Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Polowania i myśliwi
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ananke
Kosmita Grzesio Hałs



Dołączył: 22 Kwi 2011
Posty: 461
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 1:28, 29 Lut 2012    Temat postu:

Sineira napisał:
Achika napisał:
Nie, no ROTFL po prostu. Czy autor tego artykułu kojarzy, ile zieleniny trzeba, żeby wyhowować jedno zwierzę do zjedzenia?


Jeśli Nolofinwe miała na myśli [link widoczny dla zalogowanych], to wydaje mi się, że jego autor kojarzy całkiem sporo.
Słowo kluczowe: zielenina. Nie każda zielenina nadaje się do zjedzenia, jeśli nie ma się czterech żołądków i baaaardzo długiego przewodu pokarmowego.


Zielenina czy nie, brak bydła to brak mięsa, mleka i skóry. Czyli ni ma mleka, ni ma żarcia dla niemowląt, ni ma kota, ni ma psa, ni ma porządnego buta. Bez świni człowiek wyżyje, bez krowy gorzej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1263
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Śro 12:02, 21 Mar 2012    Temat postu:

rekin dziewicojad napisał:
PS.
Dzikie zwierzęta to nie dommowe pieski i kotki. Nikt nie chciałby zostać pogryziony przez liska z wścieklizną. Wasz piesek lub kotek raczej też.


Ojejciu jejciu. Piesek i kotek to powinien być zaszczepiony ponoć. A w ogóle to w życiu nie slyszałam o polowaniu nastawionym wyłącznie na likwidację chorego lisa (skąd zresztą lesniczy miałby wiedzieć, że takowy biega po jego terenie). Rozwojowi wścieklizny raczej się zaopbiega przez rozrzucanie szczepionek doustnych, znaczy, tego, dopyszcznych, z tego, co wiem.

Nadal nie odpowiedziałeś na zarzut odstrzeliwania najpiekniejszych (=z najlepszymi genami) i najzdrowszych sztuk.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Śro 12:23, 21 Mar 2012    Temat postu:

Cytat:
Rozwojowi wścieklizny raczej się zaopbiega przez rozrzucanie szczepionek doustnych, znaczy, tego, dopyszcznych, z tego, co wiem.


Przypomniałaś mi, jak weterynarz kazał podawać leki chorej myszce dopyszczkowo...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mangusta
Bezo grudek



Dołączył: 05 Mar 2010
Posty: 3814
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Little Tokyo

PostWysłany: Śro 14:21, 21 Mar 2012    Temat postu:

Akurat podawanie leków dopyszcznie gryzoniom za się załatwić, nawet tym najmniejszym, są metody.

Lisów nie trzeba teraz bronić, szczepionki okazały się takim sukcesem że jest ich w tej chwili za dużo. Wystarczy spojrzeć na to co się dzieje na wsi - są lisy, nie ma ani zajęcy ani kuropatw.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Śro 15:08, 21 Mar 2012    Temat postu:

Akurat ta konkretna mysz miała zwyczaj lizać moje palce, więc było to dziecinnie proste. Koniec offa.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Dawidek w kozakach



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2034
Przeczytał: 48 tematów

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 23:01, 10 Sty 2017    Temat postu:

Ach, jaki ładny artefakcik tutaj leży, choć, zaraz ładnie cię odkurzymy.

Trochę się w temacie myślistwa zadziało w ostatnim czasie - szemrany odstrzał żubrów, dziki na rowerach, niefortunna [link widoczny dla zalogowanych], generalnie, opinia o polskich myśliwych leci z hukiem. Myślę, że warto w tych okolicznościach temat odkopać i porozmawiać na spokojnie.

Po przeglądaniu postów na PZŁ stwierdzam, że trudno dowiedzieć się czegokolwiek - komentarze to ściany tekstu, w których jedni krzyczą, że myśliwi to nowobogaccy mordercy patrzący jak zwierzynę psy rozszarpują na krwawe strzępy, drudzy, że wy ekoterroryści to guzik wiecie, my wiemy, ale nie powiemy, idźcie żreć trawę a ja wracam do sarniny mniam mniam. Czy ktoś może wczuć się w myśliwych ze strony PZŁ i mi wyjaśnić, na czym polega szlachetność tego zajęcia? Jak w ogóle wygląda tak krok po kroku przygotowanie polowania? Ile zajmuje badanie, do czego można strzelać, bo się namnożyło nadmiernie? Jak się kontroluje, czy nie odstrzelono za dużo? Ile osób może maksymalnie wziąć udział w polowaniu? Czy obecnie - pomijając sytuację, w której się nie celnie i zwierzę jest postrzelone, ale nie pada - stosuje się metody, przez które zwierzak cierpi w oczekiwaniu na śmierć?

Serio, proszę o łopatologiczne tłumaczenie, bo mój jedyny kontakt z myślistwem ograniczył się do szefowej umawiającej się na polowania przez telefon i chwaleniem nową bronią i słuchaniem na pogrzebie sąsiada, jak mu koledzy z koła grają na pożegnanie. Każde info przyjmę.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kazik dnia Wto 23:03, 10 Sty 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tuga
Ochocki z cyckamy



Dołączył: 31 Sty 2015
Posty: 238
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 23:58, 10 Sty 2017    Temat postu:

Jako niedoszla mysliwa, czuje sie wywolana do tablicy Wink przy czym - stazu nie robilam, konkretnymi liczbami rzucic ot tak, z glowy, nie moge, bo ich nie pamietam Smile szlachetnosc myslistwa - to czuje sie albo nie, wytlumaczyc tego sie, moim zdaniem, nie da Smile Co do reszty - zwierzyna jest liczona i na tej podstawie ustalane sa liczbowe limity odstrzalu dla danego gatunku. I ustala sie te limity z gory, nie tak, ze indywidualnie okresla sie to przed kazdym polowaniem Smile kontrola ilosci pozyskanej zwierzyny - cala buchalteria prowadzona jest w kole lowieckim. Przygotowanie polowania - to zalezy, o jakiego typu polowania jest mowa; jesli chodzi o polowanie indywidualne - rychtujemy bron, wskakujemy w gumofilce, wpisujemy sie u lowczego kola w zeszyt polowan - i wio, na lowisko Wink polowania zbiorowe - tu juz bardziej rozbudowane i rozwine to, pozwolicie, jutro Smile maksymalna ilosc ludzi na zbiorowce zalezna jest od wielkosci lowiska (mysliwi musza, ze wzgledow bezpieczenstwa, stac w okreslonej odleglosci od siebie, ile to metrow w tej chwili nie pomne). Jesli jest to polowanie szwedzkie - limituje to ilosc ambon Smile co do cierpien zwierzecia przed smiercia - wnyki i tym podobne klimaty to narzedzia klusoli, mysliwemu zalezy na jak najcelniejszym strzale i jak najszybszej smierci zwierzyny. Mam nadzieje, ze bylo wystarczajaco lopatologicznie Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Satoru
Soory Vietu



Dołączył: 17 Wrz 2016
Posty: 479
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 1:17, 11 Sty 2017    Temat postu:

Hm... Ja trochę na zewnątrz i późno troszkę, więc na razie krótko Very Happy Jeśli chodzi o przypadki takie jak administrator, mój tata, myśliwy i przez 10 lat sekretarz koła łowieckiego prywatnie zwykł twierdzić, że myśliwi to ludzie i jak to wśród ludzi, zawsze znajdą się jacyś debile i ci, niestety, są najgłośniejsi, Nie będę już go pytać, ilu, ale naoglądał się wielu różnych rzeczy na wielu różnych papierach, także ten...

Ja wiem, czy szlachetność? Nigdy go o to nie pytałam (raczej hejtowałam w dzieciństwie, bo, hurr durr, zwierzątka! Laughing ), ale z tego co widzę, to hobby jak chociażby wędkarstwo. Tylko bardziej angażujące, bo i paśniki się stawia, organizuje się i zawozi np. jabłka dla dzików, zakłada się na polach elektryczne pastuchy żeby dziczyzna w szkodę nie właziła, no i jeszcze zebrania i papierologia. Nawet jedzenia za dużo z tego nie ma Very Happy

Mam wrażenie, że chodzi głównie o możliwość wyniesienia się z domu, posiedzenia sobie na ambonie w ciszy i w spokoju*, na zakończenie polowania obalenia flaszki z kolegami i koleżankami i - jeśli się poszczęściło - przywilej zabrania upolowanej zwierzyny do domu po uiszczeniu opłaty znacznie jednak mniejszej niż w sklepie. No i, oczywiście, dziczyzna jest lepsza niż kurczak za 5 złotych z Lidla i do czasu swej gwałtownej śmierci miała lepsze niż ten kurczak życie Wink I z tego, co się orientuję, zawsze jest powiedziane, ile zwierzyny można odstrzelić, o sezonach polowań uwzględniających właśnie ochronę danego gatunku nie wspominając. I, serio, myślistwa z nowobogactwem nigdy nie kojarzyłam, raczej z ludźmi, którzy pasjonują się przyrodą i lubią mieć z nią bliski kontakt. Okrucieństwo wobec zwierząt to też domena statystycznie zdarzających się debili i psychopatów, których środowisko nie powinno tolerować. Lub pozbawionych moralności i empatii kłusowników, z którymi walka jest bardzo trudna...

(a miało być krótko!)

*jest tradycyjne polowanie organizowane w Wigilię rano - oj, już ja wiem, czemu tak naprawdę ma ono służyć Twisted Evil


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5717
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Śro 1:23, 11 Sty 2017    Temat postu:

Też poczekam na informacje i dodam, że myśliwych szanuję jako ludzi. Poznałam na przykład kobietę, która nie jadła żadnego mięsa, którego nie upolowała ona lub ktoś z jej znajomych - i to jest moim zdaniem dużo bardziej etyczne podejście, niż zażeranie się kotletami ze świń, które całe życie spędziły w boksie 2x3 i wycie, że ktoś śmie zadać szybką i bezbolesną śmierć uciekającej sarence.

Natomiast lobby myśliwskie - o, to zupełnie inna sprawa. Gardzę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tuga
Ochocki z cyckamy



Dołączył: 31 Sty 2015
Posty: 238
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:36, 12 Sty 2017    Temat postu:

Miało być wczoraj, jest dzisiaj – za co przepraszam, ale choroba mnie tak zmogła, że cały dzień praktycznie przespałam Sad A zatem, trochę o polowaniu zbiorowym Smile Terminy polowań zbiorowych w danym kole ustalane są z wyprzedzeniem na cały sezon takich polowań (czyli od 1 października do końca stycznia). Polowanie nie powinno zaczynać się przed wschodem, i kończy po zachodzie słońca. W dniu polowania, na samym początku (odprawie) prowadzący polowanie sporządza listę myśliwych i osób, które biorą udział w nagance, informuje, jaką zwierzynę się strzela (z uwzględnieniem okresów ochronnych), ile będzie pędzeń, u kogo jest apteczka, jakich sygnałów będzie używać się w trakcie polowania (najważniejsze to „ruszenie naganki”, „zakaz strzału w miot” i „koniec pędzenia, obowiązek rozładowania broni”; z tego, co się orientuję, nie ma obowiązku obecności sygnalisty na polowaniu, ale jeśli jest, to ułatwia to życie), ewentualnie przekazać jeszcze inne, ważne informacje. Po odprawie myśliwi losują numery stanowisk, które będą zajmować, zajmują te stanowiska, naganka rusza – no i jeśli jest zwierzyna, to myśliwi strzelają Wink Po zakończeniu miotu pozyskaną zwierzynę grubą się od razu patroszy, wytrzebia, studzi tuszę, a patrochy (niejadalne części wnętrzności) należy zakopać. W ramach ciekawostki – prawdziwy myśliwy do patroszenia nie podwija rękawów Smile Po skończonym polowaniu (czyli wszystkich przewidzianych pędzeniach) pozyskaną zwierzynę zwozi się na miejsce pokotu; tradycyjnie, układa się ją na karawanie i wiezie tak, aby łby skierowane były w stronę łowiska – symboliczne pożegnanie zwierząt z lasem/polem (ogólnie, z ich miejscem życia). No i sam pokot – zwierzyna układana jest na gałęziach iglastych, gatunkami w ściśle określonym porządku (dla zwierząt, na które obecnie można polować, to będzie: jeleń europejski, jeleń sika, daniel, muflon, dzik, sarna, borsuk, lis, kuna, tchórz, zając, królik i na końcu pióro; w przypadku zwierzyny grubej w obrębie gatunku jest jeszcze kolejność samiec – samica – młody). U zwierzyny grubej, na ranie postrzałowej układa się złom, u samców odłamaną częścią w stronę łba („na trofeum”) a u samic w stronę ogona („na płodność”). Pokot zawsze powinien oświetlać ogień, nawet jak jest widno. Po ułożeniu pokotu, jest zbiórka, ogłasza się króla polowania i króla pudlarzy. Jeśli jest sygnalista – gra dla każdego pozyskanego gatunku odpowiedni sygnał, następnie sygnał „król polowania” i na końcu „król pudlarzy” (celowo sfałszowany „król polowania”); jeśli nie ma sygnalisty, zwierzynę uczciwa się chwilą ciszy. Po pokocie – jest pora na podziękowania (dla mysliwych, naganki, lasowi za dobre łowy), rozdzielenie zwierzyny, zdanie kart stanowiskowych, odegranie „Darz bór” i ogłasza się koniec polowania. Z reguły po polowaniu przewidziana jest biesiada Wink Z zasad bezpieczeństwa – naganka obowiązkowo musi być ubrana w oczojebne kamizelki ochronne, dobrze, kiedy i myśliwi mają na sobie coś jaskrawego. Naganki ponadto trzeba zwyczajnie pilnować – czy nikt się nie zgubił, czy nic się mu nie stało, nie zasłabł, czy też zwyczajnie nie urwał się z polowania przed jego końcem. Co do broni – generalnie przed i po polowaniu musi być rozładowana, pomiędzy pędzeniami muszą być usunięte naboje z komór nabojowych, broń musi (poza strzałem, oczywiście) być trzymana pionowo lufą w górę lub w dół. Nie można oczywiście strzelać do zwierzyny, kiedy ktoś/coś jest na linii strzału, kiedy naganka jest zbyt blisko, no i oczywiście kiedy nie jest się pewnym, do czego się tak właściwie strzela. O obowiązku byciu trzeźwym w trakcie polowania nawet nie ma co mówić, bo to oczywiste Smile Jak wygląda polowanie na ten moment tyle, chyba, że coś mi się jeszcze przypomni Smile
Co do etyki i oszołomów... Cały czas oczywiście zakładam, że myśliwy jest człowiekiem bez zapędów sadystyczno-psychopatycznych, no i nie jest zwyczajnym idiotą. No ale niestety, tak jak zauważyła Satoru i jej tata – debile i psychopaci się zdarzają wszędzie i najbardziej właśnie ich widać, czysta statystyka, niestety... Tak samo kretyni są w każdej dowolnie określonej grupie ludzi i moim zdaniem, nie powinno się na podstawie jednostek określać całej tej grupy Smile Rozumiem, że komuś może nie podobać się myślistwo samo w sobie, przez to, że polega ono na zabijaniu zwierząt – ale serio, cholernie przykre jest słuchanie, jak to jest się mordercą, zwyrolem, psychopatą itd. Rozumiem wybory ludzi, którzy są wegetarianami/weganami – ale już nie bardzo rozumiem obrażanie tych, którzy mięso jednak jedzą Sad Przy czym, myślistwo jest najbardziej etycznym i najbardziej naturalnym i „pierwotnym” sposobem pozyskiwania tegoż mięsa – zwierzę całe życie spędza w naturalnym środowisku, stresy, jakich doznaje, też są naturalne (w sensie, że np. zając stresuje się, bo spierdziela przed lisem, swoim naturalnym wrogiem – a nie męczy się całe życie w klatce metr na metr z 10 innym zającami), nie cierpi w dodatkowy sposób przed śmiercią, a sama śmierć z reguły jest szybka. Fakt, postrzałki stanowią problem – ale, zgodnie z etyką łowiecką, myśliwy ma obowiązek strzelać tak, żeby zwierzę zabić jak najszybciej, ograniczając jej cierpienie – i nikt nie strzela celowo tak, żeby tylko ranić (o pieprzonych kłusolach nawet mi się nie chce pisać, bo na samą myśl coś mnie trafia, wybaczcie).
I tak zupełnie prywatnie... Są sprawy, które nawet w legalnym, etycznym i zgodnym z prawem myślistwie i tak mi nie leżą – i kiedy już będę myśliwą, to nie będę tego praktykować – np. cholernie nie podoba mi się to, że dozwolony jest odstrzał psów i kotów wałęsających się w obrębie łowisk (OK, zgadzam się, że - szczególnie bezpańskie psy – są szkodnikami w łowiskach, ale uważam, że ten problem można i należałoby rozwiązać inaczej, niż odstrzałami), plus nie leży mi etycznie całoroczny dozwolony odstrzał drapieżników na terenach występowania głuszca i cietrzewia... I jeszcze – wydaje mi się, że powinny zostać zweryfikowane i ustalone na nowo okresy ochronne dla poszczególnych gatunków. Zmienia się klimat, zmienia się funkcjonowanie przyrody, to, co działało jakiś czas temu obecnie przestaje działać – i niestety zaczynają zdarzać się historie typu strzelenie ciężarnej samicy w dozwolonym okresie polowań – bo niestety zmienia się roczny cykl funkcjonowania danego gatunku i np. okres godowy zaczyna się wcześniej, niż powinien...
I to na tą chwilę na tyle, bo mi paluchy odpadły Wink

Edyta: Jeszcze przypomniało mi się odnośnie postrzałków, bo może dla osób totalnie spoza środowiska myśliwskiego to nie jest wcale takie oczywiste - myśliwy ma obowiązek takiego postrzałka dojść i dobić (oczywiście może być tak, że zanim zdąży się go znaleźć, to już i tak padnie) - to nie jest tak, że jak ranne zwierzę spierdzieliło, to machamy na nie ręką i szukamy sobie następnego celu...


Post został pochwalony 2 razy

Ostatnio zmieniony przez Tuga dnia Czw 20:13, 12 Sty 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bez zarzutu
Trochę dziecko, trochę sarna



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 1167
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:13, 12 Sty 2017    Temat postu:

Przepraszam, nie chcę naprawdę być niegrzeczna... Mój ojciec jest myśliwym, należał do trzech kół, czy jest teraz w nowym- nie wiem, nie rozmawiamy na ten temat. Z mojej obserwacji wynika, że większość tych ładnych reguł, które są przytoczone powyżej to teoria.

Strzela się do wszystkiego, co się rusza, alkoholu po i PRZED polowaniem jest sporo, bajki o odstrzeliwaniu słabszych osobników można wsadzić między bajki. Znajomy w nocy siedział na ambonie czekając na dziki. Miał strzelać, ale dzik na szczęście wstał i zarzucił plecak kradzionych ziemniaków.
Dzieci na polowaniach? W ilościach hurtowych. Konające, niedobite zwierzaki, bo nikomu nie chce się za nimi lecieć? Nie chce mi się wierzyć, że w trzech kolejnych koła łowieckich są inne zwyczaje, sądzę, że to twoje jest chlubnym wyjątkiem.

Jest coś takiego jak strzelnica, jak ktoś się chce wykazać. Popić też sobie można, nawet w lesie, w towarzystwie smalców wciśniętych w morowe kufaje.
Pewnie przykro jest słyszeć, jak cię obrażają. Mnie było przykro stać przy konającej sarnie i czekać aż przyjedzie leśniczy i ją dobije.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tuga
Ochocki z cyckamy



Dołączył: 31 Sty 2015
Posty: 238
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:35, 12 Sty 2017    Temat postu:

Bez zarzutu - powiem tak: mnóstwo ludzi jeździ samochodem po pijanemu, mnóstwo rodziców tłucze do nieprzytomności swoje dzieci, mnóstwo lekarzy bierze łapówki... I czy to znaczy, że wszyscy kierowcy to pijacy, rodzice - sadystyczne potwory, a cała służba zdrowia łapownicy?... Ano właśnie. Może po prostu miałam szczęście w życiu co do myśliwych, możliwe. I współczuję ci głęboko przeżycia z sarną - z własnego doświadczenia wiem, że to nic fajnego (co prawda w moim przypadku to było zwierzę potrącone przez samochód, nie postrzałek). Ale serio - nie życzę sobie, żeby ktoś bluzgał na mnie - konkretnego człowieka - i wyzywał od najgorszych dlatego, że to pan Kowalski urżnął się na polowaniu, panu Kwiatkowskiemu nie chciało się dojść postrzałka, a pan Nowak ma w dupie książkę polowań, limity i okresy ochronne...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mirza
Galerianka na galerach



Dołączył: 03 Sty 2014
Posty: 1675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Za górami, za lasami...

PostWysłany: Czw 23:23, 12 Sty 2017    Temat postu:

Tuga napisał:
Ale serio - nie życzę sobie, żeby ktoś bluzgał na mnie - konkretnego człowieka - i wyzywał od najgorszych dlatego, że to pan Kowalski urżnął się na polowaniu, panu Kwiatkowskiemu nie chciało się dojść postrzałka, a pan Nowak ma w dupie książkę polowań, limity i okresy ochronne...

Tak się wtrącę, ale nikt przecież nikomu tutaj nie bluzga. Shocked Bez zarzutu przedstawiła jak to wygląda z jej strony... Czy może mnie na oczy padło i nie wiem, co czytam?
Znam osobę, która jest myśliwym (?). Jeździ na polowania, to na pewno. Z jej wypowiedzi wynika, że niestety ma mały szacunek do życia zwierząt (np. chwalenie się co i jak zabił, jak to się wykrwawiało i to wszystko opowiadane z błyskiem prawdziwej pasji w oku... podziękuję). No ale to tylko mikro cząstka całego myśliwskiego świata, więc nie uogólniam. Chciałabym, żeby wszędzie było tak, jak piszesz i mam nadzieję (może nieco głupią), że w większości kół tak to właśnie wygląda.

Nefariel napisał:
Poznałam na przykład kobietę, która nie jadła żadnego mięsa, którego nie upolowała ona lub ktoś z jej znajomych - i to jest moim zdaniem dużo bardziej etyczne podejście, niż zażeranie się kotletami ze świń, które całe życie spędziły w boksie 2x3 i wycie, że ktoś śmie zadać szybką i bezbolesną śmierć uciekającej sarence.

A to podejście mi się bardzo podoba. Sama wprawdzie jem mięso "z marketu" ale w bardzo małych ilościach (raz na tydzień/dwa a czasami rzadziej). Gdybym miała jeść tylko to, co osobiście zabiję, byłabym wegetarianką. Razz Może to hipokryzja z mojej strony, trudno. Staram się szanować życie ograniczając mięso i nie marnując tego, które już kupiłam, myślę, że nawet takie drobne rzeczy mają znaczenie.

Tuga napisał:

np. cholernie nie podoba mi się to, że dozwolony jest odstrzał psów i kotów wałęsających się w obrębie łowisk (OK, zgadzam się, że - szczególnie bezpańskie psy – są szkodnikami w łowiskach, ale uważam, że ten problem można i należałoby rozwiązać inaczej, niż odstrzałami)

Żeby sprawa dotyczyła tylko bezpańskich psów... nie wiem, co zrobiłabym myśliwemu, który strzeliłby mi do psa, bo ten sobie biega po polanie... Żeby nie było – w samym lesie go nie spuszczam, ale mam swoje względnie "bezdrzewne" miejsca, w których biega luzem bawimy się i ćwiczymy. Czasami znika mi z oczu na krótki moment – czy to w trawie, czy po prostu za moimi plecami. Mamy też przerwy pomiędzy ćwiczeniami i zabawą, kiedy pozwalam mu swobodnie węszyć i eksplorować teren. Wtedy czasami się ode mnie oddali, ale mam go na oku. Zawsze towarzyszy mi przy tym jednak paranoja, czy może gdzieś ktoś do niego nie strzeli, bo się np. pies stoi ode mnie w odległości 50 metrów, a ja trafię na jakiegoś oszołoma. Może gdyby łowiska były jakoś szczególnie oznaczone? Albo myśliwy w jakiś sposób oznajmiał swoją obecność w lesie to byłabym spokojniejsza (np. kartka na drzewie typu "uwaga, poluję"). Nie wiem... ponosi mnie fantazja, ale, no, dla mnie to realny problem. Widziałam kilka filmików, na których postrzelono psa będącego może z 10 metrów od właścicielki – nawet, jeżeli w tym momencie biegał między drzewami, to to nie jest w porządku (pies był w szelkach).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Pią 9:38, 13 Sty 2017    Temat postu:

Tak, moge potwierdzic zabieranie dzieci na polowania, bo mam to we wlasnej rodzinie. Mam tez wrazenie, ze kwestia spozywania alkoholu przed polowaniem to niestety nie wyjatek a norma. Tugo, uczestniczylas w polowaniach swojego kola, czy poki co przeszlas tylko kurs teoretyczny? W kazdym razie podoba mi sie to, co piszesz I chcialabym, zeby kazde kolo faktycznie stosowalo sie do tych zasad.

Co do znajomej Nef, jestem sceptyczna. Wyjeta z kontekstu taka postawa brzmi dobrze. Ale kontekst mamy taki, ze niezaleznie od tego, czy znajoma pojdzie na polowanie czy nie, te swinie I woly w rzezni I tak zostana zabite. Natomiast gdyby na polowanie nie szla, to sarna mialaby szanse zyc. Wiec jest wiecej niz jeden sposob spojrzenia na etyke takiego podejscia Smile

Majac w rodzinie mysliwych, pozarlam w swoim zyciu spore ilosci dzikow, saren I kaczek, wiec nie mam podstaw zeby rzucac w kogokolwiek kamieniem, ale sama nie zamierzam isc w tym kierunku Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Duslawa
Boski Ronaldo



Dołączył: 23 Lis 2010
Posty: 645
Przeczytał: 95 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ze stawu rybnego

PostWysłany: Pią 11:27, 13 Sty 2017    Temat postu:

Mirzo, z psem mam podobnie, na spacerach raczej nie spuszczam go ze smyczy, nie wiadomo na jakiego oszołoma się trafi (vide historia z zabitym rowerzystą i kobietą postrzeloną na własnym terenie). Brr.
I może ze mnie człek bez uczuć, ale nigdy nie zrozumiem, jak ktoś może to traktować jako wyraz miłości do przyrody a nie przykry obowiązek (jak z tym rzekomym odstrzeliwaniem słabych sztuk). I, jak napisała Mirza, to opowiadanie z pasją w oczach co się ustrzeliło - mnie przy kimś takim ciarki przechodzą.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Duslawa dnia Pią 11:29, 13 Sty 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10567
Przeczytał: 41 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Pią 12:37, 13 Sty 2017    Temat postu:

Ojciec byłego jest myśliwym, faktycznie on sam i kilku jego znajomych z tych "normalnych", przestrzegających regulaminów, dobrze traktujących zwierzęta własne. Ale wiele też niedobrego mogę powiedzieć - picie i to dużo to norma,
historii podobnej to tej przytoczonej przez Mirzę, sporo ("wicie, ja tego lisa se zastrzeliłem i on, hehehe, huhuhu, buraka w pysku niósł"), "miłość" do zwierząt też ciekawie pojmują - pies przy domu ma być na łańcuchu, żmiję przywiezioną w sianie należy zatłuc widłami, następnie okazać dziecięciu mocno nieletniemu, aby zobaczył, jak rzeczona wygląda. Znajomym zastrzelili psa - mieszkają na wsi, pod lasem, psy sobie biegają po posesji, małe pieseły, przyjazne, do sąsiadów daleko, żadnego zagrożenia nie stanowią. Pies był u siebie. Drugiej znajomej wleźli na posesję, na bażanty w jej aronii czy innych krzaczorach polowali, pogoniła, ale i bluzgów się nasłuchała, bo jak to IM nie wolno?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tini dnia Pią 16:00, 13 Sty 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Saint Peter S. Rock



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2348
Przeczytał: 51 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:00, 13 Sty 2017    Temat postu:

Nie znam żadnych myśliwych i nigdy nie miałam z tematem nic wspólnego, ale wasza dyskusja (a szczególnie post Tinweriny) nasunęła mi myśl z myślistwem związaną tylko częściowo. (Nie zakładam nowego tematu bo w sumie nie wiem, czy się rozwinie jakaś dyskusja, czy nie, ale jakby faktycznie popłynęło, to się poprosi moderatorstwo o wydzielinkę.) Mianowicie:

Nie macie wrażenia, że to możliwość swobodnego posiadania i używania broni palnej (a nawet pewien jej fetyszyzm) rodzi wspomnianą tutaj wielokrotnie roszczeniowość i "schamienie" (wybaczcie mocne słowo, ale w tym momencie jakieś bardziej dyplomatyczne nie przychodzi mi do głowy, w razie co proszę mi podrzucić)? Nie odnoszę się już tylko do naszego podwórka, ale również, np. do amerykańskich miłośników broni czy samej NRA. Nie znam środowiska myśliwych polskich, ale swego czasu czytałam na temat broni palnej w Stanach i moim zdaniem widać tutaj sporo zbieżności, szczególnie w warstwie podejścia typu "jak to NAM NIE WOLNO?!" i wiecznego łaknienia przywilejów. Zastanawia mnie więc, czy wspólnym mianownikiem nie jest tu właśnie możliwość posiadania i używania broni? Oczywiście na polskim podwórku nie ten fetyszyzm i powoływanie się na "święte prawo" nie jest tak wielkie, jak w USA, więc siłą rzeczy i skala tego typu postaw jest mniejsza, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że związek na linii "dostęp do broni - większa agresja i roszczeniowość" istnieje.

Jeśli ktoś zna jakieś badania na ten temat to ofc przyjmę chętnie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Satoru
Soory Vietu



Dołączył: 17 Wrz 2016
Posty: 479
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:17, 13 Sty 2017    Temat postu:

Pociągnę offtop Smile O myślistwie się nie wypowiem (acz myślę, że w Polsce, gdzie dostęp do broni jest ograniczany, pewnie wygląda to inaczej albo przynajmniej skala jest mniejsza. W takiej Finlandii, gdzie w niemal każdym domu znajduje się broń myśliwska - z tego, co kojarzę - strzelaniny odbywają się właśnie z jej udziałem).

Przypomniał mi się jedynie eksperyment, o którym dawno temu czytałam, przeciwstawiający się tezie, że "guns don't kill - people do!". W jakichś kontrolowanych warunkach ofia... khem, badani byli w jakiś sposób prowokowani do wybuchu. Jeśli w zasięgu wzroku badanych położono pistolet zamiast, na przykład, parasolki, samo to sprawiało, że reagowali agresywniej - to nawet nie była ich broń, nawet jej nie dotykali, wystarczyło, że ją widzieli.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Saint Peter S. Rock



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2348
Przeczytał: 51 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:34, 13 Sty 2017    Temat postu:

Gdybyś przypomniała sobie jakieś szczegóły dotyczące tego eksperymentu, to napisz PW, pogóglam sobie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zaciekawiony
Japoński Mafiozo



Dołączył: 02 Mar 2015
Posty: 1260
Przeczytał: 23 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Białe miasto nad mętną rzeką

PostWysłany: Sob 0:50, 14 Sty 2017    Temat postu:

A czy faktycznie jest tak, że zwierzęcia dzikiego nie można po prostu odstrzelić tylko trzeba to robić drogą formalnego polowania? Znajomy mieszkający pod Białowieżą opowiadał mi historię jak z kronik Wędrowycza jak to przygarnęli małego dziczka odtrąconego przez lochę, ale gdy podrósł zaczął się robić agresywny, postanowili więc zrobić dzikobicie. No i okazało się że ponieważ formalnie jest to zwierzę dzikie i z gatunku łownych a on nie prowadził oficjalnej hodowli, to trzeba zorganizować polowanie aby w papierach się wszystko zgadzało. Więc zorganizowano polowanie... w zagrodzie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Farraige
Machająca Brew Maskotka



Dołączył: 11 Lip 2013
Posty: 57
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 13:28, 15 Sty 2017    Temat postu:

Odnosząc się do kogoś wyżej kto napisał że myślistwo może być hobby.
Nigdy, przenigdy, przenigdy nie zrozumiem jak pozbawianie czującej istoty życia może być uważane za hobby, albo za cokolwiek innego niż ewentualną przykrą konieczność.
A z innej beczki : [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zaciekawiony
Japoński Mafiozo



Dołączył: 02 Mar 2015
Posty: 1260
Przeczytał: 23 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Białe miasto nad mętną rzeką

PostWysłany: Nie 14:50, 15 Sty 2017    Temat postu:

To co w takim razie sądzisz o wędkarstwie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5717
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Nie 15:00, 15 Sty 2017    Temat postu:

Nie do mnie pytanie, ale odpowiem - jak patrzę po stronach wędkarskich, to większość wędkarzy... wypuszcza ogromną część złowionych ryb, i zabija tylko te, które zamierza zjeść. Nadal jest to pewna forma znęcania się nad zwierzętami, ale nie bezpośredniego zabijania.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Satoru
Soory Vietu



Dołączył: 17 Wrz 2016
Posty: 479
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:19, 15 Sty 2017    Temat postu:

To, że większość ryb wypuszczają, może wiązać się z normami pozwalającymi na łowienie ryb tylko od określonej długości (lub może wagi, ale to chyba trudniej zmierzyć na oko). I może nie każdego zadowoli płotka albo karaś i czeka na szczupaka albo sandacza... Ale o tym, co konkretnie złowili, przekonują się po fakcie. A na polowaniu, jeśli czegoś nie zaniedbają, upolują tylko to, co zamierzali i również jest to obwarowane zasadami i ograniczeniami.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5717
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Nie 21:22, 15 Sty 2017    Temat postu:

Jestem prawie pewna, że płotki i karasie łowi się inaczej niż szczupaki czy sandacze. A z wypowiedzi, którą widziałam, wynikało, że typ złowił X ryb takich, jakich chciał, i wypuścił wszystkie poza jedną czy dwoma, które sobie wieczorem usmażył.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Satoru
Soory Vietu



Dołączył: 17 Wrz 2016
Posty: 479
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 22:25, 15 Sty 2017    Temat postu:

Ja się na tym w ogóle nie znam, ale faktycznie, coś może w tym być - bo jak inaczej mój tata wybierałby się na ryby z odgórnym założeniem, że dzisiaj to będą płotki / karasie / szczupaki (pomijając, oczywiście, wyprawę na staw zawierający określony gatunek ryby, np. karpia). Z twojego przykładu wynika, że albo ktoś jest bardzo wybredny, albo rzeczywiście lubi tylko łowić, a niekoniecznie coś złowić. Tak samo myśliwy może po prostu lubi siedzieć nocą na ambonie albo tropić zwierzynę w lesie i jak wróci z polowania z niczym, nie ma poczucia życiowej klęski.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5717
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Nie 23:06, 15 Sty 2017    Temat postu:

Nieno, złowić jak najbardziej - bo walka z rybą, bo satysfakcja, bo świadomość że dobrze się coś przygotowało etc. Jeno nie ubić. Dlatego moim zdaniem to nadal niepotrzebne znęcanie się nad zwierzakiem, chociaż na pewno bardziej akceptowalne niż zabijanie zwierząt, których się potem nie zjada. Porównałabym go bardziej do myśliwego polującego, ja wiem, z bronią ze środkiem nasennym. Bo ten myśliwy z Twojego przykładu to bardziej miłośnik fotosafari. Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2137
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:09, 15 Sty 2017    Temat postu:

Ja mam takie pytanie jako kompletny laik - czy samo złowienie ryby na wędkę nie robi jej krzywdy? W sensie - nie rani jakoś pyszczka czy coś?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Satoru
Soory Vietu



Dołączył: 17 Wrz 2016
Posty: 479
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:26, 15 Sty 2017    Temat postu:

Nieee, po prostu samo siedzenie sobie z wędką w ciszy z daleka od innych ludzi może być przyjemne, niezależnie od tego, czy się coś złowi, czy nie. No i nie wiem, jak inni myśliwi, ale mojemu tacie rzadko udaje się coś ustrzelić (może poza lisami, bo ich właśnie dużo). Pewnie to m. in. dlatego nie wypuszcza żadnych wymiarowych ryb, tylko robi z nich konserwy, sznycle i nie wiem co jeszcze poza zwykłym smażeniem Laughing Chyba jedyna kupowana u mnie ryba to karp na święta.

Galneo, z tego co się orientuję, rzeczne ryby i tak mają niewystarczająco rozwinięty układ nerwowy żeby odczuwać ból. Nie wiem, jak to jest z normalnym łowieniem i wypuszczaniem - w sumie może na zasadzie dziurki po piercingu, która zarasta? Ostatnio w domu słyszałam historię, ale nie wiem, czy jej nie przekręcę - o starych i chytrych rybach, które przy próbach złowienia od razu płyną w chaszcze, żeby wędkarz odciął żyłkę i odżałował, po czym odpływają i... Pozbywają się tych haczyków z odciętą żyłką? I jeszcze robią to wielokrotnie? Shocked Jakoś połączone z wyrażeniem "Bo dzisiaj ryba nie weźmie byle czego", więc nie wiem... Uczyniły z tego sposób na życie?

Możliwe, że brnę już za bardzo w nadinterpretacje. Ale ostatnio, a propos niewielkich sukcesów na polowaniach, wysnułam teorię: "A może te zwierzęta już się po prostu nauczyły, kiedy jest na nie sezon i wtedy się chowają?" i odpowiedź taty: "NA PEWNO się nauczyły". Czyli przyroda nie jest taka bezbronna Laughing


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2137
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:42, 15 Sty 2017    Temat postu:

Jeśli ta historia o odpływaniu była prawdziwa, to by znaczyło, że ryby nie tylko czują ból, to jeszcze potrafią uczyć się, jak go unikać i walczyć o życie, a to już są bardziej zaawansowane operacje mózgowe. Ja właśnie czytałam artykuł, że jako kręgowce ryby właśnie są zdolne do cierpienia. A o ile zabijanie dla pożywienia nie budzi we mnie sprzeciwu, tak łapanie i wypuszczanie zranionych zwierząt dla zabawy wydaje się już mętne.

Natomiast nie jestem jakąś specjalistką w dziedzinie ichtiologii, więc to tylko moje rozważania.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Galnea dnia Nie 23:43, 15 Sty 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Satoru
Soory Vietu



Dołączył: 17 Wrz 2016
Posty: 479
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:58, 15 Sty 2017    Temat postu:

Nie wiem, czy chodzi o ból... Może to jak z myszami, które uczą się podbierać jedzenie z pułapki i ujść z życiem - tak samo ryby kombinują, jak by tu podjeść przynęty, a nie zostać złapane. I jakoś wydaje mi się, że mogące żyć wiele lat ryby mogą być mądrzejsze od myszy, ale specjalistą biologiem również nie jestem w żadnym wypadku Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bez zarzutu
Trochę dziecko, trochę sarna



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 1167
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 1:37, 16 Sty 2017    Temat postu:

Przeczytałam raz jeszcze mój post i nie widzę tych bluzgów i ad person. Specjalnie nawet napisałam, że Twoje koło łowieckie jest chlubnym wyjątkiem, bo takiego przestrzegania niegłupich przecież zasad nie widziałam do tej pory nigdzie. Jeżeli czujesz się urażona- to mogę tylko przeprosić i zapewnić, że żadnych bluzgów słać pod twój adres nie chciałam. Zdanie o przeciętnym Januszu z flintą podtrzymuję.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Floréal
Kolega Krasula



Dołączył: 11 Kwi 2014
Posty: 440
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 2:09, 16 Sty 2017    Temat postu:

Mój tata też lubi chodzić na ryby i potwierdzam, że wypuszcza, co złowi, w zasadzie to prawie zawsze. Ze dwa razy przyniósł i przyrządził, coś tam też kiedyś wziął dla kota - ale ogólnie to się bardzo rzadko zdarza, bo chodzi na ryby po prostu dla przyjemności, nie dla samych zdobyczy. W mojej opinii coś takiego jest lepsze niż zabicie ryby - tzn. wiadomo, lepiej nie robić zwierzęciu krzywdy, jeśli nie trzeba, nie widzę w tym nic fajnego - ale chyba z dwojga złego już lepiej je zranić (poboli i przestanie, da się z tym żyć) niż zabić.

Co zaś do samego polowania, to trudno mi w hobby polegającym na zabijaniu dostrzec coś "szlachetnego".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mirza
Galerianka na galerach



Dołączył: 03 Sty 2014
Posty: 1675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Za górami, za lasami...

PostWysłany: Pon 2:18, 16 Sty 2017    Temat postu:

Dla mnie to jest jakaś taka... specyficzna mentalność. Nie zapomnę rozmowy z osobą, która właśnie na polowania jeździ, a która na to, że pies nie chce wracać do mnie z aportem, poradziła... Obrożę elektryczną.
I opowiadała przy tym z entuzjazmem, że "no zobaczysz, jak psa trzepnie to od razu puści" oraz "bo pies musi wiedzieć, gdzie jest jego miejsce, musi poczuć, że źle robi".
Um, nie?
Bardzo nie???
Nie neguję OE jako narzędzia treningowego, ale na pewno nie jest to rzecz dla psa do noszenia na co dzień, a już na pewno nie w takich banalnych przypadkach jak nie przynoszenie rzuconej zabawki. Koniec końców problem rozwiązałam bez rażenia psa prądem. Edit: Wymagało to ode mnie nieco pomysłowości i zagłębienia się w przyczynę problemu, ale teraz mam stwora, który po prostu UWIELBIA aportowanie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mirza dnia Pon 2:19, 16 Sty 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Pon 9:57, 16 Sty 2017    Temat postu:

Co do ryb, to owszem, czuja bol. Prawidlowo zlowiona ryba ma przedziurawiony haczykiem pyszczek. Haczyk jest skonstruowany tak, zeby latwo wchodzil, ale zeby trudno sie wyciagal. Wiekszosc wedkarzy oswabadza ryby z uwaga I staraja sie go wyjac jak najdelikatniej, ale przerwania tkanki nie da sie uniknac, wiec u sporej czesci odrzuconych ryb rozwija sie w tym miejscu infekcja - jeziora nie sa sterylnymi habitatami. Pomniejsza czesc ryb umiera niedlugo po wrzuceniu do wody ze stresu.

Do tego nie zawsze ryba lapie sie idealnie, jesli wedkarz jest niecierpliwy I poderwie wedke przy pierwszym drgnieciu splawika, czyli zanim ryba polknie przynete, moze ja zaczepic za pletwy, ogon, poharatac, a to sie goi bardzo kiepsko.

Jak cos, to ugryzienia ryb na czlowieku tez sie goja bardzo kiepsko, strasznie paprza, wiec jesli macie zebate rybie lby, to nie pakujcie w nie paluchow.

"W Szwajcarii i Niemczech wędkarstwo Catch & release uważane jest za niehumanitarne i jest obecnie zakazane .

Skuteczne techniki połowu i uwolnienia pozwalają uniknąć nadmiernego czasu walki z rybą na haczyku. Należy pamiętać aby nie uszkodzić rybiej skóry, łusek i śluzu oraz unikać suchych rąk i powierzchni gdyż może to prowadzić do infekcji grzybiczych. Ważne jest również , aby używać sieci i podbieraków , które nie są ścierne dla ryb np. wygumowane sieci." Nie znam wedkarza, ktory przejmowalby sie az tak, a tych bezadziorowych haczykow sie w Polscce chyba nei stosuje zbyt czesto.

"Podczas badania „Oklahoma Department of Wildlife Conservation”, wykazano iż nawet do 43 procent ryb wypuszczonych po złowieniu zdechło w ciągu sześciu dni w wyniku nieodpowiedniego obchodzenia się z rybami (przetrzymywanie oraz ważenie) podczas turniejów.

Podczas gdy ryby złowione w płytkich wodach mają duży współczynnik przeżywalności ( 70-97 % w zależności od przynęty, gatunku, haczyka), to w przypadku wędkarstwa morskiego nie zdaje to zbyt dobrze egzaminu. Większość gatunków ryb morskich cierpi w powodu nagłych zmian ciśnienia, gdy są wyciągane z dużych głębokości na powierzchnię."

Zrodlo: [link widoczny dla zalogowanych]

(Ze dwadziescia lat temu mialam akwarium I strasznie chcialam zostac ichtiologiem. Do liceum mi przeszlo Wink Wedkowalam okazjonalnie rowniez, bez wypuszczania, tylko na obiad. To, co zlowilam w calym swoim zyciu to ze trzy uklejki I moze z piec baczkow, wszystko zostalo zjedzone)

Ach, no I jasne, ze na szczupaka zasadza sie inaczej niz na trocie I inaczej niz na wegorza czy plotki, bo kazda z tych ryb je inne rzeczy, zeruje o innej porze dnia, wystepuje na innej glebokosci. Osobiscie, poniewaz nie chcialam robic krzywdy robaczkom, lowilam na kukurydze, najczesciej konczylo sie tak, ze sama zjadalam wiekszosc puszki az robilo mi sie niedobrze I szlam na powrot do domu Razz


Post został pochwalony 2 razy

Ostatnio zmieniony przez gayaruthiel dnia Pon 10:01, 16 Sty 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2137
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:53, 16 Sty 2017    Temat postu:

Floréal napisał:
Ze dwa razy przyniósł i przyrządził, coś tam też kiedyś wziął dla kota - ale ogólnie to się bardzo rzadko zdarza, bo chodzi na ryby po prostu dla przyjemności, nie dla samych zdobyczy. W mojej opinii coś takiego jest lepsze niż zabicie ryby - tzn. wiadomo, lepiej nie robić zwierzęciu krzywdy, jeśli nie trzeba, nie widzę w tym nic fajnego - ale chyba z dwojga złego już lepiej je zranić (poboli i przestanie, da się z tym żyć) niż zabić.

Przyznam, że nie rozumiem. Czyli rozrywka, której konsekwencją jest zadawanie bólu (w końcu przebite podniebienie poboli i przestanie) i ewentualnie śmierć od zakażonej rany (jak pisze Gaya) bez jakiegoś większego sensu jest dla ciebie bardziej do przyjęcia, niż zabicie zwierzęcia dla pożywienia (czyli z pożytkiem dla zabijającego)? Czy gdyby ktoś chodził dla przyjemności np. łapać zające, kaleczać je czymś ostrym, a następnie wypuszczał (poboli i przestanie), to czy byłoby to równoważne wypuszczaniu złowionych ryb? Przyznaję się do swoich deficytów w empatii wobec zwierząt, więc możliwe, że coś mi unika, ale chciałabym zrozumieć twój tok rozumowania.

Kwestię zabijania dla samego zabicia (czyli bez jakichś wyższych celów) w tym momencie pomijam, ponieważ tu się chyba wszyscy zgadzamy, że to złe.

Dzięki Gayu za wyjaśnienia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Satoru
Soory Vietu



Dołączył: 17 Wrz 2016
Posty: 479
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:28, 16 Sty 2017    Temat postu:

Um... Rzeczywiście, Gaya wyjaśniła wszystko, co się tylko da Confused Teraz tym bardziej nie rozumiem polowania i łowienia "dla sportu". To tak, jakbym ja poszła do lasu na jagody, nazbierała ilebądź i na koniec wywaliła je w trawę, bo lubię je tylko zbierać, a jak będę chciała, to kupię sobie borówki amerykańskie w sklepie. Przecież to jest absurdalne Laughing Ale może niektórym zbyt dobrze się wiedzie, że im porządne jedzenie niepotrzebne...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Floréal
Kolega Krasula



Dołączył: 11 Kwi 2014
Posty: 440
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:05, 16 Sty 2017    Temat postu:

Galnea napisał:
Przyznam, że nie rozumiem. Czyli rozrywka, której konsekwencją jest zadawanie bólu (w końcu przebite podniebienie poboli i przestanie) i ewentualnie śmierć od zakażonej rany (jak pisze Gaya) bez jakiegoś większego sensu jest dla ciebie bardziej do przyjęcia, niż zabicie zwierzęcia dla pożywienia (czyli z pożytkiem dla zabijającego)? Czy gdyby ktoś chodził dla przyjemności np. łapać zające, kaleczać je czymś ostrym, a następnie wypuszczał (poboli i przestanie), to czy byłoby to równoważne wypuszczaniu złowionych ryb? Przyznaję się do swoich deficytów w empatii wobec zwierząt, więc możliwe, że coś mi unika, ale chciałabym zrozumieć twój tok rozumowania.

Ja po prostu nigdy nie uważałam, żeby nasze korzyści w jakiś sposób usprawiedliwiały zabijanie, więc tok rozumowania "zabiłam, ale przynajmniej z tego skorzystam" jest mi obcy. Pozostaje kwestia, co jest większym złem, zranienie zwierzęcia, czy pozbawienie go życia. Zawsze uważałam, że jednak to drugie - choć w świetle obecnych informacji, jeśli faktycznie często takie ryby długo cierpią, a potem umierają z powodu tych ran, to już nie jest to takie oczywiste - chyba lepiej jednak umrzeć szybko. Ogólnie więc najlepiej chyba byłoby po prostu nie łowić ryb...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2137
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:09, 16 Sty 2017    Temat postu:

A, to już rozumiem. Nie zgadzam się, ale rozumiem i szanuję twój pogląd.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Floréal
Kolega Krasula



Dołączył: 11 Kwi 2014
Posty: 440
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:17, 16 Sty 2017    Temat postu:

Ok, to miło, że się zrozumiałyśmy Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 12:49, 17 Sty 2017    Temat postu:

Och, nie spodziewalam sie takiego odzewu, myslalam, ze ryby nikogo nie interesuja Very Happy To jeszcze z takich informacji ogolnych, lepiej jest kupowac ryby z profesjonalnych hodowli (norweskiego lososia np znam osobiscie I wiem ze nie da mu sie wiele zarzucic, polskich hodowli nie znam ani kontroli jakie musza przechodzic, ale jestem pewna ze tez jest mnostwo godnych polecenia, bo polska zywnosc ogolem stoi na wysokim poziomie), niz jesc te zlowione dzikie. Nie ma podstaw zeby uwazac je za zdrowsze, wrecz przeciwnie. Hodowlane sa badane I nie ma opcji wpuszczenia na rynek chorego osobnika, natomiast dzikie ryby, tak jak dzikie myszy, dzikie dziki, w sumie chyba wszystko poza roslinozercami, maja swoj wachlarz pasozytow I chorob, z ktorych czesc (niestety nie wiem jak duza) moze sie przeniesc tez na czlowieka.
Pierwszy z brzegu przyklad to tasiemiec, wrazliwi na tasiemce niech nie patrza [link widoczny dla zalogowanych]
Nie wiem jak rybi tasiemiec ma sie do inkubacji w ciele czlowieka I na ile mozliwym jest nie zauwazenie go podczas patroszenia, ale jestem dziwnie pewna, ze 99% wedkarzy nie biega z tym co zlowia do weterynarza na testy tak, jak to robia mysliwi.

Nie chce siac paniki, ale to jest jedna z tych rzeczy o ktorych warto pomyslec/warto byc swiadomym zanim sie zarzuci splawik czy wezmie ryby od sasiada-hobbysty. Nie zebym sama nie miala trzech dorszy wielkosci meskiego przedramienia w zamrazarce, od sasiada wlasnie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 14:13, 17 Sty 2017    Temat postu:

Post pod postem, bo zupelnie inny temat. Trigger warning: link prowadzi do waznego tekstu, pod ktorym sa niestety zdjecia cierpiacego dzika. [link widoczny dla zalogowanych]

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Dawidek w kozakach



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2034
Przeczytał: 48 tematów

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 15:35, 17 Sty 2017    Temat postu:

No i właśnie pytanie, jak to wszystko się w tych kołach łowieckich odbywa pod względem formalnym. Wiadomo, że myśliwy strzela tak, żeby trafić, bo wiadomo, nawet, jeżeli nie kieruje nim empatia, to jednak nabój swoje kosztuje i sztuka dziurawa jak sito średnio się do czegoś nadaje. Pytanie: ile zwierząt uśmiercanych jest czystym strzałem? Ile tak naprawdę zbiega z poważnymi ranami?

Co do zastrzelonych cudzych psów: to jest odnotowywane? Czy koło ma obowiązek jakoś zadośćuczynić właścicielowi?

Rozumiem, że zanim zostanie się w kole myśliwym-myśliwym, trzeba odbyć jakiś staż, w którym się nie strzela, a uzupełnia paśniki i inne takie. Ile ten staż trwa? Czy przed wypuszczeniem w teren robi się jakieś testy, żeby sprawdzić, jak umiejętnie się ktoś z bronią obchodzi i na tej podstawie przepuszcza albo nie?

Włos mi staje dęba, jak czytam o dzieciach czy kombinacji alkohol + broń. I teraz znowu: czy to faktycznie tylko wyjątki jak wszędzie, czy powoli staje się to normą? Ostatnio przypadkiem wpadły mi statystyki przedstawiające, jak wzrosła ilość członków kół łowieckich w ostatnich latach - ładnie poszybowało w górę, a to rodzi niebezpieczeństwo związane z tym, że jak grupa jest duża, to trudniej ją kontrolować (choć znowu pytanie: ile tych osób już strzela, a ile zaopatruje karmniki - na fejsie ZKŁ widziałam parę skarg, że ludzie ciągle czekają z przyłączeniem i nic, bo jest za dużo ludzi). Jak nic przydałyby się badania w tym temacie, idę szukać.

Cytat:
A czy faktycznie jest tak, że zwierzęcia dzikiego nie można po prostu odstrzelić tylko trzeba to robić drogą formalnego polowania?

Nie znam się na tym w ogóle, ale mam taką hipotezę, że znajomym mogły kierować obawy związane z ewentualnymi nieprzyjemnościami u weterynarza. Cholera wie, jakie paskudztwa w dziku siedzą, więc mięso zawsze trzeba zbadać - a żeby je zbadać, trzeba udowodnić, że złapaliśmy tego dzika na legalnym polowaniu (ponoć dlatego też kłusownicy nie pomagają w "regulowaniu" dziczej populacji, bo ryzyko złapania choroby jest zbyt duże).

Na obronę wędkarstwa można jeszcze powiedzieć, że wiele osób nie idzie tam w ogóle z nadzieją ułowienia czegokolwiek, wkładając zero wysiłku w to, żeby się złapało, bo przecież chodzi o to, żeby pogapić się w ciszy w wodę. No, ale na ile to jest wędkarstwo, a na ile leżenie ze sznurkiem na kijku Razz Tymczasem w myślistwie chyba rzadkością są ludzie, którzy nie planują do niczego strzelać, tylko tak pochodzić po lesie z bronią i nawdychać się świeżego powietrza.

Nie wiedziałam, że rybom wędkowanie dla sportu aż tak daje w ość. Brrrrr. Dobrze coś takiego przeczytać.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Czw 10:34, 19 Sty 2017    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10567
Przeczytał: 41 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Czw 13:08, 19 Sty 2017    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]
No kto to widział, żeby w XXI wieku jakieś dzikie zwierzę śmiało się kręcić po lasach, które wszak należą do łowców. I jeszcze, podłe, atakują, bo wleziono na ich teren. Tylko psów szkoda. Sad
Swoją szosą, ciekawe zdanie:
Cytat:
Nagle miłe myśliwskiemu uchu psów granie przemienia się w odgłosy walki.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tini dnia Czw 13:37, 19 Sty 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Babatunde Wolaka
Ministrant Chaosu



Dołączył: 28 Maj 2012
Posty: 3507
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: City of Oftenhyde

PostWysłany: Czw 14:22, 19 Sty 2017    Temat postu:

Mićkiewicza się ktoś naczytał.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bez zarzutu
Trochę dziecko, trochę sarna



Dołączył: 21 Mar 2010
Posty: 1167
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 1:58, 01 Mar 2017    Temat postu:

Podbijam temat z wiadomego powodu. Podtrzymuję moje zdanie o dużej części polskich myśliwych oraz dostępie do broni w naszym kraju.
Cholernie mnie wkurza nazwanie tego "nieszczęśliwym wypadkiem". Nieszczęśliwy wypadek to byłby, jakby się jeden potknął o korzeń i nieszczęście! postrzelił sobie stopę. Jeżeli faktycznie jak przeczytałam- poszli 100 metrów od domów postrzelać do PSÓW, to kurde, mam nadzieję, że bekną solidnie. Tak, żeby się te prymitywy w kołach zaczęły bać.

Usprawiedliwieniem dla mordercy ma być to, że ofiara biegała na czworakach. No super, okaże się może, że babę grzybiarkę co kucnęła w krzakach ustrzelą, w końcu zwierze czworonożne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zaciekawiony
Japoński Mafiozo



Dołączył: 02 Mar 2015
Posty: 1260
Przeczytał: 23 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Białe miasto nad mętną rzeką

PostWysłany: Śro 11:04, 01 Mar 2017    Temat postu:

Cytat:
Nieszczęśliwy wypadek to byłby, jakby się jeden potknął o korzeń i nieszczęście! postrzelił sobie stopę.

Już takie bywały - myśliwy polujący na kuropatwy wpadł nogą w kretowisko, upadł i postrzelił kolegę. Zrobiłem kiedyś zestawienie takich wypadków:
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Dawidek w kozakach



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2034
Przeczytał: 48 tematów

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 2:25, 09 Cze 2017    Temat postu:

Dobra, to będzie post długi jak żmija, ale mam nadzieję, że odpowie na wiele zagwozdek poruszonych w tym temacie.

Zupełnie przypadkiem mi się trafiło na książkę "[link widoczny dla zalogowanych]" Zenona Kruczyńskiego - ex-myśliwy, co to jeździł już jako chłopiec na polowania ze swoim ojcem, niejedno w życiu zwierzę ustrzelił i znienacka uświadomił sobie, jak bardzo jego hobby nie ma sensu. I powiem wam, że wow. Znaczy, bardziej byłoby mi w smak zmniejszenie liczby przemyśleń filozoficznoetycznych (sporo tu rozmów z psychologami czy "Boże, czemu człowiek jest tak okrutny?", ale nie wynika to z próby manipulowania emocjami czytelnika, a bardziej z tego, że facet jest typem wrażliwca, co to zachwyca się przez akapit zapachem pola czy kolorem saren) na rzecz twardych argumentów, ale i tych drugich nie brakuje. No to się z wami nimi podzielę.

Ile zwierząt ginie i jak ustala się, ile może paść?
„Jelenie, daniele i muflony, sarny i dziki prawie nigdy nie giną naturalną śmiercią. (…) Wszystkie te zwierzęta czeka podobny los – zostały sklasyfikowane stworzonym przez ludzi słowem <łowne> i powinny zostać zastrzelone zgodne z corocznymi <planami pozyskania zwierzyny>. Rokrocznie pozostawia się stado podstawowe do rozrodu. Liczbę zwierząt przeznaczonych do zabicia określa się z tego stado procentowo, biorąc pod uwagę przewidywany roczny przyrost naturalny. Mniej więcej wygląda to tak: <Ile się urodzi = tyle zabijemy, aby zachować wielkość stada podstawowego, z którego w następnym roku powinien być co najmniej taki sam przychówek...>"

(fragment wywiadu z prof. Kowalczykiem, dyrektorem Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży):
„Łowieckie inwentaryzacje zwierzyny oparte są przede wszystkim na całorocznych obserwacjach. A z różnorodnych badań naukowych wiemy, że jest to metoda obarczona ogromnym błędem. Ten system nie zawalił się tylko dlatego, że obserwacje przeprowadzone w taki sposób zaniżają stany zwierzyny. Tak funkcjonuje polskie łowiectwo, choć na wielu obszarach obwodów łowieckich solidnie podchodzi się do szacowania liczebności zwierzyny organizując pędzenia czy stosując bardziej wiarygodne metody. Zdarzają się myśliwi o szerszej wiedzy przyrodniczej, lecz większość ma wiedzę niewiele większą od ogółu społeczeństwa, z którego wyrastają, a ten poziom, jak już wspomniałem, jest wyjątkowo niski.”

„Problem jest złożony. W Polsce mamy bardzo niewielu biologów łowieckich, którzy są w stanie analizować metadane służące zarządzaniu populacjami zwierząt. Obecne zarządzane oparte jest raczej na subiektywnych opiniach i na praktyce, która sprawdzała się w przeszłości, czyli na osądach i opiniach, a nie na ewidencji naukowej.”


Czy myśliwi muszą zajmować rolę drapieżników w celu zachowania równowagi w przyrodzie, której to zagraża nadmierny rozwój gatunku X?

„Myśliwi nie twierdzą, że przywracają naturalną równowagę – odnoszę wrażenie, że nie jest problem, który ich obchodzi. Poza tym chyba przeczuwają, że nie są w stanie tego dokonać. Nigdy, w czasach gdy polowałem, nie spotkałem się z myśliwym, który twierdziłby, że poluje po to, by utrzymywać harmonię i równowagę w przyrodzie. Ten slogan zarezerwowany jest dla oficjalnej argumentacji kierowanej z myśliwskiego środowiska na zewnątrz, mającej utrzymać w społeczeństwie świadomość konieczności istnienia współczesnego myślistwa.”

„Koronne argumenty próbują przekonać ludzi, że zabijanie zwierząt przez myśliwych wynika wyłącznie z konieczności. Że najważniejsza jest hodowla, dokarmianie, regulacja, że to z powodu braku drapieżników i że konieczna jest selekcja (…) Myśliwi nie są w stanie zrobić nic efektywnego dla ochrony gatunków, które zagrożone są wyginięciem. Na te gatunki się nie poluje, a to dla myśliwych oznacza, że są one poza ich zainteresowaniem. Najwyżej mogą nie zabijać jakichś zwierząt.

(…) Z drugiej strony łatwo dowieść, jak żyją ludzie, zwierzęta i cała przyroda tam, gdzie w ogóle się nie poluje – w największych parkach narodowych na wszystkich kontynentach. Na Ziemi istnieją naprawdę duże obszary, w tym trzy całe kraje, w których nie zabija się zwierząt. Żaden z <koronnych argumentów> myśliwskich tam nie działa.”

„Czy człowiek jest w stanie zastąpić drapieżnika? (…) Rola selekcyjna w przypadku drapieżników jest o wiele większa niż w przypadku człowieka. Wilki gonią swoje potencjalne ofiary i to słabsze osobniki częściej są przez nie zabijane. W Puszczy robiliśmy badania, które wykazały, że ofiary wilków miały niski poziom tłuszczu w szpiku kostnym, czyli były w słabszej kondycji. (…) Drapieżniki tworzą tak zwany krajobraz strachu, co w dużym stopniu oddziałuje na zachowanie populacji ofiar, a to z kolei ma wpływ na środowisko. Zdrowy jeleń <wie>, że wilki go nie dogonią. I wilki też o tym <wiedzą>. Oddziaływanie człowieka jest nieefektywne. (…) W naszych badaniach pokazaliśmy, że ssaki kopytne na obszarach, gdzie występują drapieżniki, mają o wiele niższy poziom stresu niż na obszarach, gdzie tych drapieżników nie ma, ale pojawia się presja łowiecka. Potwierdza to, że drapieżnik stanowi czynnik naturalny, jego rola została wpisana w bytowanie ssaków kopytnych. W stanie naturalnym jest czynnikiem obecnym zawsze i wszędzie, przez co jest odbierany jako przewidywalny. Zwierzęta <wiedzą>, czego oczekiwać ze strony drapieżnika i kiedy muszą być czujne. Tam gdzie nie ma drapieżników, zwierzęta są bardziej zestresowane, co wiąże się z tym, że oddziaływanie człowieka jest czynnikiem zmiennym, przejawiającym się okresowo, a nie przez cały rok, i z różnym natężeniem.”
[Na marginesie a w temacie tych strasznych, krwiożerczych wilków przywołanych pośrednio przez Tinwerinę, co to rzucają się na wracające ze szkoły dziatki: autor przetacza zapiski Farleya Mowata, przyrodnika badającego wilki arktyczne. Mnie się zdawało, że wilki to bezlitosne mordercy, co rzucają się z pianą na pysku na jelonki i ubrane na czerwono dziewczynki w dzikim pościgu, taki gepard style. Gdy tymczasem wilcza metoda polega na podchodzeniu do stada kopytnych, truchcikiem gonienia kilku i sprawdzania, czy zwierzę jest osłabione, a jak nie, to nie warto, bo się i tak nie dogoni, więc wilk żywi się niedorozwiniętymi młodymi, staruszkami albo chorymi. Na tyle te polowania są spokojne, że nierzadkie są sceny, w których stado wilków natyka się na stado karibu, patrzy „e, zdrowe” i niespieszne odchodzi, a karibu odprowadzają je wzrokiem nie przerywając przeżuwania.]

O dokarmianiu:
„Natura bez żadnego wysiłku wykarmi swoimi zasobami wszystkie zwierzęta. (…) Masowe dokarmiania dzikich zwierząt zaczęło się kilkadziesiąt lat temu. Wtedy to powstała, i rośnie do dzisiaj, nadprodukcja żwyności – nie jesteśmy w stanie tu, w Europie, zjeść tego wszystkiego, co nam rodzi ziemia. Część plonów myśliwi wwożą do lasu w ramach dokarmiania wolno żyjących zwierząt. (…) Marnotrawimy w ten sposób dobrą żywność, gdy tymczasem codziennie na świecie wiele ludzi jest głodnych, a nawet umiera z głodu. Bażantom i kuropatwom podsypuje się ziarno. Innych zabijanych ptaków – gęsi, kaczek, słonek, bekasów, łysek, dzikich gołębi – nie sposób dokarmić.”

„Dokarmiają wszyscy – ile się da i ile starczy pieniędzy. Dlaczego? Ponieważ aby utrzymać duży stan zwierzyny w łowisku, trzeba dokarmiać co najmniej równie obficie jak sąsiednie koło łowieckie. Jeżeli będziemy karmili gorzej, to jelenie i dziki po prostu przywędrują tam, gdzie jest więcej karmy, i „u nas” będzie mniej zwierząt do zabijania – łowisko przestanie być atrakcyjne. Obwód łowiecki, w którym polowałem, sąsiadował z bogatym, bo rządowym terenem polowań, teraz nazwanym Ośrodek Hodowli Zwierzyny Lasów Państwowych. Kiedy tam zaczynali bardziej dokarmiać, na przykład przed rykowiskiem jeleni, u nas w lesie robiło się cicho – zwierzyna szła pod lufy rządowych i dewizowych myśliwych.”

Fragment artykuły "Badania nad dzikami" Pielowskiego z 2003:
„Skoro nawet Niemcom, z ich liczbą myśliwych prawie czterokrotnie wyższą niż w Polsce, (…) z większym niż u nas zdyscyplinowaniem myśliwych, z lepszym obecnie niż w Polsce zapleczem naukowym i bardzo sprawnym systemem przekazywania i wdrażania wyników badań naukowych do praktyki łowieckiej, zdarzyło się utracić kontrolę nad dynamiką liczebności jednego z podstawowych gatunków zwierząt łownych, jakim jest dzik – to tylko patrzeć, jak i nam w Polsce się to przydarzy. (…)
Myśliwi niemieccy przyznają też, że wiele nęcisk [taki paśnik, tylko służący jako przynęta] pod ambonami stało się karmowiskami, przez cały rok obficie zaopatrzonymi w ziarno kukurydzy. Prof. Pohlmeyer, dyrektor Instytutu Badań nad Zwierzętami Łownymi Wyższej Szkoły Weterynaryjnej w Hanowerze, który wraz ze swoim zespołem przeprowadził pięcioletnie badana nad dzikami, […] stwierdził m.in., że tuczenie dzików kukurydzą powoduje, iż na każdy jajnik lochy przypada 6-7 komórek jajowych, zamiast normalnej liczby 4-5. Sprawia, że potencjał rozrodczy takich loch jest znacznie większy. […] Z grubsza wielkości te odpowiadają danym uzyskanym w Polsce, m.in. przez prof. Fruzińskiego. […] Wiele się zmieniło w rozrodczości dzików. Według cytowanych badań niemieckich, obecnie jest już 60% loszek w wieku poniżej roku zostaje pokrytych i nosi w sobie średnio 4,3 zarodka. Więcej też loch niż kiedyś po utracie całego miotu grzeje się ponownie i w środku lata wydaje na świat kolejne młode.”

„Myśliwi dokarmiają przez okrągły rok, ponieważ mają cel – utrzymać zwierzynę w łowisku, by móc ją zabijać. (…) Populacje dzików, jeleni i saren wymknęły się spod kontroli i cały czas rosną, bo po prostu są tuczone.”

O zabijaniu zwierząt z młodymi:
„Gdyby myśliwi wzięli to poważnie pod uwagę, a właśnie tego nie są w stanie zrobić, polowanie na dziki zostałby prawie sparaliżowane. Praktycznie przekłada się to na sytuację, w której legalne zabicie przelatka – loszki w wysoko zaawansowanej ciąży, nawet na dzień przed rozwiązaniem. Pęcherz płodowy z kilkoma martwymi pasiastymi warchlaczkami odciąga się w krzaki. Chyba każdy myśliwy to widział. Prawie cała żeńska część fauny jest w ciągu całego roku w bardziej lub mniej zaawansowanej ciąży, prowadzi i karmi swoje młode. Albo jest jednocześnie w ciąży i karmi, jak w przypadku jeleni. I zabija się je wszystkie poza niedługimi okresami ochronnymi na wysoką ciążę, połóg i pierwszy okres karmienia. W tej sprawie w środowisku myśliwych panuje wymowna, głucha cisza. Chyba żaden myśliwy w warunkach zazwyczaj towarzyszących polowaniu na dziki nie jest w stanie ocenić, czy ten przylatek, do którego się właśnie składa, jest w zaawansowanej ciąży czy nie.”

O szkodnikach wyżerających ziemniaki:

„A pola? Można je chronić stosując różne ogrodzenia, elektryczne pastuchy, odstraszające środki zapachowe, dźwięki płoszące i z pewnością wiele innych sposobów. Jeżeli będziemy musieli ochraniać pola przed dzikami i jeleniami, na pewno wymyślimy dobre dla wszystkich, inteligentne i bezkrwawe rozwiązanie. Obecnie zainteresowanie ochroną upraw przed zwierzyną jest właściwie niewielkie, ponieważ rolnicy otrzymują odszkodowania, żywą gotówkę za każdego przysłowiowego kartofla zjedzonego przez dziki czy jelenie.”
(Mamy jakieś przysłowia o kartoflach?)

„Według GUS skala roślinnej produkcji rolnej to około 47 miliardów złotych roczne. Szkody łowieckie to 0,14 procent tej produkcji, czyli 1,77 złotego na osobę rocznie. [Tutaj fragment o tym, że dla małych gospodarstw stołówkujące na ich polach zwierzęta to jest problem i drzewiej faktycznie było tak, że zwierzak wyjadający ziemnioki z pola to była kwestia umrzeć z głodu albo nie umrzeć] Nikt nie mógł pozwolić na to, aby dzielić się swoim jedzeniem ze zwierzyną. Lecz współcześnie jedna osoba zatrudniona w rolnictwie ma wydajność dwa tysiące razy większą niż rolnik pracujący ręcznymi narzędziami. Na Ziemi mamy nadprodukcję żywności. Nawet jeżeli zwierzyna okazjonalnie się pożywi płodami rolnymi, nikomu nie grozi niedostatek. (…) Gdyby skutecznie ograniczyć dostęp zwierzynie do pól w okresach późnej wegetacji, problem byłby jeszcze bardziej marginalny.”

O truciu środowiska:

„Za przykład niech posłuży ołów, który jest skrajne toksycznym metalem ciężkim. (…) W warunkach naturalnych ten nie ulega rozkładowi, wchodzi w łańcuchy troficzne i krąży po środowisku. (…) Jak podają źródła naukowe, każdego roku w Polsce wstrzeliwuje się w glebę, wodę i mokradła od pięciuset do sześciuset czterdziestu ton ołowiu [w to mi się akurat nie chce za bardzo wierzyć - autor podaje za artykułem Thomasa i Guitarta "Limitations od European Union Policy and Law for Regulating Use of Lead Shot and Sinkers"](…) Spośród zwierząt najbardziej narażone na akumulację ołowiu, poza rybami, są ptaki wodne, które mogą mylić zalegające w osadach dennych śruciny z kamyczkami, połykające je jako gastrolity. (…) W kompleksach stawów, gdzie polowania na ptaki są praktykowane od dziesięcioleci, liczba zalegających śrucin może być bardzo duża. (…) Pain (1992) stwierdził, że niemal 9% kaczek pływających i 20% grażyc zabitych w czasie polowań posiadało w żołądku śrut ołowiany.”

„Raporty Komisji Europejskiej nie pozostawiają wątpliwości: w miejscach polowań występuje olbrzymie stężenie ołowiu. Stwierdzono występowanie do dwóch milionów śrucin ołowianych na hektar oraz do czterystu śrucin ołowianych na metr kwadratowy.”

O tym, jak to trafione zwierzę ginie szybko a bezboleśnie, a nietrafione jest dobijane:
„Gdy ojciec strzelał, ja patrzyłem, gdzie spada kaczka, i biegłem po nią. (…) Żyjące trzeba było dobić. Można było chwycić za łepek i naderwać, ale tylko naderwać, a nie urwać! Czasami głowa zostawała w dłoni, a z tułowia kaczki sterczał goły kikut skrwawionej szyi, bo skóra z piórami obsuwała się natychmiast w dół. Skuteczne było ściśnięcie kaczki z całej siły tak, jakby ścisnął ją paszczą wyżeł. Psom to dobrze wychodzi, ale tu trzeba było ściskać rękoma dłuższy czas, a kaczka żyła, i żyła, dopóki jej szyja z głową bezwładnie nie opadła i nie zwisała swobodnie, gdy się ją bujnęło.”

„Ranienie zwierzęcia przez myśliwego jest częstym zjawiskiem, tak częstym, że stanowi oddzielny przedmiot szkolenia dla przyszłych myśliwych.”
[Z tym częstym zjawiskiem autor tu się powoduje na "wydaje mi się" [link widoczny dla zalogowanych]. Nie ma to zbytniej wartości naukowej, ale notka daje wyobrażenie, jak możliwości znajdowania niedobitków w polskiej rzeczywistości wyglądają.]

„[Autor przetacza artykuł z „Łowcy Polskiego” o testowaniu psów tropiących postrzeloną zwierzynę]. Przyjrzyjmy się teraz faktom: <W ciągu dwóch dni pracy posokowce odnalazły 11 jeleni i dzików>. Tyle rannych zwierząt odnaleziono. Sprawozdawca nie pisze, ilu nie odnaleziono – a z całą pewnością były takie. I to pomimo że było tam zgrupowanie psów wyjątkowo wyspecjalizowanych w poszukiwaniu rannych zwierząt. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ odnalezienie zwierzęca ranionego w mniej newralgiczne części ciała jest niesłychanie trudne! Ptak, jeleń czy też dzik, sarna, muflon albo daniel, kiedy zostaną zranione zrobią wszystko, by uratować życie. Gdy ścigający ludzie z bronią i psami zorientują się, że jest to pościg za lżej rannym zwierzęciem, ważą szansę, a jako że z doświadczenia wiedzą, iż są niewielkie… rezygnują. Często po prostu brakuje czasu, zimowy czy jesienny dzień jest krótki, <koledzy polują dalej, a ja biegam za niepewnym dzikiem>. Tak dobrze wyszkolone psy nieczęsto pojawiają się w myśliwskiej szarej codzienności – a bez psa po prostu nie da się skutecznie tropić. Poza tym polowanie to okazjonalne hobby, jest się na nim dzień-dwa, trzeba wracać do obowiązków, a las, z tym wszystkim, co się w nim narobiło – zostawić. Pomaga myśl o rannym zwierzaku: <Wyliże się>. Ale nie wyliże się! Nawet lekka rana spowoduje śmierć. Myśliwski pocisk jest tak skonstruowany, by <rozkwitać> i powodować możliwie rozległe obrażenia kawałkami ołowiu i falą uderzeniową. (…) Osoby, które na skutek wypadku na polowaniu zostały postrzelone kulą lub śrutem, dobrze wiedzą, jak wielkimi środkami medycznymi i jak długą rekonwalescencją okupione jest względne wyzdrowienie, bo prawie nigdy się nie zdarza wyleczenie całkowite.”

„Dochodzenie poranionych kulami zwierząt to ostre polowanie – z psami pomocnikami, czasami zdarza się bezładna strzelanina. Jest to działanie nieprzewidywalne. Może ciągnąć się kilometrami. (…) Cierpienie poranionego zwierzęcia powiększone jest do rozmiarów grozy poprzez ściganie z psami i strzelaninę.”

„Bardzo często myśliwi strzelają ze zbyt dużej odległości, ponieważ gęś to spory ptak i przez to strzelcowi wydaje się, że jest bliżej niż w rzeczywistości. Najczęstszym skutkiem zbyt dalekich strzałów jest zranienie ptaka. Zdarza się, że mniej wprawny myśliwy wystrzeli połowę zapasu amunicji, zanim skutecznie trafi odpowiednią liczbą śrucin i zwierzę śmiertelnie złamie się w locie tuż po strzale. Stąd popularne wśród myśliwych powiedzonko: <jedna paczka – jedna kaczka>. Słowo <paczka> określa amunicję – dwadzieścia pięć sztuk śrutowych nabojów. Bywa też, że śrucina trafi na kość skrzydła – wtedy żywy ptak ze strzaskanym skrzydłem spada na ziemię lub na wodę.”

„Badania szwajcarskie, przetoczone przez <Łowcę Polskiego>, mówią, że 70% ptaków <spudłowanych> zostało trafionych jedną śruciną lub kilkoma. Śrucina przeszywa tkanki i zatrzymuje się w mięśniach lub jelitach. Ten ranny ptak znika z oczu strzelca. Nie doleci na zimowisko, dla niego jest to śmierć w męczarniach.”

O polowaniu na swoje potrzeby (wywiad z łowczym wojewódzkim):
„Mam takich kolegów, którzy wprost chwalą się swoimi ilościowymi sukcesami: <W tym sezonie mam na koncie osiemdziesiąt dzików, dwadzieścia dziewięć rogaczy i siedem byków>. (…) Trudno mi zrozumieć zagranicznego myśliwego, który przyjeżdża do naszego Ośrodka Hodowli Zwierzyny i na dziesięciodniowy pobyt kontraktuje czterdzieści rogaczy – dla mnie to jatka, nie mająca nic wspólnego z myślistwem. [tutaj opis minimagnetofonu z odgłosami dzikich gęsi, który zwabia klucze ptaków tuż nad głowę myśliwego] I potem jest sukces: czterdzieści siedem gęsi strzelonych w pół godziny. Pytam się, po co.”

Tak więc no.
Wierzę, że myśliwi to nie są potwory, które z szatańskim chichotem mordują mamę Bambiego, bo lubią krew na rękach. Wierzę, że pewnie im przykro, gdy muszą zwierzę dobić. Wierzę, że są pasjonaci, którzy przez kilka dni tropią jednego zwierza, bardziej bawią ich te podchody na bosaka i jak wracają z czymś do domu, to jest to jedna sztuka na użytek rodziny. Ale w ostatecznym rozrachunku brzydzi mnie współczesne myślistwo i jeżeli to hobby chce przetrwać w obecnych czasach, to duuuuuuuużo musi się na polskiej ziemi zmienić.

Prywata nr 1: nie jestem na pokojowej stopie z sarnami. Uważam, że są durne i bezczelne, zżerają mojej matce bratki, drzewka golą z kory, jedna oferma podczas ucieczki tak się zaplątała w siatkę, że cały płot rozwaliła. Złorzeczymy tym cholerom (my - rodzina), ale nigdy nam przez głowę nie przemknęło, że rozwiązaniem jest zasadzić takiej kulkę w łeb, to je nauczy. Nie rozumiem ludzi, dla których rozwiązaniem dla znikających plonów jest zabicie - przeta przyjdą po nich nowe zwierzaki skubnąć.
W kwestii dobijania, zdarzyło się, że w naszym ogródku padła sarna, nie wiadomo, dlaczego - po prostu leżała, nie mogła wstać. Wszystkie negatywne odczucia zostały zawieszone, choć szkodnik, nikt jakoś nie chciał jej dobić za zżeranie naszych warzyw. Próbowaliśmy się skontaktować z weterynarzem, zrobiliśmy cień, co by nie leżała na pełnym słońcu. Takie z nas niepragmatyczne, miękkie hippisy.

Prywata nr 2: mój ojciec ma domek głęboko w lesie. Niby to z daleka od cywilizacji, wertepy chaszcze błota, ale ludzie tam mieszkają po rozrzuconych po górze chałupach, mają małe pola na własny użytek, hodują kozy, robią sery, dla mnie zupełnie inny świat. I nikt tam nie lubi myśliwych, którzy polują w okolicy, choć technicznie rzecz biorąc są tam w pobliżu domostwa. Po pierwsze, po myśliwskiej wizycie drogi są kompletnie rozwalone. Po drugie, są najprawdopodobniej odpowiedzialni za ubicie dwóch lisków, ulubieńców okolicy. Liseły zaprzyjaźniły się z sąsiadami ojca zza płotu i chodziły im po chałupie jak koty (i z ich kotami się bawiły), aż nagle zniknęły po myśliwskich wizycie.
Teraz wiem, gdzie jest tam ambona i po mojemu jest to zdecydowanie zbyt blisko kręcenia się w okolicy ludzi - nietrudno wyobrazić mi sobie scenariusz, w którym podczas biegania po lesie zarabiam kulkę. Ojciec ostatnio powiedział w irytacji, że najchętniej by tę ambonę podpalił, więc pewnie gdzieś (gdzie?) to wkrótce zgłosimy.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17218
Przeczytał: 65 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:10, 09 Cze 2017    Temat postu:

Przeczytałam fragmenty tego tekstu Koledze zza Biurka Naprzeciwko. Właśnie mi od pół godziny tłumaczy, jak działa przyroda... *wzdech* *wywraca oczami*

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin