Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona
analizy, blogaski, aŁtoreczki...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Cierp w milczeniu

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5279
Przeczytał: 57 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 22:49, 18 Mar 2016    Temat postu: Cierp w milczeniu

...czyli jeden z najbardziej wkurzających tematów, na który mnie natchnęła przewijająca się po fb rozmowa.
Nie przyglądam się postępowaniu na Zachodzie ani w innych częściach świata. Przyglądam się natomiast własnemu podwórku.
Gwiazda X (wszystko jedno, czy z Hollywood, czy bardzo lokalna) opowiada publicznie o swoim problemie, to zaraz “eksperci” w internecie stwierdzają, że na pewno zmyśla, żeby zwrócić na siebie uwagę.
Y robi piękne zdjęcia, pisze wiersze, jest księdzem i malowniczo schodzi na raka w wieku trzydziestu paru lat. Jako osoba szalenie pozytywna, lubiana przez lokalną społeczność, zostaje wybrana na patrona szkoły. Bo lokalny wzór do naśladowania. Spoko. Ale jako jedną z cnót/zasług/rzeczy do naśladowania wymienia się, że nigdy, przenigdy się nie skarżył, nawet kiedy go bardzo bolało i generalnie trzymał swoją chorobę w tajemnicy.
Ludzie nie chcą wiedzieć, nie chcą słuchać, ale chętnie pośmieją się z Z, że jest jakiś nie taki. Wieść, że Z nie funkcjonuje w nieco inny sposób dlatego, ze pretenduje do miana Wioskowego Głupka 2016, ale że organizm nie pozwala mu na nic więcej.
Mów o swoim bólu, fizycznym i psychicznym, a dowiesz się, że chcesz zwrócić na siebie uwagę, żeby ludzie ci współczuli, że sam(a) jesteś sobie winny(a), że jęczysz bez powodu, jesteś słabego ducha i leniwy(a), tylko szukasz wymówek, inni mają gorzej, a w ogóle “weź Niepierdol”.
Ludzie nie chcą, nie potrafią i nie chcą potrafić rozmawiać, ani nawet przyjmować do wiadomości, że ktoś odstaje.
Jakie są wasze odczucia, spostrzeżenia? Własne doświadczenia? Może zgoła odmienne niż moje?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Rufus dnia Pią 22:51, 18 Mar 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zaciekawiony
Słodki Bieberek



Dołączył: 02 Mar 2015
Posty: 1242
Przeczytał: 31 tematów

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Białe miasto nad mętną rzeką

PostWysłany: Sob 0:13, 19 Mar 2016    Temat postu:

Z tym jest różnie. Generalnie słyszymy dużo narzekania "źle mi, źle się dzieje" w dość błahych sytuacjach. To może powodować zobojętnienie lub przesyt, na zasadzie "no nie, jeszcze jeden narzeka".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deneve
Przedłużenie łopaty



Dołączył: 28 Cze 2012
Posty: 2983
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 42 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Sob 1:17, 19 Mar 2016    Temat postu:

Mam mieszane uczucia. Chętnie wysłucham i w miarę możliwości doradzę, jeśli jestem w stanie, znajomi wiedzą, że zawsze mogą mi się wyżalić, ale ostatnio... Mam koleżankę, koleżanka narzeka, że nie starcza jej pieniędzy od pierwszego do pierwszego i ogólnie narzeka na życie. Nieraz zdarzało się, że płaciłam za jej zakupy, bo "zapomniała portfela" albo kupowałam jej bułki i mleko, bo bardzo prosiła, bo nie starczyło jej pieniędzy pod koniec miesiąca.
Niedawno dowiedziałam się, że dostaje od ojca 900 zł alimentów, mama wysyła jej 1000 zł plus jak jest jakiś większy wydatek, to konsultuje to z mamą i dostaje pieniądze np. na nową grę czy coś, a jak jej brakuje, dzwoni to ojca i on dosyła. Koleżanka jest święcie oburzona i czuje się uciskana, bo rodzice pytają, kiedy pójdzie do pracy (oblała jedne studia teraz drugie, jest krótko przed trzydziestka). Laska płaci ok 600 zł za pokój, łatwo policzyć, ile zostaje jej na życie.
Dla porównania: utrzymuję siebie, kota i auto za około 1000 zł miesięcznie, z czego 560-600 zł idzie na opłaty. I jak się dowiedziałam, że jeszcze fundowałam koleżance jedzenie, bo przepiła taką kasę, to czuję się jak ostatni debil.
Oczywiście wiem, że nie każdy szuka atencji, no ale są takie przypadki jak opisany powyżej. W dobie Internetu każdy może być kim chce i pisać o sobie co chce. Ciężko odróżnić tych, którzy faktycznie cierpią od atencjuszy żerujących na współczuciu. Jest mi po prostu przykro, bo zostałam wykorzystana dla czyjegoś wygodnego życia, dlatego do poscików na fejsie czy forum podchodzę bardzo ostrożnie.
Nie mówię oczywiście, że należy cierpieć w milczeniu, bo każdy potrzebujący ma prawo prosić o pomoc, nawet jeśli jego problem jest z pozoru głupotką. Argumenty o dzieciach w Afryce mnie nie przekonują, dla każdego jego problem powinien być najważniejszy, nie możemy zbawić całego świata i żyć w skrajnej ascezie i altruizmie. Czasem trzeba być egoista, można współczuć nawet takich problemów jak stłuczenie ulubionego kubka, o ile ktoś nie robi z tego powodu dramy jakby mu wybili pół rodziny gnijącym śledziem. Tyko że, like I said, ciężko ostatnio o rozróżnienie atencjuszy od ludzi serio potrzebujących wsparcia, przynajmniej w moim otoczeniu niestety Razz

edit: pisałam z telefonu, autokorekta zrobiła swoje, poprawiłam co nieco Razz


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Deneve dnia Sob 13:10, 19 Mar 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazik
Grzechotnik w klepsydrze cierpliwości



Dołączył: 15 Maj 2010
Posty: 1986
Przeczytał: 61 tematów

Pomógł: 46 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 10:25, 19 Mar 2016    Temat postu:

Mam niestety podobne doświadczenia co Deneve - no dobra, nie aż tak jaskrawy egzemplarz mi się trafił, ale utknęłam na bardzo długi czas z wampirem energetycznym, któremu było bezustannie źle, niedobrze i na pewno gorzej od ciebie, a jak nie, to na pewno coś się znajdzie albo wymyśli. I tak dzień w dzień się słuchało litanii jękolenia, i różaniec nieszczęść - jeden dziesiątek dla mnie, jeden dziesiątek dla współlokatora, trzy dla rodziciela przez Skype, uzupełniony o szantaże emocjonalne i cyganienie o kasę, żeby kupić sobie coś ładnego na pocieszenie.
No i przez długi czas cierpiałam w milczeniu, bo byłam przekonana, że jak zacznę o tym opowiadać i narzekać, to ludzie mnie będą mieli dość i wycenią na taką, co obgadać to pierwsza, ale pomóc i pocieszyć to nie. Próbowałam coś naprawiać, no ale się nie dało (nie byłam w stanie?), napsułam sobie tylko psychiki i z perspektywy czasu wiem, że dobrze zrobiłam, że jednak zaczęłam narzekać, bo by mi bezpieczniki puściły. W końcu zerwałam z tą osobą całkowicie kontakt i mam nadzieję, że dojrzała i nie zadręcza innych ludzi jak mnie. Cóż, nie mam zamiaru się o tym osobiście przekonywać.
Niby tyle czasu minęło, a i tak czułam mdłości przy pisaniu tego posta i wspominaniu, jak to było. Brrr. Przez długi czas jak tylko ktoś chciał mi się z czegoś zwierzyć albo pożalić, to automatycznie ciało nastawiało się obronnie, bo bałam się wplątania w kolejną toksyczną relację opartą na wymuszaniu we mnie współczucia i nieustannym pocieszaniu.

Cytat:
Y robi piękne zdjęcia, pisze wiersze, jest księdzem i malowniczo schodzi na raka w wieku trzydziestu paru lat. Jako osoba szalenie pozytywna, lubiana przez lokalną społeczność, zostaje wybrana na patrona szkoły. Bo lokalny wzór do naśladowania. Spoko. Ale jako jedną z cnót/zasług/rzeczy do naśladowania wymienia się, że nigdy, przenigdy się nie skarżył, nawet kiedy go bardzo bolało i generalnie trzymał swoją chorobę w tajemnicy.

Generalnie wydaje się, że cierpienie w milczeniu jest cnotą cenioną w kulturze chrześcijańskiej. Cierpieć i wciąż się uśmiechać, codziennie dźwigaj swój krzyż, ofiaruj swój ból w modlitwie, to kara za grzech pierworodny i trzeba to znosić z godnością, rozpacz jest testem wiary, patrz na Pana Jezusa, bili go i biczowali, a on w ogóle się nie skarżył.
Pamiętacie publiczną dyskusję o eutanazji? Choć wtedy byłam bardzo wierząca (m.in. w sens cierpienia), telepało mną od tego całego "eutanazja to ucieczka od cierpienia", w sensie że niedobrze, głupio i tchórzowsko, bo Bóg wie co robi i jeżeli zdecydował, że śmiertelna choroba będzie nas torturować przed śmiercią, to trzeba to przyjąć z pokorą, eutanazja jest dobra dla bezbożników i czcicieli dóbr materialnych, co by wszystko chcieli łatwo i przyjemnie. Mad

Takie przemyślenia na szybko, bo temat strasznie skomplikowany.

Z wyrazami szacunku
Kazik


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5279
Przeczytał: 57 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 11:27, 19 Mar 2016    Temat postu:

Dzięki za wypowiedzi. Tak podejrzewałam, że będą dominować złe doświadczenia (no dobra, trochę na wyrost to stwierdzenie po takiej liczbie postów Razz).
Czysto akademicko zastanawiam się czy u podstaw jęczybulstwa tych osób nie leży jakiś głębszy problem, którego nie potrafią zlokalizować, nazwać, a przez to zwalczyć i tkwią w błędnym kole zupełnie nieświadomie. Czy np. psycholog byłby w stanie pomóc. Ale nie znam tych ludzi, może zrobili sobie z tego sposób na życie i skrupułów nie mają żadnych. Do sprawdzania nie zachęcam ani trochę, własne zdrowie przede wszystkim. Wink

Cierpienie w milczeniu jest (albo wydaje mi się) bardzo chrześcijańskie, ale też nie do końca zdrowe ani potrzebne. Zastanawiam się czy uszlachetnianie tego zachowania nie ma być czynnikiem hamującym ludzi gotowych zrobić z choroby sposób na życie i uwagę otoczenia, a nie zamykać usta wszystkim i zawsze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Galnea
Profanator Fandomu



Dołączył: 27 Kwi 2014
Posty: 2105
Przeczytał: 46 tematów

Pomógł: 74 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 11:50, 19 Mar 2016    Temat postu:

Ja również mam mieszane uczucia. Lubię słuchać i pomagać ludziom, wyjaśniać różne rzeczy. Popieram kampanie społeczne mające zwracać uwagę na istnienie chorób i cierpienia z tym związanego, daleka jestem od potępiania celebrytów, którzy np. opowiadają o swojej depresji czy problemach z uzależnieniem, bo to pomaga oswoić się z problemem.

Natomiast nie ma co zaprzeczać, że istnieją osoby, które lubią się nad sobą demonstracyjnie użalać, bo to pomaga im stać się centrum uwagi, absorbować sobą otoczenie i w ten sposób dopieszczać swoje ego (ewentualnie szukają źródła problemu wszędzie, tylko nie w sobie). I tak, istnieje pewna kategoria osób, którym mam ochotę powiedzieć "weź Niepierdol i ogarnij się" (chociaż tego nie robię, żeby była jasność).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nagualini
Honorowy Łowca



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 978
Przeczytał: 50 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 14:11, 19 Mar 2016    Temat postu:

Myślę, że "cierpieć w milczeniu" też można na kilka sposobów. Niektórzy po prostu są z natury pogodni/nie mają tendencji do użalania się nad sobą czy stawiania się w centrum wszechświata. Taki człowiek powie: "OK, jestem chory/cierpiący, ale nie ja jeden, dziś akurat nie boli tak bardzo, a poza tym jest ładna pogoda". Nie będzie jęczeć o bezustanną uwagę, ale nie będzie też mieć problemów z poproszeniem o pomoc ani z jej przyjęciem.
Zupełnie czym innym jest programowe "cierpienie w milczeniu". Takie: "Patrz, strasznie cierpię, ale się nie skarżę, patrz!". Obsesja na punkcie "radzenia sobie", demonstracyjne zaciskanie zębów, odrzucanie każdej propozycji pomocy... Plus - szczególnie upierdliwe - mówienie, że wszystko jest w najlepszym porządku, kiedy ewidentnie nie jest. Takie dzielne grzywki potrafią być potwornie pasywnie agresywne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Alla
Szpieg z Krainy Dreszczowców



Dołączył: 08 Sie 2014
Posty: 2523
Przeczytał: 70 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warmia

PostWysłany: Sob 21:00, 19 Mar 2016    Temat postu:

Ja się spotykam, niestety - w najbliższym otoczeniu, z poglądem, że osoby młode nie mają prawa się w ogóle skarżyć, bo przecież są MŁODE. Ergo - nic ich nie może boleć, nie mają prawa chorować, być zmęczone ani mieć żadnych problemów. A jeśli zaczynają jęczeć, że coś jest nie tak, no to pani kochana, w dupach im się od dobrobytu poprzewracało. Nie mogę absolutnie powiedzieć, że jestem zmęczona, bo cały dzień pieliłam w ogródku albo przerzucałam metry sześcienne drzewa, bo od razu słyszę od mamy "A co ja mam powiedzieć?! Ty taka młoda i zmęczona, phi, a w moim wieku..." i tak dalej, i tym podobne. To boli, bo mam poczucie, że współczucia doczekałabym się jedynie na łożu śmierci, a i to wątpliwe. Dlatego sama nigdy nie lekceważę, kiedy ktoś się żali, choćby jego problem rzeczywiście wydawał mi się błahy, i staram się pomóc już choćby tylko przez cierpliwe wysłuchanie. Czasem wystarczy nawet tyle. Inna sprawa, że nie mam w otoczeniu nikogo, kto skarżyłby się z wyraźnym upodobaniem i pod publikę. W takim wypadku rzeczywiście nie wiedziałabym, jak zareagować.

Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hersychia
Rozpaćkany wampir



Dołączył: 05 Mar 2016
Posty: 1910
Przeczytał: 57 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob 22:32, 19 Mar 2016    Temat postu:

Alla napisał:
Ja się spotykam, niestety - w najbliższym otoczeniu, z poglądem, że osoby młode nie mają prawa się w ogóle skarżyć, bo przecież są MŁODE [..]

Zapomniałaś dopisać, że nie mieliby problemu, gdyby rodzice za czasów ich dzieciństwa porządnie lali im dupę.

Brzydzą mnie jeszcze grupowe zadziobywania młodych osób, jakie widuję czasami na forach internetowych. Zleci się kilkoro wielce dojrzałych i dawaj, ile wlezie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Madlena
Morderczy angloarab



Dołączył: 27 Gru 2012
Posty: 200
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 13:04, 20 Mar 2016    Temat postu:

No tak, bo jak młody to się nie zna na niczym, nic nie przeżył itp.
A co do cierpienia, ja nie lubię obnosić się ze swoimi problemami, ale rozumiem, że ktoś chce się wygadać opowiadając o swoich. Natomiast szczerze nie znoszę osób, które opowiadają mi o problemach czy cierpieniach innych w stylu "jaki on biedny, tak bardzo mu współczuję". Wkurza mnie to, bo wiem, z własnego doświadczenia, że sytuacja cierpiącego nie poprawi się dlatego, że ktoś mu współczuje. Jeżeli obchodzi mnie inna osoba i chcę jej pomóc to pytam jak mogłabym to zrobić i jeśli mogę to pomagam. jeśli oczekuje ona pomocy w postaci rozmowy i pocieszenia, to nie ma sprawy, możemy porozmawiać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gayaruthiel
Bezo grudek



Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 8537
Przeczytał: 60 tematów

Pomógł: 50 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Haugesund

PostWysłany: Pon 10:29, 21 Mar 2016    Temat postu:

Well, uwazam, ze kazdy przechodzi chorobe na swoj sposob i otoczenie nie powinno choremu narzucac, czy ma koniecznie cierpiec w milczeniu czy tez powinien koniecznie opowiedziec szczegolowo o kazdej kolonoskopii. Ale osobiscie, jako osoba postronna, czuje sie lepiej, kiedy wiem o chorobie moich przyjaciol i znajomych, zwlaszcza jesli sa ciezkie, bo wtedy moge im zaoferowac jakas pomoc, miec wiecej wyrozumialosci (osoby w bolu maja generalnie duzo mniejsza cierpliwosc. Jesli ktos na mnie nawrzeszczy bez powodu, to sie zdziwie i byc moze poczuje urazona. Jesli nawrzeszczy na mnie ktos, o kim wiem, ze go boli, to nie bede zywic urazy). Nie sprawie im przez jakies bzdury przykrosci (np zapraszajac na biegi kogos, kto ma klopoty z nogami, o ktorych nic nie wiem). No i jesli to jest ciezka choroba, to pewnie stanowi spora czesc zycia osoby chorej, wiec imho to naturalne, ze chcialaby sie taka osoba wygadac albo pozalic, ze np po tej glupiej chemii znowu wyszly wlosy albo ze wenflon swedzi jak jasna cholera, podczas gdy w kulcie Cierpienia w Milczeniu takie osoby musialyby to wszystko tlumic - a po co?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ag
Lily VooDoo Evans



Dołączył: 14 Sty 2015
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 11:20, 21 Mar 2016    Temat postu:

Alla napisał:
Ja się spotykam, niestety - w najbliższym otoczeniu, z poglądem, że osoby młode nie mają prawa się w ogóle skarżyć, bo przecież są MŁODE. Ergo - nic ich nie może boleć, nie mają prawa chorować, być zmęczone ani mieć żadnych problemów. A jeśli zaczynają jęczeć, że coś jest nie tak, no to pani kochana, w dupach im się od dobrobytu poprzewracało. Nie mogę absolutnie powiedzieć, że jestem zmęczona, bo cały dzień pieliłam w ogródku albo przerzucałam metry sześcienne drzewa, bo od razu słyszę od mamy "A co ja mam powiedzieć?! Ty taka młoda i zmęczona, phi, a w moim wieku..." i tak dalej, i tym podobne.


Odwieczny problem komunikacji miejskiej. Jak jesteś młoda, to musisz stać, choćby w autobusie były trzy osoby razem z kierowcą. Bo jak usiądziesz, to jesteś niewychowana. Ponieważ ludzie młodzi nie chorują, nic ich nie boli, nie męczą się i nie może im się zrobić słabo. Szlag mnie na to trafia.

Co do tego cierpienia, to mam wrażenie, że się dwie rzeczy mieszają w tej dyskusji, bo po pierwsze mamy jakieś problemy dnia codziennego i kwestię tego, czy można na nie narzekać czy nie, a po drugie – kwestię fizycznego cierpienia z powodu choroby itp. W tym pierwszym przypadku ludzie są różni i niektórzy potrzebują się uzewnętrznić, niektórzy potrzebują rzeczywiście pomocy, a inni tylko mocniejszego potrząśnięcia, by się ogarnąć, a inni nie lubią się dzielić swoimi problemami. To jest kwestia indywidualna i trzeba reagować w zależności od sytuacji.

Ale co do chorób i poważnego cierpienia fizycznego to absolutnie nie kupuję łączonego z chrześcijaństwem cierpienia w milczeniu. Jak ktoś jest chory to mu źle i uważam, że nie powinno się takiej osoby zmuszać do milczenia, bo te negatywne emocje ukiszone w środku w żaden sposób nie pomagają. Tu się zgadzam z Gayaruthiel. Nie mówiąc już o tym, że niektórzy mieliby cierpieć zamiast szukać rozwiązania, jak choćby wspomniana wyżej eutanazja. Może ktoś wolałby takie rozwiązanie zamiast się uduchawiać przez cierpienie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
die_Kreatur
Gość






PostWysłany: Pon 11:31, 21 Mar 2016    Temat postu:

@ autobusy
Polecam raz na jakiś ochrzanić pasażerów, czemu nie siadają na wolnych miejscach. Awantura dobrze robi na samopoczucie tobie, innym, może do kogoś nawet dotrze.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rufus
Książę Ryszard na Białym Fortepianie



Dołączył: 03 Lut 2013
Posty: 5279
Przeczytał: 57 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 14:23, 21 Mar 2016    Temat postu:

Mam nadzieję, że nie będzie to skrajnie chaotyczny post, chcę odpowiedzieć na wszystko naraz i się zapętlam, więc staram się streszczać. Razz

Hmmm, czego mi najbardziej brakuje w społeczeństwie, to... równowaga.
Bo oprócz gorszych dni, kiedy choroba dominuje albo kondycja psychiczna jest kiepska, jest też mnóstwo dni normalnych, a nawet świetnych, jednak sprzężonych z ograniczeniami wynikającymi z choroby. Przy okazji link podrzucony przez Sylwestra aka Pochodne Kofeiny [link widoczny dla zalogowanych]. Całkiem powszechne wydaje mi się (z tego, co mogę zaobserwować w okolicy czy - bardziej globalnie - w internetach) wyobrażanie sobie, że jak się jest chorym, to się człowiek budzi z tą myślą codziennie i z nią zasypią, a w ciągu dnia zajmuje się... chorowaniem.
Też nie zawsze chodzi o pożalenie się ani opowiadanie o każdym zabiegu ze szczegółami, ani też o biegun przeciwny - uciekanie się do kłamstw, by nie mówić o chorobie (z powodów do wyboru z całego wachlarza od strachu przed niezrozumieniem i wyśmianiem do "bo nie"). Sprawa dotyczy głównie chorób niewidocznych gołym okiem, a te najczęściej są brane za wymówkę/przypadłość wymyśloną w celu zdobycia uwagi. Miej złamaną nogę, a nikt cię do wyjazdu na narty nie zmusi, miej gorsze dni z fobią społeczną - zjedzą cię żywcem, jeśli odmówisz. Przecież fajna zabawa, integracja, jak możesz nie chcieć.
Są choroby uświęcone, są choroby bagatelizowane. Bo co to za choroba, której nie widać. Masz dwie ręce, dwie nogi, parę oczu, pieniądze na przeżycie i na przyjemności, to o co ci chodzi. Szczególnie jeśli jesteś młody, choroby są dla starych ludzi, czyż nie?
Do czego zmierzam: mniej więcej do tego, że brak w społeczeństwie zrozumienia i popada się ze skrajności w skrajność. Czarny PR robiony przez osoby szukające uwagi/poklasku ("Jaki on dzielny! Ja to bym się już dawno zabił!") oraz niemal zerowa świadomość sprawiają, że potrzeba przykładu bardzo jaskrawego, żeby ktoś przyjął do wiadomości fakt o *niestandardowości* swojego rozmówcy. Brak sytuacji, kiedy na "nie mogę, bo..." usłyszymy "aha, okej".
Jeszcze z innej beczki: strach przed mówieniem o chorobie pięknie odbija się nam w reklamach wszelkich "suplementów diety" - nałykaj się czegoś bez wizyty u lekarza (bo do niego iść też wstyd, jeszcze sąsiadka cię zobaczy pod drzwiami do specjalisty) i udawaj, że wszystko w porządku.

PS Taki mały disclaimer: Wiem, że piszę jednostronnie, ale to dlatego, że "z drugiej strony barykady" pojawiło się głosów więcej. Przeżycia z, pardon my french, attenion whores i pierdołami też mam. Nie mam natomiast złudzeń, że świat zrobi się czarno-biały, ludzie wykorzystujący sytuację i litość innych nie znikną, a wszystkie choroby zaczną być traktowane odpowiednio. Ale to nie znaczy, że nie warto dyskutować. Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lizard
Archibalt we fraku



Dołączył: 27 Lip 2014
Posty: 2322
Przeczytał: 50 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 14:47, 21 Mar 2016    Temat postu:

Ja przepraszam Rufus, że tak trochę wlezę między wódkę a zakąskę i zmienię temat, ale a'propo suplementów diety naszła mnie myśl, że nie rozumiem (po raz kolejny) tego zdrowotnego rozdwojenia jaźni Polaków.

No bo z jednej strony mamy, jak Rufus zauważyła, ogólnospołeczną niechęć do badań profilaktycznych, rozmów o chorobie i chodzenia po lekarzach (i nie zrozumcie mnie źle, ja to w pewnym sensie rozumiem, bo też nienawidzę badziać się po przychodniach, jak mam iść do lekarza do jestem chora na nerwy trzy dni przed, wkurza mnie wszystko, od kolejki po kolor ścian... ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że jak muszę - to muszę) i podejście typu "od wycięcia znamion dostaje się raka" albo "jak pójdę to jeszcze coś wykryją", a z drugiej nagminne i namiętne wmawianie sobie dolegliwości, które można "wyleczyć" tabsami z reklamy. I nie mówię tutaj ofc o emerytach przychodniowych, co to równie chętnie chodzą do lekarza jak i łykają tableteczki - oni są do zrozumienia.

Jakby nie zapytać, to każdy ma niedobór śmego i owego, nadkwasotę, celulit wodny, chalitozę i szuranie nogami. I na wszystko bierze "leki". Ale nie te na receptę, bo po receptę trzeba iść do lekarza, a lekarz jeszcze coś wykryje, i co wtedy... Koło się zamyka, wtf rośnie.

Wychodzi mi z tego że niektórzy ludzie po prostu lubią być chorzy, ale nie lubią chodzić do lekarza. Co jest dla mnie jeszcze bardziej nie do pojęcia, niż gdyby było odwrotnie, bo w drugą stronę to ma chociaż jakieś wytłumaczenie psychologiczne.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Lizard dnia Pon 14:47, 21 Mar 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nagualini
Honorowy Łowca



Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 978
Przeczytał: 50 tematów

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 14:55, 21 Mar 2016    Temat postu:

Rufus napisał:

Miej złamaną nogę, a nikt cię do wyjazdu na narty nie zmusi, miej gorsze dni z fobią społeczną - zjedzą cię żywcem, jeśli odmówisz. Przecież fajna zabawa, integracja, jak możesz nie chcieć.
Są choroby uświęcone, są choroby bagatelizowane. Bo co to za choroba, której nie widać. Masz dwie ręce, dwie nogi, parę oczu, pieniądze na przeżycie i na przyjemności, to o co ci chodzi. Szczególnie jeśli jesteś młody, choroby są dla starych ludzi, czyż nie?

[link widoczny dla zalogowanych]

Mnie jeszcze strasznie denerwuje mieszanie/utożsamianie skarżenia się z informowaniem. Nie, powiedzenie "jestem chory na X" to nie jest użalanie się nad sobą, to jest udzielanie informacji. Fakt, są ludzie, którzy na samo słowo "rak", "depresja", "alkoholizm", whatever, reagują histerią (że brzydkie słowo, że nie wypada, po co psuć miłą atmosferę) albo przekonaniem, że taka deklaracja jest wstępem do żebrania o taryfę ulgową. Tyle że to tak jakby ich problem, nie chorego.
Zdarza mi się współpracować z człowiekiem, który na samym początku tej współpracy powiedział mi: "Hej, mam chorobę dwubiegunową, biorę leki, jeśli czasem będę nabuzowany/niekontaktowy, to się nie przejmuj". I dla mnie to jest mega cenna informacja, parę razy uniknęłam dzięki niej zastanawiania się, czy coś zrobiłam nie tak.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona Strona Główna -> Długi, mroczny podwieczorek dusz Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin