Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Legend of the Galactic Heroes (LoGH)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:23, 23 Mar 2015    Temat postu:

Dziewięć - sprawdziłam daty raz jeszcze, ale i wcześniej mi się zdawało, że dziewięć, stąd to skojarzenie z Odynem. Siódmego grudnia ma miejsce zdrada Grillpalzera, szesnastego Reuenthal umiera. Równocześnie wyjaśniło się też, ile czasu zajmuje podróż z Heinessenu na Fezzan, z tym, że w wykonaniu Mittermeyera, a on, skubany, szybki jest. W drodze na Heinessen - 12 dni, z powrotem - 14.

Admirał Ewolucja napisał:
W ogóle jego postać nie sprawia na mnie wrażenia jak pozostałe, że przeżywa swoją historię, tylko że została w nią wtłoczona.

Nawet Julian zauważa, że Reuenthal urodził się w złej epoce i to jest dość celne spostrzeżenie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pon 17:24, 23 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2118
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 74 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:57, 23 Mar 2015    Temat postu:

Dobra, już doczytałam. Ekspertem od naczyniówki, a tym bardziej urazowej, nie jestem, ale chyba nie napisałam żadnych większych bzdur.

[link widoczny dla zalogowanych] - szanowne panie Admirałki, ten zielony knypek to właśnie pień płucny. Jak widać naczynie nie za długie, wychodzi z prawej komory serca i po chwili rozgałęzia na prawą i lewą tętnicę płucną. Admirał Niofomune jest bardziej na bieżąco z anatomią niż ja, więc pewnie może opisać to dokładniej.

Rysunek poglądowy nr 2 - [link widoczny dla zalogowanych], wiek 33 lata, dotychczas somatycznie zdrowy, w wywiadzie histroniczne zaburzenie osobowości - nieleczone. Penetrująca rana kłuta klatki piersiowej okolicy podobojczykowej lewej.

Dobra, przejdźmy do konkretów. Oficjalnie Reuenthal dostał w truncus pulmonalis albo którąś z arterii. Pień płucny i jego pierwszorzędowe odgałęzienia to duże i ważne naczynia. Co prawda ciśnienie w nich panujące jest niższe niż w aorcie, ale nie zmienia to faktu, że w zasadzie każde ich uszkodzenie będzie pociągało za sobą masakryczny krwotok i wstrząs. Większość osób z takimi obrażeniami ginie na miejscu lub w drodze do szpitala. Znalazłam jedno badanie, w którym opisywano sposób leczenia sześciu pacjentów z ranami pnia, ale w ich przypadkach od momentu urazu do przyjęcia do szpitala minęło max. 26min., a do operacji max. 53min. (więcej nie mogę powiedzieć, bo nie mam dostępu do artykułu). Mam jeszcze opis przypadku, gdzie do szpitala trafił 69-letni mężczyzna postrzelony w klatkę piersiową. W zasadzie nie prezentował cięższych objawów, nawet niespecjalnie krwawił - tymczasem okazało się, że ma rozerwany pień i pocisk tkwiący w jednej z tętnic płucnych. Ponieważ był w zasadzie stabilny hemodynamiczne operowano go dopiero następnego dnia. Przeżył. Wytłumaczenie? Pacjent już wcześniej przebył operację serca ze wszczepieniem by-passów - okazało się, że w tym miejscu wytworzyły się zrosty, które były na tyle rozbudowane, że okleiły rany tętnic, zapobiegając masywnemu krwotokowi. Oczywiście, ewentualna zwłoka z zabiegiem prawdopodobnie skończyła by się tragicznie.

Niestety, prawdopodobnie cały powyższy wywód jest bez sensu. Zobaczmy te dwa obrazy dostarczone przez Admirała Orszulę - [link widoczny dla zalogowanych] i [link widoczny dla zalogowanych]. Serio, Reuenthal? Jeśli ty tam masz pień płucny, to w czasie twojej organogenezy coś poszło cholernie nie tak. W tym miejscu może być co najwyżej lewa tętnica podobojczykowa. Natomiast w żaden sposób nie poprawia to rokowania - natychmiastowa operacja albo zgon na miejscu. Tego nawet nie da się porządnie ucisnąć!


Jeszcze na inny temat.
Cytat:
Ponieważ uważam, ze mimo wszystko nie ruszyłby na wojnę, gdyby nie sądził że tak przysłuży się Reinhardowi - dając mu silnego przeciwnika. Ale chwilowo najbardziej boli mnie gloryfikowanie konfliktów zbrojnych przez bohaterów, więc może na wyrost widzę to jako źródło większości nieszczęść.

Odnośnie tego gloryfikowania konfliktów zbrojnych się zgadzam, też tego nie lubię. Natomiast co do pierwszego zdania - jednak pomijając spisek Terran, nieszczęśliwy zbieg okoliczności i parę innych przyczyn, ruszenie na wojnę było jego samodzielną, świadomą decyzją. Reuenthal miał swoje demony, historia obeszła się z nim niesprawiedliwie, ale proszę, nie róbmy z niego bezwolnej marionetki żyjącej by spełniać życzenia Cesarza. To jednak był dorosły, inteligentny facet, który potrafił przewidzieć konsekwencje swoich wyborów.


Post został pochwalony 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 23:11, 23 Mar 2015    Temat postu:

Piękny post, Admirale-doktorze Galneo! Wniosek z tego taki, że desant może spać na gwoździach i dopiero po dziewięciu dniach połapać się, że właściwie to już nie żyje.

Ha, myślę, że on akurat nie spełniał życzeń cesarza, tylko wyżywał się na świecie i szukał sposobu na wyszukane samobójstwo ze wyjściem na hurra, a prowokacja ze strony Reinharda miała tylko jeden skutek - Reuenthal zaczął myśleć, że w ogóle istnieje możliwość postawienia się, wcześniej takich ambicji nie zauważono. Więc Reinhard co najwyżej podsunął mu pomysł, który zapuścił korzonki i obficie podlewany przez okoliczności w odpowiednim czasie pięknie rozkwitł.
Przecież on nie chciał wygrać, totalnie nie widzę sytuacji, gdzie Reuenthal musi w bitwie zestrzelić Beowulfa, a jeśli już coś takiego by się zdarzyło i Mittermeyerowi coś by się stało, to Oskar pewnie palnąłby sobie w łeb nad dwoma szklankami.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pon 23:12, 23 Mar 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2118
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 74 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 23:27, 23 Mar 2015    Temat postu:

Z tym się akurat zgadzam. Reinhard raczej tylko dolał oliwy do ognia i podejrzewam, że z perspektywy czasu żałował tej rzuconej głupio uwagi. Natomiast nie widzę powodu, dla którego miałby ponosić główną winę za rebelię Reuenthala. Ostatecznie, tak naprawdę, gdyby schował dumę do kieszeni, do ostatniej chwili miał szansę się poddać. Owszem, w jakiś sposób pewnie zostałby ukarany, ale też nie był w sytuacji całkowicie bez wyjścia.

Osobiście uważam, że to, w jaki sposób skończył Reuenthal było ukoronowaniem jego długotrwałych działań i pędu do autodestrukcji. Owszem, zwieńczenie jego wątku było smutne i świetnie rozegrane na emocjach, ale nie widzę powodu, żeby go w jakikolwiek sposób wybielać. Poza tym - czy w czasach pokoju ktoś taki jak on potrafiłby żyć i być szczęśliwy? (Zresztą to pytanie można zadać w kontekście wielu postaci z tej serii.)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 23:43, 23 Mar 2015    Temat postu:

Winnych tam akurat jest więcej i Reinhard tupta na szarym końcu.
Na oko lista dziesięciu winowajców wygląda mniej więcej tak, pozwólcie, że wybielę na wszelki wypadek.
1. Rubinski.
2. Lang.
3. Truniht.
4. Grillpalzer.
5. Reuenthal i karaluszki.
6. Terraiści - knuli na całego, ale akurat mieli nieco inny cel na Urvashi.
7. Oberstein.
8. Mecklinger, który jeszcze może zdążyłby coś naprawić, gdyby próbował.
9. Reinhard.
10. Mittermeyer, który nie rozprawił się z karaluszkami wcześniej.


O, i Kircheis, bo gdyby tylko Kircheis wciąż żył...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Pon 23:44, 23 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 0:06, 24 Mar 2015    Temat postu:

Dziękuję za profesjonalny głos Smile widocznie setki lat hodowli kosmicznych Niemców zrobiły swoje, twarde chłopaki nawet jeśli z bebechami trochę nie na miejscu.

I rzeczywiście, sprawiedliwiej by było powiedzieć że Reinhard był ważniejszym z zewnętrznych czynników niż głównym. Może nawet bardziej przez samo istnienie niż bezpośrednie wyzwanie.
A reakcja na zestrzelenie Beowulfa? Widzieliśmy próbkę w scenie błędnego raportu. No, przynajmniej Reinhard widział i był pod wrażeniem.

Edit: Aaach, taka lista... nie podejmuję się całościowej polemiki, to zasługuje na naprawdę długą rozprawkę ale Truniht wyżej od samego Reuenthala? Czy on zrobił cokolwiek oprócz ukrywania Rubinskiego?

Edit: wybieliłam conieco


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Wto 7:58, 24 Mar 2015, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 0:46, 24 Mar 2015    Temat postu:

Tak, organizował bunty i bunciki, a to żeby Imperium poszło do domu, a to żeby pokazać, że gubernator taki średnio kompetentny jest. Plus prawdopodobnie aktywnie rozsiewał ploty. No i na pewno nie robił niczego z dobrego serca. Bardziej mnie zastanawia, po czorta on potem poszedł pogadać z Reuenthalem? Myślał, że R. umiera i nic mu nie zrobi? Niby umierał, ale umierający ludzie zwykle nie dowodzą flotą i nie łażą po okolicy przez ponad tydzień ani nie siedzą w pełnym mundurze we własnym gabinecie. Chciał się wygadać? Co mogło mu dać pójście do R. poza osobistą satysfakcją? Skórka byłaby może warta wyprawki, ale nie mając do czynienia z gościem, który nie ma absolutnie nic do stracenia, nie lubi ludzi, potrafi zabijać i już wcześniej miał do niego zastrzeżenia.

Edit:
Podejmuję się napisania pościku buntowego, coby polemizować było milej i przyjemniej, ale dopiero jutro.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Wto 0:47, 24 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 7:57, 24 Mar 2015    Temat postu:

Będzie miło skoro mój już się wyczerpał. Poza tym przy okazji posta o skakaniu przez biurko wspominałaś, że masz coś do powiedzenia o Mullerze.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Wto 8:30, 24 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:51, 24 Mar 2015    Temat postu:

Poniższy LoGHopost jest syntezą orszulinych przemyśleń, LoGH-conowej prezentacji z 2012 roku oraz kilku gdzieniegdzie podłapanych sensownych teorii. Ale torpedami proszę strzelać we mnie.
UWAGA, SPOILERY! Nie będę wybielać, bo musiałabym wybielić cały post.

Jeśli chodzi o kwestię buntu pana R., to zauważa się zwykle dwa radykalne i opozycyjne obozy: pierwszy twierdzi, że buntu uniknąć się nie dało, bo Reuenthal Reuenthalem i karaluszki jego, solidnie podkarmione dumą i kompleksami, są głównymi winowajcami całego bałaganu, a sytuacja zewnętrzna to czynnik wtórny. Tutaj można często-gęsto usłyszeć coś w rodzaju: Jeśli R. byłby nieco bardziej normalny i wziął w uzdę swą wybujałą dumę, to żadne intrygi nie miałyby znaczenia, gdyby naprawdę chciał oczyścić swoje imię. Obóz przeciwny uważa natomiast, że pojęcie bunt Reuenthala niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, bo buntu jako takiego ze strony tego pana nie było, była awantura napisana i wyreżyserowana przez panów Rubinskiego i Langa plus Grillpalzer na deser. Sam Oskar wychodzi w tej interpretacji na niewinną ofiarę zaistniałych okoliczności. Mam wrażenie, że pan R. złapałby za blaster, usłyszawszy tę drugą teorię, bo, jak wiemy, dumy mu Bór nie pożałował i prędzej nasz niewinny puszysty kić zgodziłby się być buntownikiem niż, tfu, ofiarą.

Udaną fikoalternatywę, gdzie do buntu nie dochodzi, chociaż niewiele brakuje, widziałam raz [nie licząc wszelakich festowych drabbli z tury Zabij X, uratuj Y]. W rzeczonym ficzku team wsparcia Reuenthala, składający się z jego zastępcy Fahrenheita, kilku admirałów plus drużyny przyjaznych Iserlohńczyków [tam to ma sens!] po prostu nie mówi Reuenthalowi, że Reinhard przysłał na Heinessen wezwanie na Fezzan w celu wyjaśnienia wyreżyserowanego zamachu [tam akurat na Annerose, więc Reinhard od razu dostał małpiego rozumu]. Wszyscy wydają się solidnie spanikowani na myśl, że R. mógłby się dowiedzieć, bo jak dwaj panowie R. się wezmą za dumne i durne łby, to żaden nie ustąpi, a ruinki ktoś potem sprzątać musi, no i szkoda chłopaków. Zbierane są dowody na niewinność generał-gubernatora, kogoś się przyciśnie, kogoś się postraszy, ale tutaj pan R. ma lojalną drużynę, coś, o czym w kanonie mógł tylko pomarzyć. A i tak się kić foszy, kiedy otrzymuje oficjalne i nieoficjalne przeprosiny z Fezzanu, tylko właśnie - za co? Przecież nikt nic mu nie zrobił... Fahrenheiiiiit!


Osobiście uważam, że pojęcie bunt Reuenthala jak najbardziej ma rację bytu, bo Reuenthal faktycznie się zbuntował i sam by temu nie zaprzeczył. Tylko że bunt organizowało kilku ktosiów i na tej liście pana generał-gubernatora nie znajdziecie.

Cofnijmy się jednak w przeszłość. Może jednak aż tak daleką, jak chcieliby zwolennicy karaluszkoteorii, ale jednak dość odległą, bo do 75 odcinka, gdzie po raz pierwszy pada zarzut zdrady stanu. Zarzut bardzo poważny z bardzo, jak się może wydawać, mało poważnego powodu. Tak, to ta znamienita zdrada ojczyzny z kobietą. Rzeczona kobieta ma na imię Elfriede i jest wnuczatą siostrzenicą Lichtenlade. A teraz spójrzmy prawdzie w oczy: Reuenthal się puszcza. Przyjaciele wiedzą, że Reuenthal się puszcza. Kaiser wie, że Reuenthal się puszcza. Niewykluczone, że cała flota wie, że Reuenthal się puszcza i wcale nie zdziwiłoby mnie, gdyby były o tym piosenki. I Reuenthal ma tego świadomość, więc nie może w żaden sposób podejrzewać, że kogokolwiek zainteresuje czy zbulwersuje jego kolejna pasja. Jego samego średnio obchodzi, czyją krewną jest Elfriede, też mi niebezpieczny element, w najgorszym wypadku Oberstein odpuści kąśliwą uwagę. [Swoją drogą, jak wygląda kwestia prawna rodzin zdrajców w Neue Reichu? Coś było o tym w kontekście kuzyna Hildy?] Ze strony Elfriede też zresztą nie oczekuje poważnych problemów – nieważne, jak się poznali, gdyby ona naprawdę chciała go zabić, to miała ku temu tysiąc okazji, żyjąc w jego domu. Zresztą i jej pierwsza próba nie jest jakoś specjalnie imponująca – wysuwano teorię, że Reuenthal po prostu nie wziął tej całej gadaniny o zemście na poważnie, bo jego trzeba mordować bombą albo rusznicą laserową, a nie nożykiem, który z racji umiejętności Elfriede w tym względzie nie jest dla desantowca, który na równych bije się z Chuckiem Norrisem Galaktyki, imć Szczękopem, żadnym zagrożeniem. Nie wyczuwając zagrożenia, pan R. prowadzi z nią rozmowy na drażliwe tematy, patrz odcinek 59, rozmowa o arystokracji i uzurpacji, niby teoretyczna, R. nigdzie nie odnosi jej do siebie, to Elfriede wyciąga takie wnioski, chociaż Reuenthal chyba po prostu chciał skontrastować zgniłą i bezczynną władzę dziedziczną z uzurpatorem Reinhardem, który orze, jak może, żeby się u szczytu utrzymać. Ale już samo to, że Reuenthal, normalnie średnio rozmowny poza podwójnogwiazdeczkową lożą komentatorów, prowadzi z Elfriede długie rozmowy na tematy polityczne, jest wart uwagi. Zupełnie jakby jej nieco… ufał? A może wychodzi z przekonania, że lepsza kobieta, która wcale nie ukrywa, że chciałaby mu wykłuć oczka, niż taka, która zrobiłaby to bezbronnemu, niczego nie podejrzewającemu dziecku, ups, miałam zostawić karaluszki w spokoju, już zostawiam.

I co mamy dalej? Dopóki Reuenthal czuje się bezpieczny, a karaluszki śpią, budzi się Zpizeg, który ma na celu dokopanie Reichowi, a Reuenthalowi tak przy okazji, bo pod nim najłatwiej wykopać dołek. Jak się potem okaże, głównymi zpizgowcami jest Rubinski [który chciałby odzyskać władzę, ale średnio ma możliwość fizycznego wystąpienia przeciwko Imperium, więc na razie skupia się na szerzeniu zniszczenia moralnego] oraz terraiści. Kto był mózgiem inicjatywy, ciężko powiedzieć, jako że w ogóle wzajemne relacje Rubinskiego i Kultu Ziemi są wyjątkowo mętne.

Na biurko ministra wojny Obersteina trafia donos, być może anonimowy, być może powołujący się na plotki szerzone przez Odetza, który jest człowiekiem Rubinskiego. Równocześnie donos trafia także do szefa tajnej policji Langa oraz ministra sprawiedliwości Bruckdorfa. I co robią adresaci? Co zrobi dyszący do Reuenthala nienawiścią Lang, łatwo się domyślić, o Obersteinie wspomnę później, a Bruckdorf, człowiek obiektywny i nieskorumpowany, a przy tym cieszący się zaufaniem Reinharda – który stwierdził, że skoro sam Bruckdorf uważa, że coś nieładnego w sprawie jest, to znaczy, że coś faktycznie może być, bo bez dowodów sprawa by nie ruszyła – zaczyna myśleć. I to Bruckdorf następnie wysuwa przypuszczenie, że coś nie pasuje, bo gdyby Reuenthal faktycznie zamierzał zdradę, to nie popełniłby takiego durnego błędu. Hmm, czy to przypadkiem nie plan, mający na celu podstawienie Reuenthala? Na wniosek Langa Bruckdorf odwiedza Fezzan i zaczyna kopać w reuenthalowskiej pościeli, po czym z nieoczekiwaną łatwością odkrywa, że faktycznie istnieje taka a taka Elfriede i faktycznie śpi z takim a takim admirałem. Elfriede na przesłuchaniu zachowuje się wyjątkowo śmiało, zeznaje, że jest w ciąży i że Reuenthal oświadczył, że chce się piąć wyżej dla dobra tego dziecka. Problem w tym, że R. nie dość, że nic takiego nigdy nie mówił [i by w życiu nie powiedział], to jeszcze nie ma zielonego pojęcia o dziecku. Pytanie brzmi: co to było?

Czyżby Elfriede chciała wykorzystać okazję i zemścić się na Reuenthalu? Ha, tylko że ona naprawdę miała okazję mścić się już wcześniej, poza tym jest osobą impulsywną i poddającą się afektom [z nożykiem na Reuenthala, naprawdę?], nie wygląda też na kogoś skłonnego do długoterminowych intryg. Nieee, Elfriede mogłaby jeszcze raz chwycić za nóż, ale z premedytacją zakopywać R. cudzymi rękami? Nie wydaje mi się. Jej zachowanie na przesłuchaniu bardziej przypomina napad sarkastycznego gniewu [Chcecie? To macie!], ona sama zresztą ma pełne prawo nie być zbyt stabilna – samo zesłanie na rubież by tu wystarczyło. Cokolwiek miała jednak na myśli Elfriede i cokolwiek chciała osiągnąć, jej słowa zostają skrupulatnie zapisane jako koronny dowód zdradzieckich planów Reuenthala.

Do tej pory swoją cegiełkę dołożyli Rubinski, terraiści, Lang i Elfriede, teraz może spójrzmy jednak na samego oskarżonego. Aresztowany przez Mullera Reuenthal prosto w twarz mówi mu, że gdyby oskarżano go o grabież, gwałt albo przyczynienie szkody ludności cywilnej, to poczułby się znieważony. A także, że bycie oskarżonym o próbę przejęcia tronu poprzez bunt/przewrót – to honor dla żołnierza tej burzliwej epoki.
Kto jeszcze w pierwszej chwili pomyślał sobie, że to albo wręcz samobójcza duma, albo, już prędzej, próba robienia dobrej miny do złej gry? Bo sama reakcja jest… nieco dziwna. Tylko że Reuenthal domyśla się, kto rozpoczął dochodzenie [gdyby to był Oberstein, nie Lang, to i reakcja byłaby zapewne inna], jest też na mur-beton pewien własnej lojalności wobec Reinharda. Tak pewien, że na propozycję ze strony Mullera, by osobiście wyjaśnić wszystko Kaiserowi, Reuenthal odpowiada, że usprawiedliwianie się nie wchodzi w jego zamiary. Oraz że gdyby się spotkał, to oczerniający go nie mieliby szans. Czym innym jest uwaga o przejmowaniu tronu, jeśli nie komplementem pod adresem Reinharda? Reuenthal jest zaszczycony, że porównuje się go do jego władcy. A resztą przejmować się nie musi, przecież wie, że jest niewinny i że Reinhard też na pewno o tym wie. Wiara i ta przeklęta duma, która w tej chwili boli na razie wyłącznie jego. No i Mittermeyera, który się o przyjaciela ewidentnie boi i nie założę się, że chodziło wyłącznie o to, co zrobi Reinhard.

Wiara Reuenthala się opłaca – Reinhard nie tylko oddala wszelkie oskarżenia, ale i mianuje generał-gubernatorem, w tamtej chwili de facto wicekrólem i drugim człowiekiem w Rzeszy. *tutaj Rubinski i Lang zgrzytają zębami i rwaliby włosy z głowy, gdyby tylko je mieli*

Czarny Lis Rubinski, jak się w coś wczepi, to już nie puści. Cała afera powiedziała mu nieco o charakterze Reuenthala. I drugi akt zaczął się, kiedy tylko pomyślnie załatwiono [sprawę] Yanga. Na scenę wyszedł kolejny aktor, niejaki Job Trunicht, wyjątkowa swołocz i wyjątkowo oślizgła rybka w demokratycznym stawie. Pierwszym, co zrobił Trunicht, kiedy tylko pojawiła się okazja, było zorganizowanie fali wystąpień, buntów i buncików w Nowych Ziemiach, co miało po raz kolejny pokazać Imperium, że to nie ich kawałek kosmosu, a przy okazji udowodnić Fezzanowi, że Reuenthal jest średnio kompetentny i kontrola wyślizguje mu się z rąk. A Reinhard ma już doświadczenie z gubernatorami na Heinessenie…
Równocześnie rozchodzą się plotki – jak to plotki, szybko przybierające monstrualną postać – że Reuenthal planuje pójść przeciwko Kaiserowi. Pal licho, gdyby pójść zbrojnie, ale fama głosiła, że Reuenthal zamierza podle zamordować Reinharda, jeśli ten przyjmie zaproszenie do obejrzenia nowej prowincji. Z drugiej strony huczy, że generał-gubernator wysłał zaproszenie, ale że Reinhard go nie przyjmie, bo boi się zamachu, a do tego jeszcze zamierza wezwać winowajcę na Fezzan, żeby go dokładnie przesłuchać.
Reuenthal nie dość, że dowiaduje się, że ktoś znowu oczernia jego imię, to jeszcze dostaje o wiele ciekawszą informację, jakoby, posługując się złym stanem zdrowia cesarza, Oberstein [zawsze winny] oraz wiceminister Lang zamierzają rządzić po swojemu, przy tym Oberstein ma się przymierzać do stołka premiera, a Lang – ministra wojny. Przy tym wiceminister Lang ma wyjątkowo zajadle osądzać Reuenthala z powodu osobistej nieprzyjaźni i radzić, by wezwano go na Fezzan celem wyjaśnień, przy tym podnosząc temat planowanego zamachu.

Co na to Reuenthal? Reuenthal nadal nie traktuje Langa poważnie i trzyma się poprzedniej linii obrony – przecież Reinhard nie podda się wpływom kogoś takiego jak Lang, prawda? Tylko że w tym doniesieniu kryje się coś, co faktycznie może zaniepokoić każdego. I niepokoi Reuenthala, który stwierdza, że Lang może działać z poduszczenia kogoś innego… Kogo? Obersteina oczywiście, który już standardowo jest winny wszystkiemu, i którego Reuenthal z kilometra i od samego początku rozpoznaje jako niebezpiecznego gracza. I vice versa, ale to swoją drogą. I tutaj pada wielkopomne zdanie: Jeśli mein Kaiser stał się marionetką w rękach kogoś w rodzaju Obersteina lub Langa, to jest to początek jego upadku.
Zdanie to można interpretować na dwa sposoby: po pierwsze, jeśli Reuenthal jest zwierzem tego typu, który podporządkowuje się tylko silniejszemu, to Reinhard-marionetka w jego oczach traci prawo być Kaiserem. Reuenthal przynajmniej dwukrotnie podkreślał wyższość silnych uzurpatorów nad resztą galaktyki – nie dziwne więc, że można przypuszczać, że w jego zakaraluszonej główce pojawiła się myśl, że może pora samemu stać się tym najsilniejszym, skoro już Reinhardowi nie idzie… Tutaj też ładnie wpasowuje się zdanie wypowiedziane przez Reinharda w odcinku 26, gdzie Lohengramm wprost mówi, że każdy silniejszy ma prawo wyrwać mu władzę, proszę bardzo. To tyle, jeśli chodzi o zdanie zwolenników karaluszkoteorii.

Tylko czy Reuenthal naprawdę jest psem, który słucha się tylko silnego pana, a słabego może pogryźć? Zbyt wiele dumy, zbyt wiele imperialistycznego skrzywienia na punkcie honoru. Reuenthal jak najbardziej mógłby pójść przeciwko Reinhardowi, jeśli ten byłby słaby, ale na Odyna, nie kiedy Lohengramm jest chory! Gdzie tu honor? To raczej idzie tak: Reinhard jest chory i tylko dlatego Oberstein i Lang dorwali się do władzy, która prawnie należy do Kaisera i nikogo innego. Alarm! Reinhard i Imperium mają problemy. Reinharda należy poinformować, co się dzieje albo wręcz ratować. Jeśli już Reinhard stracił zdolność do sprawowania rządów, to lepiej, żeby był pod jego, Reuenthala, opieką, niż w pieczy Obersteina i Langa [Rubinski kryje się za zasłonką].

I wtedy Reuenthal zaprasza Reinharda do Nowych Ziem. Decyzja całkiem rozsądna: można porozmawiać twarzą w twarz i, w zależności od tego czy Reinhard jest niepoinformowany, czy osaczony, podejmować dalsze decyzje [wśród których jako najbardziej radykalna opcja wymieniane jest zatrzymanie Reiniego na Heinessenie]. Reuenthal, co znamienne, nie wątpi w dobrą wolę Kaisera. Car batiuszka dobry, to źli bojarowie Oberstein i Lang go oszukują. Z tym, że Reuenthal nie jest aż tak naiwny – jeśli Kaiser zaproszenia nie przyjmie, to będzie oznaczało, że źle się dzieje i być może Reinhard naprawdę wierzy plotkom.

Reinhard Reuenthalowi wierzy i zaproszenie przyjmuje, chociaż Oberstein próbuje go zatrzymać, powołując się na krążące plotki. Oczywiście nie oskarża Reuenthala wprost, po prostu doradza zwłokę, póki sprawy się nie wyjaśnią. Reinhard w tym momencie udowania, że chory czy nie, ale myśli całkiem zdrowo: stwierdza, że to niemożliwe, by Reuenthal go zabił, nie podejrzewa go o to i się nie boi. I strzela prosto w dziesiątkę, zgadując, że Oberstein nie miałby nic przeciwko, gdyby plotki przyczyniły się do zerwania stosunków pomiędzy panami R. No a poza tym, Obersteinie drogi, says Reinhard, przecież Reuenthal nie knułby po kątach, tylko wydał nam otwartą bitwę.

I wszystko skończyłoby się dobrze, bo zarówno Reinhard, jak i Reuenthal myśleli do tej pory całkiem sprawnie, tylko że tutaj wmieszali się terraiści i Rubinski. Tyle że podejrzany jest Reuenthal, jak zwykle. I Reinhard, duszeczka, cudem uratowany na Urvashi, w pierwszej chwili dalej nie wierzy, że Reuenthal by mógł i dalej upiera się myśleć, może mniej już szlachetnie, ale nadal z żelazną logiką. Bo przecież, jeśli Reuenthal naprawdę by zorganizował zamach, to by mu się udało! I tutaj ma miejsce coś, co determinuje dalsze wydarzenia. Do Kaisera dochodzi wiadomość o śmierci Lutza. Od tej chwili żaden z panów nie cofnie się już o krok.

Kaiser, usłyszawszy o śmierci Lutza, nagle zmienia zdanie i nie chce już niczego słuchać. Reuenthal to zdrajca i musi być ukarany. I prośby Mittermeyera, który gotów jest poświęcić wszystko dla przyjaciela, trafiają na głuchą ścianę. To można zrozumieć, Mittermeyer obiektywny nie jest, ale następny wstawia się za Reuenthalem Muller, który idzie przeciwko własnym interesom [!], byle tylko Reinhard, jeśli już nie wybaczył, to przynajmniej wysłuchał Reuenthala. Reuenthal nie ma zamiaru niczego wyjaśniać, to swoją drogą, ale nawet gdyby miał, to Reinhard i tak by mu na to nie pozwolił.

Reinhard zaskorupił się w swoim kątku, a Reuenthal w swoim zaczyna widzieć wiszące nad nim fatum, bo skoro już się zostało tym pierwszym zdrajcą w historii dynastii Lohengrammów, to się zostało, koniec. Bergengrun jeszcze próbuje przemówić mu do rozsądku, bo skoro się jest niewinnym, to można jeszcze wszystko wyjaśnić i jego cesarska mość… Bergengrun, przestań myśleć. Na myślenie jest już za późno o całego admirała Lutza.
Reuenthal odpowiada, że po pierwsze, nie będzie z tego żadnego pożytku i tu może mieć akurat rację. A potem go ponosi, myślenie off. Bo dlaczego, tokuje Reuenthal, miałby się on, niewinny, usprawiedliwiać i korzyć? Tak na ludzką, nie imperialną logikę, to lepiej się usprawiedliwiać będą niewinnym niż winnym i lepiej usprawiedliwiać niż nie usprawiedliwiać. Ale von przed nazwiskiem zobowiązuje, a Reuenthala boli jeszcze cześć oficera. Wojował dla Kaisera do dzisiejszego dnia tylko to to, by otrzymać w nagrodę coś takiego? Według Reuenthala, jak już być zdrajcą, to żeby przynajmniej za coś, a nie za niewinność. Bergengrun jeszcze się nie poddał i poddaje myśl, że może jednak by się wybrać na Fezzan, bez broni i ze świadkiem?

Ta propozycja również upada. Ale nagle okazuje się, że jakkolwiek zapiekły Reuenthal by nie był w swojej urażonej dumie, nie jest to jedyny powód, który nim kieruje. Na początku oczywiście chlusta uraza: Raz już byłem podejrzany o zdradę. Nie życzę sobie drugiego razu! Ale potem… Reuenthal podejrzewa, że do spotkania z Kaiserem panowie Oberstein i Lang go usuną, bo figuruje na czarnej liście ministra wojny [pewnie zaraz za Czarnymi Ułanami Wink], a on sobie nie życzy umierać w taki sposób. I się nie dziwię, ani oskarżony, ani uniewinniony, zdrajca, ale nie zdrajca. Bo że ktoś by go spróbował usunąć, to akurat rzecz całkiem prawdopodobna, z tym, że raczej na pewno nie Oberstein. Oberstein jeszcze musi żyć z admiralitetem i Mittermeyerem pod bokiem, a i Kaiser mógłby się wściec, widząc nieczystą grę tego rodzaju. Nie, Oberstein ręki by do tego nie przyłożył i postarałby się raczej, żeby nikt nie mógł go o nic oskarżyć. A ktoś by oskarżył na pewno, bo to Oberstein. Potem zasypia rozum, budzi się honor i razem z nim gadka, że przegrać z Yangiem to żadna ujma, ale żeby ktoś w rodzaju Langa miał sadzać Reuenthala na łańcuch? O nie, nigdy!

Tym niemniej droga na Fezzan jest w tym momencie dla Reuenthala zamknięta. Pozostaje jedyny sposób, by oczyścić swoje imię i jednocześnie nie urazić własnej dumy: samemu rozpocząć dochodzenie w sprawie zamachu, znaleźć winnych, zebrać dowody, wysłać na Fezzan ze wstążeczką. Naprawdę zakaraluszony Reuenthal by tego nie zlecał, ale on wciąż próbuje. O to, co nastąpiło dalej, winić go trudno, w myślach nie czytał. Bo na Urvashi leci ambitna żmijka Grillpalzer. Żmijka, którą boli, że tytuł Podwójnej Gwiazdy jest zajęty, możliwość awansu też jest niewielka, bo i tak generał-admirałów plącze się wokół całe stado. A i przełożeni nie doceniają… Cóż więc prostszego, skoro już się i tak planowało sprzedać reuenthalową skórę za pańską łaskę, ukryć, że skóra ta nie ma nic wspólnego z zamachem? Zdarzają się ludzie usprawiedliwiający Ansbacha, Rubinskiego, Langa, ale nie sądzę, by ktokolwiek pałał sympatią do Grillpalzera. Chyba że jednak…?

Tymczasem terraiści się cieszą, bo ich plan rozwalenia Imperium kwitnie sobie w najlepsze. Biskup terraistów zaciera z zadowolenia łapki: dzisiaj Reuenthal, a jutro Reinhard zacznie się zastanawiać, skoro Reuenthal zdradził, to nie czy, ale kto będzie następny.
To, że Reuenthal ze swoim buntem wypełnia plan pięcioletni kliki Rubinski-terraiści, nie może służyć jako zarzut, on, dzięki Grillpalzerowi, nie ma zielonego pojęcia, że takowa prężnie działa i kopie pod nim ogromny dół. Za to doskonale widzi drugą stronę medalu – jeśli terraistów w okolicy nie stwierdzono i on sam nie jest winny, to kto? A kto ponoć kręci się zbyt blisko tronu, kto ma powody, by nie pozwolić mu porozmawiać z Kaiserem, kto ma wobec niego osobiste porachunki i kogo wreszcie Reuenthal się może obawiać? Duet Lang i Oberstein razem spełnia wszystkie te warunki.

Jaki wybór ma Reuenthal? Niewielki, to prawda, ale też wybiera najtragiczniejszą z opcji [dla samego Imperium, nie dla niego osobiście] – zostaje buntownikiem. I to buntownikiem przeciwko Imperium dla dobra tegoż Imperium. I, zauważmy, samego Kaisera. Tak w teorii. Akurat w to, że Reuenthal zaraz po pewnej burzowej majowej nocy był absolutnie wierny Reinhardowi, wierzę bez zastrzeżeń. Ceną wierności pana R. jest życie Mittermeyera, za które, jak podejrzewam, zapłaciłby o wiele więcej. Czy coś się od tego czasu zmieniło?
W liście, który potem stał się oficjalnym początkiem buntu, Reuenthal wprost oskarża Obersteina i Langa o zagarnięcie rządów [i całe zło świata]. Nie ma tam, ani zresztą gdziekolwiek później niczego, co w jakikolwiek sposób podważałoby władzę Reinharda. Toż nawet Tristan nadal bije się pod złotym lwem! Oficerowie Reuenthala także nie idą bić się z Kaiserem, tylko z jego złymi wasalami O. i L. Trunicht miał cholerne szczęście, że mimo braku wątpliwości co do jego winy, Reuenthal nie zdecydował się go skazać. A dlaczego? Bo Trunicht został wyznaczony bezpośrednio przez Kaisera i Reuenthal uważa, że skoro tak, to on sam nie ma władzy, by samowolnie go usunąć. Na dobrą sprawę Trunicht zostaje zastrzelony tylko dlatego, że ośmiela się obrazić majestat.

A teraz moment rozmowy Oskar-Wolf, gdzie Reuenthal bardzo, ekhem, subtelnie, proponuje Mittermeyerowi przyłączenie się do niego: będziemy imperatorami razem, ty pierwszym, ja drugim, nie, lepiej odwrotnie. Serio? Po pierwsze, Reuenthal zna przyjaciela i wie na bank, że Mittermeyer na to nie pójdzie. Przeciwnie wręcz. Po drugie, nie o to w tym buncie chodzi. Próba napuszczenia Mittermeyera na Obersteina byłaby sensowniejsza. Ale jej nie ma. Dlaczego?
Ano dlatego, że Reuenthal zamierza przegrać i nie mógłby znieść, gdyby choćby cień podejrzenia padł na lojalność Mittermeyera. Do tego dochodzi prośba, by zatroszczyć się o Kaisera. Dziwne słowa jak na buntownika…

Teorii, jakoby Reuenthal chciał dać ukochanemu Cysorzowi porządnego wroga, nawet nie rozpatruję. Często jest ona uzasadniania tym oto pięknym zdaniem: Jeśli dla dobra Imperium potrzebna będzie krwawa ofiara, to ja nią zostanę. A co jeśli wcale nie chodziło o dobro Reinharda, tylko właśnie o dobro Imperium? Nie do końca jestem przekonana co do teorii zastępczej, ale na pewno jest o niebo sensowniejsza.
Co czeka galaktykę, kiedy brak silnego wroga? Iserlohn to nie ta skala, piraci na rubieżach też nie bardzo. Przy tym mamy cholernie rozwinięty system militarny, dzięki któremu, jak zaobserwowano na przykładzie Reinharda i jego drużyny, można spokojnie piąć się od samego dołu aż do samej góry, trzeba tylko chcieć. I po złamaniu dominacji arystokracji ta droga jest szeroko otwarta dla każdego ambitnego zdobywcy, co jest ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje zaczynająca się rozwijać i stabilizować galaktyka. Do tego, jak się okazuje przy pierwszym oskarżeniu Reuenthala, cywile boją się skupienia władzy w rękach wojskowych. Nie każdemu pasuje wojskowa junta, co zrobisz i dlatego, przydałoby się ją zmienić w coś niego bardziej bezpiecznego. Pytanie brzmi: jak? Pokojowo? Tak, na przestrzeni kilku pokoleń, coś wybuchnie wcześniej. Ale można i szybciej… Plan jest prosty i skuteczny:

1. Usuwamy z szeregów żywych najbardziej aktywnych i ambitnych ewentualnych zdobywców.
2. Dyskredytujemy armię i dostajemy piękny powód, by rozpocząć reorganizację na ogromną skalę.
3. Pokazać na przykładzie, co czeka takich młodych wannabe-Reuenthali.

Działa! A że akurat Reuenthal doskonale nadaje się na kozła ofiarnego, a i sam nie ma instynktu samozachowawczego… Cóż. I to tłumaczyłoby, dlaczego Trunicht trolluje Reuenthala na punkcie męczeństwa i [nie]dążenia do własnej korzyści.

Zostaje nam jeszcze jedna kwestia. Pan Paul Winny-Wszystkiemu Oberstein. Ale czy winny, no właśnie. Reuenthal niejednokrotnie twierdzi, że Oberstein uzurpuje władzę, że to dzięki niemu Lang otrzymal stanowisko, że manipuluje i pociąga za nitki oraz że pewnego razu, skoro widzi siebie jako wzór wiernego sługi, po prostu usunie resztę wiernych Kaiserowi, a potem zgubi dynastię. Pardon, to ostatnie to zdanie Mittermeyera, Reuenthal dorzuca tylko, że jeśli kiedyś zdania Obersteina i Reinharda mocno się rozejdą, to… Mittermeyer uważa co prawda, że Oberstein jest przynajmniej lepszy od Langa, ale to chyba nie miał być komplement pod adresem pana O.
To słyszymy. Ale jakby tak posłuchać, co mówią o Obersteinie admirałowie, to zaraz się okaże, że przez niego nie pada deszcz, a krowy tracą mleko. Ważne jest, co Oberstein robi [lub nie] w sprawie Reuenthala i dlaczego.
W sprawie Elfridy okazuje się, że minister sprawiedliwości pragnie ukrócić częste w armii Lohengramma dyktatorskie skłonności i zwiększyć władzę swojego ministerstwa nad nią. Całkiem słusznie, junta wojskowa to nie jest rzecz przyjemna, a w perspektywie mamy długie lata pokoju… Oberstein ma podobne zdanie. I ma wszelkie powody, by wykorzystać zarzuty postawione Reuenthalowi do zademonstrowania swojej opinii na temat bezkarnych wojskowych. Cel wybrany kiepsko, ale nie zapominajmy, że Oberstein cierpi na fobię „numeru 2”. I w wyniku pierwszego oskarżenia Reuenthal dostaje krzesło de facto wicekaisera czyli numeru 2 Imperium. A gdyby Reuenthal został numerem 2 dla Kaisera? Drugi Kircheis, przy tym o wiele bardziej agresywny. Źle, źle, bardzo źle. I dlatego też fizyczne usunięcie Reuenthala nie wchodzi w grę – raz to już przerabialiśmy, wiemy, z jakim skutkiem. Trzeba go usunąć w inny sposób. Obwołać zdrajcą na przykład.
Co właściwie widzimy? Lang przychodzi do Obersteina z raportem o aresztowaniu Reuenthala. Oberstein nie przejawia zbytniej radości i ostrzega Langa, że działania wynikające z osobistej nieprzyjaźni to nielojalność wobec Kaisera. No tak, ale Oberstein naprawdę tak myśli i żyje według tego credo. Kiedy Reinhard wybiera się na Heinessen, Oberstein go ostrzega, przy tym jednak nie obwinia bezpośrednio Reuenthala, chociaż aluzje latają w powietrzu. Tym niemniej jego ostrożność można tłumaczyć strachem o Kaisera i Imperium.
Oberstein daje się złapać za rękę tylko w jednym momencie – kiedy dochodzą do niego wiadomości o związku pomiędzy Langiem a Rubinskim. Oberstein nie urodził się dziś, mógł się spokojnie domyślić, że Lang nie oczernia Reuenthala wyłącznie z pobudek osobistych. Gdzie Rubinski, tam spisek. Więc może i cały ten reuenthalowski bałagan ma z nim coś wspólnego? A jednak Oberstein nie bierze tego pod uwagę, totalnie zapomina o Rubinskim, dając temu nie tylko możliwość utopić Reuenthala, ale i zagrozić całemu Imperium.
Można spokojnie założyć, że jeśli byłoby trzeba, to Oberstein dla wyższego celu spokojnie poświęciłby Reuenthala. Ale dobro Imperium? Oj, wychodzi nam jedno z dwóch: albo przewidujący i zimny intrygant Oberstein miał zły dzień i przegapił tak wielkie zagrożenie dla Imperium niechcący… albo Reuenthal i Mittermeyer mają co do niego rację, przynajmniej częściowo. Któż to wie?

Wychodzi nam z tego spisek, kupa błędów, ludzka nienawiść, ambicja, duma i może nawet lojalność. Ciekawe, co by było gdyby…
Gdybać nie będę, drogie Admirałki, gdybanie pozostawiam wam!

Edit:
Zapomniałam o imć Mecklingerze, który, kiedy już dorywa się do dowodów, że terraiści grasowali na Urvashi, zamiast lecieć i próbować ratować cokolwiek/kogokolwiek, czeka. Imperialna dyscyplina, nać. Chociaż nawet jeśli by zdążył, to czy komuś by to jeszcze mogło pomóc...?


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Czw 0:07, 30 Kwi 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:35, 25 Mar 2015    Temat postu:

Ten post jest piękny i niesamowity i pozwól, że niezbyt konstruktywnie zgodzę się ze wszystkim. Z tym, że generalnie jestem zwolennikiem opcji pierwszej, tj. że winne są głównie mózgowe karaluchy Reuenthala, ale tylko pod takim względem, że w tej branży prędzej czy później znalazłby się jakiś inny Lang, który by te karaluszki zaczął szturchać kijem, natomiast w rzeczywistej sytuacji rzeczonemu panu wcale udziału nie odbieram. Natomiast moja pierwsza zLoGH-owana osoba jest wielką fanką Reuenthala i jest z obozu, że "to wszystko źli ludzie, a biedny Reuenthal jest ofiarą".

A Mecklinger to w ogóle podejrzany - najpierw chusteczki podaje, potem ma jakieś spiski Reuenthalowskie, może marzy mu się stołek numeru drugiego?

(Dobra, ten post wychodzi żałośnie krótki w porównaniu, ale po prostu nie mam nic do dodania).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:53, 25 Mar 2015    Temat postu:

Cieszę się, że się podobało. I tak, pewnie znalazłby się jakiś Lang, ale już prędzej po śmierci Kaisera doszłoby do dalszych spięć na linii Reuenthal-Oberstein. Co na pewno nie skończyłoby się dobrze dla nikogo. Hilda ma straszliwe szczęście, że z płaszczyków dostał jej się zamiast całej trójki jeden Mittermeyer.

Admirał Niofomune napisał:
A Mecklinger to w ogóle podejrzany - najpierw chusteczki podaje, potem ma jakieś spiski Reuenthalowskie, może marzy mu się stołek numeru drugiego?


Stołek może nie, ale seria płócien batalistycznych i nie tylko na pewno. A że żywi admirałowie raczej niechętnie odnieśliby się do takiego pomysłu... to żywi admirałowie musieli stać się mniej żywi. Wink

Edit:
"To wszystko źli ludzie, a biedny Reuenthal jest ofiarą" - gdzieś w Valhalli Reuenthal szuka poręcznego kawałka metalu, bo na takie dictum nie pozostaje mu nic innego, tylko autodziabnięcie w pień płucny.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Śro 18:55, 25 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2118
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 74 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 21:34, 25 Mar 2015    Temat postu:

Post będzie znowu mało konstruktywny. Szkoda, że taki dobry post Ore się marnuje, ale nie czuję się dzisiaj na siłach wchodzić w ewentualną dyskusję.

Cytat:
Natomiast moja pierwsza zLoGH-owana osoba jest wielką fanką Reuenthala i jest z obozu, że "to wszystko źli ludzie, a biedny Reuenthal jest ofiarą".

Mnie takie podejście bardzo dziwi, zwłaszcza u kogoś, kto się określa jako fanka. Osobiście uważam, że jest ono bardzo krzywdzące wobec Reuenthala, w pewnym sensie odbierająca mu moc sprawczą. To jednak był bardzo inteligentny facet o silnej osobowości (mimo że skrzywionej) i własnym zdaniu - a jeśli przyjmiemy, że "on był taki biedny, źli ludzie nim manipulowali", to robimy z niego idiotę bez kręgosłupa, który nie potrafi myśleć samodzielnie. No, chyba że ktoś lubi postacie o typie "biednego misia" (ma prawo, nie mówię, że to źle), ale wtedy chyba wybrał sobie nieodpowiedni obiekt westchnień.

Cytat:
"To wszystko źli ludzie, a biedny Reuenthal jest ofiarą" - gdzieś w Valhalli Reuenthal szuka poręcznego kawałka metalu, bo na takie dictum nie pozostaje mu nic innego, tylko autodziabnięcie w pień płucny.

Ja, yhm. Przy jego anatomii prędzej trafi w pień, ale trzewny.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 14:56, 26 Mar 2015    Temat postu:

Wracając do kwestii religii w Reichu, to okazuje się, że ona tam, skubana, jednak jest. Jakaś. Eva Mittermeyer zamierza się modlić, a Wolf podpowiada jej, że jeśli tak, to może niech się pomodli za to, żeby nie trzeba było walczyć. Największą ilością nawiązań do mitologii nordyckiej sypie zaś Tygrysek - czyżby rudolfowska propaganda przyjęła się najmocniej w klasie średniej?
Z drugiej strony Reuenthal jest monoteistą - jego rozważania o stwórcy utrzymane są w liczbie pojedynczej. Ale to Reuenthal.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 18:41, 27 Mar 2015    Temat postu:

Randomowe [rude] myśli Orszuli na temat kanonu:

Rudy Tygrysek przeżuwa mi mózg i zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie twierdzenie, że wszystko uchodzi mu płazem ma sens. Już pomijając pojawiające się gdzieniegdzie jęki, że Bittenfeld na tytuł admiralski sobie nie zasłużył i po co go tam niby trzymają? Za rudość?
Za rudość pewnie też.

Popatrzmy sobie jednak na faktycznie zasługi imć Tygryska jako admirała:

1. Praktycznie sam jeden zdziesiątkował 10. flotę, blokując ich na orbicie - w trakcie próby ucieczki stracili nie tylko połowę statków, ale i swojego dowódcę, wiceadmirała Ulanhu.
2. Amlitzer: rozniósł 8. flotę, po czym podczas kontrataku ze strony 13. poprosił o posiłki, których nie otrzymał. Do tego Reinhard zablokował mu łączność. Fakt, przeciwko Yangowi niewiele zdziałał, a i straty poniósł znaczne, ale nie powiedziałabym, że strategia Ułanów nie zadziałałaby przeciwko innemu aliansowskiemu dowódcy. Wkurz Reinharda chyba nie wynika tylko z tego, co Bittenfeld zrobił, przynajmniej nie tylko, bardziej z tego, że Yang wziął i odleciał w siną dal, a że ktoś go wypuścił...
3. Rentenberg: czarne okręty zabezpieczają desantowi dostęp do twierdzy.
4. Rantemario: przedarł się do Bucocka? Przedarł się. Takiemu Fahrenheitowi się nie udało. Właściwie gdyby nie pojawienie się floty Yanga, to Ułani zakończyliby bitwę.
5. Ragnarok-2: zadowalający występ, dorwał kilka mniejszych oddziałów przeciwnika, zdobył wieści o Merkatzu, pod Mar-Adettą się specjalnie nie wyróżnił.
6. Korytarz Iserlohnu: tutaj błędem było samo rozpoczęcie bitwy [i za to faktycznie należałby się trybunał], potem radził sobie, jak tylko się dało. A że się niespecjalnie dało, to inna sprawa. Ułani zestrzelili Shivę admirała Fishera.
7. Drugie Rantemario: tutaj chociażby za iście epicki wrzask "Stać, będę strzelać" należy mu się plusik. Podziałało.
8. Shiva: naciął się na brandery, ale za to następnie na spółkę z Eisenachem zmiażdżył Merkatza i zablokował resztki sił przeciwnika pomiędzy dwoma flotami.

Ogólny rozrachunek wychodzi raczej na plus.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 0:56, 28 Mar 2015    Temat postu:

Orszula napisał:
Rudy Tygrysek przeżuwa mi mózg i zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie twierdzenie, że wszystko uchodzi mu płazem ma sens. Już pomijając pojawiające się gdzieniegdzie jęki, że Bittenfeld na tytuł admiralski sobie nie zasłużył i po co go tam niby trzymają? Za rudość?

To tylko propaganda zlekceważonych piegusów.
Myślę, że to głównie przez negatywne porównanie z resztą admirałów. Może wydaje się przy nich, jak to ładnie piszą internety, „pants on head retarded” ale przecież to często najwybitniejsze jednostki ostatnich kilkuset lat a nawet między nimi wcale nie radzi sobie źle, choćby Reuenthal przyznaje że potrzebowałby sporo czasu żeby zyskać nad nim przewagę w walce. Owszem, do obsługi Tygryska potrzebna jest specjalna instrukcja BHP, ale zdetonowany w odpowiednim kierunku idzie przez wrogów jak petarda przez masło. Na niższym stanowisku brakowało by mu żołnierzy żeby być tak efektywnym. Zastanawiałabym się tylko nad słusznością nadania mu rangi Fleet Admirała, skoro wiąże się z funkcjami administracyjnymi ale jak już wcześniej wspominałyście w dyskusji, prawdopodobnie to ma być raczej funkcja honorowa.

Orszula napisał:
LoGH-conowej

Są takie rzeczy na świecie? *rozmarza się z lekkim rumieńcem na twarzy*

SPOILERY PONIŻEJ:

Orszula napisał:
Obóz przeciwny uważa natomiast, że pojęcie bunt Reuenthala niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, bo buntu jako takiego ze strony tego pana nie było, była awantura napisana i wyreżyserowana przez panów Rubinskiego i Langa plus Grillpalzer na deser. Sam Oskar wychodzi w tej interpretacji na niewinną ofiarę zaistniałych okoliczności.

Na [link widoczny dla zalogowanych] znalazłam całkiem rozsądną opinię: "I love how intricate and foolproof Rubinsky's plans are: rather than relying on mistakes and missteps from Reinhard and Reuenthal (i.e. two people who don't make many of them), he corrals them into courses of action that are, by Reinhard and Reuenthal's own design, very rational and well thought out. Rubinsky is Lang's puppeteer, but he can't hope to ever pull the strings of the likes of Reinhard and Reuenthal -- so he has to settle for simply writing the script of their own puppet shows." Byłabym skłonna się zgodzić z opinią, że był ofiarą spisku ale tak jak tu opisano - na tyle idealnego, że R. dał się wykorzystać postępując zgodnie z sobą.

Ficzek brzmi całkiem przyjemnie. I dosyć prawdopodobnie o tyle, że trzeba było zorganizować dla jednego kicia całe przedszkole żeby nie brykał chociaż jakoś nie widzę go zdobywającego sobie tyle przywiązania. Domyślam się, że tekst jest po rosyjsku?
Orszula napisał:
Mam wrażenie, że pan R. złapałby za blaster, usłyszawszy tę drugą teorię, bo, jak wiemy, dumy mu Bór nie pożałował i prędzej nasz niewinny puszysty kić zgodziłby się być buntownikiem niż, tfu, ofiarą. 

To brzmi dla mnie jak całkiem dobre podsumowanie tego, co naprawdę zrobił.
Orszula napisał:
 Jego samego średnio obchodzi, czyją krewną jest Elfriede, też mi niebezpieczny element, w najgorszym wypadku Oberstein odpuści kąśliwą uwagę. [Swoją drogą, jak wygląda kwestia prawna rodzin zdrajców w Neue Reichu? Coś było o tym w kontekście kuzyna Hildy?] Ze strony Elfriede też zresztą nie oczekuje poważnych problemów – nieważne, jak się poznali, gdyby ona naprawdę chciała go zabić, to miała ku temu tysiąc okazji, żyjąc w jego domu. Zresztą i jej pierwsza próba nie jest jakoś specjalnie imponująca

Rodzina Lichtenlade'ów nie była oczywiście żadnym zagrożeniem, największym zarzutem z tego co pamiętam było samo przeciwstawienie się rozkazowi cesarza. Może R. przyzwyczaił się, że wszyscy tylko chichrali się z jego... hobby (swoją drogą, żadnych zainteresowań oprócz kobiet, alkoholu i hazardu? Tylko praca? To on chyba z nudów te karaluchy hodował) ale Pan Niesamowity Intelekt mógłby się domyśleć, że jeśli Kaiser kazał się pozbyć rodziny to namnażanie jej w wolnych chwilach jest jednak troszkę nie halo.
W kwestii rodzin zdrajców w Neue Reichu – Hilda i jej ojciec zostali odsunięci od obowiązków i przez krótki czas byli trzymani w areszcie domowym ale prawdopodobnie dlatego że byli podejrzewani o współpracę, w końcu to Hilda wyprosiła wizytę. Rodzina Langa nie miała już ze strony władz żadnych nieprzyjemności (poza zabiciem głowy rodziny, oczywiście) ale byli stygmatyzowani przez społeczeństwo. Największy nacisk był oczywiście kładziony na to, że rodziny zdrajców nie są zabijane jak za poprzedniej dynastii.
Co do ataku Elfriede – mógł być po prostu przyzwyczajony. Dziwne, gdyby to była pierwsza agresywna kobieta którą spotkał, w końcu nie był wybredny (przypominam, że w Odynie nie było ani jednej pokojówki, która by do niego poszła pracować) to i wśród zawiedzionych musiała się trafić niejedna temperamentna.
Zachowania Elfriede kompletnie nie rozumiem, więc nie podejmuję się dyskutować na temat ich relacji.

Przykucam w zachwycie przed wysiłkiem włożonym w Twoje przemyślenia i obiecuję, że jeszcze się do nich odniosę ale do tego celu muszę przeanalizować ponownie kilka odcinków a w najbliższym czasie mam własne wojny do stoczenia Smile.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Sob 1:21, 28 Mar 2015, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 1:37, 28 Mar 2015    Temat postu:

Nadanie Tygryskowi [i reszcie kompanii] płaszczyka jest prawdopodobnie po prostu prezentem pożegnalnym plus metodą upewnienia się, że wszyscy żywi w tym momencie generał-admirałowie będą już do końca kariery równi i żadnemu nie wpadnie do głowy nic głupiego. I podejrzewam, że większa część z nich skończy za biurkami, chociaż akurat nie Bittenfeld - ten raczej pozostanie w czynnej służbie. Po pierwsze dlatego, że gdzie indziej się kić podzieje, a po drugie - on wbrew pozorom mógłby się okazać naprawdę dobrym szkoleniowcem.

Admirał Ewolucja napisał:

Orszula napisał:
LoGH-conowej

Są takie rzeczy na świecie? *rozmarza się z lekkim rumieńcem na twarzy*

Są, a jakże. Tylko jakby bardziej na wschód. Z jakiegoś powodu tradycją LoGH-conów jest bal z tańcami [oraz jakieś przedstawienie]. Cóż, Eterna też ma swój Jesienny Bal, w czym LoGH gorszy, przynajmniej nie wybiera Iserlohńskiego kota, podczas gdy Eternowcom zdarzało się wybieranie szczurzego króla i królowej.

Admirał Ewolucja napisał:

Na [link widoczny dla zalogowanych] znalazłam całkiem rozsądną opinię: "I love how intricate and foolproof Rubinsky's plans are: rather than relying on mistakes and missteps from Reinhard and Reuenthal (i.e. two people who don't make many of them), he corrals them into courses of action that are, by Reinhard and Reuenthal's own design, very rational and well thought out. Rubinsky is Lang's puppeteer, but he can't hope to ever pull the strings of the likes of Reinhard and Reuenthal -- so he has to settle for simply writing the script of their own puppet shows." Byłabym skłonna się zgodzić z opinią, że był ofiarą spisku ale tak jak tu opisano - na tyle idealnego, że dał się wykorzystać postępując zgodnie z sobą.

Faktycznie, opinia bardzo trafna, też jestem skłonna się zgodzić.


Admirał Ewolucja napisał:

Ficzek brzmi całkiem przyjemnie. I dosyć prawdopodobnie o tyle, że trzeba było zorganizować dla jednego kicia całe przedszkole żeby nie brykał ale jakoś nie widzę jak mógłby zdobyć sobie tyle przywiązania.

A po jakiemuś innemu, ech. Ale tam to ma jako-tako sens i mniej więcej się składa w całość. Fahrenheit przeżywa, wyciągnięty z Asgrimma przez Poplana, Yang niby ginie, po czym Frederica oddaje jeńca Reinhardowi, co procentuje nieznacznym ociepleniem stosunków. W międzyczasie okazuje się, że Mittermeyer wyleciał w powietrze, co mocno trzepie po Reuenthalu, który przestaje nawet pić - sam chyba nie potrafi... Dzięki zalążkowi zaufania pomiędzy Hildą i Fredericą następuje wymiana informacji, z której wynika, że za obie śmierci odpowiadają terraiści. Reuenthal składa wniosek o urlop i sam jeden z lekkim bagażem leci się mścić, za nim leci Fahrenheit, który czuje się zobowiązany losowi, za Fahrenheitem Bittenfeld, zaplątał się jeszcze wywiad w osobie Mullera, który nie może przepuścić żadnej awantury, potem panowie trafiają na aliansowców i razem zmagają się z całkiem nieźle logistycznie pomyślaną siatką terraistów. Propagując rudość ducha, ale to tak przy okazji. Poplan, Katerose i Bittenfeld w jednym miejscu to jednak siła. Oczywiście nie może być tak, że puchate kicie Yang i Mittermeyer są ex-kiciami, nienienie. Akcja z niedobuntem ma miejsce już później, w sikłelu. Poza tym przy okazji nibyśmierci Mittermeyera Reuenthalowi trochę się rozjaśniło w zakaraluszonej główce. To, co mi się podoba, to to, że w czasie pokoju panowie admirałowie zaczynają w końcu mieć jakieś zainteresowania. Na przykład Fahrenheit zapisuje się na studia wieczorowe. Na medycynę, a co. Ja się za ten ficzek kiedyś zabiorę wreszcie, obiecuję.
Admirał Ewolucja napisał:

To brzmi dla mnie jak całkiem dobre podsumowanie tego, co naprawdę zrobił.

Zamieńmy blaster na flotę i właściwie to tak.

Dziękuję za przypomnienie, jak to było ze zdrajcami. Pamiętałam tyle, że sam Mittermeyer nie był pewien, jaki właściwie jest status Feliksa i tak mnie to zastanowiło. A żucie postu jest zawsze mile widziane.

Edit:
A moją osobistą reakcję na Elfridę najlepiej wyraża [link widoczny dla zalogowanych].

I drugi edit:
Czy tylko mnie bardziej podobają się staroreichowskie mundury?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Sob 1:52, 28 Mar 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 2:05, 28 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
Pamiętałam tyle, że sam Mittermeyer nie był pewien, jaki właściwie jest status Feliksa i tak mnie to zastanowiło.

Faktycznie, była taka dyskusja z Hildą, według niej Felix nie miał problemów jako nieślubne dziecko zdrajcy. Czyli sprawa nie była oczywista, jakieś konsekwencje dla rodzin nadal mogły być.

Edit: [link widoczny dla zalogowanych] wzór jest moim absolutnym ulubieńcem, srebrne elementy nie są ściśnięte u samej góry więc całość jest bardziej zrównoważona i wygląda zgrabniej niż na pozostałych kurtach (marynarkach?). Wyższe szarże w obu generacjach mają ex aequo drugie miejsce - starsze wyglądają lepiej na szczupłych sylwetkach, nowsze ładnie podkreślają szerokie, zwłaszcza z płaszczykami są miodzio.
Co mi się nie podoba w żadnej generacji to materiał: może to wina stylu w jakim jest narysowane anime, ale wygląda na zdecydowanie zbyt miękki i zbyt opinający ciało. Aksamit, czy co?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Sob 11:47, 28 Mar 2015, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:51, 30 Mar 2015    Temat postu:

Uwaga, kałużyzm.

Czort wie, co to za materiał, mnie się zdaje, że to jakiś w miarę gruby elastyczny syntetyk. Nie gniecie się, trochę rozciąga, może nawet aż za bardzo. Jeśli chodzi o wyższe szarże, to strasznie podobały mi się płaszczyki za Friedricha, te czarne z kolorowym podbiciem i epoletami [w nich też pojawił się nowy Triumwirat na koronacji]. I ten sam płaszczyk w wersji biało-czarnej też prezentował się nieźle. Moim zdaniem nowe płaszczyki może aż za bardzo podkreślają szerokie ramiona - o ile na biszowatym Reinhardzie ten fason wygląda dobrze - kić oczywiście upiera się nosić inny, ech - a i na kompaktowym i krępawym Mittermeyerze ujdzie, to wysocy panowie R. i O. w niektórych kadrach wydają się być szerokości szafy. BTW, strasznie kjutnie [i lekko derpnie] wygląda wersja z odpiętą zasłonką - jest gdzieś scena, gdzie Podwójna Gwiazda siedzi w samych bufkach.
To co pokazałaś to niskie stopnie Starego Imperium, nie? Faktycznie, chyba najładniejsza z opcji. Ale i admiralskie naramiennikokołnierze z tamtego okresu nie były złe, chyba lepsze niż nowa wersja.
Tak czy inaczej mundury z anime są lepsze niż te ze spektakli [szare, paskudne, workowate] oraz z Takarazuki [bo... tak]. Chociaż na przykład [link widoczny dla zalogowanych] młodych Gwiazdeczek ze spektaklu numer 2 są urocze.
Mangowe, o ile dobrze pamiętam, mają gdzieniegdzie złoty szamerunek.
O ile wiem, w powieściach nie ma jednoznacznego opisu imperialnych mundurów, za to wiadomo, że Alians na bank nosi białe spodnie [Eternowcy, ciiiiii!], szaliczki i bereciki.
Gdyby kogoś interesowały płaszczyki Reiniego:
[link widoczny dla zalogowanych], biała wersja [link widoczny dla zalogowanych].
[link widoczny dla zalogowanych] do noszenia w pomieszczeniach. Co ciekawe, Rudolf von Goldenbaum nosił identyczny, tyle że złoty.
[link widoczny dla zalogowanych]. Moim zdaniem ładnie układa się na młodziutkim Reinibiszu, ale raczej nie przydaje mu majestatu. [link widoczny dla zalogowanych].
Następnie następuje epoka kudłowa i już nie jest tak miło.
[link widoczny dla zalogowanych], właściwie podobny do płaszczyka rudolfowskiego plus jeszcze jedna biała chusteczka. Bo dlaczego nie. [link widoczny dla zalogowanych], by otrzymać wersję paradną. Zauważcie, jakie to [link widoczny dla zalogowanych], reszcie płaszczykowców nic się po ziemi nie ciąga.
[link widoczny dla zalogowanych], robi z Reiniego [link widoczny dla zalogowanych]. [link widoczny dla zalogowanych] też się chyba nie podoba.
Aleale, mamy też Reiniego w [link widoczny dla zalogowanych] i muszę przyznać, że [link widoczny dla zalogowanych].


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 1:22, 31 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
To co pokazałaś to niskie stopnie Starego Imperium, nie?

Owszem. Nie potrafię przyporządkować go do konkretnej rangi ale w takim popyla Bernard przez całą serię i Kircheis w My Conquest is the Sea of Stars.

Białe mundury ze spektaklu prezentują się bardzo dobrze i są mocniej inspirowane tymi które noszono w Drugiej Rzeszy niż czarne.
Dziwne, że Reinhard który ograniczał jak mógł pompę wokół siebie tak kombinuje z ubraniem. Ciekawe, czy jest w tym jakiś klucz, zmieniające się fasony mają odzwierciedlać zmiany w jego życiu tak jak pamiętna grzywa instant?
Edit: Czy takie same kolory trzech płaszczyków i flagi republiki Iserlohn to przypadek? Wiem z tvtropes, że błekitny i czerwony to nawiązania do motywu red oni, blue oni ale może jest w tym coś jeszcze.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Wto 9:19, 31 Mar 2015, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:19, 31 Mar 2015    Temat postu:

Flaga Iserlohnu jest niebiesko-biało-czerwona, nie niebiesko-szaro-czerwona. Swoją drogą, jeśli nie liczyć złotego aliansowego czegoś na białym paseczku, to ten zestaw kolorów przywodzi na myśl nieco inną republikę... A tak na poważnie, to po prostu czerwony i niebieski dobrze wyglądają w animacji, bo w tych realiach z niczym się nie zlewają.
A płaszczyki Reini nadawał chyba w zależności od urody nosiciela, bo w poprzednim Triumwiracie szarego płaszczyka nie stwierdzono, za to był fioletowy. Niektórzy mówią, że i admirałowie nie byli wybierani li i jedynie ze względu na swoje umięjętności... Wink
Swoją drogą, "łabędzie szyjki" zdecydowanie lepiej wyglądają na admirałach młodych i smukłych, tymczasem za Friedricha znaczna część admirałów to starsi panowie, nie zawsze reprezentacyjni. Hmm, może stąd reforma umundurowania, że Reinhard, bidaczek, napatrzył się wrażliwymi oczętami na różnych tam Steinhofów.
W ogóle to odnoszę wrażenie, że za reichową modę należy podziękować Rudolfowi - za młodu latał sobie w garniturku z krawatem, potem widzimy go na tronie w czymś ładniutkim białym nibymundurowym, a następnie w czarnej łabędziej szyjce i żółtym płaszczyku [średnio pięknego fasonu]. A garniturki odeszły w niepamięć, opcjonalnie odleciały z Ale Heinessenem.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Wto 20:20, 31 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 21:02, 31 Mar 2015    Temat postu:

Cytat:
Flaga Iserlohnu jest niebiesko-biało-czerwona, nie niebiesko-szaro-czerwona.

Ale ja odrzuciłam właśnie Obersteina, szary jest mało heraldyczny a Reinhard i dwa filary razem we francuskich barwach pasowali mi do napoleońskich nawiązań.
Cytat:
W ogóle to odnoszę wrażenie, że za reichową modę należy podziękować Rudolfowi

Rudolf jest winien wszystkiemu, wiadomo Smile .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 21:13, 31 Mar 2015    Temat postu:

(Nieprawda, wszystko wina Mecklingera).

Wydaje mi się, że w ogóle biały, niebieski i czerwony to bardzo popularne barwy we flagach (dość przejrzeć współczesne państwa), to dobór mnie tak specjalnie nie dziwi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 21:21, 31 Mar 2015    Temat postu:

Admirał Ewolucja napisał:
Cytat:
Flaga Iserlohnu jest niebiesko-biało-czerwona, nie niebiesko-szaro-czerwona.

Ale ja odrzuciłam właśnie Obersteina, szary jest mało heraldyczny a Reinhard i dwa filary razem we francuskich barwach pasowali mi do napoleońskich nawiązań.

A to zwracam honor. I tylko cesarskich pszczółek brak, skoro biel, złoto, czerwień i niebieski już jest. Hmm, Bittenfeld robi za trzmiela? A Oberstein za Berthiera.

Admirał Ewolucja napisał:
Cytat:
W ogóle to odnoszę wrażenie, że za reichową modę należy podziękować Rudolfowi

Rudolf jest winien wszystkiemu, wiadomo Smile .

Hmm, czyżby Rudolf był idolem młodziutkiego Pawełka von Obersteina?

Edit:
Wszystko to wina Wąsa Mecklingera.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Wto 21:22, 31 Mar 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:14, 31 Mar 2015    Temat postu:

Mittermeyer idealnie pasuje na pszczółkę, małe szybkie i kąsate. Tylko ślepym trafem nie dostał takiego przezwiska. Na pewno dostał tylko R. oklepał wystarczająco dużo gęb w intencji pszczółkowego honoru i zmienili na bardziej męskie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2118
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 74 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:20, 31 Mar 2015    Temat postu:

Nie widzę powodu, dla którego nie mógłby oklepywać hipotetycznych gąb i we własnym zakresie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:28, 31 Mar 2015    Temat postu:

W głębokim post-kanonie galaktykę podbiła bajka imperialnej produkcji "Pszczółka Mittermeyer". Terraiści krzyczeli coś o plagiatowaniu staroterrańskich kreskówek, ale kto by się nimi przejmował? Dzięki niech będą Odynowi, że Reuenthal nie dożył, bo po ujrzeniu różnookiego Gucia zbuntowałby się raz jeszcze

Tak patrząc po zadowolonych mordkach we fleszbeku z pierwszego spotkania oraz po totalnym postbójkowym LOLu na środku ulicy, który pokazano nam w oskarowych wizjach, to oni mogli oklepywać gęby całkiem niehipotetycznie i to li i jedynie dla własnej przyjemności. Tak razem, jak i wcześniej osobno - mina ich dowódcy mówi sama za siebie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2118
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 74 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:39, 31 Mar 2015    Temat postu:

No, to i mam na myśli, że mimo wyjątkowo dobrego charakteru jak na te serię, Mittermeyer nie był jakimś delikatnym ukesiem i o swoje zawalczyć potrafiłSmile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 23:03, 31 Mar 2015    Temat postu:

Ba, pewnie leciałby pierwszy, obydwu mocno ciągnęło do sportów kontaktowych. Jeszcze przy Ovlesserze widać ile mieli z tego ubawu, potem dopadł ich marazm kiedy musieli uważać na płaszczyki i udawać dostojne imperialne meblościanki.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 23:10, 31 Mar 2015    Temat postu:

Przy Ovlesserze byli absolutnie uroczy, te gesty i uśmieszki przed akcją, awww. A Mittermeyer zawsze leci najszybciej, dlatego ma takie a nie inne przezwisko. Raz mu się nawet zdarzyło zalecieć za daleko w szeregi przeciwnika i musiał się cofać, biedaczek.
Imperialna meblościanka to piękne określenie. Pewnie dlatego na koronacji panowie są średnio zadowoleni z życia - kazali im się ustawić w szeregu, płaszczyk do płaszczyka, wystawa mebli po prostu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 20:20, 01 Kwi 2015    Temat postu:

A mnie się wydaje, że Mittermeyer by się nie wkurzył za nazwanie go Pszczółką i jak by się przyłączył do mordobicia zaczętego w tej sprawie przez Reuenthala, to tylko w celach rekreacyjnych.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:33, 01 Kwi 2015    Temat postu:

Myślę, że elementowi mordobitemu to by nie robiło różnicy. A jeśli chodzi o obrażanie się, to chyba zależałoby od tego, czy pszczółkowałby członek zgniłej arystokracji, czy normalny ludź. Bo jest pszczółkowanie i pszczółkowanie.

P.S. DomeloNOS na mnie patrzy. Ech, jaka szkoda, że Szczękop może się pochwalić tylko pseudoNOSem. Mogłabym go prawie polubić. Autokorekta poprawia na poślubić, fujbleh.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:43, 01 Kwi 2015    Temat postu:

Ciekawe, co by zrobił, jak Reinhard by go tak nazwał. "Mein Kaiser, Wilk. Wilk nie Pszczółka".

DomeloNos ma patrzać, może uda się jeszcze jakichś niczego niespodziewających się człowieków zLeijiversować. :3 A w Szczękopie jedyną dobrą rzeczą jest posudoNos.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:51, 01 Kwi 2015    Temat postu:

Na Wilka to on nie wygląda. Za to corgi z niego zacny.
Randomowi aliansowcy: Panika, zgroza, śmierć, to sam... Corgi Burzy!
*tu miał być sens, ale nie będzie ze względu na datę*


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:04, 01 Kwi 2015    Temat postu:

Mnie on się bardziej z samojedem kojarzy, gdyby były takie bardziej blond, a nie białe. Ale podobnie puchate i z takim zakręconym, puchatym chwostem.

E: [link widoczny dla zalogowanych] "Reuenthal, daj spokój, siarę przy ludziach robisz".


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Śro 23:07, 01 Kwi 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:11, 05 Kwi 2015    Temat postu:

Nadal offtopicznie i puchato, ale potrzebuję puchatości:

Niofo, Gwiazdeczki jak żywe!
Która z admirałopanien powie mi, ilu i jakich admirałów uczestniczyło w imprezie oraz ile metrów sześciennych szkła musieli wynieść rankiem nieletni adiutanci, jeśli jakiś czas później widziano w okolicy [link widoczny dla zalogowanych]?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:41, 05 Kwi 2015    Temat postu:

Ja obstawiam, że to jest to, co wyszło po skrzyżowaniu potomka Mittermeyera i Reuenthala z potomkiem Farenheita i Bittenfelda (jakby był w kropki, to musiałby się jeszcze zaplątać Oberstein, a przynajmniej jego przynależności).
#złeslasheniszczążycie #whathasbeenseencannotbeunseen #złekomiksytesz

(Też ostatnio potrzebuję ładowanej łopatami puchatości. Taki chyba teraz klimat).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:47, 05 Kwi 2015    Temat postu:

Ja obstawiałam wspólną, khem, naradę strategiczną, w której brali udział Mittermeyer [puchatość], Reuenthal [oczka], Fahrenheit [maść], Bittenfeld [kiciowość] i Mecklinger [imponujące wąsy]. #dobreslaszeteżniszczążycie #nieżebytobyłdobryslesz #mamnadziejężetakiegosleszunima

Zaczęłam się zastanawiać nad Annerose. Z jednej strony rozumiem, że chciała się odciąć od brata, ale na koronacji mogła się pojawić, chociażby po to, żeby powiedzieć: "Bądź szczęśliwy, braciszku". Hmmm.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 19:01, 05 Kwi 2015    Temat postu:

Annerose przecież współpracowała z Hildą w celu przejęcia Imperium, a gdybym wspomagała Reiniego, to jeszcze by biedaczkowi za dużo zajęło zejście samoistne i trzeba byłoby mu pomów. Poza tym widziano ją z całym stosem Białych Chusteczek! Moim zdaniem ona cały czas knuła.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Nie 20:04, 05 Kwi 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:01, 05 Kwi 2015    Temat postu:

Ach, faktycznie! Podejrzewam, że Annerose na dobrowolnym wygnaniu obrębiała białe chusteczki, a potrzeba ich było dużo, żeby starczyło na wszystkich. A na samego Obersteina poszedł cały stos!
Reinhardowi przypadła [link widoczny dla zalogowanych], taka twarda była z niego sztuka! Ale i on [link widoczny dla zalogowanych].

A tak serio-serio, to jednak było lekko perfidne. Całkowicie rozumiem opuszczenie dworu, ale nawet jeśli już nie ze względu na brata, to Annerose mogłaby się pojawić częściowo ze względu na siebie - w końcu bez niej i jej poświęcenia Reinhard byłby nikim. I nie, nie kupuję teorii, jakoby Annerose była niewinną owieczką, którą męczyli przez dekadę, a ona nie miała wyboru. Niewinne owieczki nie utrzymują się przez dziesięć lat na stanowisku cesarskiej faworyty [a konkurencja nie śpi] i nie załatwiają bratu świetlanej kariery, która z kilometra pachnie nepotyzmem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:10, 05 Kwi 2015    Temat postu:

Imo to działało tak, że dla Reiniego nawet sama obecność Annerose miałaby już wymiar spotkania, a przecież miał się z nią spotkać dopiero wtedy, kiedy będzie mu źle w głowę. A więc koronacja była czymś oczywistym, a przynajmniej mniej istotnym od niepisanej umowy między nimi, że do spotkania dojdzie tylko wtedy, kiedy Reinhardowi będzie gorzej - a skoro nie jest mu gorzej, to czemu miałby się z nią spotykać. Czego zresztą, swoją drogą, dość mocno przestrzegał (bo że Annerose przestrzegała, to oczywista, w końcu sama to wymyśliła). Myślę też, że mogła uważać, że jej obecność zachwieje Reinim w takim krytycznym momencie czy coś w ten deseń.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:24, 25 Kwi 2015    Temat postu:

Temat niby nie o tym, ale i tak napiszę, nie powstrzymacie mnie. Wyszedł czwarty odcinek nowego Arslan Senki, w związku z czym Oreo ma już na tyle materiału, by wieczorem usiąść i zacząć oglądać. Trzymajcie kciuki i kursory na czerwonym krzyżyku!

A tak bardziej serio, chcę się przekonać, na jakim poziomie stoi nowa produkcja i jak wróży to nowemu LoGHowi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:46, 25 Kwi 2015    Temat postu:

A jaki jest konkretnie związek między tymi dwiema produkcjami?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:50, 25 Kwi 2015    Temat postu:

Konkretnie to jeszcze nie wiem, ale to Tanaka i to Tanaka, to nowa wersja i to nowa wersja...

Chcę też zobaczyć, co zrobili Narsesowi, bo w mordkę zrobili mu coś złego na bank, pytanie, czy w charakter też.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Sob 15:52, 25 Kwi 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:53, 25 Kwi 2015    Temat postu:

A, czyli ten sam autor. Myślałam, że to samo studio, to by było jeszcze bardziej miarodajne.
Tak btw, zaciekawiła mnie ostatnio sławna tygryskowa bogini zwycięstwa, poszperałam trochę i wyszło mi, że w mitologii nordyckiej tę fuchę miał Tyr albo Odyn. No cóż... Laughing


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewolucja dnia Sob 16:03, 25 Kwi 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2118
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 74 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 22:08, 26 Kwi 2015    Temat postu:

Ewolucjo, jak chcesz kosmosy w ekranizacji innej książki tego autora, to obejrzyj sobie Tytanię. Niestety, trochę zmarnowano potencjał bardzo dobrego materiału wyjściowego, a druga połowa jest miejscami wtf, ale da się obejrzeć.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Galnea dnia Nie 22:09, 26 Kwi 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewolucja
Harry Forrester



Dołączył: 23 Paź 2014
Posty: 132
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 5:58, 27 Kwi 2015    Temat postu:

Z pewnością sprawdzę, chociaż miałam po prostu nadzieję na więcej informacji o nowej wersji LOGHa Confused niestety sprawa jakoś przycichła a widzę po temacie, że mija już rok od zapowiedzi.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ore
Człowiek z Wtyczką



Dołączył: 29 Mar 2012
Posty: 3055
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 17:00, 29 Kwi 2015    Temat postu:

Jeśli komuś z was, drodzy LoGHiści i LoGHistki, zdarzy się moment niepoczytalności i zachce się wam zaciągnąć do kosmicznej armii...
...to baczcie pilnie, by nie była to armia Imperium, nie zważając na miłe oku dowództwo i mundury.

Zanim zostanę za to świętokradcze stwierdzenie zmieciona przez Czarnych Ułanów, postaram się je jako-tako udowodnić. Wink

To, że Alians i Imperium mocno różnią się od siebie społecznie i politycznie, wiemy. Naturalnym jest więc, że i armie ich wykorzystywane są do różnych celów zgodnie z obowiązującą doktryną. Doktryna Reichu to, a jakże by inaczej, atak, a Alians przez całe wieki nadal traktowany jest jak skupisko rebeliantów, które należy rozbić i siłą wcielić do Imperium właściwego, przywracając jedyny właściwy stan rzeczy. Reinhard niewiele tu zmienia – Galaktykę zawojować chciał? Chciał. A że nie do końca z pobudek politycznych… Oprócz tego armia funkcjonuje jako siły wewnętrzne i służy do dławienia buntów oraz prób secesji. Formalnie głównodowodzącym armii jest Kaiser we własnej osobie, Reinhard będzie nim także w praktyce.
Armia Aliansu niespecjalnie przez te wszystkie lata lecipędzi do ataku, natomiast cały czas odpiera ciągłe wypady wroga, co prowadzi do sytuacji, gdzie pod koniec istnienia państwa wydatki na zbrojenia mocno przewyższają normę. Armia ma charakter obronny i służy głównie do obrony, pierwsza prawdziwie ofensywna kampania ma miejsce w 796 i wynika z pobudek politycznych – aliansowi politycy chcieliby przekuć zwycięstwo militarne na zwycięstwo w wyborach. Głównodowodzący armią to oddzielna, niezależna funkcja, jednakże podporządkowana władzy cywilnej, co widać przy kapitulacji.
Różnice w doktrynie wojennej bardzo ładnie pokazuje nam wyposażenie obu państw w broń masowego rażenia. Imperium posiada przynajmniej dwie takie zabawki, Alians może się pochwalić… cóż, jedynie zdobycznym Młotem Thora. Z drugiej strony obronny Pas Artemidy widzimy na Heinessenie [kto wie, może jest ich więcej], w Reichu posiadaczem takowego jest tylko Kastorp, który swój egzemplarz zakupił za pośrednictwem Fezzanu.

W Imperium obowiązuje pobór, przy czym zachowywane jest rozwarstwienie klasowe oraz przywileje arystokracji: plebs na wysokie stanowisko szanse ma niewielkie, dobrze, że w ogóle dopuszczany jest do szlifów oficerskich – zanim Alians nie zrobił im czystki, sprawa wyglądała jeszcze gorzej. Właściwie jedynym pre-Reinhardowskim admirałem bez von przed nazwiskiem jest Mittermeyer, reszta panów zostaje awansowana do tego stopnia już osobiście przez nasze Słońce Reichu ze stopni komodorów i pułkowników [a nawet kapitanów!]. Mamy więc do czynienia z czymś w rodzaju szklanego sufitu. Prawda bowiem jest taka, że młoda kadra z ludu jest w stanie dowodzić flotami nie gorzej, a nawet lepiej niż taki na przykład von Seeckt. Mamy też do czynienia z ogromną różnicą w poziomie przygotowania armii właściwej i kadry oficerskiej – ta pierwsza pozostaje raczej niewyszkoloną masą, a ich specjalizacja cywilna nikogo nie obchodzi. Astrofizyk możę zostać szeregowym mechanikiem albo mięsem armatnim, nie ma też ulg dla studentów [przyjaciel Kircheisa liczy na to, że uda mu się skończyć rozpoczęte studia po powrocie z wojska – być może dotyczy to tylko mało pożądanych przez armię specjalizacji]. Starszych stopniem oficerów, którzy wyszli z szeregów, nie stwierdzono.
Reinhard, który na pół etatu pracuje jako gwiazda przewodnia reformatorów, nie jest jednak cudotwórcą – ma taką armię, jaką dostał i zero możliwości przebudowy tejże w tak krótkim czasie. A i nie próbuje zbyt mocno – reforma od podstaw oznaczałaby zmniejszenie doraźnego potencjału militarnego, a jakby nie patrzeć, mamy wojnę i wojować czymś trzeba. Tym niemniej Reinhard robi co może, awansując utalentowanych lub po prostu kompetentnych ludzi. Dostajemy więc zdolnego Obersteina i Gwiazdeczki [Oberstein bez interwencji Reinharda zgniłby gdzieś na prowincji, Gwiazdeczki wybiły się do pewnego stopnia same], kompetentnego w konkretnej dziedzinie [Atak! Atak! Atak!] Bittenfelda czy też, no dobrze, średniego admirała Stalina. Z tym, że Stalin nie był wcale gorszy od swych goldenbaumowskich poprzedników i mógł być nominacją polityczną. Ci panowie z kolei ciągną za sobą w górę swoich kompetentnych podwładnych. Następuje powolne uzdrowienie armii, tyle że od góry – więcej w danej sytuacji zrobić się nie da.
Aha, ale w Aliansie też mamy pobór, zakrzykniecie! Cóż, bez tego nie da się w danej sytuacji [ciągła wojna, akurat mamy nasilenie działań wojennych] obejść, jednakże są pewne znaczące różnice. Po pierwsze, nie stwierdzono rozwarstwienia klasowego – różnice społecznie nie mają wpływu na sam fakt poboru oraz przebieg służby. Admirałowie z szeregów jak najbardziej występują, jednym z nich jest na przykład sam Bucock, nie posiadający wykształcenia wojskowego. Przydział żołnierzy i młodszych oficerow uzależniony jest od ich specjalizacji cywilnej – widzimy aliansowskiego miczmana, który jak był w cywilu rolnikiem, tak i w wojsku rolnikiem pozostał. Warto zauważyć, że istnieją organizacje, zajmujące się przestępstwami związanymi z poborem. Przywilejów arystokracji nie ma, ale korupcja i wpływy polityczne – jak najbardziej. Przeważnie nadużycia związane są z miejscem odbycia służby – Truniht nasz drogi odbył służbę w wojskach planetarnych, ani razu nie powąchawszy prochu. Jedna z takich organizacji, Komitet Edwards, jest co prawda prześladowana przez bojówki przy współudziale, a przynajmniej zgodzie policji, ale sytuacja ta oceniana jest jako niezgodna z prawem. No a poza tym w Reichu nie stwierdzono żadnych komitetów tego typu, a za próbę agitacji antywojennej można dostać ładny wyrok ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Armia Imperium jest w całości jednopłciowa. Kobiety-szeregowe [w centrach łączności, a i to może być tylko służba pomocnicza] pokazano dwa razy, można też zobaczyć kobiety wśród cywilnego personelu obiektów wojskowych. Hilda i jej oficerski mundur to zjawisko unikalne i to w wyjątkowych okolicznościach.
Alians nie może sobie pozwolić na takie marnowanie kadr, więc kobiety służą na równi z mężczyznami, także w oddziałach bojowych, a dziewczyna z odpowiednim wykształceniem wojskowym nikogo nie dziwi. Czy kobiety podlegają poborowi, nie wiadomo, ale można przypuszczać, że sprawa ma się tak jak w Izraelu – to jest poborowi podlegają, ale istnieje oddzielny system ulg. Nie widać co prawda kobiet-admirałów, podejrzewam też, że i tutaj istnieje szklany sufit, ale bez Frederiki marny byłby los 13. Floty…

Różni się znacząco przygotowanie kadry oficerskiej. Wyspecjalizowanych kierunków w imperialnych akademiach wojskowych nie stwierdzono, właściwy program jest identyczny dla wszystkich. Dostajemy więc stado uniwersalnych oficerów, przydział których do typów wojsk następuje dopiero na służbie. Dochodzi przy tym do kuriozalnych sytuacji – awansujący oficer dowodzi coraz większym oddziałem [desantowcy Reuenthal i Mittermeyer dowodzą flotami, tak samo analityk Mecklinger, a pilot Kempf dostaje fortecę], tak więc, dosłużywszy się do w miarę wysokiego stopnia, biedacy muszą przypominać sobie wszystko, czego nauczyli się w akademii, bo przyjdzie im dowodzić jednocześnie i flotą, i desantem, i wojskami naziemnymi, i myśliwcami, i Bór wi czym jeszcze. Taki system nie jest specjalnie efektywny – taki Reuenthal sobie poradzi, jasne, ale Kempf już średnio i na skutek błędu strategicznego dostaniemy martwego admirała i rozwaloną fortecę.
W Reichu innych opcji nie stwierdzono: ogromna armia przy niewielkiej liczebności kadry oficerskiej i braku możliwości zatykania dziur w tejże kadrami z szeregów. Dlatego też każdy oficer na każdym stanowisku powinien być możliwy do zastąpienia i potrafić zastąpić kolegę. Swoją drogą, Reinhard zdążył odsłużyć swoje w każdym typie wojsk, chyba tylko pilotem nie był, co potwierdza, że jego kariera była sterowana odgórnie przez Kaisera, który chciał dać mu możliwość nabycia jak największego doświadczenia.
W Aliansie ceni się specjalizację. Taki Yang na przykład, który w Imperium za Chiny nie zdałby normy fizycznej, zaczyna studia na kierunku historii wojskowej, a po zamknięciu tegoż przenosi się na strategię. Przy tym normy zdaje na absolutne minimum, które w Reichu by raczej nie przeszło. Specjalizacja towarzyszy oficerowi niezależnie od awansu: Szczękop jak był dowódcą oddziału operacji naziemnych i szturmowych, tak nim pozostaje jako generał, intendent Kasselnu intendentem pozostaje [bo i dowódca floty z niego żaden], pilot Poplan pilotem był, jest i będzie, a z desantem do ataku chodzi nie dlatego, że wynika to z obowiązków służbowych, ale z przyczyn osobistych. Julian podobnie jak Reinhard z niejednego pieca chleb jadł, ale to również nie jest dziełem przypadku – Yang mógł spokojnie przewidzieć, że doświadczenie się chłopakowi przyda.
Ogólnie rzecz biorąc, przeciętny oficer Imperium bije na głowę aliansowskiego, jeśli chodzi o przygotowanie bojowe, ale ustępuje mu jako specjalista.

Liczebność armii wiąże się nie tylko z liczbą ludności, ale też z przygotowaniem żołnierzy i oficerów, z techniką oraz sposobami prowadzenia wojny. Reinhard ma 12 flot po mniej więcej 20 tysięcy statków, wcześniej flot było prawdopodobnie więcej [floty z Lippstadtu i floty terytorialne]. Alians może się pochwalić 12 flotami po 10-12 tysięcy okrętów, flota numer 13 jest mniejsza i zebrana z resztek. Na moment bitwy przy Mar-Adetcie flot zostaje może ze cztery, przy tym składanych do kupy jak trzeba i skąd trzeba. Liczebność wojsk Iserlohnu lepiej przemilczeć. Mniejsza jest też zapewne załoga poszczególnych okrętów – obsługa aliansowskiego sprzętu wydaje się silniej zautomatyzowana.
Pomimo tak wielkiej różnicy Alians broni się jednak X lat całkiem efektywnie i kapituluje nie dlatego, że ostał mu się jeden rozbity okręt [bitwę przy Vermillionie jakby wygrali…], a dlatego, że taki jest rozkaz władzy cywilnej. Republika Iserlohn też sobie całkiem ładnie wojuje, chociaż przewaga w tym wypadku jest wręcz śmieszna. Skąd więc obiektywna sytuacja patowa?
Otóż Imperium walczy głównie liczbą. Nawet Reinhard preferuje ogromne operacje na kilka flot i rezerwę. Alians może sobie pozwolić na walkę umiejętnościami… i na nic więcej. W końcu niekompetentni admirałowie nie dość, że giną sami, to jeszcze w towarzystwie całych flot, a ludzi i tak mało. Stąd też nacisk na rozwiązania techniczne oraz niestandardowe decyzje taktyczne – Yang, Attenborough, spec od precyzyjnego użycia floty Fisher – jak również wykorzystanie informacji [Ashbey] . Bardziej efektywnie? Oczywiście, z tym tylko, że taki sposób prowadzenia wojny wymaga specjalizacji oraz solidnego przygotowania każdego żołnierza, a w Reichu o czymś takim można sobie tylko pomarzyć.
Wspomnijmy jeszcze o przestępstwach wojskowych i wojennych – to nie jest jedno i to samo. Przestępstwo wojenne to na przykład naruszenie zakazu używania broni jądrowej na zamieszkanych planetach, a wojskowe – żołnierze grabiący cywilów na zdobytej planecie.
I tutaj natykamy się na różnicę pojmowania tych pojęć. Yang i Lebello wspominają, że w Aliansie nie przyjęte jest surowe obchodzenie się z jeńcami, a w ich rozmowie o tym, co robić z personelem Iserlohnu nie pada propozycja, by zesłać ich do kopalni uranu [jak to zrobiono w Reichu z Ale Heinessenem i spółką]. Kontradmirał Alarcon trafia pod trybunał za zabójstwa cywilów i jeńców. W Rzeszy tymczasem schwytanych terraistów się torturuje, o ile wojskowa policja ma taką potrzebę. Nie można wykluczyć, że podobnie postępuje się tam z jeńcami, inaczej Szczękop nie martwiłby się tak możliwym przeciekiem informacji. Wiemy też, że w Aliansie nie ma zwyczaju, by wybierać śmierć ponad niewolę, tymczasem oficerowie Imperium często wybierają śmierć swoją lub nawet swojego oddziału drogą ubicia się o ścianę.
Przestępstwa wojskowe ukazują stosunek pomiędzy armią a społeczeństwem cywilnym. Grabież, gwałt, przemoc wobec cywili – wszystko to ma miesce w Reichu, gdzie za naturalne uważa się prawo silnego, ludzie bez von uważani są za drugi sort, a kobieta nie zawsze może bronić swych praw. Gwałt, nawet jeśli formalnie potępiany, jest jednak nieoficjalnie dozwolony w pewnych sytuacjach – Mittermeyer, który zgodnie z regulaminem skazał na śmierć oficera-arystokratę za zabójstwo i gwałt, sam trafia do więzienia. Kiedy Kircheis w gaidenie broni kobiety przed żołnierzami, to dowódca bazy jest raczej zdziwiony i zwala całą odpowiedzialność na Kircheisa i Reinharda.
Tu nie ma co oczekiwać cudów. Reinhard w czasie wojny może zrobić niewiele, jedynie awansować ludzi, którzy będą w stanie kontrolować podwładnych. Podczas zdobywania Fezzanu Mittermeyer każe rozstrzeliwać szabrowników i gwałcicieli – ale to Mittermeyer, bo oficerowie na całkiem wysokich stanowiskach są tym zdziwieni: sądzą widać, że kara powinna być łagodniejsza, a jej surowość pewnie wynika z osobistej historii Mittermeyera. Ba, dowódca oddziału, gdzie służyli przestępcy, prosi o złagodzenie wyroku!
Zauważmy, że podczas wtargnięcia Aliansu na terytorium Reichu takich incydentów nie widać, a wojskowym zdarza się pomagać miejscowej ludności, zgodnie z hasłami uwolnienia ludzi od tyranii Reichu. Późniejsze rekwizycje wynikają z półlegalnego rozkazu i są prędzej przestępstwem wojennym niż wojskowym. Przemoc i gwałt w Aliansie potępiane są surowo: za chamstwo w stosunku do kelnerki winny dostaje się pod rękę Szczękopa i nikt nie uważa, że ten ostatni zrobił coś wychodzącego poza normę. Korupcja i złodziejstwo ma miejsce wszędzie, takie jest życie, natomiast pod koniec reżimu Goldenbaumów w armii pojawia się handel narkotykami.
Jest jedno tylko przestępstwo niemożliwe w Starym Reichu [w nowym już jak najbardziej], natomiast w Aliansie stanowiące realne zagrożenie – mianowicie junta wojskowa. Armia Starego Reichu pozostaje instrumentem politycznym, lecz nie napędza polityki sama w sobie [przy tym jak długo oprócz przestępcy politycznego pod stalową rękę sprawiedliwości popada cała rodzina, nie ma chętnych, by tak ryzykować]. Tymczasem w demokratycznym Aliansie armia lezie do polityki sama. Głosować jej wolno, nie wolno co prawda wystawiać kandydatów na stanowiska cywilne, ale to nie wyklucza możliwości puczu przy danym stopniu bałaganu politycznego. Juntę Greenhilla popchnęły do działania długie ręce Reinharda i Obersteina, ale gdyby zagrożenie samo w sobie nie istniało, to panowie nie uciekaliby się do takich sposobów.

Na koniec wspomnijmy jeszcze o tym, o czym wszyscy lubimy słuchać, to jest o mundurach. Nikt nie zaprzeczy chyba, że umundurowanie Reichu jest śliczne, uroczyste, cudne, mimimi [tu wstaw jeszcze kilka epitetów], a wersja paradna w ogóle wydaje się stworzona bardziej do portretowania niż do noszenia. Mundury Aliansu tymczasem zdają się być całkiem… wygodne, przy tym szyte tak, by stanowić przeciwieństwo imperialnych odpowiedników. Zamiast czarnych spodni – białe, zamiast gołych głów i furażek [Kesslerrrrrr…] kjutne bereciki, zamiast fikuśnych srebrnych szujstw na pół munduru maleńkie naszywki na kołnierzu. A krawat, którego i tak nie widać poza sceną, gdy Yang zbiera się do wyjścia… cóż, to chyba już czysta przekora. W Reichu bowiem, jak wiadomo, krawatów od czasu młodości Rudolfa nikt nie nosi. Wniosek z tego taki, że jeśli już coś nosić, to białe spodnie i berecik, a reichowskie mundury lepiej oglądać na postawnych spejsPrusakach. Wink


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ore dnia Śro 18:00, 29 Kwi 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:11, 30 Kwi 2015    Temat postu:

Jakby komuś sie nudziło, to opracowałam 30 day LoGH challenge, a potem wślurpnęłam do współpracy Ore. Ostatnio tumbelek podrzucił mi Leijiverse challenge, to stwierdziłam, że LoGH nie może być gorszy.
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2118
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 74 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:17, 30 Kwi 2015    Temat postu:

Czy trzeba to wypełniać jedno dziennie, czy można partiami lub za jednym zamachem wszystko?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:20, 30 Kwi 2015    Temat postu:

Jak tam chcesz. Kiedyś wypełniałam po 6 w 5 turach za poprzednim podejściem. No i ogółem to raczej takie for fun, możesz nawet powypełniać pięć na krzyż, które ci się akurat spodobały Razz

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Niofomune dnia Czw 16:21, 30 Kwi 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Polecanki filmowo-książkowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 3 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin