Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

O grach ogólnie
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Gry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:31, 31 Paź 2019    Temat postu:

Nie podoba mi się nowa wersja biblioteki na steamie. Ugh, moje oczy. Strasznie nieczytelna lista.

E: Ale żeby nie było, że tylko narzekam: same pole dla konkretnej gry wygląda bardzo ładnie. Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Vaherem dnia Czw 18:37, 31 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Zuza w busie do Poznania



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1924
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:26, 01 Lis 2019    Temat postu:

O, a mi się za to bardzo podoba. Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:46, 01 Lis 2019    Temat postu:

Te małe ikonki obok tytułów mnie drażnią - przy starym widoku tez były, ale można było je wyłączyć, teraz nie widzę takiej opcji. No i tyle możliwości sortowania, a nie dali opcji by samemu przeciągać tytuł by był na miejscu w liście tam gdzie ja go chcę. Np Fallout New Vegas między F3 a F4. Ale jak tak się zaznajamiam z tym nowym wyglądem, to raczej większość rzeczy na plus.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Zuza w busie do Poznania



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1924
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 12:28, 01 Lis 2019    Temat postu:

Jak się odpowiednio posortuje gry w kolekcje, to biblioteka robi się bardzo przystępna i czytelna. Mnie ta zmiana bardzo cieszy. Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5609
Przeczytał: 191 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:02, 01 Lis 2019    Temat postu:

Jedynym dużym minusem dla mnie jest wymieszanie bibliotek. Nie wszystko miałam podzielone kategorie, teraz jest chaos. Jest gdzieś opcja, żeby to rozdzielić czy trzeba dłubać ręcznie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Głowa w szafie



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2374
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 71 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 13:34, 02 Lis 2019    Temat postu:

Mnie też się zmiana bardzo podoba - ładne karty poszczególnych gier (jedyny problem, jaki z nimi mam, to znacznie większe zrzuty ekranów od społeczności - jak się przypadkiem zjedzie za nisko, to można nadziać się na spoiler...) są zdecydowanie schludniejsze i bardziej estetyczne.

Mam jakiś niezwykle dobry flow gierczany na koniec roku:
Bustories - wreszcie gra, w której możecie spełnić swoją najdzikszą fantazję: odbywanie kilkugodzinnej podróży autobusem, podczas której przysiada się obcy typ i monologuje o tym, jak nie znosi bezdomnych.
Sama koncepcja mi się podoba, i to nie jest tak, że ta gra jest zrobiona na odwal (np. bardzo podoba mi się kolorystyka, utrzymana w ciepłych brązach), ALE. Historyjki opowiadane przez nieznajomych są raczej mało zajmujące. Zdarzyło się, że mnie rozbawiły czy zaciekawiły, ale jednak za blade to były odczucia, by mi wynagrodzić tę paplaninę. Tym bardziej, że nie ma ani możliwości przeskakiwania tekstu, ani kontroli jego szybkości - jak ktoś dość szybko czyta, to się zaczyna męczyć.
Jest tu też element survivalowy, ale raczej jako pretekst i minimalne zajęcie czymś gracza (trzeba jeść, pić i nie narobić w spodnie - pieniędzy na jedzenie mamy furę, więc nie ma ryzyka, że braknie). Mamy też telefon z możliwością zmiany muzyki (przyjemna, ale nic specjalnego), przejrzeniem zdjęć z jednym żartem i przeczytanie wiadomości tekstowych na czacie grupowym, które mimo upływającej podróży nigdy się nie apdejtują (może to i lepiej, bo głównym żartem w nich jest przyciężkawa satyra o tym, że wychodzi jakaś nowa gra, ktoś z jej twórców rzucił "dowcip" o helikopterze bojowym i w ramach przeprosin studio przerabia główną postać na trans i wszystkie prace zostają wstrzymane, aż tego nie załatwią - no jaka wnikliwa intepretacja tego, co się dzieje w półświatku AAA...).
Dużo generalnie zależy od tego, czy te historyjki cię chwycą (a patrząc po recenzjach - nie jest to większość). Fajny eksperyment, ale nie polecam.

Un pas fragil - a tu z kolei eksperyment, co polecam. To 10-minutowa, urocza historyjka o żabce, która przygotowuje się do wielkiego występu baletowego. Urocza animacja, dobrze pomyślane bezsłowne instrukcje dla gracza. To banalne wskaż-i-kliknij, interaktywna opowiastka dla młodszych dzieci i ludzi, co lubią takie animowane eksperymenciki.

Lovers of Aether - jest sobie taka fantasy bijatyka, "Rivals of Aether", i z okazji prima aprilis jej twórcy wypuścili dating simulator z jej bohaterami w haj skulu. I jak na coś, co jest darmową pierwszokwietniowożartoreklamą, jest dobre! Grafika jest śliczna, humor jest zabawny, bohaterowie wyraziści, podobają mi się minigierki przerywające zabawę i proste, ale urozmaicone metody zdobywania serc adorowanych wychodzące poza "zaczepiaj na każdej przerwie". Nie dziwię się ludziom, że wołają o Steamie o pełnoprawny, rozbudowany tytuł.

Return of the Obra Dinn - wszystko, co słyszeliście o tej grze dobrego, jest prawdą. Kto by pomyślał, że granie inspektorem ubezpieczeniowym Kompanii Wschodnioindyjskiej wypełniającym raport w środku nocy na wraku będzie takie zajmujące (no, jeżeli ktoś skojarzył, że twórcą jest Lucas Pope, ten od "Paper, Please", to pewnie tak zakładał).
Wreszcie gra detektywistyczna, która testuje ogarnięcie gracza. Naszym zadaniem jest zidentyfikowanie zaginionych członków załogi i ustalenie, co się z nimi stało - to jest taka marynistyczna wersja tej zagadki z "w różnokolorowych domach mieszkają ludzie różnych narodowości palący różne papierosy", tylko znacznie prostsza, bo do prawdy można dochodzić na różne sposoby: przede wszystkim przez uważne obserwowanie scen, ale bardzo przydatna jest też wiedza pozagrowa (głównie rozróżnianie akcentów i znajomość życia na statku w XIX wieku*), kojarzenie, kto z kim się buja i wreszcie logiczna droga eliminacji. Grę przechodziło mi się dwa razy i dopiero za drugim udało mi się dostrzec niezauważone wcześniej podpowiedzi, a i tak podczas lektury forum i wiki wielokrotnie zaskakiwano mnie, jakimi metodami można było dojść do prawidłowego rozwiązania (i jeżeli ktoś z was zagra(ł), to chętnie porozmawiam o ich metodach dedukcji). Zagadki są prostsze i trudniejsze, ale niemal zawsze po ich rozwiązaniu czuje się satysfakcję.
No i elastyczność, alleluja! Niektóre śmierci są dość dyskusyjne w zakwalifikowaniu i na szczęście gra dopuszcza kilka odpowiedzi jako poprawne.
Można mieć kilka zarzutów do samego gamepleju: konieczności oglądania sceny za pierwszym razem przez pół minuty (świadoma decyzja twórców i ja ją szanuję), wlekący się promień prowadzący do następnej scenki (rozumiem, że to trochę ładuję grę i jest takim upewnaniem się, że gracz się nie zgubi, NO ALE) czy brak możliwości odtwarzania osobno głosów.
Ale zakończmy pochwałami: to jest ciekawa historia i nie chcę psuć niespodzianki, ale ma momenty, gdy robiło mi się "Surprised" - twórcy wiedzą, gdzie postawić gracza, żeby go mocno zaskoczyć, jak to zrobić, żeby gracz zobaczył najpierw ten a nie inny epizod. No i przypominają mi się słodkie czasy fazy na marynarskie opowieści, więc dla mnie samo miejsce akcji na spory plus.
Czekam na kolejną grę pana Pope'a ze stoickim urzędnikiem (lub urzędniczką - w RoOD gra losuje płeć naszej postaci przy każdym sejvie) w roli głównej.

* - przy czym tu ostrożnie, bo są niecelowe zmyłki. Nie mogę sobie przypomnieć nic, co zaciemniałoby zagadki, ale np. pojawia się tam Polak** "Olus" (zgaduję, że chodziło o "Oluś" - zgaduję, bo nieanglojęzyczne nazwiska są celowo bądź nie zmyślone), który mimo zaborów ma wpisany kraj pochodzenia "Polska".
** - absolutnie ssę w rozróżnianiu akcentów i za Chiny nie słyszę, że Oluś jest Słowianinem (i pewnie nie tylko ja, na forum Steama jest Słowak, dla którego Oluś brzmi jak Szkot, ale to by się zgadzało, bo dla niego wszyscy Polacy mówiący po angielsku brzmią jak Szkoci Wink) - w każdym razie, na liście aktorów podane jest, że głos mu podkładał Piotr Adamczyk. Mam niemal pewność, że to nie jest TEN Adamczyk, ale nigdzie nie mogę znaleźć potwierdzenia/zaprzeczenia tego info.

Misadventures of Laura Silver - visualnovelowa przygodówka tureckich studentów o Brytyjce jadącej polować do powojennej Czechosłowacji polować na wodnika. Jest trup.
Może nie jest to wypolerowana gra (zważmy, że to pierwszy, studencki projekt), która ma ambicję. Poza standardowym słuchaniem i dobieraniem odpowiedzi pojawiają się urozmaicenia, jak proste przeszukiwanie pokoju, układanie sekwencji wydarzeń, próba podejścia świadka i mocno zróżnicowane zakończenia. Lubię setting (Nieameryka z nieamerykańskim potworem, NO WRESZCIE!), lubię główną bohaterkę (balansującą między depresyjną rezygnacją a chęcią pomagania, nieumieniem w ludzi bez wpadania w pogardę, chłodnym dystansem i niecierpliwą paranoją puszczającą jej hamulce), lubię poboczne postacie, lubię humor, bardzo podoba mi się grafika. Czekam na kolejny epizod.

Lamplight City - steampunkowe AU, Ameryka u progu rewolucji przemysłowej. Ty jesteś prywatnym detektywem, którego dręczą chłodne stosunki z policją, uzależnienie i głos zmarłego partnera zza grobu domagającego się śledztwa w jego sprawie i pomsty.
Kolejna interesująca przygodówka, i to pod wieloma względami. Po pierwsze, nie ma tu tradycyjnego ekwipunku, a więc używania czy łączenia przedmiotów - całość rozgrywki sprowadza się do przewrócenia lokacji do góry nogami i umiejętnego wypytywania świadków. Umiejętnego, bo to nie jest gra detektywistyczna, w której chcesz pytać na przepadło - bywa, że wybierając niefortunny tekst rozwścieczymy świadka i zablokujemy sobie tym samym możliwość dalszego wypytywania. Bywa, że nie blokuje to drogi do ujęcia prawdziwego mordercy (bo akurat u tej postaci się nic więcej nie dowiemy albo jej wątek i tak prowadził w ślepy zaułek), a bywa, że tym samym urywa się trop. Ale nie rozgrywka, bo w LC nie da się przegrać - zazwyczaj są trzy możliwości zamknięcia sprawy (plus uznanie jej za nierozwiązywalną), po czym możemy przejść do następnej zagadki.
Sama główna historia niezbyt mnie porwała, ale lubię zagadki w poszczególnych epizodach, lubię też bohaterów i relację między nimi (wreszcie relacja glina-mająca dość partnerka, która mnie zainteresowała). No i sam klimat: steampunk i żywe tło z plotkującymi ludźmi, newsami w gazecie reagującymi na nasze poczynania, zbliżającymi się wyborami i wyraźnym motywem walki klas (bez prawośrodkowizmu, za to z mocnym dissem na bogaczy). Humor mi się podobał, podobały mi się motywy gejowskie, klimat retro przygodówki mi się podobał, no i głosy są dobrze podłożone. Polecam.

No i wreszcie wspomniane poprzednio Spirits Hunter: Death Mark - nie mam wiele więcej do dodania, tyle, że wyjaśnienie głównego wątku jest satysfakcjonujące podobnie jak trud włożony w wywalczenie dobrego zakończenia. To trudna gra, w której wskazówki są rozsiane w opisach przedmiotów, komentarzach postaci, zapiskach bohatera i uważnym badaniu otoczenia (a czasem i lekcjach wyciągniętych z porażek), a wyegzorcyzmowanie duchów wymaga ekstra wysiłku połączonego z chwytaniem się bladych wskazówek i nieszablonowego myślenia. Tak, do dziś nie mam pojęcia, dlaczego czasami to a nie inne, ale te tajemnice są w zdecydowanej mniejszości - to solidna, wymagająca uwagi przygodówka, która stawia dość wysoko poprzeczkę. Ech, szkoda, że artbook jest niedostępny w cyfrowej formie, czy nawet do kupienia poza edycją kolekcjonerską na switcha...
I jeszcze jedna uwaga: w wersji sprzedawanej na Steamie od razu wliczone jest DLC z dodatkowym śledztwem, którego akcja dzieje się w opuszczonym domu publicznym. Ponieważ to jest nie dość, że japońska produkcja, to jeszcze taka, która zdążyła się popisać idiotycznym fanserwisem, więc rozumiecie, że było we mnie sporo obaw. Tymczasem akurat ten chapter ma najsensowniejsze, zrobione ze smakiem sceny około"erotyczne", nie ma żadnych głupich komentarzy na temat przybytku czy znajdywanych tam gadżetów seksualnych, które akurat są wykorzystane z sensem. Niewiarygodne, można.
Jestem teraz na początku drugiej części, NG, na razie odczucia jak najbardziej pozytywne.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Yorika
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 1218
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 20:18, 13 Lis 2019    Temat postu:

Przybyłam by polecić telefonowe pycadełko o nazwie "The Arcana". kategoria to romans, ale bardzo przypadła mi do gustu fabuła, miłosne perypetie protagonisty dla mnie jest bardziej dodatkiem. Jak w wielu takich telefonowych gierkach, masz kilka romansowych opcji do wyboru i przezywasz fabule z różnych pespektyw. Dopiero skonczyłam jedną historię i nie wiem czy potem nie dołączy więcej postaci, ale na początek jest czworo potencjalnych kochanków męskich i dwie kobiece. Przy czym ani razu nie pada zaimek określający płeć protagonisty/tki. Dobre dla wielbicieli fantasy i tarota.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Zuza w busie do Poznania



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1924
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:37, 13 Lis 2019    Temat postu:

Można sobie chyba wybrać, jakim zaimkiem ma się posługiwać protagonista, ale pewna nie jestem, bo dawno nie grałam. Ale tak, też polecam, wciągająca historia, interesujące postacie i całkiem śliczne arty - wciąga.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:23, 14 Lis 2019    Temat postu:

Poprawcie mnie jeśli się mylę: ale ostatnio tak rozmyślałem nad tym, że jestem już trochę zmęczony ESO, Kazik grała w Wiedźmina, a ja świetnie bawię się zarówno w POE II i Fallout:New Vegas. sprawdzałem też pierwszego Gothica i jak taran uderzyła mnie myśl: Kiedy wyszedł jakiś potężny AAA fantasy crpg który zajął czołówki newsowe growych portali?

Ostatnią taką grą Biowaru była DA: Inkiwyzcja, a teraz ciągle chyba próbują naprawić to nieszczęsne Anthem. CD Projekt Red po wydaniu Wiedźmina III męczy Cyberpunka 2077. Zarówno DAI i W3 to już jednak dość stare tytuły (wiem, wiem jak ten czas leci). Inny spec od rpgów, Obsidian wydał Poe II, ale... no to nie jest gra AAA, a przynajmniej nie taki rpg z kamerą zza pleców bohatera. Teraz siedzą nad kosmicznym Outer Worlds. Bethesda... cóż, TESVI powstanie, ale po Starfieldzie, nowym ip którego data premiery to wciąż niewiadoma, a póki co kilka dni temu Skyrimowi stuknęło osiem lat.

Do głowy przychodzi mi tylko czeskie Kingdom Come (ale to bardziej historyczny crpg) i fantasy-kolonistyczny GreedFall o którym było dość głośno w dniach premiery.

I to tyle... kryzys? Znudzenie graczy? Przemęczenie twórców?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Vaherem dnia Czw 18:49, 14 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5609
Przeczytał: 191 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:41, 14 Lis 2019    Temat postu:

Chyba jesteśmy w takim momencie, że
a) oryginalna fabuła i lore - nawet jeśli możliwe - są mocno ryzykowne biznesowo, a chętnych do podjęcia tego ryzyka jak na lekarstwo,
b) rewolucja gameplayowa to niemal stuprocentowa gwarancja dotarcia wyłącznie do wąskiego grona zapaleńców, nie ma nawet mowy o ryzyku,
c) rewolucja graficzna nam już nie grozi (albo nieprędko), wszelkie ray tracingi to już tylko dopieszczanie.

Internet co chwilę straszy nowym Dragon Age, ale konkretów ciągle brak. Szczerze, to bym się nie zdziwiła, gdyby nagle się okazało, że wszystko wuj, kasujemy, nie będzie niczego.

Nie zdziwi mnie też, jeśli GTA VI wyjdzie przed TES VI [tu wstawić śmiech przez łzy].

A, właśnie, dobrze, że mi przypomniałeś o rozgrzebanym Kingdom Come...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Zuza w busie do Poznania



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1924
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 19:32, 14 Lis 2019    Temat postu:

Legend of Zelda: Breath of the Wild sprzed dwóch lat? Co prawda ekskluzywność na platformę, którą mało kto w Polsce posiada pewnie działa na niekorzyść, ale mam wrażenie, że ten tytuł akurat odbił się bardzo szerokim echem właściwie wszędzie.
No i Rufus ma rację, że aktualnie przemysł raczej nie sprzyja takim wielkim epickim tytułom. Z drugiej strony wychodzi całkiem sporo mniejszych, naprawdę niezłych gier i w zasadzie mnie to wystarczy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5609
Przeczytał: 191 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:39, 15 Lis 2019    Temat postu:

Łykęd, proszę państwa. Zaczynam porządkować te wszystkie napoczęte dawno temu notki (kogo próbujesz oszukać, "notki" składały się w większości tylko z tytułów ;____;), pierwsza porcja wrażeń z ostatniego prawie roku. Część pierwsza, kolejność przypadkowa.


Nadszedł czas na horror z nieco lepszym budżetem, czyli Vampyr. Trudno mi o nim pisać, bo raz, że produkcja jest całkiem popularna i co mieli napisać o tym tytule, to już wszyscy napisali, dwa, dla odmiany będę unikać spoilerów, jako że mimo wszystko chyba warto po Vampyra sięgnąć. Pamiętam, jaki był na niego ogromny hajp i jak bardzo produkcja rozminęła się z oczekiwaniami chyba wszystkich. Ja też spodziewałam się czegoś innego, nawet z tą świadomością. Ale (najpewniej dzięki ostudzeniu zapału przez grających wcześniej) to, co dostałam, zdecydowanie nie było dla mnie rozczarowujące.

Mamy całkiem niezłą historię, ciekawe, choć nie oryginalne lore i odrobinę banalnego craftingu (tak w sam raz). Zaczynamy Traumą i Wyrzutami Sumienia, działamy altruistycznie i przeprowadzamy śledztwa z egoistycznych w gruncie rzeczy powodów, znajdujemy znajdźki i bijemy coraz to wymyślniejszych wrogów. Czasem coś/kogoś zjemy. I ględzimy, ględzimy, ględzimy. Miasto jest immersyjne, postaci nieco mniej. ([link widoczny dla zalogowanych])

Podobało mi się zbieranie informacji o ludziach, różne metody odkrywania ich sekretów. Eksploracja miasta też była przyjemna... do czasu, gdy trzeba było się wracać, przedzierać po raz enty przez hordy zrespawnowanych wrogów. Z czasem Jonathan stawał bardziej spragniony punktów szybkiej podróży niż krwi.

Straszono, że gra jest trudna bez zjadania ludzi – no więc niespecjalnie. Straszono, że będą problemy z ostatnim bossem – to przedostatni mnie sponiewierał tak bardzo, aż skwierczało przypalanym nieumarłym.
Zakończenie liczę bardzo-bardzo na plus, obyło się bez dhamatycznych scen śmierci w imię wzruszania najprostszym chwytem czy cholerawieczego. *radośnie macha w kierunku innego forumowego tematu – o zbędnych śmierciach*

Lista achievementów próbuje serwować moralniaki i mam co do tego mieszane uczucia. Chodzi o "Ani razu" - nie zabijesz nikogo przez całą grę. Brzmi całkiem szlachetnie? No więc acziwka nie będzie, jeśli użyjemy w pewnym momencie hipnozy w dobrej wierze i/lub nie zamienimy w wampira podłego starca, który i tak ma lada dzień wyciągnąć kopyta z przyczyn naturalnych. Problem jest taki, że achievement przestał dla mnie być satysfakcjonujący.

Fun fact: jako padowy noob spacerowałam padem, ale bić musiałam z pomocą klawiatury.


Kolejna pozycja na liście to gra, której długo nie mogłam zmęczyć, czyli Silence of the Sleep. Bardzo dawno nie grałam w 2D (nie licząc Indygo, zwłaszcza że SotS zaczęłam dużo wcześniej), a w połączeniu z ciężkim, dusznym klimatem warstwy audiowizualnej zrobiło się bardzo sentymentalnie. Pisane dialogi, zagadki o różnym stopniu trudności, spokojne, refleksyjne sekwencje przeplatane zabawą w chowanego z potworami. Co więc utrudniało mi przejście? Toporna mechanika. Naprawdę nie wiem, co ta gra by straciła, gdyby wywalić/skrócić bieda-berka, w którego nawet nie bardzo umiesz się bawić, bo sterowanie bywa, delikatnie mówiąc, niesprzyjające. Nie przesadzę, jeśli powiem, że przygodówki na Commodore były płynniejsze.

Pretekst do fabuły znamy bardzo dobrze – alkohol i przeniesienie akcji poza rzeczywistość. Grę zaczyna się od skoku w przepaść, a wędrówka bohatera to bardziej przeprawa przez czyściec, a nie majaki na szpitalnym łóżku. *wspomina bez rozrzewienia jeden tytuł na H...* W dodatku wszystkie te informacje, to jest co się stało naprawdę, nie zostają podane na tacy w pierwszych minutach, a na samym końcu. Nieco zbyt skondensowanie, ale jestem w stanie to wybaczyć, w końcu grę tworzyła jedna osoba, i to debiutująca. A dobre wrażenie pewnie ze mną zostało, bo... zupełnie o tym zakończeniu zapomniałam, musiałam się wesprzeć jutubem. Very Happy


The Hat Man: Shadow Ward chwyta za serce od pierwszych minut. Grafika, mechanika, fabuła, nietuzinkowość, saspęs... Akcja zaczyna się w windzie. A jak powszechnie wiadomo, bardziej od wind w horrorach kocham tylko kanały. Przedmioty, które musisz podnieść, żeby wykonać zadanie, nie chcą się odkleić od podłogi za nic, a na plecach już czujesz oddech Człowieka-Kapelusza ([link widoczny dla zalogowanych]), bogowie, co robić... o, karteczka.
Recenzje na steamie nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia z dziełem wybitnym:
"dobra cena to jakości gry".
"Kupujesz grę w promocji, nabijasz steam karty, sprzedajesz je za więcej niż kupiłeś grę. Jesteś do przodu o jakieś 5 centów".
"Just a waste of a few cents. Buy a soda".
"Got this game for free and still feel like I paid too much for it".
"more like a computer students midterm project".
"Played this game for 4 minutes, had to go play another minute just so I could write a review on it. Worst minute ever".
"Best alt+F4 simulator".

Ale hej! Przynajmniej kible nie znikały.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Rufus dnia Pią 20:40, 15 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
cayce pollard
Harry Slytherin Gryffindor Merlin Potter



Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 104
Przeczytał: 29 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 17:28, 17 Lis 2019    Temat postu:

Vaherem napisał:
Teraz siedzą nad kosmicznym Outer Worlds.

Drobna poprawka -- już nie siedzą, już go wydali (premiera była 25 października), a ja już zdążyłam go przejść i naprawdę szczerze polecam. Jest tam wszystko, co Obsidian pokazało, że umie, przy okazji Fallouta: New Vegas -- są znakomite dialogi (poważnie, ktokolwiek je pisał powinien natychmiast dostać awans i podwyżkę), niezła fabuła, wybory gracza, które coś znaczą, żywi i ludzcy towarzysze (niektórzy lepsi, niektórzy gorsi, ale ogólnie trzymają poziom) ciekawy, ale nienachalny świat do eksplorowania... Cud, miód i orzeszki. Nie widziałam zbyt dużo hype'u na tę grę i szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego. Moim zdaniem to najlepszy AAA crpg od dawna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:32, 20 Lis 2019    Temat postu:

Hajp na Outer Worlds umarł, gdy Obsidian dał rok wyłączności dla Epica. Plus ten doskonały kreator przy widoku z pierwszej osoby...

No i zapomniałem o Zeldzie, to zupełnie nie moja bajka, ale ta gra faktycznie była hitem.

Nie zgodzę się jednak z tym, że obecna sytuacja na rynku nie sprzyja takim tytułom. Otwarte światy osiągają szczyt popularności (i chyba wszyscy mają ich trochę dość), ciągle powstają gry wielkie (RDR2, AC: Odyssey)... tylko nie żadne nowe fantasy. A przecież to niby takie.... proste, podstawowy setting wręcz. A jak się patrzy na premiery które przed nami: Cyberpunk 2077, VtM: Bloodlines 2, Starfield (kof, kof).

Czego deweloperzy nie zrobią, zrobią gracze. Ostatno trafiłem na steamie na Enderal: Forgotten Stories - mod do Skyrima, dostępny w sklepie jako bezpłatny tytuł (wymaganie jest posiadanie Skyrima). Nowy świat, nowe mechaniki, przerobiony system skilli, profesjonalni aktorzy zatrudnieni do dubbingu. Będę musiał dać temu kiedyś szansę.


Cytat:
Fun fact: jako padowy noob spacerowałam padem, ale bić musiałam z pomocą klawiatury.


Ja miałem tak z początku w Arkham Origins. Uparłem się na granie padem, bo dużo osób twierdziło, że tak jest wygodniej. I faktycznie po ciężkich początkach grało się naprawdę dobrze. Ale... trudno mi chodzić na padzie. Mojego Batmana zawsze trochę znosiło w jedną stronę. Było jednak na tyle dobrze, że rozważam dzięki padowi powrót do AC Black Flag albo Remember Me. Czegoś, gdzie nie ma spluw, bo strzelania na padzie sobie nie wyobrażam.

E: Kurcze, szkoda że pierwszy Gothic (mam w planach przejście kolejny raz części 1-2 i po raz pierwszy 3) nie obsługuje pada.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Vaherem dnia Śro 23:46, 20 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Zuza w busie do Poznania



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1924
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:02, 21 Lis 2019    Temat postu:

Myślę, że problemem przy tworzeniu takich dużych epickich fantasy może być też to, że w zasadzie są tylko dwa wyjścia - albo tworzysz jakiś świat zupełnie od podstaw, a to jednak wymaga sporych nakładów pracy, żeby było interesujące i trzymało się kupy, albo licencjonujesz już istniejące twory, co z kolei nie zawsze jest możliwe. No, ale ja tak sobie gdybam, nie jestem znawcą czy coś. Razz

W zasadzie o tej Zeldzie pomyślałam głównie dlatego, że sama ją aktualnie ogrywam (no, dostałam kwartalną w pracy, to kupiłam Switcha xD). Mam wrażenie, że ludzie zapominają o tej serii, bo w naszych rejonach Nintendo nie jest aż tak kultowe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Głowa w szafie



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2374
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 71 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 12:36, 27 Lis 2019    Temat postu:

Cytat:
Przybyłam by polecić telefonowe pycadełko o nazwie "The Arcana".

O "The Arcana" słyszę mnóstwo dobrego i mam tę grę na nadajniku... tyle że nie mam możliwości grania na telefonie. Gdzieś mi się obiło o uszy, że planowana jest wersja na PC, ale to chyba plota, bo nie mogę nic oficjalnie znaleźć (poza tweetem sprzed roku, że na razie skupiają się na samej grze, a potem będą myśleć o przenoszeniu na inne platformy).

Fantasy crpg to niezbyt moje klimaty, ale czy naprawdę jest tak źle? "Divinity: Original Sin 2" wyszło dwa lata temu, o pierwszej i drugiej części głośno było. "Tyranny" gorzej oceniane, ale też swoją chwilę miało - z 2016. To mi pierwsze przyszło do głowy, bo co chwila się w ten czy inny sposób na te dwa tytuły się natykam, a w ogóle nie siedzę w temacie.
No chyba, że za kryzys i zmęczenie materiału uznajemy, że co roku nie wychodzi nowy wielki tytuł.
(Nie, jako fan gadanych przygodówek i visual novels wcale nie mam skrzywionej perspektywy i wcale nie jestem salty.)

Cytat:
A przecież to niby takie.... proste, podstawowy setting wręcz.

W sensie wyboru gatunku - jak najbardziej. W kwestii "coś bardziej oryginalnego, niż drużyna człowiek-krasnolud-elf" - no jednak trzeba się orobić, żeby wymyślić coś przyciągającego.

Rufusie, po twoim opisie wnoszę, że "Vampyr" jest dokładnie tym, czego mi się spodziewało Very Happy Mam na liście życzeń (czego ja tam nie mam...), kiedyś chętnie obczaję.

(Ach, to mi przypomina dodatkowy plus z update'u steamowej biblioteki - darmowe gry zostają na liście nawet po odinstalowaniu, teraz trzeba doklikać, że mają wylecieć z biblioteki.)

Cytat:
Z czasem Jonathan stawał bardziej spragniony punktów szybkiej podróży niż krwi.

Uf, prawie czuję zmęczenie, jakby to mnie zmuszono do przedzierania się od punktu A do B.
EDIT: Czy też raczej punktu A+ i B-!... *badam tsss*

Przy czytaniu recenzji "Człowieka-Kapelusza" aż mi się łezka w oku zakręciła. A screen transformacji w Człowieka-Połykacza Żarówek przypomniała mi, że znam tę grę z letsplejów. Co za męczące, niedorzecznie trudne byleco na podstawie edgy [link widoczny dla zalogowanych] (już nie pamiętam, czy cokolwiek miały ze sobą wspólnego?). O, ktoś zrobił o tym dokument.

Cytat:
(no, dostałam kwartalną w pracy, to kupiłam Switcha xD)

Zazdro mocno ;_; I jak ogólnie wrażenia?

Dobra, wczoraj Stardew Valley miało Wielki Update. Jeszcze nie było grane, ale sama lista robi wrażenie: ponad 60 nowych przedmiotów, nowa mapa farmy, nowe eventy (w tym specjalne małżeńskie), ponad 20 nowych fryzur, prawie dwieście nowych koszulek, stawy rybne, nowy cel w budowie farmy, 14 nowych kawałków muzycznych, nowe potwory, nowe apgrejdy w kowala, 3 rasy kotów/psów do wyboru... Aż sobie nowy zapis zrobię.

I tak, to jest Update. Żadne DLC, wszystko za free. SV było wielkim sukcesem i wszyscy byli z tego tytułu zadowoleni, koleś mógłby spokojnie się zabrać za coś innego i zamknąć temat gry wydanej cztery lata temu, albo sobie zawołać coś za ten przyrost kontentu. Ale nie. Jak ja gościa szanuję, od razu chce się kupić merch w ramach wsparcia. A już na pewno jest to mój pewniak w kategorii "Owoc Miłości".

A, bo są już Nagrody na Steamie. I znowu będzie przyznawanie na ślepo, bo VR 2019 i MultiPlayer 2019. Ale są i fajne, jak statuetka za fabułę, styl wizualny i "najlepsza gra, w której jesteś do bani".
BTW, to steamowe nagrody dały mi kopniaka, żeby zacząć pisać recenzje na Steamie (pierwszą było "Grim Fandango" - przechodzę jeszcze raz, to i recenzje się zaktualizuje).

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kazik dnia Śro 12:48, 27 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:56, 27 Lis 2019    Temat postu:

Kazik, ale właśnie nie o tytuły w stylu Divinity 2 czy Tyranny mi chodziło. Bo to nie są tytuły AAA, a już na pewnie nie budżetowy Tyranny po którym widać, że powstało z odpadków po Pillars of Eternity. Chodziło mi o taką wagę ciężką jak The Elder Scrolls, Dragon Age, Wiedźmin... no i Zelda. Rewa ma racja, w ogóle nie pomyślałem o tej grze, bo... nie wiem, to taka japońska egzotyka?Razz

Dodane darmówki zostają w bibliotece? OCH BOY. Lecę, pędzę dodawać.

Btw, przyzwyczaiłem się do nowej biblioteki i po małych liftingowych zmianach (lista zrobiła się czytelniejsza niż w pierwszych dniach, zauważyliście?) nie chciałbym wracać do starej.

Nagrody steama... mam problem. Nominacje dotyczą w większości tytułów z 2019, a ja mam taki tylko jeden... Imperator: Rome, w którego tak naprawdę nawet nie grałem, odpaliłem tylko by sprawdzić jak wygląda menu i mapa. Razz


E: Jeszcze coś o wyprzedaży na Steamie: [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Vaherem dnia Śro 17:23, 27 Lis 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Zuza w busie do Poznania



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1924
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:06, 29 Lis 2019    Temat postu:

Kazik napisał:
Cytat:
(no, dostałam kwartalną w pracy, to kupiłam Switcha xD)

Zazdro mocno ;_; I jak ogólnie wrażenia?


Bardzo pozytywne. Technicznie bardzo przyjemnie, trochę małe przyciski, więc trzeba się przyzwyczaić, ale układ przycisków podobny jak na padzie do Xboksa, więc bardzo wygodny. No i można się rozwalić na kanapie w dowolnej pozycji i grać, więc idealne jak człowiek jest zbyt zmęczony, żeby siedzieć prosto przed kompem. :P

Największy problem? Ceny gier. Czasem się zastanawiam, którą nerkę sprzedać, żeby mnie było na nie stać. Chyba prawą, bo mi już dwa razy wywinęła numer z pogotowiem. Ale serio, na Switcha nawet porty starych gier kosztują krocie, taka Zelda w regularnej cenie to 289zł, Skyrim 249zł, indyki w stylu Untitled Goose Game chodzą po około 80zł i niespecjalnie chcą tanieć, nawet po dwóch-trzech latach. No cóż, zamiast rozpieprzać kasę na głupoty, rozpieprzę ją na... inne głupoty? Dzisiaj Black Friday, może wpadną jakieś spoko przeceny.

Na razie ograłam Untitled Goose Game, które jest przeurocze i daje o wiele więcej frajdy, niż taka gra dawać powinna, gęganie na ludzi jest niemalże katartyczne. xD
Teraz ogrywam Zeldę: Breath of the Wild i również bardzo mi się podoba. Jest w tej grze coś typowo japońskiego, to znaczy dużo grindu, eksploracji, może to czasem trochę sztucznie przedłuża rozgrywkę (HLTB na main story to jakieś 50 godzin, a to raczej więcej niż mniej, zważywszy, że wśród zachodnich gier ostatnio nawet rpgi często bywają w granicach 10-30 godzin), ale nie jest nieprzyjemne, tzn. ja lubię grind i eksplorację, bo to dla mnie taki miły odmóżdżacz, kiedy naprawdę chcę poobcować z konkretną grą, ale jestem zbyt wymięta psychicznie, żeby przyswajać fabułę. :P No i gra daje jakąś taką dziwną satysfakcję, kiedy np. uda ci się samodzielnie rozwiązać jakąś zagadkę albo ubić jakiegoś bossa (ja kompletnie nie umiem w walkę w tej grze, tzn. walka generalnie ma bardzo proste założenia, ale ja mam chyba dwie lewe ręce xD). I są w tej grze postacie, które według wszelkich przesłanek powinny mnie irytować, ale nie - wywołują bardzo pozytywne rozczulenie, jak chociażby Hestu - uroczy drzewo-brokuł, który powiększa ci ekwipunek za ziarenka, jest kochany i nie dam go skrzywdzić. Btw. same ziarenka też dają przeogromną satysfakcję, większą niż powinny lol, bo żeby je znaleźć, trzeba zauważać drobne rzeczy w świecie gry - np. w jednej wiosce stoi w rzędzie pięć miseczek, w czterech leżą jabłka, czwarta jest pusta; dostaniesz ziarenko, jak włożysz jabłko do pustej miseczki. Kurczę, chyba najbardziej mi się w tej grze podoba to, że pozwala się tak cieszyć z małych rzeczy. xD

No i generalnie mam wrażenie, że samo posiadanie tej konsoli otwiera mnie trochę na takie rejony growego świata, w których zwykle nie bywałam - tu jest naprawdę dużo typowo japońskich rpgów, a przyznam szczerze, że jedyną japońską grą w jaką w życiu grałam było Final Fantasy VII, do którego usiadłam dopiero początkiem tego roku, jak mi psiapsióła zrobiła Family Share'a na Steamie, więc to dla mnie coś kompletnie nowego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 14:10, 01 Gru 2019    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

Moje nominacje w nagrodach steam. Oh boy, to było trudne. Tylko się nie śmiejcie. I jeśli intryguje was dlaczego w danej kategorii akurat ten tytuł, to śmiało zadawajcie pytania. Może wymyślę nawet sensowne odpowiedzi. XD


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Zuza w busie do Poznania



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1924
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 15:06, 01 Gru 2019    Temat postu:

O, to wrzucam też swoje: [link widoczny dla zalogowanych]. Jedyną kategorią, z którą miałam jakikolwiek problem, był VR, bo generalnie NIE JARA MNIE VR, w ogóle, skończcie z tym VRem, to nie jest ani trochę fajne, you can't change my mind. Ale poza tym było bardzo łatwo. :P

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Głowa w szafie



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2374
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 71 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:20, 01 Gru 2019    Temat postu:

Oj, mnie też nominacje w tym roku sprawiły duży problem (i mam przeczucie, że mówię tak co roku...): co mi się wydawało, że wyszło w 2019, okazywało się być sprzed roku czy dwóch lat.

Po pierwsze, "Najlepszą grą" zostało u mnie "Ace Attorney", co jest straszliwym oszukaństwem, bo to przecież tytuł sprzed prawie 20 latu. No ale wyszedł w tym roku jako trylogia, więc technicznie się łapie i system dopuszcza zagłosowanie ¯\_(ツ)_/¯
Ogromny problem przy VR (nie gram i nawet z letsplejów nic mi nie przychodziło do głowy) i z multiplayerem. No żywcem co mi się nasunęło, okazywało się być z 2018, w końcu udało mi się wymyślić "River City Girls". W innowacjach stanęło na "Whispers of the Machine" - nie jest to nie wiadomo jaki przełom i rozsadzająca czaszkę inwencja, ale i tak w dziedzinie przygodówek to był fajny eksperyment. Zgadzam się ze wstawieniem w to miejsce "Disco Elysum", ale ponieważ czuję (czuję, bo się nie grało), że tak czy inaczej ta gra wyląduje w eliminacjach, to dam WotM trochę miłości.
Gra ze znakomitą fabułą/gra w której ssiesz - w sumie "Spirits Hunters: Death Mark" i "Spirits Hunters: NG" mogłyby być naprzemiennie: obie mają solidne historie i podhistorie i obie wbrew pozorom są trudne - zdobycie dobrego zakończenia o własnych siłach wymaga sporo determinacji.
Wreszcie "Znakomity styl wizualny": tu zagwozdka, bo konkurencja była ostra. Tak, wybrane przez Rewę "Gris" było brane pod uwagę, ale jednak serduszko dla znacznie mniejszego "Later Alligator".

Cytat:
bo żeby je znaleźć, trzeba zauważać drobne rzeczy w świecie gry - np. w jednej wiosce stoi w rzędzie pięć miseczek, w czterech leżą jabłka, czwarta jest pusta; dostaniesz ziarenko, jak włożysz jabłko do pustej miseczki

Rety, jak to brzmi uroczo i relaksująco. Zagadki w tle > questy "przynieś mi siedem sztuk wilczego sadła".

Jeszcze w temacie bibliotek, szalenie podobają mi się te ilustracje w górny pasku na stronie gry. Wiadomo, że nie każdy ma coś szczególnego, ale i tak potrafią zachwycić, często nawet pomysłowością.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kazik dnia Pon 11:50, 02 Gru 2019, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5609
Przeczytał: 191 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 20:28, 02 Gru 2019    Temat postu:

Jeszcze w temacie fantasy RPG: Brakuje czegoś z grupy TPP/FPP, rzut izometryczny jakoś nie bardzo. Wink Niedosyt na rynku widzę w jeszcze innych kwestiach:
a) Pokolenie, które przechodziło pierwsze produkcje 3D, jest już mocno dorosłe, wiele tytułów za nimi, żeby nie powiedzieć, że zblazowali Razz trudno dostarczyć im coś, z czym jeszcze nie obcowali (tylko troszeczkę się powtarzam, tylko troszeczkę...).
b) Wszystko teraz musi być bardziej, w tym czas gry. Mam wrażenie, że tytułu na ok. 50 godzin ze świecą szukać.
c) Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: to nie z graczami liczą się korporacje. Duży single player może i doda splendoru, ale nie gotówki. Nie w ilościach, jakie je satysfakcjonują. Cały czas dostajemy potężną chałę, afera goni aferę, a cały czas nie tracimy nadziei, że może coś zmieni się na lepsze.
Już wiem, że kupię DA IV, bo mnie wezmą głodem i sentymentem, i nawet jak wypuszczą miernotę, to prawdopodobnie nic lepszego nie będzie na horyzoncie w tym czasie.

Pasuję z nominacjami w tym roku, nie grałam w nic nowego, ani nawet za bardzo nie śledziłam rynku.


A jako że przez ostatnie półtora tygodnia walczyłam z systemem i to niestety dosłownie, opowiem wam krótką historię o mistrzostwach świata w programowaniu.
Parę miesięcy temu przeniosłam się na dyski SSD. Wygoda, prędkość, komfort. Postawiłam system na nowo i przy okazji wysprzątałam cały gruz, jaki się nagromadził przez lata. Prawie jak nowy komputer.

Nasłuchałam się ostatnimi dniami muzyki z pierwszych Asasynów, naszły mnie sentymenty i postanowiłam odpalić którąś, którąkolwiek część.
Na pierwszy ogień poszła IV, bez pada była niegrywalna dla mnie, ale pad się pojawił, mogę dać wreszcie szansę tej odsłonie. Pobrałam przez Ubi, wywala mnie do pulpitu po obwieszczeniu, że zespół jest wielokulturowy. Pobrałam przez Steam - to samo. Dziadostwo, nie mam zen na mocowanie się z jakimś konfliktem platform, pobieram Origins, które jest na samym Uplayu. Instalacja kończy się powodzeniem. Co z tego, skoro nawet launcher nie chce odpalić, więcej, w międzyczasie serwery Ubi spadają z rowerka i tyle z prób grania. No trudno, nie przejdę żadnej z pięciu wciąż nietkniętych części, to chociaż pospaceruję po Jerozolimie, jedynkę mam DRM free, żodyn nie będzie mi dyktować jak żyć. Instaluję, odpalam, tworzę nowy profil, start. Coś długo się wczytuje... zdecydowanie za długo. Pamiętam, że na laptopie gra nie odpalała się normalnie, trzeba było ręcznie wybierać DirectX. Może to jest trop. Zmniejszam rozdzielczość, pyk, gra zamraża komputer na amen.

Za dużo tego szczęścia naraz, musi być jakiś wspólny mianownik, dlaczego nic nie rusza dalej. Ale próbuję jeszcze po kolei. Próbuję różnych ustawień, za każdym razem Windows z troską pyta, czy program działa poprawnie. Ten sam program, który sekundy temu wysypał się na ryj. Black Flag rusza w trybie zgodności z Win98, ale Edward na plaży ma ciężkie drgawki. Tak nie można grać. Po spektakularnym sukcesie (to jest uruchomieniu gry) troubleshooter pyta, czy coś konkretnego pomogło, na liście rozwiązań nawet nie ma możliwości wskazania trybu z 98. Później się z wami poszarpię, wracam do jedynki.

Jedynka okazuje się działać po przeniesieniu na dysk C i już na dzień dobry moje uszy masakruje polski dubbing. Oessu. Stęskniłam się. Ale nie może być tak, że gra ląduje na C, trzeba kopać dalej.
Origins okazuje się najbardziej oporne na wszystkie sztuczki. Po przeczytaniu tysiąca postów w różnych zakątkach internetów nie jestem ani o krok do przodu. Najpopularniejsze lekarstwo na bolączki Ubisoftu, to jest reinstalacja bibliotek visual C++, nie pomaga na żadną odsłonę. Nie pominęłam niczego przy przeprowadzce na nowy dysk, sprawdziłam sto razy, a przecież wcześniej wszystko pięknie działało, i na Win7, i po aktualizacji do 10.

[link widoczny dla zalogowanych]
Tak, dobrze widzicie. AC nie działają na dyskach dotkniętych Windows Storage Spaces, technologii wprowadzonej z Win8. Od tego czasu minęło SIEDEM LAT, a w Ubisofcie nadal nie ogarnęli, co z tym fantem zrobić.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Rufus dnia Pon 20:29, 02 Gru 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Głowa w szafie



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2374
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 71 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 14:55, 04 Gru 2019    Temat postu:

Cytat:
Najpopularniejsze lekarstwo na bolączki Ubisoftu, to jest reinstalacja bibliotek visual C++

Moim hot trickiem na bolączki Ubisoftu jest nieposiadanie jego gier Wink Oj, Ubi Ubi... Please immediately change.

Podziwiam determinację i informatyczną orientację. Ciekawe, jak do końca tej drogi miałby dotrzeć ktoś, kto nie zna się na komputerach i chciałby sobie po prostu poskakać po budynkach bez przeprowadzania śledztwa...

Ja przychodzę z innym bólem: trylogią Light Steven Universe. Fajne RPG będące dla fanów o tyle gratką, że współtwórcą scenariusza jest Sugar (twórczyni show), więc wiecie, nie byle co (zwłaszcza trójka, która jest teraz pomostem między ostatnim sezonem a nowym filmem). I to jest najdziwniejsza seria pod względem dostępności na platformy, jaką znam.
Pierwsza część, "Attack the Light", to mobilniak, wyszedł na Androida i bodajże Kindla. Druga, "Save the Light" - PC, Xbox, PS4, Switch. Z kolei najnowsza, "Unleash the Light"... ekskluziw na Apple Store. Na razie zero jakichkolwiek informacji, by miał trafić na inne platformy.
Dlaczego tak się stało.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kazik dnia Śro 15:06, 04 Gru 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Głowa w szafie



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2374
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 71 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:10, 13 Gru 2019    Temat postu:

Portalowa ciekawostka: GLaDOS doprowadzająca [link widoczny dla zalogowanych]. Może nie słuchajcie przy gorszym humorze.

Jeszcze raz o zaletach stemowej biblioteki: ten pasek z ogłoszeniami updejtów posiadanych gier jest niesamowicie poręczny. Wszystko w jednym miejscu, bez konieczności łażenia po bibliotece „a nuż coś ciekawego w tym tygodniu dodali”, bez konieczności przechodzenia na nową stronę.
Wczoraj wyszła ostatnia część Shovel Knight – obiecane King of Cards plus wyklute w trakcie Showdown. Dla przypomnienia: od kampanii na Kickstarterze minęło sześć lat. Choć gry można kupić osobno, wszystkie są w jednym pakiecie „Treasure Trover”. TT kosztuje 143 zł (czyli… niecałe 30 zł na, jak najbardziej pełnoprawną, grę!), a jeżeli ktoś kupił go wcześniej, to kolejne tytuły dostaje za darmo. Przecież to jest poziom robienia dobrze graczom, który w 2019 roku (gdy DLC, bety-darmowe testowanie gry i hazardowe skrzynki to norma) wydaje się utopią z kosmosu. W stemowym „Owoc miłości” Stardew Valley dostało mój głos, bo na chwilę zapomniało mi się o SK – może tyle dobrego, że wybranie pomiędzy tymi tytułami było naprawdę problematyczne…

Bethesda, you did it again - dawno niekupiona przeze mnie gra nie sprawiała mi tyle radości. Bug, w którym przeładowywanie broni uszkadza ci pancerz? No złoto. Nie mogę się doczekać tego wielkiego updejta z nepecetami i wszystkim.

Tak więc Game Awards 2019. Dla mnie mniejsza o nominacje (fajnie, że "Disco Elyslum" tak bardzo wyróżnione i okraszone publicznie Marksem, szkoda, że "Untitled Goose Game" tak słabo mimo sporego zaznaczenia się w środowisku graczy, Nintendo rozwalcowało w tym roku kategorię gry familijne), bardziej zapowiedzi: Hellblade II, Ori and the Will of the Wisps (czy poprzedniczka nie jest jedną z nielicznych gier, które doprowadziły Rewę do płaczu?), no i przede wszystkim THE WOLF AMONG US 2, BABY! Jednak nadzieja umiera ostatnia.
Z niekontunuacji moją uwagę zwróciło Humankind (bo wygląda jak połączenie Civki z Simsami Very Happy) i Weird West, bo mocno liczę na coś w stylu „Deadlands” (najlepsze RPG ever dont czejndż maj majnd).
Skoro w temacie RPG jesteśmy… Trailer do D&D: Dark Alliance jest bardzo ucieszny w swojej niezgrabności Very Happy

1. Tyle z ogłoszeń, teraz mój giereczkowy tydzień. Przede wszystkim Battle Chef Brigade, połączenie zawodów kulinarnych z light fantasy, RPG z „łącz klejnoty”. Tytułowa Brygada to elita kucharzy-ambasadorów/naukowców/wojaków zajmująca się polowaniem na potwory i pichceniem z nich smakołyków – by do nich dołączyć, trzeba się wykazać w wielkim turnieju. Czy Mina, kuchcik ze wsi znający tylko rodzinną restaurację, ma to „coś”, by zostać brygadzistką?
Ta gra to czysty fun: potyczki dzielą się na polowanie (prosta bijatyka), w którym wybiegamy z kuchni i kolekcjonujemy składniki i kucharzenie, gdy wbiegamy do kuchni i próbujemy połączyć zebrane truchła tak, by było dobrze. To dużo prostych elementów, które złączone do kupy wymagają skupienia: trzeba pamiętać o uwzględnieniu w daniu składnika dnia, o preferencjach smakowych sędziów (dominacja klejnotów danego koloru), o unikaniu trucizny, o dodatkowych punktach za warunki zawarte w książkach eksperckich… no i żeby wyrobić się czasowo. To wymaga dobrego planowania, ale nie przytłacza. Wciągający gameplej wspierają sympatyczne postacie, lekka fabuła i śliczna grafika (designy! kolory! tła!).
Nie jestem typem, którego kręci nabijanie rangi, dzienne rankingi i temu podobne – no ale okazało się, że arty w tej grze odblokowuje się właśnie w ten sposób… I mnie wciągnęło. Nie ma na szczęście online rozgrywki, ale są dzienne czelendże, tryb survival i lokalny pojedynek. Przyznaję, że jest mi teraz nawet trochę za prosto, przechodzę teraz tryb fabularny na hard mode i jak na razie bez większych wyzwań czy przegranych.
Największa wada tej gry jest personalna i dotyczy niestety wszystkich wciągających mnie „połącz klejnoty” – śnią mi się po nocach, i to tak niefajnie, bo w snach nie mogę ich połączyć jak trzeba i mocno mnie to frustruje.

2. Art of Murder: Sztuka Zbrodni (a może Sztuka Zbrodni: Art of Murder?), przygodówka z 2007 (polskiego studio, ale mam angielską wersję językową). Nie jestem fanem, delikatnie mówiąc.
Świeżo upieczony kurczaczek-agentka Nicole melduje się na służbie w terenie. Jej pierwsze zadanie – przynieść koledze kawę. Seksistowsko-protekcjonalna komenda kończy się postrzeleniem kolegi przez nieznanego sprawcę i oddelegowaniem Nicole do szukania seryjnego mordercy kasującego kolejnych bogatych, białych mężczyzn w inkaskim stylu.

Dobra, umówmy się, że dalsza część to będzie jeden wielki spoiler, kto chciałby samodzielnie poznać uroki tej gry, niech nie czyta. I reszta niech też nie czyta, bo to ma kilka stron w Wordzie.
Akcja zaczyna się w nowym biurze (która wygląda jak siedziba start-upu z tymi kolorowymi szybami) FBI w Nowym Jorku – luzem wiszące kable, drabina na korytarzu, kartony przy wejściu, te klimaty. Niestety, zaginęło gdzieś pudło z pracownikami, bo całe biuro to Nicole, jej partner Nick, sekretarka i szefu. Ja wiem, że gra swego czasu i trzeba się liczyć z technicznymi limitami, ale uważam, że też sztuką przygodówek było dopasowanie historii do tych ograniczeń – np. w „Grim Fandango” pustki na ulicach wyjaśniało to, że przeta mamy Dio de Los Muertos i kto mógł pojechał odwiedzić krewnych.

Brak personelu tłumaczy też inne kwestie: na przykład włączenie do służby androida wczesnej generacji. Nicole to protagonistka z najbardziej nienaturalnym głosem, jaki mi się słyszało – przysięgam, że moim pierwszym wrażeniem było „kurde, aż tak przyoszczędzili, że do dubbingowania zagonili Ivonę?!”. Roboci głos ładnie komponuje się z nienaturalnymi reakcjami, zupełnie, jakby Nicole przeczytała podręcznik „Jak się zachowywać, by ludzi uznali cię za swoją” i wykonywała z niego ćwiczenia praktyczne.

Ale wróćmy do naszej historii: przed wyruszeniem w drogę należy napisać raport. A przed napisaniem raportu trzeba dogadać się z szefem do oporu – z niewiadomych przyczyn dialog nie może się potoczyć raz a dobrze, trzeba kliknąć na postać 5-6 razy, by skończyć z nią rozmawiać. Jeżeli nie chcieli wszystkiego jednym ciągiem (ach, kto nie zna chwil, w których słuchasz bardzo ważnego dialogu bez możliwości pauzy, a tu krzyczą na dole, że musisz natychmiast zejść bo paczka/telefon/ziemniaki…), to co złego w starym dobrym „wybierz temat rozmowy z listy”?
Ale raport. Główna bohaterka daje mi do zrozumienia, że nie mogę napisać go bez pomocy Nicka, eks-partnera zamordowanego i mojego aktualnego partnera. Nick nie pojawia się od tygodni w biurze, nie odbiera telefonów, nikt nic nie wie. Na tablicy korkowej znajduje karteczkę z jego numerem – faktycznie, nie odpowiada. Kręcąc się bez pomysłu (do naszego biura przylega składzik – agentka mówiąca na widok luminolu/gumowych rękawiczek/torebek na dowody „nie mam pojęcia, do czego to służy” napawa mnie smutkiem) zagaduję jeszcze raz do sekretarki i dopiero teraz mogę się dowiedzieć, że numer na tablicy jest nieaktualny, masz tu prawdziwy. Gość dalej nie odbiera, dostajemy smsa „daj mi się ogarnąć, potem ci wyjaśnię”. Ok, to mam typa szukać?... Nie, dopiero teraz okazuje się, że jak najbardziej ten raport bez Nicka da się napisać. ok. Piszemy i zostajemy oddelegowani do sprawy inkaskiego mordercy.

Nicole jedzie do muzeum sztuki prekolumbijskiej w poszukiwaniu ceremonialnego noża. Na wystawie spotyka kustosza, który… po odwróceniu się do gabloty robi „puf!” i znika. I to jest pierwszy sygnał, jak mało efbijaj w tym mieście może: „Szuka pani rytualnego noża używanego przez seryjnego mordercę? Bardzo to ciekawe, ale idę na koncert, baj!”. Drugim niepokojącym sygnałem w sprawie jakości zagadek będzie kolekcjonowanie przedmiotów: gra ma plan i nie pozwoli zabierać rzeczy, jeżeli jej się nie widzi. I tak mogę zabrać do kieszeni gaśnicę „bo tak”, ale będącej tuż obok repliki misy już nie. Mogę pójść do oranżerii obok i poprzerzucać ziemię do waz, ale nie mogę opuścić sali, jeżeli mam tę wazę w ekwipunku. W archiwum obok pod szafką jest pudło „Rzeczy profesora”, i nie mogę go otworzyć przez całą grę, choć jest, wyświetla się, czeka, kusi, ale „nie bo nie”. Chcę zejść do piwnicy z resztą kolekcji – strażnik nie pozwala, muszę mieć zgodę kustosza. Teleportowany kustosz ma wyłączony telefon. Szantażuję strażnika, wpuszcza, nie wiem, dlaczego nie można było tak od razu. W piwnicy ciemno, trzeba bawić się pstryczkami-elektryczkami. Na zasadzie „pstrykaj, w końcu trafisz na właściwą kombinację” ( i nie, Nicole nie może przebiec pięciu kroków w ciemnościach, wszystek musi być oświetlone).

Nowy trup, jedziemy na miejsce zbrodni. Ofiara została wypatroszona na stole bilardowym, jedna z zagadek polega na wrzucaniu kuli do łuz – domyślnie w jednej z nich bila ma się zablokować (że coś tam utknęło), and gues łot. Gra za każdym razem losowo decyduje, która łuza będzie zablokowana. Jak masz pecha, to trzeba będzie sprawdzić wszystkie, bo nie ma żadnej wskazówki co do tego, która akurat jest zapchana. Zdobywamy figurkę i wieziemy do depozytu FBI (gołymi łapami, zostawiając na niej odciski i zabierając ochrzan – tyle w temacie pani agentki mówiącej na widok gumowych rękawiczek „nie mam pojęcia, co z tym zrobić”). W depozycie „łup!” figurkę na wolne miejsce na półce. Jedziemy jeszcze raz do kustosza, bo w muzeum widzieliśmy na wystawie resztę figurki, panie kustoszu, FBI, przejmuję figurkę. Dobra, ale dopiero, jako pokaże mi pani nakaz. Wracamy do biura, prosimy sekretarkę o formularz, każe nam przynieść papier ze składziku, przynosimy papier ze składziku, idziemy po zgodę do szefa, szef daje zgodę, sekretarka wydaje papier, wracamy do muzeum. Myślę sobie: „no, ciekawe, po co była cała ta wyprawa, coś musiało się stać pod moją nieobecność – figurka zaginęła, strażnik został zabity, no coś w tym stylu”. Nope! Nic się nie stało, to była właśnie zagadka. Biurokracja. Wyciągamy figurkę, zaczyna wyć alarm, portier „no coś pani narobiła, nie mogę go rozbroić, a firma ochroniarska powiedziała, że a takiego, dopiero jutro przyjadą, zrób pani coś!”. No to robię – wkładam do gablotki jedną z waz z ziemią (tak, tej, co się nie dało wcześniej wynieść), bo ma podobny ciężar i to najwyraźniej usypia alarm jak niemowlę. To dobry moment, żeby wspomnieć, że w łączeniu przedmiotów jest tylko jedno prawidłowe rozwiązanie. I tak połączenie próbki z próbówką jest okej, ale próbówki z próbką jest strasznie głupie (Nicole ma bardzo nieprzyjemne komentarze, gdy moje propozycje jej się nie spodobają Sad ). Połączenie ziemi z garnkiem ok, garnka z ziemią – niesamowity idiotyzm, a już w ogóle kliknięcie wazą na worek z ziemią!...

Jedziemy do opuszczonej rudery, dzieją się zagadki, w tym taka, że trzeba wymienić bezpiecznik. Który znowu się przepala. Znajdujemy podłączone gniazdko (które było wcześniej przykryte jakimś papierem i ujawnił się, gdy papier się sfajczył od iskry). Jak bezpiecznie wyciągnąć wtyczkę? Dookoła mnóstwo szmat, ale żadnej nie mogę podnieść, może przegapiło mi się jakiś przedmiot… Nie, gra chce, żeby wtyczkę wyciągnąć kawałkiem papieru użytego do wiadomości origami. NO TAK.

W ruderze znajdujemy telefon zamordowanego agenta. Udało mi się wymyślić, że trzeba wymienić baterię. Potrzebuję baterii i kabelków. Skąd wziąć kabelki? O, te zwisające z racji przeprowadzki w holu się nadadzą. A jak je zdobyć? Ano ściąć nożyczkami. A skąd wziąć nożyczki w biurze FBI? Nie, zabranie ich z biurka, ze składzika albo pożyczenie od sekretarki to zła odpowiedź. W biurze FBI nożyczki bierze się bez pytania gołymi łapami z depozytu, z pudełka z dowodami w sprawie krawcowej-seryjnej morderczyni. Coś jeszcze? No chyba coś jeszcze, bo absolutnie żadna kombinacja telefon-kabelki-bateria nie działa. Zaglądam do solucji… okazuje się, że w celu złożenia komórki trzeba kliknąć nią na puste miejsce na naszym biurku. Nigdy wcześniej się to w grze nie zdarzyło, nigdy później się nie zdarzy, Nicole ani się nie zająknie, że „potrzebuję gdzieś to położyć przed złączeniem”, a gdzie. Końcem końców na komórce znajdujemy zdjęcie gangstera, jedziemy do jego meliny. Gangu, który chyba żyje głównie z przemycania frustrujących zagadek.

Przez otwarte okno podsłuchujemy gangsterów, że się zwijają i ty pakuj, ja zobaczę, czy na dole jest czysto i zejdziesz dopiero, jak do ciebie zadzwonię. Wchodzimy przez okno do pokoju, w drugim pomieszczeniu siedzi bandzior, trzeba manewrować po pokoju tak, by nas nie zobaczył. A ponieważ nie mamy pojęcia, co w nim robić, czego szukać i trzeba robić krok po kroczku w celu uniknięcia bezustannego „nie chcę, żeby mnie zobaczył!”, „nie mogę zostać zauważona!” itp… Ok, mamy dyspozycji taki agentowski tablet, w którym są następujące opcje: wybieranie numeru, książka teleadresowa, notatnik, robienie zdjęć i folder ze zdjęciami. Ta dwa ostatnie są cały czas zablokowane. Oprócz tej jednej, jedynej sytuacji, czyli podejścia jak najbliżej drzwi i zrobienia zdjęcia torbie po drugiej stronie pokoju, bo z tej torby wystaje karta z numerem telefonu. A wystarczyłby przed wejściem do meliny komentarz Nicole typu „lepiej przygotuję się do robienia zdjęć, na pewno będą w środku dowody”.
Dzwonimy, bandzior wychodzi, my wchodzimy i odkrywamy tajne pomieszczenie, a w nim szafkę z rytualnym nożem. I to jest miejsce, w którym gra sama z siebie się zapisuje – bo to jest jeden z dwóch momentów w grze, w którym można zginąć. Dostajemy w łeb i zostajemy przywiązani do krzesła. I co? I okropna minigierka. Otóż z lotu ptaka patrzymy na pomieszczenie z Nicole na środku, dziurawą podłogą i stołem z narzędziami, do którego musimy się dostać. Gierka jest na czas, u góry ekrany jest zmniejszające się serce. Jeżeli wskoczymy na dziurę – Nicole się wywala i zostajemy odstawieni na środek. Proste? Problem polega na tym, że część podłogi skrzypi – i nie ma absolutnie żadnej logiki w tym, dlaczego ten panel zaskrzypiał, a tamten nie. Gdy zaskrzypimy trzy razy – bandzior daje nam w ryj i odstawia na środek. Gdy złapie nas trzy razy – zabija. I tak kicanie przez pokój to męcząca zagadka na czas rozgryzana metodą prób i błędów.
Wydostajemy się, wracamy do ukrytego pokoju i barykadujemy. Pamiętacie, jak Nicole zapaskudziła dowód odciskami palców? Trzeba dmuchać na zimne, więc tym razem – choć bandyta wali w drzwi, a charakterystyczny nóż wygląda dokładnie jak ten poszukiwany przez nas musimy mieć pewność, że kogoś nim zadźgano! Gość się dobija, a my sobie wkładamy rękawiczki, psikamy luminolem, wyciągamy lampkę… Uciekamy przez klapę w podłodze, która prowadzi nas do zrujnowanego sklepu. Sklep ma zamknięte na klucz drzwi i tę zasłonę antywłamaniową z zepsutą korbą. Obok jest skrzynka z ośmioma kluczami, bierzemy wszystkie i próbujemy na drzwiach – znowu, zero wskazówek wizualnych, więc musimy po prostu próbować każdy do oporu. Obok zepsuty mechanizm, myślę sobie „może trzeba coś przyblokować kluczem?”, ale przy próbie łączenia Nicole się na mnie złości, więc odpuszczam. Jednak mam rację, faktycznie trzeba użyć klucza – tylko znowu na chybił-trafił, tylko w komplecie z pasywno-agresywnymi komentarzami.

Nowy Jork doczekał się absolutnie najgorszego wydziału FBI w historii. Nicka jak nie było, tak nie ma i szef guzik może w kwestii agenta, który nie składa raportów i nie przesyła żadnego info. Nie mogliśmy wcześniej złożyć figurki, bo laboratorium bez pytania i informowania po prostu wzięło sobie dupniętą na szafkę głowę posążka. A tak w ogóle biura nie stać na laboratorantów, więc musimy tymi ręcyma analizować próbki. Składamy posążek, otwiera się w nim skrytka z heroiną. No to co, robimy muzeum wjazd na chatę, nie? Nie, bo żeby ruszyć dalej, musimy wrócić do komputera Nicole i w najlepszym stylu siesaj mjami dopikselować zdjęcie bandyty i zobaczyć na nim plakat z muzealnej piwnicy.
Kustosza nie ma, a strażnik nie pozwala nam zejść do piwnicy. Udało mi się wcześniej wymyślić, że pewnie trzeba będzie odwrócić uwagę strażnika alarmem w oranżerii, bo ten czujnik temperatury wisi tak kusząco. Mam lupę, folię aluminiową i talerz, i absolutnie żadna kombinacja nie działa. Oszczędzę wam moich toków dedukcji, podaję rozwiązanie. Otóż w kącie sali jest posąg – gdziekolwiek nie najedziemy na niego myszką, wyświetla się „posąg”. Jeżeli kliknę talerzem gdziekolwiek, tylko nie na jego stopy, Nicole zjedzie mój pomysł. Dopiero teraz postawiony talerz mogę obkręcić folią (łączenie foli z talerzem w ekwipunku było głupie i ble).

Ginie kolejna ofiara, yada yada, znajdujemy jej dyplom i dochodzimy do wniosku, że wszyscy zamordowani studiowali na tym samym uniwerku. Czy jedziemy do niego? Nie, lepiej do biblioteki publicznej, tam na pewno będzie łatwiej o absolwentach. Znowu: nowojorska biblioteka jest wymarła, nikt z niej nie korzysta, są tylko dwie bibliotekarski (jedna na konferencji), a efbijaj nic nie może – może ewentualnie prosić o pomoc (pani, proszę, nie idź do domu jeszcze, ja tu seryjnego mordercę ścigam) i przehandlowywać soczewkę do czytnika mikrofilmów za zgubione okulary. Odkrywamy, że wszystkie ofiary były członkami ekspedycji do peruwiańskiej dżungli, w której zaginął kierujący nią profesor, jego córka i jej narzeczony, a z żywych został kustosz, jego przyjaciel i archeolog, który był w NY, ale wrócił do Peru. Nicole jest tak pewna swego, że każe najpierw sekretarce rezerwować bilet lotniczny, a dopiero potem pyta szefa o zgodę – ten nie daje zgody, bo prawo, bo sprawa peruwiańskiej policji, bo to nie nasz rewir i w ogóle nie ma mowy. Nicole wychodzi i stwierdza „a, co mi tam”, i faktycznie do tego Peru jedzie.

Archeolog okazuje się strasznym paranoikiem i dopiero właściciel hotelu zgadza się nas umówić – pod warunkiem, że odzyskamy jego jeepa, którego zarąbał mu miejscowy mechanik/wypożyczacz samochodów. Idziemy do mechanika, pytamy, czy ma jeepa do pożyczenia, on na to, że nie. Widzę, że ma zamknięty garaż, ale nijak nie mogę z tym nic zrobić, wracam do właściciela. „- Nie ma tam jeepa. – Jest w garażu!”. Wracam, mówię typowi, że zrobimy sobie zdjęcie, tylko potrzebuję statywu, typ na to „o, moja siostra uwielbia robienie zdjęć, pani sobie weźmie statyw z garażu”. Biorę, w garażu faktycznie jest jeep, robimy sobie fotę przy ładnym samochodzie „-Panie, w garażu jest jeep. -No jest. – Wypożyczy mi pan go? –Ano pożyczę za tyle.”. Idę do bankomatu, wracam. „- Panie, masz tu pieniędze. – Pani mi je włoży do kieszeni. – Yyyyy, nie. Położę pod jakimś metalem. –Ok.”. Po tej wyjątkowo… interesującej sytuacji próbuję położyć tę kasę gdzieś na samochodzie, klikam, nie wiem, niech to już się skończy. Okazuje się, że trzeba wrócić do garażu, wziąć łożysko, połączyć je z pieniędzmi i położyć na ławce. O czym myślał twórca tej zagadki?!
Spotykamy się z archeologiem, umawiamy się, że pojedziemy na miejsce, gdzie posypała się wyprawa. Na drugi dzień archeolog zostaje zamordowany i jesteśmy podejrzanymi numer jeden. Musimy zabrać z hotelu aparat, ale stoi tam policjant z właścicielem, i dyskutują. Jak się ich pozbyć? Ano pójść do kuchni i zacząć gotować owsiankę z truskawkami, zaczyna pachnieć tak pięknie, że panowie się zwijają, a my bierzemy aparat i wymieniamy na paliwo do jeepa. Jedziemy w Andy, jeep spada w przepaść, android Nicole wychodzi bez szwanku. Trafiamy do świątyni, odkrywamy (między innymi przez, eee, głosy w głowie), że kustosz podburzył resztę przeciwko profesorowi, a narzeczony jego córki jednak przeżył. Uruchamiamy porzucony samolot (m.in. kusząc wielkiego pająka małymi muszkami), wracamy do NY.
Pewnie myślicie, że za tę samowolkę Nicole trafia na dywanik i schodzi z niego bez blachy. A gdzie – szef się pyta „jak było?”, potem trochę się złości i odsuwa Nicole od śledztwa, sekretarka jest w trybie „oj tam oj tam, pozłości się i mu przejdzie”. Porównujemy pismo narzeczonego profesorówny z pismem szefa, łączymy kropki i dociera do nas, że to on jest mordercą mszczącym się za wydarzenia sprzed lat – naprawdę wiele o tej grze można powiedzieć, ale akurat dochodzenie do tożsamości zabójcy jest ładnie poprowadzone. Jedziemy ratować kustosza, by zjechać do piwnicy, muszę naprawić windę. Ostatni popis z serii „a czy ktoś pozwolił ci wziąć ten przedmiot?”. W pobliżu mieszkania z windą jest stacja metra, gdzie było mi się przed wylotem do Peru. I na tej stacji jest rusztowanie, z którego można było wziąć wszystko (w tym kanister z benzyną), tylko nie śrubokręt. Który dopiero teraz mogę podnieść.

Naprawiam windę, zjeżdżam na dół, wylotem przechodzę do opuszczonej stacji metra, wsiadam w opuszczony wagonik, znajduję szefa z kustoszem na muszce, nawet już nie chcę wiedzieć, jak Nicole wymyśliła, że tu ich znajdzie. Po pasjonującej scence (-Nie ruszać się, FBI! – To JA jestem FBI!) kustosz ginie, szef ginie, gra się kończy. UFFFFFFFFFFFFFFFFFFFF.
To jest dla mnie dobre przypomnienie, jak trudno zaprojektować przygodówkę. A może to tylko mnie przeszkadzało, skoro gra sprzedała się na tyle dobrze, by wypuścić kolejne cztery części.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 18:11, 13 Gru 2019    Temat postu:

Cytat:
Deadlands” (najlepsze RPG ever dont czejndż maj majnd)


O kuźwa nie mam pojęcia co to za gra. Very Happy

Zwiatun do D&D Dark Allaince jest cudowny. Najpierw przez ten bieg w śniegu myślałem i widokiem z oczu bohatera myślałem, że to parodia zwiastunu Skyrima. Very Happy

WOOOOOOOLF AMOOONG US 2222222!!!!!!!!1111

Niech będzie choć w połowie tak dobry jak jedynka.

Właśnie zdałem sobie sprawę, że to jedyna gra jaka może mnie namówić na założenie konta na Epicu.

Cytat:
i w najlepszym stylu siesaj mjami dopikselować zdjęcie bandyty i zobaczyć na nim plakat z muzealnej piwnicy.


CIS: New York!!! Very Happy

Cytat:
skoro gra sprzedała się na tyle dobrze, by wypuścić kolejne cztery części.


Yada yada, lecisz z następnymi. To ma lepszą fabułę niż Milczenie Owiec.

Czytałem ten opis z lecącym w tle soundtrackiem amerykańskiego Dragon Balla, ciekawe połączenie się zrobiło. Very Happy

E: Jeszcze mem o tym czego zabrakło na game awards!
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Vaherem dnia Pią 18:44, 13 Gru 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:41, 13 Gru 2019    Temat postu:

Narzekałem na brak fantasy rpgów... i oto wchodzi on, cały na biało:

GOTHIC REMAKE

Tylko z pierwszych opisów robi mi się trochę smutno: gry nie Robi Piranhia Bytes, a THQ Nordic (obecny właściciel PB) i próbują zrobić z tego mocno zachodnią grę. Na plus jednak, że to naprawdę "remake" i wygląda na to że historia dostanie sporo nowych scen i przygód i może jakieś alternatywne linie fabularne.

Demo może pobrać każdy, kto posiada jakiś produkt Piranhii na steamie:

[link widoczny dla zalogowanych]

Boże, moja karta minimalnie nie łapie się na minimalne wymagania. To przypomina mi Gothica 2 i moją Nvidie TNT 64Pro , opisaną w pliku czytajto jako "kartę na której Gothic 2 może, ale nie musi działać".


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Vaherem dnia Pią 20:42, 13 Gru 2019, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 22:45, 15 Gru 2019    Temat postu:

Trochę zainspirowany przez ubisoftowy post Rufusa i tym że obiecałem Kazikowi wyjaśnienie dlaczego pisałem jej dzisiaj że "zaraz mi odjebie" pisze ten krótki ragepost.

Fallout New Vegas.
Kocham tę grę i nienawidzę jednocześnie.

Na początku musicie uświadomić sobie jeden fakt: to jest gra W POŚPIECHU robiona przez OBSIDIAN na silniku dostarczonym przez BETHESDĘ.

Spodziewałem się, że może być ciężko, ale nie oczekiwałem problemów... przy instalacji na steamie.

A było to tak: New Vegas to jedna z pierwszych gier jaką kupiłem po utworzeniu konta na steamie. Popełniłem jednak ten błąd, że zakupiłem na wyprzedaży wersję bez dlc, których kupowanie oddzielnie, nawet w promocji, nie było zbyt opłacalne. Mój dobry kumpel pracował wtedy dla Kinguina i dostarczył mi klucz do wersji "Ultimate", licząc, że po prostu steam dołoży mi brakujące dlc. Otóż... nie, skończyłem z dwoma "Fallout: New Vegas" w bibliotece. Okazało się, że wersja międzynarodowa a wersja dostępna we wschodniej Europie to jakby dwie różne gry (przy czym ta pierwsza nie ma polskiego tłumaczenia). No trudno. Wersję bez dlc ukryłem, bo drażniły mnie dwa takie same Fallouty na liście i na lata zapomniałem o sprawie.

Aż w końcu latem coś mnie wzięło i stwierdziłem, że spróbuję przejść new Vegas (pierwszy raz, bo choć grałem w piracką wersję, nigdy nie doszedłem do napisów końcowych). Coś mnie tknęło i instalując wersję międzynarodową sprawdziłem jakie dostępne są języki... a tam cała lista. W tym polski! Ołje, pomyślałem, przez lata pewnie ujednolicili różne wersje w jedną. Przełączyłem język, gra zaczęła pobierać jeszcze kilka gb, git. Instaluję ze wszystkimi dlc, cacy i ładnie, odpalam grę. Tworzeniem postaci się nie przejmowałem, bo chciałem tylko sprawdzić w jakiej kondycji będzie działać gra. Ale coś mnie tknęło: czy mi działają dlc? Steam twierdził, że są zainstalowane, ale ja nie byłem pewien. Na szczęście blisko lokacji startowej jest miejsce które prowadzi do miniregionu z dlc. I co? Jajco, wygląda jak w podstawce, nie tak jak z zainstalowanym dlc. Zacząłem świrować, sprawdzać różne rzeczy, nic. W końcu gra mi się zawiesiła, odpaliłem menadżera zadań a tam widzę, że programem który nie odpowiada jest... "Fallout: New Vegas RU".

Czym do krrrwy jest to RU?

Ano to relikt tych dziwnych czasów, gdy ludzie ze wschodniej Europy mieli wersje gier pod siebie, żeby po taniości nie kupowali ich kolegom z Zachodu. Praktyka głównie dotyczyła chyba gier wydawanych przez Bethesdę. Jakiś czas temu zostały one oznaczone i stąd to RU w nazwie (taki Dishonored zamienił się w Dishonored RHCP).

Po kilku kolejnych próbach przypomniałem sobie o tej drugiej, polskiej wersji bez dlc, usunąłem ją z ukrytych gier w bibliotece... i widzę, że też jest zainstalowana. Co za... Odpalam wersję międzynarodową. Ta się uruchamia, robi się "zielona"... po czym wyłącza się, a uruchamia się wersja RU. Żałuję, że nie zrobiłem sobie selfika z żuchwą która rąbnęła o podłogę. Odinstalowałem więc RU, odpalam międzynarodową z ustawionym polskim językiem i... steam zaczyna pobierać wersję RU Co za... Długo kombinowałem co z tym fantem zrobić. W końcu pogodziłem się z losem i zmieniłem język na angielski. Odpalam... steam chce pobierać RU.

KRWAAAAAAAAAAAaaaaaa. Zdesperowany po przeszukaniu Googla napisałem do pomocy technicznej Steama. Oczywiście nie mogłem wysiedzieć i zacząłem kombinować dalej. Postanowiłem na trwale usunąć RUz mojego konta (ciekawostka, steam odpowiedział mi już następnego dnia i właśnie to kazał mi zrobić). Steam straszył trwałym usunięciem i nie oddaniem kasy itd, ale spoko wywalam. Wracam raz jeszcze do wersji międzynarodowej, już jedynej w mojej bibliotece. Sprawdzam czy coś się zmieniło w dostępnych językach. Nic, nadal jest polski. No to wybieram polski, chcę odpalić grę, a ta... uwaga...

Przenosi mnie do sklepu, na stronę Fallout: New Vegas RU i mam ją sobie kupić.

Prawdę mówiąc nie pamiętam, czy po zmianie języka na angielski działo się to samo, ale chyba tak. Dopiero zrestartowanie steama załatwiło sprawę i mogłem odpalić grę, po angielsku oczywiście.

Od razu naściągałem parę modów, a wiedząc jaką sławą cieszy się New Vegas był wśród nich "unoficiall patch". Mod na podmianę wszystkich twarzy npctów okazał się strzałem w dziesiątkę, te brzydkie mordy robione w pośpiechu przez Obsidian na silniku Bethy (serio, ładne twarze na nim pojawią się dopiero wraz ze Skyrimem) zostały zastąpione przez naprawdę w porządku mordki zrobione ręcznie przez moddera. Wykorzystałem nawet jeden z jego presetów do zrobienia swojej bohaterki, której zmieniłem tylko kolor oczu i włosów. Ok, można grać.

Początek w Goodsprings poszedł jak po maśle, zrobiłem parę questów, klimat jest, rozprawiłem się z gangiem gunpowderów (zapomniałem już polskich nazw), idę dalej. W międzyczasie gra się wywaliła. Zdarza się.

W Primm przyjmuję questa na znalezienie im nowego szeryfa, postanawiam też rozprawić się z głównymi siłami gunpowderów w okolicy, którzy przejęli więzienie i zrobili tam swoją główną bazę (trzymany tam też jest jeden z kandydatów na nowego szeryfa). Ok. Po drodze spotykam gunpowderów. Gra się wywala, dźwięk się zapętla co brzmi mniej więcej jak "trytrytrytrytrytrytry".

Trochę zaniepokojony wczytuję grę. Spotykam ten sam patrol i rozprawiam się z nim bez problemu.

Wchodzę do więzienia, zaczyna się strzelanina.
Gra się wywala.

Przełykam ślinę.

Rozpoczynam akcję jeszcze raz. Tym razem strzelanina trwa nieco dłużej, ale próba wystrzelenia z granatnika wywala grę.

Uruchamiam, wczytuję, sprawdzam ten granatnik. KBOOOM, oderwane kończyny latają, gra działa, tylko... zabiłem kandydata na szeryfa, który był w tłumie i udawał kumpla przeciwników. No trudno. Oczyszczę resztę kompleksu, przynajmniej zdobędę jakieś łupy.

W następnym budynku gra się wywala. Uruchamiam ponownie, wczytuję...

Tym razem strzelanina była dłuższa, ale rzut dynamitem wywala grę. Eh. Wracam do gry, znów ta sama strzelanina, przybiega przeciwnik z pistoletem laserowym, a kiedy z niego strzela... gra się wywala.

W każdym przypadku było słychać ten zapętlony dźwięk. I wtedy dotarła do mnie straszliwa prawda. Gra wywalała się za każdym razem gdy pojawiał się w niej dźwięk jakiego jeszcze nie słyszałem. Każdy nowy dźwięk (pierwszy raz nastąpiło gdy odpaliła się nowa ścieżka muzyczna) będzie mi wywalał grę.

Gdy przeszukiwałem googla czułem jak do wilgotnych oczu napływają mi kolejne łzy. Pełno sugestii typu wywalenie sterowników dźwięku (bo jeśli w tym tkwił problem, to byłem zmartwiony podwójnie: bo jestem strasznie wyczulony na punkcie dźwięku z kompa i najmniejsza zmiana brzmienia powoduje u mnie irytację, więc na samą myśl grzebania w tym...). Z pomocą przyszedł mi jednak fakt, że to gra na silniku Bethesdy, więc społeczność jakoś musiała sobie radzić z takimi problemami. Zainstalowałem mody o takiej pięknych nazwach jak "NVAC - New Vegas Anti Crash", "Vanilla Restored Audio Patch" i "New Vegas Sttuter Remover".

I co?
I gówno, gra nadal crashuje.

Czytam dalej tematy na Nexusie i okazuje się, że "New Vegas Sttuter Remover" to świetny mod, ale uwaga - sam w sobie ma błąd który powoduje zacinanie się gry. Uwaga, kolejny plot twist - ktoś zrobił moda do moda, który to naprawia.

Czy to znaczy, że mogę już spokojnie grać? Oczywiście, że nie!

Grze zdarza się scrashować, ale rzadko dzieje się to wtedy gdy sobie biegam przez Mojave. Problemem jest wczytywanie. Czasem gdzieś wchodzę... i wnętrze budynku jest całkowicie szare, jakbym tonął w niekończącej się mgle. Czasem widać kontury ścian i np. rośliny doniczkowe mają normalne kolory. Innym razem wczytująca się gra... nie ma większości dźwięków.

Najgorsze są jednak niekończące się ekrany ładowania. Czasem, bardzo rzadko - gdy przechodzisz z jednej lokacji do drugiej (to gra Bethy, więc wiecie ile tego jest...), głównie jednak występuję w menu głownym, gdy klika się na "kontynuuj" lub ręcznie wybiera zapis do wczytania. Bug jest na tyle irytujący, że gry nie da się zamknąć wtedy menadżerem zadań. Mogę zrobić ctrl-alt-delete i wybrać MZ z listy, ale nie pokazuje mi się na ekranie. Kombinacja Alt-Tab pokazuje inne otwarte okna, ale nie mogę ich wybrać, po prostu tkwię w ekranie ładowania. Jedyne co pomaga w uniknięciu hard resetu i ponownego uruchamiania to ctrl-alt-delete i wybranie opcji wyloguj. Zwykle wyskakuje mi okienko, że trwa zamykanie steama i mogę wtedy kliknąć na anuluj. Czasem po ponownym odpaleniu gry problem znika, a czasem nie chce/

Próbowałem wszystkich możliwych sposobów na pozbycie się tego gówna. Odznaczenie konkretnych plików jako "tylko do odczytu"? Innym działa, nie mi. Edycja pliku ini? Innym działa, nie mi. Jedyny sposób to odpalanie nowej gry w menu głównym i ręczne wczytanie ostatniego zapisu gdy tylko będziemy mogli wywołać menu w grze. Dziś własnie miałem z tym problem, dwa wylogowania nie pomogły. Odwalam trik z nową grą, gra się wczytała... ale mam kombo, bo nie ma wszystkich dźwięków. Kilka sekund i crash. Próbuję znowu - to samo. Pomogło dopiero wczytanie przez nową grę autosejva w którym musiałem powtórzyć tylko jeden dialog. Ale wszystko zabrało mi prawie pół godziny. Teraz jeśli widzicie na steamie, że Vah odwala granie w New Vegas, po czym jest offline, po czym jest online, po czym znów gra w New Vegas... to wiecie już z czym się męczę. Razz

I naprawdę, gdyby to była inna gra, nie tak dobra jeśli chodzi o fabułę i klimat, to już dawno wywaliłbym w cholerę.

Epilog? Jakiś czas temu zauważyłem, że mam zainstalowanego Obliviona. Nigdy w tę część nie grałem, więc dlaczego nie... tylko te kartoflano-ziemniakowe twarze... sprawdźmy jakie są na nie mody. Odpalam Nexusa i w oczy rzuca mi się mod... "Oblivion Stutter Remover".

Nigdy jeszcze nie zamknąłem okna w przeglądarce tak szybko.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5609
Przeczytał: 191 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 0:43, 16 Gru 2019    Temat postu:

Kazik napisał:
Moim hot trickiem na bolączki Ubisoftu jest nieposiadanie jego gier Wink Oj, Ubi Ubi... Please immediately change.

No cóż, lubię serię na tyle, żeby się jednak poszarpać. Wink Nie mówiąc już o przyjemnym uczuciu zwycięstwa.
A w czwórkę gra mi się bardzo przyjemnie, dostałam dokładnie to, czego potrzebowałam, czyli wszystkiego, co najlepsze z poprzednich odsłon. I ku mojemu zdziwieniu doskonale odnajduję się w bitwach morskich i dobrze się przy tym bawię. Ale jeszcze sporo przede mną, może potem napiszę coś więcej w temacie poświęconym serii.

Kazik napisał:
szkoda, że "Untitled Goose Game" tak słabo mimo sporego zaznaczenia się w środowisku graczy

Na Steamie pojawi się dopiero na jesień 2020, może wtedy przyjdzie jej pora?

Łojeżu drogi, jaki piękny rant na Art of murder. Very Happy Ta gra naprawdę wyszła w 2008? Jak czytam o toporności, to mam przed oczami pierwsze zmagania z 3D, ale chyba i 10 lat wcześniej wychodziły lepiej skonstruowane gry.

Vahu, twoje przygody z New Vegas też brzmią jak "kijem nie tykać".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
H
Gość






PostWysłany: Pon 9:16, 16 Gru 2019    Temat postu:

Vahu, współczuję przygód, ale ubawił mnie opis Twych trudów Very Happy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Głowa w szafie



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2374
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 71 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:24, 22 Gru 2019    Temat postu:

Odpaliło mi się "King of Cards" i "Showdown" (Shovel Knight. KoC jestem dopiero na początku, ale urzeka mnie główna mechanika - podstawowym atakiem naszego bohatera jest wyszarżowanie ramieniem na ścianę/przeciwnika/przeszkodę, od której się odbija i wykręca piruet, którym może odbić się od kolejnych obiektów. Bardzo fajny gimmick, który otwiera sporo możliwości platformówkowych.
W "Showdown" wybieramy jedną z postaci i prowadzimy ją przez mini-kampanię, w której konkurujemy z przeciwnikami: kto zbierze X klejnotów, pokonaj 20 tych samych przeciwników, kto zbierze X klejnotów jako wróżka, no i obijanie innym mordy.

Wróciło mi się do "Hollow Knight" na nowym lapku, i teraz to jest niebo a ziemia - wreszcie da się normalnie grać, cieszę się, że to jednak była kwestia sprzętu, a nie moich skilli/samej gry. Nie jestem daleko, ale klimat i zachęta do samodzielnej eksploracji zachęca, zobaczymy.

Cytat:
Właśnie zdałem sobie sprawę, że to jedyna gra jaka może mnie namówić na założenie konta na Epicu.

Weź nawet tak nie strasz, bo wykraczesz.

Cytat:
I wtedy dotarła do mnie straszliwa prawda. Gra wywalała się za każdym razem gdy pojawiał się w niej dźwięk jakiego jeszcze nie słyszałem. Każdy nowy dźwięk (pierwszy raz nastąpiło gdy odpaliła się nowa ścieżka muzyczna) będzie mi wywalał grę.

xD xD xD Iiiiiiiiiiiiiks deeeee.
No, to była lektura, nie powiem. Współczuję straszliwej batalii - trochę mnie przeraża, jak ludzie są zakochani w tych grach, że są w stanie wystawić tyle nerwów na szwank, by te trzymające się na ślinie i taśmie klejącej gry w ogóle ruszyły, a każde skrzypnięcie zwiastuje katastrofę. Bethesda ma niesamowite szczęście, że ma takich lotnych fanów, którym naprawdę się chce to naprawiać.

Cytat:
Łojeżu drogi, jaki piękny rant na Art of murder. Very Happy

Awwwww, przeczytaliście <3 Dziękuję!

Cytat:
Ta gra naprawdę wyszła w 2008?

Gorzej, w 2007 - dotarło do mnie, że to premiera amerykańska była rok później.

Cytat:
Yada yada, lecisz z następnymi. To ma lepszą fabułę niż Milczenie Owiec.

A żebyś wiedział, że lecę, bo i tak mam pakiet tych gier. "Art of Murder - Klątwa Lalkarza" (ni cholery nie wiem skąd ta klątwa, w angielskim jest adekwatniejsze "Hunt for the Pupetteer"). Seryjny zabójca szaleje na południu USA - stalkuje ofiary, otruwa, pozbawia krwi, a następnie wiesza na hakach jak marionetki na sznurku, porzucając obok hand-made lalkę stylizowaną na antyk. No i mamy twist - kolejna ofiara zostaje znaleziona w Paryżu. Agentka FBI Nicole wyrusza na miejsce!

Kontynuacja jest lepszą grą - co nie znaczy, że dobrą. Początek zachwyca: dobra cutscenka, zniknął głupi tablet i zastąpiła go normalna komórka, normalny aparat (faktycznie wykorzystywany) i normalny dziennik, który zapisuje dialogi i notatki z podróży. Klikanie w celu skończenia dialogu zastąpiło standardowe wybieranie tematów. Można sobie obejrzeć przedmioty na poglądzie, a badanie pierwszej lokacji sprawiło mi przyjemność, ulice Paryża nie są wymarłe, no jak nie następczyni poprzedniczki.

Jeżeli ktoś w tej grze ssie bardziej od efbijaj, to francuska policja. Seryjny morderca-śmerca, jest piąteczek wieczór i nie poświęcę miejscu zbrodni ani sekundy więcej, idę na obiadokolację. "Przerwa weekendowa prawem, nie towarem" idzie w parze z zaborczością - nie będzie nam tu hamburger mieszał w śledztwie, niech sobie patrzy, ale z daleka, żadnego dotykania zwłok, sprzętu do ich badania i tak dalej, ale jest kredyt zaufania, więc zostawimy cię samą i niepilnowaną na miejscu zbrodni, baj.

Mówcie sobie co chcecie o poprzednim szefie, ale przynajmniej wszystko nam podpisywał (nawet wiedząc, że jesteśmy blisko odkrycia jego zbrodni, co za fair-play). Ten tutaj, sądząc po głosie, też jest androidem, w dodatku takim, co nie umie nic załatwić ("- Szefie, żabojady odmawiają współpracy, weź pogadaj z szefostwem - Nie nie, Nicole, nie wszystko da się załatwić oficjalnymi drogami, załatw to sama"), tylko krzyczeć, że sprawa ma być rozwiązana na wczoraj. Skąd ten pośpiech? Nacisk mediów? Jakiś polityk dyszy szefowi w kark? Nie, ale księgowy truje o wydatkach w Paryżu xD Jak pamiętacie, budżet nowojorskiego FBI to jakieś pięć dolarów, więc nie każdy agent może sobie pozwolić na zestaw Małego Badacza Miejsc Zbrodni. Znajduję zapałki, taśmę klejąca, stertę kartek, koszulki na dokumenty, ołówek i zszywacz. Z zapałek i waty zrobi się wacik do pobierania próbek (np. trucizny z ust ofiary), koszulki posłużą jako zabezpiecznie dowodów (już wiem, że jak Nicole mówi "muszę zabezpieczyć ten dowód", to rzecz ląduje w koszulce A4, nawet, jeżeli tą rzeczą jest panel z podłogi), a zszywaczem rozstrzaska się ołówek, z którego sproszkowany grafit połączony z taśmą świetnie posłuży do ściągania odcisków palców. I cyk, budżet FBI ocalony.
Jakkolwiek ta lokacja to jedna z najprzyjemniejszych w grze, to już ma swoje upierdliwości. Na przykład to, że morderca zniszczył bezpieczniki, przez co nie można zapalić światła. Jest położony na to duży nacisk - Nicole rozmawia o tym z policjantem, można w zbliżeniu popatrzeć na skrzynkę z bezpiecznikami, można w zbliżeniu popatrzeć na włącznik światła i nim popstrykać. Naprawdę zdrowo mi się nakombinowało, dlaczego morderca to zrobił i co nam się wyłoni z ciemności, gdy już włączymy światło. Ano chyba guzik z pętelką, bo nigdy tego światła nie włączamy i nie wracamy do tej lokacji, tyle w temacie.

Jedno zameldowanie się w hotelu i jedną zagadkę z dostosowaniem amerykańskiej wtyczki do europejskiego gniazdka później dostajemy info, że zamordowano kolejną osobę (gościnność francuskiej policji: podam pani adres, ale transport musi pani sobie sama zorganizować). Trupem jest tancerka z Moulin Rouge, znaleziona w mieszkaniu kochanka, Jacka Dupree. Okradamy francuskie bagiety z narzędzi i sprzętu do zabezpieczania dowodów, znajdujemy w studzience złotą bransoletę upuszczoną przez sprawcę.

Dostajemy w hotelu od Jacka list z prośbą o spotkanie na Moście Inwalidów (u la la, jaki risercz, jaki Paryż). Bierzemy laptopa w torbie (rzekomo po to, by od razu na nim spisać zeznania Jacka...) i udajemy się na spotkanie. W cutscence jak z najlepszego filmu akcji dowiadujemy się, że Jack jest niewinny, wrobiony, w mieszkaniu ma listy, ale nic więcej nie powie, bo właśnie strzela do nas facet jadący na motorze - Nicole ciska w niego torbą z laptopem i strzela za odjeżdżającym, postrzelony Jack wpada do rzeki. Lądujemy na komisariacie, za nieuzasadnione użycie broni każą nam się pakować i wynosić do Stanów. BTW, nigdy nie odzyskujemy tej torby (nikt nawet o niej nie wspomina), choć jest w niej rządowy laptop z wrażliwymi danymi, w tym zdjęciami z miejsc zbrodni.

Wracamy do hotelu w asyście policjanta, któremu kazano nas osobiście dostarczyć na lotnisko i patrzeć, jak wsiadamy do samolotu. Udaje nam się go przekonać, że pojedziemy osobnymi samochodami, a gdy nie patrzy, wsadzamy mu do rury wydechowej korek ze szmatką i odjeżdżamy siną w dal. Tu następuje pytanie: po co robić z głównej bohaterki agentkę FBI? Nic nie może, jej szefostwo nic nie może, gdy policja każe jej się spakować i opuścić miasto ani nie są prowadzone żadne rozmowy, ani nikt się specjalnie nie przejmuje sprawdzeniem, czy faktycznie dotarła na to lotnisko... Quick Fix: kazać Nicole po pierwszej części odejść ze służby i założyć agencję detektywistyczną, z której korzysta bogaty przyjaciel jednej z ofiar, i od razu te wszystkie spięcia z policją, samowolka i brak profesjonalnego sprzętu są bardziej wiarygodne.

Enyłej, zamiast na lotnisko jedziemy do mieszkania Jacka. Żeby nie naruszyć policyjnej taśmy na drzwiach, włamujemy się przez okno, i mejn gad, robimy tyle hałasu (kamienny gzyms leci, mało nie zlatujemy, wspinamy się po kablach, łamiemy antenę), że całe szczęście, że policja jest zbyt zajęta trawieniem kolacji, bo sąsiedzi wezwaliby już pięć radiowozów. W mieszkaniu znajdujemy listy od Marca do Jacka, w których ten nakłania go do przyjechania do Paryża i pogrzebania w swoich korzeniach. Gra się automatycznie zapisuje, ktoś się zbliża, my wskakujemy do szafy. Do mieszkania wchodzi bandzior z giwerą (przez drzwi, rozrywając taśmy, które będą potem nienaruszone Razz) - mogę go sobie obejrzeć dokładnie, bo Nicole obserwuje go przez szparę tak wielką, że równie dobrze mogłaby otworzyć tę szafę na oścież.

W hotelu spotykamy się z niejakim Louisem Carnotem, od razu powiem, że to jest złol, i to taki bardzo mało sprytny ("tak tak, Jack i ja to świetni kumple, wolę panią zapytać niż policję bo on Amerykanin i pani Amerykanka, a tak w ogóle czy wspominał coś o dokumentach albo dał pani jakieś może, asking for a friend"). Jedziemy do Moulin Rouge, zamkniętego, bo jak wiadomo, nie ma gorszego czasu na działalność dla klubokabaretu niż sobotnia noc. Włamujemy się na zaplecze przez właz, ale zanim się włamiemy, zatrzymajmy się na chwilę: otóż do podniesienia za ciężkiego dla Nicole włazu trzeba zmontować mechanizm: na kole zawinąć linkę, którą przeciągnie się przez uchwyt, a następnie zawiesi się na haczyku tej linki wiadro z wodą. Dwa problemy: po pierwsze, nawet, gdy nie założymy koła, po połączeniu linki do uchwytu koło automatycznie się pojawi. W formie halucynacji, bo dalej spoczywa w ekwipunku. I tak najwyraźniej miało być, bo haczyk jest tylko widoczny do interakcji, gdy nie założymy jeszcze koła. Po drugie, wiadro ma dziurę. Pytanie: z czego są zrobione mulęrużowskie plakaty? No raczej nie z papieru, skoro wykładamy nim dno naprawdę byczego wiadra, które napełniamy wodą. Cokolwiek za materiał to był, po jakimś czasie woda wycieka i właz się zatrzaskuje. Włamujemy się do garderoby i zabieramy różne rzeczy (przesprytne złole, odsłona druga: zostawmy na dostępnym dla całej garderoby telefonie wiadomość głosową pełną jawnych pogróżek) - chcę wyjąć toporek strażacki schowany za szybą (nie, nie ma żadnego młoteczka do jej rozbicia, nie mogę też wykorzystać leżącej tuż obok butli gaśniczej, to musi być ręka manekina). Przesprytne złole, odsłona trzecia: piętro wyżej są dwa bandziory, które na cały głos dyskutują, jak to mnie zabiją, tak głośno, że słyszę ich zza zamkniętych drzwi. Toporkiem rozwalam gaśnicę, która wyważa drzwi i zwiewam do samochodu, w którym ktoś siedzi na tylnym siedzeniu i przykłada mi pistolet do głowy.

Okazuje się, że to nie bandzior, tylko prywatny detektyw i teraz jesteśmy kumplami. W skrzynce Jacka znajdujemy fragmenty mapy, puzzle. Zresztą fajne puzzle, dość trudne, dużo obracania, mapa ma nieregularny kształt, ogólnie Kazik jest kontent, udaje się ułożyć, Nicole to komentuje i dodaje, że warto byłoby ją skleić. Więc wychodzę z układanki, próbuję połączyć ją z taśmą. Nie da się. Taśmę z mapą. Nie da się. Co jest? A to jest, że nie można wyjść z edycji mapy, tylko po jej ułożeniu użyć taśmy w ekwipunku - a tu warto zaznaczyć, że to jest jedyny przedmiot w grze, który tak działa, bo przy oglądaniu każdej innej rzeczy ekwpiunek jest zablokowany. Więc jeżeli ktoś zrobił tak jak ja, to znaczy wyszedł po ułożeniu mapy... to Nicole zrobiła z tą mapą FRRRRU, KONFETTI! i trzeba ją układać od nowa -____-

Namawiamy detektywa, żeby włamał się z nami do mieszkania Marca, tego, co Jackowi listy wysyłał. Mieszkanie okazuje się kryjówką Marionetkarza, z lalkami, listami ofiar i wszystkim. Odkrywamy ukryty pokój, wchodzimy do niego i znajdujemy zwłoki Marca w zamrażarce. Kiedy próbujemy wyjść, widzimy, jak detektyw zostaje zadźgany, sprawca zbiega, a mieszkanie trawi ogień. Zwiewamy i jedziemy do Hiszpanii ostrzec kolejną ofiarę, tj. lokalnego antykwariusza.

I to jest ten moment, w którym gra leci na łeb, na szyję - god helps us, bo po paryskim rozdziale gra wraca do swojego pierwszoczęściowego bullshitu. Lądujemy na takim totalnym wygwizdowie z dwoma żywymi duszami (mechanikiem i antykwariuszem), i to na dłużej, bo auto padło. Idziemy do antykwariatu, panie, FBI, widziałam pana zdjęcie w kryjówce seryjnego mordercy, zbieraj się pan, odstawię pana pod opiekę francuskiej policji (nie wiem jak, bo mam zepsute auto i wymyśliłam to pięć sekund temu, nie konsultując tego ani z policją francuską, ani hiszpańską, ani szefostwem, ale ok). Ojej, brzmi poważnie, ale zanim pojedziemy, mogłaby mi pani pokazać zdjęcia z nazwiskami ofiar i ich drzewami genealogicznymi zrekonstruowanymi przez mordercę? Bardzeńko chcę je zobaczyć, ale niedowidzę, komputera nie mam, proszę iść wywołać w pobliskim sklepie. Sklep zamknięty, idę zapytać mechanika, nie ma takiej opcji dialogowej, wracam do antykwariusza, „sklep jest zamknięty”, „idź zapytać mechanika”, idę do mechanika, którego dopiero teraz mogę zagadać o sklep, okazuje się jego właścicielem, idzie go otworzyć, daję aparat, 68 euro (!!! za wywołanie dwóch zdjęć?!) się należy. Nicole standardowo nie ma przy sobie ani pół grosza, skąd wytrzasnąć kasę? Ano okradając pobliską fontannę z drobniaków! Jedno kliknięcie=jedna moneta (pewnie generowana losowo), trzeba kliknąć z osiemnaście razy, by wyłowić jakieś 10 euro, piętnaście jenów i pięć złotych. Zdobyte euro używamy na sklepowym jednorękim bandycie (bo czy jest lepszy mechanizm w przygodówce do ruszenia dalej, niż gra w jednorękiego bandytę?!), który jest absolutnie nieintuicyjnie do bani, na szczęście po X próbie gra się lituje, automat się psuje, płacimy za zdjęcia. Antykwariusz łączy kropki i przynosi nam dokument, z którego wynika, że w czasie rewolucji francuskiej grupa arystokratów zapłaciła za wywóz z kraju, przemytnicy wydali ich władzom, ale zapłata została ukryta i teraz w sumie jest skarbem. To wszystko bardzo ciekawe, czy możemy już jechać? Nie, bo antykwariusz jest przede wszystkim dziadkiem, a dopiero później człowiekiem. Otóż jego wnusio zostawił mu swój motor do naprawy i nie może sobie wyjechać ot tak, zostawiając maszynę bez koła! To nic, że koło – u mechanika, dorosły wnuk – na miesięcznej delegacji w Australii, a morderca – u bram, w życiu są pewne priorytety. Dobra, daj pan klucz do ogródka, zerknę, ach, pani, gdzieś mi klucz wypadł, jak w „Poszukiwaniu straconego czasu” czytałem (idealny tytuł na recenzję tej gry). W głębi antykwariatu jest szafka z bodajże pięćdziesięcioma książkami, których układ jest za każdym razem losowo generowany, i trzeba kursorem po tych grzbietach przejechać, aż w końcu się tę książkę z kluczem namierzy. Porywające.
Idę zobaczyć ten motor, faktycznie nie ma koła, ale pamiętam, że leżało jakieś w garażu. Nie mogę go wziąć ani zapytać mechanika, muszę wrócić do antykwariusza, potwierdzić, że motor nie ma koła i koło jest u mechanika. Mechanik jest strasznie rozeźlony, bo nie dość, że się zmachał przy tym zamawianiu części do naszego auta, i że musiał zdjęcia wywołać, to jeszcze jakieś zostawione mu kilka dni temu koło naprawiać?! Sama sobie pani naprawiaj! Biorę dętkę, napełniam powietrzem, dziurawa – włącza się timer, bo muszę na czas dobiec do fontanny, zanurzyć dętkę i zobaczyć, gdzie jest pęknięcie, niosę do mechanika, on słusznie zauważa, że przecież pęknięcie trzeba zaznaczyć. Więc muszę iść do antykwariusza, poprosić o marker, napełnić dętkę jeszcze raz, pobiec do fontanny, zanurzyć, i dopiero teraz zaznaczyć (jak się domyślacie, nie mogę wcześniej pożyczyć markera, gra wymaga przynajmniej dwukrotnej wycieczki z dętką do fontanny). Mechanik i tak nie ma gumy do jej załatania, idę do ogródka, widzę, że daszek jest załatany kawałkiem gumy, muszę poprosić antykwariusza o pożyczenie parasola, wziąć parasol, użyć go do strącenia gumy, iść do mechanika, guma za duża, przycinamy nożyczkami, łatamy, dmuchamy… Joke on us, bo w tym czasie morderca zdążył ubić antykwariusza i wywiesić na hakach, pewnie niespiesznie popijając kawkę. Cóż, przynajmniej spełniliśmy jego ostatnie życzenie: by wnuczek po powrocie z Australii mógł wskoczyć na motor i przemierzać pobliskie góry tak, jak lubi… Sike!, bo kradniemy ten naprawiony motor i jedziemy do Marsylii. A to się gość zdziwi po powrocie, jak odkryje, że nie ma już ani motoru, ani dziadka.

W Marsylii próbujemy spotkać się ze Złolem Louisem w jego posiadłości (nie wiem, jak wymyśliliśmy jego adres), ale ochroniarz nas spławia. Zbieramy okoliczny śmieć i nie wiem, jak gracz miał sam z siebie to wymyślić, ale trzeba zrobić tak: pod dzwonkiem położyć wiadro, na wiadrze mniejsze wiadro, a na nich deskę. Na gzymsie nad dzwonkiem ustawiamy duży kamień, a za nim opakowanie na rolkę filmową z wodą morską i aspiryną. Bo aspiryna ma wystrzelić, zsuwając kamień, który uderzy o deskę i deska ruszy dzwonkiem? W każdym razie ochroniarz nabiera się na zmyłkę, a my przeskakujemy mur i włamujemy się do rezydencji. W piwnicy znajdujemy związanego Jacka, tego, co miał zginąć na moście – okazuje się, że zamach na niego był ukartowany, bo wg niego miało to przekonać policję, że został wrobiony (joke on him, bo bagiety są przekonane o jego winie). Louis i Jack to potomkowie przemytników, obaj mają po kawałku mapy i chrapkę na skarb, zgadzamy się pomóc Jackowi. Wychodzimy z piwnicy, na korytarzu śpi strażnik, więc Nicole mUsI cHodZić BaRdZo CiChUtKo I pOwOlUtKo – dotarcie od drzwi piwnicy do drzwi po lewej to prawie 10 sekund (!), i to tylko po to, by odkryć, że są zamknięte. I muszę sprawdzić wszystkie cztery, że są zamknięte, bo jak sprawdzę tylko trzy, to Jack mi nie powie, że jeden ze strażników zgubił klucz i leży pod kuchenką. Brudzenie sobie rączek przeszukiwaniem podłogi jest zadaniem zbyt wymagającym dla naszej agentki specjalnej, dopiero musimy zrobić to zwiniętą gazetą (leżącą na stoliku w korytarzu, DO KTÓREGO TRZEBA PODEJŚĆ BAAARDZOO POWOOOOLI…). Zdobywamy klucz (jego położenie pod kuchenką jest losowo generowane), idziemy do biblioteki. Znajdujemy tam zdjęcie Louisa i jego brata (brat ma złotą bransoletę, taką samą, jaką znaleźliśmy w studzience obok mieszkania Jacka, tak, to właśnie jest morderca i to jest jedyna wzmianka o nim, jaką dostajemy do końca gry). Jest też sekretny pokój, zamknięty na ulubieńca fanów: układankę-przesuwankę! I to taką na szesnaście kafelków! Kiedyś u-p męczyły mnie niemożebnie, teraz pochodzę do nich z poirytowanym, ale jednak spokojem. Wiem, jednak, że ludzie generalnie nienawidzą tych układanek. Żeby było śmiesznej, ta tutaj… też jest generowana losowo, więc nawet nie można poratować się solucją czy czyimś walkthrougiem!

Łapią nas strażnicy i decydują, że Nicole przytrafi się „wypadek”, w którym przeszła przez mur i rozszarpały ją psy (które widać podczas naszego pierwszego włamania miały sjestę), masz tu 10-sekundowe fory, czas start! Już wskakujemy na mur, ale ześlizgujemy się, gdy… za rękę w ostatniej chwili łapie nas Nick. Tak, ten nasz wiecznie nieobecny partner z pierwszej części, już dajmy spokój, skąd wiedział, gdzie jesteśmy (bo Nicole nikomu nic nie zgłasza) i że powinien akurat wychylać się przez wyrwę w murze (chyba na niewidzialnej drabinie, my potrzebowaliśmy linki z hakiem, żeby tam się dostać). Enyłej, mówimy Nickowi, że potrzebujemy dostać się na Kubę (bo tam osiadła jedna z rodzin przemytnika po rewolucji, i mają kawałek mapy, end aj dont noł, co to ma wspólnego z morderstwami), Nick załatwia nam bilety.

Hawana, nie możemy skorzystać z archiwum, bo urzędnik jest na kawie. Zgadza się skrócić przerwę, jak mu dostarczymy cygara (które leżą w puszcze w windzie w ruinach hotelu). Daję mu, ale chce ognia – muszę lecieć pięć lokacji po zapalniczkę, bo gra nie pozwoliła mi jej wcześniej podnieść. Widzę, że jest pusta, ale dopóki urzędnik nie zwróci mi na to uwagi pełnym politowania tonem, nie mogę nic na to poradzić. To jest dobry moment, żeby wspomnieć, że miasta w HfP nie są wymarłe, jacyś ludzie są w tle, samochody jeżdżą po ulicach. Problem polega na tym, że w Havanie jeżdżą przez środek lokacji – i jak przejeżdżają, to gra nie pozwala mi przejść na drugą stronę ulicy, postać nawet nie może ruszyć, musi czekać. URGHHH.

Spotykamy się w archiwum, ale urzędnik nie chce za bardzo rozmawiać, bo przez drzwi podsłuchuje tajniak pełen podejrzeń co do amerykańskiej „turystki”. Urzędnik ma też takie bieda radio, z którym godzinę się męczył, żeby poprawnie ustawić jego położenie tak, żeby mógł odebrać swój ulubiony program. Nie z Nicole jednak te empatyczne numery – kradniemy bezpiecznik, kiedy światła padają i urzędnik wychodzi, zabieramy mu z radia baterie, gumkę i spinacz co mu antenę z kablem podtrzymywał, halo, kubański plebsie, imperializm amerykański u drzwi, wyskakuj ze wszystkiego, co sprawia ci radość. Zwabiamy tajniaka do hotelu i znowu, instalacja jak z filmu – w windzie kładziemy cegły, na cegłach – metalową puszkę, do puszki wkładamy baterie, zapalniczkę blokujemy gumką-recepturką i podkładamy pod puszkę, zwabiony hałasem tajniak biegnie do windy, a my go w niej zamykamy (nie pamiętam, czy Nicole podjęła jakieś kroki w celu upewnienia się, czy ktoś uwolni człowieka uwięzionego w opuszczonym budynku…). Wracamy do urzędnika, zdradza nam lokację rezydencji jednego z potomków przemytników. Jak się tam dostać? Busem nie, bo trzeba się przesiadać, taxi nie, bo zdziercy… Panie urzędniku, a mógłby mi pan pożyczyć swoje auto?  Urzędnik kubański mówi „spoko”, tylko trzeba się upewnić, że działa. I tu zaczyna się naprawa w stylu „biegaj przez siedem lokacji, bo nie pozwalamy ci podnieść iteamów”, nawet nie chce mi się gadać (wspomnę tylko, że wodę przynosimy w reklamówce znalezionej na śmietniku). Nicole jedzie, jakby koniecznie chciała spowodować jakiś wypadek, docieramy na miejsce, tj. do opuszczonej rezydencji. Pomagamy miejscowemu rikszarzowi, ten nas kieruje do Madame, lokalnej uzdrowicielki, co wie wszystko. Niestety, do Madame jest kilkudniowa kolejka chorych i kalek, a listy i drzwi pilnuje asystentka, która zgadza się przymknąć oko w zamian za naprawienie jej wiatraka. Żeby naprawić wiatrak, trzeba wymienić mu szczotki. Mamy szczotki, ale są za duże. A żeby je przyciąć, trzeba uruchomić przycinarkę, a żeby uruchomić przycinarkę, trzeba paska napędowego, a żeby dostać pasek napędowy, trzeba przynieść rikszarzowi jego ulubiony owoc… Naprawiamy ten głupi wiatrak, Madame każe nam złożyć ofiarę dla duchów, tj. zebrać okoliczne zioła (których wcześniej podnieść się nie dało, więc znowu trzeba biegać). Każe nam je spalić, próbuję jej pytać, szukam po kątach jej gabinetu, nie ma nigdzie świeczek ni zapałek, trzeba dopiero poprosić asystentkę. Podpalam, okazuje się, że Madame jest ostatnią z rodu, który zamieszkiwał rezydencję, oddaje nam kawałek mapy, a my natychmiast go tracimy, bo Lalkarz daje nam w łeb, opróżnia kieszenie, morduje Madame (i chyba wszystkich innych w wiosce, bo nie mogę znaleźć asystentki, ludzi w kolejce, rikszarza…) i odpowiednio oprawia, uciekamy.

Jedziemy do rezydencji Louisa, który ma najwyraźniej tylko dwóch ochroniarzy, bo chałupa jest pusta, z otwartą bramą, otwartymi drzwiami i bezpiesiem jak okiem sięgnąć. Znajdujemy list od Jacka z info, że towarzystwo pojechało na cmentarz. Dzieją się rzeczy, umawiamy się, że wytyczymy Louisowi drogę przez katakumby, jeżeli uwolni Jacka. Zagadki z mapą, zagadki z cmentarzem, Louis decyduje się zejść do podziemi po skarb z Jackiem na muszce, a Nicole oświeca, że… to nie Louis jest Lalkarzem!! Z jakiegoś powodu twórcy uznali, że ten trop jest mocny w graczu, że trzeba zrobić cutscenkę tłumaczącą, dlaczego nie (aż mnie wzięło z zaskoczenia, bo ani przez myśl mi nie przeszło, że Louis jest brany pod uwagę). Nokautujemy pilnującego nas ochroniarza, schodzimy do katakumb, cutscenka (cudnej urody, polecam samemu zobaczyć: https://www.youtube.com/watch?v=WgAA75uZGe8) pod drzwiami znienacka pojawia się Lalkarz, brat Louisa i wykłada swoje motywy: chłopakom umarli rodzice w wypadku i wydarzyły się bliżej niesprecyzowane nieszczęścia, co Lalkarz bierze za karę za grzechy przodków, którzy sprzedali arystokratów. Żeby zmyć grzech, decyduje się wyśledzić potomków pozostałych konspiratorów i ich zabić w ramach rekompensaty. Pomijając wszystko inne, po co ten cyrk z pozowaniem na marionetkę? Dlaczego w kryjówce trzymał zdjęcie+rekonstrukcję drzewa familijnego własnego brata? Nieważne, bracia się kłócą, Louis ginie, Lalkarz ginie, skarb przepada, uciekamy, Jack pyta, czy chcemy pójść z nim na kawę. KONIEC

Podsumujmy: Nicole nie udało się zapobiec dwóm morderstwo, które wydarzyły się przed jej nosem, nie zgłosiła ich władzom, właściwie uciekając z miejsc zbrodni, nie zgłosiła porwania Jacka kiszącego się w piwnicy, złamała policyjny nakaz wyjechania z kraju, włamała się trzech mieszkań, włamała się do Moulin Rouge i rozwaliła im drzwi, okradła mechanika (nie płacąc mu za sprowadzenie części i naprawę), ukradła motor, ukradła samochód (wypożyczony we Francji i porzucony w Hiszpanii), ukradła pierścionek z diamentem i nie zawraca sobie głowy konsultowaniem się z szefostwem. Bardzo się zdziwię, jeżeli trzecia część nie zacznie się w więzieniu.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Głowa w szafie



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2374
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 71 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 13:30, 30 Gru 2019    Temat postu:

Dzisiaj przygodówkowo, i to przygodówkowo-nietypowo.

Full Throttle - klasyka od LucasArtu, i to klasyka dość nietypowa. Rzecz dzieje się w bliżej niesprecyzowanej, dystopijnej alternatywnej rzeczywistości, w której świat został mocno zdominowany przez motocyklową subkulturę. Ben to przywódca jednego z lokalnych gangów, do którego niespodziewanie zgłasza się mechanik-legenda, producent kultowych motorów, z propozycją eskortowania go.

Jakkolwiek w grze jest sporo dobrego humoru, ale to jednak nie jest komedia, i ma znacznie cięższy nastrój, niż takie "Monkey Island" czy "Sam&Max". Było nie było - w tej grze giną ludzie, nic flakowego, ale to wciąż ginięcie w brutalnych okolicznościach. Klimat jest bardzo dobry, grze dużo robią świetne dialogi, a dialogom dużo robi świetny dubbing. Okazuje się, że zatrudniono tu nie byle kogo - głównego złego gra tutaj... Mark Hamill, i jest absolutnie cudowny w roli śliskiego korposzczura, co knuje intrygę w celu sprzedawania mini-vanów. Można go sobie posłuchać choćby w intro.

Drugi wyróżnik to... elementy bijatykowo-zręcznościowe. W połowie gry między lokacjami nie podróżuje się na kliknięcie, tylko faktycznie do nich jedzie, i jest tam osobna droga, na której pojawiają się członkowie innych gangów. Jak się z nimi zrównasz, to dochodzi do bijatyki na motorach - gdy wygrasz, zabierasz broń pobitego. No i fajnie, ale na co to? Ano jest to część zagadki. Są dwaj członkowie gangu, którzy są kluczowi dla progresu - jeden ma przyspieszenie, drugi specjalne gogle do znalezienia tajnego przejścia. Żeby pokonać tego z przyspieszeniem, trzeba go trzepnąć łańcuchem, a żeby zdobyć łańcuch, trzeba pokonać członka gangu, który z kolei... To samo gogle - facet jest na specjalnym, niskim motorze, więc po pierwsze trzeba wyczaić, że nie wolno na niego najechać (bo wypuści smar i koniec bitki; a przy większości walk strategia sprowadza się do wybrania odpowiedniej broni, podjechania blisko i nawalania przycisku ataku), po drugie, że musi podnieść głowę po przejechaniu przez pęknięcie na drodze, a po trzecie, że trzeba go walnąć deską, bo to jedyna (?) broń, która go sięgnie. Czyli trzeba odbyć X walk, poświęcić czas na znalezienie odpowiednich przeciwników, wygrać z nimi, co nie jest wcale takie proste... Nie dziwię się rage quitom i negatywnym recenzjom na Steamie. A mówimy tu o remasterze, który i tak poprawił kilka rzeczy (jak prawdopodobieństwo, że trafisz na bikerów, których jeszcze nie pokonałeś), nie mogę sobie wyobrazić, jaka to musiała być męczarnia w oryginale.

To była interesująca przygoda - nie zajęła czołowego miejsca w moim rankingu nawet nie przygodówek, co przygodówek LucasArtu, ale na pewno się wyróżnia. Trudno ją komuś polecić (ze względu na ten nieszczęśny element zręcznościowy w połowie, który zabiera mnóstwo czasu), ale ma swój klimat, humor, dobre dialogi, zwartą, prostą historię, w porządku zagadki. Szkoda tylko, że świat przedstawiony nie został bardziej zgłębiony, nawet w pobocznych notatkach dla ciekawskich. No i jednak przekaz "korpo dobre, tylko doradca zły" to nie jest przekaz, który tygryski lubią najbardziej.


Detective Grimoire - bagno, a na bagnie atrakcja turystyczna z dwoma pracownikami na krzyż. Dobra, bezrobotnymi pracownikami, bo właśnie w kalendarz kopnął właściciel, a głównym podejrzanym jest lokalny potwór. Potwór, jasne, Grimoire ma powody, by sądzić, że sprawca jest znacznie bardziej przyziemny.

"Detective Grimoire" to prosta, ale satysfakcjonująca gra z, hm, "organicznym" podejściem do pracy detektywa. Przygoda mija na przyglądaniu się otoczeniu, zbieraniu dowodów, układania zdań w trybie logicznym, rozmów z postaciami i wyciągania z nich sekretów, gdy puzzle nie będą się zgadzać. Spokojnie mogą grać w to dzieci, bo jest prosto, nie da się przegrać, gra nie karze dotkliwie za błędy, dużo podpowiada, a klimat idealnie balansuje w dawkowaniu przyjemnej grozy. Miły w tym wszystkim jest nienachalny akcencik proekologiczny.

Przesłuchiwania przesłuchaniami, ale ta oprawa! Naprawdę imponująca jak na tak małe studio. Świetne designy postaci, przyjemna animacja, kolory, bardzo dobry dubbing, a muzyka jak z pełnometrażowego filmu animowanego. Miłe zaskoczenie i miła przygoda na wieczór.


Pilgrims - prosta, baśniowa historyjka bez słów w klimatach starych animacji czechosłowackich. A wszystko zaczyna się przy hazardowym stole, gdzie gra baba, diabeł, ksiądz, zbój i włóczęga.

"Pilgrims" faktycznie jest proste: proste zagadki, prosty humor (jednak diabeł-kłótnik dostający od niedźwiedzia w nos czy baba okładająca drugą babę miotłą to jest to), proste historyjki. Gra zachęca do eksperymentowania, można przejść ją na różne sposoby, oglądając nowe scenki czy nieznacznie zmieniając zakończenia postaci pobocznych. Ciekawy jest system: otóż zebrane postacie i przedmioty odkładają się w naszej ręce w postaci kart, które możemy wyłożyć w lokacji. W scence możemy wyłożyć tylko jednego bohatera, a każdy z nich ma swoje umiejętności, inaczej reaguje na spotkane postacie i inaczej obchodzi się z przedmiotami.

Bardzo przyjemna przygoda zachęcająca do zabawy, bardzo robiąca estetycznie, a przy zakończeniu można sobie westchnąć nad tą przyjemną prostotą. Zachęcam i nie dziwię się, że ma takie miażdżące pozytywne na Steamie - nie ma tu fajerwerków, ale naprawdę trudno zdobyć się na łapkę w dół.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 18137
Przeczytał: 198 tematów

Pomógł: 98 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 15:03, 30 Gru 2019    Temat postu:

Full Throttle, mujborze, w jakichś zamierzchłych czasach miałam tego demo z jakiejś płytki dołączonej do jakiegoś pisma i nawet sobie trochę pogrywałam, ale do tych elementów zręcznościowych chyba nawet nie dotarłam. Nostalgia.

Myśmy tymczasem w święta grali w karcianki z moim bratem, o którym można by napisać pastę, że jest fanatykiem gier Wink oraz sprezentowałam siostrze dodatek do Magii i Miecza. Mój brat niestety w tym swoim fanatyzmie jest nieco uciążliwy, bo domaga się grania w każdej odrobinie wolnego czasu, jakby mógł, to by wszystkich po prostu zmusił i jest tak niecierpliwy, że nie chce tracić czasu nawet na objaśnienie reguł (ani na przeczytanie ich samemu PRZED rozgrywką, jeśli dla niego również gra jest nowością). W rezultacie rozgrywka obfituje nieraz w mnóstwo niespodzianek, kiedy w trakcie okazuje się, że obowiązuje jakaś reguła, której do tej pory nie znaliśmy albo coś działa inaczej niż nam się wydawało.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:09, 10 Sty 2020    Temat postu:

Borze, to już tyle czasu minęło odkąd pisałem o problemach z Falloutem? Bo miałem wam w sumie dopisać dlaczego warto jednak tykać tę grę.


Krótki rys: New Vegas opowiada o walce Republiki Nowej Kalifornii z Legionem Cezara, a całej tej rozgrywce przypatruje się właściciel New Vegas, tajemniczy pan House... i być może gracz, jeśli zdecyduje się zagrać o niezależne New Vegas.

Dwie główne frakcje walczą o nietknięta (i ciągle produkującą prąd) zaporę Hoovera, a my wędrujemy po zachodniej stronie rzeki Kolorado. Tereny te, choć okupowane przez wojska Republiki, nie są formalnie jeszcze jej częścią. Żołnierze są przeciążeni zadaniami, drogi są niebezpieczne, zaopatrzenie też nie wystarcza dla wszystkich. Dodatkowo tak zwany "Cezar" to mistrz wojny podjazdowej i potrafi wykorzystać każdą okazję by uderzyć tam gdzie zaboli najbardziej. Dodatkowo ten jego "legion" to... wyobraźcie sobie zjebów z Isis, którzy naczytali się książek o starożytnym Rzymie i stwierdzili, że zabawią się w cosplay.

I tak oto pewnego dnia moja rewolwerzystka i łowczyni nagród Lara Sanders dotarła do obozu McCarran położonego na terenach przedwojennego portu lotniczego. Nie dość, że z powodu problemów z jakością żywności żołnierze mają tam, delikatnie mówiąc, "gówniany" problem, to jeszcze uwikłani się w niekończące się walki z "bestiami" w ruinach zachodniego Las Vegas. Bestie to gang wiecznie naćpanych, wręcz szalonych bandytów, wyjątkowo uprzykrzający życie żołnierzom RNK.

Rozmawiając z dowódcą 1 batalionu zwiadowczego (elitarnego oddziału snajperów), dowiemy się że ten martwi się o jedną z żołnierek, kapral Betsy. W czasie jednej z misji razem ze swoim partnerem dostała się do niewoli i została zgwałcona przez Cook-Cooka, jednego z liderów Bestii. Obydwoje zdołali później uciec, ale od tej pory dziewczyna zachowuje się dziwnie i reszta oddziału po prostu się o nią martwi.

I wiecie co mamy zrobić po pogadaniu z resztą żołnierzy? Wiecie?

Przekonać Betsy, że potrzebuje terapii. Tak jest! W ilu grach mieliście takie zadania!?

Przy okazji - za Cook-Cooka i dwóch innych liderów wyznaczono nagrody, więc Lara polazła ubić gnoja. Nie było łatwo, bo ten debil znany jest z biegania z miotaczem ognia (w ogóle jest jakimś pojebanym piromanem), a nie mogłem strzelać mu w głowę, bo by dostać nagrodę trzeba pochwalić się uciętym łbem dziada (jeśli uszkodzimy mu łeb, to gra to wykrywa i dostajemy tylko część forsy, bo oficer nie jest pewien czy to na pewno ten typ). Skończyło się na tym, że nim Lara ubiła typa, przestrzeliła mu obydwa kolana.

Zgarnąłem nagrodę, Betsy dorzuciła też część swojego żołdu, a moja postać była już na tyle wygadana, by przekonać ją że naprawdę przyda się jej ta terapia. Larę poproszono też, by udała się do kliniki i powiadomiła doktor Usanagi, że będzie miała taką pacjentkę. W międzyczasie wybiłem resztę liderów bestii i żołnierze mogli odetchnąć z ulgą, a oddział snajperów przeniesiono na drugi koniec mapy.

Włócząc się po okolicy trafiłem do burdel, gdzie uciąłem sobie pogawędkę z jego szefową, Pretty Sarah. Jeśli mamy wygadaną postać możemy wyciągnąć z niej, że sama już nie pracuje w "zawodzie", a jedynie dogląda interesu, po tym... jak została zgwałcona i torturowana przez Cook-Cooka - ma blizny po oparzeniach na całym ciele. Satysfakcja z ubicia gnoja wzrosła, Sarah też wyglądała na ukontentowaną.

Potem pogadałem z doktor Usanagi w klinice i ruszyłem do Betsy, by poinformować ją, że wszystko jest umówione (przy okazji przez przypadek zostając bohaterką Republiki, ale to już inna historia), gdy trafiłem do obozu dla uchodźców w którym RNK zapewniała schronienie dla tych swoich obywateli, którzy myśleli że w New Vegas zgarną miliony, a zostali z niczym. Tamtejszy oficer będzie zmartwiony tajemniczymi zniknięciami uchodźców i zleci nam śledztwo w tej sprawie. Tak oto znów trafimy do zachodniego New Vegas i czasie rozmowy z dwoma typkami, którzy byli widziani z zaginionymi, szybko zauważymy, że ci dwaj wiedzą więcej niż nam powiedzieli. Szybko włamanko do pokoi którzy ci dwaj wynajmują w burdelu Pretty Sary potwierdzi nasze przypuszczenia - znajdziemy między innymi dziennik z którego wynika, że ci dwaj sprzedawali całe rodziny (razem z dziećmi) Cook-Cookowi. Lara "trochę" się zagotowała, nie bawiła się w konfrontacje czy dostarczenie dowodów Republice, tylko wyciągnęła swój największy rewolwer i skasowała gnojów. Sarah trochę się boczyła, bo to byli stali klienci, ale po pokazaniu dziennika zmieniła zdanie.

Muszę przyznać, że to był najlepszy ciąg questów pobocznych jaki miałem od bardzo dawna. Ta gra pod względem fabularnym to jeden z najlepszy rpgów jaki powstał. Świetne pisarstwo. Stworzyłem sobie niedawno nową postać w Falloucie 4 i choć uwielbiam tę grę, nie mogę przestać myśleć ile soków z jej fabuły wycisnęliby Chris Avellone i spółka.

No i podziwiajcie [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Vaherem dnia Pią 20:11, 10 Sty 2020, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Głowa w szafie



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2374
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 71 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 10:56, 24 Sty 2020    Temat postu:

Cytat:
Full Throttle, mujborze, w jakichś zamierzchłych czasach miałam tego demo z jakiejś płytki dołączonej do jakiegoś pisma i nawet sobie trochę pogrywałam

Kura gamer Very Happy

"F: NV" pod względem fabularnoquestowym brzmi cudownie (motyw terapii szczególnie na plusie, choć całość brzmi soczyście), szkoda tylko, że jak nie masz trzystu modów i pomyślnych rzutów na naprawę, to nie da się grać Razz

Cytat:
No i podziwiajcie ten opis questa!

No i co, zjadła?

Styczeń 2020. Jakieś plany i nadzieje na ten rok? Wskrzeszenie marki, newsy o kontynuacjach, może marzy się wam wydanie czegoś w konkretnym gatunku czy stylu?
Ja może zacznę: byłoby miło, gdy pojawił się news o dodatku do „Cupheada” (bo marka sama w sobie szaleje – zapowiedź serialu animowanego, wydanie artbooka, teraz dołączenie do puli postaci w „Super Smash Bros”…). Konkretniejszy news o kontynuacji „Darkest Dungeons”. Wydanie wreszcie „World of Horror”*. A z marzeń to wydanie na PC kolejnych części z serii „Ace Attorney” albo „Ghost Trick” (mam przykre wrażenie, że to ostatnie odchodzi w niepamięć ;_Wink. No i może jakiś porządny monster dating symulator z kryptydami, a nie hentai babes cyc XXL z kiełkami i doczepionymi ogonami.

* - jeżeli nie znacie: [link widoczny dla zalogowanych] Data premiery jest nieustannie pod znakiem zapytania i strona wisi na Steamie od czasów chyba samych Przedwiecznych, ale hej – to indie gra robiona przez jedną osobę, a przecież już same arty w tej grze wymagają niedorzecznej ilości pracy. Niech dłubie przy tym, ile jej wygodnie.

Powolutku gram sobie w „Disco Elysium”, bawię się na razie dobrze – lubię główne duo, świat przedstawiony, humor i narrację. Brakowało mi gry takiej, hm, „politycznej” (że o politycznie lewackiej nie wspomnę), w której można wyrażać przekonania bardziej konkretne niż „obie strony mają racje, a centryzm i dążenie do statusu quo to jest to” i mniej strzelankowe niż wolfsteinowe „nazistom mówimy zdecydowane NIE”. Jestem dopiero na początku, a już pozwolono mi się zadeklarować jako feminista ("-You are... what? -You heard me.") i wyrazić żal, że nasz rząd nie jest jednak proletariacki. Brak walki jest gigantyczną zaletą, co jeszcze bardziej uświadamia mi równoległe granie w „Tyranny” – granie na baby easy, ponieważ mam w nosie walki i porównywanie przedmiotów ze statsami ciągnącymi się jak paragon po zakupach w niedzielę handlową przed Świętami w likwidowanym sklepie, jestem tu tylko dla lore i rozmów z postaciami. BTW, DE nie jest łatwe (a przynajmniej ja jeszcze nie umiem przygotować się na najgorsze), śmierć i załamanie psychiczne czai się na każdym kroku – już mnie wykończyła perspektywa zeskoczenia po płaszcz, siedzenie na niedorzecznie niewygodnym krześle i niezdany test na nierozpłakanie się. Gra roku.

Rainswept – symulator chodzenia w detektywistycznym sosie. W małym amerykańskim miasteczku dochodzi do niemałej zbrodni – morderstwa z samobójstwem. A może dwóch morderstw? Przysłany z wielkiego amerykańskiego miasta glina do pomocy ma wymalowaną na twarz traumę i nie wygląda na takiego, co nadaje się do pracy.
Ta gra jest znacznie bardziej melancholijna i znacznie mniej mroczna, niż mogłoby się wydawać po opisie czy trailerze. Jak mówię, to nie jest przygodówka czy gra logiczna – śledztwo sprowadza się do biegania od A do B, wyczerpania dialogów z kluczowymi postaciami, jednego przeszukania pokoju i może z trzech bardzo prostych segmentów zagadkowych. Historia kręci się głównie wokół traumy głównego bohatera (nigdy nie zgadniecie, czego nie może sobie wybaczyć popkulturowy gliniarz! Nigdy!) i analizowania trudnej relacji zamordowanej pary, w tle smutne mini-historie mieszkańców miasteczka.
To gra robiona bodajże przez maks trzy osoby – i twórcy mają zacięcie artystyczne, przede wszystkim w zestawianiu kolorów czy „ach!” scenkach, jak widok na osłoneczniony kościół. Ale ta gra ma jedną z najgorszych animacji chodzenia/biegania, jakie znam. Nie da się przyzwyczaić, ta połamana kukiełkowość w ogóle nie pasuje do poważnego tonu gry, że nie wspomnę o błędach typu „nogi przechodzące przez płaszcz/sutannę”. No a niestety w tej grze trzeba dużo biegać, nie da się włączyć klawisza stałego truchtu, a jakkolwiek gra jest ładna, to nie jest aż tak ładna, żeby mnie nie męczyło łażenie w tę i z powrotem po znanych mi już lokacjach.
„Rainswept” jest okej, momentami łamane przez „meh”. To historia, którą wiele osób pewnie potrzebuje usłyszeć, ale do mnie akurat aż tak mocno to nie trafia. Doceniam grę za klimat i dobre przesłania.

Solitaire Regency – połączenie pasjansa z visual novel. Pierwsza połowa XIX wieku, Anglia, brat Belli przewalił cały majątek w karty i teraz nie dość, że rodziny nie stać na urządzenie balu w celu łapania kawalerów, to jeszcze na Bellę czyha sąsiad-stalker. Z pomocą matki chrzestnej, wuja i talii pasjansa Bella postanawia się odkuć i zrobić taką imprezę z takimi żyrandolami i taką śmietanką towarzystwa, że najlepszy kandydat na męża oświadczy się w minutę osiem.
Jakkolwiek pomysł na taki miks bardzo mi się podoba, to ze smutkiem donoszę, że część fabularna jest tu absolutnie do bani – nudy, absolutnie nic się nie dzieje tak bardzo. Ani to romantyczne, ani urocze, ani śmieszne, ani tak złe, że aż śmieszne, no po prostu wata między jedną partyjką a drugą. Dobrze, że to pasjans, pasjans sam w sobie jest dobry, a ten tutaj wciąga – nie jest to ten klasycznie windowsowski, są różne układy, bonusy, umiejętności i generalnie jest to jednocześnie i relaksujące, i wciągające, tylko tej tak reklamowanej części fabularnej żal.

The Walsingham Files, ep 1 – detektywistyczna gra w RPGMakerze. Sara ląduje na komisariacie, w którym tak bardzo nic się nie dzieje, że najbardziej emocjonującym wydarzeniem jest pogadanka w szkole – pogadanka odwołana, bo w pobliskim parku dochodzi do podwójnego morderstwa.
To jest kontynuacja serii „The Silver Creek Falls”, której znam 1 i 2 epizod i oba były absolutnie do bani. I TWF załączyło mi się bez wielkich nadziei, ale ku mojemu zdumieniu – jest postęp! Lokacje są bardziej zwarte, asystent ciekawszy, a kminienie w drugiej części gry głównie dzieje się w głowie gracza i faktycznie nikt nie prowadzi za rączkę – twórcy chcieli tu trochę realistycznej roboty glin i choć wymaga to dopracowania, to ogólnie ma ręce i nogi. Nie jest to może nawet kategoria „bardzo porządne” i swoje wady dalej ma, ale idzie to w zdecydowanie ciekawszym kierunku. Tak trzymać!

White Door z serii „Rusty Lake”. Budzimy się w białym pokoju bez wspomnień i podążamy za rutyną coraz bardziej absurdalnego dnia.
Moja relacja z tą serią jest jaka jest. Ja generalnie nie przepadam za surrealistycznymi grami logicznymi, ale „Rusty Lake Hotel” bardzo mi się podobało, podobało mi się „Cube Escape: The Seasons”, mniej (nieskończone wciąż) „Rusty Lake: Roots” czy inne z cube. „White Door” na plusie, absurdu jest w sam raz, bardzo podoba mi się pomysłowe wykorzystanie podzielonego na dwie ramki ekranu pokazującego odmienne perspektywy, lubię interaktywne przerywniki senne. Jest to gra łatwiejsza gameplejowo i bardziej casualowa w prowadzeniu historii, fani poprzednich odsłon mogą czuć się rozczarowani. Nie wiem, czy chce mi się polować na wszystkie sekrety i został mi jeszcze bonusowy level, ale generalnie dobrze oceniam główną przygodę. EDIT: Jednak mi się chcę, mam już wszystkie, poza tą w segmencie ze snem o klubie nie było tak źle.

The Queen of Blackwood High. Wreszcie udało mi się zmusić, żeby to skończyć, i to skończyć z niedoczytywaniem tekstu (ale z ciekawości zostały odhaczone dwie drogi). Podtrzymuję wcześniejszą opinię, to niestety nudna gra z ubogim światem przedstawionym, schematami jakby prześwietlona klisza robiła odbitki, mało rozbudowanymi postaciami, mdłą bohaterką i jakkolwiek nastoletni romans ma swoje słodkie momenty, to zbyt tego mało, by coś to ratowało.
Okej, więc na zdecydowany plus, że można zdecydować się na przyjaźń (choć to też ma takie stężenie gejowskiej chemii, że ścieżka romantyczna momentami odpada) albo romans, i każda z tych ścieżek ma złe i dobre zakończenie (choć nie mam pojęcia, jakie decyzje na to wpływają). Na ekranie pojawiają się cztery postacie: heroina Brooke, jej psiapsióła Molly, królowa pszczół Kendra i jej psiapsióła Courtney. Po obraniu ścieżki romantycznej psiapsióły wcina z akcji, raz mamy krótki komentarz, że prowadzą przyjazną pogawędkę na balu, Kendra okazuje się mieć niedorzecznie toksycznych rodziców (właściciele korpo, więc zawieszam niewiarę) i nie chcą, żebyśmy się bujali z jej córką, końcem końców panny kończą szkołę i zastanawiając się, co dalej, ze świadomością, że rodzice będą gigantyczną przeszkodą w tej relacji, postanawiają mimo wszystko zamieszkać razem. Ładne zakończenie, takie normalne, ze słodko-smutną nutką. Za to ścieżka przyjaźni!... Okej, Courtney generalnie nas nie lubi, cały czas wyzywa nas od „transfer trash” i dobrze doradza, żeby się odwalić od Kendry, z którą zresztą jest pokłócona z powodu tego, jak nas traktuje. Na promie wybucha kłótnia, z której wynika, że a) Courtney planowała użyć swoich kontaktów z dyrekcją (?), żeby nas wywalić z budy b) przyjaźni się głównie z Kendrą dlatego, że są obie są córkami wielkich korpograczy i Courtney chce sterować Kendrą jak marionetką c) ale też trochę dlatego, żeby inni ją lubili, bo chuliganica Kendra obijająca ryje jednak budzi powszechny zachwyt. Nawet gra ustami Brooke zauważa, że Courtney brakuje tylko podkręcania wąsa nad niewiastą szamoczącą się na torach kolejowych. Gdy Courtney wychodzi z trzaskiem drzwi, bohaterki ustalają, że jest już późno na redemption arc dla takiej mendy i w końcowej scence zasadzają jej piękne lekceważonko, po czym mam jednak złe zakończenie (Courtney nakablowała starym Kendry, że ich córka buja się z plebsem, Kendra żegna się przez telefon z lotniska i tyle ją widzieli). Nie chce mi się szukać szczęśliwego zakończenia, mam nadzieję, że wątek z Courtney jest inny, bo morał „każdy zasługuje na drugą szansę i wskazanie mu dobrej drogi, chyba że nie jest tru lovem, to wtedy nie” taki mało pedagogiczny jest.

Udało mi się też skończyć trzecią część „Zero Escape”, ale oh, boy, mam na temat tej gry OPINIE i będą one w osobnym poście, bo można je koszami wynosić.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Wypłosz
Pan z ćwierćwieczem



Dołączył: 03 Wrz 2013
Posty: 1950
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:07, 24 Sty 2020    Temat postu:

@Kazik - też gram w DE i też pierwsza śmierć moja miała związek z okrutnym krzesłem. Very Happy No i jestem krwiożerczym marksistą, który oprócz głównej intrygi bada sprawę tajemniczej śmierci ichniejszego Marksa. :>
Nie wiem czy rozumiem ten system "Gabinetu Myśli", ale faktycznie gra się świetnie, no i mocowanie się z dialogami cieszy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Głowa w szafie



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2374
Przeczytał: 18 tematów

Pomógł: 71 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 13:23, 29 Sty 2020    Temat postu:

Pytanie: czy macie ukochaną grę (albo genre), w której naprawdę wiele lubicie, wiele wybaczacie, ale jest ten jeden element, którego szczerze nie znosicie?

Cytat:
No i jestem krwiożerczym marksistą, który oprócz głównej intrygi bada sprawę tajemniczej śmierci ichniejszego Marksa. :>

<3 No to jak się więcej ogramy, to chętnie podyskutuję o wrażeniach (ja wciąż na początku, bo przewracam każdy kamień i jeszcze mam do zbadania ciało, bo cały czas odkładam chwilę, w której trzeba będzie zwymiotować przy tych chuligańskich smarkach).

Kazik&Wypłosz: *korzą się przed potęgą niekomfortowego krzesła*
ZA/UM: co tam mordki towarzysze, gotowi jesteście na hard mode?

Po długim, długim czasie udało mi się uruchomić pierwszą część "DanganRonpa" (długo by mówić, bug związany z zapisami) i cisnę od początku. I wciąż bawię się bardzo dobrze, fajnie wrócić do tej gry po raz en-ty, ale z perspektywy całej trylogii i spędzenia X lat w fandomie. Przechodzę sobie też trójkę, tym razem po pogodzeniu się z zakończeniem, jedynym w swoim rodzaju. No i "AI Somnium", na razie bardzo dobreńkie, o którym więcej po skończeniu, bo to trochę trudno wyjaśnić, o co chodzi.

Ale poza visualnovelowymi bydlętami na kilkadziesiąt godzin mam za sobą też drobiazgi, oba darmowe.
To Do List - horrorowa przygodówka. Domek z ogródkiem na kawałku skały przemierzającym kosmos, a w domku samotny podróżnik, któremu dnie mijają na porządkach i rozwijaniu artystycznych skilli i na pewno nic złego nie spotka osoby pozbawionej jakiegokolwiek kontaktu z innymi.
To nie jest absolutnie horror nastawiony na niespanie po nocach, tylko krótka historia (ja wiem, na kwadrans?) z niepokojącymi elementami. Można zagrać na [link widoczny dla zalogowanych].

one night, hot springs - visual novel o bolączkach trans kobiety, którą zaproszono na imprezę urodzinową w gorących źródłach. Urocza, spokojna opowieść przypominająca, że w tym zimnym świecie jest jednak miejsce na prostą życzliwość. Mnie trochę brakuje takich opowieści poruszających problemy queerowców, ale bez wielkich, ostrych dram z samobójstwami, prześladowaniami i "nie mam już syna!". Bardzo podobało mi się, że w galerii do obrazków dołączone są krótkie smsy zdradzające, jak potoczyły się dalsze losy po zakończeniach, fajnie byłoby to zobaczyć w innych visual novel. Można zagrać na [link widoczny dla zalogowanych].


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Wypłosz
Pan z ćwierćwieczem



Dołączył: 03 Wrz 2013
Posty: 1950
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:11, 29 Sty 2020    Temat postu:

@Kazik - chętnie, bo też bardzo powoli mi z tym idzie. Poza tym dodzwoniłem się do swojej stacji policyjnej i zrobiło mi się przykro po tej konfrontacji. :<
Wink
A co do pytania: tak, nawet ostatnio myślałem o tym dość intensywnie. Chodzi mi Pillars of Eternity. Ja naprawdę lubię tę grę. Prawie uwielbiam. Jest jednak pewien aspekt systemu walki - skądinąd dobrego - który doprowadza mnie do szewskiej pasji: to, jak jest wyważony, gładki, pozbawiony kantów i zadrapań, i łatwy do przełknięcia. W Baldurze udane połączenie ciosu w plecy i trafienia krytycznego pozwala na skończenie walki jednym ciosem. Chytra kombinacja zaklęć może wykończyć smoka. Odpowiednie budowanie postaci sprawia, że endgame nawet przy wysokim poziomie trudności jest banalny. Są bronie, które całkowicie wyrzucają dotychczasową dynamikę gry przez okno. PoE... Nie ma nic takiego. Grałem wojownikiem, grałem magiem, teraz złodziejem. I rozgrywka smakuje tak samo - owszem, jako łotrzyk przy odrobinie szczęścia zadasz mocarne obrażenia, ale gra jest tak wyważona, że prawie nigdy to nie powoduje, że potyczka, która przy innym składzie jest koszmarnie ciężka, nagle staje się łatwa. Nie ma - a przynajmniej nie znam - buildów, które dramatycznie zmieniają grę daną klasą. Błogosławieństwem i przekleństwem systemu tworzenia postaci jest to, że każda Cecha jest przydatna w walce w pewnych okolicznościach, więc barbarzyńca z niezmiernie wysoką Inteligencją też może być superskuteczny. To wszystko sprawia, że te postaci robią się mdłe. Podobnie jest z broniami - nie miałem jeszcze sytuacji, by wyposażenie postaci w taki a nie inny miecz sprawia, że gra się zupełnie inaczej.
I ta sama historia jest z różnymi zdolnościami postaci i wrogów. Nie ma przeciwnika, który jest w stanie uśmiercić postać jednym atakiem - skamienienie jest czasowe, brak zaklęć natychmiastowej śmierci, etc. No i siłą rzeczy kończenie walk wcześnie jest zwyczajnie niemożliwe.
Najbardziej frustrujące jest to, że ja rozumiem cel przyświecający takiemu zaprojektowaniu potyczek, to nie jest niedbalstwo czy głupi błąd. Dla mnie to jednak sprawia, że ta gra nie lśni takim blaskiem, jakim by mogła. Sad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 17:36, 29 Sty 2020    Temat postu:

Miałem w sumie o czymś podobnym pisać w ulubionych i najbardziej znienawidzonych momentach w grach. Towarzysze i ich "punkty poparcia". Już pal lich, jeśli jest dużo możliwości, by je zdobyć, ale taki Kotor 2 czy New Vegas... och, chcesz zrobić z Attona Jedi? Lol, musisz go mieć w kilku konkretnych momentach gry w swojej drużynie, plus raz nie mieć, by uzyskać wskazówkę na temat jego przeszłości od npctów (w jednym, konkretnym miejscu), acha i jeszcze musisz wybierać odpowiednie opcje dialogowe, bitch. Takich sytuacji masz chyba cztery i dokładnie tyle poparcia Attona musisz zdobyć, hłehłehłe.!

Kazik, no nie. Zjadła trochę za dużo ołowiu nim doszliśmy do włosów. Ale za to przeprowadziłem zamach terrorystyczny na korpo sukę z korpo karawany, która w porozumieniu z tą całą Glorią wyżynała mniejsze karawany i wykupywała prawa do ich nazw itd. W nocy wbiłem do jej biura, zostawiłem jej kostkę C4 pod blatem biurka i wróciłem rano - oddając jej kontrakt na sprzedaż karawany moje towarzyszki i gdy ta małpa rozkoszowała się sukcesem, poszedłem do toalety i stamtąd zdalnie zdetonowałem ładunek. Najs. Nie musiałem tego robić, ale zależało mi by nie roznosiło się że to ja. Very Happy

Tymczasem ja mam tyle niedokończonych tytułów, rozgrzebanych, ledwo zaczętych, prawie skończonych... że musiałem to sobie rozpisać.:

[link widoczny dla zalogowanych]

Skończyłem, popatrzyłem i po chwili dotarło do mnie, że jeszcze Mass Effect 3 na Originie -_-". Najgorzej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
cayce pollard
Harry Slytherin Gryffindor Merlin Potter



Dołączył: 04 Wrz 2017
Posty: 104
Przeczytał: 29 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:20, 29 Sty 2020    Temat postu:

Vaherem napisał:
Miałem w sumie o czymś podobnym pisać w ulubionych i najbardziej znienawidzonych momentach w grach. Towarzysze i ich "punkty poparcia".


tak!!! o ile sam zamysł tego, że towarzysze reagują na to, co robisz, jest fajny, o tyle punkty poparcia potrafią być tak wkurzające... w dragon age 2 jest taki moment, że SPOILER możesz sprzedać fenrisa -- byłego niewolnika -- z powrotem w niewolę KONIEC SPOILERA, a anders reaguje na to... +5 approval. no przecież to się w pale nie mieści. w marcu będzie dziewięć lat, odkąd ta gra wyszła, a ja do tej pory mam oburz i chyba nigdy nie przestanę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
H
Gość






PostWysłany: Śro 20:06, 29 Sty 2020    Temat postu:

Ech, kiedyś miałam brata z kumputerem, na którym chodziły te wszystkie skyrimy i new vegasy; teraz mam dziewczynę ze starym laptopem. Tęskno mi, jak Was czytam Razz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Zuza w busie do Poznania



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1924
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:08, 29 Sty 2020    Temat postu:

Kazik napisał:
Pytanie: czy macie ukochaną grę (albo genre), w której naprawdę wiele lubicie, wiele wybaczacie, ale jest ten jeden element, którego szczerze nie znosicie?


Dragon Age: Origins i... no, właściwie WSZYSTKO w tej grze. Doprawdy czasem nie rozumiem, jakim cudem udało mi się przejść tę grę te dwadzieścia razy, skoro dosłownie każdy jej element mnie wkurza. No, każdy poza Zevranem, lol. Ale mimo to kocham tę grę, bardzo ciepło ją wspominam i zawsze będę ją uważać za jedną z moich ulubionych gier, i zawsze będę do niej wracać od czasu do czasu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Wypłosz
Pan z ćwierćwieczem



Dołączył: 03 Wrz 2013
Posty: 1950
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:54, 29 Sty 2020    Temat postu:

@Rewa - też trauma po Głębokich Ścieżkach? Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5609
Przeczytał: 191 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 0:08, 30 Sty 2020    Temat postu:

Rewa napisał:
Kazik napisał:
Pytanie: czy macie ukochaną grę (albo genre), w której naprawdę wiele lubicie, wiele wybaczacie, ale jest ten jeden element, którego szczerze nie znosicie?


Dragon Age: Origins i... no, właściwie WSZYSTKO w tej grze. Doprawdy czasem nie rozumiem, jakim cudem udało mi się przejść tę grę te dwadzieścia razy, skoro dosłownie każdy jej element mnie wkurza. No, każdy poza Zevranem, lol. Ale mimo to kocham tę grę, bardzo ciepło ją wspominam i zawsze będę ją uważać za jedną z moich ulubionych gier, i zawsze będę do niej wracać od czasu do czasu.


Tysiąc razy tak, tylko chyba mam więcej uczuć względem DAI - wina Doriana. Wink

O, The Cube: Paradox z Rusty Lake boleśnie uwypukliło mi, jakim rozleniwionym graczem jestem. Obejrzeć film? Notować? Wgryźć się? Nie chciało mi się. Zwłaszcza po Black Flag, gdzie elegancko podano nowe-stare - najlepsze mechaniki z poprzednich odsłon w odświeżonym wydaniu. Żadnej nauki, żadnego główkowania. Spory kontrast.
A nadziei na poprawę nie widać, bo a to mnie na 8-letni Skyrim naszło, a to na 5-letnią Inkwizycję (tak, właśnie przechodzę, roleplayu mi się zachciało). Pół biedy, gdybym dopiero zaczynała, a nie była po 300+ godzinach w każdej z nich. Może to przyzwyczajenie - sprzed czasów szybkiego internetu ogrywało mi się jeden tytuł do bólu.

I nie wiem, czy to magia przerwy, czy też patreona, ale dobrze znowu widzieć starą formułę Angry Joe Show. Tegoroczne worst games i controversies of 2019 to prawdziwe złoto.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Rufus dnia Czw 0:11, 30 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 0:09, 30 Sty 2020    Temat postu:

Głębokie ścieżki głębokimi ścieżkami, ale mnie znudził system walki. A raczej to, że tych walk było za dużo. Po prostu nie chciało mi się już walczyć, końcową bitwę zobaczyłem gdy grę kończył mój brat. To jedyny rpg, którego on przeszedł a ja nie. Razz

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Shiren
Magiczne berło oczyszczenia



Dołączył: 26 Sty 2015
Posty: 2219
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 55 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 12:34, 30 Sty 2020    Temat postu:

Hersychia napisał:
Ech, kiedyś miałam brata z kumputerem, na którym chodziły te wszystkie skyrimy i new vegasy; teraz mam dziewczynę ze starym laptopem. Tęskno mi, jak Was czytam Razz

Same here, aż się zastanawiam czy nie wrócić do SWTOR, ale jak pomyślę, że aby był sens włączać grę, to przynajmniej 2 godzin potrzeba, to mi się odechciewa. Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 9303
Przeczytał: 56 tematów

Pomógł: 54 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Czw 12:50, 30 Sty 2020    Temat postu:

Cytat:
ale jak pomyślę, że aby był sens włączać grę, to przynajmniej 2 godzin potrzeba, to mi się odechciewa.


Story of my life! Jesli uda sie chociaz jedna godzine wieczorem wyharatac dla siebie, to juz jest sukces. Sigh.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 14:18, 30 Sty 2020    Temat postu:

Cytat:
I nie wiem, czy to magia przerwy, czy też patreona, ale dobrze znowu widzieć starą formułę Angry Joe Show. Tegoroczne worst games i controversies of 2019 to prawdziwe złoto.


Potwierdzam, obejrzałem całe.

No nie całe, miękki jestem to sobie odpuściłem fragmenty z jechaniem po Bethesdzie.

E: O Shiren, jak ja cię rozumiem. Wróciłem trochę do ESO bo jest event pvp i gram ze znajomymi, ale samo myślenie o tym że miałbym wrócić do handlowania i daily questów i ile zajęłoby mi to codziennie czasu, wywraca mi się wątroba.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Vaherem dnia Czw 14:22, 30 Sty 2020, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Zuza w busie do Poznania



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1924
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 23:30, 30 Sty 2020    Temat postu:

Wypłosz napisał:
@Rewa - też trauma po Głębokich Ścieżkach? ;)

Żeby tylko! Ostagaru nie cierpię, Pustki nienawidzę, Bercilianu nie znoszę, Denerim mnie wkurza, system walki do bani, AI durne jak diabli, animacje magów podczas walki to jest jakiś kontent memiczny, a na kobiety w tych szatach kręgu to się już w ogóle patrzeć nie da, Głębokie Ścieżki to tylko wierzchołek tej góry lodowej. To naprawdę jest jedna z moich ulubionych gier. :D


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 4668
Przeczytał: 140 tematów

Pomógł: 41 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 16:20, 31 Sty 2020    Temat postu:

Rewo teraz marzy mi się dłuuuga recenzja albo let's play DAO w twoim wykonaniu.

No hej, słuchajcie, Blizzard się zesrał z remasterem Warcrafta 3. Jak. Bethesda, Bioware, Blizzard... chyba z automatu przestanę ufać twórcom ze studiów na "B".

https://www.youtube.com/watch?v=yBYogsBDkE8


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rewa
Zuza w busie do Poznania



Dołączył: 15 Lut 2014
Posty: 1924
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:37, 31 Sty 2020    Temat postu:

Haha, Vahu, recenzji pisać nie umiem, a do nagrywania let's playów nie mam ani warunków, ani odwagi, ale to faktycznie mogłoby być zabawne. Very Happy

Btw, właśnie oglądam let's play psiapsióły z Jedi: Fallen Order i tak sobie uświadamiam, że na tym etapie mojego życia kompletnie mnie już nie obchodzą takie sztampowe gry akcji AAA. Grywam w platformówki, indyczki, hack'n'slashe, rpgi z kreatorem postaci i to tyle. Te naście lat temu cholernie bym chciała zagrać w takie Fallen Order, a teraz nawet nie jestem zainteresowana. Czuję się staro. Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Gry Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Następny
Strona 12 z 13

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin