Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Small talk
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Gadki szmatki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Yorika
Diana z Dominatorium



Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 1129
Przeczytał: 29 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:53, 10 Wrz 2016    Temat postu:

Postanowiłam, że tego wieczora spróbję tego całego [link widoczny dla zalogowanych].

E: ą i ę.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Yorika dnia Sob 15:54, 10 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Sob 21:19, 10 Wrz 2016    Temat postu:

Z pojęciem small talk pierwszy raz spotkałam się w dzieciństwie, czytając książkę Delicje ciotki Dee o polskiej imigrantce w Stanach w latach osiemdziesiątych. Internet służy obszernym cytatem:

Cytat:
Na szczęście dla nich, dalekowschodnim Azjatom niezupełnie obcy jest drugi wariant dialogu, "small talk", czyli przyjemna pogawędka. Tych bowiem, którzy mieli pecha wyssać z mlekiem matki przeświadczenie, że język winien służyć zbliżeniu dwóch istot, "small talk" doprowadza do rozpaczy swą bezprzedmiotowością i kompletnym skonwencjonalizowaniem. Wysłuchując konwersacji w autobusie (wszyscy się znają, bo miasto jest niewielkie i z transportu publicznego korzysta może pół procent mieszkańców), przybysze zadają sobie pytanie: po co oni właściwie mówią? Dlaczego nie poprzestaną na uśmiechu lub pozdrowieniu, skoro nie mają sobie nic do powiedzenia?

I dlaczego - jeśli już otwierają usta - wkładają tyle wysiłku w imitowanie rozmowy?
- Cześć, Mike. Miło mi cię znów spotkać.
- Cześć, Jerry, ty znowu tu. Dość zimno, prawda?
- Masz rację, zimno. No, ale nie traćmy nadziei, może będzie cieplej.
- Nie traćmy. Jak tam Bobsie, widziałem ją wczoraj.
- W porządku. Powiem jej cześć od ciebie.
- Powiedz jej cześć ode mnie.
- Jak tam ostatnia wyprzedaż?
- W porządku. Zawsze się coś trafi.
- Taaa, zawsze się coś trafi. Takie jest życie.
- Jedziesz w tym roku na urlop?
- Trzeba odpocząć. Bez odpoczynku ciężko pracować.
- Nie ma to jak odpoczynek. No, a jak się udały urodziny?
- W porządku. Była cała paczka.
- Powiedz im cześć ode mnie. No to cześć.
- Cześć, do miłego.

Co gorsza, są sytuacje, w których "smali talk" bezwzględnie obowiązuje. Nie można nie rozmawiać: z kelnerem w restauracji, dentystą, sprzedawcą w pustym sklepie, kolegą z pracy przy zdejmowaniu płaszczy, osobą czekającą razem z nami na taksówkę, interesantem odprowadzanym do windy, współżałobnikiem, etc. Ktoś, kto chroni się w milczenie, jest nie tylko źle wychowany - jest "wyniosły", "nietowarzyski", "nieprzystępny". A tubylcy niczego nie tolerują tak źle, jak pretensji do bycia innym niż wszyscy. Niektórych przybyszów konieczność odbębniania tego społecznego rytuału po kilkanaście razy dziennie przyprawia o siódme poty. O czym mówić, jeśli "smali talk" stanowczo wyklucza wszystko, co niebanalne, co osobliwe, co kontrowersyjne. Próby wtargnięcia w "smali talk" z jakimkolwiek problemem - czy będzie to religia, polityka czy też zwykła, smakowita plotka - budzą konsternację i natychmiastową zmianę tematu. A już nie daj Bóg wyskoczyć - uwaga, Słowianie! - ze zwierzeniem, żalem, rozterką, z szeroką opowieścią o naszych perypetiach czy z monologiem o naszym życiu wewnętrznym. Tubylca wpędza to - nawet wtedy, gdy jedziemy z nim kilkanaście godzin koleją lub dzielimy z nim wspólny pokój - w stan bliski paniki. Zwariował czy co? Nie ma to żony, kochanki, matki, księdza, psychoanalityka?

Nigdzie przybyszowi nie jest tak nieswojo jak na typowym, amerykańskim party: dwadzieścia-trzydzieści osób na stojąco, po dwa drinki na twarz, symboliczne zakąski, czas trwania (podany na zaproszeniu) około dwu godzin. Nie sposób stanąć sobie z kieliszkiem w ręku i słuchać. Instytucja party zakłada jak najwięcej kontaktów z jak największą liczbą osób. Wnet- ktoś podchodzi i zaczyna się przeplatanka obu dopuszczalnych wariantów dialogu:
- Pozwól. Tyreza, że ci przedstawię moją przyjaciółkę Sahny.
- Jestem Sahny Johnson, miło mi cię poznać, Tyreza, jak się czujesz?
- Trochę za dużo tu ludzi i jakby za gorąco. Ja...
- Ja też doskonale. Jak masz na nazwisko? Nie możesz przeliterować? Houuuu... nie, tego się wprost nie da wymówić. Czy to francuskie? Ach, tak. Gdzie leży ten kraj? No, no. Kto by powiedział. Czy studiujesz u nas?
- Nie wyglądam chyba na studentkę. Ja...
- Racja, racja, nigdy nie ma złej pory na zdobycie wykształcenia. Nasza stanowa uczelnia jest znakomita, prawda?
- Skończyłam już studia. Jestem tu z mężem i z dziećmi. No i właśnie...
- To wspaniale. Czy dzieci chodzą do szkoły? Nasze szkolnictwo jest znakomite. Jak ci się podoba ten kraj?
- Są oczywiście duże różnice. Na przykład...
- Tak, to jasne. Do wielu rzeczy trzeba się przyzwyczaić.
- Nie ma życia bez zmian (przypominam sobie tytuł szkolnej czytanki).
- Nie ma, właśnie. Miło mi cię było poznać. Mam nadzieję, że znów się zobaczymy.
- Cześć, nazywam się Brendan. A ty?
- Tyreza Holouka. Jak się masz, Brendan.
- Mam się świetnie. Ta szynka jest przerażająco dobra, prawda?
- Przerażająco.
- Czy studiujesz? I skąd jesteś?
- Przyjechałam z Polski, z mężem i dziećmi, on jest na wymianie, one chodzą do szkoły. Wasza szkoła jest znakomita, chociaż...
- Nie przeżyłaś szoku kulturowego?
- Szoku to nie, w końcu...
- Ja właśnie piszę o tym rozprawę. Każdy tu znajdzie, co chce: Włoch swoją pizzę, Meksykanin taco; Chińczyk pędy bambusa. Ty też będziesz miała tę swoją... jak to się nazywa... no... kielibasy. Jako gospodyni domowa pewnie lepiej się na tym znasz ode mnie, prawda?
- Niespecjalnie, ja...
- Masz jakieś hobby? Czym wypełniasz sobie czas?
- Właściwie niczym szczególnym. Głównie się przyglądam, bo mam wrażenie, że...
- Coś sobie znajdziesz. Trzeba mieć jakiś pomysł na życie. Czy pozwolisz, że zadzwonię do ciebie któregoś dnia w sprawie polskiej kuchni? Miło mi było. Do zobaczenia!
(...)
- Ta szynka jest przerażająca. Na imię mi Stan, a tobie?
- Tyreza. Jak się masz, Stan. Czy studiujesz?
- Nie, zrobiłem już doktorat i teraz biorę udział w specjalnym projekcie federalnym, za dwa miesiące kończymy. Fantastyczne! A ty co porabiasz?
- Jestem tu z mężem, on uczy na uniwersytecie. Moje hobby to socjologia stosowana.
- O! Czy chodzisz na pogadanki?
- Nie, raczej bawię się we własne obserwacje.
- O! I nie wzięłaś żadnego kursu?
- Kursów to ja miałam w życiu aż nadto. Raczej, jak by to powiedzieć...
- Mmmmm... a tego, jak ci się tu podoba?
- Zachwycona jestem. Mmmm... a tego, a jak ci smakuje to ciasto?
- Fantastyczne. A tobie jak?
- Fantastyczne.
- Słuchaj, a tego... o, już wiem, czy ty jesteś z Ameryki Południowej? Masz przecież katolickie imię. Skąd wiem? No, wiem. Święta Teresa z Avila i święta Teresa od Dzieciątka Jezus. Która jest twoją patronką? Skąd przyjechałem, pytasz? Z Polski, to taki kraj w Europie. Rany boskie, czemu od razu nie mówisz? Staszek jestem. Cholera, jak tu nudno. Żarcie niejadalne. Żadnego przytomnego alkoholu. Ta cała Linda to, proszę ciebie, nimfomanka. Ten facet pod regałem jest jej aktualnym, siedemnaście lat dopiero, kazała mu zapuścić brodę. Moja szefowa w Krakowie też robiła podobne numery. Ten projekt? Pic na wodę, dobrze płacą i tyle. Jak leci? Obleci?
- Obleci. Żeby tylko człowiek nie musiał chodzić na te cholerne parties.
- Święte słowa, dziewczyno. Głowa boli od ich ględzenia.

Oboje czujemy się jak ktoś, kto wreszcie zdjął przyciasne lakierki i z ulgą wpakował stopy w stare, rozczłapane kapcie.

I ja się całkowicie podpisuję pod tym, że skoro nie mamy o czym gadać z osobą spotkaną w komunikacji miejskiej, to niech sobie każdy siądzie gdzie indziej i na cholerę szukanie na siłę niezobowiązujących tematów do pogawędki.

Co do przyjęć - na całe szczęście nigdy nie musiałam chodzić na przyjęcia typu opisanego wyżej, uprzejme konwersacje z nowo poznanymi ludźmi prowadzę tylko na konferencjach naukowych, ale zdaje mi się, że to jest bardzo specyficzne środowisko pod tym względem. Bo zanim się z taką osobą spotka twarzą w twarz, zwykle zdąży się już usłyszeć jej prezentację albo obejrzeć plakat. I tak od razu wiadomo, że ten bada zjawisko zazdrości u par homoseksualnych, ta zajmuje się związkiem seksizmu z agresją. Szybkie nawiązanie do ich badań i już opowiadam Węgierkom i Czeszkom o kucach Korwina i zastanawiamy się, czy Trump wygra wybory, Amerykaninowi mówię, że tego to ja nie wiem, bo jestem aseksualna, a on mi na opowiada o swoim życiu w trójkącie. I przynajmniej w tym zawężonym gronie, w którym te rozmowy prowadzę, tzn. doktorantów i młodych doktorów, każdy chętnie podaje szczegółowe kwoty, jakie dostaje stypendium, ile zarabia na uczelni, jak się z tego da utrzymać w swoim kraju. Jak ostatnio wspomniałam, że pracowałam parę lat temu w Lidlu, kilka osób się zainteresowało, ile tam dokładnie zarabiałam, obiecałam im, że sprawdzę w domu wyciągi i potem im napiszę. A kiedy pracowałam w tymże Lidlu, jeden świeżo awansowany chłopak długo żalił mi się, ile to na niego teraz spadło obowiązków, na co ja spytałam, ile teraz zarabia - chodziło mi o to, czy warto, żeby się tak męczył. Jej, jak go to pytanie uraziło!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mal
Zmechacona dżdżownica



Dołączył: 01 Lut 2015
Posty: 3215
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 22:45, 10 Wrz 2016    Temat postu:

Hehe, na takie przyjęcia jak to opisane wyżej raczej nie chciałabym chodzić za często, ale też mam wrażenie, że narzekanie na ich formę bierze się w równym stopniu z niechęci do small talku w ogóle i jakiegoś niezrozumienia idei tych "parties". To chyba generalnie są takie zgromadzenia wycelowane wyłącznie na networking, to znaczy zapoznanie jak największej ilości ludzi bez głębszego poznania, bo na to będzie czas kiedy indziej, jak już się wymienimy numerami telefonów i w ogóle dowiemy się wzajemnie o swoim istnieniu. Jest to mocno instrumentalne i można nie lubić takiego podejścia do relacji, ale myślę, że w biznesie czy generalnie branżach zbudowanych na tym, że "kogoś wypada znać" takie imprezy są normą, dla jednych bardziej, dla innych mniej męczącą. A najlepiej chyba patrzeć na to wyłącznie przez pryzmat relacji zawodowych, innymi słowy, na takie imprezy z założenia idzie się trochę jak do pracy, a nie dla przyjemności.

Swoją drogą, sam pomysł określania z góry, ile ma trwać impreza, wydaje mi się godny zaadaptowania Very Happy Szczególnie w przypadku spotkań ze znajomymi, których co prawda lubimy, ale którzy nie są na tyle dobrymi przyjaciółmi, żeby z nimi siedzieć do rana (albo którzy sami zauważą, że pora się zbierać) - żeby potem nie było jak w tym dowcipie: "A u sąsiadów już światła pogaszone...".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hersychia
Jedyny syn Voldemorta



Dołączył: 05 Mar 2016
Posty: 1942
Przeczytał: 51 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob 23:17, 10 Wrz 2016    Temat postu:

"Swoją drogą, sam pomysł określania z góry, ile ma trwać impreza, wydaje mi się godny zaadaptowania"

Jak na przyjeciach urodzinowych u dzieci :p


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mal
Zmechacona dżdżownica



Dołączył: 01 Lut 2015
Posty: 3215
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:53, 11 Wrz 2016    Temat postu:

No cóż, wiadomo, że rodzice raczej nie będą siedzieć na przyjęciu urodzinowym koleżanki czy kolegi swojego dziecka (chyba że chcą sobie urządzić równoległą imprezę, to też fajny pomysł!), a dobrze, żeby wiedzieli, o której po nie przyjechać. W końcu gdyby taka informacja nie została podana, to część dzieciaków zostałaby odebrana wcześniej - możliwe, że w połowie fajnej zabawy - a część dużo później niż inne, pozostawiając je na głowie opiekunów solenizanta (i samego małego solenizanta też). No, a w czasach, kiedy przyjęcia urodzinowe dla dzieci coraz częściej organizowane są z udziałem animatorów zabaw, nierzadko w ogóle poza domem, określenie czasu trwania takiej imprezy też jest ważne, bo sala i/lub animator są opłaceni konkretnie za ileś godzin i pal licho, jak ktoś wyjdzie za wcześnie, ale co potem zrobić z takimi dzieciakami, rodzicom których nie spieszy się, żeby po nie przyjechać?

Zarzuty o infantylizowanie to jedno, ale serio, ja dość chętnie ustalam jakieś w miarę luźne ramy spotkań, zwłaszcza wieczornych, tym bardziej, że mam znajomych, którzy mogliby spędzić na spotkaniu towarzyskim nawet i dwanaście godzin ciągiem - podczas gdy dla mnie parę godzin socjalizacji to zazwyczaj maksimum. Bliższym znajomym bez oporów powiem, że już robię się zmęczona, a tak poza tym to chciałam jeszcze zrobić parę rzeczy - ale jest taka grupa ludzi, którzy nie są mi na tyle obojętni, żeby było mi wszystko jedno, czy się obrażą, czy nie, ale z którymi nie znamy się na tyle dobrze, żeby wiedzieć o i akceptować między innymi różne podejścia do spędzania czasu z innymi, więc takie bezpośrednie wyproszenie najprawdopodobniej zostałoby odebrane jako coś obraźliwego, powiedzenie im, że wolę zająć się czymś innym, niż interakcją z nimi (co w gruncie rzeczy jest już na tym etapie prawdą, ale niektórych właśnie bardzo to uraża). A część osób niestety nie potrafi zauważyć (albo po prostu to ignorują), że mija właśnie szósta godzina spotkania i gospodarz tęsknie zerka na komputer/książkę/cokolwiek innego. Więc ja już podczas umawiania się na spotkanie subtelnie zaznaczam, że np. późniejsze wieczory lubię mieć już dla siebie, ale myślę, że fajnie byłoby mieć usankcjonowaną zwyczajem społecznym możliwość jasnego określenia - "słuchajcie, impreza do 19, potem chciałabym już mieć dom dla siebie, z możliwie najmniejszym poślizgiem".

E: bo zapomniałam, że mi się [link widoczny dla zalogowanych] Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mal dnia Nie 0:55, 11 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hersychia
Jedyny syn Voldemorta



Dołączył: 05 Mar 2016
Posty: 1942
Przeczytał: 51 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie 0:57, 11 Wrz 2016    Temat postu:

Hej, spokojnie, tak tylko rzucilam analogia, bo mi sie spodobala Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8607
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Nie 13:32, 11 Wrz 2016    Temat postu:

Ten cytat z książki kojarzy mi się strasznie z Ałtorkasią narzekającą na miałkość rozmów telefonicznych współpasażerek w komunikacji miejskiej Razz

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Procella
Bezo grudek



Dołączył: 22 Mar 2011
Posty: 4549
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:29, 12 Wrz 2016    Temat postu:

Yorika napisał:
Postanowiłam, że tego wieczora spróbję tego całego [link widoczny dla zalogowanych].

E: ą i ę.


I jak wrażenia?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Yorika
Diana z Dominatorium



Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 1129
Przeczytał: 29 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 13:17, 12 Wrz 2016    Temat postu:

Procello, pyszne, polecam. Ale u "Trzech Kumpli" jeszcze nie trafiłam na złe piwo. Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ML
Anioł w toalecie



Dołączył: 02 Mar 2014
Posty: 840
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 13:29, 12 Wrz 2016    Temat postu:

Rufus napisał:
zadał mi pytanie, czy ja w ogóle myślę, skoro prawie nic nie mówię (!), co się w tej mojej głowie dzieje. I jeszcze mnie tym pytaniem wyrwał z zamyślenia i już kompletnie nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć.

"A tak się zastanawiałam, czy ty w ogóle myślisz, czy tylko mówisz".

Edyta: o, też jestem fanką "Trzech kumpli". Poszukam dziś w Piwomaniaku, to może być pierwszy small talk, który mi się spodoba :)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez ML dnia Pon 13:31, 12 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lepus Istlich
Superwoman Pogromczyni Bandytów



Dołączył: 17 Wrz 2015
Posty: 190
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 21:07, 13 Wrz 2016    Temat postu:

Brytyjczycy kochają small talk i wszelkie "hałarju". Oczywiście -jak łatwo się domyślić- mają w głębokim poważaniu to, jak naprawdę się czujemy, no ale kultura wymaga, żeby zapytać, a na kontrpytanie oznajmić good/brilliant/fine/coś w tym tonie. Kiedyś przeprowadziłam mały eksperyment i około szóstej rano zapytałam najbardziej skacowanego, niewyspanego i sponiewieranego wieczorno-nocno-nadranną popijawą Brytola jakiego udało mi się znaleźć "Good morning, how are you?". Przez parę sekund walczył sam ze sobą, aż w końcu zdobył się na krzywy uśmiech i odpowiedział "I'm fine, thanks. And you?" Oni tacy są. Very Happy I nieważne, że wyglądał, jakby lada moment miał przenieść się do jednej krainy z królową Wiktorią.

Osobiście uwielbiam small talk, bo praktycznie dzięki niemu nabrałam pewności i nauczyłam się "umieć" mówić po angielsku. No i kolejny plus: pogadanka o pogodzie nie zmusza człowieka do sięgania po tematy bardziej osobiste.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11669
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 21:55, 13 Wrz 2016    Temat postu:

Tak. Mnie jakoś small talk nie razi, ale czasami mam wrażenie, że oszaleję, jak moi hości jeszcze raz tego dnia zapytają mnie "how are you?". Rany, a co się mogło zmienić przez parę godzin siedzenia w domu?
Z drugiej strony Brytyjczycy są tak przemiłymi ludźmi, że mogę im to wybaczyć Very Happy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 21:59, 13 Wrz 2016    Temat postu:

Dla mnie to by było irytujące, po co powtarzać nic nieznaczące, albo i wręcz fałszywe formułki.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mangusta
Bezo grudek



Dołączył: 05 Mar 2010
Posty: 3814
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Little Tokyo

PostWysłany: Wto 22:38, 13 Wrz 2016    Temat postu:

U mnie normą jest "hał ar ju" nawet w głupich typowo biznesowych rozmowach typu zamawianie lawety. Odpowiadam "crazy as usual" i trochę rozładowuję sztywniacką atmosferę.

Teraz trafiłam na takiego zdziczałego pomocnika co w ogóle smalltalku nie uznaje, na początku wydawało mi się to dziwne tak się już przyzwyczaiłam do takiego bezsensownego bełkotu, ale teraz widze że sam zaczął coś gadać. Widać dla kogo kogo dla tego kogo.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Procella
Bezo grudek



Dołączył: 22 Mar 2011
Posty: 4549
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 9:23, 14 Wrz 2016    Temat postu:

Dla mnie small talk jest lepszy, niż niezręczne milczenie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Dawidek w kozakach



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2034
Przeczytał: 48 tematów

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 11:16, 14 Wrz 2016    Temat postu:

Cytat:
Dla mnie to by było irytujące, po co powtarzać nic nieznaczące, albo i wręcz fałszywe formułki.

Dla mnie takie formułki to odpowiednik podawania sobie ręki, żeby sprawdzić, czy ta druga osoba nie ma w niej sztyletu Wink To są chwile, w których się wyczuwa teren (albo nawet ryzyko zagrożenia, jeżeli się wchodzi w kontakt z obcą osobą) i okazuje dobrą wolę.

BTW, obcokrajowcy uczący się takich small talków na A1 często nie mogą załapać, że Polak zapytany o samopoczucie czy "jak tam?" może odpowiedzieć, co mu się żywnie podoba. Jak już się upewnią, czy to na pewno nie trzeba odpowiadać "dziękuję, świetnie" i czy lektor czasem ich nie trolluje, z dziką radością podczas ćwiczeń w parach na "cześć, jak się masz?" odpowiadają "okropnie", "beznadziejnie" i temu podobne Wink

Cytat:

Dla mnie small talk jest lepszy, niż niezręczne milczenie.

Dokładnie. Ignorowanie i bardzo staranne udawanie, że się nawzajem nie widzimy, jest dobijające.

Cytat:
żeby potem nie było jak w tym dowcipie: "A u sąsiadów już światła pogaszone...".

Znajomy lektorki, gdy się chciał pozbyć gości, co się zasiedzieli, zwykł na oścież otwierać okno. Proszony, by zamknąć, bo zimno, odpowiadał "przepraszam, mam taki zwyczaj, by wietrzyć mieszkanie przed pójściem spać" Razz

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deirdre
Zakochany Horatio



Dołączył: 31 Maj 2014
Posty: 174
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z górnej półki

PostWysłany: Śro 13:55, 14 Wrz 2016    Temat postu:

Angielski smalltalk uwielbiam, taki rytualny mi się zawsze wydaje Razz I odczuwam go zupełnie inaczej niż polskie "gadanie o pierdołach", żeby zapełnić ciszę. Chociaż to też mi jakoś szczególnie nie przeszkadza. Zresztą, ja zawsze jestem szczerze ciekawa co się dzieje u innych ludzi (i na cudze "jak tam?" też reaguję, jakby zadający był szczerze zainteresowany odpowiedzią - co zdecydowanie zmniejsza częstotliwość otrzymywania tego pytania Very Happy).
Tak w ogóle was czytam i zrobiło mi się głupio, bo zdarza się, że nastaję troszkę by otrzymać choćby dwuzdaniową odpowiedź na pytanie o samopoczucie i ogólne "how are things". Głównie dlatego, że mi wstyd, jak ktoś reaguję monosylabami, bo sama czuję się wtedy rozgadaną bułą, i często zamiast uszanować czyjąś przestrzeń w panice próbuję uzyskać równowagę Wszechświata cudzym kosztem. Sad
Z drugiej strony zmuszania kogokolwiek do mówienia tekstem w guście "nie wiem czy w ogóle myślisz, skoro nie kłapiesz bez przerwy jadaczką" sobie nie wyobrażam.
Edytka: uściślenie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Deirdre dnia Śro 13:56, 14 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sunawani
Całuśny Christoph z Brzytwą



Dołączył: 12 Wrz 2012
Posty: 1088
Przeczytał: 10 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:03, 14 Wrz 2016    Temat postu:

Procella napisał:
Dla mnie small talk jest lepszy, niż niezręczne milczenie.

A ja mam właśnie tak, że dla mnie niezręczne milczenie nie istnieje, czuję się dobrze z własnymi myślami zarówno sama jak i w towarzystwie, i trochę nawet bawi mnie ten wyraźny dyskomfort osoby, która koniecznie chce jakoś zapełnić tę niewygodną dla niej ciszę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Procella
Bezo grudek



Dołączył: 22 Mar 2011
Posty: 4549
Przeczytał: 66 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 11:59, 15 Wrz 2016    Temat postu:

Ja, ze swojej strony, też nie mam problemu z milczeniem, ale są ludzie, którzy mają i czasem daje się wyczuć napięcie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Gadki szmatki Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin