Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Szkoła - samo zło?
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nin
Wnuczka Dumbledore'a



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1783
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nigdziebądź

PostWysłany: Nie 21:27, 25 Kwi 2010    Temat postu:

No ja się nauczyłam sama, ale z tego co pamiętam, byłam wyjątkiem. Niemal wszystkie dzieciaki w mojej klasie uczyły się pisania i czytania od podstaw, wliczając w to mozolne kaligrafowanie każdej literki w równych rządkach.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17325
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:41, 25 Kwi 2010    Temat postu:

Bo istnieją wyjątki, które nauczą się same (a raczej z pomocą rodziców) - ja też czytałam i pisałam* już w przedszkolu, ale jednak zdecydowana większość tego nie zrobi. Od tego jest szkoła, od tych cholernych podstaw. Przeglądając blogaski, nieraz widzę, jak straszne problemy z zapisem dialogów mają autorki - bo prawdopodobnie nigdy nie widziały prawidłowo zapisanego dialogu w książce; albo może i widziały, ale nie zapamiętały, bo nie ćwiczyły. Przenieśmy to teraz etap wcześniej, wyobraźmy sobie, że ktoś nauczył się pisać, mozolnie kopiując kształt liter z klawiatury komputera. Czy z ekranu. I na tym etapie pozostał, bo po co ma ćwiczyć umiejętność całkiem mu nieprzydatną? Odcięcie go od kompa będzie katastrofą, konieczność zapisania czegoś ręcznie strasznym wysiłkiem, nie tylko nieprzyzwyczajonej ręki, ale i pamięci. Weź potem odczytaj takie hieroglify... Dzisiejsi dysgraficy będą mogli się przy tym schować.
no ale kto wie, może dojdziemy do takiego etapu, ze nawet dzieci z najbiedniejszych wiosek popegeerowskich będą miały własne laptopy... Tylko że obawiam się, ze ostatecznie wyjdzie jak z tym kawałem o tym, że w przyszłości w Związku Radzieckim każdy będzie miał helikopter.


* No, powiedzmy, że pisałam. Drukowanymi, koślawymi literami. Ale jednak!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez kura z biura dnia Nie 22:08, 25 Kwi 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dawca Organów
Histeria Zmutowanych Mdłości



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 705
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 2/5

PostWysłany: Nie 22:01, 25 Kwi 2010    Temat postu:

Ja, o ile czytać nauczyłam się już w przedszkolu, to z pisaniem miałam spore problemy i pierwsze trzy lata podstawówki spędziłam nad mozolną pracą nad kreśleniem literek. Nie mam zielonego pojęcia, jakbym miała się nauczyć pisać, gdybym godzinami nie ćwiczyła tego w trzyliniowym zeszycie.
Chociaż gdy zaczynałam się uczyć rosyjskiego i profesorka kazała nam po trzy strony cyrylicy pisać, to mnie lekko szlag trafiał.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Insomnia
Upiór w bibliotece



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 2182
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Znienacka

PostWysłany: Nie 22:18, 25 Kwi 2010    Temat postu:

Też umiałam czytać już w przedszkolu (zasługa dziadka ^.^), ale z pisaniem miałam straszne problemy przy kreśleniu literek. Byłam w tym jedną z najgorszych w klasie; dopiero w po dwóch latach pani posadziła mnie w ławce z dziewczynką, która pisała najładniej i tak mi się spodobało jej pismo, że starałam się ją naśladować: kopiowałam jej technikę, ruchy długopisu, sposoby łączenia literek i o dziwo nagle zaczęłam b. ładnie pisać (do dzisiaj pamiętam minę nauczycielki, kiedy z taką dumą poszłam jej pokazać zeszyt).
I to chyba przemawia na korzyść szkoły, bo nabyłam umiejętność dzięki kontaktowi z rówieśnicą. Bez żadnej pomocy dorosłych czy specjalnym ćwiczeniom przygotowanym przez kogoś z dyplomem ;P


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Insomnia dnia Nie 22:20, 25 Kwi 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie 23:47, 25 Kwi 2010    Temat postu:

Czy mogie?
Zgłasza się osoba z gruntu stronnicza, bo żyjąca dzięki podłej instytucji zwanej szkołą Twisted Evil
Chciałam mianowicie dodać dwie rzeczy:
- po pierwsze, zapominacie, robaczki, że stwierdzenia "szkoła jest kiepska" odnosicie w większości do polskiej szkoły. A polska szkoła to tylko polska szkoła. Ja mam szczęście uczyć w zupełnie innej i chociaż wad tez ma od metra, to już na przykład nie ma tej, że uczy durnowatych detali o przewodzie pokarmowym mszywioła. Wiedzy wymaga mniej. Za to więcej - uwaga! - myślenia, analizy, wnioskowania, zupełnie samodzielnego...
Serio, są i takie szkoły.
Co wcale nie znaczy, że jest tak łatwo się w nich uczyć, ale tym trudniej, jeśli ktoś ma za sobą 9 lat odmóżdżania w tradycyjnej polskiej szkole, a potem nagle ląduje w takim czymś.
W każdym razie o ile się zgadzam, że polskie szkoły są pod wieloma względami fatalne, to będę przypominać, że nie wszystkie szkoły są takie, jak je znamy z własnych doświadczeń. I można się uczyć na błędach i poprawiać, a nie likwidować, jak chcieliby niektórzy frustraci.

I drugie jeszcze chciałam dodać:
Otóż pech chce, że żyjemy w określonej rzeczywistości. Tymczasem z uporem maniaka usiłujemy stosować w niej metody z poprzedniej epoki. Znacie ten teks o tym, czym się różnią magister, doktor i profesor i o tym, że profesor ma generalnie wiedzieć, gdzie znaleźć magistra.
Otóż dzisiejsze dzieci żyją w rzeczywistości, w której ważniejsze powinno być, jak przeszukiwać potworne zwały informacji, tymczasem uczone są metodami z zeszłej epoki, w której liczyło się przede wszystkim ile zdołają zapamiętać.
Jeszcze ze 100 lat temu zapamiętanie większości istotnych informacji z, powiedzmy, dziedziny nauk ścisłych, było owszem, sporym osiągnięciem, ale jednak dosyć wykonalnym. Dzisiaj jest po prostu niemożliwe, aby mieć szerokie i szczegółowe równocześnie rozeznanie w wielu dziedzinach. A my histerycznie usiłujemy nadal mieć i socjalizm, i kapitalizm w jednym i dziwimy się, że ta nasza kaleka hybryda nie wychowuje geniuszy tylko kolejne pokolenia niedouków. Wśród których największe sukcesy osiągają ci, którzy mają naturalny talent przeciwstawiania się niszczącej mocy szkoły.

Ale to nie szkoła jest zła. Złe jest to, że nie umiemy zmienić zastarzałego modelu, który przestał być kompatybilny z rzeczywistością, i zamiast zmieniać, próbujemy ciągle dodawać i dodawać. To tak, jakby do lokomobili wtykać kolejne silniki parowe, zamiast wreszcie przejść na benzynę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hagath
Słodki Bieberek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1237
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 11:14, 26 Kwi 2010    Temat postu:

Dobra, ochłonęłam ze złości, więc teraz skrytykuję pana Pilipiuka bardziej rzeczowo.
Poza tym wszystkim, co już zostało napisane, chciałabym rozwinąć kwestię samodzielnego uczenia się w domu. Ktoś tu bowiem mocno przecenia rodziców. Po pierwsze: nadal wielu z nich nie potrafi posługiwać się komputerem, albo potrafi to w bardzo ograniczonym zakresie. Jak taki rodzic ma nauczyć dziecko posługiwania się programami edukacyjnymi i doglądać postępów w nauce? Pewnie wielu z nas miało w szkole kolegę lub koleżankę, której rodzice zupełnie nie interesowali się szkołą. I co? Skutkowało to piątkami, czy raczej wiecznym brakiem książki lub zadania domowego? Z nauką przez internet byłoby tak samo: każdy rodzic, który stwierdzałby "nie mogę ci pomóc, nie znam się na komputerze" skazywałby dziecko na ogromne problemy.
Druga sprawa: dzieciak sam nie wyszuka sobie ciekawych tematów, o których warto czytać, jeśli w otoczeniu wszyscy będą kłaść nacisk na pracę fizyczną i deprecjonować zdobywanie wiedzy teoretycznej. A takich środowisk jest multum. Kto ma pokazać młodemu człowiekowi nowe perspektywy, jeśli rodzina i sąsiedzi ich nie znają, lub uważają za głupie? Jeden na tysiąc uzna, że oni wszyscy nie mają racji i pójdzie własną drogą. A reszta? Szkoła także nie spełnia roli takiego drogowskazu w pełnym zakresie, ale jednak spełnia. Może nie sto procent, ale przynajmniej połowa czy choćby jedna trzecia dzieci z nieciekawych środowisk dowiaduje się dzięki niej, że można żyć inaczej i z tego korzysta. Widzą bowiem, że tak się da. Że koledzy tak mogą, że ich rodzice też. Przeczytanie danych statystycznych w sieci, że celując w polibudę zamiast zawodówki można zarabiać lepiej, nigdy tak do nich nie przemówi, jak przykład otoczenia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17325
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 11:29, 26 Kwi 2010    Temat postu:

Hagath napisał:

Druga sprawa: dzieciak sam nie wyszuka sobie ciekawych tematów, o których warto czytać, jeśli w otoczeniu wszyscy będą kłaść nacisk na pracę fizyczną i deprecjonować zdobywanie wiedzy teoretycznej. A takich środowisk jest multum. Kto ma pokazać młodemu człowiekowi nowe perspektywy, jeśli rodzina i sąsiedzi ich nie znają, lub uważają za głupie? Jeden na tysiąc uzna, że oni wszyscy nie mają racji i pójdzie własną drogą. A reszta?


Ot, przykład rodziny Małża. Małż ma dwoje starszego rodzeństwa, oboje zdolni, dobrze się uczący w podstawówce, oboje jednak swą edukację zakończyli na szkole zawodowej. Brat Małża poszedł swego czasu do niezłego liceum, lecz zrezygnował po 2 miesiącach i przeniósł się do zawodówki, bo mu się nie chciało, a ze strony rodziny nie miał żadnej zachęty. Zrobił w końcu maturę jako dorosły człowiek, gdzieś koło 30-tki. Małż jest pierwszą i jedyną osobą w całej bliższej i dalszej rodzinie, która zdobyła wyższe wykształcenie. Nieraz wspomina nauczycieli, którzy pomogli mu podjąć taką decyzję. Zostawiony sam sobie, zostałby pewnie pracownikiem fizycznym, jak jego ojciec.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tess
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 5654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:01, 26 Kwi 2010    Temat postu:

Moja znajoma z dawnych lat też pochodziła z rodziny, gdzie rodzice byli po zawodówce, matka krawcowa, zawodu ojca nie pamiętam, ale też coś koło tego. Dziewczyna była przekonana, że to normalne i ona nie ma co wyżej startować. W szkole zobaczyła, że wcale tak nie musi być, że jeśli coś ją interesuje, może się uczyć, poszła do liceum (nie najlepszego, ale poszła, dostała się, ukończyła i zdała maturę), obecnie pracuje i studiuje zaocznie. I nie chcę skłamać, ale wydaje mi się, że zarabia więcej niż jej mama, a jeśli jeszcze nie, to jest na dobrej drodze.

A przykłady poznała właśnie w szkole - bo nauczyciele jej doglądali, bo koleżanki miały rodziców z wyższym wykształceniem.

A jak by na to wpadła w Internecie, nastawiając się, że będzie żyła z szycia, bo już umie ubranka dla lalek, więc zawód będzie? Przecież by nie zaglądała na fora wyższych uczelni...

I chyba każdy z nas, jeśli nie osobiście, to pośrednio zna takie przykłady.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3514
Przeczytał: 19 tematów

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:30, 26 Kwi 2010    Temat postu:

Nie trzeba się uciekać do tak drastycznych przykładów- przecież Rodzice do przekazywania wiedzy nie są przygotowani ani pod względem technicznym, ani wiadomości. Podstawy jakie wymaga się od dziecka są przez nich albo zapomniane, albo stosowane mimochodem i tak oczywiste, że trudno im pojąc, że ktoś może nie zrozumieć na początku, dajmy na to, idei wektorów.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10658
Przeczytał: 52 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Pon 12:35, 26 Kwi 2010    Temat postu:

tess napisał:
I chyba każdy z nas, jeśli nie osobiście, to pośrednio zna takie przykłady.

Takich osób jest sporo. Dzięki nauczycielom i kolegom parę osób z mojej klasy z podstawówki poszło do liceum. a nie szkoły zawodowej. Bo się okazało, że mają potencjał. A w Internecie nikt im tego nie powie, przykładów też nie będą mieli.
Sama pracuję w technikum i zawodówce. Sporo dzieciaków jest w ZSZ, bo to szczyt marzeń ich rodziców. A tu się przekonują, że mogą pójść dalej. Oczywiście, nie wszystkim się chce.
Spora część moich uczniów pochodzi z takich środowisk, że gdyby w kwestii edukacji zdać się tylko rodziców, ledwie nauczyli by się pisać i czytać. Niestety.
Hagath napisał:
Szkoła także nie spełnia roli takiego drogowskazu w pełnym zakresie, ale jednak spełnia. Może nie sto procent, ale przynajmniej połowa czy choćby jedna trzecia dzieci z nieciekawych środowisk dowiaduje się dzięki niej, że można żyć inaczej i z tego korzysta


Pięknie by było, gdyby to była połowa! Ale nawet jeśli to jest jedna trzecia, to już sukces.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tess
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 5654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:37, 26 Kwi 2010    Temat postu:

Kurde, cały czas odbija mi się czkawką ta wtrącana gdzie popadnie "literatura fachowa". Litości!

Pamiętam moje pierwsze zajęcia z poetyki (pomijając organizacyjne). Obowiązywał na nie artykuł Romana Jakobsona "Poetyka w świetle językoznawstwa". Na zajęciach wszyscy siedzieli jak struci. Co z tego, że artykuł przeczytali wszyscy, jak nikt go nie zrozumiał

Odezwały się, zapytane, tylko dwie osoby - jedna to absolwentka jednego z najlepszych liceów w Polsce (jeśli dobrze pamiętam, drugie w rankingu, ale nie pamiętam, jakim rankingu); średnia tytułów z olimpiad na ucznia - 1,5, dziewczyna wygrała dwie olimpiady, lekcje prowadziły osoby ze stopniem doktora i profesora. Program był tak rozszerzony, że zawierał część materiału z polonistyki, a dziewczyna dodatkowo była genialna. Druga - dziewczyna, która przerwała już inne studia, też filologię, więc miała już kontakt z podobnymi tekstami, w dodatku czytała artykuł obłożona słownikami i podręcznikami, i wyszukiwała każdego nieznanego słowa, żeby tylko zabłysnąć na pierwszych zajęciach.

Reszta, w tym ja, przeczytała kilka razy i uznała, że chyba jest za głupia na studiowanie tego przedmiotu, ja osobiście bazowałam w czasie zajęć na swojej wiedzy z liceum, bo coś tam o funkcjach językowych było.

Oczywiście pogrom był straszny, oberwało nam się, że nie czytamy zadanych tekstów etc.

A byliśmy już wszyscy po maturach, część osób studiowała dwa kierunki, więc miała już kontakt z literaturą fachową. Mozolnie, z zajęć na zajęcia, zaczynało coś do nas docierać. Jak już nabyliśmy pewną wiedzę, mogliśmy wreszcie zrozumieć, co czytamy.

Wyobrażacie sobie dziecko z (OK, skończmy z tą radosną podstawówką) gimnazjum, które trafi na taki tekst, który rozłożył grupę studentów? Dziecko radośnie czytające i cieszące się, że nie chodzi do głupiej szkoły, która by mu tego tekstu nie pokazała?

Jedziemy dalej, gramatyka opisowa... Jako dzieciak uwielbiałam gramatykę, do dziś mi zostało, ale przecież początki opisowej to była ciężka orka! A co dopiero historycznej (tak się trafiło, że z obu trafiłam na świetnych wykładowców i naukowców, ale jednocześnie bardzo wymagających). Żeby w ogóle zrozumieć podręcznik, trzeba było wyryć tabelkę głosek. Które dziecko chce wiedzieć, czym się różni m ubezdźwięcznione od dźwięcznego czy n tylno- od przedniojęzykowego?

Kto napisze od nowa wszystkie podręczniki akademickie, tak, żeby stały się zrozumiałe dla dzieci? Skoro część nie jest dostosowana nawet do studentów... (jeśli w ogóle podręczniki do danego przedmiotu istnieją)

Przecież szokiem było już samo to, że to, co w szkole było podawane jako materiał, teraz nagle okazuje się tylko jedną z hipotez. A w sąsiednim rozdziale już ktoś tę hipotezę obala. Nagle można albo ślepo ufać podręcznikowi, albo wykładowcy, albo wyrabiać sobie natychmiast własne zdanie.

Jak do cholery dwunastolatek ma sobie wyrobić opinię o tym, czy romantyzm jest słusznie wyodrębnioną epoką literacką, skoro nie zna nawet dość przykładów reprezentatywnych i niereprezentatywnych?

Cholerna literatura fachowa zaściela biblioteki od piwnic po strych. Pamiętniki Literackie zajmują pokaźne regały. Część pism uniwersyteckich całkowicie legalnie wisi w Internecie - każdy może je czytać! A kto to robi?

Jasne, że studenci mają z literaturą fachową problem. Ale oni mają przeczytać konkretny tekst na konkretny dzień. A jest ich na roku dwustu w kolejce do jednego egzemplarza, który akurat ktoś mógł sobie wypożyczyć, bo pisze pracę roczną. Pasjonat wchodzi sobie, buszuje wśród woluminów, a potem siada na tyłku i czyta, jeśli go interesuje.

Tyle że jak wchodzę do Biblioteki Raczyńskich, to widok jest zawsze ten sam.
Tłum studentów przygotowuje się do zajęć, kilku staruszków czyta. Nie wiem, czy czytają z pasji, czy są pracownikami naukowymi - są tam. Ale oprócz nich tłumy studentów. Nie widziałam tam ani jednego dziecka żądnego wiedzy. Nauczyciele im zabronili?

Zresztą ten pomysł jest tak absurdalny, że nie wiadomo, z której strony go obalać... Jak można jednocześnie uważać, że szkoła uczy bzdur i programy są przeładowane, a potem nakazywać pisać podręczniki naukowcom, którzy zęby zjedli na danej dziedzinie? Przecież wtedy do podręczników trafi jeszcze więcej biocenoz, biotopów i enzymów w żołądku, a jeszcze mnie rozpoznawania gatunków ptaków i grzybów. A rozszerzanie podstawy programowej literaturą fachową to już totalny absurd.

Jak można narzekać na zbytnią naukowość w podręcznikach i chcieć ją zwiększać? Przecież to się, do cholery, wyklucza...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17325
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:42, 26 Kwi 2010    Temat postu:

Bo generalnie tezą tego artykułu było:

Pitu pitu pitu
Nawciskamy kitu,
Każdą bzdurę powiem
Byle błysnąć słowem!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3514
Przeczytał: 19 tematów

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:47, 26 Kwi 2010    Temat postu:

Tess, zamień poetyka na "anatomię" i tekst na "Bochenek" to otrzymasz opis moich pierwszych anatomii.

Ten pomysł nie podoba mi się z trochę innego powodu- profesorowie przyzwyczajeni są do pracy z dorosłymi ludźmi o jakimś tam zasobie wiedzy. Jak omawia się na mojej uczelni np. mózgowie to wychodzi się z założenia, że wiemy co to zwój, kora i jak wygląda tkanka nerwowa, a jak nie wiemy to sobie doczytamy. Mimo, ze moich profesorów podziwiam i cenię za nic nie wyobrażam sobie ich uczących całkowitych podstaw.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tess
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 5654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 13:17, 26 Kwi 2010    Temat postu:

Eire, to właśnie chciałam napisać na końcu posta, ale chyba zbyt się rozgorączkowałam wspomnieniem Jakobsona... Wink
Trzeba mieć zasób wiedzy, żeby zrozumieć. Miałam kiepskich profesorów, miałam wspaniałych, ale każdy na początku WYMAGAŁ. Bo jeśli miałby uczyć tego, co już było, to po co by nam były studia?

No i wreszcie - zakładają też, że jesteśmy ludźmi o jakiejś organizacji, odporności. Jeśli ktoś mieszka sam, sam sobie gotuje lub sam się zapisał do stołówki, czasem też pracuje - to nikt go nie będzie gładził po główce, szukał książeczki, pokazywał drogi do sali. Opiekun roku nie będzie nosił przy sobie planu zajęć każdej grupy, żeby ją pokierować, jak zabłądzi i sali nie znajdzie. Nie zaprowadzi za rączkę do innego budynku, nie będzie tłumaczyć, w której bibliotece szukać podręcznika, a już tym bardziej, jak się w tej bibliotece zakłada kartę i wypożycza.

Nie będzie się głaskało po główce studenta, który zapłakał nad oblanym kołem, nie wyjdzie się z nim za drzwi, nie kupi lizaka, nie będzie czule tłumaczyć, że to tylko jedynka, ale jeszcze będzie dobrze.

Wykładowca ma przekazywać wiedzę i wymagać tej wiedzy. Jak ma zacząć uczyć dzieci, skoro dla niego wszystko to, co te dzieci muszą opanować, jest niezbędną podstawą, którą każdy ma znać i już? A jeśli nie zna, to jego problem...

No i domyślam się, że nie tylko u mnie tak wygląda, ale tylko u siebie znam przykłady Wink

Ale cóż - my zdolne dziewczyny, szkoły pokończyły (bo nikt nam ich nie zlikwidował), więc i z Bochenkiem, i z Jakobsonem damy sobie radę... Wink

Kuro - wierszyk piękny! Ma więcej treści niż całe te wynurzenia, jaka szkoła jest zła i czerwona Razz


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez tess dnia Pon 13:19, 26 Kwi 2010, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Furia
Królowa Szwecji



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 1735
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 14:02, 26 Kwi 2010    Temat postu:

Stanęła mi przed oczami wizja szeroko zakrojonej produkcji nolife'ów. Już widzę te wszystkie dzieci z nadwagą siedzące całymi dniami w domu bez żadnej motywacji to wyjścia na podwórko. To jest nic innego jak krzywdzenie dzieci.

Przypomniał mi się "WallE".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dawca Organów
Histeria Zmutowanych Mdłości



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 705
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 2/5

PostWysłany: Pon 13:38, 05 Lip 2010    Temat postu:

Przy śniadaniu przyszła mi do głowy pewna myśl, a mianowicie pomyślałam, że polska szkoła nie uczy, że na pytanie "Co autor miał na myśli?" w dużej ilości przypadków odpowiedź brzmi "Nic". W szkołach dzieci są tak uczone, że tekst MUSI mieć sens. Gdy występują różne dziwne konstrukcje (np. metafory co trzeci słowo), to tekst jest głęboki. W związku z tym, że nikt nie uczy odróżnienia dobrego kawałka literatury od klasycznego pseudobełkotu, ludzie uważają, że gnioty typu "Zmierzch", książki Coelho czy blogaski Mniszkówny to arcydzieła...

Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lady_Zgaga
Oberwoźny



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 3079
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Carstwo Korali

PostWysłany: Pon 14:55, 05 Lip 2010    Temat postu:

Dawca Organów napisał:
Przy śniadaniu przyszła mi do głowy pewna myśl, a mianowicie pomyślałam, że polska szkoła nie uczy, że na pytanie "Co autor miał na myśli?" w dużej ilości przypadków odpowiedź brzmi "Nic". W szkołach dzieci są tak uczone, że tekst MUSI mieć sens. Gdy występują różne dziwne konstrukcje (np. metafory co trzeci słowo), to tekst jest głęboki. W związku z tym, że nikt nie uczy odróżnienia dobrego kawałka literatury od klasycznego pseudobełkotu, ludzie uważają, że gnioty typu "Zmierzch", książki Coelho czy blogaski Mniszkówny to arcydzieła...


Swiete slowa oto sfrunely Ci z szanownych palcy na klawiature!

Nie tylko wbija sie i wciera w muski uczniów w polskiej szkole, ze kazdy tekst MUSI miec sens, ale w dodatku tylko taki sens, jaki podrecznik i klucz przewiduje. Bron Buko uczniowi interpretowac cos samodzielnie..


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
daszkass
Bezo grudek



Dołączył: 29 Mar 2010
Posty: 4248
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 20:20, 05 Lip 2010    Temat postu:

Aha, popieram. Że już nie wspomnę o, moim skromnym zdaniem, nadinterpretacjach. Jest sobie jakieś zdanie w wierszu, które jak dla mnie nic nie znaczy, ot takie, żeby ładnie wyglądało i pasowało, a tu się nagle dowiaduję, że ten jeden konkretny wers zmienia cały sens w wierszu O.o

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rzepicha
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 4647
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Znienacka!

PostWysłany: Pon 20:23, 05 Lip 2010    Temat postu:

Dlatego kiedy analizowaliśmy jakiś wiersz z wyjątkowo bezsensowną metaforą, utrzymywałam, że tak się po prostu rymowało. I nie dałam się przekonać systemowi!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dawca Organów
Histeria Zmutowanych Mdłości



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 705
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 2/5

PostWysłany: Pon 20:24, 05 Lip 2010    Temat postu:

Ja tak miałam z inwokacją do ''Pana Tadeusza'', a dokładnie w momencie, gdy Mickiewicz prawi, że go Matka Boska do zdrowia przywróciła. Wg mnie to nie jest żadna aluzja do fraszki Kochanowskiego (chyba, że są na to jakieś inne dowody niż słowo mojej polonistki), po prostu facet akurat takiego sformułowania użył...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lady_Zgaga
Oberwoźny



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 3079
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Carstwo Korali

PostWysłany: Pon 20:33, 05 Lip 2010    Temat postu:

Rzepicha napisał:
Dlatego kiedy analizowaliśmy jakiś wiersz z wyjątkowo bezsensowną metaforą, utrzymywałam, że tak się po prostu rymowało. I nie dałam się przekonać systemowi!


Yeaaaah! Fajt Babilon! I co, udalo sie, nie zgnoili Cie nauczyciele? Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rzepicha
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 4647
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Znienacka!

PostWysłany: Pon 20:39, 05 Lip 2010    Temat postu:

Moja polonistka to dobra kobieta, ale była troszeczkę durnawa i mnie lubiła, więc mi uszło Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ktosza
Samson w stepie



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1886
Przeczytał: 26 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 20:55, 05 Lip 2010    Temat postu:

Dawca Organów napisał:
Ja tak miałam z inwokacją do ''Pana Tadeusza'', a dokładnie w momencie, gdy Mickiewicz prawi, że go Matka Boska do zdrowia przywróciła. Wg mnie to nie jest żadna aluzja do fraszki Kochanowskiego (chyba, że są na to jakieś inne dowody niż słowo mojej polonistki), po prostu facet akurat takiego sformułowania użył...

Akurat to jest wstawka autobiograficzna, nieco podrasowana (przywróciła do życia... taak), jeśli dobrze pamiętam. Mały Micuś chorowitym dzieciem był.

Mam szczęście być uczoną przez najbardziej fantastycznego polonistę jaki chodzi po świecie, ale i tak mam świadomość tego, że system nauczania polskiego w szkołach jest, łagodnie mówiąc dziwny i nie zawsze fair. Ale z drugiej strony, jak patrzę czasami na niektóre interpretacje moich kolegów i koleżanek, którzy obrażają się święcie i mówią, że "oni tak rozumieją ten wiersz", a, pardon my French, pierdolą głupoty, to zaczynam być zwolenniczką wręcz systemu totalitarnego, a nie tylko "jedynej słusznej interpretacji".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dawca Organów
Histeria Zmutowanych Mdłości



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 705
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 2/5

PostWysłany: Pon 21:03, 05 Lip 2010    Temat postu:

Ktosza napisał:
Dawca Organów napisał:
Ja tak miałam z inwokacją do ''Pana Tadeusza'', a dokładnie w momencie, gdy Mickiewicz prawi, że go Matka Boska do zdrowia przywróciła. Wg mnie to nie jest żadna aluzja do fraszki Kochanowskiego (chyba, że są na to jakieś inne dowody niż słowo mojej polonistki), po prostu facet akurat takiego sformułowania użył...

Akurat to jest wstawka autobiograficzna, nieco podrasowana (przywróciła do życia... taak), jeśli dobrze pamiętam. Mały Micuś chorowitym dzieciem był.


Tak, wiem. Ale nie chodzi o to, czy go przywróciła, czy nie, tylko aluzję do Kochanowskiego, której nie widzę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ktosza
Samson w stepie



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1886
Przeczytał: 26 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:08, 05 Lip 2010    Temat postu:

No wiesz, ja wychodzę z założenia, że jeśli to miała być wstawka autobiograficzna, to jednocześnie nie może być aluzją do Kochanowskiego Wink

[której zresztą nie widzę w ogóle, ale nigdy Kochanowskiego nie lubiłam i niewiele jego fraszek kojarzę]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17325
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:13, 05 Lip 2010    Temat postu:

Tam jest aluzja do Kochanowskiego? Boru zielony. Chyba tylko na zasadzie skojarzenia "i ten, i ten pisali o zdrowiu".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ktosza
Samson w stepie



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1886
Przeczytał: 26 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:14, 05 Lip 2010    Temat postu:

AAA, że to niby ma być aluzja do TEJ fraszki? Laughing Borze najzieleńszy! Na to bym w życiu nie wpadła.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nerve C. Engine
Seba Holmes



Dołączył: 14 Mar 2010
Posty: 791
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gotham

PostWysłany: Pon 21:15, 05 Lip 2010    Temat postu:

Aluzja do Kochanowskiego, jak już, to może była wcześniej
Inwokacja:


Litwo! Ojczyzno maja! Ty jesteś jak zdrowie,
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił.

Fraszka Kochanowskiego:

Szlachetne zdrowie
ten tylko się dowie
jak ty smakujesz
aż się zepsujesz.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MT
Dziki wilk tańczący tango



Dołączył: 03 Cze 2010
Posty: 1970
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:19, 05 Lip 2010    Temat postu:

Ha, napisałam to samo co Nerve wyżej, więc usunę treść żeby nie było powtórzeń. Razz

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez MT dnia Pon 21:21, 05 Lip 2010, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17325
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:22, 05 Lip 2010    Temat postu:

Aaaa! Kurde, faktycznie! O ja sierota, skupiłam się na fragmencie "Jak mnie, dziecko, do zdrowia przywróciłaś cudem" i w ogóle nie pomyślałam o tych pierwszych wersach!
Co za wstyd. Idę się zakopać w ogródku.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rzepicha
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 4647
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Znienacka!

PostWysłany: Pon 21:29, 05 Lip 2010    Temat postu:

Znaczy to z początkiem to akurat dla mnie było oczywiste, więc analizowałam tylko cudowne ozdrowienie :d

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tess
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 5654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 13:10, 06 Lip 2010    Temat postu:

Ktosza napisał:
Ale z drugiej strony, jak patrzę czasami na niektóre interpretacje moich kolegów i koleżanek, którzy obrażają się święcie i mówią, że "oni tak rozumieją ten wiersz", a, pardon my French, pierdolą głupoty, to zaczynam być zwolenniczką wręcz systemu totalitarnego, a nie tylko "jedynej słusznej interpretacji".

O to, to, to! Zetknęłam się z takimi cudami, że naprawdę wolałam, jak nauczyciel dyktował. Przynajmniej interpretacje miały coś wspólnego z treścią wiersza...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rzepicha
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 4647
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Znienacka!

PostWysłany: Wto 13:46, 06 Lip 2010    Temat postu:

A to ja jestem taką koleżanką Razz No przepraszam, skoro ja ten wiersz tak a nie inaczej odbieram, a ktoś mnie pyta o czym on jest, to mówię co myślę, prawda? Nie moja wina, że się innym nie podoba.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ktosza
Samson w stepie



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1886
Przeczytał: 26 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 15:43, 06 Lip 2010    Temat postu:

To nie chodzi o to, że komuś się nie podoba, tylko że mówi się coś, co jest zwyczajnie debilne i świadczy o tym, że "interpretujący" pojęcia nie ma o języku polskim, istnieniu czegoś takiego jak metafora i jakimkolwiek kontekście kulturowym. Przecież ja też nie myślę jak podręcznik języka polskiego (chyba, nie widziałam żadnego normalnego podręcznika od polskiego na oczy od dwóch lat), to że interpretacja jest inna od przyjętej przez nauczyciela nie znaczy, że jest zła, no ale kurde, niektóre naprawdę są z kosmosu wzięte. Nie wiem, jak mam to wytłumaczyć, jeśli nigdy czegoś takiego nie słyszeliście.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
die_Kreatur
Gość






PostWysłany: Wto 15:50, 06 Lip 2010    Temat postu:

Może podasz przykład?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ktosza
Samson w stepie



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1886
Przeczytał: 26 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:42, 06 Lip 2010    Temat postu:

Szukam mojego skryptu od polskiego właśnie w tym celu... Mam tam kilka takich.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Furia
Królowa Szwecji



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 1735
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:47, 06 Lip 2010    Temat postu:

Ja mogę podać przykład takiej nadinterpretacji. Na zajęciach robiliśmy sentymentalizm, każda grupa miała do interpretacji wiersz. Zrobiliśmy, co mieliśmy i zaczęliśmy wymyślać naszym zdaniem śmieszne interpretacje, oczywiście takie kojarzące się, między innymi widzieliśmy w gałęziach motyw falliczny, gałęzie oplatały pannę, świetny żart. Wink Ćwiczeniowiec po kolei omawia z poszczególnymi grupami ich wiersze, dochodzi do nas, mówimy swoje i nagle niekumata koleżanka zaczyna wyłuszczać, wspomniane przez nas w żartach, motywy seksualne i symbole falliczne. Koleżanka przejechała się na swoim cwaniactwie, mina ćwiczeniowca - bezcenna!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
die_Kreatur
Gość






PostWysłany: Wto 16:51, 06 Lip 2010    Temat postu:

Ale to był żart, a tu chodzi o interpretecje na poważnie, co do których jesteśmy pewni, bo tak wiersz odbieramy.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Furia
Królowa Szwecji



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 1735
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:56, 06 Lip 2010    Temat postu:

die_Kreatur napisał:
Ale to był żart, a tu chodzi o interpretecje na poważnie, co do których jesteśmy pewni, bo tak wiersz odbieramy.


Ale ona go tak odebrała. Po prostu "ukradła" nam naszą interpretację. My żartowaliśmy, ona nie. Nawet cytatami udowadniała "swą" tezę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17325
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 17:28, 06 Lip 2010    Temat postu:

Sprawdzałam kiedyś wypracowanie dziewczyny, która wybrała sobie do interpretacji wiersz "Herodiada" Zawistowskiej. Wymyśliła jakąś absolutnie kosmiczną interpretację, włącznie z "etymologicznym" wyjaśnieniem imienia Herodiada (o ile pamiętam, wywodziła je od herosa i diady, czyli podwójności), natomiast ani słowem nie zająknęła się o kontekście tego wiersza, tj. historii Herodiady, Salome i Jana Chrzciciela. Prawdopodobnie w ogóle tego kontekstu nie znała. A mimo wszystko - wypadałoby, prawda?

A wiersz brzmi tak:

Czy wiesz co rozkosz? Czy Cię nie poruszy
Szept bladych kwiatów w takie noce parne?
Pójdź!.. ja Ci włosy me rozplotę czarne,
Wężem pożądań wejdę do Twej duszy!


Płomiennym szeptem odemknę Twe uszy,
Podam Ci usta drżące i ofiarne,
I ust Twych ogniem ciało Twe ogarnę,
Aż pieszczot moich fala Cię ogłuszy!...


Pójdź!... ja rozkoszą śćmię Tobie Jehowę...
Zapomnisz, twarzą padłszy na me łono,
Pijąc źrenice me błyskawicowe...


Lecz pójdź!... bo czasem w oczach mi czerwono,
I z piekielnymi zmagam się widmami,
I wiem, że dłonie krew mi Twoja splami.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tess
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 5654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:07, 06 Lip 2010    Temat postu:

Nie pamiętam tytułu wiersza, ale ewidentnie jego treść krytykowała uwielbienie flagi, symboli narodowych, patriotyzm... A znajomy interpretował wiersz jako głęboko patriotyczny i głoszący uwielbienie flagi.

EDIT: Czasem po prostu są rzeczy, których w tekście NIE MA. I to nie kwestia interpretacji, a czytania ze zrozumieniem.

O, na przykładzie własnym - napisałam kiedyś opowiadanie, miało trzech bohaterów (jasno wymienionych - dziewczyna, jej facet i jej przyjaciółka, przyjaciółka była narratorką, ale ujawniała się w fabule, rozmawiała z tamtą dwójką). A mój znajomy uparł się, że opowiadanie bohaterów miało DWÓCH! I że jego jako czytelnika nie obowiązuje domyślanie się, co autor miał na myśli i że skoro według niego jest tylko dwójka, to dwójka i kropka. (Co więcej, zaznaczał nawet, że w narracji są BŁĘDY, przez które MA SIĘ WRAŻENIE, że bohaterka to dwie osoby.)

Czy jeśli ktoś powie, że "W pustyni i w puszczy" opowiada o przygodach Stasia, bo Nell to urojenie autora, to nadal będzie poprawna interpretacja? Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez tess dnia Wto 19:10, 06 Lip 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kura z biura
Szef Dowodzenia



Dołączył: 11 Lis 2009
Posty: 17325
Przeczytał: 71 tematów

Pomógł: 91 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:23, 06 Lip 2010    Temat postu:

Hahaha, na studiach, niewiasta, z którą mieliśmy analizę tekstu literackiego, była specjalistką od nadinterpretacji. Jej hobby były nawiązania biblijne i widziała je wszędzie, a jak nie nawiązania, to chociaż bluźnierstwo.
Omawialiśmy swego czasu opowiadanie, w którym bohater, po całorocznej wędrówce, wraca do domu w okolicach Bożęgo Narodzenia i wchodząc do chałupy, widzi w sieni koryto, w którym leży martwy świniak, ubity na wędliny.
Otóż zdaniem pani było to bluźnierstwo, ponieważ KORYTO jest tym samym, co ŻŁÓBEK, w żłóbku leżało Dzieciątko Jezus, a tu martwa świnia! Bluźnierstwo!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MT
Dziki wilk tańczący tango



Dołączył: 03 Cze 2010
Posty: 1970
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:29, 06 Lip 2010    Temat postu:

Kuro, mam wrażenie jakbym czytała o moim poloniście. Razz Dokładnie ta sama obsesja.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tess
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 5654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 20:08, 24 Lip 2010    Temat postu:

W nowym "Science Fiction, Fantasy i Horror" Andrzej Pilipiuk wrócił do tematu szkoły.

Boruuu!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ktosza
Samson w stepie



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 1886
Przeczytał: 26 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 20:10, 24 Lip 2010    Temat postu:

Ten facet ma jakąś głęboko zakorzenioną traumę... Neutral

A co pisze tym razem?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tess
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 5654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 22:21, 24 Lip 2010    Temat postu:

Mniej więcej to samo...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kalevatar
Wyssana wampirzyca



Dołączył: 21 Kwi 2010
Posty: 810
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:19, 25 Lip 2010    Temat postu:

Jest to może dostępne online? Akurat mam zapotrzebowanie na przeczytanie jakiejś zapierającej dech w piersiach głupoty. Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tess
Bezo grudek



Dołączył: 12 Lis 2009
Posty: 5654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:36, 25 Lip 2010    Temat postu:

Właśnie chyba nie... Sad

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Cyn
Siódma z Szafy



Dołączył: 10 Paź 2010
Posty: 3220
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 14:41, 06 Lis 2010    Temat postu:

Nigdy, przenigdy nie będę dobrze wspominać podstawówki. Jestem bardzo podatna na opinie innych o mojej osobie i miałam to nieszczęście, że nie spodobałam się pewnej dziewczynie w klasie. Namówiła wszystkich, żeby byli przeciwko mnie, więc sześć lat podstawówki byłam systematycznie utwierdzana przez dwudziestoosobową watahę w tym, jaka jestem beznadziejna/brzydka/gruba/najgorsza/itepeitede. Mimo to nie chciałabym likwidacji szkoły, bo dzięki niej spotkałam kilka naprawdę świetnych osób i otworzyłam się na ludzi.
Nie podoba mi się jednak to, że każdy nauczyciel traktuje swój przedmiot jako najważniejszy, jedyny i ładuje tyle materiału, że głowa boli. Przykładowo w mojej klasie jest to fizyka. Nikt nie zdaje z niej matury, co ogłosiliśmy naszej kochanej pani, jednak nie przeszkadza jej to zadawać dwa razy więcej niż normalnie. Już nie mówiąc o tym, że sama nie raz podała nam niepoprawny wzór i się denerwowała, że nie potrafimy rozwiązać zadania. Pół klasy ledwo zdało u niej pierwszą klasę. Rozumiem, że elementarna wiedza z zakresu fizyki czy chemii jest niezbędna, jednak skoro wiem, że nie zwiążę z nimi swojej przyszłości, po co muszę zakuwać nocami, byle tylko zdać, skoro mogłabym się skupić na tym, co na prawdę mi się przyda?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haszyszymora
Żółwik na parapeciku



Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2808
Przeczytał: 11 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:34, 12 Lis 2010    Temat postu:

Że pomysły durne i bzdurne, to już zostało powiedziane. Ale. Intryguje mnie jedna rzecz:
Cytat:
W tym przypadku likwidacja szkoły wyjdzie uczniom tylko na dobre. Bo pomyślmy, z kim zetknąć się może dziecko w szkole? Ano z młodymi złodziejami, nieletnimi handlarzami narkotyków i narkomanami oraz cała masą rozmaitej młodocianej swołoczy.

Rozumiem, że rozmaita młodociana swołocz nie zalicza się już w poczet bezbronnych, katowanych i wypaczanych przez szkołę dzieci. Słusznie, słusznie, tylko... wedle jakich kryteriów można odróżnić jedne od drugich?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 2 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin