Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Denerwujące maniery autorów
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3513
Przeczytał: 54 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 20:48, 14 Maj 2014    Temat postu: Denerwujące maniery autorów

Ot, wpadło mi do głowy na forum MM, ale tutaj też chyba możemy pogadać?


Takie drobne rzeczy, które denerwują w czytaniu czy oglądaniu.
Niekoniecznie przesłaniające zalety, ale uwierające jak kamyk w bucie.

W sumie wielu pisarzy nie umie pisać czarnych charakterów. Niemal zawsze ten, kto nie nasz jest głupi, zły, brzydki i ma "fszy w pempku". Musze przyznać, że bardzo denerwuje mnie ta maniera, a hołduje jej w różnym stopniu całkiem sporo pisarzy. W świetnej pod wieloma względami książce "Wład Drakula- Ostatnie Wyznanie" kto nie lubi naszego hirosa ma końską szczękę, zgrzytliwy głos i leniwie się rusza. Nawet Maciej Korwin, który wg. kronik był świetnym i energicznym królem, a wg. portretów był całkiem niezłym ciachem zmienia się w postać głupią, leniwą i brzydką. Podobnie postępowała Cherezińska w "Północnej Drodze" aczkolwiek już np. "Korona Śniegu i Krwi" okazała się być wolna.

Miało być o pisarzach, ale w sumie czemu nie rozszerzyć dalej? Ubóstwiam Doktora Who, ale Moffat męczył mnie rzucaniem na bohatera każdej możliwej kobiety. A jak już widziałam kolejną scenkę pt. monolog Amy nie wiadomo o mężu czy doktorku miałam ochotę rzucić czymś w TV. W ogóle czułam się zażenowana, kiedy bohaterka leciała na Doktora jednocześnie warcząc na byłego chłopaka, że nie czeka wierny jak pies. Chyba tym bardziej doceniałam Donnę- może była głupia, płytka, pusta i snobistyczna, ale przynajmniej nie służyła mu na dwóch łapkach.

No i Sapkowski ze swoimi cytatami na pół rozdziału. Nie, przepisanie cytatu nie czyni z nikogo intelektualisty, a jeszcze mniej twierdzenie, że inteligentny czytelnik powinien znać milion pińćset wymarłych dialektów by delektować się lekturą.
Macie jakieś swoje typy?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5785
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Śro 21:07, 14 Maj 2014    Temat postu:

Z tego co zauważyłam, większość najdłuższych cytatów u Sapkowskiego stanowiły jego własne płody. A i cytaty właściwe jakoś mi nie przeszkadzały.

Z dwójką zgadzam się całkowicie, podpisuję się rękami i nogami.

Ode mnie - piękne kobiety. Nawet jeśli bohaterka jest ciekawą, niezależną i wielowymiarową (jak na standardy dzieła) postacią, wzmianki o jej pięknie kwituję przewróceniem oczu. A jeśli leci na głównego bohatera, to już w ogóle. Kurde, piękne kobiety są NUDNE. I wydaje mi się, że pisarze obojga płci chcą sobie coś zrekompensować poprzez opisywanie ich.
Znaczy... jasne, to da się dobrze opisać, ale jest trudno. W podanym przykładzie nie mam na myśli literatury wyższych lotów, tylko groszową i średniego gatunku opowiastki rozrywkowe typu fantasy/kryminał itp.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Krakatoa
Całuśny Christoph z Brzytwą



Dołączył: 28 Maj 2013
Posty: 1091
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:08, 14 Maj 2014    Temat postu:

W sadze wiedźmińskiej to mnie akurat najbardziej powtórzenia denerwowały. Tak, wiem że Yen pachnie agrestem i bzem, tak, wiem o gęsim piórku w kapelusiku Jaskra, wiem że Kelpie och i ach piękna i zwinna, wiem że Ciri ma popielate włosy i szpecącą bliznę, i do licha wiem, że chatka stoi na bagnach i że gdyby ktoś do niej zajrzał to by dziewoję i starca zobaczył, ale nie zajrzy i nie zobaczy, bo dziki busz i gąszcz. Tak, wiem o tym, nie zapomniałam po przeczytaniu kilku następnych stron.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:23, 14 Maj 2014    Temat postu:

Cytat:
i do licha wiem, że chatka stoi na bagnach i że gdyby ktoś do niej zajrzał to by dziewoję i starca zobaczył, ale nie zajrzy i nie zobaczy, bo dziki busz i gąszcz.

O tak! Chyba ani razu nie doczytałam tych sążniastych akapitów o tym samym. (Zresztą, jeżeli chodzi o wątek Vysogoty, to ani razu nie przeczytałam go całego, zawsze skakałam tylko po retrosach o Szczurach i Bonharcie).

Jest taka irytująca maniera w opisywaniu, w przypadku której nie mam co prawda jakiegoś konkretnego autora, ale napotykam się na nią naprawdę w różnych książkach - mianowicie sytuacja, w której np. bohaterowie rozmawiają, potem jeden sobie o czymś przypomina i narrator pokrótce przypomina, o co cho, a potem wcina się drugi bohater z tekstem w stylu "Słuchasz mnie?" czy "I co dalej?", sugerujący, że wstawka narratora to były jednocześnie myśli bohatera. Strasznie mnie takie motyw drażni. (Przypomniało mi się, bo Sapkowski używał go nagminnie, kiedy Fringilla opowiadała o pobycie w Toussaint, matko, chyba z trzy razy czarodziejki ją poganiały, żeby wreszcie zaczęła gadać).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw 3:00, 15 Maj 2014    Temat postu:

U Sapkowskiego, zwłaszcza w trylogii husyckiej, wpieniały mnie nachalne popisy erudycji, zwłaszcza ogromne wstawki po łacinie (i chyba w innych językach też), które zmuszały do skakania między tekstem właściwym a przypisami z częstotliwością około raz na stronę. Ghhrrr. Nie po to sięgam po beletrystykę, żeby w pierwszej kolejności napawać się wszechstronnym geniuszem autora czy studiować niuanse historyczne albo wymarłe języki.

Powtarzanie określonych zwrotów/informacji u ASa jakoś mnie nie raziło, ale samo w sobie ogólnie mnie drażni. Tu najbardziej wryły mi się w pamięć książeczki "No. 6", autorstwa niejakiej Atsuko Asano. Ma toto łącznie dziesięć tomów i w każdym, ale to w każdym z nich, autorka musi co chwila powtarzać otwartym tekstem, prawie tymi samymi słowami, że tytułowe miasto, No. 6, jest złym miejscem, gdzie ludzie cierpią, a pod cienką warstwą utopii sama moralna zgnilizna, bla bla bla bla.
(Co gorsza, to info otwartym tekstem w wielu miejscach zastępuje porządne ukazanie, za pomocą wydarzeń czy postaci, jak paskudny jest świat przedstawiony). A, i jeszcze za każdym, ab-so-lut-nie każdym razem, kiedy pojawiała się postać o ksywie "Fenek", autorka tłumaczyła, że to od takiego pustynnego liska z dużymi uszami. Boru!! Nawet jeśli ktoś tego przypadkiem wcześniej nie wiedział, to załapał po pierwszym... drugim... no dobra, po maksymalnie trzecim razie. Powtarzanie co to jest fenek po raz dziesiąty to już albo klasyczny przykład robienia z czytelnika idioty, albo chamskie nabijanie wierszówki (podejrzewam jedno i drugie).


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Lenn dnia Czw 3:01, 15 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17308
Przeczytał: 84 tematy

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 14:08, 15 Maj 2014    Temat postu:

A propos chamskiego nabijania wierszówki, do szału doprowadza mnie enteroza.

Rozumiecie, co mam na myśli.
Każde zdanie w osobnym akapicie.
Najlepiej krótkie.
Głębia.

Dean Koontz napisał w ten sposób "Ziarno demona" i dostawałam piany na pysku, czytając.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 3225
Przeczytał: 90 tematów

Pomógł: 33 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:15, 15 Maj 2014    Temat postu:

Kuro, wpadnij w me ramiona!
...sam toczyłem piane z pyska...
...czytając "Króla Trędowatego" Zofii Kossak...
...którego zakończenie...
...właśnie tak...
...mniej więcej...
...wyglądało...

Nie cierpię lania wody w fantastyce. Kilka przykładów: opis tego, jak dane obrażenia za ileś tam lat opisze lekarz (Achaja, tom III, ciągnie się to przez kilka stron, btw. czy Armada zrecenzuje drugi tom?), ostateczna bitwa w "Siewcy Wiatru" Kossakowskiej (wybaczam niebieskie włosy, wiecznie umęczonego Daymona Freya, nieszczęśliwą miłość, ale ta bitwa...) która ciągnie się przez jakieś ponad 100 stron, czyli 1/5 książki. Zasypiałem niemal nad tym czymś - żeby takiego faceta uwielbiającego militaria i wszelkie strategie uśpić bitwą, to trzeba mieć talent!

Zostając w fantastyce: dziwne imiona. Nie cierpię, kiedy bohaterom nadaje się imiona-nie-do-wymówienia, żeby podkreślić tym samym inność i oryginalność świata. Ostatnio tak mnie wkurzył Robert Wegner i jego Opowieści z meekhańskiego pogranicza, ale jego styl jest na tyle przyjemny, że przełykasz gorzką pigułkę, bo za kilka stron czeka na ciebie słodkie ciasteczko.

Nienawidzę też kiedy autor próbuje być drugim Tolkieniem. Moje fantasty jest takie FANTASY, że ma nawet niepowtarzalny język: Eragorn Paoliniego i Trudi Canavan. Ta ostatnia rozłożyła mnie na łopatki totalnie, zmieniając nazwy zwierząt, przedmiotów czy napojów. Nie zmieniła ich wyglądu, zachowania, nic poza nazwą. I jeszcze umieściła z tyłu słowniczek! Rassoki to kury, spyl to chyba ichnie piwo (raczej na pewno, bo spyl wytwarza się... w browarze). Albo to, cytat ze słowniczka: "Maty Simba - maty tkane z trzciny".
Serio, wystarczyło w książce napisać coś w stylu "Usiedli na trzcinowych matach, sprowadzonych z odległej Simby", co miałoby ręce i nogi, poprawiało wiarygodność świata itd... nie, bohaterowie siadają na matach simba. Nie, nie chodzi o Króla Lwa. Nie wiesz co to są maty simba? Zajrzyj do słowniczka!
Oprócz tego w tym słowniczku wytłumaczono mi co to jest ŁAŹNIA. Uwaga: "miejsce, w którym można za pieniądze uzyskać usługi kąpielowe i kosmetyczne". Normalnie czuje się jakbym dostał w pysk! Jak można mieć ludzi za aż takich idiotów...

Sam trochę próbuje pisać fantasy (aż trudno w to pewnie uwierzyć biorąc pod uwagę jak bełkotliwe są moje wypowiedzi tutaj) i nienawidzę pisarzy-ogrodników. Wiecie, tych którzy wpadną na jakiś pomysł i od razu zasiadają do pisania. Wolę architektów: spokojne planowanie, zbieranie informacji itd. Najlepszym przykładem jest Martin u którego świat trzyma się kupy, ma historię, mitologie, baśnie, sensowną gospodarkę i politykę. Przykład paskudnego ogrodnika: Ziemiański i jego Achaja, gdzie już w pierwszym rozdziale facet przeczy sam sobie. Aż ma się ochotę krzyknąć "Facet zobacz co napisałeś kilka stron wcześniej". Taki ogrodnik wymyśla przygody na bieżąco, a ja dość łatwo takie rzeczy wychwytuje... zwykle czytanie zamienia się w mękę. Ogrodnikom częściej zdarza się też zapominać o jakiś umiejętnościach bohaterów, bo akurat dobrze by było, gdyby w tej scenie ich nie mieli albo zapomnieli o ich użyciu.

Będąc przy Ziemiańskim jeszcze... durne okrzyki:
- Oooooooiiiiiiaaaaaaaaaaajjjjjjj!!!
Wpienia mnie też nadużywanie wykrzykników. Szczególnie u Jacka Komudy! Niemal w każdym opisie walk! Każde zdanie kończy się wykrzyknikiem! Ciach!!!

Templariusze. Lubie ich i zgrzytam zębami niczym Stannis, gdy znów ktoś obarcza ich odpowiedzialnością za... WSZYSTKO. Serio, WSZYSTKO. Ubisoft pokazał ich całkiem ciekawie w AC, ale większość twórców przedstawia ich tak sztampowo, że szkoda gadać. I to nie jest jakaś nowa moda, już we wspomnianym "Królu Trędowatym" Zofia Kossak robi z nich część pewnej sekretnej organizacji, które celem jest, FANFARY, zniszczenie chrześcijaństwa.

Dawno nie wylałem takiej fali hejtu. Dobrze mi zrobił ten temat Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11669
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:28, 15 Maj 2014    Temat postu:

W fantasy należy umieścić jak najwięcej nazw z podwojonymi spółgłoskami. Nie można nadać zwyczajnych czy inspirować się mało znanym językiem, trzeba bić od sztancy.
Ponadto istnieją w zasadzie trzy rasy: ludzie, elfy i krasnoludy. Reszty nie ma albo nieważna.

Opisy WSZYSTKIEGO. Jest tu ktoś, kto doczytał Historyka Kostovej? Wyślę mu medal. Mój rekord to 30 stron na raz. Autorka opisywała fakturę każdego liścia, który obsrał gołąb, którego widziała bohaterka, przejeżdżając przez jakieś miasto, oczywiście nie mające żadnego znaczenia dla fabuły. Celuje w tym jeszcze Larsson - jego książki byłyby znacznie bardziej strawne (drugi ich główny problem to przekraczająca wszystkie możliwe granice marysuistyczność bohaterów), gdyby je skrócić o 9/10. Nie, poważnie, kompletnie mnie nie obchodzi lista zakupów Lisbeth, operacja jej cyców oraz opis wszystkich mebli, które widziała w Ikei.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MaiCroft
Król Herold Potter



Dołączył: 04 Sty 2014
Posty: 382
Przeczytał: 18 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Townsville

PostWysłany: Czw 17:15, 15 Maj 2014    Temat postu:

Leleth napisał:
W fantasy należy umieścić jak najwięcej nazw z podwojonymi spółgłoskami. Nie można nadać zwyczajnych czy inspirować się mało znanym językiem, trzeba bić od sztancy.


Nie zapomnij o apostrofach. Imienia bez apostrofów się nie liczą.
Czy oprócz wszelkiej maści powieści można też pisać o np. publikacjach naukowych? W jednej takiej książce dotyczącej badań nad kulturą właśnie do szewskiej pasji doprowadzało mnie pisanie tego samego zdania nawet po cztery (!) razy pod rząd tylko innymi słowami. Jak się nie ma co napisać, to się robi dalszy "risercz", a nie w kółko klepie to samo. Jeden rozdział średnio zajmował tam 15 stron, gdzie tak naprawdę można by wszystko opisać na 1, góra 2.


Macie cytat, kto nie chce niech nie czyta. 4 zdania, każde dokładnie o tym samym:
Cytat:
He argues that social practices of cultural consumption, which involve the making, marking, and maintaining of social dif¬ference, help to secure and legitimate forms of power and dom¬ination which are rooted in economic inequality. In other words, he argues that although class rule is ultimately economic, the form it takes is cultural. The source of social difference and social power is thus symbolically shifted from the economic field to the field of cultural consumption, making social power appear to be the result of a specific cultural disposition. In this way, the production and reproduction of cultural space helps to produce and reproduce social space, social power, and class difference.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Myszogon
Namiętny niemiecki deBill



Dołączył: 05 Paź 2013
Posty: 166
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:19, 15 Maj 2014    Temat postu:

A ja tak myślę i myślę, i chyba nie mam czegoś takiego. Wszystko zależy od tego, jak jest podane. Są rzeczy co do których jestem bardziej sceptyczna: drażnią mnie ultra-szlachetne, dobre do porzygu postacie,nie lubię też postaci słabych psychicznie, ale i tacy bohaterowie potrafią czasem mimo wszystko wzbudzić sympatię. I tak w zasadzie ze wszystkim, nawet mało oryginalny pomysł może mi nie przeszkadzać, jeśli będzie dobrze przedstawiony. Zgodzę się za to z cytatami w obcych językach, szczególnie jeśli nie ma przypisów. Nie jestem zbyt uzdolniona językowo, ale wydaje mi się, że tak czy inaczej nie powinno się zakładać, że czytelnik śmiga płynnie po francusku, niemiecku, czy łacinie.


A tak btw, to ja bardzo lubiłam te powtórzenia Sapkowskiego, dla mnie budują bardzo wyrazistą atmosferę. A opisy chaty Vysogoty to jedne z moich ulubionych fragmentów zawsze były. Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Czw 22:08, 15 Maj 2014    Temat postu:

Wymieniliście już prawie wszystko. Wink Jedyne, co jeszcze przychodzi mi do głowy, to tworzenie bohaterów durnych i mało domyślnych (np. Bella, która baaaardzo dłuuuugo dochodzi do wniosku, że Edzio jest wampirem), tak durnych, że w starciu z tymi złymi wygrywają albo przypadkiem, albo dlatego, że źli są jeszcze głupsi (ostatnie tomy Ludzi Lodu, łojeżukolczasty!).

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ylla
Nimfa Błotna



Dołączył: 28 Lis 2013
Posty: 506
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 23:15, 15 Maj 2014    Temat postu:

Zgadzam się w kwestii cytatów, fantasy i wykrzykników. Od siebie dodam, że potwornie irytują mnie mikrorozdzialiki (o ile nie są dobrze uzasadnione) - szczenięciem będąc, brnęłam przez takie czytadło, bodajże "Wojny duszków" - w życiu nie widziałam tak chamskiego nabijania objętości. Rozdziały tam miały chyba od dwóch do czterech stron. Książka jak cegła (bo i do tego w twardej oprawie), a tekstu niewiele... I czcionka też chyba była duża. Nie cierpię gigantycznej czcionki, ale to już nie wina pisarzy.
Nie lubię też przeskoków między postaciami i rozdziałami, tak jak to wygląda u Martina. Wiem, że to też się da uzasadnić, ale nie oszukujmy się - zawsze, ale to zawsze któryś bohater będzie dla nas tym ciekawszym. Jeśli bohaterowie mają odrębne rozdziały, od razu wiadomo, że spędzimy kolejne dwadzieścia (a często więcej) stron z nielubianą postacią. Odechciewa się czytać, a pominąć się nie za bardzo da, bo różne istotne rzeczy umykają. Bez takiego podziału jakoś przyjemniej się czyta, bo wszystko jest przemieszane i ma się swoich znienawidzonych w małych dawkach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5785
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Czw 23:56, 15 Maj 2014    Temat postu:

Myszogon napisał:
drażnią mnie ultra-szlachetne, dobre do porzygu postacie,nie lubię też postaci słabych psychicznie, ale i tacy bohaterowie potrafią czasem mimo wszystko wzbudzić sympatię.

Ja uwielbiam DOBRZE ZROBIONE dobre postaci, a te sklecone byle jak bardziej mnie rozczulają niż denerwują (Drizzt! <3). Irytują mnie za to bohaterowie, którzy są tak dobrzy, że przesłania im to zdolność racjonalnego myślenia i w imię "dobra" (w domyśle: żeby nie zabić, nie ukraść, nie skłamać) narażają na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale też innych ludzi.
Nie cierpię za to bohaterów mrocznych, złych i cynicznych. To jest tak do urzygu kiczowate! Zdecydowanie wolę, kiedy mhroczny typ jest w rzeczywistości good guyem (tylko bez nagłej przemiany, plz). I nie uprawia seksu, a w każdym razie nie z tabunem lecących na niego kobiet. Może być impotentem, nieśmiałym konserwatystą albo gejem w monogamicznym związku, tylko kurde, niech się nie puszcza na prawo i lewo!
Prawdziwe zło przemawia do mnie dużo bardziej, kiedy jest brudne i prymitywne. Wolę Leatherface'a niż Hannibala.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
die_Kreatur
Gość






PostWysłany: Pią 0:29, 16 Maj 2014    Temat postu:

Drowy z FR generalnie mnie rozczulają, ale przy Drizzcie nie mogę - on jest merysójką w kosmos i na dłuższą metę to ciut żenujące. Laughing

Spośród stricte "zabiegów literackich" mało co mnie denerwuje, bardziej ruszają mnie durne motywy i ogólna tandetność; i tak dla naprzykładu gładko przełknęłam próby lingwistyczne pani Canavan. Ale! Sapkowskiemu udało mi się mnie ostro wkurwić nagminnymi odwołaniami do Lovecrafta w Trylogii Husyckiej. Po pierwszym fhtagn byłam wniebowzięta, ale Necronomicon w każdym domu, serio...? W trzecim tomie dostawałam już piany na pysku, gdy fhtagnowała kolejna postać lub ZNOWU gdzieś się znajdował Necronomicon.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17308
Przeczytał: 84 tematy

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 0:31, 16 Maj 2014    Temat postu:

Denerwująca maniera u autorów, którzy dużo piszą: powtarzanie się. Nieno, doprawdy, nikt nie pozna, że ta sama historia została opowiedziana kilka razy tylko z użyciem innych bohaterów. Chmielewska tak miała; umieszczała tę samą anegdotkę w kilku kolejnych książkach, tworzyła podobne do siebie bohaterki (o podobnym poziomie merysujstwa) itd. Koontz tak ma; historię o programowaniu mózgów ludzkich za pomocą przekazu podprogowego czytałam u niego co najmniej dwa razy, inne motywy też się powtarzają.
Denerwuje mnie, kiedy narrator wszechwiedzący zapowiada przyszłe wydarzenia: różne takie "gdyby wiedział, jakie będą konsekwencje, nigdy by tego nie zrobił" itd. Również denerwuje mnie używanie wyświechtanych zwrotów, np. wszelkie warianty "gdyby spojrzenie mogło zabijać, to ktośtam już leżałby trupem".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
die_Kreatur
Gość






PostWysłany: Pią 0:40, 16 Maj 2014    Temat postu:

Podpisuję się pod Kurą kompletem macek. Very Happy Do listy dodaję jeszcze konstrukcje "on, Aleksiej" - tyle dużo patosu i dramatyzmu w dwóch słowach, brr.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Pią 1:19, 16 Maj 2014    Temat postu:

Denerwują mnie postacie obliczone na bycie "cool".

W sumie bardzo trudno zdefiniować, co tak naprawdę sprawia, że postać podpada pod tę kategorię, ale jak czasami coś czytam/oglądam to wręcz wali po oczach, że jakiś bohater jest zbudowany tak, aby być "cool". Chyba NC coś o tym wspominał przy recenzjach kreskówek Disneya, jak to próbowano z siostrzeńców Donalda zrobić olewczych, zbuntowanych nastolatków, bo akurat to było na topie. Miałam takie odczucia do Mordimera (u niego strasznie wali po oczach, że ma być mroczny, taaaki elowentny, do tego każda laska na niego leci itp. itp) czy Sebcia z Kuroshitsuji (z kolei to postać obliczona na nastolatki)...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Pią 6:26, 16 Maj 2014    Temat postu:

kura z biura napisał:
Również denerwuje mnie używanie wyświechtanych zwrotów, np. wszelkie warianty "gdyby spojrzenie mogło zabijać, to ktośtam już leżałby trupem".

Ups Embarassed.
Cytat:
Maskotek ze zduszonym krzykiem wściekłości na ustach szarpnął się w swoich więzach tak gwałtownie, że ledwie mogli go utrzymać; mimo iż Kura nie widziała w tej chwili twarzy swego towarzysza niedoli, domyśliła się, że gdyby wzrokiem można było torturować i zabijać, ich dręczyciel wyzionąłby ducha w męczarniach, i to nad wyraz dotkliwych.

Tylko jak znaleźć dobry zamiennik Question
EDIT: Chyba się wytłumaczę jak aŁtoreczka: przecież to nie jest PRAWDZIWE pisanie...


Ostatnio zmieniony przez Bumburus dnia Pią 6:31, 16 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Babatunde Wolaka
Ministrant Chaosu



Dołączył: 28 Maj 2012
Posty: 3555
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: City of Oftenhyde

PostWysłany: Pią 7:44, 16 Maj 2014    Temat postu:

Ja bym napisał coś w rodzaju "Gdyby spojrzenie mogło generować warzywa, już dawno byłby przykryty kalafiorami po czubek głowy".

die_Kreatur napisał:
Do listy dodaję jeszcze konstrukcje "on, Aleksiej" - tyle dużo patosu i dramatyzmu w dwóch słowach, brr.

To akurat ma sens w sytuacjach, kiedy samo "on" mogłoby pozostawiać wątpliwości, o kogo chodzi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17308
Przeczytał: 84 tematy

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 8:02, 16 Maj 2014    Temat postu:

Bumburus, problem w tym, że czasem naprawdę trudno napisać coś innego, bo to się samo pod palce ciśnie (myślisz, że ja nie używam? nie chce mi się szukać dokładnego cytatu, ale też miałam takie zdanko, że gdyby spojrzenie itd., to Indiana powinien zmienić się w kupkę zawstydzonego popiołu). Tyle, że człowiek się orientuje, że no właśnie, ciśnie się, wszystkim się ciśnie Wink

Denerwuje mnie strasznie ględzenie bohaterów. Zwracałam na to uwagę np. przy analizie Achai, ale i Sapkowski tak ma. Jakoś tak się składa, że co chwila u niego znajduje się kolejna postać, która musi dokładnie i szczegółowo wytłumaczyć wiedźminowi, że świat jest zły, okrutny i podstępny, a sam wiedźmin jest tylko godnym pogardy nieludziem. A sam Geralt też lubi snuć snuja...
A' propos złego i okrutnego świata, nie cierpię zabiegów w stylu Wiśniewskiego, kiedy to autor próbuje wzbudzić współczucie dla bohatera, zwalając mu na głowę wszystkie nieszczęścia świata (i najlepiej niech bohater sam o tym opowiada, tak). Co za dużo, to niezdrowo, przedawkowanie tragedii kończy się groteską.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ylla
Nimfa Błotna



Dołączył: 28 Lis 2013
Posty: 506
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:26, 16 Maj 2014    Temat postu:

Powtarzanie się to trochę śliska sprawa... Jak dla mnie, każdy autor się powtarza, ale w innym stopniu, bo każdy z nich tak jak my ma ulubione tematy, motywy, inspiracje... Kiedy można to podczepić pod styl i nie zgrzytać zębami ze złości, jest dobrze, bo to stwarza wrażenie spójności (np. przy pracach polegających na analizie porównywanie miliona różnych wątków, które się nigdzie nie powtarzają, byłoby torturą). Natomiast autoplagiat nie jest zabawny, wtedy czytelnik czuje się po prostu zrobiony w wała, bo dlaczego ma pięć razy płacić za to samo.
Co do wyświechtanych porównań, świta mi, że gdzieś Pratchett się z tego natrząsał - coś w stylu "ma usta jak wiśnie, czyli małe i z pestką pośrodku".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ajzan
Wampirza kapłanka z tatuażem



Dołączył: 25 Cze 2013
Posty: 2470
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:57, 16 Maj 2014    Temat postu:

Mnie krótkie rozdziały nie denerwuję, ale tak długie, że na raz nie da się przeczytać w całości już tak.Znalezienie odpowiedniego momentu w tekscie bez przerw innych niż akapit, tak aby nie przerwać w środku akcji jest trudne.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Myszogon
Namiętny niemiecki deBill



Dołączył: 05 Paź 2013
Posty: 166
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 16:27, 16 Maj 2014    Temat postu:

napisał:
Irytują mnie za to bohaterowie, którzy są tak dobrzy, że przesłania im to zdolność racjonalnego myślenia i w imię "dobra" (w domyśle: żeby nie zabić, nie ukraść, nie skłamać) narażają na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale też innych ludzi.

O właśnie, tego nie cierpię. To znaczy samo pojawienie się takiej postaci mnie nie denerwuje - samo w sobie to może być ciekawe, taki konflikt moralności gdzie należy zrobić coś złego, dla osiągnięcia większych korzyści. Jeśli ktoś nie jest w stanie zabić/zdradzić/cokolwiek, nawet wiedząc, że to może uratować wielu ludzi, to, nawet jeśli tego nie popieram, potrafiłabym zrozumieć, o ile zostanie to w odpowiedni sposób umotywowane. Denerwuje mnie natomiast okropnie gloryfikowanie takiej postawy. Nie tyle nie lubię takich postaci, co nie lubię przedstawiania ich szlachetnej głupoty jako godnej podziwu.

I przypomniałam sobie co mnie denerwuje - traktowanie wszelkich przeciwników będących jakby postacią zbiorową (strażników/ochroniarzy "tego złego", wrogich żołnierzy, itp) jak tekturowe tarcze strzelnicze. Ja rozumiem, że jak się uśmierca dwudziestu chłopa nie można nad każdym zapłakać, ale żeby tak nic? Żadnych wyrzutów sumienia, jakiejś zbłąkanej myśli, że w sumie nie byli niczemu winni (bo często to ludzie po prostu wykonujący swoją pracę). Pewnie, czasem to jest uzasadnione (jakaś dehumanizacja wrogów, kiedy po jakimś czasie nie patrzy się już na nich jak na ludzi), ale czasem wygląda jakby po prostu autor chciał wrzucić jakąś jatkę i nikomu nie przychodzi do głowy, że zabójstwo powinno wywrzeć jakiś wpływ na bohatera. I to nie przez to, jaką ten ma psychikę, a przez to, że tych wrogów taktuje się jak potrzebny rekwizyt, a nie ludzi. Zresztą często potem ten sam bohater, który tak beztrosko morduje wszystkich wokół ma potem rozterki moralne względem zabicia "głównego złego", bo to w końcu też człowiek, co z tego, że zły.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Myszogon dnia Pią 18:22, 16 Maj 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ML
Super Roksana w czapce z daszkiem



Dołączył: 02 Mar 2014
Posty: 849
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:11, 16 Maj 2014    Temat postu:

Ylla napisał:
Co do wyświechtanych porównań, świta mi, że gdzieś Pratchett się z tego natrząsał - coś w stylu "ma usta jak wiśnie, czyli małe i z pestką pośrodku".

"Usta jak wiśnie" to jeszcze nie tak źle. Ja od dawna mam problem z piosenką Johnny'ego Casha Can't Help But Wonder Where I'm Bound. W drugiej zwrotce bohater wspomina, że miał kiedyś dziewczynę, która miała usta jak.. no właśnie. Dopóki tylko słuchałam, byłam przekonana, że "jak wino z wiśni", w sensie że ciemnoczerwone. A potem okazało się, że absolutnie w każdej zapisanej wersji tej piosenki figuruje linijka "she had lips like sherry wine". Miała usta jak sherry... czyli jakie - żółte? Dlaczego tego nie leczyła? :-O


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Pią 17:18, 16 Maj 2014    Temat postu:

Może nie chodziło o kolor, a o przyjemność z całowania tychże ust? Że takie niby upajające?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11669
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:18, 16 Maj 2014    Temat postu:

Może chodzi o smak, nie wygląd Wink.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ML
Super Roksana w czapce z daszkiem



Dołączył: 02 Mar 2014
Posty: 849
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:21, 16 Maj 2014    Temat postu:

Faktycznie, może chodziło mu o to, że takie aromatyczne albo słodkie, albo coś? Najwyraźniej wychodzą braki w obyciu - nigdy nie piłam sherry Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Pią 17:25, 16 Maj 2014    Temat postu:

Skądinąd, kojarzę (niestety jedynie szczątkowo) stary dowcip o narzeczonej, co miała ząbki jak perełki (takie dziurawe), a nóżki jak sarenka (takie włochate)...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Żółwik na parapeciku



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2807
Przeczytał: 20 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 18:23, 16 Maj 2014    Temat postu:

Klątwa współczesnej literatury, czyli: żeby był artyzm, musi być seks. Jeśli bohater jest nowoczesny i wykształcony, musi ryćkać na prawo i lewo oraz bardzo elokwentnie o tym opowiadać, najlepiej dorabiając po drodze jakieś ideolo. Albo chociaż znajdując pierdyliard kulturowych odniesień.
Tak sobie piję do "Miasta udręczenia" Pilcha (chociaż do dzisiaj nie mam pewności, czy Konstancja nie miała właśnie być pretensjonalna) i "Tarota paryskiego" Gretkowskiej.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Haszyszymora dnia Pią 18:24, 16 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Krakatoa
Całuśny Christoph z Brzytwą



Dołączył: 28 Maj 2013
Posty: 1091
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:21, 16 Maj 2014    Temat postu:

Myszogon napisał:
A tak btw, to ja bardzo lubiłam te powtórzenia Sapkowskiego, dla mnie budują bardzo wyrazistą atmosferę. A opisy chaty Vysogoty to jedne z moich ulubionych fragmentów zawsze były. Smile

Mi ta część też mimo wszystko się podobała, ale ile można? Kiedy w ostatnim tomie ekipa utknęła w Toussaint, była scena dziejąca się w kuchni, a po podłodze chodziły sobie dwie kury, czarna i brązowa, a bohaterowie dyskutowali, a dwie kurki, czarna i brązowa, skrobały pazurkami po podłodze, a ludzie dalej biadolili jak to powinni dalej ruszać w drogę, a po kuchni spacerowała sobie brązowa kurka i pachniało rosołem. I to było zabawne, bo przy ostatnim powtórzeniu dodano zmianę, tutaj akurat humorystyczną. Bo Yen pachnie agrestem i bzem, bzem i agrestem, agrestem i bzem i jaśminem... wait, it's a trap! A tak to mamy powtórzenie za powtórzeniem bez większego celu czy sensu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Myszogon
Namiętny niemiecki deBill



Dołączył: 05 Paź 2013
Posty: 166
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:00, 16 Maj 2014    Temat postu:

Hm, no może w tym problem, że dawno czytałam, i jak już po paru okazjach wspominałam, mam mocno sentymentalne podejście do wiedźmina, i po prostu zapamiętałam to, co mi się podobało (jak właśnie opis chaty, kury też mi utkwiły w pamięci), a te bezcelowe po prostu wyrzuciłam z pamięci. Smile Nagromadzenie takich powtórzeń w jednym tekście na pewno nie jest dobre, co nie zmienia faktu, że sam zabieg lubię i nie zakwalifikowałabym go do "denerwującej maniery". Smile

(Serio, chyba czas powtórzyć sobie wiedźmina, ale boję się niszczyć sobie dobre wspomnienia. xD )


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Serenity
Boski Ronaldo



Dołączył: 27 Mar 2013
Posty: 631
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Pią 21:03, 16 Maj 2014    Temat postu:

W temacie powtórzeń strasznie mnie irytują u Martina powiedzonka niektórych postaci, na przykład Viserys przy każdej niemal okazji powtarza do Dany: "chyba nie chcesz obudzić mojego smoka". A nawet jeśli nie robi tego Viserys to robi to albo narrator, albo sama Daenerys.

No i strasznie mnie wkurza również pisanie rozdziałów "z perspektywy" postaci, wydaje mi się to być takie aŁtoreczkowe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nagualini
Piszcząca Fanka Itachiego



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 1002
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:06, 16 Maj 2014    Temat postu:

Haszyszymora napisał:
Klątwa współczesnej literatury, czyli: żeby był artyzm, musi być seks. Jeśli bohater jest nowoczesny i wykształcony, musi ryćkać na prawo i lewo oraz bardzo elokwentnie o tym opowiadać, najlepiej dorabiając po drodze jakieś ideolo.


O, też mnie to wkurza. Bohater z kryzysem wieku średniego (często ewidentnie alter ego autora), co to podrywa laskę (długonogą, wysublimowaną dwudziestolatkę z dwoma doktoratami) na swą mundrość życiową i przechodzony wdzięk. A potem szczegółowo opisuje, co robili, czym, ile razy i co przy tym cytowali. I jaka to ona, och, nie dość, że wyzwolona, to jeszcze z wyższym wykształceniem.

Podobnie drażni mnie, że ilekroć pojawia się we współczesnej literaturze jakaś interesująca, inteligentna młoda postać kobieca, która choć trochę idzie pod prąd, poszukuje, buntuje się - to nie ma bata, musi też dupczyć ile wlezie, najlepiej bez zobowiązań. Bo tylko bogate życie erotyczne gwarantuje bogate życie wewnętrzne. Dziewice i dziewczyny z małym doświadczeniem siedzą w domu albo w kościele. Nic im się nie przydarza, nie mają żadnych wątpliwości, nigdy się nie buntują i nie bywają feministkami.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ajzan
Wampirza kapłanka z tatuażem



Dołączył: 25 Cze 2013
Posty: 2470
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:31, 16 Maj 2014    Temat postu:

Nagualini napisał:
Haszyszymora napisał:
Klątwa współczesnej literatury, czyli: żeby był artyzm, musi być seks. Jeśli bohater jest nowoczesny i wykształcony, musi ryćkać na prawo i lewo oraz bardzo elokwentnie o tym opowiadać, najlepiej dorabiając po drodze jakieś ideolo.


O, też mnie to wkurza. Bohater z kryzysem wieku średniego (często ewidentnie alter ego autora), co to podrywa laskę (długonogą, wysublimowaną dwudziestolatkę z dwoma doktoratami) na swą mundrość życiową i przechodzony wdzięk. A potem szczegółowo opisuje, co robili, czym, ile razy i co przy tym cytowali. I jaka to ona, och, nie dość, że wyzwolona, to jeszcze z wyższym wykształceniem.


Ogólnie denerwujące jest, kiedy bohater książki jest jawnym awatarem autora, a jego przygody to fantazje co by tamten nie zrobił w podobnych okolicznościach, jak choćby scena w bibliotece w "Dziewiątym Magu".


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ajzan dnia Pią 21:36, 16 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 3225
Przeczytał: 90 tematów

Pomógł: 33 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:59, 16 Maj 2014    Temat postu:

W ogóle wkurza mnie to jak szybko bohaterowie potrafią się zakochać. Kij dmuchał, jeśli są młodzi i wpływa na nich hormonowy tajfun. Ostatnio kumpel opowiadał mi o horrorze traktującym między innymi o Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym (nasza okolica i to go zachęciło). Otóż bohater odziedziczył stary domek. Chcę go sprzedać. Jedzie tam, towarzyszy mu jakaś notariuszka. I już po oględzinach, przy pożegnaniu, całus w policzek, a przy następnym spotkaniu ohhy i ahhhy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2014
Przeczytał: 12 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Pią 22:05, 16 Maj 2014    Temat postu:

Nagualini napisał:

Podobnie drażni mnie, że ilekroć pojawia się we współczesnej literaturze jakaś interesująca, inteligentna młoda postać kobieca, która choć trochę idzie pod prąd, poszukuje, buntuje się - to nie ma bata, musi też dupczyć ile wlezie, najlepiej bez zobowiązań. Bo tylko bogate życie erotyczne gwarantuje bogate życie wewnętrzne. Dziewice i dziewczyny z małym doświadczeniem siedzą w domu albo w kościele. Nic im się nie przydarza, nie mają żadnych wątpliwości, nigdy się nie buntują i nie bywają feministkami.


zwykle taka kobieta ma pochodzenie żydowskie. Już dawno to zauważyłam- każda wyzwolona seksualnie i niezwykle inteligenta kobieta we współczesnej literaturze jest żydówką (ateistką oczywiście ale jej rodzice, dziadkowie wyznają bądź wyznawali judaizm).
U autorów, których zresztą bardzo lubię np. u Johna Irvinga męscy bohaterowie cały czas myślą o seksie. To jeszcze byłoby ok gdyby nie opisy masturbacji. Młodzieńcy mają cały czas erekcje na myśl o koleżankach, moczą prześcieradła itp. Ja domyślam się, że tak jest u nastolatków ale ileż można.
Będąc młodą nastolatką zaczytywałam się w romansach m.in. Danielle Steel (myślałam, że jestem taka dorosła czytając takie książki) i niesamowicie mnie irytowały mnie opisy bohaterek, które zawsze były cholernie w czymś dobre. Już mniejsza marysuizm ale ta fraza "cholernie w czymś dobra" powtarzała się milion razy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Pią 22:45, 16 Maj 2014    Temat postu:

Vaherem napisał:
Ostatnio kumpel opowiadał mi o horrorze traktującym między innymi o Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym

Powiedz coś więcej, MRU to takie piękne tło dla horroru!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 3225
Przeczytał: 90 tematów

Pomógł: 33 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 23:30, 16 Maj 2014    Temat postu:

Łap. Kumpel twierdzi, że po niektórych opisach widać, że autor odwiedził nasze okolice, ale i tak popełnił kilka gaf ("nowoczesny" szpital, albo pytanie "Gdzie jest najbliższy kościół?" po odbyciu trasy na której powinien natknąć się na dwa z trzech naszych kościołów Razz). Mnie odstrasza sam opis fabuły Razz

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5785
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Pią 23:32, 16 Maj 2014    Temat postu:

dekadencja napisał:

U autorów, których zresztą bardzo lubię np. u Johna Irvinga męscy bohaterowie cały czas myślą o seksie. To jeszcze byłoby ok gdyby nie opisy masturbacji. Młodzieńcy mają cały czas erekcje na myśl o koleżankach, moczą prześcieradła itp. Ja domyślam się, że tak jest u nastolatków ale ileż można.

Mnie opisywanie masturbacji i erekcji kojarzy się z opisywaniem oddawania moczu. Można, jeśli jest to w jakiśtam sposób potrzebne, ale po cholerę ćkać to wszędzie?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mirza
Galerianka na galerach



Dołączył: 03 Sty 2014
Posty: 1675
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Za górami, za lasami...

PostWysłany: Sob 8:22, 17 Maj 2014    Temat postu:

Fabuła wydaje sie byc jakims nawiazaniem do miejskich legend Smile o MRU slyszalam juz duzo (mam rzut kamieniem), glownie o wielkiej liczbie sekt odprawiajacych tam rytualy. A jak z ekipa wybralismy sie na zwiedzanie, to na niektorych ze scian widnialy jakies symbole, ale nie wiem, czy i do jakich ugrupowan nalezaly.
Mnie irytuja wspomniane juz rozdzialy pisane z perspektywy roznych bohaterow. Pol biedy, jak jakiegos lubie, gorzej, jak wypowiada sie ten, ktorego nie cierpie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Sob 9:00, 17 Maj 2014    Temat postu:

Ja akurat lubię zmieniające się perspektywy i punkty widzenia - zarówno poszczególnych postaci, jak i tego samego bohatera na różnych etapach życia, jak w Widnokręgu W. Myśliwskiego.
Jako czytelnika nużą mnie za to kolejne powieści według tego samego schematu (jak np. morderca zabijający kolejne ofiary według klucza zawartego w jakimś dziele literackim - Klub Dantego przeczytałam z przyjemnością, Bajki pisane krwią właściwie już bardziej dla klimatu płaszcza i szpady, ale za kolejne książki w tym stylu podziękuję, przynajmniej na razie).
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Serenity
Boski Ronaldo



Dołączył: 27 Mar 2013
Posty: 631
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Sob 10:18, 17 Maj 2014    Temat postu:

Bumburusie - ja też lubię zmieniającą się perspektywę, ale Martin robi to w sposób aŁtoreczkowy. Zamiast jednego ogólnego narratora, który od czasu do czasu pokazuje działania innych bohaterów, skacze od jednego do drugiego, tak naprawdę tworzy mnóstwo narratorów, którzy opowiadają historie poszczególnych postaci, ale nie tworzą spójnej fabuły - takie odnoszę wrażenie. I jeszcze to tytułowanie rozdziałów imieniem bohatera, z którego perspektywy jest pisany. To takie aŁtoreczkowe - rozdział dwunasty oczami bohatera x albo z perspektywy bohaterki y.

Mam jeszcze jedną taką rzecz, która mnie irytuje. Lubię nawiązania, ale tylko w formie puszczania oczka do czytelnika, więc szalenie mnie irytuje, gdy autor chce nawiązać do czegoś, ale zabiera się do tego tak nieumiejętnie, że zamiast delikatnego nawiązania wali z grubej rury, jakby chciał czytelnikowi dać w ryj. Tak na przykład zrobiła Jadowska w czwartym tomie - opisując jakiegoś tam wampirka, który och, ach, jest tragiczny i nie może pogodzić się ze swoim wampiryzmem, i w ogóle, pierdyknęła jeszcze na koniec przemyśleniem Dory, że chyba wyrwał się z jakiegoś twilighta czy innego dziadostwa. Ale po co to pisała? Po co traktować czytelnika jak idiotę? I po co walić po ryju i wołać: "Patrz, tu jest nawiązanie do Zmierzchu!"?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Sob 10:39, 17 Maj 2014    Temat postu:

Serenity, dzięki za doprecyzowanie (o Martinie porozmawiamy może później, bo na razie jestem na etapie położenia na półce świeżo przybyłej Game of Thrones) - po prostu pomyślałam o książkach, gdzie to "ma ręce i nogi" Smile.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 3225
Przeczytał: 90 tematów

Pomógł: 33 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 10:43, 17 Maj 2014    Temat postu:

Serenity, identyczny błąd popełnił Ćwiek w 4 Kłamcy. Średnio jedno nawiązanie na dwie strony, każde dość oczywiste, ale autor i tak musiał wyjaśnić o co chodzi - zamiast zostać przy tym, że Loki strzela do uzbrojonego w miecz anioła, musi jeszcze rzucić tekstem, że ten biedak najwidoczniej nie oglądał Indiany Jonesa.

Ale i tak królem wciśniętych na siłę nawiązań będzie Ziemiański.

A co do Martina - totalnie nie widzę u niego ałtoreczkowatości. Niestety ta forma nieco go ogranicza, stąd masa nowych povów w 4 tomie, ale takie pisanie jest imo bardzo wymagające od autora. Raz musi być dziewięciolatkiem ze sparaliżowanymi nogami, raz głupiutką Sansą, którą ciągle boli brzuszek, kiedy indziej zapatrzoną w siebie Danusią Targarjerówną... i we wszystkich tych povach widać różnicę - przynajmniej jak dla mnie. Serio, mam do gościa mega szacunek, że jest w stanie nad tym zapanować Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3513
Przeczytał: 54 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 10:54, 17 Maj 2014    Temat postu:

Teraz będzie dwa w jednym
Pierwsze to coś co, TvTropes nazywa "Theme Park Version"- czyli autor niby zrobił rezearch, ale cosik ubogi, sprowadzając epokę do paru symboli tak wyraźnych, że niewiarygodnych.
I drugie- kiedy poglądy polityczne zawadzają fabule.

2 w 1 to oczywiście Pilipiuk.
Czytam sobie Wampira z m-3. Umieszczenie wampirów w PRL było świetnym pomysłem, ale nie wiedzieć czemu autor zamiast PRL z krwi i kości ulepił jakiegoś chochoła.
Kiedy dzieje się akcja? Musi być po 1970. Podliczmy
-Bonzo partyjny i jego syn bezgranicznie wierzący w komunizm do tego stopnia, że informacji o wampirach szukają w dziełach Lenina.
-Córka owego bonza wiecznie labidzi, że nie ma kasy na ciuchy- nie wie o Bazarze Różyckiego, Modzie Polskiej, magazynach na Piotrkowskiej czy innych źródłach z których korzystał każdy nieco zorientowany
-Oczywiście brakuje wszystkiego od jedzenia do ciuchów
-Pan milicjant zakładający podsłuchy w domu- ok, ale jego córeczka to "jak wyobrażam sobie córkę badylarza"
-Oczywiście wszędzie ubecja

W ogóle mam wrażenie, że Pilipiuk ma pretensje do losu, że chciałby by wielkim konspiratorem i obalać ustroje, a zły los kazał mu dorastać w latach '90 i teraz może co najwyżej poujadać na Unię i nikt go za to nie spałuje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Żółwik na parapeciku



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2807
Przeczytał: 20 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 14:56, 17 Maj 2014    Temat postu:

Akurat za tytułowanie rozdziałów jestem Martinowi diabelnie wdzięczna - od razu wiedziałam, że, ups, tu będzie dużo Jona/Catelyn/Aryi, czyli trzeba ominąć i czytać kawałek dalej. Oszczędził mi tym wielu irytacji. Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17308
Przeczytał: 84 tematy

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 9:45, 19 Maj 2014    Temat postu:

A propos seksu w powieściach, to z kolei u pisarzy starszej daty występuje zjawisko odwrotne, bohater pozytywny (a bohaterka to już z pewnością) musi być raczej wstrzemięźliwy seksualnie i nie prowadzić zbyt bujnego życia erotycznego. Zabawnie się robi, kiedy u tej samej pisarki (Ewa Nowacka) ta sama postać w jednej powieści, kiedy występuje jako drugoplanowa postać negatywna, zostaje opisana jako prowadząca takie właśnie bujne życie, a w innej, gdzie występuje jako pierwszoplanowa postać pozytywna - jako przyzwoita i skromna (chodzi o cykl powieści o starożytnym Rzymie i którąś z Julii, ale czy Mezę, czy Domnę, to już nie pamiętam).
Z kolei taka na przykład Olivia Goldsmith (Klub Pierwszych Żon, Bestseller) daje już swoim bohaterom przyzwolenie na życie erotyczne, ale jeśli dostajemy pikantną scenę opisaną ze szczegółami, to można być pewnym, że dotyczy ona bohaterów negatywnych, w przypadku pozytywnych seks opisywany jest w sposób enigmatyczny i zawoalowany. Albo wcale.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 3225
Przeczytał: 90 tematów

Pomógł: 33 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 10:17, 19 Maj 2014    Temat postu:

Eire - co do Pilipiuka, to facet ma pretensje do losu o wszystko. Serio, O WSZYSTKO. Czytałem jedną jego powieść i dwa zbiory opowiadań i na razie mam dość. Te jego suche, wciśnięte na siłę żarty i jedyne słuszne poglądy. Facet miewa rewelacyjne pomysły, ale nie daje im dojrzeć, nie potrafi ich sensownie zakończyć i na dodatek wtłacza w nie swoje poglądy, najlepsze jakie można mieć.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5785
Przeczytał: 58 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Pon 12:32, 19 Maj 2014    Temat postu:

Ale jeśli chodzi o pisarzy "nowej daty", to chętnie przeczytałabym historię, gdzie pewny siebie i silny psychicznie bohater jest wstrzemięźliwy - trwa w monogamicznym związku, którego nie ma jak skonsumować, albo czeka na odpowiednią osobę. To byłoby oryginalne.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ajzan
Wampirza kapłanka z tatuażem



Dołączył: 25 Cze 2013
Posty: 2470
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:46, 19 Maj 2014    Temat postu:

Nefariel napisał:
Ale jeśli chodzi o pisarzy "nowej daty", to chętnie przeczytałabym historię, gdzie pewny siebie i silny psychicznie bohater jest wstrzemięźliwy - trwa w monogamicznym związku, którego nie ma jak skonsumować, albo czeka na odpowiednią osobę. To byłoby oryginalne.


Edward Cullen? Wink
Chociaż z jego siłą psychiczną bym polemizowała.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ajzan dnia Pon 12:48, 19 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin