Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dalecy krewni w roli wyroczni

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Jadeitowa poetessa z charyzmatem



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2439
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:29, 15 Lut 2015    Temat postu: Dalecy krewni w roli wyroczni

Zakładam w Lampie, bo chyba to nie będzie kaliber do Podwieczorku. Ale jak się rozwinie to najwyżej Administratorzy przeniosą.

W trakcie przeglądania forum trafiłam na sporo wątków/fragmentów dyskusji z życia wziętymi przykładami, jak to najbliższa rodzina, zazwyczaj rodzice, potrafią kontrolować i ustawiać życie swoim, często już dorosłym, dzieciom. Ja chciałam trochę od innej strony... Bo, jacy by nie byli, bliskie osoby często mają za swój obowiązek pokierować potomkiem, czują się odpowiedzialni za jego wybory, itepe itede. (Żeby nie było, ja nie bronię, tylko trochę rozumiem motywy takiego zachowania.)

Przemyślenie przyniosła sytuacja osobista. Słowem wstępu: zawsze miałam pełną wolność. Znajomych dowolnych, zainteresowania też, studia wybrałam sama, plany zawodowe nie napotykają oporów - pełna amerykanka.

Akcja właściwa: Jubileusz cioci (w dodatku linia pokoleniowa babci i to przez małżeństwo z rzeczonej babci bratem) - podchodzi do mnie SIOSTRA CIOCI (to jest poziom abstrakcji jak w miejskich legendach, ja wiem) i, wypytawszy o kierunek studiów i plany, załamuje ręce i głosem pełnym zgrozy krzyczy "Ale to przecież ZAWSZE MOŻNA ZMIENIĆ, prawda?!" Z szoku aż nie odpyszczyłam. Dziecko wolności po raz pierwszy doświadczyło wtrącenia się kogoś w jego życie. I to kogoś, kogo w żadnym stopniu to życie nie dotyczy.

No nie rozumiem zjawiska dalekich ciotek, wujków, kuzynów widzianych raz od wielkiego dzwonu (albo wcześniej wcale) wygłaszających swoje zdanie na temat wyborów życiowych i planów dziecka kuzynki szwagierki. W jakim to celu jest robione? Co ci ludzie z tego mają? Jak powstrzymać się od naplucia im do rosołu?Laughing


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Wampir z kółka stolarskiego



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2281
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 67 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:03, 15 Lut 2015    Temat postu:

Taki urok rodzinnych spędów - przez chwilę udajemy, że żyjemy z tą daleką rodziną bardzo blisko, ich choroby spędzają nam sen z powiek, a ich codzienne życie niezwykle zajmuje, choć nie pamiętamy, gdzie pracują, z kim się spotykają ani jakie studia skończyli. Może jesteśmy prawie że znajomymi , to jednak rodziną, więc uchodzi to, co normalnie byłoby mocno niestosowne przy tak słabych relacjach. Myślę, że ciotka piątowodnokisielna nie miała nic złego na myśli (przynajmniej mam taką nadzieję), tylko się rozluźniła w atmosferze familiarności.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Broz-Tito
Tygrys-w-razie-czego



Dołączył: 29 Lis 2012
Posty: 3597
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Urwała się z sonetu Franceta Prešerna

PostWysłany: Nie 21:09, 15 Lut 2015    Temat postu:

Ależ oni nie mają, przynajmniej w moim odczuciu, żadnego celu. Nic z tego nie mają. No, może oprócz satysfakcji, że jako osoba trzecia mogą wyrazić swoje zdanie na temat twojego życia, które według ich prognoz będzie pasmem porażek.
A może sobie myślą, że to, że w jakimś, nawet jeśli dalekim stopniu, jesteście rodziną, daje im automatyczne prawo nie tyle do wtrącania się (no bo pytanie, czy kierunek studiów można zmienić to nie jest wtrącanie się, to raczej, tak sobie myślę, ocena, że kierunek który wybrałaś jest w ich odczuciu chu... khem jak barszcz i nie będziesz z tego miała pieniążków. Znam to z autopsji, chociaż członek rodziny oceniający moje życiowe wybory i generalnie życiowe wybory wszystkich wokół, jest jednak bliższą rodziną niż w twoim wypadku), co do wypowiadania się o nim, nawet jeśli wypowiedź ma pejoratywny wydźwięk.
Albo wydaje im się, że komentując coś w ten sposób, dając ci znać, że się o ciebie tak-och-mujeju-jak-bardzo-troszczą?
Różnie może być, ale zawsze przed napluciem takim ludziom do rosołu powstrzymuję się policzeniem do dwudziestu lub jakąś strategicznie umieszczoną w rozmowie uszczypliwością, ale wtedy muszą mi dopiec poza granice mojej wytrzymałości, a te są dość duże.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Broz-Tito dnia Nie 21:11, 15 Lut 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5467
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 0:33, 16 Lut 2015    Temat postu:

Mnie jakoś ci dalecy krewni ni grzeją, ni ziębią, bo zawsze to odbierałam jako takie "coś by wypadało odpowiedzieć", bez żadnych intencji z ich strony oprócz kłapania dziobem dla samego kłapania. Albo na szczęście nikt mi się tak nie wpieprzał z buciorami. Toteż jeśli to nie jest osoba, z którą temat przerobiłam (czyli, no, ktoś bliski), to spływa po mnie jak po kaczce i nieszczególnie mnie korci plucie do talerza. Very Happy Pewnie gdybym się spotkała z natarczywym drążeniem tematu i próbą wpłynięcia na mnie, byłoby mniej przyjemnie dla obu stron.

Tak na marginesie, muszę przyznać, parę razy znalazłam się w podobnej sytuacji z osobami zupełnie dla mnie obcymi. Nie że mnie ustawić próbowały, ale i tak, takie zainteresowanie z ich strony - creepy.
A, nie, wróć! Jeden sąsiad in spe. Nic wprost nie mówił, jeno coś o rozwiązłych kobietach (WTF), których to rozwiązłość ma być przyczyną wad płodów (WTF do kwadratu).
(Opowiadał jeszcze i o komarach, które każden jeden egzemplarz zaraża EJCEM i że mu ktoś cement do baku wlewa, ale na szczęście musiałam iść.)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17752
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 93 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 0:58, 16 Lut 2015    Temat postu:

Historia nie moja, a mojej siostry (mnie albo nic takiego nie spotkało, albo nie pamiętam, albo moje wybory życiowe były tak oczywiste, że nikt ich nie kwestionował). Otóż siedzi sobie moja siostra przy obiadku gdzieś u rodziny męża i opowiada, że chciałaby się wybrać na jakiś tam kurs grafiki komputerowej. Na co jedna z ciotek:
- Ty nie myśl o takich głupotach, tylko staraj się o dziecko!

Jak mi to opowiedziała, to mi ręce, szczęka, cycki i wszystko w ogóle opadło. Raz, że idiotyczne wtrącanie się w cudze życie, a dwa - dlaczego niby te dwie rzeczy miałyby być ze sobą sprzeczne?!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Jadeitowa poetessa z charyzmatem



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2439
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:19, 16 Lut 2015    Temat postu:

Kazik napisał:
Myślę, że ciotka piątowodnokisielna nie miała nic złego na myśli (przynajmniej mam taką nadzieję), tylko się rozluźniła w atmosferze familiarności.


Kazik, żeby jeszcze... Bo po meduzie z lornetą, to jeszcze bym zrozumiała, że się chlapnęło kobiecinie. Ale ja dobrze jeszcze z auta nie wysiadłam, a już zostałam osaczona. (A Matka Własna stała z boku się śmiała głupio, własne dziecięcie tak wystawiwszy na pastwę wilków... ;D)

Rufus napisał:
Tak na marginesie, muszę przyznać, parę razy znalazłam się w podobnej sytuacji z osobami zupełnie dla mnie obcymi.


To jest w ogóle poziom abstrakcji dla mnie tak nieprzyswajalny, że wszelkie próby takiego ustawiania mnie przez obcych dusiłam zanim jeszcze co mędrcy wschodu dobrze się rozkręcili. Nawiasem zaobserwowałam, że w tym przodują leszczyki niewiele starsze ode mnie. O.O


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
RudyKrólik
Lily VooDoo Evans



Dołączył: 04 Sie 2012
Posty: 292
Przeczytał: 39 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Pon 12:52, 16 Lut 2015    Temat postu:

O mamciu, temat jak dla mnie!

Mam daleką i liczną rodzinę w okolicach Suwałk. Informacja dość istotna, bo mam wrażenie, że życie tam biegnie innym rytmem i wokół innych tematów się obraca. Choć chciałabym częściej, to jeżdżę tam raz na 10 lat. Rodzina się mnoży "na Chwałę Pana" i serio- ledwie pamiętam imiona kuzynów, a imion ciotek, pociotków, ni hu hu.

Na początku roku zmarł nestor rodu i pojechałam z rodzicami na pogrzeb. Na moje nieszczęście, choruję na dość rzadką chorobę, o której mało kto słyszał. Moja mama musiała się pożalić ciotkom w rozmowie telefonicznej, bo prawie każda z nich, mówiła mi jak jej bardzo przykro i co POWINNAM zrobić żeby się wyleczyć. Spoko, znosiłam to wszystko z taaaakim uśmiechem, bo ja mało asertywna jestem. Ale jak mi podeszła sąsiadka owych ciotek i złożyła wyrazy współczucia oraz dawała rady i polecała lekarstwa, to mi para poszła uszami.

Do mamy nie mam żalu, że się wygadała, zrobiła to pewnie ze stresu. Ale, że ciotki rozplotkowały to na całą wieś, to już przekracza moje granice pojmowania.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Pon 12:55, 16 Lut 2015    Temat postu:

Ja wtrącania się za bardzo nie przeżyłam, za to zostałam pięknie "upupona" przez daleką ciotkę.

Sąd, rozprawa spadkowa. Na korytarzu różne części rodziny, co do jednej takie, które ostatnio widziałam milion lat temu. Generalnie rodzina podzielona na dwie grupy, w zależności od oczekiwanego wyroku. Rzecz jasna, cyrk wielki, nie odzywanie się do siebie, na korytarzu więcej prawników niż członków rodziny, ale ja nie o tym.

Podchodzi do mnie ciotka, z tego samego "teamu" i donośnym głosem, aby wszyscy dokładnie słyszeli, zaczyna historię o tym, że "nic dziwnego, że ty wujków Ygrekowskich (przeciwny team) nie lubisz, ja pamiętam, że jak miałaś cztery lata to syn Ygrekowskich na podwórku..." i tu obszerne opisy dokuczania sobie przez czterolatków, przedstawione tak, jakby chodziło o ujawnienie zbrodni katyńskiej. Ja WTF, wszyscy się gapią, odpowiadam zdawkowo i zgodnie z prawdą, że nic takiego nie pamiętam. Na co ciotka... gila mnie pod brodą i klepie jak szczeniaka, rzucając "Oj, na pewno pamiętasz, tylko wstydzisz się przyznać". Myślałam, że wyskoczę przez okno.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 9085
Przeczytał: 43 tematy

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Pon 13:36, 16 Lut 2015    Temat postu:

Cytat:
Ale, że ciotki rozplotkowały to na całą wieś, to już przekracza moje granice pojmowania.


Nie dziwie sie za bardzo, kiedy rozmawia sie o sporadycznie widzianych ludziach, zazwyczaj podaje sie imie i najbardziej rzucajacy sie w pamiec okreslnik, w stylu "Bozenka, ta co sie piec lat temu rozwiodla", "Zdzich, ten od raka prostaty, no wiesz ktory", "Krycha, no wiesz, tak co to chlopa udaje" itp itd. Bardziej sie wtedy mysli o ulatwieniu komunikacji niz o uczuciach omawianej osoby. No a jesli przyjezdzasz co dziesiec lat, to pewnie kazdy wasz telefon jest omawiany na zasadzie "Luska, co slychac? -- A, nic takiego, Bozenka dzwonila, ta od rozwodu -- O, i co tam u niej, znalazla sobie kogos nowego? -- Chyba ni, bo chociaz opowiadala o jakims Rysku, to jakos tak bez przekonania, bo ponoc chlop nosi rozowa bielizne" - W ten sposob nawet bogu ducha winien Rysiek staje sie "wiedza powszechna" i gdyby kiedys zawital do wsi, bedzie "Ryskiem, tym od rozowych gaci" Razz I to mimo tego, ze sam w sobie zupelnie nikogo nie interesuje, to taki socjalny odpowiednik Pudelka, o czym trzeba w koncu rozmawiac.

Mieszkajac na wsi, znam swietnie zycie mojej lokatorki i szczegoly jej trudnego rozwodu, mimo ze ani nigdy z nia o tym nie rozmawialam, ani nikogo nie wypytywalam. Jestem zupelnie pewna, ze wszyscy wiedza, ze mam w domu cztery koty i wyrazaja na ten temat rozne opinie, tak samo jak na temat skrzyn na warzywa w ogrodzie i kazdej innej mniejszej i wiekszej zmiany, ktora choc troche odstaje od normy.

Dla odmiany dopiero po tygodniu dowiedzialam sie, ze sasiad z domu naprzeciw sie powiesil.

Cala ta wymiana informacji ani mnie ziebi ani grzeje, bo poki co nikt nie przyszedl robic mi wymowek ze zle wychowuje koty (bo ludzie tu sa zwolennikami wypuszczania ich samopas, a ja nie), w razie czego mam dobrze uargumentowana odpowiedz. W zamian mam pewnosc, ze gdyby stala nam sie znienacka jakas krzywda, pol wsi ruszyloby z pomoca.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10964
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Pon 13:48, 16 Lut 2015    Temat postu:

Na szczęście szczególnie upierdliwych osobników w rodzinie brak, bucowatego i buraczanego wujaszka chłopa pomijam, bo tego łatwo spacyfikować.
Lepsze są sąsiadki. Przeprowadziłam się do własnego mieszkania ponad 8 lat temu, a do tej pory podpytują ciotkę z kim to mnie widziały w sklepie, jedna nawet zaoferowała swoje usługi jako niańki gdy dorobię się potomstwa, no bo przecie narzeczonego mam, to i dziecki się pewnie niedługo pojawią.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Alla
Szpieg z Krainy Dreszczowców



Dołączył: 08 Sie 2014
Posty: 2914
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Pon 14:16, 16 Lut 2015    Temat postu:

Dwa razy w życiu byłam w takiej sytuacji, wstrząs pamiętam do dzisiaj.

Pierwszy raz: wybór studiów. Dostałam się jednocześnie na historię i na prawo. Historii pragnęłam namiętnie, prawo nie interesowało mnie w ogóle, ale stanowiło alternatywę, w razie gdybym się nie dostała na wymarzony kierunek. W jakiejś rodzinnej rozmowie stwierdziłam, że mam gdzieś to prawo, idę na historię. Ciotka - siostra mojej mamy, więc bliska rodzina - wybuchnęła: "Ale jak ty możesz myśleć tylko o sobie?! Ty masz znaleźć dobrze płatną pracę, kto ci będzie rodziców utrzymywał?! Gdzie ty męża znajdziesz? Jak się dobrze ustawisz, to złapiesz prawnika i pracować nie będziesz musiała, a pieniądze i tak będą! Co ci po tej twojej historii!" I tak dalej w ten deseń. Zbaraniałam kompletnie, mama próbowała łagodzić, ale mnie puściły nerwy. Przez kilka następnych dni chodziłam roztrzęsiona i płakałam z byle powodu.

Historia druga: spotykałam się z pewnym mężczyzną już od kilku miesięcy i właściwie ciągnęliśmy to niejako z rozpędu - było widać, że nic z tego nie wyjdzie. Niemniej jednak załapałam się na rodzinny obiadek u jego rodziców. Kiedy jego mama usłyszała, czym się zajmuję (a miałam wtedy piekielnie dobry okres, zlecenia sypały się ze wszystkich stron), załamała ręce: "Ale jak to tak? Ty w ogóle nie pracujesz? Nie martw się, znajdziemy ci normalną pracę. Mój brat potrzebuje sekretarki do swojego biura!" Na moje próby wytłumaczyć, że pracuję i zarabiam więcej, niż początkująca sekretarka, "teściowa" machnęła ręką: "Siedzisz w domu, znaczy nie pracujesz!". Ponieważ była to obca osoba, ugryzłam się w język i nie odpysknęłam.

Edytki dwie, bo mi się literki pozajączkowały.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Alla dnia Pon 14:23, 16 Lut 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Jadeitowa poetessa z charyzmatem



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2439
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 15:35, 16 Lut 2015    Temat postu:

Alla napisał:
Ty masz znaleźć dobrze płatną pracę, kto ci będzie rodziców utrzymywał?!


Ach, połączenie moich dwóch ulubionych motywów: praca to tylko od 8 kafli w górę, wszystko mniej uniemożliwia osiągnięcie szczęścia i "dzieci są po to żeby utrzymywać rodziców na starość".

Motyw pierwszy występował w moim życiu tylko sporadycznie, przy okazji poznania jakiegoś buca na piwie ze znajomymi. W każdym przypadku natychmiast zaraz po usłyszeniu co robię dokonywał kalkulacji i niezmiennie wychodziło z nich, że pisana jest mi nędza. "No i co ty będziesz robić, nauczycielką będziesz?" - tak bucu, będę i wara ci ode mnie. Grrrr. Evil or Very Mad

A drugi miałam nieprzyjemność obserwować w najbliższej rodzinie - mój ojciec się wyślizgnął w porę z macek kochanej mamusi, ale na jego siostrze takie metody przyniosły dramy, o jakich się ałtorKasi nie śniło.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deneve
Przedłużenie łopaty



Dołączył: 28 Cze 2012
Posty: 2983
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Pon 17:10, 16 Lut 2015    Temat postu:

U mnie na szczęście rodzice zaakceptowali to, że studiuję bezrobocie stosowane (ale nadal mam nadzieję na znalezienie kiedyś pracy w zawodzie Razz). Co ciekawe, sąsiedzi, którzy czasem podpytują o mnie rodziców, jak przyjeżdżam, też chętnie wypytują o moje studia i mówią, że to fajnie, że spełniam swoje marzenia, a w dodatku oddaję się temu kierunkowi, bo taką mam pasję. I sądzą, że to fajny, ciekawy kierunek. No.
Za to ostatnio dzwoniła do mnie chrzestna, nie wiem, na urodziny chyba. I była wielce oburzona, no bo co ja po takich studiach będę robić? Rodzice mnie nie będą przecież utrzymywać! Hurr, durr, co ja sobie wyobrażam! Oni wiedzą, że nie dostałam się na nic innego (a to ciekawe!), ale mogłam zmienić studia po roku albo jeszcze raz maturę zdawać! Byłam tak zszokowana, że nawet nie potrafiłam odszczeknąć. Dopiero jak mi język do gęby wrócił, to zapytałam, czy oni myślą, że po "lepszych" studiach znalazłabym od razu pracę? Moja współlokatorka skończyła kierunek medyczny - nawet na wolontariat nigdzie jej nie chcą. Koledzy "prawnicy" też jakoś nigdzie roboty znaleźć nie mogą, bo nie mają pleców. Jednak wolę studiować swoje grzebanie w ziemi i zacząć od kasy w Tesco i później powoli się czegoś dorobić, niż myśleć, że "odpowiednie studia" załatwią mi wszystko. Ta, jeszcze wyobrazić sobie to, że będę się na takich studiach męczyć, zamiast dobrze bawić, bo dany kierunek mnie interesuje.

A no i jeszcze nieśmiertelne: "kiedy ślub, w końcu masz narzeczonego już ponad dwa lata!". Zawsze odpowiadam wtedy: "a kasę na ślub mi dasz? Nie? No właśnie". Bo ślub to jeszcze spoko, ale rodzinie to się marzy weselicho na miliard osób.
Niedoczekanie. Mam wrażenie, że wolałabym zaprosić kilka bliskich mi osób z rodziny a poza tym tylko przyjaciół.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Yorika
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 1217
Przeczytał: 33 tematy

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 19:25, 16 Lut 2015    Temat postu:

Nie bój nic, Deneve, ja "narzeczonego" mam już dziesięć lat. Wciąż zakochani i wciąż na kocią łapę.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Tillchen w opałach



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1874
Przeczytał: 32 tematy

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 19:32, 16 Lut 2015    Temat postu:

Ja się generalnie strasznie agresywna robię, kiedy ktoś mi się próbuje w ten sposób w życie wtryniać czy komentować i nie raz mi się zdarzyło poczęstować kogoś soczystym "spierdalaj". Z sąsiadką to mam do dnia dzisiejszego z tego powodu na pieńku.
Poza tym raczej za dużo takich historii nie mam, bo z rodziną zerwałam jakikolwiek kontakt, a sąsiadów unikam jak ognia, za to parę relacji słyszałam od mamy, ale i tak najbardziej mnie rozjuszyło przekonanie ludzi, że moja matka ma cokolwiek do powiedzenia w kwestii moich własnych wyborów. Sytuacja a: mama powiedziała znajomej, że zrobiłam sobie tatuaż; sytuacja b: jakieś obce dla mnie babsko z dalekiej rodziny dowiedziało się od mamy, że nie chodzę do kościoła. I w obu sytuacjach przemiłe panie naskoczyły na moją matkę ze świętym oburzeniem i hasłem: "I ty jej na to pozwalasz?!", do diabła z tym, że przy obu scenach byłam obecna i w dodatku całkowicie pełnoletnia.

A na pytania "kiedy ślub" zawsze odpowiadam: "po co pytasz, skoro ciebie nie zapraszam".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin