Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jak ludzie wyobrażają sobie psychiatrię

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3513
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 11:24, 01 Sie 2015    Temat postu: Jak ludzie wyobrażają sobie psychiatrię

Ostatnio zaczął mnie zastanawiać temat zaburzeń psychicznych, ich społecznego odbioru i popkulturalnej reprezentacji- te dwa ostatnie to w sumie sprzężenie zwrotne. Z jednej strony kultura pokazuje czego ludzie się spodziewają, z drugiej ludzie- świadomie czy nie- przenoszą fikcyjne zachowania na świat rzeczywisty.

Trafił mi się ostatnio taki artykulik. Niby nic, ale pokazuje "jak ludzie wyobrażają sobie psychiatrię". Tyle dobrego, że w komentarzach przejechano autorkę równo, ale nie jest to pierwsza rzecz tego typu jaką widzę.

[link widoczny dla zalogowanych]
-Porównywanie przypadków zupełnie nie pasujących (Elsa vs dziewczynka zamknięta od wczesnego dzieciństwa). W dupiemanie nawet najbardziej logicznych mechanizmów (rozwój mowy, interakcje społeczne).

-Sugerowanie, że zdarzenie a wywołuje reakcję b- nie ma miejsca na zmienność osobniczą, kulturalną, okoliczności.

-Wrzucanie wszystkich ewentualnych problemów pod jedną parasolkę i podciąganie wszystkiego co choć z grubsza pasuje pod jednostkę chorobową.
---Tutaj autorka wrzuca wszelkie reakcje stresowe/żałoby pod PTSD- który ma swoje kryteria. Bo dziś każdy smutek to depresja.

-W związku z powyższym- każdy problem psychiczny zrujnuje ci życie. Trzymając się przykładu PTSD ma rożne nasilenie i często mija po latach. Często pomaga głupia rozmowa czy znalezienie kogoś kto był w podobnej sytuacji. Ale to nie pasuje do narracji, więc przemilczmy.

Nie ujęte tutaj
-Wkładanie złoczyńcom choroby. Obowiązkowo. Naprawdę, Harvey Dent może mieć wiele rzeczy, ale nie schizofrenię.

-Psychiatrzy to zło, a pigułki narzędzie szatana- wyłożone tutaj
[link widoczny dla zalogowanych]

PS.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Szpieg z Krainy Zmierzchowców



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 2117
Przeczytał: 47 tematów

Pomógł: 53 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:28, 01 Sie 2015    Temat postu:

Cytat:
-Psychiatrzy to zło, a pigułki narzędzie szatana- wyłożone tutaj
[link widoczny dla zalogowanych]

Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziałam w popkulturze jaki normalny psychiatryk. Albo normalnego psychiatrę, nie manipulującego skurczybyka, wykorzystującego swoich pacjentów dla własnych, niecnych celów.

Przejadły mi się straszliwie upiorne psychiatryki w horrorach. Potępieńcze wycie, szarobure sale, krew na ścianach, fikuśne narzędzia uciapane juchą, porozrzucana po lokacjach dokumentacja suchych zapisków z brutalnych eksperymentów, klitki ze śladami paznokci na drzwiach... Tym bardziej, że dałam sobie wcisnąć, że elektrowstrząsy to barbarzyńska metoda stosowana tylko przez pielęgniarzy-sadystów.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 13:17, 18 Sie 2015    Temat postu:

Chodziłam kiedyś na fakultet "Psychiatria, psychoterapia i film". Całkiem ciekawy, polegał głównie na oglądaniu fragmentów filmów, w których pojawiały się osoby z zaburzeniami psychicznymi, ale też psychiatrzy i psychologowie. Generalnie w większości filmów na przestrzeni dziejów ci pierwsi - osoby chore - były przedstawiane jako szaleńcy/psychopaci z morderczymi skłonnościami, ewentualnie osoby dziwne, nienormalne, ewidentnie odstające od reszty społeczeństwa (słyszące głosy, wymagające hospitalizacji itp.). Lekarze nierzadko okazywali się jeszcze bardziej zaburzeni od swoich ofiar. Inni "tylko" przekraczali granice, np. flirtując ze swoimi pacjentami albo wdając się z nimi w innego rodzaju bliskie relacje. Nie zabrakło stereotypowego obrazu pacjenta na kozetce, który gada tak naprawdę do samego siebie, bo lekarz kompletnie nie słucha. Wycinki z sesji psychoterapii rzadko (nigdy?) brzmiały jak rozmowa psychologiczna z prawdziwego zdarzenia, raczej sprowadzały się do przyjacielskiej rozmowy lub psychologa udzielającego pacjentowi konkretnych rad "jak żyć", rodem z poradnika samopomocowego (mam na takie coś porządną alergię).

A tak wygląda wizyta u terapeuty w grze Heavy Rain.

Przypomniał mi się jeszcze film o młodym doktorze psychiatrii, który, udając schizofrenika, daje się zamknąć w szpitalu psychiatrycznym, żeby być bliżej pacjentów i lepiej zrozumieć naturę ich problemów. Niestety, eksperyment szybko wymyka się spod kontroli. A sam szpital przedstawiony jest jako miejsce, w którym lekarze mają pacjentów gdzieś i generalnie nie bardzo widzą w nich ludzi, salowe i pielęgniarze się nad tymi pacjentami znęcają, a sami pacjenci są "nienormalni", agresywni, względnie katatonicy. Dołujący obraz.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
rychadelko
Namiętny niemiecki deBill



Dołączył: 01 Kwi 2012
Posty: 169
Przeczytał: 12 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ze stajenki kucyponków

PostWysłany: Wto 14:28, 18 Sie 2015    Temat postu:

Wizerunek psychiatrów w (pop)kulturze jest faktycznie nieźle wypaczony, a i obraz psychiatryka jako przeklętego miejsca potępionych dusz chyba zakorzenił się w naszej świadomości na dobre. Jeśli spojrzymy na to z punktu widzenia obiektywnego obserwatora, to dojdziemy do wniosku, że, cholibka, filmy, gry, czy książki trochę przesadzją, a ci wszyscy lekarze, pielęgniarki, to jednak nie są pozbawione empatii potwory. Ale jak takie miejsca (i ludzi) postrzegają osoby, które były pacjentami?

Jakieś pięć lat temu przebywałam przez krótki czas w szpitalu w Poznaniu. W porównaniu do innych pacjentów, był to naprawdę króciutki pobyt (niecałe dwa tygodnie), ale wspominam go okropnie. Nie było tam lekarzy-sadystów, podłych pielęgniarek czy innych tego typu postaci, ale to poczucie osamotnienia, spętania, świadomość tego, że cały czas jesteś obserwowany i koszmarna, przygnębiająca atmosfera... Trudno to opisać. Po tych niecałych dwóch tygodniach byłam tak załamana, że błagałam rodziców, aby mnie stamtąd zabrali. Na moje szczęście mogłam się wypisać na własne żądanie, ale szkoda mi tych, którzy, ze względu na swoje schorzenia, musieli tam zostać na dłużej. Wiadomo, są tam trzymani dla własnego dobra, muszą być pod obserwacją, ale uwierzcie mi, nikogo z poznanych przeze mnie ludzi to nie pocieszało.

Zgadzam się z tym, że w różnych mediach grubo przesadzają z rzekomym okrucieństwem tego typu placówek, ale w umysłach przebywających tam pacjentów (no, w każdym razie, wielu z nich), takie miejsca to coś żywcem wziętego z horroru. Tak przynajmniej czułam się ja i moi znajomi z oddziału.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez rychadelko dnia Wto 14:31, 18 Sie 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 12 Maj 2013
Posty: 1837
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:50, 18 Sie 2015    Temat postu:

Oczywiście, że obraz psychiatry jest wypaczony. Nie wspomnę już o tym, że 80% moich znajomych nie rozróżnia psychiatry od psychologa, a psychologa od psychoterapeuty. Nawet ja sama, mimo ogólnego pojęcia na temat medycyny i lecznictwa w Polsce, byłam nieco zaskoczona swoją pierwszą wizytą. Może miałam pecha, ale mój psychiatra nie był szczególnie dobrym lekarzem (a może to ja byłam wymagającą pacjentką...?). Z grubsza polegało to na tym, że na pierwszej wizycie powiedziałam wprost, że przyszłam z depresją, a on przez godzinę potwierdzał diagnozę; kolejne wizyty polegały tylko i wyłącznie na zdawkowym pytaniu o samopoczucie i wypisaniu recepty. 150 złotych za 10 minut. Mało tego, nawet kiedy kolejny raz podzieliłam się swoimi uzasadnionymi podejrzeniami dotyczącymi zaburzeń odżywiania, zbył mnie, bo jego zdaniem schudłam przez stres. 10 kurwa-kilo w trzy tygodnie, bo stres. (Tak, to na 100% było ED, nie chodziło oczywiście tylko o wagę...)
W pewnym momencie groził mi oddział, ale w porę dałam sobie pomóc. Co prawda zdaję sobie sprawę, że schorzenia psychiczne nie są "wariactwem" ani niczym niebezpiecznym dla otoczenia, ale nikomu takiego przeżycia nie życzę, a przyklejanie łatek "świra" dodatkowo to wszystko komplikuje. Przykład z życia wzięty: w gronie przyjaciół rozmawialiśmy kiedyś o znajomej, ktoś wspomniał o trudnej przeszłości: uzależnienia, używki, imprezy, i wreszcie gwałt w wieku 14 lat, w konsekwencji kilkukrotny pobyt w szpitalu. Komentarz znajomego: "widać po niej". Nie miał złych intencji, ale dotknęło mnie to.
Inna kwestia: jakie jest w społeczeństwie podejście do leków? Wśród moich przyjaciół panuje zgoda co do tego, że nie powinnam się "faszerować psychotropami", bo to złe, niebezpieczne i bardziej by mi pomogła terapia i porozmawianie o problemach. (?)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2180
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:11, 18 Sie 2015    Temat postu:

Karol napisał:
Z grubsza polegało to na tym, że na pierwszej wizycie powiedziałam wprost, że przyszłam z depresją, a on przez godzinę potwierdzał diagnozę;

Ale to chyba dobrze? To znaczy - żeby postawić jakąś diagnozę, to jednak trzeba zebrać wywiad, wykonać badanie psychiatryczne i dopiero po tym wszystkim rozpocząć (lub nie) leczenie.

Cytat:
Inna kwestia: jakie jest w społeczeństwie podejście do leków? Wśród moich przyjaciół panuje zgoda co do tego, że nie powinnam się "faszerować psychotropami", bo to złe, niebezpieczne i bardziej by mi pomogła terapia i porozmawianie o problemach. (?)

Fakt, wiele osób boi się przyjmowania leków - bo uzależniają (benzodiazepiny i tzw. "zetki" owszem, leki przeciwdepresyjne nie), bo może będzie trzeba je brać do końca życia (na wiele chorób somatycznych trzeba brać leki do końca życia i jakoś nikt nie ma z tym problemu), po skutki uboczne (jakby psychoterapia ich nie miała). Mnóstwo osób nie przestrzega zasad przyjmowania leków, robi sobie tzw. urlopy od tabletek albo samowolnie manipuluje przy dawkach - a niestety, w przypadku leków psychiatrycznych regularne przyjmowanie tabletek jest kluczem do sukcesu, ponieważ należy unikać wahania stężenia neuroprzekaźników w mózgu.

Co do warunków na oddziałach - nie czarujmy się, warunki lokalowe w wielu miejscach są straszne. Wynika to przede wszystkim z żenująco niskich nakładów na psychiatrię w naszym pięknym kraju (nie pamiętam dokładnie, ale kilkakrotnie mniejsze niż w reszcie krajów unijnych) i beznadziejnego sposobu finansowania. Pod względem ilości lekarzy jesteśmy przedostatni w UE (przynajmniej tak nam mówili na konfie w zeszłym roku). Wiele budynków powinno zostać gruntownie wyremontowanych, ale co z tego, skoro w wielu przypadkach ledwo starcza pieniędzy na leki - a mimo to w zeszłym roku i tak jeszcze bardziej obcięto budżet. Niestety, psychiatria nie jest ani tak spektakularna, ani nie ma tak dobrych lobbystów jak kardiologia.

Przepraszam, że tak zrzędzę, ale finansowanie w psychiatrii jest to zawsze temat, który mnie dobija.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Galnea dnia Wto 18:12, 18 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karol
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 12 Maj 2013
Posty: 1837
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:12, 18 Sie 2015    Temat postu:

Galnea napisał:
Karol napisał:
Z grubsza polegało to na tym, że na pierwszej wizycie powiedziałam wprost, że przyszłam z depresją, a on przez godzinę potwierdzał diagnozę;

Ale to chyba dobrze? To znaczy - żeby postawić jakąś diagnozę, to jednak trzeba zebrać wywiad, wykonać badanie psychiatryczne i dopiero po tym wszystkim rozpocząć (lub nie) leczenie.

No jasne, ale pan profesor nie zrobił nic ponadto ani tego dnia, ani na żadnej z kolejnych wizyt. Tak naprawdę nie wiem, co powinien zrobić psychiatra dla pacjenta. Ale olanie prośby o pomoc z realnym problemem i zbagatelizowanie go było chyba niezbyt profesjonalne. :<
Gal, finansowanie też jest jakie jest, ale ja miałam na myśli sam fakt przebywania na oddziale psychiatrycznym.
Podejście do chorób w naszym kraju jest przygnębiające: mało kto rozumie, czym jest ChAD, OCD, schizofrenia czy nawet najczęstsza chyba przypadłość - depresja. Albo bierze się chorych za niebezpiecznych świrów, albo hipochondryków z niedoborem uwagi, albo romantycznie odjechanych outsiderów, albo nieudaczników życiowych itp. itd. (wymieniłam tylko to, z czym spotkałam się na żywo). Świadomość jest nikła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2180
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:23, 18 Sie 2015    Temat postu:

Cytat:
Tak jasne, ale pan profesor nie zrobił nic ponadto ani tego dnia, ani na żadnej z kolejnych wizyt.

Nie dziwię się, że masz poważne zastrzeżenia do tego, jak cię potraktowali i chciałabym, żeby takich lekarzy było jak najmniej. Tylko ta pierwsza część zabrzmiała mi jakoś dziwnie.

Cytat:
Gal, finansowanie też jest jakie jest, ale ja miałam na myśli sam fakt przebywania na oddziale psychiatrycznym.

Zrozumiałam. Uwagę o finansowaniu napisałam tak obok, nie odnosząc się do twojego postu. Mogę sobie spróbować wyobrazić, co czują osoby przebywające na leczeniu, które na dodatek zwykle trwa długo - co nie zmienia faktu, że powinny być pieniądze na zapewnienie takich warunków, żeby hospitalizacja była jak najmniej nieprzyjemna. Inna sprawa, że zdarzają się pacjenci, którzy wręcz przeciwnie - w szpitalu czują się jak w domu i najchętniej zostaliby na zawsze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sunawani
Całuśny Christoph z Brzytwą



Dołączył: 12 Wrz 2012
Posty: 1099
Przeczytał: 125 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:36, 18 Sie 2015    Temat postu:

Galnea napisał:
Co do warunków na oddziałach - nie czarujmy się, warunki lokalowe w wielu miejscach są straszne. Wynika to przede wszystkim z żenująco niskich nakładów na psychiatrię w naszym pięknym kraju (nie pamiętam dokładnie, ale kilkakrotnie mniejsze niż w reszcie krajów unijnych) i beznadziejnego sposobu finansowania. Pod względem ilości lekarzy jesteśmy przedostatni w UE (przynajmniej tak nam mówili na konfie w zeszłym roku). Wiele budynków powinno zostać gruntownie wyremontowanych, ale co z tego, skoro w wielu przypadkach ledwo starcza pieniędzy na leki - a mimo to w zeszłym roku i tak jeszcze bardziej obcięto budżet. Niestety, psychiatria nie jest ani tak spektakularna, ani nie ma tak dobrych lobbystów jak kardiologia.

Przepraszam, że tak zrzędzę, ale finansowanie w psychiatrii jest to zawsze temat, który mnie dobija.

Zarzucę anecdatą, ale leżałam w jednej sali z przewlekle chorą na depresję kobietą, która mieszkała na stałe w Anglii, gdzie miała pracę, rodzinę i zapewnione świadczenia medyczne, a mimo to jeździła leczyć się do Polski (w tym również elektrowstrząsami), bo jej zdaniem leczenie psychiatryczne w UK wyglądało jeszcze gorzej niż u nas. Inna sprawa, że mój szpital był podobno jednym z lepszych (a nie prezentował się szczególnie imponująco), więc nie zakładam, że tak jest w całej Polszy.

Osobiście swój pobyt na oddziale wspominam bardzo dobrze, poznałam fajnych ludzi, lekarze byli całkiem w porządku, pielęgniarki też, żadnego poczucia przytłoczenia, większość pacjentów w zasadzie wyluzowana i spokojna, warunki lokalowe w miarę przyzwoite (aczkolwiek łazienka na oddziale zamkniętym była dość okropna). IMO im mniej uprzedzeń do tego typu leczenia, tym mniejsze problemy z terapią. Wg. moich obserwacji osoby, które trafienie na oddział traktowały pt. "omg, jestem w psychiatryku, co teraz będzie, co powiedzą znajomi, nie jestem świrem, wpakują mnie w kaftanik, icoteras" miały większe problemy z aklimatyzacją i rozpoczęciem leczenia, niż ci, którzy podchodzili do tego na zasadzie "ok, trafiłem/am na oddział, może tak jest lepiej, będzie czas, żeby omówić to wszystko z lekarzem i trochę odpocząć od wszystkiego". Na oddziale było parę osób, które bardziej obawiały się perspektywy wyjścia ze szpitala niż dłuższego pobytu (tak, ja też; atmosfera u mnie w domu była paraliżująca i początkowo nawet na myśl o przepustce dostawałam lekkiego ataku paniki).


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Sunawani dnia Wto 20:09, 18 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3513
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:37, 18 Sie 2015    Temat postu:

Niestety nie pocieszę- liczba miejsc na psychiatrię jest nadal żałośnie niska.

Rychadełko- bardzo Ci współczuję. Niestety każdy szpital ma coś z więzienia- a w tym normalnym człowiek przynajmniej czuje fizycznie co mu dolega, wie co będzie się działo i jakich efektów się spodziewać. Tam, gdzie pracowałam było dość dobrze lokalowo- profesorka była dość znana w środowisku, ale też bardzo obrotna pod względem organizacyjnym i umiała ciągnąć pieniądze skąd się da.

Myślę, że strach przed tabletkami to pochodna patrzenia na zaburzenia psychiatryczne jako "defektu umysłu" do którego opanowania wystarczy chęć i odrobina silnej woli. A tabletki to "droga na skróty", coś jak anaboliki dla sportowców i w ogóle droga na skróty. Skutkiem tego myślenia ludzie odstawiają leki, bo chcą być "normalni" i myślą, że dadzą radę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
rychadelko
Namiętny niemiecki deBill



Dołączył: 01 Kwi 2012
Posty: 169
Przeczytał: 12 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ze stajenki kucyponków

PostWysłany: Wto 19:42, 18 Sie 2015    Temat postu:

Cytat:
Inna kwestia: jakie jest w społeczeństwie podejście do leków? Wśród moich przyjaciół panuje zgoda co do tego, że nie powinnam się "faszerować psychotropami", bo to złe, niebezpieczne i bardziej by mi pomogła terapia i porozmawianie o problemach.

To jest ciekawy problem. Ja sama nie wiem za bardzo co robić - przez leki jestem często ospała i moim ulubionym zajęciem, już od kilku lat, jest przesypianie dnia, ale kiedy parę razy próbowałam je odstawić, rezultaty były... nienajlepsze.

Cytat:
Przepraszam, że tak zrzędzę, ale finansowanie w psychiatrii jest to zawsze temat, który mnie dobija.

Gdyby było więcej osób z takim podejściem, to może doczekalibyśmy się porządnego dofinansowania. Smile


Cytat:
Albo bierze się chorych za niebezpiecznych świrów, albo hipochondryków z niedoborem uwagi, albo romantycznie odjechanych outsiderów, albo nieudaczników życiowych itp. itd. (wymieniłam tylko to, z czym spotkałam się na żywo). Świadomość jest nikła.

Boru, to jest temat, który mnie doprawadza do szewskiej pasji i zarazem totalnie dołuje. Czasami boję się nawet odpowiadać bliskiej rodzinie (wujom, ciotkom, nawet ojcu) na pytania jak się czuję, bo za każdym razem mam wrażenie, że powiedzą, że jestem po prostu śmierdzącym leniem, który bez przerwy siedzi z głową w chmurach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2180
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:19, 18 Sie 2015    Temat postu:

Eire napisał:
Niestety nie pocieszę- liczba miejsc na psychiatrię jest nadal żałośnie niska.

W sensie, że specjalizacyjnych? Rezydenckich faktycznie jest mało (u mnie w województwie ostatnio było jedno), ale akurat psychiatria to jedna z nielicznych specek gdzie jest szansa dostania się na etat - tak bardzo szpitalom brakuje personelu. Natomiast, z drugiej strony, ludzie też się niespecjalnie garną do wyboru tej ścieżki kariery.

Cytat:
Myślę, że strach przed tabletkami to pochodna patrzenia na zaburzenia psychiatryczne jako "defektu umysłu" do którego opanowania wystarczy chęć i odrobina silnej woli. A tabletki to "droga na skróty", coś jak anaboliki dla sportowców i w ogóle droga na skróty. Skutkiem tego myślenia ludzie odstawiają leki, bo chcą być "normalni" i myślą, że dadzą radę.

Strach przed psychotropami (srsly - sama nazwa wzbudza respekt) jest tak stary jak chlorpromazyna, a w dużej mierze został zapoczątkowany przez psychoanalityków. To, o czym piszesz, jest elementem układanki, ale nie sądzę, że najważniejszym. Tutaj, oprócz zwyczajnego strachu przed farmakologią, dochodzi jeszcze komponenta obaw przed substancjami, które mogą zrobić "coś" z mózgiem.

Natomiast samowolne odstawianie leków to zupełnie inny problem. Generalnie większość ludzi nie bierze leków zgodnie z zaleceniami - dotyczy to wszystkich grup pacjentów, łącznie z tymi, którzy odpuszczają sobie immunosupresję po transplantacji. Jeśli chodzi o pacjentów psychiatrycznych (a także, przynajmniej po części neurologicznych) dochodzą jeszcze czynniki związane z samą chorobą - z zaburzeniami funkcji poznawczych na czele. Wychodzi to m.in. w schizofrenii, gdzie farmakoterapia jest absolutną podstawą leczenia. Psychoza jest neurotoksyczna i z biegiem lat u wielu pacjentów dochodzi do zmian neurodegeneracyjnych (zresztą pierwotna nazwa schizofrenii brzmiała dementia praecox - otępienie wczesne, jako że zaczynało się w młodym wieku). Natomiast i na wcześniejszym etapie można wykazać drobne ubytki w funkcjach poznawczych, m.in. planowaniu krótkoterminowym. Innymi słowy - pacjent nawet i wie, że ma zażywać leki, ale nie potrafi tak sobie zorganizować dnia, żeby faktycznie je przyjąć. M.in. też stąd mamy obecne tendencje do podawania leków w postaciach o długotrwałym uwalnianiu - czyli w zastrzykach podawanych (w zależności od leku) co ok. 2 tygodnie.

Przepraszam, że tak skrótowo, ale klepię właśnie prezentację na Polcon, a to jest jeden z tych tematów, o których mogę mówić i mówić aż wszyscy zasną.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mal
Zmechacona dżdżownica



Dołączył: 01 Lut 2015
Posty: 3215
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 52 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 21:39, 18 Sie 2015    Temat postu:

Jeżeli chodzi o lęk przed przyjmowaniem leków psychiatrycznych, to wydaje mi się, że przynajmniej niektórzy nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że w medycynie coś się zmienia w tym zakresie, są opracowywane nowe leki, nowe metody i niekoniecznie wygląda to tak, jak pięćdziesiąt lat temu - więc psychotropy kojarzą się z czymś, co daje miliard poważnych skutków ubocznych (znaczy, jasne, obecne też dają, ale jednak nie do tego stopnia, co te pierwsze leki sprzed lat).

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lenn
Strażniczka popielnej kurtyny



Dołączył: 22 Kwi 2013
Posty: 2165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 22:34, 18 Sie 2015    Temat postu:

(Parę słów prywaty). Ja niby jestem trochę z branży, a sama, przyznaję, nieco boję się leków. Znaczy, oczywiście, uważam, że są dla ludzi, wielu osobom świetnie pomagają, nie dają tylu skutków ubocznych i nie uzależniają jak kiedyś, nie piorą mózgu (cokolwiek by to znaczyło), no i oczywiście to żadna ujma na honorze, wspomagać się farmakoterapią lub polegać na niej w stu procentach. Z drugiej strony - sama wolałabym nigdy nic nie brać. Takie podwójne standardy. Ja, w razie czego, "muszę" ogarnąć się sama, do tego nasłuchałam się trochę od znajomych, jakie jazdy mają po lekach i przy próbie zmiany dawki - otępienie, problemy z koncentracją, wymioty i inne atrakcje. Dziękuję, postoję. Choć oczywiście rozumiem, że gdyby tych leków nie brali, funkcjonowaliby znacznie gorzej (albo wcale), więc leki to zdecydowanie mniejsze zło. Mojej mniej lub bardziej irracjonalnej awersji do leków nie pomaga fakt, że pierwsza przygoda z pewnym zapisanym środkiem skończyła się tygodniem bezsenności, ale tak dosłownie: sześć dni, codziennie przespana maksymalnie godzina, ciśnienie w kosmos, totalny koszmar. Tak, wiem, że należało przetrwać jakieś dwa tygodnie, aż organizm się przyzwyczai, albo spróbować czegoś innego - ale nie dałam rady i póki co obiecałam sobie, że nigdy więcej, o ile tylko da się tego uniknąć.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8745
Przeczytał: 89 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Wto 22:40, 18 Sie 2015    Temat postu:

Odrobine oftopicznie, na czym wlasciwie polega borderline disorder i na ile akuratne było jego przedstawienie w Przerwanej lekcji muzyki?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Duslawa
Szantażowany Przeżuciem Kał-lic



Dołączył: 23 Lis 2010
Posty: 659
Przeczytał: 131 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ze stawu rybnego

PostWysłany: Wto 23:01, 18 Sie 2015    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych] - taki przyklad dorzucam z własnego podwórka. Incydenty tego typu raczej nie polepszają pijaru psychiatryków.
No i usłyszalam ostatnio (od bliskiego doktora), że niegdyś na psychiatrię szły osobniki, jakby to ująć słowami, specyficzne czyli głównie takie, jakich nie chcieli na żadnej innej specce. Efektem są profesorki typu tego, z którym do czynienia miała Karol, albo jedna z osób wymienionych w powyższym tekście - notabene moja dalsza powinowata, jedna z najmniej sympatycznych i zarazem najgłupszych znanych mi osób.
Ja sama u psychiatry byłam raz - ale wspominam to dobrze, a leki nprawdę pomogły. Ale i tak nie wiem, czy komukolwiek ze znajmoych bym się przyznała - wciąż mam w pamięci straszne czasy gimnazjalne, kiedy nabijano się ze mnie, bo poszłam łomatko! do pedagoga Rolling Eyes
E: To wszysto nie zmienia faktu, że na dzień dzisiejszy to chyba najbardziej interesująca dla mnie specka. Może kiedyś?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Duslawa dnia Wto 23:06, 18 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2180
Przeczytał: 49 tematów

Pomógł: 75 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 23:27, 18 Sie 2015    Temat postu:

Rozumiem, że masz na myśli osobowość chwiejną emocjonalnie typu pogranicznego (borderline)?

Jak nazwa wskazuje, jest to dolegliwość z grupy zaburzeń osobowości - czyli (tak ogólnie mówiąc) zaburzeń objawiających się wieloletnim, utrwalonym, patologicznym wzorcem zachowań i sposobów przeżywania w różnych aspektach życia. Zaburzeń osobowości jest sporo - niektóre są bardziej określone (paranoiczna, histroniczna, unikająca, dyssocjalna, anankastyczna itp.), inne mniej, mogą się nakładać, mieszać itp.

Wśród zaburzeń osobowości wyróżniano kiedyś dwa typy pograniczne - schizotypowy (nie mylić ze schizoidalnym) oraz właśnie chwiejny emocjonalnie. Obecnie ten pierwszy został włączony w spektrum zaburzeń schizofrenicznych (to nie to samo co schizofrenia, ale należy do pewnego kontinuum), drugi pozostał wśród zaburzeń osobowości, chociaż spekuluje się powiązanie z kolei ze spektrum CHAD (o czym świadczy pewna skuteczność objawowa leków stabilizujących nastrój i przeciwdepresyjnych). Ponadto u sporej części osób wykrywa się pewne zaburzenia w korze przedczołowej, odpowiadającej za kontrolę impulsów. Prawdopodobnie jest podobnie jak z wieloma chorobami psychicznymi (i nie tylko) - niektórzy rodzą się z pewną predyspozycją, a potem czynniki zewnętrzne (urazy psychiczne, używki) powodują ich ujawnienie.

Jeśli chodzi o cechy charakterystyczne, to tutaj dominująca jest znaczna chwiejność emocjonalna, szybkie przechodzenie ze skrajności w skrajność. Paradoksem jest z jednej strony silna potrzeba pozostawania w centrum uwagi otoczenia, przyciągania ludzi, a z drugiej nieumiejętność utrzymywania długotrwałych relacji - właśnie ze względu na wspomnianą intensywność i chaos w emocjach (osoby z borderline często mają zachowaną empatię afektywną i obniżoną poznawczą - to tak z mojej ostatniej fazy zainteresowań). I zarówno ta impulsywność, chwiejność emocjonalna, jak i potrzeba zwrócenia na siebie uwagi prowadzą do zachowań ryzykownych (przypadkowy seks, używki, samookaleczanie, szastanie pieniędzmi itp. - raz zetknęłam się z pacjentką, która mając cukrzycę t. 1 to fundowała sobie hipoglikemię, to odstawiała insulinę), w tym prób samobójczych.

"Przerwanej lekcji muzyki" nie widziałam, ale mój podręcznik do psychiatrii zamieścił ją na liście "filmów wartych do obejrzenia jako ilustracja" Wink

E: W międzyczasie pojawił się post Dusławy.

Odnośnie linku - ciekawe, czytałam już kiedyś. Natomiast przy okazji słyszałam o tej historii też z drugiej strony barykady i, no cóż, nie do końca wszystko było tak, jak opisane w artykule.
Cytat:
No i usłyszalam ostatnio (od bliskiego doktora), że niegdyś na psychiatrię szły osobniki, jakby to ująć słowami, specyficzne

Rolling Eyes
Ogólnie trochę fascynuje mnie pogarda, jaką żywi wielu lekarzy "somatycznych" wobec psychiatrów.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Galnea dnia Wto 23:34, 18 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
PaniKa
Harry Slytherin Gryffindor Merlin Potter



Dołączył: 24 Cze 2015
Posty: 107
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 0:22, 19 Sie 2015    Temat postu:

Ja depresje mam "od zawsze". Pierwszy duzy epizod (zdiagnozowany, leczony) w wieku 14 lat. Potem co kilka lat nawroty. Poza tym leczeniem w dziecinstwie unikalam lekow jak ognia, bo mialam z tego czasu bardzo zle wspomnienia - splatania, skolowania, ciaglej sennosci.
Bylo to 20 lat temu, wiec mozliwe, ze po prostu inne, gorsze leki.

Kilka lat temu musialam powrocic do lekow bo bylo bardzo zle. Poczatkowo nie trafilam dobrze - lekarz byl chyba w porzadku, ale jakos nie umialam sie przy nim otworzyc, nie nadawalismy na tej samej fali. Leki tez nie byly trafione. Sprobowalam gdzie indziej (i to w mojej wlasnej osiedlowej poradni, panstwowo) i to byl strzal w dziesiatke. Mialam swietna lekarke, mloda, empatyczna, ale tez konkretna i nie rozczulajaca sie nade mna. Poza tym czesto wlaczala mnie w podejmowanie decyzji co do dalszego leczenia, nie narzucala mi niczego bez konsultacji, co mnie akurat bardzo odpowiada. Psychoterapie zrobilam tez panstwowo, w tym samym osrodku. Wszysko to bardzo mi pomoglo.
Niestety moja depresja nawraca, a pomiedzy ciezkimi epizodami tez zazwyczaj moj nastroj jest bardzo niestabilny. W mojej rodzinie ze strony ojca to w zasadzie norma, wiec bardzo mozliwe, ze glownie musze winic chemie swojego organizmu, a terapia moge jedynie lagodzic skutki depresji i jej negatywny wplyw na moje zycie. Wiele czasu zajelo mi zaakceptowanie faktu, ze byc moze zawsze bede sie z tym borykac, ze nawroty nie oznaczaja, ze jestem nic nie warta i beznadziejna. Nie bylo to latwe, ale mialam wsparcie wlasnie w swojej lekarce i terapeutce.

Ale czemu o tym pisze? Chcialam troche nawiazac do tego, jak powszechnie ludzie widza leki stosowane w psychiatrii - konkretnie antydepresanty, z mojego doswiadczenia. Ze to oszukiwanie sie, pojscie na latwizne. Ze, cytujac mojego kolege, to faszerowanie sie pigulka szczescia zamiast wziecia zycia za rogi, a przeciez pigulka szczescia to zadne rozwiazanie. Czesto te opinie sa bolesne, w pewien sposob ponizajace dla osob leczacych sie, mnie najczesciej zloszcza, bo nie rozumiem, jak mozna sie tak kategorycznie wypowiadac o czyms, czego sie najczesciej samemu nie zna. Jest mi przykro, ze z taka latwoscia dyskredytuje sie doswiadczenie kogos, kto walczy o swoje zdrowie, a czesto zycie i bagatelizuje jego przezycia. Teraz juz nawet nie mam ochoty wdawac sie w dyskusje i wyjasniac, ze to nie tak, bo zazwyczaj to nie dociera.
Znacznie mniej denerwuja mnie opinie pelne strachu - na przyklad moja mama uwaza, ze to trucizna i najgorsze paskudztwo niszczace zdrowie i psychike (sama po smierci dziadka krotko brala antydepresanty i czula sie fatalnie, uwaza wiec, ze to norma). Za to te pelne poczucia wyzszosci i lekcewazenia potrafia zabolec, zwlaszcza ze depresja i tak zabiera poczucie wlasnej wartosci.

EDIT:
Jeszcze odnosnie oddzialow/ szpitali psychiatrycznych. Widzialam kilka (jako pacjentka, jako rodzina chorej osoby, jako wolontariuszka) i bywalo bardzo roznie. Takie duze szpitale, w ktorych sa roznego typu oddzialy - w tym oddzialy dzienne, albo przeznaczone tylko dla lzejszych zaburzen - na ogol sa znacznie bardziej przyjazne (przynajmniej dla ludzi z depresja, nerwica itp., a nie np. schizofrenia). Z kolei oddzialy psychiatryczne zwyklych szpitali czesciej sa przygnebiajace, daja to poczucie zagrozenia i inwigilacji. Ale to w sumie nic dziwnego, jesli leza tam ludzie z calym przekrojem chorob i zaburzen...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez PaniKa dnia Śro 0:26, 19 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Duslawa
Szantażowany Przeżuciem Kał-lic



Dołączył: 23 Lis 2010
Posty: 659
Przeczytał: 131 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ze stawu rybnego

PostWysłany: Śro 16:15, 19 Sie 2015    Temat postu:

Galneo, podkreśliłam, że tak niby było niegdyś (i niby z dermą i wenerolą też - czemu? nie wiem). Ja tylko powiem, że wielu znanych mi osobiście młodych kandydatów na tą speckę to świetne osoby. I tyle.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Dowódca Rzeczywistości



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3513
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:25, 19 Sie 2015    Temat postu:

Na dermę idą lenie, bo pięćset chorób i pięć leków na krzyż, więc uczyć się nie trzeba, a na dyżurach ogląda się seriale.
Na psychiatrię idą ci, co sami mają problemy ze sobą.
Na chirurgiczne- troglodyci, co nie ogarną EKG.
Na internistyczne łamagi, co skalpel złapią z lewej strony.
Na pediatrię sfrustrowane stare panny i potencjalni pedofile.
Na gineksy perwersy i mizoginki.
Coś pominęłam?
---
Problem ze wszystkimi aferami szpitalnymi ale też np. z opieką społeczną jest taki, że pacjent wypowiada się ile chce, ale druga strona bronić się nie może bo przepisy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin