Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Fanfiki - problemy prawno-etyczne
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Misiael
Machająca Brew Maskotka



Dołączył: 25 Cze 2016
Posty: 57
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 17:19, 25 Wrz 2016    Temat postu:

To trochę inna inszość, bo praca reportażysty różni się od pracy pisarza, reportaże pisane są w inny sposób i realizują kompletnie inne cele, niż fikcja literacka, więc porównywanie jednego z drugim wydaje mi się nietrafione.

"Problem" (jeśli w ogóle rozpatrujemy to w kategoriach problemu) polega na tym, że autor pierwowzoru wykonał pewną myślową pracę związaną z projektem świata przedstawionego, charakteryzacją postaci i tak dalej - pracę, której autorzy fanfików wykonywać już nie muszą, bo korzystają z wcześniej istniejących komponentów.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2212
Przeczytał: 45 tematów

Pomógł: 76 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 17:24, 25 Wrz 2016    Temat postu:

Misiael napisał:
Ja trochę tu Martina rozumiem, ale i trochę się z nim nie zgadzam. Jasne, pisanie fanfików z całą pewnością może stanowić znakomite ćwiczenie stylu, umiejętności operowania słownictwem, tempem opowieści, ale prawdopodobnie znacznie trudniej w ten sposób nabyć umiejętność kreowania interesującego świata przedstawionego, który stanowił będzie odpowiedni kontekst do opracowanej historii. Ostatecznie cały czas bazuje się przecież na mitologii i w estetyce wypracowanej przez kogoś innego - domyślam się, że w pewnym stopniu musi to krępować.

O, i tu jest coś, z czym się i ja zgadzam (tzn. zgadzam się również z wcześniejszym stwierdzeniem, że w powieści najważniejsza jest fabuła i bohaterowie, a dopiero potem świat - to jest zresztą powód, dla którego nie potrafię ścierpieć "Drogi Królów" Sandersona). Z tym zastrzeżeniem, że fik może być wprawką literacką do pisania w określonej konwencji (coś na zasadzie ćwiczenia pisania opowiadania z zadanymi wcześniej ograniczeniami) - ja to przerabiałam przy pisaniu fików do Eterny, której to stylistyka jest w dużej mierze sprzeczna z moją strefą komfortu. Natomiast dla mnie na dłuższą metę jest to nudne - dużo bardziej wolę bawić się swoimi klockami według swoich reguł.

Natomiast dalej nie przekonuje mnie wieszanie psów na Martinie, że nie lubi ficzków. No, nie lubi i to jego święte prawo, tak jak prawem fanów jest przetwarzanie sobie tego, co napisał. Dziwi mnie oburz "jak to, autorowi nie podoba się, co ja, FAN, robię". Niektórym i po tej stronie barykady przydałby się dystans do siebie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zaciekawiony
Tokio Oyajoj



Dołączył: 02 Mar 2015
Posty: 1321
Przeczytał: 27 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Białe miasto nad mętną rzeką

PostWysłany: Nie 17:30, 25 Wrz 2016    Temat postu:

Cytat:
Martin, akurat, z tego co pamiętam, to obawiał się, że jeśli w powieści opisze wątek, na który ktoś wcześniej równolegle wpadł w fiku, to może być oskarżony o plagiat.

Heh... Czytam sobie Kiksy Klawiatury Pratchetta i dziś trafiłem na tekst w którym o czymś takim pisze. Ze fani dyskutują o jego książkach i czasem podsyłają własne propozycje a on się obawia, że w tej rzeszy fanów znajdzie się jakiś dureń, który oskarży go o plagiat. I że miał już takie listy, po wydaniu kolejnej książki ktoś pisał mu, że jest pewien, że wykorzystał jego pomysł o którym pisał mu X lat temu, i w sumie to mógłby gdzieśtam we wstępie o nim wspomnieć...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sunawani
Całuśny Christoph z Brzytwą



Dołączył: 12 Wrz 2012
Posty: 1114
Przeczytał: 37 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:42, 25 Wrz 2016    Temat postu:

Też nie rozumiem, skąd ten oburz na Martina. Pisania fanfików w końcu nie zakazał, po prostu stwierdził, że ich nie lubi i ma do tego święte prawo. Mnie osobiście nie przeszkadzałoby, gdyby ktoś pisał fanfiki do moich historii (jeśli je kiedyś wydam, hue), ale rozumiem twórców, którzy nie czują się z tym komfortowo i mówią o tym otwarcie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nagualini
Piszcząca Fanka Itachiego



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 1016
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 22:30, 25 Wrz 2016    Temat postu:

Misiael napisał:
To trochę inna inszość, bo praca reportażysty różni się od pracy pisarza, reportaże pisane są w inny sposób i realizują kompletnie inne cele, niż fikcja literacka, więc porównywanie jednego z drugim wydaje mi się nietrafione.

Jasne, ale pisarz nonfiction to też pisarz. Musi zbudować narrację, opisać bohaterów, musi mieć rozpoznawalny styl. Kapuściński nie był pisarzem? No weś. Już pomijam formy z pogranicza, jak gonzo, ale np. powieść na faktach? Bardzo zbeletryzowana biografia? Tu też nie trzeba nic wymyślać - bo świat, bohaterów i historię dostaje się na talerzu - ale trzeba umieć napisać. Tyle że to jest legalne (zazwyczaj, bo procesu za nieprawomyślną biografię też się można doczekać).
Anyway, w sumie chodziło mi o coś trochę innego - nie każdy piszący musi umieć wszystko. Jeden ma talent do tworzenia oryginalnych światów, inny do "ożywiania" od dawna nieżyjących postaci historycznych, jeszcze inny do dialogów (więc np. zajmie się dramatem).
Pisanie fanfików czasami (nie mówię, że zawsze, może nawet rzadziej niż częściej) też może być wynikiem jakichś talentów, które nie bardzo mają szansę rozwinąć się i ujawnić w ramach innej formy, w literaturze innego rodzaju. Jest niszą, w której się ludzie z tymi talentami realizują. Więc mówienie fanfikciarzowi: "nie rób tak, bo nie nauczysz się robić inaczej"... no nie wiem.
Chociaż tu chyba dochodzimy do tego momentu, o którym już pisałeś - nie każdy fanfikciarz to początkujący/aspirujący pisarz. Niektórzy w dupie mają obieg oficjalny, nie planują napisania dzieła życia, po prostu chcą robić to, co robią i troska Martina o ich przyszłość jest im potrzebna jak... no, jak coś mało potrzebnego.

A ludzi, którzy piszczą autorowi, że wymyślili coś wcześniej niż on i ma im podziękować w przedmowie/dać kasę, chyba nigdy nie skumam Very Happy. Wcale się nie dziwię, że pisarze się ich boją.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Strzyga
Halucynogenna Makrela



Dołączył: 27 Mar 2012
Posty: 120
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź

PostWysłany: Pon 0:26, 26 Wrz 2016    Temat postu:

A ja odnoszę wrażenie, że autorzy wydający książki i obracający się głównie w towarzystwie innych autorów wydających, chyba po prostu nie do końca rozumieją społeczność fanowską i motywacje pisania fanfików. Jeśli ktoś zarabia na życie pisaniem o własnych światach i własnych bohaterach, to może nie rozumieć, że większość fanów zwyczajnie nie ma dość kreatywności na wymyślenie od podstaw całego barwnego świata i równie barwnych bohaterów, a napisać czasem coś by chciała, bo ma naturalną ludzką potrzebę tworzenia - nie zawsze od razu wielkich epokowych arcydzieł, ale po prostu CZEGOŚ. Napiszą tego fanfika, nawet kiepskiego i potrzeba zaspokojona.
To, że pisanie fanfików nie rozwija literacko, uważam za absolutną bzdurę. Widziałam kiedyś przytoczoną wypowiedź chyba Gaimana, który z kolei twierdził, że nieważne, co się pisze, ważne, żeby pisać cokolwiek, bo od czekania na natchnienie, wspaniały pomysł, czy odpowiedni czas, jeszcze się nikt pisać nie nauczył. I z tym się zgodzę, bo z pisaniem IMO jak z rysowaniem - jak się nie będzie ćwiczyło, to się warsztatu nie wyrobi, co najwyżej można się nabawić blokady twórczej, bo jak się człowiek do czegoś zabiera raz na ruski rok, to idzie mu ciężko, niezręcznie i się zniechęca. Tzn. oczywiście wierzę, że są osoby, które usiądą raz na dwa lata i za każdym razem trzasną z marszu genialne opowiadanie, ale to raczej wybitny talent, a ile osób ma wybitny talent? Dobry pisarz zazwyczaj ma talent, owszem, ponadprzeciętny, ale przy okazji jest dobrym rzemieślnikiem, a przecież żeby nim zostać, trzeba zacząć od wprawek.
Misiael napisał:
Jasne, pisanie fanfików z całą pewnością może stanowić znakomite ćwiczenie stylu, umiejętności operowania słownictwem, tempem opowieści, ale prawdopodobnie znacznie trudniej w ten sposób nabyć umiejętność kreowania interesującego świata przedstawionego, który stanowił będzie odpowiedni kontekst do opracowanej historii. Ostatecznie cały czas bazuje się przecież na mitologii i w estetyce wypracowanej przez kogoś innego - domyślam się, że w pewnym stopniu musi to krępować.

Tylko że budowanie i fabuły, i bohaterów, i świata od podstaw to cholernie ciężka robota i można się łatwo zniechęcić, jak się jest początkującym, więc absolutnie mnie nie dziwi, że ktoś np. swoją fabułę obsadza już istniejącymi bohaterami albo swoich bohaterów wsadza do znanego świata, którego nie musi dodatkowo opisywać, bo wszyscy wiedzą, o co chodzi. Może jestem przesadną optymistką, ale wydaje mi się, że jeśli ktoś faktycznie ma zadatki na pisarza z prawdziwego zdarzenia, to w końcu poczuje, tak jak napisała Galnea, że ten cudzy świat czy cudzy bohaterowie go ograniczają i woli się bawić na własnych zasadach i wtedy tę całą pracę twórczą wykona. No a jeśli nie poczuje i pozostanie przy tworzeniu wyłącznie ff, to może po prostu tych predyspozycji nie miał.

Kolejna kwestia, której poważni pisarze chyba nie ogarniają, bo nie mają tumblrów - spora część fanfików tak naprawdę mniej ma wspólnego z jakąkolwiek literaturą, a więcej z autoterapią (nawet jeśli nie zawsze jest to uświadomione). Ludzie w trudnym wieku nastoletnim przelewają na postaci swoje problemy i traumy i jakoś je w tych fanfikach przepracowują. Te fanfiki są najczęściej słabe (czy raczej słabe w moim odczuciu, bo zazwyczaj jeśli lubię jakąś postać na tyle, że chcę przeczytać o niej więcej, to chcę przeczytać więcej o tej konkretnej postaci w jej kanonicznym wydaniu, a nie o jakimś fantomie, który ma z nią wspólne tylko imię i wygląd), ale jeśli ktoś pisząc, a ktoś inny czytając taki twór, przeżywa katharsis, no to niech pisze/czyta na zdrowie, a autorzy niech się cieszą, że dzięki ich postaci ktoś bębni w klawiaturę, zamiast się ciąć.

I jeszcze niewyraźnie kojarzę, że kiedyś tu na forum przeczytałam post, gdzie ktoś napisał, że czasem człowieka jedno wypowiedziane przez postać zdanie tak uderzy, że zmieni mu całe postrzeganie postaci i czuje się wtedy potrzebę uzewnętrznienia tej interpretacji. Dla ludzi wychowanych na fanfikach zwyczajnie bardziej naturalne może być napisanie tego ff z gatunku character study niż choćby mety na tumblra, nie wspominając o artykule naukowym (bo wnoszę, że przeciwko artykułom naukowym na temat interpretacji swoich postaci już chyba pan Martin nic by nie miał?).

A co do fanów, którzy by chcieli czerpać jakieś korzyści majątkowe z fanfików, to może znów się wykażę przesadnym optymizmem, ale zawsze mi się wydawało, że to legenda miejska powtarzana przez zestrachanych pisarzy, ewentualnie jakiś margines marginesu (pamiętam dziewczynę od opka do "Siewcy Wiatru" Kossakowskiej, upierającą się, że to opko to jest JEJ KSIĄŻKA, KTÓRĄ ONA WYDA i tylko niektóre postaci są trochę podobne - ale to raczej wynikało z czystej głupoty).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zaciekawiony
Tokio Oyajoj



Dołączył: 02 Mar 2015
Posty: 1321
Przeczytał: 27 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Białe miasto nad mętną rzeką

PostWysłany: Pon 2:06, 26 Wrz 2016    Temat postu:

Jest możliwe czerpać pośrednie zyski z fanfików - ktoś stanie się znany dzięki świetnym opowiadaniom o HP, więc jego autorska książka może liczyć na większe zainteresowanie. No chyba, że przerobią swoje fanfiki tak aby prawnie nie było się czego czepiać i wydadzą, wtedy jest to zysk bezpośredni, wtedy zresztą też mogą korzystać ze sławy jaką uzyskali na pierwowzorach.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17399
Przeczytał: 95 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 8:04, 26 Wrz 2016    Temat postu:

zaciekawiony napisał:
Jest możliwe czerpać pośrednie zyski z fanfików - ktoś stanie się znany dzięki świetnym opowiadaniom o HP, więc jego autorska książka może liczyć na większe zainteresowanie. No chyba, że przerobią swoje fanfiki tak aby prawnie nie było się czego czepiać i wydadzą, wtedy jest to zysk bezpośredni, wtedy zresztą też mogą korzystać ze sławy jaką uzyskali na pierwowzorach.


"Róża Selerbergu" Białołęckiej zaczynała jako "Róża Gryffindoru" i zdaje się, wciąż jest dostępna w tej wersji na Mirriel Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8793
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Pon 9:16, 26 Wrz 2016    Temat postu:

Cytat:
Jest możliwe czerpać pośrednie zyski z fanfików - ktoś stanie się znany dzięki świetnym opowiadaniom o HP, więc jego autorska książka może liczyć na większe zainteresowanie.


Nie widzę w tym niczego złego, wręcz przeciwnie.

A z zupełnie innej beczki. Pod konstruktywną krytyką blogów pojawiło się takie coś:

Cytat:
Witam serdecznie,

nazywam się Monika Dębowska, pracuję dla Wydawnictwa Znak i chciałabym zainteresować Państwa naszą nową pozycją. Już niebawem na rynku ukaże się niezwykła książka „Imagines”, będąca zbiorem opowiadań fan fiction. Autorką jednego z nich jest Anna Todd – twórczyni bestsellerowej serii After. Premiera planowana jest na 12 października 2016 r. Serdecznie zapraszam do zapoznania się ze szczegółami…

Fan fiction z Tobą w roli głównej!

Selena Gomez, Zac Efron, Bracia Hemsworth, Emma Watson, Kanye West, Jennifer Lawrence, Kylie Jenner, Chris Evans i mnóstwo innych gwiazd – oni wszyscy potrzebują właśnie CIEBIE!

Wyobraź sobie, że…

JUSTIN BIEBER od rana zasypuje Cię uroczymi niespodziankami z okazji rocznicy Waszego… ślubu.
KIM KARDASHIAN potrzebuje Cię, by przetrwać w świecie, w którym nie można robić selfie!…
Na pokładzie samolotu zaprzyjaźniasz się z chłopakami z ONE DIRECTION…
W ramionach CHANNINGA TATUMA tańczysz najbardziej zmysłowy taniec na świecie…
Twój najlepszy przyjaciel ED SHEERAN ma dla Ciebie naprawdę szalony prezent urodzinowy…
DANIEL SHARMAN zabiera Cię na romantyczny spacer po plaży…
Wyobraźnia nie ma granic,
więc wyobraź sobie, że może zdarzyć się wszystko, co zechcesz –
Z kim tylko zechcesz

Jeżeli chodzi o współpracę, to szczególnie zależałoby mi na rekomendacji, pokazaniu okładki na FB, Instagramie i innych mediach społecznościowych z ładnym poleceniem. Mam nadzieję, że wykażą Państwo zainteresowanie, a tymczasem czekam na odpowiedź.
Zachęcam i polecam,


Monika Dębowska
Biuro Prasowe
Znak Literanova
email: [link widoczny dla zalogowanych]


[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mal
Zmechacona dżdżownica



Dołączył: 01 Lut 2015
Posty: 3215
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 9:25, 26 Wrz 2016    Temat postu:

Muszę przyznać, że czytam tę dyskusję z dużym zainteresowaniem Very Happy Z jednej strony trafiają do mnie argumenty Vaha odnośnie postaci - ja co prawda opka piszę rzadko i tylko do szuflady, nie marzy mi się wydanie powieści, ale raz na jakiś czas erpeżkuję sobie na różnych internetowych forach i poniekąd rozumiem przywiązanie do tworzonych przez siebie bohaterów. Może nie nazwałabym ich moimi "dzieciaczkami" (no, chyba że w takim tumblrowym sensie Wink ), ale jednak, jeżeli spędza się na kreowaniu i zwyczajnie pisaniu takiej postaci dużo czasu, to człowiek rzeczywiście się przywiązuje - więc potrafię sobie wyobrazić, że to może być nieprzyjemne, kiedy przychodzi ktoś zupełnie obcy i sobie tę moją wychuchaną postać zawłaszcza. I chyba nie chodzi nawet o potencjalne "niewłaściwe" zinterpretowanie charakteru, pobudek czy ogólnie jakichś elementów kreacji (w moim przypadku - tak jak pisałam, głównie erpeżkuję na forach, co w kontekście tworzenia postaci jest o tyle specyficzne, że niezależnie od własnych pomysłów zawsze będą istnieć współerpeżkowicze, którzy będą ją odbierać po swojemu, że tak powiem, na bieżąco, więc może po prostu jestem przyzwyczajona do czytania, w jaki sposób ktoś inny opisuje mojego bohatera), tylko o taką, hm... zwykłą zazdrość, że ktoś bawi się czymś moim. I to nie do końca przedmiotowo - raczej tak jakby ktoś usłyszał o moim wymyślonym przyjacielu i stwierdził, że to teraz będzie jego najlepszy kumpel.

Rozumiem sam fakt, że podobne podejście można mieć także do wykreowanych przez siebie światów, aczkolwiek nie potrafię przyjąć punktu widzenia, który w jakiś sposób... zabrania? zniechęca do? wprowadzania własnych OCek do uniwersum wykreowanego przez kogoś innego. Imo jeżeli spędziło się mnóstwo czasu, w przypadku wielu pisarzy często całe lata, na wymyślaniu geografii, historii, ekonomii, lore, kurczę - nawet całkiem nowych języków od podstaw, to fakt, że ktoś inny ma ochotę pobawić się w tej piaskownicy oznacza raczej, że autor wykonał świetną robotę. Przecież ficzkopisarze nie twierdzą, że sami wymyślili świat z tej czy innej powieści, a powodów, dla których ktoś czuje się bezpieczniej albo zwyczajnie woli pisać w "nieoryginalnym" uniwersum jest sporo i zostały już tu chyba omówione.

Z drugiej strony, podobnie jak Strzyga myślę, że pewna część pisarzy po prostu nie do końca rozumie obecny kontekst kulturowy fanfiction (podkreślam - obecny, szczerze mówiąc w tej chwili niespecjalnie mnie interesuje, czym to zjawisko było w latach 60.). Dla wielu ludzi to jest rzeczywiście jakiś element autoterapii albo też, żeby ująć to mniej szumnie, jakiś sposób na chwilową ucieczkę od prawdziwego świata - niekoniecznie nawet z powodu jakichś wyjątkowo głębokich problemów, tylko zwyczajnie ze względu na fakt, że przedstawiciele homo sapiens jako gatunku posiadają zazwyczaj mniejszą lub większą wyobraźnię i, cóż, wyobrażanie sobie różnych rzeczy zwyczajnie leży w naszej naturze. Od zarania dziejów ludzi ciągnie do fikcji, wybaczcie państwo pisarze, nie po to (to znaczy - nie tylko po to), żeby pozachwycać się kunsztem pisarskim lub krasomówczym twórcy, ale po to, żeby zobaczyć siebie w kontekście nieznanych dotąd światów, nowych historii, generalnie - życia bardziej interesującego, pełniejszego niż nasze. (Wydaje mi się zresztą, że podziwianie tego właśnie "kunsztu pisarskiego" ma większy związek dokładnie z tą potrzebą, a nie jakimiś obiektywnymi umiejętnościami językowymi [gramatycznymi, interpunkcyjnymi, słownictwem i tak dalej] pisarza - w przeciwnym wypadku na listach bestsellerów zamiast tforów Kasi Michalak pojawiałyby się pewnie rzetelne interpretacje przepisów prawa). Jestem pewna, że już w starożytności mali greccy chłopcy (i dziewczęta) fantazjowali sobie o tym, jak by to było stać się Heraklesem albo wręcz pokonać Heraklesa, a może mieć z Heraklesem romans, tak samo jak za czasów młodości Martina fantazjowało się o przeżywaniu kosmicznych przygód u boku Kirka i Spocka i jak teraz fantazjuje się o dzikim seksie z Kylo Renem czy podbijaniu galaktyki do spółki z Generałem Huxem. Po prostu teraz mamy internet, który pozwala, po pierwsze, na publikowanie tych swoich fantazji dla szerszej publiczności oraz, po drugie i chyba nawet ważniejsze - na znalezienie znacznie większej ilości ludzi, którzy podzielają nasze zainteresowania i chęć tworzenia własnych historii w oparciu o inne historie. Może i Martin ma rację co do fanzinów publikowanych za jego młodych lat (naprawdę jest to dla mnie mało ważne), ale no nie mówcie mi, że już wtedy nie zdarzało się, żeby grupka młodych ludzi połączonych miłością do Star Treka siadała przed telewizorem i zaczynała z entuzjazmem wymieniać się tym, co dzisiaj nazwalibyśmy headcanonami, z radością ignorując kanon. Tyle że teraz mamy medium pozwalające nam na kontakt z (prawie) całym światem i takie grupki entuzjastów składają się nie z trzech, ale z trzech tysięcy osób.

Całkiem możliwe, że niedźwiedzią przysługę wyświadczył tu fandomowi sam fandom (do spółki z pseudodziennikarzami), upierając się, żeby pokazywać twórcom (i aktorom, piosenkarzom i komu tam jeszcze) najgorsze technicznie dzieła w atmosferze żenujących heheszków, co rzeczywiście może zniechęcać, w tym sensie, że budzi poczucie, jakby fanfiction było jakąś mockery twórczości, w którą się włożyło całe serce - podczas gdy wszyscy tutaj chyba wiemy, że raczej mało kto zabiera się za pisanie fików po to, żeby w jakiś sposób upokorzyć autora oryginału (zresztą, jak niby miałoby to być możliwe). No i pozostaje jeszcze kwestia indywidualnego poczucia niektórych twórców, że np. ficzkopisarze chcą:
a) "poprawić" ich dzieło, co jednoznacznie sugeruje, że nie jest ono "wystarczająco dobre" lub
b) napisać coś lepszego, wykorzystując stworzone przez pisarza podstawy.
Tylko że, cóż - może ze względu na to, że, jak pisałam, nie mam aspiracji do zostania uznaną pisarką, żadna z tych kwestii nie budzi mojego zrozumienia. Czy może, inaczej - rozumiem je, ale nie uważam za odpowiedni powód, żeby gardzić fanfiction jako zjawiskiem (albo wręcz jego twórcami). W pierwszym przypadku - jeżeli wydajesz książkę z lukami fabularnymi, dziurami w logice i tak dalej, to nie dziw się, że ktoś będzie chciał to jakoś "naprawić", nawet nie po to, żeby pokazać ci, że jesteś beznadziejnym pisarzem, tylko z własnej (zupełnie naturalnej dla ludzi) potrzeby spójności (zresztą, istnienie takich dziur w wielu przypadkach nie przeszkadza w pozytywnym odbiorze, vide chociażby Harry Potter). W drugim... ech, ja bardzo dobrze rozumiem, jakie to nieprzyjemne uczucie, kiedy ktoś inny jest "lepszy" od nas w tym, co kochamy robić, ale okazywanie niechęci takiej osobie to imo słaby sposób na radzenie sobie z własnymi kompleksami. Jakiś fan okaże się "lepszym" pisarzem niż ja - no, kurczę, zdarza się. Bardzo prawdopodobne, że zostałby nim nawet gdyby od początku pisał tylko oryginalne historie. (Pomijam kwestię, co to znaczy być "lepszym" pisarzem - bardziej popularnym? E. L. James jest popularna, ale nie powiedziałabym, że jej książki są lepsze niż ASoIaF. Bardziej, hm, porywającym? Wracamy do definicji kunsztu pisarskiego i wniosku, że nie oznacza on wyłącznie umiejętności technicznych w zakresie gramatyki i zasad kreowania świata, ale przede wszystkim operowania słowem tak, żeby porwać czytelnika... i znowu rozbijamy się o ego pisarza, który widocznie nie może znieść, że ktoś inny, w przypadku autorów fików - jakiś nieznany byle no-name z internetu oczaruje czytelników słowem bardziej skutecznie niż Wydawany Pisarz). Mój wniosek jest taki - owszem, niewykluczone, że jakiś fan ostatecznie okaże się "lepszym" pisarzem niż autor oryginału (tylko, naprawdę, ilu jest takich...), ale poradzenie sobie z tym to raczej problem autora, nie powód, żeby sarkać na istnienie fanfiction.

A kwestie prawne to zupełnie inna sprawa, zwłaszcza w kontekście copyright laws w USA argumenty tej natury jest mi łatwiej przyjąć - tylko że jak czytam przytaczane tutaj wypowiedzi Martina, to mam wrażenie, że akurat w jego przypadku nie to odgrywa główną rolę w niechęci do fików. (To znaczy ja nie postuluję oczywiście, żeby absolutnie każdy pisarz miał obowiązek kochać fanfiki, po prostu tłumaczę, dlaczego nie potrafię z takim podejściem sympatyzować).

zaciekawiony napisał:
Jest możliwe czerpać pośrednie zyski z fanfików - ktoś stanie się znany dzięki świetnym opowiadaniom o HP, więc jego autorska książka może liczyć na większe zainteresowanie.

Temu nie da się zaprzeczyć, pytanie tylko, jak traktować takie zjawisko. Ja akurat nie potrafię zrozumieć (potencjalnej) reakcji, że JAGTO, ktoś się wybił na mojej twórczości (nieważne, że zarobkowo wydaje coś zupełnie autorskiego, ważne, że ćwiczył warsztat i zdobywał czytelników dzięki pisaniu fanfików). Szczerze mówiąc ja uważam to raczej za coś pozytywnego - w czasach przedinternetowych, aby zostać wydawanym autorem, trzeba było dotrzeć do wydawnictwa, przekonać do siebie odpowiednie osoby (a do dziś przecież duże wydawnictwa wolą twórczość, że tak powiem, tendencyjną, na żaden "SJW bullshit" z reguły nie ma miejsca), a jak już się je do siebie przekonało, to w kwestii promocji (a więc sukcesu) było się całkowicie zależnym od wydawcy. Teraz natomiast jest możliwość, aby ten proces wyglądał odwrotnie (idzie się do wydawnictwa z już poniekąd wyrobioną marką) albo wręcz aby w ogóle go pominąć (i nie mówię tutaj o wydawnictwach self-publishingowych, tylko takiej stuprocentowej autonomii w wydawaniu - choć przyznaję, że to kojarzę bardziej z komiksami, nie powieściami). Oczywiście ma to swoje ciemne strony, jak chociażby fenomen wspomnianych wyżej James albo Michalak, ale generalnie sarkanie na to, że dobry pisarz osiągnął sukces, bo wcześniej publikował fanfiki na ao3 kojarzy mi się z takim "ja miałem ciężko, więc to niedopuszczalne, żebyście wy mieli łatwiej".

E: na marginesie dodam, że w przytaczanym przez Gayę cytacie najbardziej zaskoczyła mnie obecność Sharmana na liście - nie sądziłam, że to jest aż tak popularny aktor (NIESTETY, bo jak jeszcze oglądałam Teen Wolf to bardzo lubiłam jego postać i bardzo cierpiałam, że ciężko było trafić na dobre, nomen omen, ficzki o nim) Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mal dnia Pon 9:32, 26 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 21 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 9:59, 26 Wrz 2016    Temat postu:

Jednej rzeczy w tej dyskusji zupełnie nie rozumiem - założenia, jakoby zawsze należało budować świat przedstawiony niemal od podstaw. Tymczasem, jak zostało zresztą wspomniane, jest wiele gatunków, gdzie jest to bardziej odtwórcze niż twórcze. W czym odtwarzanie rzeczywistości dziewiętnastowiecznego mieszczaństwa albo życia licealistów z Zadupiejewa Dolnego jest gorsze od odtwarzania świata Martina? A wszystkie z nich od tworzenia Innego Świata z ośmioma słońcami? Kompletnie nie rozumiem tej fiksakcji (nie waszej, ogólnie), że musisz zbudować swój świat przedstawiony - przecież odtwarzanie go wcale nie jest gorsze, mniej wartościowe, ani nawet często nie wymaga mniejszych umiejętności.
Co do tego jeszcze, ze bierzesz czyichś bohaterów, więc "idziesz na łatwiznę" - dla mnie to jest właśnie trudniejsze. Pisząc swoich bohaterów, mogę się co najwyżej zastanawiać, czy ogólnie nie zachowują się oni jakoś bardzo niespójnie, przy czym daję tu sobie sporą swobodę. Pisząc czyichś, przy każdej scenie myślę "czy ten bohater na pewno zachowałby się tak i tak? powiedział to i to? w takim właśnie stylu?"
(Przy czym piszę to z perspektywy osoby, która z fanfikami ma małe doświadczenie, bo zawsze miałam właśnie "meh, po co pisać coś, czego nie będę mogła kiedyś wydać... teraz mi się dosyć podejście do pisania zmieniło).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ML
Super Roksana w czapce z daszkiem



Dołączył: 02 Mar 2014
Posty: 864
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 10:04, 26 Wrz 2016    Temat postu:

Sunawani napisał:
Też nie rozumiem, skąd ten oburz na Martina. Pisania fanfików w końcu nie zakazał, po prostu stwierdził, że ich nie lubi i ma do tego święte prawo.

Gdyby podał to w takiej formie: "Róbcie, co chcecie (wiem, że i tak zrobicie), ale ja tego nie lubię i nie będę popierał", to pewnie reakcja byłaby inna. A Martin swego czasu naprawdę wypowiadał się o tym tak autorytarnie jak, nie przymierzając, skrzyżowanie nastoletniej blogerki i pana na włościach:

Cytat:
"My characters are my children, I have been heard to say. I don't want people making off with them, thank you. Even people who say they love my children."

Cytat:
" It's not at all the same with Ice & Fire. No one gets to abuse the people of Westeros but me"

Jeszcze co do samego rozumienia, czym jest "fanfiction". Współczesna twórczość fanowska faktycznie nabrała specyficznego charakteru, bo ekstremalnie ważne było dla niej zaistnienie internetowej społeczności fanów - błyskawicznie komunikującej się ze sobą, wymieniającej teksty, pomysły, itd. Ale sam pomysł tworzenia tekstów nawiazujących do innych tekstów jest stary jak świat, bo ludzie zawsze przywiązywali się do bohaterów opowieści i chcieli posłuchać o nich czegoś więcej, zobaczyć ich w innej sytuacji. Pierwszy fanfik powstał prawdopodobnie w chwili, kiedy jaskiniowiec Oog opowiedział przy ognisku jakąś historię o słońcu i księżycu, a jego kuzyn Uug pomyślał, że on opowiedziałby ją trochę inaczej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Misiael
Machająca Brew Maskotka



Dołączył: 25 Cze 2016
Posty: 57
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 11:43, 26 Wrz 2016    Temat postu:

Leleth napisał:
Jednej rzeczy w tej dyskusji zupełnie nie rozumiem - założenia, jakoby zawsze należało budować świat przedstawiony niemal od podstaw. Tymczasem, jak zostało zresztą wspomniane, jest wiele gatunków, gdzie jest to bardziej odtwórcze niż twórcze. W czym odtwarzanie rzeczywistości dziewiętnastowiecznego mieszczaństwa albo życia licealistów z Zadupiejewa Dolnego jest gorsze od odtwarzania świata Martina? A wszystkie z nich od tworzenia Innego Świata z ośmioma słońcami? Kompletnie nie rozumiem tej fiksakcji (nie waszej, ogólnie), że musisz zbudować swój świat przedstawiony - przecież odtwarzanie go wcale nie jest gorsze, mniej wartościowe, ani nawet często nie wymaga mniejszych umiejętności.


To trochę mylące. Prawdopodobnie na hasło "konstruowanie świata przedstawionego" odruchowo myślisz o kosmologii, mitologii, rasach, jakie go zamieszkują... ale to właściwie tylko dekoracje. Weź dwie powieści realistyczne, pozbawione elementów nadnaturalnych, a i tak świat będą w nich różne, bo bohaterowie operować będą innymi systemami wartości, inaczej zaprezentowany będzie ciężar niektórych wydarzeń, sposób budowania rzeczywistości będzie zupełnie inny. Tworzenie przestrzeni, w której rozgrywać się będzie konkretna opowieść to nie wymyślanie nowych podgatunków elfów, tylko kontekstu, który najlepiej posłuży jako arena wydarzeń.

Cytat:
Co do tego jeszcze, ze bierzesz czyichś bohaterów, więc "idziesz na łatwiznę" - dla mnie to jest właśnie trudniejsze. Pisząc swoich bohaterów, mogę się co najwyżej zastanawiać, czy ogólnie nie zachowują się oni jakoś bardzo niespójnie, przy czym daję tu sobie sporą swobodę. Pisząc czyichś, przy każdej scenie myślę "czy ten bohater na pewno zachowałby się tak i tak? powiedział to i to? w takim właśnie stylu?"


Nie wiem, mnie się wydaje, że jest odwrotnie - jeśli masz jakąś wymyśloną wcześniej postać, to znasz już jej charakter, wiesz jaki ma temperament i system wartości, jaka za nią idzie historia i tak dalej. Jedynym wyzwaniem jest operowanie w ramach zarysowanych przez osobę, która wymyśliła tę postać. Jeśli wymyślasz bohatera sama, to to jest koszmar, bo on musi być jakiś (jaki?), mieć fabularną rolę (jaką?) i dobrze byłoby, gdyby w trakcie trwania fabuły jakoś ewoluował (jak? pod wpływem czego? w którym kierunku?) i miał interesujące relacje z innymi postaciami (jakie konkretnie? czym motywowane?), które również należy wymyślić Smile W fanfikach cała ta praca jest już wykonana przez kogoś innego.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Misiael dnia Pon 11:53, 26 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 21 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 13:44, 26 Wrz 2016    Temat postu:

Cytat:
To trochę mylące. Prawdopodobnie na hasło "konstruowanie świata przedstawionego" odruchowo myślisz o kosmologii, mitologii, rasach, jakie go zamieszkują... ale to właściwie tylko dekoracje. Weź dwie powieści realistyczne, pozbawione elementów nadnaturalnych, a i tak świat będą w nich różne, bo bohaterowie operować będą innymi systemami wartości, inaczej zaprezentowany będzie ciężar niektórych wydarzeń, sposób budowania rzeczywistości będzie zupełnie inny. Tworzenie przestrzeni, w której rozgrywać się będzie konkretna opowieść to nie wymyślanie nowych podgatunków elfów, tylko kontekstu, który najlepiej posłuży jako arena wydarzeń.
Nie, właśnie myślę o wszystkim innym, natomiast w tej dyskusji zwykle widziałam odnośniki do nowych światów i fantasy, dlatego poruszam temat. Nie wiem, może to kwestia tego, że mam idealistyczne podejście, ale kiedy myślę o odtwarzaniu świata znanego z fanfików, też widzę pracę, jaką należy w to włożyć, żeby był on spójny z oryginalnym i trzymający się sam w sobie kupy, tym bardziej, że fanfiki często się pisze, żeby dodać coś od siebie (nie mówię tu o pornuchach, które w ogóle nie potrzebują dekoracji). Osobiście nigdy, poza ficzkami właśnie, nie pisałam fantasy, za to mam na koncie kilka opek historycznych - nie widziałam żadnej różnicy trudności w kreowaniu świata swojego a odtwarzaniu czyjegoś, na korzyść czy niekorzyść autora. Gdybym wymyślała bardzo rozbudowaną kosmogonię itd., zapewne byłoby inaczej. Naturalnie moje osobiste odczucia to nie żaden argument potwierdzający jakąś tezę, po prostu pokazanie, że to naprawdę zależy od osoby i trudno właśnie stawiać twarde hipotezy.
Nie zgadzam się też zupełnie co do bohaterów. Tzn. oczywiście absolutnie nie odbieram ci prawa do własnego zdania i jak najbardziej rozumiem, że dla ciebie jest trudniejsze co innego, ale to właśnie dowodzi, że tworzenie fanfików czy w ogóle takiego a nie innego gatunku oddziałuje na ludzi inaczej, może rozwijać rozmaite, odmienne umiejętności, trudno więc mówić o jakichś stałych ograniczeniach.
Dla mnie wymyślanie nowych bohaterów, relacji z otoczeniem itd., ewolucji, to na ogół świetna zabawa i zero problemu, robię to właściwie bezwiednie, ot, tak mi wychodzi - może dlatego, że jestem osobą, która potrafi walnąć opis uczuć na dziesięć stron i ogólnie uwielbia się w tym babrać (natomiast z akcją mam problemy). Ale jako że właśnie te uczucia i prawdopodobieństwo są dla mnie bardzo ważne, mam przy fikach, jak napisałam... nawet nie tyle problem, co ciągłe pytanie w tle, czy robię dobrze, to jest dla mnie trudniejsze, oddanie prawdopodobieństwa psychologiczne przy zgodności z oryginałem, raczej większe wyzwanie niż tworzenie swoich pacynek od podstaw. Btw część z tego, co wymieniłeś (fabularna rola, ewolucja) często również powinna być w fikach wymyślona od początku.
Nie mówię, że pisanie fików jest dla mnie trudniejsze niż oryginałów. Po prostu rozwijające inne umiejętności, których w tekście autorskim bym pewnie nie mogła. I vice versa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nagualini
Piszcząca Fanka Itachiego



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 1016
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 23:36, 26 Wrz 2016    Temat postu:

kura z biura napisał:
"Róża Selerbergu" Białołęckiej zaczynała jako "Róża Gryffindoru" i zdaje się, wciąż jest dostępna w tej wersji na Mirriel Smile

Taaa, do książki weszła też "Dalia Slytherinu" (pierwotnie o Millicencie Bulstrode, jeden z fajniejszych fików do HP, jakie czytałam) i jeszcze jakieś rzeczy, których ni w ząb nie pamiętam. Wprawdzie kupiłam "Różę Selerbergu" na taniej książce (omg, ta okładka!), ale i tak poczułam się oszukana - nie dość, że już to czytałam, to w dodatku w lepszej wersji.
Toroj to dla mnie właśnie ten typ autora, który znakomicie sprawdza się w fanfiction, a w literaturze "oficjalnej"... mniej. I imo to nie znaczy, że jest złą pisarką - tylko że to fanfik jest jej niszą.

Misiael napisał:
Weź dwie powieści realistyczne, pozbawione elementów nadnaturalnych, a i tak świat będą w nich różne, bo bohaterowie operować będą innymi systemami wartości, inaczej zaprezentowany będzie ciężar niektórych wydarzeń, sposób budowania rzeczywistości będzie zupełnie inny.

Weź dwa dobre, rozbudowane fiki potterowe i zdarzy się dokładnie to samo.
(Chciałam tu napisać coś jeszcze o światach, ale właściwie Leleth już większość powiedziała.)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 21 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:46, 27 Wrz 2016    Temat postu:

Czytam właśnie Kiksy klawiatury i znalazłam wypowiedź Pratchetta nt fanfików, może niektórych zaciekawi (btw świetna książka, polecam, bardzo zabawna):
Cytat:
Jedną z tradycji fantasy i science fiction jest komunikacja. Fani lubią utrzymywać kontakt
z innymi fanami i z zadziwiającą szybkością zaadaptowali dla swoich potrzeb internet – jako alternatywę
dla powielacza albo drukarki. Inną tradycją jest tzw. fan fiction – fanfiki.
Wiele innych gatunków ma swoich fanów, ale o ile mi wiadomo, fanfiki są wyjątkowe dla F&SF.
Ludzie dla czystej radości dopisują kolejne opowieści umieszczone w uniwersum stworzonym przez
jakiegoś profesjonalnego pisarza, wykorzystując znane postacie i tło, a potem publikują te teksty
amatorsko, dla przyjemności swoich przyjaciół.
Tradycyjnie – ponieważ zwykle sami byli fanami (trudno sobie wyobrazić, by ktoś zaczął pisać
fantastykę, nie lubiąc fantastyki) – autorzy łaskawym albo całkiem przymkniętym okiem patrzą na tę
prawnie wątpliwą działalność. Ciesz się, że masz fanów, jak głosi powszechna opinia; a skoro już masz
fanów, to są zwykle… no, fanowscy. Zresztą taka działalność może być niezłą wprawką dla pisarzy. To
część tej całej sprawy.
Autorzy popularnych cykli odkrywają, że czytelnik nie jest biernym odbiorcą; ich zdaniem autor tworzy
scenariusz, ale film odtwarza się w głowie samego czytelnika, a zatem powieść jest dziełem wspólnym
czy interaktywnym, w którym czytelnik ma prawa – choćby tylko prawo wyrażania opinii. Tak działo się
od lat, choć w sposób bardziej prywatny („Szanowna pani Austen, uważam, że byłoby naprawdę fajnie,
gdyby któraś z pani bohaterek zakochała się w Napoleonie…”). To prawdopodobnie zdrowa działalność.
Kłopot polega na tym, że sieć nie jest prywatna i powiększa wszystko, dobre i złe.
Kiedyś czytałem wpisy na dwóch grupach usenetowych poświęconych mnie i mojej pracy. Zabawnie
jest obserwować, jak twoją książkę dekonstruuje naukowiec z Oksfordu, a w tym samym gronie dyskutuje
ktoś, kto uważa, że Gwiezdne wojny to stary film. Ale ostatnio przestałem tam zaglądać – po siedmiu
latach.
Zrobiłem się nerwowy, kiedy ludzie zaczęli do publicznej grupy wysyłać propozycje fabuł przyszłych
książek i teorie, jak się rozwiną konkretne postacie. Sieć wciąż jest nowa, jest wielka i jest publiczna;
wraz z nią pojawiły się nowe percepcje i nowe problemy. (Jednym z drobniejszych jest ten, że ludzie
prowadzą swój język po światowej autostradzie, chociaż nie zdali egzaminu na prawo jazdy. Weźmy
na przykład słowo „plagiat”. Wiem, co to znaczy. Wy wiecie, co to znaczy. Prawnicy z pewnością
wiedzą, co to znaczy. Wiele razy widziałem jednak, że używa się go jako synonimu „nawiązań”,
„parodii” i „odwołań”, jak w zdaniu „Trzy wiedźmy są plagiatem z Shakespeare’a”. To była moja
książka i owszem, rzeczywiście czyta się ją przyjemniej, jeśli słyszało się wcześniej o pewnym szkockim
dramacie i… zaraz… od czego zacząć?).
Dodajmy do tego szerzące się dziwne idee na temat praw autorskich. Z jednej strony skali dostaję
nerwowe listy pytające: „Czy to nic złego, jeśli nazwę swojego kota imieniem jednej z pańskich
postaci?”. A na drugim e-maile w stylu: „Pańska powieść podobała mi się tak bardzo, że ją
zeskanowałem i umieściłem na swojej stronie w sieci… Mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciw temu”.
Czyli prawo autorskie chroni albo każde pojedyncze słowo, albo w ogóle nic.
Krótko mówiąc, w tej gorącej atmosferze zacząłem się obawiać, co będzie, jeśli wykorzystam temat,
który jakiś fan zaproponował w sieci albo użył w jakimś fanfiku na stronie.
Miałem już kilka e-maili mówiących z grubsza: „Widzę, że jednak wykorzystał pan mój pomysł”, kiedy
rzeczony pomysł brzmiał: „Dlaczego Terry Pratchett nie napisze książki o Australii/piratach/piłce
nożnej?” (raz dostałem też taki – a jestem pewien, że nie byłem pierwszy – który całkiem otwarcie
informował: „Mam doskonały pomysł, na którym obaj zarobimy bardzo dużo pieniędzy, jeśli napisze pan
książkę, ale oczywiście nie mogę niczego zdradzić, dopóki nie podpiszemy kontraktu”).
Wszyscy wkrótce się przekonamy, że dla wielu poza tym inteligentnych ludzi Pomysł jest sercem, duszą
i ośrodkiem powieści, a cała fabuła, morał, postacie, dialogi i 100 000 napisanych słów to tylko
księgowe szczegóły. Trzeba mieć Pomysł, a potem wystarczy znaleźć kogoś, kto go zapisze.
Może przesadnie się martwię, ale naprawdę jest o co. Nie niepokoi mnie prawo. Zresztą nie martwię
się też 99,99 procent fanów w sieci. Chodzi o to, że w każdej dość licznej grupie znajdzie się jakiś
palant. A palant jedno musi robić – protestować dostatecznie długo i głośno, aż zwróci na siebie uwagę
innych palantów, którzy chętnie do niego dołączą; przecież gdyby tacy ludzie nie istnieli, Ricky Lake
Show nie miałby widzów. Potem potrzebny jest tylko dziennikarz, który uzna, że dobrym tematem będzie
coś w rodzaju „Sławny pisarz ukradł mój pomysł, mówi rozczarowany fan!”. I jeśli sądzicie, że żaden
dziennikarz na to nie pójdzie, to nie czytacie gazet. Zresztą nawet udział dziennikarza nie jest konieczny.
Sama sieć jest medium dostępnym dla wszystkich.
Na nieszczęście taki scenariusz nie wymaga specjalnej wyobraźni. Pojawiły się już pierwsze jego
zapowiedzi w USA, gdzie – jak wiadomo – ludzie wnoszą pozwy równie odruchowo, jak oddychają,
i wkrótce pewnie wystąpią z pozwem zbiorowym przeciwko Bogu, ponieważ stworzył niedoskonały
świat. Z pewnością symptomy te były dostatecznie niepokojące, by – jak głoszą plotki – skłonić innych
autorów do porzucenia swoich grup usenetowych.
To przykre, ale uważam, że muszę teraz bardzo oficjalnie i publicznie się wylogować. Mam dużo
pomysłów. Teraz, gdyby tylko ludzie dali mi trochę czasu…


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5865
Przeczytał: 82 tematy

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Pią 2:01, 11 Sie 2017    Temat postu:

Mam problem - otóż wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w szeroko rozumianym najbliższym czasie będę miała możliwość zarabiania na pisaniu, w związku z czym zaczynam coraz poważniej zastanawiać się nad zbudowaniem portfolio. Tyle że pojawia się pytanie: czy umieszczenie w nim fanfika będzie zgodne z prawem? Bo bezpośrednio na nim nie zarabiam, ale mimo wszystko - pośrednio ułatwi mi to zarobek.

Uprzedzając uwagi - branża jest o tyle specyficzna, że raczej nie zostanie to odebrane jako niepoważne, jedno zlecenie już dostałam po wysłaniu próbki twórczości zawierającej m.in. fanfik.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Shiren
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 26 Sty 2015
Posty: 1844
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 44 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 9:11, 11 Sie 2017    Temat postu:

Pytania pomocnicze - czy fanfik jest opublikowany, jeśli tak, to gdzie? Czy nadal na nim nie zarabiasz? Jeżeli jest nadal opublikowany i nadal nie zarabiasz, to:
Nawet jeśli do ciebie się zgłosi ktoś i powie "czytałem super fanfik, napisz coś podobnego" - nadal nie zarabiasz na fanfiku, bo - z tego co zrozumiałem - przy jego tworzeniu i publikowaniu nie miałaś intencji zysku. Nie ma więc adekwatnego związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy zarobkiem a fanfikiem, tj. jeżeli nie napiszesz w tej sytuacji "opka podobnego", to nadal nic nie zarobisz, mimo że już napisałaś fanfik.

[Inna sprawa, na ile fanfik jest utworem inspirowanym, a na ile zależnym, tzn. jak dużo elementów zapożyczasz z utworu pierwotnego (parafrazując uwielbiane przeze mnie orzeczenie SN, jak wielką podnietę dał ci cudzy utwór).]

Edit: ku chwale precyzji.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Shiren dnia Pią 9:13, 11 Sie 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5865
Przeczytał: 82 tematy

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Pią 19:57, 11 Sie 2017    Temat postu:

Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam pytania pomocnicze. Chodzi mi o sytuację, gdzie publikuję portfolio w internecie, tak by potencjalni pracodawcy mieli do niego dostęp. W takiej sytuacji można uznać, że używam fanfika w celu zareklamowania twórczości komercyjnej.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Shiren
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 26 Sty 2015
Posty: 1844
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 44 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 9:22, 17 Sie 2017    Temat postu:

W skrócie - generalnie jest to mało prawdopodobne. Nie używasz fanfika do do reklamowania czegokolwiek, ale do informowania o swoich umiejętnościach, co ma na celu zdobycie zleceń. Generalnie, związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy istnieniem fanfika a wynagrodzeniem z tytułu pozyskanego zlecenia jest dość wątły, więc bym się nie obawiał.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1298
Przeczytał: 20 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Wto 22:48, 28 Sie 2018    Temat postu:

Trochę nie pasuje do tematu, ale nie lubię mnożyć wątków bez potrzeby.

Mam pytanie (na potrzebę pisanego właśnie artykuliku) do ludzi, którzy czytują/pisują slash: dlaczego?
W sumie szczególnie do tych, którzy piszą, ale wszelkie odpowiedzi będą mile widziane.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5865
Przeczytał: 82 tematy

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Śro 5:21, 29 Sie 2018    Temat postu:

Bo slash jest po prostu fajny.

Nie, dobra, wiem, że nie o to Ci chodziło, więc:

- Bo dwóch fajnych facetów to lepiej niż jeden. Wiem, że to może zabrzmieć jak fetyszyzacja osób homoseksualnych, ale tu chodzi o coś trochę innego: o symetrię. W hecie czytelniczka domyślnie utożsamia się z kobietą i pożąda mężczyzny - w slashu może utożsamiać się z obiema stronami i pożądać obu. Nie wierz, że kobieta utożsamia się z "uke", bardziej uległym mężczyzną etc, jednym z założeń yaoi jako gatunku jest to, że ma być dokładnie na odwrót, i wydaje mi się, że w przypadku slashystek to wygląda podobnie.
- Bo w naszej kulturze dynamika relacji między kobietą a mężczyzną wciąż wygląda nieco inaczej niż między dwoma mężczyznami, i to, co w slashu jest neutralne albo oczyszczające, w hecie stanowiłoby wyjście ze strefy komfortu. Dotyczy to np. przemocy seksualnej w każdym ujęciu (umówmy się, większość kobiet doświadczyła tego na własnej skórze i zastosowanie tego wobec fikcyjnego mężczyzny może być rodzajem "bezpiecznej zemsty", usprawiedliwionej moralnie tym, że przecież racja pozostaje po stronie skrzywdzonego bohatera) czy ciąży (jestem przekonana, że popularność mpregów wynika stąd, że dużo dziewczyn chce czytać o ciąży, ale za nic na świecie nie chciałoby w tę ciążę zajść, wcale albo tymczasowo - a z ciężarną bohaterką utożsamiałyby się za bardzo, żeby nie wywlec tej niechęci na wierzch).
- I wreszcie, niestety - bo w popkulturze wciąż mało jest interesujących, silnych bohaterek, które nie zostają mentalnie wykastrowane po wejściu w związek z mężczyzną.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1298
Przeczytał: 20 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Śro 10:06, 29 Sie 2018    Temat postu:

Wow, super, dzięki!!! Oczywiście inne wypowiedzi tez będą mile widziane.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Jadeitowa poetessa z charyzmatem



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2434
Przeczytał: 73 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 13:21, 29 Sie 2018    Temat postu:

Cytat:
czy ciąży (jestem przekonana, że popularność mpregów wynika stąd, że dużo dziewczyn chce czytać o ciąży, ale za nic na świecie nie chciałoby w tę ciążę zajść, wcale albo tymczasowo - a z ciężarną bohaterką utożsamiałyby się za bardzo, żeby nie wywlec tej niechęci na wierzch).

Zgadzam się. Ogólnie z całym postem się te z zgadzam, ale tu mogę powiedzieć z doświadczenia. Smile Osobiście brzydzę się ciąży* jak niewiemco i na samo czytanie o kobietach w ciąży powoduje we mnie ostry cringe, właśnie przez to utożsamianie się. A przy mpregach nic z tych rzeczy, mogę się cieszyć ultrasłodkimi dekoracjami rodzinnymi bez poczucia, że zaraz puszczę pawia. Rolling Eyes

No i ja bym jeszcze dodała do tego wszystkiego takie najzwyklejsze poczucie buntu wobec świata - slash, chociaż coraz powszechniejszy, wciąż pozostaje głownie internetowym fenomenem. W księgarniach romansu M/M nie uświadczysz, a te które wydawane są cyfrowo to głównie małe, niszowe wydawnictwa typu Samhain Publishing czy Dreamspinner. No i oczywiście, po angielsku. (Dlatego nawet się cieszę, że "Captive Prince" został przetłumaczony. Nawet jeśli jest o gwaUtach, to jednak jest to pozycja lubiana przez fanów, na GR zawsze w czołówce - słowem, dlaczego nie...Skoro tłumaczy się Greya i wydaje się Michalak...?)
Więc pisanie czy nawet samo czytanie slashy jest taką formą stworzenia takiej rzeczywistości, jaką chcielibyśmy widzieć wokół. Coś w stylu własnego, lepszego klubu w domku na drzewie. Wink Moje początki też tak wyglądały, i szczerze mówiąc, cieszę się z tego, bo chociaż motorem napędowym była burza hormonów, to z czasem przekształciło się to w stworzenie własnych, niezależnych od świata poglądów.

*Fun fact: kiedyś w ramach autoterapii oglądałam sobie "Call the Midwife" i fabularnie nawet mi się podobało, aczkolwiek reakcje mojego organizmu były eee... gwałtowne dość, momentami. Braku realizmu temu serialowi zarzucić nie można. Very Happy

Edity: formatowanie, grrr.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Śro 13:22, 29 Sie 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hersychia
Ryceż na białym hors



Dołączył: 05 Mar 2016
Posty: 2099
Przeczytał: 75 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa [*] / Poznań

PostWysłany: Śro 15:26, 29 Sie 2018    Temat postu:

Ja tylko czytuję, z dwóch powodów:
- czasami trafia się ciekawa historia o jakimś facecie, który robi rzeczy w miejscach i tak się składa, że ma też partnera. Albo osią opowiadania są przygody/praca/whatever jakiejś pary, akurat męsko-męskiej.
- pociągają mnie faceci, więc jeśli mogę mieć 2 w cenie 1 w jakimś pornoopku, to tym lepiej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1298
Przeczytał: 20 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Śro 17:59, 29 Sie 2018    Temat postu:

Dzięki jeszcze raz, jesteście super! Wiszę Wam piwo, czy co tam zechcecie, na najbliższym konwencie, na jakim się spotkamy - proszę się upominać Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin