Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Uroki macierzyństwa
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Gryfon na wierzchu



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2408
Przeczytał: 73 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 13:52, 02 Wrz 2017    Temat postu:

Cytat:
Już nie wspominając o wszystkich płonących konarach, "byłeś wspaniały", "dokuczają ci upławy, pieczenie i swędzenie?" :/

Przypomniałaś mi o czymś tymi konarami, idę wrzucać w wątek o złych reklamach! Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deneve
Przedłużenie łopaty



Dołączył: 28 Cze 2012
Posty: 2983
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Sob 21:39, 02 Wrz 2017    Temat postu:

By staruszki miały pełne brzuszki!

A odnośnie tego Apetizera dla dzieci - nigdy nie rozumiałam tuczenia dzieci jak świniaków. Zgłodnieje, to przyjdzie zjeść. Albo niech zje mniej, jeśli nie chce więcej*. Nie ma co zmuszać, albo ładować na siłę, bo potem rosną takie tuczniki i to tylko z winy rodziców**. A samo wspomnienie gadaniny KOTLECIKA ZJEDZ, ZIEMNIOCZKI ZOSTAW sprawia, że mi wczorajszy obiad podjeżdża.

*Sama mam czasem takie dni, że zjem pół ziemniaka i kawałek mięsa, a kolejnego dnia żrę jak w transie. Wszystko zależy od tego, jaki się ma metabolizm, plus czy się siedzi danego dnia na tyłku czy nie. Na wykopach w ogóle miałam dwa żołądki i połowę pensji przejadłam, bo po w trakcie ciężkiej fizycznej pracy jadłam dwa śniadania, spory obiad, kolację i jeszcze musiałam między nimi dojadać, bo mi było mało. :v I absolutnie wszystko przerobiło się w mięśnie. Ale znowu jakbym tak w czasie mojego kanapowego trybu życia jadła, to pewnie dziś wymieniałabym pół garderoby.

**W ogóle mam takich znajomych, co mają dziecko, które ciągle chciało jeść słodycze i odmawiało jedzenia faktycznych obiadów. Rodzice, sterroryzowani (dali się po prostu, zero dialogu z dzieckiem, jak rzucała się na ziemię, krzyczała, wyła i kopała, to dawali słodycze, fast foody i inne zachcianki dla świętego spokoju) przez dziecko, pozwalali. No i generalnie dziewczyna jak zje dwie łyżki zupy, to jest wyczyn. Ma teraz 12 lat, resztę zapycha czipsami, żelkami, lizakami. Od biedy zje frytki, ale muszą być tłuste, broń boru z piekarnika. Jak zje za dużo normalnego jedzenia, to wymiotuje. Nie wiem, czy się zmusza, czy nie, no ale wymiotuje. Z herbat pije tylko ten taki herbaciany napój w granulkach (który sam w sobie składa się chyba w 90% z cukru) i słodzi to trzema łyżeczkami. O dziwo jest bardzo szczupła. Nie wiem, czy to wina wymiotów, czy może ćwiczy, czy ma taki metabolizm, tasiemca, czy jak to wygląda. Kuriozum w każdym razie, a rodzice głupi bezgranicznie. :v


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Gryfon na wierzchu



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2408
Przeczytał: 73 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 22:06, 02 Wrz 2017    Temat postu:

Moja rodzina też nigdy nie uznawała tuczenia i wmuszania, ale też specjalnie się nie musiała starać, bo mamusine geny załatwiły mi błyskawiczny metabolizm, więc praktycznie od chwili narodzin darłam się o WIĘCEJ. Podobno nawet, niesieni radą jakiejś pani położnej, próbowali mnie przetrzymać, ale po kilku nocach skapitulowali i ojciec po mleko w proszku leciał jak na skrzydłach. Twisted Evil Tak więc jestem mm i cc, koszmar mamuś na forach normalnie. I tak mi się kontynuował ten dziarski apetyt dopóki nie poszłam do przedszkola, które było burdelem na kółkach, a nie placówką opiekuńczą. Tam, wedle panującej wtedy ideologii tuczniczej, wmusili we mnie zupkę, ale zupka znalazła błyskawiczną drogę odwrotu, i się skończyła chęć próbowania nowych rzeczy. =.= Wstręt do wszystkiego, co nie było przygotowane w domu przeszedł mi dopiero w gimnazjum, kiedy sama zaczęłam gotować.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Sob 22:07, 02 Wrz 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
retsma
Całuśny Christoph z Brzytwą



Dołączył: 06 Gru 2015
Posty: 1105
Przeczytał: 146 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Żory

PostWysłany: Nie 10:05, 03 Wrz 2017    Temat postu:

Chyba każdy ma w swoim otoczeniu jakieś dziwne metody na karmienie dzieci. Bratowa mojego szwagra, odkąd jej córka weszła w etap chodzący, na wszelkie rodzinne spędy przychodziła zawsze z jakimś jedzeniem w ręce, kawałkiem bułki, bananem czy parówką. I dosłownie chodziła za tą biedną małą i tylko czekała na przełknięcie, żeby wpakować jej następny kawałek. Dlaczego? Bo ona nic nie je. No, ja też nie chciałabym potem zjeść na przykład obiadu, gdyby ktoś za mną łaził non stop i we mnie wpychał.
A moja mama z podejściem "zgłodnieje to przyjdzie" wychowała jakoś czwórkę normalnie wyglądających ludzi, którzy nie mają żadnych problemów z jedzeniem, czy to czysto zdrowotnych czy jakichś zakodowanych w psychice.
Ludzie chyba myślą, że takie dziecko nie potrafi zakomunikować głodu albo w ferworze zabawy/poznawania świata go nie zauważy, a skoro jest takie małe to przejście między fazą "głód", a "śmierć z głodu" trwa ułamek sekundy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5797
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Nie 15:32, 03 Wrz 2017    Temat postu:

Moim zdaniem te wszystkie środki na apetyt powinny być na receptę - bo fakt, są dzieciaki, które chorobliwie nie chcą jeść, ale nie sądzę, żeby było ich więcej niż tych, które po prostu mają przeczulonych rodziców.

A przypadek opisany przez retsmę to świetny sposób na wpędzenie dzieciaka w nerwicę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3513
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 15:58, 03 Wrz 2017    Temat postu:

Zgadzam się. Ale to nie nowość- w latach '90 moja lekarka z podejściem, że zdrowy dzieciak z głodu nie umrze przy pełnym stole byłą wrogiem nr 1 frontu babć.

Mam wrażenie, że te wszystkie chorobliwe lęki o ilość zjadanego pokarmu to dalekie echa czasów do lat '50, kiedy jedzenia wiecznie było mało (ilościowo i jakościowo- na wielu wsiach jajka i mleko szły na sprzedaż, więc ludzie jedli non-stop zboża- jak były), więc dziecko, które w stanie fizycznego niedoboru jedzenia jeść nie chciało musiało być chore. Czasy się zmieniły, ale mentalność pozostała.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Gryfon na wierzchu



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2408
Przeczytał: 73 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:04, 03 Wrz 2017    Temat postu:

Eire napisał:

Mam wrażenie, że te wszystkie chorobliwe lęki o ilość zjadanego pokarmu to dalekie echa czasów do lat '50, kiedy jedzenia wiecznie było mało (ilościowo i jakościowo- na wielu wsiach jajka i mleko szły na sprzedaż, więc ludzie jedli non-stop zboża- jak były), więc dziecko, które w stanie fizycznego niedoboru jedzenia jeść nie chciało musiało być chore. Czasy się zmieniły, ale mentalność pozostała.

Pewnie też, ale wydaje mi się, że teraz to bardziej pokłosie myślenia, że skoro dzieciak się nie umie sobie sam zrobić kanapki, czy założyć bluzy, to oznacza to też, że sam nie wie, czy mu nie za zimno, nie jest głodny, nie chce siku, itd. I zamiast najzwyczajniej na świecie zapytać dziecko w stylu "chcesz zjeść jabłko?", "może zrobimy kanapki?" itp. to latają za nim, wciskając mu w paszczę pożywienie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Shiren
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 26 Sty 2015
Posty: 1841
Przeczytał: 56 tematów

Pomógł: 44 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 10:03, 04 Wrz 2017    Temat postu:

U mnie w domu jest powtarzana taka mądrość "rodzic wybiera, co dziecko zje, a dziecko wybiera, ile zje" i się sprawdza. O dziwo i nie zapeszając, póki co nie mamy nawet problemów z warzywami, rybami i podobnymi często problematycznymi kwestiami, aczkolwiek dość wcześnie zaczęliśmy dbać, żeby Młody poznawał różne smaki.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2188
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 11:08, 04 Wrz 2017    Temat postu:

Shiren - to jest mądrość, ktora podaja nawet czasopisma pediatryczne:) Czytalam raz o badaniu, gdzie przed malymi dziecmi kladli na talerzykach rozne rodzaje pozywienia - warzywa, mieso, ziemniaki, rybe itp., a mlode samo wybieralo co i w jakiej ilosci zje. I chociaz zdarzalo sie, ze jednego dnia jadlo np. tylko marchewke, a drugiego gotowane mieso, a trzeciego prawie nic, to w dluzszym okresie (chyba ok. miesiaca), okazywalo sie, ze dieta byla zbalansowana i dostarczala niezdbednych skladnikow odzywczych. Ale wazne bylo, zeby rodzaj dostepnej paszy byl dobrze dobrany.

A w reklamie Apetizera najbardziej rozbraja mnie "moje dziecko nie chce obiadu, jadloby tylko czipsy i slodycze". To nie dawaj mu czipsow i slodyczy, zglodnieje, to zje obiad.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ajzan
Rose Radavicius z Salzburga



Dołączył: 25 Cze 2013
Posty: 2492
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 11:53, 04 Wrz 2017    Temat postu:

Mnie też denerwują reklamy Apetizera.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Shiren
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 26 Sty 2015
Posty: 1841
Przeczytał: 56 tematów

Pomógł: 44 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 16:52, 04 Wrz 2017    Temat postu:

Galnea napisał:
Shiren - to jest mądrość, ktora podaja nawet czasopisma pediatryczne:)

Nie miałem na myśli, że moja w jakiś sposób to wymyśliła, tylko hasło dobre do powtarzania właśnie, bo łatwo zapamiętać. Aczkolwiek stamtąd mogli to wziąć, bo moja rodzina w dużej mierze jest w służbie zdrowia.

Cytat:
A w reklamie Apetizera najbardziej rozbraja mnie "moje dziecko nie chce obiadu, jadloby tylko czipsy i slodycze". To nie dawaj mu czipsow i slodyczy, zglodnieje, to zje obiad.

No właśnie o to chodzi, czy ktokolwiek kiedykolwiek słyszał, aby dziecko zagłodziło się na śmierć (podkreślam, samo - bo mając dostęp do jedzenia).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8767
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Śro 9:12, 27 Wrz 2017    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

Węszę podstęp. Owszem, Barnevernet ma sporo za uszami, ale raczej nie interweniuje bez potrzeby. A uciekanie się do pomocy akurat Ordo Iuris, i to od razu samego wiceprezesa wzmaga moje podejrzenia. Albo to polityczna podpucha, albo patologie wszystkich krajów wywęszyły, że w Polsce można z dziećmi robić co się chce, dopóki nie ma skutków śmiertelnych. Obym się myliła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Shiren
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 26 Sty 2015
Posty: 1841
Przeczytał: 56 tematów

Pomógł: 44 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 12:55, 27 Wrz 2017    Temat postu:

Cytat:
Wśród ostatecznych powodów odebrania dziecka matce powołano „chaotyczny styl życia”, „przewlekłe zmęczenie” i nadużywanie paracetamolu.

Jeżeli to są faktycznie cytaty z decyzji, to mi to brzmi jak ładne, urzędnicze określenie na "ćpunka", a wszystko w jednym podejrzanie układa się w: "w losowych momentach zdarzały się sytuacje, że matka po nadużyciu paracetamolu tak odjeżdżała (przewlekłe zmęczenie), że dziecko musiało sobie samo radzić".

Z kolei w Polsce głośna była sprawa o przeciwnych losach - ośrodek chciał odebrać/ograniczyć matce prawo do opieki po tym, jak dziecko (bodajże 4-letnie) samo zadzwoniło na pogotowie, że matka podejrzanie śpi i nie daje się obudzić, a okazało się, że była tak spita. No ale podniosła się wielka obrona uciśnionej matki, że "przecież jak to, matka co prawda spita, ale dziecku się nic nie stało, więc niech żaden urząd nie śmie rozdzielać matki z jej ukochanym dzieckiem".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8767
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Śro 17:30, 08 Lis 2017    Temat postu:

Czy są na sali ludzie, którzy oceniają swoje relacje z rodzicami jako dobre? Bo tych, którzy oceniają jako złe, to wiem, że są na pęczki Razz

Co, waszym zdaniem, sprawia, że wasze relacje są dobre? Za co cenicie/szanujecie/kochacie rodziców? Co jest dla was ważne w tym układzie? Czy wasza relacja mam układ pionowy (rodzice wydają polecenia, wy je wykonujecie) czy poziomy (rodzice to kumple, każdą decyzję omawiacie wspólnie)? Czy przechodziliście bunt, a jeśli tak, to dlaczego? Czy uważacie, że dobra relacja z rodzicami wpłynęła negatywnie na waszą samodzielność i chęć wyfrunięcia z gniazda? Czy czujecie lęk przed wyprowadzeniem się do innego miasta/kraju celem studiów albo pracy?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Moreni
Kolega Krasula



Dołączył: 11 Lip 2013
Posty: 440
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:27, 08 Lis 2017    Temat postu:

Ja uważam, że mam dobre.Smile Zwłaszcza z Mamą (z Tatą też, ale nie tak bliskie).

Za co szanuję/cenię/kocham to raczej nie jestem w stanie powiedzieć - nigdy się nad tym nie zastanawiałam, nie miałam potrzeby analizowania i w sumie nawet nie wiedziałabym, od której strony się do tego zabrać. Tak po prostu jest i tak jest dobrze.Wink Najważniejsza w tym układzie jest chyba świadomość, że zawsze mogę otrzymać wsparcie, o ile będzie fizyczna możliwość udzielenia mi go (i w drugą stronę też to działa). Teraz, kiedy już jestem dorosła i niezależna wiem, że nawet jeśli są przeciwni jakiejś mojej decyzji, to w razie czego wesprą.

Relację chyba mieliśmy, hm, skośną? Rodzice mieli głos decydujący i raczej wydawali polecenia, ale zwykle było też pole do przedstawienia własnych argumentów, które były brane pod uwagę.

Nie, nie przechodziłam buntu (do tej pory pamiętam, jak w wieku jakichś czternastu lat angstowałam trochę, że moi rodzice są tacy fajni i nie mam powodu się buntować jak koleżanki, dramat XD )

Moja Mama jest z natury nadopiekuńcza, w stosunku do mnie nawet bardziej (pierwsze dziecko, w dodatku z niepełnsprawnością - nie jakoś szczególnie utrudniającą życie, ale zawsze), co, uważam, mojej samodzielności trochę zaszkodziło. Ale z wyprowadzką na studia czy później do pracy nie miałam problemów (inna rzecz, że wyboru też raczej nie, bo z głuchej wsi jestem i w miejscu zamieszkania perspektyw brak, a do przejmowania rodzinnego gospodarstwa się nie paliłam).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Żółwik na parapeciku



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2808
Przeczytał: 11 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:50, 08 Lis 2017    Temat postu:

Z rodzicami dogaduję się świetnie. A ostatnio zastanawiam się nad tym i widzę, że stosowali (nadal stosują?) specyficzny miks nadopiekuńczości i swobody. Tzn. widzę że boją się o mnie bardziej niż o brata, że częściej jojczą nad moim słabym zdrowiem i pytają, czy noszę szalik, ale z drugiej strony - nigdy mnie z niczym nie ograniczali. Mogłam wyglądać jak chcę, przyjaźnić się z kim chcę, jako czternastolatka jeździć na obozy z ludźmi z internetów. Nie mają problemów z ateizmem brata, chociaż sami są wierzący. I w ogóle relacje w domu opierają się na zaufaniu i rozmowie.

A już absolutny rekord przejmowania się padł, gdy miałam 15 lat. Moja ówczesna kumpla lubiła kraść kosmetyki po sklepach; w tym w sklepie, w którym pracuje mama. Doskonale o tym wiedziałam, ale miałam durne 15 lat i chciałam być lojalną przyjaciółką. Kumpela wpadła, wiedziałam o tym. Madre też o tym wiedziała, ale powiedziała mi rok później, bo nie chciała, by wyszło na to, że próbuje nas celowo skłócić. Dekada minęła, a ja ciągle na to wspomnienie czuję się, zależnie od nastroju, rozbrojona/wrednym dzieckiem. O właśnie, to też jest w moich rodzicach kochane - zawsze mieli szacunek dla naszych uczuć.

Pewnie że się buntowałam, ale w gimnazjum miałam fazę na czucie się lepszą od całego świata, więęc. Trochę tu dołożyła kwestia, że rodzice mają wykształcenie zawodowe i mało czytają (tata właściwie wcale), a ja od podstawówki żyłam z myślą, że pójdę na studia. Konflikty wychodziły raczej standardowe, jak to z zarozumiałą gówniarą.

Z domu wyfrunęłam późno, rok temu, ale to z powodu finansowych. Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Gryfon na wierzchu



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2408
Przeczytał: 73 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:18, 08 Lis 2017    Temat postu:

Imho kluczem jest zaufanie. Serio, zawsze wiedziałam, że moi rodzice mają do mnie zaufanie i przez to zawsze pilnowałam, żeby go nie zawieść. Nastoletnie lata co prawda skopały nam problemy mojego ojca, ale dzieciństwo miałam wręcz konkursowe. Mamę, mimo bycia dorosłym człowiekiem, wciąż uważam za Najlepszą Z Matek, chociaż czasem wkurza mnie nieziemsko. Wink Zawsze dawała mi ogromną swobodę i traktowała jak istotę rozumną, która jest w stanie pojąć konsekwencje własnych decyzji. Czy takich kalibru - "zniszczysz książkę, to nie będziesz mogła jej czytać", czy takich "będziesz się szlajać z nieznajomymi to stanie ci się krzywda". W sumie pamiętam tylko jedną rzecz, która była mi otwarcie i kategorycznie zabroniona - reszta nakazów i zakazów zawsze była do obgadania.

I w sumie chyba najważniejszym efektem dobrej komunikacji między nami jest to, że nawet teraz, kiedy widzę że, szczególnie później, popełniała błędy które w jakiś tam sposób odczuwam do dziś, to nie mam problemu z wybaczeniem ich. Bo wiem dlaczego robiła pewne rzeczy tak a nie inaczej, co chciała tym osiągnąć, i dlaczego nie do końca wszyło. A wiem, bo nie ukrywała przede mną swoich motywacji i nigdy nie stosowała taktyki "bo tak."

Edit: co do wyfrunięcia z domu - emocjonalnie powiedziałabym, że jest z tym w normie, ale nasza sytuacja teraz jest na tyle specyficzna i skomplikowana, że raczej nie pomogę w tej kwestii. Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Śro 20:26, 08 Lis 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Sakura pod pełnymi żaglami



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2132
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:57, 08 Lis 2017    Temat postu:

Ja jestem tym szczęśliwym człowiekiem, który miał niesamowitego fuksa, że trafili mu się tacy rodzice i takie rodzeństwo. Przede wszystkim z matką, która wykonała ogromną pracę emocjonalną przy kreowaniu relacji. Mniej z ojcem, który z emocjami ma problem i tradycyjny podział ról wg płci go pokrzywdził, ale zawsze mogę liczyć na jego pomoc, choć jesteśmy z dwóch światów.

Rodzice surowo nas wychowywali i w tym wychowywaniu trzymali sztamę - jeżeli w czymś się nie zgadzali, to załatwiali to między sobą, do tego stopnia, że z dzieciństwa pamiętam tylko jedną, jedyną awanturę, która im się wymskła, nigdy nas nie mieszali do kłótni.
Reguły były jasne, kary uczciwie egzekwowane. Absolutnie nie nazwę tego partnerską relacją, ale szacunek zdecydowanie był. Poważnie traktowano nasze uwagi, cierpliwie przedstawiano sytuacje, pytano o zdanie, nie dano odczuć, że jesteśmy głupie smarki, mamy robić, co nam powiedzą bez szemrania, bo co my tam wiemy. W sumie nawet nie wiem, co to nastoletni bunt, dzikie kłótnie się zdarzały, ale były jednostkowe i wynikały głównie ze skumulowania emocji. Dobra relacja nijak nie wpłynęła negatywnie na próby zaczęcia własnego życia, bo zawsze było we mnie poczucie, że jak coś pójdzie nie tak, to mam gdzie wrócić. Ja się teraz wręcz rwę, by pójść na swoje, bo chcę odciążyć rodzinę i też zacząć ją materialnie wspierać.

Rozdzielają nas poglądy, do których mi się cichaczem doszło (lewacka żmija na własnej katolickiej piersi wyhodowana), i nie mogę przez to mówić o wszystkim szczerze - temat seksu, homo i niebinarnej tożsamości to tabu.
Wiem, że dla większości forumowiczów będzie to oczywiste, co napiszę (ale różne anonimy też to czytają), ale - proszę, znajdźcie chwilę na powiedzenie dziecku, że gdyby nie okazało się cis hetero, to nie będzie dramy, tylko zrozumienie i wsparcie. Tak, wyszczególnijcie to, nie ogólnikowe "kocham cię bez względu na wszystko", tylko "jeżeli wolisz chłopców/dziewczęta, nie czujesz się chłopcem/dziewczyną, możesz mi to powiedzieć". Bo jak się zatrzymacie na ogólniku i się zdarzy, że dziecko będzie faktycznie niehetero niecis, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że będzie się wewnętrznie torturować w stylu "dobra dobra, teraz tak mówisz, bo nie może przejść ci to przez myśl - ciekawe, czy dalej będziesz mnie tak kochać, jak poznasz prawdę".

Skoro jesteśmy w temacie, jestem w trakcie lektury "Homoseksualność w rodzinie: ujawnianie tajemnicy" Savin-Williamsa. Książka sprzed 16 lat z badaniami amerykańskich rodzin, ale myślę, że wciąż sporo spostrzeżeń jest aktualnych.
Chociażby to, żeby nie decydować za dziecko, kiedy należy wyjść z szafy, nawet, kiedy ma się dobre intencje. Jedno jest zapewnić dziecko, że wszystko po ewentualnym coming-outcie będzie okej, inna pytać (najlepiej z zaskoczenia), czy jesteś gejem.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackie
Soory Vietu



Dołączył: 01 Kwi 2015
Posty: 482
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:42, 08 Lis 2017    Temat postu:

Ja mam dobre relacje z rodzicami! Co więcej, moi znajomi mają dobre relacje z moimi rodzicami Wink Bo są naprawdę bezkonfliktowi, lubią ludzi, z którymi się zadaję, moja mama szczególnie angażuje się, kiedy np. organizuję jakąś imprezę i zawsze mnie wspiera, podrzuci znajomych z przystanku i tak dalej. Tate mi pomagał np. przy organizowaniu ogniska, rozpaleniu grilla, udostępnił mi swój domek na działce (taki, który zbudował głównie żeby mieć gdzie sobie spokojnie pracować przy pszczołach).

Przede wszystkim, miałam zawsze mocne poczucie, że rodzice mnie bezwarunkowo kochają i akceptują. I że jeśli mamy jakieś konflikty itd, to nie jest to nigdy spowodowane faktem, że chcą, żebym była diametralnie inną osobą. Moja mama dodatkowo jest bardzo tolerancyjna i lewacka i na przykład nie miała problemu z zaakceptowaniem, jak chcę się ubierać, jakie chcę mieć fryzury i tak dalej (a mówimy tutaj o sytuacji, kiedy INNE DOROSŁE OSOBY czepiały się mamy, że pozwala mi się ubierać na czarno, BO DZIECKU TAK NIE WYPADA). Moja mama była jedyną osobą wśród rodziców w licbazie, która na pierwszej wywiadówce na pytanie wychowawczyni, kto będzie chodził na religię, powiedziała, że musi najpierw mnie zapytać, zanim odda karteczkę z decyzją. Kiedy byłam nastolatką, powiedziała mi, że jeśli znalazłabym sobie dziewczynę zamiast faceta, to nie byłby problem, tylko że w tym kraju łatwiej być hetero xD

Z tatą czasem było nam nie po drodze, był taki okres w moim życiu, kiedy się mocno konfliktowaliśmy i nie umieliśmy ze sobą rozmawiać, ale jednocześnie on i tak zawsze się mną opiekował, odwoził mnie gdzie potrzebowałam (mieszkam na wsi z kiepską komunikacją publiczną), pomagał mi w różnych projektach rękodzielniczych, uczył mnie czytać kiedy byłam w przedszkolu i w ogóle zaszczepili wspólnie z mamą we mnie pasję do czytania, "wychował" mnie muzycznie na starym rocku i tak dalej. Dziś czasem dalej miewamy wyboje, ale wiem, że zawsze mu zależy na tym, żeby mi było dobrze i okazuje to tak, jak potrafi: pomagając mi z samochodem, przynosząc dla mnie dynie z ogródka, wynajdując dla mnie różne rzeczy w warsztacie kiedy potrzebuję. Kiedyś, gdy rozmawialiśmy o projekcie Ordo Iuris, tata powiedział, że gdybym tego chciała i potrzebowała, sam by mnie zawiózł za granicę do kliniki aborcyjnej, skoro nasz rząd nie pozwala na to w tym kraju.

(Nadmienię zresztą, że zawsze wiedziałam, że nawet gdybym wpadła jako nierozsądna nastolatka, to rodzice nigdy by mnie nie odtrącili i nie osądzali, tylko wspieraliby mnie jak mogli).

Nigdy nie „przerzucano” mnie na zasadzie „a nie wiem, idź zapytaj mamy, czy się zgadza”, „idź zapytaj taty”, tylko decyzja jednego rodzica była wiążąca. Jednocześnie rodzice mnie pilnowali i starali się wychować na osobę odpowiedzialną (mama do dziś wymaga, żebym wychodząc gdzieś informowała ją gdzie się wybieram, z kim, dała jakiś namiar na znajomych na wypadek, gdybym ja nie odbierała itd), ale jednocześnie nie było problemu, żebym mając 14 lat jechała na koncert z pełnoletnimi znajomymi. Mama akceptowała, że w liceum chodzę na imprezy i piję alkohol, ale umawiała się ze mną, czy nocuję, czy np. sama ma mnie odebrać, żebym była bezpieczna. Ja wobec tego nigdy nie miałam potrzeby się buntować czy odgrywać na rodzicach za cokolwiek. Nigdy nie było problemu, żebym zapraszała do domu znajomych płci obojga (z noclegiem), rodzice szanowali i szanują moją prywatność, zawsze miałam prawo do zamkniętych drzwi do pokoju i generalnie swojego życia. Na razie nadal mieszkam z rodzicami i serio nie mam potrzeby się póki co wyprowadzać, bo wątpię, czy gdziekolwiek znajdę tak bezkonfliktowych, spokojnych i porządnych współlokatorów Very Happy

Także dzięki temu, że moi rodzice nie są bardzo tradycyjni, nie wychowywałam się nigdy w poczuciu, że czegoś mi nie wolno czy nie wypada, bo jestem dziewczynką. Rodzice kibicowali mi w moich wyborach życiowych i kiedy stwierdziłam, że chcę iść na ASP, to nie próbowali mnie wysłać na bardziej „życiowy” kierunek. Wiem, że są zawsze mega dumni z moich sukcesów i cieszą się, że mogę robić coś, co kocham. Poza tym u mnie w domu jest mało tematów tabu i dzięki mojej super mamie (z tatą raczej rzadko gadamy na takie tematy) mam zdrowe podejście do seksualności, nie jestem obarczona różnymi lękami czy stereotypami na tym tle, miałam dostęp do wiedzy i przede wszystkim poczucie, że ze wszystkim mogę mamie zawierzyć. Mame też zabrała mnie na pierwszą wizytę do ginekologa, kiedy byłam jeszcze w licbazie.

No i mam 23 lata i dalej przytulam rodziców Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nagualini
Piszcząca Fanka Itachiego



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 1009
Przeczytał: 72 tematy

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 0:17, 09 Lis 2017    Temat postu:

Ja mam dobre, nawet bardzo. Znaczy, z mamą jako nastolatka miewałam tarcia i cięższe momenty (różnice charakterów, jej wkręcenie w pracę, takie tam), ale odkąd dorosłam i poszłam na swoje, odpuściła odpowiedzialność za mnie i jest świetnie. Z tatą było świetnie od zawsze, jako dziecko nie miałam pojęcia, że w ogóle może istnieć coś takiego jak chłodny albo nieobecny ojciec.
Co do poziomu relacji - teraz jest pełne partnerstwo, relacja idealnie pozioma. Kiedy byłam dzieckiem - nie było ani sztucznego kumpelstwa, ani sztucznej hierarchii. Raczej na intuicję. Mama wprowadzała trochę protestanckiego porządku i dyscypliny, tata, psycholog i buddysta, obserwował wszystkie moje poczynania z filozoficznym spokojem i głębokim optymizmem, czasem ewentualnie lekko kierunkując. Ogólnie wychowywano mnie na zasadzie "to, że jesteś dzieckiem, niewiele zmienia - ale jesteś dzieckiem Smile". Rozmawiali ze mną, słuchali, co mam do powiedzenia, ale w większości spraw ostateczna decyzja należała do nich. Z ich znajomymi byłam po imieniu i mogłam brać udział w rozmowach, ale jak robiło się późno, to miałam iść spać, bez dyskusji. Musiałam nadążać - np. szybko ogarnąć dystans i autoironię, bo wiedziałam, że za jakiekolwiek obrażania się, histeryzowania itd. zostanę bez litości obśmiana. Ale z drugiej strony, jeśli miałam poważne problemy, to one były traktowane poważnie. Miałam sporo swobody, prywatności i możliwości decydowania o sobie, ale też na tyle dużo rutyny, stabilizacji i jasnych zasad, żeby czuć się bezpiecznie. Wiedziałam też, że choćbym zrobiła coś bardzo durnego, rodzice staną za mną murem (tak, może potem dostanę opiernicz, ale nigdy przy obcych).

Z takich konkretów, za które jestem wdzięczna:
- nigdy w życiu nie usłyszałam, że czegoś nie mogę albo coś muszę, "bo dziewczynka" (chociaż tu powinnam być chyba wdzięczna kilku pokoleniom wstecz, już moja prababka była ordynatorką szpitala)
- ochrzcili mnie, a potem dali mi wybór (tak, bywało trudno, bez tego chrztu pewnie byłoby łatwiej - ale doceniam). Jak chciałam być dobrą katoliczką i chodzić na roraty, to mój buddyjski ojciec wstawał po ciemku o szóstej rano i odprowadzał mnie na roraty. Jak przestałam chcieć chodzić na religię, to przestałam chodzić na religię. Przenigdy się w to w żaden sposób nie mieszali.
- podobnie jak w moje życie uczuciowe, a później seksualne. Dostałam wszelką niezbędną wiedzę i wolną rękę. Moje wybory były moje, ale w razie czego zawsze mogłam pogadać i poradzić się. Jednocześnie (nawiązując do tego, o czym pisze Kazik) od dziecka wiedziałam, że są inne opcje niż hetero. I że są w porządku.
- z trochę innej beczki - jestem wdzięczna za wielopokoleniowość, za to że bywałam podrzucana babciom i dziadkom. Że miałam kontakt z prababciami i nie izolowano mnie od nich, nawet kiedy były już bardzo stare i umierające.

Nie buntowałam się (chyba że przeciwko rówieśnikom, z którymi aż do liceum kontakt miałam średni), bo trochę nie było po co, a trochę nie leżało to w mojej naturze. Ufarbowałam łeb na czerwono - spoko. Zaczęłam palić - nie spoko, ale mama powiedziała, że przecież mi nie zabroni (byłam już po osiemnastce). W rezultacie przez te kilkanaście lat jarania ani razu nie zapaliłam przy niej, bo wiedziałam, że jej to sprawia przykrość. Alkohol - spoko, ufali, że nie przegnę za bardzo - i słusznie. Co do bardziej hardcorowych substancji - jako dziecko bawiłam się w sklep walizką pełną narkotyków Very Happy. No dobra, sztucznych. I zalanych pleksiglasem. Tata pracował z narkomanami i miał taką szkoleniową walizeczkę do pokazywania ich rodzicom. Widywałam też jego pacjentów, skuteczność tysiąc.
Na pewno byłam wychowywana trochę w bańce, I mean - rzeczywistość tego kraju jest jednak nieco inna niż rzeczywistość mojego domu. Ale chyba zostałam nieźle przygotowana na zderzenie.
Usamodzielniłam się stosunkowo późno (w połowie studiów), nie wiem, czy to kwestia mojego charakteru, bycia jedynaczką, pewnej nadopiekuńczości mamy, czy tego, że po prostu nie czułam potrzeby.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Alla
Szpieg z Krainy Dreszczowców



Dołączył: 08 Sie 2014
Posty: 2679
Przeczytał: 56 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Czw 16:26, 09 Lis 2017    Temat postu:

Też mam bardzo dobre Smile Moja mama jest nadopiekuńcza, ale jakby trzyma tę nadopiekuńczość na wodzy, czyli będzie mnie (tak, nawet dzisiaj!) piłować, żebym się ciepło ubrała, zjadła porządnie obiad, uważała na siebie itp., ale jednocześnie nigdy nie powie, że mi na coś nie pozwoli, bo to niebezpieczne. W sumie od początku zakładała, że dziecko to człowiek i trzeba z nim jak z człowiekiem rozmawiać. Nie zabraniać: "bo nie!", tylko wyjaśnić, dlaczego nie. I wyjaśniać tak długo, aż do dziecka dotrze. W dzieciństwie miałam pełną swobodę ruchu, warunek był tylko taki, że mama musiała zawsze wiedzieć, gdzie jestem. Co w epoce przed upowszechnieniem telefonów komórkowych wyglądało tak, że wracając od jednej koleżanki przychodziłam do domu, mówiłam, że idę do drugiej koleżanki i że albo się będziemy bawić u niej, albo pójdziemy nad rzekę. Ten warunek zresztą był wymagany w obu kierunkach - jeśli wracałam do domu, a rodziców nie było, to na stole w kuchni znajdowałam kartkę, gdzie są i o której godzinie wyszli z domu. Nigdy nie rozumiałam koleżanek, które się ze mnie śmiały, że muszę się meldować rodzicom, bo dla mnie to była kwestia zaufania, przy czym obopólnego. To zresztą zostało mi do dziś - jeśli wiem, że się spóźnię, to dzwonię i uprzedzam, bo po co mają się denerwować.

Relacje nie były partnerskie - ja byłam dzieckiem, musiałam się podporządkować, ale miałam prawo głosu. Byleby to był głos spokojny i argumentujący, a nie histeria "bo ja tak chcę!". Głos decydujący we wszystkich sprawach miał tata. Jego zresztą bardziej się słuchałam, o ile z mamą mogłam dyskutować, czy na pewno muszę teraz akurat pielić w ogródku, o tyle z tatą w kwestiach "oczywistych" nie było dyskusji. Jeśli coś trzeba zrobić, to mam to zrobić i koniec. Ale też z tatą częściej się ścinałam i kłóciłam - podobieństwo charakterów, co poradzić Very Happy

Kwestie światopoglądowe załatwiałam z mamą, tata się nie wtrącał. Niechęć do chodzenia na religię omawiałam z obojgiem, ale ponieważ moja religijność większe znaczenie miała dla mamy, to ona napisała mi kartkę, że nie życzy sobie, by jej córka uczestniczyła w lekcjach religii - choć było to dla niej ciężkie, jest i była wierząca, ale słusznie zauważyła, że ona może mnie zmusić do chodzenia na religię i do kościoła, ale nie może mnie zmusić, by moja wiara była szczera.

Zawsze miałam w nich oparcie i wiedziałam o tym. Nigdy nie namawiali mnie, żebym wybierała zajęcie (studia, hobby, pracę), z którego będę miała pieniądze, tylko takie, które da mi zadowolenie. Nawet dziś, jeśli potrzebuję jakiegoś czegoś do uprawiania hobby, a co łatwiej/taniej zrobić niż kupić, idę do taty - to autentyczna złota rączka, pomyśli czternaście razy, ale jak już zrobi, to oko bieleje Smile
W tym momencie relacje z nimi mam bardziej partnerskie, na co pewnie ma wpływ fakt, że powoli przejmuję utrzymanie finansowe domu, więc niejako automatycznie mam prawo podejmować decyzje we wszystkim, co się tego domu tyczy. Nie czuję potrzeby wyfrunięcia z gniazda, bo zwyczajnie mi się tu podoba Smile

E: Nie buntowałam się jakoś specjalnie, bo gdzie tu jest miejsce na bunt, jeśli mi powiedziano, że prędzej czy później i tak spróbuję alkoholu, papierosów i seksu, to jaki sens mi tego zabraniać. Nacisk był kładziony tylko na to, żebym próbowała z głową. No więc papierosów nie palę, bo jak już spróbowałam, to stwierdziłam, że mi nie smakują i niby po co mam się męczyć. Bo jakoś nigdy nie było dla mnie ważne, co robią i co myślą, że powinni robić moi rówieśnicy. Za co w sumie też jestem wdzięczna rodzicom, bo zawsze mi powtarzali, że jestem sobą, a nie koleżanką A czy kolegą B.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Alla dnia Czw 16:30, 09 Lis 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Żółwik na parapeciku



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2808
Przeczytał: 11 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:19, 09 Lis 2017    Temat postu:

Przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz: rodzice niczego nam nie cenzurowali, za to zawsze tłumaczyli. Nigdy nie zdarzyło się, by mnie albo bratu zabroniono czegoś czytać/oglądać. Uwielbiałam thrillery - ok. Czytałam harlekiny - mama najwyżej usiadła raz ze mną i wyjaśniła, że w prawdziwym życiu seks tak nie wygląda. Oglądamy razem The Simpsons, był odcinek o molestowaniu - rodzice nie zbyli naszych pytań hasłem "dowiecie się, jak dorośniecie", tylko wyjaśnili, o co chodzi. Bez detali, ale tak, byśmy chwycili zasadę. IMHO to też ważne w kontekście "dziecko to człowiek".

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Haszyszymora dnia Czw 17:19, 09 Lis 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8767
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Czw 20:38, 09 Lis 2017    Temat postu:

Dziękuję wam wszystkim! Nie spodziewałam się tylu pozytywnych odpowiedzi <3 Przywracacie mi wiarę w to, że stworzenie zdrowej rodziny to nie jest tylko mrzonka z amerykańskich filmów. Widzę, że powtarzają się dwa aspekty: samodzielność dzieci i zaufanie rodziców.

To jest dla mnie najpiękniejsze zdanie i cel do osiągnięcia: "No i mam 23 lata i dalej przytulam rodziców" <3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Gryfon na wierzchu



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2408
Przeczytał: 73 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:54, 09 Lis 2017    Temat postu:

gayaruthiel napisał:

To jest dla mnie najpiękniejsze zdanie i cel do osiągnięcia: "No i mam 23 lata i dalej przytulam rodziców" <3

Skoro cię to podnosi na duchu, to się przyznam otwarcie, że ja też. Razz Dorośli Ludzie Przytulający - łączmy się!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Alla
Szpieg z Krainy Dreszczowców



Dołączył: 08 Sie 2014
Posty: 2679
Przeczytał: 56 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Czw 21:03, 09 Lis 2017    Temat postu:

Ekhem, ja mam 32 lata i też przytulam Smile A jak jesteśmy z mamą na zakupach, to nierzadko mogę ją wziąć za rękę, jak małe dziecko Smile
Ale też jestem przyzwyczajona do okazywania uczuć, moi rodzice się nie wstydzą objąć publicznie albo zwracać do siebie per "skarbie" czy "kochanie".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Żółwik na parapeciku



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2808
Przeczytał: 11 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:10, 09 Lis 2017    Temat postu:

Lizard napisał:
gayaruthiel napisał:

To jest dla mnie najpiękniejsze zdanie i cel do osiągnięcia: "No i mam 23 lata i dalej przytulam rodziców" <3

Skoro cię to podnosi na duchu, to się przyznam otwarcie, że ja też. Razz Dorośli Ludzie Przytulający - łączmy się!


U mnie to samo. Szczęśliwe rodziny - i długoletnie, szczęśliwe małżeństwa - naprawdę istnieją. Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1289
Przeczytał: 23 tematy

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Nie 13:59, 12 Lis 2017    Temat postu:

Ja dopiero po 30. ZACZĘŁAM przytulać rodziców. Ogólnie przytulania nauczyli mnie przyjaciele.

Z rodzicami układy mam dobre, bo jako nastolatka dałam się podporządkować i tak już zostało. :-/


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
P.S.
Namiętny niemiecki deBill



Dołączył: 17 Sie 2013
Posty: 164
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:19, 14 Sty 2018    Temat postu:

Ehh... zaczelam czytac fora dla przyszlych matek i takiego raka to dawno nie widzialam. Chce sie dowiedziec czegos, bo moze sie przyda, ale jak czytam, co te kobiety odwalaja, to az mi sie slabo robi. Rozumiem, ze po kilku poronieniach lub dlugich staraniach mozna byc troche przewrazliwionym, ale jak czytam, ze przy zdrowej ciazy, bez takich wczesniejszych historii bawia sie w notoryczne klamanie, ze mialy krwawienie, plamienie, czy, ze maja okropny bol w podbrzuszu, zeby na Izbie Przyjec zrobili USG, bo one chca 'zobaczyc dzidzie' to az wszystko opada. I to przy USG co dwa tygodnie, bo chyba kazda na tych forach pisze, ze ona nie da rady tylko raz w miesiacu widziec dziecko na skanie. Powiedzcie mi - czy to jest normalne, zeby robic tyle USG? Ja w UK mam tylko 2 przyslugujace na cala ciaze. I czy te kobiety nie zdaja sobie sprawy z tego, ze zglaszajac sie do szpitala w ten sposb, zabieraja czas lekarzom, ktory moglby byc poswiecony na kogos, kto rzeczywiscie potrzebuje pomocy?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Gryfon na wierzchu



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2408
Przeczytał: 73 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:35, 14 Sty 2018    Temat postu:

Shocked A to jak tak bardzo chcą "zobaczyć dzidzię", to nie łaska zapłacić za prywatną wizytę? W głowie mi się to nie mieści, ale mnie te kwestie nie dotyczą w żadnym stopniu, więc chyba to nie jest miarodajna opinia.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8767
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Pon 3:30, 15 Sty 2018    Temat postu:

Podobno takie fora to zlo, wiec nawet nie probowalam sie tam zapuszczac Very Happy Jedyna w miare sensowna drupa jaka spotkalam dziala na fejsie, i sa to kobiety odciagajace pokarm laktatorem, gdzie co prawda tez czesto pojawiaja sie kwiatki, ale adminki ostro trzymaja sie wytycznych WHO. Jak mam problem techniczny to pytam na grupie, przy psychologicznycm chyba wybrałabym nasze forum, bo mam silne wrazenie, ze na typowych forum matkowych kłębią się ludzie, którzy mają tak samo mało, albo jeszcze mniej, pojęcia o rodzicielstwie niż ja - więc nie wiem, co by mi mogli poradzić. Poza dostarczeniem rozrywki opowieściami o rzucaniu uroków na dziatwę Razz

W Norwegii USG przysługuje jedno, w Polsce trzy, więc u was w UK jest opcja pośrednia Very Happy

A jak masz jakieś pytania to pytaj, jeszcze jestem na świeżo i może co pomogę Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ankh
Bohaterku z Hamburgu



Dołączył: 13 Sty 2017
Posty: 275
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 11:54, 15 Sty 2018    Temat postu:

gayaruthiel napisał:
Czy są na sali ludzie, którzy oceniają swoje relacje z rodzicami jako dobre? Bo tych, którzy oceniają jako złe, to wiem, że są na pęczki Razz
Ja mam takie "mogą być". Naprawdę spoko ludzie, jako rodzice się bardzo starali i aż głupio mi narzekać na ich błędy, no bo ani nie było ich dużo, ani nie były jakieś straszne (to, że ja mam zrytą banię, to już bardziej kwestia indywidualna). Tylko już nie mogłam z nimi wytrzymać pod jednym dachem, bo mnie irytowali Very Happy ale od wyprowadzki jest dużo lepiej!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
retsma
Całuśny Christoph z Brzytwą



Dołączył: 06 Gru 2015
Posty: 1105
Przeczytał: 146 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Żory

PostWysłany: Pon 14:06, 15 Sty 2018    Temat postu:

P.S. napisał:
I czy te kobiety nie zdaja sobie sprawy z tego, ze zglaszajac sie do szpitala w ten sposb, zabieraja czas lekarzom, ktory moglby byc poswiecony na kogos, kto rzeczywiscie potrzebuje pomocy?


A co je to obchodzi? Serio, jeżeli ktoś wpada na taki pomysł to raczej ma w głębokim poważaniu innych, potrzebujących pomocy. Przecież ona chce zobaczyć dzidzię!!11!oneone


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8767
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Śro 19:51, 17 Sty 2018    Temat postu:

Dość długo nie natykałam się na żadne cuda-wianki, aż tu wtem!

Cytat:
Dziewczyny spotkałyście się z takim czymś, że osteopatia (osteopata) jest niezgodna z wiarą katolicką? Tak mi koleżanka powiedziała, że ona w to nie wierzy i by się nie zdecydowała na te jak to określiła "magiczne sztuczki". Jesteśmy umówieni na piątek, moja mała ma 4,5 miesiące i od samego początku lubi się układać w literę C. Pediatra nie widzi nic niepokojącego, mówi, że to przejdzie. Ale jak wolę to sprawdzić, tylko teraz się zastanawiam, czy dobrze wybrałam z tym osteopatą. Dodaje zdjęcie w komentarzu. Może panikuję, już sama nie wiem. Ogólnie obraca swobodnie głowę, w prawo i w lewo, na brzuszku tez lezy,tylko przekręca się przez prawe ramię, w drugą stronę nie chce. Ogólnie chce cały czas się przekręcać na brzuch (z brzucha na plecki wogóle) a jak już sie przekręci to po 2 min jest marudzenie, ale wiąże to raczej z tym, że chce wszystko wkładać do buzi, a narazie nie umie sobie manualnie z tym poradzić.


Cytat:
To co napisałaś o córce to zdecydowanie jest asymetria ciała - kwestia kilku rehabilitacji i młoda wróci „do pionu”. Natomiast jesli chodzi o osteopatie to nawet pierwszy link z wikipedii mówi „Osteopatia (zaliczana do medycyny niekonwencjonalnej) jest metodą, w której badanie manualne wykorzystywane jest do stawiania diagnozy i leczenia chorych. Osteopatia uznaje i akceptuje zależność pomiędzy ciałem, psychiką i umysłem zarówno w stanie określanym jako zdrowie jak i w stanie chorobowym. Traktuje ona ciało ludzkie jako całość zarówno w aspekcie strukturalnym jak i funkcjonalnym, zakłada ona, że organizm ludzki posiada zdolności do autoregulacji i przywracania homeostazy. Leczenie osteopatyczne jest więc ściśle powiązane z indukcją tychże mechanizmów.”
Co jest równoznaczne z tym, ze nie jest to żadne szarlataństwo, tylko leczenie holistyczne - nie od wczoraj wiadomo, ze psychika i samopoczucie ma ogromny wolyw na zdrowie fizyczne i na odwrót. Koleżance wiec proponuje sie „odciemnić”, ale jak bardzo chce to moze ze trzy zdrowaski za was odmówic - moze jej pomoże, a wam na pewno nie zaszkodzi 😉
Jesli chodzi o asymetrie, to im szybciej zglosicie sie na rehabilitacje tym lepiej - ja chodzilam z synkiem miedzy 6 -ma 9 mc, dokładnie z tego samego powodu co Ty. Powodzenia


Cytat:
Moj kolega z liceum jest fizjoterapeuta osteopata. W czasie ostatniej wizyty JPII na błoniach dawał publicznie wyznanie wiary. Nie sadze żeby taka osoba robiła cos niezgodnego z wiara!


Cytat:
Koleżanka prawdopodobnie nie wie, czym jest osteopatia. Pewnie kojarzy jej się z kręgarstwem czy innym znachorstwem. Wytłumacz, że aby być w Polsce osteopatą, trzeba najpierw być lekarzem lub fizjoterapeutą, a następnie ukończyć studia podyplomowe. Jeśli jej to nie przekona, to trudno, nie Twoje zmartwienie. Spokojnie możesz córkę zabrać


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3513
Przeczytał: 22 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 11:39, 18 Sty 2018    Temat postu:

Boli mnie, że termin leczenie holistyczne został zawłaszczony przez szarlatanów. A chodziło o współpracę w ramach leczenia i patrzenie na pacjenta jako całość.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackie
Soory Vietu



Dołączył: 01 Kwi 2015
Posty: 482
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 0:12, 17 Mar 2018    Temat postu:

Jakiś czas temu przeczytałam komentarz na fejsbuku (niestety, nie mam screena ani linku), w którym jakaś matka pisała, że nie ulega swojemu dziecku i nie kupuje zabawek z My Little Pony, bo nie trawi tej kreskówki, a zabawki się jej nie podobają. I tak się zastanawiam, czy to jest słuszne? Bo o ile rozumiem izolowanie dzieci od treści, które uważa się za szkodliwe, oraz uczenie, że nie zawsze może dostać wszystko na co ma ochotę, to jednak mam wrażenie, że to się nie odnosi do tej sytuacji. Można kucyków nie lubić, ale kreskówka przekaz ma raczej pozytywny i wychowawczy; a same zabawki też mogą w poczucie estetyki się nie wpasowywać, ale na pewno nie będą u dziecka kodować, dajmy na to, niewłaściwych wzorców postrzegania swojego ciała czy czegoś podobnego. A przecież zabawka ma sprawiać przyjemność dziecku, które będzie się nią bawić, a niekoniecznie matce.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5797
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Sob 1:44, 17 Mar 2018    Temat postu:

Hehe, mój ojciec tak robił. Tuż po dorwaniu się do jakichkolwiek własnych pieniędzy rzuciłam się wydawać je na kicz i tandetę, które przyprawiały go o palpitacje serca. Nie tak się wyrabia dobry gust w dzieciarni.

Tbh jestem to w stanie zrozumieć, jeśli jakaś bajka ma naprawdę obrzydliwą estetykę (Clarence anyone?), to rodzice mogą nie chcieć tego widzieć w swoim otoczeniu, ale nowe kucyki są po prostu uczciwie brzydkie i dla dziecka chyba można przecierpieć. Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Gryfon na wierzchu



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2408
Przeczytał: 73 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 11:28, 17 Mar 2018    Temat postu:

Hehe, w czasach szału na lalki Bratz moja mama stanowczo odmówiła mi kupna jakiejś, argumentując to właśnie tym, że są brzydkie. Nie mam żalu, nie zależało mi aż tak bardzo. Very Happy Ogólnie uważam że otoczenie dziecka to także otoczenie rodzica i rozumiem, że ktoś może nie chcieć w tym otoczeniu rzeczy które mu zaburzają poczucie estetyki (poliestrowe ubranka z Elsą - to jest dopiero szkaradziejstwo! Rolling Eyes ). Wydaje mi się że jak ze wszystkim, dopóki zachowany jest umiar, i nie każemy dziecku, idk, bawić się klockiem drewna pomalowanym na biało i szaro bo mamy fazę na skandynawski minimalizm, to spoko. Wink Od braku jednej czy drugiej zabawki dziecku nie ubędzie jakoś bardzo.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8767
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Sob 11:48, 17 Mar 2018    Temat postu:

Nie mam zdania na ten temat Razz Bo to trochę zależy od kontekstu też. Od tego, czy dziecko marzy o tym kucyku dniami i nocami, czy też jest to taka trochę fanaberia, i matka wie, że dziecko pobawi się pięć minut i rzuci w kąt. Czy dziecko ma fafnaście innych zabawkowych koników, i czy to miałby być kolejny do kolekcji, czy też właśnie brakuje jej kucyka do dopełnienia zwierzątek farmowych. Czy to jest taka tylko moda wśród jej koleżanek i kolegów, która minie za miesiąc i nikt nie będzie tego pamiętać, czy też to konkretne dziecko jest die-hard fanem kucyków i bez nich jego życie nie jest i nie będzie kompletne. Itp itd Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackie
Soory Vietu



Dołączył: 01 Kwi 2015
Posty: 482
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 12:39, 17 Mar 2018    Temat postu:

Rozumiem podniesione przez was argumenty i żałuję właśnie, że nie mam oryginalnego komentarza pod ręką, bo już nie przytoczę jak dokładnie był sformułowany, ale pamiętam, że uderzył mnie w nim ton, że matce się dana bajka nie podoba bo nie i dziecko się nie będzie bawić takimi zabawkami i już. A dla mnie to trochę podobna sytuacja do tego, kiedy rodzice zabraniają swoim - już później np. nastoletnim - dzieciom słuchać określonej muzyki, ubierać się w jakiś sposób i tak dalej. Dziecko to jednak mały człowiek, który ma prawo do swoich własnych wyborów w rozsądnie zarysowanych granicach. I pewnie, zgadzam się z tym, że nie można spełniać każdej zachcianki, że trzeba uczyć wartości pieniądza (vide piętnaście kucyków i pacholę domagające się kolejnego), żeby nie ulegać każdej fanaberii jeśli się zna swoje dziecko i się wie, że dana zabawka zaraz się znudzi, itd itd. Ale uważam za bardzo nie w porządku na przykład sytuację, w której dziecko jest zajawione kucykami i ma dostać prezent urodzinowy i dostaje, dajmy na to, zestaw Lego, bo rodzice uważają, że taka zabawka jest lepsza; i nie ma znaczenia, że dziecię w dupie ma to Lego i nie będzie się nim bawić, a rodzice schrzanili przyjemność z otrzymania prezentu przez to, że wybrali go pod własne gusta a nie pod obdarowywanego.
Daleko posunięte gdybanie, wiem Very Happy Ale bardzo doceniam moją mamę między innymi za to, że pozwalała mi zawsze na dokonywanie wielu wyborów samodzielnie, że jak dorastałam to nie narzucała mi swoich preferencji co do stroju, wyboru ścieżki edukacji czy czegokolwiek, co rodzice często robią kierowani poczuciem, że wiedzą lepiej. A dzisiaj jak mam 20+ lat i jaram się lalkami z Monster High (gdzie w ogóle lalki i tym podobne nie interesowały mnie za dzieciaka), to też to respektuje i zresztą sama mi czasem sprawia lalkę czy kucyka w prezencie, bo wie, jaka to dla mnie frajda <3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10657
Przeczytał: 52 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Sob 13:03, 17 Mar 2018    Temat postu:

Przesada w żadną stronę niedobra. "Nie. bo masz już dziesięć i żadnym się nie bawisz" jak najbardziej legitne, ale "nie będziesz się tym bawić, bo MNIE się nie podoba" to już trochę grząski grunt, którego efektem może być to, o czym wspomniała Nef. Owszem, trzeba w dzieciach poczucie estetyki wyrabiać, ale też w granicach rozsądku pozwolić na różne fazy, mody.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 3333
Przeczytał: 65 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 13:12, 17 Mar 2018    Temat postu:

Moja siostra już jest przerażona tym, że pokaże siostrzenicy Gwiezdne wojny Razz Już zapowiedziałem, że kupię Rey-lalkę ;p

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Sakura pod pełnymi żaglami



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2132
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 14:47, 17 Mar 2018    Temat postu:

Cytat:
(Clarence anyone?)

;_;
Uważam, że "Clarence" jest estetycznie w porządku. W pełni rozumiem, że design postaci może odrzucać (który zresztą nawiązuje do kreskówek z lat 90, np. "Hey, Arnold!"), ale tła [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych]. Czasem ta przyzwoitość tła wręcz gryzie się z prostymi postaciami. Nie próbuję absolutnie negować odczuć, ale po mojemu "Clarenceowi" baaaaaaaaaaaaaaardzo daleko do istnych koszmarów estetycznych rozkokoszonych pod hasłem "obrzydliwa estetyka". Jak "Problem Solverz". Albo "MegaBabies". Albo "Ren&Stimpy" (którego szanuję za kompletnie przegiętą animację, ale która jak jest już obrzydliwa, to naprawdę jest obrzydliwa).

Cytat:
nie kupuje zabawek z My Little Pony, bo nie trawi tej kreskówki, a zabawki się jej nie podobają

IMO słabe. Jedno jest nie kupić, bo zabawka jest słabym jakościowo skokiem na kasę albo będzie faktycznie przeszkadzać innym domownikom, inne zabierać dziecku rozrywkę, bo... bo... co właściwie, będę patrzeć, jak moje dziecko dobrze się bawi czymś, co mu się podoba? -_-

BTW, to mi przypomina przeczytany lata temu felieton świeżo upieczonego rodzica, który się skarżył, że ludzie przynoszą w prezencie ohydne zabawki dla jego malucha, takie plastikowe, różnokolorowe, wydające dźwięki, od najmłodszego świat konsumpcji zalewa dziecko miałkimi bodźcami. Autor życzył sobie, żeby goście przynosili ręcznie robione prezenty. Na przykład karuzelę nad łóżeczko, z drewna i ze starymi, czarno-białymi fotografiami, najlepiej członków rodziny Very Happy

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5797
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Sob 16:18, 17 Mar 2018    Temat postu:

Clarence ma przede wszystkim zamierzenie obrzydliwe projekty postaci. W kilku odcinkach pojawili się między innymi bohaterowie mający jądra zamiast policzków. Rolling Eyes Tła faktycznie są okej, ale na zabawkach i tak nie widać teł. Nie wiem, moim zdaniem ten poziom turpizmu raczej nie powinien być przeznaczony dla dzieci. Ja np. bardzo lubię brzydotę, ale to jest tak ohydne, że momentami robiło mi się autentycznie niedobrze na widok bohaterów.
Bratz to moim zdaniem podobna kategoria brzydoty, chociaż bardziej w stronę oczko zbyt realistycznej deformacji niż obrzydliwości.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Sakura pod pełnymi żaglami



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2132
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 16:59, 17 Mar 2018    Temat postu:

Cytat:
W kilku odcinkach pojawili się między innymi bohaterowie mający jądra zamiast policzków. Rolling Eyes

O_O
Na pewno mówimy o tej samej kreskówce??? Pytam serio, znam ją wyrywkowo z pojedynczych odcinków - robiła na mnie wrażenie [link widoczny dla zalogowanych], której daleko do makabr czy epatowania obrzydliwościami. Przeglądam też [link widoczny dla zalogowanych] i nie widzę nikogo, kogo design chociażby stał obok turpizmu...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kazik dnia Sob 17:00, 17 Mar 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Sakura pod pełnymi żaglami



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2132
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:51, 17 Kwi 2018    Temat postu:

Moja daleka znajoma, młoda matka, skarży się na ogłoszenie o sprzedaży bujaczka w, hm, specyficznym stylu:
Cytat:
Jestem członkiem kilku facebookowych grup dla matek, na których są m. in. posty dotyczące sprzedaży różnych urządzeń. Właśnie zobaczyłam ogłoszenie w którym ktoś chce sprzedać bujaczek dla dziecka wygrywający milion melodyjek, trzęsący w różnych trybach, i, uwaga - z miejscem w którym można umieścić tablet lub telefon żeby puścić dziecku bajkę.

Z powyżej opisanego bujaczka korzystać może dziecko o wadze 3-9kg. Dla moich niedzieciatych znajomych - od urodzenia do ok. 8-9 miesiąca życia.

DLACZEGO?!
Za takie coś powinno się iść do więzienia! I producent, i sprzedawca, o kupujący! Albo co najmniej grzywna i kurs z egzaminem dotyczący wpływu ekranów różnej maści na rozwój niemowlaka.

Dziecko do 2go roku życia nie powinno WCALE widzieć żadnego ekranu! To opóźnia rozwój mowy, sprzyja rozwojowi padaczki i może powodować opóźnienie w rozwoju społecznym. Nie mówiąc już o tym, że uzależnia dziecko jak cholera.

Komentarze do tego posta są dokładnie takie, jakie sobie wyobrażacie: "Niestety mamy ultra smutną rzeczywistość [!], że dzieciaczek jeszcze nie umie mówić i chodzić, ale paluszkiem sobie wszystko w tablecie zrobi, a bo tu się błyszczy, rusza, a rodzic ma spokój." i "to jest ta wygodnicka rzeczywistość smutnabuźka".

Z innej beczki: czytało mi się ostatnio artykuł (niestety, nie przypomnę sobie ani tytułu, ani autorki) o przestrzeni publicznej zagarniętej przez mężczyzn, głównie o tym, jak to nieświadomie zakodowane mamy, że to mężczyzna ma pierwszeństwo i trzeba mu zejść z drogi. Pojawił się wątek, że sporo wyklinania na "roszczeniowe matki pałętające się po chodniku jak królowe wszystkiego, czemu w domu nie siedzą" może brać się stąd, że jak raz kobieta prowadząca wózek - z powodu nieporęczności i problemów z manewrowaniem - zamiast uskakiwać na bok, prze do przodu, i zmuszeni do wymijania faceci wkurzają się, że naruszono niepisaną zasadę, do której przywykli. Do przemyślenia.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10657
Przeczytał: 52 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Wto 21:22, 17 Kwi 2018    Temat postu:

Z jednej strony utyskiwanie, że kobity dzieci rodzić nie chcą, z drugiej oczekiwanie, że wszystkie matki a) do czasu aż dziecina nie podrośnie, czyli gdzieś tak najlepiej do wieku wczesnoszkolnego, nie będą wychodzić z domu
b) będą przemykać się chyłkiem opłotkami, a jeśli zaś muszą zbiorkomem, to w momencie gdy dziecina zakwili głośno przepraszając wszystkich za wielki dyskomfort wyskoczą t tegoż by resztę drogi pokonać pieszo, oczywiście rzeczonym chyłkiem i opłotkami.
c) i to byłoby dla niektórych rozwiązanie idealne - nauczą siebie i potomka teleportacji. Beam me up, Scotty, do przychodni.
Owszem, wśród matek z dzieckiem na ręku/we wózku, jak w każdej innej grupie, zdarza się roszczeniowość, chamstwo, buractwo, nieudolność, nieogarnięcie i inne paskudne cechy. Owszem, istnieją [link widoczny dla zalogowanych] zafiksowane na macierzyństwie i wdupiemające wszystko wokół. I tu krytykować można, zwrócić uwagę można, ale po kij huzia na wszystkie matki robić?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17324
Przeczytał: 65 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:51, 17 Kwi 2018    Temat postu:

Kazik, to?
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8767
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Śro 13:30, 18 Kwi 2018    Temat postu:

O wózkach się nie wypowiem, bo funkcjonuję w zupełnie innej rzeczywistości. Natomiast co do bujaczka... Sam bujaczek, owszem, nie powinien być dopuszczony do sprzedaży, bo negatywnie wpłynie na rozwój dziecka. Ale to zdanie o unikaniu ekranów do drugiego roku życia - nie wiem, jak niby miałoby sie to osiągnąć. Pecety, laptopy, tablety, komórki i telewizory są wszędzie. Każdy dom ma po kilka takich urządzeń, żeby dzieciątko pozostało nieskalane, to chyba musiałoby zamieszkać w wiosce Amiszów. A jak ostatnio sprawdzałam, to nie ma ich w Polsce zbyt wielu.

Tutaj trochę o wytcznych w sprawie dzieci vs media: [link widoczny dla zalogowanych]

E: To się jeszcze wyżalę... Moja siostra ma trzynastoletniego syna, który wybłagał u niej Wiedźmina 3, wbrew mojej rekomendacji. Tzn po prostu powiedziałam, że to gra od osiemnastu lat, zbyt brutalna. Siostra powiedziała, że nic nie szkodzi, bo jest opcja wyłączenia golizny. Nooo, tak jakby golizna to najmniejszy problem we Wiedźmaku Wink Szwagier mój screen z cytatem o "napierdalających krowach" skwitował wzruszeniem ramion, bo w podstawówce to nie takiego języka się używa. Młody gra sobie na piętrze, moja siostra do niego nie zagląda. Nie to, że ma na niego wywalone, wręcz przeciwnie, na przykład wspólnie odrabiają lekcje, bo młody jest w tej przeklętej siódmej klasie, ale ona jest lekarzem, chirurgiem, i jak wraca do domu to pada na twarz. Sigh.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez gayaruthiel dnia Śro 13:36, 18 Kwi 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Sakura pod pełnymi żaglami



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2132
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:39, 20 Kwi 2018    Temat postu:

Cytat:
Kazik, to?
[link widoczny dla zalogowanych]

O to właśnie! Jaki Internet jest mały Very Happy

Cytat:
Sam bujaczek, owszem, nie powinien być dopuszczony do sprzedaży, bo negatywnie wpłynie na rozwój dziecka.

Rozumiem, że stojaczek na telefon/tablet jest kontrowersyjny - ale samo to, że bujak wygrywa melodyjki i się trzęsie?...

Cytat:
Ale to zdanie o unikaniu ekranów do drugiego roku życia - nie wiem, jak niby miałoby sie to osiągnąć. Pecety, laptopy, tablety, komórki i telewizory są wszędzie.

Tym bardziej, że ma się po prostu czasem dość i sadza się dziecko przed telewizorem, by po ludzku odsapnąć.
Mam znajomych z bliźniętami. Młodzi, nowocześni rodzice, którzy bronili się przed tym jak mogli, aż w końcu pękli i zdarza się im puścić dzieciakom kreskówkę, gdy zajęci są przygotowywaniem obiadu. I to, jak się biczują z tego powodu i mają cały monolog usprawiedliwiający tę słabość ciała jest po prostu smutne.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11669
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:47, 20 Kwi 2018    Temat postu:

Kazik napisał:
Cytat:
Ale to zdanie o unikaniu ekranów do drugiego roku życia - nie wiem, jak niby miałoby sie to osiągnąć. Pecety, laptopy, tablety, komórki i telewizory są wszędzie.

Tym bardziej, że ma się po prostu czasem dość i sadza się dziecko przed telewizorem, by po ludzku odsapnąć.

Imo z sadzaniem mniej niż dwulatka przed telewizorem jest jednak coś mocno nie tak. Zajmowałam się dziećmi w wieku lat 3, 5, 6, 7 i puszczałam im bajki właściwie codziennie, nieraz dłużej niż to może wymagają w różnych publikacjach, bo miałam dość. Teraz mam też na parę godzin dziennie 14-miesięcznego chłopczyka i chociaż nikt tego nie skontroluje, chociaż czasem też mam tego powyżej uszu, chociaż to nie moje dziecko, nie wyobrażam sobie, żebym mu miała puścić telewizję. Ona naprawdę robi masakrę z mózgami na tym etapie rozwoju.
A co do zdania o unikaniu ekranów, imo bierzecie je za bardzo dosłownie (no ok, jest przehiperbolizowane; poprawcie mnie, jeśli się mylę, nie wczytywałam się w kontekst). Nie sądzę, żeby trzeba było usunąć wszystkie urządzenia z domu i innych przestrzeni, które odwiedza dziecko, bo olaboga, mają ekran. Raczej to nie jest problem, jak sobie coś gra na ulicy albo matka ogląda filmik na telefonie, że dziecku to mignie. Chodzi o to, żeby mu się nie pozwalać na to dłużej gapić.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Pią 13:49, 20 Kwi 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin