Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Po jednym zdaniu
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Gry i zabawy towarzyskie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bloody Fang
Król Herold Potter



Dołączył: 03 Maj 2012
Posty: 367
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:12, 08 Cze 2012    Temat postu: Po jednym zdaniu

Piszemy wspólnie historyjkę. Każdy dodaje po jednym zdaniu. (Myślę, że dobrze byłoby, gdyby każdy wklejał to, co już powstało do swojego posta i do tego dopisywał swoje zdanie.)
-----
Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Pią 17:22, 08 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eśka
178 centymetrów wredoty



Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 1937
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Pią 17:50, 08 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bloody Fang
Król Herold Potter



Dołączył: 03 Maj 2012
Posty: 367
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:57, 08 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Bloody Fang dnia Pią 17:58, 08 Cze 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lawina
Samotne Kruczątko



Dołączył: 05 Paź 2011
Posty: 4062
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią 22:34, 08 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eśka
178 centymetrów wredoty



Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 1937
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Pią 22:44, 08 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.

Wiem, że dwa zdania, ale chyba bić nie będziecie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Sob 8:32, 09 Cze 2012    Temat postu:

Nie będziemy i weźmiemy przykład Wink .

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi.


Ostatnio zmieniony przez Bumburus dnia Sob 8:40, 09 Cze 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eśka
178 centymetrów wredoty



Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 1937
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Sob 10:04, 09 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka.


Więcej niż jedno zdanie, ale musiałam no.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Eśka dnia Sob 11:29, 09 Cze 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Sob 11:22, 09 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.


Ostatnio zmieniony przez Bumburus dnia Sob 11:32, 09 Cze 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Rebeca w gróbce



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2736
Przeczytał: 24 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:31, 09 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
katrei
Parchaty dywan z Peru



Dołączył: 03 Cze 2011
Posty: 1457
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 19:37, 09 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Sob 19:46, 09 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Rebeca w gróbce



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2736
Przeczytał: 24 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:51, 09 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Nie 12:20, 10 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.


Ostatnio zmieniony przez Bumburus dnia Nie 12:22, 10 Cze 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Magrat
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 06 Gru 2010
Posty: 2160
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: bat country

PostWysłany: Nie 17:34, 10 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Rebeca w gróbce



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2736
Przeczytał: 24 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 17:37, 10 Cze 2012    Temat postu:

mutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eśka
178 centymetrów wredoty



Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 1937
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Nie 17:41, 10 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Nie 17:53, 10 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Rebeca w gróbce



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2736
Przeczytał: 24 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:50, 10 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Pon 13:07, 11 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności.


Ostatnio zmieniony przez Bumburus dnia Pon 13:08, 11 Cze 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eśka
178 centymetrów wredoty



Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 1937
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Pon 20:51, 11 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Eśka dnia Pon 20:51, 11 Cze 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Wto 10:21, 12 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lawina
Samotne Kruczątko



Dołączył: 05 Paź 2011
Posty: 4062
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 11:37, 12 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi da aury mroku wokół niego.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Lawina dnia Wto 11:38, 12 Cze 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Wto 11:54, 12 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi da aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Wto 11:58, 12 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi da aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.


Ostatnio zmieniony przez Bumburus dnia Wto 11:59, 12 Cze 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eśka
178 centymetrów wredoty



Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 1937
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Sob 21:49, 23 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi da aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Nie 20:16, 24 Cze 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Sob 10:32, 10 Lis 2012    Temat postu:

Post pod postem, ale żal mi, że padło i próbuję reanimować.

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Milka
Wstrząśnięty Szejk



Dołączył: 09 Lip 2010
Posty: 883
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kielce

PostWysłany: Sob 23:22, 10 Lis 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień.
_________________


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Milka dnia Sob 23:29, 10 Lis 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Nie 14:08, 11 Lis 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Milka
Wstrząśnięty Szejk



Dołączył: 09 Lip 2010
Posty: 883
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kielce

PostWysłany: Nie 18:36, 11 Lis 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły Ku czci...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Nie 18:43, 11 Lis 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
katrei
Parchaty dywan z Peru



Dołączył: 03 Cze 2011
Posty: 1457
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 19:39, 11 Lis 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Nie 19:48, 11 Lis 2012    Temat postu:

Super, odżyło!

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Milka
Wstrząśnięty Szejk



Dołączył: 09 Lip 2010
Posty: 883
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kielce

PostWysłany: Nie 22:00, 11 Lis 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Nie 22:08, 11 Lis 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Nie 15:05, 02 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Milka
Wstrząśnięty Szejk



Dołączył: 09 Lip 2010
Posty: 883
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kielce

PostWysłany: Pon 22:39, 03 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Wto 15:10, 04 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
_________________
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Wto 19:02, 04 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Wto 19:08, 04 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.
Władca groźnie zmarszczył brwi.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Wto 19:13, 04 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.
Władca groźnie zmarszczył brwi. Z zadowoleniem odnotował, że pod wpływem jego groźnego spojrzenia kmiotek struchlał i zatrząsł się niczym osika.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Wto 19:17, 04 Gru 2012    Temat postu:

Wysłany: Wto 19:13, 04 Gru 2012 Temat postu:

--------------------------------------------------------------------------------

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.
Władca groźnie zmarszczył brwi. Z zadowoleniem odnotował, że pod wpływem jego groźnego spojrzenia kmiotek struchlał i zatrząsł się niczym osika. "Oto przykładny poddany" - pomyślał - "trzęsie portkami, ledwie tylko zauważy nasze niezadowolenie."
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Wto 19:22, 04 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.
Władca groźnie zmarszczył brwi. Z zadowoleniem odnotował, że pod wpływem jego groźnego spojrzenia kmiotek struchlał i zatrząsł się niczym osika. "Oto przykładny poddany" - pomyślał - "trzęsie portkami, ledwie tylko zauważy nasze niezadowolenie."
Przykładny poddany zakaszlał, chrząknął i na wszelki wypadek ukłonił się głęboko.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Wto 19:26, 04 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.
Władca groźnie zmarszczył brwi. Z zadowoleniem odnotował, że pod wpływem jego groźnego spojrzenia kmiotek struchlał i zatrząsł się niczym osika. "Oto przykładny poddany" - pomyślał - "trzęsie portkami, ledwie tylko zauważy nasze niezadowolenie."
Przykładny poddany zakaszlał, chrząknął i na wszelki wypadek ukłonił się głęboko. Szpetna twarz sprzedawcy bakłażanów wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Milka
Wstrząśnięty Szejk



Dołączył: 09 Lip 2010
Posty: 883
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kielce

PostWysłany: Wto 20:08, 04 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.
Władca groźnie zmarszczył brwi. Z zadowoleniem odnotował, że pod wpływem jego groźnego spojrzenia kmiotek struchlał i zatrząsł się niczym osika. "Oto przykładny poddany" - pomyślał - "trzęsie portkami, ledwie tylko zauważy nasze niezadowolenie."
Przykładny poddany zakaszlał, chrząknął i na wszelki wypadek ukłonił się głęboko. Szpetna twarz sprzedawcy bakłażanów wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu.
- J-jestem Kazimierz z W-wilczej Woli wielmożny panie - powiedział drżącym głosem chłop.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Wto 20:13, 04 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.
Władca groźnie zmarszczył brwi. Z zadowoleniem odnotował, że pod wpływem jego groźnego spojrzenia kmiotek struchlał i zatrząsł się niczym osika. "Oto przykładny poddany" - pomyślał - "trzęsie portkami, ledwie tylko zauważy nasze niezadowolenie."
Przykładny poddany zakaszlał, chrząknął i na wszelki wypadek ukłonił się głęboko. Szpetna twarz sprzedawcy bakłażanów wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu.
- J-jestem Kazimierz z W-wilczej Woli wielmożny panie - powiedział drżącym głosem chłop.
Władca wydawał się usatysfakcjonowany tą odpowiedzią.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Śro 15:54, 12 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.
Władca groźnie zmarszczył brwi. Z zadowoleniem odnotował, że pod wpływem jego groźnego spojrzenia kmiotek struchlał i zatrząsł się niczym osika. "Oto przykładny poddany" - pomyślał - "trzęsie portkami, ledwie tylko zauważy nasze niezadowolenie."
Przykładny poddany zakaszlał, chrząknął i na wszelki wypadek ukłonił się głęboko. Szpetna twarz sprzedawcy bakłażanów wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu.
- J-jestem Kazimierz z W-wilczej Woli wielmożny panie - powiedział drżącym głosem chłop.
Władca wydawał się usatysfakcjonowany tą odpowiedzią.
- Świetnie, mój zuchu! (wysoko cenił sobie ironię) Żonę masz? dzieci?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Milka
Wstrząśnięty Szejk



Dołączył: 09 Lip 2010
Posty: 883
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kielce

PostWysłany: Sob 15:29, 15 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.
Władca groźnie zmarszczył brwi. Z zadowoleniem odnotował, że pod wpływem jego groźnego spojrzenia kmiotek struchlał i zatrząsł się niczym osika. "Oto przykładny poddany" - pomyślał - "trzęsie portkami, ledwie tylko zauważy nasze niezadowolenie."
Przykładny poddany zakaszlał, chrząknął i na wszelki wypadek ukłonił się głęboko. Szpetna twarz sprzedawcy bakłażanów wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu.
- J-jestem Kazimierz z W-wilczej Woli wielmożny panie - powiedział drżącym głosem chłop.
Władca wydawał się usatysfakcjonowany tą odpowiedzią.
- Świetnie, mój zuchu! (wysoko cenił sobie ironię) Żonę masz? dzieci?
Owszem, Kazimierz miał zarówno żonę jak i dzieci. Piękną Jagnę i całą gromadkę urwisów płci obojga.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Sob 20:56, 15 Gru 2012    Temat postu:

Zmutowane bakłażany złowrogo szczerzyły długie, ostre zęby z pobliskiego stoiska. Sprzedawca o niewiele bardziej zachęcającej powierzchowności od czasu do czasu wygrażał im grubym kijem, bacząc jednak pilnie, by żadnego nie uszkodzić. Cena zmutowanego bakłażana przewyższała kilkakrotnie cenę zwykłego bakłażana, więc nic dziwnego, że sprzedawca nie chciał uszkodzić towaru w który zainwestował niemały majątek. Uśmiechnął się pod nosem. Był absolutnie pewny, że zmutowane bakłażany będą sprzedawały się lepiej niż tańczące kalafiory, którymi handlował jego brat. Nienawidził brata od dzieciństwa, rodzice zawsze bardziej kochali starszego syna, nawet sami zainwestowali w jego pierwszy stragan z kalafiorami, ponadto Danisz był niezwykle przystojny i cieszył się wielkim powodzeniem wśród dziewcząt, w przeciwieństwie do młodszego i szpetnego jak noc brata. Sprzedawca zmutowanych bakłażanów musiał sam zapracować na wszystko co miał, sam nocami skręcał skrzynki marząc o dniu, w którym będzie mógł wyjść z nimi dumnie na rynek.
Do stoiska zbliżył się tęgi, rumiany chłop, młody jeszcze, wlokąc za sobą uwiązane na postronku prosię. Świniak kwiczał przerażliwie i zapierał się raciczkami w kurzu drogi. Sprzedawca bakłażanów spostrzegł w mig okazję na zawarcie swojej pierwszej transakcji.
- Chyba pana prosiak potrzebuje czegoś na uspokojenie, może zmutowany bakłażan?
Sprzedawca zdawał sobie sprawę, że wykorzystuje niewiedzę chłopa na temat działania zmutowanych bakłażanów na trzodę chlewną, lecz pragnienie zarobienia pierwszych pieniędzy było zbyt wielkie, by przejmować się czymś tak nieistotnym jak zdrowie jednego świniaka, zwłaszcza, że jego dobrze zaokrąglone boki świadczyły aż nadto wymownie o tym, że i tak nie jest mu pisany długi żywot.
- Zbu... zbutowany?... - wieśniak podrapał się niepewnie wolną ręką po zwichrzonej czuprynie.
- To znaczy zdrowszy - wyjaśnił gładko sprzedawca, powstrzymując się od zgrzytnięcia zębami. Przeklęta reforma edukacji.
Chłop zastanowił się. Ta czynność sprawiała mu niezwykłą trudność, gdyż nie przywykł do myślenia.Tymczasem prosię podreptało w kierunku straganu i zaczęło go obwąchiwać z wyraźnym zaciekawieniem.
- To ja wezmę kilo... - powiedział powoli chłop, gdy nagle rozległo się głośne mlaskanie.
-A bodajby cię... - przekleństwo zamarło nagle na ustach wieśniaka; osłupiały, z otwartą szeroko gębą, patrzył w dół przerażonymi oczyma, wyszłymi niemal z orbit.
Jeden z bakłażanów przeżuwał coś ze smakiem. Obaj mężczyźni zdołali jednak dostrzec jak w wielkiej paszczy znika świński ogonek.
- No i coś pan zrobił!? - oburzył się sprzedawca. - Towar żrący należy do żartego!
- Znaczy się... ja mam zapłacić za warzywo... bo mi zjadło prosiaka? - powiedział z trudem chłop.
- Za zmutowanego bakłażana, a nie jakieśtam warzywo! - oburzył się sprzedawca.
Bakłażan beknął głośno i wypluł prosto pod nogi wieśniaka urwany koniec postronka, umazany krwią i tłuszczem.
- Właściwie - rozległ się melancholijny bas - to prosiak powinien zapłacić.
Obydwaj - sprzedawca i niefortunny klient - jak na komendę złożyli czołobitny ukłon; doskonale wiedzieli, znając ten głos nie od dziś, czym groziłoby im uchybienie podobnej powinności. Nadchodził mroczny władca tej krainy, był słynny na cały kontynent z powodu swojego upodobania do torturowania młodych prosiąt oraz rzucania humorystycznych uwag. Jego kamiennojedwabny płaszcz z karmazynową podszewką łopotał ponuro na wietrze, którego nie było. Za nim truchtał jego pomocnik, dźwigając wentylator i radio grające ponurą muzykę; władca słynął z niezwykłej dbałości o szczegóły i przywiązywania wagi do aury mroku wokół niego. Powiadano, że egzekucję pewnego przestępcy przekładał aż siedemnaście razy, ponieważ świecące wesoło słońce i bezchmurne niebo uparcie niweczyły wszelkie próby uzyskania nastroju grozy i nieuchronnej zagłady, który to nastrój był wszak niezbędny do przeprowadzenia tak poważnego przedsięwzięcia.Innym razem ponoć nakazał, by dwóm heretyczkom, blondynkom o dziecięcej urodzie, przed spaleniem na stosie przefarbowano włosy na kruczy kolor i podczerniono oczy.
- Wwweź ppprosiaka Panie! Wwweź! - powiedział przerażony chłop. Jedyne, czego teraz pragnął, to znaleźć się jak najdalej stąd, z daleka od władcy, brzydala za straganem i jego krwiożerczych bakłażanów. Co za czort podkusił go, by wybrać dziś właśnie tę drogę przez targ; babka nieboszczka, świeć Panie nad jej duszą, prawili, że gdy na drodze ujrzysz Kotołaka należącego do wiedźmy z bagien, pech będzie utrzymywał się przez cały dzień. Juści widział był wielkie czarne bydlę z łbem jak ceber, ślepiami jak pochodnie i pyskiem ni to kocim, ni to ludzkim... tfu, na psa urok! Trza jak najszybciej odprawić modły ku czci...
Władca skinął upierścienioną dłonią:
- Słuchaj no, kmiocie - odezwał się gromkim głosem.
Pod chłopem ugięły się kolana, gdy dotarło do niego, że oto sam władca do niego przemówił. Byłby upadł prosto w piętrzące się na straganie bakłażany, gdyby sprzedawca nie podtrzymał go przezornie (niemal bezgłośnie klnąc przy tym jak szewc), nie tyle z obawy o jego życie i zdrowie, co o całość swego towaru. Biedny chłop poprawił drżącymi rękami ubranie i rzekł potulnie:
- Słucham, Najjaś... tfu, Najmroczniejszy Panie - tu ponownie zgiął się w ukłonie z gracją godną młodego niedźwiadka.
Władca z trudem stłumił cisnący się na jego wargi uśmiech; cóż by to oznaczało dla jego wizerunku! Gdy już w końcu opanował swoje wargi rzekł:
- Skąd jesteś i jak cię zwą?
- Jo żech Kaz... - tu chłopa z lekka przytkało, gdyż przypomniał sobie, że na mocy edyktu wszyscy obywatele (pod groźbą utraty języka) mieli się posługiwać językiem literackim.
Władca groźnie zmarszczył brwi. Z zadowoleniem odnotował, że pod wpływem jego groźnego spojrzenia kmiotek struchlał i zatrząsł się niczym osika. "Oto przykładny poddany" - pomyślał - "trzęsie portkami, ledwie tylko zauważy nasze niezadowolenie."
Przykładny poddany zakaszlał, chrząknął i na wszelki wypadek ukłonił się głęboko. Szpetna twarz sprzedawcy bakłażanów wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu.
- J-jestem Kazimierz z W-wilczej Woli wielmożny panie - powiedział drżącym głosem chłop.
Władca wydawał się usatysfakcjonowany tą odpowiedzią.
- Świetnie, mój zuchu! (wysoko cenił sobie ironię) Żonę masz? dzieci?
Owszem, Kazimierz miał zarówno żonę jak i dzieci. Piękną Jagnę i całą gromadkę urwisów płci obojga. Nie był jednakowoż pewien, czy zdradzanie tej informacji groźnemu władcy byłoby rozsądne - choć z drugiej strony Najmroczniejszy wiedział ponoć wszystko.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Gry i zabawy towarzyskie Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin