Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Legend of the Galactic Heroes (LoGH)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 23:02, 02 Mar 2015    Temat postu:

Z wyglądu, z wyglądu tylko. Obydwaj przypominają porcelanowe laleczki z tymi słodkimi buźkami i jasnymi kędziorkami.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2118
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 74 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 0:31, 03 Mar 2015    Temat postu:

Chyba że tak. Chociaż dla mnie Griffith był obleśny z pyska od samego początku.

Reinharda słodkim też bym nie nazwała - jasne, ma może mniej wyraziste rysy niż większość mężczyzn w tym anime, ale to moim zdaniem dobrze komponuje się z całą kreacją tej postaci, jako jednostki wyjątkowej pod każdym względem. Dla mnie wypada przekonująco.

Niofo - Berserka się czyta, a nie ogląda.

Cytat:
A co do nowelki, to mam nieśmiałą nadzieję, że jak wejdzie nowe anime, to może ruszą też tłumaczenia. Z Yamato też tak było, że po wypuszczeniu nowej serii ludzie odkopali i powrzucali do neta stare, do których wcześniej kiepsko było się dokopać.

Wątpię, chyba że pojawi się tłumaczenie fanowskie. Na oficjalne raczej nie ma co liczyć - z tego co wiem, takie próby już były kilkukrotnie i dotychczas wszystko rozbijało się o prawa autorskie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 9:01, 03 Mar 2015    Temat postu:

Z Berserkiem się na razie nic nie robi, bo ma się go bardzo-bardzo nisko na liście priorytetów. A niekwestionowaną zaletą anime jest to, że ma mało odcinków.

Oczywiście, że fanowskie tłumaczenie, niczego innego nie miałam na myśli Razz Po prostu liczę, że może fandom nie będący fandomem dziwnojęzycznym się trochę ocknie i ktoś zacznie coś do LoGH-a pisać/tłumaczyć.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3512
Przeczytał: 21 tematów

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 15:10, 03 Mar 2015    Temat postu:

Tyle, że urywa się zanim się rozkręci.

Poprawcie mnie, ale tłumaczenia LN to akurat działka, która w fandomie leży i kwiczy... Nawet Slayers czy 12 Królestw nie dociągnięto.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:58, 03 Mar 2015    Temat postu:

Jeśli chodzi o Berserka, to nie tyle zależy mi na samej historii (bo zaczęłam mangę i zupełnie do mnie nie przemówiła), ile poznaniu kanonu, bo podejrzanie często się na niego natykam i chciałabym ogarniać. (Ale to już OT).

Z nowelkami to chyba różnie, bo kojarzę, że takiej Durarary raczej prężnie szła (ale potem nie chciało mi się czytać i przestałam śledzić postępy), tak samo z różnych taki współczesnych serii nawet pojawiały się polskie tłumaczenia (sama betowałam nowelkę do K), z tym że to trochę inny kaliber... *eufemizm roku* Pozostaje mieć nadzieję, że fandom stanie na wysokości zadania.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:37, 05 Mar 2015    Temat postu:

Temat nam opada, oglądalność stoi w miejscu, trza produkować nju bessęsopost! Więc produkuję.

Wracając do Merkatza - zauważyliście, że ten pan, sam z drobnej szlachty, poszedł, chociaż przyznaję, że średnio entuzjastycznie, bić się za Braunschweiga - Braunschweig mu grozi, to prawda, ale dopiero w momencie, kiedy Merkatz zaczyna się wahać, za uszy do spisku go nikt nie ciągnął. A i wtedy nie wydaje się, żeby chciał przyłączyć się do Reiniego, raczej wycofać się z gry, zawinąć w mundur i żeby wszyscy dali mu spokój. W teorii poszedł do obozu Braunschweiga po to, żeby bronić miniKaisera przed wpływami Lohengramma [którego to Lohengramma sam Merkatz zna i ponoć, jak twierdzi Team Reinhard po wyjściu z szoku, ceni]. Co, rzecz jasna, ma sens, ale Merkatz musi sobie zdawać sprawę, że tak czy inaczej miniKaiser jest i będzie marionetką. I tak naprawdę w tym momencie bezpieczniejszy jest w rękach Lohengramma niż Braunschweiga i Littenheima, którzy mogą go zamienić swoimi córkami. Propaganda propagandą, ale ślepy chyba widzi, że Lippstadtowcy zamierzają pozbyć się Lohengramma razem z dzieciakiem, a Merkatza bym o ślepotę nie podejrzewała. Hmmm, a co Merkatz zrobiłby, gdyby arystokraci wygrali, a?
Dość ironiczne jest to, że to właśnie klęska rebelii rozwiązała Reinhardowi ręce - póki panowie arystokraci trzymali się mocno, cokolwiek stałoby się Erwinowi, natychmiast zacząłby się szum. *złośliwy chichot historii* Ech, Merkatz, Merkatz, ty może nie próbuj myśleć poza polem bitwy, bo się uszkodzisz. I to nie jest tak, że Merkatz, jeśli już tak mu zależało, nie mógł bronić dzieciaka przed zuym Lohengrammem w inny sposób. Jeśli Team Reinhard mówi, że bez Merkatza za Braunschweigiem nikt by nie poszedł [w domyśle flota], to pewnie wie, o czym mówi, chociaż z pewnością przesadza. Czyli Merkatz wpływy miał i to spore, był Kimś - mógł siedzieć jeszcze nie wszechwładnemu Reiniemu na karku i interweniować, kiedy by go przepędzano/kiedy faktycznie byłby powód. Ale nie, to wymagałoby jakiejś inicjatywy.
A tak wychodzi nam, że Merkatz wlazł w bagno, a wyleźć nie umiał, jak zwykle zresztą i tylko reagował na zmieniającą się sytuację.
Pokutującej gdzieniegdzie wersji, że Merkatz nie mógł znieść myśli o tym, że drobnoszlacheckie łapki Reiniego mackają tron i poszedł do rebelii z przekonań klasowych, nie przyjmuję a priori - po pierwsze, to bzdura, po drugie, jakoś zgrzyta z przebiegiem dalszej kariery Merkatza.

Tak w ogóle to nie o Merkatzu chcę mówić, tylko o Yangu. Od razu zaznaczam, że Yanga lubię i na wszystkie zarzuty, że Yang zgubił Alians, bo przecież mógł zostać Reinim 2.0 i zrobić porządek, mam zwyczaj się obruszać i twierdzić, że Yang-dyktator przeczyłby wyznawanym przez niego zasadom demokracji i... po prostu nie.
Tym niemniej, Yang, kiedy mu się tak bliżej przyjrzeć, taki znowuż kryształowy nie jest, pomimo całego swego deklarowanego przywiązania do demokracji. I to już od samiutkiego początku. Proszę na podstawie następnego fragmentu nie myśleć, że odsądzam Yanga od czci i wiary, nie, po prostu staram się pokazać pewną jego tendencję. Z której zresztą i sam Yang zdaje sobie sprawę.

W "My Conquest is a Sea of Stars" w czasie bitwy na Legnicy Yang domyśla się, że jeśli flota nie nabierze wysokości i to w trybie natychmiastowym, to będzie źle. Czy próbuje wyjaśnić to Paetcie, przy którym służył jako szef sztabu? Nie. Jakkolwiek bardzo Paetta Yanga nie lubił i jakkolwiek duża była szansa, że oleje jego rady, to Yang nawet nie próbował wyjaśnić, o co mu chodzi, po prostu powiedział "Nie, trzeba zrobić tak i tak", a kiedy admirał warknął w odpowiedzi, to zaciął się i od razu poddał, mówiąc, że panie admirale, pan tu dowodzi. Dwie sekundy później Yang wszystko wyjaśnia ["Gdybym był dowódcą wroga, mógłbym zniszczyć naszą flotę jednym strzałem"], ale Dusty'emu... I to wyjątkowo łopatologicznie, nawet Paetta miałby szansę zrozumieć. Ale spokojnie, Yang nie sądzi, że ktokolwiek w imperialnej flocie mógłby wpaść na ten pomysł - i tutaj odpada hipoteza, że Yangowi brakowało pewności siebie i dlatego położył uszy przed Paettą.
Okej, w momencie, kiedy Reinhard odpala głowicę, Yang widzi to i wysyła Dusty'ego, który "niechcący" majstruje przy kontroli wysokości. Aha. Pal licho inne statki, pan szef sztabu nie mógł wrzasnąć przez komunikator "Do góry". Ważne, że własna skóra cała.
Yang nie jest takim zupełnym nikim - jego prywatne gdybanie przed Attenborough i milczenie przed dowódcą byłoby całkiem zrozumiałe, gdyby był szeregowym oficerkiem, którego nikt i tak nie będzie słuchał. Ale mamy do czynienia z szefem sztabu i bohaterem El Facil. Może perswazja za pomocą blastera nie uszłaby mu na sucho, ale już stanowcze postawienie sprawy, wrzaśnięcie na Paettę czy nawet dorwanie się do komunikatora i ocalenie floty? Spokojnie.
Tutaj zwracam Yangowi honor, bo widać, że trochę mu głupio i mówi po fakcie, że inne statki też mogłyby ocaleć, gdyby się uparł, ale Dusty go uspokaja "Nie mogliśmy zrobić nic więcej z tak upartym dowódcą". Mogliście. Nie próbowaliście nawet. Zresztą kogo obchodzą problemy moralne, kiedy na horyzoncie pojawia się tajemniczy dowódca białego statku...?
Przy czwartej bitwie o Tiamat [bitwa pod Bolero Ravela] Yang odwala dokładnie ten sam numer - to, co ważne, mówi Dusty'emu, do swojego dowódcy idzie zaś z tekstem "Nie, atakuj teraz!" bez słowa wyjaśnienia, a kiedy dowódca rzuca się "Nie, to na pewno pułapka, zamknij się", Yang robi biedną minkę i się zamyka bez słowa wyjaśnienia. Chociaż w tym momencie ma większe powody, by forsować swoje zdanie, niż ostatnio, bo na horyzoncie majaczy tajemniczy biały statek. Zauważmy, że kiedy Yang zwraca uwagę, że nie ma czasu na zwrot, bo flota przeciwnika jest tuż przed nami [czyli podaje wyjaśnienie - a i to też nie sam z siebie], to Paetta nie warczy i się nie kłóci, tylko, alleluja, się słucha. Hmm, biorąc pod uwagę, że na naradzie dowódca Yanga dostaje po dupie za to, że nie atakował, to wygląda, jakby Yang chciał go wrednie podstawić. Dobra, wiem, że to nie ten typ człowieka, ale tak to wygląda z zewnątrz. I Yang po podliczeniu strat znowu wspomina, że gdyby był bardziej uparty na Legnicy, gdyby teraz przekonał dowódcę do ataku, to ofiar byłoby mniej, Dusty znowu się nie przejmuje.
Wniosek z tego taki, że Yang ma wrodzoną niechęć do brania na siebie chociaż odrobiny więcej odpowiedzialności niż musi. A że milion ludzi wte, milion ludzi wewte, cóż. Będziemy smutni z tego powodu, wystarczy, wniosków na przyszłość nie wyciągniemy, bo po co. Porządny [!] oficer Imperium po dwóch takich numerach z rzędu przy następnej okazji ubiłby się o ścianę i to mając o wiele lepsze usprawiedliwienie - wydaje się, że naruszenie dyscypliny jest tam o wiele poważniejszą sprawą. Której to postawy także nie pochwalam.

A Yang to Yang. Tylko że. Tylko że ten sam człowiek będzie ironizować na temat ulubionej wolności aliansowców czyli wolności nie wtrącania się, kiedy sąsiedzi będą ignorować ataki PKC. Drzazga w cudzym oku...
Kampania przedwyborcza to też piękna yangowość w akcji.

I żyje sobie człowiek w stolicy demokratycznego państwa, gdzie krzewi się i rozkwita wolność obywatelska [tyle że nie], gdzie po ulicach łażą Trunihty, gdzie w biały dzień rządzi się PKC i nikt nie ma możliwości ani chęci cokolwiek z tym zrobić. I służy człowiek we flocie, gdzie co jeden admirał to lepszy. I patrzy sobie człowiek, i komentuje na boku, i rzuca ironiczne komentarze, ale żeby coś zrobić? Meeeeh. I to też byłoby w porządku, Yang to Yang, czego od niego chcieć.
ALE.
Ale ten sam człowiek potem łapkami i nogami broni demokracji za pomocą pięknego argumentu, że w demokracji odpowiedzialność ponoszą wszyscy obywatele [i batiuszki-cara winić nie mogą, bo sami sobie rząd wybrali]. I ta odpowiedzialność obywatelska to jedna z największych zalet demokracji. Co jest miłe i słuszne, tylko a) Yang doskonale wie, że to utopia i za jego pamięci Alians nawet blisko koło zdrowej demokracji nie leżał, b) Yang jest bardzo dobry w unikaniu odpowiedzialności jak ognia - i nawet, kiedy podają mu władzę na tacy i to niejako za przyzwoleniem społeczeństwa, a podają nieraz, to zawsze potrafi się wywinąć, mniejsza z tym, milion wte, milion wewte. Tę umiejętność chowania się za rozkazami i obowiązkami służbowymi widać od samego początku - i pal licho, gdyby Yang robił tak, będąc częścią imperialnej hierarchii, wtedy miałoby to sens i usprawiedliwienie. Jako zdeklarowany demokrata z krwi i kości? Ech.
I nawet przyjmując, że cała dyskusja z Reinhardem jest czysto teoretyczna [choć taka być nie powinna - panowie decydują o losach galaktyki i żyją w całkiem solidnej rzeczywistości, a moment średnio sprzyja dyskusjom czysto teoretycznym], to jednak mamy do czynienia z facetem, który ma wrodzoną niechęć do brania na siebie odpowiedzialności i o tym wie, a równocześnie postuluje, że każdy obywatel powinien tę odpowiedzialność w pewnym stopniu nieść. Mówi o tym, co go boli, czy ki czort? Róbcie nie to, co robię, ale to, co mówię! Inna sprawa, że panów imperialistów też zwykle boli to, o czym mówią najgłośniej. Co jest bardzo ludzkie.

Yang chce, żeby po prostu dano mu spokój. Bo on nie chce tutaj być. Nie chce w ogóle być żołnierzem, nie chce być na świeczniku, za uszy wyciągnęli ze studiów i do tej pory się z tym nie pogodził. Ale pan Yang ma trzydzieści lat, ma za uszami całkiem ładną służbę wojskową, ma tysiące, miliony, wreszcie miliardy ludzi, których życie zależy od jego decyzji, ma świadomość, że brak inicjatywy z jego strony w przeszłości miał opłakane skutki, może, cholera, pora dorosnąć?

I przy tym wszystkim nie można Yanga nie lubić. Bo Yang to Yang, czego od niego chcieć...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Śro 23:09, 29 Kwi 2015, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 14:45, 07 Mar 2015    Temat postu:

No dobra, zebrałam manę i mogę opisywać.

Ogółem to tak - w tej chwili Yang jest moim drugim ulubionym bohaterem zaraz po Mittermeyerze, ale chyba głównie dlatego, że zaczęłam uwielbiać puchate. Chociaż przy pierwszy oglądaniu też go bardzo lubiłam, a wtedy nawet nie wiedziałam, że Tomiyama Kei jest zajebisty. (True story).
Polemizować specjalnie nie będę, bo zupełnie zgadzam się z tym, że Yang bardzo często zachowywał się tak, jakby te jego ideały "jak powinno wyglądać prawdziwe demokratyczne państwo" nie do końca go obowiązywały, a tendencja do zapominania, że "przypadkiem" nie uratował kilkuset/tysięcy osób bardzo szybko wyparowywała. Zauważyłam ten fakt już na samym początku, ale wtedy jeszcze niespecjalnie powiązałam go z głoszonymi przez Yanga postulatami o wzięciu odpowiedzialności. Ale to jest tak - z jednej strony on żyje w demokratycznym państwie, gdzie niby wszystko dla ludzi i tak dalej, ale wojsko czy sama hierarchia wojskowa są przecież dokładnymi przeciwieństwami demokracji i jak dowódca coś rozkazuje, to trzeba to robić. W ogóle wydaje mi się, że Yang nie do końca sobie przemyślał swoje poglądy, bo tak naprawdę świat teraźniejszy go niespecjalnie interesował (wręcz został w niego wciągnięty El Facilem, a potem wojną z Reinhardem - inaczej z zadowoleniem zakopałby się w książkach historycznych i nie brał w ogóle udziału w życiu społecznym, pod co też podciągnęłabym tę jego niechęć do brania udziału w polityce - on nie odnajdywał SIEBIE we współczesnych problemach). Odnoszę takie wrażenie, że Yang jak już dał się wciągnąć w ten świat teraźniejszy, to postanowił się kierować jasnymi, prostymi regułami. Stąd na przykład to vivat demokracja - nawet jeśli Yang wiedział, że władza Aliansu jest skorumpowana, przegniła i tak dalej, a szanse na pokonanie Reinharda miałby ten kraj tylko pod silną, scentralizowaną władzą, to jednak Yang przyjmuje obronę demokracji jako najprostszą, najoczywistszą zasadę (możliwe, że był wychowywany w takim duchu i jak natknął się na ideę absolutyzmu, to wywołała w nim naturalny sprzeciw, który potem się pogłębiał dla samej idei niezgadzania się z dyktaturą, aż wreszcie Yang został czołowym głosicielem demokracji - trochę przypadkiem, a trochę pod wpływem środowiska). Tak samo z tym jego słuchaniem rozkazów. Poszedł do wojska, więc przyjął za kluczowe najważniejsze prawo hierarchii wojskowej, czyli wykonywanie rozkazów przełożonych - i znowu bez większego zastanowienia wyewoluowało to u niego w jakiś niepodważalny dogmat, którego Yang bronił bo tak. A że tych wszystkich swoich decyzji nie przemyślał do końca, to doprowadziło go do takiej sytuacji, że zgadzanie się (przynajmniej oficjalne) ze wszystkim, co mówili przełożeni, kolidowało z koncepcją odpowiedzialności obywatelskiej, ups.
Bo ogółem, to ja nie mam Yanga za jakiegoś genialnego myśliciela, który promuje jakieś nie wiadomo jak głebokie prawdy. Cały czas miałam wrażenie, że on nie do końca wie, co robić ze swoim życiem, i tak jak dobry był w teoretyzowaniu i roztrząsaniu małych przypadków (np. sytuacji na polu bitwy), tak w przypadku swoich własnych decyzji działał zupełnie w ciemno i chaotycznie, na zasadzie "odczepcie się ode mnie i dajcie mi robić to, co mnie interesuje". A że w dodatku otoczenie wysyłało mu odzew "jest zajebiście, rób tak dalej", to nie miał przecież żadnej motywacji, żeby się zmienić. Nikt mu nie wytknął luk w rozumowaniu (bo dla wszystkich to był Miracle Yang, jak on mógłby się mylić), a w dodatku znajdywał tylko poklask, że "byle tak dalej, świetnie bronisz demokracji".
I chyba właśnie dlatego tak Yanga uwielbiam - za to połączenie genialnego intelektu, przez który dowódcą był doskonałym i na polu bitwy rozwalał przeciwników w drzazgi, i charakteru, z powodu którego absolutnie nie nadawał się na bycie dowódcą, ani w ogóle tego nie chciał.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:09, 07 Mar 2015    Temat postu:

Ale jak to, nikt nie przyjdzie bronić Yanga jak demokracji? A już miałam nadzieję... Very Happy

Admirał Niofomune napisał:
A że w dodatku otoczenie wysyłało mu odzew "jest zajebiście, rób tak dalej", to nie miał przecież żadnej motywacji, żeby się zmienić. Nikt mu nie wytknął luk w rozumowaniu (bo dla wszystkich to był Miracle Yang, jak on mógłby się mylić), a w dodatku znajdywał tylko poklask, że "byle tak dalej, świetnie bronisz demokracji".

I w tym momencie brakowało mi kogoś, kto przyszedłby, prasnął Yangowi piąchą w stół, najlepiej żeby się herbatka wylała i powiedział parę gorzkich prawd na temat odpowiedzialności. Bo, kurczę, Dusty to drugi dobry, co to nie chciał iść do wojska - ten z kolei pan marzył o karierze dziennikarza, tylko rodzinka nie dała - i też prezentuje podobną postawę co Yang. Schenkopp w demokrację niespecjalnie wierzy, zresztą on tam nie od myślenia jest akurat. Frederica i Julian, kiedy trzeba, potrafią się zachowywać jak dorośli, tylko akurat żadne z nich nie ma zbyt zdrowego osądu, jeśli chodzi o Yanga. Julian zwłaszcza niańczy swego opiekuna straszliwie. A Cazellnu nie jest typem człowieka walącego w stół, ani przez stół skaczącego, jak co poniektóre puchate rude. Zresztą żadne z nich nie sprawia wrażenia specjalnie zainteresowanego działalnością polityczną niezwiązaną bezpośrednio z ich własnymi interesami, najbardziej demokratycznym demokratą w praktyce okazuje się tam nastoletni Julian...
Właściwie jedyną osobą, która Miracle Yanga Obrońcę Demokracji ostro ocenia, jest Joao Rebelo... w fazie załamania nerwowego. Ech.
Ech, gdyby Jessica żyła, dopiero by pokazała Yangowi, gdzie raki zimują.

Admirał Niofomune napisał:
Ogółem to tak - w tej chwili Yang jest moim drugim ulubionym bohaterem zaraz po Mittermeyerze, ale chyba głównie dlatego, że zaczęłam uwielbiać puchate.

Najbardziej puchate [i rude] jest puchate rude, które jest tak rude i puchate, że ledwie niezadowolony Reini zniknie z pola widzenia, od razu połowa admirałów biegnie je pocieszać. A biednego rannego Mullera nikt nawet nie podniósł z podłogi...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Sob 15:11, 07 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 17:17, 07 Mar 2015    Temat postu:

Nie, nie, nie, kolejność puchatości ma się tak: Yang>Mittermeyer>Tygrysek. I będę tego bronić jak demokracji.

A jeśli chodzi o to przywracanie Yanga do pionu, to chciałam o tym napisać, ale mi się zapomniało. Bo ogółem to ja nigdy tego nie odbierałam tak, że wg narratora Yang jest zajebisty i w ogóle wzorujcie cię na nim. Owszem, Julian patrzył w niego jak w obraz, ale parę razy, zdaje się, padło - z strony właśnie Cazellnu i samego Yanga, o ile dobrze pamiętam - takie kwestie, że Julian nie ma się za bardzo wzorować i że dzieci nie wyrastają patrząc na idealnych opiekunów, ale na ich wady, które potem u siebie poprawiają. I właśnie odniosłam wrażenie, że przesłaniem całej strony Aliansowej było właśnie to, że to Julian miał we wszystkim najwięcej racji i jego koncepcja demokracji była najlepsza (zresztą to jest postać, do której mam najbardziej zbieżne poglądy, więc może z tego to wynika). Dlatego odniosłam wrażenie, że w tym całym konflikcie i Reini, i Yang nie mieli stuprocentowej racji i prezentowali pewne skrajności, a dopiero Julian zdołał (czy zaczął nad tym pracować, ale to już jest sukces) pogodzić pewne ich przekonania i dążyć do stworzenia galaktyki taką, jaka powinna być.
(A tak w ogóle, to postać Juliana doceniłam dopiero w czwartym sezonie i teraz, podczas drugiego oglądania).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 17:41, 07 Mar 2015    Temat postu:

Zgadzam się w całej rozciągłości, z tym, że wprowadzę pewną poprawkę - rację mieli Julian i Hildegarde. Julian, bo uczył się niejako od obu panów, Hildegarde, bo mogła i chciała żyć bez wojny, no i jako jedna z niewielu konkretnie wiedziała, czego chce w płaszczyźnie politycznej - w przeciwieństwie do Reinharda i Yanga. Julian [plus Frederica jako gwarant stabilności] daje Iserlohnowi szansę na prowadzenie dialogu, w którym obie strony się rozumieją, a Hilda niejako wyrywa Imperium z cyklu ciągłej wojny. To się docelowo skończy monarchią konstytucyjną, jak nic.

I Yang, i Reinhard mają swoje racje, i obaj nie do końca mają rację. Wink LoGH to taka bajka, że nie pokazuje paluszkiem, której stronie konfliktu mamy kibicować. I dlatego tak bardzo go lubię.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 20:48, 07 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
To się docelowo skończy monarchią konstytucyjną, jak nic.

Nie pamiętam dokładnie końcówki, ale Julian już to praktycznie załatwił podczas tego swojego końcowego ambasodorowania, nie?

W ogóle Reini i Yang nie do końca mieli rację, bo żaden z nich tak właściwie nie zastanawiał się nad systemem politycznym, tylko obaj jechali z tym, co akurat mieli. Dlatego tak bardzo uwielbiam [link widoczny dla zalogowanych] - bo to centralnie mogłoby się stać, gdyby Yang urodził się po drugiej stronie granicy (co zresztą on sam przyznaje). W Terra'e jest podobny wątek, który zawsze mnie rozbraja - że dwóch głównych bohaterów mogłoby zostać najlepszymi bestfrendami na świecie, gdyby akurat nie zostali największymi wrogami. (W ogóle Terra jest świetna, polecam i pozdrawiam, Frącz Piotrewski).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 5:29, 08 Mar 2015    Temat postu:

Tak offtopicznie w temacie Terry, prześladuje mnie od wczoraj [i jęczy: obejrzyj, obejrzyj] coś, co zwie się Andromeda Tales, ponoć tego samego autorstwa co Terra. Oglądalne toto?

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Nie 5:30, 08 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 12:59, 08 Mar 2015    Temat postu:

Nie oglądałam, ale stosując zasadę "nie wiem, ale się wypowiem" - w Andromeda Tales Keiko Takemiya tylko ilustrowała mangę, a autorem jest Ryu Mitsude (którego niestety nic nie widziałam/oglądałam), więc nie wiem, czy jest sens się sugerować Terrą.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 19:53, 09 Mar 2015    Temat postu:

Miało być o Zajączku. Ale na razie będzie o skokach przez stół. A w kolejnym poście, który właśnie kończę, będzie o paseczkach, spiskach, martwych rudych i białych chusteczkach.

Teoria pierwsza, oczywista: Oberstein sponiewierany.

Jak wiadomo [albo nie wiadomo, wtedy proszę o zamknięcie oczu i zastosowanie czerwonego krzyżyka] w odcinku 103 niejaki Tygrysek, jak to Tygryski mają w zwyczaju, zaczyna sobie brykać. Bryka tak brawurowo, że przeskakuje przez stół, w wyniku czego Oberstein wali o glebę ciemieniem bolesnym, a sam Tygrysek trafia pod areszt domowy. Kto jeszcze pomyślał, że oczka Obersteina zaczęły migać nie z bólu, tylko na znak tryumfu? Bryknięcie Bittenfelda rozwiązało od razu kilka problemów, z którymi borykał się pan O. I było doskonale rozplanowaną akcją.

Po pierwsze, podstawowym celem Obersteina jest poinformowanie Reinharda o swoim zdaniu na temat jego nowych wojennych planów – konfrontacja bezpośrednia nie wchodzi w grę, Reinhard w rozmowie w cztery oczy nie będzie go słuchał, a przynajmniej nie będzie go słuchał uważnie, a Oberstein w tym momencie [po sami-wiecie-czym-co-spotkało-sami-wiecie-kogo] w ogóle ma u Kaisera kiepskie notowania personalne, nie mówiąc już o tym, że Kaiserin mu nie ufa – i nic to, że sama wojny nie popiera, i tak jej nieufność przekłada się na stosunek Reinharda do Obersteina. Czego więc potrzebujemy? Potrzebujemy skandalu! I to skandalu na tyle dużego, żeby wszystko przekazano dosłownie, w żaden sposób nie zmiękczając jego słów. Jest skandal? Jest.

Po drugie, należy zneutralizować Bittenfelda, który powoli przechodzi w stan wrzenia, wkurzony praktycznie wszystkim dookoła: tym, że Oberstein został jego bezpośrednim przełożonym, tym, co Oberstein robi na Heinessenie, mętnością planów co do przyszłego losu Iserlohnu, tym, że floty stoją bezczynnie… no i stoją, i pewnie jeszcze postoją. A to, że wkurzony Tygrysek popełnia piramidalne głupoty, to żaden sekret. Więc najlepiej sprowokować go w kontrolowany sposób. Mamy zneutralizowanego Tygryska? Mamy.

Po trzecie, flota Bittenfelda jest wierna tak w praktyce nie tyle Ojczyźnie i Kaiserowi [chociaż im również], co Bittenfeldowi osobiście. Oberstein bardzo, zwłaszcza ostatnio, nie lubi czegoś takiego jak lojalność wojsk wobec osoby prywatnej. Prawdopodobnie od czasu bałaganu z panem R. dostaje alergii na samą myśl o tym. Przy tym nie za bardzo jest w stanie cokolwiek z tym fantem zrobić, paragrafu na podorędziu nie ma, dowodów także – bo i na co, na tygryskowatość? A gdyby tak sprowokować Bittenfelda i to ściśle według statutu, tak, że sam winowajca będzie musiał przyznać swoją bezsprzeczną winę? Toż zawstydzony i zbesztany Tygrysek nie będzie myślał o buncie anty-Obersteinowskim [casusy z przeszłości, zbesztany Tygrysek stara się wykazać], tylko w podskokach i z pieśnią na ustach sam pobiegnie pokazywać wszystkim, jak trzeba kochać Ojczyznę i Kaisera.

Po czwarte, zauważmy, że Tygrysek nie jest sam. Jasne, Muller i Wahlen to spokojni, dorośli ludzie, ale przykład poglądowy im nie zaszkodzi. Oberstein to paranoik, który dobrze wie, że gdyby się palił, to admiralitet nawet by na niego nie napluł. A nawet jeśli nie ma akurat żadnych podejrzeń wobec tych panów, to co mu przeszkadza, że Muller i Wahlen, pomimo dalszych prób rozmów z nim, w swoich flotach wprowadzą idealny porządek – a nuż i ich lojalność zaczną sprawdzać?

Po piąte, słowa o milionach trupów w korytarzu Iserlohnu i cały przekaz antywojenny może nie być wcale skierowany tylko do Reinharda. Dobrze by było, gdyby co bardziej myślący admirałowie się nad tym zastanowili. A Wahlen i Muller są myślący, mają wysoką pozycję i dobre notowania wśród kolegów – to idealni odbiorcy obersteinowego przesłania.

Po szóste, całkiem możliwe, że Oberstein liczył się z potrzebą ściągnięcia Reinharda na Heinessen i zapewnił sobie pretekst, by w razie czego wyciągnąć Kaisera z rodzinnej idylli.

To wszystko Oberstein ugrał w ciągu pięciu minut. A fakty są takie: w momencie, kiedy Tygrysek i grupa wsparcia wpadają do gabinetu, Ferner jest zmartwiony jak cholera. Założę się, że ma pod biurkiem blaster, żeby w razie czego przystrzelić maniaka, gdyby szef wyglądał na zbyt sponiewieranego. Oberstein rozmawia z Tygryskiem w sposób, który normalnie zarezerwowany jest dla rozmówców myślących. Czy ewidentnie nieadekwatny w tym momencie Bittenfeld się do takich zalicza? Oberstein powinien był posłać Tygryska do Kaisera i skończyć rozmowę. Ten słowotok nie wygląda na załamanie nerwowe, jest zbyt celny. Kto normalny, widząc, że koledzy fizycznie trzymają wielkie rude mordercze bydlę, wali dokładnie we wszystkie bolesne miejsca tegoż bydlęcia? Nie Oberstein, nie bez powodu. Nawet ostatnia salwa skierowana w całą trójkę ma cel – wystarczy, by Muller i Wahlen w swym bulwersie zamarli na sekundę i Tygrysek zdąży bryknąć.

Oberstein… ty wspaniały sukinsynu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:21, 09 Mar 2015    Temat postu:

Teoria druga, crackowa: Biała chusteczka, czerwony trupek.
UWAGA, SPOILERY w drugiej części postu.

Najpierw jednak przyjrzyjmy się paseczkom Podwójnej Gwiazdy i Kircheisa.

Paseczki z flashbacków nas nie interesują, podobnież z gaidenów, warto tylko zaznaczyć, że panowie Gwiazda robili karierę całkiem sprawnie, biorąc pod uwagę, że jeden z nich nie miał von przed nazwiskiem, drugiemu zaś zdarzyła się po drodze przygoda, na skutek której zabrano mu jeden paseczek – i dlatego panowie spotykają się, będąc w tym samym stopniu, chociaż Reuenthal jest o rok [niecały] starszy. Od tej pory awansują synchronicznie. Mittermeyer w roku 479 w wieku lat dwudziestu kończy szkołę oficerską i wstępuje na czynną służbę ze stopniem ensigna, w 485 tuż po przybyciu na Iserlohn na pewno jest już komodorem, co daje sześć przebytych stopni. Równo paseczek rocznie. Do tego momentu panowie znajdują się całkowicie poza polem grawitacyjnym Słońca Galaktyki Reinharda, protekcji nie mają, bo jakby mieli, to Reuenthal nie latałby później po pomoc do Reiniego. Czyli można śmiało powiedzieć, że każden jeden paseczek został zdobyty uczciwie.

W czasie Czwartej Bitwy o Tiamat [wrzesień 486] panowie są kontradmirałami, Kircheis to commander. Wcześniej w tym roku, konkretnie 2 maja Reuenthal i Mittermeyer późną burzową nocą zapisują się do Team Reinhard.

W roku 487 na moment trwania pierwszego odcinka panowie są wiceadmirałami, Kircheis jest kapitanem, przy czym de facto nadal adiutantem. W odcinku czwartym Kircheis nadal jest kapitanem i nadal robi za adiutanta.

W odcinku piątym… W odcinku piątym Kircheis nagle robi się kontradmirałem i dowodzi niewielką flotą. Komodorem po drodze nie bywał. Wynika z tego, że mu się w międzyczasie bohatersko umarło, bo w takich przypadkach w Imperium przysługiwał awans honorowy o dwa stopnie. Przy tym w stopniu komodora, chociaż z iście kontradmiralskimi pełnomocnictwami widziano zarówno Obersteina, jak i Mecklingera.
Po rozprawieniu się z Castorpem Kircheis wraca jako wiceadmirał, równając się w stopniu z resztą panów, należy mu się, nikt nie może zaprzeczyć.

Ale. W odcinku 16 przychodzi wieść o śmierci starego Kaisera, wszyscy się cieszą, a pod koniec odcinka, gdy Kircheis i Reinhard spotykają się z Annerose [a Kaiser jeszcze porządnie nie ostygł], Kircheis jest już całym generał-admirałem. Po drodze na Odyna, skubany, zginął bohatersko i awansował o dwa stopnie. W tym momencie admiralitet powinien za kulisami dostawać ciężkiej, pardon, ku*wicy i szeptać o nepotyzmie i admirale spod spódnicy admirała spod spódnicy.

Odcinek osiemnasty, Kircheis jest generał-admirałem, Gwiazda – admirałami. I tak już zostanie do trzeciej, ostatniej śmierci Kircheisa w odcinku 26. Gdzie, swoją drogą, reszta Team Reinhard pojawia się w stopniu wiceadmirałów. Swoją drogą, Muller-Zajączek pojawia się w odcinku osiemnastym jako cały wiceadmirał, wcześniej go nie widziano ani nie słyszano. Fakt wejścia do Team Reinhard w takim stopniu jest zastanawiający, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie przyszedł jako kontradmirał/komodor, a jest całe trzy lata młodszy od Mittermeyera, kolejnego najmłodszego pana w okolicy. Jeśli kogoś to interesuje, to panowie Reuenthal, Wahlen, Wen-li i Bittenfeld urodzili się w 458 [767], Eisenach o rok wcześniej, Kempf w 453, Oberstein w 452, kiedy Fahrenheit, Lutz czy Steinmetz – nie wiem.

I tutaj należy sobie zadać pytanie, kto zabił Kircheisa. Ansbach, to jasne. Ale kto pozwolił mu umrzeć?

Od tej chwili następuje crack, od razu też uprzedzam, że crack ten powstał na skutek fragmentów przerysowanych – w oryginalnej scenie i w mandze Kircheis nie umiera raczej na skutek ewidentnego wykrwawienia się, chociaż też dostaje zarówno w pierś, jak i w szyję, ale od lasera w okolice serca. W nowej wersji pierwszy strzał wchodzi obok.

Istnieją teorie, jakoby Kircheisa wykończył Oberstein, swą obersteinową mocą przewidując, co się wydarzy. Przemawia za tym jedynie fakt konfiskaty broni osobistej – ale to można z łatwością wytłumaczyć niechęcią do „numeru 2”, konfliktem na tle Westerlandu i ogólną walką o wpływ nad Reinhardem. Przy tym założę się, że Oberstein się potem modlił, żeby zrozpaczony Reinhard sobie nie przypomniał, jak to z tą bronią było, bo Reinhard w żałobie to Reinhard nieadekwatny i to mocno. I dlatego tak się wykazywał w tym czasie, szukając winnych.

A skąd wiadomo, że Oberstein jest niewinny? Za mało brakowało, żeby Ansbach sprzątnął Reinharda, a Oberstein bez Reinharda miałby wśród admirałów podobne szanse, co ostatnia porcja lodów na przyjęciu urodzinowym pierwszoklasisty. Oberstein dobrze o tym wie. I momentalnie zasłania Reinharda sobą, ryzykując życiem. Kircheis rzuca się na Ansbacha bez namysłu, bo jest bliżej i reaguje odruchowo – tyle lat w końcu robił za ochroniarza Reiniego. Panowie admirałowie… stoją. Co wbrew pozorom ma wytłumaczenie.

Po pierwsze nikt tak naprawdę na Ansbacha w pierwszej chwili nie patrzy, wszyscy patrzą na Reinharda, no, oprócz samego Reinharda, Obersteina, który stoi przy nim oraz Kircheisa, który a) ma odruchy ochroniarza, b) i tak wie, co Reinhard powie, c) jest lekko urażony, d) możliwe, że obserwuje reakcje reszty admirałów. Co daje Kircheisowi ten ułamek sekundy przewagi nawet nad weteranami z desantu. Następnie mamy scenę, gdzie Kircheis całkiem nieźle radzi sobie z facetem z rusznicą laserową, Kircheis jest niezły w te klocki, to wiemy na pewno, poza tym to naprawdę duży facet. Niebezpieczeństwo maleje, mamy salę pełną luda, Oberstein zajął się Reinhardem, właściwie nie ma potrzeby się wtrącać, a nuż rusznica wypali, toż Ansbach nie ma jej na bezpieczniku. A Kircheis kontroluje sytuację. O laserowym pierścionku nie mógł wiedzieć nikt.

Panowie desant wkraczają w momencie, gdy Kircheis obrywa. I w nowej wersji zachowują się jak idioci. Albo wręcz przeciwnie. Reuenthal w tle stara się rozewrzeć szczęki Ansbachowi, który ma kapsułkę z trucizną. Nie wie, biedaczek-desantowiec, że to praktycznie niemożliwe. Ale pal licho z tym, chociaż to woda na młyn różnych crackoteoretyków.
Na łapki trzeba raczej patrzeć Mittermeyerowi, który tymczasem udowadnia, że chyba go podmienili. Pan desantnik nie uczył się pierwszej pomocy na polu walki, nie wie też, jak zatrzymać krwotok, o opatrunku uciskowym na szyję nigdy nie słyszał. Co, nie wie też, gdzie ciąć ludzi nożem? I nie myślcie, że przesadzam, bo Mittermeyer nawet nie stara się powstrzymać fontanny krwi palcami, tylko…

[link widoczny dla zalogowanych].

A białe chusteczki, jak dobrze wiemy, w LoGHowersum są zabójcze. Ha, nawet chusteczkę Mittermeyer stosuje nie od razu, najpierw po jakiegoś czorta stara się odczepić Kircheisa od ręki Ansbacha. Biedny Mittermeyer, to na pewno nerwy, przecież przez dziesięć lat służby na froncie, znaczną część których machał toporem, nigdy nie widział krwi. Nigdy na jego oczach nikogo nie zabijali i nigdy nie przyszło mu opatrywać nikogo z krwotokiem.

Edit:
W starej wersji Mittermeyer jest bardziej opanowany, zresztą nie tylko on. Kircheis dostaje w serce, nie robi się też pod nim momentalnie kałuża, z szyi sika krwią tylko w pierwszej chwili. Nawet Mecklinger widzi zresztą, że nic nie da się zrobić i podobny wyraz twarzy ma sam Mittermeyer. Więc takie mało sensowne chusteczkowanie akurat ma sens, podobnie jak jednoczesne wołanie doktora - sami panowie nie są w stanie zrobić nic z krwotokiem wewnętrznym.


Następnie Reinhard próbuje dobudzić martwego Kircheisa, a Mittermeyer, jeszcze przed sekundą demonstracyjnie nie wierzący w śmierć rudego, próbuje z kolei dobudzić Reinharda i poinformować, go że pacjent zszedł, nic się nie da zrobić.

Kircheis nie żyje, Ansbach nie żyje, miejsce numeru 2 jest puste, otwiera się perspektywa awansu, a tymczasem na zebraniu bez Reinharda…
Oberstein jakby delikatnie sugeruje, a to powie nie „kto próbował zabić admirała Lohengramma”, ale „kto zabił admirała Kircheisa”, a to wyrazi się mgliście, a tymczasem Gwiazdeczki wyjątkowo nerwowo [w nowej wersji, w starej to raczej nie nerwowość, ale napięcie i gniew], zupełnie jak nie oni, reagują na obersteinowską deklarację, że winny jest nie Braunschweig, ale ktoś inny, jakaś ważna figura. Co, wydaje im się, że Oberstein ich obwinia? Nie o zorganizowanie zamachu, ale o „pomoc” Kircheisowi. Oberstein tymczasem jest nadzwyczaj spokojny, biorąc pod uwagę, że to on skonfiskował Kircheisowi blaster. Wie, że wszystko pójdzie po jego myśli, bo panowie Gwiazda wylezą ze skóry, byle udowodnić swoją lojalność. I nie będą niczego kwestionować, chociaż jest oczywiste, że Oberstein chce usunąć Lichtenlade tylko dlatego, że ma okazję, z powodów czysto politycznych. I tak oto trzy przyszłe płaszczyki w jakiś sposób zamieszane w śmierć Kircheisa zdobyły Reinhardowi Imperium. W ramach zadośćuczynienia? Kropnęliśmy ci kumpla, ale popatrz jakie ładne pół Galaktyki.

Najbardziej zdziwiony był Lichtenlade.

A Kircheisa po śmierci awansowano do stopnia grossadmirała. Dziwne. Powinni go byli pochować jeszcze o stopień wyżej, może jako generalissimusa?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pon 23:27, 09 Mar 2015, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 16:02, 14 Mar 2015    Temat postu:

Histologia done, czas odpisywać.

Ad. Obesrsteina - ja ogólnie uważam, że to bardzo inteligentny facet i w dodatku bardzo trzeźwo myślący, w czym nie przeszkadzają mu emocje (wiadomo, w końcu jest cyborgiem ^^), więc takie jazdy, jak w 103. odcinku nie robią na mnie wrażenia - wiadomo było od dawna, że Obs potrafi doskonale manipulować ludźmi, zna ich charaktery na wylot i potrafi sobie ułożyć dokładny grafik, co zrobić, żeby konkretna jednostka zareagowała tak a nie inaczej. (Prawdopodobnie mógłby też wszystkich tak zmanipulować, że zamiast Everybody hates Oberstein byłoby Everybody loves Oberstein, na szczęście nie zależy mu na własnych korzyściach, tylko na korzyściach Imperium). I ja prawdopodobnie mam do Obsa takie samo podejście, jak reszta admirałów - tak, jest potrzebny, bo gdyby nie był, już by go tu nie było. Nie jestem w stanie polubić Obersteina, no, bo to Oberstein. Tak samo jako postać - doceniam kreację, image sceniczny, ale nie lubię go jako postaci. Możliwe, że w ogóle bohaterów z LoGH-a traktuję bardziej na płaszczyźnie realistycznej - no cóż, ta seria na to zasłużyła. Ale też wszystkie postacie, które tam lubię, lubiłabym również osobiście, nie tylko jako kreacje sceniczne (nawet Reuenthala, pożyczalibyśmy sobie nawzajem karaluszki), więc Obs, który jest Obsem, nawet jeśli budzi we mnie refleksję, że wow, świetnie to rozegrał, to jednocześnie mam "dobra, ale już giń, chłopie". Ludzie nie lubią, jak się nimi manipuluję, nawet jeśli dla wyższych celów.

Rozpiska bohaterskich śmierci Kircheisa bardzo zacna. Sporo miał wrogów, chłopina.
Co do magicznych awansów, to rzeczywiście. Znaczy, początkowo próbowałam to śledzić, ale cały czas miałam wrażenie, że coś pomijam/nie zauważam, bo ojej, Kircheis już jest admirałem. Zaskakujące to tym bardziej, że jednak w gaidenach motyw jego awansów (wspólnych z Reinim) był dość mocno wałkowany np. w tym momencie, kiedy nie chcieli mu dać. No i awansy Reiniego są zawsze tak głośno odtrąbiane, a Krichu się tylko przemyka na tylnym planie (no, pewnie mu też było głupio się rzucać w oczy ze swoim galopującym nepotyzmem). Właściwie to nic dziwnego, że znalazło się dużo osobników chętnych mu "pomóc".
Co do crackoteorii o samym zdarzeniu - cóż, podoba mi się. Znaczy, nie sądzę, żeby Mimimi i Reuenthal celowo chcieli sprzątnąć Kircha, ale podejrzewam, że nie byli jego osobą specjalnie zachwyceni (zresztą, odnoszę wrażenie, że Kich mało się zadawał z innymi admirałami, bo zajęty był byciem przylepionym do nogawki Reiniego - stąd jak reszta admirałów się ze sobą dogadywała, tak Kich był takim łącznikiem z Reinim, jakby do końca nie należał do admiralskiego kółeczka). Potem przez to niezachwycenie trochę się pogubili, kiedy zaczęło się dziać coś niedobrego, a na koniec (po śmierci Kicha) trochę im się spanikowało, żeby zeschizowany Reini nie zaczął patrzeć wszystkim po rękach (i chusteczkach) i dopatrywać się winy w innych, w końcu na kogoś trzeba śmierć zwalić (zresztą, sama w tamtym momencie oglądania uważałam, że na Reiniego teraz to już tylko równia pochyła i lepiej się od niego trzymać z daleka).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 16:52, 14 Mar 2015    Temat postu:

Admirał Niofomune napisał:
Obs, który jest Obsem, nawet jeśli budzi we mnie refleksję, że wow, świetnie to rozegrał, to jednocześnie mam "dobra, ale już giń, chłopie".


Niofoooo... Forumowa Służbo Zua, przyznaj się, jesteś w chusteczkowym spisku, mającym na celu [link widoczny dla zalogowanych]!

Admirał Niofomune napisał:
Właściwie to nic dziwnego, że znalazło się dużo osobników chętnych mu "pomóc".

No właśnie. Podejrzewam, że nie tylko Oberstein miał anty-Kircheisowe myśli, chociaż u reszty mogło się to ograniczać podświadomym A gdyby tak Kircheisa nie było...? i prawdopodobnie wychodziło im, że nie byłoby tak źle. Dopiero po wszystkim się połapali, że Reinhard zjeżdża po równi pochyłej i zaczęło się A gdyby Kircheis wciąż żył...
I dlatego właśnie mogło im się zacząć panikować - niby nie są winni, ale przecież w jakiś sposób chcieli śmierci Kircheisa, to może jednak troszeczkę są? Z wybitnie nieadekwatnym w tym momencie Reinhardem i Obersteinem chłodno patrzącym im w dusze do paranoi tego typu nie mogło być daleko. I dlatego właśnie przewrót wykonano koncertowo i pod dowództwem Obsa - a wiemy, jak w normalnych okolicznościach panowie reagują na bycie rozstawianymi po kątach przez tego pana.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Sob 17:44, 14 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 17:59, 14 Mar 2015    Temat postu:

Wydało się! Ale wszyscy są w chusteczkowym spisku - nawet randomowi sanitariusze. (Chociaż może właśnie dlatego chowają się za maskami chirurgicznymi, bo są tajnymi agentami spisku). Ale tym razem wszystko przez Mimimi, to on założył spisek. (Nawet mi się z awatarem skomponowało).

W ogóle jeśli chodzi o Reiniego, to odnoszę wrażenie, że, kuriozalnie, Kircheis miał na niego mniejszy wpływ przed schusteczkowaniem niż po. Chociażby w takim Westerland - Reini wiedział, że Kircheis tego nie poprze, a i tak rozważał propozycję Obersteina - bo w końcu zawsze byłaby potem okazja, żeby z Kircheisem pogadać, wszystko wyjaśnić i tak dalej. No a potem Kircheis nie był już przyswajalny w postaci człowieka, ale w postaci idei i to imo sprawiło, że Reini miał jeszcze większą fiksację na jego punkcie. Czyli, koniec końców, wyeliminowanie Kircheisa wcale by Obsowi nie pomogło (i podejrzewam, że on o tym wiedział - dlatego nie próbował wyeliminować go bardziej aktywnie).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 18:46, 14 Mar 2015    Temat postu:

Mmm, żywy Kircheis mógłby w całkiem naturalny sposób zwolnić pozycję numeru 2 i Oberstein [który wie wszystko, bo jest Obersteinem] po prostu musi trochę poczekać.
Po pierwsze - przy okazji Westerlandu wypłynęła dość drażliwa kwestia, która na pewno powróciłaby jeszcze nieraz albo właśnie bardzo wyraźnie i dobitnie by nie powracała, co byłoby jeszcze gorsze. I nie, nie chodzi o konflikt Kircheis-Oberstein. Relacja pomiędzy Kircheisem i Reinhardem jest bardzo szczególna - oni się znają od dziecka i od dziecka Kircheis robi za cień Reinharda. I w odcinku 25 Lohengramm rzuca w gniewie coś bardzo znamiennego - że Kircheis powinien mu udzielać rad tylko wtedy, kiedy Reinhard go o to poprosi. Hmm, nie dlatego przypadkiem, że akurat od Kircheisa Reinhard oczekuje bezwarunkowego wsparcia? Ale to jeszcze można zwalić na buzujące emocje. Tylko że już nieco bardziej spokojnie Reinhard pyta: Kircheis, kim dla mnie jesteś? Jeśli to nie jest przypomnienie, że helloł, Kircheis, ty tu nie jesteś od stawania okoniem, tylko od przytakiwania i trzymania mnie za łapkę, bo jesteś moim przyjacielem, dammit, to nie wiem, co jest. Co, swoją drogą, nieładnie świadczy o tej przyjaźni, ale jak ktoś wcześniej stwierdził, Reinhard nie do końca przyjmował Kircheisa jako oddzielną osobę poza swoją z nim relacją i nawet grób mu postawił jak ukochanemu pieskowi.
Kircheis, pewnie dobrze wiedząc, co mówi, odpowiada, że jest lojalnym podwładnym markiza von Lohengramma. Auć, zabolało. Pewnie miało zaboleć. A właściwie to jako kto Kircheis przyszedł? Jako numer 2 miał pełne prawo podyskutować o Westerlandzie, ale on się wyraźnie odwołuje do bycia/niebycia Goldenbaumem i Reinhardowych ambicji z dzieciństwa. Klops.
I pewnie panowie by się pogodzili i udawali, że nic się nie stało. I Kircheis pewnie następnym razem by się zawahał, zanim przyszedłby do Reinharda z wątpliwościami w podobnej, trudnej sprawie. I przyszedłby albo by nie przyszedł, ale podobny problem by się pojawił, jeśli Kircheis dalej byłby numerem 2, bo to galaktyka, a nie piaskownica. A Oberstein zacierałby łapki, widząc, jak panowie się od siebie oddalają. No dobrze, nie zacierałby, bo to Oberstein, ale wiecie, o co mi chodzi.

Po drugie, Kircheis prędzej czy później prawdopodobnie zszedłby się z Annerose i utworzyłby podstawową komórkę społeczną. Coś nie wydaje mi się, żeby Reinhard za dobrze się w takiej sytuacji odnalazł - to znaczy na pewno by się cieszył, ale znając życie jednak by się od Kircheisa odsunął. Przyjaźń i braterstwo tak - creepy telepatia i jedność dusz już nie. Tutaj ewentualnie mogłyby jeszcze obudzić się karaluszki i podtruć Reiniego podświadomą zazdrością [tylko o siostrę czy o Kircheisa?], ale nawet jeśli nie, to relacja pomiędzy panami pewnie by się zmieniła. Jeśli nie od razu, to na pewno, jeśli i kiedy pojawiłyby się dzieci.


EDIT:
A tak w ogóle to dzisiaj są urodziny [link widoczny dla zalogowanych], który narodzi się za 1562 lata, jeśli dobrze rachuję.
Sieg Kaiser! Sieg Neue Reich!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Sob 19:30, 14 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 20:38, 14 Mar 2015    Temat postu:

A, właśnie miałam pisać o urodzinach Reiniego, ale zapomniałam. Z tej okazji mój post o flaszce został na tumblrze zreblogowany ze trzydzieści razy. Na początku miałam "wtf, co się dzieje", a potem sobie przypomniałam.

W ogóle z Kircheisem to było tak, że zaspoilerowałam sobie jego śmierć, ale nie wiedziałam kiedy i w momencie, w której mieli tę swoją kłótnię małżeńską, spodziewałam się, że teraz wszystko obierze właśnie taki kierunek, o jakim piszesz (tym bardziej, że temat numeru drugiego był już maglowany od jakiegoś czasu) i kiedy skończyło się, cóż, inaczej, byłam zupełnie zaskoczona. Uwaga, teoria - Kircheis celowo dał się zastrzelić, bo rozumował, że Reini będzie miał z tego powodu wyrzuty sumienia jak z Odina na Heinessen i dzięki temu obecność Kicheisa będzie o wiele skuteczniejsza, niż byłaby bez tego. I w ten cudowny sposób Oberstein po raz pierwszy z życiu został zrobiony w jajo. Nic dziwnego, że potem tak bardzo chciał się wykazać i udowodnić Kaiserowi, że on też może być przydatny. (No dobra, przydatność Kircheisa w takim wypadku ograniczałaby się do umarcia, ale wiadomo, o co chodzi).
A co do tej zazdrości, gdyby Kircheis i Annerose się zeszli - podejrzewam, że o oboje. W końcu żyli sobie w tym swoim trójkąciku, ale to w sumie był taki dość nierówny trójkącik, bo i Kircheis, i Annerose przeważnie wykazywali się interakcją z samym Reinim, a nie między sobą. Więc gdyby rzeczywiście się ze sobą spiknęli, to siłą rzeczy Reini zostałby odsunięty, bo swój wolny czas Kircheis raczej nie pożytkowałby na bycie przyklejonym do nogawki Kaisera, ale raczej na żonę i (teoretyczne) dzieci.

Ale ostatnio w ogóle strasznie mnie rozbawiła religia w tym uniwersum. Znaczy, te wszystkie kwestie "spotkamy się ponownie w Valhalli" sugerują, że albo w pewnym momencie bardzo silnie powróciła (stała się modna?) mitologia nordycka, albo jakiś Marvel albo inny zainteresowany stwierdził, że na podstawie zmontuje sobie jakąś religię 4fun i ludzie też to przyjęli 4fun, a potem tak już zostało.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 22:47, 14 Mar 2015    Temat postu:

Zaraz pójdę zobaczyć, czy gdzieś już kwestia religii nie była roztrząsana, ale tak na oreową logikę wygląda to tak:
Nie wydaje się, żeby gdziekolwiek poza Terrą religia faktycznie grała dużą rolę w życiu postaci, mamy Valhallę, ale właściwie niewiele poza tym. Mamy jeszcze Reuenthala, który przyszpilon został rurką aluminiową i kilka dni powisiał na metaforycznym Yggdrasilu, wizjując nieźle, a i różnooczkowość da się w ten sposób ładnie wytłumaczyć. Ale Reuenthal z drzewa nie zlazł, tylko zszedł terminalnie, pewnikiem dlatego, że zobaczył, że o kij potłuc taką galaktykę.
W Aliansie religii nie stwierdzono za bardzo. W pierwszej chwili wydawało mi się, że Yang i Frederica biorą ślub w kościele, ale nie, a i udziela go im ewidentnie urzędnik, germańskiej symboliki nie stwierdzono również. Wniosek - uchodźcy Ale Heinessena nie przynieśli z sobą Valhalli i spółki albo ją odrzucili jako goldenbaumowski wymysł.
W Imperium żadnych kapłanów nie ma, jedyną religią jest imperializm. Wydaje się, że Rudolf miał słabość do taniej demagogii, przy czym mocno germańskiej. A jeśli Valhalle i reszta to pozostałość właśnie po Rudolfie, któremu akurat pasowała symbolika siły? Rudolf miał planetę Odin, skojarzyło mu się, pięknie pasowało, dlaczego nie? Nasuwa mi się tutaj też ktoś inny mocno zafascynowany germańską mitologią i podobny, jeśli chodzi o metody i drogę do władzy.
Pięćset lat... Dość czasu, żeby Goldenbaumowska symbolika zyskała status religii państwowej, religią sensu stricte nigdy nie będąc. Wątpliwe, żeby mitologia nordycka miała wysokie notowania w Galaktycznej Federacji, tutaj tak na oko królowało podejście "wszystkie religie i żadna religia".

Kircheis poświęcający się dla dobra ludzkości/aby zrobić Obsa w jajo to coś pięknego.

Edit:
A panowie admirałowie mieli jeszcze jeden powód nie lubić Kircheisa - Barbarossa, okręt nówka peweks nowej generacji i jeszcze pod kolor włosów. Muller Parsifala faktycznie dostał za zasługi [ugrobił swój poprzedni flagman i kilka cudzych w obronie Reinhardowej tuszki], ale Kircheis? I nie można nawet powiedzieć, że okręt dostał się najwyższemu stopniem, bo Barbarossa debiutuje przy Amlitzerze, czyli przed śmiercią starego Kaisera, a więc Kircheis jest wiceadmirałem tak samo jak koledzy. Przy czym nie jest wiceadmirałem o najdłuższym stażu, więc w hierarchii starszeństwa plasuje się daleko. Nic też raczej nie wiadomo, by Kircheis poprzedni okręt stracił na polu bitwy.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Nie 0:31, 15 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 1:54, 15 Mar 2015    Temat postu:

Niofomune napisał:
te wszystkie kwestie "spotkamy się ponownie w Valhalli" sugerują, że albo w pewnym momencie bardzo silnie powróciła (stała się modna?) mitologia nordycka, albo jakiś Marvel albo inny zainteresowany stwierdził, że na podstawie zmontuje sobie jakąś religię 4fun i ludzie też to przyjęli 4fun, a potem tak już zostało.

Myślę, że narzucił ją Rudolf razem z reformą stylu życia. I nie sądzę, że to była poważnie traktowana religia. Pojawia się tylko w formach stylistycznych w wypowiedziach bohaterów ale nigdzie nie są pokazane praktyki religijne (przynajmniej do 60 odcinka, może gdzieś dalej już tak).
Orszula napisał:
Nasuwa mi się tutaj też ktoś inny mocno zafascynowany germańską mitologią i podobny, jeśli chodzi o metody i drogę do władzy. 

No, nie da się ukryć, że ta Rudolfowa niby II Rzesza była mocno III, chociaż według kolejności V.

W ogóle to zastanawiałam się właśnie nad kulturą Imperium i tym jak strasznie była opresyjna. Ile zachodu musiało iść w utrzymanie jej w stagnacji przez kilkaset lat, i to z Alliansem tuż za miedzą i przede wszystkim Phezzanem w samym państwie! Przecież różnica jest na pierwszy rzut oka kolosalna, cenzura musiała aż furkotać. Jak tam w ogóle wyglądał przepływ informacji do obywateli? Była telewizja, reklamy? A może jak w Korei Północnej, odbiorniki służyły tylko do odbierania oficjalnych informacji (a nie, sorry, nawet tam już mają telenowele)? I jakie były przecieki na drugą stronę? Gdzieś w początkowych odcinkach Poplan mówi do Koneva, żeby nie był takim Obersteinem. Skąd znali jego charakter, skoro nawet nie należeli do ścisłego dowódctwa a samo dowódctwo niewiele wiedziało o Reinhardzie, co dopiero o jego szarej eminencji?
No i jaki wpływ miała ideologia na życie bohaterów, ta cała wybujała honorność i aprobata dla samobójstwa. Choćby oczywisty przykład Podwójnej gwiazdy: gdyby wychowali się po stronie aliantów R. pewnie nie miałby karaluszków, a nawet jakby to M. nie przemilczałby po "męsku" gdy przyjacielowi ulało się szczerości tylko usiadłby z nim do książeczek o WDŻW czy genetyce (jak mnie to nurtuje: że też ten Mimimi nic nie robi! Ani po pierwszych rewelacjach, ani kiedy druga gwiazda mu się chwali, że zrobiła dokładnie to za co niedawno kazał rozstrzelać swoich ludzi, uh). No i większość czarnej strony: jak mogłyby wyglądać relacje Reiniego i Kircheisa, życie wszystko-na-rozkaz-Merkatza (chociaż wydaje mi się że nawet on i jego Bernard troszkę, troszeczkę topnieją w ciepełku aliansowego kumpelstwa), kim by był Oberstein. I na odwrót: jak żyłoby się Yangowi z Niofomunowego obrazka, bo stawiam, że naprawdę smutno.

O 103 odcinku postu dzielnie nie przeczytałam i się nie wypowiem, bo jestem dopiero przy 60 gdzie przyskrzyniają Magika, a jego Latający Cyrk rusza na pomoc. (Plus arty, więc spoilery kto umrze mnie nie ruszają bo się domyśliłam.)
Co do kwestii Kircheisa i Obersteina mam co nieco do dodania:
Po pierwsze dziwne, ze admirałowie nie domyślali się, że gwałtowne usunięcie Kircheisa będzie dla nich bardzo niebezpieczne. Umierający Ansbach rzuca, że "zabrał gówniarzowi drugą połówkę". Skoro nawet wrogowie rozumieli ile dla Reiniego znaczył rudy to dlaczego tym bardziej nie jego poplecznicy? Ciekawe, czy wiedzieli chociażby o tym jak pomógł Tygryskowi* (a stawiałabym, że tak bo dobra duszyczka Kircheis nie zwlekałby z przekazaniem dobrych informacji, przez co towarzystwo łatwo mogłoby się skapnąć czyja to sprawa. No chyba że był dobry tylko dla swojego pana).
Z Barbarossą prawda, i że też pozwolili na zezłomowanie go po zejściu faworyta. Tyle kasy w błoto ale nie, nie będzie latał bo się dowódcy źle kojarzy. Obs musiał nieźle to odchorować. Mogli chociaż przemalować albo przebudować i wprowadzić spowrotem tak żeby się Lohengramm nie kapnął. Chyba, że rzeczywiście to zrobili. I nazwali Perceval Wink W końcu dział techniczny to u nich leżał i drapał się po tyłku.

Po drugie Oberstein
Cytat:
A skąd wiadomo, że Oberstein jest niewinny? Za mało brakowało, żeby Ansbach sprzątnął Reinharda, a Oberstein bez Reinharda miałby wśród admirałów podobne szanse, co ostatnia porcja lodów na przyjęciu urodzinowym pierwszoklasisty. Oberstein dobrze o tym wie. I momentalnie zasłania Reinharda sobą, ryzykując życiem.

To nie był prosty egoizm. Obs był bardzo inteligentnym człowiekiem, więc miał świadomość, że dopóki nie ma się rakiety w brzuchu da się coś wymyślić. Gdyby zginął Reinhard byłby w stanie ugrać cokolwiek, ostatecznie próbować uciec i ukryć się w chaosie jaki by zapanował. Admirałowie go nie cierpieli, ale jeszcze nie do tego stopnia, żeby ubić na miejscu. O ile dbałby o własne życie powinien się odsunąć. Skoro bez zastanowienia zasłonił Reiniego musiał dbać tylko o rewolucję.
I przyznam, że całkiem słusznie napisałaś kiedyś Orszulo, że Obersteina albo się nie cierpi albo uwielbia. Od początku serii go nie lubiłam, ale w scenie omawiania ewentualnego cesarskiego ożenku (w skrócie: „proszę się rozmnożyć. I zabić rodzinę wybranego inkubatora”) pękłam. Oberstein jest rozbrajająco bezwstydny i osłabiająco szczery. Coś jak kot który patrzy ci prosto w oczy kiedy zwala szklankę ze stołu. No normalnie serce na dłoni ma ten człowiek Very Happy. Eee, procesor. W ogóle trudno go oceniać jak człowieka, w kategoriach dobry/zły, (bo to najprawdziwszy potwór) lepiej skuteczny/nieskuteczny. I według tego kryterium jest zajebisty!
Zabawne, że równocześnie niesamowicie zaczął mnie wnerwiać (po 58ep) obiektywnie mniej szkodliwy Oskarek, szuja i kawał matrymonialnego zbója. Ja wiem że trauma, że karaluszki, ale szczerze życzę mu jeszcze wielu randek, byle zakonczonych TAK. Tylko wygląda, cholera, że to go kręci.

Aj, naskrobałam się tyle, że nie zdążyłam na Reinhardowe urodzinki. Wznoszę toast sokiem pomidorowym bo mam pod ręką, żeby mu w końcu choćby i w Valhalli tych płynów nastarczyli, bo bidok wiecznie spragniony.

*a że tak wrócę do starego postu Niofomune na ten temat to sądzę, że wszyscy, jak to genialni stratedzy, wyczaili jedyny w życiu moment kiedy można sobie bezkarnie pogłaskać :3

Edit:
I skoro już crackujemy to szepnę tylko kto Mittermeyerowi wetknął w ręce pierwszą białą chusteczkę, i na kogo kierują się oczy całego kółeczka wokół trup-admirała w oczekiwaniu na werdykt. Cóż się ulęgło za tą czarną firaną wąsów? Laughing #Mimiminiewinnyjaklelyja


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Nie 4:43, 15 Mar 2015, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:17, 15 Mar 2015    Temat postu:

Ha, no właśnie, też mnie zastanawiała kultura, tylko że rozważałam raczej inną jej płaszczyznę - mianowicie dlaczego Imperium tak boleśnie wygląda na wiek XIX plus parę XX-wiecznych udogodnień [a i te - laptopy na przykład - w imperialne zawijaski] plus statki kosmiczne.
I doszłam do wniosku, że w wiek XIX bawi się arystokracja, bo Rudolf im kazał - przedrudolfowski tłum jest ubrany nieco inaczej - a reszta po prostu bierze przykład z góry. Jeśli założyć, że faktycznie opresja opresję poganiała, to przybiera to nieco bardziej złowieszczy odcień. Hmm, osobiście wydaje mi się, że za Friedricha IV mamy pewne rozluźnienie obyczajów - od kilkudziesięciu lat do stopni oficerskich dopuszcza się panów bez przystawki von, Hilda w spodniach nie jest normą, ale i nie sieje zgorszenia, wybrakowany według rudolfowskich praw Oberstein robi karierę - ale wcześniej mogło być faktycznie nieciekawie.

Przepływ informacji mógł być - uciekinierów z Imperium do Aliansu jest jednak sporo i podejrzewam, że ich napływ jest w miarę stały. Ale właśnie - kiedy Poplan i Konev wspominają Obersteina? W którym odcinku? Bo jeśli zbyt wcześnie, to miałoby to sens tylko w przypadku, jeśli ród Obersteinów słynąłby z zimnorybostwa i wszedłby w potoczny język na przykład rosenritterów.

Wizje imperialnych panów w Aliansie i odwrotnie bardzo ciekawe i słuszne - i faktycznie, Merkatz i Bernard troszkę miękną pod wpływem iserlohńskiego ciepełka, patrz: Merkatz-Julian.

I tak, ten Wąs zawsze wydawał mi się podejrzany! Głównie z powodu najazdu na Fahrenheita [jakieś zatargi w przeszłości?], ale teraz widzę, że podświadomie wyczuwałam chusteczkoagenta! Very Happy
A Oberstein faktycznie ma w sobie coś kociego. I to by wyjaśniało jego relację z Bittenfeldem - Bittenfeld ledwie go zobaczy, to syczy i rudy włos mu się jeży na durnej głowie, a Oberstein obchodzi go na sztywnych łapach. #pogłaszczTygryska #niktniegłaszczeObersteina


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Nie 18:26, 15 Mar 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:37, 15 Mar 2015    Temat postu:

A ja myślę, że ten przepływ informacji wziął się [link widoczny dla zalogowanych] (delivered by Ore). Może gazetka była regularnie szmuglowana na drugą stronę granicy, stąd i najświeższe admiralskie ploty rozpowszechniały się po całej galaktyce. (Swoją drogą - właśnie zauważyłam, jak podejrzanie na tym arcie wypada Mecklinger - łypie, jakby coś rzeczywiście było na rzeczy, spiskowiec jeden, pewnie się zastanawia, czy biała kartka też liczy się jako chusteczka).

Co do telewizji, to jest jakiś moment, w którym Yang patrzy jednym okiem na jakiś film/telenowelę, która ogólnie śmierdzi propagandą na kilometr i myślę, że w Imperium mogłoby wyglądać podobnie. Tj. byłyby np. jakieś filmy czy dokumenty, ale kto chciałby to oglądać, to byłby bombardowany stwierdzeniami, że Imperium zajebiste, Kaiser zajebisty, Fredek IV zajebisty, szczyćmy się byciem obywatelami Imperium.

Ewolucja napisał:
Umierający Ansbach rzuca, że "zabrał gówniarzowi drugą połówkę". Skoro nawet wrogowie rozumieli ile dla Reiniego znaczył rudy to dlaczego tym bardziej nie jego poplecznicy? Ciekawe, czy wiedzieli chociażby o tym jak pomógł Tygryskowi* (a stawiałabym, że tak bo dobra duszyczka Kircheis nie zwlekałby z przekazaniem dobrych informacji, przez co towarzystwo łatwo mogłoby się skapnąć czyja to sprawa. No chyba że był dobry tylko dla swojego pana).

Myślę, że zakładali "dobra, dobra, poschizuje trochę, a potem weźmie to na klatę i zacznie dalej rządzić". No i tak w sumie było, więc nie do końca się pomylili. W dodatku wiedzieli o relacji Reiniego z Annerose, więc mogli zakładać, że może siostra każe mu się ogarnąć/pomyzia po blond kudłach i będzie w porządku.

No i wydało się, czemu nie lubię kotów!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 0:12, 16 Mar 2015    Temat postu:

Śliczna gazetka Laughing zwłaszcza Obszt wo wsiem winowat, taki szczerbatek.

Znalazłam rozmowę Poplana i Koneva pod koniec 32 odcinka, czyli nie aż tak wcześnie żeby to było przysłowie.
Co do telewizji którą widział Yang - pamiętam i stąd rozważałam jej istnienie w Imperium. Na pewno telewizja pojawia się raz, gdy admirałowie oglądają przemówienie Reinharda w swoim klubie z orzełkiem. Poza tym nigdy nie jest włączona. Może działa w połączeniu z systemem wideotelefonów i tylko z rzadka rozsyła się do odbiorników komunikaty i odezwy od władz.
A po stronie Aliansu propagandowa telenowela jest omawiana w sposób sugerujący, że to ewenement. No i tam są reklamy, wyobrażacie sobie reklamy w Imperium? To by dopiero był ubaw.

#niktniegłaszczeObersteina? Eeee, jeszcze będę potrzebować rąk, trzeba by jakoś ostrożnie. I tu miałam wstawić gifa z głaskaniem mopem ale przy szukaniu znalazłam coś naprawdę [link widoczny dla zalogowanych] Dalekowie! Że też wcześniej sie nie domyśliłam skąd on pochodzi.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Pon 0:14, 16 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:46, 16 Mar 2015    Temat postu:

Admirał Ewolucja napisał:
Śliczna gazetka Laughing zwłaszcza Obszt wo wsiem winowat, taki szczerbatek.

Szczerbatek-mackatek, słodki, prawdaż?

Admirał Ewolucja napisał:

Znalazłam rozmowę Poplana i Koneva pod koniec 32 odcinka, czyli nie aż tak wcześnie żeby to było przysłowie.

Na tym etapie to już może mieć sens - a i stopnień uświadomienia panów pilotów na temat obersteinowego zimnorybostwa da się wytłumaczyć napływem po-lippstadzkich imigrantów, po drodze miała też miejsce wymiana jeńców [Kircheis był przedstawicielem Imperium], nie licząc już po prostu reputacji i dość charakterystycznej mimiki Obsa.

Admirał Ewolucja napisał:
No i tam są reklamy, wyobrażacie sobie reklamy w Imperium? To by dopiero był ubaw.

Problem w tym, że właśnie zaczynamy sobie wyobrażać. *Ore przegania Tygryska wymachującego triumfalnie damską bielizną ze znaczkiem Triumph pod chwytliwe hasełko Poczuj się jak bogini zwycięstwa*
Poglądowy gifek zacny wielce i wyjaśnia właściwie wszystko. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 4:14, 17 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
mimiki Obsa

przepraszam ,że co Obsa? Laughing Ja naliczyłam tylko dwa stany: "siedzi" i "stoi".
Cytat:
*Ore przegania Tygryska wymachującego triumfalnie damską bielizną ze znaczkiem Triumph pod chwytliwe hasełko Poczuj się jak bogini zwycięstwa*

*Ewolucja uchyla się żeby nie zarobić z powiewających gatek*
Ah, totalnie to widzę, tuż przed Eisenachem reklamującym znikopisy (z podpisem "dogadaj się bez gadania") po Zajączku zachwalającym bezpłatne połączenia do wszystkich sieci, a wszystko zagubione pomiędzy toną spotów Kircheisa i jego marki "Gdybyż tylko..." sygnującej wszystko począwszy od kosmetyków poprzez zestawy pierwszej pomocy aż po pluszowe jednorożce piszczące "Hai, Reinhardo-sama" po naciśnięciu kopytka, wszystko wściekle sparklące i tęczowe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 5:14, 17 Mar 2015    Temat postu:

O przepraszam, czasem jeszcze leży. Minimum dwa razy, a może nawet i trzy.

A Reinhardo-sama reklamowałby proszek do prania. O biel płaszczyków [bo i ma Kaiser płaszczyk na każdą okazję, widziano go w minimum sześciu fasonach] dbać trzeba, tu samo jasne a nadobne liczko ni złote kudełki sprawy nie załatwią.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:12, 17 Mar 2015    Temat postu:

W temacie reklam:
Przyjrzyjmy się [link widoczny dla zalogowanych]
A teraz zastanówmy się nad tym ile i co konkretnie panowie piją. Zerknijcie jeszcze raz na okręty... A teraz na butelki: [link widoczny dla zalogowanych], [link widoczny dla zalogowanych]. Przypadek?

Obiecuję, że kolejny post będzie poważny. Na czaplę przysięgam! Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Wto 20:12, 17 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 23:19, 17 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
Przypadek?
It was planned with some sort of a plan Wink Ale oprócz alkoholu panowie powinni też reklamować porcelanę. Taki Rosenthal na przykład już nieodwołalnie będzie mi się kojarzył z pewnym Prusakiem z karaluchami.
Podobnie na zajęciach mikrobiologii, mam masę niemieckich nazwisk do zapamiętania i boję się, że na najbliższym sprawdzianie wyjadę z podłożem Kircheisa i innymi rewelacjami.
Cytat:
Obiecuję, że kolejny post będzie poważny. Na czaplę przysięgam! Very Happy

A chętnie, chociaż równocześnie pozwolę sobie poodreagowywać - u mnie właśnie trwa żałoba po Buckoku i demokracji. Do tego jeszcze smutna ekipa Yanga oraz rozmowa M. i R. pod Etiudę Rewolucyjną (a w porównaniu ze wspomnianą śmiercią i genezą utworu plany R. wyglądają jeszcze smutniej i bardziej bezsensownie ) i już całkiem zaczynam się rozklejać. Cholera, tak bardzo widać że zaraz wszystko się rypsnie Sad. Aż chciałoby się złapać większość postaci pod pachę i zabrać z tej całej wojny.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Śro 0:28, 18 Mar 2015, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 10:00, 18 Mar 2015    Temat postu:

Ewolucja napisał:
Podobnie na zajęciach mikrobiologii, mam masę niemieckich nazwisk do zapamiętania i boję się, że na najbliższym sprawdzianie wyjadę z podłożem Kircheisa i innymi rewelacjami.

A tam, to norma. Ja już wzbogaciłam anatomię o splot Ansbacha i ciałko Heinessena Razz

A toast za demokrację to rzeczywiście jeden z najbardziej poruszających momentów tego sezonu, nawet pomijając fakt, że spośród całego Aliansu Bucock jest chyba jednym z moich ulubionych bohaterów - głównie ruszyły mnie te migawki z jego życia z żoną na emeryturze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 17:14, 18 Mar 2015    Temat postu:

Moment, kiedy Bucock zbiera się na wojnę, to jeden z najmocniejszych emocjonalnie momentów serii, przynajmniej dla mnie.
Lista wygląda tak:
1. Końcówka buntu Reuenthala - szklanki, sztandar, Mittermeyer stojący tyłem do załogi.
2. Yang w korytarzu i ten cholerny obrazek na koniec.
3. Żona Bucocka i mundur.
Czasem jeszcze wpisuję białe chusteczki Obersteina, chociaż mam wrażenie, że on sam nie za bardzo chciał żyć, Lutza i Fahrenheita. Chyba jestem złym człowiekiem, ale śmierć Kircheisa mnie nie rusza.


Edit:
Kolejna różnica pomiędzy starą a nową wersją - w starej kresce pies Obersteina na widok pana wstaje, macha ogonem i ogólnie się cieszy, w nowej - siedzi.
Nawet pies Obersteina nie lubi Obersteina czy co?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Śro 17:22, 18 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 17:31, 18 Mar 2015    Temat postu:

U mnie właściwie lista byłaby podobna, a twoje dwa pierwsze punkty zdecydowanie bardziej mnie ruszyły niż śmierć Kircha czy odcinek ostatni. No, w odcinku ostatnim zasmuciłam się dopiero przy końcowej scenie z Mimimi - ale to głównie kwestia tego, że po punkcie pierwszym wyczerpały mi się już wszystkie zapasy traumy i nie byłam w stanie przeżywać. Chusteczki Obsa nawet niespecjalnie mnie ruszyły, ale chyba głównie dlatego, że Obs to Obs. #everybodyhatesOberstein

E: Swoją dobrą, tumbel mi podrzucił takiego posta: [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Śro 17:45, 18 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:46, 18 Mar 2015    Temat postu:

Niofomune napisał:
po punkcie pierwszym wyczerpały mi się już wszystkie zapasy traumy i nie byłam w stanie przeżywać.
Czuję, że będę miała tak samo. Już sobie zaplanowałam, że obejrzę ostatni sezon cięgiem w wolny weekend, z wagonem chusteczek żeby odchorować hurtem zamiast się dobijać tygodniami.
Orszula napisał:
Chyba jestem złym człowiekiem, ale śmierć Kircheisa mnie nie rusza.

Mnie też nie rusza i wcale a wcale się nie wstydzę. Dużo bardziej zmartwiłabym się śmiercią choćby Eisenacha; gość dostał jedną scenę na niecałą minutę a już [link widoczny dla zalogowanych] sto razy bardziej od Siegfrieda. Da się? Da się. Więc dlaczego przez cały pierwszy sezon nie znalazło się nawet tyle czasu, żeby zainteresować widza kluczową dla serii postacią? Niekoniecznie fluffny moment ale jakikolwiek gdzie K. nie jest papierowy :/. Może przynajmniej gaideny sensownie rozwijają tą postać?

Niofomune napisał:
#everybodyhatesOberstein

Nieprawda! Nie wiem co jeszcze zdąży nawywijać ale na razie wygląda na to, że to on i Hilda wszystko ogarniają podczas kiedy ekipa Reinharda leci w szkodę jak dziki w kukurydzę.

Tak przy okazji dzików zwróciłam uwagę, że Reini coraz częściej pobłaża Bittenfeldowi i nawet przyjmuje jego propozycje (ale nie te słuszne jak zajęcie Heinessenu. To dopiero była ironia losu!). I o ile brykanie samego Tygryska było zabawne, to kiedy cała armia zaczyna być takimi, hm, romantycznymi wojownikami to zaczyna być naprawdę straszne Sad

Niofomune napisał:
E: Swoją dobrą, tumbel mi podrzucił takiego posta: [link widoczny dla zalogowanych]

Obs słoneczko nasze, promienny jak zwykle.

Cytat:
Edit:
Kolejna różnica pomiędzy starą a nową wersją - w starej kresce pies Obersteina na widok pana wstaje, macha ogonem i ogólnie się cieszy, w nowej - siedzi.
Nawet pies Obersteina nie lubi Obersteina czy co?

Może nie ma siły, skoro chory. Zresztą i tak dobrze się trzyma na samym chudym mięsie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Śro 23:59, 18 Mar 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 0:28, 19 Mar 2015    Temat postu:

Admirał Ewolucja napisał:
Dużo bardziej zmartwiłabym się śmiercią choćby Eisenacha; gość dostał jedną scenę na niecałą minutę a już [link widoczny dla zalogowanych] sto razy bardziej od Siegfrieda. Da się? Da się.

Wielki Eisenachowy spoiler: on się odezwie!!!

Admirał Ewolucja napisał:
Może przynajmniej gaideny sensownie rozwijają tą postać?

Hmm, zależy, jak na to spojrzeć. Zdarza się [w Dishonour], że Kircheis, o zgrozo, działa sam i to z dala od Reinharda, okazuje się też, że ma też rodzinę, ale z drugiej strony człowieka może skręcić od ilości Rajnhardo-sama, jaka pada w gaidenach. I nawet konfrontacja Kircheis/Schenkopp jest meh, bo Kircheis myśli tylko o Reinim, którego, biedaczka, wypuścił spod rudego skrzydełka, jakże sobie pisklaczek złociutki poradzi. Ale ogólnie to tak, Kircheisowi skapnęło trochę osobowości.

Admirał Ewolucja napisał:
Tak przy okazji dzików zwróciłam uwagę, że Reini coraz częściej pobłaża Bittenfeldowi i nawet przyjmuje jego propozycje (ale nie te słuszne jak zajęcie Heinessenu. To dopiero była ironia losu!).

Ruda Kasandra w ogóle czasem mówi z sensem, szkoda, że akurat wtedy, kiedy nikt go nie słucha. Warto zwrócić na to uwagę. A ironia była bardzo ironiczna, bo Fahrenheit zaproponował to, co potem Reini, a Bittenfeld to, co Hilda i oba pomysły zostały przyjęte średnio entuzjastycznie. A pobłażanie Bittenfeldowi... czy to się przypadkiem nie bierze z tego, że Kircheis go bronił i Reini się na tym zaklinował? A tak serio, to akurat Tygrysek ma całkiem niezły przebieg służby - to prawda, że jeśli już nabryka, to mocno, ale ogólnie wychodzi in plus. Przy czym akurat dowódca Czarnych Ułanów myśleć za bardzo nie musi, jeszcze zacząłby się bać. A bać się prawdziwy Czarny Ułan nie może - brodaty i wąsaty sztab Tygryska zaczyna protestować dopiero wtedy, kiedy dostaje rozkaz wymieniać okręty jeden na jeden, a i to nie bardzo. Wszelkie protesty typu: A może nie będziemy dzisiaj heroicznie i idiotycznie umierać wychodzą od Richarda Eugena, którego funkcją w tym latającym cyrku jest myślenie. Zauważmy też, że u Ułanów żadnych nieletnich adiutancików ani samowolnych Bayerleinów nie uświadczysz - pierwszym tutaj nie miejsce, drugich sprawnie wychowują na posłuszne Ułaniątka. Bayerlein za akcję taką jak podczas negocjacji Hilda-Gwiazdeczki zostałby szybciutko zresocjalizowany.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 1:23, 19 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
Wielki Eisenachowy spoiler

... jest podany w Twoich opisach postaci, więc wiem i czekam Smile
Cytat:
Ale ogólnie to tak, Kircheisowi skapnęło trochę osobowości.

Dobrze, już myślałam, że nadzieja tylko w fanfiction.
Cytat:
A pobłażanie Bittenfeldowi... czy to się przypadkiem nie bierze z tego, że Kircheis go bronił i Reini się na tym zaklinował? A tak serio, to akurat Tygrysek ma całkiem niezły przebieg służby - to prawda, że jeśli już nabryka, to mocno, ale ogólnie wychodzi in plus. Przy czym akurat dowódca Czarnych Ułanów myśleć za bardzo nie musi, jeszcze zacząłby się bać.

Albo po prostu na "rude = tuliiiimy!" Laughing

Poza tym na obietnicy podboju galaktyki. Kiedy już spełnił rzeczoną obietnicę boi się bezczynności, do tego ciągle gdzieś jest Yang który upokorzył go pod Vermillionem. Dlatego mógł go skusić punkt widzenia Frycka - chęć chwalebnej walki niezmącona skrupułami - bo apetyt na wojnę ciągle ten sam ale usprawiedliwienie dobrem ludu przestaje wystarczać. Zgoda, Tygrysek nie jest od myślenia i dobrze mu to wychodzi, ale Kaiser już tak. I nie powinni zamieniać się miejscami bo władca nie ma pod opieką tylko bitnych warchlaczków ale i wszystkich którzy nie mogą, nie chcą i nie powinni się bić.
A tymczasem, gdy przybyło mu odpowiedzialności on na przekór zaczął się zachowywać jak byczek z gimnazjum. Oferta poddania się skierowana do Bucocka jest już naprawdę żałosna: "ej, weź powiedz Mittermeyerowi żeby zapytał Bucocka czy się podda".


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Czw 1:35, 19 Mar 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 10:13, 19 Mar 2015    Temat postu:

Ewolucjo, jaki kjutny Attenborough w awku *.*

Eisenacha strasznie lubię, mimo że właściwie ma w całym anime dwa wystąpienia (a przynajmniej nie kojarzę więcej jak minuta przedstawienia go, a potem odezwanie się). Ale i tak jest uroczy.

Dishonour to było to z dziadkiem z truloffem? Bo jeśli to było to, to kojarzę, że te odcinki mi się wyjątkowo nie podobały, Kirch był w nich jakiś taki wyjątkowo nieteges. (No, może to kwestia tego, że w innych skupiałam się na Reinim i jakichś ładnych bitwach, a tutaj był tylko Kircheis).

Swoją drogą, to crossovery LoGH-owo - Silmowskie są bardzo silne. Tak jak Farenheit jest Telerim, tak Tygrysek to wypisz wymaluj Noldo z najbardziej Noldorskiego rodu na mapie, pozostaje tylko ustalić, czy to Nelyafinwe się rozmnożył, czy bliźniacy. Mimimi ze swoim puchactwem i blond włosami pasowałby na rodzinkę Arafinwego, a karaluszki mózgowe Reuenthala ładnie komponują się z karaluszkami mózgowymi Maeglina. :3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 10:43, 19 Mar 2015    Temat postu:

Admirał Niofomune napisał:

Eisenacha strasznie lubię, mimo że właściwie ma w całym anime dwa wystąpienia (a przynajmniej nie kojarzę więcej jak minuta przedstawienia go, a potem odezwanie się). Ale i tak jest uroczy.

Ma jeszcze jedno wystąpienie godne uwagi [oprócz gry w szachy]: rozdziela żrących się Bittenfelda i Wahlena za pomocą szklanki z wodą.

Admirał Niofomune napisał:
Dishonour to było to z dziadkiem z truloffem?

Yep, z dziadkiem Keyserlingiem.

Co do crossoverów, to Wahlen traci łapkę/i zupełnie jak panowie Beren i Maedhros. I, o tak, Reuenthal ma w sobie coś z Maeglina. Very Happy

A Dusty faktycznie wielce kjutny. <3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:11, 19 Mar 2015    Temat postu:

Ano, moim zdaniem w najpłytszej kategorii "fajny ryjek i śmieszne miny" Dusty deklasuje całą obsadę. Przynajmniej w głównej serii, bo napoczęłam "My conquest is the sea of stars" i tam konkurencja bardziej się [link widoczny dla zalogowanych]. Ten [link widoczny dla zalogowanych]!
Dlaczego planeta z filmu przy której walczą nazywa się Legnica? To ma być nawiązanie do bitwy z 1813?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Czw 18:21, 19 Mar 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:59, 19 Mar 2015    Temat postu:

Jaki kjutny Mimimi. To w My conquest było [link widoczny dla zalogowanych]? (Tak mi podpasowało do tego Mimimi z zezem).
A Legnica też zawsze mnie niszczy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 19:19, 19 Mar 2015    Temat postu:

Tak, to dokładnie ten sam moment.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 19:47, 19 Mar 2015    Temat postu:

Właśnie to tło mi wyglądało znajomo Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 1:38, 23 Mar 2015    Temat postu:

Odynie, skończyłam! Dobrze, że pod koniec seria zaczęła trochę przeginać z melodramatyzmem: te burze przy Bardzo Ważnych Rozmowach, umieranie z ostatnimi promieniami słońca, niemowlęta z idealnym wyczuciem dramatyzmu! Ach, gdyby nie to wszystko trudno by było wytrzymać do końca bez porządnej traumy. Chociaż i tak to ostatnia scena Felixa i Wolfganga oparta na tych sztuczkach wgniotła mnie w fotel. Przypomnienie, że takie tragedie będą się ciągle i ciągle powtarzać... brrrr Crying or Very sad

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Pon 5:19, 23 Mar 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 11:12, 23 Mar 2015    Temat postu:

Wiesz, mi melodramat zupełnie nie przeszkadzał w tym, że przełom trzeciego i czwartego sezonu, czyli kolejno śmierć Yanga i Reuenthala straumatyzowały mnie tak dogłębnie, że na ostatnie odcinki (a szczególnie ostatni) po prostu nie starczyło, może poza właśnie ostatnią sceną, o której piszesz. Komuś już na pewno pisałam, ale może nie w tym temacie:
Ogółem dla mnie śmierć Reiniego nie ma ma aż takiej wymowy, bo jemu w końcu udało się osiągnąć co chciał i, jak powiedziała chyba Hilda, on po prostu wykorzystał swoje życie w pełni i w wieku dwudziestu kilku lat zrobił już wszystko, co miał w życiu do zrobienia. Dlatego też Reuenthal i Yang o wiele bardziej mnie ruszają, bo oni właśnie w tym interesie przegrali i NIE zrobili tego, co chcieli. I dlatego ich śmierci są takie zue i zawsze ryczę jak je oglądam, już nawet nie wspominając, jak zareagowałam przy pierwszym oglądaniu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 13:07, 23 Mar 2015    Temat postu:

Yang był najgorszy, bo zginął tak pospolicie i przypadkiem jak prawdziwa osoba a nie postać. Nawet postrzelili go w mało bohaterskie miejsce.
O Reinhardzie myślałam to samo, co ty o Obersteinie: "dobra, ale juz giń, chłopie" i autentycznie się ucieszyłam kiedy w końcu to zrobił. Ostatecznie mimo że uznaję konieczność jego działań, głównie jako podwaliny dla dalszych zmian, to nie cierpię go najbardziej ze wszystkich postaci. A, i to głównie jego obwiniam za to, co się stało z Reuenthalem.
Co do samego Reuenthala to jego śmierć rzeczywiście była okropna ale z drugiej strony widać, że gdyby przeżył rebelię byłby jeszcze żałośniejszy, nawet (zwłaszcza?) jako zwycięzca i w sumie dostał najszczęśliwszy koniec na jaki pozwolił mu rozwój wydarzeń, pomijając spóźnienie jednego knypka. Ale za każdy fanfik uzasadniający rozsądnie, że mógłby szczęśliwie doczekać napisów końcowych będę całować po rękach.
Aha, wykrwawianie się przez kilka dni nie jest możliwe, prawda? I gdzie tam był Yggdrasil o którym wspominała Orszula, coś przegapiłam?
Śmierć Obersteina była nawet zabawna: jakiś kwadrans po jego zejściu wszyscy stwierdzili, "hej, przecież nie będziemy się tym przejmować w nieskończoność, prawda?" Laughing
A swoją drogą, po co Oberstein pytał Dominikę o Elfriede w jednym z ostatnich odcinków? Przecież w tym momencie nie miała już raczej żadnego znaczenia. Dodatkowo narrator podkreśla, że nawet nie zależało mu na odpowiedzi. Chodziło tylko o pokazanie, że Obs wie wszystko? Po co, skoro nie zależało mu na opinii ludzi a Dominika i tak współpracowała?

No i kto by się spodziewał, że z niepozornego Zajączka zrobi się prawie że imperialny Julian (tylko strawniejszy, bo nie "supernajlepszycotonieon ogień krzepnie blask ciemnieje szampan dla wszystkich").


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Pon 13:18, 23 Mar 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 15:07, 23 Mar 2015    Temat postu:

Yggdrasila tam żadnego nie było na całe szczęście, chyba że metaforyczny. Po prostu mi się skojarzyła rurka metalowa plus [link widoczny dla zalogowanych].

Hmm, z pytaniem się o Elfriede... Gdyby brać pod uwagę ludzkie uczucia Obsa, to może w obliczu umierającego Reiniego chciał podświadomie pokazać swoją wszechwiedzę i wszechwładzę? Bo tak na dobrą sprawę był bezsilny?

Ano właśnie: "giń już, chłopie" - śmierć Reinharda także i na mnie nie zrobiła wielkiego wrażenia [chociaż niemowlak z wyczuciem dramatyzmu sytuacyjnego już tak, o, i wizja Mimimi z przewracaniem się na schodkach], może dlatego, że trwała za długo. On się nawet zdążył pożegnać ze wszystkimi razem i każdym z osobna, zostawić synkowi jego własnego Kircheisa [brrrr, ale też na szczęście mini Reuenthal-Mittermeyer zapowiada się być bardziej przyjacielem niż Hai, Alexander-sama] i naprawdę osiągnął już wszystko, co chciał osiągnąć. Wszystkie sprawy uporządkowane, Hilda i Annerose mają siebie nawzajem, więc niby czego tu żałować? Nawet sprawa awansu admirałów nie została zapomniana. Się zastanawiam, czy przypadkiem nie ustalono też szczegółów pogrzebu.

Śmierć Yanga traumuje, bo jest totalnie niespodziewana i taka bezsensowna. Swoją drogą, oglądając ją po raz pierwszy, byłam nieźle zaskoczona, bo wiedziałam, że w tym odcinku stanie się coś złego [ostrzegano mnie długo a namiętnie], ale nie do końca wiedziałam co. Przecież protagonista nie może zginąć na tyle odcinków przed końcem, prawda? Dlatego popieram wszystkie ficzki, w których ten pan przeżywa i dostaje swoje wymarzone szczęśliwe zakończenie.

A Reuenthal... Cóż, on też był pogodzony z losem, ale faktycznie - co innego mu w tej sytuacji zostało? Tylko dwie szklanki. A nawet tego los mu odmówił.

Swoją drogą, mam dziwną wizję Tygryska, który robi swoją zagubioną tygryskową minę, bo jak to, jeśli ktoś miał wykończyć Obsa, to tylko on. Hejciłem go, ale był mój do hejcenia! I kogo teraz będziemy o wszystko winić? Gdyby tylko Oberstein tu był...

Edit:
Uwaga, [link widoczny dla zalogowanych]. To chyba jest moment, który w całej serii rusza mnie najbardziej. I to głównie ze względu na pana M.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pon 15:13, 23 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2118
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 74 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 16:03, 23 Mar 2015    Temat postu:

Ewolucja napisał:
A, i to głównie jego obwiniam za to, co się stało z Reuenthalem.

Dlaczego?
Cytat:
Aha, wykrwawianie się przez kilka dni nie jest możliwe, prawda?

On dostał w tętnicę płucną czy coś mi się znowu merda?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 16:31, 23 Mar 2015    Temat postu:

Ponieważ uważam, ze mimo wszystko nie ruszyłby na wojnę, gdyby nie sądził że tak przysłuży się Reinhardowi - dając mu silnego przeciwnika. Ale chwilowo najbardziej boli mnie gloryfikowanie konfliktów zbrojnych przez bohaterów, więc może na wyrost widzę to jako źródło większości nieszczęść.
I tak, dostał w tętnicę płucną po czym lekarze przymrozili czymś ranę z wierzchu i zabandażowali. Do tego pacjent sporo jeździł i chodził. Jakie by miał rokowania w rzeczywistości?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Pon 16:40, 23 Mar 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 16:39, 23 Mar 2015    Temat postu:

Dostał w tętnicę płucną, ale chyba niespecjalnie mocno - lekarz mu to doraźnie zamroził czy co, ale potrzebna była operacja, tylko że pacjent powiedział nie. I dziewięć dni sobie z tym jeszcze pożył. Tu niech się wypowiadają eksperci.
Jak dla mnie, pytanie brzmi nie czy to jest możliwe, tylko dlaczego nikt go nie zoperował, kiedy stracił przytomność [a tracił]. Albo dlaczego nikt go nie zaatakował białą chusteczką nasączoną eterem. Wink

Edit:
Reinhard akurat też jest ofiarą systemu, a do buntu akurat przyczyniła się kupa luda plus drugie tyle karaluszków. Ale nie można powiedzieć, że Reinhard nie popełnił błędów w tej sytuacji. I już pomijając prowokowanie rywala, co moim zdaniem jeszcze by uszło, bardzo źle rozwiązał sprawę z pierwszym oskarżeniem Reuenthala. Włazić do cudzych łóżek to nieładnie, ale żeby tak publicznie? Naprawdę nie można tego było załatwić po cichu?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pon 16:45, 23 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:02, 23 Mar 2015    Temat postu:

Niespecjalnie mocno aż mu momentalnie płaszcz nasiąknął.
Aż dziewięć dni? Z jakiegoś powodu przyjmowałam, że były maksymalnie trzy ale nie uwzględniłam odległości do Heinessen.
Ratowanie chyba było zbyt rozsądne jak na takie tragiczne wydarzenia, sam mówił - nie tyle umierał co zajmował się umieraniem. Poza tym możliwe że niehonorowo unieszkodliwiony sam by się zabił po odzyskaniu przytomności.
W ogóle jego postać nie sprawia na mnie wrażenia jak pozostałe, że przeżywa swoją historię, tylko że została w nią wtłoczona. Może to przez nawiązania do Tristana, za bardzo przeszkadza mi widoczna inspiracja już istniejącym bohaterem.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Pon 17:16, 23 Mar 2015, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 2 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin