Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Zmarła Stefania Grodzieńska

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 08 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 16:48, 28 Kwi 2010    Temat postu: Zmarła Stefania Grodzieńska

Jedna z moich najulubieńszych autorek. Prawdziwa dama, chociaż ona zapewne twierdziłaby, ze wcale nie. Osoba o niezwykłym poczuciu humoru i wielkiej sile ducha.
Jest mi strasznie, strasznie smutno.


O bezsilności

Ignacy mieszka u mnie w wannie. Jest mianowicie karpiem. Okoliczności, które połączyły nasze losy, były tak proste, jak proste bywają najczęściej okoliczności, które łączą ze sobą czyjeś losy. Dość mamy na to przykładów w literaturze: znajomość zawarta na wizycie - Romeo i Julia, wspólne wczasy nad morzem - Tristan i Izolda, wspólne miejsce pracy - Walczak i Pietraszewska z utworu pt. "Zakład wyrabia", że wymienię jedynie pozycje klasyczne.
Z Ignacym rzecz miała się tylko o tyle odmiennie, że jak już wspomniałam, Ignacy jest karpiem. Ale jak na karpia, okoliczności były dość typowe. Kupiłam go już na święta z zamiarem zabicia, a potem zjedzenia nieżyjącego. Ponieważ jednak dozorca wyjechał do syna, osiedlonego w Koźlu, sytuacja się skomplikowała. Nikt inny w domu nie chciał zabić Ignacego, kupiłam więc w barze rybnym nagłe zastępstwo na święta, a Ignacy zamieszkał w wannie. Było to dziewięć lat temu.
Marzyłam zawsze o jakimś żywym stworzeniu. Psa nie mogłam trzymać, bo nie mam warunków. Oswoiłam więc trzy myszy w kuchni, ale potem przygarnęłam zmarzniętego kota, który mi zjadł te myszy. Straciwszy serce do kota, oddałam go dozorcy. Dozorca zresztą zabrał kota do Koźla i podarował synowi, który pragnął wytępić myszy. W koźlu jednak kot zżerał słoninę, a myszy nie tknął, za co został wyrzucony i zginął marnie. Zginął współczesną śmiercią: po części za to, że żarł myszy, a po części za to, że ich nie żarł.
Kiedy więc samo przeznaczenie ocaliło Ignacego, postanowiłam w ogóle go nie zabijać. Zresztą w krótkim czasie przywiązałam się do niego i tu zaczął się właściwy konflikt.
Ignacy nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Nie reagował na mój widok. Nie istniałam dla niego.
Wiedziałam, że gwałtownością nic nie wskóram, postanowiłam więc być cierpliwa. Karpie żyją podobno ponad sto lat, mam więc dużo czasu. Nie wiem wprawdzie, w jakim wieku jest Ignacy, ale wygląda młodo.
- Ignacy - mówię do niego, kucnąwszy przy wanie - Ignacy, to ja.
Nic innego nie mówię, bo w tym już jest wszystko.
- Ignacy, to ja, Ignacy...
I pochylam się nad wodą, żeby mnie zobaczył jednym z oczu.
On mnie widzi. przekonuję się o ty zawsze na nowo w bolesny sposób: kiedy wyciągam rękę w jego kierunku, ucieka z obrzydzeniem. Od dziewięciu lat wyciągam do niego rękę najłagodniejszym, najcichszym gestem w nadziei, że któregoś dnia przybliży się i ufnie dotknie moich palców mokrym pyszczkiem.
- Ignacy, to ja...
A on pływa po wanie i wiem, że żaden mój najbardziej szalony czy rozpaczliwy czyn nie może go poruszyć. obojętny jak rzecz. Więcej. Obojętny jak mężczyzna, który odszedł.
Ale to przecież dopiero dziewięć lat. Może się jeszcze zmieni?
Kiedy za ścianą ktoś ćwiczy zawsze tę samą sonatę Mozarta, myląc się zawsze w tym samym miejscu, a za oknami klapią mokre kluchy paskudnego, warszawskiego śniegu, marzę. W wyobraźni rządzę ja.
oto któregoś dnia przykucnę koło wanny i szepnę:
- Ignacy, to ja...
A Ignacy wynurzy głowę z wody i powie... nie, powiedzieć, to on nic nie powie, przesada. Ale zaszczeka. Albo zagwiżdże. Tak. Najprędzej zagwiżdże. A kiedy wyjadę na urlop, będzie bardzo smutny.
- Nie masz pojęcia, jak on za tobą tęskni - będą mi opowiadać domownicy - zabrałabyś go ze sobą w misce do tej Jastarni, bo on tu nie je, nie pije.
To są marzenia. Ale tak naprawdę, to wystarczyłoby mi, żeby na mój widok na przykład łypnął okiem. Za tyle lat czułości jedno łypnięcie okiem - spytacie - i już dobrze? tak, kochani. Czy naprawdę tego nie rozumienie? Aaaaa... No widzicie.
łatwo wam mówić: karp to ryba, on nigdy tego nie zrobi. Wiem, wiem. jestem taka mądra jak wy. Ale ja chcę, chcę - wiedząc na pewno, że to niemożliwe. A gdy dziewczyna płacze: "Rzuć tę szantrapę, wróć do mnie!", czy uważacie, że ta akcja ma większe widoki powodzenia?
A wy co innego robicie? Czemu służą wzruszenia kulturalne? Czy płacząc nad Wokulskim, macie nadzieję poruszyć serce Izabeli? Nie.
Płaczecie bezinteresownie i bezsilnie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nin
Wnuczka Dumbledore'a



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1783
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nigdziebądź

PostWysłany: Śro 19:03, 28 Kwi 2010    Temat postu:

Też mi smutno, bardzo ją lubiłam. No, ale 96 lat to piękny wiek.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin