Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Bo nowoczesne dzieci muszą mieć zajęcia
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anka aka Eowyn
Superwikariuszka



Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 2740
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 11:48, 06 Maj 2014    Temat postu: Bo nowoczesne dzieci muszą mieć zajęcia

Czytałam sobie artykuł w wyborczej, w którym to artykule matki opowiadały ile wydają na czterolatki. Bo współczesny czterolatek mający świadomą mamusię powinien mieć oczywiście mapięty grafik. Cóż, ja dziecięciem będąc w "grafiku" miałam przede wszystkim szkołę, poza tym dużo czytanych z własnej woli książek, jakieś kino, w wakacje jakieś festiwale, wesołe miasteczka itp. W wieku lat czterech głównie się bawiłam. Nie wiem, czy gdyby rodzice wysyłali mnie na co tylko się da ,miałabym lepszy start niż teraz. I dlatego w sumie nie wiem co sądzić o takich zajęciach jak np. capoeira czy zumba kids. Ciekawe urozmaicenie? Strata czasu? Snobizm? Zamęczanie dzieciaka?

PS Wspomniany artykuł:

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Wto 12:29, 06 Maj 2014    Temat postu:

Przedszkolakowi nie fundowałam żadnych dodatkowych zajęć, wychodziłam z założenia, że przedszkole to czas zabawy. W ramach zajęć przedszkolnych miał angielski, w ostatnim roku uczyłam go czytać z elementarza Falskiego.
Kiedy poszedł do szkoły, dołożyliśmy mu dodatkowy angielski (prywatny, ale odbywa się w szkole zaraz po lekcjach) i aikido (bardzo, bardzo pożyteczne w jego przypadku!). W drugiej klasie doszła koszykówka, dwa razy w tygodniu prowadzona w szkole przez pełnego zapału wuefistę. I tyle wystarczy, naprawdę nie widzę sensu w odbieraniu dziecku każdego skrawka wolnego czasu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8793
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 13:05, 06 Maj 2014    Temat postu:

Nie majac dziecka, nie do konca rozumiem problem "trzy szczepienia, czy jedno". Znaczy, jaki problem, ze trzy szczepienia? To bardzo duze tortury dla dziecka, czy jednak takie, ktorych na nastepny dzien (a juz w doroslosci to w ogole) nie bedzie pamietac?

Znieczulenie podczas porodu powinno byc imho zapisane gdzies w prawach czlowieka i darmowe jako oczywistosc. To samo z badaniami prenatalnymi - kazda kobieta powinna miec prawo wiedziec, czy jej dziecko urodzi sie chore, czy nie. Kazda moze wybrac, ze nie chce wiedziec, ale to powinien byc wybor etyczny, a nie finansowy. To jest zbyt wazna informacja, zeby byla dostepna tylko dla bogatych. Szczegolnie, ze to wlasnie biednych ludzi nie stac na chore dzieci.

(Btw na belce pokazuje mi sie uciety napis gloszacy "dziecko ssie", lol)

"Przestraszona kobieta w izbie przyjęć zapyta, po pierwsze, o znieczulenie zewnątrzoponowe (400-600 zł, teoretycznie powinno być bezpłatne, ale wiele szpitali nalega na "cegiełkę" na szpital)" - Co to znaczy, ze powinno a nie jest? Sa na to jakies przepisy?

" Według polskich matek, w pierwszym roku życia dziecko zużywa od sześciu do ośmiu pieluszek dziennie" - To prawda? Myslalam, ze najwyzej dwie na dobe Razz

"proszek do prania dla niemowląt" - Co sie stanie z niemowleciem jesli sie je ubierze w ciuchy uprane w normalnym proszku?

"W drugim - 278 zł (taniej, bo odpadają proszki do prania, ale dochodzą szczoteczki i pasty do zębów). W trzecim i kolejnych - 337 zł rocznie (dodatkowe kosmetyki do przedszkola)." - Co to sa kosmetyki do przedszkola?

Zestaw anglicyzmow w artykule przekracza strawna norme. Dizajn, parentingowy, smart szoping, newborn hipster...

"rękawiczki-niedrapki" - O wlasnie, od dawna mnie to nurtuje, czemo wszystkie niemowleta nosza rekawiczki 24/h?

"Jeśli wybierzemy opcję grupową, by socjalizować malucha i szczęśliwie dostaniemy się do żłobka publicznego, za miesiąc zapłacimy ok. 500 zł" - wczesniej mowia, ze przychod rodziny tto troche ponad 2 tys zlotych, nie wiem, jak w takich warunkach wywalic 1/4 przychodzu na zlobek.

"Angielski, rytmika, basen to normalka. Na topie jest chiński, by być gotowym na alternatywne ścieżki rozwoju (600 zł za semestr)" - Tia, ja po 10 latach od matury nie pamietam ani slowa z francuskiego, ktory tluklam trzy lata i zdalam calkiem przyzwoicie, ile z lekcji chinskiego zapamieta czterolatek i co z ta wiedza zrobi?

"self-catering" - serio?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5865
Przeczytał: 83 tematy

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Wto 13:38, 06 Maj 2014    Temat postu:

Nieno, ten chiński to w domyśle chyba długofalowy ma być. Bardziej zastanowił mnie kurs dobrych manier. Toż to mają być nawyki, a nie formułki, których dziecko może się nauczyć na co dzień widząc coś zupełnie innego...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Moreni
Kosmita Grzesio Hałs



Dołączył: 11 Lip 2013
Posty: 446
Przeczytał: 16 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 13:45, 06 Maj 2014    Temat postu:

Co prawda dziecka nie mam, ale z tymi proszkami dla niemowląt chodzi chyba o to, że zwykłe proszki mogą młode uczulać/wywoływać podrażnienia. Te dla niemowląt pewnie mają jakiś bardziej hipoalergiczny skład, mniej agresywne substancje aktywne czy coś. Tak jak kosmetyki dla niemowląt.

A rękawiczki-niedrapki to bardzo dobry pomysł. Niemowlę spośród mojego kuzynostwa potrafiło sobie w jedną noc załatwić na twarzy dziary jak po ataku wściekłego kota. Rękawiczki rozwiązały problem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
RudyKrólik
Lily VooDoo Evans



Dołączył: 04 Sie 2012
Posty: 292
Przeczytał: 46 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Wto 13:48, 06 Maj 2014    Temat postu:

gayaruthiel napisał:

"rękawiczki-niedrapki" - O wlasnie, od dawna mnie to nurtuje, czemo wszystkie niemowleta nosza rekawiczki 24/h?


Istnieje przesąd, że nowonarodzone dziecię może się zadrapać "na śmierć" i umrzeć! (też na śmierć!) Wink
W ramach eksperymentu społecznego, moje Młode nigdy nie miało "łapek" i każda ciotka, stawiała sobie za punkt honoru, aby mnie upomnieć: "załóż mu łapki, bo się podrapie! (na śmierć!)"
Cóż... łapek nie było, Młode żyje i jakoś nigdy nie było podrapane, bo szybko nauczyłam się obcinać mu paznokcie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Wto 14:10, 06 Maj 2014    Temat postu:

To może ja o zajęciach dodatkowych pójdę prywatą.

Zawsze miałam pewnego rodzaju żal, że nikt nie zapisał mnie na nic interesującego wtedy, gdy miałam etap chłonięcia każdej możliwej wiedzy. Podobno byłam dzieckiem bardzo zdolnym - czytałam w wieku 3 lat, chyba wtedy też opanowałam proste działania arytmetyczne. W efekcie zajęcia w przedszkolu dzieliły się na te, które szybko "załapywałam" i te nudne, czyli powtórki i to, co już umiałam.

Poszłam do szkoły i było jeszcze gorzej - program od zera, czyli powtórka tego, co znałam już dawno. Bez najmniejszego nakładu własnego miałam dobre oceny - praktycznie nie potrzebowałam się uczyć, bo nawet jeśli pojawiło się coś nowego, to zazwyczaj pamiętałam dobrze. Aż w pewnym momencie oceny zaczęły pikować w dół po równi pochyłej. Zrobiłam się głupsza? Nie, po prostu materiał w pewnym momencie przekroczył poziom, na którym mogłam wszystko zrozumieć i spamiętać... a ja nie potrafiłam się samodzielnie uczyć, bo nigdy nie musiałam tego robić, systematyczna nauka w domu była dla mnie czymś zupełnie nieznanym.

Dochodząc do wniosków - myślę, że gdyby ktoś załatwił mi dodatkowe zajęcia, to nawet gdybym jako dorosła tego nie pamiętała, przynajmniej w młodym wieku może udałoby mi się wyrobić nawyk systematycznych ćwiczeń i ogólną jako-taką dyscyplinę. W tamtym czasie, gdy miałam te 4-10 lat było we mnie mnóstwo chęci do nauki, a do dyspozycji miałam tylko obowiązkowe zajęcia, które były dla mnie po prostu zbyt łatwe. Na pierwsze dodatkowe zajęcia w sumie zapisałam się już jako dorosła osoba i... no cóż, pisałam w którymś temacie, jak mnie one głównie koszmarnie męczą...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1298
Przeczytał: 20 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Wto 14:20, 06 Maj 2014    Temat postu:

Wow, z tymi rękawiczkami chroniącymi od zadrapań to jakiś kosmos, w życiu o tym nie słyszałam (nie żebym się specjalnie znała na dzieciach, ale koleżanki je mają i nigdy o czymś takim nie wspominały).

Ja się ze swej strony dziwuję, że ludzie wydają pieniądze na specjalne delikatne chusteczki do wycierania niemowlęcej pupy, jakbyśmy nadal żyli w epoce szorstkiego papieru toaletowego z lat PRL. Nawet jedną młodą mamę spytałam o sens takiego wydatku, ale zamiast odpowiedzieć, zaczęła mnie pouczać o konieczności utrzymywania dziecinnego zadka w czystości (tyle to ja sama wiem).

Co do zajęć dodatkowych, to ja od I klasy na coś chodziłam: muzyka, angielski - myślę, że dobrze mi to zrobiło w sensie przyzwyczajenia do konieczności uczenia się, bo tak poza tym to przez pierwsze lata podstawówki miałam jak przedpiśczyni: czytać umiałam i lubiłam prawie od pieluch, więc idea, że trzeba coś wkuć na pamięć, pojawiła się tak naprawdę dopiero w piątej klasie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mangusta
Bezo grudek



Dołączył: 05 Mar 2010
Posty: 3814
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Little Tokyo

PostWysłany: Wto 14:41, 06 Maj 2014    Temat postu:

Zawsze miałam mnóstwo zajęć dodatkowych, ale ja sama na to nalegałam - od basenu przez balet aż po plastykę i muzykę. Teraz też muszę mieć co robić poza robotą i siedzeniem w domu, ale nie wiem czy to ma jakiś związek.

Cytat:
Tia, ja po 10 latach od matury nie pamietam ani slowa z francuskiego, ktory tluklam trzy lata i zdalam calkiem przyzwoicie, ile z lekcji chinskiego zapamieta czterolatek i co z ta wiedza zrobi?
może zrobić dużo a może nie zrobić z tym nic. Nie szkodzi, że może zapomnieć, chodzi o to, by ten chiński mu zaszczepić w łepetynie - nauka języków u małych dzieci to jest wiedza stała, im więcej języków podłapie w jak najmłodszym wieku tym łatwiej później jakby chciał się nauczyć jakiegoś jako dorosły.

Tyle że ja bym takiego malucha nie zapisywała na zajęcia, raczej wkręcała taką naukę podczas zabawy.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez mangusta dnia Wto 14:41, 06 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11691
Przeczytał: 21 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 14:54, 06 Maj 2014    Temat postu:

Ja cholernie żałuję, że intensywniej nie uczono mnie języka za młodu. Talent do języków mam bardzo średni, tylko wdrukowanie w dzieciństwie pozwalałoby mi mówić naprawdę płynnie i poprawnie gramatycznie, czytać wszystko ze zrozumieniem i bez meczenia się. Rodziców nie winię, u nas niespecjalnie są takowe warunki, a już jak miałam parę lat, ani nikt nie myślał, ani ja z oczywistych względów nie wyrażałam chęci. Ale język to jest to, na co na pewno posłałabym swoje dzieci.

O rękawiczkach-niedrapkach w życiu nie słyszałam oO. A pamiętam jeszcze czasy niemowlęce dwójki mojego rodzeństwa.

Czytać też umiałam przed szkołą, z tym że u mnie etap "o jeżu, muszę się czegoś nauczyć" pojawił się dopiero na etapie liceum. W gimnazjum coś tam też musiałam, ale było to zupełnie bezbolesne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Firrea
Wkurwiona Kapibara



Dołączył: 06 Sty 2014
Posty: 1008
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 15:47, 06 Maj 2014    Temat postu:

Irena Adlerowa napisał:

Zawsze miałam pewnego rodzaju żal, że nikt nie zapisał mnie na nic interesującego wtedy, gdy miałam etap chłonięcia każdej możliwej wiedzy. Podobno byłam dzieckiem bardzo zdolnym - czytałam w wieku 3 lat, chyba wtedy też opanowałam proste działania arytmetyczne.


Jejku, mogłabym prawie cały post zacytować i podpisać się pod nim...
Całą podstawówkę i gimnazjum przejechałam tak o, bez uczenia się. Same piąteczki i szósteczki, olimpiady, tylko zachowanie koszmarne, bo co miałam robić, nudziłam się. W liceum dostałam za to po dupie, zaczęły się sypać pały, trója czasami to był powód do radości wielkiej. Na studiach jeszcze gorzej. Też mam żal o to że nie miałam dodatkowych zajęć (choćby i szkoła muzyczna!), że nikt mnie nie nauczył systematyczności, pilności. Z roku na rok staję się coraz bardziej tępa, kiedyś chłonęłam wiedzę jak gąbka, teraz już tak to nie działa niestety. Jeśli moje potomstwo odziedziczy inteligencję po mamusi to na pewno coś im wymyślę żeby nie podzieliły mojego losu i nie zmarnowały kawałka życia Razz No i zadbam o rozwój fizyczny. Mam żal do rodziców że nie zapisali mnie na karate, a bardzo chciałam. Wtedy jeszcze mogłam, nie miałam aż tak krzywego kręgosłupa. Teraz nawet na głupią samoobronę nie mogę się zapisać bo mam pół kilo żelastwa w plecach i gdyby ktoś mną rzucił o materac to coś tam mogłoby się przesunąć i wylądowałabym na wózku, dziękuję pięknie za coś takiego.
Ech, ponarzekałam.

Co do artykułu:

"Razem z przedszkolem pojawiają się przyjęcia urodzinowe. Matki donoszą, że przyjęcie w domu dla maksimum dziesięciu osób z self-cateringiem to ok. 200-300 zł. Jeśli zdamy się na outsourcing, by dziecko nie wypadło źle na tle grupy (a rywalizacja jest duża), zapłacimy min. 500 zł (wynajęcie sali, animatorka, przekąski). Modne są urodziny fabularyzowane. Firmy eventowe proponują np.: minisabat czarownic, Spiderman ratuje świat, szkoła modelek, zlot miłośników Littlest Pet Shop lub wyprawa na księżyc (350-500 zł za dziesięciu uczestników)"

Dla trzylatków? Pamięta ktoś swoje trzecie urodziny? Niech nie pieprzą że to dla dziecka, po prostu zwykły szpan że stać nas, to robimy minisabat ratujący szkołę modelek na księżycu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8793
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 16:12, 06 Maj 2014    Temat postu:

O, Kroliku, ciesze sie, ze to mowisz, bo na chlopski rozum zarowno rekawiczki, jak i proszek widzialabym u dzieci, u ktorych wystepuja problemy wymagajace dodatkowych srodkow, a nie tak z marszu dla wszystkich Razz Oj, chyba bylabym wyrodna matka twardego chowu Razz

"Nie szkodzi, że może zapomnieć, chodzi o to, by ten chiński mu zaszczepić w łepetynie" - No nie wiem, jezyk nie uzywany zanika, imho to jednak wyrzucanie pieniedzy w bloto - w przypadku czegos tak od czapy, jak chinskiego. Co innego angielski, ktory jest wszechobecny w telewizji, radiu, ksiazkach, internecie, wszedzie; raz nauczony bedzie nieustannie trenowany i rozwijany.

Co do zalu nad brakiem zajec dodatkowych, mehmeh. To nie jest magiczny srodek, ktory ulepszylby wasze zycie w przyszlosci i nauczyl nie wiadomo czego. W klasach 1-3 chodzilam do szkoly muzycznej grajac na akordeonie, a w klasach 4-6 na akrobatyke. Dzis umiem zagrac kilka pierwszych dzwiekow Dla Elizy jedna reka, a moja sprawnosc fizyczna jest taka, jak u przecietnej osoby spedzajacej wiekszosc czasu w wirtualnym swiecie - zadna. W liceum mialam takie same klopoty z nauka, jak wszyscy, zadnej wybitnosci nie zanotowano Wink

Tyle dobrze, ze mam swiadomosc, ze nie do wszystkiego sie nadaje i nie wszystko lubie Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 08 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 16:38, 06 Maj 2014    Temat postu:

Rękawiczki-niedrapki to może być zwykła para skaroetek, potem już wykorzystywana zgodnie z przeznaczeniem. Ale przydają się. Z moich trzech córek, dwie oniecznie potrzebowały, bo wychodziły w potwornych sznytach.
Do reszty odniose się później, bo rodzicielstwo bliskości mnie wzywa Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Żółwik na parapeciku



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2812
Przeczytał: 10 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 17:10, 06 Maj 2014    Temat postu:

Przepraszam za offtop, ale też nie znam się na dzieciach i jestem w szoku.

Cytat:
Niemowlę spośród mojego kuzynostwa potrafiło sobie w jedną noc załatwić na twarzy dziary jak po ataku wściekłego kota.

JAK? Shocked

*do tej pory kojarzyła niemowlęta z nieskoordynowanymi, pulchnymi piąstkami*


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kobalamina
Superwikary



Dołączył: 11 Maj 2013
Posty: 1706
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 17:30, 06 Maj 2014    Temat postu:

Bo dzieci się myje, a nie wietrzy Razz NMSP

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sunawani
Całuśny Christoph z Brzytwą



Dołączył: 12 Wrz 2012
Posty: 1114
Przeczytał: 37 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:19, 06 Maj 2014    Temat postu:

Irena Adlerowa napisał:
Bez najmniejszego nakładu własnego miałam dobre oceny - praktycznie nie potrzebowałam się uczyć, bo nawet jeśli pojawiło się coś nowego, to zazwyczaj pamiętałam dobrze. Aż w pewnym momencie oceny zaczęły pikować w dół po równi pochyłej. Zrobiłam się głupsza? Nie, po prostu materiał w pewnym momencie przekroczył poziom, na którym mogłam wszystko zrozumieć i spamiętać... a ja nie potrafiłam się samodzielnie uczyć, bo nigdy nie musiałam tego robić, systematyczna nauka w domu była dla mnie czymś zupełnie nieznanym.

Miałam tak samo, z tym, że chodziłam dodatkowo na angielski, plastykę, naukę gry na gitarze i basen. W podstawówce chłonęłam wiedzę bardzo szybko, czytałam masę książek i gazet i generalnie byłam bardzo do przodu z materiałem. Udało mi się dostać do bardzo obleganego gimnazjum dwujęzycznego gdzie trzeba było się naprawdę uczyć i nagle zaczęłam zbierać same pały. Nie umiałam się uczyć, brakowało mi systematyczności, nie nadążałam za wszystkim. W liceum doszło mi parę dodatkowych problemów w życiu prywatnym i kompletnie już olałam oceny (co oczywiście przełożyło się kolejne problemy). Za to maturę zdałam bardzo dobrze, miałam jedno z najlepszych świadectw w klasie.

Wracając do zajęć dodatkowych: gitara to była kompletna strata czasu i nie wyniosłam z niej nic. Do plastyki wróciłam dopiero w liceum i zaczęłam rozwijać się na własną rękę. Angielski dał mi w sumie solidne podstawy, ale tak naprawdę dobrze opanowałam ten język kiedy zaczęłam korzystać z internetu. Nadal źle wspominam swoje gimnazjum, ale dało mi jakąś szkołę życia i dzięki niemu znam dobrze drugi język. Myślę, że systematyczność to nie coś, co zawdzięcza się dodatkowej nauce, ale coś co powinno wynieść się z domu. Nieważne, jak jest się zdolnym, umiejętności to tylko 10%, reszta to ciężka praca i chęci, a tego często dzieciom brakuje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadis
Histeria Zmutowanych Mdłości



Dołączył: 22 Wrz 2013
Posty: 689
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z Internetu!

PostWysłany: Wto 18:32, 06 Maj 2014    Temat postu:

Mnie nigdy nie zmuszano do żadnych zajęć, zawsze zapychałam sobie grafik z własnej woli, ale to dlatego, że w mojej podstawówce było multum bezpłatnych zajęć dodatkowych. Na szczęście nie jakieś udziwnione, tylko zwyczjne - różne sportowe, tańce, plastyka, teatr (co wychodzi bardzo na zdrowie przy nauce publicznych wystąpień i budowaniu pewności siebie). Myślę, że dzieciak powinien sam wyrazić taką chęć, a nie na siłę wpychać go, gdzie się da. Inna sprawa, Ireno, że niekoniecznie pomaga systematycznie pracować. Przynajmniej mi nie pomogło. Też byłam zawsze takim zdolnym dzieckiem, chłonęłam wszystko jak gąbka i właśnie wyrosłam w takim przekonaniu, że będzie co będzie, zawsze będę wiedziała, co zrobić, a jak nie to wykombinuję. I teraz boję się, że w liceum sobie nie dam rady bo po prostu NIC nie potrafię robić systematycznie. Więc niestety, to nie jest cudowny lek na wszystko.

Języki to fajna sprawa, ale stawiałabym na angielski czy inny niemieck/hiszpański (chociaż i to niekonicznie). Nie wiem, jak wyglądają takie lekcje, ale trudno by mi było przymuszać dziecko do uczenia się egzotycznego języka z zupełnie innym pismem, kiedy taki czterolatek przecież nawet nie musi własnego alfabetu znać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3515
Przeczytał: 24 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:50, 06 Maj 2014    Temat postu:

Nie macie wrażenia, że gazety po prostu zwietrzyły temat i podgrzewają atmosferę? Ile razy czytaliśmy o komuniach i studniówkach na które ludzie ponoć wydają fortuny? Moim zdaniem mamy tu ten sam wzór, tylko ujęty nieco bardziej rozwlekle. Zwłaszcza te przyjęcia dla trzylatka.

Jeśli zdamy się na outsourcing, by dziecko nie wypadło źle na tle grupy (a rywalizacja jest duża),

No czy to zdanie nie mówi samo za siebie? Trzylatki rywalizują? A może ich mamusie jak w jakiś "Żonach ze Stepford" krytycznie oceniają kostium Spidermana?

Co do meritum- ideałem byłaby sytuacja, gdzie dziecko może próbować. Sama w szkole zapisywałam się na każde kółko- były zazwyczaj darmowe, a pary starczało mi do końca września, kiedy zostawiałam basen, angielski plus 2-3 projekty typu teatr lub rytmika.

Jedyne, czego żałuję, to fakt, że z języków tylko ten angielski- ale nie było za bardzo innych możliwości, a przy rosyjskim istniała obawa, że bukwy wymieszają mi się w głowie z polskim alfabetem, który nawet dziś daleki jest od perfekcji. Dlatego tera tłukę sama.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Achika
Morski szkarłupień denny



Dołączył: 12 Kwi 2011
Posty: 1298
Przeczytał: 20 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kozi Gród

PostWysłany: Wto 19:37, 06 Maj 2014    Temat postu:

Eire napisał:
Nie macie wrażenia, że gazety po prostu zwietrzyły temat i podgrzewają atmosferę?

A, to na pewno. Ale zawsze miło się pobulwersować. Smile

Eire napisał:
Jedyne, czego żałuję, to fakt, że z języków tylko ten angielski- ale nie było za bardzo innych możliwości, a przy rosyjskim istniała obawa, że bukwy wymieszają mi się w głowie z polskim alfabetem,

Heh, to mi przypomina, jak w liceum mieliśmy obowiązkowy i angielski i rosyjski, klasa była podzielona na dwie grupy, jedna miała w jeden sali jeden język, druga za ścianą drugi, a potem się zamienialiśmy. W wyniku czego częste były odpowiedzi na angielskim "da", a na rosyjskim "yes" na jakieś proste pytanie nauczycielki. Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Wto 19:41, 06 Maj 2014    Temat postu:

@gayaruthiel: W pierwszych miesiącach życia Młody potrafił zużyć do 14 pieluszek na dobę. Dwie na dobę? Wyobrażasz sobie kilka godzin z takim okładem na delikatnej skórze???

Co do proszków, to różnią się składem. "Normalne" potrafią podrażnić, spowodować wysypkę itp., zwłaszcza u dziecka ze skłonnością do alergii.

Kosmetyki do przedszkola to chyba pasta do zębów, nie wiem, co za dziwne pomysły miewają w przedszkolach stołecznych.

"Rękawiczki-niedrapki" - o nich tylko słyszałam, że istnieją. Wink Obcinanie paznokci naprawdę nie jest takie trudne...

"Nie wiem, jak w takich warunkach wywalić 1/4 przychodu na żłobek." - ja wywalałam 1/3 przychodu (bynajmniej nie poselskiego) na opiekunkę, ale jakoś dawaliśmy radę.

@ Irena: Podpisuję się każdą kończyną! Na przełomie przedszkola i szkoły dzieciaki naprawdę CHCĄ się uczyć, a gdy się nudzą w szkole, to warto zapewnić im dodatkową pożywkę dla mózgu. Chociaż może niekoniecznie w formie kursów - czytanie dziecku książek popularnonaukowych też daje radę.

@ Achika: Chusteczki nawilżane są wygodne, bo są nawilżone i nie rozłażą się ani nie zostawiają fafołów jak papier toaletowy. Poza tym są świetne do czyszczenia innych rzeczy poza zadkiem.

Rozwaliła mnie obrotowa gondola. W ogóle śmiać mi się chce, gdy patrzę na te frymuśne wózki, które wyglądają, owszem, ale kompletnie się nie nadają do niczego poza tym. Niesterowne (trójkołowce to szczyt debilizmu!), niestabilne, niewygodne cholerstwa, ale za to drogie jak diabli.
W ogóle wielu ludziom by się przydało, żeby z trybu "modne" przestawili się na tryb "praktyczne" - zdecydowanie taniej to wychodzi, a wcale nie musi być byle jak.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Moreni
Kosmita Grzesio Hałs



Dołączył: 11 Lip 2013
Posty: 446
Przeczytał: 16 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:46, 06 Maj 2014    Temat postu:

Haszyszymora napisał:
Przepraszam za offtop, ale też nie znam się na dzieciach i jestem w szoku.

Cytat:
Niemowlę spośród mojego kuzynostwa potrafiło sobie w jedną noc załatwić na twarzy dziary jak po ataku wściekłego kota.

JAK? Shocked

*do tej pory kojarzyła niemowlęta z nieskoordynowanymi, pulchnymi piąstkami*


Nie mam pojęcia, widziałam tylko efekty. Myślę, że może to mieć coś wspólnego z odruchem tarcia twarzy piąstkami. W każdym razie, nawet obcinanie paznokci nie bardzo pomagało.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5865
Przeczytał: 83 tematy

Pomógł: 37 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Wto 19:51, 06 Maj 2014    Temat postu:

/offtop/ Rękawiczki-niedrapki? Chyba jestem jakaś dziwna, bo przypomina mi się scena z "Dziecka Rosemary" (książki), gdzie Rose pyta satanistów, dlaczego jej synek ma założone rękawiczki, i martwi się, że dzidziuś ma brzydkie albo kalekie rączki... A on po prostu miał szpony.
Edit: wybieliłam spoiler.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Nefariel dnia Wto 19:52, 06 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3515
Przeczytał: 24 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:54, 06 Maj 2014    Temat postu:

Może to byłam ja? Smile
U mnie wszystkie niemowlęta mocno szponiaste były- obojętnie jak często i dokładnie robić im manicure przez kilka godzin wyhodują pazury w sam raz do wbicia w cudzą, albo swoją twarz.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8793
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 20:00, 06 Maj 2014    Temat postu:

Wiesz, ja po prostu nie mialam pojecia, ze niemowleta maja taki kosmiczny przerob materii - jakos tak odruchowo przyrownuje je do kotow:P

"ja wywalałam 1/3 przychodu (bynajmniej nie poselskiego) na opiekunkę, ale jakoś dawaliśmy radę." -- Podziwiam, zwlaszcza, ze zgaduje, ze pozostale 2/3 szly na jedzenie i mieszkanie. Chapeaux bas.

"W ogóle wielu ludziom by się przydało, żeby z trybu "modne" przestawili się na tryb "praktyczne" - zdecydowanie taniej to wychodzi, a wcale nie musi być byle jak." - O tak! Ale to nie tylko przy dzieciach, a w kazdej dziedzinie zycia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 08 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 20:57, 06 Maj 2014    Temat postu:

Sineira napisał:

Kosmetyki do przedszkola to chyba pasta do zębów, nie wiem, co za dziwne pomysły miewają w przedszkolach stołecznych.


Ponieważ fundusze przedszkolne są dosyc kiepskie, w przedszkolu moich córek proszono o przynoszenie od czasu do czasu chusteczek higienicznych, mydła w płynie, papierowych ręczników itp. I każde dzieckomiało własna pastę. Nie wiem, może ktoś to faktycznie wliczył do kosmetyków.

Sineira napisał:

"Rękawiczki-niedrapki" - o nich tylko słyszałam, że istnieją. Wink Obcinanie paznokci naprawdę nie jest takie trudne...

Serio nietrudne u kilkudniowego noworodka? No to ja jestem chyba wybiotnie nieudolna, bo u żadnej z moich córek obcięcie tych pazokietków tyciuśkich nie było łatwe przez kilka miesięcy, a pierwszych dniach w ogóle wykluczone. A wszystkie rodziły się ze straszliwymi szponami. Ogólnie nie zaleca się obcinania paznokci u noworodków.

Ad rem: ja mam wrażenie, że jednak większośc z tych rzeczy to kosmos i wymysły. (BTW - rękawiczki-niedrapki naprawde można zrobić, na te pare dni po porodzie, zanim się coś da obciąc, zakładając dzizecku na łapki skarpetki. W dodatku lepiej się trzymają, a kosztuja grosze i potem dłużej służą od właściwego końca)

To, czego nie uważam za fanaberię, to:
- specjalne proszki do prania - niemowlęta, zwłaszcza noworodki, naprawde mają wrazliwą skórę;
- sensownie dobrane zajęcia dodatkowe - u nas konieczne sa rozmaite sporty, mam przeraźliwie ruchliwe i wymagające pod tym względem potomstwo. Poza tym nawet w dziedzinach umysłowych czytanie książek nie zastąpi pewnych działań, a nie każdy ma wiedze, czas bądź możliwości, żeby z dzieckiem odpracowywac młodego chemika i tym podobne cuda. Więc rozumiem, że jak ktos nie może albo nie umie, to wydaje na to kasę i moim zdaniem to nie są pieniądze stracone.

A ogólnie to uważam, że jeśli ktoś ma, niech wydaje. Mnie nic do tego. Moge najwyżej pokiwac głową nad przekonaniem, że inaczej się po prostu nie da. Ale to tez w sumie nie moja sprawa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anka aka Eowyn
Superwikariuszka



Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 2740
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 5:28, 07 Maj 2014    Temat postu:

Hyhyh, ja też przez podstawówkę i gimnazjum prześlizgnęłam się gładko, natomiast liceum dało mi niezłego kopa w tyłek Very Happy . Przy czym nie sądzę, żeby zajęcia dodatkowe mi jakoś specjalnie pomogły, gdyby takowe były. Myślę, że spora ilość materiału/lektur/wszystkiego + wizja matury mają dość oczywisty wpływ na trudności w liceum.

Co do rękawiczek-niedrapek, to u mnie w rodzinie nikt takiego wynalazku nie miał, nikt nie wygląda jak jakieś emo.

Mama mi do przedszkola brała pastę do zębów, szczoteczkę i chusteczki. To były moje "kosmetyki przedszkolne".

Przyjęcia? Organizowałam sama w podstawówce. Spraszałam koleżanki, babcia robiła tort i rozpakowywałam prezenty przy muzyce z Vivy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
RudyKrólik
Lily VooDoo Evans



Dołączył: 04 Sie 2012
Posty: 292
Przeczytał: 46 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Śro 6:31, 07 Maj 2014    Temat postu:

Cytat:
Serio nietrudne u kilkudniowego noworodka? No to ja jestem chyba wybiotnie nieudolna, bo u żadnej z moich córek obcięcie tych pazokietków tyciuśkich nie było łatwe przez kilka miesięcy, a pierwszych dniach w ogóle wykluczone. A wszystkie rodziły się ze straszliwymi szponami. Ogólnie nie zaleca się obcinania paznokci u noworodków.


Serio nietrudne Smile
Obcinałam za pomocą cążek i od pierwszych dni. Nic się nie stało. Pewnie dlatego, że nie wiedziałam, że tego się "nie zaleca" Wink

Młode moje do przedszkola nosi: pastę do zębów (w takiej ilości, że podejrzewam, że jedzą z nią śniadanie), zgrzewkę ręczników papierowych (raz na miesiąc) i ryzę papieru (raz na pół roku).
Nie są to jakieś astronomiczne sumy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8793
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Śro 7:08, 07 Maj 2014    Temat postu:

Berku, tu nie chodzi o wgapianie sie w cudze zycie, tylk o rzucanie podpowiedzi ewentualnym przyszlym matkom czytajacym ten watek, co jest normalne a co nie Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 08 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 8:01, 07 Maj 2014    Temat postu:

RudyKrólik napisał:
Cytat:
Serio nietrudne u kilkudniowego noworodka? No to ja jestem chyba wybiotnie nieudolna, bo u żadnej z moich córek obcięcie tych pazokietków tyciuśkich nie było łatwe przez kilka miesięcy, a pierwszych dniach w ogóle wykluczone. A wszystkie rodziły się ze straszliwymi szponami. Ogólnie nie zaleca się obcinania paznokci u noworodków.


Serio nietrudne Smile
Obcinałam za pomocą cążek i od pierwszych dni. Nic się nie stało. Pewnie dlatego, że nie wiedziałam, że tego się "nie zaleca" Wink


A może dzieci są... uwaga! ... różne? I jednym łatwo jest obciąc paznokcie, a innym nie? Nasze doświadczenia nie sa jedynymi możliwymi, o czym niektórzy tutaj chyba nie pamiętają Smile . Ja na przykład nie twierdzę, że żadnemu noworodkowi pazurków obciąć nie można. Ale wiem, że to może być mało wykonalne u niektórych. Z doświadczenia.


Dodam, że to nie jest kwestia "straszne" ani nie, że nie robiłam tego, bo "nie zalecano". Próbowałam natychmiast po tym, jak najstarsza córa wykonała sobie krwawe nacięcie przez środek powieki. W drugim bodajże dniu życia. I nie było takiej możliwości - te ostrza, ktorymi się chlastala, były tak wąziutkie, że nie było jak obciąć, a miotała się i darła jak wściekła. Przez sen nie dawało rady również.
Drugiej - na spoko, od początku. Ona się zresztą nie kaleczyła.
Trzeciej - ni diabła. Ale dośc szybko stało się to możliwe przez sen.



Gayaruthiel - ja nie odnosiłam się do dyskusji, tylko do samego artykułu i ogólnej reakcji na niego. Artykuł traktuję jako opis tego, co ludzie robią, a nie wytyczne, co robic koniecznie należy. Dlatego dziwi mnie, jak niektórzy dyskutanci (nie tylko tutaj) traktują te slowa tak, jakby ktoś wszystkim kazał robić to samo. Ludzie sa różni, podejścia są różne, takie życie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Berek dnia Śro 8:03, 07 Maj 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
RudyKrólik
Lily VooDoo Evans



Dołączył: 04 Sie 2012
Posty: 292
Przeczytał: 46 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Śro 8:25, 07 Maj 2014    Temat postu:

Cytat:
A może dzieci są... uwaga! ... różne?


A może trzeba było od tego zacząć? Wink

I serio, nie chcę się kłócić o obcinanie szponów noworodkom, bo od tego mam trollkonto na portalach dla rodziców Wink

Wracając do wydatków na dzieci- zauważyłam, że 2/3 kosztów generuję j sama, bo wlezę tylko do sklepu z zabawkami/ubrankami i zaraz jest: "chcę żeby to miał!", "chcę żeby to ubrał", "chcę się tym bawić z nim!".

Młode chodzi do przedszkola zwykłego, państwowego, ale jestem zachwycona z poziomu zabaw i opieki w nim. Póki co jest w grupie maluchów i nie ma zbyt wiele możliwości zajęć dodatkowych dla takich szkrabów, ale są organizowane wyjścia dla dzieci starszych. Raz byłam świadkiem rozmowy pomiędzy mamą starszaka, a panią organizującą wyjście do teatru. Mama koniecznie chciała zapisać dzieciaka (4 lata) na wyjście, a pani tłumaczyła, że przedstawienie jest dla najstarszej grupy. Mama się zapowietrzyła i powiedziała, że syn ma iść "bo ona tak chce", bo kultura i takie tam.

Moja szczęka pewnie nadal leży na posadzce Rolling Eyes


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Hauptscharführer Tom Kaulitz



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 2015
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Śro 9:26, 07 Maj 2014    Temat postu:

Jak słusznie zauważyła Eire teraz zrobiła się taka moda aby najeżdżać na rodziców za to, że za bardzo dbają o swoje dzieci. O ile rozumiem krytykę nadgorliwych, którzy swoim trzylatkom każą się uczyć chińskiego i angielskiego, tańczyć tańce ludowe oraz grać na skrzypcach. Ale odpowiednio dobrane zajęcia dodatkowe nie zaszkodzą. Dzieci w tym wieku naprawdę chcą się uczyć więc nie widzę powodu dla którego należy im tego zabraniać. Ja mając 7 lat bardzo chciałam się nauczyć grać na pianinie. W szkole organizowano dodatkowe zajęcia ale moja mama uznała, że nie mam talentu więc mnie nie zapisała. Za to wieczorami uczył mnie grać na organkach pozbawiony talentu pedagogicznego tata. Co mnie skutecznie zniechęciło do jakiejkolwiek gry do końca życia. Za to zapisałam się na chór. Śpiewać nie umiałam ale mi to nie przeszkadzało bo bardzo lubiłam uczyć się nowych piosenek. Potem chodziłam na lekcje rysunku ale zrezygnowałam bo nie wierzyłam w swój talent. W wieku 11 lat chodziłam regularnie na basen, jeden z ratowników uczył mnie z siostrą pływać. Nie cierpiałam tego bo zajęcia były o 8 rano i dawał nam straszny wycisk (dodatkowo mama kazała nam suszyć włosy do oporu) Ale z perspektywy czasu uważam te lekcje za coś fajnego, przynajmniej umiem pływać Wink W gimnazjum zapisałam się na wszystkie dodatkowe zajęcia: niemiecki, rosyjski i teatr. Z teatru odbyły się 2-3 zajęcia, potem nauczycielka zrezygnowała. Niemiecki był fatalnie prowadzony ale na rosyjski chodziłam przez rok, gdy poszłam do 2 klasy nie zorganizowano poziomu zaawansowanego. Mieszkałam na wsi i zajęć było naprawdę mało, zawsze żałowałam, że nie urodziłam się w sąsiednim mieście to mogłabym chodzić na te wszystkie fajne zajęcia do domu kultury.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Śro 9:43, 07 Maj 2014    Temat postu:

Ha, no i skłamałam, bo młody chodzi tez na basen. Organizuje to szkoła, więc nie traktowałam basenu jako zajęć dodatkowych. Wink
Berek, oczywiście, że dzieci są różne. Sęk chyba w tym, że część rodziców traktuje jak wyrocznię fora i znajomych, więc czuje się zmuszona do zapewnienia, kupienia czy zorganizowania masy rzeczy "niezbędnych", które wcale nie są potrzebne temu konkretnemu dziecku. Przykładem mogą być chociażby super-duper-wypasione "zabawki edukacyjne", którymi dziecko w ogóle się nie interesuje, albo modne za czasów mojego dzieciństwa nocniki z pozytywką - mój kuzyn się panicznie bał tego ustrojstwa i za nic nie chciał z niego korzystać.

Swoją drogą koszty finansowe to pikuś w porównaniu z kwestią organizacji czasu. Jak już kiedyś pisałam, żeby "obskoczyć" urlopowo wszystkie dni wolne od szkoły musiałabym żyć w trójkącie. Wiecie, w jakich godzinach była otwarta świetlica 2 maja? Od 8 do 13. Równie dobrze mogliby jej w ogóle nie otwierać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ylla
Nimfa Błotna



Dołączył: 28 Lis 2013
Posty: 506
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 15:56, 07 Maj 2014    Temat postu:

Miło się czyta ten wątek, bo widać tu samych rodziców z normalnym podejściem.
Nie miałam pojęcia, że obcinanie paznokci u dzieci stanowi jakiś problem, w ogóle nie wpadłabym na taki pomysł, Forum zawsze nauczy nowych rzeczy Smile
Jeszcze dodałabym, że dużo zależy od dziecka, kiedy staje się coraz starsze. Mieliśmy ze znajomymi przypadki, że rezygnowaliśmy z prowadzenia zajęć, bo głupio nam było brać pieniądze na nic i szkoda własnego czasu, a uczeń w wieku wczesne naście nie uczył się, nie powtarzał, zagadywał na zajęciach i w kółko można by było robić z nim to samo. Niektórym się też zdarzało, że dzieciak nie był w stanie załapać zupełnie nic (raczej nie wina korepetytora, bo reszta uczniów sobie radziła) albo spóźniał się krytycznie na zajęcia/odwoływał (nawet w momencie, gdy wkurzona koleżanka dzwoniła z pytaniem, co się dzieje, że nikogo nie zastała). Jak to czasem bywa, ktoś może chcieć się rozwijać w danej dziedzinie, ale nie za bardzo ma jak, natomiast ktoś inny może, ale po prostu nie chce.

Ed., bo makabrycznie się zrobiło przez pewne przeoczenie


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ylla dnia Śro 15:57, 07 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3515
Przeczytał: 24 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:24, 07 Maj 2014    Temat postu:

Ylla, moja pani od angielskiego raz nie wzięła od rodziców pieniędzy za lekcje, bo stwierdziła, że powinna, skoro efektów brak. To był ostatni raz, kiedy nie nauczyłam się na lekcje.

Przejrzałam jeszcze raz ten artykuł i myślę, że jest jedna rzecz na jakiej nie oszczędzano u nas- naprawdę się nie przelewało, byłam święcie przekonana, że dzieci zawsze noszą używane ciuchy (choć wbrew temu, co twierdzi Rowling nie wyglądałam przy tym jak żebraczka) ale mimo mieszkania na kompletnym zadupiu było na muzea, zoo, kino, na wystawę ruchomych dinozaurów z okazji premiery Parku Jurajskiego, nawet balonem się przeleciałam zanim poszłam do szkoły. A jak Kulfon i Monika pozdrowili mnie z telewizora i powiedzieli, że przyślą mi kasetę to mało nie umarłam ze szczęścia (te dwa ostanie bezcenne w każdym tego słowa znaczeniu. Pozdrawiam sekretarkę na Woronicza, która odebrała telefon i powiedziała, że zobaczy, co da się zrobić i pana co sam z siebie zaproponował próbny lot przed konkursem).
I naprawdę, chciałabym dzieciom dać takie wspomnienia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 08 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią 7:55, 09 Maj 2014    Temat postu:

Tak idąc dalej nieco offtopowym tropem: naprawde uważam, że jesli ktos ma kasę, niech wydaje i jego sprawa. Ale sedno w tym, o czym pisze Eire, tzn. czy ta kasa nie ma zastąpić tego, co naprawdę ważne - relacji z ludźmi, niezwykłych doświadczeń, zdobywania prawdziwej (a więc niekoniecznie szkolnej) wiedzy.
Mozna wydać kupę kasy i nic dziecku za nia nie dac, ale można tez wydac ja sensownie. Jak sądzę, podstawa w tym, czy taki rodzic kładzie nacisk na "kasa" i "inwestycja", czy na "dobro mojego dziecka".
BTW, powiem Wam z doświadczenia, że jako osoba mająca na co dzień do czynienia z tłumem rodziców, stwierdzam z lekka zgroza, ajk wielu rodziców kompletnie nie odróżnia pojęcia "dobro mojego dziecka" od "moj komfort psychiczny", "moje spokojne sumienie" czy "moje niezrealizowane ambicje". Cały czas powszechne jest przekonanie, że dziecko jest czyms w rodzaju drugiej szany albo przedlużenia rodziców. Przyznanie mu statusu oddzielnego bytu wcale nie jest częstym modelem rodzicielstwa.
A przecież chyba duża częśc tych rodziców wypruwających sobie dla dziecka finansowe flaki działa na zasadzie "ja nie miałem, więc niech on ma".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8793
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Pią 9:35, 09 Maj 2014    Temat postu:

O, to zacytuje z fejsa wypowiedz kolezanki, matki dwojki dzieci. Imiona wyiksowane na wszelki wypadek.

Cytat:
XXX dostała się do finału kolejnego konkursu (tym razem ortograficznego) - wyrazy zachwytu i gratulacje ze strony wychowawczyni. W bibliotece panie, które XXX znają polewają miodkiem nasze serducha pochwałami. Znajomi (dawno nie widziani, bezdzietni) zwracają uwagę na to, że nasze dzieci "takie rozwinięte", etc...
Zawsze pada stwierdzenie - widać włożoną Państwa pracę.

A mi włos się jeży. Tzn, że normą jest to, że z dzieckiem się nie rozmawia? Nie tłumaczy świata, nie czyta książek?


Cytat:
takie podejście do dzieci jak nasze jest traktowane jako coś niezwykłego. Coś, co w zasadzie jest codziennością - bycie z dzieckiem, rozmowy o wszystkim (nawet zakładając, że nie rozumie), tłumaczenie zarówno najprostszych i najtrudniejszych kwestii okazuje się być ewenementem


Cytat:
Wokół nas, do czasu gdy XXX poszła do szkoły, traktowanie dziecka jak partnera do rozmowy (ciekawej rozmowy), radocha z bycia z nim była normą (...) A teraz dowiaduję się na wywiadówce, że dziecko nie przyszło do szkoły, bo oglądało TV do 3 w nocy. Albo rodzice pytają nauczycielkę kiedy ich dziecka nie było w szkole... W pierwszej klasie!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3515
Przeczytał: 24 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 12:41, 09 Maj 2014    Temat postu:

Jest nowa część
[link widoczny dla zalogowanych]

Ja nie wiem, skąd oni tych nastolatków biorą- jak chciałam buty z pumy, to dali mi do ręki pieniądze a resztę dorobiłam przy jabłkach. Kanapek sobie nie pozwalają robić- to mnie zabiło. Podobnie nerwica matematyczna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Pią 15:39, 09 Maj 2014    Temat postu:

Eire napisał:
Ja nie wiem, skąd oni tych nastolatków biorą

A ja wiem. Są tacy rodzice, którzy już od najmłodszych lat kupują dziecku wszystko, czego chce. Są tacy, którzy uważają, że kupienie aktywnemu, drącemu wszystko chłopcu spodni w lumpie jest niedopuszczalne, bo dla dziecka ma być "wszystko najlepsze". Są tacy, co pierwszoklasiście dają sto złotych, żeby sobie mógł kupić "jakiś drobiazg" na wycieczce klasowej.
Jeżeli dzieciak został nauczony, że mu się należy, to jako nastolatek raczej się tego przekonania nie pozbędzie, a wymagania będzie miał coraz większe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3515
Przeczytał: 24 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:44, 09 Maj 2014    Temat postu:

I to są reprezentatywne przykłady? Wszyscy chodzą do liceum, większość ma "nerwicę matematyczną" i lata codziennie do McDonalda.
A największym SF są dla mnie rodzice płacący mandaty za córusię- od rolnika do biznesmena lekką rączką fundującego trekking w Himalajach każdy znany mi rodzic bezlitośnie potrącał z kieszonkowego, uważając to za znakomitą metodę poprawiania dziecku pamięci.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Seba Holmes



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 801
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 16:24, 09 Maj 2014    Temat postu:

Sineira napisał:

A ja wiem. Są tacy rodzice, którzy już od najmłodszych lat kupują dziecku wszystko, czego chce.


Na przykład moi. Naprawdę - przez całe moje życie nie zdarzyło się, abym nie dostała czegoś, czego pragnęłam, chyba, że mojej mamy najzwyczajniej w świecie nie było na to stać. Fakt, że byłam zawsze raczej niekłopotliwym stworzeniem i moje potrzeby od wczesnego dzieciństwa ograniczały się do książek i słodyczy, ale tak czy inaczej nigdy nie usłyszałam "nie". Nie wyrosłam na potwora, samodzielnie opłacam podyplomowe studia i ośmielę się twierdzić, iż nie mam roszczeniowej postawy wobec życia. Ludzie są rozmaici.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 12 Maj 2013
Posty: 1837
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 16:35, 09 Maj 2014    Temat postu:

maryboo napisał:


Na przykład moi. Naprawdę - przez całe moje życie nie zdarzyło się, abym nie dostała czegoś, czego pragnęłam, chyba, że mojej mamy najzwyczajniej w świecie nie było na to stać. Fakt, że byłam zawsze raczej niekłopotliwym stworzeniem i moje potrzeby od wczesnego dzieciństwa ograniczały się do książek i słodyczy, ale tak czy inaczej nigdy nie usłyszałam "nie".

Same here. Jak tylko napiszę wszystkie matury, planuję złapać jakąs pracę... Pewnie tylko na wakacje, ale mimo wszystko nie mam poczucia, że mi się pieniądze mamy bezwględnie należą...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Pią 17:11, 09 Maj 2014    Temat postu:

Maryboo, wydaje mi się, że kształtowanie postawy małego konsumenta zaczyna się na długo przed momentem świadomego wyrażania życzeń.
Oraz zauważ, sama piszesz o uwzględnianiu możliwości finansowych mamy. Nie dostawałaś więc wszystkiego, co Ci się zamarzyło. Dostosowywałaś swoje zachcianki do realiów, bo tak Cię od maleńkości nauczono.
A co z rodzicami, którzy spełniają zachcianki dzieci, mimo że ich na to nie stać? Nie spotkałaś nigdy nawiedzonej mamuśki, która urabia się po łokcie, chodzi w szmatach, je byle co i ładuje wszystko w nienasyconą gębę potomka? Nie widziałaś nigdy "sceny" w sklepie, takiej z rzucaniem się na podłogę i wymuszaniem wrzaskiem?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10703
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Pią 17:29, 09 Maj 2014    Temat postu:

Oj są, są takie kobitki, co to same w łachach z lumpka, z byle jaką fryzurą, a córunia od stóp do głów w nowiutkich, najmodniejszych ciuchach, odstawiona jak szczur na otwarcie kanału. Ostatnio jedna matuś tego pokroju żaliła się koleżance (oraz pozostałemu ciału pedagogicznemu obecnemu w pokoju), jak to sobie z syneczkiem tak wyhodowanym nie radzi (szkoła też niespecjalnie, stąd też mamcię zawezwano). Chłopię właściwie pełnoletnie, do szkoły chodzić nie chce, do pracy nie pójdzie, a matuś płacze, że ona mu MUSIAŁA buty za 500 czy 600 złotych polskich kupić, bo w inszych książę pan chodzić nie będzie.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tini dnia Pią 17:30, 09 Maj 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Seba Holmes



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 801
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:37, 09 Maj 2014    Temat postu:

Sineira napisał:

A co z rodzicami, którzy spełniają zachcianki dzieci, mimo że ich na to nie stać? Nie spotkałaś nigdy nawiedzonej mamuśki, która urabia się po łokcie, chodzi w szmatach, je byle co i ładuje wszystko w nienasyconą gębę potomka? Nie widziałaś nigdy "sceny" w sklepie, takiej z rzucaniem się na podłogę i wymuszaniem wrzaskiem?


Pierwsze widziałam i zawsze zastanawiam się w takich chwilach, jak mocno trzeba być upośledzonym emocjonalnie, żeby w wieku 16-18 lat nie odczuwać wstydu związanego z owym stanem rzeczy (nie chodzi mi już nawet o zmienianie sytuacji - z własnego przykładu wiem, jak ciężko wytłumaczyć zwłaszcza seniorom, że naprawdę nie muszą traktować cię jak pępek świata - ale o najzwyczajniejsze w świecie poczucie, że coś jest nie halo).
Co do drugiego - jeśli kiedyś będę miała dziecko, podejrzewam, że jeszcze w ciąży udam się do mojej matki na korepetycje z perfekcyjnego rodzicielstwa Laughing nie mam bowiem pojęcia, co takiego robiła, że jako młodociana jednostka zachowywałam się wzorowo (dostałam klapsa zaledwie dwa razy w życiu). Mówiąc szczerze kompletnie nie wiem, jak sama postąpiłabym w sytuacji jeden na jednego z wrzaskunem i czy w ogóle wiedziałabym, jak uniknąć wychowania sobie takiego (zwłaszcza, iż z moich obserwacji wynika, że niektóre dzieci po prostu lubią włączać syrenę alarmową za każdym razem, gdy coś idzie nie po ich myśli...)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Pią 17:46, 09 Maj 2014    Temat postu:

Tinwerina Miriel napisał:
Oj są, są takie kobitki, co to same w łachach z lumpka, z byle jaką fryzurą, a córunia od stóp do głów w nowiutkich, najmodniejszych ciuchach, odstawiona jak szczur na otwarcie kanału. Ostatnio jedna matuś tego pokroju żaliła się koleżance (oraz pozostałemu ciału pedagogicznemu obecnemu w pokoju), jak to sobie z syneczkiem tak wyhodowanym nie radzi (szkoła też niespecjalnie, stąd też mamcię zawezwano). Chłopię właściwie pełnoletnie, do szkoły chodzić nie chce, do pracy nie pójdzie, a matuś płacze, że ona mu MUSIAŁA buty za 500 czy 600 złotych polskich kupić, bo w inszych książę pan chodzić nie będzie.


Jeszcze gorszy typ to ten, który nigdy niczego nie wytłumaczy, zawsze da, co dzieciak chce, a potem wypomina na zasadzie męczeństwa "co on to nie robi". Znałam taki przypadek, mamusia kupiła dziecku (chyba 6-7 lat) telefon na abonament, dziecko traktowało go na kolejną zabawkę i używało do oporu. Rachunek za dzwonienie i internet w tysiącach, mamusia wszędzie nadaje na dzieciaka, jak to ją do grobu wpędzi... A czy wytłumaczyła dziecku, że to wszystko kosztuje? Nie, po co?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 123 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Pią 18:33, 09 Maj 2014    Temat postu:

maryboo napisał:
(zwłaszcza, iż z moich obserwacji wynika, że niektóre dzieci po prostu lubią włączać syrenę alarmową za każdym razem, gdy coś idzie nie po ich myśli...)

Bo zostały nauczone, że wywołuje to pożądaną reakcję. Obawiam się, że to się zaczyna już w kołysce - noszenie na każde miauknięcie naprawdę NIE JEST wyrazem rozsądnej miłości...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Seba Holmes



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 801
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 18:49, 09 Maj 2014    Temat postu:

Sineira napisał:

Bo zostały nauczone, że wywołuje to pożądaną reakcję. Obawiam się, że to się zaczyna już w kołysce - noszenie na każde miauknięcie naprawdę NIE JEST wyrazem rozsądnej miłości...


Ostatnio moja mama, nauczona doświadczeniem - byłam tragiczna, jeśli chodzi o zasypianie - tłumaczyła koleżance z pracy, że wieczne kładzenie nowo narodzonej córki do małżeńskiego łóżka kiedyś się na niej zemści. "Och, ale ona jest taka słodziutka!" usłyszała w odpowiedzi. Mamcia uśmiechnęła się na to pod nosem, wspominając Maryboo- niemowlaka, którą uśpić można było wyłącznie w wózku poruszanym po dywanie...pod którym musiała leżeć sterta starych pism (lubiłam, jak trzęsło) Twisted Evil


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
die_Kreatur
Gość






PostWysłany: Nie 8:10, 11 Maj 2014    Temat postu:

Ja w sprawie pierwszego.

Wiecie co? Mam wrażenie, że uczenie dzieci czytać zanim pójdą do szkoły to trochę robienie im krzywdy. Przed pierwszą klasą byłam modelowym analfabetą... i głupsza się przez to nie czuję. W przeciwieństwie do tych, co umieli już czytać i liczyć i w związku z tym nie mieli co robić, nie nudziłam się w szkole i autentycznie byłam zainteresowana nauką. Pierwszą książkę przeczytałam w wieku 10 lat - i też nie zauważyłam u siebie z tego powodu jakichś zaburzeń w rozwoju umysłowym, zwłaszcza że przez następne ok. 6 lat czytałam kilkanaście książek miesięcznie.
Z drugiej strony, całe dzieciństwo spędziłam przed telewizorem, oglądając National Georgaphic itp. Dodatkowej wiedzy nie zaobserwowano, z wyjątkiem pojedynczych informacji totalnie od czapy typu "serce żyrafy waży 5 kilo". Mgliście mi się przypomina jakiś hiszpański (?) w przedszkolu, a biorę na świadków cały panteon Wielkich Przedwiecznych, że nie mam ZIELONEGO POJĘCIA o hiszpańskim.
Dlatego uważam, że uczenie dziecka (dziecka, nie nastolatka) pewnych umiejętności wcześniej niż mu są do czegokolwiek potrzebne niczemu nie służy, podobnie jak faszerowanie na siłę dodatkową wiedzą.

Natomiast co uważam za sensowne dla dzieci:
- wszystkie zajęcia ruchowe
- zajęcia typu plastyka, jakieś tańce itp. ponieważ jednocześnie uspołeczniają i dają nawyki pod ewentualne rozwijanie w przyszłości
- odrabianie regularnie lekcji z obojętnie czego, byle wykształcić nawyk
- język obcy, z którym dziecko będzie miało kontakt - np. angielski
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deneve
Przedłużenie łopaty



Dołączył: 28 Cze 2012
Posty: 2983
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Nie 9:03, 11 Maj 2014    Temat postu:

Ale dlaczego od razu nauczenie dziecka czytać (przed pójściem do szkoły oczywiście), to robienie krzywdy? Mogę podać ci przykład zupełnie odwrotny do twojego - mnie nauczono czytać jeszcze przed szkołą, do dziś pochłaniam w mniej lub więcej książek. A moi znajomi (oczywiście to nie reguła!), którzy czytać uczyli się w szkole - do dziś (!!!) dukają czytany tekst sylabami.

W szkole nigdy się nie nudziłam przez to, że nauczyłam się wcześniej pisać czy liczyć - wydaje mi się, że to kwestia nauczycieli i ich podejścia do ucznia (i rodziców też, bo przecież mogą poprosić o jakieś dodatkowe, trochę trudniejsze materiały dla dziecka).

Za to niesamowitego upupiania rytmiką nienawidziłam szczerze i z całego serca. Może przez to, że byłam nazbyt dojrzała jak na swój wiek - nie wiem. W każdym razie, jak w drugiej klasie mieliśmy śpiewać jakieś pierdółki typu:
"Wędrowali szewcy przez zielony las
Nie mieli pieniędzy, ale mieli czas
Wędrowali rypcium pypcium
I śpiewali rypcium pypcium
Nie mieli pieniędzy, ale mieli czas"
Słodkim głosikiem i do tego "tańczyć" a na "rypcium pypcium" szurać "stópkami", to mnie krew zalewała, odkrywałam w sobie nowe pokłady zażenowania i tylko modliłam się o to, żeby w końcu mieć zwykły WF.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maryboo
Seba Holmes



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 801
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:07, 11 Maj 2014    Temat postu:

die_Kreatur napisał:

Wiecie co? Mam wrażenie, że uczenie dzieci czytać zanim pójdą do szkoły to trochę robienie im krzywdy.


Czego to ja się nie dowiaduję o sobie na tym forum...Naprawdę, różnie ludzie reagowali na fakt, że w wieku 2,5 lat znałam alfabet (okulista chciał mi dać na badaniu takie slajdy dla dzieci ze zwierzątkami - mam powiedziała mu, że nie trzeba, może włączyć litery. Ponoć mina doktora, gdy zaczęłam czytać, była bezcenna) a wieku czterech lat bez większego problemu połykałam książeczki dla dzieci (z większą czcionką), ale że mama zrobiła mi krzywdę, rozbudzając we mnie od dzieciństwa miłość do słowa pisanego - przyznaję, tego jeszcze nie słyszałam.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez maryboo dnia Nie 9:10, 11 Maj 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Lampa z zielonym abażurem Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin