglądają jakby nagle popuchli na twarzach

Orszula napisał:
To nie twórcy, to roztańczone karaluchy Reuenthala, który ma w pewnym momencie całkiem wyraźne wizje matki jak na kogoś, kto stracił ją jako niemowlę. O właśnie, w odcinku 28 brakowało mi tego, by Mittermeyer spytał: Reuenthal, ale właściwie skąd wiesz, że mama chciała wydłubać ci oczko, skoro byłeś niemowlakiem? Ktoś ci powiedział? W którym miejscu to ma sens?

Wydawało mi się całkiem logiczne, że wszystko to wiedział od służby która widziała zajście i od ojca, który przecież zatruwał mu tym całe dzieciństwo. Zresztą w innych flashbackach też są rzeczy, których sam zainteresowany nie mógł widzieć. Choćby komentarze ojca Mittermeyera przy ślubie (przy tych stwierdziłam, że twórcy kochają Reuenthala za bardzo. Samym przyjściem odciąga kobitki sprzed ołtarza? C'mon, to już prawie poziom autorkasi.) Zgadzam się, że to pewnie były jendnak karaluchy ale czyje początkowo? Być może matka próbowała go zabić, ale to ojciec w pijanym widzie dorobił do tego jakże cudną teorię?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Nie 18:03, 01 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2212
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 76 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:35, 01 Mar 2015    Temat postu:

Może Reuenthal był ofiarą wszczepiania fałszywych wspomnień? Cała atmosfera, w której wyrastał wraz z problemami natury psychicznej mogła doprowadzić do tego, że "przypomniał sobie" scenę gdy matka chciała go zabić, a kolejne lata pielęgnowania w sobie traumy tylko dodawały kolejne szczegóły. Z punktu widzenia psychologicznego nie wydaje mi się to aż tak nieprawdopodobne.

Dobra, nieważne, to tylko takie moje luźne przemyślenia. Idę zastanawiać się czy Reuenthal był histronikiem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:23, 01 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
Oczywiście, polityka to też pieniądze, ale brakowało mi właśnie tej fizycznej obecności pieniędzy w tym bajzlu.

Fahrenheit poszedł do armii nie dla sławy i honoru, ale za jedzenie! A tak serio - faktycznie, to się powinno rozbijać o pieniądze. Tymczasem nawet Rubinsky nie wydaje się knuć dla pieniędzy [Fezzańczyk!], tylko dla wpływów.
Właśnie, w innej serii takie traktowanie po macoszemu niektórych kwestii by mnie nie wkurzało, ale jeśli dostajemy takie piękne szczegóły, jak różne rachuby kalendarza, to mamy prawo oczekiwać sensu i smaczków także w innych miejscach. Wink

Co do porzucenia Ziemi - przynajmniej dwa razy populacja Ziemi spadała do 1 miliarda ludzi - raz w wyniku wojny nuklearnej, raz w wyniku bombardowań planetarnych. Całkiem możliwe, że spora część terenów nie nadaje się do zamieszkania. I dlatego właśnie terraiści siedzą w Himalajach.

Ore jest zdolnym ciasteczkiem, nie zaprzeczycie chyba. Dlatego też, klejąc streszczenie filmów historycznych oglądanych w odcinku 40 przez Juliana, zorientowała się, że widziała to już gdzieś w formie pisemnej.
Widziałam, a jakże.

Uwaga: bezsprzecznie wyjaśniła się kwestia populacji oraz większość omawianych przez nas zagadnień z tym związanych - informacje z odcinka 40 oraz prolog pierwszego tomu powieści nie pozostawiają wątpliwości.

[link widoczny dla zalogowanych]

Rudolf i jego czystki plus program eugeniczny plus wojny domowe plus choroby plus wojny międzynarodowe ścinają populację z 300 do 40 miliardów w ciągu 500 lat. Wiedziałam, że sytuacja w Imperium była zła, ale aż tak? Ech. Alians się tymczasem mnożył, ale nie możemy też ocenić, jak wielki był masowy exodus po roku 640, który zasilił jego szeregi.

Co do Reuenthala i jego karaluchów - też przyjmowałam, że wie od ojca, swoje dopowiedziała też na pewno służba. I gdyby Reuenthal ojca kochał, to uwierzyłabym, że dorosły facet może nie kwestionować dość dziurawej historyjki - na mój gust tatuś kochanka wymyślił sobie sam, będąc zazdrosnym o młodą i piękną żonę, a samobójstwo/wykłuwanie oka to raczej kwestia dwóch rzeczy: depresji poporodowej oraz nasilonej przezeń paranoi związanej z obawą przed niedoskonałością genetyczną; reżim wczesnych Goldenbaumów i wymagania wobec elity imperium odbijają się na Obersteinie, dlaczego nie na młodej pannie hrabiance? Logiczne? Logiczne.
Ale chyba jednak nie. Bo Reuenthal, dorosły i piekielnie bystry zwykle facet, mający raczej powód, by napluć na grób ojca, a nie święcie wierzyć jego pijackim bredniom, cóż... jest Reuenthalem i hoduje karaluchy. Mam wrażenie, że Reuenthal to nie nazwisko, tylko diagnoza.

O, mam pytanie, co sądzicie o kwestii lojalności, honoru i patriotyzmu Merkatza oraz w ogóle Merkatza jako takiego? Władowałam się w dyskusję, mam swoje zdanie, którego na razie nie zdradzę, ale chętnie poznam wasze przemyślenia.

Edit, bo muszę, inaczej się uduszę.
Ewolucja napisał:
Choćby komentarze ojca Mittermeyera przy ślubie (przy tych stwierdziłam, że twórcy kochają Reuenthala za bardzo. Samym przyjściem odciąga kobitki sprzed ołtarza? C'mon, to już prawie poziom autorkasi.)

Po pierwsze, na miejscu papy Mittermeyera bardziej bym się martwiła, że Reuenthal odciągnie spod ołtarza nie pannę młodą, ale pana młodego. Po drugie, to [link widoczny dla zalogowanych] Wink


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Nie 20:49, 01 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:57, 01 Mar 2015    Temat postu:

Ja pierdziu, nie pomyślałam o tym, żeby to tam sprawdzić X.X Ale serio, teraz to wszystko nabiera zupełnego sensu! A 300mld ludzi to już trochę bardziej sensownie - tego się rzeczywiście nie pomieści na kilku zebranych na kupie planet. Ore, jesteś wielka xD

Ewolucja napisał:
Skoro cywilizacja jest w tak dużym regresie to wszytko nabiera trochę więcej sensu.
Chociaż nie mogę pozbyć się wrażenia, że cały LOGH został napisany pod realia xix/xx wieku i stąd te wszystkie wioseczki i europejski klimat. Wszędzie gdzie pojawia się kwestia kosmosu praktycznie widać miejsca klejenia i można by to wyciąć dając bohaterom zamiast statków konie czy artylerię bez większych strat dla historii (Nie wierzę, że nie ma takich fanfików). No, może Yang by ucierpiał gdyby musiał obijać się o siodło zamiast przelewać z fotela na fotel.

Fanfików to do LoGH-a w ogóle mało jest (chyba że Ore znajdzie jakieś ciekawe po rusku). Ale tak ogółem, to to, o czym piszesz, to chyba standard w dawnych seriach - oni nie starają się robić jakiegoś bujnego researchu w kwestii "co naukowcy przewidują w najbliższej przyszłości" - wiem, że zawsze mnie rozwalało, jak w Evangelionie (powstały w '95, opisuje historię z 2015) wszyscy z uporem godnej lepszej sprawy używają telefonów stacjonarnych Razz Nie wiem, z jednej strony takie anachronizmy mnie momentami kłują w oczy, ale z drugiej, to do większości się przyzwyczaiłam (przy odpowiednio długim przebywaniu w seriach <'90). To trochę jak z moimi spaceopkami, w których nie staram się specjalnie przewidywać, jak będzie wyglądał świat za x lat, ale robię tam odrobinę uegzotyzowaną współczesność i pewnie za dwadzieścia lat ludzie też będą nad tym rechotać. (To tak słowem offtopu).

Co do kreski, to ja mam bardzo-bardzo wielką nadzieję, że nie będzie wyglądało jak w nowym Yamato. Tła, kosmosu, budynki, statki i reszta tam po prostu wbijają w fotel, ale kosztem absolutnego zmasakrowania projektów bohaterów. Przykładowo: [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych] (THAT Nos!), [link widoczny dla zalogowanych]. Nagle wszyscy w LoGH-u wyglądaliby jak bisze, bo przecież czemu nie.

Ad Reuenthalowego wbijania na ślub - zawsze mi się wydawało, że to nawet nie kwestia, że przystojny ach-och (chociaż dla mnie jeden z nielicznych wyględnych panów w tej serii), ale że właśnie: wbił na ślub, przeszedł się przez ludzkie Morze Czerwone, wręczył kwiaty i poszedł, wszystko bez słowa. Imo gdyby ktoś nie wiedział, że to już nawet nie karaluszki, ale jakieś Reuenthalowe tęgoryjce mózgownicy, to mógłby nawet na to polecieć. (No i jak słusznie Ore zauważyła, martwili się trochę nie o tę osobę co trzeba. Mój boru, co runety ze mną robią?).

Merkatz to dla mnie trochę ciężki przypadek. Absolutnie uwielbiam go na polu bitwy i fakt, że ktoś może być po czterdzieste, a dawać radę Reiniowym admirałom (zresztą na tej samej zasadzie uwielbiam Bucocka - oni obaj pokazują, że bycie dobrym dowódcą to nie tylko błyskotliwy geniusz, ale też bycie solidnym, rozsądnym weteranem). Natomiast jeśli chodzi o resztę, to mam mieszane uczucia. Jak już zdecydował się uciec do Aliansu, to podziwiam się, że się tego trzymał i był potem lojalny cesarzowi Goldenbaumów (paskudnie z nim zagrali, dając go na ministra, nawet nie pytając o zdanie, a on w ogóle się nie wkurzył, tylko zgodził, bo tak było według niego najlepiej). Natomiast trochę nie łapię jego motywacji, jeśli chodzi o samą ucieczkę do Aliansu. Możliwe, że przesiąkłam Yangowym, demokratycznym myśleniem, ale żołnierz przede wszystkim jest po to, żeby bronić cywilów - więc imo taki Merkatz, po porażce Lippstadt League powinien zostać i bornić SWOICH, Imperialnych cywilów, a nie cywilów wroga. Z tym że oni tam w Imperium mieli już trochę narąbane w priorytetach i, właśnie po Merkatzu widać, on wcale nie bronił cywilów, tylko konkretnego dowódcy/przełożonego/whatever. Uznał się przede wszystkim za wroga Reiniego i z tego powodu wszyscy inni stali się mniejszymi wrogami, nawet jeśli z Aliansem walczył przez dziesiąt lat. Albo inaczej - kiedy walczył z Aliansem nie był jeszcze zaplątany politycznie i nie traktował Aliansu jako swojego osobistego wroga, natomiast kiedy już wybuchła wojna domowa, przestał móc rozróżniać, kogo broni po cywilach (bo wszyscy byli wspólni), ale zmieniły mu się priorytety i przeszedł na wojnę personalną z Reinim. I właśnie tej zmiany priorytetów nie ogarniam, ale to może dlatego, że mam mentalność Yanga.

Swoją drogą i trochę offtopicznie - zrobiłam sobie ten crack meme game i tyle ciekawych, inspirujących rzeczy tam wyszło. *.* Uniwersum LoGH-a i uniwersum Leijiego Matsumoto powinny się sfuzjować, to byłaby najpiękniejsza rzecz na świecie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:20, 01 Mar 2015    Temat postu:

Admirał Niofomune napisał:

Fanfików to do LoGH-a w ogóle mało jest (chyba że Ore znajdzie jakieś ciekawe po rusku).

*Ore wystawia nos spod góry ruskich LoGHofików* Ktoś coś mówił?

Co do kreski, marzy mi się taka rodem z My Conquest Is the Sea of Stars. W ogóle kocham kreskę z tego filmu. Ale na to akurat nie mamy szans, ech. Też boję się redesignu postaci. I tylko o Tygryska się nie boję, z mangową grzywą czy bez i tak będzie Tygryskiem. No i o Reinharda.

Admirał Niofomune napisał:

Ad Reuenthalowego wbijania na ślub - zawsze mi się wydawało, że to nawet nie kwestia, że przystojny ach-och (chociaż dla mnie jeden z nielicznych wyględnych panów w tej serii), ale że właśnie: wbił na ślub, przeszedł się przez ludzkie Morze Czerwone, wręczył kwiaty i poszedł, wszystko bez słowa. Imo gdyby ktoś nie wiedział, że to już nawet nie karaluszki, ale jakieś Reuenthalowe tęgoryjce mózgownicy, to mógłby nawet na to polecieć.


THIS. I w ogóle to musiało wyglądać mocno dziwnie. To znaczy to klękanie przed Evą jest bardzo symboliczne, tró i w ogóle, ale tak w praktyce to zebrani musieli mieć niezły łotdefak, kiedy pan R. wykonał swój numer. Co zresztą widać po minach państwa młodych - nawet Mittermeyer był w pierwszym momencie zdziwiony, chociaż już chwilę później się uśmiecha. A tak, Oskar znowu ma swoje fazy, co zrobisz, takiego go znamy i kochamy.

Merkatz prezentuje mentalność feudalnego wasala - nie jest lojalny wobec państwa, tylko wobec dynastii. Jakkolwiek zmieniałoby się Imperium, to dalej jest Imperium, a co ważniejsze, to dalej jest ta sama flota i ci sami ludzie, z którymi walczył ramię w ramię przez tyle lat. Merkatz przejawia troskę o Fahrenheita, jest blisko ze Schneiderem, na Iserlohnie przywiązuje się do Juliana, nie do końca rozumiem, dlaczego tak szybko przeszedł na drugą stronę - i bynajmniej nie chodzi mi o ucieczkę.
Na Iserlohnie Merkartz początkowo ma status gościa, nikt mu nie każe bić "swoich", nikt też tego od niego nie oczekuje, zaproszono go na naradę, ale całkiem prawdopodobne, że w roli doradcy/z uprzejmości/bo tak słynnego admirała łyso nie zapraszać, jeśli jest gościem, a nie jeńcem. To Merkatz sam podejmuje decyzję o włączeniu się do walki. Niech będzie, że w obronie "swojej" załogi Iserlohnu, ale ci "swoi" jeszcze wczoraj bili wczorajszych "swoich". Strachem o własną skórę się tego uzasadnić nie da, patrz: akcja z blasterem.
Nawet po tej akcji nikt Merkatza na siłę nie trzymał, żyłby sobie spokojnie w jakiejś rosenritterskiej społeczności, uprawiałby ogródek, pisałby podręczniki wojskowe, uczył, nawet udzielał się politycznie jako ważna figura w środowisku eks-imperialistów.
Ba, Merkatz mógłby prawdopodobnie spokojnie uprawiać sobie ogródek w Imperium. Nie sądzę, by Merkatz myślał, że Reinhard będzie się jakoś krwawo mścił na oficerach rebelii, którzy w praktyce wykonywali obowiązki służbowe, inaczej nie posyłałby tam nie będącego przecież pionkiem Fahnrenheita i raczej nieco bardziej martwiłby się o własną rodzinę, biorąc pod uwagę imperialny zwyczaj karania całych rodów. Nie, posyłanie Merkatza na szafot byłoby ze strony Reiniego głupotą - nie poprawiłoby jego notowań w armii, wręcz przeciwnie, byłoby przeszkodą w ostatecznej integracji opcji pro-arystokratycznej. Z książąt, hrabiów i innej tytułowanej hałastry można robić wrogów, z oficerów przy tamtym układzie - nie. Z Merkatza wyszedłby ładny symbol. Oczywiście nie trafiłby raczej do rozrastającego się stadka admirałów Reiniego, ale dano by mu pewnie spokój, tak jak dano go starym grossadmirałom.
Tymczasem Merkatz walczy. Walczy dla dynastii, która nie ma szans na powrót na tron, co jest ładne i szlachetne, jasne, ale bardzo niepatriotyczne w danej sytuacji. Dlatego jestem zdania, że Merkatz patriotą nie był, nie był też absolutnie lojalny wobec towarzyszy broni, za to feudalnego honoru odmówić mu nie sposób.
Tylko że ten nieszczęsny imperialny honor to nie jest taka znów dobra rzecz. Zwłaszcza, że jego posiadacze mają zwyczaj ubijać się o ścianę po poniesieniu klęski [Merkatz jest tu akurat bardzo wyrazistym przykładem, ale zdarzają się i samobójstwa bardziej subtelne], co długofalowo prowadzi do zapełnienia szeregów wyższej kadry dowódczej szujami. Wink


A na koniec mam dla was miłe i nierude oraz rude i miłe [[link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych]], a także [link widoczny dla zalogowanych] i [link widoczny dla zalogowanych].


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Nie 23:21, 01 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 136
Przeczytał: 55 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 0:21, 02 Mar 2015    Temat postu:

Co do Merkatza zgadzam się z wami dwiema. Przy tym wyjątkowo drażni mnie, że bardzo stara się uniknąć myślenia na własną rękę i odpowiedzialności jak na stanowisko które zajmuje. Tak jakby nie przyjmował do wiadomości, że znalazł się na poziomie gdzie ma już realny wpływ na los państw i ludzi. Co prawda inni admirałowie nie są lepsi, bo są tego świadomi ale wykorzystują tylko dla swoich ambicji, jednak oni przynajmniej mają własne przemyślenia a Merkatz raz stwierdził, że będzie dobrym podwładnym i dawaj, niech inni myślą za niego. Gdyby nie talent taktyczny, dużo lepiej by mu było w niższych szarżach.
I rzeczywiście, według systemu moralności imperium zasługuje na porządną hagiografię.

Anachronizmy starszych serii - zwykle mnie nie ruszają, nawet (zwłaszcza Smile ) tak wybujałe jak w Leijiversum (jak w przyszłości nie będzie międzygwiezdnych parowozów to ja dziękuję za taki postęp). Tutaj jednak układają się w kusząco konsekwentną całość.
A Harlock pasowałby mi do okresu powstania Aliansu - taka walka z tyranią to w jego stylu. I co to jest crack meme game (niech żyją offtopy)?

Karaluszki Reuenthala - może wyklaruje mi się opinia na pod koniec serii jak już zobaczę co jeszcze odstawią, bo na razie nie wiem nawet na czym się opierać. Ale wydaje mi się, że nawet pomimo nienawiści do ojca R. mógł przejąć jego poglądy. Chore myśli mają własne, utarte schematy i odrębną logikę, zwłaszcza tak silne jak te wpajane od dziecka. Bez przegadania tego z kimkolwiek mógłby nie wypaść z zastałego toku myślenia.

Występ na ślubie - pewnie macie rację, zmyliło mnie to, jak matka broniła urody Wolfiego. I co to musiała być za relacja między jego żoną i przyjacielem: "uznaję twoją wartość skoro cię wybrał, nędzna istoto, ale mam cię na oku". I w ogóle jak to tak - nie zaprosili go? Spóźnił się? Chciał zbojkotować ale się rozmyślił?

Autorska autoreklama - tu jest przynajmniej subtelna, a jeżeli Yang bierze książkę zamiast tabletek a nie oprócz to już w ogóle oklaski na stojąco za dystans.

Ach, tak poza tym to zdradź mi proszę, Orszulo droga, gdzie takie zajączki jak we wcześniejszym poście się produkuje? Bardzo chciałabym pooglądać podobne obrazki, ale nie znam rosyjskiego żeby znaleźć dobrą galerię (poszukałabym obrazkiem, ale łącze mi mówi, że nie uciągnie Rolling Eyes ).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 0:39, 02 Mar 2015    Temat postu:

Admirał Ewolucja napisał:
I co to jest crack meme game (niech żyją offtopy)?

O takie cuś.

Admirał Ewolucja napisał:
I co to musiała być za relacja między jego żoną i przyjacielem: "uznaję twoją wartość skoro cię wybrał, nędzna istoto, ale mam cię na oku". I w ogóle jak to tak - nie zaprosili go? Spóźnił się? Chciał zbojkotować ale się rozmyślił?

Zaprosili na pewno, nie ma szans, żeby nie. Podejrzewam, że pił całą noc z karaluszkami, postanowił, że nie przyjdzie, bo po co on tam jest potrzebny, Wolf ma swoje święto, którego nie wolno psuć swoją obecnością i problemami, aż nagle w ostatnim momencie ruszyło go sumienie i przyszedł. I pewnie trzyma się tak sztywno dlatego, że jest jeszcze lekko zawiany i próbuje to ukryć.
Oj, coś mi się wydaje, że Evę to on akurat szanował. Może w początkowym stadium nie, bo cynizm go dusił, ale po jakimś czasie jak najbardziej. Zresztą czy można być podejrzyliwym wobec Evy?! Swoją drogą, on może mieć kompleks Madonny, duszeńka. A przyniesienie jej żółtych kwiatów, takich samych, z jakimi oświadczał się Wolf, jest wyjątkowo słodkie. Z tym, że nie wykluczam, że mógł się czuć w domu Mittermeyerów jak intruz. Wy tacy szczęśliwi i dobrzy, ja taki zuy i paskudny.

Co do obrazków, odezwę się na PW.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pon 1:09, 02 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 11:25, 02 Mar 2015    Temat postu:

Ore napisał:
*Ore wystawia nos spod góry ruskich LoGHofików* Ktoś coś mówił?

W tym momencie słowo-klucz to "ruskich" :C

Ad. jeszcze wyglądu postaci, to zachwycanie się Reinim jeszcze rozumiem (bo to w sumie takim bishem), ale zupełnie nie ogarniam zachwycaniem się Kircheisem. Serio, on jest z twarzy taką trochę kluską i ma creepy oczka (pomijając nawet fakt, że kręcone/falowane włosy były najwyraźniej wtedy w modzie, a do mnie jakoś one średnio przemawiają).

Ad. Leijiversum (jakby co, to ja tak mogę bardzo-bardzo długo, w razie czego proszę mnie powstrzymać kneblem i kaftanikiem bezpieczeństwa) - to akurat Galaxy Express traktowałam jako celowy zabieg, tj. celowo to był galopujący absurd (czy taki okręt Emeraldy, eh-heh). Jeśli chodzi o takie typowo przypadkowe anachronizmy, to oczywiście najbardziej zauważalnym elementem jest chociażby to uparte korzystanie z telefonów stacjonarnych (w pierwszym Harlocku też to było) i pewnie znalazłabym jeszcze kilka rzeczy, jakbym się zastanowiła (nie wiem, czy kształt myśliwców też w to wliczać). Ale prawda, że większość absurdów technicznych w starszych seriach to po prostu space opera style i wszyscy przyjmują taką konwencję (tu chyba najlepszy przykład do te projekty statków, które wyglądają ładnie, ale raczej nie mają nic wspólnego z rzeczywistością).
A że tak zapytam - jak bardzo wślurpnięta jesteś w Leijiverse? Możliwe, że mam już mój headcanon i z różnych serii biorę tylko to, co mi się podoba, ale imo akurat do Aliansu Harlock mi pasuje jeszcze mniej do Imperium. Teraz patrzę po pierwszej serii, w której przecież zrobił rządowi "takiego wała, sami się babrajcie w tej demo zgniliźnie". Ale tak ogółem, to on mi tam pasuje jako czwarta opcja, która najwyżej ratuje dzień w kluczowym momencie. Do Aliansu pasowałby mi Zero z tym jego Yangowatym podejściem "może to nie jest najlepszy rząd, ale najlepszy, jaki mamy" (chociaż on, gdyby urodził się po stronie Imperium, prawdopodobnie z takim samym zaangażowaniem walczyłby za Reiniego, tak samo z załogą Yamato). Chociaż chciałabym jeszcze zobaczyć batalię Reini vs. Desler o galaktykę. (Wydzielinka czy kończymy offtop? Mój boru, jesteś drugą osobą polskojęzyczną, która zna Leijiverse, a z pierwszą niespecjalnie dało się porozkminiać).

Ad. ślubu i Reuenthala, to imo wydaje mi się, że, jak pisze Ore, raczej nie robił tego specjalnie, ale miał takie przyjść-nie przyjść-przyjść (mógł jeszcze wyrywać całą noc płatki stokrotek, ewentualnie obsesyjnie splatać wianki, tag), aż w końcu stwierdził, że przyjdzie, ale nawet nie zauważył, że zachował się jak socjopata. A Mittermeyer przecież mu nie powie "słuchaj stary, co ty w ogóle odwalałeś na moim ślubie?", więc całkiem możliwe, że Reuenthal nadal tkwi w przekonaniu, że nikt nie zauważył ożywionych karaluszków.
Ale ogółem te schizy na punkcie rodziny Mittermeyera były sugrowane. Kojarzę jaką scenę, chyba z trzeciego sezonu, że Reuenthal ma zwidy jak stoi w ciemności i patrzy na Mittermeyera i Eve szczęśliwych razem i tak dalej, jak to on.

#bardzorobiwszystkożebysięnieuczyćanaty


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Pon 11:25, 02 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mal
Zmechacona dżdżownica



Dołączył: 01 Lut 2015
Posty: 3215
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:35, 02 Mar 2015    Temat postu:

Cały czas się zbieram do obejrzenia tego anime, ale podczytuję dyskusję i, Jeżu, podziwiam to, ile czasu i namysłu wkładacie w interpretację Very Happy Wbiję się trochę z offtopem i zapytam, czy książka, na podstawie której to anime powstało, ma ten sam tytuł?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:52, 02 Mar 2015    Temat postu:

Seria książek tak, ale każdy tom ma swój podtytuł, pierwszy zwie się Dawn. Jest tylko jeden problem - figę sobie poczytasz, bo z dziesięciu części, nie licząc prequeli, w ludzkich językach można znaleźć od biedy półtorej tomiku plus jakieś luźne rozdziały. Chyba że czytasz krzaczki japońskie lub chińskie, wtedy to co innego.

A do oglądania bardzo zapraszamy, tak samo jak do wspólnej interpretacji [link widoczny dla zalogowanych]. Very Happy
Jakby coś, to gdzieś tam w górze wisi porządek oglądania, zawieruszył się może biedny w powodzi słów.

Niofo... I. Must. Resist.
Tnijcie wydzielinkę, czy nie tnijcie, a ja powzdycham i powmawiam sobie, że naprawdę, ale to naprawdę nie potrzebuję kolejnego wciągającego i rozległego kanonu.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pon 12:56, 02 Mar 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 15:52, 02 Mar 2015    Temat postu:

Mal napisał:
Cały czas się zbieram do obejrzenia tego anime, ale podczytuję dyskusję i, Jeżu, podziwiam to, ile czasu i namysłu wkładacie w interpretację Very Happy

Interpretujemy tylko maleńki wycinek z tego, co tam jest w ogóle do zinterpretowania. (To znaczy, ja tu sobie za dużego wsparcia nie przypisuję, tylko generuję dziwne pytania i malkoncencenie, ale gdyby popatrzeć po całości wątku). Jedną z najważniejszych (o ile nie właśnie najważniejszą) cech LoGH-a jest to, że jest on przede wszystkim niesamowicie ogromny, ma mnóstwo wątków, postaci, no po prostu to jest taka żadnej maści kobyła, którą spokojnie można by przedstawić w dwa razy tylu odcinkach (gdyby na przykład dodać te ekonomię).
A co do nowelki, to mam nieśmiałą nadzieję, że jak wejdzie nowe anime, to może ruszą też tłumaczenia. Z Yamato też tak było, że po wypuszczeniu nowej serii ludzie odkopali i powrzucali do neta stare, do których wcześniej kiepsko było się dokopać.

@Ore, serio, nie wiesz, co to rozległy kanon, póki nie spotkałaś się z Leijiverum. Zaczęłam oglądać we wrześniu i jeszcze mi trochę zostało, a nie powiem, żebym się jakoś ociągała. xD (I to jest właśnie w tym najlepsze, tak jak kobylastość w LoGH-u).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 136
Przeczytał: 55 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:04, 02 Mar 2015    Temat postu:

Kircheis jest dla mnie tak samo dziwnie odpychający jak stare zabawki. Najbardziej kojarzy mi się z plastikowymi trollami z kolorowymi włosami które były modne kiedy byłam mała. To chyba przez te okrągłe oczy, w odnowionej wersji wygląda lepiej. Właściwie jest tam więcej zmian niż myślałam, w oryginalnych odcinkach które oglądam Oskar nie miał żadnych kwiatów (#niesamowicieważne).
Reinhard to czysty Griffith z Berserka, więc i tak od początku jestem uprzedzona.

Jestem za wydzieleniem! Leijizaraza nie jest gorsza od LOGHzarazy.
Co do Leijiversum - a raczej Harlockversum - na chwilę obecną mam trochę zaległości, jak SSX czy film z 2013 (zbyt bałam się zmian, żeby obejrzeć Smile ). Niestety, wszystko gdzie nasz ulubiony pirat się nie pojawia leży odłogiem. Zupełnie nie znam choćby Yamato poza świetną piosenką - w konsekwencji i Deslera.
Crossover: oczywiście, zastałe rządy Aliansu to zupełnie nie w stylu Harlocka, ba, są krok od tego z czym walczył w większości serii ale historia Arle Heinessena jest podobna do fabuły Waga Seishun no Arcadia, taka ucieczka i walka z przeważającymi siłami wroga dałaby się skroić pod standardy Leijiversum. Nawet jest eugenika (to ten sam okres?) żeby czymś zastąpić rozważania o robotyzacji. W każdym razie tak jak piszesz, Harlock raczej by kręcił się wokół uciekinierów ratując co jakiś czas dzień i zniknął z horyzontu po zasiedleniu Heinessenu.
W ogóle nie wyobrażam go sobie w okresie działania Reiniego, oni działają już na zupełnie innych zasadach. Trzeba by zdjąć plotshielda z Leijiludków (albo rozciągnąć go na LOGHoludki, ale wtedy cały konflikt mógłby się skończyć na toaście, salucie i pa pa) albo dodać im świetne zdolności taktyczne. I pirackie floty. Chociaż przyznam, że spróbowałam tej zaproponowanej przez was gry i kazała mi zetknąć Emeraldas i Bittenfelda. Pal licho pairingi, co to by była za bitwa: człowiek-entuzjazm Tygrysek kontra pojawiam-się-i-znikam Emeraldas!
A Zero według mnie miał początki choroby Merkatza.

Orszulo, Mal, spróbujcie, wciągajcie się, co wam szkodzi Twisted Evil


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Pon 18:07, 02 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:20, 02 Mar 2015    Temat postu:

Admirał Ewolucja napisał:
Właściwie jest tam więcej zmian niż myślałam, w oryginalnych odcinkach które oglądam Oskar nie miał żadnych kwiatów (#niesamowicieważne).

Kwiaty są jakoś później dopiero. [link widoczny dla zalogowanych]. Tutaj obaj panowie ewidentnie padli ofiarą nowej paskudokreski - Mittermeyerowi chyba nawet sprzedaliby piwo...

Admirał Ewolucja napisał:

Orszulo, Mal, spróbujcie, wciągajcie się, co wam szkodzi Twisted Evil

Czuję Zuo, Zuo Pełzające czuję.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pon 18:22, 02 Mar 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 19:24, 02 Mar 2015    Temat postu:

Berserka na szczęście (?) nie widziałam, dlatego Reini mi się źle nie kojarzył, ale tak jak na tamten moment uwielbiałam w anime długowłosych blondynów, tak on akurat zupełnie mi nie podszedł. Chyba jednak wolę osobników, które mają szczękę, albo po prostu to był ten moment, kiedy przerzucałam się na wysokich szatynów. Jak w trzecim sezonie sobie jeszcze zapuścił kłaczka, to już zupełnie do mnie nie przemawiał, ale przynajmniej mogłam ogarnąć, że w LoGH-owersum mógł uchodzić za przystojnego. Ale Kircheis? (W ogóle to zabawne - dopiero przy drugim oglądaniu zauważyłam, że Kircheis był od Reiniego wyższy. Niby nie było to jakoś konsekwentnie zaznaczane, ale różnicę wzrostu Reuenthala i Mittermeyera dało się na przykład zauważyć bez trudu).
A Mittermeyer, któremu sprzedaliby piwo, to żaden Mittermeyer :C O co wtedy panowie z admiralicji mieliby się zakładać?

Ewolucja napisał:
Chociaż przyznam, że spróbowałam tej zaproponowanej przez was gry i kazała mi zetknąć Emeraldas i Bittenfelda. Pal licho pairingi, co to by była za bitwa: człowiek-entuzjazm Tygrysek kontra pojawiam-się-i-znikam Emeraldas!

To jest coś koniecznie ważnego rozważenia! Serio, ten ship jest piękny. Muszę sobie go gdzieś zapisać razem z tymi dziwami, które mi wyszły, a potem można znajdę frajera, który mi do tego napisze fanfik (chyba że zrobię się tak zdesperowana i sama napiszę, ale tego lepiej uniknąć).

Ore napisał:
Czuję Zuo, Zuo Pełzające czuję.

ZUO CIĘ WŚLURPNIE, ZOBACZYSZ.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2212
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 76 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:45, 02 Mar 2015    Temat postu:

Ewolucja napisał:
Reinhard to czysty Griffith z Berserka, więc i tak od początku jestem uprzedzona.

ŁOT? Z której strony? Mimo że Reinhard jest moją ulubioną postacią z LOGHa, jestem w stanie zrozumieć, że można go nie lubić, ale porównywanie go do Griffitha jest mocno nie fair.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 1 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin