Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rodzaje 1000 i jednej seksualności
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
floxanna
Wałdca Dziewięciu Żywiołów



Dołączył: 29 Paź 2015
Posty: 571
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Nie 19:23, 15 Lis 2015    Temat postu:

zaciekawiony napisał:
To chyba u Pratchetta była taka para - dziewczyna raz w miesiącu zamieniająca się w wilka i pies raz w miesiącu zamieniający się w mężczyznę. Czy jakoś tak.

Nope, u Pratchetta była para Carrot Ironfoundersson (biologicznie człowiek, krasnolud z wychowania) i Delfina Angua von Überwald (kobieta wilkołak). Był tam też gadający pies Gaspode, który rozmawiał z Anguą, może stąd Ci się ten pies ustawił w parze z wilkołakiem.

Edit: Szczegóły.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez floxanna dnia Nie 19:24, 15 Lis 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ML
Anioł w toalecie



Dołączył: 02 Mar 2014
Posty: 845
Przeczytał: 31 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 19:49, 15 Lis 2015    Temat postu:

floxanna napisał:
zaciekawiony napisał:
To chyba u Pratchetta była taka para - dziewczyna raz w miesiącu zamieniająca się w wilka i pies raz w miesiącu zamieniający się w mężczyznę. Czy jakoś tak.

Nope, u Pratchetta była para Carrot Ironfoundersson (biologicznie człowiek, krasnolud z wychowania) i Delfina Angua von Überwald (kobieta wilkołak). Był tam też gadający pies Gaspode, który rozmawiał z Anguą, może stąd Ci się ten pies ustawił w parze.

Mam wrażenie, że chodziło raczej o Ludmillę Cake i Lupine'a z "Kosiarza". Ludmilla była człowiekiem przez większość czasu i wilkołakiem przy pełni, a Lupine - wilkołakiem przy pełni, a normalnie wilkiem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
floxanna
Wałdca Dziewięciu Żywiołów



Dołączył: 29 Paź 2015
Posty: 571
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Nie 19:55, 15 Lis 2015    Temat postu:

ML napisał:

Mam wrażenie, że chodziło raczej o Ludmillę Cake i Lupine'a z "Kosiarza". Ludmilla była człowiekiem przez większość czasu i wilkołakiem przy pełni, a Lupine - wilkołakiem przy pełni, a normalnie wilkiem.

Aj, sorry za niezamierzoną próbę wprowadzenia w błąd, Marchewa i Angua pojawiają się w kilku częściach i wbili mi się w pamięć, z „Kosiarza” najlepiej pamiętam Śmierć Szczurów Laughing

Edit: Szalejący szift.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez floxanna dnia Nie 19:55, 15 Lis 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mal
Zmechacona dżdżownica



Dołączył: 01 Lut 2015
Posty: 3215
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:32, 15 Lis 2015    Temat postu:

Kaziku, chodzi Ci rzeczywiście o [link widoczny dla zalogowanych], czy jednak o [link widoczny dla zalogowanych]?

Napisałabym tu jeszcze jakieś mądrzejsze rozważania, ale nie mam siły - wrócę do tej dyskusji, jak poczuję się lepiej Smile)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Hermiona z tygrysem



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2066
Przeczytał: 52 tematy

Pomógł: 48 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:55, 15 Lis 2015    Temat postu:

Mal, o oba Wink Racja, bardziej pasowałoby, gdybym powołała się na transseksualizm, ale u transwestytów też czytałam o (nie)czuciu się kobietą/mężczyzną.
Lepszego samopoczucia życzę!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2146
Przeczytał: 23 tematy

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:58, 15 Lis 2015    Temat postu:

Z transwestytyzmem jest jeszcze o tyle ciekawie, że wyróżnia się dwa rodzaje, które są w zupełnie innych grupach: podwójnej roli i fetyszystyczny.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5296
Przeczytał: 55 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:38, 15 Lis 2015    Temat postu:

Kazik napisał:
Ostatnio zaczęłam zastanawiać się nad płciowością - wybaczcie mi wszelkie niezręczności w tej kwestii, nie dysponuję za bardzo językiem, żeby o tym mówić. Hm, chyba nie bardzo do mnie dociera, co to znaczy czuć się kobietą, czuć się mężczyzną, nie potrafię zrozumieć m. in. transwestytów - co to znaczy czuć, że jest się urodzonym nie w tym ciele, co trzeba? Nie potrafię sobie tego wyobrazić i wydaje mi się, że sama tego w ogóle nie czuję. Jestem kobietą biologicznie, to na bank, ale... no nie wiem, byłoby mi cudownie obojętnie, gdybym urodziła się mężczyzną, albo obojnakiem. Nie rozumiem, co to znaczy "czuć się kobieco", podobają mi się nie tylko mężczyźni, no nie wiem, mam wrażenie, że coś mi umyka. Nie potrafię tego wyrazić jaśniej.

Piona, Kazik. Po latach rozbicia i nieutożsamiania się w 100% z którymkolwiek gęgerem status "non-binary" mi chyba wystarcza. Ten post mniej więcej nakreśla moją sytuację, pisałam przez pryzmat siebie. Razz Czuję się dobrze w obu "wydaniach", w obu czuję się sobą i nikogo nie udaję, jeno raz mnie bardziej ciągnie w tę, raz we w tę. A czasem nigdzie.
Dopiero niedawno research dla merr mnie uświadomił, jak bardzo się gubię w tej całej terminologii. Wink

Kazik napisał:
Jak patrzę na poliamorię? Nic do niej nie mam, jeżeli ktoś ma na tyle fuksa, że nie tylko znajdzie sobie te dwie, trzy osoby, do których będzie czuł miętę, ale jeszcze to będzie odwzajemnione i towarzystwo będzie się umiało dogadać - co mi do tego? Różne są potrzeby, związki to przede wszystkim kwestia dogadania się.
Próbuję sobie wyobrazić samą siebie w takim trójkącie - hm, czemu nie, choć nie mogę wiedzieć na sto procent, jakbym jednak funkcjonowała emocjonalnie i na ile by się we mnie odezwał zew za tradycyjnym, utrwalanym przez kulturę wzorcem związku. Na bank nie miałabym jednak problemu z byciem w otwartym związku, gdybym nie dogadywała się z partnerem w łóżku, bo seks to dla mnie iluśtamrzędna sprawa.
Inna sprawa, że ja myślę tu cały czas o modelu wzorowym, w którym każdy kąt szanuje pozostałe w obranej figurze, bez toksycznych podchodów. Mogę sobie tylko wyobrażać, jakie to trudne przy tylu osobach, jak przy dwóch czasem trzeba tytanicznej pracy. Już nie mówiąc o tym, że społeczeństwo patrzy, ocenia i tępi, to raczej nie sprzyja romantycznej atmosferze.

Rufusie, jak ty to widzisz?

Przede wszystkim cieszę się, że ktoś wreszcie poruszył kwestie ekonomiczne.
Nie będzie mi chyba dane nigdy obserwować na własne oczy sytuacji idealnej, gdzie nie istnieje problem uzależnienia finansowego, kompleksy i zazdrość to margines marginesu, ani nie mówi się nikomu od małego (nie ma takiego wzorca, motywu w kulturze), że dwie połówki jabłka/ przeznaczenie/ tak ma być i już.
Siebie widzę w tym modelu nawet więcej niż bardzo, nawet go na płaszczyźnie romantycznej realizuję. I też się cieszę, że taka możliwość została w tej rozmowie wyszczególniona, również (a może przede wszystkim) dlatego, że niedawno po raz kolejny sprowadzono poliamorię do wiecznie niezaspokojonej chuci (pozdro, wyborcza!) i przerażająco spłycono relacje międzyludzkie 2<, link już dawno poszedł w zapomnienie, ale [link widoczny dla zalogowanych] mam w zakładkach. (O, ganiony tekst jest tam zalinkowany.)
Co mnie zastanawia niemal od zawsze, to to, w jakim stopniu ludzie (nie wszyscy, to pewne!) oszukują sami siebie, decydując się na związki monogamiczne. Statystyki dot. zdrad znikąd się nie wzięły. Zresztą, zdrada czy nie, mało komu zdarza się nie czuć mięty do kogoś innego, mimo że ma się partnera.
Bardzo ciężko odchorowałam rozstanie kilka lat temu, bo czułam się przyparta do muru, czułam, że muszę wybierać. Dzisiaj stawiam sprawę jasno, nikomu oczu nie mydlę, że jest moją jedyną damą serca.
Myślę, że to bardzo zdrowa sytuacja, że nie trzeba rezygnować z w gruncie rzeczy wspaniałej relacji z X, jeśli coś szwankuje, tylko uzupełnić niedostatki z Y czy nawet Z. (I wcale nie mam na myśli seksu, choć nie wykluczam, że ktoś może mieć problem akurat na tej płaszczyźnie.) Ale też - nie zakochuję się w kolejnej osobie, bo mi w tej pierwszej czegoś brakuje, tak samo jak zadeklarowany monogamista nie zakochuje się, bo akurat jest stanu wolnego. Nie nazwałabym tamtych relacji uzupełnieniem, są po prostu inne.
A, właśnie, piszesz jeszcze o trójkącie. Może model łańcuchowy (temat, jeśli dobrze pamiętam, był w niewielkim stopniu poruszany w tym temacie) byłby łatwiejszy do wcielenia w życie w niektórych przypadkach.
Tekst, który dał początek tej dyskusji, porusza też jedną ciekawą kwestię, czyli prawo do prywatności. Dla mnie to już rozważania czysto teoretyczne, bo, by miały jakiekolwiek zastosowanie praktyczne, relacje poli musiałyby istnieć na szerszą skalę i być raczej powszechnie akceptowane, inaczej mamy działanie niezgodne z umową między partnerami, czyli zdradę.

Może jest tu ktoś jeszcze, kto czuje podobnie?
Może ktoś z monogamistów napisze co nieco z własnego punktu widzenia?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Rufus dnia Śro 0:48, 27 Lip 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Big Bad Wolf
Sierotka Julia Mniszkowata



Dołączył: 30 Sty 2014
Posty: 539
Przeczytał: 36 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z lasu

PostWysłany: Nie 23:59, 15 Lis 2015    Temat postu:

Kazik, mam podobnie. Nie czuję się szczególnie przywiązana do swojej kobiecości, ale nie przeszkadza mi moja płeć. I szczerze mówiąc też nie do końca rozumiem transseksualizm, mam wywalone na swoją płeć i nie rozumiem (chociaż się staram:-)), jak można się tak tym przejmować.
Co do związków to mocno teoretyzuję, bo jestem typem pustelnika, ale chyba nie mogłabym się ewentualnie drugą osobą z kimś dzielić. Jestem raczej, hm, terytorialnym stworzeniem. Ale jak komuś to pasuje, to proszę bardzo.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Floréal
Kolega Krasula



Dołączył: 11 Kwi 2014
Posty: 440
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 1:46, 16 Lis 2015    Temat postu:

Ok, mogę spróbować coś napisać. Rufus, to co napisałaś o związkach, wydaje mi się... okropne, bez urazy Razz Tzn. serio bez urazy, nie atakuję, tylko piszę, jaki jest mój osobisty odbiór tego. Nie chciałabym być z kimś, dla którego nie byłabym jedyną osobą, nie wyobrażam sobie też, że sama wiązałabym się w paroma osobami. Jeżeli kochałabym dwie osoby - wierzę przecież, że tak może się zdarzyć - to jakkolwiek straszna i bolesna byłaby dla mnie decyzja, kogo wybrać - podjęłabym ją. Bolałoby mnie to być może bardzo mocno i długo. Ale trudno.
"Dzisiaj stawiam sprawę jasno, nikomu oczu nie mydlę, że jest moją jedyną damą serca." - a to wręcz... okrutne. Nie wyobrażam sobie nigdy nikogo tak potraktować.
"mało komu zdarza się nie czuć mięty do kogoś innego, mimo że ma się partnera" - można to chyba jednak w sobie zwalczyć
Tak, wiem, co możesz mi odpowiedzieć: "można... ale po co?" Razz Na swój sposób będziesz mieć rację. Bo właśnie, to jest takie trudne do wytłumaczenia, bo jedna osoba może stwierdzić, że nie widzi zasadności czegoś takiego, druga, że tak. Ja akurat widzę.

A już tak bardziej do kwestii technicznych - ok, wierzę, że może to nieraz działać, ale zdaje mi się, że musi być na dłuższą metę strasznie trudne. Ok, to raczej przemyślenia z cyklu "jak mały Jasio wyobraża sobie...", bo nie znam nikogo, kto byłby w takim związku. Ale wyobrażam sobie to tak, że im więcej osób, tym trudniej się zgrać i prędzej czy później pojawiają się wzajemne pretensje, wyrzuty, jest niezręcznie, ktoś się czuje odsunięty na bok... Przecież tak bardzo często wyglądają sytuacje, gdy mamy np. grupę przyjaciółek, więc jeśli mówimy o związku, to chyba musi być jeszcze gorzej... No, ale tak jak mówię, nie mam dużego pojęcia o tym i nie wykluczam, że się mylę, piszę tylko, co mi się tak na logikę wydaje.

Jeszcze raz przepraszam, jeśli post zabrzmiał jakoś agresywnie czy oskarżycielsko, nie zabraniam w końcu innym wiązać się w takie związki, jakie im się podobają. Po prostu sama jakoś nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5739
Przeczytał: 97 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Pon 1:55, 16 Lis 2015    Temat postu:

Cytat:
"Dzisiaj stawiam sprawę jasno, nikomu oczu nie mydlę, że jest moją jedyną damą serca." - a to wręcz... okrutne. Nie wyobrażam sobie nigdy nikogo tak potraktować.

Jeśli ta osoba ma podobne podejście do tematu, to dlaczego miałoby to być okrutne? Byle postawienie sprawy było odpowiednio wczesne, moja była najpierw narobiła mi nadziei zanim wyskoczyła z takim tekstem. Rolling Eyes (I dlatego jest byłą, a nawet niedoszłą).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Floréal
Kolega Krasula



Dołączył: 11 Kwi 2014
Posty: 440
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 2:18, 16 Lis 2015    Temat postu:

Niby nie, ale i tak mi jakoś tak zabrzmiało... Może chodzi też o sposób, w jaki Rufus to sformułowała, bo wyobrażam sobie kogoś kto mówi coś w stylu "ok, możemy być razem, ale żebyś sobie nie myślała, że jesteś moją damą serca" - i to jest takie... brrr.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11669
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 2:25, 16 Lis 2015    Temat postu:

Cytat:
Ostatnio zaczęłam zastanawiać się nad płciowością - wybaczcie mi wszelkie niezręczności w tej kwestii, nie dysponuję za bardzo językiem, żeby o tym mówić. Hm, chyba nie bardzo do mnie dociera, co to znaczy czuć się kobietą, czuć się mężczyzną, nie potrafię zrozumieć m. in. transwestytów - co to znaczy czuć, że jest się urodzonym nie w tym ciele, co trzeba? Nie potrafię sobie tego wyobrazić i wydaje mi się, że sama tego w ogóle nie czuję. Jestem kobietą biologicznie, to na bank, ale... no nie wiem, byłoby mi cudownie obojętnie, gdybym urodziła się mężczyzną, albo obojnakiem. Nie rozumiem, co to znaczy "czuć się kobieco", podobają mi się nie tylko mężczyźni, no nie wiem, mam wrażenie, że coś mi umyka. Nie potrafię tego wyrazić jaśniej.

To jest ciekawy temat. Ale faktycznie trudno to wytłumaczyć.
Tzn. ja nie "czuję się kobieco", bo i nie bardzo wiem, co to miałoby oznaczać. Nie mam wielu stereotypowo żeńskich cech, choć i wiele mam; z męskimi rzecz ma się tak samo. Nie... eee, rany, faktycznie strasznie ciężko to tłumaczyć... zachwycam się swoją kobiecością jakoś szczególnie. Po prostu dobrze się czuję w swoim żeńskim ciele i nie chciałabym być w męskim.

Cytat:
Co mnie zastanawia niemal od zawsze, to to, w jakim stopniu ludzie (nie wszyscy, to pewne!) oszukują sami siebie, decydując się na związki monogamiczne. Statystyki dot. zdrad znikąd się nie wzięły. Zresztą, zdrada czy nie, mało komu zdarza się nie czuć mięty do kogoś innego, mimo że ma się partnera.
Kurczę, ale czucie mięty to nie jest oszustwo. Oczywiście, że pociągają mnie inni faceci, kiedy jestem z kimś w związku. W żaden sposób nie zmienia to faktu, że dla mnie monogamizm to jedyny model, który chciałabym realizować. Swojemu facetowi też nie miałabym zamiaru wydłubać oczu za to, że nie oślepł na walory innych kobiet.

Cytat:
"mało komu zdarza się nie czuć mięty do kogoś innego, mimo że ma się partnera" - można to chyba jednak w sobie zwalczyć
Tak, wiem, co możesz mi odpowiedzieć: "można... ale po co?"
No ja jako monogamistka też się zastanawiam, po co. Znaczy, nie wiem, co rozumiecie przez "czucie mięty", ale jw - to, że podobają się nam inni ludzie, jest naturalne. Problem (dla monogamistów) pojawia się w momencie, kiedy świadomie wykonujemy czyny, mające pociągnąć to dalej.
Ja nie umiałabym wybaczyć zdrady. Po prostu nie. Albo nie tyle wybaczyć, co być z jakaś osobą po jej zdradzie. Ale nie dlatego, że mojego partnera pociągał ktoś inny, tylko że on do tego stopnia zawiódł moje zaufanie i mnie oszukał.

Cytat:
"Dzisiaj stawiam sprawę jasno, nikomu oczu nie mydlę, że jest moją jedyną damą serca." - a to wręcz... okrutne. Nie wyobrażam sobie nigdy nikogo tak potraktować.

Uhm, znaczy co, lepiej kogoś oszukiwać i zdradzać?

Cytat:
Nie chciałabym być z kimś, dla którego nie byłabym jedyną osobą, nie wyobrażam sobie też, że sama wiązałabym się w paroma osobami. Jeżeli kochałabym dwie osoby - wierzę przecież, że tak może się zdarzyć - to jakkolwiek straszna i bolesna byłaby dla mnie decyzja, kogo wybrać - podjęłabym ją. Bolałoby mnie to być może bardzo mocno i długo. Ale trudno.
O, a to dokładnie o mnie.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Pon 2:30, 16 Lis 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5296
Przeczytał: 55 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 3:08, 16 Lis 2015    Temat postu:

Flo, żadnej urazy, przecież ci nie mówię, co masz czuć, ani nikomu innemu. Very Happy Cieszę się, że zabrałaś w tej sprawie głos (i reszcie, co napościła w międzyczasie, też dziękuję). Bardzo nie chciałam zabrzmieć, jakbym przedstawiała Jedyny Słuszny Pogląd, nie roszczę sobie praw do stosowania go na wszystkich ludzi.
Floréal napisał:
a to wręcz... okrutne. Nie wyobrażam sobie nigdy nikogo tak potraktować.
Okrutne jest bycie fair? Very Happy Okrutne byłoby zatajenie tego. To trudna informacja do przełknięcia, ale dzięki temu nikt nie jest uwikłany w relacje, na które nie ma ochoty. Widzisz, za mną są lata nieakceptowania siebie, pragnienia zmiany, nie że postanowiłam pewnego słonecznego dnia piec dwie pieczenie na jednym ogniu. Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że to sprawa zamknięta i basta, nie targają mną żadne wątpliwości. Fakt, że moje słowa tu na forum brzmią niezwykle szorstko, ale raz, że nie informuję nikogo dosłownie w ten sposób, dwa, nikogo nie skazuję na męczenie się w relacji, która mu zupełnie nie odpowiada. Szanuję to. Teraz znowu pewnie brzmię, jakbym tonęła w ofertach matrymonialnych i tylko trzech łosi przystało na moje warunki. Nie, nic z tych rzeczy. Very Happy

Floréal napisał:
jedna osoba może stwierdzić, że nie widzi zasadności czegoś takiego, druga, że tak. Ja akurat widzę.
Twoje święte prawo.

Co do kwestii technicznych, tak, jak pisałam już wcześniej - o świecie idealnym bez zależności materialnej, kompleksów itp. możemy tylko pomarzyć. Nie napiszę nic odkrywczego, jeśli stwierdzę, że związki mono toczy ta sama zaraza, a konkurencją może być także praca, hobby, dzieci. Wiele czynników może sprawić, że partner schodzi na drugi plan. Oba układy mogą być bardzo nierówne. Ale dobra, ja nie o tym, żeby udowodnić, że życie we dwójkę jest be i fuj, bo nie jest.
Tak, to jest trudne, tak, ktoś może odpaść w każdej chwili, bo uzna, że to nie to/jest na straconej pozycji/poznał(a) kogoś. Nie chcę się zagłębiać w prywatę, ale ten układ od początku jest nierówny, bo z jedną osobą (damą serca) na piedestale. Z nieszczególnie odległych przypadków znam tylko trójkąt, który się rozpadł, kazano wybierać między sobą i została para. Z tych odległych: to było wieki temu i już nie mam szans dokopać się do źródeł, ale konsensualne związki mnogie są, są legalizowane (Utah?) i funkcjonują.

Leleth napisał:
Kurczę, ale czucie mięty to nie jest oszustwo. Oczywiście, że pociągają mnie inni faceci, kiedy jestem z kimś w związku. W żaden sposób nie zmienia to faktu, że dla mnie monogamizm to jedyny model, który chciałabym realizować. Swojemu facetowi też nie miałabym zamiaru wydłubać oczu za to, że nie oślepł na walory innych kobiet.
Skrót myślowy mi wyszedł, jak widzę. W telegraficznym skrócie: miałyby to być podstawy do wysnucia rozważań teoretycznych, że być może gdyby nie wychowanie w poczuciu, że monogamia to jedyna słuszna droga w cywilizowanym społeczeństwie, nastawienie wielu osób byłoby zupełnie inne. Tak, inne to chyba dobre określenie. Nie chcę tego waloryzować, rzucać hasłami o otwartości czy podobnymi. W żadnym razie nie miał to być manifest "prędzej czy później zdradzicie!!1one", mam nadzieję, że nikt tego tak nie odebrał.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sida__
Don Kaleson



Dołączył: 24 Sie 2012
Posty: 3499
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Spomiędzy

PostWysłany: Pon 9:06, 16 Lis 2015    Temat postu:

O, poliamoryzm. Imo cudowna rzecz, jeśli uda się komuś sprawić, żeby działała bez problemu. Co prawdopodobnie jest strasznie trudne. Jestem w stanie wyobrazić siebie w takim związku nawet prędzej, niż w takim tradycyjnym. Może to głupie, ale czasem myślę nad, co by było gdybym znalazła kiedyś dziewczynę/faceta, z którą/ym chciałabym być, a która/y nie byłaby/byłby aseksem, no i na przeszkodzie stanąłby aseksualizm i awersja do seksu - w takim wypadku związek poligamiczny robiłby całkiem sporo sensu. Znaczy, wątpię, żeby coś takiego faktycznie mogłoby się stać, ale tak sobie czasem rozmyślam, hipotetycznie.

Co do płciowości, hm, też nie do końca rozumiem, co może znaczyć "czucie się kobietą". To jest, oczywiście pojmuję, że niektórzy (transseksualiści właśnie) czują się tam, czy tak, nie neguję tego - po prostu sama nieszczególnie to ogarniam. Ja chyba nie czuję się niczym, więc podejrzewam, że określenie "non-binary" (czy jakieś bardziej pasujące, "agender"?) mogłoby się do mnie odnosić, ale nie czuję potrzeby określania się w ten sposób. Zwyczajnie nie robi mi to większej różnicy i nie bardzo interesuje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8640
Przeczytał: 56 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Pon 10:48, 16 Lis 2015    Temat postu:

Dolaczam do klubu osob, ktore nie wiedza, co to znaczy czuc sie kobieta, wiec chyba tez jestem non gender. Czasem zdarza mi sie narzekac, ze gdybym byla facetem, byloby mi o wiele praktyczniej w zyciu, bez macicy i z sikaniem na stojaco.

Co do poliamoryzmu, gdyby moj partner mial ochote na otwarty zwiazek, to i ja nie widzialabym powodow do powstrzymywania sie. Teraz jestem w monogamicznym zwiazku i z szacunku do mojego monogamicznego partnera nie pozwalam sobie na zadurzenia. Ale gdybym wiedziala, ze mu to nie przeszkadza, wiem, ze zachowywalabym sie zupelnie inaczej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ag
Lily VooDoo Evans



Dołączył: 14 Sty 2015
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 13:43, 16 Lis 2015    Temat postu:

Cytat:
Może ktoś z monogamistów napisze co nieco z własnego punktu widzenia?


Idealna ze mnie kandydatka, bo jestem typową białą cis-kobietą w monogamicznym i potwierdzonym urzędowo związku trwającym już jakieś milion lat ;P

Generalnie stosuję w kwestii genderów, transów i wszystkich seksów prostą zasadę, że ja nie wiem, nie znam się, to mnie nie dotyczy, więc kim jestem, żeby oceniać. Związki są skomplikowane, ludzkie emocje też, po prostu cieszy mnie każdy przypadek gdy ludzie się dogadują i żyją w relacjach, które im odpowiadają.

Kulturowo jesteśmy bardzo mocno nastawieni na małżeństwa (czyli związki 1 na 1) i pewnie po jakiejś części jest to powodem, dla których bardziej skomplikowanych związków nie tworzymy, bo tak jesteśmy nauczeni. A część po prostu woli 1 na 1 Smile Z mojego punktu widzenia… nie wiem, czy bym się chciała Małżem podzielić, choć możliwość zrzucenia powicia gówniaka na jakąś inną laskę brzmi niesamowicie kusząco – nie se pieluchy zmienia z inną, a za mną te inne części związku realizuje Wink Ale to takie rozważania teoretyczne, naprawdę nie potrafię powiedzieć, czy bym potrafiła w takim związku żyć. W drugą stronę – jestem strasznym introwertykiem i myśl o konieczności utrzymywania więcej niż jednej relacji brzmi jak wysiłek energetyczny, który by mnie zabił (fakt przesyłania przeze mnie energii został potwierdzony naukowo i już).

Co do "czucia się" kobietą albo mężczyzną, to dlatego właśnie szczerze nie znoszę określenia "prawdziwa kobieta/prawdziwy mężczyzna". Nie mam bladego pojęcia co to znaczy. Czy ja nie lubię bawić się lalkami albo nosić sukienek to już znaczy, że nie czuję się kobietą? Jak nie lubię dzieci? Jak sama wnoszę szafę na trzecie piętro? Jak nie lubię cycków, bo się wszędzie majtają i wolałabym ich nie mieć? Nie wiem. Jestem kobietą, ani mnie to jakoś super nie cieszy, ani mi nie przeszkadza. Co do wszystkich osób trans- – nie wiem, nie znam się, mnie to nie dotyczy, więc kim jestem, żeby im mówić, że nie mają racji?

Cytat:
Okrutne jest bycie fair?


Dołączam też do grupy, która twierdzi, że jasne postawienie sprawy w związku nie jest okrutne, tylko uczciwe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inari
Harry Forrester



Dołączył: 29 Paź 2015
Posty: 139
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 14:10, 16 Lis 2015    Temat postu:

Rufus napisał:
Myślę, że to bardzo zdrowa sytuacja, że nie trzeba rezygnować z w gruncie rzeczy wspaniałej relacji z X, jeśli coś szwankuje, tylko uzupełnić niedostatki z Y czy nawet Z. (I wcale nie mam na myśli seksu, choć nie wykluczam, że ktoś może mieć problem akurat na tej płaszczyźnie.) Ale też - nie zakochuję się w kolejnej osobie, bo mi w tej pierwszej czegoś brakuje, tak samo jak zadeklarowany monogamista nie zakochuje się, bo akurat jest stanu wolnego. Nie nazwałabym tamtych relacji uzupełnieniem, są po prostu inne.

Bardzo ciekawe przestawienie sprawy. Piszę z punktu widzenia monogamistki w wieloletnim, zdrowym związku, dzieciatej itd..
Nie ma chyba pary która by była w stanie zaspokoić 100% potrzeb, tylko zależy tu o jakich potrzebach mówimy? Dla mnie jest jasne, że M ma mnóstwo kumpli, obojga płci, z którymi robi rzeczy które mnie nie interesują. Gdyby koleżeństwo przerodziło się w związek, nazwijmy to, romantyczny, to byłaby to dla mnie zdrada. Nie mogłabym żyć w trójkącie. Natomiast jeśli komuś to odpowiada, to dlaczego nie?

Jeśli facet powiedziałby mi wprost, że nie wyobraża sobie związku na wyłączność, to byłby to jasny znak dla mnie, że powinniśmy się rozstać. Jeśli po tylu latach związku, M by mi powiedział, że nie spełniam jego, nie wiem czego - oczekiwań i będzie spotykał z koleżanką, to ktoś by pakował walizki. To chyba też odprysk generalnego sprzeciwu względem tego, jak nasza kultura popularna przepięknie rozgrzesza fatów w pewnym wieku, wymieniających swoje partnerki w pewnym wieku na dużo młodsze modele. I nie wykluczam tutaj działania według modelu "psa ogrodnika". Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niofomune
Buffy Nimfomanka



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 1212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:32, 16 Lis 2015    Temat postu:

Mnie w sumie związek poligamiczny chyba z czysto teoretycznego punktu widzenia by nie przeszkadzał (a przynajmniej jak wyobrażam sobie dzielenie się partnerem, to nie mam jakiegoś "wykluczone, nie oddam"), no ale, jak było to wspomniane przede wszystkim to musiałoby być jasne postawienie sprawy uzgodnione przez wszystkie osoby uczestniczące (i kto wie, czy gdybym w praktyce stanęła przed taką sytuacją, to by mi się nie odwróciło - wszystko zależy od okoliczności), a nie zdrada. Bo jednak w zdradzie bardziej przeszkadzałoby mi zawiedzione zaufanie, a nie fakt poliamoryzmu. No i druga rzecz, która też już padła - już koleżeńską relację między trzema osobami czasem ciężko utrzymać, więc co dopiero mówić o związku. Podejrzewam, że nawet mimo najszczerszych chęci w pewnym momencie mogłoby się to skończyć rzeczywistym lub urojonym faworyzowaniem któregoś boku (tym bardziej, że znam siebie i wiem, że czasem mi naprawdę durne rzeczy wpadają do głowy). Dlatego w teorii nie miałabym nic przeciwko, ale podejrzewam, że w praktyce to byłoby trudne.

A co do czucia się kobietą, to nie pierwszy raz dochodzę do wniosku, że jako facetowi byłoby mi o wiele praktyczniej (ba, może nawet chciałabym mieć dzieci, skoro to nie ja byłabym w ciąży), ale jakoś nie czuję, żeby to przekładało się na bycie trans. Nie wyobrażam sobie, po czym można by to było poznać, ale jak ktoś umie, to jego szczęście, że potrafi się dokładnie określić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 12 Maj 2013
Posty: 1837
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:51, 16 Lis 2015    Temat postu:

Jeju, już nie wiem, co to znaczy czuć się kobietą. o.O Ale osobiście, o ile gender jest mi doskonale obojętny, to sex zdecydowanie nie, czuję że jestem i powinnam być kobietą.
Poliamoria jest bardzo trudna pod względem praktycznym, z mojego punktu widzenia. Dla mnie związki to w pierwszej kolejności ograniczenia, ustępstwa, kompromisy, akceptowanie niedoskonałości, wad itd. Wyobraźcie sobie to spotęgowane! Ciężko mi myśleć o sobie w "klasycznym" związku, a co dopiero w trójkącie, czworokącie itd. Ale to ja. Może taki związek to też spotęgowanie zalet?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Floréal
Kolega Krasula



Dołączył: 11 Kwi 2014
Posty: 440
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 2:27, 17 Lis 2015    Temat postu:

Leleth napisał:
Uhm, znaczy co, lepiej kogoś oszukiwać i zdradzać?

Rufus napisał:
Okrutne jest bycie fair? Okrutne byłoby zatajenie tego. To trudna informacja do przełknięcia, ale dzięki temu nikt nie jest uwikłany w relacje, na które nie ma ochoty. Widzisz, za mną są lata nieakceptowania siebie, pragnienia zmiany, nie że postanowiłam pewnego słonecznego dnia piec dwie pieczenie na jednym ogniu. Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że to sprawa zamknięta i basta, nie targają mną żadne wątpliwości. Fakt, że moje słowa tu na forum brzmią niezwykle szorstko, ale raz, że nie informuję nikogo dosłownie w ten sposób, dwa, nikogo nie skazuję na męczenie się w relacji, która mu zupełnie nie odpowiada. Szanuję to. Teraz znowu pewnie brzmię, jakbym tonęła w ofertach matrymonialnych i tylko trzech łosi przystało na moje warunki. Nie, nic z tych rzeczy.

Ag napisał:
Dołączam też do grupy, która twierdzi, że jasne postawienie sprawy w związku nie jest okrutne, tylko uczciwe.

Nie no, nie miejcie mnie za jakąś straszną osobę, która uważa, że należy się oszukiwać, a nie być fair Razz Mam wrażenie, że co do tego, że trzeba jasno ustalić zasady przy wchodzeniu w związek, a nie zdradzać partnera (bo przyjmujemy chyba, że zdrada jest wtedy, kiedy go oszukujemy), jesteśmy tu wszyscy zgodni. Jakoś nie wyobrażam sobie, kogoś, kto otwarcie popiera oszukiwanie. Tylko, że pisałam z własnej perspektywy, i co ja poradzę na to, że mi to brzmi okropnie... W sensie, gdyby np. mi ktoś tak powiedział, byłoby mi bardzo przykro. Ale to wiąże się z tym, że jak dla mnie lepiej po prostu mieć swoją "damę serca" i nie mieć tego dylematu Wink Poza tym jeszcze nieco przeraziło mnie samo to zdanie, o czym już pisałam - no, ale jeśli to tylko takie sformułowanie na potrzeby forumowej dyskusji, to dobrze.

Leleth napisał:
No ja jako monogamistka też się zastanawiam, po co. Znaczy, nie wiem, co rozumiecie przez "czucie mięty", ale jw - to, że podobają się nam inni ludzie, jest naturalne. Problem (dla monogamistów) pojawia się w momencie, kiedy świadomie wykonujemy czyny, mające pociągnąć to dalej.

No, ale właśnie o coś takiego mi chodziło. Tzn., że jak czujemy "miętę" do kogoś innego, to możemy nie pozwolić temu nad sobą zapanować i po prostu nie ciągnąć tego. A że nam się ktoś tam podoba, to samo w sobie dość naturalne.

Rufus napisał:
Co mnie zastanawia niemal od zawsze, to to, w jakim stopniu ludzie (nie wszyscy, to pewne!) oszukują sami siebie, decydując się na związki monogamiczne.

Wrócę jeszcze do tego, bo trochę się nad tym zaczęłam zastanawiać. Otóż... nie zgodziłabym się jednak z określaniem tego jako oszukiwanie siebie. Jeśli mam świadomość, że z natury, jako człowiek, mam skłonności poligamiczne (btw., bo nie wiem - to jest jakoś udowodnione, czy tak się po prostu przyjęło uważać?), a mimo to decyduję się związać z jedną osobą, to jest to oszukiwanie siebie, czy po prostu pewna decyzja? Znamy wszyscy powiedzenie, że najważniejsze są nie nasze skłonności, a wybory... Jeśli wybieram coś zgodnie ze swoimi uczuciami i przekonaniami (które są jednak dla mnie ważniejsze), a wbrew naturalnym skłonnościom - oszukuję siebie? Moim zdaniem nie, po prostu nie stawiam tych skłonności na pierwszym miejscu. Oczywiście wiąże się to z pewnym wyrzeczeniem, ale związki ogólnie zazwyczaj wiążą się z wyrzeczeniami - bo przecież nie ma tak, żeby coś dostać, nie poświęcając nic w zamian. No więc, jestem jak najbardziej pogodzona z tym, że jedną z rzeczy, którą muszę poświęcić, jest możliwość tworzenia związków z innymi ludźmi (zresztą, wydaje mi się, że by mnie to jakoś szczególnie nie kręciło i nie cierpiałabym jakoś z braku takiej opcji, to po prostu nie dla mnie - ale to akurat bardzo zależy od człowieka).


A co do tej kwestii płci... To ciekawe, bo ja też się nieraz zastanawiałam nad tym, co muszą czuć transi - jak to jest, być pewnym tego, jakiej jest się płci, z czego to wynika, skąd się to wie... Bo osobiście po prostu jestem kobietą i nie jest mi z tym źle, ale przecież to nie tak, że wstaję rano i myślę "ach, czuję się kobietą!". Zastanawiałam się czasem, jak odczuwałabym to, gdybym urodziła się w męskim ciele - też byłoby to dla mnie normalne, czy raczej wiedziałabym, że jestem odmiennej płci? Myślę, że może to jest coś takiego, czego nie jest się świadomym, kiedy jest ok - wiecie, tak jak ze zdrowiem, o którym się nie myśli, kiedy się je ma. Dlatego prawdopodobnie jeśli nie czujemy, że coś jest nie tak, to jesteśmy cis Wink Ale to tylko taka hipoteza Razz


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Floréal dnia Wto 2:28, 17 Lis 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 57 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 2:49, 17 Lis 2015    Temat postu:

Floréal napisał:
Jeśli mam świadomość, że z natury, jako człowiek, mam skłonności poligamiczne (btw., bo nie wiem - to jest jakoś udowodnione, czy tak się po prostu przyjęło uważać?)

Można tak przypuszczać na podstawie zachowań zwierząt - u monogamicznych nie ma dymorfizmu płciowego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5296
Przeczytał: 55 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:49, 25 Lis 2015    Temat postu:

Mam ciężkie lagi i zaniedbałam dyskusję. Meeeh.
Tak, Flo, to był jeno suchy zapis, nie wycinek rozmowy. Wink

Nie wiem na ile porównania do świata zwierząt mają sens, bo z jednej strony możemy się wykłócać, ze to naturalne, z drugiej - że nie po to się rozwijamy jako społeczeństwo, by zachowywać się jakby ten proces nigdy nie nastąpił.

E: zapomniałabym dodać: tak sobie myślę, że te moje relacje wielu z was mogłoby nazwać relacjami przyjacielskimi. Nie wiem, po prostu tu nikt nie kryje, że iskrzy, ale na tym koniec.

Podrzucam jeszcze tylko jeden link, który mi wyskoczył na wallu, a który zawiera całkiem sensowne treści. Z, nazwijmy to, przedmowy mogę parę rzeczy podsumować "a ja nie", ale reszta chyba dość dobrze charakteryzuje zjawisko ogółem, gdyby ktoś chciał doczytać.
[link widoczny dla zalogowanych]

Ed II kosmetyczny.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Rufus dnia Czw 0:04, 26 Lis 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rzabcia
Super Roksana w czapce z daszkiem



Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 861
Przeczytał: 20 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szkocja

PostWysłany: Czw 11:19, 26 Lis 2015    Temat postu:

To i ja sie wypowiem Smile
Po pierwsze: jestem teraz w zwiazku monogamicznym. Nie wyobrazam sobie dzielenia sie swoim chlopakiem z nikim, czy to kobieta czy mezczyzna. Prawdopodobnie tutaj wychodzi na jaw jak chciwa ze mnie baba - facet jest moj i basta Smile Zdrady bym nie wybaczyla za zadne skarby swiata, bo zdrada = oszustwo. Rozumiem ogladanie sie za innymi kobietami i nie mam tego za zle. Sama sie za facetami ogladam, normalna sprawa. To do nas nalezy wybor, co z tym pozniej zrobimy, tzn. czy skonczy sie tylko na ogladaniu za kims czy tez pojdziemy krok dalej. W przypadku tej drugi opcji to zdrada i koniec zwiazku jak dla mnie.
Co do osob, ktore sa w innych zwiazkach (z kilkoma partnerami itp.) - o ile wszyscy sie na to godza, to super. Wiem, ze sama nie bylabym w stanie byc w takim zwiazku Smile

Aha, na sam koniec zostaje bycie kobieta Smile Osobiscie uwielbiam to! Nie wyobrazam sobie siebie w ciele faceta i za nic w swiecie nie chcialabym sie zamienic, zdecydowanie nie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inari
Harry Forrester



Dołączył: 29 Paź 2015
Posty: 139
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 12:03, 26 Lis 2015    Temat postu:

Rzabcia - a nie rozróżniasz zdrady jako wyrachowanego działania i nieplanowanego skoku w bok? Smile

Gdyby mnie facet planowo oszukiwał, bo bym miała duże problemy z kontynuowaniem związku, ale pojedynczy wypad raczej bym wybaczyła. Również dlatego, że nie jestem sama siebie aż tak pewna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11669
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 12:14, 26 Lis 2015    Temat postu:

Pisałam wyżej właściwie to samo, co Rzabcia i - ja bym nie wybaczyła. To takie samo oszustwo i zawiedzenie zaufania. Możesz tego nie planować wcześniej, chyba jednak mniejszość zaczyna związek z planami wyrachowanego i długotrwałego oszukiwania partnera, ale w chwili, kiedy się decydujesz, jest to dla mnie takie samo wyrachowanie. Po to ma się mózg i wolną wolę, żeby nad sobą panować. Stawanie sprawy w ten sposób to robienie z ludzi bezwolnych niewolników genitaliów, co mnie mocno odrzuca, zwłaszcza w kontekście facetów, bo w ich przypadku jest to robione częściej i ma poważniejsze konsekwencje (choćby społeczne postrzeganie gwałtów). Poza tym osoba, która rozmyślnie robi coś, co wie, że mnie zrani, moim zdaniem nie bardzo nadaje się do dalszego związku - przynajmniej na pewno nie ze mną.
E. Chciałabym zaznaczyć, że nie chcę cię potępiać, Inari, czy coś w tym stylu, twoje życie i poglądy to twoja sprawa, po prostu to jest mój punkt widzenia.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Czw 12:15, 26 Lis 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inari
Harry Forrester



Dołączył: 29 Paź 2015
Posty: 139
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 12:35, 26 Lis 2015    Temat postu:

Ależ zupełnie nie czuję się potępiona Smile

U mnie takie myślenie przyszło chyba wraz ze stażem związku. Zaznaczam, że tego nie popieram, nie rozgrzeszam i nie namawiam.

Gdybym została zdradzona, to z całą pewnością wpłynęłoby to na związek źle, i czułabym się zraniona, podkopałoby to zaufanie itp. Gdybym sama zdradziła, czułabym się parszywie i miała problemy z wykonaniem makijażu rano przed lustrem. Ale nie wydaje mi się, że to by zakończyło związek. Nie jednorazowy wypadek. Wydaje mi się, że są większe "grzechy" w związku.

Dużo większym problemem byłoby dla mnie gdyby M się w kimś zakochał. Nawet jeśli byłoby to czysto platoniczne uczucie.

Ponadto sądzę, że przyznanie się partnerowi do skoku w bok, jak również do zakochania w kimś, nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Smile Moim zdaniem gloryfikowanie stuprocentowej szczerości jest trochę zbyt czarno-białe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rzabcia
Super Roksana w czapce z daszkiem



Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 861
Przeczytał: 20 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szkocja

PostWysłany: Czw 12:53, 26 Lis 2015    Temat postu:

Inari napisał:
Rzabcia - a nie rozróżniasz zdrady jako wyrachowanego działania i nieplanowanego skoku w bok? Smile

Gdyby mnie facet planowo oszukiwał, bo bym miała duże problemy z kontynuowaniem związku, ale pojedynczy wypad raczej bym wybaczyła. Również dlatego, że nie jestem sama siebie aż tak pewna.


Nope, nope, nope. Skok w bok to zdrada, koniec i kropka (tak samo jak zakochanie sie, chocby mialoby to byc uczucie platoniczne). Jak mialabym byc w zwiazku z kims, komu nie ufam w 100?%? Zupelnie tego nie widze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inari
Harry Forrester



Dołączył: 29 Paź 2015
Posty: 139
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 13:07, 26 Lis 2015    Temat postu:

No dobra, ale o ile popęd płciowy da się dość skutecznie opanować, to zakochania już zupełnie nie. Moim zdaniem to ma niewiele wspólnego z zaufaniem w związku.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5739
Przeczytał: 97 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Czw 13:14, 26 Lis 2015    Temat postu:

Cytat:
Skok w bok to zdrada, koniec i kropka (tak samo jak zakochanie sie, chocby mialoby to byc uczucie platoniczne).

A to mi się nie podoba, bo zakochanie, w przeciwieństwie do seksu, jest czymś, na co większego wpływu się nie ma. Nie wykluczam, że związek mógłby mi się rozlecieć przez zakochanie w drugiej osobie, ale to na pewno nie byłoby tak, że od razu zerwałabym z tego powodu. Chyba że padłoby na konkretną osobę, na której bardzo mi zależy albo której bardzo nie lubię, ale to jakby osobna kwestia.
Zakochania platonicznego w ogóle bym do tego nie mieszała. Platoniczność generalnie polega nie na tym, że "nie zamierza się" uprawiać seksu z drugą osobą, tylko na tym, że "nie czuje się takie potrzeby", nawet jeśli dana osoba jest dla nas atrakcyjna i pociągająca. Zaliczyłam platoniczne zakochanie w wykładowczyni, w międzyczasie weszłam w, nazwijmy to, związek z kimś innym (też kobietą, a raczej dziewczyną) i te dwie rzeczy były dla mnie tak wybitnie rozdzielne, że teraz musiałam się przez moment zastanowić, czy to aby na pewno działo się w tym samym czasie.

Wybaczalność zdrady jest moim zdaniem kwestią zależną od sytuacji. Skoro jestem w stanie wyobrazić sobie okoliczności, w których byłabym skłonna wybaczyć danie mi w pysk, to zdradę tym bardziej.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Nefariel dnia Czw 13:15, 26 Lis 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
le-vo
Bezo grudek



Dołączył: 21 Lis 2009
Posty: 4433
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 13:23, 26 Lis 2015    Temat postu:

Ja wielokrotne zdrady wybaczalam (w toksycznym zwiazku), nawet kiedy zdradzajacy nie okazywal skruchy albo w ogole nie widzial ich jako zdrady (bo przeciez nie jestesmy razem, serio, koles z ktorym mieszkalam usilowal mi wcisnac ze nie jestesmy para mimo ze zachowujemy sie jak para).
Teraz tez bym wybaczyla. Z bolem, ale wybaczylabym. Ale teraz jestem w takim zwiazku gdzie wiem ze zdrada nie bedzie miala miejsca. Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11669
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 110 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 13:25, 26 Lis 2015    Temat postu:

No dla mnie to też co innego. Tzn. owszem, pewnie by mnie bolało, gdyby mój partner się w kimś zakochał, ale równie dobrze to mogłabym być ja. Na czyny ma się wpływ, na uczucia nie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inari
Harry Forrester



Dołączył: 29 Paź 2015
Posty: 139
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 13:33, 26 Lis 2015    Temat postu:

Nefariel - o to dobry przykład, którego mi zabrakło.
Nie wiem czy dałabym radę wybaczyć facetowi przemoc fizyczną. Podejrzewam, że byłoby mi dużo trudniej niż w przypadku zdrady. Oczywiście pewnie zależy od kontekstu w obu przypadkach, ale generalizując. Dla mnie jest bardzo ważne poczucie bezpieczeństwa i odpowiedzialność faceta.

Chociaż w związku kobieta - kobieta to chyb trochę inaczej wygląda.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5739
Przeczytał: 97 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Czw 13:50, 26 Lis 2015    Temat postu:

Cytat:
Nie wiem czy dałabym radę wybaczyć facetowi przemoc fizyczną.

U mnie to zależałoby głównie od tego, czy byłabym w stanie mu oddać, fizycznie i psychicznie.
Cytat:
Chociaż w związku kobieta - kobieta to chyb trochę inaczej wygląda.

Akurat w moim przypadku dostanie w twarz od drobnego, szczupłego chłopaka od dostania w twarz od przeciętnej dziewczyny różniłoby się tylko i wyłącznie aspektem kulturowym, bo przed jednym i drugim byłabym w stanie się obronić bez większych trudności. Z drugiej strony - solidna, nabita kobieta mogłaby mi wpierdolić nie gorzej niż facet, więc dlaczego miałabym jej wybaczyć coś, czego nie wybaczyłabym mężczyźnie?
Ale zdaję sobie sprawę, że większość kobiet ma prawo mieć do tego zupełnie innego podejście.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Nefariel dnia Czw 13:50, 26 Lis 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inari
Harry Forrester



Dołączył: 29 Paź 2015
Posty: 139
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 14:07, 26 Lis 2015    Temat postu:

Wydaje mi się, że faktycznie płeć ma raczej drugorzędne znaczenie, a bardziej właśnie różnica w tężyźnie fizycznej. Mój facet mógłby bez problemu sprać mnie na kwaśne jabłko, albo i zabić, nie wiem czy bym zdążyła krząkać :/
I chyba tu by padło zaufanie, skoro zdając sobie sprawę ze swojej przewagi użył siły, to jego celem było wyrządzenie mi krzywdy. Chociaż oczywiście, to dużo bardziej skomplikowane. Suprajs, nieprawdaż. Wink

E: literówka


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Inari dnia Czw 14:09, 26 Lis 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rzabcia
Super Roksana w czapce z daszkiem



Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 861
Przeczytał: 20 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szkocja

PostWysłany: Czw 14:20, 26 Lis 2015    Temat postu:

Nefariel napisał:
Cytat:
Skok w bok to zdrada, koniec i kropka (tak samo jak zakochanie sie, chocby mialoby to byc uczucie platoniczne).

A to mi się nie podoba, bo zakochanie, w przeciwieństwie do seksu, jest czymś, na co większego wpływu się nie ma. Nie wykluczam, że związek mógłby mi się rozlecieć przez zakochanie w drugiej osobie, ale to na pewno nie byłoby tak, że od razu zerwałabym z tego powodu. Chyba że padłoby na konkretną osobę, na której bardzo mi zależy albo której bardzo nie lubię, ale to jakby osobna kwestia.
Zakochania platonicznego w ogóle bym do tego nie mieszała. Platoniczność generalnie polega nie na tym, że "nie zamierza się" uprawiać seksu z drugą osobą, tylko na tym, że "nie czuje się takie potrzeby", nawet jeśli dana osoba jest dla nas atrakcyjna i pociągająca. Zaliczyłam platoniczne zakochanie w wykładowczyni, w międzyczasie weszłam w, nazwijmy to, związek z kimś innym (też kobietą, a raczej dziewczyną) i te dwie rzeczy były dla mnie tak wybitnie rozdzielne, że teraz musiałam się przez moment zastanowić, czy to aby na pewno działo się w tym samym czasie.

Wybaczalność zdrady jest moim zdaniem kwestią zależną od sytuacji. Skoro jestem w stanie wyobrazić sobie okoliczności, w których byłabym skłonna wybaczyć danie mi w pysk, to zdradę tym bardziej.


Nie bylabym w stanie byc w zwiazku z osoba, ktora jest zakochana w kims innym. Nie, nie, nie. Dla mnie to zdrada i juz. Tak, wliczam w to rowniez uczucia platoniczne. Jezeli jestem z kims, to jestem z ta osoba w 1000000%, proste. Ogladanie sie za kims na ulicy, zachwycanie sie kims itp. - ok, to akceptuje, ale reszta to dla mnie zdrada.
Hmmm... Moze to przez to, ze dla mnie zdrada to nie sam akt fizyczny, pocalunek lub seks. Nie, mozna zdradzic kogos rowniez psychicznie, a zakochanie sie w kims innym zalicza sie do tego.
Chcialabym rowniez dodac, ze gdybym to ja kogos zdradzila, to rowniez bylby dla mnie koniec zwiazku. Poczucie winy prawdopodobnie zjadloby mnie predzej czy pozniej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mal
Zmechacona dżdżownica



Dołączył: 01 Lut 2015
Posty: 3215
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:54, 26 Lis 2015    Temat postu:

Ja też raczej nie potrafiłabym być z człowiekiem, który jest zakochany w innej osobie - dla mnie to po prostu nie miałoby sensu. No, ale to właśnie przy założeniu, że mój partner/partnerka byłby monoromantyczny - gdybym wiedziała, że ta osoba jest poliamoryczna i uczucie do kogoś innego nie eliminuje uczucia do mnie, to być może (ale tylko być może, bo nie byłam w takiej sytuacji i nie wiem na 100%) potrafiłabym to zaakceptować, ale tylko pod warunkiem, że to zakochanie nie rozwinie się w coś więcej - fizyczną zdradę albo nawet odstawienie mnie (fizyczne lub emocjonalne) na drugi plan. W związku poli raczej bym się nie sprawdziła, bo dla mnie bardzo istotne jest, żeby być najważniejszą osobą w czyimś życiu, bez dzielenia się. Inna sprawa to przelotne zauroczenia, które często ciężko odróżnić od głębokiego zakochania, zwłaszcza na samym początku - wydaje mi się, że jeżeli coś takiego pojawi się w związku z np. dwudziestoletnim stażem, jest to trochę inną sprawą niż taka sama sytuacja w związku, który trwa dopiero pół roku (nadal przy założeniu, że obie osoby weszły w związek z założeniem, że nie będzie to relacja poli).

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 12 Maj 2013
Posty: 1837
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 22:52, 26 Lis 2015    Temat postu:

Nie nazwałabym zdradą zakochania się, niemniej ciężko by to było zaakceptować. Nawet mimowolnie można kogoś zranić i ja bym się właśnie czuła skrzywdzona, mimo wszystko. Może poliamoria... Może okoliczności...
Co do przemocy, to faktycznie, trudno sprawa, ale sama świadomość, że ktoś chce mnie skrzywdzić (nawet jeśli nie jest w stanie) byłaby dla mnie wystarczająco odrzucająca. Chyba. W sumie, mam taką nadzieję. Czy tylko ja noszę w sobie nierealny lęk, że kiedyś wplączę się w toksyczny związek i wybaczę uderzenie w twarz? To jest częsty mechanizm i jestem pewna, że większość kobiet, które to spotkało, nigdy wcześniej nie myślała, że tak się zachowa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ag
Lily VooDoo Evans



Dołączył: 14 Sty 2015
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:05, 27 Lis 2015    Temat postu:

Jakkolwiek rozumiem, że na zauroczenie/zakochanie nie ma się wpływu, to jednak zabolałoby mnie bardziej niż tylko fizyczna zdrada. Więc jakbym miała wybierać jakieś nieszczęście, to wolałabym to drugie. (przy założeniu, że to zakochanie miałoby prowadzić do rozpadu związku)

Co do przemocy, to w moim związku nigdy się ona nie pojawiła, więc jakieś nagłe uderzenie czy coś wprowadziłoby mnie pewnie w niezły szok. I raczej bym tego nie wybaczyła, bo po prostu nie umiem sobie za bardzo czegoś takiego w związku wyobrazić, bo się przyzwyczaiłam do jakiegoś tam poziomu fizycznego kontaktu z drugą osobą i poczucia bezpieczeństwa i wątpię, żebym dzielnie zniosła przekroczenie wyznaczonej granicy. Oczywiście na pewno nie wiem, ale tak mi się wydaje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Yorika
Zakochana Balladyna



Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 1132
Przeczytał: 28 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:02, 27 Lis 2015    Temat postu:

Mocno się wahałam czy pokazywać czy nie. Ktoś zainteresowany może? Mnie już zrekrutowali.
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5296
Przeczytał: 55 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:23, 27 Lis 2015    Temat postu:

Yorika napisał:
Mocno się wahałam czy pokazywać czy nie. Ktoś zainteresowany może? Mnie już zrekrutowali.
[link widoczny dla zalogowanych]

Ja pytam: GDZIE CYKLIŚCI?
Przecież w równym stopniu co feministki czy weganie przyczyniają się do zniszczenia wszelkich osiągnięć tej wspaniałej kolebki cywilizacji, jaką jest Europa, doprowadzają do wynaturzenia, stoją w opozycji do człowieka jako pana Ziemi, który miał ją sobie uczynić poddaną, a nie na odwrót, który powinien jak każdy szanujący się potomek Adama i Ewy korzystać z rozumu i nowoczesnych technologii i jeździć samochodem, podkreślając tym samym bycie na szczycie drabiny społecznej i zachęcać samice do złożenia z nim jaj, nie to co te obcisłe stroje wywołujące fale nieprzystojnych myśli u tej samej płci...
No i, mrug-mrug, pedały. If ju noł łot aj min.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5824
Przeczytał: 57 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pon 22:56, 14 Mar 2016    Temat postu:

Nasz nauczyciel hiszpańskiego jest ostatnio bardzo nieszczęśliwy, bo nie dość, że zgubił bilety na wszystkie zbliżające się koncerty, to jeszcze zaręczyła się jego sąsiadka, która od lat mu się podoba. W związku z tym na niedawnym sprawdzianie kończącym kurs dwumiesięczny ostatnie zadanie brzmiało "Doradź Don Andresowi, co ma robić, żeby znaleźć sobie dziewczynę". Kilka razy prosiłam o zmianę pytania, wreszcie napisałam, ile potrafiłam po hiszpańsku, że nie potrafię doradzić, bo nie znam się na związkach, sama nie chcę się z nikim wiązać, naprawdę nic nie wiem i nie pomogę, przykro mi. No i tydzień temu dostałam swój test z powrotem - z pierwszego pytania 20/20, z drugiego 19,5/20, z ostatniego... 2/12. Ależ się wściekłam. Powiedziałam mu, że jestem oburzona, że to niesprawiedliwe, dyskryminacja i w ogóle. Dziś wychodząc z zajęć przekazał mi ukradkiem mały pojemnik z własnej roboty babeczką z masłem orzechowym <3

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
floxanna
Wałdca Dziewięciu Żywiołów



Dołączył: 29 Paź 2015
Posty: 571
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Pon 23:50, 14 Mar 2016    Temat postu:

Zacznę od starego dowcipu…

Kobiecie do szczęścia potrzeba:

1. faceta, który dobrze zarabia,
2. faceta, który lubi prace domowe,
3. faceta, który ją rozśmiesza,
4. faceta, który jest doskonałym kochankiem

oraz

5. żeby tych czterech się nie znało.

W pewnym momencie miałam 1, 2 i 3 (jeden był i jest moim mężem, 16 lat związku), aczkolwiek z totalnym zaprzeczeniem 5, bo wszyscy o sobie wiedzieli i w mniejszym lub większym stopniu się znali. Realnym związkiem „związkowatym” było (i jest) w tym wszystkim moje małżeństwo, druga relacja była (i jest) w świecie realnym (można ją nazwać chyba po prostu bardzo bliską przyjaźnią, o tyle nietypową, że jedyne inne bliskie relacje mojego przyjaciela to te z jego rodzicami i córką), trzecia była internetowo-telefoniczna (nadawanie idealnie na tych samych falach w poczuciu humoru, wiele wspólnych zainteresowań, czytanie sobie w myślach – i przy tym jasno zadeklarowana obustronna świadomość, że realnym związkiem to być by nigdy nie mogło). Wszystkim nam było z tym OK. Ale nie-OK zrobiło się żonie pana od relacji nr 3, która sobie ubzdurała, że chcę jej odebrać męża (mimo że nie tylko jej mąż i ja, ale i mój mąż jej klarował, że tu się naprawdę nic w tym kierunku nie dzieje), no i postawiła na swoim, zrobiła facetowi takie piekło, że zrezygnował z kontaktów ze mną. Że tak powiem cytatem: „Tyleśmy wspólnie wznieśli modlitw – rozeszliśmy się bez melodii”. Ryczałam rzewnymi łzami nad tym rozstaniem, głównie komu? Mężowi oczywiście. I nie miał mi za złe, że z powodu zerwania relacji z innym facetem dosłownie tracę oddech.

Kocham męża, na swój sposób kochałam tamtego gościa i na swój sposób kocham przyjaciela. A mój mąż ma więcej czas na siedzenie przy kompie Wink I moje różne potrzeby i odbicia rozkładają się na więcej osób, co czyni mu życie lżejszym. Jemu to akurat mnie samej jest czasem aż za dużo, więc z innych relacji wystarczają mu płytsze (kumpelskie) z osobami obu płci. Mnie potrzeba więcej. Dla nas obojga najważniejsze jest poczucie „głównej przynależności” i to, żeby inni ludzie też wiedzieli, że podstawa to ja i on. Żadne z nas nie stawia drugiemu warunków typu „albo ja, albo ktoś”, bo z góry przyjmujemy, że dla mnie on, dla niego ja. Inni ludzie to satelity – w jego przypadku dalsze, w moim bliższe.

Edit: Pomieszanie cyfierków.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez floxanna dnia Wto 0:01, 15 Mar 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mangusta
Bezo grudek



Dołączył: 05 Mar 2010
Posty: 3814
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Little Tokyo

PostWysłany: Wto 10:59, 15 Mar 2016    Temat postu:

Same here, żona mojego przyjaciela rozwaliła naszą relację. Chociaż niestety pomimo tego, że był to związek stricte platoniczny to rozumiem ją trochę (ale tylko trochę, bo jej do pięt nie dorastam a on głupi nie był). Wiecie, drobna ruda singielka po treningach spędza długie godziny na gadaniu z mężusiem, a czasem nawet z nim na kawę pójdzie. Co się dziwić że nie wierzyła że to tylko przyjaźń, bo ja bym mu w życiu krzywdy nie zrobiła jakąś głupotą.

Sęk w tym że nikt mnie tam w Holandii nie rozumiał tak jak on i co się naryczałam (i w jaką depresję wpadłam) to moje. Wciąż mamy kontakt, tyle że bardzo od święta. Nigdy w życiu nikogo tak bardzo nie kochałam i wątpię by to się kiedyś powtórzyło, w zdrowszych okolicznościach. W sumie to dobrze się stało choć nadal nie rozumiem jak można być tak zazdrosnym. O mnie? Srsly, o mnie? Rolling Eyes


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8640
Przeczytał: 56 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 12:10, 15 Mar 2016    Temat postu:

Co ja ci moge powiedziec. Tez bylam w takiej sytuacji, tez partnerka mojego kumpla byla koszmarnie zazdrosna i na jakis czas wymusila zawieszenie kontaktow, ostatecznie ich zwiazek po kilku latach sie rozpadl a nasza przyjazn dalej trwa. Jesli ktos nie wierzy partnerowi, to jesli nie ty bedziesz pretekstem do wywolywania piekla na ziemi, to znajdzie sie inny pretekst. Niektorzy zreszta lubia takie wybuchy zazdrosci, bo traktuja je jako dowod na uczucie ze strony partnera. Ja lubie w umiarkowanycm stopniu, nigdy nie zerwalabym przyjazni bo partner nie moze zniesc, ze nie jest pepkiem swiata. Chocby dlatego, ze przyjazn jest imho trwalszym uczuciem, milosc potrafi sie wypalic bardzo szybko, ale przyjazn jest na lata.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
IHime
Super Ninja



Dołączył: 22 Sty 2014
Posty: 325
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z piwnicy

PostWysłany: Wto 13:27, 15 Mar 2016    Temat postu:

Powiem Wam, dziewczyny, że byłam po drugiej stronie. Byłam tą złą, co rozwaliła przyjaźń mężowi.
Byliśmy 8 lat po ślubie, kiedy do naszego miasta sprowadziła się jego przyjaciółka z dzieciństwa. Nigdy nie miałam problemu z tym, że mąż z kimś się spotyka beze mnie, więc nie przeszkadzało mi, że pomaga jej w przeprowadzce, remoncie, zakupach. Trochę zaczęło uwierać, kiedy okazało się, że na zakupy ze mną i naprawy we własnym domu nie ma już czasu. Zaczął we wszystkim porównywać mnie do niej i zawsze była lepsza - "mogłabyś piec ciasto, jak tamta", "ona ma tak świetnie zorganizowany dom, też tak byś mogła".
Ulało mi się, kiedy wydało się, że za moimi plecami wziął dla niej kredyt na grubą kasę. A wydało się, bo ona przestała spłacać i wierzyciel zapukał do nas.

Wierzę, że ta dziewczyna była niewinna. Nie chciała mojego męża uwieść ani wykorzystać - po prostu potrzebowała wsparcia w obcym mieście. To było 100% platoniczne. Ale mój mąż wyraźnie stracił głowę, chociaż ona mi do pięt nie dorasta.
Postawiłam warunek, że ma z nią zerwać wszelkie kontakty. Nie dlatego, że jest złą osobą czy z powodu mojej zazdrości, ale dlatego, że miała destrukcyjny wpływ na stosunki w naszym małżeństwie - przez nią zaczął mnie źle traktować, oszukiwać, marginalizować.

Nie twierdzę, że u Was było podobnie. Ale twierdzę, że taka przyjaźń jest zawsze trochę ryzykowna, bo nie sposób przewidzieć uczuć tej drugiej osoby. Nie potępiam ani Was, ani tej dziewczyny. Potępiam mojego męża, bo nie umiał wyznaczyć sobie granicy.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez IHime dnia Wto 13:29, 15 Mar 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eśka
178 centymetrów wredoty



Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 1937
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Wto 22:03, 15 Mar 2016    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

Czy to nie jest po prostu nazywanie chorób psychicznych płciami? Czy jakiś psychiatra wypowiedział się na ten temat?
W ogóle jeśli chodzi o stronę, to wiele identyfikacji jest uzasadnianych cytatami z tumblra.
Nie chcę nikogo dyskredytować, czy jest ktoś kto mógłby mi wyjaśnić, co przeczytałam? Jestem trochę zagubiona.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nefariel
Bękart Blogspota



Dołączył: 27 Wrz 2011
Posty: 5739
Przeczytał: 97 tematów

Pomógł: 36 razy
Ostrzeżeń: 1/5

PostWysłany: Wto 22:07, 15 Mar 2016    Temat postu:

Cytat:
This usually happens when it is too stressful or difficult to have a gender.

Wcześniej starałam się nie wyśmiewać tych wszystkich wydumanych nowych płci, ale to jest aż za bardzo. Laughing
E:

Cytat:
Genderwhat. Being unable to understand the concept of gender or of having a gender due to neurodivergence.

Ta nazwa!

I ej, ja serio wierzę, że są ludzie, którzy po prostu "tak mają". Ale nadal nie ogarniam, po co nazywać to osobną orientacją czy tożsamością, skoro w większości przypadków to albo zaburzenie, albo dużo mniej odjechana orientacja/tożsamość, tyle że z wyszczególnieniem przyczyny czy innej pierdoły.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Nefariel dnia Wto 22:15, 15 Mar 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2146
Przeczytał: 23 tematy

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:30, 15 Mar 2016    Temat postu:

Eśka napisał:
http://nonbinary.org/wiki/Neurogender

Czy to nie jest po prostu nazywanie chorób psychicznych płciami? Czy jakiś psychiatra wypowiedział się na ten temat?
W ogóle jeśli chodzi o stronę, to wiele identyfikacji jest uzasadnianych cytatami z tumblra.
Nie chcę nikogo dyskredytować, czy jest ktoś kto mógłby mi wyjaśnić, co przeczytałam? Jestem trochę zagubiona.

Nie sądzę, żeby tumblr był dobrym źródłem do czerpania wiedzy o zaburzeniach psychicznych i seksualnych.
W ICD-10 jest taka kategoria jak "Zaburzenia psychologiczne i zaburzenia zachowania związane z rozwojem i orientacją seksualną" i mam wrażenie, że wiele z tych pomysłów gdzieś by się tam znalazło.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
floxanna
Wałdca Dziewięciu Żywiołów



Dołączył: 29 Paź 2015
Posty: 571
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Wto 23:11, 15 Mar 2016    Temat postu:

IHime napisał:
Powiem Wam, dziewczyny, że byłam po drugiej stronie. Byłam tą złą, co rozwaliła przyjaźń mężowi.

U Ciebie to przynajmniej był realny kontakt i realne kłopoty, które wynikły z relacji męża. U mnie – net, telefon, 400 km odległości, zero zależności materialnych (chyba że uznamy za takową prezent – z mojej strony – w postaci zakładki do książki czy słuchawek do telefonu Wink).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nagualini
Honorowy Łowca



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 988
Przeczytał: 44 tematy

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 0:03, 16 Mar 2016    Temat postu:

Hmm, tak sobie was czytam od dwóch dni i stwierdzam, że mam dziwnie. Bo o ile w praktyce jestem raczej (seryjnie) monogamiczna (utrzymywanie więcej niż jednej relacji erotycznej naraz to za dużo zamieszania), o tyle w teorii... nie rozumiem, kompletnie nie rozumiem - już na poziomie samej idei - przysięgania wierności i wyłączności. Ani jej wymagania od drugiej osoby. Chyba wynika to z bardzo silnego poczucia, że moje ciało jest moje i nikt poza mną nie będzie nim rozporządzał. Tak samo nigdy nie ośmieliłabym się mówić facetowi, że jakiejś części swojego ciała ma gdzieś tam nie wsadzać (a jak wsadzi, to obraza majestatu, morze łez i żegnaj na zawsze). Nie. No nie. To jest jego własna część, sorry. I nie chodzi o związek otwarty, bo w takim bym niespecjalnie chciała być. Raczej o świadomość, że w ostatecznym rozrachunku, niezależnie od łączącej nas relacji, każde z nas wciąż w pełni decyduje o swoim ciele i jego przygodach. A tak zwana wierność to ani coś, co się z urzędu należy, ani jakiś warunek sine qua non związku. Raczej pewien akt dobrej woli i umowa - postaramy się być we dwoje, bez osób trzecich, na ile się da, ale nie zawiesza to prawa żadnego z nas do dysponowania własnym ciałem wedle woli.
Serio, przysięga wierności to dla mnie kolejny poważny powód, żeby nigdy w życiu nie brać ślubu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 4 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin