Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dziecko w przestrzeni publicznej
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Grzechotnik w klepsydrze cierpliwości



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 1994
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Wto 11:30, 30 Gru 2014    Temat postu: Dziecko w przestrzeni publicznej

Ostatnio pod wpływem pewnego felietonu opublikowanego na ramach Wyborczej (tutaj link: [link widoczny dla zalogowanych]) w internecie rozgorzała się dyskusja na temat obecności dzieci w przestrzeni publicznej (wiem, że niektórych z was już denerwują te dyskusję na ten temat ale czują potrzebę wypowiedzenia się a nie chce mi się brać udziału w tych wszystkich flejmach na fejsbuku). Artykuł schowany za pianinem więc szybko streszczę dla tych co nie czytali: autorka była w restauracji i zobaczyła matkę zmieniającą pampersa dziecku. Obrzydziło ją to i na podstawie tego wysnuła wniosek, że matki za dużo sobie pozwalają a powinny siedzieć z dzieckiem w domu. I o ile przyznam jej całkowitą racje odnośnie obrzydzenia wywołanego pampersem z niespodzianką to do reszty mam poważne zastrzeżenia. Rozumiem, że niektórzy nie lubią dzieci- dzieci są ogólnie głośne, brudne i hałaśliwe. Jednak są ludźmi i ich matki są ludźmi więc mają prawo do przestrzeni publicznej. Zresztą nie rozumiem jednego: śmiejemy się z głupich mamuś na forach, które głupieją od ciągłego siedzenia w domu z dzieckiem a z drugiej strony oburzamy się na dzieci w restauracjach i kawiarniach (nie mówię tu o knajpach dla dorosłych). Dziecko aby mogło stać się porządnym członkiem społeczeństwa musi się gdzieś socjalizować. Oczywiście, rozumiem krytykę, że matki pozwalają dzieciom na wszystko (nie upominają ich ja głośno krzyczą, pozwalają wchodzić obcym ludziom na głowę) ale obrażanie się na dziecko w miejscu PUBLICZNYM to dla mnie głupota. Dzieci płaczą, głośno się śmieją ale taka jest ich specyfika. Siedzenie obok gaworzącego dziecka może być irytujące ale na litość borską to nie jest najgorsza rzecz na świecie!.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Wto 15:21, 30 Gru 2014    Temat postu:

Nie, to nie jest najgorsza rzecz na świecie. Ale płacąc za posiłek w knajpie, nie mam ochoty płacić za akompaniament wrzasków dziecka. Czyjekolwiek dziecko nie jest i nie powinno być moim problemem (as long as nie jest to dziecko ze mną w sposób dowolny spokrewnione). Pijaczka drącego morde wyrzucą z knajpy, bo zakłóca spokój. Dorosłego, który się drze - wyproszą. Ale już wrzaski dziecka wszyscy mają znosić, bo to dziecko?
Jechałam niedawno z Warszawy do Bydgoszczy, prawie trzy godziny jazdy. W przedziale miałam dwójkę rodziców z czterolatkiem i nieco młodszym dzieckiem - czterolatek darł się (bo inaczej tego się nie da nazwać) niemal non stop. Jak przestawało ryczeć z niewiadomego powdu, zaczynało zaczepiać. Ja wiem, że dla niektórych to słodkie i urocze, dla mnie jedynie wkurwiające. Nienawidzę, gdy ktoklwiek bez konieczności i/lub mojej zgody narusza moja przestrzeń osobistą. I mam do tego prawo. Rodzice, po zwróconej uwadze zareagowali "PRZECIEŻ TO DZIECKO, ONO MUSI". No, problem polega na tym, że nie musi. A ja za to, że ktoś postanowił mieć dzieci, nie muszę płacić. Nie muszę też współczuć, jak zasugerowała pewna blogerka, czuć się gorszą i być wyrozumiałą, bo przecież rodzice mają tak cały czas. Nie muszę też się zamykać, bo podróż zaraz się skończy. Posiadanie dzieci nie daje specjalnych praw w kategorii "zakłócanie spokoju innym". Muszę mówić, w jakim stanie wysiadłam po trzech godzinach? Gdyby nie spory bagaż, wyszłabym na korytarz, ale w sumie czemu ja? Moje zachowanie nie utrudniało nikomu życia!
Za przewijanie w sali jadalnej matkę (razem z ojcem!) powinni z restauracji wyprosić.
Rozumiem sytuacje, kiedy się nie da dziecka uspokoić, bo jest chore. Nigdy nie narzekałam na dzieci u lekarza, średnio narzekam na te w komunikacji miejskiej (ale jednak - słuchanie głosno muzyki wkurza, dziecko krzyczące do babci stojącej obok - też. Serio, nie próbuj mi wmówić, że dziecko nie umie rozmawiać bez krzyku, bo parsknę śmiechem. A spróbuj takiej zwrócić uwagę...).
Niemniej ciągnięcie rocznego dziecka do restauracji uważam za skrajny egoizm - ani dziecku nie jest fajnie, ani otoczeniu. Dziecko, sorry to say, to ograniczenie. I to nie jest tak, że wszyscy dookoła mają cierpieć, bo dziecko.

Jestem generalnie fanką rozwiązan typu "przestrzeń dla rodzica z dzieckiem" + "przestrzeń bez dzieci", ale zdaje się, że to drugie to wielka dyskryminacja, a próba wywalczenia prawa do zjedzenia posiłku bez wrzasków oznacza namiętny romans z kozą. (to z komci pod artykułem o zdaje się wczasach dla singli - nie mogę teraz tego znaleźć).

Wiec tak: Dzieci i rodzice mają do przestrzeni publicznej, tak samo jak każdy inny człowiek. Tylko skoro wymagamy od każdego innego człowieka, żeby tej przestrzeni nie zawłaszczał, to czemu nie możemy wymagać tego od rodzica z dzieckiem?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez merr dnia Wto 15:25, 30 Gru 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5760
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 16:15, 30 Gru 2014    Temat postu:

Moje irytacje w kontaktach z ludźmi w przestrzeni publicznej biorą się nie do końca z faktu, że denerwuje mnie jakiś hałas, zapach czy naruszanie mojej przestrzeni osobistej, najbardziej wścieka mnie egoizm osób za nie odpowiedzialnych. I tak nie przeszkadza mi staruszka, która w kinie przyśnie i pochrapuje, albo towarzysz niewidomego tłumaczący mu szeptem film, natomiast zamordować chcę parki, które sobie nawzajem komentują "O, zobacz orki! O, Gollum! A która jest już godzina?" Podobnie czyjeś śmierdzące skarpetki przeszkadzałyby mi, ale tylko przeszkadzały, a nie doprowadzały do szału, gdyby ktoś spytał, czy nie miałabym nic przeciwko temu, żeby zdjął buty. I tak nie wyszłabym z pociągu poirytowana, gdyby rodzice upominali wrzeszczące dzieci, natomiast w takiej sytuacji, kiedy dopiero po zwróceniu uwagi powiedzieliby mi "PRZECIEŻ TO DZIECKO, ONO MUSI", to też szlag by mnie trafił. W ogóle co to za argument, że "dziecko musi"? Może musi się wybiegać, wygadać i zaspokajać ciekawość, ale na pewno nie kopać mnie brudnymi butami, ruszać moje rzeczy i się wydzierać. Nikt mi nie wmówi, że dziecko "musi" przez kwadrans drzeć się z podwórka MAAAAMAAA do matki będącej na jedenastym piętrze w pokoju po drugiej stronie od podwórka, a nie może się przebiec do domofonu Evil or Very Mad

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10379
Przeczytał: 63 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Wto 17:16, 30 Gru 2014    Temat postu:

Melomanka napisał:
Moje irytacje w kontaktach z ludźmi w przestrzeni publicznej biorą się nie do końca z faktu, że denerwuje mnie jakiś hałas, zapach czy naruszanie mojej przestrzeni osobistej, najbardziej wścieka mnie egoizm osób za nie odpowiedzialnych.

Igzaktli!
Nie mam nic przeciwko matkom z dziećmi w przestrzeni publicznej, jak i wszystkim innym człowiekom, jeśli starają się zachowywać tak, by nadmiernie nie przeszkadzać innym. Rozumiem, że czasem się na da inaczej i dzieciaka trzeba ze sobą "ciągać". Chce kobita wyjść, pojechać autobusem, zjeść z koleżanką na mieście - przeca jej wolno.
Płaczące dziecię w autobusie mi nie przeszkadza, zwłaszcza gdy rodzicielka stara się uspokoić. Ale gdy dziecię (nie niemowlaczek, a całkiem już rozumny kilkulatek) ryczy, a mamunia nakłada zrzucaną czapeczkę i dopina skafanderek oraz rzuca w przestrzeń "Ja na co dzień w przedszkolu pracuję, a ze swoim nie daję rady" mam ochotę ukrzywdzić. Biegające luzem, dopóki matka ma na oku i w razie czego pochwyci, do zniesienia. Ganiające i wpadające na innych oraz matuś z pretensjami do przechodzących, że jej dziecięcia śmieli nie zauważyć - irytuje, itd. itp.
Przewijanie w jadłodajni dla mnie nie do przyjęcia. Wystarczy zapytać obsługę, wątpię, żeby nie znalazł się jakiś kącik. W żarłodajni w centrum handlowym (a takowego byłam świadkiem) kosmos totalny, zwłaszcza, że kibelki, w tym wydzielony, z przewijakiem dosłownie kilka kroków dalej.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tini dnia Wto 17:21, 30 Gru 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Grzechotnik w klepsydrze cierpliwości



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 1994
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Wto 17:44, 30 Gru 2014    Temat postu:

Ja wasze argumenty rozumiem i popieram. Tylko spotkałam się z wieloma osobami, dla których sam widok zapłakanego i umorusanego dziecka jest odstręczający i dlatego postulują odizolowanie matek z dziećmi od innych ludzi. Mówię tu o małych dzieciach bo to o czym piszesz Merrik (wrzeszczący czterolatek) to już dla mnie przesada. Czterolatkowi da się wytłumaczyć pewne zasady, jeżeli przez 3 godziny potrafi krzyczeć i zaczepiać obcych ludzi to już coś z nim i z rodzicami nie tak. Gorzej z niemowlętami bo ich czasem nie da się uspokoić a dla młodej matki wyjście z maluchem do restauracji może być jedyną rozrywką.
Cytat:
a próba wywalczenia prawa do zjedzenia posiłku bez wrzasków oznacza namiętny romans z kozą

argument z kozą w roli głównej wykroczył już widzę poza homoseksualistów i muzułmanów i wchodzi w nowe rejony Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Wto 18:17, 30 Gru 2014    Temat postu:

Dekadencjo - jeśli matka/ojciec nie jest w stanie uspokoić dziecka w restauracji, to się dziecko zabiera i wychodzi. Po prostu. Bo zmuszanie innych do wysłuchiwania płaczu Twojego dziecka, bo Ty chcesz być w restauracji jest a) totalnie egoistyczne b)mało wygodne również dla dziecka. I dotyczy to dziecka w każdym wieku.
Ja wiem, rodzicom małych dzieci jest ciężko, ale to nie może być tak, że z powodu jednej pary z dzieckiem/samotnego rodzica cierpi cała sala, bo musi słuchać ryku dziecka.
Romanse z kozą stają się popularnę, jak widać. Niemniej jeśli będę się kiedyś wybierać na wczasy z biurem podróży, na pewno poszukam oferty dla osób bez dzieci. O ile takie będą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anka aka Eowyn
Superwikariuszka



Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 2740
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:30, 30 Gru 2014    Temat postu:

Wszystkimi kończynami podpisuję się pod opinią Merrik. Nie mam nic przeciwko dzieciom w restauracjach czy gdzieś indziej, wszystko jest dla ludzi. Tak dla ludzi, bo dziecko to dla mnie człowiek jak każdy inny. Natomiast postawa niektórych rodziców "i co się czepiasz, dziecko zawsze krzyczy" jest skrajnie idiotyczna. Ale nie martwcie się, za parę lat dzieciaki wejdą tym rodzicom na głowę przez takie wychowanie i będą żałowali, że wtedy, w restauracji nie zwrócili uwagi. Tylko, że wtedy może być bardzo ciężko zachowanie dzieciaka zmienić.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5760
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 18:36, 30 Gru 2014    Temat postu:

Ale zaraz, o jakim ryczącym dziecku w końcu mówimy, dwuletnim czy niemowlaku?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Wto 18:38, 30 Gru 2014    Temat postu:

Czuję się lekko zirytowana ludźmi, którzy wpierają, że zapach gówienka przy jedzeniu jest okej. Nie, zniesmaczenie zapachem kupy nie wynika z jakiejś złośliwej zmowy społeczeństwa. Zapach kału, zepsutego mięsa itp. przy jedzeniu może powodować od całkowitego zaniku apetytu do torsji włącznie - ponieważ tak się składa, że nasze organizmy bardzo mocno łączą zapach ze smakiem i równie mocno dają nam znać, że czegoś, co tak pachnie/przebywało w pobliżu czego tak pachnącego się jeść nie powinno. Zdarzyło mi się mieć na studiach zajęcia wymagające obcowania m. in. z kałem czy z truchłem i apetytu nie tracili po nich tylko ci, którzy już się przyzwyczaili do tego typu zapachów.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Wto 18:54, 30 Gru 2014    Temat postu:

Melo, w artykule o którym mówiła dekadencja było dziecko koło roczne, ja poszerzyłam temat w swojej odpowiedzi.

A, dekadencjo:
Cytat:
Gorzej z niemowlętami bo ich czasem nie da się uspokoić a dla młodej matki wyjście z maluchem do restauracji może być jedyną rozrywką.

Ślicznie, ale czemu rozrywka młodej matki/młodego ojca ma się odbywać kosztem reszty?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5760
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 18:57, 30 Gru 2014    Temat postu:

No bo jeśli mówimy o niemowlętach, to ja nie widzę problemu. Deszcz szumi, ptaki ćwierkają, niemowlęta płaczą, nie psuje mi to obiadu.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Yorika
Różowy Emo Rysio



Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 1068
Przeczytał: 55 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:58, 30 Gru 2014    Temat postu:

dekadencja napisał:
Ja wasze argumenty rozumiem i popieram. Tylko spotkałam się z wieloma osobami, dla których sam widok zapłakanego i umorusanego dziecka jest odstręczający i dlatego postulują odizolowanie matek z dziećmi od innych ludzi.


Ja jestem dokładnie takim typem, tylko nie postuluję niczego. Wychodzę z założenia, że niechęć do dzieci to mój osobisty problem i o ile berbeć nie włazi mi na głowę nawet mi nie przeszkadza.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Wto 19:11, 30 Gru 2014    Temat postu:

Nie wiem, nie widziałam jeszcze deszczu/ptaków, które zagluszałyby w restauracji normalną rozmowę. Płacz dziecka, w wieku dowolnym to robi. I po prostu, jak każdy krzyk, przeszkadza.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Wto 19:14, 30 Gru 2014    Temat postu:

A ja wychodzę z założenia, że rodzice mają już dość kłopotu z uspokajaniem dzieci, żebym jeszcze ja im uprzykrzała życie. Chociaż z drugiej strony nie miałabym nic przeciwko regulacjom dotyczącym małych dzieci poruszających się samodzielnie na terenie hipermarketów. Stale się boję, że jakiegoś nie zauważę i potrącę koszykiem/wózkiem/torebką.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anka aka Eowyn
Superwikariuszka



Dołączył: 22 Gru 2009
Posty: 2740
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:15, 30 Gru 2014    Temat postu:

Ja w ogóle nie rozumiem matek wmawiających otoczeniu, że (za przeproszeniem) uwielbiają wąchać odchody swoich dzieci. A już zupełnie nie mogę pojąć tych, co sie chwalą, co ich dziecko zrobiło i w jakich ilościach. A takie można spotkać w zastraszajacych ilościach na forach dla mamuś. To może trochę inna sytuacja, niż ta w restauracji, ale efekt końcowy jest taki sam, jakby nie patrzeć. No i odpieluchowe zapalenie mózgu - level over 9000.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Anka aka Eowyn dnia Wto 19:16, 30 Gru 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5760
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 19:32, 30 Gru 2014    Temat postu:

merrik napisał:
Nie wiem, nie widziałam jeszcze deszczu/ptaków, które zagluszałyby w restauracji normalną rozmowę. Płacz dziecka, w wieku dowolnym to robi. I po prostu, jak każdy krzyk, przeszkadza.

Ale gdzie miałaby się ewakuować matka z płaczącym niemowlęciem? Wsiądzie to tramwaju, to też będzie przeszkadzać. Powinna więc trzymać dziecko kołkiem w domu i nie wychodzić z nim nawet na zakupy?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Wto 19:41, 30 Gru 2014    Temat postu:

Jeśli nie umie dziecka uspokoic w restauracji, to się z niej wychodzi. Bo tak jakby nikt nie idzie do knajpy na obiad słuchać wrzasków dziecka, a zignorować się tego nie da.
Jeśli nie widzisz różnicy między transportem (konieczność), zakupami(konieczność), a przyjemnością to nie bardzo jest o czym rozmawiać. Serio za przyjemność jednej pary ma płacić cała reszta gości?
Do knajpy ludzie idą odpocząć, pogadać ze znajomymi, pogadać o pracy -whatever. Nie po to, żeby słuchać wrzasków czyjegoś dziecka.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dekadencja
Grzechotnik w klepsydrze cierpliwości



Dołączył: 13 Sie 2011
Posty: 1994
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Wto 19:45, 30 Gru 2014    Temat postu:

merrik napisał:
Dekadencjo - jeśli matka/ojciec nie jest w stanie uspokoić dziecka w restauracji, to się dziecko zabiera i wychodzi. Po prostu. Bo zmuszanie innych do wysłuchiwania płaczu Twojego dziecka, bo Ty chcesz być w restauracji jest a) totalnie egoistyczne b)mało wygodne również dla dziecka. I dotyczy to dziecka w każdym wieku.
Ja wiem, rodzicom małych dzieci jest ciężko, ale to nie może być tak, że z powodu jednej pary z dzieckiem/samotnego rodzica cierpi cała sala, bo musi słuchać ryku dziecka.


ale ja się ogólnie z tobą zgadzam. Jeśli matka nie umie uspokoić dziecka a wie, że dziecko ma problemy z płaczem to rzeczywiście nie powinna z nim za często wychodzić. Tylko, że czasem nie ma wyjścia. A z bardzo małymi dziećmi nigdy nie wiadomo co się stanie. Więc jestem przeciwna zakazywaniu matkom z dziećmi pojawiania się w miejscach publicznych.
W artykule nie spodobała mi się niechęć autorki nie do publicznego przewijania (bo z tym się jak najbardziej zgadzam) ale do dzieci w ogóle. Autorka przyczepiła się nawet do zniechęconych obiadem z ojcem nastolatków.

Melomanka napisał:
Ale gdzie miałaby się ewakuować matka z płaczącym niemowlęciem? Wsiądzie to tramwaju, to też będzie przeszkadzać. Powinna więc trzymać dziecko kołkiem w domu i nie wychodzić z nim nawet na zakupy?


no właśnie. Mi też płaczące dzieci w tramwajach przeszkadzają ale staram się zrozumieć ich matki. Bo co zrobić, nastroju dziecka nie przewidzisz. A jak będziesz je trzymać w domu to będziesz złą matką, która dziecku świata nie pokazuje. Z obu stron nie dobrze


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nagualini
Genialna Fotoreporterka Gwiazd



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 920
Przeczytał: 61 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 21:48, 30 Gru 2014    Temat postu:

Tinwerina Miriel napisał:

Przewijanie w jadłodajni dla mnie nie do przyjęcia. Wystarczy zapytać obsługę, wątpię, żeby nie znalazł się jakiś kącik.

Przewijanie w miejscu, gdzie się je, jest niedopuszczalne, to jasne. Natomiast trochę dziwne, że o kącik do przewinięcia dziecka trzeba się (poza Ikeą i podobnymi przestrzeniami z założenia dzieciofriendly) dopytywać/dopraszać. Zainstalowanie przewijaka w toalecie to banał, mało jest prostszych sprzętów. Tymczasem (jak twierdzi mój facet, świeżo po egzaminie na uprawnienia budowlane) o ile każda jadłodajnia musi mieć obowiązkowo toaletę dla niepełnosprawnych, o tyle żadne prawo nie zobowiązuje restauratora do zainstalowania przewijaka - mimo że rodzice z małymi dziećmi to większa grupa społeczna. Skoro pozwala się na obecność dzieci w restauracji (abstrahując od całej dyskusji, czy to dobrze, czy źle), to chyba powinno się także zadbać o ich szczególne potrzeby toaletowe. I uwzględnić je chociażby właśnie w prawie budowlanym.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sida__
Don Kaleson



Dołączył: 24 Sie 2012
Posty: 3498
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Spomiędzy

PostWysłany: Wto 21:54, 30 Gru 2014    Temat postu:

Rzuci ktoś linkiem do tego artykułu? Bo chyba go nie kojarzę.

W dużej mierze zgadzam się z przedmówcami. Znaczy, ja ogólnie nie cierpię dzieci, ale toleruję ich obecność w miejscach publicznych. Wrzeszczenie i płacz doprowadza mnie do szału, ale też mogę to znieść. Ale jeśli rodzic zachowuje się, jakby przeszkadzanie innym było jakimś prawem każdego dziecka, no to nie, to za dużo.
Przebieranie w jadalni to już jakaś patologia. Na pewno gdzieś znalazłby się kącik, łazienka, cokolwiek, gdzie można było to zrobić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5760
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 21:59, 30 Gru 2014    Temat postu:

merrik napisał:
Jeśli nie widzisz różnicy między transportem (konieczność), zakupami(konieczność), a przyjemnością to nie bardzo jest o czym rozmawiać. Serio za przyjemność jednej pary ma płacić cała reszta gości?
Do knajpy ludzie idą odpocząć, pogadać ze znajomymi, pogadać o pracy -whatever. Nie po to, żeby słuchać wrzasków czyjegoś dziecka.

Teoretycznie mogłabym Ci przyznać rację, ale na poziomie emocjonalnym to do mnie nie trafia. W takiej sytuacji współczułabym matce płaczącego niemowlaka, a nie myślała ze złością, że ja tu przyszłam się relaksować. Nie wiem, może takimi drobnymi przyjemnościami leczy depresję poporodową albo co... Trudno mi wymagać, żeby młoda matka przez rok zajmowała się wyłącznie tym, co konieczne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Wto 22:03, 30 Gru 2014    Temat postu:

Skądinąd, są ludzie, którym nawet rozmowa innych przeszkadza (prowadzona normalnymi głosami i bynajmniej nie na tematy krępujące/zbyt osobiste/zniesmaczające).
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Wto 22:47, 30 Gru 2014    Temat postu:

No cóz - ja nie umiem współczuć komuś, kto mi utrudnia odpoczynek. Do knajp chodzę rzadko, zazwyczaj idę coś świętowąć i nie mam współczucia dla kogoś, kto swoje dziecko narzuca innym i zmusza innych do wysłuchiwania jego wrzasków.
Nikt nie mówi, że młody rodzic ma siedzieć w domu - ale serio, jeśli nie jest w stanie opanować dziecka, to nie daje mu to prawa do zawłaszczania przestrzeni.

Bumburus, jak zwykle wyciągasz kurioza, które są zapewne błędem statystycznym. Serio, są ludzie nadwrażliwi słuchowo, ale to już niestety ich problem. Wrzask będzie przeszkadzał większości społeczeństwa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nagualini
Genialna Fotoreporterka Gwiazd



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 920
Przeczytał: 61 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 23:25, 30 Gru 2014    Temat postu:

Merrik, ale o "opanowaniu dziecka" można mówić dopiero w przypadku dzieci już jako-tako kumatych, a Melo mówiła chyba o niemowlętach. Co do "większości społeczeństwa"... nie wiem, mnie wrzask kilkulatka wkurza potwornie (zwłaszcza gdy widać, że rodzic sobie ewidentnie nie radzi z szantażem/rozpaskudzeniem), ale już w przypadku płaczu niemowlęcia mam zupełnie inne odczucia - raczej właśnie deszcz, ptaki, trochę głośniejsze miauczenie kota. Dźwięk w tle, czysto informacyjny, na zasadzie: o, gdzieś tu jest niemowlę.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5760
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 23:39, 30 Gru 2014    Temat postu:

Nagualini napisał:
Merrik, ale o "opanowaniu dziecka" można mówić dopiero w przypadku dzieci już jako-tako kumatych, a Melo mówiła chyba o niemowlętach.

Tak, właśnie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Śro 0:10, 31 Gru 2014    Temat postu:

Opanowanie dziecka to też uspokojenie płaczącego niemowlaka. Bo chyba nie próbujesz mi wmówić, że darcie się przez godzinę to normalny dla niemowlęcia stan? Jeśli dziecko nie chce się uspokoić, albo rodzic nie umie go uspokoić, to serio znak, że jego miejsce nie jest w restauracji. Czemu frajda rodziców ma oznaczać zakłócanie spokoju? Deszcz/śpiew ptaków to nie są dźwięki, które zagłuszają rozmowę. Ryk niemowlaka już i owszem. I nie rozumiem, czemu w imię komfortu(?) dwóch osób, inni się mają poświęcać i tego słuchać - a może, mimo tego że zapłacili za możliwość siedzenia w spokoju, powinni wstać i wyjść? Rozrywka młodych rodziców stoi wyżej od całej reszty społeczeństwa? Serio?
Serio byłabym absolutnie wdzięczna za miejsca "children-free", ale takich nie ma. Ewentualnie oznakowane miejsca "dla rodzin z dziećmi", do których nie wejdę, jeśli nie mam ochoty na słuchanie wrzasków. Ale dopóki nie powstaną, nie widzę powodu dla którego to ja mam się czuć jak intruz w przestrzeni publicznej, skoro to nie ja drę sie komuś nad uchem.


Swoją drogą - dla mnie raczej EoT. Ani Wy mnie nie przekonacie, że krzyk niemowlęcia jest jak śpiew ptaka, ani ja nie przekonam (bo i nawet nie próbuje), że miejsce drących się dzieci w wieku dowolnym nie jest w restauracji/knajpach.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez merr dnia Śro 0:14, 31 Gru 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5760
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 0:25, 31 Gru 2014    Temat postu:

merrik napisał:
Ale dopóki nie powstaną, nie widzę powodu dla którego to ja mam się czuć jak intruz w przestrzeni publicznej, skoro to nie ja drę sie komuś nad uchem.

Eee, ja też nie widzę powodu, dla którego miałabyś się czuć intruzem w pobliżu płaczącego niemowlęcia...

merrik napisał:
Opanowanie dziecka to też uspokojenie płaczącego niemowlaka. Bo chyba nie próbujesz mi wmówić, że darcie się przez godzinę to normalny dla niemowlęcia stan?

Nie próbuję, zwłaszcza że dopiero pierwszy raz wspominasz o darciu się przez godzinę.

merrik napisał:
I nie rozumiem, czemu w imię komfortu(?) dwóch osób, inni się mają poświęcać i tego słuchać

Może z czystej życzliwości? Co z chorymi na zespół Tourette'a, czy im też nie wolno zjeść w restauracji, a jeśli już, to tylko w wydzielonych strefach?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
merr
Rebeca w gróbce



Dołączył: 19 Lis 2011
Posty: 2741
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Śro 0:39, 31 Gru 2014    Temat postu:

Ależ czuje się - bo nie mam prawa do spokojnego spożywania posiłku, bo muszę akceptować fakt, że dziecko będzie się darło. Bo to dziecko. A jego darcie się to "ptaków śpiew".

Dłuższy okres czasu. Godzina była, ofc, hiperbolą. Nie sądziłam, że na tym forum powinnam to podkreślić. Tak, tego też byłam świadkiem - nie wiem, czy godzinę ale ponad 10 minut. Tyle zajeło kelnerowi ponowne podejście do stolika, a mi, odowołanie zamówienia i wyjście z kawiarni. Wychodząc niespecjalnie widziałam żeby którykolwiek z rodziców zrobił cokolwiek, żeby dziecko uspokoić.

Melomanko, w sumie czekałam, aż ktoś wyciągnie coś takiego. Osobę z Tourettem widziałam raz, ale jej zachowanie i tak było znacznie mniej uprzykrzajace niż dziecko. Also: osoba chora nie może przestać być chorą, dziecka można nie zabrać. Choroby nie uspokoisz - dziecko można. Etc, etc. Jeśli nie widzisz różnicy między czymś na co się wpływu nie ma, a czymś na co ma - niezbyt jest o czym rozmawiać.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez merr dnia Śro 0:41, 31 Gru 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5760
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 11:56, 31 Gru 2014    Temat postu:

Tak, jasne, można dziecka nie zabierać, ale o to właśnie według mnie chodzi, żeby taka matka nie miała poczucia, że jak już się zagrzebała w pieluchach, to przez co najmniej rok (tzn. rok na każde dziecko) musi się teraz z tym dzieckiem izolować od społeczeństwa, które w przeciwnym razie będzie na nią krzywo patrzeć. I bez tego wystarczająco dużo ma kobieta trosk, obciążeń i nieprzespanych nocy. No kurczę, mówimy o w końcu o dziesięciominutowym słuchaniu płaczu czyjegoś dziecka, a nie o jakimś zamachu na naszą wolność, nie rozumiem, po co robić z tego wielką tragedię i się nakręcać w swojej irytacji na otoczenie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nagualini
Genialna Fotoreporterka Gwiazd



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 920
Przeczytał: 61 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:01, 31 Gru 2014    Temat postu:

Zwłaszcza że niemowlęta jednak więcej śpią, niż płaczą. A jak płaczą to zwykle dlatego, że nie zaspokojono ich podstawowych potrzeb życiowych (jeść-spać-pielucha). No chyba że są chore, ale takich się raczej do restauracji nie zabiera. Gdybym słyszała niemowlę płaczące dłużej niż nawet nie dziesięć, ale pięć minut - byłabym nie tyle wkurzona, ile zaniepokojona. Bo to znaczy, że rodzic albo jest nieobecny, albo nie wypełnia swoich podstawowych obowiązków względem dziecka. Szczerze mówiąc, nigdy nie spotkałam się z opiekunami ignorującymi płaczące niemowlę. Zwykle wystarczy parę miauknięć albo kilka sekund wrzasku prosto z płuc i już zaczyna się karmienie-lulanie-przewijanie. Problemu nie ma po minucie.
Sajgon zaczyna się w przypadku starszych dzieci. I owszem, tu się zgadzam. Zabieranie do restauracji półtoraroczniaka/kilkulatka, który ma tendencje do wrzasków, marudzenia, zaczepiania obcych czy biegania w kółko, jakby miał motorek w d. - to już jest lekkomyślność i egoizm.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Śro 17:53, 31 Gru 2014    Temat postu:

Merrik, ale to wszystko, co opisujesz, to nie jest problem z dzieckiem. To nie dzieci należy wykluczać z przestrzeni publicznej. To nie dzieci powodują uciążliwości.
TO CHAMSCY, EGOISTYCZNI, LENIWI, NIEWYCHOWANI DOROŚLI. Którzy tylko przypadkiem są też rodzicami.
Gdyby przyszli bez dziecka, znaleźliby inny sposób uprzykrzania życia otoczeniu, np. darliby mordy do komórek.
Więc, do cholery, prosiłabym nie mówić o "dziecku w przestrzeni publicznej", tylko o CHAMIE z dzieckiem/komórką/psem/samochodem/czymkolwiek.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Sineira dnia Śro 17:54, 31 Gru 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Berek
Mątwa Jęta Na Wieki Szałem



Dołączył: 08 Gru 2009
Posty: 1025
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw 11:03, 01 Sty 2015    Temat postu:

Sine - dygam noworocznie w Twoją stronę Smile To raz. Dziękuję za podkreślenie, że dziecko nie jest winne temu, że jest dzieckiem. jeśli już, winni mogą być rodzice, że nie wyciągają z tego wniosków.
Faktem jest też, że w tej dyskusji strasznie jest dużo skrajności. moja znajoma przytoczyła opowieść o "gówniarzu, który ryczał przez 6 godzin w samolocie i ona nie mogła spać". Po czym oznajmiła, że gówniarz nie musi latać na wakacje samolotem, jeśli matka nie umie go uciszyć - i uznała, że sprawa załatwiona.
A przecież nawet nie wiedziała, czy gówniarz leciał na wakacje, czy nie zachorował znienacka - i co, matka miała się wtedy wraz z nim katapultować z samolotu? I tak dalej.
Kupa w knajpie jest zniesmaczająca. Ale zniesmaczające jest tez bijące z felietonu Kublik przekonanie, że właściwie każdy, kto jej się nie podoba - skrzywiony nastolatek, marudząca (nie rycząca!) kilkulatka - powinien zniknąć z przestrzeni publicznej, podobnie jak ten nieszczęsny "gówniarz" w samolocie.
O ile zdarza mi się spotykać strasznie roszczeniowych rodziców, to niestety wciąż spotykam też ludzi, którzy uważają, że dziecko tylko wtedy ma prawo istnieć w przestrzeni publicznej, jeśli go nie widać i nie słychać. Ale - chwila! Dziecko też człowiek. O specjalnych potrzebach. I o ile rodzic powinien zadbać, żeby specjalne potrzeby jego pociechy nikomu przesadnie nie zatruły życia, o tyle nie powinien musieć czuć się winny, że jego potomek zaczął ryczeć, kiedy był wieziony tramwajem do żłobka.
Porownanie do chorego z zespołem Tourette'a jest - wbrew opinii Merrik = znakomite. Chory nie może przestać być chorym? Ale dziecko nie może przestać być dzieckiem! Ale dziecka można nie zabierać? No, to chorego przecież też można nie zabierać, obowiązku nie ma.
Mnie bardzo smuci postawa "to przecież zawsze można zostawić z opiekunką albo nigdzie nie wychodzić, jak człowiek chciał miec dzieci, to musi się pogodzić z ograniczeniami". Owszem, rodzicielstwo tak czy owak nakłada pewne ograniczenia, ale umówmy się - to jest rzecz zupełnie naturalna, w dodatku społecznie pożądana (ogólnie, niekoniecznie w niektórych szczególnych przypadkach), a tymczasem traktuje się ją jako jakąś w gruncie rzeczy fanaberię.
I nie, nie zawsze "można zostawić" - i technicznie, i dlatego, że często naprawdę nie ma takiej potrzeby. Bo dla dziecka jest naturalne bycie z rodzicem, przynajmniej do pewnego momentu, i za miast na siłe tworzyć sztuczną sytuację "albo siedź w domu, albo pozbądź się dziecka" lepiej jest tworzyć taka przestrzeń publiczną, w której jest miejsce dla wszystkich.
U nas muszę dzwonić i pytać, czy w restauracji jest przewijak (w opinii pani Kublik przynajmniej powinnam). Ale dlaczego nie muszę dzwonić i pytać, czy jest toaleta? Dlaczego istnienie dzieci w przestrzeni publicznej nie jest traktowane jako norma?
Dlaczego w naszej restauracji, jeśli niemowlak zacznie płakac, wszyscy na wyścigi zaczynają dowodzić, jak to jako matka mogę nie chodzić do restauracji albo powinnam zapanować nad niemowlęciem, albo w ogóle się na matkę nie nadaję - a w Brazylii, kiedy moja czteromiesięczna córka zaczęła popłakiwać w restauracji (w której, kurde żeż no, jadłam z konieczności, bo jeść muszę), równocześnie podleciał do mnie kelner (mężczyzna!) i babka od sąsiedniego stolika z pytaniem, czy nie ponosić mojej córeczki, żebym mogła zjeść spokojnie?
Pewnie, gdybym siedziała trzy godziny i ona by się te trzy godziny darła, życzliwości mogłoby być mniej - ale nie jestem pewna, czy zamiast oceniać moje kompetencje rodzicielskie, nie zatroskano by się zamiast tego, czy nie trzeba wezwać lekarza. I nie chodzi o to, że gdybym trzy godziny siedziała w restauracji z płaczącym niemowlakiem, to należałoby mnie kopnąć w tyłek - bo prawdopodobnie należałoby. Chodzi o to, że można po prostu osądzić rodzica jako bydlaka bez wnikania w sytuację i bez empatii, a można uznać, że jednak najczęściej takie sytuacje są przymusowe, a nie wynikają z tego, że rodzic jest potworem, a dziecko jego złośliwym klonem.

I jeszcze taką anegdotką walnę, nie o dzieciach ,tylko o postawie:
jechałam tramwajem, mocno zatłoczonym, w którym poręcz dla stojących była za siedzącymi - wiecie, prawda? na miejscu siedzącym starszy pan. Obok stoi młody człowiek z wielki siatami i trzyma się poręczy tak, że te siaty jeżdżą starszemu panu po nosie. Starszy pan pyta uprzejmie: "Czy mógłby pan zabrać mi te torby sprzed twarzy?" Młody człowiek warczy niegrzecznie "Nie". Wtedy starszy pan podnosi na niego wzrok, wstaje i mówi: "To niech pan usiądzie, bo to pewnie bardzo ciężkie". Młody człowiek siada w osłupieniu i jadą dalej, prowadząc rozmowe o pogodzie i łowieniu ryb, młody człowiek ewidentnie nadal ogłuszony.
Wnioski niech każdy wyciąga sam.


Post został pochwalony 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Czw 13:06, 01 Sty 2015    Temat postu:

Cytat:
I jeszcze taką anegdotką walnę, nie o dzieciach ,tylko o postawie:
jechałam tramwajem, mocno zatłoczonym, w którym poręcz dla stojących była za siedzącymi - wiecie, prawda? na miejscu siedzącym starszy pan. Obok stoi młody człowiek z wielki siatami i trzyma się poręczy tak, że te siaty jeżdżą starszemu panu po nosie. Starszy pan pyta uprzejmie: "Czy mógłby pan zabrać mi te torby sprzed twarzy?" Młody człowiek warczy niegrzecznie "Nie". Wtedy starszy pan podnosi na niego wzrok, wstaje i mówi: "To niech pan usiądzie, bo to pewnie bardzo ciężkie". Młody człowiek siada w osłupieniu i jadą dalej, prowadząc rozmowe o pogodzie i łowieniu ryb, młody człowiek ewidentnie nadal ogłuszony.
Wnioski niech każdy wyciąga sam.

Historyjka prześwietna - nie ma to jak dostrzec w drugim człowieka.
Skądinąd, właśnie wróciłam ze mszy dla dzieci - i jak niespecjalnie przepadam za mszami dla dzieci, tak tym razem byłam zachwycona sposobem, w jaki ksiądz podszedł do młodych parafian. Nie tylko kazanie "dialogowane" i dostosowane do maluchów, no i KRÓTKIE, ale także dokładne objaśnianie wszystkich części liturgii, co robimy i dlaczego.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melomanka
Bezo grudek



Dołączył: 12 Kwi 2010
Posty: 5760
Przeczytał: 53 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Czw 21:20, 01 Sty 2015    Temat postu:

Berek napisał:
moja znajoma przytoczyła opowieść o "gówniarzu, który ryczał przez 6 godzin w samolocie i ona nie mogła spać". Po czym oznajmiła, że gówniarz nie musi latać na wakacje samolotem, jeśli matka nie umie go uciszyć - i uznała, że sprawa załatwiona.

Matka na pewno wzięła dzieciaka na pokład bezmyślnie albo z czystej złośliwości, bo przecież podróż samolotem z małym dzieckiem pod opieką to taka frajda Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Rozdeptana rowerzystka



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2256
Przeczytał: 119 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:41, 27 Sty 2015    Temat postu:

Odświeżam, bo niedawne doświadczenie własne po raz kolejny potwierdziło słowa mojej mamy (ponad 20 lat pracy z kilkulatkami) "Dzieci jak dzieci, ale ci rodzice!"

Niedziela, obiad rodzinny, knajpa nadmorska. Nieczęsto się szarpiemy (szarpamy? Very Happy) na takie frykasy, toteż chcielibyśmy może zjeść we względnym spokoju. Ale dobrze, ja rozumiem, knajpa obiadowa, w niedzielę, świeże, dobre - no sama radość i magnes na rodziny z dziećmi. Hałas jak w ulu, ale do przełknięcia, nie przyszłam tam w końcu słuchać opery, poza tym więcej go robili dorośli niż dzieci.

Dzieci za to BIEGAŁY. (Szczególnie przodowała w tym parka, chłopiec i dziewczynka.)

Slalom między stolikami (ostre kanty idealnie na wysokości małych czółek), nurki pod nogami innych gości (niosących a to zupę, a to kawę, a to trzy talerze wyładowane rybą z frytkami), wymachiwanie znalezionym po drodze kijem (na wysokości kolan ww. gości). A RODZICE NIC. Uśmiechy, kawka, ciastko "Jacusiu uważaj, będziesz zgrzany!" Jak niosłam swój talerz, to prosiłam los żeby te 10 kroków przejść bezwypadkowo.

Najśmieszniejszy fragment? Zaraz za drzwiami plaża idealna do wybiegania potomka. Można wyjść na te 20 minut, niech fika koziołki na zewnątrz.

Co mają w głowie ci ludzie? Przecież w najlepszym razie musieliby płacić (wcale słono) za czyjś obiad. W najgorszym - wieźć dziecko na pogotowie. Dzieciak ma prawo płakać, marudzić, jojczeć, być bezmyślnym... Ale to rodzica obowiązkiem jest zająć mu czas bezpiecznie i ciekawie. Nosz jasny gwint, nawet jak się nie pomyślało, to od biedy przez tą chwilę może pooglądać coś na telefonie, tak zaraz mu mózg nie wypłynie.

Adnotacja do wyścigowej parki kilkulatków - między nimi chodził tatuś, niczym indor, przechadzając się dumnie i nie robiąc absolutnie nic. Nastąpił dialog:

Rodzicielka: Ten też jakieś owsiki ma, czego tak łazi?
Ja: No co ty? Przecież on <z> ich PILNUJE.
Rodzicielka: Aaa... To nie zauważyłam.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Wto 20:43, 27 Sty 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 1850
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 21:32, 27 Sty 2015    Temat postu:

Nasłuchaliby się tych ludzie anegdotek o dzieciach, które wleciały podczas zabawy pod nogi ciotce, która akurat niosła wazę z rosołem. Może to by uruchomiło wyobraźnię.

(Ach, knajpa nadmorska! Jak ja bym wszamała jakąś rybkę!)

Problem też w tym, że rodzice nie wiedzą JAK zajmować się dziećmi. Nie mówię, że do wychowywania trzeba mieć dyplom z pedagogiki, ale co szkodzi, żeby poprosić o chwilę rozmowy z przedszkolanką/nauczycielką, która opiekuje się naszym dzieckiem i poprosić o kilka porad na takie a takie zachowanie? Albo sięgnąć po listę lektur zamieszczonych na stronie wydziału studentów pedagogiki? Wysiłek niewielki, a można podłapać mnóstwo fajnych metod, albo poczytać o rozwoju dziecka i lepiej zrozumieć jego psychikę...

Co do przewijania dziecka przy stoliku - zapach zapachem, widoki widokami, ale jak pomyślę o tych wszystkich zarazkach w pobliżu jedzenia...

Zmienianie pieluszki do ekstremalny przykład - co sądzicie o karmieniu piersią w miejscu publicznym?

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Vaherem
Der Hexenhammer



Dołączył: 17 Mar 2013
Posty: 2633
Przeczytał: 91 tematów

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:11, 27 Sty 2015    Temat postu:

Eh, drogi forumie przez ten temat mam ochotę spotkać się z wami w jakieś nadmorskiej knajpie, usiąść przy stole pod bambusowym dachem, spojrzeć na palmy i wspaniały ocean w tle, po czym zjeść rybę z frytkami.

Jadłbym.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10379
Przeczytał: 63 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Wto 22:43, 27 Sty 2015    Temat postu:

Kazik napisał:
Zmienianie pieluszki do ekstremalny przykład - co sądzicie o karmieniu piersią w miejscu publicznym?

Normalna rzecz, że dziecię jeść musi. Nie przeszkadza kompletnie i nie bardzo rozumiem, jak komukolwiek może przeszkadzać. Przecie większość kobiet, skrępowana i w niekomfortowych warunkach, stara się robić to jak najdyskretniej. Zresztą, od prawie gołych dup i cycków choćby na plakatach nikt nie umarł, to i kawalątko biustu karmiącej do śmierci przypadkowego obserwatora nie doprowadzi. A już nagła cholera mnie bierze, kiedy widzę komentarze, że w łazience powinna matka karmić. A sam sobie żryj w kiblu, baranie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Yorika
Różowy Emo Rysio



Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 1068
Przeczytał: 55 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 0:01, 28 Sty 2015    Temat postu:

Mnie również widok karmiącej matki w niczym nie przeszkadza. Ale pozwolenie dzieciom na takie zachowanie w miejscu, gdzie ludzie chodzą z gorącym jedzeniem...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dora
Tokio Oyajoj



Dołączył: 26 Sie 2011
Posty: 1324
Przeczytał: 60 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 10:09, 28 Sty 2015    Temat postu:

Cytat:
ale co szkodzi, żeby poprosić o chwilę rozmowy z przedszkolanką/nauczycielką, która opiekuje się naszym dzieckiem i poprosić o kilka porad na takie a takie zachowanie?
Kazik, ja Cię proszę... Co może wiedzieć taka przedszkolanka?! Albo nauczyciel. Albo rodzice/ teściowie. Nic zapewne. Udają ekspertów, tak naprawdę chcą wleźć z buciorami w cudze życie. Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8420
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 49 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Śro 11:03, 28 Sty 2015    Temat postu:

Um, Dora, a nie jest tak, ze zeby zostac przedszkolanka, trzeba zdobyc kierunkowe wyksztalcenie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sineira
Piąty Jeździec Apokalipsy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 11327
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 120 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Festung Posen

PostWysłany: Śro 12:25, 28 Sty 2015    Temat postu:

Kazik napisał:
co sądzicie o karmieniu piersią w miejscu publicznym


Sądzimy - my, Sine - że ktoś, komu to przeszkadza, ma nierówno pod sufitem i powinien się zająć własnymi sprawami.
I naprawdę mnie zadziwia to pitolenie o "wywalaniu cyca" w kraju, którego królową jest nie kto inny, ale właśnie Matka przez duże M:


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eire
Don Kaleson



Dołączył: 17 Kwi 2010
Posty: 3499
Przeczytał: 21 tematów

Pomógł: 31 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 12:37, 28 Sty 2015    Temat postu:

Sine, ale kudy nam, zwykłym śmiertelniczkom do Matki Boskiej, co jej nawet hymen obrósł. Sugerujesz, że Maryja wywalałaby cyca z żyłką na przykład?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bumburus
Gość






PostWysłany: Śro 14:17, 28 Sty 2015    Temat postu:

O, pamiętam, że jako dorastająca pannica wręcz CZATOWAŁAM na tę chwilę, kiedy siostra wujeczna będzie karmiła dzidziusia, bo to było takie słodkie i ogólnie faajne
A co do malarstwa, są jeszcze lepsze kawałki:

To zresztą pokazał mi ksiądz. [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych].

@Eire: a objawienia św. Brygidy? Very Happy
Cytat:
Jam jest Stworzyciel Nieba i ziemi, Jeden w Bóstwie z Ojcem i z Duchem Świętym. Ja jestem, który do Proroków i Patriarchów mówiłem i którego oni oczekiwali. Dla których pragnienia, według obietnicy mojej, wziąłem Ciało bez grzechu i pożądliwości, wstępując do wnętrzności Panieńskich jak słońce świecące przez kryształ najczystszy; a jako słońce szkło przenikając, żadnej zmazy w nim nie czyni ani obraża, tak i Dziewictwo Panny w przyjęciu Człowieczeństwa mego jest nienaruszone.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dora
Tokio Oyajoj



Dołączył: 26 Sie 2011
Posty: 1324
Przeczytał: 60 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:26, 28 Sty 2015    Temat postu:

gayaruthiel napisał:
Um, Dora, a nie jest tak, ze zeby zostac przedszkolanka, trzeba zdobyc kierunkowe wyksztalcenie?
Oczywiście, że tak jest.
Kpię sobie z rodziców, którzy nie potrafią docenić, że mają pod ręką źródło wiedzy w postaci przedszkolanki lub po prostu wszystko wiedzą lepiej od ludzi mających coś do powiedzenia na temat wychowywania dzieci. Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11422
Przeczytał: 143 tematy

Pomógł: 108 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:34, 28 Sty 2015    Temat postu:

Moja matka jest przedszkolanką, a, jakby to ująć... po moich wpisach choćby widać, że wychowanie nie bardzo jej wychodzi. Zresztą nie tylko ten kierunek generuje ludzi nie mających pojęcia o dziedzinie, którą się zajmują.
W ogóle w mojej okolicy sporo ludzi to tacy, którzy w zamierzchłej niekiedy młodości porobili tylko jakieś studium, a magistra mają z czegoś zupełnie innego (bo wyszła ustawa i musieli zdobyć). Moja matka np. jest po zaocznej polonistyce (fakt, że chyba z uprawnieniami pedagogicznymi, ale na polski to raczej nie są takie jak na przedszkole).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Gorag w oparach zielska



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 1850
Przeczytał: 64 tematy

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:45, 28 Sty 2015    Temat postu:

Nie wiem, jak tam drzewiej bywało, ale obecnie osoby na polonistyce nauczycielskiej wraz z licencjatem dostają patent na uczenie w klasach 4-6, a dzierżąc magistra mogą wykładać polski w gimnazjum i liceum.
(Trochę nie wyobrażam sobie, jak można zrobić zaocznie polonistykę z pedagogiką - same przecież praktyki i obserwowanie lekcji zabiera mnóstwo czasu...)

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leleth
Zbawiciel Blogosfery



Dołączył: 17 Lip 2011
Posty: 11422
Przeczytał: 143 tematy

Pomógł: 108 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:52, 28 Sty 2015    Temat postu:

Serio? O ile pamiętam, na mojej polonistyce ludzie robili na licencjacie podstawówkę i gimnazjum, na liceum uprawnienia mieli robić na magistrze.
Co do mojej matki, to pewnie jej policzyli po prostu pracę jako praktyki (uważałabym za co najmniej śmieszne, gdyby po 15 latach pracy w zawodzie miała robić z niej praktyki), ale praktyki się robi na większości kierunków, nie wiem, czy pedagogika jest bardziej wymagająca - u mnie na nauczyciela-bibliotekarza jest dodatkowych 150 godzin poza 150 obowiązkowymi dla kierunku (jak ja tęsknię za moją starą uczelnią i marnymi 50 h do wyrobienia... z czego i tak zrobiłam kilka razy mniej). I ludzie na zaocznych to robią i dają radę, chociaż też jestem pełna podziwu, jak.
I to akurat nie było dawniej, moja matka skończyła te studia kilka lat temu, bo jej kazali zrobić magistra po prostu. Wcześniej mogła uczyć z samym studium.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Leleth dnia Śro 18:55, 28 Sty 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Irena Adlerowa
Gość






PostWysłany: Śro 19:10, 28 Sty 2015    Temat postu:

Powstrzymywałabym się jednak od bezgranicznej wiary w pedagogiczne umiejętności przedszkolanek i nauczycieli. U mnie w przedszkolu np. bezpardonowo lali po tyłku.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tini
Lis gończy



Dołączył: 13 Lis 2009
Posty: 10379
Przeczytał: 63 tematy

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Yo no soy de ningún lugar

PostWysłany: Śro 19:17, 28 Sty 2015    Temat postu:

Oj, ja też mam spore wątpliwości, co do umiejętności hodowania dzieci własnych przez pedagogów. Mieliśmy już niejednego gagatka, którego rodzicielka okazywała się być przedszkolanką bądź panią uczycielką. Jeden z najtrudniejszych wychowanków jacy mi się trafili był synem psycholożki.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tini dnia Śro 21:22, 28 Sty 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 1 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin